IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Dorcas Meadowes
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 303
Skąd : Dolina Godryka

PisanieTemat: Dziedziniec   Sob Lut 15, 2014 6:08 pm


Przestronny, sporej wielkości zamkowy dziedziniec. Otaczają go kamienne filary, między którymi znajdują się wygodne ławeczki. Nad nim, dookoła, ujrzeć można coś w rodzaju tarasów lub raczej balkonów widokowych. Na środku dziedzińca znajduje się piękna fontanna - idealne miejsce do ochłodzenia się podczas upałów. Wiosną można też pozachwycać się różnorodnością kwiatów, jakie rosną na niewielkich grządkach. Uczniowie lubią tu przesiadywać w wolnych chwilach - pouczyć się lub po prostu pogadać.Ale i zimną nie jest to nudne miejsce. Tan duży plac świetnie sprawuje się jako pole bitwy na śnieżki.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 469
Skąd : Berlin

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Czw Kwi 17, 2014 9:36 pm

Po wysłaniu Jasmine sowy z listem w dziobie Franz przez cały dzień nie mógł myśleć o niczym innym, jak o wieczornym spotkaniu. Musiał przyznać, że panna Vane całkiem nieźle namieszała mu w głowie. Niegdyś czuł się podobnie jedynie przy Vivienne, i chociaż pewnie nie powinien porównywać niczego ani nikogo do swojej dawnej ukochanej, takich wspomnień nie dało się uniknąć. Nie dało się bowiem uciec od przeszłości. Ślizgonka była jedna zupełnie inną osobą, miała kompletnie odmienny charakter, a jednak wydawała mu się chyba jeszcze bliższa, mimo że nie mieli okazji do wielu spotkań, a jeśli już taką okazję wykorzystali, to wiadomo, iż spotkania takie kończyły się zawsze w ten sposób. Albo kłótnią albo łóżkowymi ekscesami. Dopiero ta ostatnia sytuacja, która miała miejsce w Dziurawym Kotle uświadomiła Niemcowi, że z tą dziewczyną łączy go znacznie więcej. A przynajmniej tak mu się wydawało. Być może on sam był zbyt sfrustrowany, a w swoim życiu potrzebował kogoś takiego jak Jasmine. Kobiety, która będzie cały czas przy nim i która będzie pomagała mu w jego wyborach, wspierała miłym słowem. Krueger podświadomie odczuwał bowiem samotność. Nie miał z kim zamienić słowa, bo i nie miał ochoty rozmawiać z tymi, którym nie potrafił w pełni zaufać. Jedyne bliższe znajomości w jego życiu opierały się na relacjach ze śmierciożercami albo potencjalnymi, przyszłymi poplecznikami Voldemorta, a i od tego świata siedemnastolatek czuł, że musi się odciąć. Cały czas wszyscy czegoś od niego wymagali, a prawdę powiedziawszy, Franz odnosił wrażenie, że jego dotychczasowe przyjaźnie, nawet ta z Rosierem, w pewnym sensie pozostają interesowne.
Z tych względów niemiecki czarodziej niezmiernie cieszył się na wieczorne spotkanie, które w jego mniemaniu nawet mogło uchodzić do rangi randki. Pierwszy raz przecież zapraszał gdzieś Jasmine, pierwszy raz nie przewidywał nawet po drodze żadnych kłótni, co oczywiście niekoniecznie musiało imać się z jego pierwotnym założeniem. Po prostu, miał ochotę spędzić wieczór z kimś, kto patrzył na niego inaczej, niż przez pryzmat czarnoksięskiej rodziny. Z kimś, kto nie będzie go szufladkował jako tego, który został od małego poświęcony służbie Voldemortowi. A tym samym oczywiście pozwolić sobie na chwilę zapomnienia i rozluźnienia atmosfery, która ostatnimi czasy wykańczała jego organizm i nie pozwalała normalnie funkcjonować. Jeszcze w dormitorium Krueger zaczął się skrzętnie przygotowywać do spotkania. Zimny prysznic otrzeźwił nieco jego myślenie. Następnie chłopak wybrał jeden ze swoich czarnych garniturów, białą koszulę i czarny krawat, a w ramach dopełnienia stroju, rzecz jasna, lakierki w tej samej smolistej barwie. Czego nie powiedzieć o Niemcu, miał ogromne poczucie estetyki i elegancji i zawsze wyglądał nienagannie. Zresztą, mentalnie zawsze bardziej przypominał Brytyjczyka. Nic dziwnego, skoro mieszkał w Londynie już od dawna i nawet próżno było szukać w jego głosie nuty niemieckiego akcentu, który w pełni poddał się brytyjskim wpływom.
Wreszcie, dosłownie kilka minut przed godziną dwudziestą, Franz dotarł na dziedziniec. Poważnym i dostojnym krokiem przeszedł kilka metrów, żeby zasiąść na kamiennej ławce za jednym z filarów. W pełnym garniturze (co akurat w jego przypadku nie odbiegało od codzienności) i w oczekiwaniu na przybycie Jasmine, czuł się niemalże jak James Bond, tajny agent 007. Piękna kobieta, którą zaplanował sobie zdobyć. Brakowało tylko gadżeciarskiego Astona Martina, który jednak w tej chwili nie był Kruegerowi wcale potrzebny. Zegarek z wbudowanym detonatorem wcześniej przygotowanego ładunku wybuchowego również w tym przypadku wydawał się zbędny. Tym bardziej, iż wystarczyło już to, że sama panna Vane przypominała tykającą bombę zegarową, którą akurat uruchomić było bardzo łatwo. W końcu kto inny, jak Franz, potrafił ją skuteczniej rozwścieczyć? I chociaż miał nadzieję, że tym razem tego uniknie, nieodgadnione były wyroki tego dziewczęcia. Westchnął tylko w myślach na samo wspomnienie ich kłótni, próbując odrzucić je od siebie i przybrać bardziej optymistyczną wersję ich… randki?

