IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet pana Filcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Christopher Richardson
avatar
Data przyłączenia : 14/12/2014
Liczba postów : 148
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Wto Gru 23, 2014 4:15 pm

Przybyła kobieta, nauczycielka Sztuki Przetrwania... Na pewno nie przyszła z wizytą uratowania ich od tego szlabanu, raczej chciała pogadać z Filchem. Wyglądała na surową, więc nie zamierzał w ogóle się rozluźniać. Jednak nie mógł powstrzymać się od cichego śmiechu kiedy to Allan lekceważył woźnego i próbował go wkurzyć. Po prostu wszystkie narzędzia, które mieli wyczyścić rękoma, zaczęły błyszczeć i wyglądać jak nowe. Nauczycielka przedstawiła się jako sędzia Wizengamotu, co wzbudziło w nim niemały podziw, jednak jego rodzice też zajmowali wysokie stanowiska w Ministerstwie Magii. A przynajmniej zajmowali, bo teraz żyli z licznych oszczędności, które kiedyś pozostawili.
Chris zastanawiał się, czy znajomość tych dwóch pracowników się rozwinie. Według Richardsona sprawiali wrażenie bardzo surowych(A już szczególnie Filch, którego charakter zdążył już poznać). Chris nie wiedział co robić. Czyścić te głupie zgniatacze kciuków, czy siedzieć i obserwować całe to wydarzenie. Postanowił więc czekać na polecenia nauczyciela. Miał nadzieje, że nie chciał im dać czegoś dużo gorszego.
Edit do Filcha: Sorry, moje zapomnienie :x


Ostatnio zmieniony przez Christopher Richardson dnia Wto Gru 23, 2014 4:51 pm, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Wto Gru 23, 2014 4:45 pm

Trzymaj się kolejki, Chris :P

Siorbnął lodowatej herbaty, chyba potraktowanej zaklęciem mrożącym przez jakiegoś nicponia, gdy nad ranem niósł wrzątek w imbryku, a po dziesięciu minutach była już zimna.
- Pominąłeś brud! - warknął na Richardsona i podpełzł do niego. Nachylił się nad nim i krzywym żółto-brązowym paznokciem przesunął po zgniataczu kciuków, tuż przy ostrzach.
- Tu jest rdza. Popraw, mam się w tym przeglądać! - wrzasnął i wcisnął mu w ręce z powrotem narzędzie tortur. Spędzą tutaj dużo czasu. Dwa razy więcej niż początkowo planował, a zawdzięczali to Allanowi. Nie dość, że przeklinał, to jeszcze używał zaklęć w jego gabinecie. Na wątłe, zapadnięte policzki Filcha wpełzły dwa fioletowo-zielone rumieńce. Wybałuszył okrągłe, wodniste ślepia na Puchona i dopadł go w dwóch krokach. Złapał go za kołnierz i mocno potrząsnął.
- OŚMIELASZ SIĘ UŻYWAĆ MAGII W MOIM GABINECIE, PARSZYWY NIEWDZIĘCZNIKU?! NIE UJDZIE CI TO PŁAZEM! ZOSTANIESZ TUTAJ AŻ DO BOŻEGO NARODZENIA! - w tym wrzasku specjalnie bądź nie opluł Puchona śliną, a nie mogło to należeć do najprzyjemniejszych doznań. Gdyby w drzwiach nie pojawiła się znikąd jakaś kobieta, prawdopodobnie dwaj Ślizgoni staliby się świadkami morderstwa. Charłak umiał dopiec, a nikt nie chciał chyba mieć go na karku. Odepchnął od siebie dzieciaka i wbił wściekłe ślepia w kobietę. Otworzył usta, aby się na nią wydrzeć, że pomyliła pomieszczenia, ale zaraz je zamknął. Podobało mu się, że odjęła punkty tego smarkaczowi i poprała używania zgniatacza kciuków. Tymi dwoma zdaniami zdobyła sobie przychylność woźnego, a o to było trudno...
- Witam najmilszą panią w moich skromnych progach! - wściekłość jak ręką odjął. Filch obnażał zęby w ohydnym,złośliwym uśmiechu. Teraz dzieciaki mają jeszcze bardziej przechlapane. Jakoś nie zająknął się na temat zaklęcia Ingrid w jego gabinecie. Ona mogła,bo przyda się Filchowi... Dopadł ją pierwszy, ukłonił sie bardzo nisko, przedstawiając jej swoją łysinę na czubku głowy. Potrząsnął pięć razy jej dłonią. Członkini Wizengamotu! Taka szycha w jego gabinecie... Filch wyglądał jakby zaraz miał się zsikać z podekscytowania. Zupełnie jakby Boże Narodzenie zaczęło się dwa miesiące wcześniej.
- Najpiękniejsza pani, proszę niech pani usiądzie! Niech się pani czuje tutaj jak u siebie! Może herbatki z pokrzyw z ogródka gajowego? - drżącymi paluchami wlał do drugiej szklanki - równie brudnej co własna - napoju, rozchlapując go wokół. Więcej było liści niż herbaty, no ale liczyły się intencje. Filch podsunął jej nawet pod nos paszteciki dyniowe. Sprzed czterdziestu lat, jeśli liczy się po ich twardości. Nawet Kieł Hagrida połamałby sobie na nich zębiska.
- Jestem Argus Filch, woźny Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, szczery przyjaciel pana Albusa Dumbledore'a i rezydent zamku. - przedstawił się z opóźnionym zapłonem, podskakując wokół kobiety jakby właśnie się w niej zakochał. Miała szczęście, jeszcze jej to nie groziło, ale byli na dobrej drodze!
-CALLAS! Jeszcze raz użyjesz różdżki, a skonfiskuję ci ją i odebrać będzie mógł opiekun twojego domu, pani Odineva albo opiekunie prawni. Siadaj na tyłku i bierz się do roboty! - warknął rozjuszony do ucznia i podszedł z powrotem do szafy. Chłoszczyść załatwiło sporo brudu, ale Filch posiadał więcej narzędzi do sprzątania. Wygramolił dwumetrowe szczypce do wyrywania zębów, przedpotopowy kielich, który zagryzał palce i gąbkę co się dotknęło jego nóżki i pół tuzina zgniataczy pięt, nosów i innych bzdetów. Imponująca kolekcja. Jak tylko dał roboty uczniom, powrócił w podskokach do kobiety. Pani Norris tymczasem obraziła się i postanowiła usiąść między Callasem i Navisem z obnażonymi kłami i pazurami. Przy każdym ruchu gąbki, próbowała się rzucić na ich ręce, miaucząc przy tym bardzo groźnie.
- Miło mi, że pani tutaj przyszła. Jak pani widzi, młodzież jest niewychowana i brak im kultury. Ta dwójka... - wskazał na głowę Callasa i Navisa - ... włóczyła się nocą po Zakazanym Lesie. A tamten trzeci gnębił jakiegoś dzieciaka. Zero kultury, wychowania, brakuje im ogłady... dyscypliny. Ja, jako już stały pracownik tej szkoły od lat staram się uzyskać od pana Ministra Magii zgodę na przywrócenie dawnego systemu kar... jak widzi pani, zgniatacze, gilotyny, łańcuchy... Może pani pamięta jak to dawniej bywało? Dzieci chodziły jak w zegarku i nie mieli tak spaczonych myśli, bo bali się kary. Nie wiem, najmilsza pani, jak to będzie w dzisiejszych czasach. - załamał ręce karmiąc Ingrid tym, co powtarzał dwadzieścia tysięcy razy każdemu, kogo napotkał i kto wydawał mu się na pierwszy rzut oka przydatny. Oj tak, sojusz z tą kobietą będzie mu bardzo na rękę...

