IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Pub Upswing   Sob 30 Cze 2018, 23:58



Pub Upswing


Właściciel: Krueger&Blais Ltd.

Dwupiętrowy pub jazzowo-swingowy położony jest przy jednej z węższych uliczek w magicznej dzielnicy, choć właściwie szyld widoczny jest już z głównej alei, tuż za załomem ceglanego muru. Na pierwszym piętrze poza stolikami i krzesłami znajduje się przestronny parkiet dla spragnionych tańca klientów oraz niezbyt duża, acz solidna scena, na której wieczorami na żywo grają doskonali muzycy. Drugie piętro z kolei przeznaczone jest dla gości lubujących się w grach hazardowych. Poker, ruletka, czy blackjack przyciągają tutaj wielu czarodziejów, którym brakuje w życiu odrobiny ryzyka, czy adrenaliny. Na górze można także zagrać w bilard.
Cały pub urządzony jest w gustownym stylu. Królują tutaj ciemne, drewniane i masywne meble, z obiciami w barwach przybrudzonej czerwieni. Ceglaste ściany, przyozdobione podobiznami światowej klasy artystów dodają temu miejscu klimatu. Na uwagę zasługują także bogato zaopatrzone bary znajdujące się na obu piętrach lokalu, przy których można raczyć się nie tylko czarodziejskimi wyrobami alkoholowymi, ale i mugolskimi trunkami. Zamiłowanie jednego z właścicieli, Franza Kruegera, do irlandzkiej whiskey sprawiło, że to właśnie ona znalazła się na pierwszym miejscu w karcie dostępnych procentów. Nie zabrakło jednak także miejsca na skrzynie francuskiego wina prosto z Prowansji, z rodzinnych stron drugiego ze wspólników - Daniela Blaisa.
Warto również wspomnieć, iż na parterze lokalu, za barem, poza zapleczem znajduje się także niewielka sala przeznaczona dla specjalnych gości Franza oraz Daniela. Śmietanka towarzyska powinna się w końcu bawić tak jak na nią przystało, czyż nie? Dlatego też w tajemniczym pomieszczeniu często toczą się przeróżne negocjacje biznesowe, nie do końca zgodne z prawem zakłady bukmacherskie, a po zamknięciu pubu można wziąć udział w nielegalnych pojedynkach, w których również czarodzieje mogą obstawić swojego zwycięzcę.


_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pią 13 Lip 2018, 00:56


Rozmowa z Albusem w żadnej mierze nie dodała mu otuchy, nie przyniosła nowych rozwiązań, a raczej potwierdziła jedynie fakt, że wdepnął w bagno po same uszy. Tylko czy nie zdawał sobie z tego sprawy już wcześniej? Nie pragnął wypalonego na przedramieniu znaku, ale jego pragnienia tak naprawdę nigdy się nie liczyły. Poza tym, gdyby być skrupulatnym, można by rzec, że swym zachowaniem młody Krueger sam przyczynił się do takiego rozwoju wydarzeń. Wydawać by się przecież mogło, że zawsze stawał po tej jasnej stronie mocy, po odpowiedniej stronie barykady, a jednak w decydujących momentach przelewał krew, z czasem nawet bez większych skrupułów. Mógłby się do tego nie przyznawać, ale fakty mówiły same przez się. Był przesiąknięty kłamstwem i przemocą, a woń czarnej magii i szemranych interesów można było wyczuć od niego na odległość. Nie na tyle, by zamknąć go w murach Azkabanu – na szczęście zawsze był ostrożnym typem, który niczym szachista starał się przewidywać przyszłość co najmniej na kilka ruchów w przód. Wystarczająco jednak, by poczuć ciągnący się za nim smród, charakterystyczny dla kogoś, kto pozostawia za sobą wyłącznie truchło i zgliszcza.
Zapach śmierci odwiecznie komponował się z goryczą whiskey, więc nie powinno dziwić to, że od rana chodził struty, myśląc jedynie o kropli zbawiennego trunku. Z trudem przesiedział na niewiele interesujących go zajęciach, starając się przy tym nie zawieszać zbyt długo wzroku na sylwetce panny Vane. Jej obecność męczyła go jeszcze bardziej niż zrzędzenie wicedyrektorki, którą z chęcią częściej widziałby pod postacią tego futrzastego kota. I nie, widok Jasmine nie wprawiał go już w rozpacz… Chyba przestał o nią walczyć, jakby próbował sobie samemu uświadomić, że decyzja, jaką podjął była słuszna. Popadł w kompletny marazm i tylko interes prowadzony z Blaisem utrzymywał jego chęć do życia na tym przeciętnym, a przy tym bezpiecznym poziomie. Wcześniej to czarnowłosa potrafiła okiełznać jego przeklęcie trudny charakter, teraz potrzebował konkretnej dawki adrenaliny. Czegoś, co wpompuje w niego nowe pokłady energii i podgrzeje krew płynącą w żyłach. Czegoś, co sprawi, że jego serce uderzy gromem, a umysł oczyści z przeszywających po wskroś myśli.  
