IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Drzwi bez otworu na klucz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 EmptyCzw 27 Wrz 2018, 17:01

Gabrielle postanowiła nie wtrącać się w rozmowę, które prowadzili chłopcy. Jako dobrze wychowana dama wiedziała, że nie należy odzywać się niepytaną , dlatego też w tamtym momencie siedziała cicho obserwując każdego z nich swoim bystrym zielonym spojrzeniem. Wydawali się być kompletnie różni i nie chodziło jedynie o wygląd zewnętrzny czy sposób bycia. Podczas występu, który miała okazję oglądać udało się jej zaobserwować, że każdy z nich prezentował zupełnie co innego podczas swojej gry, każdy wydawał się indywidualistą, a jednak razem tworzyć coś naprawdę pięknego. Feliks był bardzo skupiony oraz niezwykle spokojny, za to Nicolas uciekał myślami gdzieś daleko, widziała to w jego nieobecny wzroku. Vini w pełni oddał się muzyce próbując dopasować w sposób wręcz idealny brzmienie swojej perkusji do innych instrumentów, Ale także śpiewu kolegi. Finn – to według blondynki, on nadawał temu wszystkiemu rytm spajając w jedną całość. Dzięki współpracy całej czwórki i tego, że każdy wkładał w grę swoją duszę czy też serce można było przenieść się w zupełnie inny świat. Dziewczyna przymknęła oczy zapominając o wszystkim i wszystkich wokół. Liczyła się jedynie muzyka i płynące w jej takt słowa. Odprężała i powodowała, że gonitwa myśli nagle zwalniała przybierając kształt prostej linii. Dawała poczucie szczęścia, do momentu kiedy spod palców Gryfona wymsknęła się fałszywa nuta, cichy jęk opuścił jej różowe usta, otworzyła gwałtownie oczy. To było do wybaczenia.
Dopiero kiedy blondyn zwrócił się bezpośrednio do niej wygładziła dłońmi sukienkę. –Hmm... brzmicie całkiem fajnie, ale jak wspomniałeś musicie nad niektórymi rzeczami popracować – przyznała z uśmiechem na ustach, delikatny rumieniec ozdobił jej policzki. – Wasz Klawiszowiec nieco za bardzo odpływa gdy gra, zupełnie jakby porywały go myśli lub marzenia – zaśmiała się –W dodatku musicie być wobec siebie bardziej wyrozumiali. Wiem, że liczne występy to wielka trema i jeszcze więcej nerwów, ale oboje też wiemy iż muzyką należy się bawić. Powinna nieść radość, przenosić ją na innych którzy zechcą was słychać – oznajmiła, jej głos był bardzo łagodny i ciepły. Nie były to w żadnym razie przytyki skierowane mu chłopakom . Panienka Levasseur zawsze była osobą bezpośrednią, tym razem postanowiła powiedzieć prawdę, choć nie miała zamiaru ich obrażać. –Nie będziecie mogli się od nich opędzić, zapewniam – skomentowała słowa Viniego, śmiejąc się razem z nim.
Finn Gard
Finn Gard

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 EmptyCzw 27 Wrz 2018, 18:56