_________________

Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Wto Gru 23, 2014 6:36 pm

Radośnie polerowali narzędzia tortur, podczas gdy Allan zaczął się bawić magią Nie dało się ukryć, że przysporzyło to więcej kłopotów niż pożytku, jednak należało milczeć. Jakież smutne było to, że woźny zaczął wydzierać się, a w drzwiach stanęła kobieta Wizengamotu. Co ciekawe, Navi nawet nie zdawał sobie sprawy kim ona jest i ani trochę go to nie obchodziło. Gardził tymi całymi ministerstwami - po co one komu były? I tak każdy robił co chciał. Jeden wielki burdel na kółkach.  Bardzo ciekawą sprawą było to, że nauczycielka postanowiła wlepić Allanowi minus piętnaście. - Ciekawe za co. - burknął w myślach, zerkając na zirytowanego Argusa. Blondyn zrobił bardzo dobrze, dopiekając charłakowi. Gdyby nie ranga super-ważnego zadania, to zapewne wybuchłby w tym momencie śmiechem. Teraz musiał jednak ograniczyć się do schowania twarzy w rękaw i stłumienia uśmiechu wychodzącego na twarz. Nie był sam - Christopher, drugi Ślizgon również ledwo nad sobą panował. Radosną atmosferę przerwała jednak pani Skarsgard. Norweżka zadziałała na Noyisa trochę jak dementor - w jednym momencie wyssała z niego całą radość życia. Navi ciągle czyścił łańcuch, zerkając spode łba na całą sytuację, Chris nieudolnie próbował czyścić brud, a Allan miał cały świat w nosie. Wszystko skończyłby się w miarę sielankowo, gdyby czarownica nie otworzyła ust po raz kolejny. To co zaproponowała lekko go... zirytowało. - Nie macie prawa... - przeszło mu przez myśl. Stosowanie jakichkolwiek narzędzi tortur było zakazane w Hogwarcie. Ukrainiec ciągle obserwował absolwentkę Durmstrangu, nie odchodził jednak od powierzonej mu kary. Klęczał na zimnej i brudnej podłodze, licząc, że cała ta szopka zaraz się skończy. Jednak to był dopiero początek. W pewnym momencie kobieta wycelowała różdżką w Callasa. Dłoń Naviego niemalże niewidocznie, w jednym momencie spoczęła na różdżce, mocno zaciskając się na kawałku drewna. Jasnym było, że chłopak byłby w stanie nawet zaatakować czarownicę o wiele potężniejszą od niego, gdyby ta tylko ośmieliła się skrzywdzić drugiego ucznia.  Tak się na szczęście nie stało. Zamiast tego poprawiła jego spodnie i zapięła jego pasek. I bardzo dobrze, tylko on mógł krzywdzić Allana, nikt inny!  Brunet pokręcił głową z zażenowaniem i zerknął w jej puste, niczym nie poruszone oczy. Jak on nienawidził takich kobiet, a na domiar złego - nauczycielek! Wredne, zimne, wychowane w jakichś patologicznych, nienawidzących się rodzinach, mszczące się na uczniach za swoje przykre doświadczenia z przeszłości. Takie smutne, pierwsze wrażenia wywarła na nim Ingrid. Wzrok chłopaka był wypełniony morderczymi intencjami. Gdyby mógł zabijać spojrzeniem, zarówno Filch jak i Ingrid leżeliby teraz martwi. Można powiedzieć, że stoczył z nią taki pojedynek na oczy, który niestety został przerwany przez woźnego, który zaprosił Norweżkę do stołu, wcześniej rzucając uczniom kolejną porcję narzędzi do wyczyszczenia.
- Z dwojga złego wolę klęczeć na podłodze, niż siedzieć w tym obskurnym siedzeniu... - przeszło mu przez myśl, gdy bronił się przed Panią Norris którą najwyraźniej irytował gwałtowny ruch dłoni. - Jeszcze raz tego spróbujesz, jebany sierściuchu, to skończysz jako przemielone parówki dla psów. - spojrzał się na nią, z chęcią wyrwania jej ogona z tylnej części ciała. Ah, gdyby nie Filch...
Christopher Richardson
avatar
Data przyłączenia : 14/12/2014
Liczba postów : 148
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Sro Gru 24, 2014 1:17 pm

Prawie co wyczyścił pierwsze narzędzie tortur, a Filch dorzucił ich sporo więcej. To wszystko dzięki Allanowi. Jego zachowanie miało jednak swoje plusy. Na przykład można było się pośmiać z wściekłego FIlcha i jego zachowania. Przybycie kobiety musiało jednak osłodzić jego zachowanie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie przepadał za tą francą, która przybyła tutaj i zaczęła rozmawiać z Filchem. Zachowywała się jakby była najlepsza na świecie.
Też taki jesteś – odezwała się jego podświadomość, a on próbował wyrzucić te słowa z głowy. Nigdy nie rozmyślał nad swoim charakterem. Po prostu nie przeszkadzało mu to, że był narcystyczny i zbyt pewny siebie. Przecież to przydaje się do męczenia głupich uczniaków. A Mortimer… Jakże by się ucieszył jakby usłyszał o tym odejmowaniu punktów Borsukom. Na twarzy Christophera pojawił się chytry uśmieszek kiedy to wycierał brudną gąbką to największe coś. Spróbował dostać się do najmniejszym zakamarków, żeby Filch nie miał się czego uczepić. Przez chwilę nawet zastanawiał się, czy nie użyć zaklęcia Chłoszczyść tak jak to zrobił Allan. Ale to raczej nic by nie dało. Przecież Filch posiadał pokaźną sumę tych swoich rzeczy, którymi straszył uczniów. A tak Arugosowi się przynajmniej wydawało, bo wszyscy wiedzieli, że nie mógł tego użyć bez pozwolenia Dumbledor’a.
Christopher uważnie obserwował poczynania kobiety, która najwidoczniej chciała zaprzyjaźnić się z woźnym Hogwartu. Do czego ten staruch był jej potrzebny?
On nauczył radzić sobie sam. A przynajmniej w miarę. To wszystko przez to życie. Przez chwilę wyobraził sobie obraz swojego ojca zabijającego niewinnych mugoli i mugolaków. I pomyśleć, że kiedyś i on taki by był. Przecież gdyby jego rodziciel nie uciekł to Chris już dawno miałby do czynienia z Śmierciożercami. Kiedyś nie zgadzał się z ich ideami, jednak teraz wszystko się zmieniło. Miał ochotę wytępić wszystkie szlamy, które zamieszkiwały świat czarodziejów. Nie byli im potrzebni. Po prostu powinni zginąć i już nigdy nie wracać.
Dokładnie obserwował poczynania swoich towarzyszy. Pomyślał, że lepiej nic złego nei robić w towarzystwie tej nauczycielki Sztuki Przetrwania. Na pewno miała oczy w dupie i kręciła nimi na lewo i prawo.
Zobacz profil autora
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Pią Gru 26, 2014 12:07 am

