IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Cholerne francuskie wino!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Daniel Blais
avatar

PisanieTemat: Cholerne francuskie wino!   Sro 16 Maj 2018, 13:03

Opis wspomnienia
Kiedy dwoje znudzonych świętami osób postanawia wspólnie spędzić sylwestra w miejscu wypełnionym po brzegi winem, można spodziewać się dosłownie wszystkiego.
Osoby:
Alecto Carrow, Daniel Blais
czas:
31 grudnia 1976 r./1 stycznia 1977 r.
Miejsce:
posiadłość rodziny Levasseur, w pobliżu Marsylii
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Cholerne francuskie wino!   Sro 16 Maj 2018, 20:25

Wzięła głęboki oddech pozwalając by grudniowe powietrze wypełniło jej płuca. Wraz z tym oddechem, dziwne wręcz niepokojące uczucia zalały jej ciało i duszę. Stała niewzruszona. Nie uległa podmuchowi wiatru, który jak najostrzejsze ostrze uderzało ją w odsłoniętą skórę, przenikając jej czarny płaszcz.
W pojedynkę walczyła z kołatającym sercem i nieujarzmionymi myślami. Żałując chwil, które minęły i tych, które nie nadeszły. Każdego dnia wyczekując tego bladego promyczka światła, nie raz przy tym przegapiając coś znacznie ważniejszego. Bo czy w życiu każdego człowieka prędzej czy później nie dąży się do znalezienia kogoś kto będzie obok? Kogoś przy kim dni odzyskają sens, a noce przestaną być bezsenne. Kogoś kto przywróci wiosnę w świat, w którym wziąć padał deszcz? Czy ona właśnie kogoś takiego nie znalazła?
Daniel Blais. Największy wróg. Najlepszy przyjaciel. Miłość życia? Tej ostatniej roli chłopaka w swoim życiu nie była pewna, jednak w chwili gdy brunet związał się z Amy Greengrass, odczuwała swego rodzaju pustkę i choć wiedziała, że kiedyś coś takiego się wydarzy była zaskoczona jak wiele uczuć w niej obudziło. Smutek, żal, złość i nienawiść. Nagle chwile, które często spędzali razem zniknęły, pozostawiając tylko wspomnienia, a w życiu i sercu blondynki zagościła pustka, której nic ani nikt nie był w stanie wypełnić. Żaden chłopak nie sprawił by jej serce ponownie zadrżało, żaden nie zapalił w niej tej dziwnej iskry, żaden nie był w stanie zatrzymać jej na dłużej, żaden nie dawał jej tyle co Ślizgon. Wciąż nie rozumiała jak to się mogło stać, jak mogło jej brakować obecności jednego chłopaka, wśród tak wielu innych, których zawsze miał naokoło siebie. Nie rozumiała swoich uczuć wobec Blaisa, gdy był blisko zdawała się go nie dostrzegać, brała za coś pewnego w swoim życiu, a on? Udowodnił jak bardzo się myliła.
Cały czas próbowała zagłuszyć te pustkę, która katowała ją za każdym razem, gdy mijała ich na szkolnym korytarzu, spotykała w pokoju wspólnym czy słyszała koleje rozmowy dotyczące ich związku. Dławiła się tym wszystkim, brakowało jej jego obecności, długich rozmów o wszystkim i niczym, nawet kłótni, zwłaszcza tych dziecinnych, które rozkładały jej powagę na czynniki pierwsze. Nie mogła normlanie funkcjonować, jakby dusiła się, a pustka zamiast z czasem się wypełniać, tylko pogłębiała się jeszcze bardziej. Daniel nie był już "jej", bolała ją ta świadomość. Praktycznie każdego dnia rozrywała ją na coraz mniejsze kawałki, chociaż miała cholerną świadomość, że to uczucie nigdy nie minie, nie żałowała ani jedno dnia.
Stała teraz z wielkim kufrem w dłoni przed ciemnymi, drewnianymi drzwiami zastanawiając się czy jednak nie uciec. Zimny wiatr smagał jej i tak już czerwone policzki, zadygotała. Misternie uknuty plan wraz z panienką Vane, którego celem było jej spotkanie z Danielem miał teraz legnąć w gruzach, bo ona się bała? Alecto Carrow czuła strach? Skarciła się w duchy za to, nabrała zimnego powietrza w płuca, po czym zapukała trzy razy kołatką.
