IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Lustro nr 20

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Redaktor
Redaktor

Lustro nr 20 Empty
PisanieTemat: Lustro nr 20   Lustro nr 20 EmptyNie 25 Lis 2018, 21:35

Lustro nr 20 Bjfuh2



List od redakcji




Kochani Czytelnicy!



Postanowiliśmy umilić Wam te deszczowe popołudnia i dostarczyć świeżą porcję ploteczek i porad! Jeśli udzieliły Ci się zarówno nerwy związane ze zbliżającymi się egzaminami, jak i wiosenne motyle w brzuchu zalęgły się w twoich trzewiach na stałe, to pozostaje nam tylko jedno - zaprosić Cię do lektury!


Życzymy udanego dnia,
Szanowna Redakcja "Lustra"







MODA NA DESZCZ

Przegląd akcesoriów na

wiosenną słotę






  Wiosna w pełni, hormony buzują a Twój wskaźnik otrzymanych liścików miłosnych woła o pomstę do nieba? Chciałoby się rzec, miłość rośnie w okół nas, zwłaszcza od chwili kiedy pojawiły się dwucyfrowe temperatury na plusie, dziewczyny zrzuciły wełniane rajstopy i zaczęły ponownie golić nogi. A panowie biegać, bo kaloryfer zaczął się transmutować w boiler. Nie oceniaj książki po okładce, ucznia po pochodzeniu, domu i odzieży... z tym, że jednak odzienie ma znaczenie. Przynajmniej w wypadku tak kapryśnej pogody. Jak nie przerazić przyszłego wybranka szpetnymi kaloszami? Jak nie spłoszyć dziewczyny przemoczonymi włosami, żeby nie pomyślała, że spociłeś się jak dzika świnia? Koniecznie zapoznaj się z naszym przeglądem modnych okryć wierzchnich i dodatków na wiosenną słotę!
***

  Zdecydowanie zapomnijcie o czapkach, drodzy czytelnicy. Jeśli nadal mieliście nadzieję, że wasza uszatka czy prezent od mamy z pomponem posłuży wam w kwietniu, to lepiej przestańcie myśleć bo wyraźnie Wam to szkodzi! Ta część ubioru przestaje od teraz obowiązywać i znalazła już godnego następcę! Jeśli jesteście przewrażliwieni na punkcie swojej głowy czy też - bardziej prawdopodobne - włosów, to na taką okazję o wiele lepiej sprawdzi wam się ... kaptur!
Im obszerniejszy tym lepiej, bo poza ochroną przed deszczem zapewni Wam nieco tajemniczości... czy anonimowości, jak wolicie. Radzimy tylko nie przesadzać z zupełnie czarną stylówką, żeby któremuś z aurorów nie przyszło do głowy potraktować was drętwotą! Kaptur w wiosennym kolorze będzie o wiele lepszym pomysłem!

  A jeśli kaptur to najlepiej w komplecie z... pelerynką przeciwdeszczową! Ale nie taką zwykłą, poliestrową paskudą z kiosku za rogiem. W taki pokaz tandety się nie bawimy pod żadnym względem, moi drodzy! Jeszcze ktoś mógłby Was w tym pomylić z Argusem Filchem,  a tego z pewnością byście nie chcieli! W każdym razie, nikogo z was nie podejrzewamy o takie bezguście... Dlatego proponujemy super lekkie, nieprzemakalne pelerynki w wiosenne wzory, prosto z salonu Madame Malkin!
W obecnym sezonie królują zdecydowanie kwiaty polne, a zwłaszcza te, powszechnie uznawane za trujące - Ślizgonki z pewnością będą ukontentowane tą wiadomością. Pierwszą właścicielkę płaszczyka w Barszcz Sosnowskiego już widziano na zamku!

  Do tego osobliwego kompletu polecamy również kalosze. Ale nie byle jakie gumiaki, jakie można wypożyczyć u gajowego, przeznaczone do prac na ogrodzie. Dla naszych pięknych uczennic mamy do polecenia piękne buty z katalogu wysyłkowego Fata-Łaszki. Wszystkie modele są niezwykle zgrabne i imitują tradycyjne trzewiki, więc jeśli dobierzecie do tego wystarczająco głęboki dekolt, wasz wybranek z pewnością nie zorientuje się, że to kalosze!

