IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Drzwi bez otworu na klucz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Finn Gard
Finn Gard

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyWto 14 Sie 2018, 06:56



Drzwi bez otworu na klucz


Zwyczajny korytarz, który kończy się po kilkunastu metrach. Na jego końcu są drzwi bez zamka na klucz. Z sali tej korzystają jedynie osoby, które wiedzą jak się dostać do środka. W środku jest przestronna, choć zakurzona klasa z bardzo wiekowymi meblami. Nie to jednak wzbudza zainteresowanie, a dwa sięgające sufitu bliźniacze posągi sowy rozstawione po obu krańcach sali. Są odporne na magię, nieruchome... zwyczajne, o ile nie odnosi się wrażenia, że na Ciebie patrzą.

Sala wykorzystywana jest do organizowania prób szkolnej kapeli, a co za tym idzie wejście do tego pomieszczenia znają tylko niektórzy muzycy

Finn Gard
Finn Gard

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptySro 22 Sie 2018, 07:51

Od wczorajszego popołudnia Finn chodził jakby podekscytowany. Mieszany humor uległ znacznej poprawie, znacznie łatwiej przychodziło mu odrabianie prac domowych i ogólnie rzecz biorąc świat nabrał wyrazistości. Otoczenie wydawało się przyjaźniejsze, a wszystko to dzięki świadomości, iż dzisiaj jest sobota. Nie tylko nadszedł koniec lekcji na długi czas dwóch dni lecz już za kilka godzin rozpocznie próbę kapeli. Czekanie na nią dłużyło mu się nieznośnie. Postanowił poinformować chłopaków o zwiększeniu częstotliwości spotkań. Dotychczas ograniczył się na raz w miesiącu, jednak im bliżej końca roku, tym muszą bardziej przyłożyć się do ćwiczeń. Rzecz jasna lada moment nadchodzą Owutemy i między codziennymi acz nieznośnie krótkimi (tylko dwugodzinnymi!) indywidualnymi próbami, Finn siedział w tuzinie ksiąg i wkuwał. To nie jest zwykły egzamin, to egzamin końcowy także z przerażeniem obserwował jak czas wymyka mu się pomiędzy palcami. Puchon przeczuwał, że lada moment nie będzie mógł ćwiczyć co wieczór tak jak dotychczas. Będzie zmuszony ograniczyć się do oficjalnych prób kapeli, a to dla muzycznego zmysłu Finna było katastrofą.  
Tymczasem wielki dzień nadszedł właśnie dzisiaj. Przed umówioną godziną czekało go mnóstwo pracy. Miał nadzieję, że Feliks przylezie wcześniej i go w tym wspomoże. W udostępnionej sali należy poprzesuwać meble pod ściany i jeśli zdążą, usunąć z nich tony kurzu inaczej zamiast śpiewać to poduszą się jeden po drugim. Tony zapisanych pergaminów mają swoją wagę, jeśli śmiałek postanawia przenieść je jednocześnie. Nie wspominając o klawiszach, które załatwił dla Nicolasa. Cóż, to tylko jednorazowy przypadek, gdy Finn go wyręcza i postanawia przetransportować jego sprzęt do klasy. Z drugiego na czwarte piętro... Różdżka chłopaka była rozgrzana od intensywnych i systematycznie rzucanych zaklęć. Po półtorej godzinie rozbolał go nadgarstek od obciążenia dużymi zaklęciami. Właśnie tutaj przydałby mu się taki Konieczny, ale póki co Krukon miał czas, aby przynieść tu swoje troki. To Finn pojawiał się na miejscu grubo przed czasem, wszak opinia muzycznego psychola zobowiązuje do dziwacznych zachowań. Całe szczęście nikt mu nie przeszkadzał. Przeniesienie klawiszy i gitary zajęło mu większość czasu. O ile pokrowiec z gitarą wpakował sobie na plecy, tak instrument Sharewooda wymagał potrójnej delikatności w transporcie. Tak czy owak udało się, to najważniejsze. Finn postawił karton z klawiszami na środku sali. Rozpakować je musiał już sam Gryfon. Owinięte były styropianem, a wciśnięte między sporą ilość folii bąbelkowej.  Finn otarł pot z czoła i z ulgą schował różdżkę z powrotem do kieszeni. Rozmasował prawy nadgarstek z przeczuciem, że lada moment magia znów pójdzie w ruch. Miał nadzieję, że do tego czasu pojawi się tutaj chociaż jeden członek kapeli.  
Mebli było sporo. Finn nie był pewien co do poprzednich funkcji tego pomieszczenia, jednak zważywszy na obecność marmurowych ogromnych posągów sięgających sufitu musiała to być jakaś kapliczka miłośników sów. Nie wnikał, nie chciał. Zastanawiał się przez sekundę czy nie byłoby lepiej zasłonić łbów pomników. Czemu Finn odnosił wrażenie, że się na niego gapią? Wzdrygnął się. Wciśnięte im na głowy prześcieradeł to robota na trzy różdżki, nie na jedną.  
Finn otworzył wszystkie okna na oścież. Pokrowiec z gitarą położył obok kartonu z klawiszami. Pergaminy zatrzymał zaklęciem w powietrzu. Nie ośmielił się kłaść ich na tony kurzu. Są zbyt cenne by narażać je na taki brud. Bez zająknięcia wypakował z pokrowców pięć pulpitów na nuty. Rozłożył je i ustawił obok okna, gdzie czekały na swój użytek. Co do jednego miał pewne obawy... podczas transportu ten po prawej dziwnie chichotał, a to mogło oznaczać samoistny rozwój magii. Musiał zostawić to na barkach chłopaków. Miał co robić, a więc zajmie się tym ochotnik. Z uśmiechem rozpakował również statyw do mikrofonu. Co prawda nie zamierzał dzisiaj go używać, ale cieszył się z tego nabytku i wolał go już przynieść na miejsce. Dobrze, że nie postanowił wprowadzić ich użycia, bo to wiązałoby się z transportem głośników i masą zaklęć, które trzeba byłoby na nie rzucić. Do przyniesionych przedmiotów należały jeszcze stojaki, dwa wieszaki gitarowe, specjalny i upierdliwy (!) statyw do klawiszy, nad którymi przeklął siarczyście, bowiem rozkładanie tego było mordęgą. Po siedmiu próbach machnął na to ręką i zostawił na barkach Nicolasa. Sam zajął się usuwaniem kurzu z mebli. Nie ośmielił się ich popchnąć pod ścianę przed ich sprzątnięciem. Miał przed sobą siedem biurek, osiemnaście krzeseł, cztery drewniane szafki i jeden regał. Wszystko ustawione wokół przyniesionych przedmiotów, a więc wszystko musiał wcisnąć obok posągów, aby nie wadziły i nie przeszkadzały. Godzina spotkania zbliżała się nieubłaganie, a Finn dalej był w środku przygotowań sali i sprzętu. Drzwi do sali były zamknięte. Dobrze, że wysłał rano chłopakom sowę w jaki sposób je otworzyć. Tylko nieliczni to wiedzieli i do tego grona miał szczęście należeć panicz Gard. Nie ma to jak przyjaźń z obeznanym Grubym Mnichem i wyrozumiałość profesor Odinevy. Dzięki temu mieli swoje prywatne miejsce na próby i nikt nie mógł im w tym przeszkodzić.
Nicolas Sharewood
Nicolas Sharewood