Spoglądał na twarz Feliksa, który wyglądał tak, jakby powoli tracił cierpliwość. Jeśli Finn to widział to nie dał po sobie nic a nic poznać. Zaaferowany był swoim odkryciem, który poważnie komplikuje skład instrumentalny ich zespołu lecz na oko Garda jest to możliwe do wdrożenia. Nowości są czasami konieczne, by zyskać dwakroć więcej. Według Puchona wprowadzenie skrzypiec wzbogaci ich o naprawdę wspaniałe melodie. Wcześniej niełatwo było odkryć ten domniemany błąd, jak to sam nazwał. Słysząc symfonię instrumentów był w stanie ocenić to na inne sposoby, zobaczyć luki, potknięcia i błędy, które siłą rzeczy na papierze umykają. Pewne elementy bardzo łatwo jest przeoczyć. Pluł sobie w brodę lecz biadolenie nad sobą nic mu nie przyniesie.
- Felek, dam ci tyle czasu ile potrzebujesz. Nie wyślę do ciebie żadnych nut tak długo jak będzie potrzebne ci wdrażanie się w skrzypce. - deklaracja jaka padała z jego ust wbrew pozorom kosztowała go sporo. Zaniechanie prób dopóki Felek nie odświeży sobie pamięci muzycznej to było spore wyrzeczenie. Zdolnym był je przyjąć, jeśli tym samym kapela zyska skrzypce. Znacznie więcej czasu musiałby oddać na znalezienie kolejnej osoby do składu, a szczerze mówiąc poza solistką nie potrzebował nikogo więcej. Werbowanie ludzi nie należało do łatwych przedsięwzięć. Sama Gabrielle to wyzwanie i choć zachwycił się jej talentem wkomponowanie go w kapelę jako całość również może być nerwowe i trudne.
- Proszę cię, chłopie. Wierz mi, właśnie skrzypiec nam brakuje. Wyobraź sobie jaki oszałamiający efekt osiągniemy... - próbował roztoczyć przed nim wizję tego, co mogą zyskać. Z czysto błękitnych oczu Finna biła niespotykana pewność siebie. On nie miał nadziei, on doskonale wiedział, że to przyniesie im coś wartościowego. Nie wahał się, a więc nalegał i po cichu liczył, że Felek pójdzie na ugodę. Zyskać święty spokój na tak długi czas w zamian za odświeżanie umiejętności poruszania smyczkiem? Brać, póki jest to w ofercie.
Odwrócił się do Vinciego i uśmiechnął po swojemu.
- Najważniejsze, by mówiono o nas z zachwytem. Gdziekolwiek, a będę zadowolony. - skomentował i wsunął jedną rękę do kieszeni. Dźwięk głosu Nicolasa przywiódł mu skojarzenie pojawienia się rychłych kłopotów. Odwrócił się doń całym ciałem i zmarszczył brwi. Zapomniał o tym wspomnieć. Według rozumowania Finna to raczej wynagrodzenie wysiłku jaki wkładają w próby i oczywistym było, że chłopaki powinni się z tego ucieszyć. Dlaczego więc Nicolas brzmiał i wyglądał, jakby właśnie oznajmił, że do kapeli dołączy Filch?
- Na pewno damy koncert na zakończenie roku szkolnego. Zmówiłem się ostatnio z madame Rosmertą i powiedziała, że pozwoli nam zagrać u siebie w maju, a jeśli publika przyjmie nas entuzjastycznie to za następne sporadyczne koncerty będzie mogła nam symbolicznie płacić. Miałem to powiedzieć na początku, ale szczerze mówiąc wypadło mi to z głowy. Fajnie, co nie? W końcu zaistniejemy jako pełnoprawna kapela. - uśmiechnął się szeroko, szczodrze, wesoło i entuzjastycznie czym bardzo kontrastował z miną Nicolasa. - Co prawda do tego czasu musimy wymyślić naszą nazwę, ale to mamy jeszcze miesiąc. Gabrielle, musisz wiedzieć, że madame Rosmerta prowadzi najpopularniejszy pub w Hogsmade. Uzyskanie u niej zgody na wystąpienie graniczy niemalże z cudem. - skrzyżował wzrok z dziewczyną. - Jako, że potrafię raz na jakiś czas wywoływać takie cuda, jestem cierpliwy i zaangażowany to madame zgodziła się. Musimy to wykorzystać. To nasza szansa! - obrócił się tak, by spojrzeć każdemu z osobna prosto w oczy. Szukał u nich odpowiedzi równie entuzjastycznej co jego. Zagranie poza murami Hogwartu było czymś naprawdę fantastycznym. Owszem, to wyzwanie lecz Finn wiedział, że dadzą radę przy odrobinie samozaparcia. Z Gabrielle mają znacznie większe szanse na sukces i wybicie się spośród sieci pomniejszych kapeli.
- Słuszne słowa, Gabrielle. Słuszne i prawdziwe. Jako, że robimy to, bo chcemy i możemy publika to odczuje. To nie będzie przemowa tylko kunszt muzyki. Co wy na to? - zapytał wszystkich razem. Wyjął różdżkę i machnął nią na stertę pergaminów. Wszystkie zaczęły pakować się do jego bezdennego plecaka, co było równoznaczne z tym, że na dzisiaj muszą zakończyć próbę dopóki nie wprowadzą elementu skrzypiec. Z drugiej strony Finn i tak nie zamierzał stąd tak szybko wychodzić. Gitara na niego czekała, palce świerzbiły i rwały się do strun. Nie chciał za długo trzymać chłopaków akurat w sobotę, bo i tak odnosił wrażenie, że są trochę poirytowani. Nie wnikał w powody, ale lepiej dmuchać na zimne.
Nicolas Sharewood
Nicolas Sharewood

