IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pluć i łapać

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Pluć i łapać   Pią 11 Maj 2018, 22:06

Opis wspomnienia

Zdarza się tak czasem, nie częściej niż raz na sto lat, że spotkają się takie dwie dusze, całkiem bez sensu. On jakiś patykowaty, ledwo od ziemi odrośnięty, a już w niebo pikuje, i ona też, jakaś całkiem byle jaka, włosy w nieładzie, kolana podrapane, gdzie ona księcia znajdzie, jak za kocmołucha przebrana? No więc kiedy takie dwa byty się spotkają, wszystko się wydarzyć może: deszcz wiśniowych pestek, latające ślizgony, to i wiele więcej dziwów, o których się filozofom nie śniło.
Osoby:
Castiel Horn, Nessy Temple
Czas:
V klasa Maj
Miejsce:
rozłożyste drzewo nad brzegiem jeziora
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Pią 11 Maj 2018, 22:22

Co się stało z pochmurną i deszczową Szkocją? Gdzie te słynne mgły, majowe opady śniegu z deszczem albo gradu przemieszanego z okazjonalnym opadem ropuch? Pogoda jakby odwdzięczając się, za zimę, która trzymała hogwardzką aurę, w swych mroźnych szponach aż do końca kwietnia, właśnie postanowiła pojechać na długo wyczekiwany przez wszystkich urlop. Korzystając z pięknej pogody, podkradzionych z kuchni czereśni i napotkanego po drodze niby przypadkiem Horna, Temple wierzyła, że może się to okazać całkiem przyjemny dzień. Uciekając z tak nieistotnych zajęć jak historia magii, prawdopodobieństwo, że stary duch zauważy ich brak, było porównywalne do tego że rodzice Agnes zaakceptują jej marzenie bycia dziennikarzem.
Dumni, niczym młodzi bogowie, jak współcześni Prometeusze wykradający ogień, wyszli ze szkoły znacząc swój szlak pestkami. Niczym prawdziwi buntownicy, na bakier z prawem i mający sobie za nic wszystkie konsekwencje swoich czynów, kierują swoje kroki w stronę wielkiego drzewa, rosnącego nieopodal brzegu jeziora. Mimo że wiosna przyszła stosunkowo niedawno, wszystkie gałęzie pokryły się już zielonymi liśćmi dając naszym bohaterem, zacienione schronienie, gdzie bezpieczni od palącego słońca i wzroku nauczycieli mogli cieszyć się swoim zwycięstwem.
- Mówiłam, że nas nie przyłapią. – Rzuca z lekkością podnosząc nogę i opierając ją o nierówną korę drzewa, prawą ręką wyciągając w kierunku niższych gałęzi. Kiedy czuje, że kawałek drewna ją utrzyma, z lekką obawą podciąga się ku górze i już po chwili siedzi sobie wygodnie na gałęzi, plując w stronę Ślizgona lekko zaślinionymi czereśniowymi nasionkami. Ani przez chwile nie przejmowała się tym, jakie widoki dostarczała Ślizgonowi, wspinanie się na drzewa w spódniczkach, nigdy nie jest mądrym wyborem.
- Szybciej Cas, bo cię Smoczyca przyuważy i cały misterny plan legnie w gruzach. – Śmieje się w jego stronę, głośno komentując, że gałąź za którą się łapie jest za słaba i na pewno się pod jego ciężką dupą złamie.


Ostatnio zmieniony przez Nessy Temple dnia Pią 11 Maj 2018, 22:49, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Pią 11 Maj 2018, 22:41

Miło jest szwendać się bezszelestnie po błoniach, niezrażon więcej odgłosem trzeszczącego pod stopami śniegu. Cichsze poruszanie się gwarantowało większą ilość błogiego spokoju, gdy pojawiała się potrzeba niezauważalnego przemknięcia tuż przed nosem kadry pedagogicznej.
Pestka za pestką, nie trudzili się odnajdywaniem kosza na śmieci. Nie po to tu są, by sprzątać. Bałaganiarze mają w zwyczaju tworzyć nieartystyczny nieład, nieporządek, być źródłem chaosu. Chłopaczyna wyrzucił przez ramię czerwoną pestkę, rozgryzając w ustach kwaśną wiśnię. Wlókł kończynami za Ness, przypatrując się w milczeniu jej odsłoniętym łydkom. Dwa razy próbował trafić w nie pestką, acz nieudolnie.
- "Z tobą Castielu nigdy nas nie złapią", chciałaś rzec. - poprawił ją dziwnym głosem, nękanym przez nastoletnią mutację. Historii magii nie poświęcił ani jednej myśli. Spontaniczna decyzja popchnęła go ku wpakowaniu się w towarzystwo krukońskiej pannicy o kształtnych łydkach. Lepsze to niż kolejna drzemka na szkolnej ławie. Ileż wszak godzin można chodzić z odciskiem na policzku.
Jak na siebie samego, cierpliwie czekał aż pupa Nessie znajdzie się na gałęzi. Nie ukrywał się z podglądaniem jej, wszak sama świeciła mu przed oczami majtkami. Nie skomentował tego w żaden sposób, mając wciąż oblicze bez wyrazu. Nudził się, a to znaczyło, że humoru mu brakowało. Gdzie adrenalina? Gdzie szaleństwo i piękne widoki? Pocieszy się chociaż tym ostatnim.
Spuścił spojrzenie na swój brzuch, bowiem tam dostał pestką.
- Nie dziel się ze mną swoimi drobnoustrojami. - zmrużył powieki i począł wspinaczkę na drzewo. Nie sprawiło mu to kłopotu. Wysokość to mogłoby być jego drugie imię. Usadowił się prostopadle do dziewczyny. Zmierzył ją pochmurnym wzrokiem. Nachylił się lekko w jej stronę i wyjął z jej dłoni wisienkę, perfidnie wrzucając ją do swych własnych ust.
- Nie zdrabniaj mojego imienia, panno Zielone Majtki w Groszki. - kącik ust zadrgał. Przylgnął plecami do pnia i złapał wdech, napawając się aromatami liści, kory i wiśni. Wypluł pestkę z ust do swojej dłoni. Wrzucił swoje własne drobnoustroje prosto do szkolnego jeziorka. Niech kałamarnica/ośmiornica/siostra Smoczycy też ma coś od życia.
- Chcesz powiedzieć, że patrzyłaś na mój tyłek, skoro oceniasz go ciężkim? - zapytał zaczepnie, spoglądając na dziewuchę kątem czarnego wręcz oka.
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Pią 11 Maj 2018, 23:09

