IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
AutorWiadomość
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw 24 Mar 2016, 13:39

Zadane zapytanie wtopiło się w gwar. Sophie nie usłyszała prośby, a więc Yumi trzymała kraniec złoto-srebrzystego łańcucha, poszukując pośród głów przyjaznej duszyczki skłonnej udzielić drobnej pomocy. Wiatr przyniósł ze sobą echo chaosu dochodzącego z korytarza znajdującego się przed Wielką Salą. Sądząc po salwach śmiechu czy szaleńczym okrzyku Irytek zaszczycił swą obecnością. Panienka Mizuno trzymała się stamtąd jak najdalej. Szerokim łukiem omijała kłopoty pod wszelaką postacią. Doceniała troskę poltergeista i pomoc przy ponownym zaaklimatyzowaniu się w Hogwarcie, aczkolwiek latanie wokół głowy i przypominanie o związku z Amycusem nie należało do listy priorytetów Krukonki. Zrezygnowała z interwencji, poświęcając całą swą uwagę na ubieraniu choinki.
W pewnej sekundzie wyciągnęła dłoń przed siebie, aby chwycić dalszą część łańcucha. Dostrzegłszy czyjąś rękę, zatrzymała swoją w połowie drogi. Podniosła głowę, a jej oczy spoczęły na nieznajomym chłopaku. Yumi nie zwróciła uwagi na kolor krawatu ani na herb wszysty w mundurek. Nieświadomie wstrzymała oddech, wczytując się w rysy twarzy rówieśnika. Wodziła wzrokiem po charakterystycznym ułożeniu oczu, po łagodnych liniach twarzy. Znajomy, intensywnie atramentowy kolor włosów przywodził na myśl rodaków, których nie widziała od dziesięciu lat. Ściskana zaskoczeniem uciekła wzrokiem z powrotem do łańcucha. Kątem oka dostrzegła na nadgarstku chłopaka bliznę. Piętnastolatka musiała zaczerpnąć tchu, aby wyjść z szoku. Sądząc po spojrzeniu rówieśnika on również był pozytywnie zaskoczony.
- Yā. - podniosła wzrok, witając się z uśmiechem po japońsku. Odważyła się podejść doń krok bliżej i przeanalizować zapytanie.
- Bardzo chętnie. - odpowiedziała, wyciągając dalszą część niekończącego się łańcucha. Z opóźnioną spostrzegawczością rozpoznała herb na piersi, dowiadując się, że rozmawia z Puchonem. Yumi nie znała zbyt wielu uczniód Helgi, jednakże dziwiła się, że do tej pory nie zauważyła wśród nich rodaka.
- Jak to się stało, że do tej pory się nie spotkaliśmy? - zapytała, zawieszając czarnobrązowe tęczówki na Puchonie. W całym tym szoku i zaskoczeniu zapomniała przedstawić się jak i również zapytać go o imię. Z pomocą Haru wyjęła z pudła cały łańcuch i wspólnie przyłożyli go do gałęzi drzewka iglastego. Krukonka wyciągnęła zza paska różdżkę.
- Na cztery razem? - odliczyła i zakręciła różdżką w powietrzu łagodne pół kole. Zaklęcie poderwało delikatnie łańcuch ku górze, aczkolwiek jedna różdżka nie jest w stanie równo utrzymać go całego.
Zobacz profil autora
Haruto Amane
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob 26 Mar 2016, 01:17

