IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Sir Nicholas
avatar
Duch Gryffindoru
Data przyłączenia : 07/05/2014
Liczba postów : 24
Skąd : Hogwart na wieki

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 1:29 pm

Gdyby mógł, poczerwieniałby z takich wyjątkowych, dostosowanych do jego wieku komplementów. Nikt nigdy nie zwracał uwagi jak wygląda duch, wszak on nie żyje i nie potrzebuje dbania o siebie. Nic bardziej mylnego! Samo utrzymanie głowy na karku było zadaniem wyjątkowo nieprzystępnym.
- To bardzo miłe z panienki strony, panno Larsen! Nikt... nikt nie zwracał dotychczas uwagi, czy dobrze wyglądam. Jestem duchem, sama panienka widzi. Uczniowie nie wysilają się na zachowanie etykiety czy kurtuazji. - ukłonił się bardzo nisko przed dziewczyną, oddając jej tym samym cześć i honor. Bardzo mu zaimponowała. Sir Nick wzruszył się i rozpromieniał i rozjaśniał. Słońce przebijające się przez okno rozświetliło wszystkie sylwetki duchów, a to Nick najbardziej świecił, uradowany słowami Gryfonki. Tak, tylko w jego domu można odnaleźć takie oszlifowane diamenty, to wszak jest do przewidzenia.
Jeszcze bardziej go uszczęśliwiła, wykazując żywe zainteresowanie jego umiejętnościami śpiewania.
- To bardzo uprzejme z panienki strony! Musi panienka wiedzieć, że byłem w pierwszej linii przy chóralnych rytuałach odśpiewania psalmów. To tradycja, moja droga. - rozgadał się i uśmiechnął pod wąsami, wzdychając do czasów, gdzie był ważną postacią na dworze króla Henryka VIII.
- Tak, panienko Larsen. To były bardzo piękne czasy. Cieszę się, że to doceniasz, najmilsza mi uczennico. - spojrzał na nią ciepło, tracąc dla niej swoje zmarłe serducho. Sam Mnich rozpłakałby się przy takich pięknych słowach, wiary, na widok tej szczerej tęsknoty do czasów, które on, Sir Nicholas mógł przeżyć.
- Przy psalmach, panienko, wiele osób płakało. Brat, siostra musieli opuścić nasze grono, ale zawsze pozostawali w naszej pamięci. Nie ważne czy odchodzili do Merlina czy do innej gwardii. - westchnął po raz kolejny, chętnie wspominając dawne dzieje. Gryfoni byli naprawdę wyjątkowymi ludźmi. Dzielnymi, odważnymi, szczerymi i dumnymi. I panna Larsen oraz panna Lacroix były tego prawdziwym dowodem.
Zobacz profil autora
James Potter
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2014
Liczba postów : 162
Skąd : Dolina Godryka

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 1:35 pm

Nie pakował się. I bynajmniej nie chodziło o to, że po prostu magicznym sposobem poznikały mu wszystkie rzeczy. Wręcz przeciwnie, doskonale widział swoje bokserki pod łóżkiem Lunatyka, czy skarpetki gdzieś tam na oknie. Po prostu nie wierzył, że to już. Nie wierzył, że już jutro znajdzie się w pustym domu, pełnym kurzu i pajęczyn. I że nikt nie będzie na niego czekał na stacji King Cross. Wolał, by koniec roku nigdy nie nastąpił.
Od czasu wydarzeń w Obserwatorium, rzadko wychodził z dormitorium. Nie unikał Lily. Wręcz przeciwnie, parę razy czatował na nią pod schodami licząc na to, że pójdą razem na posiłek. Obiecał jej, że nigdy jej nie zostawi, że zawsze będzie obok. Jednakże zawsze kończyło się to tak, że wracał jeszcze bardziej markotny do swojego pokoju. Parę razy też polował na Snape’a. Czy to po egzaminach czy to przy różnych okazjach. Również bezskutecznie. Aż w końcu zorientował się, że zbliża się koniec roku i nie miał ochoty na jakiekolwiek obcowanie z uczniakami w Hogwarcie.
Samą ucztę chciał pominąć. Jednakże pod namową Lunatyka, obiecał że przyjdzie. No i szedł. Okrężną drogą. Nic więc dziwnego, że wszedł do Wielkiej Sali, kiedy uczta trwała w najlepsze, a woźny Filch stał przed dyrektorem i tak na zakończenie jeszcze postanowił mu pozrzędzić. Uśmiechnął się nieco sztucznie i ruszył w kierunku znajomych dwóch czarnych czupryn, które siedziały obok rudej. Dekoracje w barwach Slytherinu go zbytnio nie obeszły. Jakoś Puchar Domów nigdy specjalnie nie robił na nim wielkiego wrażenia. Najważniejsze, że w quidditch’a wygrali.
Nie ubrał na sobie nic szykownego. Ot, szata Gryffindoru. Chyba był jedynym, który postanowił ubrać się bez odświętnego echa. Czuł się z tym trochę dziwnie, jednakże zbył to uczucie, bo przecież nie będzie robił z tego powodu striptizu.
-Gdzie nie pójdziesz? – spytał, gdy stanął za Lily i próbował wcisnąć się pomiędzy ją, a jakąś dziewczyną z piątej klasy. Zauważył bilety i zmarszczył brwi, ale nie skomentował tego faktu. Wszyscy tylko o Wyjcach. Jak ktoś mu zaproponuje wyjście, to, na Merlina, obleje go sosem pomidorowym. Westchnął i nałożył sobie parę ziemniaczków i pieczeń. Żałował, że na stole był tylko sok dyniowy. Przydałaby się prędzej Ognista.
Zobacz profil autora
Chris Dolmeth
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 30/06/2014
Liczba postów : 83
Skąd : Swansea

