IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Transakcja miaucząca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Katarina Vento
avatar

PisanieTemat: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 19:17

Opis wspomnienia
Przeprowadzenie kociej transakcji, która brzmi mało legalnie, ale żadnej futrzanej istocie nie stała się krzywda. Postronnym - możliwe.
Osoby:
Katarina Vento, Castiel Horn
Czas:
początek marca 1978
Miejsce:
szkolny korytarz na trzecim piętrze
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 19:42


Główny bohater retrospekcji.

Castiel naiwnie wierzył w poprawne zachowanie podopiecznego. Tak długo go już wychowywał, że powinien pojąć stałą obecność aspektów niereformowalnych. Przykładem tego jest brak jakiegokolwiek sposobu na utemperowanie zachowania Bezy. Wynikało to ze skrajnego rozpieszczenia i braku zasad. Powstaje pytanie, dlaczego więc Castiel przybył do Hogwartu z kotem? Jego opiekunka wychowawcza z przytułku, charłaczka, była przekonana o wróżbiarskich zdolnościach kotowatych. Podobno przynoszą szczęście, a póki co Castiel mógł zaręczyć o niesieniu szkód, ran i nocnych atrakcji. Przywykł do tego. Nie przeszkadzało mu już czterokrotne budzenie się w nocy czy setne łatanie zasłon w dormitorium. Dosyć spory problem pojawiał się w momencie poproszenia kogoś o opiekę nad kocim dzieckiem. Niewielu było w stanie przetrwać listę atrakcji przewidywanych dla obcych.
Plan był prosty. Katarina z Ravenclawu opiekuje się przez dwa i pół dnia jego kotem, a on w tym czasie jedzie do Glasgow po dokumenty potrzebne do urzędu w Ministerstwie Magii na temat poświadczenia jego pełnoletności, zdjęcia Namiaru i tym podobnym pierdołom. Żaden z współmieszkańców dormitorium Castiela nie odważył się podjąć opieki nad Bezą. Nie chcieli przyjąć pieniędzy ani piwa. Nessy była zajęta w te dni i również odmówiła. Pozostawała polecona przez nią krukonka. Castiel gryzł się sam ze sobą. Kłócił się w myślach między uczciwym przedstawieniem sprawy dotyczącym kociego debilizmu czy nakłamaniu i zapewnianiu o wzorowym zachowaniu rudego kotowatego.
W umówionym miejscu był chwilę przed czasem. Całą godzinę i trzy machnięcia pazurami po rękach, Ślizgon użerał się i męczył, aby wpakować Bezę do transportera. Po wygranej walce otrzymał przeraźliwie miauczące skargi, wrzynające się w bębenki uszne i przenikające duszę dźwięki kociego cierpienia. Castiel był dzielny, wytrzymał całe trzysta dwadzieścia dwie sekundy zanim postanowił wyjąć podopiecznego z klatki i trzymając w ramionach, oczekiwać na przyjście Katariny. Niestety koty nie są głupie. Ich małe móżdżki są w stanie zrozumieć co oznacza obecność transportera i zbyt nachalna uprzejmość właściciela. Nim zdołał przysunąć Bezę do klatki piersiowej, ta jak z procy wyśliznęła się spomiędzy jego ramion i zaczepiła bordowej zasłony okiennej. Potrzebowała kilku sekund, by wspiąć się najwyżej jak się da i tam ukryć przed napastnikiem, zwanym też jej właścicielem.
- Żartujesz sobie, prawda? - zadarł głowę, nawiązując kontakt wzrokowy z jasnozielonymi kocimi ślepiami. Beza nie wyglądała na chętną do zejścia. Przez kolejne dziesięć minut Castiel podejmował próby zwabienia jej na dół. Oferował kabanosy o aromacie królika, saszetki, chrupki, umagicznione kocie zabawki i nic. Otrzymał w odpowiedzi miauczenie pełne wyrzutu i obrazy majestatu. Zegar tykał, czas minął.
W pewnym momencie Horn dostrzegł na zakręcie rudowłosą sylwetkę dziewczyny, czyli osobę pasującą do przedstawionego mu wczoraj opisu. Za późno już na wspinaczkę po parapecie i zdejmowanie zasłony. Musiał na poczekaniu wymyślić powód nieobecności Bezy i przyczynę pustego transportera stojącego przy oknie.
Przybrał swobodną pozę, opierając się prawym ramieniem o ścianę. Starał się nie wyglądać na osobę, która przed chwilą pozwoliła własnemu kotu zwiać. Zatrzymał spojrzenie na nadchodzącej dziewczynie. Obiecał sobie nie spoglądanie w górę tak długo jak będzie to konieczne. Spróbuje znaleźć sposób delikatnego poinformowania Katariny o mocnych odchyłach nowego podopiecznego.
Zobacz profil autora
Katarina Vento
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 20:33

