IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Dorcas Meadowes
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 303
Skąd : Dolina Godryka

PisanieTemat: Wielka Sala   Sob Lut 15, 2014 6:12 pm


Największe pomieszczenie w Hogwarcie. Na co dzień pełni funkcję jadalni, a w święta i inne uroczystości jest specjalnie dekorowana. Tutaj odbywają się wszelkie bale i inne imprezy, a także rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego. Sklepienie jest zaczarowane i przedstawia niebo w takim wstanie, w jakim jest aktualnie to prawdziwe - na zewnątrz. Spoglądając w "sufit" można się więc dowiedzieć się jaka jest pogoda.  
Na środku stoją cztery bardzo długie stoły, każdy w innych barwach (barwy szkarłatne - Gryffindor, barwy żółte - Hufflepuff, barwy niebieskie - Ravenclaw, barwy zielone - Slytherin), natomiast na specjalnym podwyższeniu umieszczony jest stół nauczycielski.
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 109
Skąd : Wisbech.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Lut 22, 2014 8:42 pm

Billowi powoli brakowało przesiadywania w męskim gronie. Ostatnimi czasy pragnął spędzać czas we własnym towarzystwie, ale rzadko mu się udawało. Miał szczęście do natykania się na ludzi, kiedy tego nie chciał. Czy było to złe? Zależy jak się na to spojrzy. Dla Krukona było to całkiem miłe, ostatnich zawartych znajomości nie żałował. A przynajmniej jeszcze nie było ku temu powodów.
Lubił wymykać się do Trzech Mioteł na Ognistą Whiskey, typowo męskie rozmowy, których tematem głównym wbrew pozorom nie były kobiety, pogawędki o sporcie, miotłach, pojedynkach... Lubił to, naprawdę. Co takiego stało się, że teraz nie miał na coś takiego ochoty? Wiosna coraz bardziej rozkwitała, rośliny budziły się do życia, a Słońce dostarczało coraz więcej witaminy D... On wręcz na odwrót, stawał się ostrożniejszy, spokojniejszy, jak gdyby zapadał w zimowy sen... Jest to dosyć paradoksalny przypadek... Zaczął odczuwać jakiś brak, tylko jeszcze nie mógł odgadnąć czego. Albo raczej kogo...
Tego poranka wstał chyba lewą nogą, bo czuł rozdrażnienie i lekkie przygnębienie. Nie znosił takich dni, które zdarzały się coraz częściej bez żadnej widocznej przyczyny. Czuł, że jedyna rzecz, która może mu choć trochę pomóc, to mocna kawa. Leniwie skierował się do Wielkiej Sali, gdzie było cicho i spokojnie. Większość była już po śniadaniu, na które Steiner zaspał i w zasadzie, to odpowiadało mu to. Pękająca głowa nie zniosłaby gwaru, który zwykle w tym pomieszczeniu panuje.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Lut 22, 2014 8:51 pm