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 2:02 pm

Kay wpadł na ucztę troszeczkę spóźniony, ponieważ miał pecha wejść Irytkowi pod celownik. Co prawda bohatersko zasłonił jakąś małą Gryfonkę własnym ciałem, ale to nie był zdecydowanie jego plan. Po prostu był pechowcem! Dlatego też chwilę sterczał pod WS, pozbywając się z siebie amunicji Irytka. Eh, kogo jak kogo, ale tego paskudnego duszyska to chyba nigdy nie polubi. Kiedy wreszcie wlazł do sali, akurat była prawie minuta lekko zakłócanej ciszy więc na paluszkach przemknął się do stołu Hufflepuffu. Lekko się skrzywił, kiedy usłyszał że Puchoni są czwarci. Znowu. Zdecydowanie zazdrościł Ślizgonom tego pucharu, ale widocznie nie dane im było go zdobyć w tym roku. Tylko jak to możliwe? Przecież Ślizgoni i Gryfoni tracili te punkty na każdym kroku, dostawali miliony szlabanów - jak mogli być zawsze w pierwszej dwójce? No cóż...nieważne. W końcu była uczta! Rozpromienił się ale tylko na moment. Uczta pożegnalna niestety oznaczała dwa miesiące bez Harley. To trochę go niestety ubodło, chociaż nigdy by się do tego nie przyznał. Na jego twarzy wymalowało się lekkie niezadowolenie, a wakacje przestały mu się wydawać takie wspaniałe. Do tego jeszcze się okaże jak zdał sumy...już widział wielkie, czarne T z eliksirów. Obawiał się że mógł się znacznie lepiej spisać ze wszystkich przedmiotów. No, wszystkich poza jednym. Był prawie stuprocentowo pewien, że W z run jest niczym nieodebrane.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 317
Skąd : Cokeworth

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 2:16 pm

Syriusz zajął się swoją dziewczyną i Charlie, co bardzo odpowiadało Lily. Pozostawiona samej sobie zaczęła metodycznie pochłaniać zawartość swojego talerza, próbując (jakże nieskutecznie!) jedzeniem zapełnić pustkę, którą od kilku dni miała w środku. Nie słuchała tego, co wygadywał Łapa. Wystarczała jej świadomość, że Dorcas trafiła pod dobre skrzydła, a przynajmniej pełne dobrych intencji. Nie zauważyła przybycia Pottera. W uczniowskiej szacie ginął w tłumie i nie przyciągał uwagi. Musiał za nią stać przez dłuższą chwilę; nie wiedzieć czemu przyglądać się w milczeniu jak nakłada sobie jedzenie i odseparowuje się od pochłoniętych sobą sąsiadów. Nie, nie chciała na siłę udawać markotnej i pogrążonej w żałobie... Po prostu faktycznie nie czuła się w nastroju na świętowanie i to nie tylko z powodu Severusa i tego, co wydarzyło się w Obserwatorium. Kiedy myślała o tym, z czym przyjdzie się zmierzyć tak niedługo Dorcas, a także Potterowi, coś się jej skręcało w środku z bólu. Chciałaby im oszczędzić cierpienia, przywrócić beztroskie uśmiechy na ich twarze, ale nie potrafiła. Mogła uleczyć ich ciała, ale jeśli chodzi o dusze była tak beznadziejnie bezradna...
Nic więc dziwnego, że drgnęła zaskoczona, słysząc znajomy głos za plecami. Przez chwilę nie odpowiadała na jego pytanie, koncentrując się na zrobieniu mu miejsca i w tym celu przysuwając się bliżej do przyjaciółki. Mogła co prawda udawać, że nie usłyszała wypowiedzi Pottera, ale z jakiegoś powodu nie chciała. Poczekała spokojnie aż sobie nałoży, po czym złowiła jego spojrzenie i postukała niepolakierowanym paznokciem w leżące na stole bilety.
-Tutaj. Tutaj nie pójdę. – wyjaśniła, przywołując na twarz smutny uśmiech, nie obejmującego jednak jej zielonych oczu, pod którymi malowały się blade cienie zmartwień i niewyspania.
-Jeśli chcesz, możesz z nich skorzystać. Przynajmniej się nie zmarnują. – dodała po chwili, choć widziała po jego twarzy, że ma taką samą ochotę na tę imprezę jak ona. To ją zaskoczyło. Nie spodziewała się, że będzie potrafiła takie rzeczy odczytać z jego miny i spojrzenia. Może dlatego powiedziała, to co powiedziała, zamiast milczeć. Westchnęła i włożyła do ust kolejny widelec. Mogłaby w tej chwili konsumować karton i nic by to w jej odczuciach nie zmieniało.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 17/02/2014
Liczba postów : 204
Skąd : Karasjok/Aviemore

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 2:53 pm

Nie nikt! Być może duch nie trafił jeszcze na odpowiednią osobę, a skoro tak, to Sol zamierzała nią zostać! Lubiła sprawiać innym przyjemność, w całkowicie niewinnym tego stwierdzenia znaczeniu, poza tym jej słowa były szczere i wypływały z głębi serca. Zapewne nie odnalazłaby się w czasach Nicka ani odrobinę lepiej niż we własnych, ale stare rycerskie podania i romanse niesamowicie działały na jej umysł. Okres rządów Henryka VIII, Krwawej Mary i Elżbiety I, którą uznawała pod wieloma względami za swoją idolkę, był zaś chyba jednym z jej ulubionych w całej historii powszechnej.
-Och, to bardzo przykre. Mam jednak nadzieję, że poziom kultury w przyszłym roku będzie dużo wyższy, Sir Nicholasie. – stwierdziła ciepłym tonem, nie wyglądając na zdegustowaną ani urażoną, kiedy jego głowa odchyliła się niebezpiecznie podczas ukłonu. Wnętrze szyi ducha nie robiło na niej wrażenia, widziała je zresztą już wiele razy, zdążyła przywyknąć. Pamiętała jak dziś swoją pierwotną reakację. Do oczu napłynęły jej łzy współczucia i usiłowała wytulić Nicka na środku Wielkiej Sali, niepomna tego, że jej dłonie przechodzą przez jego ciało, jak przez powietrze.
Nie uważała się za osobę szczególną, choć zdawała sobie sprawę, że jest inna. I choć, kiedy pisze się o tym w taki sposób, zdaje się nie mieć to większego sensu, to dla Soleil było to logiczne i oczywiste.
-Naprawdę?! – podekscytowała się, kiedy Nick kontynuował temat śpiewów, a jej oczy zapłonęły jak gwiazdy.
-Och, Sir Nicholasie, czy byłby Pan na tyle łaskawy, aby zaszczycić mnie i moich kolegów jakąś krótką pieśnią? – zapytała, zanim zdążyła się nawet dobrze zastanowić. Zdawała się nie przejmować tym, że znajdowali się w pomieszczeniu pełnym ludzi i hałasu. Po prostu wpatrywała się w ducha jak urzeczona i z nadzieją czekała na pozytywną odpowiedź na jej prośbę.
Na chwilę zapomniała o Tytanie, o niepewnej przyszłości, o strachu o pewnego Puchona. Nagle była znowu tą małą dziewczynką zaklętą w nieodpowiednio dorosłym dla niej ciele, o przenikliwym spojrzeniu i wypowiedziach, które śmieszyły swą głębią. O uśmiechu, który leczył duszę.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/04/2014
Liczba postów : 174
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 2:59 pm

