IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Elizabeth Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/11/2014
Liczba postów : 11
Skąd : Cardiff, Walia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pon Gru 01, 2014 11:07 pm

Zadumała się nad pomysłem zaczarowanej zbroi i powoli pokiwała głową. W myślach już pojawiały się odpowiednie wyliczenia i cały arsenał dostępnych zaklęć. Coś na pewno się znajdzie! A może udałoby się to tak wykombinować, żeby ta zbroja potem jeszcze samopas pobiegała po zamku... Tylko po co? Oj, powód się znajdzie, a ile radości dostarczy taki wesoły pancerz!
Lizzie uśmiechnęła się pod nosem, bo oto na jej oczach mnożyły się potencjalne korzyści z pomocy wielkiej miłości. Jak dobrze być kochaną młodszą siostrą! Oczywiście powody czysto uczuciowe stały na pierwszym miejscu, ale jakieś ewentualne dodatkowe zyski były nie do pogardzenia...
Na głos stwierdziła tylko:
- Oczywiście, że jesteśmy przydatne. I bardzo kochane. - Odwzajemniła entuzjastyczny uścisk.
Do obserwowania Emanuela nie była co prawda tak pozytywnie nastawiona, ale od konieczności udzielenia dyplomatycznej odpowiedzi (co zapewne skończyłoby się nie do końca tak, jak powinno) uratowało ją przemówienie dyrektora i oczekiwana ceremonia przydziału. Lizzie wprost uwielbiała ten moment, kiedy małe Puchoniątka siadały przy ich wspólnym stole. Tyle wspomnień, tyle radości! I pomyśleć, że to już piąty raz wysłuchała piosenki Tiary... Tyle czasu... A w tym roku SUM-y...
Niemiłe myśli przegonił niezawodny jak zawsze Gruby Mnich.
- Też dobrze cię widzieć, Mnichu! - Uśmiechnęła się do ducha i zachichotała, kiedy wleciał w stół. - Nie martw się, w ten sposób robisz większe wrażenie. Każdy cię od razu zapamiętuje!
"O, tego tutaj też nie idzie przoczyć" przemknęło jej przez głowę, kiedy Dwayne wyjątkowo bezczelnie ładował się między nią a siostrę. W milczeniu patrzyła na niego z oburzeniem, dosyć naiwnie licząc, że poruszy to jego sumienie, ale nie wytrzymała i dołączyła się do siostrzanych lamentów urażonej niewinności:
- Oczywiście, że nic nie knujemy! A już na pewno nie ja - wcielenie dobroci i rozsądku.
Podskoczyła, czując dźgnięcie w żebra, ale nie zdążyła się uchylić, więc w odwecie wpakowała Dwayne'owi łokieć w okolice żołądka.
- O takich obrzydlistwach nie powinno się mówić przed jedzeniem - pouczyła kolegę. - Taki duży chłopiec chyba po...
Niestety, nie dane jej było dokończyć tej wielce edukacyjnej tyrady. Irytek ubiegł jej zapędy moralizatorskie swoim wybuchem, ogłuszającym śmiechem i... całą resztą, w którą wliczał się puchar, pięknie rykoszetujący od jej ramienia.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Gru 02, 2014 9:17 pm

Rozpoczęcie nowego roku szkolnego, jak i zakończenie przyprawiały Chantal o lekki ból głowy. Ból głowy i Chantal to bardzo złe połączenie. Zawsze przed ucztą musiała napić się eliksiru uspokajającego i mieć w pod orędziu eliksir na ból głowy. Dla pewności. Tylko dlatego potrafiła przeżyć wszystkie te uroczystości. Sama ceremonia nie była problem. Problemem byłą zbyt duża ilość ludzi skupiona w jednym miejscu. Hałas. Rozgardiasz. Ciągły rumor. Dlatego lepiej było ubezpieczyć się, przez zażycie tych specyfików.
Na ten wieczór wybrała suknię w kolorze czerni. Wszelkie wycięcia zostały ozdobione gustowną koronką. Subtelnie, ale seksownie. Jeszcze gdy miał towarzyszyć jej Diarmuid. Chantal przybyłą na ucztę i z milczeniem obserwowała ceremonię przydziału, uśmiechając się do każdego nowo przydzielonego Ślizgona. Gdy i ta część uczty minęła, panna Lacroix odszukała wzrokiem Aristos, by posłać jej lekki uśmiech pochwały za zostanie prefektem. Poczuła, jak ciemna tiara spada z jej włosów. Obejrzała się z przymrużonymi oczami. Napotkała wzrokiem na Irytka.
-I tak nie lubiłam tej tiary. -mruknęłą cicho do Diara, spokojna jak nigdy. Lecz obelgi pod jej adresem wzburzyły jej krew, która miała w sobie ślady krwi Yaxley'ów. Niezwykle burzliwe krople krwi. Zacisnęłą mocno palce na pucharze, który miała akurat w dłoni i zamknęła oczy. Jej włosy zaczęły przybierać niebezpieczny, bordowy kolor, który wróżył tylko jedno. Wybuch złości.
-Czy mi się wydawało, czy moście rezydujący dom Slytherina Krwawy Baron przeleciał przed chwilą nad stołem Puchonów? Na pewno zechce zamienić ze mną parę słów odnośnie nowych uczniów... -syknęła ostro, ale gdzieś na ustach błąkał się uśmieszek. Włosy nadal pozostawały bordowe. A żyłka na jej skroni pulsowała niebezpiecznie.
Zobacz profil autora
Albus Dumbledore
avatar
Dyrektor Hogwartu
Data przyłączenia : 02/03/2014
Liczba postów : 65
Skąd : Mould-on-the-Wold

