IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next
AutorWiadomość
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:22

Kobiet po prostu nie da się zrozumieć, więc nie zarzucajmy Blackowi niekompetencji w tej dziedzinie. Nikt jeszcze nie napisał instrukcji obsługi tej płci, była to rzecz niemożliwa. A szkoda, Łapie przydałaby się interpretacja niektórych zachowań Dorcas.
Co się zaś tyczy Teofila, z pozoru było to niewinne kocię. Dorcas nie widziała, jak kocur ostrzył kły i pazurki na widok Hucnwota, jak nasikał mu na jego pracę domową, którą udało mu się spisać od Luniaka, jak wylał atrament na świeżo zakupione pergaminy i tak dalej. Był niebezpiecznym zwierzęciem, jeśli się przebywało z nim pod jednym dachem, czytaj pokojem wspólnym. Można to też przypisać naturze Łapy. Był psem. Nie cierpiał kotów, logiczne czyż nie?
Kiedy Meadowes podziwiała pejzaż, Black dyskretnie podziwiał jej profil. Miał zdecydowanie ciekawsze widoki, które z fascynacją oglądał.
Gdyby ktoś ich teraz zobaczył... Łapa mógłby już pakować swoje rzeczy i rozpocząć życie wyjętego spod prawa. Miałby koczowniczy tryb życia polegający na ukrywaniu się przed gniewem Lily Evans. Ten pan charakteryzował się pewnym mottem: Bez ryzyka nie ma zabawy. Choć odczuł na prawej ręce skutki jej wściekłości, nie zamierzał rezygnować z pewnych form rozrywki. Z zaskoczeniem opuścił rękę, którą oferował dziewczynie. I kto tu kogo zaskakuje? Sama radziła sobie całkiem nieźle. Oczywiście nie omieszkała na wstępie całą tę wyprawę przypisać pod jego adresem.
- Nic ci się nie stanie. - zapewnił ciepłym tonem głosu i w ślimaczym tempie szedł za nią asekurując ją bez dotyku. Musiał przyznać, że pierwszy raz był na dachu. Z kimś. W ogóle. Z Jamesem co najwyżej wpadali z hukiem przez okno wieży bądź na miotłach lewitowali przy sowiarni, gdzie wywieszali transparent z napisem "Kocham Filcha. Snape". Podobało mu się to, coś nowego, co kojarzyć się będzie tylko z tą konkretną dziewczyną, a nie dziesiątką różnych twarzy, którym nie potrafi przypisać imion.
- Brawo, Meadowes. - ukłonił się jej nisko z uznaniem i uśmiechnął się pogodnie. - Teraz w drugą stronę. Za gobelinem czeka Maleństwo. - zdjął nogę z dachówek i stanął bokiem przepuszczając przodem Dor. Nie czuł się już pewniej w tej pozycji, lecz uparcie zachowywał równowagę. Włożył dwa palce do ust i zagwizdał. Choć nie mogli z tej odległości słyszeć warkotu motocyklu, Łapa dostrzegł świecące na żółto reflektory odbijające się od okiennicy.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:23

A może to nie kobiety a sama Meadowes była taka wyjątkowa, że nie dało się jej zachowania i ogólnie sposobu bycia wpisać w jakiekolwiek sztywne ramy? Black miał solidny orzech do zgryzienia, ale czyż nie warto poświęcić się i próbować odkrywać samemu drugiego człowieka? To dopiero mogłaby być prawdziwa nagroda dla niego, gdyby udało mi się oswoić Dorcas.
Tymczasem sama Dor oparła swobodnie jedną rękę o biodro, zadzierając wysoko głowę. Słońce chyliło się ku zachodowi, jeszcze trochę i na niebie pojawią się gwiazdy oraz księżyc. Było ślicznie już teraz, w tej chwili, ale niewątpliwie pod aurą zmierzchu to wszystko, czyli spacer na wysokościach, nabiera jeszcze więcej magii. Zaufała Blackowi i jak na razie nic się nie stało, uznała więc to całe ryzyko warte zachodu. Kto wie, może da się zaprosić na jeszcze jedną taką przejażdżkę. Kiedy Łapa jej pogratulował, Dorcas nie mogła się oprzeć i po prostu pokłoniła się zgrabnie, udając jakby jej dłonie chwytały poły sukni.
- Ach! Dziękuje!
Dodała z błyskiem w oku i szczerym uśmiechem rozjaśniającym twarz. Szybko się jednak wyprostowała, chrząkając, jakby nic się nie stało.
- W drugą stronę? To znaczy, że planujesz coś jeszcze?
Zmierzyła Syriusza uważnym spojrzeniem. Chyba nie chciał jej teraz oznajmić, że oboje będą musieli złamać po raz enty, przynajmniej w przypadku Blacka, zakaz szwendania się po nocy i zwyczajnie nie zdążą do pokoju wspólnego przed ustaloną godziną? Nie umiała się jednak na niego długo złościć, co oczywiście sam Łapa nie musiał od razu wiedzieć i po prostu przeniosła swoją uwagę na zbliżające się Maleństwo. Skoro odważyła się na jedną, szaloną rzecz, może powinna także na drugą? Chwyciła kask, który zapięła dokładnie na głowie, ale kiedy Black usadowił się już na siedzeniu i gotowy był odpalić maszynę, Dor zamiast zająć miejsce za nim i opleść rękoma osobę Huncwota, pochyliła się nad nim stojąc tuż na wyciągnięcie ręki. Głos miała kusicielki, choć nie do końca świadomie.
- Skoro już Maleństwo mnie toleruje, myślisz także, że pozwoli kiedy ja pokieruje?
Dla jasności wolała nie ryzykować i nie odzysłać Blacka na miejsce, na którym sama przed chwilą siedziała a po prostu wskazała gestem jego kolana i kierownice. To byłaby taka niezobowiązująca, pierwsza lekcja nauki latania na motorze. No chyba nie odmówi temu słodkiego głosikowi Dorcas?
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:23