Lucas jako jeden z nielicznych miał mieszane uczucia odnośnie zakończenia roku. Z jednej strony nie mógł się już doczekac powrotu do Irlandii, zobaczyć nowe okazy w hodowli ojca, o których mu tak namiętnie pisał, spotkać kolegów z sąsiedztwa.. z drugiej zaś Hogwart był jego domem od przeszło sześciu lat i to w nim spędzał więcej czasu jak w domu. Miał tutaj przyjaciół, quidditch... no i Resę. Myśl o tej ostatniej powodowała, że Lucas uciekał myślami hen daleko. Nie wytrzyma dwóch miesięcy bez niej! Dobrze, że mieszkali całkiem niedaleko siebie, zawsze będzie można się spotkać i pobiegać.. a także potańczyć na uroczystości rodzinnej w domu Lucasa. Tak się składało, że nakładały się dwie uroczystości. Rodzice Lucasa obchodzili dwudziestą rocznicę ślubu, a dziadkowie natomiast czterdziestą piątą. Okazji było bardzo dużo, bo i dziadek miał okrągłe urodziny, a impreza ta była planowana przeszło od dwóch lat. Wszystkie jubileusze w jeden dzień. Przyjedzie cała rodzina ze znajomymi i wszystko zostanie utrzymane w irlandzkim stylu. Lucas pamiętał uroczystość sprzed pięciu lat i nie było opcji, by miał to przegapić. I zaprosić Resę, na pewno mu nie odmówi.
Wszedł na salę wraz z większością Krukonów i miał okazję usłyszeć przemówienie Dumbledore'a. Zaklaskał grzecznie, gdy oznajmiono, kto zdobył Puchar Quidditcha i Puchar Domów.
-Następnym razem jeden z nich będzie nasz. -roześmiał się, poprawiając poły marynarki. To dziwne, by taki chłopak jak on miał na sobie coś eleganckiego.. jednak zakończenie to ważna rzecz! Do pasa prezentował się elegancko w granatowej koszuli i czarnej marynarce.. zaś jako dół wybrał jeansy. Jakaś swoboda musi być!
Nim wszystkich otumanił zapach potraw, postanowił wybrać się do stołu Gryffindoru. Może znajdzie tam Resę.. a jak nie ją, to chociaż kuzyna. Nie pomylił się. Przechodził akurat, gdy James sie odezwał. Lucas nachylił się pomiędzy Lily i Jamesem, obejmując ich za ramiona.
-Cześć wam! -uśmiechnął się do Rudej miło i do kuzyna. -Pani pozwoli, że powitam ją z należytymi honorami i uratuję od głupoty w postaci mego wypłoszowatego kuzyna. -wyszczerzył się do Evans widząc, że ta ma jakiś dziwny humor.
Lucas skłonił się, wywijając ręką zamaszyście. W ostatniej chwili złapał puchar dziewczyny obok, posyłając jej przepraszające spojrzenie. Stanął za Jamesem i poczochrał mu włosy.
-Chciałem je poprawić, ale widzę, że tutaj to walka przegrana, lepiej by było zmierzyć się z psem Hagrida i wyjść z tego bez obślinienia. -westchnął, krytycznie patrząc na fryzurę Pottera.
Obejrzał się na Bezgłowego Nicka, któego dziewczyna w tęczowej sukience zachęcała do śpiewania.
-Śmiało, sir Nicholasie! Nawet mogę zaintonować! -zachęcił go, uśmiechając się. Wrócił spojrzeniem do dwójki "zakochańców".
-Słuchaj, Wypłoszu, widziałeś gdzieś Resę? Zapomniała mi oddać książkę do Quidditcha, wiesz.. -mruknął niby machinalnie, jakby wcale mu na tym nie zależało. Aha, akurat.
Zobacz profil autora
Charlie Allison
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 06/04/2014
Liczba postów : 479
Skąd : Wielka, cuchnąca melina, pełna pijaków i panien spod latarni - to wcale nie jest opis Doliny Godryka

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 3:12 pm

Charlie zamyśliła się. Nigdy nie miała pomysłów, co mogłaby robić bo skończeniu szkoły. Myślała nad wieloma zawodami, jednak wkrótce dochodziła do wniosku, że to nie dla niej. Myślała zarówno nad karierą aurora, jak i nauczyciela, jednak żaden z tych zawodów jej nie przekonywał. Nie miała nigdy czasu na to.
Jakimś cudem jej myśli zawędrowały w stronę kufra, który leżał na samym środku dormitorium. Dlaczego? Wczoraj postanowiła się spakować, i w połowie tej pracy, zobaczyła, że nigdzie nie mam jej egzemplarza Romea i Julii, wyrzuciła wszystko z kufra. Nikt nie powinien znaleźć tej książki, którą traktowała jako pamiętnik. I nikt nie powinien czytać jej prywatnych zapisek.  Niestety, nie odnalazła książki, i będzie musiała jej jeszcze długo szukać.
Zdołała jedynie usłyszeć słowa Syriusza o Peterze, i zobaczyć bilety, a już zachłysnęła się sokiem. Co on, w swatkę chciał się bawić? Wysłała mu jedno ze swoich morderczych spojrzeń, jednocześnie wymyślając jakieś sposoby na zemstę. Nie żeby nie lubiła Petera, no ale... Charlie nie chciała iść na koncert. Nigdy nie lubiła takich zabaw. Obiecała sobie w duchu, że przy pierwszej lepszej okazji, wywali te bilety.
Uśmiechnęła się na widok Dumbledore i musiała przyznać, choć niechętnie, że Syriusz ma rację. Dyrektor wyglądał dość dziwnie. Odwróciła głowę w stronę Dorcas, gdy ta pojawiła się. Powitała ją krótkim Cześć.
Nie była głodna, co było dosyć rzadko spotykane. Nałożyła sobie małą porcję puddingu, którą po chwili i tak dźgała widelcem. Nie miała humoru na jedzenie. I znowu się wyłączyła z otoczenia.
Słyszała słowa, przelatujące w Wielkiej Sali, ale słuchała jednym uchem, a wypuszczała drugim. Tylko na jednym się zatrzymała. Na pytaniu Blacka. Wstała ostrożnie, i odwróciła się w jego stronę.
-Pomyślę nad tym- powiedziała, po czym odeszła od stołu, kierując się w stronę wyjścia. Przywitała się krótko z Potterem i poszła w stronę Dormitorium, chcąc jeszcze poszukać jeszcze swej książki, oraz przemyśleć tą całą sprawę z koncertem. Bilety ściskała w jednej ręce, na wszelki wypadek uważając nad ich zgnieceniem. Musiała przyznać, że słowa Blacka nieco ją zaskoczyły. Nie wiedziała tylko, czy on kłamał, czy mówił prawdę. No i jeśli miała iść, to musiała coś zrobić ze swym bratem, aby przypadkiem nie zobaczył jej tam. Nie da mu takiej satysfakcji do opowiadania rodzicom, co ich córka robi wieczorami. jakby sam w jej wieku nie wałęsał się po mugolskich miastach, i wcale nie zabierał jej ze sobą. Jednak szlaban na wakacje niezbyt jej się uśmiechał.

