IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Kuchnia   Sob 15 Lut 2014, 18:14



Kuchnia


Spore jak na piwnicę pomieszczenie, pełne krzątających się wokół skrzatów, które bardzo chętnie spełnią zachcianki uczniów. Na środku stoi duży stół i kilka krzeseł, tu i tam wiszą szafki. Nad głowami dyndają patelnie, pod północną ścianą widnieje duży piec, dzięki któremu w kuchni jest ciepło i przytulnie a w dodatku całym pomieszczeniu roznoszą się rozkoszne aromaty. Uważaj, skrzaty mogą Cię stąd prędko nie wypuścić. Bardzo lubią gości!
Podobno profesor Dumbledore ma gdzieś tutaj skrytkę z zachomikowanym miodem pitnym. Kto wie, może własnie Tobie uda się ją odnaleźć?
Pamiętaj, aby najpierw połaskotać gruszkę, inaczej drzwi nie staną przed Tobą otworem!

Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto 11 Mar 2014, 19:05

Być może Potter miał dwa lata na to aby oswajać się z myślą, że bliskość Lily jak najbardziej mu pasuje i nie ma w niej nic krępującego, ale dla Lily to wszystko było nowe, nieznane i wciąż jeszcze pogmatwane. Nie dość, że to był Rogacz, z którym przez ostatnie sześć lat darła koty, to w dodatku doświadczenie Rudej w kwestiach randkowania i temu podobnych, było raczej skromne. Albo nawet bardzo. Miała zbyt wiele innych priorytetów, zawsze była czymś zajęta, za czymś goniła i czegoś musiała się nauczyć, więc zwyczajnie odkładała możliwość posiadania chłopaka na "kiedyś". Nie żeby nie było chętnych, już nawet pomijając Jamesa, raz nawet była od krok od prawdziwego zaangażowania i kto wie jak by to się wszystko skończyło gdyby Walt nie zniknął.
Spokojnie przeczekała proces zapinania koszuli i z delikatnością, o którą bym jej nie podejrzewała, nie rzuciła się mu nawet na pomoc. Nie planowała go zaskakiwać, ale przede wszystkim nie planowała zaskakiwać tak samej siebie. Myślała, że będzie to kolejny z licznych ostatnimi czasy patroli, który zakończy o stosownej porze i wtedy będzie mogła wrócić do ciepłego łóżka. Do głowy by jej nie przyszło, że znajdzie rannego ucznia na korytarzu, że uczniem tym będzie Potter, a ona zamiast odtransportować go do Skrzydła Szpitalnego, albo jakiegoś nauczyciela, zaproponuje mu wycieczkę do kuchni!
Może była to kwestia okoliczności, dziwnej atmosfery i przełomu, który zaczynał się dokonywać we wnętrzu Lilianne, albo też dziewczyna po raz pierwszy od dawna robiła coś całkowicie spontanicznie i pozwoliła sobie na przymknięcie oka na część reguł, które praktycznie zawsze były dla niej święte.
Na jego słowa i szeroki uśmiech (jak niewiele było trzeba aby poprawić mu humor!) odpowiedziała nieśmiałym uniesieniem kącików ust, jakby wciąż jeszcze wahała się, czy ma prawo wyjść z roli idealnej pani prefekt. Ostatecznie jednak musiała stwierdzić, że nie wypada jej cofnąć danego słowa, bo ruszyła u boku Rogacza w kierunku Podziemi.

***

Kiedy stanęli przed obrazem martwej natury, wyciągnęła dłoń i połaskotała gruszkę. Bywała w kuchni już wcześniej, ale zawsze wizyty te wypadały w ciągu dnia, przeważnie wtedy, kiedy zaczytana w jakiejś fascynującej lekturze zapominała o posiłku i nie mogła potem doczekać kolejnego. Lubiła to ciepłe, wypełnione kuszącymi zapachami pomieszczenie, pełne przyjaznych i skłonnych do pomocy skrzatów. Wiedziała, że nie chcą one być wolne, ale sprzeciwiała się bezlitosnemu ich wykorzystywaniu i kiedy proponowała Jamesowi posiłek nie przewidziała jednego - dla nich także noc była czasem odpoczynku. Poczuła ukłucie sumienia kiedy na ich widok małe istotki zaczęły podnosić się ze swoich legowisk i przecierać piątkami zaspane oczy. Na jej twarzy pojawił się wyraz "winna" i nawet posłała bezradne spojrzenie Potterowi, zanim zaczęła gorąco przepraszać skrzaty, które niepomne tego chwyciły jej dłonie i zaciągnęły na jedno z krzeseł przy kominku, pod nos podsuwając jej stosy jedzenia i ciepłą herbatę. Kiedy podniosła wzrok zauważyła, że z Rogaczem postąpiły tak samo, a nawet traktowały go jeszcze troskliwiej, bo musiały widzieć jego zmęczenie i zły stan fizyczny.
-Dziękuję. - powiedziała cicho do jednego ze skrzatów i przyjęła od niego parujący kubek, od innego zaś mały talerzyk z kruchymi ciasteczkami.
Czuła się dość osobliwie, równocześnie dziwnie na miejscu i poza strefą bezpieczeństwa.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
James Potter
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią 14 Mar 2014, 11:27

Milczenie podobno jest złotem, mowa srebrem, a myśli metalami ciężkimi. James podczas skradania się po korytarzach Hogwartu wolał jednak srebro, nawet jeżeli groziłoby im to spotkaniem z woźnym lub aurorem. O tyle, o ile, spotkanie z tym pierwszym mogło nie należeć do tych przyjemnych, o tyle z aurorem nie powinno być większych nieprzyjemności. Informacja o zabiciu jego ojca, przysłoniłaby fakt ich szwendania się po zamczysku grubo po godzinie policyjnej.
Dlaczego wolałby rozmowę, zamiast ciszy? Bo przez jego pobudzony teraz umysł przebiegało tysiące myśli, niekoniecznie związanych z wydarzeniami na cmentarzu. Obecność tej rudej istotki koło niego zawsze powodowała, że jego myśli biegły w stronę, w którą biec nie powinny. Wdychał jej zapach i przypominał sobie jak na lekcji eliksirów, Lacroix pokazała im amortencję. Oprócz zapachu miotły oraz czekolady, czuł również właśnie TEN zapach. Nie umiał go określić, jednakże wiedział, że będzie mu towarzyszył, chociaż jego wspomnienie, do końca świata i o jeden dzień dłużej. A ponieważ ludzkość woli pozytywne scenariusze, był w stanie sobie wyobrazić, że ten zapach będzie mu towarzyszył codziennie, gdy będzie się budził i zasypiał. Ot, takie wyobrażenia o ładniejszej i bardziej różowej przyszłości.
Od jakiegoś czasu, jednakże usilnie wolał jej unikać. Nie dlatego, że nie chciał jej obecności w swoim życiu. Chciał jej, pragnął jej bliskości, bo powodowała, że myślał jaśniej i trzeźwiej niż jak nie było jej obok. Była jak narkotyk. Bez niej czuł się jak bez cząstki samego siebie, niczym narkoman na odwyku. A wtedy usilnie szukał czegoś, co ten głód by zniwelowało. Bezskutecznie lub z opłakanymi dla wszystkich skutkami. Dlatego robił ostatnimi czasy głupoty, jakich zapewne nigdy nie zrobiłby, gdyby miał świadomość, że te zielone oczęta wpatrują się w niego, z rozczarowaniem. Bo nie chciał jej rozczarowywać. Jakaś część jego rogaczowej duszy, pragnęła, by w końcu była dumna z jego decyzji, by jakaś część jej samej chciała być z nim. Trochę pokręcone to zapewne, ale gdyby miał świadomość, że Lily zmienia swój pogląd na jego temat, zapewne nigdy nie poszedłby na ten cholerny cmentarz. Zamiast tego, poszukałby jej, próbując z nią porozmawiać, nawet gdyby tego nie chciała. Teraz jednak wszystko się zmienia.  
Z całą mocą czuł, że świat jaki znał, powoli osuwa się w przepaść, a on starał się z całych sił, nie spaść razem z nim. Świadomość, że mógłby pociągnąć za sobą innych, przerażała go. Do jego życia wkraczała wojna czarodziejów. Jej ofiarą stał się jego ojciec. Nie był do końca pewien, czy czasami również nie matka. Dzisiejszego wieczoru o mało co nie stracił również przyjaciół. A teraz ona szła obok niego i w jego umyśle zaczęło rodzić się pytanie „A co, gdyby i ona miała zniknąć z twojego życia przez klątwę?”. Na samą myśl o czymś takim zaczął sam siebie w myślach ganiać. Wszyscy byli zagrożeni. Zwalanie całej winy na siebie, w niczym mu nie pomoże.
Świat się kończył, czy James Potter powoli zaczyna dorastać?