Kto tu kogo w końcu oswajał? Wszak to Black należał do psowatych. Nie zmienia to faktu, że skoro powiedział A to i powie B. Nie miał zwyczaju pozostawiać niedokończonych spraw. No może poza niektórymi dziewczętami, którym nie dało się przekazać, że to koniec "romansu" inaczej niż poprzez unikanie.
Uśmiechnął się szeroko, gdy Dorcas dwornie dygnęła. Przez chwilę zmarszczył się, bo nie trzymała rozłożonych rąk jako naturalna asekuracja i zachowanie równowagi. Nic się jednak poważnego nie działo, więc nie rzucił uwagi, aby na siebie uważała. To Łapa musiał na nią uważać. Uśmiechnął się tajemniczo przy zadaniu pytania.
- Planuję, ale tam, na dole, gdzie jest bezpieczniej. - wolał mieć ją albo przy sobie albo na ziemi, gdzie nie było ryzyka spadnięcia czy innej kontuzji. Adrenalina była dobra, ale nie gdy jedno martwiło się o drugie. Nie chciał tak długo zabawiać na tak niestabilnej powierzchni dodatkowo z odpowiedzialnością za kobietę. Pokuśtykał powoli za nią i zdjął zaklęcie z motocyklu. Wsiadł na swoje miejsce podając Dorcas kask, jednocześnie zakładając swój. Maleństwo zamruczało niczym zwierzę, gdy tylko Łapa położył ręce na lśniącej kierownicy. Reflektory zostawił zapalone.
Syriusz całkowicie się zdezorientował i zapomniał gdzie jest, co robi i czemu to robi. Taka była reakcja na zachowanie Dorcas. Otworzył szerzej oczy wpatrując się nic nie rozumiejącym wzrokiem w nachyloną dziewczynę.
- Nie rozumiem, możesz powtórzyć? - serce zaczęło bić mu szaleńczo, zrobiło mu się gorąco i duszno w kasku oraz sucho w ustach. POKIEROWAĆ?! To było pytanie absurdalne! Nigdy, przenigdy się nie spodziewał, że Dorcas mu je zada. Że odważy się je wypowiedzieć na głos. Jak to, pokierować? Łapa znieruchomiał i wpatrywał się w jakiś punkt na jej ramieniu. Nawet jeśli machnie się mu ręką przed oczyma, nie zamruga, nie będzie kontaktował. Black był w stanie przedzawałowym. Nikt nigdy mu nie zadał tego pytania. Nie ośmielił się nawet o tym myśleć. Nie było takiej możliwości, aby wierzyć w sens powodzenia tej prośby.
- Po...po...pokierować? - ocknął się i patrzył to na Dorcas to na Maleństwo, jakby próbując zwęszyć spisek, który musieli zawrzeć, gdy on nie patrzył. Zaraz, przecież on nie odrywał spojrzenia od Dor, nie mogli nic knuć! Łapa poruszał bezgłośnie ustami i oddychał płycej. "Pozwoli, kiedy ja pokieruję? ja pokieruję? ja pokieruję? ja pokieruję..." huczało mu w głowie, obijało się o ściany czaszki i próbowało dotrzeć do mózgu. Wdech, wydech.
- Ja... nikt o to... nigdy nie poprosił.- wyjaśnił martwym głosem, całkowicie zgubiony. Dorcas się nachylała. Ten słodki głosik, któremu trudno było odmówić... robiła to specjalnie? Musiała, Łapa z przerażeniem zdał sobie sprawę, że nie jest odporny na jej urok. Jak to możliwe? Ona chce pokierować Maleństwem! Chłopak nie wiedział, że to robi, ale musiał się zgodzić. Obawiał się odmówić, wtedy nie odezwie się do niego cały wieczór. Bardzo, ale to bardzo wiele kosztowała go ta decyzja. Ogólnie Black nie wyglądał najlepiej, gdy niechętnie odsunął się kilka centymetrów od kierownicy i skinął Dorcas, aby usiadła na tym małym, wolnym skrawku siedzenia.
- Odpal sprzęgło, kiedy ci powiem. - mówił cicho, głos miał pełen przerażenia i strachu głównie o Maleństwo. Gdy się usadowiła przed nim/na nim, wziął obie jej ręce i położył po bokach kierownicy. - Kierownicą lekko w prawo. Potem powoli wyprostuj i już nią nie ruszaj. Maleństwo wie, co ma robić. Pamiętaj, sprzęgło puść bardzo wolno, bo inaczej pofruniemy do tyłu! - przestrzegał ją i nadal nie pozwalał uruchomić motocyklu. Głos miał pełen paniki. Bał się, jak Merlina podziwiał, bał się pozwolić na jakikolwiek ruch cackiem. Był zszokowany, a serce waliło mu jak młotem. Gdyby był bardziej świadomy i trzeźwy, zachwyciłby się niebywałą, intymną bliskością. Niestety nie zauważał tego umierając w swoim przerażeniu. Pierwszy raz w życiu pozwolił dziewczynie kierować... i choć już się zgodził, bardzo tego żałował. A jeśli stanie się coś Maleństwu?! Będzie musiał poważnie porozmawiać z Dorcas, zraniłaby go śmiertelnie...
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:24

Miał racje co do jednego - wystarczyło tej adrenaliny, bo jeszcze Dorcas się to wszystko spodoba i Liliannie będzie zmuszona złoić skórę Huncwotowi za to, że Medowes z pilnej uczennicy i perfekcyjnej na każdym kroku dziewczyny stanie się im podobną, która rozkoszowała się w tych zakazanych i powszechnie niepochwalanych rozrywkach. Byłoby to dla Rudej oczywistością, że za wszystkim stoi Black i to on ponosiłby odpowiedzialność za tak zwane sprowadzenie Dorcas na złą drogę.
Widok zmieszania i kompletnego zakłopotania Łapy został skwitowany słodkim uśmiechem, ale jego również nie było dane Syriuszowi przez ten cały kask zobaczyć. Wystarczyło, że Dor stała blisko i mówiła tak rozkosznie, że nawet Maleństwo ugięłoby przed nią swoje koła. Nie zaprzeczała, że robiła to celowo, ale czy aby prosiła o tak dużo? Jeden, jedyny raz, kiedy będzie mogła to ona siąść za kierownicą motoru i to wcale nie na długo. Zresztą, będzie tuż obok i w każdej chwili zareaguje, kiedy zrobiłaby coś nie tak. Dorcas nie odważyłaby się tak sama wsiąść na jakikolwiek motor, ale skoro miała to zrobić z Łapą, nabrała pewnej odwagi.
- Już Ci chyba mówiłam, że nie jestem pierwszą lepszą dziewczyną, prawda?
Zdała to retoryczne pytanie, nie wierząc że Black będzie w stanie cokolwiek z siebie wykrztusić. Skutecznie zamknęła mu usta, dosłownie i w przenośni. A jak tylko się zgodził, pisnęła z radości i już po chwili siedziała w połowie na kolanach Syriusza, a w połowie na skrawku siedzenia.
- W porządku. Myślę, że łapię o co chodzi. Nie mniej nie puszczaj moich rąk, dobrze? Tak dla pewności.
Poprosiła jeszcze, gotowa w każdej chwili ruszyć. Ale najpierw zapoznała się z instrukcjami Łapy, dwa razy upewniła się czy aby dobrze zrozumiała i dopiero, kiedy z ciężkim sercem dał znać, Meadowes nie czekała już ani chwili dłużej. Oczywiście musiała puścić za mocno sprzęgło, chociaż się naprawdę starała i w pierwszej chwili Maleństwo rzuciło się do tyłu, ale szybka reakcja ze strony Dor i mimo wszystkie niezawahania się oraz kolejne ruchy, o których wcześniej mówił spowodowały, że po chwili motor z warknięciem ruszył do przodu, skutecznie maskując nieciekawy początek. Nabrał prędkości, czuła przyjemnie drgania kierownicy pod rękoma, gdyż zaciskała na niej kurczowo swoje dłonie. A Dor cieszyła się dosłownie jak dziecko, któremu ktoś sprawdził przedwczesny, gwiazdkowy prezent. Nie obrała żadnego, konkretnego kierunku. Pozwoliła, aby to Maleństwo decydowało i o miejscu, i o wysokości lotu, ewentualnie Black, który przecież miał nie puszczać jej dłoni i asekurować w każdej chwili.
- Podoba mi się!
W głosie Meadowes było tyle fascynacji, że Łapa już mógł pożałować tego, że pozwolił jej prowadzić, bowiem ciężko było uwierzyć, że nie będzie chciała jeszcze raz.
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:24

