IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Długość dźwięków samotności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Długość dźwięków samotności    Czw Maj 17, 2018 2:40 pm

Opis wspomnienia
Cudem ocalała z z pożaru domu Tanja trafiła do szpitala. Nie tylko musiała zmierzyć się z bólem fizycznym, ale też psychicznym po śmierci mamy. Była skazana sama na siebie... Ale czy na pewno?
Osoby:
Nicolas Sharewood, Tanja Everett
Czas:
lipiec 1977
Miejsce:
szpital świętej. Munga




Koszmar.
Tak można było określić wszystko, co się zdarzyło w życiu Tanji. Zastanawiała się, czemu przeżyła. Dlaczego?! Musiała znosić ten ból, który rozdzierał ją od środka. Oparzenia już dawno przestały boleć, została po nich tylko zaczerwieniona skóra. Żebra nadal bolaly przy każdym wdechu, ale to nie z nimi był problem. Z sercem było gorzej. Tanja wstydziła się płakać i nie robiła tego od wielu lat. Aż do dziś. Spała wykończona płaczem, by ledwo otworzyć oczy i znów płakać. Żałowała, że przeżyła. Straciła mamę, nie miała gdzie mieszkać, a ojciec będzie chciał dokończyć dzieła. Kiedyś.
Opuchnięte powieki zaczęły się zamykać i pozwoliły Tanji znowu się zdrzemnąć. Chociaż na chwilę. Oddychała krótko, ale spokojnie.
Zobacz profil autora
Nicolas Sharewood
avatar