Kuchnia jak to kuchnia, pełna była skrzatów. James oczywiście podejrzewał, że większość z nich śpi, nie licząc tych, które teraz biegały po Hogwarcie i paliły w kominkach oraz sprzątały wszelkie pomieszczenia. Rogacz więc uśmiechnął się widząc speszenie się Lily. Gdy pochwycił jej bezradne spojrzenie, mrugnął tylko do niej i po prostu zaczął suszyć zęby, jakby ktoś opowiedział mu dobry kawał. Nie raz i nie dwa bywał o tej porze w kuchni. I doskonale wiedział jak obchodzić się z tutejszymi skrzatami.
Nie dał się posadzić do tak. Zamiast tego ukucnął i powiedział parę słów na ucho Gburkowi, który nota bene, był tutaj chyba najbardziej ogarniętym skrzatem, którego cała reszta w miarę słuchała. I w ten oto magiczny sposób, niektóre ze skrzatów położyły się z powrotem do swoich „łóżeczek” i tylko niektóre pozostały, by ewentualnie im pomagać. A i to niekoniecznie, bo James miał diabelski plan, jak tylko padło hasło „głodny”.
-Chcesz coś konkretniejszego do jedzenia niż te ciasteczka? – spytał siadając koło niej. Nie zwrócił uwagi na to, że Flora jęczy nad tego wyglądem. pochwycił również jedno ciasteczko, dziękując Merlinowi, że skrzaty nie wzięły przepisu Hagrida. – Szef kuchni proponuje omlet, bo to jedyne co potrafi zrobić. – uśmiechnął się, a skrzaty jakby na żądanie zaczęły wyciągać patelnię i potrzebne składniki. Na szczęście, nie zabrały się do roboty, tylko poszły do kredensu po talerze. Nie powiem, James odetchnął z ulgą.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią 14 Mar 2014, 12:24

Lily jednak uparcie milczała, jakby w ten sposób miała zapewnić sobie i Jamesowi bezpieczeństwo. Z ich dwojga to oczywiście Rogacz był bardziej doświadczony w takich nielegalnych przechadzkach, jednak panna Evans zdawała się być głęboko przeświadczona o fakcie, że zachowanie względnej ciszy jest jednym z najpewniejszych przepisów na sukces. I nie ważne czy w ostatecznym rachunku miała rację, czy też się myliła, bo skoro ona nie wykazywała ochoty na rozmowę, a poza nią James mógłby prowadzić konwersację jedynie ze sobą, milczenie zostało niejako na nim wymuszone.
Zapach amortencji dla Lily był zupełnie inny niż Pottera, składała się na niego woń pergaminu, pewnego eliksiru stosowanego w uzdrowicielstwie i lekki aromat lilli. Nie do końca nawet zdawała sobie sprawę jak pachnie James, a jeśli go znała, to jedynie podświadomie i intuicyjnie rozpoznawała go spośród wielu innych zapachów. Poza tym nie opierała się specjalnie na tym zmyśle, wolała ufać swojemu wzrokowi i słychowi. Nos uważała za najbardziej omylny.
Zauważyła, że ostatnimi czasy jej unika i początkowo (to znaczy do rozmowy z Tanją) uważała, że jest po prostu zbyt zajęty swoim nowym związkiem, a poza tym nie wypada mu już męczyć żadnych innych dziewcząt. Kiedy jednak jej podejrzenia okazały się niesłuszne, zwyczajnie zwątpiła, bo zabrakło jej pomysłów. Mógł być zawstydzony całą sprawą z Everett, albo też w końcu poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że nie ma co dalej pchać się we flirt z beznadzieją. Teraz nie wiedziała natomiast już kompletnie niczego. Chyba musiała zresetować wszystkie swoje wcześniejsze założenia co do swojej znajomości z Rogasiem i faktycznie pozwolić sobie na świeży początek.
Nie zdawała sobie do końca sprawy z mocy wpływu, jaki miała na chłopaka. To znaczy zauważyła, że próbował ją poderwać przez ostatnie dwa lata (tylko ktoś ślepy, głuchy i zapewne także martwy mógłby to przeoczyć), jednak zakładała, że to jest zwyczajny, młodzieńczy flirt, który nie niesie ze sobą niczego konkretnego. Pomijając już sam fakt, że nie miała w aspekcie odpowiedzialności i zobowiązań najlepszego zdania o Potterze.
O dziwo ona od pewnego czasu dopuszczała do siebie myśl o możliwości związku z Jamesem, w tych dobrych chwilach, kiedy wędrowała obok niego, a on łagodnie i cierpliwie próbował pokazywać jej swój świat. Bywała także z niego dumna (ale to cii), choćby wtedy, kiedy łapał pokazowo znicza, a oczy siedzących obok niej kibiców spoglądały z uznaniem w jej kierunku, jakby była choćby w znikomym stopniu odpowiedzialna za umiejętności Gryfona. Gdyby wiedziała, że obwinia siebie o wszystko co się stało, najpierw byłaby trochę zdziwiona, a potem wybiłaby mu to z głowy. Zwłaszcza, jeśli oprócz przeszłości, której zmienić nie mógł, miał zamiar biedzić się także nad przyszłością, której nie znał.
Uśmiech na twarzy Pottera niezbyt się jej podobał, bo zaczęła mieć wrażenie, że w duchu się z niej naśmiewa, a jeśli czegoś nie cierpiała, to oprócz jawnej głupoty było to właśnie choćby takie niedosłowne wytykanie jej niekompetencji i niedoświadczenia. Była bardzo wrażliwa na tym punkcie, jak to często zdarzało się w przypadku uczniów z mugolskich rodzin, którzy swoje umiejętności musieli na każdym kroku udowadniać i często spotykali się z drwinami, kiedy magiczny świat ich zaskakiwał. Postarała się jednak o to, aby nie wziąć tego specjalnie do siebie i dała się posadzić na jednym z krzeseł przyglądając się równocześnie poczynaniom Jamesa. Widać było, że nie znajduje się w podobnej sytuacji po raz pierwszy, bo swoboda z jaką dyrygował skrzatami wskazywała na bogate doświadczenie w tej kwestii. Doceniła decyzję o wysłaniu większości małych pomocników do łóżek, co poskutkowało pojawieniem się wyrazu swoistego szacunku na jej twarzy, który szybko został zastąpiony przez niekryte zdziwienie. Potter, gotujący, dla niej? A myślała, że nic ją już tego wieczora nie zaskoczy!
-Ja, eee... - zająknęła się, bo prawdę powiedziawszy nie była głodna (taki biorytm!), a ciasteczka pogryzała jedynie po to, aby zrobić coś z rękami, ale zaraz uśmiechnęła się ciepło i podchodząc do Jamesa odparła:
-No jasne, czemu by nie. - ktoś mógłby powiedzieć, że jedzenie o tej porze nie jest zbyt zdrowe, ale skoro wszystko stawało nagle na głowie, to chyba jeden omlet zbyt wiele nie zmieniał.
-Mogę Ci pomóc? - zapytała, cały czas się uśmiechając i stanęła po prawej stronie chłopaka, zastanawiając się jakim cudem uda się im cokolwiek ugotować na przyrządach, które przystosowane było dla istot kilkukrotnie mniejszych od nich.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
James Potter
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią 14 Mar 2014, 14:26