Tydzień w Devon nie był taki zły, jak z początku zakładał. Henry wrócił do szkoły wyspany i porządnie nakarmiony. Matula nie dawała mu żyć, non stop go karmiła nie przyjmując odmowy. Chłopakowi bardzo dobrze zrobiło zebranie kilku kilogramów, których w ciągu ostatniego miesiąca sporo stracił. Przyda mu się to również przy quidditchu. Gdy pojechał do domu, wpadł w szpony swojej młodszej siostry, która nie dała mu żyć za to, że spowodował zabranie jej do domu pod koniec roku. Jakoś ją udobruchał i w końcu się pogodzili, choć nadal była na niego wściekła. Długo też rozmawiał z dziadkiem, który dosyć mocno przyczynił się do poprawy zdrowia swego wnuka. Swoją obecnością Henry uspokoił rodziców i dzielnie zniósł nadopiekuńczość. Tylko pod koniec zapanowała kłótnia na temat jego powrotu do szkoły, lecz ostatecznie zwyciężył tę małą bitwę. Henry był powściągliwym Puchonem, więc z trudem zniósł przytulanie i całowanie przez matkę oraz celowe i wylewne pożegnanie z siostrą. Z ulgą się od nich uwolnił, chociaż cieszył się, że się z nimi spotkał. Odżył, odpoczął psychicznie i był gotowy na przesłuchanie. No dobra, nie do końca gotowy, lecz myślał o tym ze stoickim spokojem. Jednakże jego uwagę przykuwał pasażer, którego przywiózł ze sobą do Hogwartu. Prezent dla Soleil, który właśnie gryzł mu mankiet rękawa. Trzymał kociaka w rękach, na których widniały różowe ślady zadrapania. To mugolskie stworzenie przywiozła mu ciotka, która ma męża mugolskiego pochodzenia. Opowiedziała mu o kotach, podarowała kilka ksiąg z ich tematyką i również na pożegnanie wycałowała go aż się zaczerwienił.
Henry wkroczył do Wielkiej Sali z wysoką uniesioną głową. Domyślał się, że ponownie plotki skupią się na nim. Nie robił sobie nadziei, że być może wszystko ucichło pod jego nieobecność. Nie przejął się, gdy parę osób zaczęło na niego zerkać, a potem rozległy się szepty, tym razem już przerzedzone i mniej niespokojne. Pewnym siebie krokiem usiadł przy swoim stole. Nie była to pora posiłków, więc nie było tu wiele osób. Uczniowie zmieszali się ze sobą wzajemnie i odrabiali lekcje bądź po prostu rozmawiali. Henry skinął uprzejmie głową dwójce znajomych Puchonów, którzy pozdrowili go uniesioną ręką. Kot, gdy tylko zauważył, że podróż się skończyła, wyskoczył z rąk swego chwilowego właściciela i zaczął nieśmiało rozglądać się na boki, zwracając na siebie uwagę dwóch małych dziewczynek siedzących niedaleko. Zwierzę dzielnie zniosło kontrolę woźnego, który go dźgał jakimś urządzeniem ze wszystkich stron upewniając się, że nie jest to przetransumotwana broń. Jakiś auror uratował ich przed wścibskością Filcha świadcząc, że ten kot to kot, a nie niebezpieczna kałamarnica.
Henry wyjął na stół książkę o mugoslkich zwierzętach i zaczął ją wertować. Nie potrafił się nadziwić, że zdjęcia się nie ruszają, potajemnie dźgał je palcem, ale nic z tego. Kot, gdy tylko zauważył ciekawe kartki, rzucił się na nie i zaczął je gryźć, drapać i ogólnie zaciekle z nimi walczyć.
- Na Merlina, uspokój się potworku. - Lancaster nie radził sobie z tym zwierzęciem. Podczas podróży do szkoły gonił to stworzenie z dwadzieścia minut, bo się przeraziło na widok kierowcy Błędnego Rycerza i jego wiszących, gadających zabawek. Machnął teraz rękoma, lecz sprytny zwierzał odskoczył i zaatakował z drugiej strony niewinne kartki, miaucząc przy tym groźnie. Ciotka Emily powiedziała, że kot ma parę miesięcy, jest młody, żwawy i całkowicie bezpieczny. Lecz płci nie potrafiła określić i pozostawiła ten problem na głowie Henry'ego, który o kotach miał pojęcie zerowe. Widział co prawda w tej dziwnej mugolskiej książce informację o sprawdzaniu płci, jednak nie potrafił się zebrać na odwagę, aby zajrzeć kotkowi pod ogon. Zwali to na Matta! Ten to potrafi być bezwstydny, więc co mu zaszkodzi, jeśli będzie się gapił zwierzęciu na tyłek.
Tymczasem bezimienny kot rozłożył się na stole i wcinał kartki. Odmawiał uparcie jedzenia kociej karmy, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Uwielbiał za to fasolki wszystkich smaków... Henry westchnął i zaczął czytać pierwszy rozdział o tych stworzeniach. Próbował dyskretnie odsunąć swego towarzysza na bok, ale cofał rękę za każdym razem gdy słyszał ostrzegawcze, groźne MIAU.
Nie rozumiał ani słowa z tego, co było napisane w książce. Wyprostował się i rozejrzał po sali, a nuż zauważy Finnigana. Zamiast niego (ciekawe gdzie go wywiało?) dostrzegł znajomą sylwetkę Krukona.
- Bill! - machnął ręką do chłopaka, gdy przechodził obok. - Masz chwilę? - wskazał głową na kota, który nadal delektował się kartkami książki. Henry uśmiechnął się zakłopotany i zmieszany. Był specem od magicznych stworzeń, a nie radził sobie z mugolskim. Musiał jakoś wychować tego kota zanim podaruje go Soleil. Bill był chyba mugolem, więc może mu poradzi coś? Albo rozpozna płeć stworzenia?
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 109
Skąd : Wisbech.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Lut 22, 2014 9:31 pm

Rozczarował się i to cholernie. Ciężkim grzechem było nazwanie cieczy, która znajdowała się w dzbanku przed nim, kawą. Jak to można w ogóle wypić? Bill z niedowierzaniem rozejrzał się po sali, a widząc, że większość przebywających tu osób delektuje się tym napojem aż złapał się za czoło. Tej marnej, czarodziejskiej podróbki nie można porównać z mugolską kawą. Bill już od najmłodszych lat zaczął pić kawę, począwszy od tej delikatnej, zbożowej. Podpatrywał ojca i starał się go wzorować, a Steinerowi bardzo podobało się, gdy widział, jak ten zbiera poranną gazetę z wycieraczki, a następnie wypija filiżankę kawy, popalając. Billowi podobało się to i chciał być taki, jak ojciec. Czyż nie tak przebiega dzieciństwo chłopców? Czy nie polega to na podglądaniu czynności ojca, naśladowaniu go i na uważaniu go za superbohatera? A może tylko Krukon był osobnikiem, który tak właśnie postrzegał ojca? Jako osobę, z której należy brać przykład i szanować, w końcu ojca ma się tylko jednego.
Doskonale wiedział, że kawa niebezpiecznie szybko uzależnia, że jest szkodliwa dla zdrowia, że wywołuje wiele schorzeń, że może dostać zawału, że to, że tamto. Bill znał te formułki na pamięć, bo słyszy je za każdym razem, gdy tylko odwiedzi rodzinny dom. Nie zwracał na to uwagi, wiedział, że matki tak po prostu mają. Zbyt bardzo się martwią o swoje pociechy i nawet nie zauważają, że szybko dorastają.
Uzależnienie to już inna sprawa. Zdawał sobie doskonale z tego sprawę, ale co z tego? Jeden nawyk w tą czy w tamtą, nie dbał o to. Miał już kilka nawyków, między innymi owa kawa, papierosy, zbieranie rupieci bo na pewno się przyda i wiele innych. Można by tak jeszcze wymieniać, ale po co? Kogo to obchodzi...
Dopił to paskudztwo, która wykrzywiła mu nieznacznie twarz i powoli zaczął się podnosić, by odejść z Wielkiej Sali. Ubiegł go w tym znajomy Puchon, który przechodził obok. Miał ze sobą uroczego kociaka.
- Jasne, o co chodzi? - spytał, po czym zerknął na kota. Miał kilka, gdy był mały, ale każdy kończył tak samo - zagryziony przez psa sąsiadów. Uwielbiał te stworzenia i nawet zaczął zastanawiać się, czy sobie jednego nie sprawić. - To twój kot?
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Lut 22, 2014 9:53 pm