  W naszym zestawieniu nie mogło zabraknąć też przedmiotu niezbędnego w każdej możliwej szafie, niezależnie od statusu, chociaż tutaj z pewnością nikt nie przebije najbardziej znanej kolekcjonerki tych dodatków, niejakiej Ślizonki o inicjałach T.H. Mamy na myśli nic innego jak parasol!
To podstawowe narzędzie użytku codziennego (oraz mało jeszcze rozpowszechniona broń podręcznego użytku) na pewno macie w swoim kufrze! W kwestii parasoli nie istnieje obecnie jakiś wiodący trend, chcielibyśmy jednak zwrócić uwagę na dwa bardzo przydatne modele, które możecie dostać obecnie w prawie każdym sklepie.
Parasolki dwuosobowe - idealne na randkę w deszczu! Mają o wiele większą średnicę, stąd nie będziesz musiał się martwić, czy przypadkiem nie tylko twoje ramię przemaka do kości, ale czy i na twoją towarzyszkę nie leje szczodrze, mimo że idziecie pod rękę.
Parasolki kieszonkowe - mniej trwałe od tradycyjnych, ale prawdopodobieństwo, że ją gdzieś zgubicie, spada praktycznie do zera! Model ten, składany podwójnie, pozwala je upchnąć nawet do głębszej kieszeni płaszcza, co znacznie ułatwia sprawę. Są też na tyle poręczne, że możecie mieć ich kilka przy sobie - w końcu użyczenie parasola to niezły motyw na podryw! A jeśli pierwszy nie wypali, to przecież macie przy sobie zapas egzemplarzy...




Zła passa Argusa Filcha.

Czy pani Noriss była

artefaktem szczęścia?






  Z pewnością nikomu z naszych czytelników nie są obojętne losy woźnego, zwłaszcza w kontekście ich własnej egzystencji w szkole. Nasza skrzynka pocztowa pęka w szwach od uprzejmych doniesień związanych z dalszymi losami Argusa Filcha, po feralnej lekcji wizytacyjnej i utracie swojej La... pomocnicy, pani Noriss.

  Wbrew temu co pisaliśmy w niedawnym numerze Lustra, kotka nadal pozostaje jako zaginiona, a porywacze od momentu wysłania pierwszego listu nie kontaktowali się z panem woźnym. Dyrekcja zaaferowana przygotowaniami do egzaminów końcoworocznych, zdaje się pobłażać tej dramatycznej sprawie i do tej pory nie zajęła w niej stanowiska, mimo kilku listów od poszkodowanego. Niedoinformowanym -  o ile tacy jeszcze się w tej szkole znajdują - donosimy, że kotka pana Filcha została porwana przez dwie, powszechnie znane w szkole nie-bliźniaczki, w bliżej nie określonym celu. Od momentu, kiedy Stróż Prawa o mało nie przypłacił życiem ratowania atrapy pani Noriss, wzniecając spory pożar na korytarzu, kudłata pomocnica Wielebnego nie była widziana. Zarówno żywa jak i martwa. Natomiast pogrążony w żałobie Argus Filch napytał sobie w tym czasie poważnej biedy, ściągąjac na siebie zainteresowanie Ministerstwa Magii.

  Po nieokrzesanych wyczynach w trakcie lekcji wizytacyjnej, które skończyły się dla niektórych uczniów krótką hospitalizacją z powodu rozstrojów żołądka na tle wszelakim, sam pan woźny wylądował w stanie skrajnej nędzy w skrzydle szpitalnym. Od czasu jak jego legendarne kolano zostało zagipsowane, praktycznie przestał opuszczać swój gabinet, a postronni świadkowie wspominają w swych donosach o bardzo niepokojących rozmowach jakie zdarzało im się podsłuchać pod drzwiami.

  Poza informacją, że pana Argusa miałby odwiedzać jeden ze Ślizgonów, w którego towarzystwie woźny miałby pokrzykiwać polecenia na tle niemoralnym (określenie "natychmiast ściągnij" brzmi zdecydowanie źle, a to zaledwie jeden z cytatów jaki otrzymaliśmy w poczcie od czytelników), pojawiają się głosy, że pana Filcha widywano również na korytarzu o godzinie piątej trzydzieści. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby poza mopem, Pan Wielebny nie przyodziewał się w coś, co jeden z czytelników określił mianem drapeterii, natomiast inny - figlarnym abażurem, a wszystko to w podrygach, w dużym domyśle przypominających balet. Jednocześnie pragniemy zauważyć, że pan woźny w swych szamańskich działaniach czuwał nad tym, by obyło się bez świadków i przed godziną szóstą umykał do swego gabinetu.