Ingrid znów spojrzała na Filcha, któremu zdecydowanie przypadła do gustu jej wcześniejsza wypowiedź. Otworzył się przed nią migiem, wystarczyło tylko nacisnąć guzik, który wytworzył odpowiedni bodziec. Poczuła w pewnym sensie zawód, ale i ekscytację, te dwa odmienne uczucia toczyły przez chwilę batalię w jej głowie, aby w końcu rozświetlić jej umysł. Woźny będzie idealną osobą, dzięki której miała wolną drogę do uczniów, na których jej najbardziej zależy. Wystarczyło się go trzymać, czasami potakiwać i zgadzać się ze wszystkim, co powie. Jeśli potrafiło się kimś odpowiednio pokierować i zmanipulować, był idealnym sojusznikiem wbrew woli. Nawet taki, który z pozoru był bezużyteczny.
Spojrzała na brudne dłonie charłaka, które kilka razy potrząsnęły jej dłonią, po czym wciąż nie spuszczając z niego swojego spojrzenia, podeszła do krzesła, które podsunął i usiadła. Przesunęła palcami po brzegu drewnianego biurka, po czym szybko odsunęła dłoń, gdy Filch zdecydował się nalać im herbaty. Jego ręce trzęsły się, jakby dostał ataku padaczki, co nie było takie dalekie od prawdy. Z pewną dozą niepokoju zerknęła do wyszczerbionej filiżanki, po czym chwyciła za jej ucho i wlała w siebie trochę napoju. Grunt, to zrobić jeszcze lepsze wrażenie, niż na początku, a później wszystko powinno pójść z górki. Sama herbata smakowała dosyć specyficznie, a Ingrid nie była pewna, czy jej ważność nie minęła kilka lat temu. W milczeniu przeniosła spojrzenie orzechowych oczu na dyniowe ciastka, szybko kalkulując w głowie, czy woźny przypadkiem nie chciał jej umyślnie zamordować. Nie znała tego człowieka i jeśli faktycznie by się okazało, że coś próbował zrobić przeciwko niej, to z pewnością by się odwdzięczyła. Na wiele sposobów.
- Przyjaciel Albusa Dumbledore’a? – spytała, zaskoczona tym faktem. Wiedziała, że stary czarodziej miał mnóstwo dobrych przyjaciół, ale nie spodziewała się, że będzie się liczył z kimś takim, jak woźny. Możliwe, że nie doceniała mężczyzny. – Taka szycha jak pan jest tylko woźnym? Dyrektor widocznie nie docenia ludzi, którzy go otaczają – stwierdziła, odkładając filiżankę z podejrzanym wywarem z powrotem na biurko. Stwierdziła, że wszystko miało swoje granice, a ona nie zamierzała ich przekraczać dla własnego zdrowia.
Gdy Allan rzucił zaklęcie chłoszczyć, reakcja Filcha była dosyć przewidywalna. Ten człowiek zdecydowanie nie potrafił panować nad sobą i emocjami, dzięki czemu wydawał się nudny, agresywny. Nie wątpiła, że gdyby mógł, to z chęcią rzuciłby się tu i teraz na ucznia, aby rozerwać go na strzępy. Rozwścieczony, wybuchowy szakal, który nie wiedział jakie miejsce w hierarchii do niego należało. Gardziła takimi ludźmi. Zerknęła kątem oka na blondyna, który zdecydowanie nie miał ani trochę instynktu samozachowawczego. Kolejne, nic nie warte stworzenie, które swoimi niepohamowanymi działaniami staczało się do najniższej pozycji w łańcuchu pokarmowym. Jeśli tak chciał dowieźć swojej wyjątkowości i odwagi, to nie wybrał dobrego sposobu. Woźny zaraz przyniósł nowe, brudne narzędzia tortur, które wyszły z mody u użytku wiele lat temu. Gdyby tak się chwilę zastanowić, to całkiem niezłą kolekcję posiadał. Musiała się później przyjrzeć jej z bliska.
Znów spojrzała na kipiącego ze złości charłaka. Ze znużeniem posłuchała jego potoku słów, po czym odgarnęła włosy za ucho, kiwając powoli głową na znak aprobaty. Miała tylko nadzieję, że wydzielina, która pryskała z ust charłaka jej nie dosięgnie.
- Wydaje mi się, że lepiej by się pan odnalazł w innej szkole. Na przykład Durmstrang poparłby pana w stu procentach, panie Filch – odpowiedziała. Jej głos jednak był wyprany z wszelkich emocji, jakby po prostu czytała formułkę wyuczoną na pamięć. Spojrzała jednak na uczniów ponownie. Okazało się, że to młodzi przestępcy. Jeden znęca się nad słabszym… co nie do końca tolerowała. Jeśli już się upolowało ofiarę, to nie wolno było jej wypuszczać z rąk. Dać się złapać na gorącym uczynku? Cóż za wybitny brak taktu i planu działania. Nie wydawało jej się, że chociażby trochę udało im się wzbudzić w niej zainteresowanie.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Nie Gru 28, 2014 1:36 pm