Czyżby Łapa właśnie tworzył potwora? Wyjątkowo urodziwego i bystrego potwora? Gdyby był tego świadomy, na pewno rozpierałaby go duma. Poza tym droga Blacka nie była wcale taka zła. Po prostu prostsza. Nie skręcał, nie bawił się w ścisłe ograniczenia, tylko szedł z wysoko uniesioną brodą przed siebie korzystając z tego, co tylko mu wpadnie w ręce.
Tak, Meadowes prosiła o bardzo dużo. W systemie wartości tegoż Huncwota zgoda na prowadzenie jego motocyklu równała się z wyznaniem miłości. Mimo, że siedział tuż tuż za nią i trzymał jej dłonie na kierownicy Łapa wciąż śmiertelnie się bał, że stanie się coś złego i stanie przed wyborem: cieszyć się, że Dorcas nic się nie stanie czy płakać nad ewentualną kontuzją swego "dziecka". Zapytanie motocykla czy dobrze się czuje na pewno nie było dobrym pomysłem.
Pokiwał głową na jej uwagę. Oczywiście, że nie była pierwszą lepszą. Pierwszej lepszej nie zaprosiłby na motocykl! Dorcas chyba na prawdę nie pojmowała jeszcze powagi sytuacji i zaszczytu, jakiego dostąpiła. Gdy usiadła, z czcią odsunął jej warkoczyk na prawe ramię, aby mu nie zasłaniał widoków. Dor przyprawiła Łapę o zawał serca. Kolejny.
- Hejże, spokoojnie. - warknął zestresowany ostrzej i zacisnął mocniej palce na rękach dziewczyny. Nogą ustawił odpowiednio stopę Dor na sprzęgle oraz poprawił oba boczne lusterka, aby widzieć wszystko. Siedział jak na szpilkach, gdy w końcu płynnie ruszyli. - Zwolnij. - głowę trzymał przy jej lewym uchu, więc nie musiał podnosić głosu. Mówił cicho, ze skrywanym przerażeniem. Kąciki ust drgnęły mu słysząc szczerą radość. Podobną do jego, gdy pierwszy raz usiadł za tym cackiem. Pamiętał to jakby było wczoraj. Fascynacja, zdumienie, podziw, dziecięca szczera radość. Jedną rękę zdjął z kierownicy i na wysokości jej brzucha zaczął zmieniać coś w panelu pod kierownicą. Kilka guzików zaświeciło, Maleństwo łagodnie chrząknęło pojmując co trzeba robić.
- Przechyl kierownicę najpierw do góry, a potem niżej pod kątem prostym. - polecił tonem nie znoszącym sprzeciwu. Nie wyjaśnił nawet, że kierownicę można wygiąć w dowolnym kierunku świata po podważeniu fioletowej wtyczki. - Nie będziemy pikować, bo to zadanie tylko w stadium zaawansowanym. Tylko bez gwałtownych ruchów. Kiedy podlecimy do tamtego kasztanowca, skręć w lewo nadal z przechyloną kierownicą. Jeśli puścisz, prawdopodobnie spadniemy. - ostrzegł i wziął głęboki wdech. Zamiast życiodajnego tlenu do jego mózgu dotarł osobisty zapach panny Meadowes. Łapa troszeńkę się uspokoił. W ramach małej zemsty lewą ręką objął Dor w talii pod pretekstem trzymania się podczas jazdy. W końcu zauważył jak blisko siebie siedzą i nie ukrywał, że bardzo mu się to podoba. Oparł lekko brodę o jej chudziutkie ramię i patrzył się na nią w lusterku. Spojrzenie miał poważne, ale mogła dostrzec gdzieś tam złośliwie iskierki.
- Stopy płasko, Meadowes. - kolejne apodyktyczne polecenie.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:24

Powinien się cieszyć, że Dorcas nie przyszło nawet do głowy, aby cokolwiek samej zmieniać w ustawieniu przycisków lub po prostu wciskać je na chybił trafił. Okazywała się dość pojętą uczennicą, nie robiącą nic, co wcześniej nie zostało powiedziane. Nie do końca tylko rozumiała to przerażenie w głosie Blacka, bo przecież radziła sobie nieźle i wcale nie zamierzała doprowadzić do tego, że oboje zaryją w ziemi. No chyba, że ten bardziej bał się o Maleństwo... W takim razie udowodni mu, że niepotrzebnie.
- Dziękuje.
Oczywiście, że zauważyła, ze ten dopasował lusterka do jej osoby. Tak jak polecił, Dorcas zwolniła, choć kusiło ją, aby nabrać prawdziwej prędkości. Nie było to jednak zbyt rozsądne, musiała obejść się więc smakiem, choć w jej myślach zaraz pojawiło się stwierdzenie, że przecież może innym razem. Że zacznie od czegoś prostszego i jeśli oswoi się z Maleństwem a biedny Łapa nie będzie drżał przy każdym ruchu kierownicy to może pozwoli na coś więcej... Jakoś jej nie przeszkadzało, że ten, będący pasażerem obowiązkowym, znajdował się tak blisko jej osoby. Była zbyt podekscytowana, że nawet nie zwracała większej uwagi na to, gdzie znajdują się dłonie Blacka i na fakt, że szepcze praktycznie do jej ucha zamiast się wydzierać, co przecież mógł swobodnie robić.
- Do góry, w dól pod kątem prostym i nie puszczać. Zrozumiałam.
Upewniła go jeszcze w tym, że wcale nie zamierzała puszczać i nie musiał już zamykać oczu pod groźbą runięcia na błonie. Szybko wypatrzyła kasztanowiec, ale przecież Maleństwo wiedziało co ma robić.
- Tak, tak.
Mruknęła w odpowiedzi, poprawiając ułożenie stóp. Jakoś mogła przełknąć to czepianie się o wszystko, skoro siedzieli jednocześnie na motorze. Dorcas zrobiła tak, jak chciał i może nieco niezgrabnie, ale bez niespodzianek zakręcili przy kasztanowcu, zdając się na kolejne polecenia Łapy.
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:25