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptySro 22 Sie 2018, 19:01

Próba kapeli była wydarzeniem na które dnia dzisiejszego Nicolas nie miał najmniejszej ochoty, zakurzone pomieszczenie, dawno zapomniane nawet przez sędziwych pracowników szkoły, nie było miejscem gdzie pragnął aktualnie się znajdować. Niestety był osobą, która dotrzymywała składanych obietnic – ta złożona Finnowi była najgorszą w jego dotychczasowym życiu. Cały dzień chodził jakby podenerwowany, rozważał nawet zrezygnowanie z szalonego pomysłu grania w zespole, jednak ostatecznie wiedział, że spotka się to z atakiem psychozy u Garda. Dlatego mimo oporów, które nadal miał zaraz po zajęciach, ciągnących się w nieskończoność, jednak nieubłaganie zbliżających go do tego dramatycznego momentu, stanął przed drzwiami bez otworu na klucz. Dzierżąc w zaciśniętej dłoni swoją różdżkę, odsłonił ciężką zasłonę, po czym dwukrotnie stuknął nią w dolny zawias mówiąc jednocześnie – Quanarum devita. Drzwi z głośnym skrzypienie otworzyły się przed nim, zapraszając do pomieszczenia które się za nim kryło. Już od progu słyszał szuranie przesuwanych mebli oraz inkantację wypowiadanych zaklęć.
Doskonale znał ten głos, wywołujący w nim aktualnie bardzo mieszane uczucia. Nie wiedział czego może się dzisiaj spodziewać, kto poza nim i Finnem przybędzie na próbę. Ta niewiedza była wręcz irytująca, przez nią czuł się nieswojo. Odkaszlnął dwa razy, aby dać Finnowi znać o swoim przybyciu. –To był twój pomysł, żeby wybrać to miejsce? – zapytał unosząc brew do góry, przy okazji rozglądając się nieco uważniej po pomieszczeniu. Było większe niż początkowo sądził, w dodatku Grad postarał się, aby mieli jak najwięcej miejsca, żeby rozstawić instrumenty. Zmęczenie widoczne było na jego twarzy, zaś na czole w blasku lamp lśniły krople potu. – Pomóc? – zapytał posyłając Puchonowi wymowny uśmiech.
Feliks Konieczny
Feliks Konieczny

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptySro 22 Sie 2018, 23:13

Feliks, którego głowa rzadko stanowiła obiekt na stałe przyczepiony do wąskiego karku, z łatwością zapomniał o próbie, obietnicy pomocy, a nawet o tym, jaki dziś w zasadzie był dzień tygodnia. Co prawda, pewne znaki na niebie i ziemi wskazywały, na obecność soboty i że wbrew pozorom, nie mógł jak co tydzień zaszyć się w jednej ze swoich kryjówek ćwicząc grę na podwędzonych z teatru skrzypcach. Z jakiego powodu? Od samego rana, kiedy tylko się obudził, na jego półce nocnej leżała sterta papierzysk, wszystkie zaadresowane, dziwnym zbiegiem okoliczności do niego i krzyczące, że ma się zjawić na spotkaniu kapeli.
Niechętnie ubrał się w pierwsze z brzegu ubranie, którego zapach go nie odrzucił, po czym przerzucając przez głowę pasek od pokrowca na gitarę ruszył przed siebie. Po odwiedzinach w kilku miejscach, zajściu na śniadanie, do biblioteki, pustej Sali, opuszczonej Sali, tamtej Sali i owamtej, wiedziony, że dłużej nie uda mu się zapomnieć o spotkaniu poszedł do pomieszczenia, które zostało im wielkodusznie ofiarowane na salę prób.
Było większe od ich starej kanciapy, którą sztucznie powiększali zaklęciami, by pomieścił się tam jego bas, jego gitara, a później bębny tego no jak mu tam, drugiego Puchona. A teraz, doznali niemałego awansu społecznego, czyżby za zasługą zdobycia pianisty? Felek powtarzał Gardowi, że może się tym zając, ale tamten chciał mieć wszystkie instrumenty na żywo. Nie widząc sensu w kłótniach z szalonym Finnem, Konieczny jedynie machnął ręką i wrócił do przerwanej czynności.
Przed drzwiami pozbawionymi dziurki stał kilka chwil, starając sobie przypomnieć instrukcję Finna, zanim udało mu się tam dostać, pianino było już otworzone, a chłopaki zajmowali się bębnami.
- Cze – mówi do nich niechętnie, jednak Wanda kazała mu być grzecznym i witać się z ludźmi, kiedy spotka jakiś w pomieszczeniu, do którego wszedł. Ignorując fakt, że może być im potrzebna pomoc, usiadł z boku przy ścianie, wyciągnął instrument i zaczął go stroić.
Finn Gard
Finn Gard

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyCzw 23 Sie 2018, 06:50

Przez dwadzieścia minut walczył z kurzem i musiał przyznać, że obyło się bez wypluwania płuc. Pozostała wciąż masa rzeczy do wykonania, jednak nie zrażał się. Lubił pracę, lubił mieć zajęte ręce i umysł. Podwinął rękawy szkolnego swetra aż do łokci i kręcił się po sali jak mrówka cierpiąca na pracoholizm. Ci, którzy mają zamiłowanie do przebywania w miejscu czystym nie mają oporów przed sprzątaniem. Finn nie był najlepszy w zaklęciach czyszczących. Nie miał w sobie tej smykałki, która ułatwiałaby mu zachowanie porządku w kufrze. Udało się zażegnać powietrzne niebezpieczeństwo, a otwarte na oścież okna jedynie wspomagały wymianę powietrza. Do środka wpadało również ciepłe, kwietniowe słońce, co dodawało temu miejscu więcej... życia. Finn nie wiedział jak długo okna były zamknięte lecz teraz, po jakichś dwóch godzinach odkąd tu był, można było swobodnie oddychać. Walczył z ciężarem masywnego biurka kiedy usłyszał za drzwiami wypowiadane hasło. Odwrócił się i powitał Nico zadowolonym uśmiechem. Doskonale, właśnie na nim najbardziej mu zależało.  
-Owszem. Fajne, prawda? Gruby Mnich mi je pokazał, a profesor Odineva dała oficjalne zezwolenie.  - sięgnął po biały ręcznik i wytarł w nie ręce. Meble były zabrudzone pomimo usunięcia z nich ton kurzu. Kilkoma susami przeszedł przez salę, mijając wciąż lewitujące trzydzieści cztery sztuki zapisanych pergaminów. Wyciągnął rękę do Nico, by ją uścisnąć. Udawał, że nie widzi na jego twarzy wymownego uśmiechu. Zdążył zauważyć rozdrażnienie Nico, jeśli pokazywał mu się ze strony muzycznej, jednak postanowił to ignorować, bo i tak nic się w tym kierunku nie zmieni. Rzadko kto rozumie szaleństwo geniusza.
- Tu stoją twoje klawisze. Nie mam cierpliwości do statywu, a instrukcja gdzieś wsiąkła. Rozpakuj je sobie tak, jak będzie ci to wygodnie. - wskazał na kartonowe pudło stojące po środku sali. Finn nie był tak wszechstronnie utalentowany jak na przykład Feliks, a więc nie posiadał wiedzy w jaki sposób obsługiwać insze instrumenty. Dobrze, że Nico postanowił być chwilę przed czasem. Jego obecność zostanie wykorzystana, mógł być tego pewien. Póki co Gard zachowywał się całkiem... normalnie. W jego oczach nie było tego obłąkańczego wyrazu, nie szczerzył się upiornie tylko... przygotowywał salę. Póki co. Nigdy nie wiadomo co w niego wstąpi, gdy do rąk weźmie gitarę.
Gdy Gryfon poszedł robić swoje, Finn powrócił do przesuwania upartego biurka. Transportowanie go wymagało użycia sporej ilości siły, jednakże obyło się bez wzywania pomocy Sharewooda. Krzesła sunęły w powietrzu za pomocą serii zaklęć wypowiadanych ciurkiem przez Puchona. Nim zdołał podejść do drugiego, równie paskudnie masywnego, biurka do w sali pojawił się Feliks. Finn posłał mu krótki uśmiech.
- Pozdrowionka. Słuchaj, Felek. Ten tutaj statyw chichocze jak obłąkany. Znalazłem obok niego miotłę Filcha, tak więc wiadomo jest skąd ten samoistny rozwój magii. Mógłbyś na to zerknąć ? Tak na dobrą sprawę ten statyw jest dla ciebie. - tutaj wyszczerzył się, ponieważ równie dobrze mógł go przydzielić samemu sobie. Prędko wrócił do przestawiania mebli i rzucania kolejnych zaklęć.
- Ach racja, poznajcie się. Nico, to Feliks z Ravenclawu, basista. Fel, to Nicholas z Gryffindoru, ten nowy klawisz, którego znalazłem. - powiedział podczas chwilowej przerwy w popychaniu biurka. Znał odruchu antyspołeczne Koniecznego, jednak poza przedstawianiem go nowemu nie zamierzał narażać biedaczyny na dodatkowy stres i dyskomfort. Nie będzie kazał mu z nim rozmawiać ani się zaprzyjaźniać, choć nie miałby nic przeciwko temu. Kultura jednak musi jakaś być i przedstawienie sobie obcych osób do tego się zaliczało.
- Jak ogarniecie swoje to chcę rzucić prześcieradła na głowy tych posągów i potrzebuję do tego waszego wsparcia. Dziwne są, co nie? Musiało być tu jakaś sowie miejsce kultu czy Merlin raczy wie co. - zagaił rad, że może otworzyć paszczę do żywej osoby a nie pracować w milczeniu. W pewnym momencie skrzywił się wobec ciężaru mebla i rzucił nań sprawne “Locomotor”, które udało mu się wręcz książkowo. Dzięki temu biurko nie tylko przesunęło się pod odpowiednią ścianę, ale również uniosło nad ziemią i ustawiło do góry nogami na poprzednim. Finn był zdziwiony, nigdy dotąd mu się to nie udało w takim zaawansowanym stopniu. Uśmiechnął się sam do siebie i sięgnął po bezdenną torbę. Włożył tam połowę ramienia i wyciągnął zgrzewkę półlitrowej chłodnej wody. Postawił je na parapecie, a sam jedną butelkę opróżnił do połowy. Zerknął na zegar wiszący na ścianie. Pod skórą czuł przyjemne mrowienie. Już niedługo będą mogli zaczynać. Nie mógł się doczekać aż przedstawi im znaleziony i perfekcyjnie zmodyfikowany na ich potrzeby, utwór muzyczny.
Viní Marlow
Viní Marlow