Propozycja Daniela była wodą na młyn, dlatego też kiedy tylko ujrzał jego sowę, nawet bez odczytania treści listu sięgnął do szuflady po swój pergamin, atrament i pióro. Następnie wyczekał do ciszy nocnej, by niepostrzeżenie wymknąć się z zamku. Nie chciał ściągnąć na siebie kolejnych podejrzeń, już i tak miał wystarczająco problemów na głowie.
Chłodny wieczór, leniwie opadające krople deszczu i zimny porywający wiatr. Powinien się cieszyć z tego, że znacząca część drogi, jaką musiał przebyć, prowadziła przez tunel. W rzeczywistości jednak pogoda niewiele go obchodziła. Dopiero jeden z silniejszych zrywów lodowatego powietrza sprawił, że chłopak poprawił swój czarny jak smoła płaszcz, skrywając tym samym śnieżnobiałą koszulę z gustowną kamizelką i dopasowanym do całości ubioru krawatem. Kwintesencja elegancji i snobizmu, do której przywykł już za małolata i którą do dnia dzisiejszego trudno było z niego wyplenić. Krew wyglądała przecież inaczej na koszuli, niźli na wyświechtanym swetrze.
Wreszcie przekroczył próg niedawno otworzonego przez ich drobną spółkę lokalu. Miejsca, w którym pierwszy raz od dawna poczuł się jak w domu i które szczerze pokochał. Było dla niego namiastką tego wszystkiego, czego podświadomie potrzebował od życia, a czego w chwili obecnej otrzymać nie mógł. A towarzystwo Daniela… jeżeli z kimkolwiek miało ochotę się zniszczyć, to trudno było znaleźć w tym kraju lepszego człowieka. Nawet winem potrafił upić się z taką gracją, że drugiego takiego ze świecą szukać. W dodatku był to chyba jedyny Francuz, którego Franz obdarzył tak wielką sympatią, bo co do zasady żabojadów nie lubił jak psów. Sam ten język doprowadzał go do szewskiej pasji, a jednak z Blaisem mógłby zaśpiewać i Champs Elysees, oczywiście po odpowiedniej ilości bursztynowego trunku. Albo nawet i tego czerwonego wina. Dobre towarzystwo nieraz potrafiło przekonać człowieka i do takich wyrzeczeń.
Poklepał Daniela po ramieniu i usiadł obok niego, od razu polewając sobie whiskey do jednej ze szklanek podanych przez barmana – jak gdyby wszyscy w tym przybytku rozumieli się bez słów. Po tym wyciągnął papierosa i najzwyklejsze w świecie, mugolskie zapałki, by odpalić swą narkomańską dawkę. Zaciągnął się mocno na tyle, by zabrakło powietrza w płucach. Dopiero, gdy wokół niego pojawiła się sporawa chmura trującego dymu, można było powiedzieć, że dopełnił swego rytuału.
- Wspaniała jak zawsze. – Odezwał się po raz pierwszy, kiedy w końcu posmakował irlandzkiej whiskey. Nie zapytał Daniela co u niego, nie zapytał jak idzie biznes. Zamiast tego odwrócił się tylko w stronę sali, opierając się łokciami o barową ladę. Rozglądał się po pomieszczeniu, z satysfakcją stwierdzając, że cieszą się znacznie większą klientelą. Pub powoli zaczynał przynosić zyski, a nie doczekali się jeszcze nawet realizacji innych planowanych przedsięwzięć. W końcu jazzowa muzyka, tańce do rana, czy partyjka pokera to nie był szczyt ich marzeń. Jeśli chciało się zostać kimś, należało mierzyć wysoko, a Franz od zawsze wysoko mierzył, ciągnąc za sobą przy tym Blaisa. Francuza, w którego wystarczyło tchnąć nieco ambicji, by ten pokazał, że spokojem, intelektem i sprytem przewyższa wiele szych w ministerstwie.