Gdyby się cofnąć o te dwa lata, początek na pewno nie miał takiej podstawy, jak rozwinięcie. Bo nie ciężko jest się domyślić, że Rogacz z początku nie miał tak dojrzałego spojrzenia na swoje uczucia wobec Evans. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że były dosyć prymitywne i dziecinne po prostu. Ta lokomotywa nigdy nie rozpędziłaby się do takiej prędkości jak teraz, gdyby nie jawny opór dziewczyny, by się z nim umówić. A psychologia pod tym względem jest nieubłagana i jednomyślnie twierdzi, że to co trudniej jest zdobyć, nabiera dla nas o wiele większą wartość, przez co pragniemy tego bardziej i bardziej. W takim momencie, człowiek zaczyna się starać, a jak zaczyna się starać, to też zaczyna powoli się zmieniać. Tak samo jest w przypadku Rogacza, który jakby troszeczkę bardziej zmężniał i zaczął być zdeczko bardziej odpowiedzialny. Na razie objawiało się to tylko brakiem kawałów i omijaniem Smarkerusa szerokim łukiem, by go nie walnąć zaklęciem, ale zdawało rezultat, a to najważniejsze.
Ale gdyby Rogaś wiedział, co czasami dzieje się w główce Lily, zapewne byłoby mu o wiele łatwiej! Bo zapewne świadomość, że ta czasami myśli o nim w kategoriach, w jakich on myśli o niej cały czas, zakręciłby nią w koło, z radości oczywiście. Bo jak się nie cieszyć z faktu, że powoli jego cierpliwość zaczyna się opłacać? Drobnymi kroczkami do celu, jak sam powiedział. Wprowadzanie jej do swojego świata, pokazywanie jej, że nie wszystko jest takie, jak z pozoru się wydaje, nie było proste. Czasami wymuszało na nim, nagięcie huncwockich reguł i tajemnic. Ale chciał by go poznała, by poznała jego punkt widzenia. Kiedy on sam był w stanie pokochać Lily, bez większej znajomości jej samej, przyjmując zapewne jej wyidealizowany obraz, jako rzeczywistość, rozumiał również, że ona nie jest w stanie nagle zmienić swojego stosunku do niego, bez poznania jego cech, życia, świata. I jednocześnie, kiedy prowadził ją powoli przez ten zaczarowany krajobraz, poznawał ją. I jeszcze bardziej pogrążał się w tym stanie uniesienia, zwany miłością.
Czy w jakimś stopniu była odpowiedzialna za jego popisowe łapanie znicza podczas meczów? Na pewno tak. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że wiele niebezpiecznych sytuacji nie wynikłoby, gdyby nie jej obecność na trybunach. Była jego muzą, inspiracją, by dać z siebie więcej niż wymagałaby od niego drużyna lub szkoła. Bardzo często okrążał trybuny, starając się wyszukać jej rude pukle. A gdy już ją zauważył…czuł się tak, jakby ktoś dał mu energetycznego kopa w jego jeleni zad. A wtedy zaczynała się zabawa, napędzana adrenaliną i chęcią pokazania wszystkim, że jest niekwestionowanym mistrzem.
Jego rozbawienie bynajmniej nie wynikało z wyśmiewania się. Bardziej dlatego, że dziwnie było widzieć speszoną dziewczynę, która ewidentnie nie pomyślała po prostu o takiej sytuacji. Z drugiej strony, on sam nie był lepszy w drugiej klasie, kiedy po raz pierwszy spotkał skrzata na swojej drodze, więc zapewne powinien był zachować kamienną twarz.
Zadowolony, że Lily zgodziła się na to, by jej coś ugotował, wstał zadowolony. Oczywiście, dla Lily, mogło się wydawać dziwne, gotowanie na malutkich palnikach i kuchenkach, które były przystosowane dla skrzatów, dla Rogacza od dawna nie powodowało to problemu. Po prostu najzwyczajniej w świecie usiadł na podłodze, co spowodowało, że był prawie, że tak wysoki jak skrzaty. A stąd już tylko niewiele problemów do tego by sobie poradzić.
Wypadałoby również skomentować fakt, że Rogacz w ogóle umie gotować. Wszystko przez bardzo dramaturgiczną sytuację, gdy został pozostawiony sam w domu przez rodziców, gdy miał dziesięć lat. Ojciec w pracy, mama pojechała do kogoś tam (bodajże cioteczki Arabell), bo musiała coś załatwić. Wyobraźcie sobie – macie dziesięć lat, wstajecie rano z łózka, a dom pusty. Zero jedzenia, tylko chleb i woda. Było to na tyle wstrząsające przeżycie dla Rogacza, że nauczył się gotować na tyle, by móc przeżyć rano, gdy nikogo nie było w domu. Chyba będzie musiał poszerzyć swoje zdolności w tej kwestii, skoro ma mieszkać sam, jak palec.
-Możesz roztrzepać jajka w misce. – wskazał na szare pudełko, wyciągnięte przez skrzaty z lodówki. Sam natomiast wziął do ręki trochę nieporęczny nóż i zaczął kroić na kawałki szynkę i warzywa. Patelnia razem z masłem, powoli zaczynała się grzać.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob 15 Mar 2014, 12:04