Spoglądając z góry na wdrapującego się Ślizgona, tylko przekręca zielonymi ślepiami, gdyby nie bała się, że zaraz zleci z tego niezbyt pewnego siedziska, zaczęłaby pewnie parodiować jego wyniosłe zachowanie, głos pana, który zjadł wszystkie rozumy i o życiu wiedział więcej niż nie jeden nauczyciel. Może i by w to uwierzyła, gdyby jego głos łamiący się nienaturalnie, nie zdradzał, mleka pod jego nosem i braku włosów na klacie, i nie tylko. Znudzona czekaniem celuje pestkami w sam środek jego głowy. Pięć punktów za trafienie w to coś co w lepszych czasach, można było nazwać przedziałkiem, na środku jego głowy, dziesięć za nos, a piętnaście jeśli powie, że mam przestać zarażać go swoimi drobnoustrojami albo coś równie pseudointelektualnego.
- No nie wiem. Mam Ci przypomnieć zeszłoroczną nieregulaminową wycieczkę do Hogs, kiedy w ramach kary musieliśmy czyścić stajnie Testrali? Niby wiem jak to działa, ale nadal nie wierze jak coś, czego nie widać mogło robić tak wielkie gówno? Albo jak chcieliśmy szukać kwiatu paproci, ale Smoczyca nas przyłapała na wymykaniu się z zamku? Mam wymieniać dalej? Historie mi się jeszcze nie skończyły. – Spoglądając z góry na kupę wspomnień, które razem stworzyli zastanawiała się jakim cudem. Darli koty od zawsze, ich znajomość nie miała żadnego logicznego sensu, a jednak tu siedzieli, żarli te cholerne czereśnie, wiśnie czy jak im tam i mimowolnie grali w kto dalej plunie.
Nagle z dołu dobiegają wyczekiwane słowa, a w swoim mentalnym notesiku Nessy zapisuje sobie dodatkowe piętnaście punktów.
- Mówił ci już ktoś, że jesteś daltonistą, one są seledynowe, spójrz na moje usta, seledynowe.- Szybko jednak porzuca próbę nauczenia Casa kolorów, każdy w wie, że jest to z góry przegrana walka, prędzej nauczy hipogryfa baletu, niż mężczyznę rozróżniania kolorów. Ponownie przewraca oczami, udając, że wcale nie przejęła się faktem, że ten strąkowłosy wyrostek, gapił się na jej tyłek.
Przez chwilę stara się odsunąć od chłopaka, jak najdalej swój owocowy skarb, jego długie łapy, jednak za każdym razem jakoś do niego docierają. W końcu z miną, masz i chwal przed światem wielkość i dobroć mojego serca, podaje je w jego stronę. Sama i tak wszystkich nie zje, może się więc podzielić.
- Nie ja, ale słyszałam jak Wanda Whishper z kimś o tym dyskutowały, kto to był? Albo ta jej polska koleżanka, a może ktoś inny? Nie pamiętam, one wszystkie mi się mylą.- Ile w tych słowach było prawdy? Nie wiadomo, od pierwszego roku w szkole, Nessy upatrzyła sobie tę Krukonkę, jako jedną z ulubionych bohaterek jej opowieści.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Pią 11 Maj 2018, 23:41

Nie zdobył się nawet na odrobinę irytacji. Docinki odbiły się od grubej skóry i nie zostawiły po sobie śladu. Westchnął przeciągle, puszczając kończyny luźno po obu bokach pnia. Jedną rękę wsunął między potylicę i pień, oddając się w pełni wyluzowaniu. Uśmiechnął się do wspomnień i adrenaliny zagrzewającej krew w żyłach. Nic nie poprawiało dnia jak ucieczka przed Smoczycą bądź woźnym. Od razu człowiekowi robi się jakoś rzeźko.
- To błędy systemu. Hogsmade to wina tego pryszczatego ziomka od Lwów. Miał dać nam alibi a przestraszył się woźnego. Smoczyca zmieniła tamtego dnia plany i zaskoczyła zjawiając się dosłownie znikąd. - dopowiedział.
- Plany mamy dobre, ładnie opracowane i prześwietlone. To złośliwość koliguje nam z osiągnięciem sukcesów. Jednak spokojna twoja rozczochrana, według moich statystyk porażki mamy w mniejszości. - puścił do niej oczko, nie przejmując się żadnymi karami. Odbębni, poudaje grzecznego chłopca i wróci do starego nawyku. Tak było zawsze i tak też będzie w przyszłości.
Jego wzrok padł na żuczka zaplątanego we włosach dziewczyny. Powinien jej o nim powiedzieć czy lepiej nie demaskować sekretnego zalotnika? Postanowił dać robaczkowi czas, a nuż poderwie rozchochrańca. Oby nie z drzewa.
Włożył do ust dwie czereśnie naraz, słodziutkie, soczyste. Tym razem darował sobie brudzenie rąk pestkami; wypluł je prosto przed siebie. Jedna trafiła w gałąź, druga trzy centymetry od jeziora.
- Zielony to zielony. Przyznaj, że chcesz się przypodobać psorowi od astronomii i dlatego nosisz takie kuse spódniczki. Nie żebym miał coś przeciwko. - uśmiechnął się fałszywie niewinnie. Od jakiegoś czasu do inteligentnej mózgownicy Castiela dotarła nadzwyczajna informacja, mianowicie z wampiroskórej wychudzonej Agnes wyrasta ładna panna. Nie omieszkał sobie popatrzeć. Najbardziej interesowały go jej łydki. To jedna z zalet wiosny - dziewczęce nogi pozbawione dżinsu i rajstop. Żyć, nie umierać.
- Mówisz zatem, że krukońskie dziewice rozwodzą się nad moim tyłkiem? - zapytał czysto retorycznie, z dozą zaintrygowania i tym pół uśmiechem, który ciężko było poprawnie zinterpretować.
- Ja odróżniam tylko ciebie. - puścił oczko do Ness, a mówił śmiertelnie poważnie. Choć kto wie, czy to nie obłuda wkradła się w jego oblicze? Tak czy owak, Castiel nie wydawał się za grosz zaniepokojony domniemanym obgadywaniem na swój temat. Podobało mu się to. Łechtało ego.
- A propo Smoczycy... wiesz, że została zgłoszona do radiowego konkursu na "Najzgrabniejszy nos dziesięciolecia"? Gdybym wiedział kto to zrobił, dałbym mu miesięczny zapas kremówki. Troll stulecia i wiesz co? - przerzucił nogi na jedną stronę gałęzi, tak, by być naprzeciwko Nessy i jej wiśni. Toalety i dormitoria to świetne źródło plotek i choć Castiel nie przejmował się nimi, niektóre tak go bawiły, iż poświęcał im swoją uwagę.
- Ponoć do "Lustra" trafiły jej zdjęcia ze zmodyfikowanym nosem. Jakiś geniusz umieścił na jej zdjęciu nos Hagrida, tego piosenkarza Kenwey'a, a nawet samego ministra. Ciekawe czy puszczą to do uczniów. - przez chwilę się rozmarzył, lecz wrócił do rzeczywistości, dostrzegając dzielną walkę żuczka z zaplątanym puklem włosów Agnes. Brakowało karmelowego popcornu i mógłby to być interesujący seans.
Rzucił czerwoną pestką prosto do jeziora, które zareagowało głośnym "plum".
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Sob 12 Maj 2018, 10:41