_________________

This is all I ever wanted for You, Jas. For both of us.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Czw Kwi 17, 2014 10:33 pm

List od Franza przyszedł w najmniej oczekiwanym przez Jasmine momencie. Siedziała właśnie przy stole Slytherinu w Wielkiej Sali i rozmawiała z kolegami i koleżankami na temat zbliżającej się imprezy, którą Jas i Alecto chciały zorganizować w jednej z opuszczonych sal. Sowa lekko wylądowała na blacie i podniosła nóżkę z wiadomością. Jego treść, chociaż lakoniczna zaintrygowała dziewczynę. Wyrwała komuś obok pióro z ręki i naskrobała na odwrocie odpowiedź. Dopiero gdy zwierze odfrunęło, doszło do niej, że zgodziła się WYJŚĆ gdzieś z Kruegerem. Nie miała jednak teraz się motać albo odmawiać. Słowo się rzekło. Nie widzieli się dosyć trochę od czas bójki w Dziurawym Kotle, chociaż spotkanie w zapomnianej sali było bardzo świeże w umyśle Jasmine. Jeszcze teraz czuła palec na swych ustach, który skłaniał ją do milczenia i ciche słowa Niemca. Namieszał ostro w jej głowie i jak wcześniej udawało jej się wszystko od siebie rozdzielać, tak teraz miała nieodparte wrażenie, że wszystko się wysypuje ze starannie uporządkowanych szufladek i tworzy jeden, wielki chaos... ale podobno tylko mądry nad nim potrafi zapanować. I mimo, że klamka zapadła i sowa pojawiła się jeszcze tylko raz, myśli Jasme nie były w stanie skupić się na czymkolwiek innym, a wskazówki zegara zdawały się strajkować i stać w miejscu. Na raz przeżywała chwilę zamyślenia i bezsilnej irytacji. Nie potrafiła dojść do ładu ze sobą, ponieważ NIE TAK się umawiali... ale czy oni się kiedykolwiek na coś umawiali? Odkrywali się kawałek po kawałku i okazywało się nagle, że ich nienawiść mogła być jedynie sygnałem, że łączy ich więcej niźli chcieli. Faktycznie, wiele aspektów ich historii było wręcz identyczne i to najpewniej skłaniało ich ku sobie. Natomiast sama Jas nie wiedziała już kompletnie, co ma robić by ani trochę na tym nie ucierpieć..
Godzinę przed wyjściem pozwoliła, by ciepłe strugi wody obmyły jej skórę i orzeźwiły umysł. Wyjęła z szafy czarną sukienkę , która idealnie opinała się na jej ciele. Była zarówno skromna jak i seksowna w swym stroju, z odrobiną elegancji, gdy założyła do tego czarne, chociaż niezbyt wysokie obcasy. Wszystkiego dopełnił srebrny wisiorek z czarnym kryształem. Przybyła na dziedziniec dokładnie wraz z wybiciem przez wieżę zegarową godziny dwudziestej. Zauważyła Franza na ławce i mimowolnie przyspieszyła chód.
-Cześć przystojniaku. -przywitała się, doceniając jego wybór garnituru i ogólny efekt końcowy. Dziwnym trafem wszystkie natrętne myśli uciekły. Więc... randkę czas zacząć. Wspólnie udali się do jednego z tajemnych przejść, by dostać się do wspomnianego już w listach Hogsmeade.

Z tematu.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Natalie Courageux-Vierge
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/05/2014
Liczba postów : 18
Skąd : Knaphill

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 4:43 pm

Dzień zapowiadał się całkiem zacnie - w końcu co mogło go zepsuć, skoro od rana nie wpadła na żadnego paskudnego Ślizgona? W końcu każdy wie że dzień bez Ślizgonów, to najlepszy dzień jaki może być. Podobał jej się jej dzisiejszy wygląd, mimo że przez leginsy jej nogi wydawały się jeszcze drobniejsze niż były w rzeczywistości. Chociaż pewnie nikomu poza nią by się nie spodobała dzisiaj, ale co tam, beztrosko iść, byle przed siebie. Powoli i spokojnie przechadzała się po dziedzińcu, kiedy nagle zauważyła że w pobliżu coś leciało. Prawdopodobnie jakiś owad. Ale cóż to może być?! Tą tajemnicę należy odkryć i to jak najszybciej! Wodziła wzrokiem za tym latającym...czymś i poszła za nim ślepo. Możnaby odnieść wrażenie że ma klapki na oczach - nie widziała zupełnie nic innego, tylko małe latające coś. Nawet nie wiedziała za bardzo gdzie idzie - przejęła się i cała swoją uwagę poświęcała tej nieistotnej drobnostce, jaką było dostrzeżenie co to leciało. Ale leciało szybciej niż ona szła. No to teraz ten żuczek czy co to tam było zobaczy, że nieładnie tak ją wyprzedzać. Hop. Hop. Hop. Po co iść, skoro można skakać? Więcej odległości się pokonuje, to przecież oczywiste. Hop hop. A latające nie-wiadomo-co dalej uciekało! Okrutne. Jak tak w ogóle można? Zaczęła skakać szybciej, wpatrzona w małego owada jak w obrazek. DOGONI GO! Na pewno go dogoni i odkryje jego tożsamość!
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 5:01 pm