Wyobrażacie sobie jak by to musiało wyglądać, gdyby Ruda nie była tak uparta i zacietrzewiona w swoim (raczej bardziej niż mniej negatywnym) stosunku do Pottera? Gdyby zamiast konsekwentnie odmawiać mu na każdą propozycję randki, podskoczyłaby z radości już na pierwszą i potem spędziła kilka godzin starannie się do nie przygotowując? Albo gdyby była jedną z licznych fanek chłopaka, ale taką, która jakimś cudem wyróżniła się spośród tłumu i została zauważona oraz zaszczycona spotkaniem, na którym zapewne nie mogłaby potem oderwać oczu od obiektu swoich marzeń? Załóżmy nawet, że to by wpasowało się jakoś w charakter Lily...
Przypuszczam, że w takich okolicznościach ten związek byłby krótki, bolesny dla jednej ze stron (i bynajmniej nie mam na myśli Rogacza) i nie skończyłby się żadnym poważnym zaangażowaniem. A teraz? No zobaczcie, nie ma związku, a jest poświęcenie, oddanie i uczucie!
Ponadto mam wrażenie, że to właśnie ta inność Lily, jej brak zainteresowania, odmienność charakteru i pewne pobłażanie znamionujące nawet czasami wyższość, z jakim traktowała Gryfona, zwróciła nań jego uwagę. Czymś bowiem musiała się wyróżnić. James miał dookoła wiele dziewcząt, z którymi nie musiałby się użerać przez dwa lata, zanim dałyby się zaprosić na nocne spotkanie w kuchni...
Co do Rogaczowego czytania w myślach Lily, to może czasem byłoby mu łatwiej, ale przez większość czasu żałowałby zapewne, że posiada taką umiejętność. Bo choć zdarzało się jej myśleć o nim pozytywnie, doceniać jego talenty (tak, zauważała je!) i nawet może czasem dopuszczać do siebie możliwość zbliżenia się do niego, przez większość czasu budził w niej jednak frustrację, irytację i rudą furię. Poza tym nie wiem jak zareagowałaby na wybuch radości z jego strony, zwłaszcza gdyby zamierzał wymachiwać jej skromną osobą. A ona wciąż z dystansem odnosiła się do perspektywy zbliżenia także fizycznego pomiędzy niemi. I nie mam tutaj na myśli niczego zbereźnego, a jednie nieprzypadkową chęć dotyku, traktowanie z zaufaniem małych odległości i zagubienie gdzieś tego poczucia skrępowania.
Tym niemniej trzeba mu oddać, że cierpliwość z jaką odnosił się do Lily była czymś, co bardzo jej imponowało. Nawet w tych najgorszych momentach ich znajomości, kiedy wiele oddałaby za to, aby kogoś innego dręczył, gdzieś w tyłach jej głowy cichy głosik szeptał, że to fajnie i miło mieć kogoś, kto tak bardzo o ciebie zabiega i tak bardzo chce być z tobą, nawet jeśli jesteś dla niego wredna. Jego upór i czasem nadzwyczajna taktowność jak na kogoś, kto potrafił zachowywać się jak słoń w składzie porcelany, zmusiły ją aby poznała go trochę lepiej. Aby przestała być ślepą na to wszystko, co mogłaby w nim polubić, a nawet pokochać, gdyby tylko zechciała.
Ha! I wyjaśniło się dlaczego James tak często śmigał obok trybuny, na której siedziała akurat Lily! Szczerze powiedziawszy nie wpadła by na to, przy całej swojej inteligencji. Zakładała bowiem, że podczas meczu za bardzo skoncentrowany jest na samej grze, aby jeszcze wyszukiwać ją gdzieś w tłumie ludzi... Przez pewien czas myślała nawet, że jej kolor włosów działa magnetycznie na znicza, ale szybko porzuciła tę teorię, bo dziwne zachowanie szukającego dotyczyło jedne Gryffindoru, a poza tym nie ona jedna była w szkole ruda. Tym niemniej miło jest być muzą, szkoda, że nie wiedziała jak się zachowywał na meczach, które omijała, kiedy zasiedziała się w bibliotece, albo Dor nie zmusiła jej do wyprawy na boisko. Quiddtich był jej raczej obojętny, nie była jego fanką, ale skoro jej najlepsza przyjaciółka nalegała, aby wykazała choć minimalne zainteresowanie, mogła poświęcić trochę swojego czasu na sport. Poza tym zazwyczaj brała ze sobą jakąś książkę, w razie nudy.
Idąc w ślad za Jamesem usiadła na nagrzanej podłodze po turecku i przez chwilę czuła się, jakby weszła do domku dla lalek, albo znalazła się w Krainie Czarów i zjadła ciasteczko powiększające. Uśmiechnęła się radośnie do swoich myśli i z entuzjazmem przyjęła z rąk jednego ze skrzatów miskę z jajkami i trzepaczkę. Ona także umiała gotować, każde wakacje spędzała w dużej mierze w kuchni, nalegając by matka wprowadzała ją w tajniki kulinarne (dla Lils była niekwestionowaną mistrzynią). Być może Ruda nie miała w planach zostania szefem kuchni, jednak kochała wiedzę w każdej postaci, a gotowanie bez wątpienia było czymś, co w przyszłości nie raz będzie jej przydatne.
Monotonia ruchów pozwoliła jej myślom na ucieczkę w trochę inne rejony, takie, które Lily odwiedzała bardzo rzadko, bo nie lubiła przyznawać, że była w błędzie. Należała do osób, które pomyłkę uważają za jedną z rzeczy niewybaczalnych i bardzo surowo traktują siebie i innych pod tym względem. Przygryzła więc wargę i westchnęła cicho, pozwalając aby kurtyna włosów zasłoniła jej twarz. Po chwili odgarnęła je jednak jedną dłonią, drugą, w której trzymała miskę z jajkami wyciągając równocześnie w kierunku chłopaka.
-Przepraszam, wiem że nie zawsze traktowałam cię sprawiedliwie. - stwierdziła poważnie, patrząc mu prosto w oczy. To nie była dla niej łatwa chwila, ale należało tak postąpić. Nie lubiła odkrywać, że postąpiła nie tak, albo się myliła, jednak kiedy już do tego doszło, umiała się zreflektować i naprawić to co zbabrała. Nie oznaczało to, że teraz będzie ślepa na wszystko co się jej w Rogaczu nie podoba, albo że rzuci się na niego spragniona miłości i Merlin wie czego jeszcze. Chodziło raczej o to, że w końcu zaczęła dostrzegać kontury drugiej strony medalu, a była prawdomówna, sprawiedliwa i szczera, dlatego nie miała zamiaru udawać, że wszystko jest po staremu, albo będzie jak tylko wyjdą z kuchni i wrócą do dormitorium.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
James Potter
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob 15 Mar 2014, 19:00

