IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Cze 26, 2014 8:14 pm

Henry przechodził korytarzem ze stosem ulotek w rękach i w torbie. Upiorni Wyjcy w Hogsmade! Nie mógł tego przegapić. Tak więc na prośbę Madame Rosmerty razem z Harley rozdawał wszystkim ulotki i przyklejał je gdzie się dało. Nie można przegapić takiego wydarzenia! Upiorne Wyjce pojawiały się w Hogsmade baardzo rzadko, a ich sława była potężna. Przykleił zwitek do ściany, uśmiechnął się do zdjęcia i pognał dalej przed siebie.



UPIORNE WYJCE W HOGSMADE





Uwaga ludzie! Frank Lemarchal, wokalista i lider zespołu Upiorni Wyjce, we wczorajszym wydaniu Czarownicy powiadomił swoich licznych fanów o nadchodzącym koncercie w Hogsmade. Odbędzie się on 10 lipca 1977 roku, niedaleko Wrzeszczącej Chaty.




Mało tego! James Backerman, sławny gitarzysta zapowiedział, że do wygrania będą ekstra koszulki Upiornych Wyjców. Jest to główna nagroda przewidziana za najlepiej wykonany jego ulubiony utwór pt "This is the night". Koszule są unikalne, niedostępne w żadnym sklepie, tylko podczas koncertu w Hogsmade. Nie możecie tego przegapić!



Koszt biletu wynosi tylko 40 galeonów, zaś miejsca VIP i w  Loży Honorowej (tuż obok naszego zaproszonego Ministra Magii) 80 galeonów. Połowa środków zostanie przekazana na akcje charytatywne, które mają na celu pomoc osobom poszkodowanym przez działalność Śmierciożerców.



Bilety można nabyć u wspaniałej Madame Rosmerty, która wyjątkowo zgodziła się prowadzić punkt sprzedaży od godziny 10:00 do 21:00 w "Trzech Miotłach" od poniedziałku do soboty. Za kupno pierwszych dziesięciu biletów, zobowiązała się podarować po jednym piwie kremowym, a więc nie zwlekajcie! Liczba biletów jest ograniczona!

Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lip 01, 2014 10:09 am

Już z daleka dało się słyszeć szuranie i sapanie Filcha, przemierzającego cały dziedziniec, parter, korytarz, drugi i trzeci korytarz też. Co się zatrzymywał, wyłapywał po kolei kilka sztuk uczniów, wybierając poszczególne jednostki, które mają mu pomóc w przygotowaniu Wielkiej Sali do uroczystości zakończenia roku szkolnego. To już raptem za dwa dni, a roboty zostało mnóstwo. Wyszorował wszystkie piętra, przygotował zamek do tego wydarzenia. Podłogi lśniły, wypolerowane bez ani jednej plamki. Parapety zostały wyczyszczone z wszystkich gum i innych substancji przyklejonych nie tylko tam, ale też w kantach okiennic, które notabene również lśniły.
Potrzebował dwóch tygodni, aby doprowadzić zamek do ładnego stanu. Oczywiście zawsze było tu ładnie i czysto, ale tym razem bardzo się przyłożył. Prowadząc za sobą gromadkę zniewolonych przez niego uczniów (któż chciałby iść z nim dobrowolnie?), sapiąc otworzył wielkie drzwi sali i wtoczył się do środka, dysząc i ocierając pot z czoła. Kamienne wrota nie było łatwo otworzyć! Taki chudy, postawny człowiek jakim jest Argus musi porządnie wysilić się, aby je rozchylić. Mniejsza o większość, byli już w środku.
- Idealnie! - klasnął w dłonie i rozejrzał się z czułością po dużym pomieszczeniu. Odwrócił się do uczniów ze śmiertelnie poważną miną.
- Mamy dwa dni, tylko dwa dni, aby przygotować salę. Panowie proszę zająć się prostym rozstawieniem wszystkich pięciu stołów, powieszeniem świec w powietrzu, tylko nie tych od Zonka! - wydarł się, mając bardzo złe doświadczenia związane z tym bezczelnym właścicielem sklepu w Londynie. Ileż jego produktów spoczywało w szufladzie w gabinecie woźnego... tyle konfiskat i wciąż tego świństwa przybywało.
- Panienki biorą różdżki w rączki i wyszorują wszystkie stoły, tylko tak, aby się pieniło! Potem nadmuchają i puszczą w powietrze lampiony spoczywające w kartonach. Panowie, nie zapomnijcie o ławkach, je też trzeba ustawić prosto. Oraz zawiesić przy suficie cztery godła, ale to możecie zrobić razem. - odchrząknął trzy razy, aby odzyskać moc w głosie. Machając chuderlawą ręką pokazywał na prawo i lewo kto co ma robić, a sam doczłapał do kąta wielkiej sali i złapał swoją starą miotłę. Począł zamiatać wielką salę. Raz na jakiś czas unosił głowę i sprawdzał czy uczniowie sobie w miarę bez niego radzą, czy nie potrzebują rad. To nie był szlaban, ani kara, tylko pomoc. Czy była opłacalna? Filch nie podziękuje, to pewne, ale on pamięta. On wie kto mu pomaga.
- Tylko uważać na głowy! Jeden trup w tym roku już starczy! - wydarł się ni stąd ni zowąd w ten sposób okazując swą troskę o zdrowie młodzieży. Nie chciał być znowu świadkiem zwłok. Niefajna sprawa!