Dopadła go pani Pince. Znalazła go na czwartym piętrze i ślicznie poprosiła o pomoc w przetransportowaniu dwunastu ksiąg do nauczycielki wróżbiarstwa - planowała ponoć coś innego niż przepowiadanie śmierci uczniom. Wcisnęła mu do rąk tomiszcza i zniknęła nim zdążył zaprotestować. Widać, nie tylko Henry unikał profesorki od wróżbiarstwa jak ognia. Chcąc nie chcąc, nie mógł się już wymigać, skoro bibliotekarka zniknęła z pola widzenia. Wszyscy w szkole wiedzieli, że spotkanie z tą profesorką od tego konkretnego przedmiotu kończyło się niespodziewanie długimi rozważaniami na temat przyszłości. Henry tym bardziej to odczuwał, bo nauczycielka co go spotkała, płaczliwym głosem żegnała się z nim i non stop oglądała przez ramię, jakby widziała go ostatni raz w życiu. A teraz został z wiercącą się górą ksiąg i miał je dostarczyć osobiście tej wiedźmie. Pytanie gdzie ona jest? Nie spotkał jej w swojej wieży, a nie znał też jej miejsc, w których ukrywała się przed nieznośnym światem.
Puchon szedł powoli, starając się nie przewrócić. Nie widział nic, góra go zasłaniała i chwiała się, gdy tylko źle postawił stopę. Nie miał nawet jak wyjąć różdżki, aby to zaczarować! Cudem udało mu się zejść na parter i dopytać Grubego Mnicha czy nie widział nauczycielki. Odpowiedź brzmiała: pięć minut temu płakała na dziedzińcu, szlochając i przemawiając do goblina wiszącego obok drzwi wejściowych. Nie zachęcało to do kierowania się w tamtą stronę, ale nie miał wyjścia! Mógł jedynie żywić nadzieję, że uda mu się szybko ulotnić i nie zwracać uwagi na te przerażające spojrzenia nauczycielki. Zrezygnuje z tego przedmiotu już we wrześniu; nie uśmiechało mu się więc spotykanie psorki przed końcem roku.
I nagle bach. Skręcał właśnie w stronę trawiastej części dziedzińca. Nie zauważył biegnącej Krukoni i po prostu w nią wpadł, nie tylko przewracając siebie samego, ale też i dziewczynkę. Wszystkie książki pospadały wokół - kilka nie omieszkało walnąć przy okazji uczniów w głowy - otwierając się na różnych stronach i gubiąc przeżółkłe kartki. Henry przez chwilę widział wokół swojej głowy latające okładki książek zanim wzrok mu się wyostrzył i pojął co się stało.
- Merlinie, przepraszam! - zerwał się na równe nogi i wygrzebał spod książek nieznaną mu Krukonkę. Złapał ją za ręce i pomógł wstać. - Przepraszam, nie zauważyłem jak biegłaś! Dotkliwie się uderzyłaś? - wybałuszał oczy na dziewczynę i starał się ignorować irytujące pulsowanie na czole, gdzie z pewnością wyrośnie imponującej wielkości guz. Musiał oberwać wyjątkowo ciężką książką... Pytanie, dlaczego Krukonka nie widziała jego? Wszak wszyscy go omijali szerokim łukiem widząc co i w jakiej ilości taszczy.
Zobacz profil autora
Natalie Courageux-Vierge
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/05/2014
Liczba postów : 18
Skąd : Knaphill

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 5:25 pm

Tak! Doskoczyła na tyle blisko że zauważyła w końcu co to za mały cwaniaczek. Żuczek! A tuż przed żuczkiem i Natalie...latające książki? Czyżby książki same latały? Pewnie o Quidditchu były. Szkoda że nie umiała grać. Ale to nie było jej najgorsze zmartwienie w tej chwili. Najgorsze było to, że o ile żuczek skręcił na czas, o tyle ona się...zamyśliła! Tak, zamyśliła to dlatego! I przypadkiem wskoczyła na latające książki. BOLAŁO! Ciężkie, latające książki. Przysypały ją. A więc to tak umrze. A straszyli ją że nadmiar wiedzy ją kiedyś zabije. Mieli rację! Tylko chyba nikt się nie spodziewał, że zwali się na nią tyle informacji naraz. Żegnaj okrutny świe...COŚ JĄ CIĄGNIE! O nie! Ona nie chciała iść w stronę światła. Czemu ją ciągnęło? Chociaż nie, to nie światełko. Jakiś chłopak ją wyciągał spod książek! Wybawca! Uratował jej życie! Dopiero po chwili zorientowała się że te książki przecież wcale nie latały. Niósł je ten oto uczeń uczeń! A to cwaniaczek. Na pewno z premedytacją na nią wpadł, tylko po to by być bohaterem na białym rumaku. Ale rumaka zapomniał. Chociaż...nie, raczej nie. Los znowu dawał jej do zrozumienia że bycie niskim nie popłaca. Nikt jej nie zauważa nawet. Kiedy ją podniósł zorientowała się że twarz jest cała. Na szczęście. Szkoda że to był jedyny pozytyw. Wszystko ją bolało. Wiedza bywa ciężka. Wtedy właśnie zrozumiała że skoro Puchon pomógł jej wstać, to musiał jej dotknąć. Kontakt fizyczny z nieznajomą osobą. O nie! Natalie zaczerwieniła się. Twarz pod kolor włosów, no ładnie. Przygryzła wargę lekko zdenerwowana. Musiała mu jeszcze odpowiedzieć. Z trudem się na to zdobyła.
-Nic...sssie nie stało. Taki malutki siniaczek-powiedziała i spuściła wzrok. Nie zauważył jak biegła? Ale przecież skakała. Czyli się pomylił. Jednakże skoro nie zauważył jak skakała, to faktycznie to jej wina i wpadła na niego. Czyli pewnie jest na nią zły. Mimowolnie powoli odsunęła jedną nogę do tyłu. W końcu jeśli był zły, to pewnie zamierza ją skrzywdzić, więc lepiej się troszkę odsunąć. A na pewno był zły, kto by nie był zły gdyby jakiś mały rudzielec na niego wpadł? Swoją drogą coś nie tak z jej nogą. Źle się ustawiła. A to złośliwe nożysko! Jak tak w ogóle można. Własna noga przeciwko niej. Okrutna noga. Jednakże kiedy już ustawiła się nie tak jak trzeba, to się wysuneła. A skoro się wysuneła, to za nią wysunęła się reszta Natalie, przez co skończyła w pozycji siedzącej, ze złączonymi kolanami i nogami po zewnętrznej. Pozycja mimo że była bardzo wygodna, to niestety nie uratowała jej biednego tyłka od kolejnego spotkania z ziemią. Same siniaki. No po prostu multum siniaków. Trzeba będzie je ponazywać. A co do nazywania...mimo że nie wiedziała kim był chłopak na którego wpadła, to pewnie był bardzo zły na nią. Należało przeprosić! Albo się wytłumaczyć chociaż. Zaczerwieniła się jeszcze bardziej, spojrzała na niego z miną zbitego psa i powiedziała cicho:
-Ale ja nie chciałam. Naprawdę. Tak przypadkiem mi wyrosłeś na drodze. To nie był atak...czy coś. Wybacz mi
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 5:48 pm