Podobno ludzka wolność, polega na tym, że zna się swoje pragnienia, ale niekoniecznie ich źródło. Rogacz, pragnął oczywiście Lily. Byłby zapewne głupcem, gdyby nie pragnął miłości i obecności osoby, która w jakiś sposób go uzupełnia. Niekoniecznie jednak można znać podłoże takiego marzenia. Mogły to być różne czynniki, począwszy od jej charakteru, przez jej niedostępność, kończąc na tak błahym i dziecinnym powodzie, jak to, że była przyjaciółką Snape’a, a doskonale wiemy, że Rogacz uwielbia robić mu na złość. Lepiej więc nie roztrząsać powodów. Bo jak mawiał pewien bardzo mądry człowiek „nie ważne jak zaczynasz, ale jak kończysz”.
Oczywiście, gdybyśmy dali się ponieść wodzom fantazji i zaczęli tworzyć historię alternatywną, to mogłoby się okazać, że nie będzie fajerwerków, a te wszystkie dowody miłości oraz uniesienia, nie miały by miejsca, bo nie miałyby również racji bytu w rogaczowym umyśle. Zapewne byłaby jedną z wielu. Tak po prostu. Nie byłaby muzą, inspiracją i sumieniem, gryzącym gdzieś tam zakamarki jego duszy. Nie zamieszkiwałaby jego snów co noc, zawsze i na zawsze. Aż strach myśleć, jak mogłoby to wyglądać. No bo jak tak? Zostałaby porzucona, ze złamanym sercem, niczym jakaś zabawka, która się znudziła? Ciężko to sobie wyobrazić. Jakby na to spojrzeć, była integralną częścią jego życia. Była jego centrum i trudno byłoby wyimaginować sobie jego bez niej. Jeszcze by się okazało, że stałby się egoistycznym dupkiem, za którego zawsze go miała. Tak samo, ciężko sobie wyobrazić, że Lily mogłaby zrzucić niechęć do fizycznego kontaktu. Chociaż na pewno, będzie trzeba nad tym popracować w przyszłości!
Myślami, był dosyć daleko, gdy wziął do ręki parę plastrów szynki i zaczął ją kroić w kosteczkę, bardzo nieporęcznym, bo stworzonym do rączek skrzatów, nożem. Robił to więc uważnie próbując nie pociąć się. Wynikało to bardziej z faktu, że nie chciał narobić Lily problemów, bo już i tak go musiała opatrywać. Po co jeszcze do gołej klaty dokładać pocięte palce?
Jednakże, jakby na złość, głos Evans oraz słowa jakie powiedziała, spowodowały, że ostrze, trochę mu się obsunęło i zadrasnął sobie naskórek. Syknął i przyłożył palec do ust. Poczuł metaliczny smak krwi. Szlag by to!
Spojrzał na Lily z mieszaniną zdziwienia, ale i pretensji. A było tak miło! Nie mogła poruszyć, jakiegoś lżejszego tematu? Na przykład mogliby zacząć obrabiać tyłki nauczycielom, jakkolwiek mogło to nie być w jej stylu. A tu, proszę! Przeprosiny! I jeszcze ciężko stwierdzić za co konkretnie.
-Nie masz za co przepraszać. – odjął palec od ust. W jego głosie cały czas było słychać zdziwienie. Dla niego naprawdę nie było za co przepraszać. Można było stwierdzić, że przywykł do tego, że Lily się do niego odnosi w ten, a nie inny sposób. Była więc to dla niego sytuacja dziwna i totalnie nie na miejscu. To chyba on powinien być stroną przepraszającą, prawda? Za swoją głupotę i dziecinne zachowanie.
Chwycił podawaną przez dziewczynę miskę i wylał jajka na patelnię. Położył szynkę oraz trochę warzyw i zaczął czekać aż wszystko się ładnie upiecze. A ponieważ mogło to trochę potrwać spojrzał na dziewczynę badawczo, znad swoich okrągłych okularów.
-To chyba ja powinienem przeprosić ciebie.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie 16 Mar 2014, 11:06

Moim skromnym zdaniem ludzka wolność polega na możliwości wyboru, na wolnej woli i prawie do decydowania o tym, co chce się robić, jak postępować, gdzie pójść i w którą stronę pchnąć swoje życie. Oczywiście wolność ta na co dzień podlega licznym ograniczeniom ustanawianym przez prawa, rodzinę, otoczenia i tym podobne, a jednak istnieje gdzieś tam ponad tym wszystkim i do pewnego stopnia jest niezbywalnym przywilejem, który posiada każda istota ludzka.
A pragnienia? Cóż, ona chyba miał zwyczaj chadzania własnymi ścieżkami, tak często odległymi od świadomych marzeń jednostek. Tym bardziej kiedy chodziło o uczucia, zwłaszcza zauroczenie, czy też miłość. Niejednokrotnie bywają one bowiem niezrozumiałe i tak ulokowane, ze przysparzają jedynie kłopotów, a nie radości. Wystarczy spojrzeć na Jamesa, który słabość do panny Evans przepłacił wieloma szlabanami i pogadankami.
Lepiej nie zastanawiajmy się już nad tym, co by było gdyby, bo jeszcze dojdziemy do jakichś niepokojących wniosków. Historię alternatywną pozostawmy filozofom i ludziom, którzy lubią żyć oderwani od rzeczywistości, a sami skupmy się może na tym, co się dzieje, a nie mogłoby się dziać, gdyby okoliczności były inne.
Co zaś się tyczy niechęci Lily do kontaktów fizycznych, to kilka osób przełamało jej niechęć, albo też było jej na tyle bliskich, że nie odczuwała przekraczania przez nich tej niewidzialnej bariery jako inwazji na jej prywatność. Należała do nich oczywiście Dorcas, należał także Snape, choć ostatnimi czasy jego akurat gesty nabierały dla Gryfonki drugiego dna, które powodowało narastanie dystansu. Ale nawet oni wiedzieli, że pod tym względem Lils nie jest zbyt wylewna i objawy sympatii okazywane poprzez uściski, całusy i im podobne odruchy, nie należą do jej ulubionych, a konkretniej: woli ich unikać.
Nie zdawała sobie sprawy, że jej słowa aż tak go zaskoczą. Gdyby przewidziała, że zainicjuje nimi kolejny tego dnia rozlew krwi, najprawdopodobniej by się powstrzymała. Dla niej było to jednak uzewnętrznienie oczywistości, której ona nie potrafiła z jakichś dziwnych powodów dostrzec przez ostatnie dwa lata i szczerze powiedziawszy, w tej chwili nad tym bolała. Kiedy więc nóż zamiast trafić na kawałek szybki, zatopił się (na szczęście niezbyt głęboko) w palcu Gryfona, była odrobinę zaskoczona. I oczywiście natychmiast poczuła się winna... Nie zdążyła nawet wyciągnąć na ratunek swojej różdżki, bo James wolał chyba swoje sposoby leczenia zranień. Cóż, niektórzy powiadają, że ślina ma jakieś właściwości antybakteryjne.
Widząc jego wzrok zarumieniła się lekko, może rzeczywiście była to najgorsza okazja po temu, aby podobny temat wyciągać, ale chciała mieć to już za sobą. Nie myślała, że postąpi egoistycznie, że powinna poczekać aż chłopak wydobrzeje i odpocznie, przetrawi wszystko co ostatnimi czasy na niego spadło. Pewnie faktycznie powinna poruszyć z nim temat przyjemniejszy, jak choćby to skąd umie ugotować omlet i może jakie są jego ulubione słodycze.
-Jest. - odparła uparcie, bo skoro wywołała temat, chciała go raz na zawsze zamknąć i pójść dalej. -Rzadko kiedy zdarza mi się mieć klapki na oczach, przyznaję, że ty jesteś wyjątkiem. - uśmiechnęła się lekko i odrobinę smutno. Nie chodziło jej o to, że niesprawiedliwie karała go przez te wszystkie lata i nie miała racji w swoich reprymendach - tego nie żałowała. Nie miała bowiem w zwyczaju wyżywać się na ludziach, jeśli nie miała dowodów, że to oni winni są konkretnego "wykroczenia". Miała na myśli fakt, że te psikusy i dziecinne zachowanie, przysłoniły jej całą resztę, to co w Rogaczu siedziało oprócz tego.
Widząc jego badawcze spojrzenie i słysząc słowa, które wypowiedział, zaśmiała się odrobinę weselej. Cała ta sytuacja zakrawała o surrealizm. Ona, z Potterem, w kuchni, po godzinie policyjnej, przepraszający się wzajemnie i gotujący sobie omlet? No proszę was, gdyby ktoś zaproponował jej ten scenariusz wczoraj, zwyczajnie by go wyśmiała!
-Chyba. - odparła więc rozbawiona, a w jej zielonych oczach rozbłysły pojedyncze iskierki.
-Aż zgłodniałam. - dodała po chwili, wciągając głęboko zapachy kuchni. No i jeszcze ten Pottera, niezbyt świeży i apetyczny (kurczaczek, no przeżył sporo na tym cmentarzu, nie?), a jednak jego własny i, jak to uznała teraz Lily, całkiem przyjemny.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
James Potter
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią 25 Kwi 2014, 23:11