Fioletowe plamy na zapadłych pomarszczonych policzkach za nic nie chciały zblednąć. Szanowna pani wypiła nawet herbatkę z pokrzyw. Jako jedyna doceniała jego dobroć, a zarazem kunszt zaparzania tego napoju. Starszy Whisper parę lat temu podpowiedział Filchowi, że ta herbata z pokrzyw z ogródka gajowego odmładza i jest dobra na reumatyzm. Od tamtej pory woźny nałogowo to pił i na młodszego nie wyglądał... ale dalej wierzył! Nie wpadł na pomysł, że to ohydne coś nie pomaga w niczym, a ciśnie i wymusza częste odwiedzanie toalety.
Komplemenciki z ust kobitki robiły na nim wrażenie. Zdobyła sobie jego serce,niestety. Nie wiedziała na co się porywa ale dostała to, czego chciała. Poparcie z jego strony a to wbrew pozorom bardzo wiele. Nikt nie umie tak jak on łowić przestępców i przyłapywać ich na gorącym uczynku, gdy próbują przedrzeć się przez tajne przejścia, które on dobrze zna. Wie więcej niż oni sobie myślą. Nie doceniają oczu Hogwartu. Oczu pana Filcha. Argusa Filcha.
- Widzi miła pani... ja tu dbam o sprawiedliwość, nie jestem tylko woźnym. Karzę ich i staram się zrobić wszystko, aby wybić ich głowy posty.... NOYIS,JAK TKNIESZ PANIĄ NORRIS ZAMKNĘ CIĘ W TEJ SZAFIE I BĘDZIESZ JĄ SZOROWAŁ OD ŚRODKA SWOJĄ SZCZOTECZKĄ DO ZĘBÓW! RICHARDSON, NIE GAP SIĘ TYLKO WYSZORUJ OD NOWA ŁAŃCUCH! Tam coś na końcu spleśniało, ruszaj się recydywisto, albo mnie popamiętasz! - zasapał się i zadyszał, prawdopodobnie wydzierając się wprost do ucha miłej pani Skarsgard, ale taki już urok woźnego.
Szczęka mu opadła i to dosłownie. Propozycja miłej pani była nie do odrzucenia, ale niestety...
- Ja doceniam... J-ja doceniam miła pani, ale nie mogę opuścić MegoprzyjacielaAlbusadumbledore'a. Mam już trzynaście podpisów wielu szanownych czarodziejów na wniosku apelującym o przywrócenie dawnego systemu kar.- dyszał z przejęcia i zdumienia. W Dumstrangu popraliby go w stu procentach?? Takie kuszące! Ale nie może zostawić Albusa. To wielka szycha, przyda mu się ta znajomość na stare lata. Poza tym dyrektor ulitował się nad nim przed laty i przygarnął go pod skrzydła Hogwartu i to jest jego królestwo z wadami i zaletami.
- Jeśli szanowna pani zgadza się, ja mogę pani szanownej przygotować i sprezentować wszystkie wnioski, podpisy i dekrety z dawnych lat popierających przywrócenie i skuteczność ówczesnych zasad dyscyplinarnych stosowanych w szkołach dla czarodziejów. Pani szanownej pani podpis pani da bardzo wiele i jestem pewien, że pan Dumbledore-mój-przyjaciel-najbliższy w końcu ulegnie i zgodzi się na akceptację wniosku. - rozgadał się na dobre. Tymczasem pani Norris dalej próbowała atakować rękę Navisa, a Christophera biła ogonem po nosie gdy się ten nachylał, aby zmoczyć gąbkę w zimnej wodzie. Czuła się bezkarnie i taka była.

_________________

Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Pią Sty 02, 2015 10:40 am

Cytat :
Z racji braku odpisów Allana i Naviego, szlaban został zakończony.

Filch wygonił uczniów z gabinetu dwie godziny później, a pani Skarsgard nawciskał jeszcze mnóstwa kitu dopóki nie uciekła. Allan Callas został zapisany do listy WDŻ i ma obowiązkowo się stawić na pierwszych zajęciach.

Zt wszystkim, nie ma co blokować dwa tygodnie.

_________________

Zobacz profil autora
Malcolm Eddowes
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 20/03/2016
Liczba postów : 8
Skąd : Horsham

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Wto Mar 22, 2016 8:23 pm

Jeden leniwy krok za drugim leniwym krokiem. Jedno machnięcie miotłą, krok w bok i miotła znowu zamiata podłogę. Uwaga rzucona dla małych pasożytów, którzy ośmielili się wstąpić swoimi brudnymi nogami do jego królestwa prawie czystych podłóg. Kolejny leniwy krok w przód. Niczym w walcu. Jakkolwiek tańczy się walca.
W gruncie rzeczy to podłoga nie musiała być niezwykle czysta (i nie była, wbrew pozorom i zamiłowaniu Malcolma do chodzenia z miotłą), ale im bardziej opóźniał swój spacer, tym dłużej miał trochę spokoju. Niektórzy po jednej wizycie w gabinecie Filcha przeżywają załamania nerwowe i potem chodzą na wizyty do specjalistów, a on tam zaglądał kilka razy w tygodniu, aby poudawać, że niezwykle interesują go sprawy dotyczące procentu zakurzenia półek w dormitorium Gryffindoru lub tego i tego ucznia, który dokonał niezwykle zwyrodniałego czynu i natychmiast należy go powiesić. Nie, nie o to powieszenie chodzi, to powieszenie przez woźnego jest dużo gorsze, bo nadgarstki są bardzo potrzebne w życiu. Prawa ręka ponoć jest szczególnie niezbędna chłopcom (tak słyszałam).  
W gruncie rzeczy Filch był dla niego jak ojciec. Taki ojciec, którego nikt nie chciał mieć i od którego nawet noworodek by uciekł, gdyby tylko go ujrzał. A Malcolm niewątpliwie widział dużo lepiej niż noworodek, a nie uciekał z krzykiem na widok swojego mistrza, szefa, ojca i wzoru do naśladowania (ekhm, nie). Co jednak nie znaczy, że miał ochotę go oglądać częściej niż raz do roku, jednak był w takim położeniu (Malcolm, nie woźny), że nie miał wielkiego wyboru. O Argusie Filchu, twa twarz śni mi się po nocach, oświetla mi moje życie i jest dla mnie niezwykłą inspiracją w kwestii nękania małoletnich! Chwała ci, o chwała!
Im bliżej gabinetu woźnego, tym bardziej czuł się jak Kolumb, który odnalazł tę cholerną Amerykę. Powinien szybko odkryć, że nie jest w pożądanym przez siebie miejscu i uciec czym szybciej do Indii. Gdzie w Hogwarcie są Indie? Czort jeden wie. Czym szybciej schował swojego osobistego Kolumba do kieszeni, nie chciał mieć na sumieniu życia Pani Norris. I swojego. Nie wątpił, aby ten waleczny gryzoń poradził sobie w walce wręcz z okropnym kotem przewspaniałego Filcha, ale obawiał się, że zezłoszczony woźny przestraszy nawet najodważniejszą fretkę, która zostawi swojego właściciela na pastwę losu. A ten niestety nie ma takiej możliwości i ochoty ugryzienia woźnego w rękę i ucieknięcia gdzie pieprz rośnie. Pod szafą schować także nie ma możliwości. Ciężkie jest życie Malcolma.
Uśmieszek nie schodził mu z ust, gdy serce biło normalnym tempem, a fretka rzucała się w kieszeni, co niewątpliwie wyglądało komicznie w tej krzywo zapiętej koszuli. Dobiegł do drzwi gabinetu i wiedząc, że w każdym możliwym momencie może wybiec stamtąd wściekły woźny, zapukał i odskoczył na bezpieczną odległość. Pierwszego dnia pracy nie był przygotowany i prawie zginął. Śmierć poprzez dostanie drzwiami to nie jest zbyt dumna śmierć. I co by ci na nagrobku napisali? Gdy drugiego dnia pracy wparował bez pukania do gabinetu oberwał czymś. Nie wiedział konkretnie czym. I chyba nie chciał wiedzieć. To w każdym razie też nie byłaby zbyt godna śmierć. Gdyby już miałby zginąć w sposób powiązany z najwspanialszym, najprzystojniejszym i najgenialniejszym woźnym, to z pewnością wymyśliłby coś ciekawego. Ale nie w tym momencie, w tym momencie chciał jeszcze pożyć. Więc czekał cierpliwie, oddalony od drzwi o jakieś pięć metrów. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Wto Mar 22, 2016 8:52 pm

