IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Przed Wejściem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
William Watts
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 03/04/2016
Liczba postów : 11
Skąd : Szkocja, pustelnia na wyspie Elgin.

PisanieTemat: Re: Przed Wejściem   Sob Kwi 09, 2016 8:46 pm

Pojawienie się wieczoru przeszło niezauważone. Dopiero po wyjściu z biura Ministerstwa Magii William zauważył, że pora dnia z rana zmieniła się na wieczór. Czas mijał jak z bicza strzelił, szczególnie przy dobrej zabawie. Co jest zabawnego w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Stażyści oczywiście. William niebywale się uśmiał, gdy musieli odpowiadać na jego szczegółowe pytania dotyczące wypisanych raportów. Bladzi i roztrzęsieni tłumaczyli się szefowi z najmniejszych błędów. Młodzi ludzie zapominali co to poczucie humoru. Na dziesięć przypadków tylko jeden wybrnął spod ostrzału dociekliwych pytań i co lepsze, miał odwagę uśmiechnąć się do oszalałego przełożonego.
Rześkie styczniowe powietrze stanowiło miłą odmianę od dusznego pomieszczenia biura. Williamowi dopisywał humor, a zawdzięcza to zdobyciu następnej księgi runicznej, która już wylądowała w tajnej biblioteczce w Elgin. Nie sposób się w takiej sytuacji nie uśmiechać mimo, że uśmiech w wykonaniu pana Wattsa wyglądał czasami upiornie. Założył kaptur szaty na głowę, chroniąc się przed zimowym wiatrem. Teleportował się, ale jak to się złożyło, że teleportował się niedaleko Wrzeszczącej Chaty, nie wiadomo. Watts nigdy nie był dobry z teleportacji i zamiast trafiać pod dom, lądował w okolicach. Nie wyglądał jakby z tego powodu cierpiał. Dorosły czarodziej, poważany w Ministerstwie, Dyrektor Departamentu, a miewa problemy z teleportacją. Nie każdy jest mistrzem we wszystkich dziedzinach. Podczas nauki teleportacji William rył w krzesełku runę, a podczas egzaminu ściągał. W jaki sposób? Słodka tajemnica.
Westchnął i otrzepał z szaty nadmiar śniegu. Niestety gdy tylko postąpił krok, zapadł się w zaspie po kolana.
- Przeklęty ten, co wysyła wszędzie śnieg. - mruknął do siebie, podnosząc się do pionu. Zdziwił się widząc w śniegu ślady stóp. Świeże ślady stóp prowadzące bardzo blisko Wrzeszczącej Chaty. Zastanawiał się któż to wybiera się w tak mroczne miejsce o takiej porze dnia. Kto wie, może William odkryje tajemnicę miana chaty? Pan Watts mimo wieku był osobą ciekawą. Ruszył śladami nie tylko ze względu na zainteresowanie, ale i z poczucia obowiązku. Jeśli ktoś się tutaj zgubił, należy go odstawić w bezpieczne miejsce. W takich czasach włóczenie się przy owianej złą legendą chacie nie należało do najmądrzejszych decyzji. Z daleka ujrzał wyczarowane światełko i dwie sylwetki. Po dłuższych oględzinach mógł śmiało stwierdzić, że to uczniowie. Na twarz Williama wpełzł złośliwy uśmiech. Dobry nastrój przeciąga się na cały dzień, skoro miał teraz okazję dać uczniom nauczkę. Starając się nie robić hałasu osłaniany mrokiem przeszedł do drewnianej ściany chaty. Stosując zaklęcie niewerbalne zgasił płonącą, wyczarowaną kulę światła. Przyłożył kraniec różdżki do ściany i wyszeptał inny rodzaj zaklęcia wprowadzający część spróchniałych desek budynku w drżenia. Wywołał więc trzaski i niepokojące dźwięki, mające na celu napędzić uczniom stracha. Rzuciwszy to zaklęcie przemknął na drugą stronę budynku i zrobił to samo z drugą ścianą. A następnie skrzyżował ręce na ramionach i ukryty w ciemnościach nie spuszczał ślepi z młodzieży. Liczył na niezły ubaw.
Zobacz profil autora
Lyyar Derich
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/03/2016
Liczba postów : 29
Skąd : Loch Ness, Szkocja