Oczywiście to, że patrzył akurat na Lily, nie było przypadkowe. Widok rudzielca był szczególnie miły dla rogaczowego serca. Niewytłumaczalnym sposobem, bo chociaż James wielokrotnie się zastanawiał nad powodami to te jednak były poza zasięgiem jego świadomości, obraz Lilianne wrył się w jego umysł już pierwszego dnia, kiedy dosiadła się do ich stołu po ceremonii przydziału oraz odwzajemniła jego uścisk dłoni, jak się przedstawił. A ja Lily. Od tego czasu często jego spojrzenie uciekało właśnie w jej stronę. Czy to podczas posiłków w wielkiej sali, czy w czasie zająć, czy też kiedy siedziały z Dorcas na fotelach przed kominkiem. I tak oto z niewinnych żarcików, które płatał małej Lily, wyrosły już szczerze zabiegi o jej uwagę. Mógłby utonąć w tych zielonych, głębokich oczach. Czy on znowu nie uciekł we własne myśli, zanim skupiać się na tym co się działo tu i teraz? Do porządku przywołał go zapach przypiekanej szynki, pośpiesznie więc chwycił za drewnianą łyżkę i rozmieszał wszystko na patelni. Wszystko rumieniło się, nabierało koloru. Odetchnął w duchu, zadowolony, że nie dopadła go złośliwość rzeczy martwych.
Słysząc ten śmiech Lily, a także wcześniejsze słowa, James nie byłby sobą, gdyby nie powiedział tego, co powiedział.
- Hej! Czy Ty właśnie powiedziałaś, że jestem wyjątkowy? - posłał tym samym dziewczynie znaczące spojrzenie, a dla efektu wymierzył w jej osobną drewnianą łyżką, jakby ją o coś oskarżał. Długo tak nie wytrzymał i pełną powagi twarz rozjaśnił ten jego szczery, rozbrajający uśmiech.
- Uważaj, Evans, bo jeszcze sobie pomyślę, że mnie podrywasz!
Teraz śmiał się James. Śmiały się również jego oczy. Cudownym sposobem Lily potrafiła sprawić, że chociaż na chwilę zapomniał o nieszczęśliwych wydarzeniach na cmentarzu. Może teraz już zrozumie, dlaczego jej osoba działa na niego tak... kojąco? To chyba było dobre określenie. Rogacz wylał jajka na patelnie, mieszając teraz wszystko intensywnie, aby powstał solidny i pulchny omlet. Miał w końcu głodną dziewczynę do nakarmienia!
- To jeszcze tylko nakryje do stołu i możemy jeść - na szczęście talerze znalazły się same, mógł więc zdjąć patelnie z ognia i rozłożyć omlety na naczyniach. Wciąż w głowie miał słowa Lilianne. Chwycił jeszcze sztućce, a także świeże pieczywo pozostawione w koszyczku przez skrzaty, po czym zaprosił rudzielca do stołu, kładąc przed nią talerz. Naprawdę pachniało dobrze.
- Smacznego!
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw 08 Maj 2014, 11:49

Nie od dziś wiadomo, że jelenie chadzają własnymi drogami i lepiej nie próbować ich zrozumieć, bo może to się zakończyć bardzo źle,a  w najlepszym wypadku poważnym bólem głowy. Dla Lily zachowanie Pottera było raczej niewytłumaczalne, a ponadto także irracjonalne, mniej więcej od tej chwili, w której się poznali, bo kiedy nie wiedzieć czemu zaraz po tym jak się jej przedstawił, wylał na nią sok dyniowy, co w dodatku wcale nie wyglądało na wypadek... Tak, od tamtej chwili utrzymywała w stosunku do niego pewną rezerwę, nawet jeśli jej serce podpowiadało czasem coś innego, a i rozum skłonny był nawet pójść na ustępstwa. Wszystkiemu winien był jej ośli upór! To była doprawdy jej najpoważniejsza wada, bardziej irytującą nawet od przeświadczenia, że wszystko (a przynajmniej większość) wie najlepiej.
Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że ona Ragacza nie obserwowała. Tyle, że podczas gdy on wodził za nią maślanym wzrokiem, jej był jak najbardziej trzeźwy i jeśli śledził poczynania Pottera to tylko po to, aby jego właścicielka nie przeoczyła jakiegoś nowego wygłupu, a co najważniejsze była przygotowana na każdy pomysł Jamesa, zwłaszcza względem jej osoby.
Odrobina tłuszczu wylądowała na jej policzku kiedy chłopak zaczął wymachiwać drewnianą łyżką, ale Lily bardziej była skupiona na jego słowach i nawet nie miała czasu się zirytować, że tak beztrosko sobie poczyna rzucając jedzeniem. Ruda była z resztą i tak poczochrana, poplamiona krwią, kurzem i kto wie czym jeszcze, dlatego odrobina oleju tu czy tam zupełnie przestała jej przeszkadzać. Nie wspominając o tym, że z nich dwóch, do Dorcas była perfekcjonistką. Lily bardzo często zdarzało się wyglądać jakby zaledwie przed chwilą podniosła się znad książki, z którą spędziła noc, w fotelu na dodatek.
-Nic takiego nie przecisnęłoby mi się przez usta. - zaprzeczyła, ale ton jej głosu był ciepły. Można by powiedzieć, że się z Potterem droczyła, choć faktycznie nie miała na myśli tego, co on zasugerował. Inna sprawa, że jego inności, w pewnym sensie także wyjątkowości nie dało się zaprzeczyć.
-Poza tym gdybym zaczęła Cie podrywać na pewno byś to zauważył. - dodała po chwili, podnosząc jedną, rudą brew i marszcząc w uśmiechu piegowaty nosek. Może nie była mistrzynią uwodzenia, ale z pewnością umiałaby dać znać chłopakowi, jakiemukolwiek, że się jej podoba.
Przez chwilę przyglądała się w ciszy jak James wlewa na patelnię jajka, a potem skoncentrowała się na obserwacji skrzatów, które przygotowały dla nich stół i z szerokimi uśmiechami przygotowywały dzbanek z sokiem dyniowym, ciasteczka i kto wie co jeszcze.
Słowa Pottera wyrwały ją ze swoistego transu, ale posłusznie przeniosła się sprzed miniaturowej kuchenki do stołu, który był znacznie bardziej adekwatny do ich wzrostu. Z westchnieniem ulgi rozprostowała nogi, które zmęczone były długim patrolem, który był w dodatku zwieńczeniem raczej męczącego dnia.
-Smacznego. - odparła, jak nakazuje grzeczność i wzięła do ust pierwszy widelec omleta. Przełknęła i przez chwilę dumała, jakby uwierzyć nie mogła, w to co się dzieje.
-To jest naprawdę dobre! - stwierdziła po chwili, po czym skonsumowała kolejną porcję jajka z wyrazem zadowolenia na twarzy. Dopiero teraz czuła jak bardzo zgłodniała przez to pilnowanie korytarzy i stresy związane z Potterem.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
James Potter
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto 13 Maj 2014, 15:11