Zobacz profil autora
Daniel Blais
avatar

PisanieTemat: Re: Cholerne francuskie wino!   Czw 17 Maj 2018, 11:25

Ten dzień zamierzał spędzić w łóżku. Wpatrywał się w sufit już od dobrej godziny, słuchając wprawiającej go w jeszcze podlejszy nastrój muzyki z płyty, którą wygrzebał z obszernej kolekcji babci. Był zupełnie sam i tak właśnie zamierzał wkroczyć w nowy rok - samotnie. Ojciec mimo zapewnień, że spędzi z rodziną więcej czasu wrócił do Londynu zaraz po świętach, bo jak zwykle coś mu wypadło. Matka wybrała się na przyjęcie, które współorganizowała z przyjaciółkami ze szkolnych lat w Beauxbatons, dziadkowie natomiast byli zaproszeni na bal, który miał odbyć się w Paryżu. Zarówno babcia, jak i dziadek próbowali nakłonić go żeby wybrał się tam z nimi, ale on odmawiał uparcie, wykręcając się coraz to wymyślniejszymi wymówkami. W końcu odpuścili, a on miał święty spokój.
Pierwszy dzień świąt, podczas którego odwiedzili rodzinę Greengrass był dniem niefortunnym. Rodzice Amy poruszyli temat zaręczyn, zachęceni ich pięciomiesięczym związkiem, a kilka godzin później dziewczyna wyznała mu, że nie ma zamiaru wychodzić za niego za mąż. Nie był tym faktem zrozpaczony, ale Boże Narodzenie wydało mu się nagle o wiele mniej radosnym świętem, toteż cieszył się, że następnego dnia byli już w Prowansji, z wizją spędzenia tam całego tygodnia. Był zaskoczony, po raz pierwszy w życiu to nie on zakończył związek, Amy zrobiła to zanim na dobre się odezwał, choć w wielu kwestiach się z nią zgadzał. Było im ze sobą dobrze, ale żadne z nich nie pragnęło zaręczyn, w każdym razie nie tak szybko.
Jego spokojne przemyślenia przerwało pukanie do drzwi, które o mały włos pozostało nieusłyszane przez głośną muzykę grającą w pokoju. Machnął różdżką, ściszając tym samym gramofon.
- Paniczu Blais? Jakaś panienka podaje się z pańskiego gościa. Angielka. Co mam jej powiedzieć? - głos lokaja dobiegł go zza drzwi.
Przetarł dłonią twarz, podnosząc się do pozycji siedzącej. Angielka? Czyżby Amy zmieniła zdanie? Jeśli tak, to jak powinien na to zareagować? Wyszedł z pokoju, uśmiechając się lekko do służącego. Poczciwy Ignace służył w tym domu odkąd tylko pamiętał. Był charłakiem i jedynym "ludzkim" służącym, całą resztę służby stanowiły domowe skrzaty.  
- Nic, sam tam pójdę. Dziękuję.
Niespiesznie zszedł po schodach, choć ciekawość pchała go do przodu tak bardzo, że miał ochotę biec. W końcu wszedł do salonu, do którego zaprowadzono gościa i nonszalancko zatrzymał się w drzwiach, opierając się futrynę drzwi. Spodziewał się zobaczyć swoją byłą, stąd też ta wyluzowana poza. Jednak zamiast czarnych loków zobaczył złote kosmyki, a widok ten zaparł mu dech w piersiach.
- Alecto?! Co ty tutaj robisz? - powiedział z zaskoczeniem, z wrażenia nie przerzucając się na angielski. Zaraz też dotarło do niego, że nie zabrzmiało to najsympatyczniej na świecie. Wyprostował się, zdając sobie nagle sprawę z tego jak wygląda - włosy, które od wczorajszego prysznica nie widziały grzebienia i nawet nowa fryzura nie ratowała ich stanu, twarz pokryta kilkudniowym zarostem, który, choć nie był jeszcze bardzo gęsty, odznaczał się na twarzy z powodu ciemnego koloru włosków. Ubranie też było, jak na Blaisa, nietypowe, miał na sobie jeansy i przylegający do ciała pognieciony czarny t-shirt. Od kilku dni miał w głębokim poważaniu swoją prezencję, a wygodne ciuchy wygrały z koszulami, które zawsze były nieodłącznym elementem jego ubioru.  Teraz zrobiło mu się wstyd. Od dawna nie rozmawiał z Al, przez jego związek z Amy, której obecności Carrow nie potrafiła znieść ich relacja znacznie się pogorszyła i właściwie przestali się widywać. Nie chciał by widziała go w takim stanie.
Kufer, który przytaszczyła ze sobą świadczył o tym, że we Francji zamierzała zostać na dłużej. Podszedł do niej i na powitanie ucałował ją w policzek, czując przyjemne ciepło kiedy w jego zmysły uderzył znajomy zapach jej perfum.
- Pozwól - powiedział, chwytając czarny materiał płaszcza, który zsunął z jej ramion, ukazując sukienkę. Nie spodziewał się widoku jaki ukazał się jego oczom. Przez chwilę chłonął wzrokiem bladą skórę jej pleców, przesuwając wzrokiem wzdłuż kręgosłupa, zapamiętując układ niezwykle jasnych pieprzyków. Bezczelnie korzystał z tego, że znajduje się za nią. W końcu jednak otrząsnął się z zachwytu jaki w nim wywołała, zmusił się do oderwania od niej spojrzenia i usiadł obok niej.