_________________

Zobacz profil autora
Chris Dolmeth
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 30/06/2014
Liczba postów : 83
Skąd : Swansea

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lip 01, 2014 10:33 am

Jak już mieć wybitnego pecha, to po całości prawda? Ledwo udało mu się wydostać z Pokoju Wspólnego a już trafił na ostatnią osobę którą chciałby spotkać. Argus Filch ich kochany woźny musiał go dorwać i zagonić do roboty. Biedny, leniwy Kay. A przecież nawet nie miał złych zamiarów! Wyszedł tylko się przejść a nie coś zbroić. Oczywiście nie zamierzał odmówić. Mimo że wyżej wymieniony staruszek był wyjątkowo nieprzyjemny, jego zapach odstraszyłby nawet ponuraki no i wyglądał jak wyglądał...cóż. Nawet wobec niego Puchon starał się być miły, mimo że czasami miał ochotę iść za przykładem Huncwotów i dokuczyć staremu woźnemu w jakiś wyjątkowo dotkliwy sposób, ale raczej starał się tego unikać. Chyba tylko z tego powodu, gdy został..."poproszony" o pomoc, starał się zachowywać w miarę entuzjastycznie, mimo że w duchu jęczał i błagał o zmiłowanie. Posłusznie poszedł do Wielkiej Sali razem z grupką innych wytypowanych szczęściarzy. Wędrował ze spuszczoną głową, aby nikt nie widział jego lekko naburmuszonej miny. Zdecydowanie robota i to dodatkowa nie była mu w smak, ale no jak już mus to mus. Na szczęście nie dostał w przydziale roboty stołów, tylko świece. Znając jego dzisiejszy fart, każdy stół na który Kay by tylko wskazał różdżką, przejechałby z pięć osób. Zaczął więc machać lekko nieprzytomnie różdżką, zawieszając kolejne świeczki, co w pewnym momencie mogłoby się źle skończyć gdyby nie zorientował się w porę że to co próbuje posłać pod magiczne sklepienie, bynajmniej świecą nie jest. Od tego ledwo unikniętego wypadku zaczął się bardziej przykładać. Uśmiechnął się tylko blado do siebie, na wzmiankę woźnego o trupie, uznając to za jakiś kiepski żart sytuacyjny, bo przecież chyba nie mówił tego poważnie. Prawda?
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Mistrzyni Proxy
avatar
Mistrz Gry
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 166

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 7:48 pm

Wyczyszczam Wielką Salę. Wszyscy, którzy byli w środku przed tym postem dostają automatycznie z/t. Miłej zabawy na zakończeniu Roku Szkolnego '76/77.


Dzięki wysiłkom Filcha oraz uczniów, którzy chętnie wspomogli go w próbach upiększenia Wielkiej Sali na uroczyste zakończenie roku (czyt. zostali zmuszeni niekoniecznie w sposób zgodny z zasadami BHP i dobrego smaku), pomieszczenie prezentowało się nader dostojnie. Wszystkie ściany zdobyły połyskujące draperie w kolorach srebra i zieleni, a nad nauczycielskim stołem pysznił się olbrzymi sztandar z wężem Slytherinu. Jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości co do tegorocznego zdobywcy Pucharu Domów, na pewno rozwiałyby się one natychmiast po zakończeniu progu.
Cztery podłużne stoły zastawione już były złotymi naczyniami, jednak na jedzenie trzeba było jeszcze poczekać. Ucztę rozpoczynał tradycyjnie dyrektor, który jeszcze nie pojawił się w sali. Uczniowie natomiast powoli się schodzili, nadciągali wartkim strumieniem; gdzieniegdzie widać było także twarze członków grona nauczycielskiego, prawie wszystkie odprężone i uśmiechnięte. Można było być pewnym, że skrzaty kręcą się jak mrówki po kuchni, dokonując ostatnich przygotowań do wielkiej chwili, tego wyczekiwanego momentu, kiedy wszystkie smakowite dania, które już teraz kusiły lotnymi zapachami, pojawią się na stole.

Zapraszam. :)

_________________


Ja i mój Niby Kot.
Zobacz profil autora
Irytek
avatar
Poltergeist
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 94
Skąd : Każdy zakątek Hogwartu

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 8:15 pm

Iryś nie był wesoły z powodu zakończenia roku. Szkoła opustoszeje, Hogwart stanie się cichy, spokojny, bezpieczny... pominąwszy charłaka i jego mopa, których będzie miał prawdopodobnie za jedynych towarzyszy. Nawet stara wiedźma Pince wyjeżdża gdzieś tam do rodziny! Nie wiedział, że ona w ogóle ma krewnych. W ramach pożegnania skleił stronice jej ulubionej księgi. Musi o nim pamiętać, gdy będzie poza murami Hogwartu.
Duszek zmaterializował się przed Wielką Salą i chichotał złowróżbnie unosząc się nad głowami kręcących się uczniów. Wystraszył stadko maleńkich ślizgonek wielkim "Bum" i lewitował to tu, to tam, szukając wyraźnie zaczepki i zajęcia. Nie mógł siedzieć grzecznie obok duchów, gdy w wielkiej sali robi się tak tłoczno i świątecznie. To nie w jego naturze leżał spokój i opanowanie. Nie wybaczyłby sobie do końca życia... jakiego życia? Nie nazywałby się Irytkiem, gdyby nie postanowił dokuczyć armii uczniów. Zatrzymał się w powietrzu i przybrał zamyśloną minę średniowiecznego mnicha. Co by tutaj porobić? Wysypać pierze wszystkim na głowy, gdy już usiądą do jedzenia? Dobry pomysł! Ale to na później, trzeba znaleźć coś, co zabawi go do tego czasu. Tak więc wyjął z bezdennej kieszeni spodni procę, a do buzi wpakował mnóstwo gum balonowych od Zonka. Z morderczym chichotem ukrył się w zbroi jakiegoś rycerza, uchylając trochę przyłbicy, aby widzieć kto nadchodzi. Żuł, żuł, żuł i żuł gumę, wydymając policzki i wytrzeszczając oczy z wysiłku. Wpakował jeszcze więcej gum do ust i dalej mielił, gryzł, ssał, żuł tworząc sobie całkiem upierdliwą irytującą amunicję. Powoli wyjął paćkę z buzi i zaczął robić z niej mnóstwo kulek, przylepiając je do wnętrza zbroi. Oczy mu zabłysnęły, gdy dostrzegł nadchodzące dziewczęta z gryffindoru. Narzucił na procę gumę, naciągnął i... bęc! Rozległ się pisk, wrzask oraz krzyki "O-Nie-To-Znowu-Irytek-Uważajcie-Schował-Się-Gdzieś". Roześmiał się złowieszczo i kontynuował krecią robotę. Nakładał gumę na procę, naciągał ją i strzelał do każdej dziewczyny, która przechodziła obok zbroi stojącej wszak tuż przy drzwiach Wielkiej Sali. Będzie zabawa, będzie się działo, gumy będzie mało...
Zobacz profil autora
Gruby Mnich
avatar
Duch Hufflepuffu
Data przyłączenia : 18/02/2014
Liczba postów : 45
Skąd : Parter i lochy