Słusznym było zachowanie pana Malcoma, bowiem pięć metrów to było o jeden za dużo, gdy drzwi otwarły się z przerażającym zgrzytem zarzynanego niedźwiedzia. Z czeluści gabinetu wyłoniła się dostojna sylwetka odziana w brąz, a od której unosił się intensywny zapach cebuli oraz koperku. Podchodząc bliżej dało się wyczuć jeszcze nutę papryki i śledzia, a sądząc po liściu tkwiącym między zębami, można na spokojnie domyślić się składu obiadu pana woźnego. Półłysa łepetyna lśniła od potu, nozdrza drgały, a policzki wielebnego czerwieniały. Bezkarne pukanie do drzwi to inaczej naruszanie prywatności, przestrzeni osobistej, spokoju i wtargnięcie na teren prywatny. Za zwykłe pukanie do drzwi, wielebny Filch był w stanie wyrecytować tysiąc paragrafów uprawniających do skazania na męczarnie w krwi i pocie. Padwan miał o tyle szczęścia, że jako jedyny z nielicznych miał prawo do bezkarnego pukania do drzwi ascetycznej klitki woźnego. Inni przypłacali to wrzaskiem i w najlepszym przypadku szlabanem. Co zaradzić? Filch miał prawo być wyczulony, w końcu nie dalej jak trzy dni temu jakieś nicponie z Gryffindoru (podejrzewał o to Blacka, van Vurena albo Priora) wrzuciły do gabinetu dwie łajnobomby. Nie pozbył się jeszcze ich zapachu ze środka, a nawet gdyby udało się wywietrzyć tę stęchłą klitkę i tak nie dałoby się tutaj oddychać, nie mówiąc o odbywaniu szlabanu w odpowiednich warunkach.
Wodniste małe ślepia spoczęły na uczniu. Jakże uradował się, gdy Dumbledore przedstawił mu młodego stażystę, pragnącego przyuczyć się do zawodu woźnego. Woźny uśmiechał się uśmiechem obrzydliwym i oblizywał koniuszkiem języka wargi, na których zostało jeszcze trochę sosu grzybowego.
- Właź. - sapnął, zapraszając chłoptasia do swojej nory. Narażał go na zatrucie oddechowe i odruchy wymiotne, ale dla Filcha nie miało to znaczenia. Podobał mu się jego gabinet, był mały i przytulny. Dla innych zagracony, zaczadzony, brudny, spleśniały i odrażający, ale co oni tam wiedzą. Nie znają się. Trochę domowego zapachu i od razu awantura na skalę całego Hogwartu. Woźny kręcił się po pomieszczeniu. Wyglądał przy tym upiornie, szczególnie, że lampa oliwna za parę chwil zgaśnie, a wydobywają się z niej podejrzane zapachy.
- Na parterze jakiś łobuz wylał wodę i zamroził połowę podłogi. Panienka Smith została odprowadzona do skrzydła szpitalnego po tym jak skręciła nogę. To wina tych cholernych Gryfonów, dorwę ich wszystkich, wypatroszę, uwieszę na kajdanach, zgniotę kciuki, będą cierpieć, błagać, ryczeć i piszczeć ze strachu. Zapłacą mi za to, nigdy im nie odpuszczę. Wiedziałem, że to oni, od razu widać tę amatorską robotę, którą próbują zwalić na Irytka, który był wtedy na siódmym piętrze, bo uprowadził zbroję rycerza i hałasował podczas lekcji wróżbiarstwa... - bełkotał, chodząc po gabinecie z kąta w kąt. Nie zwracał póki co szczególnej uwagi na Malcolma mimo, że to do niego adresował przemówienie. Biedny stażysta musiał wysłuchiwać wielu takich narzekań i jeszcze miał święty obowiązek do przytakiwania. Filch wysługiwał się nim jak tylko mógł. Odsapnął trochę, gdy zmuszał padwana do ganiania i mordowania nieuchwytnego i martwego Irytka. Wymawiał się reumatyzmem i to zawsze działało. A gdy tylko widział winowajców na horyzoncie nagle był zdrów i gotów gonić przestępców po trzech piętrach. Takie to zdrowie filchowe było psotne.
Wielebny, niczym mara i zjawa rodem z horroru, otworzył drzwi szafy. Buchnął stamtąd smród i stęchlizna. Coś tam umarło, jak nic. Coś kiedyś się tam zalęgło, ożyło, a potem zdechło z braku powietrza. W środku mieścił się pokaźny zestaw wiader i mioteł chaotycznie poustawianych między łańcuchami, klatkami i bardziej przerażającymi narzędziami tortur, które Malcom pozna, jak tylko Filch uzna, że jest na to gotowy.
- Trzeba to odmrozić i umyć. - wciskał młodzieńcowi blaszane, brudne i cuchnące wiadro, wrzucał do środka gąbkę (a raczej to, co z niej zostało), nalał pół litra płynu do czyszczenia, od którego piekły oczy, gardło i nos. Wcisnął mu w ręce dwie miotły i wyciągnął kolejne wiadro. Nie obchodziło go w jaki sposób Malcom to uniesie. Padwan znał pierwszą zasadę: nie używać magii w obecności swego mentora i przełożonego. Chyba nie chciał skończyć marnie wyjmując przy nim różdżkę, na którą reagował jak płachta na byka? Ma szczęście, że nie skonfiskował mu jej na czas dwudziestogodzinnej służby pod jego skrzydłami.
Coś między łańcuchami wrzasnęło i się zatrzęsło, a Filch jakby nie zwracał na to uwagi. Nie mógł nic poradzić na czary dzieciaków. Bo to pierwszy raz przedmiot martwy zaczął do niego gadać. Najpierw było krzesło, potem biurko, potem lampa oliwna, a teraz łańcuchy. Filch schylił się po nie i od razu stęknął, łapiąc się za bok tak na wysokościach nerek. Sapnął, westchnął i próbował wyciągnąć ze środka skarb. Ale im bardziej się zapierał i ciągnął, tym łańcuchy mocniej się trzymały jakiegoś haczyka w szafie. Złapał metal obiema rękoma i podjął jeszcze dwie próby zanim spojrzał z pogardą na padwana obładowanego wiadrami i miotłami, zapewne dogorywającego od mocnego płynu do czyszczenia podłóg.
- Co tak stoisz jak ostatni kołek? Ruszże się i wyciągnij ten łańcuch! - poganiał go gestykulując nadmiernie chudymi łapskami. - Nie będziesz się obijał, jeśli chcesz zdobyć odpowiednie doświadczenie! Masz pracować, a nie stać i udawać głupiego. Ja dobrze wiem co siedzi ci w głowie i to, że możesz tu wchodzić bez szlabanu nie znaczy, że ci ufam. Ja ci dam, no weźże wyciągnij te wszystkie łańcuchy. Co z tego, że gadają i stękają? A bo to one pierwsze? - nie słuchał słów chłopaka. Nie obchodziło go, co mówił. Łańcuch musiał zostać wyjęty nawet jesli ma to być ostatnia rzecz jaką Eddowes zrobi przed śmiercią.