Nie było żadną tajemnicą, że Katarina przepada za zwierzętami wszelkiej maści, nawet wielkie pająki jej nie straszne, szczególnie, gdy odkryje się, że potrafią stanąć sobie same na odnóże, a potem trwać w przerażonej pozycji następną godzinę. Oczywiście, nie zawsze dane stworzenie pląsało z radości w towarzystwie Krukonki, jednakże nawet na ból po ugryzieniu czy drapaniu reagowała w dosyć mało ekspresyjny sposób jedynie unosząc brwi. Dopiero po paru sekundach cofała powoli rękę - choć nie zawsze. Dlatego też nie zdziwiło jej, że ktoś postanowił oddać jej pod opiekę swojego futrzanego przyjaciela. No dobrze, trochę zdziwiło, ale bardziej pod kątem tego, że ona to ona, a w kontaktach interpersonalnych mało osób sobie z nią radzi, a już na pewno kwapi się do zawierania takowych. Rozwiązanie było tylko jedno - czysty układ biznesowy. Brzmiało uczciwie.
Przed wyjściem z dormitorium spojrzała na Gilles de Jeża, który właśnie po raz kolejny brał rozpęd, by wparować z pełną jeżowa prędkością w rolkę papieru toaletowego, a potem udawać odkrywczy teleskop. Tego dnia cały dzień siedział na swoim prowizorycznym wybiegu i Vento już poznała, że kasztan jest trochę znudzony.
- Chodź, Gilles, zarządzam wycieczkę parę pięter w dół. - powiedziała, a jeż zamarł i spojrzał na nią przez swój papierowy teleskop. Przywykła już do tego, że z jakiegoś powodu maluch rozumiał każde słowo, które mówiła. - Nie o to chodzi, ziemniaku. Spacer w kieszeni, lubisz to przecież. - sprostowała, wyciągając łebek z rolki. Wzięła jeża na ręce, po czym wsunęła do specjalnie dorobionej kieszonki szaty, w której mógł bezpiecznie i wygodnie siedzieć, jednocześnie nie zapadając się, co umożliwiało mu obserwację. Pod tym kątem byli idealnie dobranym duetem.
Opuścili dormitorium nieco wcześniej niż było to konieczne, by zdążyć na umówione miejsce spotkania o właściwej porze. Z doświadczenia wiedziała, że po drodze może nawinąć się coś, co zajmie jej uwagę na jakiś czas, będąc dobrym obiektem obserwacji. Miała rację, tym razem na wysokości czwartego piętra zauważyła drobne pęknięcie na jednej kolumnie. Niby nic, ale dobre pięć minut śledziła wzrokiem trasę ubytku w kamieniu zastanawiając się najpierw nad jego genezą, a potem czy jeśli jest to jakiś słabszy punkt to czy uderzenie w to kulą ognia zawaliłoby całe skrzydło. Nawet, gdy już zbliżała się do miejsca spotkania oczami wyobraźni kreśliła dalszy bieg pęknięcia.
Gdy stanęła naprzeciwko Ślizgona, którego nie znała z imienia, skinęła mu głową. Zdawało jej się, że mówiono jej jak się nazywa, ale właśnie wtedy za oknem przeleciała sowa o wyjątkowo charakterystycznym umaszczeniu, więc siłą rzeczy nie można oczekiwać od Katariny, by przestawiła swoje priorytety.
Zerknęła na transporter, a potem na chłopaka. Gilles de Jeż postanowił najwyraźniej pokombinować z pozycją, bo wspiął się na ramię rudowłosej i sflaczał niuchając jej włosy, za to Ślizgonowi ukazując swoją urokliwą, kluskowatą dupkę ze śmiesznie małymi nóżkami.
- Witaj. Jeśli dobrze pamiętam chodzi o kota, tak? Jeśli mam być szczera nie mam doświadczenia z niewidzialnymi kotami, ale byłoby to fascynujące doświadczenie.
Uniosła kąciki ust w dosyć przyjemnym uśmiechu, choć efekt nieco psuło spojrzenie, które dokładnie śledziło każdy centymetr kwadratowy Castiela. W jego osobie nie zauważyła niczego fascynującego, ale kto wie, może ją zaskoczy. Może.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 20:55