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 EmptyNie 30 Wrz 2018, 11:53


W końcu udało mu się skupić uwagę Finna na sobie, zmierzył go zabójczym spojrzeniem, a stalowo-niebieski kolor oczu zamienił się w czerń. Był wkurzony na blondyna, który postanowił pominąć tak ważny aspekt jakim był występ publiczny. Mieli umowę, która składała się z wielu ważnych punktów, wśród których był ten mówiąc o tym, że on nie zamierza bawić się w występy. Jak bardzo ucierpiałaby opinia na temat jego osoby, gdyby tak nagle pojawił się na scenie wśród zgrai fanatyków muzyki. Umiejętność gry na fortepianie była wstydliwą tajemnicą Nicolasa, choć tak naprawdę nie miał się czego wstydzić, on do tego podchodził zupełnie inaczej. Wiedział, iż ojciec nie pochwala u niego tych „chorych” zapędów i tego, że matka rozwinęła w nim tą wrażliwość do sztuki. Nie tego oczekiwał od jedynego syna, a Gryfon podporządkowywał się jego pragnieniom zamiast skupić się na swoich.
Czuł jak odpływa z każdym wypowiedzianym przez Garda słowem. Zakończenie roku. Madame Rosmerta, Hogsmade. I co jeszcze?! Warknął zdenerwowany pod nosem, niczym rozjuszone zwierzę. Opuścił ciężkie dłonie na klawisze, które wydały z siebie głośny nieprzyjemny dźwięk. –Gard, mieliśmy umowę – wysyczał przez zaciśnięte zęby, entuzjazm blondyna oraz pozostałych całkowicie mu się nie udzielał, wręcz przeciwnie. Czuł jak narasta w nim złość, niczym trucizna rozchodząc się po całym ciele. Ucisnął nasadę nosa, by czasem nie przywalić chłopakowi. Oszukał go. Okłamał. Złamał daną obietnicę. Nie spodziewał się tego, dlatego poziom złoci wywołanej u bruneta była równa poziomu szoku. Wziął głęboki oddech, wypuszczając powietrze wolno z płuc, to go zawsze uspokajało i przywracało zdolność racjonalnego myślenia. –Dobrze. – oznajmił, wiedząc że jest na przegranej pozycji, jego głos był nieco spokojniejszy ale nadal przepełniony żalem. Zacisnął dłoń w pięść. Jedynym pocieszeniem jakie otrzymał był fakt, że próba została zakończona przez nieuwagę tego psychola. Jako pierwszy ruszył ku drzwiom, by jak najszybciej opuścić to miejsce. Zostawił wszystko tak jak stało szybko przemieszczając się. Chwycił za klamkę, po czym obrócił się jeszcze w stronę grupy.
-Dajcie znać kiedy kolejna próba. – poprosił, choć brzmiało to bardziej jak stwierdzenie, po czym wyszedł.


zt
Viní Marlow
Viní Marlow

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 EmptySob 06 Paź 2018, 14:52