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Gru 02, 2014 11:32 pm

Uczniowie powoli się rozprężali, a po występie chóru dało się już słyszeć głośne rozmowy. W dodatku Irytek nie przerywał swoich psot, nastręczając wielu wychowankom Hogwartu kłopotów. Albus Dumbledore nie zamierzał jednak doprowadzać go do porządku. Bo czy duchy nie były częścią Szkoły Magii i Czarodziejstwa? Nawet Irytek tworzył niepowtarzalny klimat tego zamku, mimo że nie był lubiany przez tych, którym się naprzykrzał. Dyrektor Hogwartu obserwował więc tylko poczynania duchów i uczniów, zajadając za biurkiem cytrynowe dropsy. Wreszcie, kiedy ci z nauczycieli, którzy mieli coś do powiedzenia, zakończyli swoje przemowy, wstał i poprawił swoje okulary, kierując się w stronę mównicy.
- Drodzy uczniowie, na pewno wszyscy niecierpliwie czekacie na smakołyki, które rzeczywiście, za chwilę pojawią się na Waszych stołach. Najpierw jednak omówię kilka niezwykle istotnych spraw organizacyjnych. - zaczął swoją przemowę, uśmiechając się przy tym do woźnego, który choć tego nie pokazywał, na pewno cieszył się, że nowy rok szkolny się rozpoczął. Nowi uczniowie, nowi młodociani przestępcy i mnóstwo szlabanów - to wszystko niewątpliwie sprawiało, że życie Argusa Filcha odzyskiwało sens.
- Po pierwsze, wszyscy uczniowie mają obowiązek zapoznać się z Regulaminem szkoły, jak iListą rzeczy zakazanych.Oprawione dokumenty można znaleźć przed wejściem do Wielkiej Sali. - oznajmił rzeczowo, dość poważnym jak na niego tonem. On sam najchętniej przeszedłby już do wesołej uczty, jednak jako dyrektor musiał wypełnić jeszcze parę formalnych obowiązków.
- Po drugie, nasz szanowny Argus Filch zaprasza uczniów na zajęcia Wychowania do Życia w Społeczeństwie Czarodziejów. Argusie, zechcesz przedstawić naszym kochanym dzieciakom plan zajęć? - kontynuował, wskazując na szkolnego woźnego, któremu udzielił głosu, jeżeli ten tylko miał ochotę zaprosić wychowanków Hogwartu na zajęcia osobiście. Sam Albus nie zaprzeczał, że posłuchałby, co ma do powiedzenia "postrach" wielu uczniów. Po ewentualnym wystąpieniu Filcha, Dumbledore przeszedł do kolejnych spraw organizacyjnych.
- Oprócz wspomnianych zajęć nadal funkcjonowały będą koła zainteresowań, a dokładniej mówiąc: chór szkolny, koło szachistów, jak i koło teatralne. By nie przedłużać, lista wszystkich dodatkowych zajęć również wywieszona jest przed wejściem do Wielkiej Sali. Ponadto zapraszamy śmiałków na spotkania rekrutacyjne drużyn quidditcha. Spotkania zostaną ogłoszone przez kapitanów. W Slytherinie przez Evana Rosiera, w Gryffindorze przez Jamesa Pottera, w Hufflepuffie przez Henry'ego Lancastera, zaś w Ravenclawie przez Lucasa Shawa. - tym razem naprawdę się rozgadał, dlatego przerwał na chwilę swoją przemowę. Korciło go, by sięgnąć po kolejnego cytrusowego dropsa, jednak powstrzymał się, stwierdzając, że na przyjemności przyjdzie jeszcze czas. W Wielkiej Sali robiło się coraz to gwarniej; najwyraźniej uczniowie dyskutowali już o tym, komu uda się dostąpić zaszczytu reprezentowania swojego domu w drużynie quiddicha.
- Ponadto pragnę oznajmić, że w 24 października obchodzić będziemy Święto Założycieli ku czci pamięci tych, od których nazwisk nazwane zostały Wasze domy. Podczas obchodów tego święta wszyscy uczniowie będą mieli możliwość wzięcia udziału w konkursie talentów, a także poznają najstarsze tradycje naszej szkoły. - ogłosił ostatnie z ważnych wydarzeń, a przynajmniej miał nadzieję, że o niczym innym nie zapomniał. Musiał przyznać, że formalnych informacji zebrało się naprawdę dużo, a on sam powoli robił się już głodny i nie mógł myśleć o niczym innym, jak o wspaniałej uczcie.
- Uwaga, uczniowie! Rozpoczynamy ucztę! Wsuwajcie!- powiedział wreszcie nieco głośnie to, na co czekał od samego początku, po czym machnął różdżką, a na stołach pojawiły się potrawy, o których mugole mogliby jedynie marzyć. Przeróżne mięsa kusiły zapachem, a kolorowe i nad wyraz smaczne słodycze uśmiechały się do uczniów. Czy to nie dla takich chwil warto było wracać do Szkoły Magii i Czarodziejstwa? Sam dyrektor zasiadł do jedzenia, zarzucając swoją długą brodę na plecy.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Gru 03, 2014 12:25 am

Rozmowa w przedziale IX trwała prawie całą podróż. Było co komentować. Od świeżo odkrytego związku Chiary z Evanem, przez starcie tego drugiego z Aristos, niegdyś tak mu bliską przyjaciółkę, po sowę, którą dostał Franz. Tego ostatniego Jasmine nie zdążyła poruszyć w pociągu, a nawet nie chciała, biorąc pod uwagę widownię. Zagryzła więc wargi i zmilczała sprawę, obdarowując chłopaka pocałunkiem w policzek i cichym "gratuluje" szepniętym do ucha. Przy wysiadaniu zrobił się mały rozgardiasz, jak to zwykle zapoczątkowany przez zagubionych pierwszorocznych. Jasmine wywróciła jedynie oczami, komentując coś pod nosem. Ujęła dłoń swego chłopaka i razem wybrali się do powozów, a nastepnie po krótkiej przejażdżce przekroczyli próg Wielkiej Sali, uważając na rozhulanego Irytka. Dziewczyna poprawiła skraj szaty w barwach Slytherinu i słuchała dyrektora tyle o ile. Nie to teraz było dla niej ważne. PRzyglądała się, kto nowy zaszczycił barwy Slyterinu. Dojrzała parę interesujących person. Dyrektor rozwodził się dość chwilę na tematy organizacyjne. Dopiero wieść o święcie założycieli nieco ożywił Jasmine. Dlatego, że o czymś to jej przypomniało.
-A propos.... talentów. -Jasmine spojrzała spod powiek na Franza. -Kiedy zamierzałeś powiedzieć mi o tym managerze? Nie miałam pojęcia, że coś planujesz w związku, ze swoją karierą muzyczną. Sądziłam, że jestem warta takich informacji. -mruknęła, przysuwając sobie tacę z kawałkami pieczeni i sałatkę. Wbiła widelec w mięso i poczułą ponurą satysfakcję, ze może jakoś odreagować swoje emocje. -Mam się ustawić w kolejce po autograf, za tą rzeszą fanek, które będą mdlały na Twój widok i zrobią wszystko za to, byś je zmacał? -zapytała ironicznie.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 469
Skąd : Berlin

