IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Pub Fontanna Szczęśliwego Losu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Resa Anderson
Resa Anderson

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu EmptySro 11 Kwi 2018, 01:51



Pub Fontanna Szczęśliwego Losu


Bardzo popularny pub, mieści się właściwie na Horizont Alley, ale dzięki swojemu szyldowi w kształcie srebrnej beczki piwa widać go już z Pokątnej. Nazwa wzięła się od znanej baśni Barda Beedle'a i jest bardzo adekwatna - każdy znajdzie tu coś dla siebie, a po kilku głębszych wyjdzie stąd szczęśliwy.
Wystrój nie odstaje od innych typowych pubów, jest tu dość ciasno. Lokal słynie z kremowego piwa i przeróżnych odmian tego trunku, ale można tu dostać co tylko dusza zapragnie.



_________________

Resa Anderson
Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Cam Fawley
Cam Fawley

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Re: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu EmptyCzw 06 Gru 2018, 17:46

Nastały takie czasy, że człowiek cieszył się z każdej chwili w której nie musiał myśleć o tym ile ma rzeczy do zrobienia następnego dnia w pracy, ilu ciemnych typów do wyśledzenia ani ile różdżek do złamania. To, co odwalił Moody na tym przeklętym pogrzebie na który nikt nie kazał mu się teleportować przyprawiało Fawley’a o ból głowy a gdy pomyślał o tym, że przez to wszystko jeden z jego przyjaciół stracił życie - do owego bólu dołączały jeszcze mdłości.
Nic więc dziwnego, że ten auror nie tryskał ostatnimi czasy zbyt pozytywną energią ani nie zarażał radością. W jego towarzystwie prędzej można było się nabawić depresji i chyba tylko cud sprawiał, że jego ukochana Leslie jeszcze z nim wytrzymywała.
Obiecał jej dziś wziąć wolne popołudnie by spędzić z nią kilka godzin bez rozmawiania o pracy i o tym, co dzieje się w Ministerstwie. Obiecał jej randkę, których ostatnio mieli jak na lekarstwo i właśnie się z tej obietnicy wywiązywał. Już siedząc w pracy wysłał Leslie małą sówkę informującą o tym, że będzie czekał na nią w pubie niedaleko Pokątnej. Ich mieszkanie znajdowało się na szczęście całkiem niedaleko magicznej ulicy, także nie sądził, by droga do pubu zajęła jej zbyt wiele czasu. Przestąpił próg przybytku, powiesił płaszcz na wieszaku a następnie zajął jedno z wolnych stolików w rogu sali.
Chciał się dziś odstresować. Chciał porozmawiać z Leslie o jakichś błahych sprawach. Chciał ponarzekać na nieobecność najlepszego przyjaciela oraz snuć marzenia jak to będzie za kilka lat.
Liczył na to, że procentowa zawartość alkoholu w piwie, które za moment zamówi skutecznie mu to umożliwi.
Leslie Fawley
Leslie Fawley

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Re: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu EmptyCzw 06 Gru 2018, 23:43