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyPią 24 Sie 2018, 14:03

Bardzo chciał jak najszybciej dotrzeć na piąte piętro, do pomieszczenia, w którym miała odbyć się próba, ale nie miał takiej możliwości. Jego umysł rwał się do przodu, ale ciało musiało zachować spokój, pilnując by ręka trzymająca kurczowo różdżkę nie zatrzęsła się przez nieuwagę. Dzisiejszego dnia już raz pozwolił na upadek perkusji i nie zamierzał doprowadzić do tego huku po raz drugi. To dlatego szedł powoli, uważając na każdy stopień, prowadząc przed sobą lewitującą na niewielkiej wysokości perkusję, a jego skupienie było wyrażone przez pionową zmarszczkę między brwiami i język, który wychylał się od czasu do czasu by nerwowo oblizać wargi.
Po raz kolejny tego dnia przeklinał ilość schodów, jaką trzeba było pokonać w tej szkole jeśli chciało się gdziekolwiek dotrzeć, a kiedy w końcu pokonał ostatni stopień, odetchnął z ulgą.
Rany, we Francji też macie tyle schodów? – mruknął, uspokajając nieco przyspieszony oddech. Po latach nieustannego pokonywania kolejnych pięter był już przyzwyczajony i rzadko kiedy łapał prawdziwą zadyszkę. Spojrzał na swoją towarzyszkę i posłał jej mimowolny uśmiech. Wciąż nie dowierzał, że udało mu się wyhaczyć taki talent i że na dodatek zgodziła się pójść z nim na próbę. Nie żeby miała wielki wybór, ale w gruncie rzeczy gdyby zaczęła krzyczeć, że nie zamierza nigdzie z nim iść, nie ciągnąłby jej tu siłą.
Jeszcze kilka kroków korytarzem i znaleźli się przed drzwiami, które nie miały w sobie dziurki na klucz. Z delikatnością postawił perkusję na ziemi i wyciągnął z tylnej kieszeni spodni zwitek pergaminu z napisaną przez Finna instrukcją otwarcia drzwi. Przebiegł wzrokiem po literach, potem zerknął na Gabrielle, następnie znów zajrzał w tekst i nerwowo przełknął ślinę. O rany, na śmierć zapomniał o zasadzie, którą Finn powtórzył mu chyba z pięćset razy – żadnych ludzi, żadnych zwierząt i zero jedzenia. Ale z drugiej strony... chyba nie będzie zły prawda? Ostatecznie postanowił się tym nie przejmować, nie miałby teraz serca powiedzieć Gab, że jednak nigdzie jej nie weźmie i nie jest mile widziana na próbie kapeli, poza tym miała piękny głos, a Finn skarżył się na brak wokalistów. Potrzebują siebie nawzajem więc co może pójść nie tak?
Quanarum devita – powiedział pod nosem, stukając jednocześnie w dolny zawias. Dobrze, że nie trzeba było dotknąć górnego, drzwi były ogromne, a Viní... cóż, wiadomo. – Pójdę pierwszy... i spróbuj nie rozdrażnić blondyna – zaśmiał się, choć nie do końca było mu do śmiechu. Drzwi otworzyły się przed nimi, a on znów rzucił zaklęcie na instrument, by wtargać go na miejsce, do którego podążał już od pół godziny. – Siemka. – rzucił z uśmiechem do zgromadzonych już wewnątrz członków zespołu, z ulgą odstawił perkusję i schował różdżkę, otrzepując dłonie jakby przeniesienie sprzętu za pomocą magii pozostawiło na nich kurz. – Jak znalazłeś to miejsce? Wygląda... specyficznie
Zatrzymał wzrok na dziwacznych sowach, które wywoływały w nim jakiś niezrozumiały wewnętrzny niepokój, a potem przeniósł go na blondynkę, która stanęła za nim.
Znalazłem nam wokalistkę. – oznajmił radośnie, po czym zwrócił się już bardziej bezpośrednio do Finna – Wiem, że nie życzysz sobie obcych, ale to wyjątkowa sytuacja, Finn, uważam, że powinieneś ją przesłuchać.
Odważnie patrzył na blondyna, choć trochę obawiał się jego reakcji. Strach był wywołany głównie faktem, że nie znał go za dobrze i nie wiedział czego może się po nim spodziewać. Czasem był kompletnym psycholem, ale z drugiej strony... jak można by było gniewać się na tak słodkie stworzenie, jakim była Gabrielle?
Nicolas Sharewood
Nicolas Sharewood

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyPią 24 Sie 2018, 15:56



Finn niczym natrętna mucha, codziennie przypominał mu o tym jakże ważnym, a jednocześnie wyjątkowym wydarzeniu. Sterta pergaminów zapisanych nutami znajdowała się dosłownie wszędzie gdzie nie spojrzał, nawet kiedy przymykał powieki widział nuty falujące na pięciolinii, i to charakterystyczne „pozdrowionka”, które huczało mu w uszach, doprowadzając do szału. Niestety był świadom również tego, że jego katorga nie skończy się, jeżeli przeciwstawi się blondynowi i nie zaciągnie swoich czterech liter w to miejsce, wtedy będzie jeszcze gorzej. Był pewny, że panicz Gard rozpęta wtedy piekło, jego psychodeliczna natura zostanie uaktywniona, niosąc ze sobą jedynie zniszczenie.
Przebywanie z Puchonem w posępnym miejscu sam na sam nie wywoływało u niego zbyt pozytywnych uczuć. Dlatego za wszelką cenę silił się na uprzejmość, choć tak naprawdę miał ochotę uciec. Widział jak wiele pracy blondyn przykłada do tego, aby pomieszczenie nadawało się do użytku. Wokół latały miotełki ścierające kurz, który unosił się w powietrzu, tworząc swego rodzaju ścianę widoczną w chwili gdy promienie słońca dotarły do pokoju prze otwarte okna. Czuć było stęchliznę, typową dla starych budowli, tak jakby inny zapach nie mógł zawładnąć ich murami. Westchnął przeczesując dłonią i tak poczochrane włosy.
-Dość intrygujące – odpowiedział rozglądając się ponownie dokoła, jednak tym razem jego uwagę zwróciły ogromne pomniki sów wiszące nad nimi niczym kaci. –A co tu właściwie wcześniej było? – zapytał marszcząc czoło, liczył że Finn był na tyle rozważny, aby najpierw poznać historię tego miejsca zanim postanowił ich tu zwabić. Hogwart był zamkiem, który w swoich ścianach krył wiele zadziwiających pomieszczeń, a które nie zawsze były odpowiednie dla uczniów. Mamiły ich wyglądem, przyciągały aurą tajemniczości, niosąc często śmierć lub stawiając ich z nią twarzą w twarz i tylko szczęście mogło ich wtedy sprowadzić z powrotem do znanych korytarzy, jeśli nie od razu do skrzydła szpitalnego.
Spojrzał w kierunku który wskazał przyjaciel, cichy pomruk niezadowolenia opuścił usta Gryfona, o ile kochał grać na pianinie czy fortepianie, tak klawisze które załatwił mu Finn uważał za diabelskie nasienie odbierające całe piękno pozostałym instrumentom. –Dlaczego uparłeś się na klawisze, pianino jest lepsze – rzucił nieprzyjemnym tonem, po czym widząc spojrzenie jakie posłane zostało w jego kierunku skupił się na rozstawianiu instrumentu. Tylko czekał aż tyrada uwaga i finnowo-psycholowych mądrości skierowana zostanie ku jego osobie, kiedy jakby ratując go z opresji w drzwiach pojawił się Feliks. Krukon z imienia znany Nicolasowi, choć oficjalnie nigdy nie mieli okazji by się poznać. Już od progu został zaatakowany gradem informacji, nie wykazując zbyt dużego zainteresowania. Kiedy Finn ich sobie przedstawił brunet jedynie kiwnął głową w jego kierunku sprawdzając jak działają klawisze. Naciskał to białe, to czarne przyciski a każdy z nich pod wpływem dotyku wydobywał z siebie dźwięk, czysty a jednak niezwykle irytujący dla uszu Sharewooda. –Gard, ja cię proszę. Nie będę na tym grał, nie zrozum mnie źle. Ale to jakaś porażka. Potrzebuje normalnego pianina – oznajmił ze złością pchając instrument, który przesunął się o kilka centymetrów po czym niebezpiecznie zachwiał, by jednak stanąć stabilnie.
Mimo uszu puścił kolejne zadanie, które zostało im przydzielone, nawet chciał coś powiedzieć, kiedy do pomieszczenia wszedł on. Vini Marlow. Ciało Nicolasa spięło się automatycznie widząc roześmianą twarz kędziorka, która jego samego doprowadzała do szału. No, ja pierdole! pomyślał przenosząc swoje spojrzenie z Marlowa na Finna, chciał go wręcz zabić. Zacisnął dłoń na swojej różdżce, zaciskając zęby. – Ty też wiedziałeś o tym Vinim? – zwrócił się do Krukona z wyraźnie niezadowolną miną, tym samym ignorując dwójkę Puchonów, jakby ich tu zupełnie nie było.
Feliks Konieczny
Feliks Konieczny