- Och! Dajże spokój, Lils! Oboje wiemy, jak na mnie patrzysz. Tutaj nie trzeba słów - stwierdził tonem, który mógłby pasować do jej własnego, gdyż starał się naśladować kogoś, kto doskonale wie o czym mówi. A takie wrażenie zawsze sprawiała Lilianne - oczytana i inteligentna. I były to tylko jedne z wielu zalet, których pełną listę posiadał Rogacz w swojej świadomości. Tak jak zdjęcie dziewczyny, jej pukiel włosów, stare pióro i kilka innych drobiazgów, z tym że te trzymał pod łóżkiem w specjalnym pudełku. I tylko raz Syriusz przyłapał Pottera na tym, jak wzdycha do namacalnych śladów jestestwa Evans, kiedy ta po raz enty stanowczo odmówiła wspólnego wyjścia do Hogsmeadu. Jelenie muszą być najwyraźniej bardzo stałe w uczuciach, bowiem do obsesji było daleko Jamesowi.
Być może za tym nieco cwaniakowatym zachowaniem, kiedy tak się z nią droczył oraz przekomarzał, kryło się coś więcej. Lily zawsze była... niedostępna. Zabiegał o jej względy w pocie czoła, niezmiennie od pierwszego roku. Kiedy więc zdał sobie sprawę, że w końcu mogła przestać być tak stanowcza w swoich odmowach, a nawet skłaniać się ku ulegnięcia mu, jakoś nie mógł w to uwierzyć. Poza tym zwyczajnie bał się odrzucenia. Wolał więc cała tę sytuację obrócić w żart. Kiedy już usiedzieli przy stole, dyskretnie obserwował Rudzielca. Jakby chciał mieć niepodważalny dowód, że naprawdę smakuje.
- Ciesze się - miło połechtała męskie ego Pottera. Dumny z siebie, sam zabrał się za jedzenie. Porcja, która mu wyszła, przewidziana była na dwóch takich głodomorów jak James, stąd też jak Lily zjadła jedną porcje, od razu nałożył jej drugą, taką samą. Podsunął także dziewczynie koszyczek ze świeżym pieczywem, po który już sam sięgnął kilkakrotnie.
- Obiecuje, że następnym razem, będę przygotowany i zrobię Ci pełnoprawną kolacje. Albo śniadanie, jak wolisz.
Poruszył znacząco brwiami. Tak, to była propozycja.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw 15 Maj 2014, 10:12

-Nie zamierzam zaprzeczać. - odparła na jego stwierdzenie rozbawionym tonem, bo Rogaś chyba nie do końca mówił to co miał na myśli. Ostatecznie wzrok, jakim Lily najczęściej patrzyła na Jamesa był karcący, niedowierzający albo niechętny. A chłopakowi chyba nie o takie uczucia chodziło... Musiała przyznać, że dobrze się jej rozmawiało. A przynajmniej na tyle dobrze, na ile pozwalały okoliczności, bo gdzieś z tyłu głowy Evans, cały czas dzwonił ostrzegawczy dzwonek, który przypominał, że jest po godzinie policyjnej, no i że powinna powiadomić kogoś o tym, co stało się na cmentarzu. Nie wątpiła, że ojcu Jamesa przydałaby się pomoc, nie miała też wątpliwości, że mimo jej najlepszych chęci było już za późno. A gdyby chciała informować jakiegoś nauczyciela, musiałaby powiedzieć jak się o czymś takim dowiedziała. To jej nie odpowiadało, nie chciała narażać Jamesa na przesłuchania, śledztwa, kary i konieczność wracania do tego cały czas od nowa. Nie chciała też dla niego tego, co ostatnimi czasy stało się udziałem Henry'ego i Sol - tego negatywnego typu powszechnego zainteresowania.
Nie była ideałem, miała całkiem sporo wad, z których część była całkiem oczywista, a inne wymagały nieco bliższego poznania Rudzielca. Mimo wszystko jednak miała w sobie ogromne pokłady empatii i zrozumienia, nie mogło być z resztą inaczej, skoro zamierzała poświęcić życie uzdrowicielstwu. Teraz znajdowały one ujście, na szczęście dla Pottera, bo gdyby nie to, co dzisiaj przeżył, raczej nie miał by szansy na wyjście z tego bałaganu bez szlabanu.
-Ja też, bo zgłodniałam. - odparła z przyjaznym uśmiechem. Chyba udało się jej odciągnąć choć na chwilę myśli Jamesa od cmentarza, a skoro tak, to osiągnęła sukces. Wiedziała, że prędzej czy później ten temat Rogasia dopadnie, ale każda beztroska chwila była cenna. Kiedy posunął jej kolejny, pełny talerz i zrobiła śmieszną minę.
-Przypominam Ci, że ludzie nie mają takiej pojemności jak jelenie, a przejedzenie może się dla nich źle skończyć. - zażartowała, choć nie przypuszczała, że będzie potrafiła kiedykolwiek tak lekko traktować temat ich nielegalnej animagii. Wzięła z koszyczka niewielki kawałek pszennego chleba, ale zamarła, kiedy usłyszała kolejne słowa. Śniadania? Inne razy? Okej, okej, może i przyznała, że się myliła, ale nie zamierzała od razu skakać na głęboką wodę. Była sobą, Lily, potrzebowała czasu żeby wszystko przemyśleć i przetrawić. Owszem, umiała być spontaniczna ale rzadko w istotnych sprawach. A coś jej się wydawało, że to co planuje Jamesa zakrawa o coś poważnego, może nawet zbyt poważnego jak na możliwości Lils w tym konkretnym momencie.
-Nie obiecuj rzeczy, których możesz nie móc dotrzymać. Kto wie w jakich okolicznościach będzie następny raz, wpadamy na siebie w raczej dziwnych sytuacjach. - stwierdziła zamiast tego wszystkiego co cisnęło się jej na język. Nie chciała go jednak w tej chwili otrząsać ze złudzeń i tak miał nieprzyjemny dzień. Poza tym wcale nie była tak niechętna jak wczoraj i nie wiedziała jaki będzie miała stosunek do Rogasia jutro. "Dziwne okoliczności" było jednak bardzo pomysłowym eufemizmem dla takich okoliczności jak dzisiejsze. Niestety Lily miała jakiś nawyk wpadania na Pottera zawsze wtedy, kiedy ten akurat robił coś głupiego, ale był w tarapatach. Może grała rolę jego sumienia w tym przedstawieniu.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
James Potter
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob 24 Maj 2014, 12:12