Nie zauważył jej, bo był zasłonięty książkami - był więc usprawiedliwiony. Nie zmieniało to faktu, że było mu przykro z tego wypadku. Co innego, gdyby sam fiknął koziołka, a co innego, gdy kogoś poturbował. Mógł jedynie mieć nadzieję, że nie stało się nic poważnego i wyjdą oboje z tego cało. Ktoś mu kiedyś mówił, że przedmiot wróżbiarstwo czyni więcej szkód niż dobrych uczynków. Zaczął w to wierzyć, skoro nosząc księgi o tej właśnie tematyce, wpadał na Merlinowi winnych uczniów.
Henry zauważył, że dziewczyna nagle poczerwieniała i broniła się przed nim, jakby miał zrobić jej krzywdę czy zanieść woźnemu na pożarcie. Nikt nie miał zwyczaju czerwienienia się w jego obecności. Nigdy nikogo nie onieśmielał ani nie dawał powodów do wstydu. Było to coś dziwnego i Henry był szczerze zdumiony. Zamrugał oczami odpędzając od siebie latające wokół głowy okładki książek ze skrzydełkami. Ciekawe czy profesor od wróżbiarstwa przewidziała takie wypadki... Jeszcze bardziej się zmartwił, gdy po cofnięciu się upadła. Po raz kolejny złapał ją za ramię i pomógł wstać.
- Za co mnie przepraszasz? To ja przepraszam, że cię poturbowałem. - nie rozumiał tej czerwonej twarzy i przerażenia, jakby poważnie miał wobec niej złe zamiary. - Chodź, pomogę ci usiąść i obejrzę nogę. Znam się trochę na tym. - uśmiechnął się do dziewczyny krzepiąco i powoli podprowadził ją do marmurowej ławki, gdzie ją usadził. Wyjął różdżkę i machnął na książki, które automatycznie wzbiły się w powietrze i ułożyły grzecznie jedna na drugiej gotowe do dalszego transportu. Zostawił je tak lewitujące i skupił swoją uwagę na Krukonce.
- Mogę opatrzyć ci nogę? Szybciej pójdzie niż wycieczka do pani Pomfrey. - zapytał uprzejmie o zgodę na wypadek, gdyby dalej przerażał dziewczynę. Henry był bardzo zdziwiony, że ktoś mógłby się go obawiać. Był z natury łagodnym człowiekiem, a Krukonka wydawała się wystraszona samym faktem, że w ogóle jej pomaga. Lancaster nigdy nie zrozumie kobiet. To chyba wykraczało poza jego skromne możliwości. Miał wyrzuty sumienia z tego czołowego zderzenia. Taki pech mógł przydarzyć się tylko jemu.
Zobacz profil autora
Natalie Courageux-Vierge
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/05/2014
Liczba postów : 18
Skąd : Knaphill

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 6:14 pm

Znowu jej dotykał! Co prawda wydawał się miły, ale jednak! Przez niego już na zawsze jej zostanie taka czerwona twarz i co wtedy? Jeszcze ktoś pomyśli że podpalił jej głowę! Swoją drogą trochę tak się czuła, bo policzki jej cały czas płonęły.
-Nie, to moja wina, zamyśliłam sie, przepraszam.-wydukała. Nie potrafiła się skupiać. On ją onieśmielał tym nadmiernym zbliżaniem się do niej. Na pewno miał w tym ukryty zamiar jakiś, przecież nieznajomi w żadnej opowieści nie byli dobrzy! Mimo to noga ją bolała niemiłosiernie, jak zresztą prawie cała reszta ciała, a ona nie potrafiła mi się próbować postawić - była zbyt przerażona. Dlatego też nie odmówiła i posłusznie pozwoliła się zaprowadzić na ławkę. Mimo wszystko opatrywanie jej nogi wydawało jej się niepotrzebne. Nie żeby nic z nią nie było, bo raczej było, w końcu zwykła noga się tak nie zachowuje, ale to było krępujące! Mimo wszystko nie mogła odmówić, bo bała się mu odmówić - jeszcze by się na nią bardziej zdenerwował. Bo na pewno był na nią strasznie zły, tylko tego nie okazywał.
-Tak, to będzie bardzo miłe.-odpowiedziała i spojrzała w inną stronę. Wolała na niego nie patrzyć i udawać że wcale nie jest czerwona. Po prostu...tak światło padało, o. Chociaż to że się przy nim tak czerwieniła, zawstydzał ją jeszcze bardziej. Wtedy nagle usłyszała ciche bzyczenie i zauważyła że przeleciał nad nią żuczek którego wcześniej goniła. To wszystko jego wina! Jeśli ten pozornie miły chłopak zrobi jej krzywdę, to wszystko wina tego żuczka. Zły żuczek, nu nu nu, tak nie wolno robić, no tak nie wolno robić. A może faktycznie pan Puchon był miły? I nie miał złych zamiarów? W końcu nie wyglądał Ślizgońsko! A jak ktoś nie wygląda Ślizgońsko i nie jest Ślizgonem, to musi być dobry! Taka filozofia. W takim razie można spróbować z nim porozmawiać.
-A...przyy okazji. Nazywam się Natalie, a Ty?-mrukneła cały czas lekko speszona. Aj, to był zły pomysł żeby odzywała się niepytana. Nie powinna tego robić, to było zawstydzające, tak odzywanie się do kogoś nieznajomego bez pytania. Oby się nie zezłościł teraz.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 6:44 pm