Oj, gdyby zaczęła coś zmieniać w ustawieniach trzeba byłoby reanimować Blacka i wzywać Uzdrowicieli z Munga. Takiej tragedii by Łapa nie przeżył, to ponad jego siły. Jeśli chodziło o Maleństwo, był na jego punkcie przewrażliwiony i Dorcas powinna to zaakceptować na wstępie. To nigdy nie ulegnie zmianie; zresztą to bardzo niewinna pasja. Serce by mu pękło, gdyby coś się mu stało.
Był spokojny, ponieważ Dorcas go słuchała. Nie wykazywała chęci do przejęcia inicjatywy, co byłoby zapewne katastrofalne w skutkach. Może, może kiedyś, gdy do Łapy dotrze, że Meadowes nie zaszkodzi Maleństwu i na odwrót, wtedy pozwoli na więcej swobody. Obecnie nie pojmował i nie dopuszczał do siebie takiej możliwości, w końcu to pierwszy raz. Wydzierać się Black nie zamierzał. Nie był w stanie wydusić z siebie głośniejszych dźwięków niż szept. Wciąż był przerażony. Nie mógł zapanować nad drugą ręką, gdy Dorcas zniżała motocykl. Przytrzymał dla niej kierownicę, ot dla pewności, że nie rozbiją się o żadne drzewo, żadną wieżę ani o żadną niepożyteczną osobę. Niedaleko była Wierzba Bijąca; niekontrolowana jazda mogłaby zapewnić im miesięczny pobyt u pani Pomfrey. Łapa miał ochotę zamknąć mocno oczy i nie otwierać ich dopóty dopóki bezpiecznie nie wylądują. Nie mógł sobie na to pozwolić, cała odpowiedzialność była na jego barkach. Tylne koło lekko się zatrzęsło, gdy dosyć twardo i niezgrabnie dotknęli ziemi. Łapa wypuścił powietrze z płuc i wyglądał wzruszająco z taką miną.
- Udało się. Brawo. - odetchnął z ulgą i zdjął swój kask. Przez chwilę normalnie siedział, gdy Maleństwo wiozło ich w stronę kamieni, czyli tam, skąd ruszyli. Przeczesał palcami swoje włosy ciesząc się z sukcesu. Przeżył, dał radę znieść myśl i widok, że ktoś inny niż on bądź James prowadzi Maleństwo. Gdy się zatrzymali, Łapa ponownie odsunął upierdliwy warkocz Dorcas i delikatnie, ledwie wyczuwalnie pocałował skórę na jej karku. Ciche gratulacje, których nie wypowie na głos, gdyż jeszcze się nie otrząsnął z szoku. Butem podstawił nóżkę Maleństwu, a te spoczęło wygodnie przechylone nieco na bok. Łapa wziął od Dor kask i schował oba do bagażnika, zdjął również rękawiczki. Odwrócił się potem do dziewczyny i wpatrywał się w nią oniemiały.
- To był nasz udany pierwszy i ostatni raz, gdy ktoś prowadzi oprócz mnie. - powiedział poważnie z ulgą, że nie będzie musiał tego powtarzać. Nie wiedział, że te tajemnicze ogniki w jej ciemnych oczach zwiastują późniejsze, jeszcze większe kłopoty i zawały serca. Dotknął swojego gorącego czoła i próbował się doprowadzić do porządku. Serce waliło mu jak młotem i Łapa mógłby przysiąc, że to słychać z odległości paru metrów. Podszedł do Motocyklu i spojrzał na niego czule.
- Wyjmij różdżkę i machnij o, tak. - w powietrzu zabandażowaną ręką zatoczył poziomą ósemkę. - Po tym Maleństwo pojedzie zaparkować. To inteligentna maszyna. Ruch różdżki i wie, co ma robić. - pochwalił swoje cacko patrząc na nie z dumą. Łapa potrzebował paru minut aż się do końca uspokoi po tym niebezpiecznym i pełnym emocji locie. Potem porozmawia sobie z Dor na temat uciekania z pokojów wspólnych.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:25

Oczywiście, że nie był to ostatni raz, ale Black na razie nie musiał o tym wiedzieć. Dor po prostu zostawiła te plany dla siebie, a zainteresowanego poinformuje w swoim czasie. Domyślała się, że teraz nie wystarczy już wyłącznie słodki głos i przymilny uśmiech, aby Łapa był w stanie po raz drugi powierzyć w jej ręce kierownice. Aczkolwiek miała wystarczająco sporo czasu, aby podejść go odpowiednio. Sam się prosił, aby stosowała te podstępne sztuczki. Nie miała nigdy okazji sprawdzić je na kimkolwiek, skoro więc Black sam się podstawiał, proszę bardzo. Mógł mieć pewność, że na pewno będą bardziej subtelne niż odurzenie go eliksirem miłosnym a później korzystać z bezgranicznego uwielbienia.
- Ha! Nie wiem, Syriusz, czego tak się bałeś.
Może w ustach Meadowes zabrzmiało to nieco nieskromnie. Dor była naprawdę z siebie dumna, kiedy udało jej się postawić Maleństwo na ziemi i po drodze nie dopuścić do tego, aby ucierpiała maszyna lub oni sami. Nerwy Łapy się akurat nie liczyły w tym rozrachunku. Wciąż czuła jeszcze wiatr, który próbował się z nimi ścigać tam, na górze. Chwilę, którą jechali jeszcze przed siebie, wykorzystała na ochłonięcie. Adrenalina opadła, ale emocje nadal szumiały w jej głowie. Lekko drgnęła, kiedy poczuła usta Blacka na swoim karku. Nie spodziewała się tego, po prostu dała się podejść a Black nie miał litości. Powinna to zapamiętać. Roześmiana, odpięła pośpiesznie kask i przetarła twarz dłońmi.
- To było naprawdę niesamowite.
W myślach od razu dodała, że to powtórzą. Dorcas wstała pierwsza, musiała przyzwyczaić się do pewnego gruntu pod nogami. Odeszła tylko na kilka kroków, ale ten wciąż mógł czuć cytrynową nutkę jej perfum, których miał okazję się nawdychać. Jak tylko Black wspomniał o różdżce, sięgnęła po swoją. Musiała się skupić, a nie ciągle przeżywać ich podniebną przejażdżkę.
- O tak?
Skopiowała jego ruch, kreśląc w powietrzu płaską ósemkę i tym samym odsyłając Maleństwo. Odetchnęła, a różdżkę wcisnęła z powrotem do kieszeni płaszcza. Meadowes zadarła wysoko głowę, nieco odchylając ją do tyłu, jakby spojrzeniem chciała objąć całe niebo. Black sprawił jej przepiękną niespodziankę, powinna mu rzucić się na szyje i podziękować?
- My naprawdę dotknęliśmy chmur.
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:25

