IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Nowy rok, nowy Ty.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Nowy rok, nowy Ty.    Pią 15 Cze 2018, 21:45

Opis wspomnienia
Czasem wydaje Ci się, że znasz kogoś na tyle dobrze, by być w stanie przewidzieć jego reakcje. Rzeczywistość ma jednak to do siebie, że lubi zaskakiwać.
Nie jest to jednak powód żeby się poddawać, prawda?
Osoby:
Vini Marlow, Marcus Glom
Czas:
początek września 1977r.
Miejsce:
drzewo w pobliżu jeziora, Zakazany Las


W gruncie rzeczy cieszył się z powrotu do szkoły. W domu było tłoczno odkąd tylko pamiętał - niewielki metraż, do tego pozawalany przyborami malarskimi ojca i obrazami cierpliwie czekającymi aż ktoś je kupi. No i oczywiście czterech chłopa, jeden większy od drugiego - Vini swoją drobną sylwetką zajmował z nich wszystkich najmniej miejsca. Kochał swoją rodzinę, ale dobrze było odetchnąć od wygłupów starszych braci i gderania rodzicielki, którego nawet on miał już serdecznie dość. Największym jednak powodem do radości była magia - przez całe wakacje z niecierpliwością czekał na moment kiedy znów będzie mógł chwycić różdżkę i zrobić z niej lepszy użytek niż przedłużenie ręki służące do przygarniania przeróżnych przedmiotów kiedy nie chce się ruszyć z kanapy.
Rok szkolny dopiero się zaczął, słońce wciąż grzało w najlepsze, nie chcąc dopuścić do głosu jesiennego chłodu, a Vini spędzał na świeżym powietrzu tyle czasu, że można by go posądzać o przeprowadzanie procesów fotosyntezy. Z książką, ze szczurem, z książką i szczurem, sam, z przyjaciółmi, zazwyczaj bez jedzenia, które nie było mu najpotrzebniejsze do życia. W tym, na przykład, momencie z ręcznikiem zarzuconym na ramię i szczurem siedzącym na owym ręczniku pędził w stronę jeziora, pragnąc zmoczyć tyłek póki pozwalały mu na to warunki atmosferyczne. Rozglądał się za kimś do towarzystwa, ale nikt nie wyraził zainteresowania, mając już jakieś inne zajęcie. Eseje, dziewczyny, podwieczorek - same wymówki. Nic więc dziwnego, że widząc znajomą białowłosą postać opartą o gruby pień drzewa usytuowanego w pobliżu jeziora odbił trochę w prawo, by ostatecznie zatrzymać się tuż obok Ślizgona pogrążonego w lekturze.
- Siema, Absolucie. To twój szczęśliwy dzień. - z uśmiechem na twarzy przykucnął obok Gloma, którego nie widział od kilku miesięcy. Nie miał jeszcze okazji porozmawiać z nim po wakacjach i cieszył się, że w końcu udało mu się go wyhaczyć. - woda w jeziorze powinna być jeszcze ciepła, masz niepowtarzalną okazję pójść ze mną popływać.
Paplał sobie w najlepsze, nie zwracając nawet większej uwagi na jego reakcję. Dopiero kiedy powiedział co chciał, umilkł i przeniósł spojrzenie brązowych oczu na jego twarz. Naprawdę miał zamiar zaciągnąć go do wody! Nie siłą, oczywiście... w każdym razie nie fizyczną.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Pią 15 Cze 2018, 22:16

Jakże mógłby nie skorzystać z tego że wciąż była ładna pogoda? Tak długo jak trwała, nie zamierzał przesiadywać w zamku. Nie żeby uwielbiał słońce - po prostu lubił zapalić przy dobrej książce, to zdecydowanie zwiększało atrakcyjność przyswajanej treści. A kiszenie się w zatęchłej łazience, bo ktoś wpadł na pomysł zakazu palenia nie brzmiało na tyle atrakcyjnie, dlatego też postanowił rozsiąść się pod drzewem, chociaż odnosił wrażenie że nic nie wyczyta spośród twardych okładek tego wątpliwego dzieła. Mimo że przebrnął przez kilkanaście stron, to tak właściwie sam nie wiedział co czyta. Od jakiegoś czasu jego głowa była zdecydowanie przepełniona najróżniejszymi myślami, dodatkowo czuł się nie do końca sobą. Zupełnie jakby w jego głowie siedział mały człowieczek, który dyktował mu co powinien robić - nawet sam zauważył lekką zmianę. Był chłodniejszy, bardziej wycofany ze społeczeństwa i coraz bardziej zdawał sobie sprawę z tego, jacy ludzie są żałośni, jak bardzo przewyższa ich na każdej płaszczyźnie. To nie wpływało pozytywnie na kontakty międzyludzkie, jednakże nie czuł się z tym wcale źle - jeśli wielkość wymagała oddalenia się od tych, którzy swą słabością i brakiem talentu mogą go ograniczać, to nie zamierzał się powstrzymywać. Wtem ktoś postanowił przerwać jego samotność, ładując się w jego miejscówkę z buciorami. Vini Marlow i jego nieodłączny gryzoń. Szczęśliwy dzień, huh?
- Nie - odparł mu tylko lodowato, mierząc go beznamiętnym, chłodnym spojrzeniem.
- Jeszcze coś? - spytał, zaciągając się papierosem i wypuszczając dym w jego stronę, obdarzając go potem pustym i nieszczerym, acz uprzejmym uśmiechem. Niespecjalnie interesowały go w miarę pozytywne relacje jakie kiedyś ich łączyły - teraz już nie potrzebował czegoś tak irracjonalnego, był absolutem. Przywiązanie do innych jednostek oznaczało słabość, a ostatnie wydarzenia coraz bardziej utwierdzały go w przekonaniu że się jej wyzbył. To z kolei oznaczało że wszelkie relacje które ostatecznie nie wnosiły nic do jego życia, również były mu niepotrzebne.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Pon 18 Cze 2018, 01:01

Nic nie wskazywało na to, że coś jest z Marcusem nie tak. Z daleka wyglądał zupełnie normalnie, przynajmniej na tyle, na ile normalnie mógł wyglądać ktoś z jego niecodzienną aparycją i stylem bycia. Puchon nie miał najmniejszego pojęcia, że pakuje się w tę konwersację  jak kawał mięsa, turlający się w stronę paszczy głodnego lwa. Albo węża, zważając na dom. Albo jak Tost w zębiska Zgreda.
Może taka jest kolej rzeczy? Slytherin nie przepada za Hufflepuffem i mało jest przykładów zaprzeczających temu stereotypowi. Pech chciał, że Vini nie zważał na tak przyziemne sprawy jak dom czy pochodzenie, jeśli kogoś lubił - chciał spędzać z nim czas. Tak więc kucnął sobie i dopiero kiedy spojrzał w oczy Marcusa, zrozumiał, że coś jest tu nie w porządku. Początkowo było to zwykłe przeczucie, cień niepokoju, przygaszający nieco uśmiech, który uparcie rozciągał się na twarzy Puchona i ani myślał całkiem z niej zniknąć. Nie wiedział nawet jakie były jego obawy, nie potrafił ich ubrać w słowa, jednak w momencie, kiedy z ust Ślizgona padło lodowate "nie" poczuł, że się ziściły.
Przez chwilę miał wrażenie, że czas zwolnił, jakby zostawiając mu chwilę na przemyślenie swoich reakcji i przetrawienie stanowczej odmowy, jaką dane mu było usłyszeć. Z wciąż uniesionymi kącikami ust przeniósł wzrok na ziemię, udając, że porastająca ją trawa jest bardziej zajmująca niż twarz jego rozmówcy. W rzeczywistości nie potrafił znieść tego dziwnego, lodowatego spojrzenia, które sprawiało, że jego mięśnie napinały się, ściskane niepokojem. Zerwał kilka przysuszonych źdźbeł, jakby trawa była walutą umożliwiającą mu kupienie sobie czasu. Nie wiedział co ma odpowiedzieć, ale Glom był na tyle uprzejmy by zwolnić go z tego obowiązku.
Brązowe oczy przeniosły się znów na białowłosą postać, a wyrażały bezgraniczne zaskoczenie, którego nie dałoby się pomylić z czymkolwiek innym. Papierosowy dym niespiesznie dotarł do jego nozdrzy, drażniąc go gryząco-duszącą wonią. Uśmiech spełzł z jego twarzy tylko po to, by po krótkiej pauzie wypełnionej po brzegi niezręczną ciszą pojawić się na nowo, w towarzystwie głośnego rechotu. To chyba ten grymas na twarzy Ślizgona, choć już na pierwszy rzut oka widać było, że jest fałszywy, przekonał go do tego, że Marcus stroi sobie z niego żarty. Chyba chciał dać się przekonać. Śmiał się więc, łapiąc Gloma za ramię kiedy od chichotu stracił równowagę. Zaniepokojony Tost opuścił swój dotychczasowy środek transportu i ruszył przez labirynt trawy, zatrzymując się dopiero przy torbie Marcusa, w której najwyraźniej znajdowało się coś do jedzenia.
- Rozumiem, że boisz się zmoczyć swój Ślizgoński zadek? - wydusił z siebie, powoli przywołując się do porządku. Zmienił pozycję, siadając obok białowłosego i zerknął przez jego ramię na książkę, w której lekturze mu przerwał. - Ale nie zamierzam Cię zmuszać. Jak wakacje?
Był spragniony towarzystwa, potrzebował osoby, która znalazłaby dla niego choć chwilę, a Marcus ze względu na długi okres "rozłąki" był dla niego nad wyraz atrakcyjnym rozmówcą. Nie zamierzał się poddać, choć nawet nie był świadomy, że będzie musiał walczyć.