Gdyby wiedział co się dzieje w tej rudej głowie jak nic by się roześmiał zażenowany. Próbowała przypisać mu epitety ślizgona, co było samo w sobie absurdalne, bo był od nich skrajnie różny. Krukonka wyglądała na bardzo młodą, stąd jej onieśmielenie i czerwone poliki. Peszyło go to trochę, bo nie wiedział czy ona się go naprawdę boi tak, na jaką wygląda czy jest tak samo zażenowana jak on sam.
Gdy zgodziła się na opatrzenie nogi, w duchu odetchnął z ulgą. Przynajmniej w pewnym stopniu zadośćuczyni czołowemu zderzeniu. Kucnął przed ławką i dziewczyną, a potem delikatnie uniósł uszkodzoną kostkę. Musiał zdjąć jej jednego buta i już porzucając pytanie pozwolenie (to było zrozumiałe samo przez się), zdjął malutkiego buta i postawił obok. Przyłożył różdżkę do kostki i mruknął pod nosem Episkey. Pojawił się cieniutki błękitny strumyk zaklęcia, które owionęło całą stopę, naprawiając szkody poprzez możliwie trochę bolesne pstryknięcie.
- Już powinno być w porządku. Spróbuj przełożyć ciężar na stopę. - zasugerował profilaktyczne sprawdzenie stanu kończyny. Odsunął się kawałek, robiąc jej miejsca, aby wstała i dała znać czy jeszcze przypadkiem nie przyczynił się do innych szkód.
- Niemiłe okoliczności zapoznania... - skrzywił się nieco, chowając różdżkę. - Henry. - przedstawił się, ciesząc się nawet z tego, że go nie zna i miał szczerą nadzieję, nie kojarzy z torturami i dopiero co uciszonymi plotkami.
- Widziałaś może psorkę od wróżbiarstwa? Gruby Mnich mówił, że parę minut temu płakała na ramieniu pomnika goblina... jakkolwiek to brzmi. - uśmiechnął się życzliwie. Intuicja podpowiadała mu, aby obchodził się z Krukonką delikatnie i za bardzo się nie spoufalał. Jej czerwona twarz i zdezorientowane spojrzenie trochę go peszyło. Nie wiedział czy ją przeraził tym zderzeniem czy to tylko chwilowy szok. Póki co stał z przylepionym uśmiechem, jakby chcąc mówić "Wcale nie gryzę".
Zobacz profil autora
Natalie Courageux-Vierge
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/05/2014
Liczba postów : 18
Skąd : Knaphill

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 7:58 pm

Kiedy zaczął naprawiać jej nogę, czuła się strasznie głupio. On ją ciągle zawstydzał! Na pewno robił to specjalnie, chociaż jeszcze nie wiedziała jak i po co. Ale będzie go uważnie obserwować. Oj będzie! Skąd niby mogłaby wiedzieć że wcale nie chciał jej zawstydzać? Jej skromnym zdaniem to był jego cel. Cel całego jego życia! Na pewno ją śledził i po nocach planował jak ją zawstydzi. I nadszedł ten dzień grozy. Nadszedł dzień w któ...ał! Jak to tak to? Czemu to tak zabolało? Naprawianie nóżek nie było przyjemne. Zapisać: pilnować nóżek żeby się nie psuły. Już nigdy. Kiedy jej wydał polecenie, to posłusznie wstała. O, nóżka działała! Brawo! Zwycięstwo! Nawet okrutna noga nie mogła jej przeszkodzić w staniu prosto i dumnie! To się nazywa siła! Jest moc. W sumie...stała bez buta...
-Aaaa, zimno w stópkęęęę...-wykrzyknęła do siebie tak jakby zapomniała o obecności Puchona. Szybko założyła swojego niewielkiego bucika...i zorientowała się że przecież on tu jest. Na szczęście już od dłuższego czasu była czerwona, więc to że zalała ją kolejna fala gorąca już wiele nie zmieniało.
-Dziękuję-praktycznie szepnęła, starając się unikać jego wzroku. Bo w końcu uleczył jej kostkę, to trzeba było podziękować, prawda?Chwilę później poznała w końcu imię swojego oprawco-wybawcy. Henry. Hmm. Brzmiało jak...imię! I to męskie w dodatku! A że chłopak zapewne nie był dziewczyną, to wszystko by się zgadzało. Więc skoro już znała jego imię i była mniejwięcej przekonana że nie ma diabolicznie złych zamiarów, to nawet mogła mu odpowiedzieć na jego pytanie!
-Eeem...a czy psorka od wróżbiarstwa jest może żuczkiem? Bo jak jest to bardzo uważnie ją obserwowałam. Niestety, sądzę że nie szukasz żuczka.-zachichotała. W sumie, gdyby chciał ją skrzywdzić, to już dawno by to zrobił, prawda? Powoli zaczynała blednąć. Można uznać że jest swój! Blado się uśmiechnęła. Swój jak Krukon! Kilkoma susami znalazła się za nim.
-Jednakże, Ty pomogłeś mi, ja pomogę Ci!-powiedziała z entuzjazmem jakiego by się po sobie nie spodziewała. Ale skoro był swój, to trzeba go traktować jak swojego! Wskoczyła mu na plecy z okrzykiem:
-Na poszukiwania Henry, pora wyruszać mój rączy rumaku!
Miała tylko nadzieję że chłopak faktycznie jest swój i się nie obrazi. Bo jakby się obraził to nie byłoby miło. Wówczas musiałaby uciekać jak najszybciej, a bez rumaka trudno się ucieka od rumaka.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Maj 21, 2014 8:32 pm