Przyszła dziewczyna z zadem jeża na ramieniu. Nie tego się spodziewał, choć sądząc po zachowaniu jej pupila tliła się jeszcze nadzieja na pomyślne dokonanie transakcji miauczącej. Spojrzał na Katarinę z góry na dół, dopasowując jej oblicze do drobnego pisma w liście, przez który się z nią kontaktował. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek z nią rozmawiał czy się z nią mijał na korytarzu. Castiel nie miał w zwyczaju zapamiętywać wszystkich twarzy osób uczęszczających do Hogwartu. Nie wiedział, że nie zna jego imienia. Podpisał się w liście prawdopodobnie całym imieniem. A może to były same inicjały? Nie pamiętał, nie musiał. Póki co nie wpadł na to, aby się oficjalnie przedstawić. Zapyta, odpowie.
- Cześć. - przywitał się krótko, zerkając na zad i dyndające nogi jeżostwora. Nie pojmował jaki jest pożytek z pupila o takich gabarytach. Ni to listu nie zaniesie, ni to pogłaskać się nie da. Może to kobieca niezrozumiała próżność, by patrzeć na urocze zwierzę, które w gruncie rzeczy było równie ciekawe jak zeszłoroczny śnieg? Trzeba oddać temu tutaj umiejętność przykuwania uwagi. Niecodziennie widzi się tak małe zady. Chłopak wrócił spojrzeniem do Katariny. Nie silił się na uśmiech tylko przeszedł od razu do sedna sprawy. Bądź jej bliskich granic.
- Gdy ostatnio sprawdzałem to wciąż był kot, nie reinkarnował się w nic innego. Ma predyspozycje do nauczenia się zasad niewidzialności ale tylko w sytuacjach mu do tego sprzyjających, na przykład teraz. - nie patrzył na sufit. Jeszcze nie. Liczył na instynkt Bezy, gdy ta ujrzy jeża - potencjalny pokarm. Wystarczy, by kocia ciekawość wygrała i złapie ją, nie musząc uciekać się do wspinaczki po ścianach.
- Zanim ci przedstawię Bezę... jakie masz doświadczenie z kotami? Przyznaję bez bicia, mój jest specyficznej natury. Nie zachowuje się jak książkowy, prawdziwy kot. - jeśli dziewczyna nie wystraszy się, nie spłoszy taką informacją, zyska punkt. Zaletą była jej niewiedza na temat popularności rudawego kota ze Slytherinu. Pani Norris przy niej to wzorowy, słodki kociak prosto z wystawy. Najciekawszą informacją jest dieta Bezy. Cokolwiek zje, to jej nie zabije. Zazwyczaj wydala w połowie bądź w całości to, co udało się zjeść. Castiel podejrzewa tego kota o posiadanie nie tylko dziewięciu żyć, ale i nieśmiertelności.
- Doszły mnie słuchy, że radzisz sobie z wieloma gatunkami zwierząt. Bezę można potraktować jako odrębny element. - dodał jeszcze, odsuwając się od ściany i prostując. Jednym uchem nasłuchiwał dźwięków poświadczających jego hipotezę na temat pokuszenia się sprawdzenia jeża. Usłyszał szelest. Jak na zamówienie Beza postanowiła zachowywać się cicho. Nie musiał na nią patrzeć, by wiedzieć jak duże i szerokie ma teraz źrenice. Któż mógłby się oprzeć jeżowi i długim, rudym lokom - idealnej kociej zabawce? Castiel coś na ten temat wiedział.
Zobacz profil autora
Katarina Vento
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 21:22

Słuchała uważnie każdego słowa Ślizgona, choć zdarzały jej się momenty urywanego zainteresowania, gdy ruch nerwu na jego twarzy wyjątkowo jej się spodobał, albo gdy któryś zbuntowany kosmyk ułożył się na tyle ekspresyjnie, by przykuć jej wzrok. Na szczęście były to krótkie sekundy, które nie zaburzyły jej odbioru całej treści. W końcu ktoś postanowił oddać jej pod opiekę zwierzątko, to jest ta sytuacja, gdy ogranicza się swobodę swojego charakteru do minimum, przedkładając nad nią dobro pupila.
- Nigdy nie miałam kota. - zaczęła. Przeszłoby jej przez myśl, że to mało zachęcający start dla potencjalnego kompana biznesowego w miauczących transakcjach, ale jeszcze nie skończyła tego, co miała na myśli. - W sierocińcu mieliśmy małe stado kotów, które dokarmialiśmy, lubiły się wpraszać od czasu do czasu do pokojów. Jeden z nich prawdopodobnie w poprzednim życiu był Kubą Rozpruwaczem.
Oczami umysłu zobaczyła wspomnienia wypełnione najtańszym kocim jedzeniem, skarpetkami zastępującymi zabawki oraz potargane zasłony. Okazjonalnie zawitała też wizja czyjejś obsikanej poduszki, na szczęście to nigdy nie było jej łóżko. Często chodziła podrapana, gdyż właśnie Kociego Rozpruwacza polubiła najbardziej, bez wzajemności przez długi czas. W końcu jednak dotarli do porozumienia na neutralnym gruncie, a wszystko za sprawą cierpliwości i spokoju. Z wiekiem rozumiała frustrację zwierzaka, którego protesty zazwyczaj były ignorowane, a potem jeszcze dostawał miotłą w zad, gdy któryś dzieciak poleciał z płaczem na skargę. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie kocisko nie znosiło wszystkich dzieci, które tylko podeszły do niego na odległość mniejszą niż dwadzieścia metrów. Do czasu, gdyż kiedy Vento zyskiwała swoje nazwisko podczas adopcji Rozpruwacz postanowił się z nią pożegnać. Zdawkowo, po prostu patrząc na nią, ale z małej odległości. Rozumiała gest. Tęskniła trochę za Rozpruwaczem.
- Jeśli faktycznie twój kot nie wpisuje się w żaden schemat - tym lepiej. To będzie fascynujące doświadczenie, a moja baza informacji o zachowaniach tego gatunku się powiększy. Wtedy od razu będzie przysługa za przysługę.
Poklepała jeża delikatnie po jego kluskowatej dupce, a ten najwyraźniej przysnął, bo aż podskoczył z ledwo słyszalnym czknięciem, po czym zsunął się do swojej kieszonki, kręcąc łebkiem dookoła w poszukiwaniu przeciwnika i fukając groźnie w jego własnym mniemaniu. Na swój kolczasty sposób chyba właśnie wyzywał Ślizgona na poważny pojedynek.
- Jakiego znaku zodiaku jest Beza? Chciałabym sprawdzić przy okazji czy horoskop działa również na zwierzęta. Jeż póki co ma skuteczność rzędu sześćdziesięciu procent.
Niedawno odkryła swoją pasję jaką było wróżbiarstwo. Talent miała od zawsze, ale zajęcia z tego przedmiotu w końcu pokazały jej z czym to się je. Stała się lekcyjnym obżartuchem.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 21:46