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 8:30 pm

Nie ważne kto wygrał Puchar Domu. Ktokolwiek by to nie był, należało się z tego cieszyć, radować i najlepiej miłować. Najważniejsze jest, aby wspólnie weselić się z powodu wygranej przeciwników - nie wrogów. Mnich miał bardzo dobre pojęcie o Slytherinie, nie zauważając ich wad. Prawdopodobnie ten duch nie widział w nikim żadnych nieścisłości i niedociągnięć. Dla niech każdy uczeń był idealny i wspaniały, a najbardziej rzecz jasna - Puchoni. Jego podopieczni entuzjazstycznie zgodzili się, aby ich odprowadził do Wielkiej Sali, gdzie zasiądą razem przy jednym stole, pozwalając się porwać świątecznej atmosferze. Nadal jego potężna postura była trochę bledsza niż na co dzień, ale cóż się dziwić? Rozstaje się z siódmym rocznikiem, a z resztą uczniów na długie dwa miesiące. Będzie za nimi bardzo tęsknił. Pół dnia płakał, żalił się i lamentował wśród najstarszych Puchonów, ciągle mawiając im jak bardzo się do nich przywiązał. Opowiedział szczegółowo około dwudziestu historii rozmaitych Puszków, a sceneria była ta sama - dzień, w którym wkroczyli pierwszy raz do Wielkiej Sali, a Tiara przydzieliła ich radośnie do jego domu. Za każdym razem kończyło się to jeszcze większym płaczem i szeptami wśród młodszych. Kochał każdego Puchona identycznie i będzie za nimi bardzo tęsknił. Wciąż im to powtarzał mimo zapewnień, że oni też o tym wiedzą i też będą Mnicha bardzo miło wspominać.
Na parterze pojawiła się gromadka Puchonów, a tuż obok nich nad ziemią płynął Gruby Mnich. Dwie osoby wpadły na jego niematerialne ciało i poczęło go za to strasznie przepraszać. Zajmował dużo miejsca jak na ducha, a w tym tłumie ciężko było zachować równowagę.
- Będę na was czekał te dwa miesiące, moi milusińscy. Jesteście tacy kochani i rośniecie jak na drożdżach. Chodźcie, maleńcy, nie przewróćcie się tylko! - próbował "chwycić" za ramię rudowłosą Puchonkę z czwartego roku, gdy ta uchyliła się w ostatniej chwili przed gumą do żucia.
- Nie chcemy chyba jeszcze dzisiaj niepokoić pani Pomfrey? Och, Irytku, witaj kochany poltergeiście! - pomachał szeroką dłonią do duszka, który w odwecie pokazał mu język i strzelił gumą. Ta przeleciała przez ciało Mnicha i zaplątała się we włosach właśnie owej rudowłosej Puchonce, która notabene zaczęła pomstować i płakać na zmianę.
- Już spokojnie, chodźmy szybciej. Irytuś też będzie za wami tęsknił... - wleciał za Puchonami do Wielkiej Sali i z uśmiechem lewitował tuż nad ich stołem. Ukłonił się nisko przed Dumbledore'm i panem Filchem i robił to samo ilekroć wchodził jakiś nauczyciel bądź pracownik szkoły. W międzyczasie wdał się w pogawędkę z szóstorocznym uczniem Hufflepuffu, jak zwykle wychwalając jego zalety, których on sam widocznie nie widział. Przynajmniej Mnich nie płakał, a zanosiło się na to, jeśli dyrektor tylko pożegna najstarszych...
Zobacz profil autora
Sir Nicholas
avatar
Duch Gryffindoru
Data przyłączenia : 07/05/2014
Liczba postów : 24
Skąd : Hogwart na wieki