Nie miał pojęcia. Bo i skąd miał mieć? Przeniósł się do Hogwartu już w dość zaawansowanym wieku. Każdy z jego rówieśników w ten czy inny sposób znalazł swoje miejsce w społeczeństwie. Tak po prawdzie to tuż przed przyjazdem obawiał się tego chyba najbardziej ze wszystkiego. Tego bycia innym. Owszem, nie potrzebował masy znajomych, ale nie potrafił też funkcjonować samemu. Nie miał tu przecież rodziny, nie licząc przyjaciela ojca u którego mieszkał.
Dlatego gdy tylko ujrzał ją, wiedział że musi choć spróbować nawiązać kontakt. Gdyby nie to że nie wypadało, to najprawdopodobniej ruszyłby biegiem i porwał ją w ramiona, kręcąc się dookoła wraz z nią. Oczywiście tego nie zrobił. Nikt normalny nie łapie znienacka obcych mu osób. Nie potrząsa nimi. Ani nie robi innych podejrzanych rzeczy za które może dostać w łeb. Nie. Opanowanie to podstawa. Co jeśli dziewczyna się go zwyczajnie wystraszy? Choć z tego co Haru zauważył, była równie zaskoczona jego obecnością (czy może raczej ogólnym istnieniem) jak on nią. Nie często zdarzało mu się by dziewczyna spoglądała na niego jak na ducha. Było mu zresztą na rękę, bowiem dzięki temu sam mógł rzucić okiem na swoją rodaczkę. Czarne włosy, typowe dla mieszkańców jego ojczyzny okalały całkiem ładną twarz. Była drobna. W porównaniu z nim, wyglądała jak uczeń drugiej klasy. Jak miała zamiar wyciągnąć cały ten łańcuch, który zapewne ważył więcej od niej samej, Haru nie miał pojęcia.
Ucieszył się gdy na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech, który poprzedzał akceptację jego oferty pomocy. Chwycił końcówkę łańcucha, pomagając wyciągnąć go z pudełka. Uśmiechnął się mimo woli, bowiem w normalnych okolicznościach Haru byłby chyba ostatnią osobą która zdecydowałaby się to robić. Nigdy nie pałał specjalną cierpliwością do pracy. Między jednym ruchem a drugim usłyszał pytanie które zdawał sobie od momentu w którym ujrzał jej drobną postać. Wzruszył ramionami, po czym odpowiedział:
-Pewnie jest kilka powodów. Moje przenosiny w środku szkoły, fakt że należymy do innych domów i tak dalej.- robiąc przy okazji zamyśloną minę. Chciał coś dodać, ale uświadomił sobie że nie zna nawet imienia rozmówczyni. Uśmiechnął się więc, i przedstawił, przy okazji lekko się kłaniając.
-Nazywam się Amane Haruto. Rok VII, należę do domu Helgi Hufflepuff. Miło mi poznać kogoś w pewnym sensie „swojego”.- po czym idąc za przykładem dziewczyny, wyjął własną różdżkę. Nie miał praktycznie żadnego doświadczenia w przybieraniu choinek, toteż postanowił zdać się na intuicję i dobre oko. Łańcuch był tak długi że za jego pomocą można by przywiązać Filcha do choinki. Używając własnego drewnianego patyka, uniósł łańcuch w górę, odliczając na głos „raaaz, dwaaaa, trzyy, czteeery!”. Coś chyba jednak poszło nie do końca tak jak pójść miało, albowiem łańcuch dziwnym trafem przechylił się, po czym połową swojej długości zleciał mu na głowę. Chłopak pokiwał głową, po czym szczerze się roześmiał. Spoglądając na dziewczynę spod części łańcucha, powiedział wesoło:
-Może zamiast choinki przybierzemy mnie?-
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw 31 Mar 2016, 20:03

Mając w Wielkiej Brytanii rodzinę i przyjaciół nie istnieje stuprocentowa gwarancja uniknięcia uczucia wyobcowania. Yumi miała Arię. Najbardziej to właśnie ją miała, a poza nią wciąż czuła się osamotniona i dziwna w porównaniu z osóbkami wesołymi, w kwiecie dojrzewania. Panienka Mizuno zdołałaby zrozumieć Puchona bardziej niż mógłby przypuszczać. Nigdy nie spotkała się z przejawem rasizmu ze strony rówieśników. To przyrodni brat zasiał w niej pewną nienawiść do japońskich korzeni. W dniu dzisiejszym nie miało to już nań żadnego wpływu. Przyjemność ze spotkania rodaka płynęła prosto z serca. Pomimo przeszłości widok skośnych oczu kojarzył się z kimś miłym jej sercu. Haruto mógł okazać się bezlitosnym bydlęciem i tyranem, a Yumi wciąż darzyłaby go wówczas nutą szczerej sympatii za same rysy twarzy. Cieszyła się, że do niej przyszedł, zagadnął i nawiązał kontakt. Yumi mogłaby się na to nie zdobyć bądź zajęłoby jej to wiele czasu. Zawstydzenie i onieśmielenie to dziedzictwo przymusowych wakacji.
Haruto musiał być w najstarszej klasie. Yumi musiała zadrzeć głowę, aby ujrzeć wyraz jego oczu. Na jej policzki wpełzł rumieniec, gdy zorientowała się, że rozmawia z siódmoklasistą. W Hogwarcie te dwa lata wydawały się wielką przepaścią. Do tej pory niewielu siódmoklasistów zwracało nań uwagę. Zawdzięczając wszystko niskiemu wzrostowi, przy odrobinie wysiłku stałaby się niewidzialna. Dziś trwały święta, a więc ktoś taki jak Haruto zwrócił na nią uwagę. To wystarczający powód do zarumienionych plam na policzkach. Zanim odpowiedział, Yumi zrozumiała. Uczeń siódmej klasy rzadko zauważa ucznia klasy niższej niż szósta. Pytanie zatem było całkowicie bezsensowne i po cichu wdzięczna była Puchonowi za udzielenie innej odpowiedzi. Nie zawstydził jej niepotrzebnie, a z każdą następująca sekundą zaskarbiał sobie sympatię młodszej koleżanki.
- Ja... ja jestem Yumi. To znaczy Mizuno. Yumi Mizuno od niedawna, ale to chyba nie będzie ciebie interesować. To znaczy, po prostu Yumi. Tylko Yumi. - spuściła wzrok i zaczerpnęła do policzków powietrza, aby ostudzić czerwoną na nich skórę. Chciała odpowiedzieć dygnięciem. Na całe szczęście obciach nie doszedł do realizacji, bo kończyny Yumi miała zesztywniałe z wrażenia. Haruto! Chciałaby wypowiedzieć je na głos, ale wstydziła się. Przez ciało Krukonki przebiegł milutki dreszczyk na myśl o brzmieniu japońskiego imienia w Wielkiej Brytanii.
Zmarszczywszy brwi, skoncentrowała się na wypowiedzianym zaklęciu. Łańcuch był niebywale długi, dłuższy niż sądziła. Musiała wyjąć go ze złego pudełka, inaczej nie poważyłaby się na samodzielne ozdabianie nim choinki. Przeceniła swą podzielność uwagi, w efekcie czego łańcuch wylądował na oraz wokół Haruto. Z gardła Yumi wydostał się ochrypły śmiech nabierający barwy i radości z każdą upływającą sekundą. Zakryła usta dłonią, zaś drugą zsunęła rąbek łańcucha z głowy Puchona.
- To dobry pomysł. Będziesz zbierał prezenty zamiast choinki. - odsłoniła usta i uśmiechnęła się przyjaźnie. Z oczu Yumi biło milutkie dla serca ciepło. Święta nabierały coraz więcej magii, a zawdzięczała to Haruto. Ukrywszy różdżkę w kieszeni mundurka, sięgnęła po czerwoniutki łańcuch. Chodząc wokół Puchona okręcała jego szyję i ramiona. Zatoczywszy wokół niego trzy kółka, zaczepiła kraniec łańcucha w kieszeni czarnej szaty.
- Hm, czerwień to nie twój kolor. Sprawdźmy niebieski. - w rękach trzymała następny łańcuch. - Schyl mi głowę. - poprosiła uroczym i niewinnym głosikiem, a skośńe oczy zmrużyła. Sprawnym ruchem zrobiła z brokatowego, niebieskiego łańcucha coś a la wianek. Założyła go na głowę Haruto i roześmiała się.