- Coś się stało? Potrzebujesz pomocy? - pomyślał, że może pokłóciła się z rodziną i nie ma gdzie się podziać albo zabłądziła podczas podróży po Francji.
Domowy skrzat rozpalił ogień w kominku i ciepły blask oświetlił ich twarze.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Cholerne francuskie wino!   Czw 17 Maj 2018, 20:41

Kolejne sekundy mijały, a wraz z nimi rósł w niej niepokój. Wątpliwości, które wcześniej zepchnęła w odmęty swojego umysłu powoli się wydostawały, zatruwając jej myśli. Powoli, stopniowo ogarniała ją panika, zacisnęła mocniej dłoń na uchwycie swojego kufra, by przypadkiem nie uciec, słyszała kroki dobiegające zza drzwi, kiedy się otworzyły ukazując lokaja w podeszłym wieku wypuściła z ust powietrze, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że przez ten cały czas wstrzymywała oddech. Uczucie radości wymieszane ze smutkiem zalało jej serce, miała cichą nadzieję w drewnianej ramie ujrzeć Daniela, choć z drugiej strony spotkanie z nim napawało ją obawą.
-Dzień doby- przywitała się, zupełnie tak jak uczył ją Blais, mimo iż angielski akcent blondynki był naprawdę wyraźny. Język francuski, choć znany panience Carrow, nie był jej konikiem, potrafiła powiedzieć kilka słów, łamiąc przy tym język, a do ideału było jej bardzo daleko - Stukam.. – zaczęła, jednak widząc zdziwioną twarz mężczyzny, zaklęła cicho pod nosem –Szukam Daniela Blaisa – poprawiła swoją wcześniejszą pomyłkę, jednak pół roku nauki pozostawiło swój ślad i nie poszło tak wcale na marne. Lokaj gestem ręki zaprosił ją do środka, po czym zaprowadził do sporych rozmiarów salonu, gdzie kazał spocząć i poczekać na chłopaka. Ciepło pomieszczenia przynosiło ulgę, drzewo przyjemnie trzaskało w kominku, a dobiegająca z oddali muzyka nadawała mu przytulnego wydźwięku, jednak Alecto nawet w tak przytulnym miejscu nie potrafiła ukoić swoich nerwów i rozkołatanego serca. Nie wiedziała, jak Ślizgon zareaguje na jej przybycie, którego wcześniej nie raczyła zapowiedzieć. Kierowana głupim sercem nawet przez chwilę nie zastanowiła się nad tym, czy on chce ją widzieć, czy nie ma planów z Greengrass lub czy właściwie go tu zastanie? Dopiero teraz do świadomości blondynki dotarło jak pochopnie i nierozważnie postąpiła, lecz nie mogła dłużej wytrzymać sytuacji w jakiej się znaleźli.
Słysząc swoje imię odwróciła głowę w stronę z której dobiegał, tak dobrze znany jej głos, poczuła jak serce przyspiesza swoje bicie, jakby za chwilę miało rozsadzić jej klatkę i wylądować w jego dłoniach, nie zdziwiłaby się, gdyby brunet również je usłyszał. Nie była w stanie wydusić z siebie chociażby jednego słowa, zamiast tego uśmiechnęła się delikatnie. Wpatrując się w niego, potrzebowała kilka sekund, aby rozpoznać swojego Daniela, luźny styl, trochę niechlujny, kilkudniowy zarost oraz krótkie włosy z twarzą pozbawioną grzywki sprawiały, że brunet wyglądał na starszego, a jednoczenie wiele więcej zyskiwała na tym jego uroda, zapewne nie tylko w oczach Ślizgonki. Uważnie zmierzyła go wzrokiem, uwadze dziewczyny nie uszedł fakt jak szybko jego postawa zmieniała się, gdy zdał sobie sprawę kim jest gość, który zawitał do posiadłości jego dziadków. Uśmiech, który chwilę temu ozdabiał jej usta przygasł, a ona sama poczuła się dziwnie niechciana. Nie oczekiwała od chłopaka, że będzie on skakał ze szczęścia, lecz spodziewała się nieco cieplejszego powitania.
Ich stosunki bardzo się zmieniły od chwili, gdy Blais związał się z Amy, kierowana niechęcią do dziewczyny Alecto usunęła się z jego życia, zazdrość, którą czuła przebywając w ich towarzystwie trawiła jej serce, dlatego dla własnego dobra oraz szczęścia przyjaciela postanowiła się wycofać, jednak miała tego dość. Brak jego obecności, długich rozmów, chwil spędzanych razem, to wszystko ją przytłaczało, wprowadzając w jak dotąd szczęśliwe życie Carrow pustkę. Niewielkie pokłady pewności siebie jakie w sobie posiadała, dające jej nadzieję, że przyjazd do Daniela to dobry pomysł teraz uleciały z niej pozostając jedynie wspomnieniem.