Wszystko było idealnie do momentu, w którym Finn zarządził ciszę. Wtedy dopadł ich niepokój, a Feliks zaczął mamrotać pod nosem, wyraźnie niespokojny, jakby nie potrafił odnaleźć się w bolesnej ciszy pozbawionej brzmienia instrumentów. Poprawił się na stołku, ze spokojem i uwagą obserwując pozostałych członków zespołu, omijając wzrokiem postać Gryfona, którego nie miał ochoty oglądać. Konieczny nie był zachwycony zmianami, które chciał wprowadzić Gard i po prawdzie ciężko było mu się dziwić, a jednak nie to najbardziej zaniepokoiło Puchona – to nieprzyjemna reakcja Sharewooda na wieść o koncercie sprawiła, że ściągnął łopatki, prostując się za swoim instrumentem.
Nie potrafił się powstrzymać, prychnął, rzucając mu pogardliwe spojrzenie.
Takim, na którym się występuje, Sharewood. – rzucił, składając razem pałeczki i ściskając je w dłoni. Skrzywił się mimowolnie, po czym przeniósł wzrok na Finna, ciekaw jego reakcji, ten jednak nie wydawał się aż tak przejmować reakcją Nicolasa, zachowując standardowy dla siebie spokój. Vinícius nie miał pojęcia czego Gryfon szukał w zespole muzycznym skoro myśl o dawaniu koncertów wywoływała w nim taką grozę, nie sądził chyba, że cały rok spędzą w tym zakurzonym pomieszczeniu, po to tylko by przed wakacjami uścisnąć sobie dłoń, skinąć głowami i odejść, każdy w swoją stronę?
Nawet gdyby Nicolas nie budził w jego siostrze tyle entuzjazmu, i tak by się nie polubili, było w nim coś, co sprawiało, że widząc go i słysząc, czuł rosnącą wewnątrz siebie agresję. Było to irytujące i ciekawe zarazem, do tej pory nikt nie budził w nim tylu negatywnych emocji samą swoją obecnością.
Gabrielle zaskoczyła go opinią na temat klawiszy, czyżby Sharewooda faktycznie ponosiły marzenia? Marlow posądzał go raczej o całkowity ich brak, toteż słowa Puchonki zmusił go do przemyśleń.
W Trzech Miotłach?! – z ekscytacji zapomniał o manierach i wszedł Finnowi w słowo. Uśmiech rozciągnął się na jego twarzy. To dopiero było coś! – Genialnie! Cudownie! Nie wiem jak to zrobiłeś, ale jesteś ge-niu-szem!
Był o krok od wstania zza perkusji i odtańczenia dzikiego tańca radości. Cieszył się na myśl o koncercie i w tym momencie zdawał się zupełnie nie pamiętać o tym, że jeszcze kilka dni temu przejmował się tym, że poziomem swoich umiejętności może odstawać od reszty grupy. To nie tak, że pragnął sławy, po prostu uważał, że wspólnie robią coś tak dobrego, że powinni podzielić się tym ze światem, pozwolić innym ludziom poczuć to, co on sam czuł kiedy rytmicznie uderzał w bębny, wkładając w to całe swoje serce.
Wyjście nieco obrażonego Gryfona sprawiło, że rozluźnił się zupełnie, czując ogromną ulgę. Źle czuł się w jego towarzystwie.
Nie przejmuj się nazwą, coś wymyślimy. Albo samo wpadnie, może pod prysznicem. Genialne pomysły tak już mają. A Ty, Feliks, nie powinieneś aż tak martwić się skrzypcami, przecież wszyscy wiemy jakim talentem dysponujesz. – wstał niespiesznie, chowając pałeczki do swojej torby. Zamierzał zostawić rozłożoną perkusję, targanie jej tu na każdą próbę byłoby katorgą, poza tym... chyba właśnie przejęli to miejsce. Przypomniał sobie o dziwacznych sowach i wzdrygnął się mimowolnie.
Chyba Ci się podobało, Gabrielle, hm? Zostaniesz z nami? – uśmiechnął się do niej i poprawił pasek wiszącej na ramieniu torby. Zwrócił się w stronę Finna. – Co za umowę zawarłeś z Sharewoodem? – nie zastanawiał się zbyt długo nim zapytał, po prostu palnął co mu ślina na język przyniosła. Po chwili pomyślał, że może było to nietaktowne, ale... cóż, słowo się rzekło.
Feliks Konieczny
Feliks Konieczny