[koniec fabuły]
Zobacz profil autora
Riaan van Vuuren
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon 26 Mar 2018, 23:10

Styczniowe zimno skuło lodem jezioro Hogwartu, śnieg oprószył bielą drzewa Zakazanego Lasu oraz dach szkoły. Wieżyczki zamku wzbijały się do góry, wbijając się w błękit czystego nieba niczym włócznie myśliwych w miękkie ciało antylopy.
Tak przynajmniej Riaan kojarzył sobie tę zimową pocztówkę z północy Szkocji. W zimę, kiedy mróz bardzo mu doskwierał, a lodowaty wiatr przeszywał ciało aż do kości, wtedy wszystko kojarzyło mu się z letnim życiem w Afryce. Chmury o dziwnych kształtach przypominały mu krokodyle, lwy oraz sępy. Wydeptane przez drużynę Gryfonów podążającą na trening quidditcha odciski w śniegu stawały się śladami zmierzających w stronę źródeł wody stad. Lekcje transmutacji były długimi opowieściami przy ognisku, których rytm i intonacja przyprawiały go o senność. Wszystko, absolutnie wszystko przypominało mu o przeszłych wakacjach w zimę.
Dlatego wchodząc do Wielkiej Sali w wymemłanym, ale czystym mundurku szkolnym z poluźnionym krawatem, Riaan miał naburmuszoną minę. Chciałby być z powrotem w miejscu, gdzie wiecznie jest ciepło a słońce zachodzi bardzo późno. Nie zwracał uwagi na wszechobecny gwar jedzących kolację uczniów. Gryfoni, Krukoni, Puchoni, Ślizgoni, na nikogo nie zwracał uwagi. Po prostu usiadł między innymi członkami swojego domu, spuścił nos na kwintę i zaczął nakładać sobie ogromne ilości kurczaka, tłuczonych ziemniaczków, oraz gotowanej marchewki. Nalał sobie dwie szklanki soku dyniowego. Jadł nie patrząc na nikogo innego, wyraźnie przybity, a jadł w ten brzydki, dziki sposób. Wpychał w siebie i niepomny na etykietę pałaszował jak najwięcej naraz.
Prawda była przykra. Tęsknił za swoim domem, a jednymi ludźmi którzy potrafili tę tęsknotę wygonić z jego serca był Ercio, Meredith, profesor Milton, no i oczywiście Wanda. Jakoś dzisiaj żadnego nie udało mu się złapać, a wielka szkoda bo ich potrzebował.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon 26 Mar 2018, 23:51