Pozwoliła, aby pozbawił ją wierzchniego odzienia, nie odzywając się zajęła miejsce na kanapie, potrzebowała czasu by zebrać myśli, jego podejście zbiło ją nieco z pantałyku. Nie zamierzała się jednak poddać tak łatwo, jedną z jej wad był upór, przez który często wpadała w tarapaty, teraz jednak był cechą jakiej potrzebowała. Formalne powitanie jedynie podkopały jej, już i tak mniej optymistyczny nastrój, mimo wszystko odpowiedziała mu, uśmiechając się przy tym nieco sztucznie.
-Nie, nie potrzebuję pomocy – odpowiedziała, wygładzając dłońmi sukienkę, która podjechała nieco wyżej, gdy ta usiadła. Unikała jego wzroku, wiedziała, że gdy spojrzy w te zielone tęczówki nie będzie w stanie powiedzieć mu tego co zamierzała, zamiast tego skierowała swoje spojrzenie na palący się w kominku ogień, biła się z myślami, czy powinna to robić. Przeprowadziła z Jasmine kilka jeżeli nie kilkanaście rozmów na ten temat i była pewna, że jeżeli tego nie zrobi, Vane ją zabije. Wzięła głęboki oddech. –Nie możesz być z Amy, ona…. – zaczęła wracając do niego wzrokiem, a gdy ich oczy spotkały się, dopiero to zauważyła. Zielone tęczówki, w których widziała ten blask, jakby przygasły –Danielu, czy coś się stało? – zapytała przybierając spokojny ton, po czym ujęła jego dłonie w swoje.
Zobacz profil autora
Daniel Blais
avatar

PisanieTemat: Re: Cholerne francuskie wino!   Czw 17 Maj 2018, 22:45

Emocje, jakie nim targnęły wzbudziły w niej pewien dyskomfort, ale zupełnie ogłupiały Daniel zauważył to dopiero po chwili, kiedy właściwie było już za późno na zręczne przeprosiny za idiotyczne zachowanie. Złapały go wyrzuty sumienia, nie powinien był zareagować w tak chłodny sposób, ale zupełnie nie panował wtedy nad sobą. Właściwie zrozumiał swój błąd dopiero w chwili kiedy uśmiechnęła się do niego, mimo że jej oczy pozostały niewzruszone. Za dobrze ją znał by uwierzyć w taką sztuczkę.
Nie potrzebowała pomocy? Czyli się mylił. W takim razie musiała mieć do niego ważną sprawę, skoro pojawiła się tutaj bez żadnej zapowiedzi, mimo że świąteczne ferie miały trwać jeszcze tylko tydzień. Czy miał jej za złe, że go nie uprzedziła? Absolutnie nie. Początkowy szok spowodowany jej obecnością powoli go opuszczał, a tęsknota, którą gasił w sobie od miesięcy powróciła z pełną mocą i poczuł się tak, jakby na jej zaspokojenie potrzebował co najmniej kilka dni jej nieustannego towarzystwa. Kiedy ją obserwował, powróciło do niego wspomnienie z września, kiedy to zobaczył ją po dwumiesięcznej przerwie - znacznie wypiękniała, choć dla niego była idealna już wcześniej. Potrafiła podkreślić swoją urodę w taki sposób, że zapierało mu dech w piersiach. Nie chciał traktować jej przedmiotowo, ale wyglądała dziś tak pięknie, że niemalże ślinił się na jej widok. Mógł spokojnie jej się przyglądać, gdyż unikała jego wzroku, wyraźnie chciała mu o czymś powiedzieć. W końcu przerwała ciszę, jaka między nimi zapanowała, a on zmarszczył tylko brwi, zastanawiając się co siedziało w jej głowie. "Nie możesz być z Amy"? Pal licho, że już z nią nie był, dziewczyna i tak jeszcze o tym nie wiedziała, był niemalże pewny, że nie miała możliwości się o tym dowiedzieć. Dlaczego więc miałaby mówić coś takiego? Czyżby była zazdrosna?
Poczuł, że jego serce znacznie przyspieszyło, a kiedy w końcu ich spojrzenia się spotkały, poczuł, że nie musiał nawet wiele mówić - zrozumiała go od razu. Merlinie, jak on tym tęsknił. Jak tęsknił za nią.
Jej dotyk był delikatny, a jednocześnie zdecydowany, niezwykle ciepły. Gdyby nawet chciał skłamać, nie umiałby tego teraz zrobić. Nie w stosunku do niej, nie kiedy patrzyła na niego oczyma przepełnionymi szczerym zmartwieniem.
