IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro 20 Cze 2018, 15:33

Otaczała go – otaczała go na tyle, na ile mogła sobie pozwolić – przestępując krok po kroku wokół stolika i zwycięskiego talerzyka z ciasteczkami. Nie zwracała już uwagi na tłumaczenia Jona względem jego rozmów odgrywanych samemu ze sobą – bo cóż, każdy miał swoje słabości.
- Hipnoza ma to do siebie, że na większość osób działa nie tak jak powinna i nie tak jak tego oczekujemy. Nic się więc nie stało – sama czasem mamroczę do siebie w bibliotece, tuż przed sprawdzianami. Nie chce nawet myśleć ile razy zostałam nazwana piernikową wariatką. – Mówiła dalej, uśmiechając się półgębkiem – przyjemny grymas wrócił na jej lico po hucznym zerwaniu z Lancasterem, który zniknął z powierzchni Hogwartu tak szybko jak się pojawił w jej życiu. Whisper więc powracała powoli do życia towarzyskiego, nie unikając już spojrzeń przyjaciół i znajomych. Na nowo odkryła uroki asymilacji i plotek, żartów i śmiechu.
Przyznawała jednak sobie w duchu rację, gdy przyłapywała się na zbytnim rozmyślaniu o tym co było, a co mogło się jeszcze zmienić w jej życiu. Była silna; przez niektórych uznawana za sztywną kujonkę – pomimo tego każdy mógł u niej liczyć na pomocną dłoń i sympatię wypisaną na jasnej, lekko pyzatej buzi uczennicy ostatniej klasy.
Swoje obowiązki zawsze traktowała całkowicie na serio – dlatego była odpowiednia osobą na stanowisko prefekta, o czym przekonali się zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, którzy wchodzili jej w drogę.
Tak samo jak wszedł jej w drogę jeden ze skrzatów, który odbił się od jej uda i zaraz pognał dalej; w międzyczasie brunetka podeszła do stołu i wysunąwszy magiczną różdżkę rzuciła zaklęcie sprzątające cały ten bajzel.
- Jestem absolutnie bezpieczny, Morensen. – Zapewniła go niemal od razu, tylko na moment podnosząc wzrok, by skrzyżować spojrzenia z Jonem. Zaraz też skupiła wzrok na kompletowanych właśnie składnikach, które przynosił jej jeden z mniejszych skrzatów – Nieśmiałek.
Widocznie Wanda bywała tu nie pierwszy raz, o czym Jon mógł się zaraz przekonać.
- I możesz być absolutnie pewny, że nie dam Ci stąd wyjść póki nie spróbujesz mojego przysmaku. Cała szkoła o nich trąbi, a Ty? Nie wstyd Ci? – Sama również podwinęła rękawy spranej bluzy, by odsłonić nagie nadgarstki i przedramiona usiane pieprzykami. Jej słowa potwierdziły tylko wcześniejszą wypowiedź chłopaka – nie zostawi go, a wykorzysta.
Przynajmniej w kwestii kulinarnej.
Rzuciła jeszcze jedno, rozbawione spojrzenie zagarniając do siebie worek z mąką. O dziwo, nie używała magii do wypiekania pierników – różdżkę miała przecież już schowaną za pazuchę.
- Nie pogniewam się. Zdawało mi się jednak, że łobuzy z ostatnich klas nie lubują się w pichceniu? – Podpytała, tylko trochę drocząc się z jasnowłosym. W jej głosie można było wyczuć miękką ironię, którą się posłużyła zgrabnie.
Zupełnie jakby posługiwała się nią na co dzień.
Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro 20 Cze 2018, 17:49

Wanda powolutku obchodziła w tej chwili stół  (który miał za chwilę posłużyć za poligon wyczynów kulinarnych) przestępując z nogi na nogę, a Jon, oparty o krzesełko z drugiej strony, podążał wzrokiem za nią. W jego oczach dało się zauważyć srebrzyste iskierki rozbawienia, ciekawości i… czegoś jeszcze, czego sam chłopak określić teraz nie potrafił – było to jednak odczucie jak najbardziej pozytywne
-Dlatego nie chodzę na wróżbiarstwo. Nie wiem, co mi do łba strzeliło akurat tym razem – skrzywił się, po czym na jego twarz wstąpił szeroki uśmiech, spowodowany kolejnymi słowami Krukonki, na które to odpowiedział w następujący sposób:
 – Piernikowa Wariatka, hmm? Jak dla mnie brzmi całkiem dumnie.
Morensen był w jakiś dziwny sposób ukontentowany, że jego koleżanka uśmiecha się podczas ich rozmowy. Już dawno nie miał okazji porozmawiać z kimkolwiek na temat inny, niż nauka. Nie był typem plotkarza, mało interesowały go wiadomości z poczty pantoflowej, a ostatnim czasem w ogóle nie socjalizował się zbytnio, przez co najprawdopodobniej nie wiedział o całej sprawie z Lancesterem.. Miał inne zmartwienia – chociażby to, że jego osobowości ostatnio zaczynały znikać na dłuższe okresu czasu, a gdy już wracały, potrafiły czasem zadziałać na niego nieco mocniej, niż zwykle, czego przykładem była dzisiejsza rozmowa z Angie. Chłopak nie miał pewności, czy to dobrze, czy źle. Z jednej strony chciałby mieć umysł w jednym kawałku, a z drugiej obawiał się nieco tej ciszy, bo mimo wszystko żył ze swoimi alter ego już bardzo długi okres czasu.
Tak czy siak, okres całkowitej alienacji najprawdopodobniej minął, a srebrzystooki młodzian zapragnął rozmów i spotkań, podobnie jak panna Whisper.

- Całkowicie bezpieczny. Trzymam Cię za słowo i składam swe życie pod Twoją opiekę na dziś wieczór, moja droga. – kontynuował, spojrzawszy na krótki moment w oczy czarownicy przygotowującej miejsce do pracy po przeciwnej stronie stołu. Były koloru piwnego, a w przytłumionym  blasku oświetlenia kuchni i niedalekiego kominka odbijały się w nich iskierki. Morensen znów zobaczył coś, co mu się spodobało.
W międzyczasie, stół zaczynał zapełniać się ingrediencjami potrzebnymi do sporządzenia wariackich pierniczków. Nie umknęło to uwadze Jona.
Nie zdziwię się, jeśli zna każdego skrzata po imieniu. Noooo, przynajmniej większość. Ile czasu z nimi spędziłaś, Whisper? Co, oprócz pierniczków, tak naprawdę każe Ci szukać jakiejś pustelni? – zastanowił się w myślach przez kilka następnych sekund.
- Jak często uciekasz od ludzi, aby pobyć samotnie w kuchni? – zapytał w końcu; logicznym dla niego było przecież, że oprócz zwykłego zamiłowania do pieczenia, był to też sposób na odpoczęcie od większych zbiorowisk ludzkich. Jon tymczasem przykucnął do jakiegoś skrzata, podając mu pusty półmisek po jakimś sosie, którego nie objęło zaklęcie dziewczyny, a po który bezskutecznie próbował  wdrapać się kuchcik dość niewielkich rozmiarów.
- Wstyd? Sam nie wiem. Chyba obawiałem się, że Pani Prefekt zechce pozbyć się jednego z łobuzów, dodając do pierniczków jadu akromantuli albo innej wyrafinowanej przyprawy. – powiedział, wracając do pozycji stojącej. Na jego twarzy znów zawitał sporych rozmiarów uśmiech, warto jednak dodać, że uśmiechały się także jego patrzałki.
Tak, zdecydowanie można powiedzieć, że cała sytuacja i rozmowa sprawiała mu przyjemność, a on sam przełamał się do koleżanki z domu.
Blondyn rozprostował i trzasnął palcami, jakby przygotowując się do wszelkich czynności kuchennych, w których chętnie brał udział. Nie przyznawał się jednak w tej kwestii nikomu, a Wanda dopiero miała zobaczyć, że nie trafiła na kogoś, kto wyjawia wszystkie fakty o sobie w samych rozmowach.
- Jak widać, musisz jeszcze się wiele nauczyć o łobuzach z ostatnich klas, moja panno. Jako reprezentantka uczniów wśród "wyżej postawionych" powinnaś mieć szerszą wiedzę. – udawanie prychnął, po czym szczerze się zaśmiał i klasnął w dłonie, odwracając się na pięcie w stronę ściany i drewnianych haków, z których to zdjął pewną rzecz. Po kilkunastu sekundach Wanda mogła ujrzeć Krukona w zgrabnie zawiązanym za plecami fartuszku koloru szarobłękitnego.
- Łap! – ostrzegł, rzucając zręcznie w jej stronę drugi egzemplarz podobnego odzienia ochronnego.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob 23 Cze 2018, 12:40