Nawet autor postu śmieje się w głos czytając absurdy pod adresem Henry'ego. Wystarczyło spojrzeć na jego złoto-żółty krawat i gdzieniegdzie wszyte łatki borsuka, aby uzyskać zaprzeczenie wszystkim podejrzeniom dziewczynki. Chłopak zaczął postrzegać Krukonkę jako zbłąkane dziecko, które prawdopodobnie jest jeszcze w trzeciej klasie maksymalnie. Miała w sobie trochę z dziecinności jego Sol i braku powagi Laurel. Poczuł się jakby był jej starszym bratem, a nie nawet niewiele starszym kolegą.
Całkowicie zbiła go z pantałyku swoim krótkim, acz treściwym przemówieniem. Żuczek? Gdzie? Nie wiedział jakim torem ona myślała, ale musiał być to tor zawiły i zaiste niemożliwy do pojęcia. Obejrzał się nawet za żuczkiem, co było samo w sobie żałosne. Chłopak roześmiał się pod nosem.
- Mnich nic nie mówił, jakoby była... żuczkiem. - wzruszył ramionami. Zauważył pewną zmianę w Natalie. Ciągle była czerwona w jego obecności, co go zaczęło bawić. Matt mu nie uwierzy, że on, Henry, zaczął onieśmielać dziewczęta. Nie był nadzwyczajnie przystojny, a innych powodów do rumienia nie widział. Może podpyta Laurel o rozumowania dziewcząt w podobnym wieku? W końcu jego siostra jest dziewczyną, jak udało mu się to zauważyć. Może udzieli mu paru porad jak interpretować zmianę koloru policzków u jej rówieśnic.
Nawet odetchnął z ulgą, gdy Krukonka w końcu poczuła się swobodnie w jego towarzystwie i przestała uciekać wzrokiem, jakby był bazyliszkiem czy ponurakiem. Chciał ją nawet pocieszyć, rozbawić jakoś czy odprowadzić do klasy, gdzie ma następne lekcje, ale mu na to nie pozwoliła. Nagle zniknęła mu sprzed oczu i ni stąd ni zowąd poczuł nieduży ciężar na plecach. Mina Henry'ego była godna zapamiętania - całkowita dezorientacja. Zapomniał nawet gdzie jest, czemu tu jest i gdzie szedł. Przechylił się pod ciężarem małej Krukonki i próbował zrozumieć co ona najlepszego wyprawia. Zawsze wskakuje nowo poznanym chłopakom na plecy? Dobrze, że chociaż tam, a nie do łóżka... no ale mniejsza. Złapał dziewczynę pod kolana i zdjął ją sobie z pleców bokiem, trzymając ją teraz na rękach. Powstrzymywał wybuch śmiechu, starał się zachować powagę! Ni stąd ni zowąd przerzucił Natalie sobie przez ramię, wciąż trzymając ją za nogi, coby nie upadła ponownie.
- Hmm, co by tu z tobą zrobić za skakanie po starszych kolegach... - zaczął rozważać na głos i poszedł w bliżej nieistotną stronę dziedzińca wybuchając śmiechem. Widok zszokowanych min małych puchonek przechodzących właśnie w stronę lochów, przywołał go do porządku. Postawił Natalie na ziemi i śmiejąc się w głos, umieścił jej drobną osobę na trawie. Nie była tak ciężka, ba, to chucherko było tak małe, że ledwie wyczuwalne. Wolał jej jednak nie nosić na plecach, nawet gdyby ją dobrze znał! Laurel nie pozwalał na takie wygłupy, więc co tu mówić o innych maleńkich dziewczynach. Jakby potem się wytłumaczył z tego znajomym? Gdyby Matt to widział... śmiałby się razem z nim i urządziliby sobie wyścigi z kobietami w ramionach.
- Nie wypada wskakiwać na ludzi, Natalie. - pouczył ją, jakby miała pięć lat i nie było to oczywiste. - Myślę, że psorka od wróżbiarstwa jest trochę większa od żuczka. - ramiona mu się trzęsły od tłumionego śmiechu. Nigdy nie spodziewałby się takiego zachowania ze strony kogokolwiek.
Zobacz profil autora
Natalie Courageux-Vierge
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/05/2014
Liczba postów : 18
Skąd : Knaphill

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Czw Maj 22, 2014 1:37 pm

Wszystko było pięknie, rączy rumak i szalona ekspedycja w poszukiwaniu żuczka, uczącego wróżbiarstwa. A tu nagle rumak ją trzyma na rękach. Nie nie nie. Ona nie chciała być panną młodą. Tak nie można! Tak nie wypada! Nie miała welonu! I wtem - kolejna zmiana roli! Przerzucił ją przez ramie. Teraz była złowioną zwierzyną. O nie nie nie. To wolała już wrócić do roli panny młodej. Poczuła zagrożenie.
-Nu nu nu Heniu, tak nie wolno! Toż nie wypada! Ja nie jestem smaczna, nie piecz mnie na ogniu i nie jedz.-zaczęła mówić bardziej piskliwym głosikiem niż zwykle. No bo jak to tak, on chciał ją zjeść na pewno! Tak ją niósł jakby chciał ją zjeść. Zanim ją jeszcze postawił, dodała:
-I jestem głupią, rudą, nędzną szlamą! Zatrujesz się!
Swoją drogą, właśnie tak o niej mówili Ślizgoni. Specjalnie użyła ich słów, żeby się jakoś wydostać z zostania obiadkiem Henry'ego. W sumie to nie było specjalnie mądre, bo aż zrobiło jej się trochę przykro przez nią samą. Bo przecież skoro tak mówiło o niej tylu Ślizgonów, to na pewno mieli racje. Nie płakać, nie płakać, nie płakać! W sumie nie miała ochoty płakać, ale to było niemiłe że się tak określiła. Be be, zła Natalie! Będzie kara! Za obrażanie się i to w okrutny, Ślizgoński sposób. Za karę dzisiaj czyta jeden rozdział mniej. O, to była wybitna kara. I właśnie wtedy Puchon odstawił ją spowrotem na ziemię.
-Nie wypada? No dobrze, przepraszam że byłam złą Nacią. Ale nie bij mnie za to za mocno, dobrze? Nie lubie być mocno bita.-powiedziała z lekko smutną minką, po czym mając w pamięci co wcześniej mówił dodała:-I na pewno nie jesteś aż tak starszy ode mnie, bo by Cie tu nie było! Ja już duża jestem. Już w szóstej klasie! Taka duża dziewczynka ze mnie. Niedługo będę jeszcze większa, a jak dorosnę to wypełnię Hogwart królikami! Lubisz króliczki?
Wtedy się nagle rozchmurzyła. Króliczki! Tak! Króliczki sa wspaniałe! Henry na pewno lubił króliczki bo jak można nie lubić króliczków? Wszyscy kochają króliczki. Może...może jej pomoże? Może spełni z nią jej królikowe marzenie.
-Większa od żuczka? Tak duuuża i silna jak ja?-spytała z nieukrywaną dumą. W końcu przecież sama powiedziała że jest duża, więc raczej ma racje prawda?
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Czw Maj 22, 2014 2:35 pm