  Kontaktowaliśmy się w tej sprawie z naszą główną wróżbitką, która przekazała nam kilka niesamowitych wieści. Mianowicie wszelkie znaki na niebie, ziemi i korytarzach Hogwartu wskazują, że pani Noriss poza pomocnicą woźnego, była też jego artefaktem szczęścia i być może to skłoniło porywaczki do konfiskaty kota. Nie da się ukryć, że zakołtuniona kocica wykazywała niebywałe umiejętności w pojawianiu się nagle za plecami rzezimieszków, w torbach, w celu oddania uryny, a nawet zdarzyło jej się zjeść kilku pomniejszych pupili, którzy śmieli nadgryźć kanapki pana Argusa. Nasza redakcyjna wróżka wyczuwa też niezwykłe wibracje, bynajmniej posadzkowe, z działań Stróża Prawa, a rzekomy taniec może być afrykańskim rytuałem przywołania kota na łono zakurzonego gabinetu. Ewentualnie również deszczu, co tłumaczyłoby ostatnio paskudną pogodę.

  W związku z czym cała redakcja oraz zaniepokojeni uczniowie proszą Drogie Porywaczki o zwrot zwierzęcia, zanim pan Filch z desperacji podejmie jeszcze straszliwsze kroki niż odprawianie baletu w godzinach porannych. Pamiętajcie, dla nas i tak jesteście już bohaterkami. Te kilka tygodni bez woni kociego moczu z pewnością było zbawienne dla naszych nosów!




Niezidentyfikowany obiekt

latający i śpiewający




   Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czyj skrzek rozlegał się po korytarzach snując nędzne ballady o jedzeniu, to macie wątpliwą przyjemność poznać wykonawcę osobiście! Po wielu konsultacjach z badaczami zjawisk paranormalnych oraz naszą szkolną zjawą, Jęczącą Martą, udało nam się zlokalizować nadawcę jeżących włosy wszelakich przyśpiewek o relacji między kartoflami a ogórkami.
Z pewnością drogi czytelniku płoniesz jak pani Noriss po podlaniu benzyną, by dobrnąć do linijki, która zdradzi Ci tę prawdę objawioną... my jednak potrzymamy cię chwilę w niepewności.

   Najpierw wrócimy do tajemniczej sprawy z przed kilku miesięcy, kiedy to wielu poirytowanych Ślizgonów zgłosiło opiekunce, że coś przesiaduje w ich ogólnodostępnej szafie, napiernicza w drzwi i wykrzykuje jakieś zbdury "o żarciu i parciu". Po zbadaniu mebla nie znaleziono tam nic poza skapciałą, żółtą poduszką  a irytujące głosy jakby zniknęły.
  Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie z udziałem jeszcze jednej meblościanki i dwoma kuframi, ale nawet rozjuszony Krwawy Baron nie zdołał znaleźć dowcipnisia. Jego kolejną ofiarą stał się nikt inny jak pan woźny, który kilka upojnych nocy spędził mknąc korytarzami - jeszcze na swym sprawnym kolanie - uzbrojony w mopa i latarnię. Niestety sprawca pozostał nieschwytany, a Pan Wielebny musiał odpuścić kolejne pościgi ze względu na reumatyzm. Sprawa pozostawała niewyjaśniona od paru tygodni i wszyscy zgodnie już uznali, że był to nowy wybryk Irytka, którym po pewnym czasie się znudził.

  Aż do wczorajszego poranka, kiedy jedna z naszych czytelniczek wybiegając z zamku spóźniona na lekcję zielarstwa, zderzyła się z czymś miękkim, żółtym i pomarszczonym. Nie było to nic innego jak owa niepozorna poduszka, którą widziano w szafie Ślizgonów. Z tym, że teraz lewitowała, zadziwiająco przypominała ziemniaka i przywitała swoją ofiarę gromkim okrzykiem. Po odśpiewaniu kilku wersów dziwnej pieśni, niespiesznym lotem zniknęła w odmętach korytarza. Fruwający pyr widziany był później jeszcze wiele razy, za każdym razem powtarzając swój repertuar przyśpiewek i leniwych obrotów w powietrzu. Nie reagował na żadne próby unieszkodliwienia, w tym bombardę, która dawała efekt zaledwie na kilka sekund.