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 8:46 pm

Specjalnie na tę uroczystość Sir Nicholas porządnie przylepił swoją głowę do karku. Nie chciał gorszyć uczniów wnętrznościami swej szyi, chociaż niektórym by się to przydało... na przykład co wrażliwszym (zabawne!) ślizgonom. Szczerzyli się dumni jak paw, bo wygrali Puchar Domu. Co któregoś minął, posyłał mu lodowate, wyniosłe i aroganckie spojrzenie, prostując się sztywno i odwracając głowę do Gryfonów.
- Też mi coś. Pysznią się wygraną jak sam Mountage Knightley z szóstego piętra. - prychnął obrażony na zielonych uczniów. - Przegrali mecz quidditcha. Zawsze będą przegrywać, jeśli nie zmienią swojej strategii, prawda panie Flamel? - zapytał jednego z uczniaków i uzyskał rzecz jasna potwierdzenie. W Wielkiej Sali wleciał w sam środek stołu, witając każdego z osobna. Z szczególną sympatią powitał młodą pannę Aristos Lacroix, która tak bardzo przypadła mu do gustu swoim szczerym zainteresowaniem jego historią. Nick milczał posłusznie na temat skandalu wywołanego przez jednego z nauczycieli - tego od mugoloznawstwa. Na prośbę Dumbledore'a trzymał język za zębami, a dla tego gaduły było to wyzwanie, nieprawdaż? Nie podobał mu się wystrój Wielkiej Sali. Tyle zieleni, tyle zieleni... w przyszłym roku koniecznie Gryffindor musi wygrać oba Puchary, albo chociaż jeden. Byleby Slytherin został z pustymi rękoma tak, jak działo się to parę lat temu. Nick ucieszy się z każdej wygranej, jeśli nie będzie ona leżała po stronie Slytha. Szanował bardzo Krwawego Barona, ale stał murem za swoim domem i im gorąco kibicował.
- Paniczu Flamel, pytał pan o długość topora, którym próbowano odciąć mi głowę wiele, wiele lat temu. - przeleciał przez stół i zatrzymał się przy wymienionym gryfonie, bardzo chętnie opowiadając mu o trzynastu bezskutecznych i marnych uderzeniach. - Widzi panicz, żeby być katem też trzeba mieć krzepę. Mi trafił się słaby... a to wszystko przez kobietę. Taaak, młodzieńcze, w tamtych czasach kobiety stały nadzwyczaj wysoko... w tych również wspinają się po szczeblach władzy. - kiwał głową smutno, czując na plecach zaciekawione i zdecydowane spojrzenia żeńskiej części Hogwartu. Nachylił się do owego ucznia.
- Zobacz chłopcze jak skończyłem. Mówię ci, należy na nie uważać i traktować jak boginie, jeśli chce się egzystować w harmonii... - szepnął i zyskał jednocześnie chichoty i aplauz ze strony dziewcząt siedzących przy stole Gryffindoru. Sir Nicholas zdziwił się i trochę onieśmielał. Nie umiał zaiste mówić cicho.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 9:03 pm

Wredne dzieciaki!! Któreś z tych niesfornych i niewychowanych nicponi przykleiło buty Filcha do podłogi! Włamali się do jego gabinetu... przykleili całe jego obuwie... Woźny potrzebował wiele czasu, aby się uspokoić. W dziurawych skarpetach sprowadził pierwszego lepszego prefekta naczelnego i zmusił go do odklejenia jego starego, cuchnącego obuwia od podłogi. Do uroczystości szykował się krótko. Ubrał wiekowy, czarno-żółtawy frak, muchę i pokropił się wodą kolońską o intensywnym zapachu... koperku. Dostał prezent od tajemniczej wielbicielki, którą musiała być nie kto inny a panna Pince. Uklepał włosy po bokach głowy, wyczyścił rękawem czubek łysiny, przeglądając się w przełamanym na cztery części lustrze. Prezentował się bardzo ładnie. Oglądając swe odbicie stwierdził, że całkiem z niego przystojny młodzieniec. Miał bardzo ładne oczy, tak, po ojcu. Ładne, szare, na pewno podobają się kobietom! Trochę brakowało mu włosów, ale nadrabiał to pociągającym tygodniowym zarostem, po którym właśnie się drapał. A już z pewnością woda kolońska przebije wszystko! Pani Pince nie będzie mogła oderwać od niego oczu, skoro wystroił się tak dla niej. Uśmiechnął się do lustra i zaraz zamknął usta. Trochę krzywe, żółte zęby z pietruszką w szparce po lewej stronie... ach, pozbył się resztki jedzenia, oblizał usta i wyszczerzył się ponownie.
- No, od razu lepiej! Chodź kochanie, musimy być wcześniej jako pracownicy honorowi. - pogłaskał rudą kotkę po głowie. Zawiązał wokół jej szyi starą, bladoróżową kokardę, wyczesał wszystkie włosy i kłaki (musiał obciąć parę supłów przy ogonie... miał nadzieję, że kocica tego nie zauważy, bo inaczej wydrapie mu w nocy oczy) i w końcu pozbył się z niej odpychającego zapachu detergentu do mycia podłóg. Pamiątka po Whisper'ównie. Niech no ją wyłowi w Wielkiej Sali, a nie spuści z niej morderczego wzroku.
Tak odziani, wypielęgnowani, wystrojeni i bardzo pociągający przyszli do Wielkiej Sali, budząc oczywiście postrach. Uczniowie tradycyjnie ominęli ich szerokim łukiem w obawie przed oskarżeniem o zbyt szybkie oddychanie. Nie dane było im wejść do środka w spokoju. Pani Norris głośno miauknęła, skoczyła i zarysowała ostrymi pazurkami po zbroi.
- Co się dzieje?! Pani Norris! Kochanie, co się dzieje?! Najdroższa, nie miaucz płaczliwie, serce mi się kraja... - dopadł do kocicy oblepionej gumą do żucia.
- Przeklęta zmoro! Ja ci dam, szatański pomiocie! - kopnął z całej siły nogę zbroi i zawył nagle. - Auuuuaaaa! - zapłakał łapiąc się za stopę, bo zaszkodził sobie, a nie zbroi i śmiejącemu się w głos Irytkowi. Przeklinając i kuśtykając, wziął na ręce kotkę i szurając stopami wszedł do Wielkiej Sali. Miał łzy w oczach z bólu odchodzącego od dużego palca od stopy. Stanął przy drzwiach i warczał na każdego ucznia, który obok nich przechodził.
- Czego się gapisz?! - wydarł się na jednego z dzieciaków i zaczął wybierać z sierści wściekłej kotki gumy do żucia. - Przeklęty pomiot... zapłaci nam za to, obiecuję. Zapłaci... - pojękiwał i łypał na każdego spode łba. To ci dopiero początek zakończenia roku.