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Gru 03, 2014 1:03 am

Rzeczywiście podróż w pociągu była całkiem przyjemna, biorąc pod uwagę towarzystwo z przedziału, i nawet spięcie Evana z Aristos nie mogło zepsuć tej atmosfery. Czwórka przyjaciół rozmawiała właściwie aż do przystanku przed samą Szkołą Magii i Czarodziejstwa, co tym bardziej odpowiadało Franzowi z racji tego, że pogawędki uwolniły go od niepokojących myśli na temat ostatniego spotkania z Drake'iem, jak i samej persony Voldemorta. Lekcja oklumencji może i nie dawała na razie Kruegerowi żadnych podstaw do tego, by obronić się przed ingerencją w jego wspomnienia, jednak pozwoliła mu na opanowanie innych umiejętności. Wydawało się bowiem, że Ślizgon znacznie lepiej maskuje swoje emocje, zdecydowanie bardziej przekonująco odgrywa swoją rolę zwykłego chłopaczka ze Slytherinu o dość atrakcyjnej aparycji, zainteresowanego wyłącznie swoimi sprawami. Póki co natomiast niemiecki czarodziej wolał trzymać się gdzieś poza okręgiem wtajemniczonych osób, z dala od istotnych wydarzeń. Potrzebował w końcu czasu, by podjąć ostateczną decyzję. Nadal nie był przecież przekonany do tych słów, które rzucił przed obliczem ojca panny Vane. Całe życie wychowywał się w domu potężnego Kruegera, śmierciożercy z wyboru i tak nagle miał rzucić wszystko w kąt i zmienić stronę, po której będzie walczył, gdy nadejdzie odpowiednia pora? Ta sytuacja mogła wydawać się prosta komuś, kto obserwowałby ją z boku, jednak dla siedemnastoletniego, ledwie dorosłego syna Heinricha stanowiło źródło wszelkich wątpliwości.
Niedostępne i nieco posępne oblicze Franza wyłoniło się z pociągu jako jedno z pierwszych, co i tak nie miało większe znaczenia, skoro banda dzieciaków przepychała się między uczniami i po chwili stanęła już na samym przedzie. Hagrid miał niemały problem z ogarnięciem ciekawskich bachorów, ale wreszcie ustawił ich w rzędach przy jeziorze, by ostatecznie zaprosić ich do niewielkich łodzi. Krueger spojrzał nawet w tym kierunku, przypominając sobie pierwszy rok w Hogwarcie. Razem z Rosierem wiosłowali wtedy, podziwiając widoki rozpościerające się wokół nowej szkoły, a żaden z nich nie myślał pewnie jeszcze, że kiedyś miną czasy beztroski. Obaj cieszyli się z możliwości pobierania nauk w Szkole Magii i Czarodziejstwa, pewnie sami byli ciekawscy i zachowywali się podobnie do obecnych pierwszaków, choć niewątpliwie byli nieco spokojniejsi. A może jedynie Kruegerowi teraz tak się wydawało...
Przed wyjściem z pociągu, Niemiec wyciągnął oczywiście wszystkie kufry swoje i Jasmine na zewnątrz, by następnie przenieść je prostym zaklęciem na "pokład" jednego z powozów. Ze zdziwieniem stwierdził, że te ciągnięte są przez czarne, wychudzone konie, których kości można było z łatwością policzyć, jako że prześwitywały one przez cieniutką skórę. Testrale. Ślizgon zobaczył je po raz pierwszy na polanie, niedaleko hogwarckich błoni, niedługo po tym, kiedy przyczynił się do morderstwa swojej dawnej ukochanej. Teraz zaczynał rozumieć, jakim cudem uczniowie dostawali się do szkoły czarnymi jak smoła powozami i w jakimś stopniu ten obraz przejawiał się w oczach Franza jako nad wyraz przykry. Mroczne konie, które widzą tylko ci, którzy poczuli na swojej skórze chłodny powiew śmierci. Wspaniały środek transportu dla nic nieświadomych, przynajmniej w większości, wychowanków. Krueger nie zdradzał jednak tego, że należy do tej grupy wybrańców, na którą nerwowo prychały zaprzęgnięte testrale. Zamiast tego podał dłoń swojej lubej, wciągając ją na drewnianą ławkę w powozie, który po chwili ruszył w stronę zamku.
Wielka Sala, przemowa Dumbledore'a, uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego... to wszystko co roku wyglądało niemal tak samo. Identyczna sceneria, Irytek wkurzający uczniów - jak zawsze. Niemiecki czarodziej nie przykładał więc większej wagi do uroczystości. Zasiadł przy stole obok panny Vane, opierając się łokciami o blat. Odwrócił wzrok jedynie podczas występu chóru, przyznając, że parę głosów naprawdę zasługiwało na uwagę, a także bił brawo tym, którzy podczas ceremonii przydziału, zostali przez tiarę oddelegowani do domu Salazara. Wreszcie jednak nadszedł ten moment, w którym na stołach pojawiły się przeróżne rarytasy. Chłopak, niewiele myśląc, zdjął z siebie przeszkadzającą mu tylko szatę, która nijak nie pasowała do jego wizerunku, po czym nałożył na talerz dwa rodzaje mięs i dużą łyżkę ziemniaków. Najwyraźniej jednak nie dane było mu spokojnie skoncentrować się na napełnieniu wołającego o troskę żołądka, bowiem do jego uszu dotarły słowa Jasmine. Franz znał już ten ton i nie skłamałby, mówiąc, że nie zwiastuje on niczego dobrego.
- Nie chciałem zapeszyć. Zresztą chyba jeszcze nie do końca przywykłem do dzielenia się z drugą osobą każdą informacją ze swojego życia. - rzucił spokojnie, choć treść jego wypowiedzi mogłaby wskazywać na to, że zachowanie ukochanej nie do końca mu odpowiada. Nic z tych rzeczy. Zaś dziewczyna zdążyła go już chyba poznać na tyle, by wiedzieć, że jej druga połowa nie dąży do zaognienia konfliktu. Krueger przez całe swoje życie był praktycznie sam, nie licząc Rosiera, który jednak zajęty był swoimi sprawami. Rodziców Ślizgon do tego jakże skromnego grona bliskich nie zaliczał, skoro ojca nienawidził całym swoim sercem, a matki wolał unikać z zasady. Zawsze uważał, że jest taka sam jak Heinrich, przesiąknięta tymi samymi, przeklętymi ideałami, do samego cna. Nawet, jeżeli zwykle niewiele mówiła i nie wtrącała się w metody wychowania swojego męża. Nic dziwnego, że ognisko domowe kojarzyło się chłopakowi z muzyką, z fortepianem stojącym w salonie, którego nikt prócz niego nie użytkował. Do instrumentu natomiast Franz nie miał zwyczaju gadać, co najwidoczniej odcisnęło wyraźne piętno na jego zdolności komunikacji z innymi osobnikami ludzkiego gatunku.
Siedemnastolatek ukroił kęsa kurczaka, lecz smakowanie znakomitej potrawy znów przerwała mu wypowiedź panny Vane. Tym razem nie skrywała ona już wyrzutów pod adresem partnera czarnowłosej Ślizgonki. Niemiec zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczę niekiedy odczuwa nieodpartą potrzebę wyładowania na nim swoich emocji, ale nie sądził, że obierze akurat tak niekomfortowy moment na swoje rytuały. Słowa Jasmine jednak nie podziałały na niego tak, jak zamierzała tego najprawdopodobniej ich autorka. Chłopak bowiem ledwie przełknął kolejny kawałek mięsa, kiedy nagle wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
- Zazdrosna? Nie wiem jeszcze nawet czy się uda. Ale możesz być spokojna... jesteś jedyną, na której mi zależy. - odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach. Przy tej dziewczynie uśmiechał się wyjątkowo często, co powinno chyba cieszyć. Wprawiała go w pozytywny nastrój nawet wtedy, kiedy stawiała mu bezpodstawne zarzuty. Inna sprawa, że on zwykle niewiele się nimi przejmował, dopóki panna Vane naprawdę nie zionęła ogniem. Zdążył bowiem poznać już jej temperament i wiedział, że doprowadzenie jej na skraj wytrzymałości nie wróży szczęśliwego zakończenia. Na razie wydawało mu się jednak, że takie konsekwencje są poza zasięgiem i że może się z nią jeszcze jakiś czas podroczyć.