Dzień dobry, Grosiu!
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Pon 18 Cze 2018, 10:30

Najwyraźniej było jednak jeszcze coś. Niesamowite - jak mógł z własnej woli zadawać się z tym irytującym typem, który nie potrafi zrozumieć że nie jest tu mile widziany? Jak miał się do niego odzywać, żeby Vini zrozumiał że to nie jest dobra chwila by porozmawiali, tak samo jak następna chwila i każda inna. Tacy najwyraźniej byli Puchoni - może trzeba było go pobić, albo coś? Najwyraźniej nie był w stanie wyłapać dyskretnej aluzji. Kiedy Puchon złapał się jego ramienia, odtrącił jego rękę wierzchem dłoni, mając nadzieje że jego rozmówca zrozumie dyskretny przekaz niewerbalny "can't touch this". Niestety, Mc Hammer jeszcze nie był gwiazdą, więc najwyraźniej Vini jeszcze nie mógł zrozumieć tego niesamowitego przekazu, albowiem nikt światu jeszcze nie przekazał tej najwspanialszej prawdy, przekazanej wszystkim wokół w kilku słowach.
- Martw się lepiej o swój zadek - odparł cicho, nie wyzbywając się swojego fałszywego uśmiechu - Jeśli nie będziesz uważał, ktoś może spróbować Ci wyrwać przez niego serce - dodał i lekko odchylił głowę po czym złapał z Puchonem kontakt wzrokowy, a teraz Vini mógł już dostrzec to wyraźnie. Twarz Ślizgona zmieniła wyraz. Na twarz przywdział lekko przerażający uśmiech psychopaty, ale nie to była największa zmiana. Oczy. Źrenice Marcusa aktualnie były poziome, niczym u kota. Nawet kawałek rozmoczonego drewna mógłby w tym momencie zrozumieć, że jego ostatnia uwaga była swojego rodzaju groźbą - ale to że kawałek rozmoczonego drewna dałby sobie radę, wcale nie znaczy że Puchoni również.
- Wakacje? Naprawdę nieźle - podjął kolejny temat, postanawiając że pozwoli sobie na trochę szczerości. A co, niech chłopaczyna ma coś od życia.
- Śmierciożercy zamordowali mojego ojca - prawie bym ich za to uściskał, bo i tak żadnego z niego pożytku nie było, jednakże mój kot oberwał rykoszetem. A w przeciwieństwie do ojca, ten kot był wartościową istotą. Zamordowałem więc skurwysynów, jednego po drugim. Całkiem nieźle się bawiłem, chętnie bym to powtórzył - powiedział cicho, a pod sam koniec wypowiedzi na jego twarz wypłynął okrutny, sadystyczny grymas. Fakt faktem - to było całkiem przyjemne wspomnienie. Mimo że początkowo czuł ogromne wyrzuty sumienia, że pozbawił kogoś życia, teraz jednak podchodził do tego inaczej. Miał niesamowitą okazję udowodnić swoją wyższość, wycisnąć z kogoś to co dla niego najważniejsze. Życie. To była wspaniała okazja do stanięcia oko w oko z prawdziwym życiem, do poznania samego siebie, do odnalezienia swego prawdziwego ja. A jego prawdziwe ja zdecydowanie bardziej mu się podobało, od żałosnej maski którą nosił do tej pory. Teraz czuł się kompletny. Może to i dobrze, że Puchon postanowił zakłócać jego utopijną samotność? Dobrze było komuś się pochwalić, w końcu czymże są wspaniałe osiągnięcia gdy wszyscy świadkowie są martwi, zaś nikt o nich nie wie? Teraz było mu lepiej. Jednakże w tej chwili już zdecydowanie Vini nie był mu potrzebny w żaden sposób, mógł już sobie iść, sho sho. Jego uwagę na chwilę przykuł Tost, który postanowił spenetrować jego torbę - prawdopodobnie zainteresowały go jego marcepanowe ciasteczka, ewentualnie słoik oliwek który zawsze nosił przy sobie na wszelki wypadek.
- Ostrzegam, jeśli Twój wycior do fajki nie zostawi mojej torby w spokoju, będę musiał mu skręcić kark - powiedział cicho i lodowato, a jego twarz stała się zupełnie beznamiętna. Teraz już nawet panicz Marlow nie mógł mieć wątpliwości, że Ślizgon nie żartuje i jeśli cenił swojego małego, futrzanego przyjaciela, to zdecydowanie lepiej było go stamtąd ewakuować.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Czw 21 Cze 2018, 21:13

Do Viniego zdawało się nic nie docierać. Miał w głowie wizerunek przyjaznego Ślizgona, którego miał okazję poznać i trzymał się tego tak mocno, że nie zauważał, że to nie jest już ta sama osoba. Był ślepy albo chciał taki być. Nie zwrócił uwagi na ten stosunkowo delikatny, choć znaczący gest odtrącenia, wziął to za najzwyklejszy w świecie przypadek.
Puchon naprawdę nie spodziewał się co miało nadajeść. Ba, nie spodziewał się, że cokolwiek miało nadejść. Siedział tu, w błogiej nieświadomości, uspokojony słowami Marcusa, które wziął za klasyczny przykład czarnego humoru. Uśmiechnął się nawet z grzeczności, choć nie do końca go to bawiło. W jego oczach, po tym całym dziwnym powitaniu, wszystko wracało do normy - przecież rozmawiali. Właśnie wtedy Marcus spojrzał na niego, a jego oczy miały kocie źrenice. Właściwie Vini miał chyba coś powiedzieć, ale zamarł na dłuższą chwilę z lekko rozchylonymi wargami. Na jaw wyszło, że Viniemu do kawałka rozmoczonego drewna jest bardzo daleko, ponieważ nie odebrał tego wcale jako groźby, za to zaczął gorączkowo myśleć w jaki sposób Glom osiągnął taki efekt. Czy to wynik jakiejś choroby? Może Vini poVINIen się tym zainteresować? Może mógłby odkryć coś nowego. Albo ktoś już to odkrył, a on po prostu jeszcze o tym nie przeczytał?
A co jeśli to jakiś typ zaklęcia nakładający iluzję na oczy? Może eliksir? Nie, nie, na pewno nie eliksir, nic przecież teraznie pił. A może? Może miał opóźnione działanie? Nie wiedział czy wypadało mu o to pytać, w końcu Glom wydawał mu się dzisiaj rozdrażniony, a on wcale nie chciał go denerwować.
Podjęcie tematu wakacji przez Marcusa na chwilę oderwało go od tych rozważań. Wbił w niego oczy, słuchając uważnie. I bladł. Z. Każdym. Jednym. Słowem. Coraz. Bardziej.
Morderstwo popełnione przez Ślizgona wydało mu się takim absurdem, że zaczął wątpić w prawdziwość jego słów, ale coś w głosie chłopaka - a może w jego oczach? - sprawiło, że milczał jeszcze przez jakiś czas, powoli analizując każde wypowiedziane słowo. Śmierciożercy. Śmierć ojca. Śmierć kota. Zabił co najmniej dwóch ludzi i zdawało się, że go to cieszyło. Vini zagryzł wargę patrząc gdzieś w przestrzeń, unikając spojrzenia chłopaka. Stosunkowo szybko doszedł do wniosku, że nie ma prawa go oceniać. Zawsze starał się podchodzić w ten sposób do ludzi - jeśli nie potrafił dobrze zrozumieć czyjejś sytuacji, nie wysuwał swoich osądów.
- Zaraz powiesz mi jak mało to dla Ciebie znaczy, ale przykro mi. Chociażby z powodu kota. - Jeśli dla Gloma najważniejsza była śmierć kota, Vini również nie zamierzał rozważać całej reszty. To nie była jego sprawa.
Jego sprawą był natomiast szczur i szczerze dotknęła go uwaga na jego temat. On sam mógł być odtrącany nawet setki razy, nie przeszkadzało mu to, ale zwierzę nie było niczemu winne i lodowata groźba Marcusa sprawiła, że ciemne brwi Puchona zbliżyły się do siebie, a pomiędzy nimi pojawiła się dość głęboka zmarszczka. Oczy jakby pociemniały, nie były juz tak roześmiane. Szybko i pewnie złapał Tosta i pogładził jego futerko wzdłuż grzbietu.
- Stary, po co ta agresja? Nic się przecież nie stało. - posadził swojego pupila na ramieniu, a ten, jakby wyczuwając, że sytuacja nie jest najciekawsza, postanowił już tam zostać. - Naprawdę chcesz być taką osobą? To strasznie smutny sposób na życie.
Westchnął cicho, było mu go szkoda. Chwilowe rozdrażnienie groźbą skierowaną do szczura już mu mijało, zostawało jedynie współczucie, którym starał się zbytnio nie obnosić.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Pią 22 Cze 2018, 15:34