Leslie Fawley była pracoholiczką. Nie da się inaczej określić jej zamiłowania do spędzania czasu w pracy. Wcześniej nie była pracoholiczką. Wcześniej lubiła dobrze wykonywać powierzone jej obowiązki, ale nie popadała w obłęd tworząc całkiem zdrowy work-life balance. Obecnie jednak straciła wszelkie normy. Ciężko było powiedzieć co poszło nie tak, oprócz tego, że straciła dziecko. Nie bardzo chcąc o tym myśleć wolała pracować i wyjeżdżać na coraz niebezpieczniejsze wypady. Brała absolutnie każde zlecenie które wymagało uzdrowiciela z pogotowia. Każdą pierdołę z aurorowni. Wszystkie papiery przetaczały się przez jej gabinet, o mieszkaniu nie wspominając. Nie było jednak na horyzoncie jej głosu rozsądku, niezawodnego Alec'a. Uciekł. Dla odmiany to on sprzątnął całe swoje życie i zniknął. Z jej najlepszą przyjaciółką. I szwagierką, jak okazało się na najbardziej przypałowym weselu świata. Weselu które było wspaniałym początkiem pełnego miłości (i pracy) małżeństwa łączącego dwa wspaniałe rody i jednocześnie końcem, bo wtedy po raz ostatni widziano najstarszego Haldane i jego ukochaną. Dwa tygodnie później Leslie poroniła, jej matka popadła w depresję pod tytułem: "Zaraz Fawley się z nią rozwiedzie i co my teraz zrobimy? Taka hańba", a Cam oświadczył raz jeszcze, że nigdzie się nie wybiera. Kiedy doszła do siebie wróciła do pracy, jej mąż też i tak w tej pracy trwali niemalże ciągle. Aż Leslie się nie zorientowała, że jej oficjalnie odjebało.
- Koniec. Weź mnie na randkę i żyjmy jak mąż z żoną, a nie jak współpracownicy - powiedziała któregoś poranka i jak rzekła tak też się stało. Dlatego idąc rano do roboty wzięła ze sobą zwykłą, czarną sukienkę i pasujący do niej kapelusz, by przed wyjściem z pracy przebrać się w ubranie inne niż dżinsy i szata uzdrowiciela. Założyła nawet wysokie szpilki, ażeby dodać sobie parę centymetrów, zanim narzuciła na siebie wełniany płaszcz i nie ruszyła pieszo ulicami Londynu w kierunku pubu którego była niegdyś stałą bywalczynią, ale coś nie wyszło i już chyba straciła kartę członkowską.
- Szklaneczkę ognistej bez lodu - zamówiła bez zastanowienia, a widząc niepewne spojrzenie barmana uniosła dłoń prezentując nań swoją obrączkę. Tylko pełnoletni czarodzieje mogli zawierać związki małżeńskie więc lepiej dla niego, żeby zagęścił ruchy. Najwidoczniej takie potwierdzenie wystarczyło, bo zaraz wziął się do pracy, a jej czekoladowe spojrzenie zaczęło szukać znajomej sylwetki najukochańszego małżonka.
Podeszła do pana Fawley'a kładąc mu od razu dłoń na plecach i stanęła jeszcze trochę na palcach, żeby przycisnąć swoje wargi do jego nieogolonego policzka.
- Zamówiłeś już coś? Wstawimy się jak za starych dobrych czasów? - zapytała, a kąciki jej warg uniosły się w łobuzerskim uśmiechu. Tak, miała ochotę zalać się bez pamięci.
- Mam ochotę na tańce i ognistą, ale nie wiem czy nadążysz staruszku - puściła mu oczko, ściągając z głowy kapelusz, który zaraz znalazł się na wieszaku z ubraniami tuż nad jej płaszczem. Ona sama usiadła na krzesełku barowym obok Cama, siląc się na ogrom gracji, choć przy jej krótkich nogach pakowanie się na te wysokie siedziska zawsze wyglądało nieco komicznie. Ledwie się wgramoliła, a już stała przed nią whiskey.
- Musimy wprowadzić nowe zasady i ograniczyć pracę - powiedziała spokojnie, a jakaś część jej samej dziwiła się wielce, że stać ją na tak odpowiedzialne i dorosło brzmiące słowa. Brawo Leslie, dorastasz!


Ostatnio zmieniony przez Leslie Fawley dnia Sob 08 Gru 2018, 01:46, w całości zmieniany 1 raz
Cam Fawley
Cam Fawley

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Re: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu EmptyPią 07 Gru 2018, 17:45