_________________

This is all I ever wanted for You, Jas. For both of us.
Zobacz profil autora
Irytek
avatar
Poltergeist
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 94
Skąd : Każdy zakątek Hogwartu

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Gru 04, 2014 11:36 am

Tańcował ile wlezie, w ogóle nie przejmując się krzykami uczniaków. Tak za nimi tęsknił! Musiał im to dobitnie pokazać! Mogliby przecież o tym zapomnieć, prawda? A do tego dopuścić nie wolno, trzeba odświeżyć pamięć uczniom. Zachęcony chichotami najstarszych uczniaków dalej wyginał tyłkiem na prawo i lewo.
- Smoczyyycą jesteeeem i mam czerwooone włosy i nos jak Rudolf! - zakręcił bioderkami i opluł się sam przy imponującym "Puuuuf".
Nie wyglądał na przejętego miną i kolorem włosów nauczycielki. Czy kiedykolwiek Irytek się czymś przejął?
Podleciał do niej z szeroko otwartymi ślepiami, szczerząc się jak wariat. Tak bardzo za wszystkimi tęsknił!
- Złosc pieknosci skodzi pani plofesol! To dlatego pani plofesol ma zmarscki jak gumochłon! - bełkotał niczym dzieciak. Roześmiał się Lacroix prosto w twarz, a potem odskoczył jak oparzony jak tylko powiedziała coś o Baronie. Samo imię go paraliżowało, a co dopiero mówić o obecności!
- CO?! NIE MA GO TU, KŁAMIESZ! - nerwowo obrócił się wokół własnej osi szukając głowy największej zmory w życiu biednego, słodkiego Irysia nierozumianego przez świat. Tiara zleciała mu z głowy wprost w tłum świeżo upieczonych Gryfoniątek. Duszek bardzo zmartwił się, że ktoś mógłby popsuć mu powitanie uczniów w nowym roku szkolnym. Od tylu lat fatygował się, poświęcał swój cenny czas po to, aby ugościć prawidłowo wszystkich nowicjuszy.
- KŁAMIESZ, SMOCZYCO! - wydarł się na całe gardło upewniając się, że oprócz Grubego Mnicha i kawałków kończyn innych duchów Krwawego Barona nie ma.
- Gdzie zgubiłaś Smoczątka? Pokaż mii, pokaż miii! - ślepia jak spodki błyszczały czystą złośliwością. Sięgnął po zrzuconą Tiarę i podleciał nad głowę Chantal i Diarmunda. Rozpoczął tuż nad ich głowami dziki taniec plemienny Hogwarts 1978- 1979. Spodobali mu się. Iryś akompaniował sobie to dźwiękami własnymi pokroju typu: truturtutu, budurudubud, kakakkkooko, jabadbabaduu, duu, buu, bu dubu w wysokim C. Wyginał się zaś w ten oto sposób:
1 2 3
Najbardziej upodobał sobie taniec numer trzy, czego nie zapomniał pięciokrotnie powtórzyć podczas ruszania zadkiem w tak pociągający sposób.
Powinien uczyć najmłodszych i wdrażać ich w ten zmysłowy taniec i wygibasy. Irytkowi bardzo się spodobało, że Lacroix siedziała obok Diarmunda. Musi wymyślić o nich jakiś sprośny wiersz albo piosenkę, aby w ten sposób uprzykrzać im życie przez najbliższe dziesięć miesięcy.
Zobacz profil autora
Albus Dumbledore
avatar
Dyrektor Hogwartu
Data przyłączenia : 02/03/2014
Liczba postów : 65
Skąd : Mould-on-the-Wold

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Gru 04, 2014 11:10 pm

Uczta trwała w najlepsze, uczniowie już dawno zagłębili się w rozmowach na temat przyszłych zajęć, planów na weekend... czas słodko mijał, ich brzuchy wypełniły się najpierw pachnącymi potrawami, a następnie słodkie desery łechtały podniebienie. Ciężkie stały się powieki, a nogi były jak z waty. Dumbledore spoglądał na uczniów, duchy, nawet na nauczycieli, których czekał ciężki poranek. Złożył dłonie w charakterystyczną piramidkę. Zamyślił się chwilę, wrzucił do ust ostatniego cytrynowego dropsa i wstał. Uderzył parę razy nożem o kielich.
-No już. Zmykajcie do łóżek! Oficjalnie ogłaszam rok szkolny za rozpoczęty. Przynoście nam dużo dobrych ocen i śmiechu, w końcu śmiech to dla duszy to samo, czym tlen jest dla płuc. -mrugnął na zakończenie. Odczekał, aż ostatni uczeń opuści Wielką Salę, skinął na pożegnanie nauczycielom i duchom, a sam udał się na spoczynek do gabinetu.