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyPią 24 Sie 2018, 17:54

Ignorowanie słów kierowanych do niego ze strony Puchona z każdym rokiem ich znajomości wychodziło mu coraz lepiej. Na początku zdarzało mu się czuć z tym źle, ciążyły na nim wyjątkowo nieprzyjemne wyrzuty sumienia, kiedy po raz kolejny bez słuchania jego słów kiwał głową, zgadzając się na wszystkie szalone pomysł blondyna. Szczególnie ten najgłupszy, dotyczący założenia zespołu, wybicia się i zdobycia sławy, czy innych pierdół, o których w tamtych czasach dość często wspominał Puchon. Feliks godził się na to bo chciał móc po prostu grać, nie ważne czy sam, czy z kimś, chciał trzymać w ręku instrument i wydobywać z niego najczystsze z możliwych dźwięków, nie ważne czy ktoś by go słyszał, czy nie. Kiedy więc później przyglądał się jak Gard stawał na głowie by spełnić swoje marzenie, Feliks przyglądał się temu z boku, niczym bezimienny obserwator.
Tym razem też miał taki plan, dlatego zignorował słowa dotyczące statywu, przyglądając się w jego stronę, jakby ten miał go  zaraz zabić. Nie potrzebował widzieć nuty, znał je na pamięć, mógł zagrać w dzień, w nocy, o północy na dowolnym ze znanych mu instrumentów. Śmieszne to był, młody czarodziej potrafił spamiętać wielostronicowe układy nut, a zaklęcie otwierające drzwi ciągle mu się myliło i nie wychodziło. Chyba jednak był debilem.
Słysząc jak Gard przedstawia mu wysokiego Gryfona, jedynie lekko kiwa w jego stronę głową. Można by powiedzieć, że tym jednym gestem Krukon wzbił się na wyżyny swoich zdolności interpersonalnych. Spoczął jednak na laurach i szybko wrócił do przerwanego zajęcia, kiedy w końcu gitara zaczęła brzmieć porządnie, usta wykrzywiły mu się w coś co przy dobrych wiatrach można było nazwać uśmiechem. Prawdopodobnie cieszyłby się swoim małym zwycięstwem trochę dłużej, gdyby nagle w pomieszczeniu nie pojawiło się dużo nowych głosów. Całe dwa, choć jeden nadal był schowany za drzwiami. Spogląda się w ich stronę niepewnie, jakby zaraz miała wychylić się stamtąd meduza.
Kiwa głową nowo przybyłym, po czym wraca do przerwanej czynności.
Z oczekiwania na legendarnego potwora wyrywa go głos tak zwanego Nicolasa, określonego chwilę wcześniej przez Garda mianem Klawisza, co prawdopodobnie miało oznaczać, iż jest to ich nowy pianista. Konieczny nie mógł strawić tak obrzydliwego zwrotu jak „klawisze”.
- Vinicius? – Pyta spoglądając niepewnie na wiszącego nad nim Gryfona, po czym starając się poruszyć ostatnie dwie szare komórki jego mózgu dodaje. - Chyba był na ostatniej próbie. Ale Gard był Gardem, więc spodziewałem się, że nie wróci. – Nie dodał, że sam miał sobie ochotę trzy razy strzelić w łeb kiedy Marlow zaczynał przyśpieszać o pół sekundy. To było straszne, Konieczny nadal nie wiedział jakim cudem udało mu się wtedy to wytrzymać.


Ostatnio zmieniony przez Feliks Konieczny dnia Pon 27 Sie 2018, 21:22, w całości zmieniany 1 raz
Finn Gard
Finn Gard