_________________

Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 469
Skąd : Berlin

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 10:08 pm

Franz po tej felernej imprezie nie czuł się zbyt dobrze. Mimo że podczas tej całej potańcówki wiele nie wypił, starając się być trzeźwym jeszcze podczas swojego występu, tak później na błoniach, a także w dormitorium nadrobił zaległości aż nadto. Obudził się w końcu rano z ogromnym bólem głowy. Zwykle nie miał kaca, ale chyba picie na smutno mu wcale nie pomogło, a wręcz przeciwnie - jeszcze zaszkodziło. Jakimś cudem Niemiec zwlókł się z łóżka i wziął zimny prysznic, który nieco ukoił ból. Niestety, tylko fizyczny. Chłopak, natomiast, nadal rozmyślał o Jasmine. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że sprawy potoczyły się w nieprzyjaznym mu kierunku. Przecież tak mocno starał się o to, żeby przekonać ją do siebie… chciał jej pokazać, że naprawdę mu zależy i że nie wykorzystuje jedynie jej seksualnej frustracji, aby tylko zaciągnąć ją do łóżka. Problem tkwił w tym, że Krueger nie znał myśli panny Vane, nie mógł wiedzieć o tym, że ta dziewczyna po prostu obawia się zaangażować po raz kolejny. On był przekonany o tym, że po prostu brunetka była zdolna go wykorzystać, a następnie pozostawić na pastwę losu. Siedemnastolatek starał się nie rozpamiętywać tych przeszłych wydarzeń, ale te jednak wracały cały czas, nie dawały o sobie zapomnieć. Franz stwierdził, że musi jakoś te kilka dni wytrzymać. Ostatnie kilka dni nauki, a później zakończenie i powrót do domu. Nie będzie widział Jasmine na korytarzach, to i zapomni o wszystkim tym, co miało kiedykolwiek między nimi miejsce. Plan, o ile w założeniu był prosty, tak w realizacji okazał się o wiele trudniejszy, niżeli Krueger początkowo przypuszczał. I bynajmniej nawet nie z powodu panny Vane, a przynajmniej nie bezpośrednio. Niemiec był bowiem po imprezie wrakiem człowieka. Przespał praktycznie wszystkie lekcje, czasami tylko dostając przy tym reprymendę od nauczyciela. Nasłuchał się nieco o bezczelnym zachowaniu i tego typu przytyków, ale nawet nie miał siły odpyskować żadnemu profesorowi, bo miał generalne wrażenie, że jego „kacowe” życie chyli się ku końcowi. Dopiero kolejna godzina snu na transmutacji jakoś pozwoliła mu powrócić do świata żywych czarodziejów, co nie zmienia faktu, że nadal towarzyszył mu jadłowstręt, a także nieodparta chęć powrotu do dormitorium.
Przejdźmy jednak do dnia, którego miała odbyć się uroczysta uczta na zakończenie roku szkolnego. Tego wydarzenia Krueger obawiał się bowiem najbardziej. Niekoniecznie tęsknił za spotkaniem z Jasmine, a już szczególnie nie w takich okolicznościach. Z drugiej strony jednak nie mógł ominąć zakończenia roku, podczas gdy Slytherin zdobył Puchar Domów. Westchnął więc tylko ciężko, wstając leniwie z łóżka. Trudno, był mężczyzną, a nie jakimś Danielem Blaisem. Chociaż sytuacja była nieprzyjemna, wiedział, że musi stawić jej czoła. Dlatego też wyszykował się dość szybko, ostatecznie zakładając na siebie czarny, elegancki garnitur, zieloną koszulę i lakierki. Dodatkowo, do mankietów dołączył spinki w kształcie węży. A co, jak świętować wygraną Ślizgonów, to pełną parą. W takim nastroju opuścił swój pokój i wyruszył w kierunku Wielkiej Sali. Po paru minutach siedział już przy stole i rozglądał się za znajomymi. Rosier jak zawsze musiał się spóźniać, a Gross najwyraźniej utknął gdzieś, mamiąc swoimi marnymi tekstami kolejną niewiastę. Siedemnastolatek, korzystając z chwilowego zamieszania, jako że wszyscy dopiero schodzili się na uroczystość, wyciągnął zza marynarki buteleczkę whiskey i nalał sobie połowę szklaneczki. Z dalszej perspektywy i tak wyglądała jak sok jabłkowy, więc nie musiał przejmować się tym, że ktoś pokroju Argusa Filcha postanowi wylać jej zawartość. Nade wszystko jednak, Krueger starał się unikać wszelkich spojrzeń ze strony Jasmine czy kogolwiek, kto siedziałby w jej pobliżu. Wolał odciąć się od tego wszystkiego, co wydarzyło się z jego inicjatywy na imprezie. Nie obchodziło go, co myśli o nim panna Vane, a już tym bardziej jak paskudną wersję jego osoby przedstawia swoim znajomym. Po prostu, ten wieczór miał mu się nie kojarzyć z tą brunetką. Nie było sensu niszczyć sobie zakończenia roku z powodu nie pierwszej i pewnie nie ostatniej niespełnionej zażyłości.