Natalie miała piętnaście lat?! Henry po raz kolejny został całkowicie zbity z tropu. Toż to dziecko! Nie tylko z wyglądu, ale i z zachowania. Chłopak nie bardzo potrafił sobie wyobrazić dorosłą Nattie. Był w jej towarzystwie około piętnastu minut, a już kilka razy go zagięła swoim zachowaniem. Ciężko było mu uwierzyć, że jest jego rówieśniczką. Raz była z tej strony, raz z drugiej, raz czerwieniła się oburzona, potem bladła przerażona, jakby groził jej zaklęciem. Zmienność humorów w ciągu kilkunastu minut była godna podziwu, co to musiało dziać się od rana do wieczora. Coś mu mówiło, że nawet Laurel nie będzie potrafiła mu wyjaśnić jak sie obchodzić z taką temperamentną dziewczynką.
Potok słów, który wydobył się z tego ciałka wcale nie pomógł Henry'emu w opanowaniu sytuacji. Nie dość, że nawijała niczym sam Matt Finnigan (a temu dorównać w gadulstwie było trudno!), to co chwila mówiła o czymś innym, a temat tychże słów nie mieścił się chłopakowi w głowie. Bał się nawet powtarzać tego w myślach. Biedny Heniek myślał, że zwariował, a tu proszę - jest osoba jeszcze bardziej od niego zakręcona. Okej, on jej w życiu nie dorówna. Huragan nie do opanowania.
- Przecież krew nie ma tu nic do rzeczy, nie rozumiem. - i mówił prawdę. Irytowało go powszechne przekonanie o lepszej i gorszej krwi. Czasami złościł się, że sam jest czystokrwisty i jest przez to nazywany zdrajcą. Nigdy się tym jednak nie przejmował, całkowicie to lekceważąc. Lubił osoby, a nie rodzaj krwi. To tak jakby przyjaźnić się z tymi z gruby 0RH-, pogardzając wszystkimi innymi. Selekcja beznadziejna i bezwartościowa.
Uniósł wysoko brew jeszcze bardziej zmieszany. Bić? Jedyne co mu się nasunęło na myśl, to prześladowanie przez ślizgonów. Powinna to zgłosić, jeśli tak się działo. Barki Henry'ego opadły w rezygnacji. Nie mógł przyjmowac na siebie jeszcze więcej odpowiedzialności. Miał za dużo problemów na głowie, więc nie mógł zająć się Natalie, która go po prostu przerażała. Chłopak stał zszokowany i nie wiedział o czym oni właściwie rozmawiają i co się dzieje. W głowie zaświeciła się lampka z podpisem "Ewakuacja". Za nic w świecie nie opanuje tej dziewczyny, skoro nie nadąża za jej tokiem myślenia i zmiennością nastrojów.
- Eee... tak, mugolskie zwierzątka są miłe... - wybełkotał, przylepiając na usta dziwny uśmiech. - Ooo, widzę panią profesor i wcale nie jest żuczkiem. - wskazał starocinę gdzieś za plecami Natalie. Przywołał do siebie książki i popatrzył na Krukonkę. - To ja ten... pani profesor, pani zaczeka! - zawołał i po chwili dziewczyna mogła widzieć jak pędzi na łeb na szyję w stronę nauczycielki, której przecież nie lubił. Ta psorka wydawała się mniejszym złem w obliczu nastroju Natalie. Tak na poważnie to Henry stchórzył i wolał wybrać ucieczkę przed Krukonką, której nie pojmował w żadnym calu. Wykraczała poza jego możliwości!

[zt - nie ogarniam Natalie :D]
Zobacz profil autora
Natalie Courageux-Vierge
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/05/2014
Liczba postów : 18
Skąd : Knaphill

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Maj 23, 2014 4:25 pm

No nie! No nie! Zostawił ją tak sobie. Toż to było przykre. Czemu? Jak on mógł, gdy ona potrzebowała rozmowy? Najpierw dał jej nadzieję, a potem uciekł i zostawił ją samą! Dlaczego ludzie tak szybko odchodzą? Dokąd zmierzał ten świat? O co tu chodziło? Czyż nie dane jej było zaznać szczęścia? Przecież...o, żuczek! ŻUCZEK POWRÓCIŁ! YEEEEEY. Natalie pobiegła za nim i zniknęła, gdzieś tam w tylko sobie znanym kierunku. Chociaż czy na pewno?