Zupełnie inaczej złą panią Zimę kojarzyła panna Whisper, która całe swe życie spędziła w pochmurnej Wielkiej Brytanii.
Biały puch kojarzył się jej jedynie z mroźnymi popołudniami spędzonymi w towarzystwie Doriana, który nacierał młodszą siostrę przy każdej możliwej okazji. Głośne piski i niby to groźby nie robiły na nim zbyt wielkiego wrażenia, a zapalenie ucha było tym na co Wanda mogła liczyć.
Zima w Hogwarcie również miała swoje uroki. Nie wspominając już o corocznym zimowym balu ani o dekorowaniu Wielkiej Sali. Blask ognia tłoczącego się w kominku i ciepło od niego bijące od zawsze będzie wiązała ze szkołą, błękitnymi pasmami dekoracji rozwieszonych w dormitorium oraz przyjemnymi wieczorami przesiedzianymi w bibliotece.
Nie przeszkadzały jej nawet krótsze dni, które mobilizowały ją do jak najlepszego wykorzystania czasu. Nie marnowała ani godziny, ni sekundy byleby tylko jej plan dnia się powiódł.
Była zdeterminowana i pewna swych sił- i taką ją właśnie mogli dostrzec uczniowie przebywający w Wielkiej Sali.
Wkroczyła pośród nich, wyższa zapewne od swoich młodszych kolegów i koleżanek. W schludnym mundurku składającym się z czarnej spódnicy plisowanej, wsuniętej w nią koszuli i ciepłych rajstopach. Sweter miała rozpięty, a krawat niedbale związany. Na ramieniu błyszczała odznaka prefekta, a ciemne włosy splecione były w warkocz.
Czekoladowe oczy przesuwały się z wolna po każdym uczniu, który zechciał się z panną Whisper przywitać. Za jednym z drugoklasistów musiała się nawet obejrzeć, bo ten lada chwila pogubiłby kapcie z pośpiechu.
- Lepiej uważaj na zakrętach, Anderson! - zawołała za nim, zaraz też wplątując się w korytarze rozstawionych stołów. Jej wzrok automatycznie przemknął ku części zajmowanej przez Puchonów, ale i tym razem jasnej czupryny nie dojrzała. Szarych, wpatrzonych w nią oczu także nie.
Przeszła więc wzdłuż stołu gryfońskiego, witając się po kolei z Potterem i Blackiem, którzy na kolanie spisywali zadanie z transmutacji.
Nie wspomniała już im nawet, że wykonali je źle. Nie zdążyła. Bo jej uwagę przykuł młodszy uczeń, z nosem spuszczonym na kwintę, roztargniony i jakby niewyspany.
Stanęła po drugiej stronie stołu i chwytając za widelec nabiła jeden z kartofli i wsunęła go do ust jak gdyby nigdy nic oceniając van Vuurena wzrokiem srogiej to niby nauczycielki.
- Będziesz tak siedział cały poranek? Wyglądasz zupełnie jakby Gross z Tobą zerwał. - zagadnęła, siadając na przeciwko niego, by zara także porwać jeden z czystych talerzyków.
Zobacz profil autora
Riaan van Vuuren
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto 27 Mar 2018, 00:21

Riaan nie zauważył wcześniej starszych kolegów, którzy bardzo mu imponowali. Za bardzo zajęty był pochłanianiem ziemniaków, oraz kurczaka aby wpatrywać się w kapitana drużyny Pottera, oraz jego prawą rękę Syriusza Blacka. W myślach był gdzieś daleko na południe od Szkocji, gdzieś gdzie beznadziejna zima nie miała wstępu a on sam mógł cieszyć się nieskrępowaną wolnością z dala od ocen, profesor McGonagall (widocznie upartą na ciśnięcie go z transy), czy cholernych Ślizgonów... W tym GrossRZYGdzoga i niejakiej Opony Yaxley. Chociaż i przy jego stole było kilka osób, z których oglądania najchętniej by zrezygnował. Łypnął wzrokiem ku siedzącej gdzieś daleko gryfonki, która łapczywie spoglądała na swojego drania usadowionego gdzieś przy stole zielonych. Kątem oka udało mu się dojrzeć Wandę.
Jak dobrze! Nareszcie będzie mógł przestać maltretować swój żołądek gargantuicznymi ilościami kolacji i otworzyć usta w innym celu niż wpakowanie w nie szufli jedzenia. Choć zaczepka najlepszej przyjaciółki co najmniej zbiła go z tropu.
- Zaraz... Przecież jemy kolację, jak może być poranek? - rozejrzał się po stole, na którym leżały wybitnie obiadokolacyjne dania: pieczenie, ziemniaki, sałatki, tarty, szarlotki. Były też dzbany z herbatą, butelki z sokami dyniowymi, oraz świeże pierniki. Czyżby znowu napotkał na jakieś nowe wyrażenie, którego nie rozumiał??? Poranek zamiast wieczora, przecież tak to nie działało...
- A zresztą mówisz mi o Grossie przy jedzeniu... FUJ, odechciało mi się. - wyjęczał z pełnymi ustami, po czym przełknął mielone w paszczy żarełko.
- Jak minął Ci dzień?
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw 29 Mar 2018, 20:03