  Niesforny jasiek pozostaje nieuchwytny, a co złośliwsi komentują, że najwyraźniej któryś z Puchonów zadurzył się w jednej ze skrzatek zamieszkujących szkolną kuchnię - to by tłumaczyło temat pożywienia przewijający się w balladach poduszki. Z dalszego śledztwa wynika, że owa nietypowa wybranka na imię ma Porcia i niestety nie gustuje w ziemniakach.


Dla zainteresowanych pozostawiamy zapis haseł reklamowych PYRODUSZKI:
"Jestem Puchonem, przytul mnie Porciu!"
"Nie płacz kiedy się ślizgnę, bo kłączem będę przy Tobie, i nawet gdy się rozbryzgnę, piuree zawsze jest w modzie!".
"Moje myśli są równie brudne co krew, jak patrzę na Ciebie droga Porciu! "
"Gościu, siądź na mym kłączu a odpocznij sobie. Nie zrobię z ciebie mizerii, obiecuję Tobie"
"Mogę mieszkać w ogródku i pilnować gnomów, jeśli mnie nie chcesz w domu, ale zgódź się Porciu i zostań moją żoną! Ewentualnie mizerią, stanowimy razem świetny obiad!"





Horoskop obiadowy







Zainspirowani ostatnimi wydarzeniami postanowiliśmy zlecić naszej wróżce bardzo nietypowy horoskop... Po prostu sprawdź kim jesteś na obiadowym talerzu!


Ślizgoni są jak ... MIZERIA

Już czuję oddech waszej zemsty na karku! Ale zanim zaplujecie mnie jadem i zakopiecie pod oknem gabinetu Argusa Filcha, doczytajcie chociaż do końca!
Uczniowie Domu Węża na prawdę są jak ogórki. I to nie tylko dlatego, że można nimi straszyć koty. Każdy adept sztuki kuchennej wie, że do ogórka trzeba mieć podejście - jeśli zacznie się od złej strony, warzywo to będzie gorzkie, jak zdarza się również Ślizgonom, którzy nie wybaczają potknięć. Tak samo jak zostawiania ich w trakcie wszelakiej "obróbki" - ilości jadu jakie wtedy ich opuszczają niczym woda ogórek, mogą grozić katastrofą gorszą niż kulinarna! Dlatego kończ waść co zaczynasz, inaczej nie wyjdzie z tego nic smacznego. Mimo to, jeśli ich dosłodzić wysokoprocentową śmietanką, powszechnie znaną jako komplementy, to trudno sobie wyobrazić lepszy dodatek do obiadu - wróć - towarzystwo! W związku z czym będą idealnym uzupełnieniem do każdego innego znaku obiadowego, pod warunkiem, że odpowiednio przygotujecie ich na waszą znajomość!
A wy drodzy Ślizgoni pamiętajcie: ogórkami można obłaskawić kappy, stąd idealnym motywem na podryw będzie dla was wybawienie wybranki (bądź wybranka!) z opresji. Sami przyznajcie, Wielebny ma w sobie coś z tego łysawego stwora...


Gryfoni są jak ... BITKI WOŁOWE


I to nie dlatego, że gryfy z pewnością lubią się opychać mięchem - tam samo jak chłopcy w wieku nastoletnim. Bitki mogą być rarytasem, pod warunkiem, że podda się je odpowiedniej obróbce - tak jak w wypadku Gryfonów, pośpiech nie jest wskazany i grozi podeszwą, o ile nie na talerzu, to na waszym tyłku, w komplecie z kopniakiem.
Na pocieszenie mogę powiedzieć, że mięso smakuje lepiej, kiedy się je wpierw ubije tłuczkiem, z tym, że ludzi z pod znaku bitek okładajcie raczej gołymi pięściami (ewentualnie parasolem, wbrew pozorom żaden zgon w wyniku kontaktu z tym narzędziem nie został jeszcze zarejestrowany), inaczej wasza pierwsza randka może się skończyć w skrzydle szpitalnym, albo co gorsza - prosektorium.
Kiedy już obłaskawicie swój kąsek, z użyciem przemocy czy też nie - pamiętajcie, że atmosferę między wami trzeba rozgrzewać stopniowo. Po tym, że wasz Gryfon nadaje się do konsumpcji będziecie wiedzieć natychmiast - cała jego osoba będzie emanować miłością do was, jak pyszniutkie bitki swoim niezastąpionym aromatem.
Natomiast wy drodzy Gryfoni: bitki bez sosu to nie bitki, a jak wiadomo sosik wszystkiemu nadaje smaku, tak jak hobby, więc jeśli chcecie kogoś poderwać, spróbujcie go zarazić swoją pasją!