Cholernie tęsknił za Haldanem - swoim przyjacielem od pierwszej klasy, towarzyszem najbardziej przypałowych momentów w życiu, człowiekiem, z którym spędził niejedne święta w zamku, czyścił niejeden kibel w czasie szlabanu, oraz z którym dzielił jedno dormitorium nie wspominając już o ławce. Tęsknił za swoim motywatorem, który siłą zaciągnął go do nauki do końcowych egzaminów, z którym razem starali się o miejsce w szkole aurorów, z którym wyruszał na pierwsze akcje a potem obalił niejedną ognistą. Tęsknił za nim jak za bratem, którym Alec stał się przez te wszystkie lata, oraz za szwagrem, bo takie miano uzyskał rudzielec tuż po tym, jak Cam i Leslie powiedzieli sobie uroczyste „tak” na weselu.
Czego najbardziej na świecie żałował to fakt, że jako detektyw został mu wszczepiony zmysł spostrzegawczości i zauważył u panny Guardi tę przeklętą, rodzinną broszkę. Gdyby nie to, Alec nadal pracowałby w Ministerstwie i układał sobie życie z Alice tu, w Wielkiej Brytanii a Cam nie zerwałby kontaktów z rodzicami po tym jak usłyszał, że oddali oni malutką istotkę do mugolskiego sierocińca i nigdy nie mieli zamiaru przyznać się do tego, że mieli jeszcze jedną córkę u której podejrzewano charłactwo. Gdyby nie to, Leslie prawdopodobnie nie straciłaby ich dzieciątka, bo cały ten stres i wszystko co się wydarzyło było jakby bezpośrednim powodem tego, że jakiś czas po weselu, tuż po tym jak obwieścili oni radosną nowinę światu, jego świeżo upieczona żona obudziła się zalana krwią a Camowi za każdym razem pękało serce gdy patrzył na twarz Leslie raz po raz krzywiącą się w grymasie ostrego bólu.
Chyba nigdy tak nie płakał jak wtedy. Siedząc w tym radosnym pubie przewijał w myślach tamte chwile i nie mógł pozbyć się sprzed oczu widoku załamanej kobiety, którą przyrzekał się opiekować a jednak w tamtej chwili był tak bardzo bezsilny.
W roztargnieniu spojrzał na zegarek by sprawdzić ile czasu już siedział przy stoliku czekając na swoją żonę. Nie zdążył jednak nawet zanotować która była godzina, ponieważ właśnie w tym momencie Leslie weszła do środka rozjaśniając wnętrze pubu swoją aurą.
Mimowolnie uśmiechnął się i podniósł z krzesła kiedy podeszła do niego i pocałowała w policzek. Zanim się jednak odsunęła obrócił się szybko i skradł jeszcze jednego całusa nie dbając nawet o to, czy przypadkiem usta rudowłosej nie są potraktowane szminką o barwie krwistej czerwieni.
Usiadł na swoim miejscu i z uśmiechem pokręcił głową w odpowiedzi na pytanie dziewczyny. Rozdzielił palcami strony w menu, które któraś z barmanek zdążyła położyć przed nim, ale cofając się we wspomnieniach nawet tego nie zanotował.
Nic nie zamawiałem. Czekałem aż przyjdziesz - odpowiedział nachylając się nad barem. Nie wiedział na co ma dzisiaj ochotę. Decyzja, czy pić jak zwykle ognistą whiskey czy piwo, czy coś jeszcze innego była nagle strasznie trudna do podjęcia i dopiero słowa Leslie przekonały go do tego, by jednak zamówić to samo co zwykle.
Uwielbiam jak nazywasz mnie staruszkiem. Muszę też zacząć nazywać cię gówniarą, żeby nie było, że jestem miękką fają i tak się daję — mrugnął w jej stronę. Kochał się przekomarzać z Leslie tym bardziej, że była ona godną przeciwniczką i nigdy nie pozostawała w tyle. Co tam, swoim ciętym językiem nierzadko zaskakiwała samego Cama, który cieszył się, że dziewczyna nie należała do tych wyczulonych na swoim punkcie panienek.
Gdyby tak się dało... — powiedział, po czym upił łyk ognistej, która znalazła się przed nim tuż po tym, jak tylko dał znać barmance co zamawia. — Mieliśmy nie rozmawiać o pracy, Leslie. Obiecuję ci dziś szaloną noc, którą będziesz odsypiać do niedzieli.
Leslie Fawley
Leslie Fawley

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Re: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu EmptySob 08 Gru 2018, 02:16