- Mhy – mruczy pod nosem, nie słuchając posyłanych w jej stronę wymówek. Nie były interesujące, hello byłam tam, pamiętam jak to wyglądało, a nieszczęsny Gryfon zapamiętał bardzo dokładnie, że się nie kapuje. Powracanie jednak wspomnieniami do tamtego okresu nie jest ciekawe, dużo zabawniejsze jest sprawdzenie ile owoców zmieści się w jej ustach, zanim umrzesz ze śmiechu challenge. Jakiś cichy głosik w głowie Krukonki śmieje się, że kiedyś ten pomysł może być bardzo popularny. Przy czwartym zaczyna się robić trudniej, wcześniejsze trzy zaczynają naciskać na siebie, na zęby, puszczając wszędzie słodko-kwaśny sok, a usta wypełniają się śliną. Jeszcze jedna. Dopinguje się w myślach dziewczę. Po chwili wciskania i uwalenia sobie całych rąk lepkim, klejącym sokiem, Nessy z trudem, udaje się zamykać usta. Przez chwilę skupia się jedynie na tej czynności, powoli i ostrożnie,  przeżuwa tak miąższ czereśni, by równolegle nie połamać sobie zębów o twarde pestki. Kiedy po chwili niepokoju i dwóch zgrzytach, nasiona są rozdzielone, niczym mały karabin maszynowy Krukonka pluje nimi w stronę jeziora, co kończy się cichym plum, plum, plum i banc, ostatnia nie doleciała i skończyła na brzegu.
Z pustymi ustami, spogląda w stronę Ślizgona, który insynuuje, że jest zainteresowana profesorem od astronomii. Fuuu, to znaczy już jakiś czas temu zauważyła, że chłopcy są całkiem interesującym elementem otaczającego krajobrazu. Mieli szerokie ramiona, niskie głosy, potrafili otwierać słoiki i nosić ciężkie rzeczy. Były to umiejętności przydatne i całkiem nieźle sprawdzające się w świecie zwierząt. Problem polegał na tym, że spoglądając na otaczającą ją gromadę tych ssaków, wszyscy wydawali się mizerni, tępi, zainteresowani jedynie tym ile punktów kto zdobył w Quidditchu i kto złapał znicz. Co prawda Ci starsi, zdawali się mieć ten etap zidiocenia już dawno za sobą, ale nauczyciel?  Mimowolnie wykrzywia usta w wyrazie obrzydzenia, po czym mierzy chłopaka ponurym spojrzeniem.
- Jesteś obleśny! On ma pewnie z trzydzieści parę lat, ohyda. Po za tym to nie ja wybierałem te okropne mundurki, tylko śmierdzący Drobs z wieczną dziewicą McGonagall, więc wszystkie skargi i zachwyty kieruj w ich stronę. Tylko uważaj bo jeszcze są gotowi przygotować nową kolekcję „Zakonnica wiosna-lato-jesień-zima” albo dżihad. – Ze zgrozą spogląda na swojego towarzysza. Czyżby Castiel Horn zauważył w końcu różnicę między płciami? Matki pilnujcie swoje córki, córki pilnujcie swoje matki Ślizgon rusza na łowy. Co prawda, jeżeli jego próby podrywu będą tak wyglądać cały czas, to Agnes nie spodziewała się w jego przypadku zbyt wielu udanych akcji.  
Słysząc jego zainteresowanie tematami plotek krukońskich siórst, jedynie przekręca oczami i udaje, że go nie słyszy. Kiedy niby przypadkiem wspomina, że jest jedyną Krukonką, która rozpoznaje, z całych sił stara się nie spoglądać w jego stronę. Wszystkie dźwięki wychodzące z ust Horna powinny przechodzić przez spory mur zdrowego rozsądku, a szczególnie wszystkie komplementy, które mówił rzadko i zwykle również nie na poważnie. W „współżyciu” ze Ślizgonem, trzeba było być ostrożnym, branie do serca wszystkiego co mówił, kończyło się zwykle brutalnym spotkaniem z ziemią, kiedy na końcu okazywało się, że były to słowa dla samego gadania, z którymi nie wiązało się nic szczególnego, prócz złamanych serc jakiś durnych idiotek, które w nie uwierzyły. Nessy nie miała zamiaru być jedną z nich, nigdy!
- Co? O Roveno! Ten kto to zrobił, prawdopodobnie już pożegnał się ze swoim życiem. – Mówi pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu, a z oczu wychodzą jej łzy. Chciałaby zobaczyć minę Smoczycy, kiedy ktoś powiedziałby jej o zgłoszeniu do radiowego konkursu, haha prawdopodobnie z biednego posłańca pozostałaby tylko niewielka kupka popiołu. - To nie prawda, jestem na „stażu” w Lustrze i nic takiego nie widziałam, a uwierz, do niego piszą większe plotkary niż ja, coś takiego długo nie zostałoby w tajemnicy. Chantal z nosem Hagrdia! Haha, chciałabym to zobaczyć. – Trzyma się mocno obiema rękami drzewa, jeżeli dalej będzie się śmiać to zleci jak nic.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Sob 12 Maj 2018, 11:14