Degustacja dobiegła końca, a Krueger wychynął całą szklankę za pomocą jednego ruchu nadgarstkiem i odstawił ją na blat. Kolejną chmurę siwego dymu wypuścił w milczeniu, oczekując na to, co powie Daniel. Wyglądał na nieobecnego, poza tym – przysłał mu sowę, a to świadczyło raczej o tym, że na dnie tej, bądź kolejnej butelki kryje się coś więcej. Coś, przez co każdy z nich obudzi się jutro ze świdrującym bólem głowy i Saharą w przełyku.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Daniel Blais
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pią 13 Lip 2018, 23:54

To był prawdopodobnie setny dokument jaki oglądał tego dnia, setny podpis jaki złożył na samym jego końcu, tysięczne stuknięcie krótkiego paznokcia o blat biurka. Przetarł zmęczone oczy, przerywając tym samym nieświadomie wystukiwany o mahoniowe drewno rytm pochodzącej z Jugosławii piosenki. W dni tak nużące i dłużące się jak ten, miał ochotę wyskoczyć przez okno i uciec stąd jak najdalej. Taka możliwość nie wchodziła jednak w grę z jednego prostego powodu – w Ministerstwie Magii nie było okien, a ucieczka przez drzwi nie byłaby aż tak satysfakcjonująca. Zerkał więc tylko na zegarek, w myślach odliczając minuty, które dzieliły go od opuszczenia przytłaczającego gabinetu odziedziczonego po ojcu.
Przed pubem Upswing pojawił się jakiś czas później i czym prędzej wszedł do środka, chowając się przed siąpiącym z nieba deszczem. Rozejrzał się po lokalu i z zadowoleniem stwierdził, że wewnątrz panuje niemały gwar. Wszystko było, jak mu się wydawało, w jak najlepszym porządku, pracownicy najwyraźniej wiedzieli co robią i wyglądali na zadowolonych. Niespiesznie podszedł do baru, rozpinając po drodze guziki szarego płaszcza, pod którym kryła się śnieżnobiała koszula przecięta czernią krawata i równie czarna marynarka. Widząc Daniela, barman od razu sięgnął po butelkę wina, ten jednak pokręcił energicznie głową.
— Ognista — rzucił, nie siląc się nawet na uśmiech, a po chwili odebrał szklankę wypełnioną bursztynowym płynem i podzwaniającą kostkami lodu. Oddalił się na zaplecze, gdzie rozsiadł się wygodnie, pozwalając sobie przy tym na ciche westchnięcie. Przeczesał włosy długimi palcami, pociągnął solidny łyk alkoholu i, kierowany nagłą potrzebą, pospiesznie wydobył papierosa z papierośnicy. Poluzował krawat i zaciągnął się mocno, a już po chwili pomieszczenie wypełniło się wonią dymu. Zastygł tak na dłuższą chwilę, pogrążony w swoich myślach, a szklaneczkę później wydobył z szafki pióro, atrament i kawałek pergaminu, pchany silną chęcią napisania wiadomości do osoby, której towarzystwa zdecydowanie mu dziś brakowało. Krueger, choć byli wspólnikami, z oczywistych względów nie był w stanie przebywać w pubie tak często jak Blais, ale dzisiejszego wieczoru postanowił go tutaj ściągnąć – miał bowiem ochotę wychylić jeszcze kilka szklaneczek, a ostatnimi czasy zbyt często pił w samotności. Po wysłaniu sowy przeszedł się po magazynie, kontrolując czy aby na pewno są przygotowani na weekendowy ruch, pokrzątał się jeszcze chwilę i wrócił na salę, gdzie usiadł przy barze. Zerknął na barmana, a już po chwili pojawiła się przed nim kolejna szklaneczka z ognistą i zwitek pergaminu, który musiał zostać dostarczony przed kilkoma minutami. Przetarł zmęczoną twarz, uśmiechnął się kącikiem ust i rozsiadł się wygodnie, od czasu do czasu zamieniając kilka słów ze stojącym za barem Michaelem. Czas mijał, alkoholu to ubywało, to znów przybywało, aż w końcu poczuł na ramieniu klepnięcie, na co, z papierosem w ustach, odwrócił szybko głowę, którą zaraz kiwnął, obdarzając Franza ledwo widocznym półuśmiechem.
— Hmm, skoro tak mówisz — mruknął, wypuszczając spomiędzy warg obłoczek dymu, po czym dopił tych kilka łyków Ognistej, które nadal znajdowały się w jego szklance i dał Michaelowi znak, by i jemu nalał irlandzkiej. Zazwyczaj nie zwracał na to większej uwagi, lepiej znał się na winie niż na mocnych trunkach, jeśli sięgał po whisky, robił to dlatego, że miał ochotę na coś mniej delikatnego, wszelkie subtelności smaku umykały mu jednak. Pociągnął kilka łyczków, a kiedy zobaczył jak Niemiec wypija powstrzymał się od cichego prychnięcia. Widocznie nie tylko on potrzebował się dziś napić, dobrali się idealnie, nie ma co.