Czuł się uważnie obserwowany. Zazwyczaj mu to nie przeszkadzało, nie miał nic do zarzucenia w swoim wyglądzie. Katarina jednak... patrzyła na niego tak przenikliwie. Spostrzegł coś innego w jej spojrzeniu, coś, co nie pasowało do zwyczajnego patrzenia rozmówcy w oczy. Nie miał jednak czasu, aby to przeanalizować poza tym nie był typem, który roztrząsał się nad zachowaniem każdej osoby w pobliżu pięciu metrów. Miał swój świat i swoje kredki. Oraz psychicznego kota w gratisie.
Następne słowa Katariny dosyć mocno zaskoczyły Castiela, co było widać w uniesionych brwiach i kilkusekundowym przerwaniu rozmowy. Przyjął do wiadomości wypowiedziane słowa lecz nie od razu odpowiedział, spoglądając na Katarinę pod innym kątem. Kto by pomyślał?
- Mieszkałaś w sierocińcu? - zapytał, aby upewnić się co do przekazanej mimochodem wypowiedzi. Nie miała powodu, aby mu się zwierzać z prywatnej informacji jednakże Castiel wyznawał zasadę zapytania o jeden raz za dużo niż o jeden raz za mało. Nigdy nie spotkał osoby również pochodzącej z sierocińca. Nie w Hogwarcie, przynajmniej o tym nie wiedział. Nic dziwnego zatem, że zareagował, na chwilę odbiegając od tematu. Słowo sierociniec było mu aż zanadto bliskie.
- Kuba musiał mieć ciężki żywot, jeśli tytuł został mu słusznie nadany na bazie podobieństwa do pierwowzoru. - przyjął z ulgą dodatkową informację. Jeśli Rozpruwacz miał ciężki charakter i dziewczyna miała z nim styczność, powinna z powodzeniem opanować Bezę przez przynajmniej dwa dni.
- Jedno jest pewne, to fizycznie bardzo aktywny kot. Nie śpi tyle co jego pobratymcy, potrzebuje mniejszej ilości czasu na regenerację, a więcej atencji. Jeśli w jakikolwiek sposób skorzystasz na jego opiece, to dobrze się składa. - już miał odkryć przed Krukonką lokalizację rudego kota, gdy odkrył pewną prawidłowość. Jeśli okaże się, że Katarina poradzi sobie z Bezą przez weekend, Castiel będzie podejrzewał zmowę rudych piękności.
Otworzył usta i uniósł nawet dłoń na wysokość swojej klatki piersiowej gotowy zaprezentować swojego pupila, lecz zatrzymał gest w połowie, nie wierząc w to, co słyszy. To byłoby zbyt piękne, aby było prawdziwe. Nikt o zdrowych zmysłach nie mógłby się podjąć ciężkiej pracy opieki nad obcymi zwierzętami. Katarina wydawała się zbyt naturalna i normalna, aby dawać radę w swoim hobbystycznym zawodzie. Ignorował tę wątpliwość, bo liczył się w tej sytuacji biznes. Pytaniem o znak zodiaku dowiodła posiadanie dziwactw.
Próbował powstrzymać parsknięcie śmiechem, co udało mu się połowicznie. Nie był w stanie zatrzymać uciekającego ku górze kącika ust. Znak zodiaku kota? Na brodę Merlina, czego to ludzie nie wymyślą. Castiel pokręcił głową, nie kryjąc rozbawionego niedowierzania. Najważniejsze, że udało mu się powściągnąć głośny wybuch śmiechu. To wiele jak na osobę jego pokroju.
- Dziewczyno, nawet nie mam pojęcia kiedy się Beza urodziła. Dostałem ją jak miała z trzy miesiące. Nie mam głowy do dat. - udało się odpowiedzieć bez padania na ziemię ze śmiechu. - Tak przy okazji, główny powód naszego spotkania zbuntował się i zmaterializował o, tam. - pokazał ręką ku górze i sam nakierował tam wzrok. Dobrze znał swojego kota. Beza wpatrywała się łakomie w kieszonkę na piersi Katariny. Czujny koci wzrok śledził każdy ruch mikroskopijnego jeża. To był idealny moment, by złapać rudawe stworzenie aczkolwiek istniało również prawdopodobieństwo dotkliwego zapoznania się z kocimi pazurami.
Zobacz profil autora
Katarina Vento
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 22:29