Czy Vini sam swoje myśli słyszał? Sympatyczny Ślizgon powinien figurować wśród takich oksymoronów jak przemyślana decyzja Gryfona, godność Puchona czy też leniwy Krukon. W końcu każdy wiedział, że Ślizgony to niegodne zaufania żmije. Każdy, prócz Viniego który robił wszystko żeby ktoś patrząc na jego dość żałosne próby dogadania się z kimś, kto już tak naprawdę nie istniał od paru miesięcy mógł stwierdzić "oh, honey". Mógł tak stwierdzić ktokolwiek, jednakże nie Marcus. Wiedział doskonale że chcąc nie chcąc, powinien się wyzbyć współczucia do takich jak on. Nawet jeśli wini i poprzednia osobowość jego ciała byli sobie jakkolwiek bliscy, to była już przeszłość - nie obowiązywały go żadne przyrzeczenia z czasów przed tymi wakacjami. Mógł wprost rzec, że nic go to nie obchodziło i chyba nic w tym dziwnego. To były relacje kogoś, kim już nie był, kogoś kto przeminął. Bez znaczenia.
- Tak. Mój kot nie zasłużył na taki los - odparł tylko cicho, nie wdając się w jakiekolwiek szczegóły. Ojciec nie ojciec - był zbyt słaby by przeżyć, co najzwyczajniej w świecie odbierało mu prawo do życia. Gdyby tylko wiedział jak bardzo żałosną istotą jest jego rodziciel i jak bardzo dumną istotą jest on sam, prawdopodobnie sam by go zmiażdżył przy pierwszej okazji. Nie wiedział tego jednak wcześniej - dopiero co się poznawał. Miało to swój urok - to tak jakby w każdej chwili życia towarzyszył mu ktoś, kogo dopiero co poznał. Mógł poświęcać całe godziny na zastanawianie się nad swoim własnym charakterem, nad meandrami jego własnej osobowości. A raczej mógłby, tylko że wszyscy brali sobie za cel nie pozwalać mu na radosne spotkania sam na sam Marcusa i Gloma. A szkoda, to mogłoby być niesamowite spotkanie, pełne najróżniejszych zawiłości.
- Agresja? Najwyraźniej odmiennie rozumiemy to, bądź co bądź, proste do zrozumienia słowo. Agresja jest dynamiczna. Ja kulturalnie ostrzegłem. Powinieneś to dostrzec - odparł mu, nie ocieplając tonu ani o jotę. Puchon coraz bardziej go irytował - sam nie wiedział czemu, być może chodziło o jego dziwne, nazbyt przyjacielskie podejście do wszystkiego. Fachowe określenie na taki rodzaj zachowań, brzmiało "brak instynktu samozachowawczego". Zmierzył go chłodnym wzrokiem i przez chwilę przypomniał sobie stare czasy, gdy w jego ciele rezydował ktoś inny. Ten ktoś był mu bliski. Może nie mógł go wtedy nazwać przyjacielem, jednakże zdecydowanie był niezłym kumplem dla Marcusa. Postanowił wyświadczyć mu ostatnią przysługę. Lekko zmrużył oczy i beznamiętnym, rzeczowym, acz pozbawionym poprzedniego chłodu, pouczającym tonem, rzucił zupełnie nie na temat:
- Dam Ci dobrą radę, Marlow. Pamiętaj, że życie to dziwka. Jednakże jeśli nie będziesz mieć tej świadomości, to przez nieostrożność może stać się Twym alfonsem. No chyba że Cie satysfakcjonuje, gdy Twój odbyt jest szerszy od horyzontów. Wtedy to już Twoja sprawa - zaciągnął się po raz ostatni i pstryknął kiepem papierosa do jeziora patrząc leniwie jak się unosi na tafli, nim kałamarnica go pochwyciła. W końcu to kałamarnica - kałamarnice lubią chwytać.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Sob 07 Lip 2018, 02:56

Warga zadrżała mu tak jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili przed otwarciem ust. Słowa mogły tylko popchnąć wszystko ku jeszcze większemu rozpadowi. Marcus nie postąpił tak, jak można się było tego spodziewać, nie zaczął się naśmiewać z tego jak żałosną istotą jest Vini, nie napawał się pogardą dla jego słów, nie podważał ich wagi. Może to dużo powiedziane, ale Puchon poczuł na swój sposób wdzięczność za to, że nie odebrał mu tych kilku sekund kiedy poczuł, że powiedział coś, co było na miejscu i że może w jakiś sposób wsparł go w momencie przywoływania nieprzyjemnego wspomnienia.
Marlow był najprawdopodobniej zupełnie pozbawiony instynktu samozachowawczego, spaczone podejście Ślizgona do przeżyć z wakacji w ogóle go nie odrzucało. Może powinien zacząć się bać? Cóż, nawet nie przyszło mu to do głowy.
Niechętnie przyznał mu rację, kiwając nieznacznie głową.
Mimo wszystko wydaje mi się, że istnieją delikatniejsze sposoby. Szczury są inteligentne i czują więcej niż Ci się wydaje. Spójrz tylko na niego. – tu kątem oka zerknął na zwierzątko, które niuchało nerwowo jego bark, ani myśląc schodzić na ziemię. Vini westchnął wymownie, ale nie ciągnął już tematu, uznając, że Glom nie jest w najmniejszym stopniu głupi i wie co się do niego mówi. Ewentualnie to zlekceważy.
Nie przeszło mu przez myśl, że z punktu widzenia Ślizgona może być aż tak irytującym towarzyszem, wówczas pewnie coś by z tym zrobił, przecież nie lubił być uciążliwą gadułą. Jego instynkt samozachowawczy faktycznie leżał i kwiczał, a wyrobione na temat Marcusa pozytywne zdanie przesłaniało mu szarą rzeczywistość.
Prostytucja wiąże się z chorobami wenerycznymi, nie wiem jak Ty, ale ja wolę tego unikać. – uśmiechnął się do niego, choć nie było w nim aż tyle wesołości co zazwyczaj. Nie wiedział jak powinien się zachowywać po tej nieprzyjemnej reakcji na Tosta. – Nie upraszczałbym życia do zwykłego burdelu. Jest zwyczajnie za piękne na takie porównanie. Wiesz co jest równie piękne? Pływanie w ciepły dzień. No chodź.
Czuł, że nie przebije się przez twardą skorupę Ślizgona, ale nie byłby sobą gdyby nie podjął ostatniej, nieco desperackiej próby. Nie potrafił pogodzić się z tym, że mógłby stracić znajomego, z którym dość dobrze się dogadywał. Tę możliwość odtrącał od siebie jak natrętną muchę i prawdopodobnie, z uporem maniaka, będzie to robić dalej.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Sob 07 Lip 2018, 03:45

Zaczynał się irytować coraz bardziej. Nie tylko poświęcił mu zdecydowanie zbyt wiele czasu ale też dał mu całkiem niezłą radę życiową, a ten zamiast być wdzięczny postanowił jeszcze bardziej go rozsierdzać. Jeszcze bardziej irytował go fakt, że był świadom że nie zrobiłby krzywdy Tostowi. Marcus lubił zwierzęta i nie miało to dla niego znaczenia szczur, kot, pająk czy nosorożec. Póki coś nie było pysznym jedzonkiem, ewentualnie nie zagrażało jego życiu nie widział żadnego powodu by mordować niewinne stworzenie. Nawet jeśli by zamierzał, to na pewno wyzbywając się zbędnego okrucieństwa. Prawda była taka, że ostatnimi czasy bardziej cenił wszelkie inne stworzenia niż ludzie i prawdopodobnie stąd to się brało. Nie miałby żadnych oporów mordując Viniego. Zdecydowanie gorzej by się czuł, mordując jego szczura. Irracjonalne? Być może, nie miało to jednak znaczenia bo i tak nie zamierzał robić czegoś tak głupiego jak mord w biały dzień, w miejscu gdzie Albus Dumbledore wpycha wszędzie swój długi nochal. Czyżby dyrektor był tak naprawdę borsukiem, tylko nikt mu o tym nie wspomniał?
- Życie jest piękne, Marlow? No, skoro tak uważasz. Dobrze, chodźmy popływać - odparł chłodno, mając już w głowie uformowany plan. Życie jest piękne tak? Proszę bardzo Vini. Glom zamierzał mu pokazać jak bardzo okrutne potrafi być życie, w najprostszy możliwy sposób. Przez chwilę po prostu udawał że faktycznie zamierza z nim popływać - to był coś, co zapewne Puchonowi wyda się dobrym omenem. O to właśnie chodziło - o chwilę w której chłopak poczuje się pewnie. O chwile w której będzie mógł odebrać mu tą całą pewność. Kiedy bowiem stali już nad brzegiem jeziora, Marcus nagle bez ostrzeżenie złapał go za potylicę i wsadził jego głowę do wody, szorując twarzą dawnego kolegi o zebrany na dnie muł. Przytrzymał go tak przez chwilę, nie pozwalając mu się wydostać za wszelką cenę. Wystarczająco długo, by chłopak zdążył poczuć że zaraz zacznie się topić. Niewystarczająco długo żeby zrobić mu porządną krzywdę. Dopiero wtedy wyszarpnął go z wody za kudły i postanowił przemówić.
- Nic nie wiesz o życiu, co? Twoja żałosna egzystencja wydaje Ci się tym, co naprawdę definiuje jaki jest świat. Brzydzi mnie to - powiedział lodowato a na jego twarzy była wymalowana pogarda. Jak bardzo musiał go uświadamiać, żeby chłopaczyna zrozumiał że ani nie jest tu mile widziany ani nawet nie wie z kim właściwie rozmawia? Nie zamierzał go już dłużej uczyć czy przekonywać - skoro nie potrafił zrozumieć słów, to najwyraźniej musiał się do tego dostosować i wykorzystać trochę bardziej restrykcyjne metody. Być może to fakt że kiedyś łączyła ich przyjacielska relacja sprawiał, że Marcus bardzo chciał uświadomić Puchona że jest w błędzie. Może to po prostu irytacja wywołana sposobem bycia rozmówcy. A może zwykła potrzeba znęcania się nad kimś. Może wszystkiego po trochu. Jedno było pewne - ta osoba już nic dla niego nie znaczyła. Jeśli tak dalej pójdzie, to zrobi mu porządną krzywdę, a Vini awansuje. Aktualnie dla Gloma był nikim istotnym - jeśli wciąż będzie się starał z nim porozumieć, bardzo możliwe że uda mu się awansować do rangi paskudnego robala, którego przy pierwszej okazji należy wytępić. Jedno było pewne - nawet ktoś pozbawiony instynktu samozachowawczego mógł się już zorientować, że Ślizgon nie żartuje.
- To Twoje spoufalanie się powoduje że mam ochotę zwymiotować - mruknął i prychnął, mając ochotę potrenować na nim czarną magię. Sam zresztą nie wiedział co sprawia, że chłopak wywołuje w nim tyle agresji i niechęci. Być może chodziło o fakt, że był żywym przykładem tego kim był kiedyś.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Sro 11 Lip 2018, 00:08