Każdy mały chłopiec patrzył na swego rodzica jak w obrazek. Henry nie należał do wyjątków. Gdy był malutkim smykiem, zawsze marzył, aby być silnym czarodziejem, takim niepokonanym, nieustraszonym, który obroni każdego i miał w dodatku taką wspaniałą różdżkę! I na tym się skończyło. Henry dorósł i zaczął zauważać wady swego ojca, które po nim odziedziczył. Szanował go, był mu posłuszny - czyż nie w każdej rodzinie nalega się na posłuszeństwo młodszego pokolenia? - słuchał uważnie, lecz zabrakło dziecięcego wpatrywania się i bezgranicznego podziwu. Trzeba przyznać, że miał teraz z nim najgorszy kontakt mimo skrywanej troski jaką wobec siebie wzajemnie żywili. To ojciec ojca, dziadek był najbliższy sercu chłopaka i to jego głównie podziwiał, nawet teraz, gdy skończył szesnasty rok życia.
O uzależnieniach Henry nie myślał. Zaobserwował u siebie rzecz jasna większą ochotę na mocniejsze piwo kremowe, lecz przypisywał to swoim ostatnim przeżyciom. Nic dziwnego, że na nerwy wybierał coś, co choć trochę otumaniało mu umysł. Nic innego nie miał na sumieniu, aczkolwiek nie był tego świadomy. Zbawieniem dla niego było poświęcenie całej uwagi małemu kotkowi, który przyprawiał wszystkie dziewczęta wokół nie tylko o pisk czułości, ale również Henry'ego o ból głowy. Niegrzeczny zwierzak, z którym chłopak nijak nie umiał się obchodzić.
Gdy Bill podszedł, Henry odsunął się i zrobił mu miejsca, aby usiadł.
- Tymczasowo tak. Dla znajomej prezent. Nie umiem sprawdzić jakiej płci jest ten mały szkodnik, który właśnie pożera książkę. - skrzywił się i spróbował odpędzić kota od kartki, ale ponownie został odstraszony groźnym "Miau". Spojrzał wymownie na niego i westchnął. Przeniósł wzrok na Billa.
- Wychowali ciebie mugole? Może mógłbyś jakoś wspomóc...? Nie rozumiem za wiele z tych ksiąg z niemagicznej biblioteki. - musiał kiedyś wypytać Matta jak się robi nieruszające zdjęcia. Wysłałby siostrze taką fotografię i ciekawe czy by wpadła na sposób w jaki się je robi. Sięgnął po kota i złapał go za sierść na karku przez co został skrzyczany głośnymi "Miau". Położył go sobie na kolanach, a ten zamiast grzecznie siedzieć zaczął wgryzać się ponownie w mankiet rękawa jego mundurka.
- Smacznego. - Henry się skrzywił i zaprzestał walki, pozwalając małemu na konsumpcję rękawa.
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 109
Skąd : Wisbech.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sob Lut 22, 2014 10:32 pm

Patrząc na kota, który pozbawiał Henrego rękawa, przypomniał mu się jego własny. To wspomnienie wiąże się z traumatycznymi przeżyciami. Teraz nie jest to aż tak drastyczne dla Billa, ale wówczas, gdy miał osiem lat, było i to bardzo. Miał rudego kota, który nie znosił siedzieć w domu. Całymi dniami pałętał się po osiedlu, a do domu wracał z trupami mysz i szczurów. Bill tęsknił za nim, bo ten albo nie przebywał w obrębie domu, albo nie dał się głaskać. Drapał wstrętnymi pazurami zostawiając liczne blizny. Pewnego dnia, gdy kot łaskawie przybłąkał się na wycieraczkę, Bill wyskoczył z domu chcąc go złapać. Kot miał o niebo lepszy refleks, więc czmychnął za ogrodzenie, do sąsiada. Chłopiec podbiegł i stanął na palcach, by dostrzec straszny widok. Owczarek sąsiadów widząc kota zerwał się z łańcucha i pognał za kotem. Okazał się być szybszy i zagryzł kociaka na oczach Billa. Widział tryskająca krew i wypadające narządy wewnętrzne kota. Widok ten był tak przytłaczający dla chłopca, że w nocy nawiedzały go koszmary. Główną postacią był kot, który potrafił rozmawiać. Robił wyrzuty chłopcu, że to przez niego został zagryziony i zginął tak marnie... Wzdrygnął się na myśl o całej tej krwi i flakach, nadal czuł wstręt do takich widoków. Chyba jak każdy.
Ponownie zerknął na kota. Niezły z niego szkodnik. Zachowuje się identycznie jak Puszek, pomyślał. Nigdy nie wiadomo jaki trafi się kot, czy potulny, dający się pogłaskać, czy podobny do tego, który gryzł rękaw. Koty są takimi stworzeniami, że kupno ich jest istną grą w ciemno. Nieprzypadkowo powstało przysłowie "kupować kota w worku".
Prośba Puchona rozbawiła Billa. Miał dziś paskudny humor, ale to pytanie było naprawdę komiczne! Czy czarodzieje naprawdę nie wiedzą, jak sprawdza się płeć kotów? Po krótkiej fali śmiechu, wytłumaczył mu, co powinien zrobić.
- Słuchaj, musisz podnieść jego ogon. Jeżeli zobaczysz dwie kropki, to samiec. A zresztą... - Wziął kota na kolana, wsunął go delikatnie pod stół, żeby nikt nie zorientował się, że ogląda odbyt kota i sam sprawdził. - Samiec. Z czym masz jeszcze problemy? Chętnie służę radą.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Nie Lut 23, 2014 9:17 am