Obserwowanie Agnes Temple mogłoby na spokojnie zakwalifikować się do dyscypliny sportowej. Miny, jakie potrafiła stworzyć na swej baldoskórej twarzy zapadały głęboko w pamięć. Z tłumionym śmiechem patrzył na jej wypełnione poliki.
- Chcesz zostać chomikiem? Wiesz, że Beza lubi jeść chomiki? - zapytał szczerze rozbawiony, pozwalając uśmiechowi wpełznąć na usta. Przypomniała mu się sytuacja sprzed lat, gdy to postanowił rozśmieszyć ją, gdy ta wpakowała do buzi dwie muffinki. Na całe szczęście skończyło się na porządnym uderzeniu między łopatkami i od tamtej pory też, Castiel nie podejmował prób łaskotania i rozbawiania jej podczas posiłku.
- Obśliniłaś się. - wytknął bezczelnie, wskazując palcem strużkę śliny na brodzie. Nie skrzywił się, a uniósł brwi widząc celne wyplucia pestek. Sięgnął długaśną kończyną ku pobliskiej gałęzi i zerwał stamtąd cztery wisienki. Oderwał listek i postanowił wrzucić wiśnię do ust. Odchylił więc głowę do tyłu i wykonał rzut wiśnią. Dostał w policzek i musiał pożegnać się z owocem, radośnie wpadającym do jeziorka. Podejście drugie... kolejny rzut i udało się, złapał bocznymi zębami wiśnię, miażdżąc ją bezlitośnie. Znów kwaśna. Westchnął. Dla szpanu i popisu rzucił dwiema wiśniami do swych ust, gdzie trafiła tylko jedna. Pestki wypluł pod drzewo.
Od jakiegoś roku Castiel zaczął mimowolnie zwracać uwagę na urodę cielesną rówieśniczek. Trzeba przyznać, że nie raz i nie dwa zawraca mu to w głowie, odbierając uwagę przeznaczoną do treningu czy chociażby jedzeniu. Na całe szczęście (a może i nie?) nie potraktował Nessy Temple jako obiektu westchnień. Zaiste, Castiel w ogóle nie zamierzał się wiązać, uznawając to za nudne i rutynowe. Musiałby pamiętać o setek miesięcznic, rocznic i świąt, a to stanowiło dodatkowy niepotrzebny kłopot.
- Obleśny? Kto? - rozejrzał się, udając niewinnego aktorzynę. - Widziałem wczoraj pod pokojem nauczycielskim stado piszczących dziewczyn i padło tam nazwisko psora. Są gusta i guściki. - wzruszył ramionami.
- Czyli nie chcesz poderwać nauczyciela? Jest jeszcze zatem dla ciebie nadzieja. - rzekł beznamiętnie, rad w duchu, że wyciągnął z Ness informację na temat preferencji związkowych. Nie ruszali jej przystojni nauczyciele. To ciekawe kto? Powstrzymał ciekawość.
- Ohyydaaa... - jęknął, krzywiąc się jak suszona śliwka. - Dziewczyno, nie będę komplementować spódnic McGonagall. Co ty mi tu opowiadasz?? Feee.... - złapał się za brzuch, powstrzymując odruch wymiotny. Oczywiście mózg Castiela odebrał informacje przekręcone, stąd jego specyficzna reakcja. Kluczowe słowa to "zachwyt" i "dziewica McGonagall". Wzdrygnął się.
Zniesmaczenie minęło szybko, zagłuszone rechotem Ness. Ślizgon wzniósł oczy ku niebu widząc jak dziewczyna chwieje się na gałęzi. I kto tu ma ciężki tyłek, co? Jeszcze chwilę się powierci i gałąź zaprotestuje. Przez chwilę chłopak zastanawiał się czy zdążyłby ją wówczas złapać, a jeśli nie, to czy nie przyda się jej relaksacyjna kąpiel w jeziorku. Dał się zarazić śmiechem na samą myśl o czerwonej twarzy Smoczycy i biednej ofierze złożonej z posłańca.
- Niech redaktor posłucha radia, kanał siedemdziesiąty czwarty. Wyobraź sobie Smoczycę z dziobem zamiast nosa... albo idąc dalej, z parą lecącą z uszu i nosa. Wygrana gwarantowana. - zarechotał krótko. W pewnym momencie musiał złapać się za brzuch. Pochylił się do przodu tłumiąc śmiech.
- Błagam, nie każ mi wizualizować sobie jej z nosem gajowego. B-błagam... - wydusił z siebie, próbując odegnać sprzed oczu niepokojące obrazy. - Będę mieć koszmary.
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Sob 12 Maj 2018, 12:11