Panna Whisper się pomyliła?
Aż wzniosła ciemne oczy ku sklepieniu jakie rozciągało się nad głowami uczniaków Hogwartu. Chwila jaką poświęciła na oglądanie granatowego nieba przetykanymi pojedynczymi gwiazdami musiała trwać całą wieczność, bo właśnie oto ona - pierniczkowa królewna zdała sobie sprawę, że zostało jej niewiele czasu na naukę i doskonalenie własnych umiejętności.
Wydawała się naprawdę niepocieszona i wręcz spłoszona własnym zachowaniem - niedopilnowaniem tylu spraw i popełnieniem tak niewłaściwej gafy!
Aż otworzyła usta, by coś powiedzieć - dłoń z widelcem znowu zawisła nad talerzem z pierogami, a sama Wanda milczała przez moment wpatrując się teraz w Riaana.
- Na Merlina. Uciekł mi cały dzień! - Zawołała w końcu, dokańczając nakładanie kilku pierożków na talerz. Przytuliła także sok dyniowy i dmuchnęła w nieopanowany chaos na głowie.
Gdzieś na dnie jej spojrzenia zaczaiła się nuta roztargnienia.
- Właśnie tak. Nie wiem gdzie podziały się te wszystkie godziny z dzisiejszego dnia. Musiałam przysnąć w bibliotece. - Mruczała pod nosem, zaraz też nabijając pieroga na sztuciec i wsuwając go do buzi mlasnęła niezbyt grzecznie.
- Wiedziałam, że w ostatniej klasie będzie ciężko i nie będę mieć czasu na nic, ale wczoraj aż musiałam odwołać zajęcia dodatkowe z Kevinem, któremu pomagam w transmutacji. To taki rudy chłopaczek z trzeciego roku. Raz dostał alergii po zjedzeniu moich pierniczków. Wyobrażasz to sobie? - Mówiła dalej, niezrażona własnym gapiostwem, co zdarzało się jej raczej rzadko.
Ton głosu miała pogodny, chociaż jakby wychwycić drugie dno, tak i dosłyszeć można było w nim pewną nutę powagi, która być może została zignorowana przez samą Wandę.
Zobacz profil autora
Riaan van Vuuren
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw 29 Mar 2018, 23:49

Patrzył na nią odrobinę jak na wariatkę, albo na doppelgangera który podszywał się pod jego przyjaciółkę, a wszystko z powodu jednej małej pomyłki. Przecież Wanda Whisper nie myliła się wcale! Zawsze doskonale znała każde zagadnienie poruszane na zajęciach, zawsze znała wszystkie plotki krążące po dormitoriach.
Była dla niego jak przysłowiowa pochodnia mądrości... a nie, zaraz. To był kaganek wiedzy, czy czegoś...
- Alergie to to jak coś zjesz, a potem masz bąble jak po ugryzieniu muchy n'gayewaze? - zapytał mocno skonfundowany całą sytuacją. W końcu pomyłka Wandy i nieznane mu słowo były dosyć skuteczne w wyprowadzaniu z mentalnej równowagi.
- Czego się uczyłaś? Ja dzisiaj miałem OPCM i Eliksiry. Pierwsze całkiem nieźle mi poszło, ale drugie... tragedia. Nie umiem mieszać, nie umiem odmierzać, a profesor Smoczyca powiedziała że nie umiem myśleć. - wzruszył ramionami. Może rzeczywiście nie umiał. Nalał sobie więcej soku, po czym wypił od razu.
- Polatałbym na miotle. Może w końcu byś się nauczyła, co?
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto 10 Kwi 2018, 19:05

Racja. Przecież nigdy się nie myliła - była nieomylna pod każdym względem, a teraz staczała się na dno niczym przysłowiowy alkoholik łapiący się ostatniej, pustej już butelki po whisky.
Zdecydowanie musiała coś zjeść i się przespać - niebo jasno wskazywało na to, że jest już popołudnie -i to zapewne dosyć późne.
Westchnęła żałośnie pod nosem, już nawet nie bardzo wiedząc jak skomentować własne i w jej mniemaniu naganne zachowanie, by też skupić wzrok na postaci van Vuurena.
- Tak. Jeżeli zjesz coś czego Twój organizm nie trawi tak pojawia się paskudna wysypka. - Potwierdziła jego słowa, bo i wiedziała czym się objawia a l e r g i a, o której naopowiadała jej Jolene.
Potem znowu skupiła się na jedzeniu i piciu, wpychając do ust po kolei kolejne pierożki.
- Miałam dzisiaj chyba ze trzy godziny historii magii i zaklęć. A eliksiry przecież nie są takie trudne - w książce masz wszystko rozpisane, co, ile, jak dodać. W jakiej kolejności, gramaturze. Smoczyca przecież też wypisuje dodatkowe wskazówki na tablicy. Spoglądałeś w ogóle na nią? - Pochyliła się, mrużąc ciemne oczyska. Dalej nie pojmowała jak można mieć jakiekolwiek problemy z przyswojeniem wiedzy. A zwłaszcza z eliksirów albo transmutacji, w których wręcz brylowała!
- Jesteś po prostu stworzony do sportu, w przeciwieństwie do mnie. Jeżeli miałabym do wyboru wyuczenia się wszystkich referatów jakie kiedykolwiek napisałam z obrony przed czarną magią, a zrobienie trzech kółek wokół szkoły na miotle to zgadnij co bym wybrała? - Spytała, powracając do swojego normalnego tonu.
Rzadko kiedy wchodziła na miotłę - ostatni raz był chyba na początku roku, kiedy spacerowała po błoniach z Henrym, który wtedy po raz pierwszy skradł jej pocałunek.
Zaraz po tym jak oczywiście upadła z wysokości nieomal wprost na twarz.
Zobacz profil autora
Riaan van Vuuren
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw 12 Kwi 2018, 02:06