_________________

Zobacz profil autora
Malcolm Eddowes
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 20/03/2016
Liczba postów : 8
Skąd : Horsham

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Sro Mar 23, 2016 4:08 pm

Może i słuszne, ale przede wszystkim bezpieczne były te uniki przed nagłym wyjściem Filcha z czeluści jego komnaty. Widząc, że drzwi nie naraziły się jego zdrowiu i życiu, odetchnął z ulgą. Szczególnie, że zapewne gdyby się nie odsunął, to nie tyle dostałby drzwiami, a również znalazłby się dużo bliżej woźnego, niżby pragnął. Mentalnie próbował się przygotować na zapachy, które ulatniają się z filchowego gabinetu, jednak chyba nie jest to zbytnio możliwe. Niezwyle wykwintne wymieszanie tak różnych zapachów, jak cebula, koperek i co tak jeszcze było, nie działało zbyt dobrze na organizm Malcolma. W pierwszym odruchu miał się pochylić i zwymiotować na argusowe buty (albo lepiej - na Panią Norris, gdyby się tam pojawiła), ale w ostatnim momencie zdołał opanować swój żołądek przed zwróceniem obiadu. Zapewne potem i tak on by musiał to posprzątać. Zdrowie jego mistrza było niezwykle wrażliwe, znowu reumatyzm go złapie i kto tych małoletnich przestępców łapać będzie? Wtedy zapewne jakoś się podniesie i poświęci swoje zdrowie, aby nie uciekali bezkarnie z miejsc przestępstw. Nikt nie umknie na argusowej warcie!
Na widok swego mentora i jego niezwykle radosnej, szczęśliwej z życia twarzy, sam uśmiechnął się promiennie.
- Dzień dobry,  panie Argusie! Miło pana znowu widzieć! - ciężko było wyczuć tę kpinę w jego głosie. Osoby, które go nie znały najprawdopodobniej by jej nie zauważyły. On sam wyglądał, jakby mówił to niezwykle poważnie i jakby rzeczywiście uważał, że widok woźnego o tej porze go zachwyca i wręcz nie mógł się go doczekać. Grzecznie wchodząc do gabinetu wyczuł znajomą woń łajnobomb i pomyślał, że będzie musiał ganiać Gryfonów po zamku. Bo to zawsze byli Gryfoni. Starał się oddychać ustami, aby jak najmniejsza ilość tej nieprzyjemnej woni dotarła do jego nozdrzy, jednak mimo to trochę jej docierało i drażniło jego węch. Musiał się też bardzo skupiać na tym, żeby nie zacząć używać do oddychania nosa, bo skończyłoby się to jego obiadem na podłodze. Przez krótką chwilę miał nawet ochotę usiąść na krześle postawionym przy biurku woźnego, ale w porę zrezygnował z tego pomysłu, nie ufając meblom znajdującym się w tym pomieszczeniu. Nigdy nie wiadomo, co, gdzie i kiedy tam umarło.
Przez te wszystkie rozmyślania, jakby tu nie dotknąć niczego, należącego do woźnego, uciekła mu opowieść o złamanej nodze jakiejś uczennicy, zemście na Gryfonach (a nie mówiłam?), torturach i Irytku, który także w jakiś sposób w tę opowieść został wmieszany, więc niezbyt wiedział, o co Filchowi chodziło. Nie chciał o to pytać, bo podejrzewał, że nieco bliższe spotkanie z mistrzem nie skończyłoby się zbyt dobrze. Mimo że zdecydowanie był nieco starszy, niż za swoich szkolnych lat, to czasami nadal czuł się jak taki doprawdy młody uczniak, co na widok przerażającej facjaty woźnego ucieka z okrzykiem rozpaczy i przerażenia. I tak się skończyły marzenia o wspaniałych przygodach, piratach i Kolumbie - sprząta korytarze mocno podniszczoną miotłą, która zapewne przestała nadawać się do czegokolwiek z pięćdziesiąt la temu, a małych stworzonek zginęła w niej, lub nią z kilkaset. Nie wiedząc zbytnio, o czym jest mowa, z wielkim przekonaniem pokiwał głową i zakrzyknął: 'jak oni mogli!', bo przeczuwał, że do bardzo zbliżonego tematu co wszystko inne zbliżała się ta przemowa, wygłoszona przez jego mentora.
Z zainteresowaniem przyglądał się woźnemu grzebiącemu w szafie. Czyżby wreszcie okazał się być godnym poznania niezwykłej sztuki torturowania uczniów? Okazało się, że nie. Przejął to okropne wiadro i wzdrygnął się, gdy została tam dorzucona jeszcze gąbka i płyn do mycia. Widząc kolejne przedmioty do sprzątania, postawił chwilowo wiadro na ziemi, jednocześnie kiwając głową, że rozumie i zaraz się tym zajmie, po czym wziął obie miotły pod pachy, znowu złapał za wiadro i przejął to kolejne. Przez chwilę naprawdę miał ochotę wyjąć różdżkę z kieszeni, ale uzmysłowił sobie, że nie dość, że nie chce jej stracić, to do tego w tej samej kieszeni siedzi jego fretka, która niezbyt przepadała za woźnym, a on chyba za nią. Więc przemógł w sobie chęć ułatwienia pracy i jakoś sobie poradził. Już miał zamiar uciec z tego pomieszczenia i zabrać się za pracę, kiedy dobiegł ten dźwięk od strony łancuchów. Zaklął głośno i paskudnie, zanim zdołał się powstrzymać, mając nadzieję, że Filch mimo wszystko niczego nie zauważył, bo jeszcze oskarży go za brak szacunku w obecności osób starszych. Przez chwilę przypatrywał się wysiłkom woźnego podczas próby wyciągnięcia łańcucha i w duchu mu kibicował, aby on sam nie musiał pozbywać się tych wszystkich przedmiotów, które wcześniej zostały mu podarowane. Ale oczywiście jego modły nie zostały wysłuchane, więc wypuścił wszystko z rąk, nie zważając na to, jakiego hałasu narobił, po czym wypiął dumnie pierś, aby niczym Superman uratować z opresji woźnego. Starał się go ominąć łukiem, jednak nie wyszło to za dobrze, ale znalazł się przy łańcuchach. Złapał za nie i próbował wyciągnąć z kpiącym uśmieszkiem na ustach, który jednak szybko zniknął, kiedy nie udało mu się ich wyciągnąć. Znowu zaklął, przyglądając się im dokładnie. Zanim dotknie ich gdziekolwiek w innym miejscu i dokładniej się rozjerzy za tym, co je przytrzymuje, wolał się upewnić w kilku sprawach.
- A te łańcuchy to od czego są? - wiedział, że prawdopodobnie naraża się na groźby śmierci i tortur, ale wolał się mimo wszystko dowiedzieć tych kilku rzeczy. Zdecydowanie wolał w tym momencie rozmrażać tę cholerną podłogę na parterze, gdzie zresztą mógłby użyć różdżki, a w tym momencie nie było to możliwe. I weź tu czarodzieju bądź mądry.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Sro Mar 23, 2016 7:36 pm