Myślę, że eliksir miłosny nie musiał być konieczny, aby uzyskać odpowiedni efekt. Wystarczyło trochę sprytu, wrodzonego wdzięku i odpowiedniego podejścia, aby owinąć sobie Łapę wokół palca. Oczywiście ta recepta nie sprawdzała się u żadnej z bliżej mu znanych dziewcząt; miała szansę powodzenia tylko u Meadowes. Skoro wynegocjowała podróż na Maleństwie, czyli kierowanie nim, była bliżej niż ktokolwiek inny. Nie zmienia to faktu, że taki stan rzeczy przerażał Łapę. Bezgraniczne uwielbienie bezgranicznym uwielbieniem, dorcasowe sztuczki były niezłym asem w rękawie. Później sobie to odbije, nie będzie stał bezczynnie, gdy ta panna zarzuca na niego sieć.
Nie wiedziała czego się bał?! Zacząć wyliczać? Nie starczyłoby mu rąk. On umierał ze strachu podczas lądowania! Dlatego był teraz bledszy, a w oczach czaiło się niedowierzanie, że się udało bezpiecznie dotknąć ziemi.
- Dobrze ci poszło, Meadowes. - poczuł się do pochwały. Widział jak bardzo się cieszy z tego małego sukcesu. Zupełnie, jakby pierwszy raz trzymała w dłoni różdżkę. Coś, co się zapamięta na całe życie i gdy będą staruszkami na werandzie pijąc herbatę, ze wzruszeniem będą wspominać ten dzień.
Ruch różdżką podziałał perfekcyjnie. Maleństwo wyprostowało się, zaświeciło reflektorami, odpaliło silnik i beztrosko, wesoło pojechał w stronę linii Zakazanego Lasu, aby tam skręcić w prawo i schować się w swym parkingu. Gdy maszyna ich mijała, Łapa wyjął swą różdżkę i zamachnął się nią, jakby chcąc ją rzucić. Niewidzialna peleryna, która okrywała wcześniej cacko posłusznie poleciała za motocyklem.
- Sprząta się po sobie! - zawołał czule do Maleństwa. Wolał nie zostawiać wielu śladów. Łapa nie był stu procentowo pewien, czy posiadanie takiego sposobu transportu jest dozwolone. Według idei Filcha na bank było to zakazane. W ogóle, co nie było zakazane w jego liście?
Chłopak schował ręce do kieszeni spodni i szczerzył się widząc Dorcas. To było coś innego niż latanie na niebie na miotłach. Nie wiedział czym to konkretnie się różni, ale czuł, że to coś nowego i oryginalnego. Odchrząknął, gdy znowu się rozproszył.
- Zechce się panna napić wina? - zapytał miękko i zaoferował swoje ramię. Była ładna pogoda, niedługo słońce zacznie zachodzić, więc nie muszą wypatrywać końca spotkania. Następnym razem pójdą do Hogsmade. Łapa musi odetchnąć po strachu, jaki go obleciał, gdy Dor kierowała Maleństwem.
Gdy podeszli do owego kasztanowca, które skomplikowanym cudem nie ucierpiało, Syriusz machnął w powietrzu różdżką.
- Wczoraj wieczorem, gdy McGonagall mnie puściła poszedłem do kuchni w lochach. - zaczął, gdy przed nimi pojawiła się nieprzezroczysta biała butelka z znaczkiem z przodu przedstawiającym głowę skrzata. Oraz dwa kieliszki. - Przekonałem je, aby poczęstowały mnie swoim winem. Robią je w kuchni, w specjalnej części. Cytrusek nie chciał się ode mnie odlepić przez jakieś trzydzieści minut, ale warto było. Takiego wina na pewno jeszcze nie piłaś. - usiadł wygodnie na trawie i oparł się o pień drzewa. Wdech, wydech, koniec lęku o własne życie po tak emocjonującym locie. Butla przechyliła się i nalała do kieliszków białego płynu.
- Za udaną jazdę. - uniósł swój kieliszek w ramach toastu i uśmiechnął się ciepło do Dorcas. Był z niej dumny, poradziła sobie nieźle.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:26

Czego jak czego, ale Dorcas nie planowała, aby owijać sobie biednego Syriusza wokół palca. Nie zniosłaby pantoflarza przy swoim boku, który na każdym kroku chciałby się jej przypodobać zamiast być po prostu sobą. Owszem, mogła czasami się ładnie uśmiechnąć lub użyć tego uroku osobistego, któremu najwyraźniej Black nie mógł się oprzeć, ale też nie zamierzała tego robić ciągle. Wyłącznie to pojedynczych spraw, w których nie widziała niczego złego. Sama Meadowes była bardzo liberalna, nie oczekiwała zmiany swoich wszystkich przyzwyczajeń i była skłonna zaakceptować takie, które nie do końca się jej podobały. Syriusz zdecydowanie powinien dziękować, że nie jest z tych, które najchętniej upiłyby eliksirem miłosnym i oczekiwały, że nawet kiedy ten przestanie działać, nadal będzie się zachowywać tak samo.
- Dzięki.
Szybko cofnęła rękę, zdając sobie sprawę, że nie powinna teraz rozczulać się nad śmiganiem po niebie, a skupić na osobie Łapy. Jej spojrzenie na osobę Huncwota w ciągu ostatniego roku przeżyło tyle zmian, że sama Dor nie byłaby w stanie powiedzieć jakiego uczucia z całej gamy emocji nie żywiła do Blacka. Dość mocno przykuło jej uwagę fakt, że naprawdę się stara zachowywać dojrzale, kiedy sytuacja tego wymogła. Nie dowcipkuje głupio, kiedy widzi kogoś pokrzywdzonego lub zranionego. A to, że później stara się odciągnąć ich posępne myśli oraz rozśmieszyć raczej bywa urocze niż irytujące. Cmoknęła, wsuwając swoją dłoń pod ramię Blacka.
- Z przyjemnością. W końcu sporo się natrudziłeś, abyśmy dojechali się tutaj dzisiejszego wieczora.
Puściła mu oczko, niewinnie nawiązując do tego, jaki Łapa był blady kiedy Dor w końcu wylądowała i zgasł silnik. Pozwoliła mu się poprowadzić w stronę drzewa, słuchając opowieści o tym, jak zdobył wino. Winna to docenić, gdyż skrzaty będące bardzo gościnne ale też nie mające ich za dużo u siebie w kuchni, nie odpuściły jeszcze nikomu z uczniów, który się tam pojawił.
- Na pewno w końcu Ci uległa i nie kazała częstować się kolejnym kawałkiem ciasta.
Dorcas usiadła naprzeciwko Blacka, nie mając większych oporów co do tego, że pod nimi jest zwykła trawa. Kiedy ten zajmował się rozlewaniem wina, ta oparła ręce za plecami, aby nacieszyć się jeszcze ostatnimi promieniami słońca. Był to dopiero początek wiosny a ona już nie mogła doczekać się, aż będzie można swobodnie i bez żadnych płaszczy przesiadywać na błoni. Sięgnęła po kieliszek, unosząc go od razu w geście toastu.
- Za udaną jazdę.
Stuknęła delikatnie o szkło w ręku Blacka, a następnie umoczyła usta w winie, które miało dość słodkawy smak. Dorcas upiła jeszcze jeden łyk, nie odłożyła jednak kieliszka a swobodnie kołysała nim w ręku.
- Udało Ci się zdobyć kwiaty, wino, powinnam chyba podwyższyć poprzeczkę, m?
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:26