Na szczęście Heniek nie przeżywał takich traumatycznych scen. Pogrzebał kiedyś magiczne tęczowe rybki, gdy zdechły jedna za drugą ze starości. Miał je pół roku. Od tamtej pory nie posiadał innego pupila niż swoja sówka, za którą przepadał. Mugolskie stworzenia to dla chłopaka czarna magia. Słyszał od kogoś o świnkach morskich... Henry zdecydowanie bał się zapytać czy to bezpieczny potwór wielkości ich szkolnej kałamarnicy i czy również zamieszkuje niezbadane głębiny. Chciał zgłębiać wiedzę na temat niemagicznych stworzeń, ale sama świadomość, że mugole posiadają tak dziwaczne zwierzęta (które trzymają w domu!!) trochę go niepokoiła. Jakby zamiast tych zapewne gigantycznych świnek morskich nie mogliby hodować np. żab. O wiele bezpieczniejsze zajęcie i na pewno nie wymaga specjalnych ku temu kwalifikacji.
Puchon nie do końca pojmował rozumowanie kota, a z przyjemnością myślał o mniej miłych garbatorogach, które chciał upolować razem z dziadkiem w wakacje. Zapewne z wycieczki będą nici, lecz chłopak planował listownie zacząć delikatnie wypytywać o to i namawiać do nie porzucania tego pomysłu. Te magiczne zwierzęta są niebezpieczne, szczególnie dla Henry'ego, ale czyż nie dziadek Antony posiada kwalifikacje? Ciekawe jakby on sobie poradził z zarozumiałym kotem, którego Henry kupił w worku, w ciemno bez świadomości tego, w co się wpakował.
Przyglądał się Billowi zdziwiony, że ten krzywi się, a potem nagle śmieje. Musiał coś niemiłego sobie przypomnieć. Henry uśmiechnął się zakłopotany i zawstydzony swoją banalną wiedzą na temat mugolskich stworzeń. Co prawda w świecie czarodziejów były koty (wystarczy spojrzeć na szkolny mop tą słodką panią Norris), które czasami miały magiczne zdolności, choćby ukryte, ;ecz Lancaster nie miał z nimi do czynienia. Nigdy nie musiał jednym się opiekować! To była dla niego nowość i bardzo ambitne zadanie. Przed podarowaniem go Sol, musiał stuprocentowo upewnić się co do płci, zapytać dwóch nauczycieli o zdrowie tego nicponia i ogólnie przeżyć z nim te parę dni zanim złapie znajomą gryfonkę.
- Samiec? - nie chciał zaglądać mu pod ogon. To byłoby dla Henry'ego traumatyczne przeżycie. Z ulgą przyjął opinię Billa. Kot tymczasem ponownie czmychnął i zaczął pazurami drapać i skakać na złoty guzik mankietu, wyraźnie ucieszony, że coś się świeci. Chłopak westchnął, zaliczając guzik do kolejnego elementu ubioru, który został niesłusznie zaatakowany przez żądnego krwi małego kociaka.
- Ten kot nie chce patrzeć na kocią karmę. Zjadł połowę fasolek wszystkich smaków, a potem zwrócił mi to do kufra... - to była długa podróż do domu! Mdliło go, gdy sprzątał kocie wymiociny kilkoma Chłoszczyść. - Atakował breloczek w Błędnym Rycerzu, a gdy ten się odezwał, goniłem kota przez dwadzieścia minut, a potem kolejne dziesięć wywabiałem go spod łóżka. Czy koty się tak zachowują, Bill? Chcę go podarować Sol, ale muszę mieć pewność, że to kocisko nie będzie takie gwałtowne jak ze mną. - pokazał swoje podrapane dłonie. Miał to stworzenie zaledwie dwa dni, a czuł się doświadczony w kocią wiedzą o połowę. Dodatkowo wczoraj zauważył, że pani Norris gapi się podejrzanie na "jego" kotka. Musiał zadbać o to, aby ta dwójka się ze sobą nie spotykała. Trudne zadanie zważywszy na to, że to kocisko, które ostrzyło właśnie pazurki o guzik miało adhd. Obok jego dłoni leżącej na stole pojawił się metalowy pucharek, który samoistnie nalał się kawą. Henry uśmiechnął się na tę skrzacią magię i grzechem byłoby, aby nie upił napoju.
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 109
Skąd : Wisbech.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 25, 2014 3:37 pm