Może i Jamesowi trochę się plątał język, nie mniej winę za to ponosiła tylko i wyłącznie Lily. Podczas przygotowywania omletów stała zdecydowanie zbyt blisko, mógł więc swobodnie wdychać zapach jej włosów, działający na Pottera niczym najlepszej klasy afrodyzjak. Oczywiście zaraz sobie nie wyobrażał nie wiadomo czego, choć ekscytacja właśnie to próbowała na nim wymusić. Był to jeden, malutki kroczek w stumilowej drodze. Nie mniej cieszyło Rogacza to, że został wykonany. Że Lils pierwsza wyszła z inicjatywą. Bo jemu nawet do głowy by nie przyszło, aby pilną panią prefekt zaciągać gdzieś grubo po godzinach policyjnych w celu przygotowania kolacji.
Jak na razie Potter dzielnie bronił się przed uświadamianiem sobie powodu, przez który się tutaj oboje znaleźli. Bądź co bądź umiał maskować swoje uczucia, każde więc przebłyski tego, co wydarzyło się na cmentarzu, od razu tłamsił w sobie, gdyż nie chciał psuć sobie bądź co bądź miłego zakończenia beznadziejnej doby.
- Dajże spokój, Lils. Byłaś głodna, na pewno zjesz jeszcze jeden kawałek. Inaczej będę Cię musiał karmić - zagroził, choć tym razem nie musiał swoich złowieszczych słów podkreślać wymierzonym w Evans sztućcem. Same w sobie miały właściwy wydźwięk. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca, nie wmuszał w dziewczynę kolejnej porcji, jeśli zdecydowanie miała dość. Rogacz, choć nigdy nie był pedantyczny, po zjedzeniu odłożył ich naczynia do zlewu, a chleb odesłał do chlebaka. Lily nie mogła widzieć jego miny, będącą odpowiedzią na kolejne słowa, które powiedziała.
- Masz racje. Kiedy w końcu dasz się zaprosić na kolacje będzie to zdecydowanie... coś niecodziennego.
Czy go uraziła? Skądże. Czy pogrzebała jakieś nadzieje? Na pewno nie. Rogacz nie byłby sobą, gdyby jedno wiadro wody na otrzeźwienie sprawiłoby, że ten się wycofa. Zaoferował Lily jeszcze ciasteczko, ponieważ zapewne obraziliby gospodarzy, gdyby nie skosztowali skrzacich wypieków.
- Chodź, Lils. Zabiorę Cię do dormitorium, póki jeszcze jest szansa, że zmrużysz oczy przed wschodem słońca - otworzył przed Evansówną drzwi, choć to zdecydowanie Potter prowadził w drodze do wieży, korzystać z kilku tajnych przejść, co by mieć pewność, że ich wędrówki po korytarzach nie zapewnią im niepotrzebnych problemów.

z/t oboje
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob 14 Cze 2014, 18:45

Koniec czerwca zbliżał się wielkimi krokami, a wraz z nim ostatnie dni pobytu w szkole. Pogoda jedynie zachęcała do snucia wakacyjnych planów, zdecydowanie nie dało się przy niej uczyć, co potwierdzali nawet najwięksi kujoni, którzy musieli zrobić sobie trochę wolnego. Mimo zbliżającego się wieczoru, temperatura jak na złość nie chciała zejść. Duszność panująca na zewnątrz zachęcała do poszukania kryjówki w zimniejszych murach zamku. Taki też pomysł wpadł do głowy szóstorocznej Gryfonce, zmierzającej w stronę lochów. Rękawy długiej, białej koszuli podwinęła do łokci, zostając w mundurkowej spódnicy, choć szatę zdjęła już jakiś czas temu. Najbardziej jednak wyróżniały ją z tłumu różowe włosy, choć mało kogo obecnie ich dziwny kolor dziwił. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Na rękach miała nieodłączne, czarne bransolety, a twarz zdobił lekki makijaż, który tylko jakimś cudem nie spłynął w tym całym upale.
Zszedłszy na dół, skręciła w bok, przystając przy niewyróżniającym się niczym obrazem przedstawiającym martwą naturę. Wyraźnie na kogoś czekała, zerkając co chwila na zegarek, a zaraz potem na korytarz. Tylko niewielka grupka uczniów zdawała sobie sprawę, że to za tym dziełem sztuki znajduje się osławiona kuchnia, w której dzielne skrzaty przygotowywały dania dla wiecznie głodnych uczniów. Wystarczyło tylko odkryć przejście, dowiedzieć się jak je odsłonić i już! Najznakomitsze przysmaki czekały na wyciągnięcie ręki, nawet nie trzeba było prosić. A akurat teraz Lavinia potrzebowała czekolady i to w dużych ilościach, każdą minutę spóźnienia uważając za zmarnowaną.
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob 14 Cze 2014, 19:05

Pogoda była nie do zniesienia. W dormitorium Yumi chodziła tylko w bieliźnie i w krótkich spodenkach ciesząc się z chłodu płynącego z murów. Krukonka siedziała na łóżku z książką, gdy otrzymała sowę od Lavinii. Zaproszenie na lody do kuchni. Nie mogła odmówić takiej propozycji, skoro topniała. Yumi unikała zawzięcie błoni i innych publicznych miejsc w obawie przed spotkaniem pewnego ślizgona, więc pociła się w wieży. Z chęcią wyszła do lochów, mając szczerą nadzieję, że tam na nikogo niepowołanego się nie natknie. Ubrała więc szkolną spódniczkę na gołe nogi, klapki i przewiewną koszulę. Jeżyka zostawiła w pokoju, nie chcąc go zabierać do skrzatów. Chyba ich nie lubił, bo ostatnio uciekał i chował się po kieszeniach. W podskokach zbiegła po schodach śmiejąc się w duchu, że dzięki nim wyrobiła sobie niezłą kondycję fizyczną. Nie oglądając się za bardzo na strony trochę zdyszana znalazła się na parterze. Otarła pot z czoła i poświęciła pół minuty na złapanie oddechu. Wyminęła największe grupki ślizgonów i puchonów, swobodnym korkiem kierując się w stronę kuchni. Gdy mijała korytarz slytherinu serce trochę za mocno zabiło, ale wszystko poszło zgrabnie. Nie napotkała nikogo niepowołanego, a już w oddali dostrzegła różowe włosy Lavinii. Uśmiechnęła się do niej i pomachała z daleka, podbiegając do koleżanki z gryffindoru.
- Cześć. Dzięki za zaproszenie. Myślałam, że się rozpuszczę w dormitorium, a błonia są przeludnione. - poprawiła czarne włosy (znowu podrosły, chociaż ich nie obcięła), układając je na ramionach i odgarniając grzywkę. Bardzo ciepło myślała o skrzatach i tego, co tam pichcą. Rok temu mianowała ich stałymi dostawcami malin, za którymi wręcz przepadała. Lodami również nie gardziła, chociaż z czekoladą nie do końca umiała się zakumplować. Robiło się coraz goręcej mimo, że były w lochach, gdzie z reguły było najchłodniej. Yumi czuła jak koszula przylepia się jej do pleców, a włosy rozgrzewają już gorący kark. Zazdrościła puchonom i ślizgonom, bo mieli tu tak zwaną klimatyzację. W wieży słonce przebijało się przez okna i nagrzewało wszystko, włącznie z uczniami. Nie wspomniawszy, że odechciewało się uczyć. Yumi przekrzywiła głowę i zerknęła na obraz i widoczne za nimi drzwi. Skinęła na Lav, aby to ona połaskotała gruszkę. Już czuła zapachy dochodzące z kuchni i chociaż nie była tak strasznie głodna, nabrała apetytu.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kuchnia   

 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 9Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-