Prychnęła słysząc jego ripostę, by zaraz odbić pałeczkę ze złośliwym uśmieszkiem:
- Obawiam się, że niedługo będę dla Ciebie za stara i znów będziesz musiał czaić się pod Hogwartem w poszukiwaniu kolejnej małżonki - westchnęła ciężko, jakby ten irracjonalny scenariusz naprawdę leżał jej na wątrobie, ale zaraz znów wygięła wargi w szerokim uśmiechu pokazując jasno i wyraźnie, że żartuje. Jak to się stało, że zaledwie kilka miesięcy po stracie dziecka jest w stanie żartować i się uśmiechać? Odpowiednia liczba antydepresantów okazuje się działać cuda. Czasem tylko budziła się w nocy płacząc w poduszkę, albo wychodziła do łazienki żeby powyć dramatycznie upewniając się, że woda jest odkręcona, żeby nie martwić Cama. Ale tylko czasem. Na co dzień zajmowała głowę poważniejszymi sprawami niż swoja własna strata, a na chwile nie myślenia miała eliksiry które zdawały się zobojętniać jej traumę. Gdyby nie medykamenty już dawno zamknęliby ją na TYM piętrze w Mungu owiniętą w trzy warstwy kaftanów. Dzięki lekom mogła też być w Londynie i chodzić do pracy, a nie szukać swojego ukochanego brata żeby osobiście go zamordować tuż po tym, żeby pochować go koło teściowej. O tak, na teściową najchętniej zapolowałaby już teraz własnymi paznokciami wydrapując jej oczy. Przecież wszystko rozsypało się przez nią i jej błąd sprzed dwudziestu kilku lat.
- Technicznie rzecz ujmując właśnie omawiamy nasze życie prywatne - zauważyła unosząc nieco brew do góry, zanim sięgnęła po swoją szklaneczkę i nie opróżniła jej zawartości niemalże jednym haustem. Czuła jak od alkoholu pieką ją wargi, robi się jej gorąco, a struny głosowe nabierają osobliwej szorstkości przez co nieco zmienia się jej głos. Odstawiła pustą szklankę na wypolerowany blat, a kiedy pojawił się barman zmieniła nieco zamówienie mówiąc po prostu:
- Butelkę tequili i dwa kieliszki - bo poczuła, że ma ochotę na Meksyk. Swoją drogą miała naprawdę wielką ochotę na Meksyk, a zwłaszcza na ciepłe plaże. Na szczęście zbliżała się wielkimi krokami cudowna okazja do spierdolki na te ciepłe plaże.
- Na moje urodziny wyjedźmy gdzieś do ciepłych krajów. Albo chociaż na wieś do rodziców, żeby pies się wybiegał. Swoją drogą wiesz, że ten chuj zostawił psy u rodziców? Moja matka wysyła mi raz w tygodniu wyjco-błagacza, żebym namówiła go na ich zabranie- jakbym miała z nim kontakt. Sigrid wysyła mi za to wyjce i grozi, że zostawi rodziców samych sobie. Będziemy musieli więc jechać do Szkocji tak czy siak. I pewnie wziąć jego psy do siebie zanim moja mama nie oszaleje do końca - powiedziała to niemalże na jednym wydechu opierając się łokciem o blat baru. Od zniknięcia Alec przestał być Alecem w jej ustach, a zaczął być "tym chujem". Nie ma się co dziwić. Jako dziedzic państwa Haldane, w dodatku stary kawaler, wziął na siebie wszystko co z tym związane. Zajmował się rodzicami, doglądał koni, pilnował swoich psów... Teraz te wszystkie obowiązki przejęła Sigrid- starsza siostra Leslie, stara panna, prawniczka, urzędniczka MM z pewnym awansem na Sędzinę Wizengamotu jak tylko zacznie być odpowiednio stara czyli niebawem. Ambitna i piekielnie inteligentna po ojcu ze szczerą nienawiścią do ataków paniki matki i jej zaściankowości. Nie znosiła zwierząt, nie znosiła matki i nie znosiła Leslie za to, że miała męża. Les za to było jej szkoda, że musi kisić się w Szkocji i chciała chociaż trochę jej pomóc. Nie była wielką fanką Si, ale była jej wdzięczna, że nie wysłała jej rodziców pod choinkę tylko zajęła się wszystkim należycie. Wszyscy jednak mieli nadzieję, że zniknięcie najstarszego Haldane to kwestia krótkotrwała. Wszystko wskazywało jednak na permanentność tej sytuacji co było najbardziej irytujące ze wszystkiego.
- Nie lubię Si, ale jak zwariuje to naprawdę zostanie starą panną na zawsze. I tęsknię za końmi. I szkoda mi psów - dodała jeszcze przepraszającym tonem licząc na to, że ją zrozumie. On zawsze ją rozumiał. Może dlatego tak strasznie straciła dla niego głowę.
Cam Fawley
Cam Fawley