- Bywało lepiej - odrzekł gorzko, siląc się na uniesienie jednego kącika ust w swoim standardowym ironicznym półuśmiechu. Ścisnął jej dłoń, po czym odwrócił twarz w stronę drzwi.
- Ignace! Przynieś, butelkę półwytrawnego Laurier-rose, rocznik '63. I dwa kieliszki. - przeniósł wzrok z powrotem na Alecto. - Napijesz się ze mną? Nie chcę rozmawiać o suchym pysku.
Nie zdążył powiedzieć wiele więcej, służący bowiem wszedł do salonu z butelką różowego wina i odpowiednim do niego szkłem. Z zachowaniem wszelkich formalności odkorkował alkohol, po czym podał Danielowi kieliszek, by ten spróbował. Dopiero kiedy skinął głową na znak aprobaty, ten zostawił ich samych.
- No dobrze. - zaczął, jednocześnie nalewając wina do drugiego kieliszka. - najpierw Ty powiesz mi to, co próbowałaś przed chwilą. - podał jej kieliszek, patrząc w jej oczy. Ton jego głosu wskazywał na to, że nie przyjmie najmniejszego sprzeciwu. - a potem ja opowiem Ci co wydarzyło się w święta. Dobrze?
Zapytał, choć tak naprawdę wszystko zostało już postanowione. Zaciągnął się delikatnym aromatem wina i wziął mały łyczek, delektując się jego smakiem. Zaraz potem upił kolejnych kilka łyczków - więcej niźli nakazywałyby zasady savoir vivre'u, ale mniej niż potrzebował żeby nieco się rozluźnić.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Cholerne francuskie wino!   Nie 20 Maj 2018, 14:38

Można uzależnić się od obecności drugiej osoby, nie da się dokładnie uchwycić tego momentu, czasu kiedy zaciera się ta niewyczuwalna granica tak ulotnych, niestabilnych uczuć. Możesz obudzić się i powitać ranek z myślą, że coś się zmieniło, wstać z nieopisanym uczuciem w sercu, którego nie zdiagnozuje nawet najlepszy uzdrowiciel. Jedyne czego możesz być pewna, to przeświadczenie, że kiedy już ten moment nadejdzie, nie da się od niego uwolnić. Uczucie niegdyś tak ulotne i błahe przeradzają się w nieujarzmioną burzę, której nie jest w stanie powstrzymać żadna siła. Można kląć, lamentować, błagać i krzyczeć, ale to co raz zapłonęło w sercu, nie zgaśnie w pełni już nigdy. Wspomnienia wciąż pozostaną, okryte puchem uczuć, który wystawiony na próbę bezwzględnego czasu może słabnąć, ale nigdy nie zniknie na zawsze. Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć, nie można nad tym zapanować. Najpierw uzależniamy się od widoku tej osoby, potem od głosu, następnie od dotyku, aż dochodzimy do takiego momentu kiedy nie wyobrażamy sobie bez niej życia. Przypadkowa znajomość z czasem zaczyna przeradzać się w zażyłość, bez której nasze życie staje się niekompletne. Jest jak parasol w deszczowe dni, jak kominek w zimowe wieczory, jak tlen gdy znajdujemy się pod wodą. Jest nieraz zbyt oczywista by ją docenić. Budzimy się i zasypiamy mając przed sobą jego twarz. Jego głos staje się ulubionym dźwiękiem, a jego dotyk największym ukojeniem. Jego obecność jest warta wszystkich bogactw tego świata, chociaż nie zawsze potrafimy to okazać. Takie połączenie jest cudem, czego wszechświat czasem nie rozumie. Czasem los rzuca nam pod nogi kłody, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Czasem trzeba się rozstać, choć są to pożegnania, na które nigdy nikt nie jest gotowy. Czasem nie można być obok.
Czas pozbawiony obecności Daniela, który on poświęcał Amy, nie był dla niej najlepszy. Codziennie wstawała i kładła się spać z przeświadczenie, że czegoś, a właściwie kogoś jej brakuje. Dzień w dzień musiała odgrywać swoją rolę, robiąc dobrą minę do złej gry. Gdy zobaczyła ich razem po raz pierwszy nie mogła wyjść z szoku i zrozumieć jak to możliwe, że ta dwójka została parą. Panienka Greengrass była całkowitym przeciwieństwem blondynki, właściwie Alecto często odnosiła wrażenie, iż jest ona jej gorszą wersją, tylko co takiego widział w niej Daniel? Nie mogła pojąć ani racjonalnie wytłumaczyć jego decyzji, Ślizgon doskonale zdawał sobie sprawę z niechęci jaką darzyły się obie dziewczyny.