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 EmptySob 06 Paź 2018, 23:01

Feliks ze zdumieniem spoglądał na Puchona, a usta poruszały my się niemo, niczym wigilijnemu karpiowi nagle wyjętemu z miski. Czy Gard w ogóle imaginował sobie o co go prosił? Opanuj grę na skrzypcach. Pozorna lekkość z jaką padały te słowa, jawnie dawały do zrozumienia Krukonowi, że nie. Finn nic nie rozumiał, dla niego była to zwykła umiejętność, coś na równi z machaniem różdżką i recytowaniem formułek, krok dzielący go od tej, psia mać, nic niewartej perfekcyjności. Co on wiedział o perfekcji? Nic. Wmawiał sobie jedynie, że ją słyszy że dostrzega, kiedy tak naprawdę, nie czuł nic.
Wpatrując się w Puchona, oczy Koniecznego pierwszy raz w życiu przedstawiały tyle emocji w jednej chwili. Była w nich wściekłość, ból, niedowierzanie, wszystko to kierowane w stronę dumnego ze swojego pomysłu Garda, któremu to wszystko wydawało się takie proste i nie znaczące.
Wykrzywiające się w każda stronę wąskie, jasne wargi Feliksa, miały ochotę coś krzyknąć, wyładować rosnącą frustracje, wściekłość, prędko przemieszczającą się po ciele. Na bladym, oprószonym młodzieńczym trądzikiem czole, wybrzuszyła się gruba, pulsująca żyła, która groziła nagłym i niespodziewanym wybuchem, jeżeli Gard postanowi powiedzieć jeszcze jedno słowo. Dodać, że przecież czym jest dla Koniecznego odświeżenie jednego dodatkowego instrumentu? Czy on wiedział, co chciał mu zabrać, odebrać na zawsze? Rozumiał, czym były jego egoistyczne prośby? Wymuszanie na nim nauki gry na skrzypcach zabierało mu przyjaciela, kradło całą przyjemność, porównywało cały zabieg do wykonywania kolejnej bezsensownej pracy domowej. Zirytowany, nachmurzony Krukon, ścisnął mocniej gryf, czując, że jeżeli zaraz nie opuści tego pomieszczenie, to jego pacyfistyczna natura zniknie na zawsze.
Starając się wrócić do swojego spokojnego, cichego miejsca, do przestrzeni, w której czuł się bezpiecznie, Feliks przestał zwracać uwagi na otaczających go ludzi.
Z ulgą przyjmuje odwrócenie uwagi od swojej osoby. Z trudem próbując opanować przyspieszony oddech i myśli, w których z dużą przyjemnością skręca kark Puchona. Dźwięk zamykających się za Gryfonem drzwi, wybudza go. Rozgląda się dookoła. Słowa o występie w trzech miotłach, o konieczności wymyślenia nazwy, wszystko to, ginie w jego wewnętrznej walce o spokój.
Bach, Beethoven…
Mruczę pod nosem, kiedy przez szum kolejnych kompozytorów przebija się głos Marlowa, który prawdopodobnie miał brzmieć pokrzepiająco, zapewnić, że da sobie radę. Wszystko to osiąga jednak zgoła odwrotny efekt. Słysząc to, Feliks w pierwszej chwili robi się cały blady, a po plecach spływa mu zimny pot, żeby już po chwili zmienić kolor na czerwony.
Krzycząc w myślach, że otaczają go sami idioci. Chwycił mocniej gitarę pod pachę i mamrocząc pod nosem litanie polskich przekleństw ruszył do wyjścia. Skoro nawet wyuczone małpy pokrojem Vinniego śmiały mu mówić, że da sobie, to musiał się za to zabrać, choć Opaczność mu świadkiem jak bardzo nie chciał tego robić.
Czemu nie mogli obejść się bez nich? Dlaczego? Czemu na siłę chcieli mu zabrać kolejnego przyjaciela? Tak, jakby miał ich tylu, by nie zauważyć utraty jeszcze jednego.