Piernikowa wariatka istotnie mogła aspirować do dumnego pochodzenia, dumnego określenia, przy którym dziewczyna prostowałaby się jeszcze bardziej niż zazwyczaj.
Ale czy wariactwo akurat było jej słabością? Raczej nie. Nie, gdy w swoim otoczeniu przemykał między uczniami Morensen, który już na pierwszy rzut oka wydawał się jakby nieobecny.
Oczywiście tylko wtedy gdy był sam ze swoimi myślami. Obserwowany z dystansu, bezpiecznego dystansu.
- Chyba wolę, gdy mówi się do mnie po imieniu. Ewentualnie szanowna pani prefekt, chociaż to brzmi bardziej sztywno. Zupełnie jakbym była kimś ważnym. – Odpowiedziała jeszcze, podchwytując poprzedni temat, a kończąc już tematy czysto psychologiczne, traktujące o głębi naszego umysłu.
Jeszcze raz tylko zerknęła w kierunku blondyna, by zaraz skupić wzrok na blacie, który uprzednio i powoli sprzątała, wydzielając sobie miejsce do pracy.
Gdy Jon zajrzał w oczy Wandy, istotnie – przyuważył drobne iskierki zatopione w czekoladowym odcieniu patrzałek Krukonki. Mógł dojrzeć jeszcze coś, ale schowanego znacznie głębiej niż pierwsze wrażenie, które prezentowała całkiem chętnie brunetka. Wyglądała przystępnie, jakby faktycznie była zadowolona z obecności kolegi z klasy. Może naprawdę miała potrzebę, by dzielić czas z kimś, kto nie wadził jej ani trochę?
A Jon nie wadził – przyglądał się jej, wydawał się czasem zagubiony, uciekający myślami od przytulnej kuchni utkwionej w podziemiach, lochach szkoły. Zupełnie jak ona, niegdyś – w czasie krótkim po morderstwie ojca, zamknięcia Doriana w Azkabanie i ucieczce Henryka.
Wszystko składało się w całość, zupełnie nieprzyjemną, mało odpowiednią dawkę emocji, którą panna Whisper była zmuszona przyjąć.
Pozostawiona samej sobie, uciekająca od przyjaciół, chowająca swe myśli pośród kart podręczników i składników do ciasta wiedziała, już wtedy – jaką przyjdzie jej obrać drogę do szczęścia.
Szukała rozwiązań, szukała możliwości nie tylko pogłębienia swojej wiedzy, ale i umiejętności. Chciała być lepsza od kogokolwiek – niezależnie od tego na jakim etapie życia właśnie się znajduje – prześcignie swoich rówieśników i sama odkryje prawdę, nie porzucając przy tym marzeń o zostaniu wybitnym aurorem.
Marzenia drobne, ale z chęcią spełniane.
Na czole ciemnowłosej pojawiło się kilka dronych zmarszczek – Wanda drgnęła, ściskając jedną z łopatek wykonanych z drewna i zamilkła. Przystanęła, oddychając głębiej.
Nie takiego pytania się spodziewała.
Uniosła jednak odważnie głowę, by móc znowu spojrzeć na Jona – nie bała się konfrontacji. W żadnym stopniu.
- Dosyć często. – Odpowiedziała, układając zwarcie wargi, nie będąc jednak złą na pana Morensena – była raczej lekko zdziwiona jego śmiałością w kwestii poznawania Whisperówny od najgorszej strony – od strony jej własnych słabości.
Wysypała w tym czasie mąkę na blat, by zacząć dodawać żółtka i inne składniki potrzebne do wyrobienia piernikowego ciasta. Ruchy już miała wyuczone, zgrabne – tylko raz na jakiś czas podnosiła spojrzenie na jej nowego towarzysza.
- Może gdyby Ci rozrabiający byli bardziej przystępni dla szerszej publiczności, tak miałabym o nich inne zdanie, co? Poza tym – byłoby wielką szkodą marnować wypieki tylko po to by kogoś unieszkodliwić. Trucizny są dla słabeuszy – wolę bezpośrednie starcia. – Mówiła dalej gładko, łapiąc w locie jeden z fartuszków – przerzuciła go przez głowę i wyginając się lekko zawiązała troczki z tyłu, w pasie.
Głos miała spokojny, jak zawsze – jednak pobrzękiwała w nim powaga. Jakby Jon nadepnął na nieodpowiedni przycisk, co nie znaczyło, że temat należy czym prędzej zakończyć.
Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob 23 Cze 2018, 16:45

W wyniku zmarszczenia brwi, na czole Jona pojawiły się dwie poziome bruzdy, a lewa dłoń powędrowała pomasować skroń.
-W takim razie mówmy sobie po imieniu… Wando. I oficjalnie proszę, mów mi Jon. Tak jak tytuły, tak i nazwiska są przydługie i zbyt oficjalne. A co do Twoich ostatnich słów: może jednak jesteś. Dla kogoś na pewno, a nawet jeśli nie – to możesz stać się ważna.
Twarz chłopaka znów została rozpromieniona przez ciepły uśmiech. Miło było rozwijać znajomość w  przyjazny i przyjemny sposób, tym bardziej po tak długim czasie bez konkretniejszych kontaktów z ludźmi.
Tak przynajmniej sądził przez chwilę Krukon, bo po jego pytaniu o samotne pielgrzymki do kuchni, Wanda wydawała się zbita z pantałyku, do tego nieco napięta. Morensen skrzywił się wewnątrz siebie, myśląc,że popełnił jakiś błąd, niedelikatność, cokolwiek, co mogłoby urazić brunetkę. Wyraźnie dało się zauważyć jej drgnięcie, dłoń zaciśniętą na łyżce i zwężone wargi.
Wolę, gdy układają się w uśmiechu – przemknęło mu przez głowę. Na szczęście Whisper nie była zła, co po kilku sekundach potwierdził wyraz jej twarzy. Tym razem dziewczyna okazała się nieco zdziwiona, jednak blondyn nie potrafił stwierdzić, dlaczego.
- Żeby nie było, nie uważam tego za nic złego. Sądzę, że każdy potrzebuje ciszy i spokoju, szczególnie gdy ma dużo obowiązków, jakieś wielkie ambicje albo problemy...  - chłopak w połowie tego zdania nie patrzył jednak na kuchenną partnerkę, ba, nawet nie był obrócony w jej stronę. Proszę  nie myśleć, że olał swoją rozmówczynię – poświęcał jej prawie całą swoją uwagę. Prawie, bo jakąś część mózgu i swoich ruchów poświęcił na szybkie myszkowanie po szafach, szufladach, kredensach i innych, mniej oczywistych schowkach, skwitowanych w pewnym momencie tryumfalnym „A-HA!”. W tym momencie podjął przerwany wątek.
- …lub po prostu nie chce dzielić się z liczną gawiedzią piwem kremowym, przypadkowo znalezionym w kuchennej szafie! Zaproponowałbym coś innego, ale to jednak szkolna kuchnia, cudów nie ma. Wybacz, Wando. Masz ochotę? Nie lubię spożywać trunków samemu. – mówił, wydobywając z czeluści koślawej, dębowej szafki dwie butelki z ciemnego szkła oraz małe kufelki. Chłopak, łapiąc balans z tym ładunkiem o mało nie strącił na siebie kilku stosów miedzianych i stalowych naczyń, ustawionych na rzeczonej już, niskiej szafie. Szczęśliwie skończyło się tylko na grzechocie metalu – stosy pozostały nienaruszone.
- Och. Czyżbyś uważała mnie za nieprzystępnego? Przykro mi teraz i stwierdzam, że chciałbym to zmienić – rzucił, wstając powoli, domykając drzwiczki szafy prawą nogą, gdy obrócił się już w stronę swojej rozmówczyni.
Pokiwał z uznaniem głową na uwagę o pojedynkach, nie ciągnął jednak tematu, bo co innego przykuło jego uwagę, gdy w końcu wrócił do stołu roboczego. Przez kilka sekund uważnie obserwował, jak brunetka sprawnie łączy składniki
- Mam nadzieję, że dasz mi zagnieść ciasto…? – z westchnieniem przekrzywił głowę, szukając jej spojrzenia. – Jak tak dalej pójdzie, zaraz wyjdę na lenia totalnego. – dodał cicho, nieco zrezygnowanym tonem, po czym ustawił się dość blisko Wandy, jakby domagając się jakiegoś zajęcia czy zadania.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 24 Cze 2018, 13:45