—Wyglądasz jakby nie istniał odpowiednio mocny alkohol na dzisiejszy wieczór. — powiedział z niejakim rozbawieniem, a ruchem nadgarstka zamieszał bursztynowy płyn w wypolerowanym szkle. Przyglądał mu się, nawet nie siląc się na dyskrecję. — I możesz mieć rację. Może zamiast warzeniem eliksirów dobrze byłoby zająć się alkoholami... na pewno lepsze to niż Ministerstwo.
Skrzywił się i z pasją zgniótł papierosa w popielniczce, w której leżało już kilka petów dzielących podobny los. Cóż, nie dało się ukryć, że siedział tu już od dłuższego czasu. Zresztą było to widać również po nim samym – Franz dopiero zaczynał pić, ale Daniel był już po kilku głębszych.
— Jakieś problemy z wyrwaniem się z zamku? Powinieneś rzucić to w cholerę, jak najszybciej.
Na temat tego jak niewiele dawało ukończenie szkoły oraz w jaki sposób chłopięce marzenia zderzają się z rzeczywistością Blais mógłby rozwodzić się godzinami. Powstrzymał się jednak, nie chcąc już na wstępie zarzucić Kruegera swoimi rozterkami i wewnętrznymi problemami.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Sob 14 Lip 2018, 00:39

Skoro nawet Daniel narzekał na ministerialną, papierkową robotę, należało stwierdzić, że Franz tym bardziej by się do niej nie nadawał. Na pierwszy rzut oka ich obu cechował stoicki wręcz spokój, ale w przypadku niemieckiego czarodzieja demony częściej przebijały się przez grubą, ale z pewnością nie niezniszczalną, warstwę opanowania. Krueger rzadko wpadał w furię, ale kiedy to już nastąpiło, mało kto potrafił utrzymać go w ryzach. Nieraz on sam nie był do tego zdolny. Zdawał sobie z tego sprawę, podobnie jak i z wielu innych swoich wad, ale kto ich nie miał? Być może goryczą whisky i gryzącym, tytoniowym dymem podświadomie starał się zatruć w sobie wszystko to, co nie dało się pogodzić z wizją prawego człowieka wykreowaną latami przez społeczeństwo. A może po prostu czerpał z tych swoich rytuałów niewyjaśnioną, masochistyczną przyjemność. Nie wyglądał przecież na kogoś, kto nienawidziłby samego siebie, dla kogoś z zewnątrz sprawiał raczej wrażenie pewnego siebie czarodzieja ze sporą dozą bezczelności i nonszalancji. Takiego, który wiedział, czego chce od życia i dla realizacji swych celów gotów był złamać wiele zasad. Który był prawdziwy?
- A kiedykolwiek istniał? – Westchnął ciężko, spoglądając na Blaisa, choć na jego twarzy pojawił się nawet ledwie widoczny, subtelny uśmiech. Szybko znużyło go wodzenie wzrokiem za tańczącymi pannami, dlatego też kiwnął Michaelowi, by ten nalał mu kolejną szklaneczkę. Ponownie zaciągnął się przy tym papierosem, by wreszcie zgasić niedopałek w stojącej nieopodal popielniczce.  
- Gdyby to miało jakiekolwiek znaczenie, już dawno sączyłbyś denaturat. – Mruknął po dłuższej chwili, racząc się kolejną porcją irlandzkiej. W gruncie rzeczy ten gatunek whiskey był delikatniejszy od wielu innych, ale bukiet smaku ujął go już dawno temu, a każdy kto bliżej znał Franza wiedział, że jest on niewolnikiem swych własnych przyzwyczajeń. W końcu kto z czystokrwistych rodów odpalał fajki mugolskimi zapałkami?
- Sine Metu. – Odczytał charakterystyczne motto rodziny Jamesonów, które znajdowało się na każdej butelce jednego z jego ulubionych trunków, a w tłumaczeniu oznaczało mniej więcej „bez strachu”. Po tym zamilknął i odwrócił się znów w kierunku sali, a gdy stwierdził, że ciekawszych elementów wystroju nie przybyło, wreszcie obdarzył swym spojrzeniem rozmówcę. Choć język mu się jeszcze nie plątał, a i zachowanie nie wskazywało na żaden dramatyczny stan upojenia, tak Krueger znał Blaisa na tyle, że wiedział, iż nie jest to jego pierwsza szklaneczka. Zresztą potrzeba towarzystwa, wysłana sowa raczej potwierdzały jego podejrzenia – ten wieczór nie zakończy się zbyt prędko.