z/t
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 3:37 pm

Wyczucie czasu było jej bardzo słabą stroną. Tak naprawdę nie miała go wcale. Dlatego dopiero kiedy weszła do dormitorium zdała sobie sprawę, że o czymś zapomniała. I dopiero bałagan na podłodze, walące się wszędzie szpilki, sukienki, biustonosze i kosmetyki spowodowały, że przypomniała sobie o czym zapomniała. Uroczystość kończąca rok szkolny! Przygryzła wargę i popędziła do szafy. I znowu klapa czasowa. Stała przed nią chyba z pół godziny zastanawiając się co ubrać, by było ładnie, elegancko i z klasą. Ostatecznie wybrała żółtą sukienkę, która nie dość, że idealnie podkreślała jej figurę szkieleta, to jeszcze dawała wydźwięk jej patriotyzmowi i tego, że wcale nie wstydziła się swojego domu. Znaleźli się na ostatnim miejscu w tabeli? To co! Za rok będzie lepiej. A nawet jeżeli nie, to też nic się nie stanie. Chociaż Harley i tak sobie obiecała, że na zajęciach starożytnych run, będzie jeszcze bardziej aktywna. Nie mogła przecież zawieść swojego boskiego i seksownego wujka, prawda?
W końcu, spóźniona chyba maksymalnie jak tylko się dało, wchodziła powoli po schodach prowadzących do sali wejściowej. Uważała, by czarnymi szpilkami nie przydeptać sukienki i nie polecieć na łeb i na szyję w dół stopni. To by bolało. I to bardzo.
Wielka Sala jej skromnym zdaniem wyglądała i tak pięknie, nawet jeżeli głównie dominował kolor zielony. Na szczęście lub nie, zdążyła zanim uczta na dobre się zaczęła. Dyrektor właśnie ogłaszał wyniki rywalizacji międzydomowej. Hartówna przemknęła koło woźnego Filcha z miną niewiniątka, bo przecież wcale się nie spóźniła, tylko uroczystość zaczęła się wcześniej i usiadła przy stole Puchonów niedaleko Kaynetha, chociaż nie zdawała sobie z tego sprawy. Rozejrzała się i zmarszczyła nosek. Półmiski się zapełniły, a ona nie miała zielonego pojęcia co sobie wziąć. Ostatecznie nalała sobie trochę zupy i wzięła ciepłą bułeczkę. Uwielbiała uczty! A najlepsze zawsze było to, że i tak nie tyła. Nie ma to jak dobra przemiana materii.
I gdy tak sięgała po bułeczki, które leżały sobie koło El-Melloi, w końcu go zauważyła. Ciekawe tylko czy on zauważył ją, czy dekolt, który w tej sukience jednak był chyba trochę zbyt głęboki.
-Hej, Kayneth. – włożyła bułeczkę do ust i wtedy zauważyła Grubego Mnicha, do którego aż pomachała. Uwielbiała ich ducha rezydenta! Był takim pozytywnym człowiekiem. Nie, wróć. Duchem. Pozytywnym duchem.
Aeron Steward
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 02/07/2014
Liczba postów : 413
Skąd : Stewarton, Szkocja