-Dlaczego karmisz kota chomikami? – Pyta zanim zdąży się zastanowić, czy aby na pewno chce poznać odpowiedź na to pytanie.- Co tam w ogóle u Bezi? Dawno jej nie widziałam, myślałam, że już zagłodziłeś ją na śmierć? – pyta równolegle plując w jego stronę sokiem z czereśni zmieszanym ze ślizną. Z jednej strony nie chciała wiedzieć skąd u Ślizgona wiedza na temat kulinarnych upodobań kotki i dlaczego, na Diadem Roveny , karmił ją chomikami, i czy to w zasadzie przejaw biedy czy rozpusty? Co prawda, ta myśl rozbudzała jej krukońską ciekawość, już cisnęło się jej pytanie w jakim stanie podaje jej gryzonie, czy są żywe, martwe, zmiksowane, a może zawija je w naleśnik i razem udają, że jest to tortilla? Pewnie w końcu powiedziałaby coś takie głupiego, że oboje spadliby z drzewa, gdyby wcześniej nie wytknął jej, że jest cała obśliniona.
Wzruszając ramionami, przeciera twarz rękawem szaty, niechętnie odrywając na chwilę dłoń od pnia. Wszystko robi bardzo szybko, zanim drzewo zorientuje się, że w tym momencie łatwiej będzie ją można wrzucić do jeziora.
Słysząc „zdanie” chłopaka na temat profesora od Astronomii, lekko się wzdryga.
- Skoro Ci się tak podoba, to czemu się z nim nie umówisz?- Mówi zaczepnie klepiąc go po ramieniu.
Nessy nie zauważa w tym pozornie zwykłym temacie, pytania o jej preferencje seksualne. Zresztą uważała, że takie rzeczy personalnie związane z jej osobą, będą raczej ostatnim tematem na świecie, który mógłby zainteresować Ślizgona, wszak byli tylko… przyjaciółmi, ludźmi, którzy wpadali na siebie czasami i zwykle kończyło się to czymś naprawdę głupim, dwójką bachorów, która poznała się w pociągu do Hogwartu i tak jakoś została razem, do piątej klasy? Kto wie? Oboje nie potrafili tworzyć zdrowych relacji z innymi ludźmi, ta między nimi była najbliższa prawdziwej przyjaźni albo jej zdeformowanemu substytutowi do jakiej oboje byli zdolni. Między nimi nigdy nie miało prawo dojść do czegoś co można by było nazwać miłością, byłaby to wielka przegrana ich nigdy nie wypowiedzianej gry w tchórza.
- Dziękuje bardzo, że jeszcze nie straciłeś do mnie całego szacunku. – Kąciku ust podnoszą się jej delikatnie w ironicznym uśmiechu. Kiedy spogląda w ciemne oczy chłopaka.
Dzień był piękny, tematy ciekawe, a drzewo chroniło jasną skórę dziewczęcia przed potencjalnym przypaleniem przez ognie piekielne, czego można było chcieć więcej od życia. No może coś chłodnego do picia, cola jest całkiem dobrym rozwiązaniem zawsze.
- Oj przestań, słyszałam, że ma całkiem niezłe łydki. – O ironio gdybyś wiedziała, że panicz Horn przez cały dzień gapi się na twoje, jakby były ostatnimi na całej planecie, a może porównywał je do kiełbasek? Czyżby chciał zjeść cudne nóżki panny Temple?
Wszystko co piękne kiedyś się kończy, gałąź która dawała jej schronienie, chłód w ten skwarny dzień, po jakimś czasie zaczęła się niewygodnie wpijać w pośladki dziewczyny, zmuszając ją do nieustannego wiercenia się i ciągłego zmieniania pozycji. Nie miała jednak zamiaru zaproponować zmiany miejsca, na jakieś niezagrażające życiu i zdrowiu jej szacownych czterech liter, był by to oficjalny dowód na jej słabość, a do czegoś takiego nie mogła doprowadzić.
Kiedy chłopak wypowiada kolejne możliwe obrazki nowego wyglądu Smoczycy, dziewczyna śmieje się w niebogłosy, obiema rękami łapiąc się za swój brzuch, który zaczynał już boleć od ciągłego śmiechu.
- A co powiesz na obrazek na którym smok leci na niej? Albo jak zionąc ogniem podgrzewa wodę w Hogwarcie?
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Sob 12 Maj 2018, 12:30

Westchnął potężnie, nabierając do płuc haust rzeźkiego, świeżego powietrza. To nie to powietrze co na wysokościach, poniżej chmur. Trzy metry nad niebem. Mimo wszystko nie narzekał, południe spędzał przyjemnie i jak na tę dwójkę, wyjątkowo grzecznie i bezpiecznie. Posłał dziewczynie chłodniejsze spojrzenie, gdy znów go opluła. Dał jej jeszcze jedną szansę, taką cichą. Niechaj pestka ponownie naruszy jego ciało, a wrzuci dziewczynę do jeziorka, by zimna woda ostudziła jej małe, acz drażniące psoty.
- Leniuch wyleguje się przy kominku. Ni łapą nie raczy ruszyć, chyba, że przyniosę żarcie. - odparł, wspominając poranne próby zachęcenia kotowatego do wyjścia z nim na pierwszą lekcję. Został wymraukany i tyle było z dzisiejszej porcji czułości od pupila.
- W zeszłym miesiącu przyniosła gołębia i położyła mi go na poduszkę. Wciąż ciepłego. Chomik też znalazł się kiedyś w jej menu, także uważaj. Jeszcze się pomyli i ciebie przyniesie mi do dormitorium. A tam chodzę nago. - puścił jej oczko, zastanawiając się jednocześnie co musiałby jeszcze krępującego powiedzieć, by wpędzić Agnes w zakłopotanie. To byłoby bardzo interesujące zjawisko.
- Widzisz, Ness... - zgiął kolano, stawiając stopę na gałęzi. Oparł łokieć o nogę i zatrzymał spojrzenie na twarzy dziewczyny. Tak wyraźnie wypowiedział jej skrót od imienia. Czy aby może nie za bardzo nadał mu intensywniejszego brzmienia? Hm...
- Zdecydowanie wolę panny o pełnych gabarytach i nieowłosionym ciele. Psor od astronomii nie spełnia podstawowych wymagań. - uśmiechnął się nie odsłaniając zębów.
- Kręcą cię łydki? - zapytał, autentycznie zdziwiony, mimowolnie zerkając w stronę jej odkrytych kończyn. To on, Horn spod patronatu czipsów paprykowych, godzinę poświęcił już na niemym komplementowaniu i podziwianiu jej łydek, a tu okazuje się, że ma podobne zamiłowania. Wychodzi na to, że mają ze sobą więcej wspólnego niż sama bytność znudzonymi, zbłąkanymi duszami.
- Po co komu różdżka, skoro można wyhodować sobie smoka do podgrzewania herbaty. - zaśmiał się i poprawił na gałęzi. Oczy Castiela błysnęły ciekawością. Marzyło mu się polatać na smoku... gdyby profesorka faktycznie na takowym latała, postanowiłby zostać jej pupilkiem, byleby też wpakować się na grzbiet gadziny i odlecieć jeszcze wyżej nad niebem.
- Ymm... Ness, twój przyjaciel potrzebuje chyba pomocy. - wskazał palcem jej włosy, zaciskając jednocześnie szczękę w obawie przed dzikim rechotem. - To nieładnie, że go tak zaniedbujesz. Od dwudziestu minut próbuje odplątać się z twoich włosów.
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Pon 21 Maj 2018, 13:47