Katarina nie rozumiała nigdy czemu ktoś miałby ukrywać jakieś części swojej przeszłości, o ile nie była to część większego planu, który mógł samozadowolić niejednego masterminda. Nie pojmowała określenia "zbyt traumatyczne" ani niczego jemu pokrewnego. Życie ludzkie, a nawet i zwierzęce obfituje w cała gamę możliwości, w tym tych nie uznawanych za sympatyczne. Nie stanowiło to tajemnicy rządowej ani nawet boskiej, więc o ile przez większość życia zaskakiwało ją robienie z tego tematów tabu to obecnie reagowała na to co najwyżej lekką irytacją. Dlatego też na pytanie o sierociniec zareagowała ochładzając swoje spojrzenie na krótką chwilę. Prawdopodobnie większość osób wzięłaby to za potwierdzenie traumy rudowłosej związanej ze swoja przeszłością, jednakże nic bardziej mylnego.
- Owszem. - odparła krótko. Na szczęście Castiel szybko odrobił stracone punkty wykazując się zrozumieniem dla zachowania Rozpruwacza. Przynajmniej świadczyło to dobrze o nim jako posiadaczu kota, a w tej sytuacji tym bardziej ciekawiło ją pod jakim względem Beza okaże się ewenementem, skoro jej właściciel nie wyglądał na kogoś, kto posiada futerkowca z przypadku.
Zanotowała w głowie kolejną porcje informacji na temat przyszłego chwilowego podopiecznego. Jej zadowolenie wzrastało. Pomimo iż sama była spokojną osoba to lubiła aktywne zwierzęta. Im więcej starały się nabroić czy osiągnąć głupich lub niemożliwych celów, tym lepiej. Niekoniecznie spodoba się to jej współlokatorkom, jednakże tym się nie przejmowała. Najwyżej doleje im cos na mocny sen i będzie po kłopocie.
Ślizgon najwyraźniej postanowił przy tym jednym spotkaniu zaliczyć sinusoidę zmian nastawienia Katariny wobec niego, gdyż wyśmiewanie horoskopu nikomu nie wychodziło na dobre, a ona jako wprawny obserwator zauważyła jego powstrzymywany śmiech. Mimowolnie zmrużyła oczy, przypominając w półmroku korytarza istotę, której bliżej do bruksy, co potęgowały peleryna rudych włosów sięgających połowy uda. Nawet Gilles de Jeż zamarł na moment, spojrzał na swoja właścicielkę, potem na Castiela, znowu na właścicielkę i najwyraźniej postanowił ponownie zbluzgać Horna w swoim jeżowym dialekcie.
- Nie radziłabym ignorować gwiazd. - powiedziała, a po paru sekundach wróciła do swojego naturalnego stanu, jak gdyby nigdy nic. - Wystarczy w takim razie jeśli podasz mi miesiąc przygarnięcia jej, sprawdzę te kilka wariantów.
W końcu dane jej było ujrzeć Bezę w całej swej okazałości. Ewidentnie przymierzała się do skonsumowania Gilles de Jeża, jednakże o to Vento się nie martwiła. Spojrzała z uśmiechem na rudą puchatość i podeszła do zasłony, zadzierając głowę, by nie stracić kota z oczu. Od razu przestawiła się na powolne mruganie, by dawać jednoznaczne sygnały, że nie ma wrogich zamiarów. Tak samo unikała patrzenia w ślepia, co by zwierze nie czuło się prowokowane. Wyciągnęła dłoń najwyżej jak była w stanie, żeby dać ewentualną możliwość obwąchania, choć brała pod uwagę, że nie takie rzeczy teraz zwierzakowi w głowie.
- Witaj, Bezo, bardzo miło cię poznać. Urodziwa z ciebie dama.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 17 Cze 2018, 22:50