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 4:08 pm

Szkoda tylko, że Arcio dość często wpada albo ma do czynienia z tymi osobnikami mniej rozgarniętymi. Powinno im się wyszywać jakieś znaczki, żeby odróżnić tych normalnych od zwykłych głąbów. A najlepiej, jakby w Hogwarcie przeprowadzane były egzaminy wstępne. Chociaż na to nie miał co liczyć, szczególnie jeśli dyrektorem był Dumbledore. Spojrzał na stół, zawalony wszelkimi możliwymi półmiskami, talerzami, i taką ilością jedzenia, że gdyby każdy z sali coś z niej zjadł, i tak by zostało. On sam ledwie co tknął, nawet nie pamiętał co dokładnie zjadł. To było chyba jakieś ciasto, nie najgorsze, ale i tak nie mogło się równać z tym robionym przez jego mamę.
Wręcz przeciwinie. Śmierć to bardzo mądra sprawa, trzeba tylko wiedzieć co ona chce nam przekazać. Czasem nas ostrzega, że pakujemy się w coś, co może teoretycznie źle się dla nas skończyć. Czasem zaś, faktycznie może być wybawieniem, przekleństwem lub pobudzeniem. Ma ona wiele twarzy, i faktycznie może być trudna do zrozumienia. Jednak głupotą jest zadawanie cierpienia samemu sobie, i Arcio tego był pewien. Nie skomentował tego co powiedziała Chiar, jedynie uniósł jedną brew w komicznym geście. Zdążył zauważyć zamyślenie Chiary, to że myśli o wielu sprawach, i że coś ją gnębi, nie pytał jednak o nic. Nie miał potrzeby; Chiar i tak nic by nie powiedziała, chyba że zrobiłaby to z własnej woli, co też jest bardzo mało prawdopodobne. Właśnie na tym polegała ich przyjaźń, jedna z dziwniejszych jaka mogła istnieć. Nie przeszkadzało mu to jednak, i wątpił by Chiar miała inne zdanie, toteż szanował to co miał.
Rozejrzał się dookoła, łowiąc zmiany które zaszły w ciągu paru minut. Zdążyło dojść paru spóźnialskich, duchy wdawały się w dyskusję z uczniami  i innymi duchami. Filch szalał jak to miał zwyczaju. Czyli nie działo się nic co było warte uwagi Arcia. Spojrzał na Chiar mówiącą "Jestem na diecie." Uśmiechnął się krzywo. To małe kłamstewko tylko potwierdza cały wygląd i stan Chiar. Wyglądała jak pół śmierci. Powiedział tylko z przekąsem:
- Spróbuj dwóch diet, bo na moje oko to jedną się nie najadasz-. Zaczął się bawić nożem, zabijając czas pozostały do zakończenia tego cyrku. Szkoda że był tępy, przez to nie mógł go rzucić w nikogo. Nawet nie chciał się wbić w stół. Bez sensu. Szepnął do Chiar:
- Wydajesz się lepiej poinformowana. Zdradź mi więc ile to jeszcze ma trwać, bo zaraz zrobię sobie z tego stołu trumnę-. Miał tego serdecznie dość, widział się już w drodze do Szkocji, do jego domu.
- A przy okazji, jeśli będziesz kiedyś w Szkocji, możesz wpaść do mnie.-.
Zobacz profil autora
Sir Nicholas
avatar
Duch Gryffindoru
Data przyłączenia : 07/05/2014
Liczba postów : 24
Skąd : Hogwart na wieki

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 4:46 pm

O jego czasach książki pisano, na historii magii czasami wspominano... właśnie,  Nick będzie musiał koniecznie odnaleźć profesora Rogińskiego i zapytać uprzejmie, czy może w nadchodzącym roku szkolnym wspomóc go swoim doświadczeniem. Lubił być zapraszany na zajęcia, na których mógł wykazać się swoją znajomością historii. Niestety pan Rogińsky nie do końca przepadał za wtrącaniem się w swoje zajęcia, skoro do tej pory nie zaprosił Nicka do swej sali, aby opowiedział uczniom kropka w kropkę co się działo na dworze Henryka VIII. Może to wina jego gadulstwa, ubarwiania i przedstawiania historii w bardzo krwawych barwach?
- Też mam taką nadzieję, droga panno Larsen. Ten rok był bardzo smutny, przyszły musi być weselszy. Tym razem każdy powinien słuchać Tiary Przydziału. - te słowa wypowiedział z wielką dumą, powagą, a jego głos odbił się lekkim echem po sali, przez co parę głów odwróciło się w ich stronę.
Nick speszył się widząc taką radość uczennicy.
- Za-zaśpiewać? - zdziwił się, że poproszono go o taką przysługę. Nikt nigdy w jego życiu po życiu nie prosił go o demonstrowanie psalmów z lat starożytnych. Sir lewitował w puddingu niepewnie, rozglądał się na wszystkie strony nie wiedząc czy podjąć się tego jakże pięknego zadania.
- Nie chciałbym przeszkadzać, panienko, ale... - przerwał, słysząc gorący doping ucznia Ravneclawu zbłąkanego do ich stołu. Wpadł w jeszcze większy szok, wzruszył się i przyglądał się znajomym twarzom uczniów.
- Skoro nalegacie... ale tylko kawałek, nie chciałbym psuć zabawy... jednak dla takiej panienki jak pani, panno Larsen, z przyjemnością zaśpiewam. Z dedykacją oczywiście dla wszystkich uczniów, którzy w tym roku odejdą oraz dla zmarłej Nette. - uniósł głos, aby Gryfoni słyszeli na co się zanosi. Nie oczekiwał wiwatów, oklasków ani zachęty ze strony reszty domów aczkolwiek chciał uczynić ten zaszczyt miłej mu panience i zaśpiewać. Uznał, że wypada. Nick wypłynął z puddingu, oddając potrawę głodnym uczniom i uniósł się dwa metry nad stołem. Nogami niemal dotykał wazy z zupą, którą tak ochoczo zjadał pan Black. Machnął ręką na owego przyjaznego Krukona i uśmiechnął się do niego uprzejmie.
- Zanuć chłopcze. Trzy tony wyższe, potem cztery wyższe. - poradził i odchrząknął. Wiele gryfońskich głów odwróciło się w jego stronę, lecz nie peszyło to Sir. Był wszak rycerzem, szlachcicem, tak więc publiczne wystąpienia wyssał z mlekiem matki.
Poczekał, aż uczeń Ravenclawu zanuci (skoro się zaoferował, Nick wziął to na poważnie i oczekiwał, iż chłopiec dotrzyma danego słowa), odchrząknął dwa razy i począł śpiewać psalm smętny, smutny, żałobny, doprowadzający do płaczu: (jakby kto chciał, tu jest link tego smęta- tu)

- These mist covered mountains, are a home now for me. But my home is the lowlands and always will be. Some day you'll return to your valleys and your farms and you'll no longer burn. To be brothers in arms.
Każde słowo przeciągał niesamowicie długo. Można było odnieść wrażenie, że to pieśń kościelno-żałobna. Jego śpiew był całkiem dobry, jeśli nie byłoby to oprawione zmuszaniem do ziewania i wylewania łez. Dopiero w połowie tej długiej, smutnej pieśni zaczęło się coś dziać, mianowicie Nick przyspieszył śpiew, który wciąż miał właściwości nasenne. W przerwach między zwrotkami, kiwał się na boki i nucił.
Zobacz profil autora
Gruby Mnich
avatar
Duch Hufflepuffu
Data przyłączenia : 18/02/2014
Liczba postów : 45
Skąd : Parter i lochy