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Re: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu EmptyWto 11 Gru 2018, 09:14

Złośliwy uśmieszek był nieodłącznym elementem wyrazu twarzy pani Fawley, którą Cam tak bardzo ukochał. Pamiętał jak dziś kiedy Leslie weszła do jego biura w Ministerstwie odebrać rzekomo jakieś dokumenty. Właśnie wtedy uświadomił sobie, że ta mała, ruda pieguska wcale nie jest już taka mała, a jej głęboki dekolt stawał mu przed oczami za każdym razem, gdy tylko o niej później pomyślał.
Przyjął cios w milczeniu, kwitując ripostę Leslie cichym prychnięciem. Różnica wieku nigdy nie była dla Cama żadną przeszkodą by zacząć dobierać się do jej majtek (no, może przez chwilę), określenia używane przez Leslie nie robiły więc na nim najmniejszego wrażenia. Kto by pomyślał, że taka drobna i filigranowa dziewczyna posiada w sobie tak ogromne pokłady sarkazmu i ironii, a w dodatku żongluje nimi jak doświadczona wyjadaczka. To z pewnością pokłosie tego jak bardzo w dzieciństwie sam Fawley, wraz z jej starszym bratem dali Leslie w kość i gdyby miał cofnąć czas, raczej i tak nie zaniechałby uprzykrzania jej życia.
Jeśli chodziło o dzisiejszy wieczór to sam sobie nie nadał takiego tempa jak żona. Nie opróżnił szklanki jednym haustem, bo jako mężczyzna uwielbiał się ognistą whiskey delektować, a nie ją pochłaniać. Uniósł brwi kiedy usłyszał jak ruda zamawia calutką butelkę Tequili, bo od kiedy pamiętał zawsze pijał z nią tylko i wyłącznie wino.
Jesteś tego pewna? — zaśmiał się wskazując zamówiony przez nią alkohol. Tequila była zdradliwa, sam doskonale to wiedział. Ostatnim razem kiedy z Alec’iem opróżniali jedną z podobnych butelek w jednej minucie siedział wyprostowany na barowym stołku tak jak dziś, a w następnej po prostu leciał na podłogę jak gdyby ktoś ukradkiem rzucił w niego petryficusem. I nic nie można było na to poradzić.
Opróżnił swoją szklankę do końca, a potem chwycił butelkę złotego lekarstwa na całe zło by przeczytać etykietę.
Jeszcze cynamon i pomarańcze — zwrócił się do uroczej barmanki, która chociaż próbowała zainteresować go swoim biustem to miał przecież najpiękniejszą żonę na świecie, więc choć oczywiście zwrócił na to uwagę, to nie skwitował tego faktu żadnym, nawet najdrobniejszym gestem.
Les, szczerze mówiąc chyba tego potrzebowałem — odparł w związku z tematem ograniczenia pracy.
To fakt, trochę im obu odwaliło na tym punkcie, ale przecież jeszcze cztery miesiące temu brali ślub przekonani, że będą mieli dzidziusia i w trójkę stworzą najszczęśliwszą na świecie rodzinę. Camelius już nawet przygotował wniosek o przeniesienie go ze służby czynnej do biernej - to znaczy, że miałby zostać przykuty do biurka gdzieś w departamencie sprawiedliwości ale szereg tych wszystkich niefortunnych wydarzeń sprawił, że przeciągnął to w czasie a gdy Leslie poroniła podarł ów wniosek wiedząc, że teraz już tylko akcje mogą sprawić, że nie będzie się zadręczał tym codziennie. Musiał chodzić do pracy, by nie myśleć o tym co by było gdyby. Żeby nie patrzeć na swoją świeżo upieczoną małżonkę i wyobrażać sobie jej z zaokrąglonym brzuchem. Dziś mógł przyznać, że dobrze mu to zrobiło a jego świetny humor dawał jasny znak, że po chwilowej depresji nie było śladu.