Decydując się na przyjazd tutaj kierowała się jedynie intuicją, dziwnym, niewytłumaczalnym przeczuciem, że on tu jest i tak samo jak ona, teraz czeka na niego i to spotkanie. Gdy go zobaczyła coś dziwnego ścisnęło ją w klatce piersiowej, zupełnie jakby nie widziała go od kilku długich lat, choć przecież minął zaledwie tydzień od pożegnalnej uczty w Wielkiej Sali. Jednak jego chłodne przyjęcie zaskoczyło blondynkę, jedocześnie wprawiając ją w nieco podlejszy nastrój. Być może nie panował nad swoją reakcją, prawdopodobnie spodziewał się tu Amy, a nie jej. W dodatku ich ochłodzone relacje, które przez te kilka miesięcy ograniczały się do krótkich, często nieznaczących nic rozmów sprawiły, iż zapomniał o uczuciach jakimi ją darzy, będąc w pełni zaabsorbowany brunetką. W przeciwieństwie do niego Alecto walczyła z napadami zazdrości, uchodząc za przykładną przyjaciółkę.
W okresie przerwy świątecznej, kiedy to miała dużo więcej czasu by myśleć o ich sytuacji niż to było w roku szkolny, kiedy zajęcia, egzaminy oraz przyjaciele skutecznie odganiały uporczywe myśli dotyczące Blaisa, nie mogła dużej zwlekać, musiała działać, wiedząc iż kolejnej szansy nie dostanie. Znał ją na tyle, by przejrzeć na wylot, wiedziała, że nie nabierze się na ten sztuczny uśmiech, nie tym razem, jednak musiała podjąć tę próbę, nie chciała od razu odkryć przed nim powodu swojego przybycia. W zamiarze miała mu wyznać wszystko, oświadczyć jak jest dla niej ważny, znaczy dla niej więcej niż prawdopodobnie sam myśli, nie jest jedynie przyjacielem. Chciała opowiedzieć chłopakowi co czuje, za każdym razem gdy widzi go z Greengrass, jak serce blondynki ogarnęła ogromna pustka, gdy zabrakło go w jej życiu, ile emocji budził w niej jego obecność i choć bardzo się przed nimi broniła, dłużej tak nie potrafiła.
Mimo niepewności rodzących się w jej wnętrzu chciała wyglądać pięknie w jego oczach, nawet jeżeli wisiała nad nią wizja spotkania z Amy i choć ona również należała do jednych z najładniejszych Ślizgonek, geny Alecto okazały się łaskawsze z wiekiem dodając jej urody oraz seksapilu. Panienka Carrow nauczyła się to dodatkowo podkreślać, osiągając tym zamierzony efekt, którym było spojrzenie Daniela, wtedy w pociągu, kiedy zdawał się widzieć ją po raz pierwszy, tak również teraz. Czuła na sobie jego pożądający wzrok, który wywołał dreszcze na ciele dziewczyny.
Musiała przerwać tę ciszę, w której powietrze z każdą sekundą robiło się jakby gęściejsze od napięcia, które pojawiło się między tą dwójką. Zmarszczył brwi, wiedziała, że powiedzenie tego nie będzie proste, lecz miała nadzieję, iż chłopak dostrzeże te wszystkie sygnały, które jasno mówiły „jestem zazdrosna”. Widząc jego przygaszone oczy pozbawione danielowego blasku, zmartwiła się. Znała go jak nikt inny, może poza Jasmine i od razu potrafiła rozpoznać kiedy coś go trapi, a teraz? Wydawał się taki zgaszony, nikły uśmiech mający na celu zamaskować podły humor na nic się zdał.
Nie rozumiała co mówi do lokaja, w chwili gdy ten przyniósł wino oraz dwa kieliszki wszystko stało się jasne. Spojrzała pytająco na Daniela, do tej pory nie piła nic, co zawierało więcej niż 2%, ale przytaknęła słysząc jego pytanie przytaknęła, nie mówiąc ani jednego słowa. Dopiero, kiedy mężczyzna opuścił pomieszczenia, zostawiając ich samych poczuła się nieco pewniej. Założyła nogę na nogę odbierając od Blaisa lampkę do połowy wypełnioną różową cieczą. Upiła niewielki łyk zaskoczona przyjemnym, lekko cierpkim lecz słodkim smakiem –Jest pyszne – przyznała delikatnie się uśmiechając.
Wzięła głęboki wdech, kiedy ten zasugerował by ona zaczęła, zmuszając ją tym samym do tego, aby wyznała powód swojego przybycia. Uciekła wzrokiem w stronę kominka dając sobie chwilę, musiała ubrać w słowa wszystko, co czuła, a co teraz wydawało się niewykonalne. W jego obecności, kiedy uczucia tłumiona tyle czasu ponownie zalały jej serce, walczyła sama ze sobą, aby nie rzucić się w jego ramiona, całować usta i szeptać prosto w nie, jak bardzo go kocha. Tak kocha go! Czując się nieco pewniej wróciła wzrokiem do bruneta, czekał cierpliwie niczego nie wymagając i nie przyspieszając, za co była wdzięczna.