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 5:39 pm

Kłaniał się każdemu, obdarzając go miłym słowem powitania, nie omieszkując rzucić raz na jakiś czas niewinnym komplementem. Ślicznie panienka dziś wygląda! A panicz jakie ma ładne wypolerowane guziki marynarki! Och, a skąd pan wziął takie kolorowe sznurówki od butów? Są niesamowite! Bawił się niesamowicie świetnie. Bił gorąco brawo, jeśli trzeba było. Nie zważał kto wygrał, to się nie liczyło. Najważniejsza jest radość ze zwycięstwa. Przygasł, zasmucił się przy minucie ciszy dla małej Nette pochodzącej z jego domu. Zapłakał nawet i rozbeczałby się bardzo głośno, gdyby nie gorące, gorliwie i nalegające szepty reszty Puchonów, aby zachował ciszę i uczcił pamięć. Wysłuchał porad swych przyjaciół i ku ich uldze, nie zaczął wyć jak ranny pies. Jego humor poprawił się po paru chwilach. Nie smucił się z powodu czwartej pozycji. W przyszłości będzie lepiej, wierzył to całym swoim puchońskim serduchem. Zagrzewał gorąco do zmierzenia swych sił z przeciwnikami i ciągle zaznaczał, że najważniejsza w quidditchu jest zabawa. To nie jest walka na śmierć i życie, a więc powinno czerpać się z tego sportu mnóstwo radości.
Mnich odmachiwał pulchną dłonią każdemu, kto witał się z nim w ten sposób. Rozsyłał uśmiechy na prawo i lewo, obdarzał nim każdego, kto na niego spojrzał. Po długiej pogawędce z jednym ze starszych puchonów, "przysiadł się" do najmłodszego dziecięcia, drobnej jasnowłosej dziewuszki. Płakała, próbując odplątać gumy ze swych ślicznych włosów. Mnich jak to leżało w jego naturze, próbował pocieszyć uczennicę wskazując na wspaniałe smakołyki na stole. Posyłał potrawom tęskne spojrzenia. Zza życia był największym smakoszem jaki istniał, o czym świadczy jego pośmiertna potężna i pulchna postura. Gdy był smutny, zawsze znajdował pocieszenie właśnie w tych cudach skrzatów, które też kochał za ich talent i opiekę nad żołądkami maleństw uczęszczających do Hogwartu.
Rozpromieniał, namierzając wzrokiem panicza Ell-Melloi i pannę Hart, których wyjątkowo uwielbiał. Kochał z natury każdego puchona tak samo, ale i tak co spotykał jednego z uczniów twierdził, że tego konkretnego lubi bardziej od innych. Jeśli chciało się trochę podbudować i dowartościować wystarczyło wdać się w pogawędkę z Mnichem. Wystarczyło parę minut, aby duch zaczął obrzucać komplementami swego rozmówcę niezależnie w jakim domu był. Podleciał do dwójki Puchonów, wcześniej kłaniając się nisko Allanowi i Henry'emu. Zachwiał się na boki, z trudem hamując lot i nie nurkując w stole, a potem w podłodze. Ciężko się lata, to nie takie proste! Nawet u duchów lewitacja jest wyzwaniem! Szczególnie takim potężnym i masywnym jak Mnich. Kiedy w końcu udało mu się zatrzymać i utrzymać równowagę, uśmiechnął się szeroko. W jego pulchnych policzkach pojawiły się dołeczki, a w maleńkich oczkach same ciepło i szczęście.
- Najmilsi, smacznego! - rozłożył swe grube, niedługie ręce na boki jakby chcąc objąć dwójkę maleństw. - Panno Hart, jak ślicznie pani w tej żółtej sukience! Haha, panicz Ell-Melloi nie może oderwać od panienki oczu. Wyglądacie razem wspaniale, naprawdę, wierzcie mi na słowo. - tutaj skrzyżował swe duże dłonie na sercu i ukłonił się uczniom. Nie dostrzegał, jakoby dekolt Harley miałby być za duży. On nie zwracał na to uwagi.
- Ten kolor podkreśla twoje oczy, droga miła Harley. I włosy też! Wygląda panienka bardzo pięknie. Proszę spojrzeć, parę osób na panienkę patrzy, nawet sam pan Filch! - wskazał na woźnego warczącego na każdego, kto go minął. - Paniczu Ell-Meloi, nie smakują panu te pyszności? Naprawdę, powinien panicz jeść bardzo dużo. Trzeba mieć krzepę! - poklepał się po dużym brzuchu, pokazując do jakich rozmiarów należy urosnąć, aby Mnich przestał w dzień i w nocy twierdzić, że uczeń powinien przytyć jak najszybciej, bo inaczej zniknie. Uśmiechał się dalej, a potem uniósł swą głowę, zauważając pewne zamieszanie przy stole Gryffindoru. To Sir Nicholas postanowił zaśpiewać.
- Patrzcie moi mili! Zapowiada się na wspaniały występ utalentowanego Nicka. - wskazał paluchem stół obok i ze wzruszeniem wysłuchał śpiewu ducha. W połowie rozbeczał się mimowolnie, trzęsąc się i zajmując dwa razy więcej miejsca w stole niż normalnie. Schował twarz za grubymi rękoma i łkał, przejęty utratą małej Nette i odejściem najstarszych uczniów. Tak bardzo już za nimi tęskni! Jak on sobie poradzi bez nich w następnym roku? Czy pierwszoroczni zdołają zakryć pustkę odnawiającą się co roku?
Zobacz profil autora
Matthew Finnigan
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 53
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 6:08 pm