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptySob 25 Sie 2018, 21:23

Zakończył przesuwanie wszystkich nadprogramowych mebli. Stały ładnie ustawione pod jedną ścianę i nie wadziły nikomu. Kalały jedynie estetykę pomieszczenia jednak to sala do prób a nie muzeum. Otrzepał ręce z kurzu i oparł ręce na biodrach spoglądając z uznaniem na efekty swojej pracy. Nie otrzymał pomocy od Feliksa, o którą rzecz jasna listownie prosił, jednak nie miał ochoty pytać o powody. Zdecydowanie wolał zająć się dokończeniem przygotowań. Przyjdzie Marlow i będą mogli zacząć rozgrzewkę. Czeka ich sporo pracy.
-Zapytałem o to Grubego Mnicha. W odpowiedzi zaśmiał się i wszedł w ścianę. Nie wiem co miało to znaczyć i chyba nie chcę wnikać. - odpowiedział swobodnym tonem. Podszedł do lewitującego stosu papierów. Sięgnął po pierwszy zwój pergaminu i znad niego spoglądał na poirytowaną twarz Nicolasa.  
- Jedyne pianino jakie znalazłem w zamku jest na pierwszym piętrze w graciarni i nie da się go stamtąd przetransportować. Miejsca jest tam za mało, aby móc przeprowadzić tam próby. Droga wolna, Nicolas. Jeśli załatwisz skądziś pianino, sprowadź je tu, a potem transportuj poza zamek na koncert. Lepsze wypożyczone klawisze niż nic. - odpowiedział spokojnie, choć odczuwał pewną irytację wywołaną postawą Sharewooda. Finn starał się jak mógł i znajdywał tylko najlepsze instrumenty na jakie pozwalały okoliczności. Nie można zarzucić mu robienia czegokolwiek "na odczepnego". Skoro skombinował klawisze to pewnym było, iż sprawdził dwukrotnie dostępność pianina. Przeczytał pierwszy wers na pergaminie i zawiesił go w oddzielnym miejscu w powietrzu, tuż obok swojej twarzy. Finn zaczął sortować i grupować papiery na cztery stosy – po jednym dla każdego chłopaka.
Usłyszawszy dźwięk otwieranych magicznie drzwi uśmiechnął się i zerknął na zegar wiszący na ścianie. Marlow spóźnił się tylko kilka minut.
- Już ci pomagam z perkusją, Vinci. Czekaj chwilę! - zawołał głośniej i dobywając różdżki ruszył w kierunku drzwi. Puchon wszedł zanim Finn doszedł do progu. Przez długą chwilę nie dostrzegał dodatkowej nadprogramowej osoby schowanej za plecami Marlowa. Finn w żaden sposób nie zareagował na oburzenie Nicolasa i jego wymianę zdań z Feliksem.
- Gruby Mnich zdradził mi tę lokalizację. - odpowiedział wesoło i rozejrzał się po uprzątniętej przez niego sali, w której jedynie co raziło to obecność posągów, lewitująca i spora ilość pergaminów oraz nierozpakowane z kartonu klawisze Nicolasa. - Te sowy chyba nas nie zestresują, co? - Finn nawet zaśmiał się krótko do swoich słów. Nie lubił zwierząt w swoim pobliżu lecz skoro te tutaj były marmurowe i nieruchome, był w stanie aakceptować takiego rodzaju ptaszyska. - To gdzie masz tę perku... - zaczął lecz urwał w połowie, gdy słowa Vinciego pokryły się z pojawieniem się zza jego pleców jasnowłosej dziewczyny. Uśmiech zamarł Finnowi na ustach. Otworzył szerzej oczy, gdy dotarły do niego wszystkie informacje. Vinci znalazł potencjalną wokalistkę, ucieszył się z tego, a więc postanowił nie zwlekać i przyprowadzić ją na próbę kapeli- tym samym pogwałcając główną i największą zasadę, jaką im wielokrotnie powtarzał - zero ludzi, zwierząt i jedzenia na próbie. To naprawdę niewielkie wyrzeczenie zważywszy na częstotliwość takich spotkań. Pomimo tego Vinci to zlekceważył. Finn patrzył jak blondyneczka wchodzi do tajnego pomieszczenia, które po miesiącach starań wyprosił od ducha Huffelpuffu i opiekunki domu. Jak jeszcze sekundę temu uśmiechał się, tak w następnej chwili zacisnął mocno zęby i wyprostował się. Lewitujące pergaminy z głośnym szelestem spadły na podłogę rozsypując się po całej jej szerokości. Pomieszały się ze sobą, niektóre trochę pogniotły. Zaklęcie utrzymujące je w powietrzu legło w gruzach, co mogłoby dać do myślenia odnośnie gwałtownej zmiany nastroju Garda.  
- Vinci, do diaska coś ty zrobił. - przełknął ślinę i zaciskał usta, by nie przekląć soczyście i to najlepiej w czyściutkim szwedzkim języku. - PRZYPROWADZIŁEŚ TU DZIEWCZYNĘ?! - ni stąd ni zowąd ryknął. Trzeba przyznać, że Finn posiadał bardzo mocny i donośny głos, zważywszy na jego zaawansowany poziom śpiewu. Rzadko krzyczał, w sumie nigdy tego nie robił i dzisiaj zdarzyło się to po raz pierwszy... Zignorował obecność dodatkowej osoby, ponieważ odczuwał silną potrzebę wydarcia się na Marlowa za złamanie najważniejszej zasady. Tu nie chodziło tylko o zachowanie istnienia tego pomieszczenia w tajemnicy, ale również o uszanowanie prywatności ich prób. Im więcej osób zbędnych w tej sali tym trudniej byłoby im się skoncentrować na ćwiczeniach. Jeśli mają wystąpić w Hogsmade (o czym chłopaki jeszcze nie wiedzieli, bo zamierzał im dzisiaj to powiedzieć) muszą się przyłożyć do tego solidnie. Od tego zależał ich rozgłos.  
- Dostałeś mój list? Jak wół napisałem tam, że nie chcę tutaj żadnych osób ORAZ proszę o utrzymanie istnienia tego miejsca w tajemnicy. Mówiłem ci o tym też trzy dni temu w dormitorium, mówiłeś, że rozumiesz. - głos miał bardzo zdenerwowany i napięty. Nie przyglądał się dziewczynie, wpatrywał się intensywnie wściekle w Vinciego. Właśnie ich próba opóźniała się, jeden był zirytowany, drugi się zdenerwował a to będzie rzutować na jakość i efekt dzisiejszych ćwiczeń oraz współpracy.
- Świetnie, że znalazłeś wokalistkę. Tylko czemu TERAZ ją przyprowadzasz? Czy korona jej z głowy spadnie, jeśli przedstawisz mi ją w jakiejś ludzkich okolicznościach, NA PRZYKŁAD po obiedzie na błoniach?? - rozłożył ręce na boki i wciąż stał naprzeciw kolegi. Nagle przypomniał sobie o takim czymś jak maniery. Przechylił głowę w bok by wyłapać spojrzenie Gabrielle. Zmienił ton głosu na... wymuszony spokojny. Tylko dziecko mogłoby się na to nabrać. Finn zachowywał się... nie tak jak zazwyczaj. Dotychczas uśmiech nie schodził mu z ust, nie denerwował się ani nie unosił głosu. Zupełnie jakby był pozbawiony wszelkich zmartwień.
- Wybacz eee... kimkolwiek jesteś, że jesteś teraz ignorowana, ale to niezwykła sprawa, więc poczekaj sobie tu, w tym miejscu, dobrze? - zdobył się nawet na krótki i nieszczery uśmiech. Wrócił wzrokiem do Vinciego. Skrzyżował ręce na torsie i czekał na jakieś dodatkowe wyjaśnienia. Te, które mu przekazał były skrajnie niewystarczające. Gdy Finn przyłapał Nicolasa na śpiewie i grze, nie zaciągał go na próbę od razu tylko najpierw perfidnie podsłuchiwał go, następnie wybadał grunt i w ostatecznym starciu zachęcił go do wstąpienia do kapeli. Poza tym Finn był szefem oraz inicjatorem tego zgromadzenia, mógł robić tak jak chciał, a mimo wszystko okazywał szacunek do swojej własnej zasady. Zwierzęta sikają na instrumenty i pergaminy (przypomnijmy sobie Szopena wesoło zwiedzającego stoły z nutami na ich pierwszej próbie), jedzenie brudziło i lubiło dostawać się w najmniejsze szczeliny gitary, nie wspominając już o klawiszach. Osoby trzecie, niepożądane, bez przepustki rozpraszały, komentowały i wtrącały się co moment. Nie znał tej dziewczyny, nie wiedział jakie posiada zdolności wokalne. Wierzył Vinciemu, naprawdę. Wierzył temu wesołemu chłopaczynie, jednak nie mógł pojąć czemu dopuścił się przyprowadzenia jej tutaj. Z jego niebieskich oczu ciosały błyskawice. Jak góra stał ze skrzyżowanymi ramionami przed Vincim i czekał na wyjaśnienie.
Viní Marlow
Viní Marlow