Doszedł do wniosku, że przecież są młodzi i jeszcze niejedna ciąża w życiu ich czeka. Liczył na to, że razem z tą rudowłosą pięknością spłodzą gromadkę dzieci, choć najpewniej ona wcale nie miała takich marzeń. Wrodzona pewność siebie i nabyty urok osobisty dawały mu jednak nadzieję, że uda mu się ją do tego przekonać i już w myślach planował jak to zrobi.
Jak mogłaś kiedykolwiek nazwać mnie wrzodem na tyłku mając tak zrzędliwą siostrę — skwitował wypowiedź dziewczyny. Chwilowo pominął kwestię psów oraz wyjazdu za granicę skupiając się na tym, że jedyna pozostała PANNA Haldane zaczyna powoli zachowywać się jak zrzędliwa stara baba. — Kupmy jej na urodziny gromadkę kotów, będzie zachwycona — zakpił. Nigdy nie lubił tej dziewczyny. Przebywając na wakacjach u państwa Haldane zawsze wolał skupiać swoją uwagę na dręczeniu Leslie, gdyż dręczenie drugiej z rudych sióstr nie dawało mu żadnej satysfakcji. Była taka nijaka. Bez tego błysku w oku i śmiesznych warkoczy stawała się dla Cama po prostu przezroczysta.
Zimą namawiałaś mnie na Argentynę. To co, Argentyna? Mam kilka dni wolnego w zapasie, Minister z pewnością nie będzie miał nic przeciwko. Możemy zarezerwować świstoklik gdzieś na początek maja. — Sam o tym myślał. Wizja namiętnych chwil z Leslie w Ameryce Południowej towarzyszyła mu kiedyś każdej nocy zanim zasnął. Opętała go ta myśl swego czasu, ale potem ciąża odsunęła każdy plan na dalszy tor.
Poza tym, jeśli się nie mylę, nadal należy nam się zaległy miesiąc miodowy
Obrócił się na moment w stronę baru, by napełnić kieliszki złocistym płynem. Nadal nie był przekonany co do słuszności wyboru żony ale skoro chciała tequile to będzie pić tequile, a Cam jej potem wytrwale przytrzyma włosy, gdy będzie robiła przegląd tygodnia w toalecie. Przesunął kieliszek w jej stronę, nasypał sobie cynamonu u nasady kciuka i z uśmiechem dopełnił całości przygryzając plasterek pomarańczy. Tequila nie paliła tak w przełyku, ale doskonale wiedział, że to tylko pozory. Otworzył oczy by sprawdzić, czy Leslie dotrzymała mu kroku.
Już mamy psa — skrzywił się nieznacznie. Cam lubił Lupusa, ale przerażała go wizja posiadania nagle większej ilości czworonogów na tak małym metrażu. Przecież przez trzydzieści lat swojego życia nie posiadał nawet złotej rybki, nie mówiąc już o kwiatku na parapecie a teraz proszę - żona, pies... — Twoja siostra naprawdę uważa, że to coś strasznego nakarmić je i wypuścić je na zewnątrz? Nie uważasz, że w Londynie będzie im za ciasno skoro tam mają tyle hektarów by móc się wybiegać?
Starał się używać jak najbardziej racjonalnych argumentów, ale niestety nie miał żadnej obrony przed tonem, który Leslie przybrała po jego słowach. Westchnął zrezygnowany uważając, że może chociaż zaproponuje jakiś kompromis, chociaż i tak wiedział, jak to się skończy.
Wyślę sowę do Aleca, żeby pomyślał o psach. Jeśli to nic nie da, to nie wiem. Sprzedamy nasze mieszkania i kupimy sobie jakiś niewielki dom... — odparł, wiedząc, że i tak przegrał. Równie dobrze już mógł kupować firanki do ich nowej Fawleyowej posiadłości.
Leslie Fawley
Leslie Fawley