Nie trudno było sobie wyobrazić Bezię, jak rozlana na zielonych poduszkach, wzrokiem pełnym pogardy i niemej rządzy mordu, wpatruje się w każde żywe stworzenie, podchodzące w jej stronę bez odpowiedniej daniny. Sama obawiała się podchodzić do tej małej bestii, w sennych koszmarach jej ostre szpony, już nie raz zrobiły sobie drapaczkę z jasnego podgardla panny Temple. Angielka nie miała najłatwiejszego życia ze zwierzętami, one nie przepadały za nią, a ona starała się nie wchodzić im w drogę. Czemu tak, a temu tak, że wbrew pozorom one były bystrzejsze od swoich właścicieli. W mig rozszyfrowywały wszystkie maski nakładane przez młodą Krukonkę i w obronie swoich panów i pani, rzucały się w stronę Nessy z całym dobrodziejstwem inwentarza, wszystkie pazury, kły, dzioby, kolce, rogi, każda wypustka mogąca zranić, była szykowana, kiedy tylko Agnes pojawiała się w zasięgu ich zmysłów.
Przechodzi ją zimny dreszcz, kiedy wyobraża sobie, jak potworzyca niesie ją w swoim pysku, by zrobić z niej przekąskę albo zabawkę, na nudne majowe wieczory.
- Dzięki, że ostrzegłeś, będę się w takim razie trzymać od Bezy na bezpieczną odległość, myślisz, że trzy mile wystarczą, czy uda jej się wyczuć mój strach? – Spogląda na niego śmiertelnie poważnie, a kiedy on grozi (a może obiecuje), że po pokoju chodzi nago, przekręca ślepiami. - Nago powiadasz? – Udaje, że rozważa tę myśl, po czym wzrusza ramionami i z ironicznym uśmieszkiem rzuca, jakby od niechcenia. - Jakby było na co ciekawego popatrzeć… - Wzdycha lekko zawiedziona, kiedy nagle w jej głowie pojawia się myśl. - A twoi współlokatorzy też. Rosier w stroju Adama, chciałabym na to popatrzeć. – W udawanym zamyśleniu spogląda w dal, jakby imaginowała sobie ten obrazek. Znając jej szczęście mieszkał tylko z Snapem, który pod mundurkiem mógł mieć jedynie drugi mundurek.
Kolejnej serii zdarzeń się nie spodziewała, a może i spodziewała, ale ani nie dzisiaj i na pewno nie bez odpowiednio dużej ilości czerwonego wina. Ślizgon pochyla się w jej stronę, swoimi mrocznymi oczami mierzy jej, niepokojąco niskim głosem, wypowiada jej imię, wszystko niebezpiecznie mocno zaczyna przypominać sceny z jednego z romansideł, które w zeszłym tygodniu pożyczyła od Thetis. Tylko, w którym momencie Nessy popełniła błąd, była grzeczna, nie bardziej niż zwykle eksponowała swoje łydki i resztę krukońskich wdzięków, nawet nie uśmiechała się zbyt szeroko, jak na siebie była wyjątkowo grzeczna, a jednak jej wrodzony sex appeal zadziałał bez namysłu i zastanowienia. Kiedy już się spodziewa, że chłopak zaraz rzuci się w jej stronę z tym obślinionym jęzorem. Wchodzi mu słowo, mówiąc głośno.
- CO PAN WYPRAWIA?- Kiedy zamiast spodziewanego pocałunku dostaje wywód na temat jego rzekomych upodobań co do kształtów i owłosienia przyszłej pani Horn, ta może tylko westchnąć zrozpaczona tym, co właśnie zrobiła.
Nie czekając na salwę śmiechu, którą prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości zostanie obdarzona, zawczasu obraca się do niego plecami, udając, że wcale nie spodziewała się że ten śmierdzący Ślizgon zrobi coś głupiego.
- Nie będę z tobą rozmawiać o łydkach, ani żadnych innych częściach ciała. Idź sobie. – Wpatruje się w gałąź z taką intensywnością, jakby ta miała się zaraz złamać od żarliwości tych zielonych ślepi.
Śmieje się cicho pod nosem na wyobrażenie Smoczycy podgrzewającej wodę na herbatę własnym płomiennym oddechem, jednak nadal usilnie stara się nie odwracać głowy w jego stronę. Niech cierpi, już go nie lubi, obraziła się i tupnęłaby z wściekłości nóżką, gdyby podłoże nie było tak strasznie daleko.
- Hahaha jesteś bardzo zabawny, nic nie mam we włosach, skończę tę fanfaronadę. – Mimowolnie przeczesuje włosy dłonią, nic, widzisz głupi Ślizgonie nic w nich nie ma, aż w pewnym momencie, pomiędzy palcami zostaje jej mała okrągła kuleczka. Zaniepokojona Nessy spogląda na nią, a kiedy w jej stronę podnosi się para miniaturowych czułek, krew na jedną chwilę odpływa jej z twarzy, a dalsze zdarzenia dzieją się wyjątkowo szybko. Z zielono bladym odcieniu skóry, Krukonka w malowniczy sposób zaczyna lecieć w stronę, brązowo-zielono-granatowej toni. Trwa to chwilę nie więcej, kiedy z gracją kłody, rozcina mętną toń jeziora, dając się jej pochłonąć.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Wto 22 Maj 2018, 07:22