Radość i ulga jakie go zalały były nie do opisania. Czuł niesamowite zadowolenie z faktu, że udało mu się przekonać Marcusa do spędzenia czasu w jego towarzystwie, ba, wydawało mu się nawet, że Ślizgon trochę zmienił swoje nastawienie, czy to względem Viniego, czy całego swiata  i napawało go to niejaką dumą. Lubił pomagać, a przecież, o zgrozo, uznał, że Glom tej pomocy potrzebuje. Pokiwał głową i energicznie poderwał się z ziemi, otrzepując tyłek z suchych resztek trawy i ziarenek piasku, a szczur rozejrzał się na boki zaniepokojony tym nagłym poruszeniem. Na twarzy Viniego widniał standardowy, szeroki uśmiech, który wręcz krzyczał "życie jest piękne, a ja jestem przydatny, co za wspaniały dzień". Złapał ręcznik i ruszył w stronę jeziora, nie odzywając się już do Marcusa – nie chciał go już niepotrzebnie denerwować, w koncu osiągnął swój cel, a irytowanie jakiejkolwiek osoby nie leżało w jego interesach.
Sprężystym krokiem szybko pokonał tych kilka metrów, które dzieliły ich od lekko piaszczystej plaży i jeziora, które w tym momencie odbijało promienie popołudniowego Słońca. Idealna pora na pływanie, nieprawdaż? Rzucił ręcznik na piasek i delikatnie odłożył nań szczura, którego nie zamierzał zmuszać do kąpieli w jeziorze. Spojrzał wysoko, wysoko w górę – dokładnie tam, gdzie znajdowała się twarz Marcusa i uśmiechnął się ponownie, przeciągając się jakby w przygotowaniu do wyścigu do wody. Właściwie radość promieniowała z niego silniej i jaśniej niż to wspomniane wcześniej Słońce rozświetlało szkolne tereny.
Już-już miał proponować wyścigi do linii wierzby zwisającej nad taflą wody, która była standardową już metą, właściwie zdążył nawet otworzyć usta, czego zaraz przyszło mu gorzko pożałować, poczuł w nim bowiem mocno nieprzyjemny smak zastałej wody, a przede wszystkim muł, który, wzburzony nagłym pojawieniem się przy nim głowy Viniego, roprzestrzenił się dookoła. Marlow szarpnął się rozpaczliwie, nie rozumiejąc co się dzieje i jak do tego doszło. Spiął wszystkie swoje mięśnie, starając się wyrwać z żelaznego uścisku o wiele większego od niego chłopaka, włożył w to całe swoje siły, ale nie było sensu zastanawiać się nad efektem jego działań – Vini był dość sprawny i szybki, ale zdecydowanie nie silny, a Marcus wzrostem przewyższał go niemalże o pół metra. Szybko stracił werwę, z niebywałą mocą odczuwając beznadzieję swojej sytuacji. Nie miał nawet różdżki, wiedząc bowiem, że zmierza nad jezioro, zostawił ją bezpieczną w kufrze. Poczuł, że to właśnie w tym momencie i miejscu kończy się jego życie,  nawet nie na dnie jeziora, a na jego cholernym brzegu, że płaci za swoją naiwność i dobre chęci. Nałykał się brudnej wody, a ból spowodowany brakiem powietrza zdawał się rozsadzać i ściskać go jednocześnie, nie miał sił dłużej walczyć, zrobiło mu się słabo, więc po prostu zwisł bezwładnie w rękach Ślizgona, czując, że zaraz odpłynie. I to dosłownie.
Powiew wiatru na jego mokrej twarzy dotarł do niego wcześniej niż fakt, że może już oddychać.  Nie odczuł wcale tego, że został wyciągnięty za włosy, to uczucie zginęło w ogromie cierpienia, strachu i wszelkich innych nieprzyjemnych doświadczeń. Otworzył usta jak ryba, panicznie próbując złapać jak największą ilość potrzebnego mu do życia powietrza i paradoksalnie z powodu tej łapczywości mając z tym jeszcze większe trudności. Opadł na rozgrzany piasek, nie mając siły przyjąć jakiejś godniejszej pozycji, złapał go atak kaszlu, podczas którego wypluł zadziwiającą ilość mętnej wody. Glom miał dużo szczęścia, że udało mu się wyczuć odpowiedni moment, wyciągnięty z wody kilka sekund później nie byłby samodzielnie złapać tlenu. Jak to się w ogóle stało? Nagle po prostu poczuł zaciskającą się na jego karku dłoń, a pół sekundy później znajdował się już pod wodą. Co takiego zrobił, że zasłużył na takie traktowanie? Ufał mu, uważał go za dobrego kumpla, a on zrobił coś takiego. Nie był w stanie tego teraz pojąć, ale czuł, że będzie miał o czym myśleć przez następne dni.
Słyszał, że coś do niego mówił tym swoim nieprzyjemnym tonem, który jednocześnie wywoływał u niego ciarki i zmuszał do współczucia. Teraz jednak mu nie współczuł, nie czuł właściwie nic poza potrzebą uspokojenia oddechu i odzyskania sił. Słowa nie docierały do niego do końca, słyszał ich brzmienie, ale znaczenie znajdowało się poza jego zasięgiem, powoli powtarzał je sobie w myślach, zrobił to nawet kilkukrotnie, aż w końcu pojął co takiego jego uroczy kolega zamierzał mu przekazać. Przewrócił się na plecy, przymykając powieki pod wpływem rażącego światła słonecznego. Jego twarz w połowie pokryta była przylepionym do mokrej skóry piachem.
Pierdol się, Glom. — wyrzucił z siebie drżącym głosem, samemu poniekąd dziwiąc się, że takie słowa wyleciały z jego ust. Myślenie szło mu jeszcze bardzo opornie, chciałby powiedzieć coś mądrego, wdać się z nim w dyskusję, ale trzeba przyznać, że nie był to najlepszy moment na na rozwlekłe rozmowy. — lejesz na moją wizję rzeczywistości... a sam... robisz dokładnie to samo. Hipokryzja jest... nawet bardziej ż...żałosna niż moja eg...zystencja.
Ciężko mu było mówić, adrenalina powoli z niego odpływała, zostawiając po sobie senność i zmęczenie. Nie miał nawet siły by się na niego denerwować, jedyne czego pragnął to żeby białowłosy poszedł sobie wreszcie, skończył już kłapać niepotrzebnie jadaczką i zostawił go w spokoju. Resztkami silnej woli powstrzymywał się przed zwinięciem w kulkę, nawet Marlow miał w sobie dumę, która nie pozwalała mu na podobne zachowania. Jedynie zaciśnięte mocno wargi, które zagryzał od wewnątrz świadczyły o jego irytacji aż do chwili, w której Ślizgon odezwał się po raz kolejny. Uchylił powieki, mrugając oślepiony nagłym blaskiem i rzucił mu wściekłe spojrzenie. Najwyraźniej udało mu się wyprowadzić Viniego z zazwyczaj niezachwianej równowagi, powinien sobie to gdzieś zapisać, bo jest to nie lada osiągnięcie.
To czego, kurwa, dalej tu szukasz? - napiął się i podniósł podpierając się z jednej strony ręką — Jeśli tak bardzo Cię brzydzę to po prostu spierdalaj. Chcesz pokazać, że jesteś ode mnie lepszy i do tego celu potrzebujesz mnie topić? Naprawdę współczuję, że upadłeś tak nisko. Cholerny kutas. Nie potrafisz ze mną rozmawiać, ale potrafisz mnie topić. I to tylko dlatego, że jestem, kurwa, mniejszy
Nie potrafił wyrazić ogromu swojej irytacji słowami, dlatego po prostu zamilknął. Pewnie byłoby czerwony ze złości, gdyby nie to, że jego naturalnie ciemna i lekko oliwkowa karnacja nie rzadko kiedy pozwalała na rumieńce. Otarł z twarzy piach, zastanawiając się czy jest w stanie dojść do zamku.