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Re: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu EmptyNie 16 Gru 2018, 18:56

Leslie nigdy nie była grzeczną dziewczynką. Lubiła dobrą zabawę, tani alkohol i szybki seks. Ciężko powiedzieć co poszło nie tak jak powinno- wszakże wychowywano ją jak na arystokratkę przystało. Zapewne jednak buntownicza natura wygrała z wychowaniem sprawiając, że po skończonym Hogwarcie zaczęła być bywalczynią najdzikszych imprez w niezbyt wyszukanym towarzystwie. Często budziła się obok nieznajomego, często też nieznajomego wyrzucała ze swojego niewielkiego mieszkanka tuż kiedy została uraczona dawką współczucia czego nienawidziła. Cudze współczucie dla siebie wolała zapijać. Od miesięcy nikt jej nie współczuł. Czego miałby? Dobra praca, idealny partner, pełna skrytka w Gringottcie- wszystko było tak jak powinno być do tej okropnej nocy kiedy poroniła. Nie mogła widywać się z ojcem, bo nie mogła znieść litości w jego spojrzeniu. Dorosła strasznie szybko do roli matki i żony i równie szybko musiała pożegnać się z rolą matki. Nie pozostało jej nic innego niż wrócić do taniego alkoholu z tą odmianą, że teraz szybki seks będzie uprawiać z Camem, a nie lepszym przystojniakiem z baru. Zamierzała się przy tym dobrze bawić, bo na brodę Merlina- była młoda. Ostatnio zdążyła zapomnieć o tym jakże istotnym fakcie.
- Oczywiście, papi - uśmiechnęła się szeroko, jakby znów miała szesnaście lat i po raz pierwszy miała zamiar się uchlać. Wtedy to był jedynie solidnie doprawiony poncz na imprezie Puchonów, ale o dziwo pamięta, jak doskonale później było tańczyć do rana.
- O tak, pokaż jak twoje pokolenie pije tequilę - prychnęła, aby zaraz przejąć butelkę z najlepszym co Meksyk dał światu poza chihuahua, bo jednak była psiarą ponad wszystko, chociaż małej szczekaczki w domu nie mogłaby mieć.
- Wiem, ale oboje przesadziliśmy. Musimy się ogarnąć. Ogarnąć życie i żyć jak przedtem. Nie można tak ryzykować. Ja wiem, że jest źle, ale mamy siebie... Nie może Ci się nic stać, rozumiesz? - powiedziała spokojnie patrząc na niego poważnie swoimi czekoladowymi tęczówkami. Nie wyobrażała sobie, że mogłoby się mu coś stać, a niestety bycie aurorem wiązało się z ryzykiem, że któregoś dnia nie wróci do domu, a zamiast tego pojawią się jego przełożeni, żeby przekazać jej jego różdżkę, obrączkę i zegarek, bo często nic więcej z człowieka nie zostaje. I to ryzyko nie dawało jej spać po nocach. Bez Fawley'a zostanie absolutnie sama, a samotności bała się bardziej niż czegokolwiek innego. Zawsze jednak był Alec który gotów był ją przed tym osłonić. Teraz jednak Alec był dla niej jak martwy. Oszukał ją, złamał wszystkie obietnice i zniknął wuj wie gdzie.
- Zrzędzi z racji wieku. Ma to po matce - usprawiedliwiła starszą siostrę na chwile zamierając. Po raz pierwszy obroniła ją w jakiejkolwiek rozmowie. Bo to liczy się już jako obrona. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie były razem z S. najlepszymi przyjaciółkami. Najwidoczniej jednak nic nie jednoczy lepiej niż wspólny wróg, a niezaprzeczalnie obie miały ochotę znaleźć starszego brata tylko po to, żeby ten rudy cwel odpowiedział za swoje zniknięcie.