_________________

This is all I ever wanted for You, Jas. For both of us.
Zobacz profil autora
Aeron Steward
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 02/07/2014
Liczba postów : 413
Skąd : Stewarton, Szkocja

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 11:12 pm

Wreszcie. Niestety. Zakończenie roku. Wydarzenie, na które Arcio czekał tyle czasu, a gdy w końcu się dzieje, to jakoś mu się nie chce w nim brać udziału. Całe te tłumy, ściągające do Wielkiej Sali. Wszystkie duchy zamku, wiedzione czymś, czego nie mógł zrozumieć. I po co cały ten cyrk? Bla bla, nauczyciele powiedzą swoje, małe dzieciaczki może ich posłuchają, reszta pewnie nawet nie zwróci uwagi. Tłumy, na korytarzu, dworze, wszędzie do diabła. Ten kto to wymyślił, powinien zostać wymazany z historii. Jak na złość, korytarz który przemierzał teraz Aeron był kompletnie zablokowany przez jakieś nierozgarnięte dzieciaki. Miał ochotę któreś kopnąć i patrzeć jak szybuje w powietrzu niczym tłuczki w quidditchu. Ale to zwróciło by zbytnio uwagę na niego, więc korzystając ze swojego wzrostu zaczął się przeciskać do przodu, szybko osiągając bezpieczny pułap drzwi wejściowych do Wielkiej Sali. Powiedziałem bezpieczny? To co działo się w środku, ta hegemonia, ten bajzel i burdel, wszystko na raz, nie było ani trochę przyjemne. Irytek szalał, duchy przekrzykiwały się wzajemnie, podobnie jak uczniowie. I nauczyciele, i każdy naiwny, który myślał że coś tu usłyszy. Momentalnie dostał bólu głowy. Nie, nie i nie. Jak on nie znosił takich "przygód". Przyspieszył kroku, żeby zająć w miarę korzystne miejsce. Nie zwracał uwagi na nic i nikogo. Ktoś zaczął wygrażać mu po tym jak go popchnął. W końcu podsiadł jakąś dziewczynę, której i tak w życiu nie widział (na pewno? pewnie widział, ale i tak tego nie pamiętał). Rozejrzał się, ale w około nie zarejestrował nikogo godnego uwagi. Jego strój był, a jakżeby inaczej, czarny. Ot taka odmiana. W poniedziałek czarny z czarnym, we wtorek czarny, w środę czarny na przemian z czarnym. Dziś akurat wypadło na czarny. Pewnie przypadek. Jeszcze parę godzin, i będzie w drodze do Szkocji. Wreszcie będzie mógł podreperować trochę ten stary dom. I co najważniejsze, nikt nie będzie wchodził mu tam w drogę.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 11:30 pm

Kobieta to chaotyczna natura, która jednak potrafi egzystować w idealnej harmonii. Potrafi być jak wzburzone morze, lecz na zewnątrz będzie pięknym, słonecznym dniem i tylko oczy - zwierciadło jej duszy zdradzi, jak gwałtowne są dzisiaj fale. Jasmine była właśnie taką kobietą. Chociaż trochę już minęło od czasu tej feralnej imprezy, to Jas ciągle gryzły wyrzuty sumienia i na początku pod jej znanym, ironicznym uśmieszkiem krył się dojmujący smutek. Tylko ktoś, kto spojrzał jej głęboko w oczy mógłby dotrzeć do sedna jej duszy. Odkryć, co ją gryzie. Żywa barwa czekolady straciła swój blask i była matowa, mętna, jakby zasnuta mgłą. Im więcej czasu mijało, tak smutek zamieniał się w irytację.. ale i mobilizację. Jasmine chociaż wiedziała, że swoim zachowaniem przekreśliła szansę na coś nowego, na coś pięknego, obrała sobie za punkt honoru dorwać Franza i chociaż ten by nie chciał jej słuchać, ona powie mu co jej leży na sercu. Nawet mu to wykrzyczy by miał świadomość, że żałuje. Cholernie żałuje. Mimo strachu, który oplótł jej serce lodowatymi szponami, chciała przełamać tę barierę, która pojawiła się zaraz po śmierci Wyatta. Znokautować swoją własną, popieprzoną dumę. Kosztem opinii, którą posiadała. Musiała i nic jej nie zatrzyma.
Jedyną pociechą tego dnia, dnia zakończenia roku była wygrana Slytherinu. Po raz kolejny wygrali Puchar Domów. Jasme nie byłą by soba, gdyby nie zobrazowałą tego w swym ubiorze. Ubrała... czerwoną sukienkę. Był to osobisty pstryczek w nos dla Gryfonów, że i tym razem nie udało im się wygrać w rywalizacji domów. Poza tym Jasmine nie miała zamiaru odmawiać sobie koloru, który był zarazem seksowny i kobiecy tylko dlatego, że jakaś zgraja cnotliwych patałachów miałą ten kolor w herbie. By jednak zaakcentować jednak swój patriotyzm, ubrała wężową bransoletkę od Chiary oraz srebrny wisior z herbem jej domu. Wąż owinięty wokół kryształowej fiolki. Na stopy wsunęła czarne szpilki i pozwoliła sobie na jedno spojrzenie w lustro. Wyglądała ponętnie i kusząco, a zarazem elegancko i gustownie. Była piękną dziewczyną, tylko jeden szczegół psuł ogólną aparycję. Przygaszony kolor oczu.
Jas zeszła do Wielkiej Sali sama, stukot jej obcasów odbijał się echem po korytarzu. Pokonała ostatnie schodki i weszła do Sali. Była przystrojona w zielony kolor, co wywołało uśmiech na twarzy Jas. Szła wzdłuż stołu swego domu, nie szukając jeszcze Franza. Posłała parę uśmiechów znajomym, zanim usiadła przy stole. Poprawiła nieco osuwający się materiał sukienki, spod której wyłoniła się czarna koronka stanika. Dopiero wtedy, gdy odgarnęła ciemne loki z szyi dojrzała go. Siedział całkiem niedaleko i wyglądał obłędnie. Czarny garnitur i zielona koszula.. jak podczas ich pierwszego spotkania w sali eliksirów. Jasme poczuła, jak robi jej się gorąco, ale że i coś zakuło ją w sercu. Chciała podłapać z nim kontakt wzrokowy, ale ten uparcie go przerywał. Nie chciał jej znać. To zabolało ją najbardziej. Nie podłamała się jednak, tylko powiedziała sobie w myślach, że powie mu to, co chce. Może sobie potem myśleć o niej co chce, przeklinać do woli. Ona musi mu wyznać prawdę. Jas wzięła z cichym westchnięciem puchar i upiła łyk soku pomarańczowego.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 26/04/2014
Liczba postów : 526
Skąd : Deutschland, Deutschland uber alles