- Nie możesz być z Amy, ponieważ ona zwyczajnie na ciebie nie zasługuje. Jest zupełnie inna niż udaje w twojej obecności. W dodatku mam poczucie, że odkąd pojawiła się w twoim życiu zapomniałeś o naszej przyjaźni – przyznała zgodnie z prawdą, nie będąc gotową by wyznać mu swoje uczucia, to nie był odpowiedni moment – Nie jestem zazdrosna o wasz związek… – oznajmiła starając się zabrzmieć jak najszczerzej, wpatrując się prosto w jego zielone tęczówki, była dobrym kłamcą –..cieszę się twoim szczęściem, waszym szczęściem, jednak nie sądziłam, że wiążąc się z kimś nasze relacje tak bardzo ulegną zmianie. Czuje jakbym cię traciła i nie wiem co mogłabym zrobić by to zmienić – wyznała, mówiąc zaledwie pół prawdy, przez cały ten czas trzymała jego dłonią, kciukiem kręcąc małe kółeczka na wierzchniej stronie. Serce w jej piersi biło jak oszalałe, lecz twarz była spokojna niczym jezioro podczas bezwietrznego, najcieplejszego i najpiękniejszego dnia lata. Upiła kolejny łyk wina, które z każdym następnym smakowało coraz lepiej, w dodatku działając kojąco na zszargane nerwy – A więc co ty chciałbyś mi powiedzieć? – zapytała.
Zobacz profil autora
Daniel Blais
avatar

PisanieTemat: Re: Cholerne francuskie wino!   Yesterday at 00:54

Nie zdawał sobie sprawy z tego jak słabą ma głowę. Właściwie mimo że przyjaźnili się ze sobą, nigdy nie wyciągał ją na wspólne picie alkoholu, może poza kremowym piwem, które niemal wcale nie zawierało alkoholu. Była dziewczyną, która nie dość, że była od niego o dwa lata młodsza, pochodziła z wyższych sfer i zwyczajnie nie wypadało jej upijać. Teraz także nie było to jego zamiarem, kiedy podawał jej kieliszek wypełniony różową cieczą jego intencje były jak najbardziej czyste. Sam, mimo że przecież nie był jeszcze pełnoletni, nie raz próbował wina będąc u dziadków, a i pełne alkoholu spotkania ze znajomymi uodporniły go na działanie trunków. Nie protestowała, nie dała mu w żaden sposób znać, że może wino w jej przypadku nie jest najlepszym pomysłem, a na dodatek pochwaliła jego smak, co skwitował lekkim uśmiechem. Wbił w nią spojrzenie, nie chcąc przegapić najmniejszej reakcji na jej twarzy, najdelikatniejszego błysku w oku. Początkowo jego twarz zastygła z uprzejmą, wyrażającą zainteresowanie miną, miał plan kontrolować się do granic możliwości, ale kolejny raz przekonał się, że jakakolwiek strategia w jej towarzystwie zazwyczaj kończy się fiaskiem. Przy niej nie potrafił zachować opanowania, stawał się przezroczysty.
Cieniutka zmarszczka między jego brwiami pojawiła się niemal natychmiast. Próbował rozgryźć co ma na myśli dziewczyna, co tak naprawdę siedzi w jej głowie.
- Kto wobec tego zasługuje? - Odpowiedział niemal natychmiast, wchodząc jej w słowo, mimo że chciał jej przecież wysłuchać. Nie próbował nawet ukryć tego, że nie podobają mu się te słowa. Nawet jeśli nie byli już parą, nie rozstali się w niezgodzie i wciąż czuł się w obowiązku bronić panny Greengrass. - wydaje mi się, że miałem okazję poznać ją lepiej.
Upił kolejne dwa łyczki z kieliszka. Jej słowa na temat przyjaźni, o której rzekomo zapomniał ugodziły prosto w jego uczucia, skrzywił się nieznacznie. Cieszył się, że alkoholem kupił sobie kilka dodatkowych sekund, podczas których mógł zastanowić się co odpowiedzieć. Nie powiedział jednak nic, czując się winnym.
Co miał jej powiedzieć? Przecież nie mógł przyznać się do tego, że w jej obecności czuł się zupełnie inaczej niż przy jakiejkolwiek dziewczynie. Że nie potrafił non stop bronić Amy przed jej atakami, bo skrycie chciał stanąć po stronie Alecto. Zaniedbał ich przyjaźń, bo bał się, że jeśli będzie spędzał z nią tyle czasu ile pragnął, jego związek nie przetrwa nawet miesiąca. Tak było z każdą poprzednią dziewczyną. Westchnął cicho, odstawiając kieliszek na stolik.