A jaki Łapa był? Głównie przymilał się do tych osób, które mogłyby mu w czymś pomóc. To trochę egoistyczne podejście, lecz nieszkodliwe dla żadnych ze stron oprócz płonnych nadziei dziewcząt. Gdy był sobą, to śmiał się w głos, rozweselał wszystkich dookoła, dowcipkował, wygłupiał się i podrzucał podteksty. Sposób odreagowania na codzienność, na przeszłość i korzystanie garściami z teraźniejszości. Nie zmieniało to faktu, że gdyby Dorcas zapragnęła światu u stóp, zrobiłby wiele, aby tak się stało. Obecnie może nie tak wiele, raczej by obrócił to w żart, ale kto wie czy w niedalekiej przyszłości jeszcze bardziej nie wpadnie po uszy? Był na dobrej drodze, aby tak się stało.
Łapa nie był głupcem. Był bystry i zawsze miał tę łunę szczęścia, że w mig pojmował która to z dziewcząt jest bardziej drapieżna i chce go upić eliksirem miłosnym. A to zasłyszał z plotek, a to ktoś zaprzyjaźniony go ostrzegł bądź sam wywnioskował która co jak kiedy i dlaczego.
- Nie natrudziłem się. - poprawił ją. - Umierałem ze strachu tylko gdy podchodziliśmy do lądowania. - posłał jej złośliwy uśmiech. Przyznał się jawnie, że śmiertelnie bał się kraksy. Zresztą, wcale się z tym nie krył. Każdy facet bałby się o swoje "dziecko". W dodatku TAKIE dziecko.
Wywrócił oczyma na wspomnienie przylepionej do nogi Cytruski. Łapa miał uraz do skrzatów, ale na widok takiej szczerej radości i oddania skrzatki z blond loczkiem na czubku głowy nie potrafił odmówić.
- Nakarmiła mnie tak jak pani Potter. - stwierdził ze śmiechem, wspominając syte obiady u państwa Potterów. Co prawda teraz mamy Jamesa nie ma, zmarła jakiś czas temu, lecz Łapa nadal ją miło wspominał. I te rozkoszne klopsiki w sosie własnym! - Prawiłem jej komplementy, to uległa. I wcale nie kłamałem tak ją wychwalając. - od razu zaznaczył, aby nie zostać oskarżonym, że wysługuje się niewinnymi skrzatami. Łapa był zdziwiony jak świetnie się wczoraj wieczorem bawił w kuchni.
Lekkie uderzenie kieliszków i Syriusz mógł rozkoszować się perfekcyjnym smakiem skrzaciego wina. Słodki, z bąbelkami, które pękają na języku i rozgrzewają przełyk. Nic dziwnego, że to dzieło było tajne i nie wszystkim znane. Puby zdobyłyby na nim fortunę.
Posłał Dorcas czarujący uśmiech, gdy zasugerowała podniesienie poprzeczki.
- I ubrałem koszulę czarną tak, żeby pasowała ci do paznokci. - z rozbawieniem zacytował fragment jej liściku, które przesyłali sobie, gdy Łapa utknął na poprzednim szlabanie, nie tym u McGonagall, tylko u Groopa. Po chwili Łapa spoważniał. Wesoły uśmiech zniknął i ponownie przypominał niesłusznie zbitego psa.
- Czemu uciekłaś z pokoju wspólnego? - zapytał pełnym żalu głosem, który ściskał serca co wrażliwszej osoby. Syriusz na prawdę cierpiał, gdy sobie poszła i zniknęła, gdy tak świetnie zaczynali się bawić! Nie, żeby tylko na pocałunkach mu zależało, bardziej o tym, co ostatnimi dniami przeżywał. Nie wiedział co ma sądzić o zachowaniu Dorcas, zgubił się między "tak", a "nie" a "być może". Najpierw przyprawiła go o zawał serca, a potem uciekła. Dla Blacka było to trochę za dużo! Dumał i dumał, lecz nic nie udało mu się wydumać.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:26