Oficjalnie – aż się uśmiechnęła, gdy Jon zaproponował mówienie sobie po imieniu. Byli już w takim wieku, że prędzej wypadałoby obalić wpierw butelkę Ognistej, by dopiero potem głośnym cmoknięciem zaanonsować nowopoznanemu jak bardzo cieszymy się ze zmiany stanowiska względem tej osoby.
Mówienie po nazwisku do kogoś nie było niczym złym – nie miała z tym problemu, a i sama do wielu znajomych mówiła używając drugiego członu personaliów. Łypnęła więc na Jona spode łba jakby – kilka kosmyków otuliło jej okrągłą buzię, kiedy mu się przyglądała.
Miał rację – była dla kogoś ważna kiedyś, może jeszcze wczoraj – dzisiaj, chociażby dla brata. Była ważna dla znajomych i przyjaciół, dla nauczycieli – w jakiś głupi sposób. Może dla jakiegoś pierwszoklasisty, który skrycie podkochiwał się w pannie Whisper; specjalistce od korepetycji, pierniczków, szkolnej wróżce.
Dłonie Wandy wciąż sięgały po kolejne składniki – ostatecznie nie skomentowała słów Morensena zatapiając się we wspomnieniach, skupiając się także na korzennym zapachu jaki ich zgrabnie otoczył.
Gdy się odwrócił, przemknęła wzrokiem po jego blond czuprynie i plecach czując jak coś w środku ściska ją mocno i nie chce puścić, nie do momentu, gdy na nowo nie usłyszała głosu Jona.
Zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele bólu.
Odetchnęła cicho pod nosem, bo zgadzała się z chłopakiem – każdy miał kiedyś gorszy okres, każdy potrzebował wytchnienia i chwili osamotnienia. Tak jak ona potrzebowała oddechu; od ciągłych spraw, problemów, korków i znajomości. W kuchni czuła się niczym królowa; mogła robić tu wszystko, łącznie ze spożywaniem kuchennego sherry, a teraz i piwa kremowego.
- Następnym razem postaram się wziąć ze sobą coś mocniejszego. Na wypadek, gdyby zagubiony kolega z klasy chciał mi dotrzymać towarzystwa podczas pieczenia. – Powiedziała w końcu, co znaczyło, że jednoznacznie się zgadza na jego propozycję.
Piwo kremowe nie było mocno procentowe, o ile było w ogóle – było już zresztą niesamowicie późno, nic się nie stanie, gdy się napiją po piwie. Albo dwóch.
- Sam też potrzebujesz wytchnienia, co? Raz na jakiś czas pobyć sam ze swoimi myślami, Jon. Nie mylę się? – Obserwowała go jak stara się nie wywrócić, jak łapie balans, jak ma dobry refleks gdy o mało co, a nie strącił kilku rondli. Nie widział jej wzroku, bo zaraz utkwiła go w cieście, które powoli nadawało się do wyrobienia.
Potem, chwilę po poczuła jak blondyn przesuwa się w jej stronę – posłała mu spojrzenie z ukosa, doskonale zdając sobie sprawę ze znaczenia jego słów jakie rzucił wcześniej.
- Chyba nadinterpretujesz moje słowa, Jon. – Zaczęła, lekko rozbawiona, mrużąc ciemne ślepia. Sama w tym czasie otrzepała dłonie z mąki, wytarła je w czystą kuchenną ścierkę i poklepała deskę zachęcająco.
- Bardzo proszę, trochę się namęczysz, wyrobienie ciasta nie jest taką łatwą sprawą – ale wierzę, że sobie poradzisz. – Przyzwoliła mu, jednak wciąż pozostawiając go pod obserwacją.
Sięgnęła za to po jedną z butelek piwa i otworzyła je łyżką. Piana wytoczyła się z szyjki brudząc dłoń pani prefekt – ta jednak nie przejęła się tym drobnym wypadkiem i czym prędzej ułożyła oba kubki obok siebie, by polać alkoholu szczodrze.
- Wyglądasz na nieprzystępnego, ale nie na lenia. – Dopowiedziała jeszcze, podsuwając jedno z naczyń w jego stronę, drugie natomiast samej podstawiając sobie pod usta, by napić się płynu.
Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 24 Cze 2018, 15:03

Być może ogólnie przyjęte zasady odnośnie wieku i bliższego poznawania się, rzeczywiście brały pod uwagę butelczynę Ognistej, lecz Jon mało przejmował się takimi rzeczami. Jeśli z kimś się dogadywał i miał pozytywne przeczucie – starał się z kimś zaprzyjaźnić, nieważne czy jest przy tym wysokoprocentowy alkohol, czy nie. Nie muszę chyba jednak mówić, że jeśli rzeczony trunek jest dostępny… it’s even better, prawda?
Przez chwilę Wanda milczała. Blondyn zerknął na nią ukradkiem i zobaczył jej zamyśloną twarz, naznaczoną grymasem wewnętrznego bólu. Nie przeszkadzało to jej jednak w kontynuowaniu pracy nad składnikami ciasta.
Jak widać, każdy ma swoje demony, co? – pomyślał. Nie zapytał jednak dziewczyny, o co chodzi, jakoś nie miał ochoty grzebać w czyjejś przeszłości, przynajmniej nie w tej chwili.
Chłopak zaciągnął się korzennym zapachem z przyjemnością – naprawdę uwielbiał tę woń, jednak na pełnię przyjemności ze strony pierników należało jeszcze trochę poczekać. W tej chwili, na scenę wkraczało delikatne i raczej niezbyt mocne, ale na pewno dobre, piwo kremowe.
-Myślę, że kolega z klasy by nie narzekał, jednak nie jestem pewien, czy wypada mu demoralizować wzór dla prefektów z innych Domów – zaśmiał się z cicha, wygłaszając swoją uwagę  i jeszcz eprzez chwilę patrzył, jak brunetka przygotowywała ciasto. Jon stwierdził, że robi to wręcz z maszynową precyzją, jednak milczenie przerwało pytanie skierowane do niego.
-Nie jestem wyjątkiem, to prawda. Czasem lepsze skutki ma kilka godzin oddalenia od ludzi, a czasem pomocniejsze jest działanie wręcz odwrotne. Problem w tym, że chwilami ciężko stwierdzić, co będzie lepsze.
Jon zaczął pracować nad bezkształtną masą na pierniki, na początku bez słowa, po chwili jednak przystanął, jakby zastanawiając się nad czymś.
-Nie, Wando. Chyba, że Ty nadinterpretujesz moje zachowanie – mrugnął do niej łobuzersko, po czym wrócił do wyrabiania ciasta. Akurat to szło mu w miarę sprawnie, może nie doskonale, ale nie wydawał się nowicjuszem, nie było widać jakichś poważnych błędów w jego ruchach. Znał swoje umiejętności, więc nie skomentował uwagi dziewczyny,  która w tym czasie pobrudziła się pianą i nalała piwa do kubków. Wziął w dłoń podany mu  kufelek z napojem, aby przyjąć kilka łyków.
-Gdybym był leniem, wylądowałbym  w Huffelpuffie. Nie byłbym usatysfakcjonowany, wiedząc nawet, że miałbym bardzo blisko do kuchni.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 24 Cze 2018, 15:29