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyNie 26 Sie 2018, 21:10

Początkowo myślał, że jakoś to będzie, poczuł nawet coś na kształt zadowolenia, że tak łatwo mu poszło. O słodki, nieświadomy Puszku. A raczej Puchu marny! Uśmiech, który Viní odwzajemnił zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kiedy Finn zdał sobie sprawę z obecności Gabrielle w ich super tajnym pomieszczeniu na próby. Trzeba by być ślepcem, by nie zauważyć otwartych szeroko oczu, które nagle wydały mu się niesamowicie zimne w całej swojej niebieskości, by przegapić zaciśnięte zęby i zaostrzone tym samym rysy szczęki. Ale gdyby komuś udało się zignorować te objawy nadchodzącego wybuchu to na dokładkę były jeszcze lewitujące pergaminy, które z szelestem opadły na podłogę, sprawiając wrażenie jakby czas na chwilę zwolnił. Sekunda ciszy zwiastująca najgorsze. Marlow zagryzł dolną wargę, nie wiedząc jak powinien się zachować. Miał ochotę uciec, ale zamiast tego znalazł w sobie na tyle odwagi by wytrzymać intensywne spojrzenie chłopaka i ze spokojem patrzeć mu prosto w oczy. Ciskające gromy niebo przeciwko ciepłej czekoladzie. Kiedy ryknął, nieświadomie zacisnął dłonie w pięści i spiął mięśnie, między ciemnymi brwiami pojawiła się zmarszczka, która lubiła się tam pokazywać przy przeróżnych okazjach. Całą swoją posturą wykazywał gotowość na atak ze strony Finna i jego ewentualne odparcie, wszystko było napięte i nerwowe poza tym czekoladowym brązem, którego spokój pozostawał jeszcze niezburzony.
Reakcja Finna była właściwie gorsza niż policzek. Sprawiała, że było mu głupio, czuł się jak ostatni kretyn, który nie potrafi zastosować się do zasad, a do tego czuł, że w jakiś sposób sprawił Finnowi przykrość i to bolało go z tego wszystkiego najbardziej. Nie był egoistą, zazwyczaj unikał sytuacji, w których ktoś ucierpi dla jego własnej korzyści, dlatego poczuł się okropnie, widząc jak bardzo wyprowadził go z równowagi. Z drugiej strony nie zrobił tego specjalnie, był tak zaaferowany całą sytuacją, że zapomniał o całym otaczającym go świecie
Bo rozumiem! – odparł, orientując się, że wbija krótkie paznokcie we własne dłonie, tak mocno je zacisnął. Rozluźnił pięści, zamiast tego gestykulując energicznie, jak to często miał w zwyczaju. Jego głos był wciąż zwyczajny, miał zbyt dobry humor by tak szybko dać wyprowadzić się z równowagi. – To był impuls, przecież już powiedziałem, że to wyjątkowa sytuacja. Była tak dobra, że nawet nie pomyślałem o konsekwencjach... – rozłożył ręce, choć w inny sposób niż Finn, był to raczej gest zupełnej bezradności wobec wydarzeń z ostatnich trzydziestu minut. Klatka piersiowa Puchona uniosła się kiedy westchnął ciężko. Było mu tak strasznie przykro, że niechcący doprowadził do starcia między nim, a Finnem.
Powiódł za nim spojrzeniem w stronę Gabrielle, która spokojnie czekała za drzwiami. Rany, w jej oczach musieli teraz wyglądać jak skończeni idioci. Cały jego trud na marne, nie wierzył bo po tak „przesympatycznym” wstępie mogła chcieć mieć z nimi do czynienia, jeśli miała instynkt samozachowawczy, którego Viníemu tak bardzo brakowało, powinna się teraz odwrócić i nigdy więcej tu nie wracać. Widok blondynki, która musiała się temu wszystkiemu przysłuchiwać połączony z tym irytująco słodkim tonem głosu Finna, który brzmiał jakby zwracał się do skończonej idiotki wywołał w nim zalążek złości. Odwrócił twarz z powrotem w stronę Finna, a brąz spojrzenia nie był już przyjemnie ciepły, zniknęły malutkie, dodające sympatii zmarszczki wokół oczu, a kąciki ust opadły i zamarły w bezruchu. Możliwe, że to ta władcza poza, z perspektywy Marlowa dodatkowo wzmocniona niemalże dziesięciocentymetrową różnicą wzrostu, wywołała w nim tak nieprzyjemne uczucia. Było mu głupio, czuł się winny, ale czy to dawało Finnowi prawo do patrzenia na niego z góry? Jasne, był tu szefem i do niego należało ostatnie słowo, ale w tym momencie poczuł się jak uczniak karcony przez profesora i bardzo mu się to nie spodobało, szczególnie, że zdążył zapałać do Finna sympatią, która teraz zdawała się tracić na swojej mocy.
Do ciężkiej cholery, Finn, zawsze byłeś takim bucem? – warknął, prostując się, by dodać swojej sylwetce kilka złudnych centymetrów. To, że Vinícius zawsze starał się być miły i nie sprawiać problemów nie znaczyło, że brakowało mu pewności siebie i że nie dostrzegał swojej wartości. Miał swoją dumę, która w tym momencie została urażona, tym dotkliwiej, że zrobił to jego znajomy, a nie obca osoba. Może i przyprowadzenie tu Gabrielle było niesamowitą wtopą, może było nie na miejscu, może brakowało mu ogłady i doświadczenia w załatwianiu tego typu spraw, ale co z tego? Wziął głęboki wdech, przypominając sobie o pewnym asie, którego miał w rękawie. Był gotowy go użyć, zauważając, że napięcie miedzy nimi jest coraz mocniej wyczuwalne i niedługo mogą utknąć w zupełnym impasie, kiedy to żaden nie będzie chciał ustąpić drugiemu. – Słuchaj, na dziedzińcu obiecałeś mi, że jakoś mi się odpłacisz, pamiętasz? Wobec tego potraktuj to jako spłatę długu. Przesłuchaj ją, o nic więcej nie proszę.
Wsunął dłonie do kieszeni spodni, śmiało patrząc w jego oczy. Jego zdaniem była to uczciwa propozycja.
Co do Sharewooda – w tym momencie zupełnie dla niego nie istniał, szczerze mówiąc w ogóle nie zauważył jego obecności, a już na pewno puścił uwagę na swój temat koło uszu. Przez tych kilka chwil świat Viníego ograniczył się do jego samego oraz Finna, stojących naprzeciw siebie, z małą iskierką w postaci Gabrielle na granicy świadomości.
Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyPon 27 Sie 2018, 08:59

Podekscytowanie, które odczuwała rosło wraz z kolejnym pokonywanym schodkiem. Vini w oczach blondynki był niezwykle miłym rozmówcą, a kiedy zaproponował by poszła z nim na próbę kapeli zgodziła się bez żadnego ale. Im bliżej miejsca docelowego byli, tym bardziej się denerwowała, nawet uśmiech Puchona nie potrafił zatrzeć tego nieprzyjemnego wrażenia, że jednak coś będzie nie tak. Gabrielle nie należała do osób pesymistycznych, jak sama lubiła się określać była pozytywną realistką, dlatego ciężko było jej zrozumieć ten budzący się w niej niepokój. Drzwi się otworzyły, serce dziewczyny biło jak szalone, z większą niż na co dzień mocą uderzając w klatkę piersiową, mogłaby przysiąc, że nawet brunet stojący nieco dalej mógł je z dużym powodzeniem usłyszeć. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, do której za Vinim dziewczyny docierały jedynie strzępki rozmów, jednak ton wypowiadanych słów pozbawiał wszelkich wątpliwości.
W pierwszej chwili nie wiedziała, co powinna myśleć, a tym bardziej jak postąpić w zaistniałej sytuacji. Instynkt samozachowawczy mówił jej, że powinna uciekać, uważając to za najlepsze wyjście, które uchroni ją przed kompletną kompromitacją, mimo to nie ruszyła się z miejsca nawet o jeden milimetr. Stała jak zaczarowana, niczym posąg, ignorowana przez większość, a jednak uważnie obserwująca i nasłuchująca wszystkiego, co dzieje się dookoła. Nie wtrącała się w wymianę zdań między chłopakami. Ten drugi o głębokim, przyjemnym dla ucha, melodyjnym głosie, który teraz był wyraźnie podniesiony, Gab nie miała wątpliwości - był wyraźnie niezadowolony z jej obecności. Cierpliwie czekając na dalszy rozwój sytuacji czuła jak z każdym wypowiedzianym przez nich zdaniem rośnie w niej złość. Miarka przebrała się w chwili kiedy blondyn zwrócił się bezpośrednio do niej. Poczuła jak krew w niej zawrzała, naczynie krwionośne rozszerzyły się, a ona zacisnęła swoje dłonie w piąstki. Początkowo nie zamierzała robić nic, jednak wraz z wypowiedzianym zdaniem wręcz dającym jej do zrozumienia, iż jest jedynie niechcianym natrętem skutecznie zniweczyły ten plan. Krótki i nieszczery uśmiech jaki jej posłał dodatkowo podsyciły już i ta nadszarpnięty spokój ducha Francuzki.
Nie bacząc na to, jak odbierze ją Vini z wyraźnym rumieńcem na policzkach, lekko zaciśniętymi ustami i wzrokiem ciskającym błyskawice wyszła przed Viniego stając twarzą w twarz z niebieskookim. –Jesteś dupek – oznajmiła uderzając go palcem wskazującym w klatkę piersiową. Jej głos był spokojny, zupełnie niepasujący do tego, jakie uczucia nią targały, ale donośny i złowieszczy. –Po pierwsze, nie jestem idiot – warknęła tykając go ponownie – Po drugie Vini chciał dobrze, przyprowadził mnie tutaj w dobrej wierze, bo przecież szukałeś wokalistki. A ty… – przerwała, szukając w głowie odpowiednich słów, gdyż teraz jedyne co cisnęło jej się na usta to francuskie epitety nie pasujące do tak młodej damy jak ona. –zachowujesz się wobec niego niewdzięcznie, bo co? Twój egoizm przysłania ci racjonalne myślenie? – zapytała unosząc do góry prawą brew. Samotny kosmyk włosów opadł jej na twarz, ruchem ręki założyła go z powrotem za ucho, na chwilę odrywając zielone spojrzenie od Finna. –Może i zrobił źle przyprowadzając mnie tu dzisiaj, kiedy macie próbę, a ty wyraźnie nie życzyłeś sobie osób trzecich, ale mimo wszystko chciał dobrze. Chciał pomóc ami (przyjacielowi). – dodała, stając w obronie Viniego. Było jej przykro, że przez nią musiał znosić te wszystkie nieuprzejmości. Nie mogła uwierzyć, jak można być tak zapatrzonym w siebie, by nie zauważyć kiedy ktoś pragnie pomóc. Westchnęła cicho powoli się uspokajając, czuła na sobie spojrzenie innych osób znajdujących się w pomieszczeniu, jednak uparcie zignorowała ten fakt. Nie poruszyła się, cierpliwie czekając na reakcje chłopaka.
Finn Gard
Finn Gard