- Czyżby? - uniósł delikatnie brew, nie odwracając wzroku od jej tęczówek, wytrzymując jej intensywne spojrzenie. Właściwie nie chciał komentować tego w żaden sposób, to niezgrabne "czyżby" samo wyrwało się z jego ust, przedstawiając to, co miał na myśli. Był to komentarz zarówno na deklarację, że nie jest zazdrosna, jak i na stwierdzenie, że cieszy się szczęściem jego i Amy. Już wcześniej odniósł wrażenie, że blondynka kipi zazdrością, choć nie do końca w to dowierzał. Czyżby zdała sobie sprawę z tego jak to wyglądało i stąd wzięło się jej zapewnienie? I czy w istocie mogła życzyć im szczęścia? W to wątpił najmocniej, bo o ile wiedział, że jemu życzyła jak najlepiej, tak nie potrafił uwierzyć w dobre intencje Alecto względem brunetki.
Zachowywał wobec niej pewien dystans, który sam sobie narzucił i trzymał się go, pomijając fakt, że wciąż trzymała jego dłoń, a jej dotyk był dla niego wyjątkowo przyjemny. Miękł jednak z każdą chwilą, nie potrafił odrzucać jej w nieskończoność. Zaczynał żałować, że był wobec niej taki chłodny. Przyjechała tu, wyrażając większe zaangażowanie w ich relację niż mółby się tego spodziewać, zaryzykowała, że będzie tu jego rodzina, ba, że będzie to Greengrass we własnej osobie. Musiała być przerażona... a jednak przyjechała. Kiedy uświadomił sobie jak bardzo poświęciła się żeby powiedzieć mu to wszystko, ile odwagi musiała w to włożyć, rozczulił się.
- Nie stracisz mnie, Al. - odpowiedział cicho, wolną ręką z braterską czułością zakładając kosmyk blond włosów za jej ucho. Zastanawiał się czy powiedzieć coś jeszcze, a wtedy ona upomniała się o swoją część "umowy". Uśmiechnął się smutno.
- To urocze, że przyjechałaś do mnie ze swoimi zmartwieniami - powiedział jak najbardziej szczerze. Odwórcił wzrok, unikając jej spojrzenia. - ale Amy nie jest już jednym z nich. Zerwała ze mną zaraz po kolacji z jej rodzicami. Albo razem podjęliśmy tę decyzję? Sam już nie wiem.
Sięgnął po kieliszek i przytknął wargi do zimnego szkła, chłonąc zeń różowy płyn. Nie rozumiał swoich odczuć względem zakończenia tego związku. Z jednej strony rozumiał czemu tak się stało i w zupełności zgadzał się z jej decyzją, z drugiej dość boleśnie przypomniał sobie jak smakuje samotność. Wydarzenia z pierwszego dnia świąt ugodziły w jego męską dumę, a perspektywa ferii spędzonych w posiadłości dziadków sprawiła, że nie widział powodu by szybko pogodzić się z obecnym stanem rzeczy i wrócić do normalności. Sięgnął po butelkę i uzupełnił alkohol w ich kieliszkach.
- Jej rodzina zaczęła naciskać na sformalizowanie naszego związku, a ona się spłoszyła. - zacisnął wargi, próbując przełknąć tę gorycz po raz drugi. Od rozmowy z brunetką unikał tematu ich zerwania, nawet matce nie udało się wydobyć z niego infromacji. Teraz w końcu powiedział to na głos i sprawiło mu to niejaki ból. - zaręczyny ze mną nie są najprzyjemniejszą wizją. Najwyraźniej. - wyrwało mu się, choć zaraz tego pożałował.
Za dużo gadasz, Blais.
Zmusił się do sztucznego uśmiechu i wstał, delikatnie wysuwając swoją dłoń z objęć jej palców. Z kieliszkiem w ręku podszedł do stojącego obok kominka gramofonu, wybrał losową płytę z kolekcji babci, a już po chwili salon wypełnił się cichymi dźwiękami francuskich utworów z ubiegłej dekady. Zaśmiał się, słysząc tekst piosenki, choć paradoksalnie poprawiło mu to humor. Powrócił na miejsce obok niej.
- To... za przyjaźń? - uniósł kieliszek, i patrząc w jej oczy, upił z niego łyka. Kiedy i ona upiła łyka w odpowiedzi na jego toast, zapytał - Chyba zostaniesz dziś ze mną? Nalegam.
Co by nie powiedziała, i tak nie zamierzał wypuścić jej na zewnątrz po zmierzchu.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Cholerne francuskie wino!   

 

Cholerne francuskie wino!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Strefa Gracza
 :: 
Dodatki do postaci
 :: Myślodsiewnia
-