- Ty po prostu we mnie nie wierzyłeś.
Stwierdziła w końcu Dor, udało się jej zawrzeć w tych kilku słowach niejaki wyrzut. Może nie do końca było od razu wiadomo, że żartuje albo raczej drażni się z Blackiem. Widziała z jaką czcią obchodzi się ze swoim Maleństwem, ale złośliwa część jej natury domagała się, aby nieco poigrać sobie z Łapą i nie zapominać o wypominaniu jego bladej, przerażonej twarzy, kiedy ona dorwała się do kierownicy motoru. Zapewne długo jeszcze będzie się tak z nim drażnić, najwyraźniej czerpała z tego niewyjaśnioną radość.
- Nie wiem czy odważyłaby się dać nakarmić skrzatom. One przecież nie rozumieją słowa dość.
Z uśmiechem upiła kolejny łyk, smakując w winie. Dorcas ciężko było pozbyć się świętej pamięci babki, która zawsze lubiła nakładać bez pytania kolejną porcje na talerz a co dopiero wytłumaczyć tak gościnnym skrzatom, że zdecydowanie wystarczy to, co Ci podsunęły pod nos. No ale Black był facetem, który cieszył się powodzeniem wśród uczennic, o czym skrzatki musiały wiedzieć. Być może dlatego jego rzekomy urok wystarczył, aby postawić na swoim. Zmrużyła lekko oczy. Pamiętał.
- Co prawda moje paznokcie przestały być czarne i po prawdzie nigdy takie nie były, ale doceniam.
Dorcas miała cichą nadzieje, że natłok wymagań jednak odstraszy Łapę, ale ten zachował się odwrotnie do przypuszczeń - wyzwania tylko go zmotywowały i jak mogła zobaczyć na własne oczy, spełnił każde, choćby najmniejsze oraz głupie. Skinęła tylko głową w dowód uznania, mocząc ponownie usta w alkoholu.
- Nie uciekłam.
Stwierdziła krótko, nieco zbita z tropu tym pytaniem. Kupiła sobie trochę czasu, gdyż Black wyglądał na takiego, który oczekuje sensowniejszej odpowiedzi. Co miała mu powiedzieć? Że sama nie wiedziała dlaczego? I uznała to za najrozsądniejsze? Odłożyła kieliszek na bok, na dość pewny grunt.
- Cóż. Bukiet tulipanów to za mało, panie Black, aby dostać więcej niż jednego całusa. I nie mówią tutaj o tym, że oczekuje prezentów czy niespodzianek. Po prostu... Po prostu pokaż, że warto.
Dorcas nie zamierzała wyjaśniać co rozumie poprzez te słowa, ale ufała we wrodzoną inteligencję Łapy. Chciał buziaków i możliwości tulenia Meadowes? Niech pokaże, że mu zależy. I że traktuje to jak najbardziej poważniej. Nie miałaby przy okazji nic przeciwko kolejnej przejażdżce na Maleństwu, ale tymczasem to mu akurat daruje...
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 16 Lut 2014, 21:26

Cóż się dziwić. W obliczu takiego doświadczenia, Łapa mało komu ufał.
- Nie martw się, podobnie reaguję, gdy Rogacz na nim siedzi. - uspokoił ją pełen świadomości tejże słabości. Gdyby coś się stało Maleństwu... nie pozbierałby się tak prędko. Nie chodziło tu konkretnie o wiarę w umiejętności drugiego człowieka. Dorcas przewyższała inteligencją koleżanki, ale czy prowadziła choć raz motocykl? TO był jej pierwszy raz, Łapa przedstawił jej zaledwie zalążek tego, co powinna wiedzieć o Maleństwu, jeśli planowała powtórki tej historii (jeśli rzecz jasna przekona do tego pomysłu Łapcię).
- Droga Dorcas, skrzaty zadbały wyśmienicie o moje trzy żołądki, polecam.- stanął w obronie szkolnych kucharzy. Może będzie tam chodził jeszcze częściej niż dotychczas? Trzy posiłki dziennie to prawidłowa ilość, lecz Łapa czasami potrzebował coś na później na przykład gdyby nie zdążył na kolację. Był tak najedzony, że ledwo się ruszał, a dzisiaj rano i tak zjadł jedną dokładkę śniadania. Niedługo zacznie konsumować dania w takiej ilości jak Peter. Z Glizdusiem nie ma szans wygrać, ale chociaż go zaskoczył, gdy mu opowiedział o posiłku a la Cytruska.
- Spełniłem tylko twoją prośbę. - wzruszył ramionami zdziwiony jej uwagą. Skoro napisała, że tak chciała, to dlaczego miałby tego nie zrobić? Z pomarańczowych tulipanów bardzo się ucieszyła, wcześniej sobie je życząc. Nie siedziało to w kategorii "zrobisz to, co ci każę", tylko "zrobię cokolwiek, abyś się ucieszyła".
Uciekła, uciekła. Zaprzeczanie temu było naiwnym wyjściem. Odwróciła się na pięcie i sobie poszła nie mówiąc nic konkretnego. Swoim zachowaniem całkowicie namieszała Łapie w głowie, który coraz intensywniej odczuwał potrzebę pogadania o tym z Rogaczem bądź Luniakiem. Remus ma nieźle w głowie, może on pojmuje rozumowanie kobiet? Albo wie coś, co mogłoby się Blackowi przydać? Jeszcze nigdy w życiu Łapa się tak nie nagłowił nad nikim. A to dopiero początek, jak przeczuwał.
Jej kolejne słowa przyprawiły go o ból głowy. Mówiła zagadkami, tajemniczo bez wyraźnych wskazówek. Znowu spędzi wiele dni i nocy nad interpretowaniem tego zdania i pisania na ten temat rozprawki. Cóż, chyba nie starczy mu trzy calowej rolki pergaminu na wstęp.
- To co mam zrobić? Ogłosić jutro rano w wielkiej sali, że jestem zaręczony, aby dziewczyny dały mi spokój? - o Maleństwie nie pomyślał, jeszcze nie teraz, gdy jest świeżo po zawale. - Oczekujesz, że mam się zmienić, bo nie masz do mnie zaufania? - zapytał, a ton głosu był niewygodnie poważny. Upił spory łyk skrzaciego wina ciesząc się z niewielkiej ilości alkoholu we krwi. Może wtedy przyjdzie olśnienie?
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 17 Lut 2014, 00:20