Prawdę mówiąc, to Bill zdziwił się, że Henry tak mało wiedział o kotach. Teoretycznie mugolskie zwierzę, a przecież jest często spotykane wśród czarodziei. Po za tym, jak sobie mugole z reguły wyobrażają stare czarownice? Przede wszystkim jako uosobienie brzydoty, której towarzyszy czarny kot. Nie do końca wiedział, czy wszyscy mugole wyobrażają sobie czarownice w ten sposób, ale z tego co słyszał, gdy był jeszcze mały, to właśnie tak było. Kot jako nieodłączny element "ekwipunku" czarownicy. Wzruszył ramionami, przecież nie ma osoby, która znałaby się na wszystkim. Krukon, pomimo tego, że lubił ONMS, to też nie zna się na wszystkich stworzeniach. To jest jest najbardziej zrozumiałe, dlatego w skupieniu słuchał, co Henry ma mu do powiedzenia.
I tu pojawił się mały problem... Bill nie był aż takim specem od kotów, zatem sam nie wiedział, czy temu kotu przejdzie okres wybryków, czy też pozostanie taki na dłużej. Gdyby powiedział Puchonowi, że kot się uspokoi, a tak by się nie stało, byłoby mu cholernie głupio. No i przede wszystkim szkoda dziewczyny, która miałaby dostać tego niesfornego kota. No bo cóż to za prezent, który tylko przysparza nam problemów?
Z drugiej strony, nie chciał mu mówić, że prawdopodobnie trafił na takiego kota, który ma taki temperament, a nie inny. Jego Puszek też taki był, dopóty dopóki nie został zagryziony. Nie wiedział jak zareagowałby Puchon, ale Bill domyślał się, że odechciałoby mu się sprezentować ową wybrankę.
- Nie jestem kocim specjalistą, ale... - przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. - ale... Cóż, wydaje mi się, że się to nie zmieni. Kot to specyficzny zwierzak, który lubi drapać i podgryzać palce u stóp. Ale nie możemy wykluczyć też faktu, że może się to zmienić... - wzruszył ramionami.
Spojrzał na Henrego, który właśnie nalewał sobie kawę do kubka. Uniósł brew, wyraźnie pokazując, że nie mieści mu się w głowie, jak chłopak może napić się chociaż odrobinę tego świństwa.
- Muszę kiedyś pokazać Ci mugolską kawę. - przez chwilę wydawało mu się, że poczuł ten niezwykły zapach nasion kawowca. - Ta na stole jest niczym w porównaniu z nią!
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Wto Lut 25, 2014 7:22 pm

Henry interesował się bardziej dzikimi zwierzątkami, a z kotami praktycznie nigdy nie miał osobiście do czynienia. Nigdy takowego nie trzymał w rękach i nie musiał się nim opiekować ani ponosić za niego odpowiedzialności. Znać koty, a umieć je obsługiwać to dwie różne rzeczy.
Przeczytał parę ksiąg o tych stworzeniach, ale każde tomiszcze mówiło co innego. Jedne koty były łagodne, pogodne, ocierały się o kończyny, drugie drapały, miauczały i atakowały wszystko, co się rusza. Nie sposób laikowi pojąć rozumowanie kota. Uznał dlatego, że mugol z pewnością zna się na tym lepiej od niego. Co prawda nigdy nie interesował się czystością krwi i miał problem w dokładnym ustaleniu który z jego znajomych jest pochodzenia mugolskiego, lecz odnalazł ich szybko. Matt, przede wszystkim no i Bill. Na tym się kończy jego wiedza. Liczył, że pomogą mu w okiełznaniu tego małego żwawego stwora, który właśnie zauważył, że jego właściciel pije coś, co jest godne uwagi! Wdrapał się na stół, oparł przednie łapki o ręce Henry'ego i zanurzył nos w gorącej kawie. Potem rozpoczęła się seria kichania i rozwalania naczyń na stole.
- Potworku... - Puchon zerwał się na równe nogi i w locie złapał na szczęście pusty pucharek ucznia obok, a potem z trudem udało mu się sięgnąć za koci ogon, który właśnie zwiewał na drugi koniec stołu. Swoim zachowaniem obaj (i kot i chłopak) wywołali chichot przy stole Hufflepuffu. Henry trzymał teraz kocię w obu dłoniach wokół brzucha i odczekiwał, aż przerażony Potworek się uspokoi.
- Jak mniemam masz rację. - westchnął rozczarowany słowami Billa. Czyli mu tak zostanie? Może jednak przejdzie mu ta młodzieńcza energia, gdy będzie uciekać przed panią Norris bądź obcym pupilem?
- Nie można go spuścić z oczu. Mam nadzieję, że da się go wychować. Niby mugolski kot, ale wciąż mam podejrzenia czy aby nie ma jakichś ukrytych właściwości magicznych. Według Filcha i aurora nie... - wspomniał na głos jak woźny dźgał biedne kocię jakimś urządzeniem. Zero nadzwyczajnych właściwości.
Kota ułożył na swoich kolanach i głaskał go za uchem, dzięki czemu zdobył kilka minut spokoju. Drugą ręką sięgnął po kubek kawy. Upił łyk i nie widział w tym nic ohydnego. Nie miał porównania.
- To czym się różnią kawy? - zapytał, zdziwiony słowami Krukona. - Ta nie jest taka zła, jeśli doda się trochę świeżego mleka. Chociaż wolę zdecydowanie sok dyniowy. - wzruszył ramionami i odstawił metalowy pucharek. Wziął kota na ręce i uniósł na wysokość swoich oczu.
- Hm, co powiesz na tymczasowe imię Potworek? - spojrzał z uśmiechem na Billa. Sol zmieni miano z pewnością, lecz do tego czasu powinien jakoś go nazwać. Prosto, składnie, aby wiedzieć jak go wołać, gdy ten znowu ucieknie. Kocię miauknęło, domagając się raczej drapania, a nie wymyślania imienia.
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 109
Skąd : Wisbech.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pią Lut 28, 2014 6:52 am