- A jak cię ugryzie tamta mucha, to zasypiasz i umierasz. - odpowiedział Wandzie, tym samym definitywnie kończąc temat alergii. Kolejna nowa rzecz, której się dowiedział. Chyba zacznie zapisywać poznawane pojęcia, bo ostatnimi czasy, to jest od kiedy ma prawdziwych przyjaciół: Erica i Wandę, zalewały go wręcz nowe pojęcia. Alergia, chomąto, postawić klocka... Nie sposób było tak naprawdę spamiętać tych wszystkich wyrażeń i nazw używanych przez innych uczniów! Naprawdę przydałby mu się słownik.
W przeciwieństwie do Wandy nie czuł się źle. Oprócz pogody, która nota bene była pod psem, niektórych nauczycieli uprzykrzających mu życie i denerwujących współuczniów, nic mu nie wadziło. Miał pieniądze, chociaż ich nie potrzebował. Miał przyjaciół, chociaż było ich niewielu. Zdawał ze wszystkiego, chociaż mógłby uczyć się lepiej. Życie Riaana było poukładane i... fajne, pomimo drobnych minusów.
- Wieeeeem, wieeeeem. Tutaj dwie łyżki, tam dwie szczypty. Po prostu nie mam wyczucia, a czasem zdaje mi się że autor podręcznika specjalnie utrudnia podając błędne wskazówki. No i nic nie stresuje mnie bardziej, jak wzrok Lakroksowej. To nie są odpowiednie warunki do nauki. - tłumaczenie się było jedną z tych czynności, których Riaan bardzo nie lubił, dlatego szybko zmienił temat.
- Masz jutro odrobinę wolnego? Wyszlibyśmy na spacer, na boisko, albo coś...
Zobacz profil autora
Feliks Konieczny
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon 09 Lip 2018, 13:04

Psiocząc i jojcząc pod nosem na swój ciężki skazańczy los, Felek powoli maszerował w stronę Wielkiej Sali. Ubrany jak szczur na otwarcie kanału, ze spuszczoną głową, przemierzał kolejne szkolne korytarze. Na plecach ciążyło mu świeże ubranie. Brązowo-pomarańczowy sweter, prezent bożonarodzeniowy od matki, wybrany przez Wandę, lekko przetarte ale pozbawione dziur jeansy oraz brązowe, skórzane buty. Wystrojony jak na audiencję u samej królowej Elżbiety zdawał się być zupełnie innym człowiekiem. Takie wrażenie potęgowane było przez bijącą od niego świeżość i czystość, włosy , w niektórych miejscach jeszcze trochę wilgotne, mimo przylizania i ułożenia, wydawały się puszyste i miłe w dotyku jak sierść królika. Postać chłopaka zwykle zapominającego o tak nieistotnych zajęciach jak kąpiel, wyjątkowo otaczała delikatna woń jaśminowego mydła. Dodatkowo starsza Krukonka zanim pozwoliła mu w ogóle opuścić Pokój Wspólny, pięć razy dokładnie sprawdziła czy ma czyste ręce, czy za paznokciami nie czai się brud i czy uszy są aby na pewno dobrze wyszorowane. Całą tę serię przygotowawczą chłopak znosił z kamienną twarzą, raz czy dwa cicho narzekając na swój ciężki los. Nie rozumiejąc dlaczego panna Whishper robi z tego spotkania taką wielką rzecz.
Wzdychając ciężko i w zamyśleniu rozważając wszystkie prawdopodobne scenariusze swojego przyszłego losu, przekroczył próg Wielkiej Sali. Pogrążona w ciszy, wydawała się trochę upiorna. Odruchowo spojrzał w górę, w stronę ledwo tlących się świeczek, na tle zasnutego chmurami nieba, na którym raz po raz pojawiała się srebrna tarcza księżyca.
Ciesząc się tym widokiem przez chwilę niechętnie opuszcza spojrzenie by rozejrzeć się po pomieszczeniu w poszukiwaniu swojej nauczycielki, której niestety jeszcze w pomieszczeniu nie było.
Zobacz profil autora
Sini Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon 09 Lip 2018, 16:38