PisanieTemat: Re: Przed Wejściem   Nie Kwi 10, 2016 10:04 am

Życie zazwyczaj lubiło dawać Lyyar prezenty w postaci samotności, gdy tego potrzebowała. Towarzystwo osób postronnych, czasem nawet przyjaciół zagrażało koncentracji najlepszego dilera eliksirów w szkole. Więc dlaczego, Merlinie, dlaczego? Czemuż to właśnie tego wieczoru los postanowił zmienić zdanie i podesłać dziewczynie towarzystwo? Mogłaby mieć o to pretensje, które byłaby w stanie złożyć w dowolnym miejscu na piśmie w pięciu kopiach, jedna dłuższa od drugiej. Mogła, ale po co? Jeśli spojrzeć na to z większym dystansem to dobór owego towarzystwa był bardzo przemyślany, jeśli chodzi o rudzielca. Zupełnie jakby ktoś tam na górze przeglądał cv potencjalnych kandydatów i wybrał tych najlepszych do czegoś w rodzaju drużyny pierścienia(albo kociołka?).
Pierwszy napatoczył się Severus, którego mało kto nie znał, a co dopiero Derich. Nie, bynajmniej nie był nigdy obiektem jej zainteresowania w sposób czysto towarzyski, ale rywal w eliksirach brzmi dumnie. Co prawda jej nigdy nie zależało na tym, by paradować z niepisanym tytułem mistrzyni, uważała to za niepotrzebne puszczanie ego samopas. Jej wystarczyły regularne wpływy z biznesu, który stanowił jej życiowe powołanie i dobre oceny z eliksirów. Niepisane tytuły to jedno, ale oceny i opinia mówiąca sama za siebie to co innego.
Spojrzała na Ślizgona, gdy tylko ten się odezwał i przez chwilę jej twarz była zupełnie obojętna, jakby właśnie podeszła do niej sarna w celu zbadania sytuacji, a która zaraz sobie pójdzie. Bo czemuż miałaby się przejmować? Snape był jedną z ostatnich znanych jej osób, które wyskoczyłyby w takiej sytuacji z prawieniem morałów. Dopiero po chwili uśmiechnęła się, stając na równych nogach i poprawiając szeroki kołnierz grubego swetra, wystający spod szaty.
- Prawdopodobnie masz rację, ale nie sądzę, byś zamierzał w ogóle mnie pouczać. Poszukiwania rzeczy przydatnych do naszego ulubionego przedmiotu może robić za taryfę ulgową, co?
Beztrosko spoglądała na jego twarz, która w świetle kulki miała w sobie coś, co sprawiało, że Severus pasował do tego miejsca. Kusiło zmienić kolor kulki na zielony, by bardziej pasował do barw Slytherinu, ale już bez szaleństw.
- Możesz albo minąć mnie i stwierdzić, że nic nie widziałeś, albo ewentualnie zostać i dotrzymać towarzystwa. – dodała, już zabierając się za kontynuowanie swojej misji badawczej – choć zdecydowanie byłoby to łatwiejsze mając jakiekolwiek źródło światła. Pierwsze, co przyszło jej do głowy to, że Snape próbuje ją nastraszyć, co paradoksalnie ją rozbawiło. O nie, straszna ciemność, cóż za potworna rzecz! Westchnęła ciężko i już miała skomentować zaistniałą sytuację, gdy do jej uszu dobiegł odgłos Chaty, która najwyraźniej postanowiła rozruszać spróchniałe deski. Stare instynkty i zainteresowania dały o sobie znać i w pierwszej chwili przez głowę Krukonki przemknęły obrazy wampirów, o których czytała jeszcze z baśni. Nie mogła stwierdzić czy ekscytacja wprawiła jej ciało w drżenie, czy po prostu odezwało się nieciekawe doświadczenie z tym związane i organizm automatycznie, profilaktycznie kazał się wycofać. Pech chciał, że należała do domu Roweny i ciekawość mogła przezwyciężyć wszelkie obawy.
- Dobrze się bawisz, Severusie? – zaczęła, przywołując zaraz światło zaklęciem Lumos. Wyciągnęła dłoń w stronę chaty, by oświetlić jej front i sprawdzić czy wiekowe domostwo nie zacznie się rozpadać. – Nie przestraszysz mnie, bym wracała do zamku i miałam cię na wystarczająco inteligentnego, by to wiedzieć. Zabawy w nawiedzone domy podziałają może na twoich „przyjaciół”, im to zafunduj.
W międzyczasie z kolei postąpiła krok w przód, zatrzymała się jednak szybko. Strasznie kusiło ją, by sprawdzić czy to może jednak nie zabawy Ślizgona, ale z drugiej strony jako pełnoprawny Krukon musiała zachować rozsądek.
Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 02/03/2014
Liczba postów : 56
Skąd : Cokeworth