PisanieTemat: Re: Długość dźwięków samotności    Czw Maj 17, 2018 8:49 pm

Nad Hamilton nastał nowy dzień, blade promienie słońca uparcie wdzierały się do pokoju budząc rozespanego Nicolasa i informując go o kolejnym dniu pełnym nowych wyzwań. Ku własnemu ogromnemu zdziwieniu, obudził się z uśmiechem na ustach u wyjątkowo dobrym samopoczuciu. Nie za bardzo wiedział jak ma zareagować na tak niespodziewany oraz wyjątkowy jak na niego niecodzienny stan emocjonalny. Po jego ostatnim rozbiciu psychicznym nie było najmniejszego śladu i sam się sobie dziwił, że wszystkie troski tak nagle i bez ostrzeżenia go opuściły. Przeciągnął się leniwie siadając na skraju łóżka, odruchowo zaczesując dłonią włosy do tyłu. Postanowił jednak nie zadręczać się na siłę i najzwyczajniej w świecie zaakceptował fakt, że ma wyjątkowo dobry humor. Rześko wstał z łóżka i z lekkim uśmiechem na ustach ruszył w stronę łazienki, po porannej toalecie udał się do kuchni z której dochodził piękny zapach świeżo smażonego boczku i naleśników, ucałował w policzek mamę, która krzątała się po pomieszczeniu cicho nucąc jakąś piosenkę –Dzień dobry mamusiu – przywitał się z uśmiechem na ustach, od czasu gdy jego ojciec wyjechał do Ameryki w interesach ich życie wyglądało zupełnie inaczej, a dobry humor zdawał się nie opuszczać również pani Sharewood. Usiadł przy stole, nalewając sobie soku do szklanki, z której zaraz upił dwa duże łyki, w oczy rzuciła mu się gazeta, która niedbale leżała na drewnianym meblu. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie domu, który stał w płomieniach, zaś główny nagłówek głosił „Czy Everett pozbiera się po tragedii?”. Serce w jego piersi na chwilę zatrzymało się, gwałtownie wstał z miejsca, po czym biorą papierowe czasopismo wyszedł z domu, nie siląc się na jakiekolwiek próby wytłumaczenia swojego zachowania.
Niecałą godzinę później jego stopy przekraczały próg Szpitalu św. Munga, siłą wyciągnął od pielęgniarki informację, w której sali leży Tanja, musiał ją zobaczyć, nie ważne co będzie później, musiał przekonać się na własne oczy, że dziewczyna żyje. Całą drogę bił się z myślami, analizując całą sytuację, w artykule nie było zbyt dużo informacji, a on? Wręcz wariował, wyrywając włosy z głowy. Wpadł do placówki niczym szaleniec, żądając widzenia z Gryfonką, zaś każda próba powstrzymania go była bezcelowa. Do pomieszczenia, w którym leżała brunetka wpadł niczym burza, jednak stając przed drzwiami, które teraz były jedynym co dzieliło go od dziewczyny, dopadły go wątpliwości. Po wydarzeniach w szatni Everett zdawała się go unikać, a i on również stronił od jej towarzystwa. Bijąc się z własnymi myślami, nagle poczuł jak koło jego nogi coś przebiegło, spojrzał w dół, a jego oczom ukazała się fretka – Rubin. Kąciki ust chłopaka uniosły się ku górze na jego widok, schylił się podnosząc zwierzaka do góry –I ty kolego tutaj, tęsknisz za nią co? – zapytał, nie oczekując odpowiedzi, zamiast tego trochę niepewnym krokiem wszedł do pokoju.
Brązowowłosa Gryfonka leżała na jednym z łóżek, odzianych w białą pościel, wizualnie nie wyglądała najgorzej. Pogrążona we śnie, oddychała spokojnie i miarowo. Chwilę przypatrywał się jej bladej i poranionej twarzy, po czym podszedł bliżej, siadając na krześle, które stało tuż obok. Jego oczy pozbawione wyrazu wpatrywały się w dziewczynę, spuścił wzrok czując się nieco nie na miejscu. Nie był nikim z rodziny, ani przyjacielem, chociaż wrogiem też nie mogła go nazwać, był Nicolasem Sharewoodem i nikt poza nim samym nie powinien być dla niego ważny, a jednak. Ta w gruncie rzeczy niepozorna brunetka w jakiś sposób zawładnęła nim, czego sam do końca nie był w stanie wytłumaczyć. Westchnął cicho, obiema rękoma, ściskając jej dłoń, zaś fretka, która jeszcze niedawno siedziała na jego kolanach, położyła się obok niej zwijając w kulkę.
Obserwując ją, poczuł swego rodzaju obawę, była tutaj, namacalna, żywa a jednak nadal się o nią martwił, ten który innych miał w głębokim poważaniu przejmował się niejaką Everett. Gdyby zapewne ktoś jej o tym powiedział, ta uznała by to za żart i to wcale nie śmieszny. Czy życie nie jest okrutne? Tak wiele nieszczęść ostatnio doświadczyła ona w swoim młodym życiu, choć przecież była dobrym człowiekiem. Nigdy nie dawała losowi podstaw do tego, by teraz mścił się na niej, w tak okrutny sposób. Zagryzł wargę i przymknął oczy nie chcąc patrzeć na jej widok w takim stanie.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Długość dźwięków samotności    Sro Cze 20, 2018 1:54 pm

Pogrążona w śnie Everett nie płakała i dzięki temu zbierała te resztkę sił, jaka jej jeszcze została do życia. Nie chciała się budzić, wracać do świadomości, że została już totalnie sama. Nawet Rubin zginął w tym całym pożarze lub uciekł i już nigdy się nie odnajdzie... we śnie wszystko było jak dawniej. Było tak, jak jeszcze była całkiem mała. Rodzice kochali się, ona była roześmiana i szczęśliwa...
Każdy sen niestety musi się skończyć i Tanja poczuła nagłe szarpnięcie, które wyrwało ją ze świata kolorów i dźwięków. Obraz zrobił się całkowicie czarny, nastała depresyjna cisza przerywana jedynie odgłosem jej własnego oddechu i kroków na korytarzu... Świadomość wróciła i uderzyła Tanję jak stu-kilowy głaz. Poczuła, jak resztki łez zbierają się w kącikach. Nie chciała otwierać oczu mając nadzieję, że znowu zaśnie... lecz Rubin, który dojrzał minimalny ruch na twarzy swojej pani wbiegł na nią i zaczął mokrym noskiem dotykać jej policzków i piszczeć. Tanja otworzyła oczy ze zdziwieniem. Serce, które tak pragnęło ustać w swojej pracy zabiło mocniej. Pojedyncze łzy spłynęły po policzkach Gryfonki. Cieszyła się, tak bardzo się cieszyła na widok pupila... chociaż on został przy niej.
-Rubin... przestań. -na ustach Tanji pojawił się cień uśmiechu, gdy musiała aż obrócić głowę na bok, żeby oszalała z radości fretka nie weszła jej zaraz do nosa lub gardła. Gdy brunetka chciała podnieść dłonie do pupila, poczuła, że jedna z dłoni jest dziwnie cieplejsza i lekko wilgotna od potu, a kątem oka dojrzała szybki ruch...
Podniosła wzrok na chłopaka, który siedział przy jej łóżku. Zamarła, nie wiedząc, co powiedzieć.
-Nico? Co Ty... tutaj... jak... -zaczęła zadawać mnóstwo pytań, sama nie mając pojęcia, na które chciała najpierw usłyszeć odpowiedź. Zamrugała speszona, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Spuściła wzrok.
-Nie wyglądam najlepiej... -wyszło tylko z jej ust, jakby jej wygląd miał teraz jakiekolwiek znaczenie.
Zobacz profil autora
Nicolas Sharewood
avatar