/Podkreślenie to włoskie wyrazy.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Pon 16 Lip 2018, 00:06

Spokojnie wysłuchał wiązanki Puchona. Przez chwilę, krótką chwilę, zanim ten zaczął się odzywać nawet zrobiło mu się przykro - przez ten ułamek sekundy współczuł chłopakowi i chciał go nawet przeprosić, zaprosić na piwo czy cokolwiek, stwierdzić że go poniosło, że to nie on. Ten krótki moment, kiedy Viniemu udało się przywołać jego starą osobowość samym swoim istnieniem. Nie wiadomo jak ta sytuacja mogłaby się skończyć, gdyby nie fakt że chłopak zaczął ubliżać - to przypomniało Marcusowi kim teraz jest i z sadystyczną przyjemnością uciszył to dziwne stworzenie którym był kiedyś. Nie zamierzał już do tego wracać - wręcz można powiedzieć że wyjątkowo go to cieszyło. Aczkolwiek tym nagłym wybuchem gniewu niepopartym żadnym faktycznym działaniem, chłopakowi udało się wywołać pogardę w Glomie. Nigdy wcześniej nie postrzegał Puchonów jako kogoś kto jest gorszy, tylko dlatego ze jest Puchonem - chyba od tej pory zacznie. Ten mały wybuch wiele mu dał - jego nowy charakter przejął pełną kontrolę nad ciałem, pomimo że na chwilę stracił panowanie. Dodatkowo pomógł mu kształtować zdanie na temat grupy etnicznej. W jego głowie uroiła się prosta myśl - mimo że dalej nie obchodził go status krwi, to wiedział już że dom w Hogwarcie ma wpływ na to kim się jest. Gryfoni byli odmóżdżeni, ale silni. Krukoni byli bystrzy. Ślizgoni byliby rasą wyższą, ale Tiara czasami lata pijana. Natomiast Puchoni...byli wyraźnie gorsi, pozbawieni godności, brudny i obrzydliwi. Wiedział już że powinien nimi gardzić i opluwać każdego kto chociażby przypomina kogoś z domu Borsuka.
Denerwował go fakt że Marlow zaczął nagle przemawiać w języku makaronu - po włosku znał tylko kilka słów, których nauczył się oglądając ojca chrzestnego, więc jego zasób był na tyle ubogi że nie rozumiał prawie niczego. Jedyne co załapał z tej włoskiej części, to że prawdopodobnie jego rozmówca dwukrotnie nazwał go "kurwą". A to mu się niespecjalnie spodobało, nawet jeśli utrzymał emocje na wodzy na tyle by nie zabić go od razu. Order mu za to, w końcu to nie było takie łatwe, prawda?
Nie zmieniało to jednak faktu że sobie nagrabił, a Glom był osobą wyjątkowo sprawiedliwą, jeśli chodziło o karanie kogoś za przewinienia - nie odpuszczał i zawsze dbał o to, aby inni zrozumieli swoje błędy. A cóż lepiej zrozumie ktoś taki jak to małe z drużyny w żółtych barwach, niż klasyczną, fizyczną przemoc? Chwycił chłopaka za gardło i wstał, podnosząc go tak by ich oczy się zrównały. Na nieszczęście Puchoniątka, to chyba nie chodziło o romantyczne spojrzenie prosto w oczy, przepełnione pożądaniem. Prędzej żądzą mordu. Fakt, był wściekły. Musiał mu to oddać - wyszło mu doprowadzenie go do stanu w którym aż kipiał furią.
- Co Ty kurwa gnoju myślisz, że to są żarty? Że to jakaś gówniana dyskusji z podobnym Tobie podnóżkiem? Że na całym świecie możesz się tak odzywać do lepszych od siebie? W prawdziwym życiu, poza tą piaskownicą spierdolenia dla niedojebów poporodowych, w krytycznym momencie nikt nie uratuje Ci dupy - powiedział i dla podkreślenia swoich słów kopnął kolanem rozmówcę w splot słoneczny. Wtedy go puścił, bo fakt faktem nie chciał go udusić. Nawet jeśli byłby w stanie go zabić to na pewno nie chciałby tego zrobić tutaj. Aktualnie Marcus emanował taką aurą, że nawet pieprzony smok musiałby się zastanowić czy chce przebywać w pobliżu Ślizgona. Jego chęć pozbawienia drugiego życia, była wręcz namacalna. Nie sięgał jednak po różdżkę, bowiem były to tylko puste pragnienia których nie zamierzał realizować. W każdym razie póki co nie zamierzał. Kto wie, jak się życie potoczy.
- Naprawdę myślisz, że gdybyś był większy to bym Ci odpuścił? Żałosne. Nie każdy pojęcia honoru uczył się od Twoich śmiesznych, bezwartościowych koleżków. Poza tym, byłem tutaj przed Tobą. To Ty się narzuciłeś - wytłumaczył mu zaskakująco łagodnym głosem. Na wszelki wypadek jeszcze go kopnął, jeśli tamten nie zrozumiał że Marcus jest troszeczkę zirytowany. Tak troszku, tyci tyci.
- A teraz przeproś grzecznie za swoje zachowanie i wypierdalaj, zanim zmienię zdanie by Cię oszczędzić - powiedział. Nie podobało mu się tak pokojowe rozwiązanie sprawy, jednakże tak było lepiej.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Czw 19 Lip 2018, 00:04

Viní był oazą spokoju, ale w tych nielicznych momentach kiedy ktoś porządnie wyprowadził go z równowagi, stawał się prawdziwym furiatem. Małą maszynką wypluwającą z siebie szeregi nieprzemyślanych, zazwyczaj włoskich wyrazów. Kłębkiem szczerego wkurwienia, który nie potrafi myśleć logicznie dopóki nie wyrzuci z siebie całej nagromadzonej złości. Gdyby nawet jakimś cudem dowiedział się, że Glom roważa przeprosiny, nic by to nie zmieniło, był bowiem w tym stadium zdenerwowania, które nie pozwalało mu na pojednanie jeszcze przez co najmniej kilkanaście minut. Potem, kiedy już by się wykrzyczał, mógłby znów być tym samym potulnym chłopakiem. Z tym, że "potem" będzie już za późno, o czym miał się zaraz przekonać.
Biedny Puchon nie miał i nie chciał mieć świadomości, że to niefortunne spotkanie zniszczy nie tylko ich dotychczasową relację, ale i wierunek uczniów z domu brosuka w oczach Marcusa. Prawdopodobnie nigdy się nie domyśli, że to właśnie on był punktem zapalnym, że to on przyczynił się do tego w tak głupi sposób. Podświadomie będzie zrzucał winę na innych uczniów Slytherinu, którzy nie lubili Puchonów tak po prostu, dla zasady. Będzie uważał, że Marcus po prostu wdał się w złe towarzystwo. Ale nigdy, a przynajmniej przez długi czas, nie przyjdzie mu do głowy, że to on jest wszystkiemu Viníen.
Ciemne oczy Marlowa obserwowały każdy ruch chłopaka, toteż widział wyraźnie potężną dłoń, która zbliżyła się do niego po raz drugi w ciągu tak niewielkiego okresu czasu. Nie mógł na to nic poradzić, był osłabiony, a do tego leżał w piachu, co znacznie utrudniało szybką reakcję i ewentualny unik. Leżał, tak? Do czasu. Poczuł palce zaciskające się na jego gardle, nieznośny ból kiedy został podniesiony, będąc trzymanym za tę właśnie część ciała i, co najgorsze, kończące się w zastraszającym tempie powietrze. Czy celem Gloma było odcięcie mu dostępu do tlenu na wszelkie możliwe sposoby?
Kiedy ręka Marcusa zbliżała się do niego, w jego oczach nie było nawet cienia strachu, jedynie czysta furia ciskająca pioruny w jego stronę. To podłe uczucie przerażenia było w nich widoczne dopiero w chwili, kiedy znów zaczął się dusić. Wspomnienie sprzed kilku minut zalało jego umysł, zlewając się z rzeczywistością. Niemożliwość zaczerpnięcia powietrza i bezsilność za tym idąca jawiły mu się jako najgorsze możliwe odczucia. Położył dłoń na zaciśniętych na jego skórze palcach, próbując się z nich uwolnić, ale taka opcja nie wchodziła nawet w rachubę. Słowa wypowiadane przez jasnowłosego ledwo do niego docierały. Czy on miał w ogóle świadomość jak bezsensowne są próby nauczenia kogoś czegoś, kiedy jednocześnie się go dusi albo topi? Pewnie nie zastanowił się nad tym, że do Puchona dociera piąte przez dziesiąte, bo bardziej skupia się na tym żeby... no, nie umrzeć. W krytycznym momencie nikt nie uratuje Ci dupy - te słowa odbiły się echem w jego umyśle, z niewiadomych przyczyn dotarły do niego najlepiej, odcisnęły się na nim jak piętno. Krążyły w jego głowie jeszcze przez chwilę, miały na to dużo czasu, bo w momencie kiedy otrzymał kopniaka, padł na ziemię jak kłoda, a rzeczywistość jakby się wyłączyła. Nie mógł złapać oddechu, jego umysł krzyczał, ale ciało było jak sparaliżowane. Niewyobrażalny ból rochodził się od splotu słonecznego, sprawiając, że Marlow przez kilka chwil wolałby umrzeć niż dalej znajdować się w swoim ciele. Jeszcze kilka sekund i udało mu się wziąć potężny haust powietrza, podrywając się do pozycji siedzącej. Był o mały włos od zwymiotowania wprost na buty Gloma i chyba tylko przerażenie pomieszane z silną wolą go od tego powstrzymało. Podniósł wzrok na górującego nad nim Ślizgona i wtedy zrozumiał, że w nim nie ma już starego Marcusa. Że nic w nim nie ma. Że jest pusty jak porzucona skorupa ślimaka.
Chciał mu coś odpowiedzieć, choć nawet nie wiedział co, ale przerwał mu kolejny kopniak, który sprawił, że znów zwinął się na piasku, nie potrafiąc wykrztusić z siebie nic poza jękiem bólu. Może dobrze, że nie zdołał się odezwać? Wciąż był wściekły, nawet po tej całej serii tortur jaką zaserwował mu Marcus, furia wypełniała go po czubki palców u stóp. Gdyby powiedział coś głupiego, może ten jednak by go zabił? Był cholernym wariatem, psychopatą, nie wiadomo czego można się było po nim spodziewać. A kim był Vini? Chyba pod względem stanu zdrowia psychicznego nie różnili się aż ta bardzo, kiedy usłyszał, że Glom zażądał przeprosin, uśmiechnął się krzywo, a spomiędzy jego warg wyrwał się cichy śmiech. Podniósł się na ręce, drugą trzymając się w miejscu splotu słonecznego, jakby podświadomie chciał ochronić to miejsce.
Jesteś skończonym głupcem, Glom. Rzygać mi się chce na widok takich jak Ty. Taki z Ciebie zły chłopiec? Komedia. – celowo wydusił z siebie włoskie słowa, choć gdyby ktoś biegle mówiący tym językiem stał obok, pewnie miałby niezły ubaw ze składni i wymowy niektórych wyrazów. Marlow nie wiedział nawet czy wszystkie słowa jakich użył były poprawne, ale był świadomy, że Glom i tak tego nie zauważy, a przy tym zdenerwuje się jeszcze bardziej. Cóż miał do stracenia? Czuł, że i tak nie da rady wstać i pójść, że jest na to zbyt słaby i obolały. Wściekłość nie pozwalała mu ugiąć kolana, więc jedynym wyjściem było sprawdzenie granic Ślizgona. – Przeproszę Cię po moim trupie, pierdol się.
To mówiąc, splunął w jego stronę, trafiając gdzieś na wysokości krocza. No cóż, można mu było wybaczyć ten brak celności.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Czw 19 Lip 2018, 22:08