PisanieTemat: Re: Przed Wejściem   Wto Kwi 12, 2016 10:05 pm

Znał się na eliksirach jak nikt inny, zwłaszcza jeśli chodzi o uczniów. Jednak rywalizacja miała dla niego zupełnie inny wymiar. Nie zależało mu nigdy na tym, by ludzie go ozłacali. Patrząc na to, jak popularność (której źródło było dla Snape'a daremna) Huncwotów się na nich odbijała, wiedział, że to nie dla niego. Zbyt duża sława nierzadko pozbawia mózgu, a patrząc na wspomnianych szkolnych łobuzów, było to aż nazbyt widoczne. Książę Półkrwi nigdy nie czuł się odpowiednio doceniony, dlatego czuł się w obowiązku udowadniać sobie, że jest wart czegokolwiek. Jeśli miałby być bohaterem, to raczej takim, który z cienia obserwuje tych, którzy rozpaczliwie próbują zbliżyć się do jego poziomu.
- Naprawdę myślisz, że jesteś w stanie znaleźć tutaj cokolwiek istotnego dla eliksirów? Smutne... w tym celu powinnaś raczej zwiedzić Zakazany Las. Aczkolwiek Twój nietoperek raczej nie okazałby się odpowiednim obrońcą. Sama z resztą wiesz, że średnio tam bezpiecznie. - uśmiechnął się do niej, rzucając z lekka pogardliwe spojrzenie. Choć sama idea go śmieszyła, to coś wewnątrz intrygowało go na tyle, że postanowił zostać i jej towarzyszyć:
- Chodzę swoimi drogami, jednak może istnieje cień szansy, że znajdziesz tu coś, co mnie zaskoczy, choć znam to miejsce lepiej niż Ty i nie sądzę, by Ci się udało. - wiatr rozwiał jego przetłuszczoną czarną grzywkę, a padający śnieg sprawił, że światło odbijało się od jego mokrej twarzy. Wtem spróchniałe drewniane bele domu postanowiły "włączyć się do dyskusji" przeciągły dźwięk zmęczonego użytkowaniem drwa rozszedł się po okolicy. Sev uśmiechnął się z jeszcze wyraźniejszą pogardą, bo w przeciwieństwie do dziewczyny wiedział, że nie sposób będzie zastać tutaj zmęczonego przemianą Lupina i jego świtę ochronną.
- To nie ja. - odpowiedział z typowym dla siebie spokojem - Nikt Ci nie mówił, że ta chata jest nawiedzona. - podpuszczanie dziewczyny sprawiało mu jakąś bliżej nieokreśloną radość.
Zobacz profil autora
William Watts
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 03/04/2016
Liczba postów : 11
Skąd : Szkocja, pustelnia na wyspie Elgin.

PisanieTemat: Re: Przed Wejściem   Pon Kwi 18, 2016 5:48 pm

Nie zauważyłem posta, przepraszam.

Wiatr niósł ich słowa w stronę ukrytego Wattsa, na którego wargach wykwitł złośliwy uśmiech. Czy on się przesłyszał? Padła propozycja wizyty w Zakazanym Lesie. Młodzi pchali się wszędzie tam, gdzie nie jest bezpiecznie. Nic dziwnego, że wojna wybuchła na dobre, skoro ktoś taki jak ta dwójka właziła buciorami w nawiedzone miejsce, które omijał nie jeden auror.
Zgasił światełko, które zostało ponownie przyzwane. Jeśli ma napędzić im stracha, sceneria ma być odpowiednia. Tło ciemne, trzeszczące ściany i... tak, przyda się coś jeszcze, aby młodzi pojęli ogrom ryzyka postanowionej wycieczki. Różdżka ukryta w rękawie, przytulona do dolnej części nadgarstka, została skierowana w stronę jednej z większych zasp śniegu. Spomiędzy ust Williama wydobyło się króciutkie słowo - Nebula - które nie tylko wywołało syk przemiany śniegu w parę, ale również uniosło ją, nadało jej więcej masy i kłębów dymu. Taką też mgłę pchnął w stronę młodzieży, kierując nią na tyle, aby otaczała zewsząd nasze dwie młode zguby. Gdzie okiem sięgnąć, urocza, mrożąca krew w żyłach mgła. Czarodziej wypiął dumnie pierś, gratulując sobie skrycie dobrze wykonanego zaklęcia - zresztą każdego, jakie postanowił przedstawić światu.
Uzyskawszy pewność, że żadne z nich się jakoś specjalnie nie rwie do walki z nieznanym przeciwnikiem, William przyłożył kraniec różdżki do szyi, tuż przy tętnicy. Chrząknął, a chrząknięcie te rozniosło się echem po terytorium Wrzeszczącej Chaty. Trudno było określić z której strony płynie dziwny dźwięk.
- Zróbcie... krok... a... a... pożałujecie... - charknął, modulując głos na dosyć upiorny. Miał ku temu talent. Brzmieć jak człeczyna z gigantycznym kacem po trzydniowym weselu obcej rodziny? Dla Williama była to pestka. Jeśli chodzi o odgrywanie błazna, nikt nie mógł mu dorównać. Kto by pomyślał, że tak bezużyteczny talent może przydać się właśnie teraz?
- Wybierzcie...zostaniecie tu... na zawsze... albo... - tu była pięciosekundowa pauza i okrutna myśl błąkająca się między żyłkami mózgowymi Wattsa - ... padnijcie ... na... kolana... - roześmiał się ochrypłym i nabrzmiałym głosem. Świetnie się bawił. Miał nadzieję, że ta dwójka postanowi w końcu krzyknąć ze strachu, aby mógł dopisać ten incydent do zawodowych sukcesów. Stworzy z tego wspaniałą anegdotkę, którą dzielić się będzie z każdym, kto by sobie tego zażyczył. Wzrok Willa źle wróżył. Dopiero zaczynał się nieźle bawić. Dopiero się rozkręcał. W głowie miał setki przykrych zaklęć, które mógłby na nich sprawdzić. Po godzinach nie musiał być dyrektorem departamentu. Nikt go nie widzi, to co mu szkodzi?
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Przed Wejściem   

 

Przed Wejściem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Jakim zaklęciem jesteś?
» Wejście do podziemi

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Inne magiczne miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Wrzeszcząca Chata
-