Z tematu dla wszystkich.
Zobacz profil autora
Dante Shepard
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 13/01/2015
Liczba postów : 188
Skąd : Dolina Godryka, jedna z większych posiadłości w okolicy

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 1:32 pm

Wszystkie drogi prowadzą do Wielkiej Sali, przynajmniej jeśli jest się pieruńsko głodnym, a zaspało się na śniadanie. Shepard spoglądał na magiczny zegarek z mnóstwem wskazówek na prawym nadgarstku. Jeszcze tylko chwilka, a wreszcie skończy się ta durna lekcja. Czekał na dzwonek. Przygotował się. Ułożył wszystkie przedmioty w jednej linii, aby było łatwiej wrzucić je do torby. Patrzył na nauczycielkę jak na kata, który niedługo go zabije.
Rozległ się wreszcie upragniony dzwonek, który był cudowną melodią dla uszu Dantego. Tak jak sobie zaplanował, otworzył torbę i wrzucił do niej wszystkie szpargały. Podniósł się z krzesła, zarzucił torbę na ramię i wybiegł z klasy tak szybko, że nawet nie usłyszał, jakie ma wykonać zadanie domowe. To nie było ważne. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie jedzenie. Kochane jedzenie. Tylko dla jedzenia żył, to był jego cel życia (a może tycia?).
Wpadł na jakąś grupę pierwszoroczniaków, którzy przystanęli na drugim piętrze. Shepard ich pogonił od razu. Żałował, że nie miał już odznaki prefekta, aby nią błysnąć. Wtedy dzieciaki od razu ustępowały mu drogę, teraz musiał się drzeć, aby to zrobiły. Trudno! Czasy się zmieniają!
Wpadł jak burza do Wielkiej Sali. Nie licząc nielicznej grupki Puchonów, którzy zdążyli szybciej dotrzeć do szkolnej jadalni, nie było nikogo. Przynajmniej dla Dantego nikt się nie liczył. Liczyła się tylko strawa. Nawet już zaczął myśleć o jedzeniu w staromodny sposób. To znaczyło, że jeszcze chwila, a zacznie zjadać swój własny żołądek.
Usiadł przy stole Kruków, zrzucił torbę z ramienia. Powiódł wzrokiem po stole, poczuł zapach przepysznych potraw. Poczuł ślinę w ustach, zaburczało mu w brzuchu. Tyle pyszności znajdowało się na stole, że nie wiedział na co miał ochotę. Rzucił się więc na pierwszą lepszą rzecz z brzegu – na zupę dyniową. Nalał sobie jej szczodrze do talerza i zaczął jeść niczym jaskiniowiec. Rozlewał dookoła.
Tak głodny to jeszcze nigdy nie był, ale wstyd.
Zobacz profil autora
Mistrzynie Ohydki
Data przyłączenia : 26/11/2014
Liczba postów : 103
Skąd : Przyczepa za miastem

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 2:29 pm

Amanda Landon była drobną, brązowowłosą Krukonką o błękitnym, przenikliwym spojrzeniu. Trudno było za nią nie przepadać, jako że dziewczyna uśmiechała się do każdego wokoło, nie szufladkowała ludzi, nie zwracała również uwagi na przynależność do domu. Ponadto uczyła się naprawdę dobrze i nie miała problemów z tym, by pomóc innym w potrzebie. Tym razem jednak to jej samej podwinęła się noga. Profesor Sprout zadała jej karną pracę domową pod postacią eseju o właściwościach leczniczych rumianku pospolitego, o której przypomniało jej się dopiero dzisiaj, kiedy za dwie godziny mijał termin oddania pracy. Co gorsza, rumianek nie był zbyt popularną rośliną wśród społeczności czarodziejów, a jedyny podręcznik, w którym można było znaleźć o nim informacje został wypożyczony przez siedzącą przy drugim stole Gryfonkę - Marybeth Catwright.
Panna Landon powoli traciła nadzieję na powodzenie, a zdecydowanie wolała uniknąć szlabanu. Westchnęła cicho pod nosem, starając się napisać cokolwiek z pamięci, kiedy nagle dostrzegła siadającego przy stole Sheparda. Znała go z tego względu, że należał do tego samego domu i był w tej samej klasie. Wydawał się zawsze przyjazny i pomocny, tak samo jak ona. Dziewczyna zaśmiała się cicho, widząc jak Dante pochłania zupę dyniową, rozlewając ją wszędzie dokoła siebie. Cóż, może była to jej ostatnia deska ratunku? Nie miała przecież niczego do stracenia. Wstała więc od stołu i podeszła do chłopaka, unosząc delikatnie kąciki ust.
- Hej, Dante. Pomógłbyś mi? Na pewno jakoś się odwdzięczę! - zapytała, zapewniając kolegę, że ten również może liczyć zawsze na jej wsparcie. Czuła się co prawda winna, że przerywa mu posiłek, ale czas upływał nieubłaganie, więc liczyła się dla niej każda minuta.
- Muszę napisać w dwie godziny karny esej dla profesor Sprout, a Marybeth wypożyczyła ze szkolnej biblioteki jedyny egzemplarz podręcznika, w którym można znaleźć o nim informacje. - przyznała po chwili, wskazując Shepardowi nieco pulchniejszą, co nie znaczy, że brzydką, uczennicę siedzącą przy stole Gryfonów.
- Próbowałam jej wytłumaczyć, że bardzo potrzebuję tej książki, ale ciężko się z nią dogadać. Mógłbyś dla mnie spróbować? Może Tobie się uda. - zaproponowała, mając nadzieję, że Dante nie pozostawi jej na pastwę losu. Tym bardziej, że niewykonanie przez nią karnej pracy domowej wiązałoby się nie tylko z przykrymi konsekwencjami w stosunku do niej, takimi jak szlaban, ale także z ujemnymi punktami dla Ravenclawu.