Beza jest namacalnym dowodem odnalezienia się w nowych światach bez najmniejszego problemu. Kto by pomyślał, że rdzawo-futrzasty kot, znaleziony w worku w rzeczce na obrzeżach Glasgow, będzie tak świetnie prosperował w świecie pełnym magii i potworów. Dla Castiela prawie codziennością było wyjmowanie z jej pyska piór, szczurzych ogonów, pół żywego chomika czy czyjejś garderoby. Jak wczoraj pamiętał ten poranek, gdy wyjął z kociego pyska damskie majtki. Chłopak był rad z hobby swego pupila. Mimo, że nie okazywali sobie wzajemnie nadmiernej czułości, charakterystycznej dla roli właściciela-zwierzęcia, trzymali tak zwaną sztamę. Panicz Horn nie reagował odpowiednio na krzywdę innych zwierząt. Dopóki jego własny kot dobrze się bawi, może zjeść nawet i wszystkich mieszkańców sowiarni. Nie miałby co prawda przeciwko takiej Agnes, wszak tak uroczo blednie w obecności kociego krwiożerczego monstra. Obserwowanie jej w takiej sytuacji należało do naukowo potwierdzonych przyjemności.
-  Miałbym ci pomóc w chowaniu się przed moim pupilem? - uniósł brew, a z jego ust wylała się odrobina kpiarskiego uśmieszku.  - Nie, Agni. - dodał sucho, utrzymując wciąż na ustach odcień uśmiechu.
Przyglądał się jej bacznie, natarczywie, nachalnie, gdy podejmowała próby wpędzenia go w stan irytacji i złości, atakując męskie ego i wrażliwe dla społeczeństwa tematy. Czasami panna Temple potrafiła pogryźć, niezbyt dotkliwie, ale drażniąco. Jak małe uszczypnięcia tu i tam, dla wprawy. W tym momencie ratował ich staż znajomości i co tu mówić, jej odważne i miłe towarzystwo. Powściągnął zatem myśli i przestał ją w nich trzeci raz zabijać.
- Cóż, nigdy nie popatrzysz. To nie na twoje nerwy. - puścił jej oczko. Tak, dokładnie, Castiel puścił oczko Nessy rozładowując tym samym atmosferę. Nie da się wrobić w podniesienie ciśnienia. Włożył do ust trzy wiśnie naraz, zmiażdżył je między zębami, delektując się słodko-kwaśnym sokiem owocu. Wszystek pestki z cichym "plum" znalazły się w szkolnym jeziorku.
Nie spodziewał się takowej reakcji z jej strony. Trzeba przyznać, że dzisiejsze wagary robią się coraz ciekawsze. Wystarczyło przyglądać się w skupieniu zielonym oczom, okolonym gęstymi rzęsami, przyjrzeć się piegom na jej policzku i naruszyć społecznie akceptowalną granicę intymną, by wywołać szalone odruchy i niecodzienne reakcje. Dostrzegał w jej oczach złowrogi bój, mętlik myśli, których nie umiał rozszyfrować, bo nie był tym, który miał ochotę wchodzić do głowy panny Temple. Jej oburzenie widział na różowiejących policzkach, w następnej sekundzie na rozszerzonych oczach i bladej skórze. Nie potrafił powstrzymać ataku zdrowej radości. Wprost z przepony z Castiela wydobył się porażająco głęboki śmiech.
- Ha ha ha ha ha ha... - momentalnie złapał się za brzuch, oparł się plecami o pień i trząsł się w spazmach rechotu, który nasilił się, gdy do jego mózgu dotarł obrażony głos Nessy. Sama doprowadziła do salwy niepokojąco głośnego śmiechu. Sylwetka Castiela drżała z narastających dźwiękowo spazmów. Gdy w końcu największy atak rechotu powoli przemijał, chłopak chwytał łapczywie oddech i ocierał wierzchem dłoni poniżające łzy z policzków. Dopiero wówczas podniósł łepetynę i zawiesił rozbawione, błyszczące ślepia na zawstydzoną dziewczynę. Nie powiedział jej tego, ale spodobał się mu tok jej myślenia. To będzie jego hobby, wpędzanie jej w zakłopotanie i zażenowanie. Ciekawe ile czasu będzie potrzebował, by go w końcu uderzyła bądź potraktowała zaklęciem.
- Zapytałbym czy wyglądam teraz na żartownisia, jednak wciąż chce mi się płakać ze śmiechu, dlatego... - znowu się zaśmiał, tym razem krótko, ale również intensywnie.
Kto by pomyślał, że w następnej sekundzie Agnes Temple postanowi się zabić, wyręczając jego myśli. Ledwie skończył masować zbolały brzuch i wymyślać ostrzejszy tekst, którym pokarmiłby Krukonkę, by jeszcze bardziej ją zdenerwować, gdy poczuł powiew wiatru. Świst spadającego ciała. Jak w spowolnionym tempie przechylił się ku niej, wyciągnął długą rękę, by chwycić ją choćby za kostkę, za rąbek spódniczki, powstrzymać tę wariatkę przed samobójstwem. Musnął jedynie kawałek jej skóry, a ona leciała, leciała i leciała... Dostrzegł na jej twarzy paraliżujące przerażenie, przez które nawet nie podjęła próby chwycenia gałęzi, choćby jego samego bądź obrotu ciała w bardziej ratunkową pozycję. Nessy spadała, a jego uszach dźwięczał straszny dźwięk świstu nieuchronnego upadku. Castiel zrywał się gepardzim ruchem z drzewa, gdy usłyszał głośny plusk wpadającego do wody ciała. Z jego gardła wydobył się tłumiony dźwięk. Niekontrolowane wpadanie do zbiorników wody często kończy się pozbyciem naturalnych krzywizn ciała i wpędzenie się w trwale kalectwo cielesne. Na brodę Merlina, nie rozumiał po co tej dziewczynie dzisiejsza adrenalina. Zsunął się gwałtownie, w pośpiechu po gałęziach, drąc sobie mundurek i nacinając skórę na rękach. Zeskoczył z półtora metra, lądując twardo na ziemi. Przez myśl przemknęła mu tylko wizja wielokrotnego spadania z mioteł, które zahartowały go przed upadkami. Niewiele zwlekając zrzucił z nóg buty i nie kwapiąc się do zdjęcia odzienia przed kąpielą, dobiegł do jeziora. Do miejsca, gdzie przed chwilą wpadła Agnes. Tafla jeziora była wciąż wzburzona, pełna pęcherzyków powietrza. Nie zastanawiał się nawet sekundy. Wskoczył do lodowatej, nieprzyjemnej wody, nurkując w ciemnej toni. Dobrze wiedział, że ta krukońska zołza nie potrafi pływać, wspominała mu o tym parę razy, zatem co ją dzisiaj podkusiło? Chciał udusić Agnes, lecz nie pozwoli, by jakieś szkolne jezioro go wyręczało. Jeziora po pewnym czasie wyrzucają na brzeg ciała, a na taką niedbałość Castiel nie mógł sobie pozwolić. Wyrwie ją stamtąd i wtedy jakoś się zemści za próbę samobójstwa. Nawet na myśl mu nie przeszło, że ta wariatka postanowi spaść z gałęzi i zorganizować sobie nieplanowaną kąpiel. Uderzył dłońmi w wodzie, odgarnął ją, wprawił swoje ciało w ruch. Wstrząsnął nim lodowaty dreszcz. Czy to możliwe, by woda paliła jego skórę od środka? Ubranie nasiąkło wodą, zrobiło się ciężkie i utrudniło mu znacząco ruch. Wstrzymywał powietrze w płucach, rad z nauki pływania, jakie pobierał od braci z sierocińca. Szukał pod wodą dziewczyny, czując w piersiach narastający strach i niepokój, aż w końcu po upływie drastycznie długich sekund (a może wieczności?) niechcący trącił jej kończynę swoją kostką, tym samym namierzając jej obecność. Nie wahając się próbował ją chwycić, ale znów mu umknęła, pchana falą i swymi niekontrolowanymi ruchami. Psiocząc w myślach napędził swe ciało i mięśnie do większego wysiłku, do większej pewności siebie, ponaglając się niemiłosiernie. Nie na długo starczy mu powietrza w płucach. W końcu jego skostniałe palce chwyciły kostkę Nessy. Przyciągnął jej ciało do siebie, złapał ją mocniej, w pasie. Wysilając swoje ciało do pracy, w duchu przysięgał tej krukońskiej babie srogą zemstę i gniew, jak tylko wywlecze ją na brzeg.
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   Nie 17 Cze 2018, 00:42