- Problemy? Niet probljema. – Odpowiedział spokojnym tonem. – Musiałem jeszcze coś załatwić. – Nie zamierzał wdawać się w szczegóły, chociaż dobrze wiedział, że połowa dnia spędzona na nudnych zajęciach przeminęła mu na przemyśleniu wszelkich wad i zalet stworzenia horkruksów. Rozmowę z Albusem mimo wszystko musiał zaliczyć do udanych. Niezależnie od tego, co by się stało, przynajmniej zyskał wiele istotnych informacji, a w tych czasach informacja kosztowała naprawdę wiele. Blais nie musiał o tym wiedzieć, podobnie jak o wielu innych, ciemnych zakątkach umysłu Franza. Niemiec wolał go trzymać z dala od śmierciożerczej braci, nie chcąc by ten wpakował się w jakieś tarapaty.
- Raczej długo tam nie zabawię. – Dodał jeszcze a propos swojego pobytu w szkole, ale i tej sprawy nie chciał zgłębiać. Prawdę mówiąc wolałby bowiem pozdawać wszystkie egzaminy. Nie stanowiły przecież dla niego żadnego kłopotu, a większość interesujących go przedmiotów prawdopodobnie zdałby bez wysiłku. Miał jednak świadomość tego, że coraz więcej spraw siłą rzeczy wypychało go poza mury Szkoły Magii i Czarodziejstwa, a porzucenie jakże zaszczytnego miejsca w tej renomowanej placówce pozostawało jedynie kwestią czasu.
- Jeśli trup ma się ścielić, proponowałbym się przenieść. – Franz sam postanowił wywołać wilka z lasu, skoro wilk ten nie kwapił się do wyjścia. Prawdopodobnie Daniel nie chciał od wejścia zasypywać go tymi wszystkimi rozterkami, przez które musiał wlać w siebie kilka głębszych. Tempo jednak wzrastało, a nie przystało im samym, jako właścicielom, usypiać przy barowej ladzie. Niemiec nie fatygował więc już Michaela. Zamiast tego sam sięgnął po dwie butelki whiskey, pokazując przy tym Blaisowi, że wszystkiego na raz nie zabierze, a szklanki jednak by im się przydały. Nawet podczas libacji należało przecież zachować jakieś pozory elegancji. Nie musiał mu oznajmiać, gdzie idą. Mieli przecież swoją własną salę, w której zresztą po chwili Franz zajął miejsce na jednej z drewnianych ław. Napełnił obie szklanki i jedną z nich postawił przed swoim bratem, a następnie wygodnie ułożył się na drewnianym oparciu.  
- Wielka szkoda, że nie przyprowadziłeś Alecto. – Rzucił z udawanym rozczarowaniem, upijając kilka łyków procentowego trunku. Poważny ton nie do końca maskował szyderczy charakter tej wypowiedzi, co zresztą było świadomym zagraniem. Cóż, przynajmniej nie on jeden miewał problemy z nagłymi porywami serca. Najlepiej byłoby podchodzić do życia beznamiętnie, a jednak emocje nad każdym nieraz brały górę, stając się przy tym największą słabością. Wiedział o tym jak nikt inny, miał doświadczenie, skoro sam wszystko spieprzył.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Daniel Blais
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Nie 15 Lip 2018, 02:05

Wzruszył lekko ramionami, zastanawiając się czy faktycznie ma to jakieś znaczenie. W gruncie rzeczy nie liczyła się moc, a ilość wypitego alkoholu, jeśli więc tego wieczoru zamiarem Blaisa było upić się do nieprzytomności, mógł to zrobić równie dobrze whisky, jak i kremowym piwem. Wystarczyło dużo uporu, a tego miał przecież aż za dużo. Mimo to, zamiast po wino, od razu sięgnął po mocniejszy trunek, a to nasuwało mu na myśl kolejne pytania. Może w wieczory takie jak te największą rolę grał smak danego trunku? Nie bez powodu sięgnął po whisky, miast jak zazwyczaj wychylić kilka lampek wina, a w gruncie rzeczy nie zastanawiał się nad tym wyborem nawet przez chwilę. Było to impulsywne, podświadome, natychmiastowe i zupełnie niezrozumiałe. Co nim kierowało? Dopasował gorycz popijanego płynu do swojego podłego nastroju? A może nieświadomie uważał, że wino jest dla niego alkoholem przyjemnym w smaku, umilającym nazbyt życie, a przy tym przywołującym przyjemne wspomnienia?