Zaśmiała się cicho słysząc o kotach i łaskawie oddała mu butelkę, żeby sam napełnił kieliszki.
- Tak, tak, tak! Jedziemy do Argentyny! Ja mam mnóstwo wolnego, bo nie miałam ostatnio nawet wolnych weekendów. Możemy się na spokojnie wyrwać na tydzień z kawałkiem - poprzez "kawałek" miała na myśli w sumie kolejny tydzień, bo dzięki jej pracoholizmowi udało jej się mieć mnóstwo zaległych dni wolnych. Jeszcze z poprzednich lat udałoby się wyłuskać dodatkowy tydzień. Niezaprzeczalnie jednak zwiałaby na piaszczyste plaże już na zawsze kompletnie zapominając o deszczowych wyspach Wielkiej Brytanii.
- Kompletnie zapominam o tym, że minęły dopiero cztery miesiące. Mam wrażenie, że minęły co najmniej dwa lata od naszego ślubu - wyjaśniła patrząc jak wprawnym ruchem napełnia kieliszki. Obserwowała jego poczynania z cynamonem i pomarańczą, bo sama nie była największą fanką tych świątecznych smaków i czekała, aż otworzy oczy i popatrzy jak powinno pijać się tequilę. Czyli sauté, samą samiusieńką, bo przez dodatki zawsze ma się kłopoty. Dlatego wychyliła szota jednym ruchem i zaraz skrzywiła się niemiłosiernie czując jak szatańska pożoga szaleje w jej wnętrznościach. Zaraz pozostało jednak przyjemne ciepło.
- Ujmę to tak: albo bierzemy od niej zwierzynę a ona kisi się z moją matką, albo wciśnie nam matkę i łaskawie zajmie się zwierzyną. Oboje wolimy chyba pchlarzy niż panią Haldane, prawda? - ona na pewno wolała pchlarzy. Im dalej była od mamusi tym bardziej ją kochała. I to akurat działało w obie strony.
- Zawsze chciałeś wiedzieć na co przejebałam swój fundusz powierniczy, ale dotychczas nie była to twoja sprawa - na te słowa uśmiechnęła się ironicznie, bo fakt, męczyło go to od lat, ale jako przyjaciel jej brata mógł sobie pytać i pytać, a i tak nie uzyskałby odpowiedzi. Les jednak była mistrzynią inwestycji. -Skoro jednak jesteś moim mężem mogę więc pochwalić się, że ułamek majątku Haldane którym mogłam dysponować zainwestowałam w taką malutką działeczkę w Irlandii. Uznałam, że to będzie niezwykle zabawne jak tam kiedyś zamieszkam, bo przecież nie będę się niczym wyróżniać od tych rudych Irlandczyków. Więc mamy tam dom, taki ze stajnią i padokiem i widokiem na klif. W dodatku z dala od mugoli. Aktualnie jest posiadłością na wynajem, ale jak zdecydujemy się na przeprowadzkę na wieś to zawsze mogę wypowiedzieć umowę. I tak przydałby się tam remont. I nie sprzedamy żadnego mieszkania. Wiesz jaki zysk jest z wynajmów? - puściła mu oczko by zaraz wzruszyć ramionami, jak gdyby nigdy nic. Ruda miała rękę do pieniędzy. Umiała je zdobyć, pomnożyć, a i z wydawaniem nie miała większych problemów. Zawsze jednak żyła na plusie, a dostała przecież tyle samo co każde dziecko obrzydliwie bogatej rodziny wraz z ukończeniem studiów. Pozwalała jednak wszystkim myśleć, że jej majątek został przepity i już dawno wyrzygany w pierwszej lepszej spelunie.
Sponsored content

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty
PisanieTemat: Re: Pub Fontanna Szczęśliwego Losu   Pub Fontanna Szczęśliwego Losu Empty

 

Pub Fontanna Szczęśliwego Losu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Londyn
 :: 
Magiczne Ulice
 :: Pokątna
-