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyPon 27 Sie 2018, 15:51

Złość buzowała mu w żyłach. Naruszanie jego głównej i jakże łatwej zasady wywoływało w nim pokłady zachowań, których nikt by się po nim nie spodziewał. Widząc szok malujący się na twarzy Vinciego pomału docierało do niego jak to wygląda z tej drugiej strony. Sama ta świadomość nakazywała chłopakowi powściągnąć emocję i na powrót stać się spokojnym, wesołym Gardem. Nikt z jego znajomych, nawet tych bliższych, nie był świadom tego jak Finn potrafi się zmienić, gdy ktoś zalezie mu za skórę. Wybuch złości był niczym w porównaniu z tym, co mogło z niego wyjść w chwili porządnego zdenerwowania i stresu. Obserwował oniemiałego Vinciego, który wyprostował plecy i patrzył na niego tak... spokojnie. To nie pasowało do sytuacji. Właśnie na niego wrzasnął, a napotkał brązową toń opanowania. To był drugi bodziec nakazujący chłopakowi natychmiast się uspokoić. Poczuł narastający wstyd, który na szczęście nie pojawił się w postaci czerwonych policzków bowiem Finn tej umiejętności rumienienia się nie posiadał. Pojmował, że choć jego zasada została pogwałcona, to nie usprawiedliwiało jego własnego zachowania. Mógł rozwiązać to na wiele innych, spokojnych sposobów jednak gdy zobaczył Vinciego wprowadzającego jakąś dziewczynę... nie zdołał utrzymać nerwów na wodzy. Nie chciał, by przy następnej próbie spotkali w tej sali bajzel, jak tylko reszta Hogwartu dowie się o istnieniu tej sali. W szkole było naprawdę wiele kółek i organizacji pomniejszych, które wciąż biły się o stałe miejsce spotkań. Z drugiej strony kto jak kto lecz Vinci nie był osobą złośliwą, przynajmniej tak wywnioskował po ich dotychczasowej znajomości. Skoro stwierdził, że jakaś dziewczyna ma talent to musi coś w tym być. Wciąż nie rozumiał czemu przesłuchanie musi odbyć się natychmiast a nie na przykład jutro z samego rana. Przyjął jednak do świadomości słowa - wyjątkowa sytuacja – i próbował je zaakceptować.
W łatwy sposób dało się spostrzec nagłą zmianę w Finnie. Dotąd stał wysoki, spięty i zezłoszczony gotów zakręcić się jeszcze bardziej w swojej psychozie, która nie była czczą plotką. Opuścił ramiona wraz z głębokim westchnięciem. Powoli opanowywał swoje własne szaleństwo. Nie znali go z tej strony i w sumie nie chciał by musieli go takim oglądać. Rozumiał, że potrafi dać popalić, jeśli chodzi o wymagania muzyczne i przestrzeganie głównej i w sumie jedynej wprowadzonej zasady. Jakkolwiek miałby za złe Vinciemu taki wyskok, nie powinien jednak na niego wrzeszczeć. Słysząc zmieniony głos Marlowa potrząsnął głową i ponownie zaczerpnął tchu, aby się uspokoić. Pomasował palcami swoje brwi i wracał do swojego normalnego, zwyczajnego trybu kontaktów międzyludzkich. Nie zdołał nic powiedzieć, gdy nagle między nim a Vincim pojawiła się postać. Finn cofnął się o pół kroku porażony gwałtowną bliskością kogokolwiek, wszak od Marlowa dzieliło go raptem pół kroku. Nagle właśnie w tym miejscu pojawiła się złotowłosa osoba. Barwne nazwanie go dupkiem pokryło się z szokiem jakiego doznał, gdy w końcu ujrzał oblicze dziewczyny. Otworzył szeroko oczy i aż zamrugał, bowiem widział przed sobą osobę o naprawdę uderzającej urodzie. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to jej jasne, prawie lśniące policzki. Dopiero po chwili nawiązał z nią kontakt wzrokowy i chcąc nie chcąc, serce zabiło mu mocniej. To dziwne... nigdy nie spotkał tak urodziwej dziewczyny. Widział wiele ładnych panien, niektóre zasługiwały nawet na miano naturalnie pięknych jednak wszystkie umywały się przy urodzie Gabrielle. Miała w sobie coś... coś, co nie pozwalało Finnowi oderwać od niej wzroku, gdy wyrzucała z siebie nasycone złością słowa. Nawet jej głos robił wrażenie, był taki melodyjny i po prostu miły dla ucha nawet wtedy, gdy nazwała go dupkiem. Kolejny epitet zaraz po psycholu i bucu. Powinien sobie zacząć zapisywać określenia siebie samego po tym, gdy przypadkiem zacznie zachowywać się jak psychol z piekła rodem. Powoli pojmował dlaczego Vinci był nią tak uradowany. Wystarczyło posłuchać jej głosu, by chcieć zapragnąć usłyszeć jej śpiewu. Coś w tym musi być. Gdyby tylko wcześniej się jej przyjrzał... może nie byłoby tej afery, której stał się inicjatorem. Uniósł brwi, gdy dźgnęła go w klatkę piersiową. Nie była wcale taka mała i z pewnością nie przypominała chucherka, co jednak nie odejmowało jej kobiecości. Cóż rzec, Vinci znalazł nie tylko potencjalną wokalistkę ale i lwicę, która zasłania go własną piersią i najzwyczajniej w świecie opieprzała obcego chłopaka. Finn ogłupiał i potrzebował chwili by odzyskać zdolność mowy. Podrapał się po karku; czuł pod policzkami palący wstyd.
- Ja... eh... Przepraszam was. - powiedział skruszonym tonem i zerknął z ukosa na dwójkę Puchonów. - Nie powinienem unosić na ciebie głosu, Vinci. Wybacz mi. Bardzo rzadko zdarza mi się... zachowywać jak dupek, jak to powiedziała twoja... em... koleżanka. - tutaj z pewną obawą zerknął wprost w oczy Gabrielle. - Jestem przewrażliwiony przy muzyce... po prostu. Ja... - czuł na sobie spojrzenie dziewczyny. - To nie egoizm, to co innego. Przepraszam cię, że musiałaś być tego świadkiem. - dotarł do niego obcy akcent dziewczyny. Był pewien, że nigdy jej nie spotkał. Kogoś takiego jak ona się nie zapomina. Rzuca się w oczy i z pewnością byłaby bardzo popularna z powodu niezwykłej urody. Finn nie miał pojęcia skąd Vinci ją wytrzasnął i gdzie on ją do cholery chował? W kufrze? Pod łóżkiem? Czemu nic nie mówił, że zna kogoś tak... niecodziennego? Zatrzymał na nim wzrok, a minę miał zawstydzoną.
-Dobrze. W ramach tej przysługi... niech będzie. Jeśli wciąż macie ochotę, to przesłucham cię i mam nadzieję, że moja jednorazowa nienormalność nie zgasi waszych chęci. - najgorsze było przeczucie, że gdyby nie ta zaległa przysługa, nie zgodziłby się. Potulnie poprosiłby dziewczynę o opuszczenie miejsca ich próby i co najwyżej zaprosiłby ją innego dnia zaraz po pogadance z Vincim. Tutaj musiał pójść na ugodę. Co prawda obecność dziewczyny prawdopodobnie będzie rozpraszać ich uwagę, jednak powinni to wytrzymać. W przyszłym miesiącu muszą wystąpić przed szerszą publicznością zatem jednorazowe towarzystwo obcej osoby nie powinno być nieosiągalnym wyzwaniem... Finn czuł w środku silny protest. Walczył sam ze sobą i ostatecznie wygrał. Wątpił, by ktokolwiek z tu obecnych był w stanie pojąć jak wiele kosztowały go te słowa.
- Chłopaki zaczęliby rozgrzewkę, a my byśmy chwilę porozmawiali. - machnął ręką w kierunku Nicolasa i Feliksa, o których dopiero teraz pomyślał. Stał tak z przeczuciem niepokoju. Potwierdził właśnie wszelakie ciche plotki dotyczące jego psychozy i szaleństwie muzycznym. Finn nie był geniuszem takiej kategorii jak powiedzmy Feliks, który zatracał się w muzyce całkowicie na osobności. Gard był człowiekiem, który stawiał sobie bardzo, ale to bardzo wysokie wymagania i chciał utrzymać odpowiedni poziom umiejętności kapeli, jeśli nie ich poprawę. Tylko jego własny ojciec, notabene zastępczy, był w stanie zauważyć w całym tym szaleństwie niezaprzeczalną miłość do muzyki, bezapelacyjne oddanie jej i przymus perfekcyjności. Nie mógł wymagać tego samego od innych. Posłał i Vinciemu i bezimiennej dziewczynie przepraszające spojrzenie. Nie zdziwiłby się, gdyby mu nie wybaczyli wybuchu. Nie oczekiwał zrozumienia a jedynie odrobiny cierpliwości.
Viní Marlow
Viní Marlow