Ugodowość padwana była jedyną możliwością, dzięki której mógł spokojnie spać. Gdyby zechciał wypowiadać swoje BŁĘDNE zdania w obecności wielebnego Filcha, jak nic skończyłby na sortowaniu nudnych jak flaki z olejem akt z kartoteki. Woźny miał w zanadrzu wiele sposobów, na jakie mógł wykorzystać uległość Malcolma. W Hogwarcie nie brakowało pracy i mimo przymusowych szlabanów non stop przychodziło roboty. Zanim z Listy Rzeczy Pilnych zniknie punkt pt "Wyczyścić ramy obrazów", Malcom zdąży osiwieć, spłodzić dzieci i doczekać się wnuków. Wystarczy policzyć ilość obrazów w szkole, aby się załamać. To dobry pomysł, zmusić młodzież do liczenia hogwardzkich dzieł. Łatwo o pomyłkę i trzeba zaczynać od nowa. Hm, Filch rychło zamierzał wprowadzić to w życie.
Pani Norris smacznie spała w kącie. Odsypiała ostatnią noc podczas której uciekała przed oszalałym z miłości Irytkiem. Filch opiekował się nią troskliwie i nie męczył jej, pozwalał kotce odpoczywać tyle ile zapragnie. Powinien też znaleźć młodzieniaszka, który by się nią zajął. Na tyle naiwnego, żeby bał się i kota i jego właściciela, ale na tyle rozumnego, żeby przypadkiem nie zabił Rudej Damy. Tyle kar było do wykonania, a uczniowie jak nigdy unikali go jak ognia. Czy to ze strachu czy z powodu koperkowej wody kolońskiej i cebulowej pasty do zębów zakupionej w promocji pięć miesięcy temu na ulicy Pokątnej? Nie wiedział, ale zamierzał poświęcić trochę czasu na ukaranie kilku przypadkowych przechodniów, aby mieć ręce do wykonywania brudnej roboty. Malcomowi nie mógł organizować pracy bez ograniczeń. Był mu potrzebny do łowienia przestępców. Uczynił z niego swoje drugie oczy i zdradził wszystkie tajemne przejścia w Hogwarcie, a znał ich sporo.
- Tak w ogóle to w tym tygodniu za mało osób ukarałeś. - odezwał się po chwili mocowania się z łańcuchami. - Tylko dwie osoby i to z pierwszej klasy? Obijasz się, dlaczego nie notujesz wszystkiego w aktach? Nie będę tego za ciebie robił, mój wzrok jest już nie ten, poza tym to leży w zakresie twoich obowiązków. Czy ty się obijasz, chłopcze? Mówiłem i powtarzałem, że w tygodniu powinieneś ukarać przynajmniej pięć albo siedem osób, bo taka jest norma. Nie chcę słyszeć żadnych wymówek, że nikt nie łamie regulaminu. Łamią! Wiem o tym! - opluł sobie brodę, rozkasłał się i otarł rękawem twarz. Musiał na chwilę odsapnąć zanim jego wątłe policzki odzyskały swój normalny ziemisty kolor.
Wzdrygnął się i wstrzymał oddech, siniejąc znowu na twarzy, gdy Malcom GŁOŚNO postawił wiadra na podłodze. Czy ten człowiek nie umiał zachowywać się cicho? Jak on ma pomagać wielebnemu w walce ze szkolnymi recydywistami, skoro poruszał się jak wilkołak o kulach? Będą musieli nad tym popracować. Filch, jak wszyscy o tym wiedzą, potrafił pojawiać się znikąd i to cicho jak na swój wiek i pochodzenie. Czas, aby Eddowes poznał i te tajniki, jak tylko wyciągnie te przeklęte łańcuchy.
- Po co? Jak to po co? - spojrzał z niedowierzaniem na spoconego padwana. - Daj mi swoje nadgarstki. No daj, zademonstruję. - ponaglił go i wziął do rąk jeden kraniec łańcuchów. Pomajstrował tam chwilę i otworzył dwa okucia. Zapiął je na nadgarstkach Malcoma. Zamknęły się z głośnym wrzaskiem trzaskiem i nawet woźny wystraszył się czy uda się je z powrotem otworzyć.
- Ciasne? Tutaj masz haczyki. Wieszasz je przy suficie i uczeń dynda przez godzinę, a potem chodzi jak w zegarku. Wystarczająca kara i od razu zapanowałby spokój w Hogwarcie. Chcesz spróbować? Muszę sprawdzić czy nie zardzewiały, bo wysłałem już do ministerstwa wniosek o przywrócenie dawnego systemu kar, ale bez podpisu Dumbledore'a nie wiem czy to przejdzie...

_________________

Zobacz profil autora
Nathair V. Rosier
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 23/04/2016
Liczba postów : 9
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Sob Maj 07, 2016 10:08 pm

RZECZ SIĘ DZIEJE PRZED DRZWIAMI GABINETU OJCA DYREKTORA

Kiedy Nathair spojrzał na swój kosmiczny zegarek - prezent od kuzyna ciotki w trzecim pokoleniu z okazji pełnoletności - wskazówki wskazywały za kwadrans Marsa. Mniej więcej dwie minuty przed godziną, na którą umówił się z Nashem. Mieli się spotkać przed drzwiami gabinetu Filcha. Początkowo Nath się zastanawiał, czy trafi, ale wiedziony zapachem kociej kuwety i smażoną rybą znalazł się na miejscu bez ani jednej zmyłki. Tak się składało, że ilekroć Krukon był tutaj przyprowadzany, za każdym razem był albo otumaniony jakimś czarem (tudzież alkoholem) albo było ciemno, więc koniec końców droga na miejsce kaźni uciekała mu prawym uchem. Na lewe był nieco przygłuchy. Rozejrzał się czy aby ojciec dyrektor nie czai się na horyzoncie, a jego kocica wiecznie ladacznica nie planuje właśnie zadrapać mu nóg w akcie desperacji. Zdaniem Nathaira, który miał słabość do magicznych stworzeń, Norriska nie klasyfikowała się do żadnego gatunku zwierząt. Należało ją raczej traktować jako demona. Brunet poklepał swoją skórzaną torbę, w której znajdowały się wszelkie, potrzebne im do dywersji rzeczy. Traszki musiały pozostać w dormitorium. Lepiej, aby w chwili ucieczki nie stały się obiektem miłosnych igraszek zapchlonej ladacznicy. Czekając na swojego kompana, Krukon zaczaił się w umówionym miejscu za garbatym pomnikiem. Miał nadzieje, że nikt ani nic im nie przeszkodzi.
Zobacz profil autora
Nash Padmore
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 27/12/2015
Liczba postów : 7
Skąd : Harrogate