Matthew ostatnimi czasy nie miał zbyt dobrego humoru i nie należało mu się dziwić. Chodził wiecznie niewyspany, w dodatku miał pewne obawy, co do swojego zdrowia, a ludzie, którzy pochodzili z obciążonych genetycznymi chorobami rodzin niewątpliwie bardziej stresowali się każdym niepożądanym symptomem. Chłopak postanowił kolejne dni spędzić w bibliotece, czy to jeszcze w szkole, czy podczas w wakacji na ulicy Pokątnej. Na razie jednak, póki w Wielkiej Sali trwała uczta na zakończenie roku, starał się nie zaprzątać sobie głowy problemami, zapomnieć o wszystkim, co go dręczyło i korzystać z ostatniego dnia wspaniałej zabawy. W murach swojej ulubionego szkoły, ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Wziął więc w dormitorium orzeźwiający prysznic, a następnie założył na siebie czarne spodnie w kancik i żółty sweterek. Można było zatem powiedzieć, że Finnigan ubrał się raczej patriotycznie, ale też nie stroił się przesadnie i nie silił się na elegancję. Stwierdził, że nie będzie męczył się w garniturze, skoro była to tylko uczta, a nie bal. Wreszcie, po kilkunastominutowej podróży po korytarzach, dotarł do ogromnych, drewnianych drzwi wejściowych, które pchnął dość mocno. Te otworzyły się pod naporem jego ciała, chociaż Puchon musiał przyznać, że były niesamowicie ciężkie. Siedemnastolatek rozejrzał się po sali, a gdy jego oczy ujrzały wreszcie znajomą, uśmiechnięta twarz Henry’ego, Matty ruszył w kierunku stołu należącego do Hufflepuffu. Przywitał się ze wszystkimi, a jego kąciki ust uniosły się lekko. Spotkanie ze znajomymi z pewnością poprawiło mu humor, chociaż na ten jeden dzień.
-Siema! – wykrzyknął radośnie, siadając na swoim miejscu. Mimo że był nieco spóźniony, nie zamierzał przepraszać. Jego koledzy dobrze przecież wiedzieli, że często nie dążył na czas, co nie znaczyło, że później nie „umilał” wszystkim spotkania swoją obecnością. Tym razem jednak, o dziwo (!), nie zaczął od razu kłapać jadaczką, bo na stołach pojawiły się właśnie różnego rodzaju smakołyki, a że Finnigan był głodny jak wilk, napakował na talerz wszystkiego, co tylko mógł zmieścić, a po chwili przeżuwał już kolejne kęsy wspaniałości przygotowanych przez szkolne skrzaty. Żeby tylko on potrafił tak gotować… niestety, Matt akurat w tym względzie nie przejawiał żadnego szczególnego talentu. Czasami, kiedy taty nie było w domu, a Elsa nie chciała sobie brudzić rąk szykowaniem dla niego obiadu, zrobił sobie jakąś jajecznicę albo kurczaka w przyprawach, ale to był szczyt jego kulinarnych możliwości. Ale chyba nie było jeszcze tak tragicznie, prawda? Przynajmniej potrafił mniej więcej posługiwać się kuchennym sprzętem, a to, że jego mięso czasami było niedosmażone, a innym razem jego spód wyglądał jak podeszwa jego buty, to zupełnie inna sprawa.
Zobacz profil autora
Chris Dolmeth
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 30/06/2014
Liczba postów : 83
Skąd : Swansea

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 6:42 pm

Usadowił się już dość wygodnie, więc pozycja do rozmyślania była optymalna, jednakże ktoś mu w tym przerwał. Wiedziony instynktem spojrzał na czas, żeby zobaczyć jak wchodzi Harley. Wyglądała olśniewająco, w takim stopniu że aż coś przewróciło mu się w żołądku. Przepiękna. Wbrew jego woli, jego wzrok powędrował tez do jej niezbyt skrywanego biustu. Przez moment się zagapił, jednakże potem uznał że zdecydowanie nie wypada i odwrócił wzrok, nie potrafiąc się do niej odezwać. A może po prostu nie chciał, ze względu na to że lekko poczerwieniał? Chociaż wypadałoby się odezwać.
-Cześć Harley. Wyglądasz naprawdę...-zaczął i urwał, ponieważ właśnie w swój sposób przybył Gruby Mnich. Nie dość że był chyba najprzyjemniejszym duchem jakiego Kay miał okazję spotkać, to jeszcze miał wyczucie czasu na tyle wspaniałe by go uratować w odpowiednim momencie! Pomnik mu postawić i ukoronować go! Chwała niech będzie duchowi rezydentowi Hufflepuffu po wsze czasy. Gdyby nie jego przybycie to przecież Kayleth by się zaciął i nie wiedziałby co powiedzieć dalej, przez co wyszedłby na idiotę który nie potrafi nawet sklecić zdania.
-Dziękuję. Eeem, oj tam od razu nie mogę oderwać wzroku. Jakbym musiał to bym dał radę, chociaż zapewne było by ciężko.-wymamrotał lekko zmieszany. Strasznie lubił ducha, wręcz go wielbił bo był ucieleśnieniem wszystkiego co Kay cenił, ale tym razem jego słowa trochę zawstydziły młodego Puchona, ponieważ wyobraźnia podsuwała dziwne obrazy. Na szczęście chwilę później padła wzmianka o jedzeniu. Tak, jedzenie było znacznie łatwiejsze do rozgryzienia niż Harley i zdecydowanie nie było wstydliwym tematem. Uśmiechnął się szeroko.
-Zadbam o to, aby jej nabrać, choćbym miał spędzić resztę życia przy stole.-zażartował i zaczął nakładać sobie...wszystkiego co tylko miał w zasięgu. W końcu nie należy sobie odmawiać, skoro to uczta pożegnalna. Trzeba popróbować wszystkiego. Niestety, nie dane mu było oddać sie rozkoszy spożywania, bo kiedy już miał unieść pierwszy kęs strawy do ust, Prawie Bezgłowy Nick zaczął śpiewać. Był w tym całkiem niezły, przez co Kaya zamurowało, natomiast gdy Mnich zaczął popłakiwać, poczuł się jeszcze bardziej zmieszany niż wcześniej. Postanowił że tak nie może być, żeby najmilszy człowiek (pomimo że nieżywy) w zamku był smutny, ale że nie umiał pocieszać, ograniczył się do poklepania go pocieszająco po ramieniu. A w każdym razie taki miał zamysł, bo w końcu Mnich był duchem, co Kay przypomniał sobie kiedy nie wyczuł ramienia po którym próbował go poklepać. No...to chyba nie było zbyt pocieszające, przez co puchaty jak alpaka El-Melloi zmieszał się jeszcze bardziej, więc zajął się tym czym powinien - zaczął jeść, starając się nie robić tego zbyt łapczywie żeby się nie zadławić.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lip 06, 2014 7:22 pm