Bill nigdy nie popierał dawaniu prezentów w formie zwierząt. Takie kociątko może i jest słodkie, puchate i przyciąga wzrok dziewczyn, ale zawsze może pojawić się problem. Co jeśli dziewczyna ma uczulenie na sierść kociaka albo zwyczajnie nie chce go mieć? Czy Henry o tym pomyślał? Bill obawiał się, że odpowiedź na to pytanie jest negatywna, ale na to było już za późno. Kot został już kupiony, więc nie ma odwrotu. Nie można go ot tak wyrzucić, jak popsutą zabawkę. Trzeba ponieść za niego odpowiedzialność i liczyć się ze wszelkimi konsekwencjami związanymi ze szkodami wyrządzonymi przez, jak stwierdził Henry, Potworka (które i tak jest łagodnym określeniem!)
Swoją drogą, szczęściara z tej Soleil. Krukon od razu zauważył, że Puchon jest w niej zadurzony i to cholernie. Już sam sposób, w jaki wymawiał jej imię dało się rozpoznać. Lancaster może i nie wyczuwał żadnej zmiany w tonacji głosu, ale Steiner owszem. Puchon wytrzymał nawet wymiociny kota w swym kuferku, a to niezbity dowód na to, że dziewczyna jest dla niego ważna. Cokolwiek planuje w stosunku do niej – niech mu się uda! Bill życzył mu tego ze szczerego serca.
- Kiedyś Ci zrobię prawdziwą, mugolską kawę, a sam się przekonasz, że się różnią. - puścił mu oczko, po czym podniósł się z krzesła. - Muszę już iść. - rzekł. - Trzymaj się, Potworku - zwrócił się do kota - a Ty - spojrzał na Henrego - Sprawdź, czy Sol ma uczulenie na sierść kota... I koniecznie powiedz mi, gdy już rozwiążesz problem z tym małym diabłem. - uśmiechnął się do niego i podał mu dłoń - Na razie!
Powolnym krokiem, jak to on, wyszedł z sali i skierował się do dormitorium.

z/t
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Pią Lut 28, 2014 10:52 am

Henry nie działał pod wpływem chwili. Oczywiście, że musiał wcześniej się upewnić czy wszystko będzie grało zanim podaruje taki prezent. Wiedział, że Sol ucieszy się z tego pupila, bo niedawno straciła swojego - starą poczciwą kocicę Lunę. Był wszak przy jej pogrzebie, co dla Henry'ego było przeżyciem dziwnym i niezręcznym. Uznał, że Potworek będzie choć małą częścią formą odwdzięczenia się za to, co Sol dla niego zrobiła. Nie tylko być może uratowała mu życie, ale zaszczepiła w nim wolę walki. Dzięki niej, oraz głównie dziadkowi nie poddał się i nadal dzielnie walczy przeciwko nawiedzającym go cieniom. Wrócił do szkoły - uśmiecha się, żartuje, wygląda lepiej - to wbrew pozorom jest wielki sukces. To, co przeżył nigdy go nie opuści, lecz nie zamknie mu furtki do radości z małych rzeczy. Taką małą rzeczą był skromny podarunek dla zaprzyjaźnionej gryfonki. I nie wiem skąd te dziwne wnioski, jakoby Henry się zadurzył! On sam nigdy, przenigdy nie będzie myślał w ten sposób o Soleil. Była jego przyjaciółką i chciał dla niej jak najlepiej, ostatnio bardzo mu pomogła i go wspierała. Jest dla niego ważna, to nie podlega dyskusji. Co prawda sama Sol dała delikatnie Henry'emu do zrozumienia, że nie jest jej obojętny - pamiętał jak przez mgłę ten pocałunek w świętym Mungu, gdy próbowała go przywrócić do rzeczywistości. Nigdy jednak nie zrozumiał tego gestu, był w szoku, gdy mu się to śniło i przypominało. Traktował ją dalej jak przyjaciółkę, a jeśli miałoby coś się zmienić, nie ma pośpiechu. Henry był gorszym inwalidą w sprawach miłostek niż Matt, który co chwila w kimś się zauroczył.
- Nie ma uczulenia, wszystko sprawdzone. Trzymaj się! - uścisnął dłoń Krukona i odprowadził go wzrokiem. Potem zerknął na swego drugiego, kociego towarzysza. - Nicponiu, teraz ci pokażę gdzie śpisz. Nie na łóżku, obok kufra w lochach. Zrozumiano? - kot poruszył wąsami i miauknął, raczej nie przejmując się zdaniem Puchona. Chłopak zapakował mugolską księgę do torby i wstał. Kot kontynuował podgryzanie mankietu mundurka, gdy Henry wyszedł z Wielkiej Sali odprowadzony przez ciekawskie spojrzenia niektórych. Musiał przetransportować się do dormitorium zanim dopadnie go jakiś auror i zacznie przypominać o przesłuchaniu. Powinien od razu na nie iść, lecz nie czuł się na siłach na przeżywanie tego koszmaru po raz kolejny.