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Lip 03, 2014 11:51 pm

Gilgamesh tym razem służył samemu sobie nie tylko jako niesamowita anomalia, tj. nadmiar zajebistości w jednym miejscu, ale także jako żywy taran. Te rozwrzeszczane bachory z klas I-V nie miały najmniejszych szans. Kiedy postawny Ślizgon uznawał że przejdzie akurat tędy, to przechodził akurat tędy a osoby które znalazły się na jego drodze miały problem. Problem z utrzymaniem równowagi, konkretniej mówiąc. Oczywiście nie szczędził sobie dzisiaj kolorów adekwatnych do jego domu. W jego ubiorze dominowała zieleń, jednakże były również widoczne srebrne elementy, przez co był jeszcze bardziej Ślizgoński niż zwykle. Naturalne też było że miał wyjątkowo dobry humor. Jak mógłby nie mieć? Puchar był ich! Kiedy wreszcie udało mu się jako tako przepchnąć przez tłum, zauważył paskudny tył głowy tego wrednego, wkurzającego typka, Whispera, z którym de facto powinien się uchlać i podziękować mu za ciekawe zdjęcia siostry. Dlatego też powinien zwalić go z ławy! Podszedł więc do tego gościa, szarpnął go do tyłu, założył półnelsona i zaczął przemowę z szerokim uśmiechem:
-Whisper Ty stary skur...-wtem nagle urwał. Spojrzał bowiem na twarz przyduszanego Krukona i zorientował się że to nie był Whisper. Trochę głupio wyszło, szczególnie że Gross nie miał ochoty dzisiaj nikomu dowalić. Z tego całego zaskoczenia aż go puścił, przez co nieznany ktoś osunął sie na ziemię.
-Ups...eee...wybacz Krukonie, pomyliłem Cie z kimś-rzucił i podniósł go z powrotem na ławę, coby sobie nie myślał że słusznie mu coś zrobił.
-Krzycz Slytherin!-powiedział i lekko zmieszany zaczął się odsuwać. Po prostu chłopak miał pecha że wyglądał z tyłu trochę jak Dorian i tyle.
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pią Lip 04, 2014 9:35 am

Chiara rzadko kiedy folgowała oczekiwaniom społeczeństwa; kiedy planowała swoje następne kroki brała pod uwagę własne sumienie i potrzeby, a nie powinności i obowiązki określane przez ludzi dookoła. Zjawiła się jednak na zakończeniu roku, pomimo całej swojej niechęci. A może raczej poczucia braku przynależności do tej uczniowskiej masy, do tych uśmiechniętych ludzi, którzy z podekscytowaniem czekali na wystawną ucztę, przemowę dyrektora, pożal się Merlinie koncert i powrót do domu na wakacje, naprzeciw przygodzie…
Na drodze ustępstw, którą najwidoczniej kroczyła tego dnia, założyła nawet na siebie sukienkę w kolorach domu, dając wyraz patriotyzmowi, który był dla niej tylko nieco zabawnym słowem, godną pożałowania postawą, która wymaga aby wyimaginowaną koncepcję stawiać ponad własne dobro. Nie starała się wyglądać seksownie. Inna sprawa, że nie posiadała zbyt wiele sukienek w odpowiednim kolorze. Tak czy inaczej szła na zakończenie po to, aby wmusić w siebie trochę jedzenia, wynudzić się i posłać kilka sztucznych uśmiechów w stronę ludzi, za którymi powinna tęsknić przez wakacje. A nie po to, aby kogokolwiek mamić i oczarowywać.
Rosier pożegnał się z murami Zamku już kilka dni temu. Po raz kolejny dostała list późną nocą i, być może po raz ostatni, przyszło jej przemykać się pogrążonymi w półmroku korytarzami na spotkanie w Pokoju Życzeń. Spędził z nią te ostatnie godziny przed wyjazdem, nic nie obiecując, nie nadużywając słów w ogóle. A ona nie oczekiwała niczego innego. Sama nie wiedziała co przyniesie jej przyszły rok, co zmienią wakacje. Tak było nawet lepiej… Pozwolili przemawiać ciałom, skoncentrowali na tym, co nie mogło powodować nieporozumień. Kiedy więc przekroczyła próg ubranej w zieleń Sali nie zaczęła instynktownie szukać wzrokiem jego sylwetki wśród rozochoconych Ślizgonów, którzy już teraz (albo i wcześniej) rozpoczęli świętowanie. Ruszyła prosto w kierunku stołu Krukonów, zmieniając kurs dopiero, kiedy ujrzała Gilgamesha napastującego jednego z jej młodszych współdomowników. Ostatecznie odnalazła uśmiechającego się kwaśno Aerona wciśniętego pomiędzy jakieś dwie dziewczyny z IV roku, z przegonieniem których nie miała najmniejszych problemów. Osunęła się na ławę tuż obok niego i musnęła szczupły policzek ustami.
-Ostatnimi czasy tak skutecznie unikałeś ludzi, że nie odzywałeś się nawet do mnie. – zwróciła się do niego cichym tonem, który wymagał pochylenia się ku jego uszom, aby cokolwiek zrozumiał w panującym w Wielkiej Sali hałasie. Kątem oka spostrzegła ubraną na czerwono postać przy stole Ślizgonów i przez moment była pewna, że to Aristos. Szybko jednak rozpoznała Jasmine; minęło może trochę czasu, ale wiedziała, że nigdy nie zapomni tego ciała. Tych włosów. Tej twarzy. Jej oblicze przeciął grymas lekkiego zdziwienia, ale bardziej interesujące od stroju, wydało jej się zachowanie przyjaciółki. Nie miała większych problemów, aby określić jego przyczynę – Krueger. Niemiec siedział kilka miejsc dalej i najwyraźniej wciąż jeszcze nie wybaczył Vane małego incydentu z imprezy.
Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 17/02/2014
Liczba postów : 204
Skąd : Karasjok/Aviemore