Z korytarza dobiegał stukot obcasów. Na całe szczęście płaskich aczkolwiek dźwięk zwiastował rychłe przybycie panny Marlow w okolice Wielkiej Sali. Dziewczyna ubrana w szarą spódnicę nad kolana, z czerwonymi zdobieniami tu i ówdzie. Sweter wciśnięty za pas, a pod nim śnieżnobiała, wyprasowana elegancka koszula. Na szyi rzecz jasna krawat w barwach Gryffindoru. Włosy ułożone wyjątkowo w ciasny kok. Nie byle jaki kok - bowiem i jego ozdobiła cienkim warkoczem i małymi spinkami. Fryzura niemalże salonowa acz niezbędna do popołudniowych zajęć. Makijaż również nałożyła, choć minimalny. Zakryła piegi na nosie warstwą pudru, rzęsy podkreśliła, a usta musnęła pomadką. Mama wpoiła swej jedynej córce miłość do elegancji w każdej sytuacji. Dzięki czemu dzisiejszego popołudnia dziewczyna wyglądała naprawdę miło.
Sini dzierżyła w dłoni różdżkę, rozgrzaną od serii zaklęć jakie niedawno zostały wykonane. Zmniejszenie wielkości gramofonu nie należało do łatwych zadań. Gryfonka spędziła bite czterdzieści minut nad zaklęciem zmniejszającym przedmioty aż w końcu dopięła swego. Przez chwilę rozważała przetransmutowanie gramofonu w coś mniejszego, łatwiejszego do transportu, jednak stwierdziła, że lepiej idzie jej na zajęciach pani profesor Odinevy niźli u profesor McGonagall. Gdyby nauczycielka zobaczyła jej dzisiejszy wyczyn - byłaby dumna. Rumieńce na policzkach Sinisiew poświadczały o niedawnym ataku radości, jaki przeszła po osiągnięciu celu. Co prawda gramofon nie mieścił się w dłoni, ale za to przez pewien czas mogła go transportować drogą powietrzną bez nadwyrężania nadgarstka i różdżki z rdzenia leszczyny.  Pod pachą trzymała dwie czarne płyty winylowe.
Ze skupioną miną trzymała na muszce lewitujący sprzęt. Obiecała oddać go nazajutrz panu Filchowi. Staruszek wygrzebał gramofon z ósmego schowka i z namaszczeniem, jak i wieloma groźbami, wręczył skarb szkolny w dłonie prawie szesnastoletniej dziewczyny. Merlin raczy wiedzieć jak wiele czasu poświęciła na zdobycie urządzenia. Najpierw musiała odnaleźć nauczyciela, który podpisze papierek pozwalający wypożyczyć takowe coś do użytku własnego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie był to pomysł woźnego. Nie można dostać od niego niczego za darmo. Jeśli coś się już chce, trzeba napocić się, nabiegać i zasapać, by uzyskać łaskę woźnego. Sini była cierpliwą osobą lecz do pana Filcha brakowało jej stoickiego spokoju.
Będąc przed drzwiami Wielkiej Sali, uniosła głowę do góry patrząc na ich ogrom. To dosyć uprzykrzające otwierać je, kiedy ważnym jest trzymać na muszce lewitujący, zmniejszony gramofon. Chcąc nie chcąc, musiała coś wykombinować. Niedzielne popołudnia to czas wyludnienia uczniów z Wielkiej Sali. Miała całe trzy godziny zanim skrzaty nie rozpoczną przygotowań do kolacji. Sini miała wszystek wyliczone, co do minuty. Przygotowała się do lekcji tanecznej jak profesjonalistka. Nie chciałaby, aby Feliks uciekł po pierwszych zajęciach przerażony brakiem przygotowania. Z pomocą wątłego ramienia udało się pchnąć jedno skrzydło drzwi, które wprawione w ruch samodzielnie odchyliło się na odpowiednią szerokość. Weszła do środka zaraz za popychanym, latającym gramofonem. Przymrużyła powieki dostrzegając w środku jedynie półmrok. Najwyraźniej nie dostrzegłszy Krukona, z dumnie wypiętą piersią, podążyła do najbliższego stołu, ciągnąć za sobą zaczarowany sprzęt. Przechyliła głowę, przymrużyła oko, a nawet wytknęła końcówkę języka z boku ust podczas ostrożnego stawiania gramofonu na stole. Nie odważyła się wziąć go w dłonie. Doskonale zdawała sobie ze swoich tendencji do potykania się na płaskiej powierzchni, więc nie ryzykowała i nie kusiła losu. Strach myśleć co zrobiłby z nią Filch jakby zniszczyła jego cenny skarb, którego notabene nie czyścił czterdzieści lat (sądząc po ilości kurzu jaki usuwała ze środka). Zaraz obok ułożyła dwie winylowe płyty, na których kupno tak długo zbierała. Nucąc pod nosem melodyjkę (i fałszując przy tym straszliwie) potruchtała na obcasach z powrotem do drzwi. Wtedy go zauważyła. W półmroku odbił się od jego okularów blask płonącej świecy. Sini podskoczyła, krzyknęła, cofnęła się i potykając się o własną piętę upadła na pośladki, wprost na wypolerowaną podłogę. Trzeba przyznać, że upadek wyszedł jej całkiem elegancko, bez pokazywania majtek i zbyt dużej ilości nóg. Z wystraszoną miną rozpoczęła hipterwentylację, kładąc dłoń na sercu. Różdżka poturlała się pod ławkę.
- Aleś mnie wystraszył. - momentalnie poczerwieniała aż po krańce uszu. Nie wstawała, nie ufała jeszcze swoim nogom. Myśl, że dokładnie minutę temu trzymała "na muszce" gramofon i aktualny upadek wywołał pojawienie się zimnego dreszczu strachu.
- Dlaczego nie zapaliłeś kamiennych pochodni? Prawie tu umarłam. - zacisnęła mocno usta i czekała aż szok, strach i niedowierzanie przeminie. Nie dostrzegała jeszcze zmian w wyglądzie Feliksa. Trzeba przyznać, że Sini wciąż była przy nim skrępowana. To przyjaciel jej brata. Człowiek z przeciwnej barykady, osoba z drużyny Vini'ego. Ich umówione spotkanie lekcyjno- taneczne było pogwałceniem niepisanych zasad pomiędzy bratem i siostrą. Sini nie mogła jednak odmówić prośbie Krukona. Potrzebowała drobnej zapłaty, a skoro może przy okazji nauczyć chłopaka kilku dobrych kroków, to czemu ma na tym nie skorzystać? Przypomniała sobie, aby poprosić Feliksa o dyskrecję. Nie chciałaby, aby Vini dowiadywał się o ich spotkaniach. Musiałaby słuchać w nieskończoność jego wywodów na temat zaprzyjaźniania się z jego przyjaciółmi. Vini czasami nie rozumiał, że w pewnych sytuacjach chodzi o biznes i nabycie nowych umiejętności, nie zaś o nieczyste myśli i zachowania. Przymrużyła powieki wytężając wzrok, by dostrzec wysoką sylwetkę Feliksa, ukrytego w półmroku.
Zobacz profil autora
Feliks Konieczny
avatar