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyPon 27 Sie 2018, 20:49

To zabawne, że kiedy Finn się uspokajał, Vini zaczynał się złościć. Zupełnie jakby był między nimi ustalony z góry limit negatywnych emocji, które przeskakiwały na drugą osobę kiedy ich poziom nazbyt się podnosił. Oczywiście Puchon z początku wcale nie zauważał zmiany w postawie Garda, nazbyt zaślepiony własnym gniewem, który wzbierał w nim coraz bardziej, grożąc włoską katastrofą na miarę tsunami. Pewnie powiedziałby o kilka słów za dużo, dorzucając do tego jakieś przekleństwo z rodzaju tych, których uszy damy nigdy nie powinny usłyszeć, na pewno nie skończyłoby się to tak pokojowo gdyby nie Gabrielle, która, zirytowana czczym oczekiwaniem i wysłuchiwaniem na swój temat w trzeciej osobie, wyskoczyła zza jego pleców z lawiną słów i gestem, który na swój zabawny sposób rozładowywał atmosferę, ale też niósł ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, który najwyraźniej przemówił Finnowi do rozumu.
Vini wypuścił z siebie powietrze jakby chciał wypuścić trochę nagromadzonego wewnątrz ciepła, które doprowadzało jego krew niemalże do wrzenia i odsunął się nieco, ustępując jej miejsca by mogła w sobie w komfortowy sposób obrzucać blondyna francuskimi obelgami. Kiedy usłyszał „idiot” wypowiedziane z tym jej zabawnym akcentem omal nie prychnął, nie udało mu się też powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jego ustach, powoli obejmując też oczy. Kryzys chyba zażegnany, Marlow nie był już zły, a Gard najwyraźniej stracił swoje żelazne argumenty. Kiedy emocje opadły, mógł trzeźwiej przyjrzeć się Finnowi, który zdawał się zupełnie ulec urokowi Francuzki. Czy miał prawo mu się dziwić? Absolutnie nie. Skinął głową, dając mu do zrozumienia, że przeprosiny zostały przyjęte.
Ja też przepraszam, obu nas poniosło. Nie chciałem niszczyć twoich planów, wybacz. – obdarzył go przelotnym uśmiechem, choć nie aż tak wesołym i ciepłym jak zazwyczaj. Był jeszcze troszeczkę zły, no i urażona duma nie poskładała się jeszcze w spójną całość, ale nie chciał dłużej drążyć tego tematu. Czekała na niego perkusja, która w magiczny sposób potrafiła przekuć każdą negatywną emocję w coś pozytywnego, cała ta kłótnia sprawiła, że miał ochotę porządnie wyżyć się na bębnach. – I Ciebie też, Gabrielle, chciałem dobrze, ale chyba tego nie przemyślałem – zaśmiał się nerwowo, mierzwiąc włosy, które i tak zdążyły wymknąć się z uścisku rzemyka. Ostatecznie Finn zgodził się przesłuchać dziewczynę, więc wszystko zdawało się iść po jego myśli. Kiedy tylko usłyszy jej głos, zrozumie jego postępowanie. To sprawiało, że cieszył się, że przyprowadził ją ze sobą, jeśli wszystko miało skończyć się dobrze, było warto wymienić kilka nerwowych zdań.
Wiesz co? – zwrócił się bezpośrednio do Finna, patrząc znów prosto w jego oczy – Ktoś kiedyś powiedział mi, że geniusza nie można drażnić, bo jeszcze mu odbije. Chyba miał rację. – zaśmiał się, teraz bardziej szczerze, dobry humor najwyraźniej mu powracał. Nie potrafił długo chować urazy, taki już był. – Zajmę się swoimi sprawami. – Poklepał Finna po ramieniu w przyjacielskim geście i odszedł do swojego instrumentu, który leżał porzucony. Cóż za smutny widok. Teraz już ręcznie zaczął przenosić i rozstawiać perkusję w bardziej pożądane miejsce niż próg. Kiedy rozstawił sprzęt, w końcu rozejrzał się dookoła siebie, dopiero teraz zauważył Nicolasa, który zerkał w jego stronę z wyraźną niechęcią. Odwzajemnił mu się mniej więcej tym samym, nieświadomie mrużąc nieco oczy kiedy patrzył w jego stronę.
Sharewood. – mruknął na tyle głośno, by ten go usłyszał. – Finn musiał być bardzo zdesperowany, skoro wziął cię do zespołu.
Vinicius kochał cały świat, a Nicolas był wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nie potrafił pałać do niego sympatią, nie kiedy Sini głupiała na sam jego widok. Wyciągnął z torby pałeczki i zajął się strojeniem instrumentu.
Feliks Konieczny
Feliks Konieczny

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyPon 27 Sie 2018, 21:06

Feliks nie przysłuchiwał się rozmowie Puchonów, korzystając z braku zainteresowania swoją osobą, robił to co wychodziło mu najlepiej, czyli grał. Uderzał w metalowe struny ze skupieniem, zapominając o obecności Nicolasa, który jeszcze chwilę temu kierował w jego stronę jakieś pytania. Uderzane metalowe druciki wydobywały dźwięki, z łatwością ginęły w szumie tworzonym przez zgraję „muzyków”, jak kazali się nazywać Vini i Finn. Raz po raz spogląda w ich stronę z irytacją, że skoro zamierzają się kłócić o tak nieistotne rzeczy, to może od razu skończmy całą zabawę i wróćmy do pokojów wspólnym. Konieczny oczywiści, nie wypowiada tych słów nagłos, jedynie przenosi wzrok w kolorze mętnej rzeki z jeziora, na instrument.
Nicolas Sharewood
Nicolas Sharewood

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz EmptyWto 28 Sie 2018, 20:20

Nie komentował słów Finna, walka z nim nie miała najmniejszego sensu. Wiedział, że ten i tak postawi na swoim, choć nie znali się zbyt dobrze zdążył już trochę poznać niektóre z wad blondyna. Swoją racje jednak nadal miał, przecież wystarczyło użyć odpowiedniego zaklęcia by pianino, które tak kochał Gryfon nie było problemem. Westchnął zrezygnowany wracając do swojego instrumentu, choć nie był zachwycony. Zupełnie jak faktem przynależności Viniego do zespołu, nie sądził by Puchon posiadał jakikolwiek inny talent poza irytowaniem osób w swoim otoczeniu. To jaką wesołością wykazywał się na co dzień chłopak było wręcz odrzucające, a on zapewne był niespełna rozumu. Tego Sharewood był pewien. Oderwany nieco od rzeczywistości, pogrążony we własnym umyśle, skupił się na klawiszach, nie do końca interesował się tym, co działo się dookoła. Odpowiedź Krukona wcale go nie ucieszyła. Biedny, przez los skazany został na towarzystwo Nicolasa, jednocześnie nie wydawał się z tego faktu zadowolony. - Czy Finn ciebie również zmusił by brać udział w tej parodii? – zapytał, kierując spojrzenie na Koniecznego. Uniósł do góry jedną brew. Chłopak zdawał się ignorować wszystkich w pomieszczeniu, wziął swoją gitarę i zaczął w nią brzdąkać, obecność Gryfona również ignorował. –Jesteś jakiś dziwny – rzucił jakby w powietrze, lecz słowa kierował do Feliksa. Próba jakby zatrzymała się dla niego w miejscu, strzępki rozmów pomiędzy Vinim, Finnem i przybyszem docierały do niego, jednak się im nie przysłuchiwał. Czuł ulgę, że jeszcze przez chwilę może odpocząć od psychola Garda.
Sponsored content

Drzwi bez otworu na klucz Empty
PisanieTemat: Re: Drzwi bez otworu na klucz   Drzwi bez otworu na klucz Empty

 

Drzwi bez otworu na klucz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
V piętro
-