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pią Lip 04, 2014 10:01 am

Soleil nie była ostatnimi czasy do końca sobą. Wieczny uśmiech co prawda nie znikał z jej twarzy, ale wyglądało to tak, jakby czasem utrzymywało go na niej jedynie przyzwyczajenie, a nie przekonanie i wewnętrzna radość Słoneczka. Po incydencie w łazience prefektów zaczęła na poważnie martwić się Tytanem. Był zdecydowanie czymś innym, czymś więcej niżeli jej wymysłem. I, co gorsza, potrafił przejąć kontrolę nad jej ciałem, a skoro tak, mogła być niebezpieczna dla otoczenia. Była niebezpieczna dla otoczenia.
Dlatego czekała na koniec roku szkolnego, na wakacje, na wyjazd do Norwegii i samotność stadniny reniferów. To co ją łączyło z Henrym… z jej strony nie osłabło. Bolało ją, że musi się zdystansować, ale być może nie tylko ze względu na Tytana było to dla niego najlepsze wyjście. Była szczególna, osobliwa i zadawanie się z nią sprawiało, że także i jego ludzie zaczynali postrzegać inaczej. A Sol nie wiedziała, czy jego uczucia nie są przypadkiem wypadkową tej wdzięczności, którą odczuwał po tym jak go uratowała. Jak zajęła się nim w Św. Mungu. Powinien mieć czas i spokój, aby to wszystko przemyśleć. Tymczasem ona miała zamiar zawalczyć z Tytanem o swoje życie. Miała o co.
Ostatnie dni roku szkolnego spędzała na zmianę w bibliotece i na błoniach, gdzie pozwalała się wyszaleć Potworkowi. Podczas kiedy cała szkoła korzystała z braku zajęć lekcyjnych i zaniechała otwierania jakichkolwiek książek, ona zagłębiała się w zmurszałych, trochę przerażających tomiszczach szukając odpowiedzi. I żadnych nie znajdując, za to dowiadując się rzeczy, których wolałaby nie wiedzieć. Tytana bardzo ciekawiły jej poszukiwania. Wiedział więcej niż potrafili przekazać autorzy przeglądanych przez nią lektur i bardzo często bawił się jej delikatną wrażliwością, uzupełniając to, co zostało pominięte dla dobra czytelnika. Był przy tym  na tyle spokojny, na tyle niewzruszony, że Sol traciła nadzieję. Gdyby istniała możliwość, że znajdzie sposób aby się go pozbyć, na pewno dostrzegłaby jakieś przejawy niepokoju na jego twarzy. Niestety poznała go już tak dobrze, aby umieć interpretować jego miny.
Na przekór temu wszystkiemu, na przekór ogarniającemu ją przygnębieniu ubrała na siebie tęczową sukienkę, w której wyglądała trochę jak nieco wyrośnięta wróżka. Jasne włosy powiewały za nią, a spojrzenie szarych oczu było zamglone, nieco przygaszone, kiedy zmierzała korytarzami ku Wielkiej Sali. Ni z tego ni z owego, poczuła jak coś się do niej przylepia, kiedy mijała stojącą przy drzwiach zbroję. Za pomocą zaklęcia mrożącego bez problemów poradziła sobie z Irytkową gumą, którą następnie oddała poltergeistowi, uprzejmie go przy tym informując, że chyba coś zgubił. Znalazła sobie miejsce przy stole Gryfonów i z podziwem obejrzała wystrój Sali. Zielony kojarzył jej się z Zakazanym Lasem i z testralami. Nie do końca wiedziała o co właściwie chodzi z tym wężem i ponurymi minami otaczających ją znajomych, ale nie próbowała zawracać tym sobie głowy. Spojrzała jeszcze tylko na stół Puchonów aby stwierdzić, że Henry’ego tam nie ma.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-