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Nie Maj 08, 2016 12:51 pm

Zjawianie się na miejscu spotkania przed czasem albo rychło w czas - o ile czekającą nie była wściekła Żmija z parasolką i kolekcją twoich kompromitujących zdjęć rodzinnych - było zbędne, a raczej przez osobę Zgreda - wręcz niemożliwe. To też Krukon musiał odczekać  kilka nadprogramowych minut, zanim zjawił się jego towarzysz broni z gadzią zakałą, która mogła przysporzyć im kłopotów. Padmore już przemierzając drogę z Pokoju Wspólnego na drugi koniec lochów nie miał wątpliwości, że Zgredowi nie służy zżeranie nietoperzy bo jest po nich nadpobudliwy. O ile ta smocza gnida miewa inny stan niż nadpobudliwość i rozdrażnienie. Łuskowany pupil, robiący z siebie jeszcze większego idiotę niż zwykle (i to nie tylko za sprawą mało gustownego, szmaragdowego sweterka z ognioodpornej wełny, autorstwa Hanyashy)  i nieodpowiedzialnego chama ze swojego właściciela, znacznie przyczynił się do solidnego spóźnienia i zwrócenia na nich uwagi przez wielu zbędnych gapiów. Ostatnie czego im było trzeba to kilkunastu świadków, którzy pod groźbą wieszania pod sufitem zeznają gładko, że owszem, widzieli panicza Rosiera i panicza Padmore'a dokonującego włamu do siedziby woźnego. O ile by ją skrzętnie zdemolowali i puścili z dymem, można było liczyć, że sfałszują portrety pamięciowe w imię uczniowskiej solidarności, ale wtedy Filch sam się domyśli kto go odwiedził. W każdym razie Nash nie znał nikogo poza Zgredem, kto z taką pasją podpalałby garderobę starego charłaka.
Na szczęście jaszczur, wyraźnie przeżarty i ociężały raczył wreszcie wylądować na ramieniu Ślizgona, po raz enty orając mu ramię szponami. Nash zaklął cicho, Zgred odpowiedział mu skrzeczeniem i pokazem ognia godnym dogorewającej zapalniczki... po czym nieoczekiwanie narazili swojego towarzysza na zawał, zachodząc go od tyłu. Jaki pan, taki gad.
- Znowu podglądasz Puchonki, Rosier? - odezwał się niespodziewanie, ochrypłym głosem. Następnie należało wykonać zapobiegawczy unik, na wypadek gdyby Nath postanowił mu odwinąć za to prawym sierpowym, tak profilaktycznie. Brunet uśmiechnął się złośliwie i nadal z rękoma  w kieszeniach oparł o rzeźbę.
- To jak, Rosier? Gotowy ratować swój tyłek przed gniewem starych? - Ślizgon uniósł brew, nie kryjąc rozbawienia. Powszechną praktyką było słanie skarg do rodziców, po przekroczeniu pewnej ilości wpisów w kronikach pana Argusa. A, że młodość zna swe prawa a Zgred jeszcze bardziej zna swoje i skrupulatnie wszystkie łamie, woluminy przeznaczone na ich dwójkę rosły w tempie zastraszającym... zwłaszcza dla lasów państwowych. Rosier, ich wierny towarzysz w zbrodni, zazwyczaj solidarnie odsiadywał szlaban razem z nimi. Tym razem jednak, znalazł się o raz więcej w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim stanie trzeźwości, więc ich dzisiejszym zadaniem było wyrównanie bilansu. A najlepiej wyczyszczenie go do zera, bo czas wysyłania wyjców zbliżał się nieuchronnie jak trąby apokalipsy.
- Sądząc po wieściach w Pokoju Wspólnym, wielebny woźny ruga jakichś trzecioklasistów na czwartym piętrze. Zrobili sobie domino ze zbrojowni czy coś w ten deseń. O ile starej Filchowej nie przyciśnie grubsza sprawa do kuwety, to mamy sporo czasu. Szczerze wolałbym, żeby w tym wieku miała jeszcze sprawne zawory, ale w razie czego Zgred się poświęci - tutaj gad wtrącił swoje trzy grosze solidnym, ognistym beknięciem - także powinniśmy zrobić przegląd makulatury i pozbyć się tego co trzeba.
- To kto sforsuje drzwi? - odchrząknął Padmore, sięgając do kieszeni po olchowy badyl. Oczywiste było, że czas na konkurs 'kto pierwszy pierdolnie zaklęciem'. Ostatnim razem dokonali synchronizacji tak doskonałej, że drzwi po wyleceniu z zawiasów zatrzymały się na ścianie po drugiej stronie gabinetu. Jak będzie tym razem?
Zobacz profil autora
Nathair V. Rosier
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 23/04/2016
Liczba postów : 9
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Nie Maj 08, 2016 11:00 pm

Obserwacja była czymś, co młody Rosier lubił najbardziej. Przyczaić się, pozostać niezauważonym i dokładnie oraz sumiennie kontemplować nad właśnie wybranym obiektem. Tak się składało, że czekając na swojego towarzysza - a raczej towarzyszy, bo już nie raz Zgred osmalił mu końcówki włosów, kiedy został przez Natha pominięty - obrał sobie za cel pająka, który jak w ukropie wił misternie utkaną pajęczynę. Krukon przyglądał się wzorom oraz liniom, chcąc uchwycić w pamięci ten unikalny sposób tkania i uwiecznić go potem na pergaminie. Był właśnie w trakcie rejestrowania rozmiaru kończyć krzyżaka, kiedy niski głos nie przyprawił go o zawał serca. Starając się nie zachować jak typowa baba, Nath mocno zamknął oczy w momencie wzdrygnięcia się, a później powoli odwrócił się na piętach. Zmierzył kompana ponurym wzrokiem.
-Na wszystkie kocie ladacznice świata, miałbyś tu trupa za chwilę i co byś zrobił? Wpakowanie mnie do zbroi byłoby czasochłonne. -mruknął z wyrzutem Krukon, masując się w miejscu, gdzie biło oszalałe serce. -Tak się składa, że pająk był dla mnie bardziej interesujący niż puchonia spódniczka. -odpowiedział z przekąsem, zaglądając ponad ramieniem Nasha, czy ojciec dyrektor się nie zbliża.
-Ja? Wydawało mi się, że to Twoja dupa się trzęsie na myśl o wyjcu od starego Filcha do rodziców. Jak wyśmiałaby Cię Twoja własna siostra. -zaironizował Krukon, sięgając po różdżkę. Faktycznie, stos przewinień tej dwójki (trójki) rósł w dramatycznym tempie, więc aby ustrzec się przed kolejną pogadanką z rodzicami, Nath musiał wyczyścić swoją kartotekę. Miał cynk, że Filch co piątek sprawdzał, kto ma ile przewinień i wystosowywał odpowiednią korespondencję do opiekunów. Pech chciał, że magiczna bariera została przez chłopaków przekroczona w środę. Mieli więc bardzo mało czasu.
-Doskonale, najwyraźniej uwierzyli, że gdy tak zrobią to przebudzą jakiegoś tam ducha. Co najwyżej sami swojego wyzioną na widok wielebnego. Wiecznie ladacznica jest niemile widziana, o ile nie marzy o zmianie swojej trwałej na jakieś spopielałe pasemka. Nie pytaj, czasem muszę godzinami słuchać w pokoju paplaniny dziewczyn. -rzucił, widząc wzrok Nasha. Krukon podwinął rękaw bluzy i wycelował w drzwi.
-Kto pierwszy ten lepszy, praca grupowa może wywołać za dużo hałasu. -odpowiedział na pytanie kompana i zamachnął się mrucząc cicho "alohomora".


Ostatnio zmieniony przez Nathair V. Rosier dnia Nie Maj 08, 2016 11:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Site Admin
avatar
Admin
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 690

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   Nie Maj 08, 2016 11:00 pm

The member 'Nathair V. Rosier' has done the following action : Dices roll


'10-ścienna' :
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet pana Filcha   

 

Gabinet pana Filcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Gabinet pana Filcha
» Gabinet Czarnego Pana
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Pomnik Piotrusia Pana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-