Mogła wydawać się wzorem dla innych – mogła i była uznawana za jedną z najlepszych uczennic w swoim roczniku; wyjątkowo sumienna, poukładana, z poukładanym życiem i myślami.
Na pierwszy rzut oka.
Skrywała wiele tajemnic, wiele bólu, nieścisłości. Nie mówiła o nich, bo nie miała takiej potrzeby. Karmiła swoje demony cierpieniem i jej to odpowiadało, co było w tym wszystkim najgorsze.
Znosiła wszystko z uśmiechem na ustach, który znikał w momencie pojawienia się cienia na jej twarzy.
Może dlatego, uznając samą siebie za marne zagrożenie względem kodeksu szkolnego uśmiechnęła się lekkomyślnie, pod nosem, naturalnie; podnosząc przy tym wzrok na kolegę z roku.
- Nikt nie powiedział, że prefekt nie może się czasem pobawić. Co więcej, znam miejsca w szkole, o których wielu uczniów nie słyszało. – Rzuciła, jakby to miała być dodatkowa zachęta do czegokolwiek.
Sama zdziwiła się swoją postawą, tonem wypowiedzi, lekkością z jaką kontynuowała rozmowę.
Skupiła więc wzrok na dłoniach Jona, które z wolna poczęły wyrabiać ciasto – bezkształtna masa powoli zaczęła się poddawać rękom chłopaka, a zapach korzenny nabrał maksymalnej intensywności drażniąc ich nozdrza, pobudzając do dalszego działania.
Upiwszy pierwszy łyk, schowała speszony uśmiech za szklanicą, bo słowa Jona zabrzmiały co najmniej nie na miejscu.
Chociaż były odpowiedzią na jej własne.
Obróciła się więc zaraz, by chłopaczyna nie zauważył speszenia panny Whisper, która odłożyła szklanicę gdzieś na bok i zanurkowała w czeluściach jednej z komódek. Pozwoliła sobie nawet usiąść na chłodnej ziemi, tuż przed otwartymi drzwiczkami i szperać, wyciągać dłonie po akcesoria kuchenne. Ruchy miała szybkie, odrobinę nerwowe – jakby została przyłapana na złym uczynku i próbowała to ukryć.
- W Hufflepuffie nie lądują lenie. Lenie mogą trafić się w każdym domu. Puchoni to rozsądni uczniowie, pomocni, zawsze uśmiechnięci. – Odezwała się, co prawda przytłumiona przez szafkę, ale zawsze.
Przez myśli przeszedł jej znowu marny Lancaster; który właśnie ujął ją prostotą i sympatycznym grymasem na twarzy, w którym się zakochała.
A który i tak złamał jej serce.
Pomimo tego nie uznawała potomków Helgi za leniuchów – byli bardziej wartościowi od innych osób, skrajnie zepsutych i wykorzystujących czyjeś słabości.
O czym już nie wspomniała.
Wyłoniła się chwilę potem ze swojej kryjówki, by podnieść się zgrabnie z naręczem foremek do ciastek – w jej zbiorach znalazł się jednorożec, królik, sowa i gwiazdki.
Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon 25 Cze 2018, 11:45

Obojętnie, kim by nie był dany człowiek – każdy ma swoje fobie, problemy, kaprysy, nawyki i wydarzenia, o których chciałby zapomnieć. Widać to szczególnie tutaj, w Hogwarcie – niemal każdy stracił kogoś z rodziny. Nie można jednak zapominać o zwykłym, codziennym życiu, w którym także tracimy przyjaciół lub osoby nieco bliższe sercu, mimo że owe persony wcale nie obrywają Zaklęciem Niewybaczalnym. Niektórzy przyprawiają nas o ból, który mógłby  równać się z Cruciatusem, inni zaś, z niewiadomego powodu obracają się przeciw nam, jak gdyby pod wpływem Imperiusa.
Prawie każdy, prędzej czy później, doświadczał takich rzeczy, jednak ¬¬¬¬szczególne nasilenie wypadało na wiek szkolny, okres dojrzewania.Ten fakt sprawiał, że niektórym łatwiej było przejść przez trudności, dzięki przyjaźni innych osób, lecz czasem trafiały się jednostki stawiające na swoją silną wolę, lub po prostu niechcące zatruwać swoimi problemami życia innych osób.
Do tych ostatnich musiała należeć Panna Whisper, nie było jednak Jonowi dane zauważyć tego faktu. Zamiast tego, chłopak ujrzał szczerze uśmiechniętą dziewczynę, która stwierdziła, że „prefekt to też człowiek”.
- I ja tego nie powiedziałem. Muszę jednak przyznać, że nie słyszałem o prefekcie, który naginałby szkolne zasady. – powiedział nieco powątpiewającym tonem. – Rozbudzasz moją ciekawość, mimo, że raczej nie należę do tych „wielu”, o których mówisz. Swoją drogą, co w takich miejscach porabiałaś? Raczej nie był to wypiek pierniczków. – dodał, lekko unosząc kąciki ust i lewą brew.

Chłopak w tym czasie dalej wyrabiał ciasto, bez większych oznak zmęczenia. Był przyzwyczajony do ugniatania, przerzucania i innych czynności nadających elastyczność i odpowiednią konsystencję, przedtem bezkształtnej masie nie przypominającej czegokolwiek.
W pewnym momencie Wanda odwróciła się i zanurkowała między meble. Wybieg dziewczyny odniósł skutek – nie było możliwości, aby skupiony na kuchennej pracy Krukon zauważył jej zakłopotanie. Doszła do niego jednak inna rzecz – mimo, że nie widział drżących rąk koleżanki, to słyszał odpowiadający temu brzęk akcesoriów kuchennych, które były przestawiane wewnątrz komódki, którą za cel obrała sobie Krukonka. W tym samym momencie do chłopaka dotarło, stłumione przez szafkę, usprawiedliwianie Puchonów.
- Nie siedź na podłodze bez poduszki, to niezdrowe – mruknął, po czym dodał: - Może i tak. Nie zmienia to faktu, że mój często deszczowy humor nie pasowałby do tego Domu. W Ravenclawie czuję się na swoim miejscu. Nikt nie zadaje niepotrzebnych pytań, jeśli chcę pobyć sam, jest też z kim się integrować, gdy chcę zabawy.

Wanda widocznie znalazła już to, czego szukała, ponieważ podniosła się z podłogi. Oczom chłopaka, który właśnie kończył pracę z ciastem, ukazały się foremki do wycinania ciasteczek. Jednorożec, królik, sowa i gwiazdki.
- A hipogryf gdzie? – zapytał z udanym smutkiem Jon, po czym skierował wzrok na twarz panny Whisper, która w tym momencie wydała mu się jeszcze nie do końca opanowana po emocjach, które przez nią przeszły, a o których przecież nie wiedział.
Chłopak odłożył gotową masę i pociągnął kolejny łyk kremowego.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon 25 Cze 2018, 20:11

Po prawdzie wojna wisiała w powietrzu – zarówno Zakon Feniksa, jego zalążki czy już pełnoprawna grupa zbierała swoich towarzyszy, przyjaciół, znajomych, byleby tylko móc w stanie przeciwstawić się Czarnemu Panu – Lordowi, niegdyś zwykłemu uczniowi Hogwartu przywdziewającego zielono – srebrne barwy.
W związku z aktywnością tych drugich, skrajnie podłych i zepsutych osób śmierci pośród rodzin i bliskich uczniów Hogwartu zdarzały się nad wyraz często.
Niezdrowo często.
Sam Lancaster, tak często przewijany w myślach wandowych był wykorzystanych przez Śmierciożerców – Ci sami wykończyli matkę Wandy, a potem i ojca. Kto mógł być następny? Czy sama Pierniczkowa Dama?
Kiedyś na pewno.
Spojrzenie Krukonki skupiło się już całkowicie na Jonie, który zaparcie ugniatał ciasto na pierniki, jakby to zadanie należało do najważniejszych w jego życiu, w tej chwili. Pokiwała z aprobatą głową; i rozłożyła zaraz swoje zdobycze, dokładnie je układając obok siebie, by żadnej nie pominąć.
Stała naprzeciwko, nic sobie nie robiąc z jego ostrzeżeń jakoby powinna siedzieć na ziemi na poduszce. Nie byli przecież w klasie wróżbiarstwa – takie kolorowe dodatki nie były im przecież potrzebne. Lekkie skarcenie pojawiło się w oczach panny prefekt, która także sięgnęła po kufel piwa kremowego, by pociągnąć jeden ze zdrowszych łyków.
Do tej pory nie odzywała się kompletnie, pozwalając by kolega z klasy wodził prym, grał pierwsze skrzypce. Kompletnie jej to nie przeszkadzało.
W końcu, gdy przetarła wierzchem dłoni zabarwione pianą usta odetchnęła i przeszła naokoło stołu. By przejąć ciasto. Przy okazji nie omieszkała dźgnąć Morensena łokciem w okolice żeber, by się posunął.
- Jestem tylko uczennicą, nastolatką. Nie wzorem cnót dla każdej młodej pannicy. – Zaczęła mówić, klepiąc jednocześnie masę ciasta, by nadać jej nieco bardziej płaski wygląd.
- Też mam prawo do zabawy i wygód – może kiedyś będziesz miał okazję zobaczyć mnie w innym miejscu niż kuchnia, biblioteka czy klasa. – Tutaj na moment uniosła wzrok na twarz blondyna, by zaraz ponownie zatopić je w piernikowej masie.
- Zadawanie niewygodnych pytań nie jest w moim guście. Trafiłeś więc do dobrego miejsca. – Kontynuowała, sięgając po drewniany wałek, którym zaczęła rozmiękczać i rozwałkowywać ciasto.
Minę miała skupioną, jakby tylko to ciasto się liczyło.
Najmocniej na świecie.

Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro 27 Cze 2018, 00:45

Czarne to były czasy, w której przyszło dorastać tej młodzieży. W mugolskim świecie – Zimna Wojna. Połowa świata została w pewien sposób odłączona, ma to jakiś wpływ na świat czarodziejów, jednak nie aż tak wielki. Prawdziwym problemem stała się Wojna Czarodziejów, która oficjalnie trwała już dobre siedem lat, jednak nieoficjalnie… Cóż. Merlin jeden raczy wiedzieć, ile to się dokładnie ciągnęło. Hogwart mógł wieść z pozoru sielankowe życie, jednak na każdego z uczniów padał cień, wszystkich nawiedzało widmo nieopisanego strachu. Prawdą jest, że Minister Magii, Harold Minchum, odzyskał nieco kontroli w Ministerstwie, trudno jednak coś zrobić, gdy dookoła są sami szpiedzy, wrogowie, podwójni agenci.Śmierciożercy mogli dopaść praktycznie każdego, kiedy i w jaki sposób chcieli.

Dźgnięcie w żebra nie należało do specjalnie przyjemnych sposobów, na wymuszenie przesunięcia się, toteż Jon przyłożył dłoń do miejsca, w które przed chwilą wbił się łokieć panny Whisper. Chłopak lekko się skrzywił i ustąpił miejsca, oddając pierniczkową masę pod opiekę samozwańczej Królowej Wypieków.
- Aj, aj, jaka niedelikatna. Będę musiał stawić się w skrzydle szpitalnym – powiedział z udawanym wyrzutem, udając, że ogląda „ranę”. Przysiadł na jednym z siedzisk przy stole, uważając, aby przypadkiem nie kopnąć  skrzata, lawirującego w lesie meblowych nóg. Przez chwilę bawił się foremkami, potem jednak wziął butelkę kremowego i uzupełnił zapas płynu w swoim kufelku, po czym gestem i wzrokiem zapytał Wandę, czy jej także ma dolać.
Usadowił się nieco wygodniej i dał odpocząć swoim górnym kończynom. Mimo wszystko, tak intensywne wygniatanie ciasta potrafi nieco człowieka zmęczyć, chociaż Morensen raczej na to nie narzekał – był przyzwyczajony do takich kuchennych wysiłków
- Nie powiedziałem, że nie jesteś młoda i że nie masz prawa się bawić. – żachnął się Krukon, po czym napotkał na kilka sekund wzrok Wandy. W tym też momencie odpowiedział na dalszą część wypowiedzi koleżanki:
- Może. Kto wie?
Blondyn znów upił trochę kremowego, po czym wytarł wąsa z piany. Przypominał sobie teraz swój pierwszy dzień w Hogwarcie, łódki, zmierzające w kierunku zamku, suto zastawione stoły, przemowę dyrektora i w końcu Ceremonię Przydziału. Bał się, że zostanie oddelegowany do Slytherinu, że będzie miał w ten sposób coś wspólnego ze swoją matką. Na szczęście, Tiara przydzieliła go do Domu Roweny Ravenclaw. Jon doskonale pamiętał napięcie przed i ulgę po całym obrzędzie.
Z jego ust wyszło ciche westchnienie.
Och, jak dawno to było… – pomyślał. Nie nurkował jednak w swoje wspomnienia, pamiętał, że nie jest przecież sam.
- Też tak sądzę, Wando. Jestem zadowolony ze swojego przydziału. Ty zapewne też?

W tym momencie, jakimś cudem do kuchni wleciała nieznana Jonowi malutka, szkolna sowa, trzymająca w swoich szponach proporcjonalnie małą kopertę.
- Wybacz, przeczytam ten list. - rzucił do Wandy.
Czytając list, coraz bardziej marszczył brwi, w pewnym momencie nawet podrapał się w głowę, dając tym upust swojemu zdziwieniu.
- Eh, przepraszam Wando. Jestem zmuszony Cię opuścić, muszę coś zrobić. Do następnego razu! - powiedział, szybko myjąc ręce, po czym zebrał swoje manatki i opuścił kuchnię.
Zobacz profil autora
Sophie G. Greengrass
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 26 Sie 2018, 20:09

To był intensywny dzień. Pomimo tego, że niedziela była wolna od zajęć, Sophie od wczesnych godzin siedziała w bibliotece i przygotowywała dodatkowe materiały na zajęcia, okazjonalnie wyglądając za okno i przyglądając się wypełnionym uczniami błoniom. Nic dziwnego, pogoda była coraz ładniejsza. Słońce coraz śmielej wyglądało zza chmur, sprawiając, że trawa zieleniała, a pąki kwiatów rozkładały się, wabiąc zbudzone ze snu owady. Przymknęła oczy, przesuwając dłonią po powiekach i wypuszczając ciężko powietrze z ust. Straciła rachubę, czy zrobiła zbyt mało, czy może znów wykonała większość planów z materiałem na najbliższy tydzień? Krukonka wstała, przeciągając się leniwie i sprzątając po sobie stolik, a następnie odkładając księgi na miejsce. Trzeba przyznać, że bardziej od zbliżających egzaminów stresowały ją nadchodzące wakacje, na które będzie zmuszona wrócić do domu.
Leniwym krokiem wróciła do wieży krukonów, wchodząc do dormitorium i rzucając wypchaną torbę na łóżko. Nie miała ochoty na spacer, zwłaszcza że dziś hipogryfy miały przegląd weterynaryjny wykonywany przez gajowego, stąd też odwiedzenie Luny mijało się z celem. Zerknęła na tkwiącą na nocnym stoliku książkę od eliksirów, po czym pokręciła głową. Nie. To nie było to. Nie chciała jednak zmarnować reszty dnia, a wydawać by się mogło, że nawet muzyka nie przyniosłaby jej upragnionej równowagi wewnętrznej. Zagryzła dolną wargę, opierając się o kolumnę łóżka i krzyżując ręce pod biustem. I wtedy właśnie, po dłużej chwili, olśniło ją. Niewiele myśląc, zgarnęła niewielką, szmacianą torbę z kufra i wyszła z dormitorium, zgarniając wcześniej gumkę do włosów.
Zejścia do lochów było znacznie szybsze i przyjemniejsze niż wspinanie się na górę po zaczarowanych schodach. Znała drogę do kuchni na pamięć, łącznie ze wszystkimi skrótami, to też dotarcie pod portret z owocami zajęło jej naprawdę raptem kilka minut. Gdy znalazła się w środku, zamknęła za sobą przejście i odetchnęła głębiej, zaciskając w drobnej dłoni przyniesiony pakunek. Zapach przypraw, jabłek, kremowego piwa i mięs roznosił się po całej izbie, która zwykle wypełniona była skrzatami. Stworzenia te miały ręce pełne roboty, chcąc wykarmić całą szkołę i zrobić wszystko na czas i zwykle nie pozwalały korzystać ze swoich rzeczy, jednak Sophie znały od pierwszego roku. Zawsze się z nimi dogadywała, stąd też stworzenia te nie widziały problemu, gdy nastolatka przychodziła po zajęciach czy właśnie w weekendy, spełniać tu swoje kuchenne aspiracje. Nie była mistrzem w gotowaniu, ale pieczenie było jej konikiem, a do tego sprawiało ogromną przyjemność. Była w tym dobra, miała smak i wyczucie. Dobra pamięć sprawiała, że bardzo szybko opanowywała nawet te skomplikowane przepisy.
Dziewczyna przywitała się ze znajomymi skrzatami, kładąc na blacie torbę i zabierając się za zaplątywanie burzy ciemnych włosów w luźnego warkocza, którego następnie okręciła na tyle głowy, tworząc kok. Jedynie luźne kosmyki opadały luzem na bladą, drobną buzię. Wyjęła fartuch — pudroworóżowy, pokryty białymi grochami i nałożyła na ubranie, wiążąc na karku i za plecami, a następnie obok pustej już torby wyłożyła kolorowe blaszki i foremki, opierając się o marmurowy blat rękoma. Na co dziś miała ochotę? Co byłoby idealnym zakończeniem spokojnej, kwietniowej niedzieli? Błękitne ślepia omiotły kuchnie, leniwie przesuwając się po półkach i koszach, a gdy natrafiła na piękne, dorodne jabłka i stojący obok cynamon, na jej ustach zatańczył delikatny uśmieszek. Takie proste, a zawsze ponad czasowe. Ruszyła żwawo w stronę owoców, wybierając cztery dorodne sztuki i wracając do poprzedniego miejsca. Wyjęła z szuflady niewielki nożyk, zabierając się za obieranie jabłek ze skórki, a w myślach już cieszyła się na szarlotkę, która z nich powstanie. Pytanie tylko, czy zrobić tartę, czy może placek? Na kruszonce czy bardziej puszystym cieście? Mus z jabłek czy łódeczki? Ciasto to było idealne do puszczenia wodzy fantazji, było uniwersalne i można było łączyć i tworzyć je w sposób dowolny. Jej dłonie zgrabnie radziły sobie z opadającą na czarny marmur, ciągnącą się skórką w intensywnie czerwonym kolorze. To będzie doskonałe uwieńczenie dnia, razem z kubkiem gorącej czekolady i świeżej, bitej śmietany.
Zobacz profil autora
Finn Gard
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 26 Sie 2018, 20:42