[zt]
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Sro Maj 07, 2014 8:55 pm

Może i z Pokoju Wspólnego Krukonów do Wielkiej Sali daleko nie było, dla Charlesa droga dłużyła się niesamowicie. I kłamał ten, co twierdzi, że w doborowym towarzystwie czas szybciej leci. Nie, gdy jesteś tak horrendalnie głodny. A obecność Wandy wybitnie nie pomaga w tej kwestii. Nigdy. Ale w końcu Pround mógł próg ulubionej Sali przekroczyć i oboje znaleźli się w tej Skarbnicy Żarcia Wszelakiego. W najlepszym miejscu na świecie.
- Nareszcie – powiedział wesoło – Konia bym zjadł.
Nie spodziewał się zobaczyć o tej porze żadnej znajomej twarzy. Dlatego też nie rozglądał się specjalnie, gdy szedł w kierunku upatrzonego wcześniej miejsca, gdzie już szósty rok spędzał wszelkie swoje posiłki – mniej więcej w połowie stołu Ravenclawu. Tradycyjnie już przeciągnął się przed samym procesem siadami i rozłożył się wygodnie na oparciu.
- Albo i dwa.
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Maj 08, 2014 8:02 am

No bez przesady. Droga do Wielkiej Sali nie była aż tak długa. Przynajmniej dla Wandy, która podczas przechadzki co i rusz rozglądała się bacznie na boki tylko po to by wyłapać znajome twarze pośród tłumu uczniów z kolorowymi krawatami luźnie zwisającymi z szyi. Większość się do nich uśmiechała, achała – były jednak osobniki i takie, które z niejaką pogardą spoglądali na dwójkę Krukonów. I chyba  nie trzeba mówić z jakiego domu tamci pochodzili, prawda?
Nic to jednak nie przeszkodziło naszym bohaterom dojść do Sali, z której Whisper wolałaby nigdy nie wychodzić. I to na serio. Cztery rzędy długich stołów okraszonych barwami poszczególnych domów aż zachęcały do tego, by spocząć na dłuższą chwilę przy nich. Panienka była bardzo zadowolona z faktu, że w pobliżu nie dostrzegła nikogo takiego, z którym musiałaby zamienić kilka słów, bo to tylko opóźniłoby wspaniały proces jedzenia, na który czekała od… No, od zawsze. W sumie to o jedzeniu myślała równie często jak o mizianiu się. Chociaż to chyba jednak żarcie było jej wielką miłością. No i powiedzmy, że nauka. O. Wielka Trójca.
Na wzmiankę o jedzeniu konia sama aż zachłystnęła się prawie, że z wdziękiem powietrzem i parsknęła krótkim śmiechem, który miał zasygnalizować koledze aprobatę co do tego pomysłu. Po chwili jednak dodała sadowiąc się na jednym z krzeseł.
- No dobra, może nie konia, ale świnką bym nie pogardziła. O matko, widzę moje ukochane paszteciki! – Podczas ich wejścia stół, a przynajmniej część, w której usiedli zapełniła się wszystkimi znanymi im przysmakami z Hogwartu, które zazwyczaj serwowano na kolację. Nie czekając na jakiekolwiek słowa ze strony przyjaciela sama ochoczo nałożyła sobie potężną porcję puree ziemniaczanego z odrobiną marchewki i stos udek z kurczaka w piekielnej panierce. Dołożyłą jeszcze kilka pasztecików, które chyba zabierze potem do pokoju. Nigdy nie wiadomo kiedy w nocy najdzie ją ochota na jedzenie, prawda?
Na jej twarzy automatycznie pojawił się szeroki uśmiech – taki, który jest zaraźliwy. Zerknęła jeszcze na Charlesa upewniając się, że i on odpowiednio zajął się swoim talerzem i chwyciła jedno z udek. W pierwszym ztopiła zęby rozkoszując się aromatem przypraw, które tylko poprawiały smak pieczeni. Na wszelki wypadek zabezpieczyła się kilkoma serwetkami, co by w każdej chwili mogła bez problemu wytrzeć buźkę, która na pewnoooo zostanie naznaczona resztkami żarełka. Starała się nie mlaskać, jeść kulturalnie – no w końcu jest dziewczyną. Nie wypadało siorbać i żreć bez opamiętania, dlatego co jakiś czas rzucała luźny komentarz co do jednej, czy kilku osób, które przewijały się przez Salę.
- O, on ostatnio nie zaliczył egzaminu z transmutacji, wiesz? A ona miała mi oddać moją spódnicę kwiatki. O właśnie, a ja ostatnio zastanawiałam się dlaczego mnie unika… – Mówiąc to jak gdyby nigdy nic pomachała blondynce, która odmachała tylko nerwowo i zniknęła z jadłodajni. No cóż. Spódnica chyba jeszcze długo nie spocznie w kufrze brunetki.
- Noooo, chodzisz jeszcze na treningi z quidditcha? – Zagadnęła co by cicho nie było. Poza tym sama była ciekawa jak ze spotkaniami Prounda, który był ścigającym w drużynie Ravenclaw. Jej mina wskazywała na żywe zainteresowanie, a w jej oczach pojawił się trudny do zidentyfikowania błysk.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Maj 08, 2014 6:06 pm