Nie wnikał głębiej w temat, chciał tylko dostać informację. Nie wspomniał o swojej przeszłości, bo nie było ku temu okazji. Z sekundy na sekundę rozmowa nabierała tempa i nie było sensu skupiać się na wspólnych aspektach relacji, skoro priorytetem było przedstawienie Bezy Katarinie i na odwrót. Nie do końca jeszcze opracował plan ściągania kota z zasłony. Zaniechał pomysłu zdejmowania jej siłą, skończyłoby się to rozlewem krwi.
Nawet jeśli nie dostrzegł irytacji Katariny, to odczuł jej echo. Nic nie mógł poradzić na rozbawienie jakie go nagle ogarnęło. Niecodziennie można usłyszeć tak absurdalne pytanie, choć podobno nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Szczerze mówiąc, niespecjalnie przejął się jej reakcją na jego uśmiech. On i przedmiot wróżbiarstwa to dwa krańce świata. W sali wróżenia najlepiej się drzemało, mógł coś na ten temat powiedzieć. Nic dziwnego zatem, że podchodził do przedmiotu i jej objawów bardzo lekceważąco. Zależało mu na powodzeniu transakcji, dlatego nie drążył powodu zapytania o znak zodiaku i nie pozwolił sobie na kpinę. By zyskać, czasami trzeba się czegoś wyrzec. W tej sytuacji tylko tymczasowo. Najwyżej gdy już się rozstaną, gdy wyjdzie poza Hogwart, da upust rozbawieniu i wybuchnie śmiechem w miejscu, z którego Katarina nie będzie mogła tego usłyszeć. Mistrz taktu czasami dochodzi do głosu.
- Hmm... dostałem ją we... w połowie lipca. Sześć lat temu. Coś w tych okolicach. - nie brał pod uwagę takich pytań przy doprowadzaniu układu do realizacji. Patrzył z uwagą jak podchodzi do rudego, zaczajonego kota. Beza póki co nie rzucała się z dzikim miaukiem, więc nie interweniował w imię ochrony jeżowego żywota. Castiel nie wątpił w możliwości Bezy. Był przekonany, że mogłaby uszkodzić jeża. Zjeść raczej nie, ale uszkodzić tak. Ten kot miał zapędy destrukcyjne, jakby wciąż był małym kociakiem.
- Ma nietypową dietę. Zjada nie tylko myszy, ale poluje też na cudze szczury i żaby. Połyka motyle, ćmy i nadgryza króliki i ptaki. Trzeba mieć na uwadze bezpieczeństwo potencjalnych mniejszych lokatorów. Nienawidzi mleka. - wymieniał patrząc na Bezę zapoznawającą się z Katariną.
- Szaleństwa objawiają się w nocy. Plącze się we włosach, zjada je lub wyrywa. Atakuje księgi do ONMS. Dostaje furii na widok kufrów. Najlepiej schować taki poza zasięg kociego wzroku. - westchnął i wyjął z kieszeni kociego kabanosa. Miał nie dawać jej ulubionego smakołyka, bo zaczyna wyraźnie tyć. W tej sytuacji nie było innego wyjścia.
- Za to... - pokazał kabanosa o intensywnym aromacie królika [/b]- da się nawet wykąpać. Używam w ostateczności. To ma składniki uzależniające, więc daję jej tylko w takich sytuacjach ja ta.[/b] - odłamał kawałek mięsa i położył go parapecie. Ach, te kocie spojrzenie biegnące od Katariny, do jeża ukrytego w kieszeni i do kabanosa. Trwało to dobre półtorej minuty zanim Beza nie przymierzyła się do skoku i nie skoczyła w kierunku smakołyka. Zanim jednak chwyciła do pyska spojrzała na Castiela i zamknięty transporter.
- Wyluzuj paskudo, nie wsadzę cię na razie do środka. - wywrócił oczami, doskonale wiedząc co kocie spojrzenie chce teraz powiedzieć. Zostawił resztę pola Katarinie.
Zobacz profil autora
Katarina Vento
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Wto 19 Cze 2018, 13:30

Katarina nie rozumiała za bardzo całego stresu jaki wręcz emanował od Ślizgona. Jasne, zwierzęta są zarówno te milsze i ułożone, jak i osobniki, które w świecie alternatywnym mogłyby zastąpić z powodzeniem magię chaosu. Tak jak z ludźmi, niektórych się toleruje, innych nawet lubi, a i tak zawsze będzie ta grupa, którą masz ochotę wrzucić do klatki Rogogona. Odwieczne prawo różnorodności i o ile niektórych mogłoby to frustrować to dla Vento stanowiło cel życiowy obserwowanie tych różnic, łączenie ich ze sobą i wynajdowanie luk w działaniach. Dlatego też z każdą kolejną informacją jaką dostawała na temat Bezy cieszyła się na tych parę dni coraz bardziej. Wyzwanie, możliwość zastosowania zaobserwowanych schematów oraz tworzenie nowych, a przede wszystkim - towarzystwo urokliwej, puszystej istoty, która mogłaby dziamgać i drapać, a ruda i tak byłaby zachwycona jej obecnością.
Kiedy już kotka wylądowała w ramionach swojego właściciela Gilles de Jeż schował się jak tylko mógł w swojej kieszonce. Był wyrywny i zbyt pewny siebie jak na tak małe zwierzątko, ale jednak tak mała odległość dzieląca go od zagrożenia zmniejszyła jego pokłady odwagi.
Podsunęła ponownie dłoń w kierunku Bezy, dając jej kolejną okazję, by zapoznać się z zapachem nowego, tymczasowego opiekuna. W końcu to ważne, by zwierzę wiedziało, że szanujesz je na tyle, by nie traktować jak worek ziemniaków, który trzeba zanieść do pokoju i pilnować, by z niego nie zniknął przez dwa dni.
- Spokojnie, nie roztyję jej. A co do mniejszych gryzoni i tym podobnych - z tego co wiem to akurat jest naturalne dla kotów, więc nie zaskoczy mnie ewentualny podarunek w postaci zwłok. Mleka i tak nie podałabym dorosłemu kotu. - powiedziała, nie spuszczając oczu z rudej puchatości, starając się wyłapać ewentualne sygnały skierowane w kierunku jej osoby. Zauważyła już jej stosunek do transportera i aż miała ochotę pokręcić głową.
- Widzę, że nie jest zbyt chętna do wycieczek w swoim transporterze. Pomijając złe skojarzenia z ograniczaniem swobody - próbowałeś sprawić, by dobrze jej się kojarzył? Dawać jej drobne przekąski po wejściu do niego, na przykład? Co prawda pewnie zajęłoby to trochę czasu, ale mogłoby zmniejszyć jej stres.
Podjęła próbę delikatnego pogłaskania kotki pod szyją, w myśl zasady, by zestresowanych zwierząt nie ugłaskiwać od miejsc, w których tracą cię z oczu. Poza tym, nawet jeśli i tak postanowić zaatakować zębami dłoń Katariny to wtedy i tak zapozna się z jej zapachem. Poniekąd jest to interakcja wywołana sposobem, grunt to wytrwałość w dążeniu do celu.
- Spokojnie, Bezo, obiecuję dać ci swobodę działania w moim pokoju. Żadnych upierdliwych pudełek.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Wto 19 Cze 2018, 18:56