Wszystko dzieje się niemiłosiernie szybko i w sposób zgoła nieprzemyślany. Jeszcze chwilę temu siedziała na gałęzi, obrażając się na Castiela, za jego niewybredne żarty, towarzystwo, które od pięciu lat ciągle balansowało na krawędzi bycia przyjemnym i wkurwiającym niemiłosiernie. Wszystko po to by skończyć w tak błazeński i durny sposób, a miała mu jeszcze tyle rzeczy do powiedzenia, żeby przestał się tak zaczesywać, że może do twarzy byłoby mu w dłuższych włosach, że tamto ciastko to ona zjadła, a nie Beza, że w zasadzie przez długi czas, przez jego szorstki akcent myślała, że się nazywa Kasjan. Chciałaby mu opowiedzieć o rodzicach, najnowszą plotkę, którą podsłuchała dzisiaj rano, miałamu do powiedzenia tyle bzdur, które w wieku nastoletnim wydają się takie ważne, istotne, to taki big deal, a już tego nie zrobi. Jej życie nieuchronnie zmierzało do nieszczęśliwego finału.
W takich chwilach człowiekowi przed oczami przelatuje całe życie. Nessy zawsze myślała, że to brzmi bardzo dramatycznie i pozwala bohaterowi powieści przeżyć swego rodzaju Katharsis, ale ona nie widzi swojego życia. Przed oczami migają jej jedynie gałęzie, błękitne niebo, po którym leniwie przesuwa się biały obłok, wyciągnięta w jej stronę dłoń Castiela i jego przerażona twarz. Jeżeli przeżyje, nigdy nie zapomni tej miny, tego szoku, niedowierzenia wymieszanego z przerażeniem, frustracją i złością. Gdyby w jakikolwiek sposób kontrolowała swoje ciało, zaśmiałaby się teraz, że jeżeli jezioro jej nie zabije to zrobi to Horn.
Skamieniała ze strachu, jak kłoda uderza w wodę. Niczym nóż rozcina jego gładką taflę, pozwalając się jej objąć. Bliskie spotkanie z zimną wodą, wyciska z jej płuc ostatnie, tak łapczywie łapane tchnienie powietrza.
Niczym kamień idzie na dno, a kiedy pierwsze przerażenie ją opuszcza, oddając miejscu kolejnemu przypływowi adrenaliny i strachu, powoli wraca jej władza nad własnym ciałem. W bezmyślnym odruchu stara się krzyczeć jednocześnie machając wszystkimi kończynami, co na krótką chwilę zawiesza ją w stanie unoszenia się w miejscu, nie trwa to jednak długo i już po chwili, zaczyna zanurzać się coraz bardziej i bardziej.
Wszystko to trwa sekundy, może minutę, a może to już wieczność, kiedy czuje jak coś ją chwyta. Długie ręce ciasno oplatają się wokół jej tafli, wyciągając ją w stronę powietrza. Na skraju przytomności, niczym bardzo ciężka, szmaciana lalka daje się przetransportować chłopakowi na brzeg. Czując jak płuca ją palą od nabranej wody i tych kilku bardzo długich chwil bez dostaw świeżego powietrza.
Spogląda w stronę Castiela ledwo widzącym spojrzeniem. Czy to będzie jej koniec? Trochę nudny. Nie będzie dobrze wyglądał na pierwszej stronie Lustra. Jeżeli ktokolwiek się nim przejmie, to przy dobrych wiatrach skończy na trzeciej albo przedostatniej.
Na ostatnie chwile przed utratą przytomności ma ochotę się zaśmiać i zapytać, dlaczego to tak długo trwało, ale powoli przykrywa ją ciemność.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pluć i łapać   

 

Pluć i łapać

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Strefa Gracza
 :: 
Dodatki do postaci
 :: Myślodsiewnia :: Zawieszone
-