Oczy mu się zaświeciły, gdy te wszystkie wspaniałości nagle pojawiły się na stole. Na brodę Merlina, tyle czasu spędzał na tej Sali, a zjawisko samo nakrywającego się stołu nadal wprawiało go w zachwyt. Tak, w świecie smoków i jednorożców, magii i zaklęć, najbardziej fascynował go stół. Ale czego spodziewać się po kimś, kto zjada 8 posiłków dziennie? Zachowując przy tym sylwetkę, o której w żadnym wypadku nie da powiedzieć się, że jest gruba. I to jest prawdziwa magia.
Stojący przez Charlesem talerz, wcześniej pusty, zaczął zapełniać się w szybkim tempie:  pieczonymi podrobami wieprzowymi, pierożkami z wołowin, gotowanym kalafiorem i dorszem zasmażanym z warzywami i w końcu bannocks, to jest tradycyjnymi szkockimi ciasteczkami owsianymi z serem. Smakołyki te Krukon ukochał najbardziej, bo nie dość, że nieziemsko smaczne, to jeszcze przypominały mu rodzinne okolice. Dlatego wyobraźcie sobie szczęście Charlesa, gdy odkrył, że i tutaj można je dostać.
Zawartość talerza znikała w żołądku chłopaka z taką szybkością, jakby od tego zależała jego kariera, status społeczny, czy nawet życie. Podczas tej czynności nie zwracał też większej uwagi na otoczenie, kiwając tylko głową, gdy Wanda się komentowała rzeczywistość.
- Pióro, spódnica, wszystko tracisz. Na głowę uważaj, bo niedługo zgubisz – powiedział między kalafiorem a smażoną kiełbaską. Relacje między dwoma samicami rodzaju ludzkiego. Charles nigdy tego nie zrozumie, więc nawet nie próbował. TRZEBA JEŚĆ.
- Chadzam – powiedział, dopiero teraz odwracając głowę w stronę Krukonki
– Nawet często. W końcu nie mogę się zbłaźnić, gdy takie ładne dziewczyny mi kibicują nie? – dodał tonem najpoważniejszym w świecie. A niech Wanda będzie zazdrosna, a co.
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   Czw Maj 08, 2014 9:02 pm

Oczy Wandy wędrowały tylko od poszczególnych mis wypełnionych jedzeniem, po szybkie ruchy ręką wykonywane przez jej towarzysza. Za każdym razem gdy Charlie rozpoczynał proces wchłaniania ogromnych ilości żarcia, ta nie mogła się nadziwić gdzie on do cholery to wszystko mieści. Sama jadła dużo, to fakt, ale niestety nie miała tyle szczęścia co jej przyjaciel. Nie była gruba, co to to nie, ale miała pewne krągłości, z którymi po prostu nie mogła się rozstać. A może nie chciała? Tego do końca nie wie nikt. Wsłuchując się w odgłos obijanego widelca o talerz sama co jakiś czas podgryzała udko, skrzydełko czy też inne części kurczaczka, którego z chwili na chwilę ubywało z jej naczynia. Wandzia nie mogła sobie odmówić również sporego kawałka sernika z rodzynkami, który wprost uwielbiała. Gdy ten już spokojnie czekał na to aż się nim zajmie ponownie skierowała spojrzenie ciemnych oczu na swojego kumpla, który chwila, chwila. Chyba wspomniał coś o …
- Rozumiem, że chodzi Ci o mnie, prawda? – Zapytała z przesadnie słodkim uśmieszkiem godnym bazyliszka. Dziewczyna nigdy nie lubiła mieć konkurencji – nie umiała sobie z nią poradzić, nie umiała z nią walczyć. To zazwyczaj ona była tą przegraną, i niestety nie zawsze dobrze na tym wychodziła. W duchu jednak była strasznie zazdrosna o Charlesa dlatego wzmianka o innych dziewojach przyprawiła ją o skręt w żołądku. Zmrużyła oczęta i niby to z nonszalancką miną zaczęła skubać swój kawałek ciasta, podczas gdy wszystkie trybiki w jej głowie zaczęły pracować niczym niewolnicy na plantacji bawełny. Zastanawiała się też o kogo mogło dokładnie chodzić. Nie chciała jednak pokazać, że zależy jej na tej informacji i że w ogóle w jakiś sposób ją to obeszło dlatego też wsadziła sobie potężny kawałek serniczka do ust i mrugnęła. Przełknąwszy deser machnęła dłonią jakby odganiała muchę i kontynuowała.
- Tak, Ty i te Twoje panienki, których-imion-nie-potrafię-wymienić-bo-było-ich-tak-cholernie-dużo możecie sobie iść do szatni Krukonów. Mi to nie przeszkadza. Uważaj tylko, nie zawróć w głowie żadnej z nich bo jeszcze będą się mścić! Wiesz przecież jakie są dziewczyny. – Dokończyła z lekkim uśmieszkiem zadowolona z tego, że w sposób chociażby minimalny mu dokopała. Może nie dosłownie, ale lubiła bardzo wytykać mu jego niby to wielkie osiągnięcia w kwestii podrywu. Zapewne przez to chciała zamaskować to, że chłopak jest jej bardzo bliski. I w głębi serca boi się, że jeżeli Szkot znajdzie stałą dziewczynę to ich stosunki ulegną osłabieniu. Zawsze tak jest – przerabiała już to i nie zamierzała robić tego jeszcze raz. Pogroziła mu jeszcze palcem i zajęła się swoim jedzeniem, które nigdy jej nie opuści.
- Ej, o moją głowę tak przy okazji się nie martw. Jest na swoim miejscu i tam będzie. Przypomniało mi się, że jedno z tych piór chyba ma Dorian. Będę musiała z nim pogadać. – Westchnęła przeciągle wyobrażając sobie przyszłą rozmowę z ukochanym braciszkiem, który traktuje ją cały czas jak gdyby miała jedenaście lat. No ale widocznie tak to działa. Masz młodszą siostrę – cały czas traktuj ją jak smarkacza, nieważne czy ma szesnaście lat, dwadzieścia osiem czy pięćdziesiąt pięć. Wyraz twarzy dziewczyny zmienił się, światło świec łagodnie rysowało smugi na jej rysach. Widelczykiem dalej rysowała esy – floresy na powierzchni sernika. Spojrzała na Charliego i się zamyśliła. Nie wiadomo nad czym.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 13Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-