nmm
Finn Gard
Finn Gard

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 EmptyNie 07 Paź 2018, 00:20

Los bywa przewrotny. Finn stał dumnie wyprostowany, jego oczy iskrzyły, a skóra wydawała się błyszczeć ekscytacją. Był chodzącym wulkanem energii, każdy jego gest i ruch był pełen emocji, które nim targały od wewnątrz. Chwalił się swoim osiągnięciem wierząc, że zostanie to docenione. To właśnie oni - ONI - mają szansę pokazać się przed publiką i to w tak popularnym miejscu. Jakie były na to szanse? Mierne, niewielkie, a Gard osiągnął to przez swoją cierpliwość, wytrwałość i upór. Weekend w weekend przebywał w pubie "Pod Trzema Miotłami" i nieba przychylał madame Rosmercie, aby zgodziła się dać mu szansę. Pół roku starań i udało się, mógł się pochwalić chłopakom. Fakt, powinien zrobić to wcześniej lecz naprawdę zaaferował się próbą i muzyką. Zafascynowany dźwiękami nie widział błędów w swoim zachowaniu. Nie dostrzegał, że wymaga zbyt wiele traktując Feliksa jako geniusza w pełnym tego słowa znaczeniu - czy zatem dla kogoś tak utalentowanego są rzeczy nieosiągalne? Nie pamiętał dokładnie rozmów z Nicolasem. Wierzył rozsądkowi i konsekwencji decyzji jaką podjął. Fakt, Finn zagrał z nim nieczysto i użył małego szantażu lecz przecież nie była to groźba utraty życia - zawsze istniało inne rozwiązanie, a według Garda wstąpienie do kapeli wiązało się prędzej czy później z publicznymi wystąpieniami. Reakcja Nicolasa starła z jego ust uśmiech. Odprowadził go wzrokiem w milczeniu. Entuzjazm w głosie Vinciego zatuszował posmak goryczy i Finn mimowolnie uśmiechnął się do niego, ciesząc się, że ktoś podzielił jego entuzjazm.
- Przyjmę motto: "Rzeczy niemożliwe robię od ręki, na cuda trzeba chwilę poczekać". - rozpogodził się... przynajmniej na tę krótką chwilę, bowiem Feliks nagle wstał i... wyszedł mówiąc pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa, zapewne w obcym języku. Brzmiały jak przekleństwa, wystarczyło zobaczyć jego minę, a Finn całkowicie zmienił swoje nastawienie. Opuścił ramiona, wypuścił powietrze z płuc. Można rzec, że trochę się przygarbił i zawiesił wzrok na zamkniętych drzwiach. Resztki radości i dumy całkowicie z niego uleciały.
- Czy... czy ja powiedziałem coś nie tak? - zapytał znacznie ciszej, innym tonem... autentycznie zaniepokojonym. Zagubił się. Próbował odtworzyć w myślach ostatnie swoje słowa, ale przecież nie powiedział nic obraźliwego. Ba, przecież oznajmił wspaniałe wieści, a w odpowiedzi otrzymał odwracające się doń plecy. O ile irytację Nicolasa był w stanie jakoś z bólem zrozumieć, tak postawy Feliksa absolutnie nie. Jak Finn stał, tak usiadł. Całe szczęście, że miał tuż obok krzesło, bo niechybnie poleciałby na podłogę - w takim był szoku. Jego błękitne oczy straciły swój blask. Wyglądał jak osoba całkowicie stłamszona. Finn zwątpił. Wplótł palce we włosy i myślał. Zmarszczył mocno brwi, wzrok utkwił w statywie i zastanawiał się gdzie popełnił błąd. Miał kapelę, miał członków, ćwiczyli razem śpiew od paru miesięcy, a więc naturalnym wydawało mu się, że idealnym zwieńczeniem tych spotkań będzie koncert. Ich pierwszy, prawdziwy koncert i to poza murami Hogwartu. Czyżby jednak się pomylił? Może za dużo wymaga? Nie nadążają za nim, za jego planami, wizjami i ambicjami.
Westchnął i potarł twarz dłonią.
- Teraz sobie przypominam, że Nicolas coś mówił, że nie chce się pokazywać na żadnych koncertach. Wtedy to przełknąłem, bo miałem go przekonać, ale zapomniałem... Ech. - potarł palcami brwi, rozmasowywał je jakby pod nimi odczuwał tępy pulsujący ból. Nie patrzył na Vinciego i Gab, nie miał ku temu werwy. -Koniec próby. Dzięki, że przyszliście. Zostanę tu jeszcze... trochę. Posprzątam... coś porobię i spotkamy się najwyżej w pokoju wspólnym. - ton jego głosu diametralnie różnił się od tego sprzed pięciu minut. Miał mętlik w głowie i zdecydowanie przestał emanować radością i energią. Wyglądał na człowieka, który potrzebował dwóch kubków czarnej kawy, bo inaczej blask jego oczu nie powróci z tą siłą, z jaką lśnił raptem parę chwil temu. Sięgnął po pokrowiec ze swoją gitarą, przysunął ją po podłodze do siebie i tak trzymał. Nie wyjmował jej, przesuwał palcem po suwaku i zapadł głęboko w otchłań myśli.
Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 EmptyNie 07 Paź 2018, 12:23