_________________
Zobacz profil autora
Dante Shepard
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 13/01/2015
Liczba postów : 188
Skąd : Dolina Godryka, jedna z większych posiadłości w okolicy

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 2:53 pm

Dante wiedział, że już nigdy nie dopuści sytuacji, w której będzie zmuszony pobiec od razu na zajęcia bez zjedzenia śniadania. Pierwszy posiłek z rana był najważniejszy, ponieważ bez niego rozlewało się zupę dyniową dookoła i jadło się ją niczym jaskiniowiec. Nic w tym dziwnego, że kiedy usłyszał głosik obok siebie, podskoczył na ławce, łyżka wyleciała mu ręki, upadła na posadzkę z głuchym dźwiękiem. Chłopak od razu wytarł swoje usta w rękaw szaty. Zaraz jednak zrozumiał, że zrobił coś źle, ponieważ zobaczył ślad zupy na swoim ubraniu. Przeraził się nieco. Naprawi to, tylko będzie musiał dostatecznie się skupić.
- Przepraszam Cię, po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że ktoś… coś… - Rozejrzał się po Wielkiej Sali. Pojawiało się w niej więcej osób. Jak mógł tego nie zauważyć? Zwyczajnie, był za bardzo skupiony na pochłanianiu posiłku. Wysłuchał uważnie prośby Krukonki. Podrapał się po policzku.
- Myślisz, że uda mi się z nią… pogadać? – No dobrze, kiedyś był znany z tego, że rozśmieszał każdą napotkaną dziewczynę i dobrze mu się z nimi rozmawiało. Nastały jednak czasy Książąt Slytherinu, Henryka, Artiego i Merlin wie kogo jeszcze. Zgiął się w pół, aby podnieść łyżkę, którą opuścił chwilkę temu. Wyczyścił ją w chusteczkę. Zjadł jeszcze trochę zupy, spoglądając na Gryfonkę. Trudno było powiedzieć, aby znał Marybeth. Pewnie nigdy z nią nie rozmawiał, ale to nie było aż takie ważne. Warto mieć na uwadze, że nie przeszkadzał mu jej wygląd. Każdy był inny. Sam po chorobie uchodził za stanowczo za chudego, a ręce miał za długie w stosunku do reszty ciała. Nikt nie był idealny. Dziewczynie należało dać szansę.
- No dobra. – Wzruszył ramionami. Nikt nie potrafił oprzeć się urokowi Amandy, nawet Dante. Zresztą, za dobry uczynek jeszcze nikt nikomu łba nie urwał. Był najedzony na tyle, aby to zrobić. Uśmiechnął się do Krukonki. – Jeśli mi się nie uda, spróbujemy jakoś inaczej. Koniecznie musisz oddać to zadanie domowe. – Dojadł zupę do końca. Znów wyglądał jakby chciał wystartować w konkursie na najszybsze pochłanianie. Otarł usta (tym razem już w chusteczkę). Poklepał Amandę przyjaźnie po plecach. Podniósł się z ławki i przeszedł do stołu Gryfonów. Jakby nigdy nic usiadł tuż obok Marybeth.
- Cześć! – Niech tylko sobie przypomni jak się obwijało dziewczynę wokół palca… Jak dawno takich rzeczy nie robił! Ale czego nie robiło się dla przyjaciół?
Zobacz profil autora
Mistrzynie Ohydki
Data przyłączenia : 26/11/2014
Liczba postów : 103
Skąd : Przyczepa za miastem

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 3:19 pm

Amanda zerkała niecierpliwie na Dantego, choć nie sądziła, że jej próba zagadania do niego sprawi, że łyżka wyląduje na podłodze, a chłopak ochlapie sobie zupą dyniową ubranie. Na twarzy dziewczyny nagle pojawiły się rumieńce. Nie czuła się komfortowo z tym, że przez nią Shepard będzie musiał sprać gęstą plamę na swojej bluzce.
- Przepraszam, nie chciałam Ci przeszkodzić, ale ten czas... tak szybko płynie. - mruknęła cicho, jakby niepewnie, lecz szybko zorientowała się, że Krukon nie ma jej za złe jej zachowania, toteż uśmiechnęła się znowu. A z rumieńcami na policzkach wyglądała nawet jeszcze bardziej uroczo.
- Wydaje mi się, że może się udać. Przecież masz dar przekonywania do siebie wszystkich wokoło! - rzuciła do niego żartobliwie, zdając sobie sprawę z tego, że do tej pory nie zauważyła nawet jego roztargnienia. Trudno było jej powiedzieć, czy był taki zawsze, czy to jego powrót do Hogwartu przyniósł po prostu wiele zmian.
- Dziękuję! Wiedziałam, że na pewno pomożesz! - niemal krzyknęła zaraz, co świadczyło o tym, że jest niezmiernie wdzięczna chłopakowi za jego wsparcie. Nie wszyscy przecież tacy byli. Wiele osób pewnie zbyłoby ją, twierdząc, że sami mają dużo pracy na głowie. Panna Landon odprowadziła jeszcze Dantego wzrokiem, kiedy zobaczyła, że siada przy stole, tuż obok uczennicy z Gryffindoru.

Marybeth chyba jednak niespecjalnie uszczęśliwiona była obecnością jakiegoś Krukona. Przynajmniej tak mogło wydawać się Shepardowi na początku. Dziewczyna zbadała go bowiem swym piorunującym spojrzeniem od stóp do głów, nie odpowiadając nawet na przywitanie.
- Co? Ty pewnie też chcesz ode mnie wyprosić tę książkę? Co wyście się tak na nią wszyscy nagle rzucili... - wycedziła przez zęby, kręcąc ze zrezygnowaniem głową. Mimo tego, nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. Jakby jakaś tajemnicza myśl całkiem zmieniła jej nastawienie do początkowo nieodpowiadającej jej sytuacji.
- Wiesz co. Może dam Wam tę książkę... jeśli załatwisz mi 10 ml ropy z czyrakobulwy, której potrzebuję na eliksiry z profesor Lacroix. - zaproponowała po namyśle Dantemu. Pozostało tylko pomyśleć: czy można jej było zaufać? I jeśli tak, to skąd wziąć ropę z czyrakobulwy? Cóż, na szczęście Krukon był całkiem niezły z zielarstwa, więc na pewno miał świadomość tego, że czyrakobulwy hodowane są w szkolnych cieplarniach.