PisanieTemat: Re: Długość dźwięków samotności    Pon Lip 02, 2018 10:22 pm

Wpatrywał się w nią jakby zaczarowany, nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy, delikatnie poranionej zapewne przez odłamki szkła, ale nadal pięknej. Spoglądał na nią z dziwnym mętlikiem w głowie wzdychając cicho, tak naprawdę nie powinno go tu być, zdawał sobie doskonale z tego sprawę, tylko ta dziwna siła, która przyciągała go do niej niczym magnes nie pozwoliła by postąpił inaczej. Wiadomość o tragicznym wypadku w posiadłości państwa Everett była tak szokująca, że działając nie myślał logicznie, sam nie wiedział co dokładnie sobie myślał. Teraz nie było odwrotu, nawet gdyby uciekł ona dowiedziałaby się o jego wizycie, przecież tak uparcie chciał się tutaj dostać. Targany emocjami, o które nie podejrzewał samego siebie, tylko ona budziła w nim, coś więcej niż pożądanie, była dla niego tajemnicą i otwartą księgą zarazem.
Czas płynął, lecz dla niego jakby stanął w miejscu, nie wiedział ile czasu spędził z nią przy tym łóżku, nic poza nią nie miało znaczenia, dźwięki dobiegające z dala, krzyki, światła i kolory otaczające tą dwójkę. On wpatrywał się z nią, czekając na najmniejszy gest, jednak Rubin dużo wcześniej zauważył zmianę zachodzącą w panience Everett, kiedy to miarowy, spokojny oddech został zastąpiony przez ten szybki, a bicie serca stało się głośne, że małe uszy zwierzaka były w stanie je usłyszeć. Na próżno Nicolas podjął próbę powstrzymania zwierzaka, który niczym z procy wbiegł na brunetkę trącając ją mokrym nosem.
Widział łzy spływające po jej policzku, nawet przez chwilę chciał coś powiedzieć, jednak w ostatniej sekundzie powstrzymał się przed tym, czekając aż sama zda sobie sprawę z jego obecności. Chciał dać jej ten czas, ostatnio los nie był dla niej zbyt łaskawy, a on wiedział, że był przekleństwem Tanji, nie zdziwi się, gdy zacznie na niego bluzgać, zasługiwał na to. Powinien ją chronić! Chciał ją chronić……..naprawdę tego chciał. Zacisnął dłoń w pięść, przenosząc na nią wzrok, a wtedy ich spojrzenia spotkały się, smutek niebiskich oczu wbił go w krzesło, były takie…..sam nie potrafił dokładnie określić swoje uczucia, nawet rumieniec pojawiający się na jej policzkach, nie zmył go.
-Wyglądasz….dobrze – stwierdził siląc się na delikatny uśmiech, chciał jej powiedzieć tak wiele, jak bardzo się martwił, co poczuł gdy dowiedział o wypadku, miał dziewczynie tak wiele do powiedzenia, ale zamiast tego milczał. Westchnął spuszczając wzrok na swoje nogi, zabrakło mu słów, może odwagi?
-Wiem, że jestem ostatnią osobą, którą chciałaś tu zobaczyć, ale…….. – urwał w połowie zdania, po czym przeniósł swoje zmartwione spojrzenie na brunetkę.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Długość dźwięków samotności    

 

Długość dźwięków samotności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Strefa Gracza
 :: 
Dodatki do postaci
 :: Myślodsiewnia
-