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon 16 Lip 2018, 21:20

Oświetlony jedynie ciepłym blaskiem unoszących się nad nim świec. Trwa w pozornej ciszy, zawieszony między światami, niczym postać uwieczniona na srebrnej monecie. W milczeniu, chociaż w jego wnętrzu rozgrywa się koncert, dłonie w wyuczonych gestach przesuwają się po niewidzialnej klawiaturze instrumentu, a słyszalne jedynie w jego głowie smutne dźwięki Sonaty Księżycowej Beethovena cofają go w czasie i przestrzeni. Znowu ma tylko dziesięć lat i spomiędzy szkarłatnego materiału kurtyny, podgląda odbywające się na scenie przedstawienie. Widzi aktorów w skupieniu powtarzających swoje kwestie, w sposób tak porywający, że jego młode serce zatrzymuje się za każdym mocniejszym dźwiękiem, każdym urwanym słowem, wystrzałem z plastikowego pistoletu na kapiszony.
Zatonąłby w tym wspomnieniu bez reszty, zapominając o prawdziwym świecie, gdyby ze skupienia nie wyrwał go nagłe uderzenie o podłogę, przyozdobione delikatnym dziewczęcym głosikiem, posyłającym w jego stronę serię uwag.
Lekko speszony pochyla głowę, by ukryć przed nauczycielką swoje zażenowanie.
- Przepraszam. – Mówi cicho, robiąc kilka kroków stronę dziewczyny, nie udaje mu się jednak do niej dotrzeć zanim ta podniesie się na równe nogi. Przełyka głośno ślinę, czując się niepewnie i w tej nowej dla siebie sytuacji. Pomysł nauki tańca nie był jego i bardzo mu się nie uśmiechał. Jednak wspólna komitywa Garda i Whishper należała do tych, z którymi nie dawało się dyskutować i można je było zaakceptować albo walczyć do momentu śmierci lub wielkiej kapitulacji.
- Tak było bardziej … - tutaj zastanawia się przez chwilę nad odpowiednim słowem, zanim niechcący wypadnie z nich - romantyczniej.– Jak nie chciałoby się go bronić, uważać za muzycznego geniusza, prędzej czy później ze smutkiem trzeba było pochylić się nad jego wewnętrzną głupotą, głupim romantycznym w najgorszym tego znaczeniu sercem. Zakochany we wczesnym dziewiętnastym wieku, w twórczości swoich przodków w wewnętrznej walce o niepodległość, od dziecka zaczytywał się w Dziadach, Pana Tadeusza i Krodiana cytując z pamięci, na pianinie grając dla matki muzykę Chopina, a to wszystko z romantycznej duszy tęskniącego za nieznaną ojczyzną emigranta.
- Co będziemy tańczyć? - Pyta spoglądając w stronę winylowych płyt, w półmroku nie dostrzegając jednak tego co było na nich napisane.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-