_________________
Zobacz profil autora
Dante Shepard
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 13/01/2015
Liczba postów : 188
Skąd : Dolina Godryka, jedna z większych posiadłości w okolicy

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 3:34 pm

W tym roku szkolnym Shepard postanowił coś ze sobą zrobić i coś zmienić w życiu. Skoro dostał nową szansę, dlaczego miał jej nie wykorzystać? Dziewczyny nie zamierzał zbywać, bo była zbyt urocza, aby to zrobić. Jednak Dante miał serce i nie potrafił przejść obojętnie obok dziewczyn (w szczególności dziewczyn) w potrzebie.
Krukon nie spodziewał się takiej reakcji ze strony dziewczyny. Miał nadzieję, że uda mu się z nią spokojnie porozmawiać, być może wykorzysta swoje „flirciarskie” umiejętności. Niestety, nic z tego! Dzisiaj, panie Shepard, nie udała się ta trudna sztuka. Być może to zupa dyniowa, która zalegała na rękawie szaty, sprawiła, że dziewczyna nie była zainteresowana pogaduszkami z Dantem.
Rozpracowała go w kilka sekund. Wystarczyło, aby na niego spojrzała od stóp do głów i już wiedziała, dlaczego tutaj przyszedł. Dante poczuł się jak na celowniku. Podgryzł wewnętrzną stronę policzka, kiedy Mirabeth się na niego złościła. W pewnym sensie było to nawet… urocze. Kiedy stroiła miny, bardzo przypominała mu kochaną Yenny.
- Spokojnie, spokojnie – powiedział łagodnym głosem, aby Gryfonka tak bardzo się nie unosiła. – Nie chciałem Cię urazić, nic z tych rzeczy. – Ulżyło mu, kiedy twarz dziewczęcia nagle się wypogodziła. Pewnie nie wróżyło to nic dobrego, ale Dante zamienił się w słuch. Może chciała, aby poszedł z nią na randkę? A może chciała eliksir miłosny? Albo…
Pokiwał głową ze zrozumieniem, kiedy usłyszał zamówienie. Dobrze, że nie był aż tak całkiem zły z zielarstwa, aby nie potrafić tego zdobyć. Nie myślał o konsekwencjach włamania się do cieplarni. Chyba nadal myślał w kategoriach „jestem prefektem i mogę chodzić wszędzie, gdzie mi się podoba”. Zapomniał o tym małym fakcie, że już kto inny nosi odznakę i na pewno było mu bardziej z nią do twarzy.
- Zdobędę dla Ciebie ropę z czyrakobulwy. Gdzie będę mógł Cię szukać za pół godziny? – Wstał z ławki. Na „gesty” pokazał Krukonce Amandzie zabrała jego torbę. Misja, którą miał wykonać, wymagała większego zaangażowania z jego strony. Oby tylko zdążyli na czas!
Zobacz profil autora
Mistrzynie Ohydki
Data przyłączenia : 26/11/2014
Liczba postów : 103
Skąd : Przyczepa za miastem

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 4:00 pm

Niestety, nie każda dziewczyna ulegała urokowi Dantego, mimo że nie dało mu się odmówić zarówno urody, jak i niezwykle przyjaznego charakteru. Kto wie, być może rzeczywiście szkopuł tkwił w poplamionej szacie. Może Gryfonka należała akurat do typu czyściocha? Albo miała chłopaka i stwierdziła, że flirtowanie z Shepardem byłoby nie na miejscu? Cóż, nie było to takie istotne. Ważne, że dziewczyna w końcu uległa i postanowiła przekazać Krukonowi książkę za małą przysługę.
- Przepraszam, ja też niepotrzebnie zareagowałam nerwowo, ale sam widzisz... Nauczyciele rzucili się z pracami domowymi jak szaleni. Powoli zapominam, co mam kiedy przygotować. Składniki na eliksiry dla profesor Lacroix, praca z numerologii... - zaczęła swój wywód, wzdychając ciężko nad przeklętym losem ucznia Hogwartu. Najwyraźniej Dante miał szczęście, skoro on póki co nie myślał o lekcjach, a tylko o napełnieniu brzucha i pomocy pięknej dziewczynie ze swojego domu. Ale chłopak musiał uważać, bo i na niego w końcu przyjdzie czas! Szczególnie, że słynna Smoczyca ponoć nie była ostatnio w humorze i to nie tylko Gryfonom oberwało się na poprzedniej lekcji eliksirów.
- Będę tutaj. I tak muszę rozwiązać tę głupią zagadkę z numerologii. Dzięki! - rzuciła na pożegnanie, a Dante mógł skierować swoje kroki w stronę cieplarni. Jeżeli jednak próbował się do niej włamać... musiał wcześniej zorientować się czy aby na pewno profesor Sprout lub któryś z prefektów nie kręcą się w pobliżu!

Dante, kierunek ------>  Cieplarnia nr 1
Zobacz profil autora
Dante Shepard
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 13/01/2015
Liczba postów : 188
Skąd : Dolina Godryka, jedna z większych posiadłości w okolicy