Nadszedł ten niezwykły czas, podczas którego Finn odkładał gitarę na bok, pergaminy składał równo na szafce i podejmował się wyzwania pochodzącego z zupełnie innej dziedziny życia. Kucharzenie. Temat znany mu w stopniu nikłym - ledwie podstawy wpojone przez matulkę. We wczesnej młodości zaciągała go do ich przytulnie urządzonej kuchni i poduczała. Wyznawała zasadę, iż mężczyzna winien bezboleśnie i poprawnie umieć przyrządzić najskromniejsze dania. Unikał tych “zajęć” jak się dało, wyszukiwał tysiąc wymówek byle nie musieć tkwić nad patelnią i smażyć jajecznicy. Uczęszczając do Hogwartu był całkowicie zwolniony z gotowania. To skrzaty dbały o wyżywienie uczniów. Finn znał okolice kuchni tylko i wyłącznie z nocnych wizyt, gdy to starowinka Muślinka przyrządzała mu kubek gorącej kawy. Za dnia nie bywał wśród towarzystwa białogłowych stworzonek. Podczas ostatniego tygodnia przychodził tu bardzo wiele razy, zbyt wiele jak na jego gust. Nadchodziło wewnętrzne święto Huffelpuffu, a więc prawie każdy Puchon otrzymywał zadanie specjalne od prefektów i opiekunki domu. Finnowi nakazano przygotować zapas ciastek, pierników, cukierków. Istotnym faktem jest tutaj informacja iż panicz Gard nie jadał słodyczy, a co za tym idzie absolutnie nie orientował się gdzie, poza Miodowym Królestwem, mógłby nabyć odpowiednią ilość ciasteczek. Nie było go stać na dwieście dwadzieścia ciastek nawet z zapomogą finansową od rodziców. W akcie desperacji układał awaryjny plan udania się wprost w paszczę Nevana Atsuoskomplikowanymnazwisku z Gryffindoru, by błagać o pomoc. Pomny efektu ich ostatniego spotkania zostawiał ten plan jako ostatnią deskę ratunku. Ale... o dziwo udało mu się namówić Vinciego do pomocy. Nie wiedział jak tego dokonał ale cieszył się uzyskawszy od niego deklarację pomocy. To wśród Puchonów było właśnie najpiękniejsze - wszyscy wzajemnie pomagali sobie i rzadko kiedy spotykał się z odmową bez solidnego uzasadnienia. Vinci Marlow albo naprawdę chciał mu pomóc albo zabrakło mu sensownego argumentu i nie miał innego wyjścia jak się zgodzić. Finn nie wnikał, panicznie potrzebował wsparcia. Postanowili zatem... własnoręcznie upiec ciasteczka. Najtaniej, najszybciej. Skrzaty zaoferowały się udostępnieniem naczyń, pieca i większości składników. Nie mogły niestety same zająć się pichceniem mając w swoim grafiku bodajże uroczystość nauczycielską czy coś w tym stylu. Nie pamiętał już co mu Muślinka skrzeczała przed twarzą lecz musiał przystać na takie warunki.
Uzbrojony w pięć różnych przepisów, z duszą na ramieniu dreptał korytarzem w kierunku szkolnej kuchni. Wiedział, że Vinci skończy co ma tam skończyć i niezwłocznie doń dołączy. Czeka ich bardzo intensywne popołudnie. Sęk w tym, że Gard naprawdę nie czuł się pewnie w dziedzinie gotowania i pieczenia czegokolwiek. Pamiętał jak matula to robiła lecz nigdy nie sądził, że sam zostanie postawiony przed tym wyzwaniem. Stresował się, obawiał efektów i ogólnie rzecz biorąc wolałby robić wiele innych rzeczy, byleby nie musieć ponosić odpowiedzialności za obecność nieszkodliwych i smacznych ciasteczek na uroczystości wewnętrznej. Finn, jak to Finn, robił dobrą minę do złej gry. Przed Vincim wypowiadał się o tej misji entuzjastycznie i optymistycznie. Nie dawał wiary ostrzeżeniom Marlowa dotyczących jego własnych zdolności kucharskich, a dokładniej ich braku. Zrobią to, muszą. To tylko pieczenie ciasteczek, to nie walka z dementorem czy szyszymorą. Jedyne z czym muszą się zmierzyć to z toną mąki i piecem. Nie powinno stać się im nic złego, a tym bardziej kuchni. C h y b a.
Doszedł do drewnianych drzwi prowadzących do kuchni. Popatrzył na nie bardzo niepewnie. Nie musiał ich jeszcze na szczęście otwierać bowiem nagle usłyszał nasilający się dźwięk zbliżających się kroków. Obejrzał się przez ramię i z ogromną ulgą wymalowaną na twarzy ujrzał Marlowa. Chłopaczyna nie zdawał sobie sprawy jak jego obecność dodawała Finnowi otuchy. Co dwie głowy to nie jedna, co cztery ręce to nie dwie.
- Vinci, jesteś. Super. Wziąłem pięć przepisów i wybierzemy najlepszy... znaczy najprostszy. Gruby Mnich poleca kruche ciasteczka z lukrem. Podobno nawet dziecko jest w stanie to zrobić. - podał mu do ręki kartki i uśmiechnął się krzepiąco, choć widać było ,że to on sam potrzebuje wsparcia. Nie powiedział koledze ile muszą ich upiec. Bał się jego reakcji i opóźniał poinformowanie go o tym jak tylko się dało. Nagle tknęła go myśl. Nie wziął nic poza przepisami. Wiedział, że składniki są w kuchni, jednak nie miał pojęcia czy czegoś im nie zabraknie. W ostateczności do lochów Huffelpuffu mają dwie minuty drogi, któryś z nich skoczy do kufrów.
- To... ty idź pierwszy. Wiesz... ja ee... będę na tyłach na wypadek gdyby Gruby Mnich chciał nam pomóc. To wiesz, powiem mu gdzie jesteśmy. Spokojnie, jestem tuż za twoimi plecami. - wyszczerzył się do niego odsłaniając zęby. Poklepał go delikatnie po ramieniu a potem równie leciutko pchnął w kierunku drzwi, gdzie łakoma gruszka-klamka czekała na cudze paluszki. Modlił się w duchu, by nie doprowadzili do pożaru. Finn miał złe wspomnienia z ogniem. Pamiętał doskonale jak na ONMS ogniste nasiona wskoczyły mu na płaszcz i w efekcie go spaliły pomimo szybkiego gaszenia. Wzdrygnął się na wspomnienie i po chwili bardzo szybko zreflektował na wypadek gdyby wiara Vinciego w powodzenie misji była tak samo wielka jak jego własna.