z/t
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Gru 19, 2014 1:07 pm

Tego dnia Wanda wyjątkowo nie miała apetytu. Może było to spowodowane mijającym tygodnie, który mimo wszystko okazał się wyjątkowo ciężki. I wcale nie chodziło tutaj o lekcje, na których ta jak zwykle się udzielała, ani o notatki przyjaciół, które to sprawdzała. Nie straszna jej była Lacroix [oczywiście], która serwowała im tyradę na eliksirach, ani nawet Filch, który dorwał ją na korytarzu. Chociaż nie, wizja woźnego proszącego ją o pomoc… [Tak naprawdę wygrażał jej, że aż strach, no ale.] Uch. Dziewczyna odrzuciła od siebie wspomnienie wody koperkowej i detergentów.
Najbardziej martwiły ją jednak spotkania z Wilsonem, który organizował im zajęcia, podczas których miała nauczyć się Patronusa. Spotkania wymagały od niej wiele wysiłku i pracy, zapanowaniem nad swoimi emocjami, co w chwili obecnej nie było łatwe. Zasępiła się na samą myśl - Dojadła raptownie swoją porcję pieczeni i przyssała się do szklanki z sokiem marchwiowym, jednocześnie starając się skupić na tym co obok niej mówi Symplicja. Nie było to łatwe bo mieszanka jaką jej zaserwowała Krukonka była nadzwyczajna. Łamany angielski przeplatany z ojczystym językiem Polki był tak uroczo śmieszny, że ta o mało nie zadławiła się sokiem. Miała szczęście, że się nim nie oblała – szkoda by było niszczyć nową sukienkę, którą dzisiaj włożyła. Niby nic wyszukanego, klasyczna i w ciemnym kolorze sięgająca połowy ud, rozkloszowana i z krótkim rękawkiem. Do tego wykończona delikatną koronką, która nadawała jej niecodzienny wygląd. Sandałki ze skóry świadczyły tylko o tym, że na zewnątrz jest niezwykle ciepło, co podobało się młodej Whisperównie. Od zawsze wolała wiosnę i lato, upały – ale te rozsądne, niż zimę i pluchę. Odstawiła sztućce, przetarła błękitną serwetką kąciki ust i cmoknęła pannę Szafran w policzek, mówiąc, że pewnie spotkają się wieczorem. Coś przebąkiwała wcześniej, ze jest umówiona z Henrym, jednak nie wchodziła w żadne szczegóły, tak jakby bała się, że to ich spotkanie to tylko płatająca figle wyobraźnia.
Idąc przez Wielką Salę starała się nie patrzeć w stronę stołu, który zazwyczaj zajmowali Puchoni – nie chciała by blondyn, który pewnie jeszcze silił się posiłkiem widział jej nieobecną minę i pytanie w oczach.
Gdy wyszła i przystanęła przy jednej ze ścian odetchnęła głęboko i oparła się o nią przymykając oczy. Wiedziała, że ich spotkanie z początku będzie… Niezręczne. W końcu Lancaster dowiedział się o śmierci jej ojca, co ta przed nim usilnie ukrywała, bo nie chciała go w ten sposób dodatkowo martwić. Przecież on i tak nie miał łatwo, teraz po częściowej amnezji, kiedy tak naprawdę nie wie co się działo jeszcze kilka miesięcy temu. Musi się najpierw odnaleźć w danej sytuacji. Dopiero po tym, gdyby zobaczyła, że jest już dobrze może by mu powiedziała. Nie chciała go okłamywać, zataiła tylko prawdę… A to różnica. Westchnęła ciężko po raz kolejny i spojrzała na grupkę czwartoklasistów z Gryffindoru, którzy przeszli obok niej śmiejąc się w niebogłosy. Tak śmiać się będą pewnie ona i Henry podczas ich wypadu na piwo.
Czy to, że spotykali się tylko we dwójkę można było nazwać randką? Przez ciało dziewczyny przeszedł dreszczyk świadczący o ekscytacji, jednak ta zamiast się ucieszyć tylko zmarszczyła brwi. Przecież to ona najpierw chciała go przeprosić i wynagrodzić mu jakoś to, że dowiedział się o nieszczęściu od osoby trzeciej, a nie od niej. Swoją drogą była ciekawa kto mu to wypaplał…. Chociaż biorąc pod uwagę ilość ich dobrych, wspólnych znajomych mógł być to tylko jeden Puchon.
- Dwayne. – Jęknęła cicho, bo wcześniej się nawet nad tym nie zastanawiała. Myślała tylko gorączkowo o tym co powie Lancasterowi, jak go przeprosi, by ten nie był na nią wściekły. Nie wybaczyłaby sobie gdyby ich relacja, która odżyła na nowo, stała się bardziej intensywna zgasła i się rozpadła.
Plusem całej sytuacji było jednak to, że chłopak chętnie czy też nie, zgodził się z nią spotkać. W sumie to nawet sam zaprosił ją na piwo. Chociaż po jej wcześniejszym zaproszeniu. Masło maślane, a Wanda dalej nie wiedziała jak to wszystko traktować. Było jej niezmiernie miło, że spotka się zaraz z Puszkiem, jednak coś nie dawało jej żyć i spokojnie odetchnąć. Supeł, który zawiązał się na jej trzewiach uciskał ją niemiłosiernie, co skutkowało tylko tym, że ta myślała jak najęta i tylko kalkulowała co to wszystko oznacza. Zauważyła również, że w ciągu ostatniego tygodnia za często do jej myśli zakradał się blond włosy młodzieniec ze szczerym uśmiechem.
O drogi Merlinie, tylko tego brakowało, by ta się nieszczęśliwie zadurzyła w kimś, kto postrzega ją tylko jako znajomą od psot i zabaw.
Posmutniała odrobinę, czując, że w starciu z innymi ładnymi Gryfonkami czy innymi nie ma najmniejszych szans . Potem złapała się na tym, że myśli o sobie jako jakiejś konkurentce do dłoni Lancastera. Absurdalna myśl.
Z taką to miną, odrobinę zamyśloną, wzrokiem utkwionym w posadzkę ruszyła ku dziedzińcowi, by Puchonowi łatwiej było ją odnaleźć.
Zresztą pogoda była ładna, szkoda byłoby ją zmarnować.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   

 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 8Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-