Glom nie potrafił pojąć dlaczego właściwie Vinnie The Pooh po raz kolejny przemawia do niego językiem makaronu, z dialektem spaghetti. Nie znał włoskiego, poza pojedynczymi słowami więc Puchon mógłby równie dobrze mówić "mozarella, galbani, macaronii, mario luigi, santa marija macaroni, mozarella, mozarella" i brzmiałoby dla niego to dokładnie tak samo. Nie rozumiał dlaczego ktoś postanowił przemawiać do niego w pizzańskim - jedyne co przychodziło mu do głowy to fakt, że może po prostu nie chciał być Vinny obrazy majestatu i ze strachu zmienił język na taki, którego Ślizgon w życiu nie zrozumie. To miało jakiś sens dla niego - całkiem niezły sposób na próbę uratowania własnego tyłka. A raczej byłby to całkiem niezły sposób, gdyby nie fakt że Marlow postanowił pójść trochę dalej i zrobił coś, co sprawiło że na pewno nie można tego syna Hufflepuffu nazwać "ciekawskim". Dlaczego? Ponieważ ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a spluwanie na Marcusa to trochę jakby próbować w drodze do piekła przeskakiwać po trzy stopnie. Co więcej, Marlow wylądował na tych schodkach dość niefortunnie, bo właśnie postanowił się stoczyć na sam dół. Witamy, Viniciusie, brama do sal piekielnych chętnie przyjmuje wszelkich petentów. Życzymy miłego pobytu. Wystarczyło jedno proste zaklęcie, taka radosna Drętwota i królowie chaosu już mogliby dumnie spijać nieprzytomne marVini, jednakże Glom pomimo posiadania różdżki w tym wypadku był tradycjonalistą. Stanął mu po prostu na gardle, wyciskając z niego powietrze - trzymał to tak długo aż chłopaczyna zemdleje. Nie zamierzał go dalej zabijać, chociaż zastanawiał się nad tym przez moment. Potem uznał jednak że ma lepszy plan jak sprawić by jego życie było jedną, wielką porażką. Oj, Marcus już o niego zadba, dlatego też zdjął buta z jego szyi zanim tamten by zrobił mu na złość i zdechł. Potraktował go jeszcze zaklęciem Incarcerous i przerzucił ten woreczek przez ramię. Niczym kartofla. Wytarł się jeszcze tylko wcześniej o ciuchy Puchona i wyruszyli razem na wspaniałą podróż do krainy czarów, potocznie zwanej przez innych "Zakazanym Lasem". Ilekroć Marlow złośliwie mu się budził to uderzał jego głową o drzewo, tak na wszelki wypadek, żeby mu ofiara krzyczeć nie zaczęła przypadkiem. Dopiero kiedy miał już pewność że są wystarczająco głęboko w lesie żeby mieć trochę prywatności, rzucił go na ziemię i oswobodził z lin. Doskonale wiedział, że nawet gdy go obudzi to po dłuższym czasie związania prawdopodobnie chłopak i tak będzie miał problemy z poruszaniem się. Co by mu tu zrobić? Miał miliony pomysłów, ale najgorsze było to że musiał bardzo uważać. Chciał aby Puchon wyszedł stąd, nawet jeśli nie o własnych siłach, to żywy. Wyjął z torby sporą, pustą fiolkę i przy pobliskim drzewie napełnił ją. W końcu rano wypił naprawdę duży napój, więc miał wystarczająco amunicji żeby wypełnić ją po brzegi. Najpierw postanowił dwukrotnie rzucić zaklęcie Cutis na chłopaka - raz na jego lewy bark, drugi raz na jego prawe kolano, żeby była jakaś przemienność. Dopiero wtedy skorzystał z fiolki, oblewając twarz chłopaka. No co, nie miał wody pod ręką, a jakoś trzeba było go obudzić żeby ich mała igraszka była wspanialsza. Oblał go całą zawartością - jeszcze ciepłą - odczekał aż chłopaczyna faktycznie będzie obudzony i gotowy słuchać, co inni mają do powiedzenia, po czym odrzucił fiolkę i trzymając cały czas różdżkę skierowaną w Viniusia Puchatka, sięgnął do kieszeni płaszcza. Wyciągnął stamtąd lewą ręką nożyk do cygar i zaczął się nim bawić.
- Vini, z tego co kojarzę masz siostrę, prawda? Jak sądzisz, nie byłoby zbyt dobrze gdyby znalazła się w podobnej lub znacznie gorszej sytuacji, przez to że nie potrafisz się zachować? - spytał chłodno, pełnym okrucieństwa głosem który sugerował że właśnie zastanawia się czy Sini jest odporna na ból, czy może jednak dostarczy mu znacznie mniej rozrywki niż zaplanował dla Puchona. Co prawda nie miał w planach dorywać jego członków rodziny, ale jeśli jego dawny koleżka nie będzie potrafił się zachować, będzie musiał to przemyśleć.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Czw 26 Lip 2018, 21:25