_________________
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 26 Sie 2018, 23:35

Vinícius miał jedną cechę, która równie często pakowała go w przyjemne i ciekawe sytuacje, jak i tarapaty – nie trzeba go było długo namawiać. Jeśli tylko nie wyrządzało to nikomu szkody i nie kłóciło się z jego poglądami, był w stanie zgodzić się na wiele, szczególnie kiedy oznaczało to, że nie będzie musiał ślęczeć nad książką z eliksirów. Oj tak, chłopak uwielbiał moment, w którym zamykał podręcznik by oddać się bardziej porywającym (lub też leniwym) zajęciom i zdawał się w ogóle nie łączyć takiego postępowania z jego okropnymi ocenami, brakami w wiedzy i karnymi esejami. Z jednej strony bardzo chciałby podciągnąć się w eliksirach, z drugiej chwytał każdą okazję by tylko się nie uczyć. Tego dnia odskocznią okazał się Finn ze swoim absurdalnym wręcz pomysłem pieczenia ciastek. Początkowo chciał odmówić propozycji Garda, jednak z każdą kolejną sekundą zdawał się coraz bardziej zapominać jak katastrofalne w skutkach bywają jego poczynania w kuchni, aż w końcu z uśmiechem pokiwał głową, oznajmiając, że spotkają się pod kuchnią kiedy tylko pomoże Cassandrze znaleźć kocura.
Ogrom własnej głupoty dotarł do niego w chwili kiedy przemierzał szkolne korytarze by dotrzeć do kuchni umiejscowionej w lochach. Czuł stres związany z pieczeniem ciastek, obawiał się, że Finn nie ma najmniejszego pojęcia na temat jego braku umiejętności kulinarnych nawet mimo tego, że zapewnił go o tym co najmniej kilka razy. Pewnie pomyślał, że udaje skromnego, podczas gdy Viní w istocie nie potrafił nawet zaparzyć smacznej herbaty, będąc przecież Anglikiem. Czy w ogóle kiedykolwiek zdarzyło mu się coś upiec? Obowiązek pomocy mamie w kuchni spadał na jego młodszą siostrę, co prawda rodzicielka wyraziła kiedyś chęci przyuczenia go do gotowania, ale kiedy tylko zobaczyła jak zabiera się do krojenia cebuli w kosteczkę, odebrała mu nóż i odesłała do pomocy ojcu. Na co dzień nie myślał o swojej kulinarnej ułomności, bo i nie miał potrzeby martwić się o to co zje. Do dyspozycji mieli stoły, które wręcz uginały się od ilości serwowanego na nich jedzenia, a jeśli zdarzało mu się zgłodnieć już po zakończeniu kolacji po prostu prosił skrzaty o jakiś prosty bezmięsny posiłek albo jakieś owoce. Umówmy się, Hogwart nie najlepiej przygotowywał swoich uczniów do dorosłego życia.
Siemka, Geniuszu. – zatrzymał się przy Finnie, uśmiechając się mimowolnie na widok kumpla. – Myślisz, że Gruby Mnich ma rację? Wiesz, niby jest gruby, ale z drugiej strony nie jadł nic od setek lat... – wziął od Puchona kartki, drugą ręką w zamyśleniu gładząc się po idealnie gładkim policzku. Pobieżnie przejrzał ich zawartość, skupiając się głównie na nazwach i liście składników. Przepisy miały to do siebie, że za bardzo przypominały mu receptury eliksirów zawarte w książkach. Ciekawe czy gdyby nauczył się gotować, przestałby również przypalać lub wybuchać zawartość swojego kociołka. – Te ciastka z kawałkami czekolady brzmią smakowicie, wszyscy lubią czekoladę.
Roześmiał się, ale śmiech zamarł mu na ustach kiedy dowiedział się, że to właśnie on ma otworzyć bramę do piekieł, za którą czekało ich nic więcej jak rychła śmierć. Albo gorzej – powolna, w okropnych męczarniach. Przełknął ślinę, strzelił kostkami w dłoniach co niektórych doprowadzało do szału i przelotnie zerknął na Finna, ostatecznie skupiając wzrok na małej, niepozornej, do tego dość wesoło wyglądającej gruszce. Zazwyczaj bawił go sposób w jaki wchodziło się do kuchni, ale teraz, kiedy wiedział, że w środku będą musieli poradzić sobie sami, owoc wydał mu się dziwnie niepokojący. Wyciągnął rękę i połaskotał gruszkę, która zachichotała i otworzyła przed nimi drzwi. Spodziewał się usłyszeć złowrogie skrzypienie i ujrzeć nieprzebraną ciemność, w jego wyobraźni pojawiła się scena rodem z mugolskich horrorów, ale w rzeczywistości wrota uchyliły się bez najmniejszego dźwięku, a twarz Viniciusa została oświetlona ciepłym, przytulnym blaskiem kuchennego wnętrza. Marlow wypuścił powietrze, które nieświadomie zatrzymał w płucach i wszedł do środka. Skrzaty krzątały się wewnątrz, ale tym razem zdawały się w ogóle nie zwracać na nich uwagi, zbyt pochłonięte własnymi zajęciami.
Okej... to chyba na początek musimy znaleźć jakieś naczynie i coś do mieszania? Albo może podzielmy się, ja znajdę miskę, a ty... – urwał w pół słowa kiedy zauważył postać wyższą od pozostałych skrzatów, do tego ubraną w różowy fartuszek w groszki, która obierała jabłka. Minęła sekunda lub dwie zanim dopuścił do świadomości myśl, że nie jest to wcale skrzat, a uczennica, o ile się nie mylił była to Krukonka w jego wieku. – Och. – wyrwało mu się w całym zaskoczeniu jakiego właśnie doznał. – Cześć, będziemy Ci przeszkadzać jeśli trochę tutaj... – ZDEMOLUJEMY KUCHNIĘ?! – hm, spróbujemy upiec ciastka?
Uśmiechnął się do dziewczyny dość szeroko, pokazując przy tym swoje niezbyt równe uzębienie. Cóż za niespodziewany zbieg okoliczności, jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się trafić w kuchni na drugiego ucznia. Spojrzał na Finna pytająco, nie wiedząc czy powinni spróbować coś przyrządzić równolegle z nią, czy może przyjść za godzinkę, kiedy już skończy pichcić to co tam sobie wymarzyła?
Może wiesz gdzie znajdziemy miskę? I... – podniósł na wysokość wzroku zapisaną finnowym charakterem pisma kartkę. – Mleko, masło, mąkę cukier... – zaczął wyliczać wypisane składniki, ewidentnie widać było, że nie ma pojęcia o czym mówi, a kartka, którą kurczowo trzyma w palcach jest jego jedynym ratunkiem. Ich jedynym ratunkiem.
Zobacz profil autora
Sophie G. Greengrass
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 02 Wrz 2018, 19:26

Nuciła pod nosem, całkiem zaangażowana w obieranie wybranych przez siebie owoców, których słodki zapach zaczynał roznosić po całej kuchni. Nie mogła doczekać się, gdy ciasto trafi do pieca, a jabłka wymieszają się z zapachem cynamonu, który uwielbiała oraz przypiekanego, kruchego ciasta. Nawet jeśli zapach ten większości kojarzył się ze świętami, dla Sophie był najlepszy na świecie. Uśmiechnęła się, odkładając przedostatni owoc na deskę do krojona i zgarniając na bok obierki. Zostało jeszcze jedno i będzie mogła zabrać się za wydrążanie środków i krojenie na połówki, których ostatecznie zdecydowała się użyć do swojej szarlotki. Było z tym troszkę mniej roboty niż z musem z jabłek, a jak wygląd i efekt smakowy pozostawały naprawdę doskonałe. Przymknęła na chwilę oczy, zaciskając nóż w ręku i szukając w odmętach umysłu receptury, której obraz zatańczył jej przed oczyma. Masło. Potrzebowała dobrego, niesłonego masła w temperaturze pokojowej. Odstawiła więc nieobrane jeszcze jabłko i trzymany przez siebie nóż, wycierając dłonie w kuchenną ściereczkę i kierując się w stronę jednej ze spiżarek, gdzie temperatura była bardzo nisko. Szybko wyjęła świeże, wiejskie masło i wyjęła z papierka na talerzyk, kładąc na blacie, aby uzyskało właściwą konsystencję. Miękkie było znacznie łatwiej utrzeć na kruchy spód. Wróciła do poprzedniego zajęcia i nuconej przez siebie piosenki, wcześniej odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho.
Chwilę później, jej zamyślenie przerwało skrzypienie obrazu i towarzyszące jemu głosy, które sprawiły, że błękitne ślepia dziewczyny podniosły spojrzenie, zatrzymując je na wejściu do kuchni. Nie przeszkodziło jej to jednak w dalszym obieraniu. Zlustrowała wzrokiem dwójkę uczniów, ostatecznie zatrzymując intensywne spojrzenie na jednym z nich, który przerwał panującą między nimi ciszę. Kąciki jej ust drgnęły ku górze, a ona pokręciła przecząco głową i dłonią z jabłkiem wskazała miejsce obok siebie. Blat był naprawdę duży, wszyscy się zmieszczą.