Oddawanie Bezy pod opiekę komukolwiek wywoływało zaniepokojenie dotyczące bezpieczeństwa zdrowia fizycznego i psychicznego obojgu stron. Są jednak sytuacje, w których nie może nosić puszystego kociego szala na szyi. Beza była niereformowalna i nie słuchała się nikogo - czasami była łaskawa wysłuchać swojego właściciela. Castielowi z jednej strony podobał się charakterek kocicy; dostarczała mu bodźców eliminując utratę dobrego humoru w obliczu zagrożenia pojawienia się rutyny. Z drugiej strony miał dosyć łatania cudzych ubrań i zasłoń, wypłacania odszkodowań za nadgryzanie cudzych pupili czy chociażby wyciągania kota z obcego plecaka. Sam nie mógł się zdecydować co przeważało. Został na tym, że lubi ją taką, jaką jest. Co prawda nie będzie okazywać aż takiego przywiązania. Nie jest tkliwą dziewczynką, która po krzywdzie czy utracie zwierzęcia wypłakuje się w ramionach najbliższych. Głaskał i przytulał kocisko tylko pod osłoną nocy, w dormitorium, w swoim łóżku. Poza tym wszystkim był jej nosicielem, akceptowalnym transporterem i karmicielem.
Po zjedzeniu kabanosa kocisko zainteresowało się na powrót dziewczyną-trzymającą-w-kieszonce-potencjalne-jedzenie. Obwąchała okolice jej palców, podnosząc zad z parapetu. Przednią łapką oparła się o rękaw dziewczyny, wyciągając łeb w stronę doszytej kieszonki. Już jej źrenice się rozszerzały, ogon nabierał puchatości, gdy przedstawiana dłoń postanowiła podrapać w ulubionym miejscu. Castiel uniósł jedną brew. Beza dała jeżowi jeszcze kilka minut spokoju, wiercąc główką tak, by uzyskać drapanie za uchem.
- Miałem na myśli zwłoki zwierząt innych uczniów. Jednego mi kiedyś przyniosła i miałem problem. Nie powinna jednak wywinąć niczego przez te dwa dni. - dodał, całkiem ucieszony z pozytywnej reakcji na Katarinę. Wyglądała na taką, która potrafi sobie zjednać każde zwierzę. Co za ulga. Beza zachowywała się wzorowo, a jeszcze kilkanaście minut temu gotowa była wszcząć wojnę o pozostanie na górnym krańcu kotary okiennej.
Beza szybko straciła zainteresowanie nową osobą, bowiem jej uwagę na powrót przykuło ruszające się w kieszeni potencjalne-jedzenie. Łapką trącała skrawek mundurka szkolnego, jakby wahała się czy skoczyć.
- Taa, w zeszłym roku próbowałem ją przyzwyczaić do transportera. Nie da się. Filch dzisiaj dyszał mi nad ramieniem i żądał włożenia jej do klatki, to dla świętego spokoju wziąłem ze sobą transporter. Nie dziwię się, że nie chce tam wejść. Jak była małym kociakiem, stary właściciel włożył ją do ciasnego pudełka i wrzucił do wody. - dopowiedział mimo, że nie musiał. Powiedział to tonem bez emocji, bo cóż one mu przyniosą? Psioczenie na debilizm niektórych osób nie sprawi, że dane osoby zaczną używać narządu wewnętrznego zwanego mózgiem. Oboje więc patrzyli na rudego kota czyhającego na życie jeża.
Zobacz profil autora
Katarina Vento
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Nie 24 Cze 2018, 13:20