— Denaturat, hm? Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Sine Metu, jak sam powiedziałeś, powinniśmy go właśnie w taki sposób spróbować. — uśmiechnął się szerzej, choć była to reakcja nieco wymuszona. Głupie i nikomu niepotrzebne rozmyślania na temat sączonego alkoholu zepsuły mu nieco nastrój, a wszystko to przez wnioski, które nasunęły się nieproszone i zostały już w jego głowie. Co się stało z jego niepodważalną pewnością siebie? Z wiarą, że cokolwiek by nie robił, jest to dobry wybór? Każdego dnia patrzył w lustro i szanował się coraz mniej, rozpamiętując niepotrzebnie wszystko to, co uczynił i powiedział, a co z perspektywy czasu wydało mu się ogromnym błędem. A przecież najgorsze wciąż przed nim, to wszystko co działo się teraz było zaledwie wstępem do czegoś, co mogło go przerosnąć.
Słowa Franza wywołały w nim zaciekawienie, ale nie dał tego po sobie poznać, pozostawiając na twarzy maskę przyjaznej obojętności. Czasem odnosił wrażenie, że wcale nie zna go aż tak dobrze, że Krueger ma więcej sekretów niż Blais może się tego spodziewać. Nie zastanawiał się nad tym zbyt często, obawiając się, że gdyby drążył sprawę zbyt mocno, odkryłby coś, co zburzyłoby jego zaufanie do osoby, która była mu jak brat. Był jedynym, w którego ręce powierzyłby swoje życie, jedynym, któremu wierzył i chciał wierzyć.
Skinął głową, nie dopytując o plany chłopaka tak względem szkoły, jak i ogólnej przyszłości. Czas przecież wszystko pokaże, a on nie powinien nakłaniać go do rzucenia szkoły. Sam pozdawał przecież owutemy, sugerowanie młodszemu przyjacielowi, że nie jest to wcale taki świetny pomysł było zwykłym, tanim podpuszczaniem. Zresztą zganił się już za to w myślach, nakazując sobie większy rozsądek. Czasem lubił sam przed sobą udawać, że to on jest tym starszym-starszym bratem, choć oczywiście nijak miało się to do rzeczywistości.
— Trup powinien zacząć ścielić się tam częściej. I to nie nasz. Nie tylko.
Skupił swoją uwagę na szklankach, chcąc bez pomocy różdżki wylewitować je na zaplecze, ale osłabiona wypitym alkoholem koncentracja nie pozwoliła mu na ten popis umiejętności, będący jednocześnie ćwiczeniem – uniósł je na kilka centymetrów, a potem zadrżały niebezpiecznie, grożąc upadkiem i rozbiciem się na kawałki przy pierwszym fałszywym kroku. Prychnął z irytacją i chwycił je w ręce, podążając za nieco niższą od jego własnej sylwetką chłopaka na dobrze mu znane zaplecze. Tam położył szkło na stoliku, a sam zajął miejsce naprzeciwko Franza. W ten sposób wilk chwycił przynętę, pozwalając się wywołać bardziej jak głodne szczenię, aniżeli doświadczony myśliwy.
Spojrzał prosto w oczy swojego towarzysza i zastygł tak na krótką chwilę. Pozornie spokojny, niezwruszony, wewnątrz zawrzał na samo wspomnienie o Carrow. Starał się unikać myślenia o tej dziewczynie jak ognia, ale nie wychodziło mu to najlepiej. Podniósł do ust szklaneczkę i przepłukał gardło, kupując sobie tym samym kilka ultonych sekund, które w gruncie rzeczy w niczym mu nie pomogły. Wyłapał tę szyderczą nutę i zupełnie nie wiedział jak powinien ją potraktować, tak samo jak nie potrafił się zdecydować na to jak powinien traktować samą Alecto. Zaśmiał się więc, udając, że rozmowa o Ślizgonce wcale nie sprawia mu problemu, a wręcz przeciwnie, bawi go nieco.
— Nudziłaby się tylko bez towarzystwa Jasmine. —  rzucił, nie zastanawiając się długo nad brzmieniem swoich słów, które dotarło do niego w chwili kiedy zamilknął. Nie wiedział jaki był zamiar Franza, kiedy wspomniał o blondynce, ale Daniel z pewnością nie chciał by zabrzmiało to tak ostro. Upił jeszcze łyczek ze szklanki i skrzywił się, nie wiadomo czy na smak trunku, czy na własne słowa. — Gdziekolwiek teraz jest i ktokolwiek ją tam zaprowadził, na pewno jest jej teraz lepiej.
Nie przeprosił go, używanie tego słowa nie leżało w jego naturze, uznał jednak za sprawiedliwe pociągnięcie tematu, który był dla niego na swój sposób upokarzający. To było jak kara. Z drugiej strony (nie ma się co oszukiwać) wypity alkohol skłaniał go do podobnych wyznań, podszeptując, że przecież rozmowa na temat byłych to właśnie to czego najbardziej teraz potrzebuje.