Zakrztusiła się winem i chyba resztki opanowania sprawiły, że po prostu go nie wypluła na siedzącego obok Syriusza. Co on powiedział!? Chciała, naprawdę chciała się zwyczajnie przesłyszeć. Meadowes musiała teraz wyglądać na kogoś, kto jest w ciężkim szoku. Zawsze poukładana, ale Black sprawił, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zwyczajnie popadła w przerażenie.
- Co... Co Ty powiedziałeś!? Oszalałeś doszczętnie czy co!? Wypluj te słowa!
Panika jednak szybko ustąpiła. To, co był gotowy wygłosić w Wielkiej Sali, uznała za tak nierealne, jak jej nagłe zainteresowanie wróżbiarstwem. Nie. Po prostu nie. Może i Łapa był zdolny do wielu dziwactw, ale to wyglądało zbyt abstrakcyjnie, nawet jak na możliwości Huncwotów. Nabrała głęboko kilka oddechów. Żadne dziewczyny nie miały tutaj nic do rzeczy. Dorcas lekko zagryzła wargi. Musiał o to spytać? Poczuła się, jakby spadła z wysokości, na dodatek z dość twardym lądowaniem. Jeszcze przed chwilą cieszyła się tą całą beztroskością i wydawałoby się, że nic nie jest w stanie tego zagłuszyć. Black naprawdę nie rozumiał? Nie była pewna jak ubrać swoje myśli w bardziej proste oraz zrozumiałe słowa. Przez chwile mierzyła osobę Łapy spojrzeniem, ale nie odezwała się słowem. W pierwszej chwili gotowa była spanikować i zasłonić się przed odpowiedzią, na którą oczekiwał, lampką wina, choć nie byłby to najlepszy pomysł biorąc pod uwagę jej ostatnią reakcje na słowa Huncwota. Ponadto dość miała uciekania oraz niedomówień. Meadowes sama dręczyła się tym, że nie wiedziała na czym stoi, nie chciała zostawiać Blacka w dość podobnej sytuacji.
- Nie rozumiesz. Oczywiście, że Ci ufam. I nie, nie oczekuje jakiejkolwiek zmiany. Właściwie ciężko mi sobie Ciebie wyobrazić innego, bo przecież jestem tutaj dzisiaj z Tobą takim, jakim jesteś na co dzień. Tylko... Tylko nie chciałam niczego wymuszać. Ta cała sytuacja w pokoju wspólnym zaczynała wymykać się spod kontroli. Nie chciałam, abyś zrobił coś, czego później będziesz żałował.
Dor już sama się pogubiła w swoich słowach, potarła energicznie dłońmi poliki.
- Przez Ciebie plącze mi się język. Chyba za bardzo mi zależy, albo po prostu nigdy nie myślałam, że znajdę się w takiej... intymnej atmosferze z Tobą. I zaczynam panikować, bo nie wiem na ile możemy sobie pozwolić. Na ile właściwie chcemy.
Potrząsnęła szybko głową, aby wyrzucić te skołatane myśli. Mógł się spodziewać, że Meadowes, która miała zawsze wszystko dookoła siebie poukładane i sama dążyła w swoich działaniach do porządku zwyczajnie nie będzie wiedzieć jak się zachować, kiedy straci kontrolę nad sytuację, albo ktoś inny wciągnie ją do takiej, nad którą nie będzie się dało zapanować. Bo przecież nie chciała i nie zamierzała podejmować jakichkolwiek decyzji za Łapę. A skąd ma wiedzieć co on w danej chwili myśli lub chce? Spontaniczność, na którą umiała sobie pozwolić, jakoś nie szła w parze z jej relacjami z Blackiem. Albo też zwyczajnie bała się tego, że to wszystko jest tak nieprawdopodobne, że zaraz runie i się ocknie rozczarowana. Tak. Za dużo myślała. Ale przecież taka była natura Dorcas.[/b]
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 17 Lut 2014, 10:05

Czyli i on potrafi przyprawiać o zawał! Chociaż wolałby, aby Dorcas się nie krztusiła, bo miał wtedy serce w gardle, zaś jego zdolności magii leczniczej pozostawiały wiele do życzenia. Potrafił wyczarować co najwyżej mugolski plasterek na skaleczenie. Chyba, że musiałby reanimować Meadowes metodą usta-usta, to wtedy nie ma najmniejszego problemu.
Mimo wszystko, gdy krztusiła się i czerwieniała raz co raz, odstawił do połowy wypity kieliszek i nachylił się do dziewczyny uważnie się jej przyglądając.
- W porządku? - ale gdy na niego nakrzyczała uznał, że nie ma najmniejszego powodu do obaw. Osoba krztusząca się, która jednocześnie unosi głos oznacza, że nie trzeba panikować.
- Czemu mam wypluwać słowa? Mówię poważnie i wiesz, że jestem do tego zdolny. - wzruszył ramionami kwitując ten szok. Wyzwania są na porządku dziennym, więc zwykłe oświadczenie w Wielkiej Sali podczas obiadu, że jest zaręczony nie było niczym nadzwyczajnym. Dałby co najwyżej więcej powodów do plotek. Łapa wyprostował się i cierpliwie czekał, aż Dorcas skończy się mu przyglądać, jakby właśnie spadł z Marsa. Nie wierzyła, że dla Huncwota nie ma rzeczy niemożliwych? W szczególności, gdy chodziło o dziewczynę, a dodatkowo o taką, na której prawdopodobnie Huncwotowi zależało? Powinna się spodziewać wszystkiego po tej czwórce miłych przystojnych panów. Gdy w końcu zaczęła mówić, Łapa zamknął oczy i kręcił z niedowierzaniem głową.
- Dor, mam wywiesić na wieży Gryffindoru transparent, że tak, chcę chodzić z tobą na randki i o niczym innym obecnie nie myślę? - otworzył najpierw jedno oko, potem drugie przyglądając się ciepło dziewczynie. Nadal chodziło o jej niepewność co do tego, co Łapa czuje? Owszem, dopiero od jakiegoś tygodnia (a może dłużej?) Black zdał sobie sprawę, że interesuje się Dorcas bardziej niż dotychczas ją traktował. A gdy dzisiaj rano szedł tutaj, na błonia i myślał tylko czy Meadowes się ucieszy na przejażdżkę Maleństwem, upewnił się co do tej myśli. Uśmiechnął się szelmowsko do Dor, gdy wyznała, że język się jej plącze. Nie wiedziała co się dzieje w jego głowie, gdy myśli schrzaniają jedna przed drugą, gdy tylko Dor przyprawia go o zawał, uśmiecha się i cieszy jak dziecko.
- Mam zdystansować? - zapytał, a minę miał ponownie żałosną. Ma trzymać ręce przy sobie, kiedy na horyzoncie jest Meadowes? Toż to będzie katorga i cierpienie, gdy zaczyna się już powoli przyzwyczajać do jej bliższej obecności. Jeszcze bardziej cierpiał, gdy pomyślał, że nie będzie mógł jej pocałować, bo nadal była niepewna i Merlin wie co jeszcze.
- Nie martw się, Dorcas. - ujął jej obie dłonie i ucałował każdą, ale nic więcej. - Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Możemy się spotykać, a kiedy już się do mnie tak na prawdę przyzwyczaisz, pomyślimy co dalej. - zdał sobie sprawę, że jeśli dla Meadowes było ostatnio za dużo wrażeń, jest w stanie zwolnić i przystopować swoje fantazje na temat jej ust. Miał tylko nadzieję, że to przyzwyczajania się do Blacka nie zajmie sześciu lat jak w przypadku Rogacza i Evansowej. Tak długo raczej nie wytrzyma we względnym spokoju. Puścił jej dłonie i wziął do zabandażowanej ręki kieliszek. Kolejny łyk skrzaciego wina.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Błonia   

 

Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next

 Similar topics

-
» Gabinet prof. McGonagall
» Błonia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-