Nie rozumiała całkowicie zachowania Nicolasa, który zdawał się być bardzo poruszony perspektywą publicznego występu, lecz bez cienia ekscytacji czy zadowolenia. Wyglądał na wkurzonego, zupełnie jakby wspólne granie przed ludźmi było rzeczą najgorszą na świecie. U niej ta informacja wywołała radość, która podzielał również Finn oraz Vini, czekało ich wspólnie dużo pracy to fakt, jednak mieli określony cel. Próby nie odbywały się tylko by być gdyż uwieńczone miały zostać czymś wzniosłym. Gabrielle uśmiechała się na samą myśl, a kiedy blondyn wyjaśnił kim jest madame Rosmerta poczuła się naprawdę wyróżniona, chociaż do zespołu dołączyła jako ostatnia.
Uważała, że Gryfon powinien być wdzięczny Finnowi, a ten zamiast chociażby podziękować za szasnę, którą otrzymali obrażony opuścił salę. Francuzka westchnęła cicho. Po chwili pergaminy z zapisanymi nutami zniknęły – był to znak, że próba właśnie się dobiegła końca. Nim wykonała jakikolwiek ruch pomieszczenie opuścił Feliks. Uniosła do góry brew zdzwiona jego zachowaniem, zupełnie jakby Gard powiedział lub zrobił coś niewłaściwego. Widząc jak uśmiech znika z ust blondyna poczuła się jakoś dziwnie. Radość, którą przed chwilą czuła zniknęła, zastąpiona przez smutek. Wstała z miejsca robiąc krok w kierunku niebieskookiego chłopaka, jednak zatrzymała się niepewna czy powinna. Posłała ku Viniemu delikatny uśmiech, który miał mu uświadomić, że nie zamierza rezygnować z tego przedsięwzięcia jakim był zespół.
-Nie! – powiedziała pewnym siebie głosem –Na pewno cię tak nie zostawimy, co nie Vini? – zapytała patrząc na niego porozumiewawczo. Nie przejmując się odpowiednim zachowaniem podeszła do Finna złapała zza pokrowiec który skrywał gitarę, a którego zamkiem się bawił, po czym „wyrwała” mu go z rąk odkładając delikatnie na bok. Złapała go za rękę oraz bruneta, który stał tuż obok –Idziemy na kremowe piwo – oznajmiła, po czym ciągnąć ich w stronę drzwi opuścili to pełne smutku miejsce.



ZT x3
Sponsored content

Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz - Page 3 Empty

 

Drzwi bez otworu na klucz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
V piętro
-