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 6:36 pm

Dante lubił zielarstwo, ponieważ było powiązane z eliksirami. Dobrze, że uważał na zajęciach, ponieważ mógł spełnić prośbę nauczycielki. Dzięki temu zdobył potrzebną fiolkę z ropą z czyrakobulwy. Podziękował profesor za pomoc raz jeszcze i obiecał, że powróci do niej za tydzień. Potrzebował jedynie przypomnienia. Co się temu chłopakowi stało, że nagle stał się taki pomocny? Czyżby chciał odzyskać swój dawny wizerunek Krukona do zadań specjalnych, którego można było poprosić o wszystko?
Cicho miał nadzieję, że jego dobre uczynki zostaną zauważone i pewne osoby szepnął pannie Cordiel kilka słów o nim. W obecnym czasie bardzo mu się by to przydało, szczególnie, kiedy mała blondyneczka bardzo wahała się w stosunku do jego osoby.
Kiedy otrzymał fiolkę, pożegnał się z panią Sprout i opuścił cieplarnię. Tym razem zamknął drzwi bardzo ostrożnie. Nie popełnił już tego samego błędu co wcześniej. Od razu puścił się biegiem, bo coś czuł, że nie miał zbyt wiele czasu. Powiedział, że wróci za pół godziny, prawda?
Na nikogo nie wpadł podczas swojego szaleńczego biegu do Wielkiej Sali. To już drugi raz. Powinien naprawdę poważnie zastanowić się nad trenowaniem biegania, jego kondycja nieco zaczęła podupadać. Zipiąc niczym stara lokomotywa udał się w stronę stołu Gryfonów. Miał nadzieję, że zastanie tam jeszcze dziewczynę Marybeth. W końcu skarżyła się Krukonowi o pracach domowych, które miała do wykonania. Shepard dowiedział się przy okazji o swoich własnych zaległościach. Na razie to zeszło na dalszy plan.
- Marybeth! – Opadł na ławeczkę Czerwonych wyraźnie zmęczony. W dłoni ściskał zdobyczą fiolkę z ropą z czyrakobulwy. Czy to był już koniec jego misji czy może dziewczyna zażyczy sobie coś jeszcze? W duchu miał nadzieję, że już o nic nie poprosi, ponieważ to niewiarygodnie skróci czas Amandy na napisanie wypracowanie. – Mam to, o co prosiłaś. Mam nadzieję, że wystarczy i Smoczyca będzie zadowolona - wyspał. Wzrokiem poszukał psutego kubka oraz dzbanka z sokiem dyniowym. Zaraz się napił.
To takie śmieszne, kiedy Shepard przejmował się innymi, a nie sobą.
Zobacz profil autora
Mistrzynie Ohydki
Data przyłączenia : 26/11/2014
Liczba postów : 103
Skąd : Przyczepa za miastem

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 24, 2015 7:38 pm

Dante zdecydowanie pracował na swój wizerunek pomocnego rycerzyka i nie musiał mieć żadnych wątpliwości co do tego, że Amanda szepnie słówko pannie Cordiel. Przecież taki chłopak to skarb i nie można było go zmarnować. Pewnie sama panna Landon, gdyby poznała go bliżej, byłaby zauroczona Krukonem. Ale teraz... nawet, gdyby coś zaiskrzyło, usunęłaby się w cień, by nie konkurować z Jenny. Lubiła ją, choć nie miała okazji zbyt dobrze jej poznać. A podrywanie Dantego byłoby wobec niej nie w porządku, nawet jeśli jej partner na jakiś czas zniknął ze szkoły.
Krukon, kiedy tylko otrzymał fiolkę, nie marnował czasu i pędem rzucił się w kierunku Wielkiej Sali. Oczywiście starał się przy tym nie rozbić szklanych drzwi, żeby ponownie nie narazić się profesor Sprout. Najwyraźniej wystarczyło mu na dzisiaj wrażeń, ale w sumie wszystko wyszło mu na dobre. Mógł przy okazji poćwiczyć przesadzanie mandragor, skoro nie robił tego od początkowych klas w Hogwarcie.
Kiedy Dante podbiegł do stołu, przy którym siedziała Marybeth, zapewne przekonany był o tym, że otrzyma w zamian za ropę z czyrakobulwy podręcznik. Cóż, chyba nie wiedział jeszcze, że trafił na twardą sztukę i że się trochę przeliczył. Dziewczyna zabrała od niego fiolkę, ale obrzuciła go cwaniackim spojrzeniem. Od kiedy to te gryfońskie uczennice zrobiły się takie mendowate? Doprawdy.
- Myślałeś, że pójdzie Ci tak łatwo? O nie, panie Mądralo. Zdobycie ropy z czyrakobulwy to pryszcz nawet dla kogoś, kto nie siedzi całymi nocami z nosem w książkach. - mruknęła złośliwie, mimo że sama nie ruszyła tyłka do cieplarni. Pomijając już fakt, że wszystko wskazywało na to, że nie dotrzyma swojej obietnicy.
- Skoro tak bardzo chcecie tę książkę, to mam dla Ciebie jeszcze jedno zadanie. Jak rozwiążesz tę zagadkę, to książka jest Wasza i możecie ją trzymać jak długo chcecie. Pamiętajcie tylko, żeby odnieść ją do biblioteki. Nie mam zamiaru tłumaczyć się przed panią Pince. - dodała po chwili, po czym przesunęła w stronę Dantego kartkę, na której rozpisana była zagadka. Trudno powiedzieć czy była to praca domowa z numerologii, czy raczej Marybeth dostała tę łamigłówkę od kogoś ze znajomych i nie chciała się przed nimi przyznać, że nie umie jej rozwiązać. Ale co to za problem dla bystrego Krukona, czyż nie? Co oczywiście nie zmieniało faktu, że Gryfonka okazała się perfidną szantażystką i wykorzystywała Krukonów w potrzebie!

Cytat :
Pięcioro czarodziejów różnych narodowości zamieszkuje pięć domów w pięciu różnych kolorach. Każdy z nich jest przedstawicielem innego magicznego zawodu i i pała miłością do jednego z pięciu różnych magicznych smakołyków (napoje i słodycze). Ponadto hodują zwierzęta pięciu różnych gatunków. Który z nich hoduje kuguchary?

1. Portugalczyk mieszka w czerwonym domu.
2. Duńczyk jest członkiem Wizengamotu.
3. Anglik pija Ognistą Whiskey.
4. Mieszkaniec żółtego domu jest magomedykiem.
5. Mieszkaniec środkowego domu pija kremowe piwo.
6. Eliksirowar ma sąsiada, który zajada się fasolkami wszystkich smaków.
7. Niemiec mieszka obok białego domu.
8. Hodowca rogatych ślimaków mieszka obok żółtego domu.
9. Nauczyciel transmutacji jest miłośnikiem czekoladowych żab.
10. W zielonym domu mieszka miłośnik cytrusowych dropsów.
11. Niemiec zamieszkuje pierwszy dom.
12. Eliksirowar mieszka obok hodowcy widłowęży.
13. Auror hoduje gumochłony.
14. Niebieski dom znajduje się bezpośrednio po lewej stronie domu zielonego.
15. Polak hoduje kudłonie.

_________________
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-