Jeśli ktoś by się zastanawiał czy Marlow żałował swojego uczynku, to odpowiedź jest tylko jedna – nie. W tej dumnej na tamtą chwilę głowie nie było miejsca na przemyślenia, zapełniały ją jedynie wszelakiej maści przekleństwa w różnych językach i nieśmiałe plany co do tego jak może uciec z tej, bądź co bądź, niekomfortowej sytuacji. To nie tak, że bał się Gloma, nie miał w sobie co prawda odwagi godnej Gryfona, ale fizycznie był wykończony na tyle, że jego głównym pragnieniem był święty spokój. Oczywiście gdyby nie rzucał się jak ryba wyciągnięta z wody, byłoby mu łatwiej je spełnić, ale wtedy nie był tego świadom.
Możliwe, że kolejna seria podduszania nie zdziwiła go wcale, nie można być tego pewnym ponieważ w jego głowie zapanowała jeszcze większa pustka. Zresztą i tak zemdlał w zastraszająco szybkim tempie, zbyt słaby by walczyć. Osunął się w ciemność, która w obecnej sytuacji zdawała się być zbawieniem, przyjemną odskocznią od otaczającego go świata, który w ostatnich kilkunastu minutach znacznie stracił barwy. Urwał mu się film mimo tych nielicznych momentów kiedy słońce prześwitujące przez korony drzew barwiło jego powieki na czerwono, kiedy czuł niesamowity dyskomfort z powodu krępujących go lin i obolałego gardła i z czasem również głowy oraz absurdalnie, w tej sytuacji, przyjemny zapach lasu.
Przebudził go ból nieporównywalny do czegokolwiek co miał już okazję przeżyć. Zaciskał powieki, chcąc powrócić do bezpiecznej ciemności omdlenia, ale jego ciało uparcie odmawiało posłuszeństwa, pozostawiając go trzeźwym. Kiedy poczuł na twarzy ciepłą ciecz, początkowo nie domyślił się co to jest, jednak po kilku sekundach w nozdrza uderzył go zapach uryny, na co szarpnął się wściekle, ocierając twarz ręką, która nie była uszkodzona zaklęciem i plując dookoła (nie specjalnie na Gloma, choć jeśli by stał zbyt blisko, z pewnością ubrudziłby sobie but) tak na wszelki wypadek, jakby choć kropla tej obrzydliwości wdarła się pomiędzy jego wargi.
Szybko pożałował tego nagłego ruchu, czując każdy rosnący na głowie guz i palący ból w barku i kolanie. Nie spojrzał, bał się przekonać co takiego zrobił mu Ślizgon, bo i bez tego do wątłej świadomości Puchona przebijały się zaczątki paniki. Wziął głęboki wdech, próbując wymyślić co może zrobić w takiej sytuacji. Postanowiła jak najmniej się ruszać, jego sytuacja była na tyle beznadziejna, że wolałby oszczędzać energię na ewentualną ucieczkę, która, umówmy się, w tym momencie była tylko mrzonką, gdyż odległość jaką miałby do przebycia kilkukrotnie przekraczała jego obecne możliwości. Podniósł lodowate spojrzenie na Gloma, słodkie minuty w niebycie uspokoiły go na tyle by nie rzucał się jak skończony kretyn, ale wciąż darzył go bezgraniczną nienawiścią i pogardą. Widok różdżki w ręku Marcusa również nakazywała mu spokój, gdyby rozsierdził go jeszcze bardziej, kto wie – może nawet by go zabił. Oczywiście istniały inne sposoby niż zaklęcia by pozbawić kogoś życia, ale dopiero teraz do Marlowa dotarło jak beznadziejna jest jego sytuacja, zwłaszcza że jego różdżka leżała sobie spokojnie w kufrze. W tym momencie postanowił, że już nigdy więcej nigdzie się bez niej nie ruszy.
Słowa Marcusa zmroziły mu krew w żyłach. Chciał się odezwać, ale obolałe gardło w pierwszej chwili odmówiło mu posłuszeństwa.
Jaki człowiek nęka młodsze dziewczynki? – powiedział cicho na granicy szeptu, po uprzedniej serii kaszlnięć i przełykania śliny. – Marcus, najwyraźniej wcale Cię nie znam, ale, do chuja, nawet jak na Ciebie to strasznie niskie zagranie.
Ostrożnie przesunął się do tyłu, chcąc oprzeć się o pień drzewa. Siedzenie bez oparcia było trudne, a miał dość rozmawiania z nim z poziomu podłogi. Nawet dla niego było to uwłaczające. Okazało się to cholernie trudne ze względu na uszkodzone kończyny, ale ostatecznie mu się udało. Zmusił się do patrzenia na jasnowłosego, choć nie było to dla niego przyjemne. Próbował panować jakoś nad swoją złością, która dalej buzowała wewnątrz niego, zmuszając serce do szybkiego pompowania krwi i zalewania policzków tak rzadkim dla Viniego rumieńcem, ręce do delikatnego drżenia gdyby nie opierał ich o ziemię, nakłaniając usta do wypowiadania przekleństwa. Na szczęście nie miał siły rzucać się dalej, w innym wypadku własną głupotą mógłby doprowadzić się na skraj śmierci. A może już się na nim znajdował? Co najmniej dwa razy miał wrażenie, że to już koniec.
Najebałeś mi, świetnie, ja Tobie naubliżałem, też dobrze. Możesz już nie tracić na mnie swojego cennego czasu. – w normalnej sytuacji uśmiechnąłby się trochę krzywo, ale naprawdę nie było go na to stać. Jego słowa wciąż były niewiele głośniejsze od szeptu. Przymknął powieki, zastanawiając się czego on od niego jeszcze chce.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Pią 27 Lip 2018, 03:25

Przez chwilę słowa Puchona rozbrzmiały w jego głowie - jaki człowiek nęka młodsze dziewczynki? Żaden. Żaden człowiek nie był do tego zdolny, co najwyżej potwór. Glom nie zamierzał co prawda tykać jego siostry, ale czy naprawdę nie miał prawa nazwać się pełnoprawnym potworem? Jego zdaniem to określenie zdecydowanie lepiej do niego pasowało niż człowiek - aktualnie nie czuł się związany z rasą ludzką, czuł się istotą znacznie wyższą, o znaczeniu znacznie większym niż tak żałosna i małostkowa rasa, pozbawiona godności pośród innych stworzeń żywych. Nie był pewien czy nienawidził ludzi, wiedział jednak że nie zamierza się identyfikować jako jeden z nich - ludzie byli słabi, każdy z nich miał punkt w który wystarczyło uderzyć by ten stracił nagle wszelaki animusz. On zamierzał wyzbyć się tego na dobre, stać się bytem absolutnym, kimś kto nie miał słabości. A ponieważ zawsze wygrywał, by pewien że jest mu to wręcz sądzone - sam Marcus nie dostrzegał jak bardzo ludzkie, jest jego przekonanie na jego własny temat, jak bardzo płytkie i proste są sposoby w jakie określał samego siebie. Przy całej swej taktyce i planowaniu tak wielu rzeczy na przód, mimo że była to cecha którą nabył nie tak dawno, nie był w stanie dostrzec nawet samego siebie. Nie widział też jak wiele może stracić, pozwalając się pochłonąć swojej nowej osobowości. W jego mniemaniu nie miał nic do stracenia, co czyniło go tylko niebezpieczniejszą jednostką - w końcu nie ma nic gorszego niż ktoś, kto nie traci niczego. Mógł sobie pozwolić na granie według własnych zasad, ba, zamierzał doprowadzić do tego by cały świat podporządkował się pod melodię którą wygrywał i tańczył gdy tylko tak nakaże.
- Człowiek? Naprawdę myślisz że istoty absolutne noszą tak żałosne miana? - spytał cicho i prychnął - Co właściwie czyni kogoś człowiekiem? Jego miękkie, podatne na zranienia ciało? Fakt że pozornie jest istotą myślącą? Nie, Vini Marlow, jakkolwiek byś nie odpowiedział, prawda jest tylko jedna. To słabość. Słabość czyni nas ludźmi. Postanowiłem więc się jej wyzbyć. W ten sposób odrzuciłem swoje człowieczeństwo. Rozumiesz chociaż słowo z tego co do Ciebie mówię, czy Twój ograniczony pusty łeb przesłania Ci to jak faktycznie wygląda rzeczywistość? - dodał, patrząc na niego z góry. To zabawne że Puchon był przekonany że po napluciu na niego, to on dyktuje warunki w tej sytuacji. Nawet jeśli wcześniej Marcus po prostu chciał się go pozbyć, pozwolić mu zniknąć mu z oczu i żyć w spokoju teraz zmienił zdanie. Czego mógł od niego chcieć? By cierpiał. Cierpiał najbardziej jak tylko mógł. Nie zamierzał się ograniczać. Czemu miałby? W końcu byli tu sami, a już chyba ustalili że nikt nagle nie postanowi uratować Puchona. Nie zamierzał go zabijać. Nie zamierzał go trwale okaleczać. Nie, to nie byłoby tak zabawne. Zamierzał zadbać, aby ta lekcja na długo odbiła się na psychice chłopaka. Zadbać by już na zawsze zapamiętał z kim nie zadzierać. A jeśli przypadkiem przez to wzbudzi w nim nieufność wobec innych...cóż, czy może być w tym coś piękniejszego? Nawet tak pozbawiona instynktu samozachowawczego jednostka musiała w końcu zrozumieć, że świat dzieli się tylko na dwie grupy osób. Potężnych, posiadających władzę i zbyt słabych, by chociażby obronić to co dla nich ważne. Co tu dopiero mówić o zdobywaniu władzy.
- Nie martw się jednak, nie zamierzam nawet tknąć Twojej siostry - mruknął aby go uspokoić. Na moment. Zamierzał pognębić go również psychicznie, w ten czy w inny sposób, niezależnie od tego jak daleko musiałby się posunąć.
- W końcu nie skrzywdziłbym małej dziewczynki. Wiesz jednak, co mówią o Ślizgonach? - spytał, unosząc lekko brew - Gdyby taki na przykład Mulciber czy Avery dorwał ją w pustym korytarzu, bądź też ciemnym zaułku Hogsmeade...wiesz, ta dwójka zna wspaniałe sposoby na zabawy z kobietami. Ba, potrafią zrobić to tak że żadna nawet nie jest w stanie im odmówić - mruknął i uśmiechnął się do niego okrutnie. Nawet jeśli była to czcza pogróżka, to każdy przynajmniej słyszał jakieś plotki. A plotki powtarzane wielokrotnie, potrafiły urosnąć do przerażających wręcz rozmiarów. Zamierzał wzbudzić jego wyobraźnię. Chciał by cierpiał. To było teraz najważniejsze dla Gloma - by Puchon cierpiał po stokroć, nie tylko dlatego że go opluł, ale również dlatego że przez krótki moment prawie sprawił że jego stara osobowość powróciła. A nie chciał jej tutaj. Przepraszamy, Marcus nie może podejść do telefonu, z tej strony Glom, coś przekazać?
- Moim celem nie jest, jak to ująłeś na swój prosty umysł, najebanie Ci. Zamierzam wpoić Ci pewne zasady. Cutis - pouczył Viniego, kończąc to zaklęciem. Niby nic specjalnego - użył go już dwukrotnie, prawda? Jednakże tym razem przeszedł samego siebie. Wycelował bowiem nie w bark, czy kolano, czy jakieś miejsce gdzie było to po prostu nieprzyjemne. Jego różdżka była skierowana bezpośrednio pomiędzy uda Marlowa. Jego stary kolega musiał zrozumieć, że tak naprawdę jest spora różnica pomiędzy tym, za kogo go miał, a okrucieństwem które tak naprawdę przedstawiał. To powinno mu pomóc.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie Viniciusie. Czy cenisz swoje życie? - spytał chłodno, jakby zupełnie nie robił sobie nic z tego co właśnie uczynił. Szczerze mówiąc niewiele go to już obchodziło, pod względem empatii. Resztka jego ciepłych wspomnień wobec rozmówcy umknęła z jednym, niewielkim zlepkiem śliny który wylądował na ubraniach Marcusa. Mimo to, coś jednak go to obchodziło - z jakiegoś dziwnego dla niego powodu, sprawiało mu niesamowitą przyjemność sprawianie bólu komuś kto jeszcze tak niedawno ośmielił się sprzeciwić jego bezpośredniemu rozkazowi. To było tak nieprzyzwoicie przyjemne, że przez krótką chwilę sam siebie zaczął się obawiać - potem w pełni oddał się czemuś, co można określić tylko w jeden sposób. Morderczy instynkt.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    Pią 27 Lip 2018, 23:46