— Wspominałem Ci o naszym małym spotkaniu w cholernym Ministerstwie? Najwyższych lotów komedia. Zaprzyjaźniła się z pięknym chłopięciem, który pracuje na tym samym piętrze.
Wykrzywił usta w gorzkim uśmiechu i rozsiadł się wygodniej, popijając solidnie ze szklanki. Już sama myśl o Walkerze wzbudzała w nim gwałtowne emocje. Najbardziej denerwował go fakt, że zdążył go polubić zanim dowiedział się, że cokolwiek łączy go z Carrow. Teraz nie potrafił wykrzesać z siebie nawet najbledszej iskierki sympatii.
— Powinniśmy ruszyć z pojedynkami, wtedy starłbym mu ten uśmiech z twarzy. Poza tym nie uwierzę, że i Ty nie masz ochoty kogoś zlać.
Walka z pracownikiem Ministerstwa byłaby cokolwiek głupia, ale to nie docierało teraz do Blaisa. Wolał napawać się swoją wizją zwycięstwa nad przystojniaczkiem, wyobrażać sobie jak po podłodze leje się jego krew. A może to nie chodziło o Liama? Może potrzebował rozładować nagromadzone w nim i zazwyczaj skrzętnie skrywane emocje, a cel nie był w tym wypadku ważny?
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pon 16 Lip 2018, 00:31

Smak, historia trunku, kwestia przyzwyczajenia… to wszystko miało znaczenie, kiedy przydarzył się akurat ten dzień, w którym trzeba było się urżnąć jak zwierzę. Tym razem Franz był tylko biernym obserwatorem, który być może nawet z nutą wesołości spoglądał na wszystko to, co działo się wokoło niego. Z doświadczenia jednak mógł powiedzieć, że każdy, nawet najmniejszy szczegół potrafił zmienić istotę wieczoru, obrócić ją o sto osiemdziesiąt stopni. W przypadku Daniela zdecydowanie łatwiej było jednak określić jego intencje. Wystarczyło, by zrezygnował z wina… a podejrzenia już narastały. Przydarzyło się coś, co odciśnie piętno na jego psychice, co do tego Krueger nie miał nawet chwili zwątpienia.
- Przyjdzie dzień, w którym zabije cię twoja własna głupota. – Westchnął ciężko na wspomnienie o denaturacie. Nie sądził, by ktokolwiek zdecydował się pociągnąć ten temat, ale Blais… Blais był człowiekiem specyficznym, na swój sposób nieprzewidywalnym. Być może właśnie to Franz w nim lubił najbardziej. W każdym razie Daniel miotał się, prawdopodobnie nie chcąc zdradzać wszystkich zagmatwanych zaułków swojego umysłu, ale szczerze? Każdy kolejny krok pokazywał tę jego zanikającą pewność siebie, potwierdzał tylko to, że wydarzyło się coś, co nadszarpnęło jego stalowe nerwy. A niech każdy wie, że nerwy Daniela raczej trudno było nadszarpnąć.
W tym momencie plany niemieckiego czarodzieja co do kontynuacji jego edukacji w Hogwarcie niknęły w cieniu rozterek towarzysza, co dla niego akurat było dość sprzyjającym rozwiązaniem. Nie chciał mówić zbyt wiele o sobie, bo gdyby się zgłębić nad tym tematem, wszystkie drogi prowadziły do Voldemorta. Człowieka, którego Franz nie popierał, ale obecnie nie miał większego wyboru, musiał grać w tę grę, dokładnie odegrać swoją rolę, by jak najwięcej z niej wyciągnąć. Zawiązał współpracę z Drake’iem Vane’em, zawiązał współpracę z Dumbledore’em… wystarczyło, by ci jegomoście wiedzieli o jego powiązaniach. A czy kibicował którekolwiek ze stron? Sam nie wiedział, prawdopodobnie wolałby, żeby to Zakon świętował swoje zwycięstwo, tylko przez wzgląd na to, że dla niego samego byłaby to gwarancja spokoju. Prawdę mówiąc, nie chciałby w ogóle pakować się w ten konflikt, istniały dla niego ważniejsze sprawy na tym świecie, ale jednak… jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one, czyż nie?
Krueger obserwował tylko zachowanie Daniela, jego nieudolną próbę przeniesienia szklanek za pomocą niezwykle prostego zaklęcia… Jednak miał rację, stan jego kolegi wskazywał na to, że już przed jego przybyciem alkohol lał się strumieniami. I pomyśleć, że jedna kobieta była zdolna do wytworzenia takiej wyrwy w jego sercu, do takich zniszczeń… Ah, czyżby znał to z autopsji?