Była zachwycona tą kwintesencją puchatości, zwaną szerzej jako Beza. Na jej właściciela nie zwracała aż takiej uwagi jak na jej drobny pyszczek, ogromne ślepia wpatrzone w kieszonkę, urokliwe, malutkie łapki, które zasługiwały na miano najpiękniejszych fasolek po tej stronie korytarza. Szczególnie, gdy kotka zareagowała muczeniem na drapanie w strategicznym miejscu, wtedy Vento wręcz się szeroko uśmiechnęła, prawie zapominając, że Beza nie lewituje w powietrzu, a jest trzymana przez Castiela. Dopiero gdy chłopak się odezwał przywrócił Katarinie pełny obraz sytuacji. Nie zaprzestając kocich pieszczot spojrzała na chłopaka, uważnie słuchając tego, co miał do powiedzenia. Wyglądało to nieco komicznie, gdy jej uśmiech komponował się z chłodnym opanowaniem jej nieruchomych tęczówek, których tor widzenia był zadziwiająco rzadko zakłócany przez mrugnięcia.
- Będę mieć na nią oko, szkoda, żeby się zatruła jedząc co popadnie.
Nie, nie opluła właśnie potencjalnych ofiar Bezy. Po prostu obecnie jest skupiona właśnie na niej, więc ranking priorytetów w kwestii bezpieczeństwa zwierzęcego się nieco zmienił, jeśli ten miauczący rudzielec miał być pod jej opieką.
- O Gilles de Jeża nie musisz się martwić, wbrew pozorom jest bardzo samodzielny. Umie się bronić przed wszystkim co jest mniejszych gabarytów od dużego psa.
I była to prawda, bowiem jeż był wybitnie zaczepny, ale zazwyczaj nie trzeba go było bronić, chyba, że przy okazji ściągnął na siebie uwagę czegoś, co go przerastało. Jednakże patent na kłucie w nosy, wbieganie z pełna jeżową siłą w łapy i podgryzanie ich, a na koniec zwinięcie się w nastroszona kulkę skutecznie odstraszało potencjalne zagrożenia mniejszych gabarytów.
Na uwagę o transporterze i przeszłości Bezy zafundowała jej mizianie obiema dłońmi - jedną za uszkiem, druga po szyi. Tak się działo bardzo często i Kata o tym wiedziała. Ludzie co i rusz gdzieś porzucali zwierzęta z mniej lub bardziej trywialnych powodów. Nigdy nie rozumiała co kieruje tymi, którzy wolą mieć na rękach bezsensownie przelaną krew zwierząt niż oddać komuś innemu, choćby i do azylu. W takich chwilach naprawdę nie lubiła ludzi i życzyła im wszystkiego, co najgorsze. Opanowanie się przyszło bardzo szybko, ale chłód w oczach przybrał na sile.
- W takim razie była mała szczęściarą. Niektóre istoty najwyraźniej po prostu muszą żyć, tak było zapisane w gwiazdach. Kto wie, może byłeś jej przeznaczony. - powiedziała cicho i rzeczowo. Tylko ten konkretny, opanowany ton głosu sprawiał, że to zdanie nie brzmiało tak głupio jak by mogło. Gilles de Jeż uparcie nie wychodził z kieszonki, nawet przestał się ruszać, udając, że go tam wcale nie ma. - Czy jest jeszcze coś, co powinnam wiedzieć?
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   Pon 09 Lip 2018, 11:45

Dopiero po dłuższym czasie Castiel zrozumiał co mu przeszkadzało w postawie Katariny. Ta dziewczyna prawie nie mrugała. Patrzyła nieprzerwanie w oczy rozmówcy, zapewne niejednego wpędzając w zakłopotanie. Chłopak starał się zachować dobrą minę i nie pokazywać po sobie jak to go dziwi i odrobinę niepokoi. Dziewczyna wydawała się opanowana, spokojna, profesjonalna, a jednak coś w jej oczach wywoływało chłód. Czy to wyrafinowanie czy taka natura? Podrapał się po skroni, skupiając się na samym profesjonalizmie. Sposób w jaki przemawiała do krnąbrnej Bezy uspokajał i zapewniał godziwą opiekę. Pokiwał głową.
- Giles de Jeż. - parsknął śmiechem pod nosem. - Przypomina lordowski tytuł. Cóż, jeśli faktycznie opanował samoobronę, to myślę, że Beza mogłaby się z nim dogadać. A raczej domiaukać. - włożył do transportera wszelakie kocie akcesoria, czyli podręczny niezbędnik opieki nad kotowatym typu Beza. - Po kolacji szkolne sowy przyniosą ci zapas żwirku na weekend. - dodał, zasuwając transporter. Wyciągnął rękę do Bezy, zanurzając w jej sierści dłoń. Nie łudził się, że kot będzie za nim tęsknił. Ba, zapewne nie zauważy dwudniowego zaginięcia właściciela. Darował sobie więc czułe pożegnania, ograniczając się do pogłaskania.
- Podobno różdżki i koty wybierają sobie czarodziei. - skomentował, gładząc kota w taki sposób, aby nie natknąć się na dłonie Katariny. Nawet na myśl nie przyszło mu jej podrywać czy inicjować "przypadkowe" dotknięcia. Przesunął wzrokiem po rudej sierści kociska. W duchu cieszył się, że trochę od niego odpocznie. Pierwszy raz od dawna nic nie będzie spało na jego twarzy. Oczywiście na głos się do tego nie przyzna. Beza miała czasami spojrzenie rozumne i inteligentne, mogłaby jeszcze się na niego obrazić. Koty wyczuwają ton głosu i stan emocjonalny. Castiel cieszył się, że zwierzęta nie potrafią mówić. Beza wie o swoim właścicielu wszystko. Mogłaby wpędzić go w nie lada kłopoty, gdyby posiadała umiejętność mowy. Jakie to szczęście, że natura obdarzyła je jedynie zdolnością mruczenia.
- Raczej to wszystko. Cokolwiek bym dodał, kot mógłby zechcieć to podważyć pod moją nieobecność.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Transakcja miaucząca   

 

Transakcja miaucząca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Strefa Gracza
 :: 
Dodatki do postaci
 :: Myślodsiewnia
-