Dekolt pokaźny czy nie, nie miało to większego znaczenia. Jak w większości przypadków, Harley nie dość, że umiała się ubierać nieodpowiednio do okazji, to jeszcze umiała robić rzeczy, które totalnie nie przystały. Teraz nie było inaczej. Kiedy tak machała do Grubego Mnicha jednocześnie próbowała łyżką trafić do swoich ust. Ostatecznie skończyło się tak, że zawartość sztućca wylądowała na jej ślicznej sukience. Westchnęła. No pięknie. A ona nie wzięła różdżki, no bo po co jej różdżka na uczcie? Chwyciła serwetkę i starała się zetrzeć plamę. Pech chciał, że była przy rąbku koło lewej piersi. Pięknie. Po prostu cudownie.
Niezdara., rozległ się leniwy głos w jej głowie. Przez ciebie, młody zaraz dostanie apopleksji. Lub erekcji.
Na szczęście od ewentualnego odszczeknięcia się lub upewnienia, czy rzeczywiście z Kaynethem wszystko w porządku, uratował ją duch-rezydent jej domu. Nie zwróciła więc uwagi na słowa kolegi z domu, tylko skupiła się całkowicie na przezroczystym człowieczku koło niej. Uśmiechnęła się słysząc komplementy, chociaż ten o wyglądaniu ładnie razem skwitowała delikatnym i perlistym śmiechem pełnym ciepła. Ogólnie zapewne normalnie by powiedziała coś niestosownego, no ale to był Gruby Mnich! Nie mogła go podejrzewać o jakieś niecne zamiary czy coś w tym stylu.
-Dziękuję, Mnichu. – uśmiechnęła się i upiła łyczek soku dyniowego. – Ty też wyglądasz trochę mniej blado niż zwykle. – oczywiście była to zwykła uprzejmość, bo ciężko było stwierdzić czy duchy mogłyby wyglądać mniej lub bardziej blado. Tak naprawdę chyba wyglądały zawsze tak samo. Ale jak już pisałam, to była zwykła uprzejmość. Nic więcej.
Gdy cała sala zwróciła się w stronę stołu Gryffindoru, gdzie Nick miał zamiar dać upust swojego talentu, słuchała uważnie, bujając się trochę nie do rytmu i taktu, jednakże mimo to klaskała bardzo głośno i zaciekle, gdy już skończył i nawet parę łez jej się uroniło, przez co jej makijaż szlag trafił. A tak długo nad nim siedziała!
-Piękna pieśń, prawda? – zwróciła się do swoich towarzyszy z delikatnym uśmiechem. Oderwała kawałek bułeczki i włożyła ją sobie do ust. I wcale nie robiła tego specjalnie!
Yumi Mizuno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 04/06/2014
Liczba postów : 682
Skąd : Kamienica w Londynie.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Lip 07, 2014 7:47 am

Wtopiona w tłum Krukonów nie zwracała na siebie zbytnio uwagi. Miała wolne pole do okazania zdruzgotania zakończeniem roku. Żołądek wywrócony na lewą stronę był powodem nieobecności Anastasii i Yasmine. Mogła jednak na nie poczekać przed wieżą Ravenclawu lub przeglądać się dłużej w lustrze, aby nie być tu pierwszą. Nie mogła powstrzymać się, aby nie patrzeć na drzwi Wielkiej Sali, wyczekując dziewczyn. Potrzebowała teraz obecności kogoś normalnego, kto nakaże jej uśmiechać się i cieszyć z uroczystości. Yumi była tutaj tylko ciałem, duch uleciał w zakamarki umysłu. Uśmiechnęła się leciutko, trochę nieśmiało na słowa dyrektora. Drgnęła, kiedy pan woźny zaczął na kogoś wrzeszczeć i poruszyła się żywiej usłyszawszy aplauz, a następnie brzdęk uderzających o siebie naczyń i sztućców. Zamrugała zamglonymi oczyma i wybudziła się ze swojego letargu, wciąż pogrążona w smutku. Żałowała, że nie ma takiej magii, by móc zatrzymać czas i ofiarować się, aby nie iść w przyszłość. Zdjęła jeżyka ze stołu, układając go sobie na kolanach na podołku. Zmusiła się do wzięcia głębszego wdechu, poświęcając swą uwagę pysznościom na stole. Na widok duszonego mięsa udekorowanego przyprawami poczuła burczenie w brzuchu. Musiała przyznać, że zadrapanie wilkołaka zaostrzyło jej apetyt, co w tym przypadku wyjdzie jej na zdrowie zważywszy na chude ramiona i kościste ręce Yumi. Nałożyła sobie skromnego, mięsnego posiłku i już trochę ożywiona zjadła do połowy danie. Resztę dźgała widelcem zupełnie obrażając się na bóle żołądka spowodowane stresem i presją. Nie przyznawała się przed nikim, że eliksiry od pani Pomfrey namieszały trochę w organizmie Merberet. Parę razy zapomniała się i zaczęła mówić w języku japońskim, a był to prawdopodobnie powód składniku w eliksirach, na który musiała być uczulona. Po konsultacji z pielęgniarką miała tylko czekać aż skutek uboczny przestanie działać. Nie było Yumi z tego powodu wesoło. Jeszcze długo będzie odczuwała swoją nielegalną wycieczkę do Hogsmade.
Dziewczyna ponownie wyprostowała się i rozejrzała po sali. Zatrzymała wzrok przy Hufflepuffie i Grubym Mnichu. Odnalazła Allana i pomachała mu, próbując wcześniej wyłapać jego spojrzenie. Widząc minę zaprzyjaźnionego Puchona, uśmiechnęła się niemrawo do siebie. Miała ochotę na dokładnie to samo, co przyjaciel. Zniknąć z tłumu i odizolować się, bo tylko wtedy można czuć się bezpiecznym. Westchnąwszy, powróciła do dania. Zainteresowany jeżyk wspinał się po jej brzuchu, a potem ramieniu, wracając na stół o własnych siłach. Wyniuchał ciasteczka i bez wstydu potuptał do misy. Wyglądał bardzo uroczo, gdy krótkimi łapkami przewrócił na siebie babeczkę. Pogłaskała zwierzątko po główce i ułożyła smakołyk tuż pod jego nosem. Jej uwagę odwróciło zamieszanie gdzieś z tyłu. Prawie zachłysnęła się sokiem widząc tak blisko pana Filcha stojącego obok pana dyrektora. Spuściła szybko wzrok, aby nie zwracać na siebie uwagi tego specyficznego pracownika i skupiła się na stole Gryfonów. Biła brawo po zaśpiewanej starej pieśni. Zachowanie Nicka spowodowało wzrost smutku u Yumi. Siedziała z boku stołu, sama i nie rozmawiała z żadnym z sąsiadów, wciąż wyczekując spóźnialskich dziewczyn.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-