- Cześć. Nie ani trochę. Śmiało, składników pod dostatkiem. - odparła spokojnym, życzliwym tonem, jak to miała w zwyczaju. Dziewczyna przesunęła się nieco do krawędzi blatu, razem ze swoimi rzeczami, odkładając ostatecznie obrany owoc zaraz obok pozostałych. Zgarnęła obierki, wyrzuciła je i przemyła nóż pod strumieniem zimnej wody, wracając zaraz na miejsce. Musiała teraz pokroić składnik na ćwiartki, które łatwo będzie ułożyć na surowej masie i nie zatoną w całości, a jedynie subtelnie, delikatnie. A może powinna ułożyć je warstwowo. Kolejne słowa chłopaka sprawiły, że jej niebieskie oczy znów zatrzymały się na jego twarzy, lustrując ją przy okazji, nieco może nazbyt bezczelnie, jednak bez cienia złośliwości. Czyżby miała do czynienia z nowicjuszami czy może nigdy wcześniej z zamkowej kuchni nie mieli okazji korzystać?
- Oczywiście. Zaraz wam pokażę... Powiedz mi tylko, jakiej miski szukasz? Dużej czy małej? - zaczęła, odkładając wszystko i rozglądając się po izbie. Skierowała się do jednej z dolnych szafek po przeciwnej stronie blatu, kucając i otwierając ją. Odgłos stukających o siebie naczyń przerwał chwilę ciszy, a dziewczyna wyjęła dwa przedmioty, o różnych rozmiarach. Zerknęła na nich z dołu, wciąż kucając i z trudem masywne misy utrzymując w drobnych dłoniach. - Polecam kamionkowe, klasyczne. Ciasto wychodzi najlepsze. Hmmm... Będziecie robić kruche ciasteczka? To prosty, ale doskonały wybór.
Zakończyła z ciekawością, przekręcając głowę w bok i przyglądając się im badawczo. Mogła wywnioskować to po składnikach, których szukali. Gdyby wspomnieli jeszcze o kakao lub groszkach czekoladowych, wyszłyby mleczne pieguski. Uwielbiała piec łakocie, zawsze ją to uspokajało. A w kruchych była prawdziwym mistrzem.
Zobacz profil autora
Finn Gard
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto 04 Wrz 2018, 19:14

Ostatnią rzeczą jakiej Gard mógł się spodziewać była to obecność innej osoby człekokształtnej w pomieszczeniu, do którego niewiele osób zaglądało. Finn szedł wiernie tuż za Viniciusem jednocześnie w myślach zastanawiając się czy dobrze zrobił godząc się na to przedsięwzięcie. Niestety było już za późno. Powiedział A to powie i B.
- To nie będziemy robić tego w kociołku? - uniósł brwi na dźwięk słowa "miska". Swoją drogą słowo dziwne, Finn używał raczej określenia "pojemnik" bądź po prostu kociołek. To tylko poświadczało o jego braku doświadczenia w kucharzeniu. Powiódł wzrokiem tuż za spojrzeniem Viniego i zmieszał się, bowiem nie zauważył dziewczyny. Nie spodziewał się tutaj towarzystwa i w pewnym momencie rozważał przełożenie pieczenia na inny termin. Sęk w tym, że ten "inny termin" pada właśnie dzisiaj. Kuchnia była dosyć obszerna, zatem powinni się zmieścić. Finn obawiał się jedynie obsługi pieca. Z masą dadzą sobie radę. Jak nie oni to kto? Trzeba przynieść chlubę Heldze Huffelpuff i zadbać o to, by mieszkańcu domu Borsuka nie polegli w konwulsjach żołądkowych tuż po spróbowaniu specjału ich autorstwa.
- O, cześć. - przywitał się z dziewczyną z pewnym opóźnieniem, jak i również przywdział na usta wesoły uśmiech. Skinął głową na Viniciusa na znak, że powinni jednak podjąć się wyzwania, a nie uciekać przy pierwszej przeszkodzie, która po paru chwilach okazała się wsparciem. Dźgnął kumpla łokciem i posłał mu wymowne spojrzenie kiedy Sophie odwróciła się plecami w celu poszukiwania pojemników. Przecież mogli to sami zrobić, powinni chociażby udawać, że znają się na rzeczy. Jest tu tylko sześćdziesiąt osiem szafek i szuflad - na oko licząc, kiedyś znaleźliby to, czego im trzeba.
- Kamienio...kamionkawe brzmią fajnie. - podrapał się po skroni, bo za cholerę nie wiedział co właśnie powiedział. Najważniejsze, by Krukonka się nie zorientowała. Nie chciałby się przed nią zbłaźnić.
- Dzięki wielkie, dziewczyno złota. To my pójdziemy tam dalej i poszukamy reszty składników... te ciastka będą wielką niespodzianką. - uśmiechnął się ponownie, trochę można rzec, że psychopatycznie, bowiem jego jasnoniebieskie oczy nie były pewne czy w ogóle wyjdzie im cokolwiek, co będą mogli nazwać "ciastkiem". Finn starał się być dobrej myśli. Odciągnął Viniego w prawą część kuchni i po drodze nachylił się ku niemu.
- Mam plan jak znaleźć składniki. - szepnął zerkając po drodze na Sophie w śmiesznym fartuchu. Miał wielką nadzieję, że nie panuje tu obowiązek noszenia odzienia ochronnego. Jego kochana matula zakładała w kuchni fartuch jaskrawozielony z tańczącym na środku gnomem w sukience - prezent od ojca. Finn do tej pory nie rozumiał o co w tym chodziło i chyba nie bardzo chciał wnikać. Kiedy już odeszli kawałek dalej, Puchon podwinął rękawy aż do łokci i wyjął... różdżkę. Posłał zadowolone spojrzenie Vinciemu i odchrząknął.
- Accio mąka. - wykonał perfekcyjny ruch różdżką i czekał na efekt, dumny jak paw ze swojej pomysłowości. Magia zawsze się sprawdza, ważne jest, by wiedzieć w jaki sposób jej użyć. Nagle jedna z szafek po przeciwległej stronie kuchni zatrzęsła się, zaśmiała (!) krótko i po paru sekundach drzwiczki otwarły się na oścież. Dwa opakowania kilogramowej mąki sunęły w powietrzu w ich stronę ciągnięte trwającym zaklęciem. Leciały, leciały... nabierały prędkości... były tuż tuż... tuż przy głowie Marlowa...
- VINCI, ŁAP! - krzyknął z niemym przerażeniem wymalowanym na twarzy. Dlaczego one lecą tak szybko?! Na galopujące gorgony, to były ledwie sekundy na reakcję. Vinci musi wykazać się refleksem członka drużyny qudditcha i pojmać dwa opakowania oszalałej mąki, jeśli mają zapobiec obsypaniu siebie, Sophie i całego otoczenia bielą. Sam Finn wyciągał ręce do przodu, by chwycić mąkę na wypadek, gdyby Vinci przegapił jedną z nich. Jak już zostało wspomniane, to były sekundy. Czas na chwilę stanął w miejscu, gdy to Marlow miał zostać bohaterem i uchronić wszystkich przed atakiem mąki czy też... zostanie pierwszą ich ofiarą. Jak to mama mawia - najważniejsze, by nie polała się krew.

_________________
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kuchnia   

 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-