Puchoni są jak ... PIUREE


Nikt dokładnie nie wie od kiedy na uczniów Hufflepuffu zaczęto pokątnie mówić  "ziemniaki" i czy jest to określenie obraźliwe, czy też niekoniecznie.
W wypadku naszego horoskopu z pewnością nie! Puchoni zdecydowanie są jak ziemniaki - niepozorni, ale zdolni w wielu dziedzinach - najpewniej tylu, ile jest możliwych dań z kartofli. My jednak nie bez powodu zdecydowaliśmy się na piuree... ludzie z pod znaku tej ziemniaczanej pulpy, są równie podatni na wpływy innych i to, czy będą one miały na nich pozytywny wpływ zależy już od intencji "kucharza". Same pyry mogą się niektórym wydać nijakie, stąd należy zwrócić uwagę na łatwość z jaką można je "doprawiać" - zarówno panie i panowie z pod znaku piuree są otwarci no nowości i rzadko kiedy odmawiają, chyba, że godzi to w ich wartości.
Dlatego jedyne co musisz zrobić, to przekonać ich, że warto spędzić trochę czasu w twoim towarzystwie - uśmiech i wspólne jedzenie z pewnością załatwi sprawę!
Naszym kochanym Puszkom doradzamy: Nie zrażajcie się, jeśli przy pierwszym kontakcie coś pójdzie nie tak - niby się mówi "zjedz mięso - zostaw ziemniaki", ale wy musicie być jak piuree - trochę masełka, mleka czy śmietanki i macie wybranka na talerzu!  Kiedy druga połówka obiadu rozsmakuje się w waszym towarzystwie - już się nie rozstaniecie!


Krukoni są jak ... KUBEŁEK BBQ


Nigdy nie wiesz na jakiego trafiasz. Są Krukoni pikantni, po których zrobi ci się gorąco jak na dywaniku u dyrektora, są tacy na których woń (i widok) zaczniesz się ślinić... ale i tacy, którzy są jak skrzydełko - dużo krzyku o nic, same gnatki!
Tak jak w kubełku, musisz wytrwale poprzebierać w kawałkach, żeby znaleźć coś dla siebie, tak Dom Kruka pełen jest indywidualistów. Różnie doprawieni, każdy jak kawał mięsa z innego zwierza - jest w czym wybierać! Albo i nie, bo równie dobrze - tak jak w kuble - czują się świetnie w swoim towarzystwie.
Jeśli jednak nie uważasz się za mięsożercę i pragniesz dzielić swój życiowy talerz z kimś innym, najpewniej dogadasz się i z mizerią, która doceni twoje walory poznawcze i przebogatą wiedzę (którą jesteś przesiąknięty niczym żeberka marynatą) ale równie dobrze poczujesz się w towarzystwie osób z pod znaku piuree - złagodzą twoje dziwactwa i niepokojące stany psychiczne (które są jak nieco obluzowana pokrywka w solniczce, która cię doprawiano). Związek z bitkami może być niezwykle burzliwy i specyficzny - tak jak relacje zwolenników sosu bbq i sosu własnego.
Drodzy Krukoni: doskonale wiemy, jak cenicie sobie swój czas, w związku z czym doceńcie kubełek i poszukajcie swojego drugiego skrzydełka we własnym domu! Nikt was tak nie zrozumie, jak towarzysz przesiąknięty tą samą marynatą!






W związku z jubileuszowym numerem Lustra, do dwóch egzemplarzy została załączona bransoletka z Roswell - niezwykły gadżet posiadający paranormalne właściwości.
Znalazcom gratulujemy łupu!
Żegnamy się gorąco i do kolejnego numeru!


 

Lustro nr 20

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Strefa Gracza
 :: 
Magiczna Prasa
 :: Lustro
-