Istoty absolutne, no jasne. Vini westchnął w duchu, widząc, że wchodzenie w dyskusję z tą osobą nie ma właściwie żadnego sensu. Nie znał go wcale, nie był to już ten sam Marcus, z którym zdarzało mu się spędzać popołudniowy czas, nie był osobą, którą mógł nazwać dobrym kolegą, byt który go zastąpił był mroczny i, dla Marlowa, zupełnie niezrozumiały. Rozmowa z nim przyprawiała go o jeszcze mocniejszy ból głowy i nie wiedział w jaki sposób miałby wybrnąć ze swojej sytuacji. Glom zdawał się wybierać sobie pojedyncze słowa, które z jakiegoś powodu miały dla niego głębsze znaczenie i większą wartość, i chwytał się ich, używając ich jako swoich argumentów. Nie mówił nic, patrzył się na niego mętnym spojrzeniem, rozważając to co do niego mówił. Oczywistym było dla niego, że wyzbycie się słabości to pobożne życzenie, że nie da się tego dokonać w pełni i nawet jeśli Marcus uważał, że udało mu się osiągnąć ten cel, musiał mieć jakiś jeden mały punkcik, który zaboli kiedy się na niego naciśnie. Nie, Vini nie zamierzał go szukać, nie chciał go bowiem krzywdzić – przemoc kłóciła się z jego naturą. Mógł wrzeszczeć, rzucać przedmiotami, pluć, ale w gruncie rzeczy do rękoczynów mogłoby dojść tylko w momencie kiedy coś realnie zagrażało jemu lub jego najbliższym. Możliwe, że była to jedna z tych sytuacji, ale na tę chwilę nie miał możliwości obrony, a kiedy już dojdzie do siebie, na pewno nie będzie szukać zemsty. W każdym razie musiał istnieć ten punkt, który ktoś prędzej czy później znajdzie i wykorzysta. To sprawiało, że Vini czuł niezrozumiały nawet dla jego samego żal. Cóż bowiem boli bardziej – wielokrotne potknięcia, czy upadek z ogromnej wysokości?
Nie rozumiem. Nigdy nie zrozumiem. Jeśli człowieczeństwo oznacza słabość, to chcę być słaby. – Mówił prawdę, docierał do niego sens słów chłopaka, wiedział co ten miał na myśli, ale absolutnie się z tym nie zgadzał. Nawet jeśli ludzie to słabe istoty non stop potykające się o małe kamyczki emocji i uczuć leżące na drodze, w końcu zawsze wstawali i szli dalej. W oczach Puchona to właśnie było piękne, ta nieustająca walka o to by być kimś lepszym. Ale zaraz, czyż Glom nie był w tym bardzo człowieczy? Paradoks.
Myśl o siostrze raniła go bardziej niż zaklęcia Marcusa. Kiedy wyobrażał sobie jak ta mała, słodka istotka napotyka na swojej drodze dwóch bezwzględnych Ślizgonów czuł ból większy niż ten, który promieniował od uszkodzonych części ciała. Chciał wyrzucić ze swojej głowy obrazy, jakie podsyłała mu wyobraźnia, ale te napływały do niej nieprzerwanym strumieniem, sprawiając, że rumieniec pokrywający policzki stał się jeszcze wyraźniejszy. Wyrył sobie w myślach by nie dopuszczać do sytuacji, w których jest sama w opuszczonych lub ciemnych miejscach, postanowił za wszelką cenę chronić siostrę. Ziarno niepokoju zostało w nim zasiane, teraz już zawsze będzie się zastanawiał czy aby na pewno jest bezpieczna.
Odważył się po raz pierwszy spojrzeć na swoje kolano, a to co zobaczył wywołało w nim nieme przerażenie. Starał się nie pokazywać jak bardzo wystraszył go widok odkrytych mięśni, choć kolor, jaki przybrała jego twarz zdawał się mówić sam za siebie: rumieńce zniknęły, ustępując miejsca bladości, która zupełnie nie pasowała do jego ciemnej karnacji. Jednocześnie zrobił się trochę zielonkawy. Teraz już rozumiał dlaczego aż tak go to bolało. Szybko doszedł do wniosku, że za wszelką cenę nie może zabrudzić tej dziwnej rany. Co to za zaklęcie? Nie znał niczego co dawało aż tak drastyczne efekty, a nie słyszał formułki. Był zresztą nieprzytomny, miał do tego prawo.
Podniósł wzrok na Ślizgona i otworzył nawet usta by coś mu odpowiedzieć, ale jedyne co się spomiędzy nich wydawało to przejmujący skowyt, kiedy zaklęcie trafiło go w miejsce, w które nie spodziewał się oberwać. Dziwny był to dźwięk, dość skrzekliwy i nie aż tak głośny ze względu na obolałe gardło, początkowo bardziej donośny i wysoki, stopniowo cichł, kiedy chłopak poczuł, że brakuje mu tchu. Nijak miało się to do bólu, który pulsował w barku i kolanie, Vini mógłby przysiąc, że to zupełnie inne zaklęcie. Poczuł, że żołądek boleśnie zawiązał mu się w supeł, powodując mdłości. Po twarzy popłynęły mu łzy, których nie był w żaden sposób powstrzymać, łzy, które wywołane były zarówno ogromem cierpienia, jak i przeświadczeniem, że skurwysyn właśnie go wykastrował. Nie wiedział kiedy upadł w piach i zwinął się w kłębek bólu. W końcu doszło do wisienki na ogromnym torcie upokorzenia – zwymiotował. Zbierało mu się na to już nad jeziorem, teraz nie umiał opanować mdłości. Z trudem podniósł się na zdrowej ręce i wyrzucił z siebie zawartość żołądka. Ledwo dotarło do niego, że Marcus coś do niego powiedział, początkowo była to plątanina niezrozumiałych dźwięków, jednak sekunda po sekundzie jego umysł tworzył z tego słowa, które zaczynał powoli rozumieć. W efekcie zapanowała naprawdę długa cisza zanim Vini w końcu się odezwał.
Na pewno bardziej niż Ty.Skurwysyn – dodał w myślach, nawet on nie był na tyle głupi by w obecnej sytuacji prowokować go dalszymi wyzwiskami. więcej nie był w stanie z siebie wydusić, zresztą wcale nie chciał. Zacisnął zęby i skulił się, po części oczekując na kolejny atak. Leżał tak, tuż obok swoich wymiocin, zastanawiając się nad pytaniem Ślizgona. Całym sercem kochał życie, ludzi i resztę świata, potrafił dostrzec jego piękno częściej niż przeciętna osoba. Jednak w tym momencie cierpiał na tyle mocno, że najchętniej na chwilę przestałby istnieć. Poczuł, że traci coś ważnego, że do jego głowy powoli, acz cierpliwie przebija się myśl, która wywoływała na jego ciele gęsią skórkę. Myśl, że śmierć opcją, którą warto byłoby rozważyć.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Nowy rok, nowy Ty.    

 

Nowy rok, nowy Ty.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Gothic "Nowy Początek"
» Nowy pan - nowy koszmar
» Appalachy, stan Nowy York.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Strefa Gracza
 :: 
Dodatki do postaci
 :: Myślodsiewnia :: Zakończone
-