- Zainteresowałeś mnie. Mów dalej. – Mruknął tylko, bo konflikty zawsze podburzały męską krew. Nie oszukujmy się, nawet jeśli chodziło o błahostkę, w umyśle nagle załączała się czerwona lampka, nadzieja na to, że wydarzy się coś interesującego. To był świetny sygnał dla kogoś, kto tak beznamiętnie zatracił się w nicości. Kto potrzebował adrenaliny na gwałt i chyba nie zważał już nawet na jej źródło… Tak, Franz… Niezwykle pokrzywdzony przez los, mógł teraz zgrywać boga, a i tak nie dało się zamaskować okrutnej prawdy. Spieprzył wszystko, nieważne jak bardzo altruistycznie nie próbowałby tego tłumaczyć.
Nawet jest próba nakłonienia Daniela do rozwinięcia tematu zakończyła się fiaskiem. Chłopak wiedział jak odpowiedzieć na jego zagrywkę, ba, pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak dobrze trafił. Precyzyjny strzał. Franz nie zawahał się jednak, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy. Przełknął tylko głośno ślinę, spoglądając na swojego rozmówcę spojrzenie bazyliszka. Wszelkie emocje, które nim targały, kotłowały się wewnątrz, a chłopak walczył ze swoimi instynktami, by nie dać im ujścia. Te bitwę zwyciężył, ale wojna nadal wisiała w powietrzu, tak jak w przypadku Daniela i Alecto.
Na szczęście miał chwilę na to, by ochłonąć. To nie tak, że cała opowieść Daniela o niejakim panie z Ministerstwa Magii przeszła mu koło nosa… Nie, słuchał jej uważnie, choć wiedział, że jakakolwiek jego reakcja nie ma w tym momencie żadnego sensu. Czego by nie powiedział, ten chłopaczek przed nim, nadal będzie tkwił przy swoim.
- Z pojedynkami, mówisz? Zaproponowałbym teraz, ale co to za polowanie, kiedy zwierzyna jest już ranna… – Westchnął ciężko, spoglądając na swojego kumpla, który ewidentnie wyprzedzał go o kilka szklanic. Chciał jednak posłuchał całej historii, dlatego zaraz po tym zamilknął, oczekując na rozwój wydarzeń.
- Daniel, Daniel… – Pokręcił wreszcie głową ze zrezygnowaniem, a być może nawet pozwolił sobie na obdarzenie swojego towarzysza spojrzeniem z pewną nutą politowania. – Spokojnie, przyjacielu. Źle pochodzisz do tej sprawy. Przemoc to żadne rozwiązanie. – Dodał po chwili, podchodząc do swojego kamrata. Ba, złapał go nawet jednym ramieniem za szyję tak, że przyciągnął jego czoło do swojego. Bawiło go to? Można było odnieść takie wrażenie. Z drugiej strony… słowa, które mówiły o tym, że „przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem” w ustach Niemca brzmiały raczej komicznie.
Franz złapał za szklankę whiskey, którą upił praktycznie ciurkiem, a zaraz po tym zaczął spacerować po pomieszczeniu, gestykulując do swojego brata tak, jakby tłumaczył mu nową regułę rządzącą tym światem.
- Przywalisz mu w ryj i myślisz, że co? Będzie ci lepiej? Musisz pomyśleć o tym, jak zniszczyć mu życie. Tak, żeby nie miał już nic więcej do stracenia, a śmierć jawiła mu się jako największe pragnienie. – Przedstawił swoją wizję, która jakkolwiek brutalna, nie mogła być uznana za nieskuteczną. Wymagała na pewno większej dozy poświęcenia, znacznie dłuższego czasokresu przygotowań, ale… czego się nie robi dla przyjaciół, co? W każdym razie ten temat należał raczej do dłuższych, a na konkretną strategię było dzisiaj chyba zbyt późno. Przynajmniej dla Daniela.
- Kobiety… – Rzucił krótko, co w jego języku miało oznaczać mniej więcej „serio? tak cię to dotknęło?”. Nie musiał dokładnie określać o co mu chodziło, wiadomo że była mowa o relacji z Alecto. Wielka miłość i tak samo wielkie rozczarowanie, jakby nie można się było tego spodziewać... Krueger wydawał się jednak niewzruszony. Uniósł tylko swoją szklankę, jakby w geście toastu.
- Nema vise sunca
Nema vice meseca…
– Zaczął nucić znaną im obu jugosławiańską pieśń, którą można było intepretować na wiele sposobów, a która akurat idealnie odpowiadała mu w przypadku zaistniałej pomiędzy panną Carrow a Blaisem sytuacji.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pub Upswing   

 

Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Ulica Główna
-