IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Gabinet Blaisa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Daniel Blais
Daniel Blais

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyPią 23 Mar 2018, 21:10



Gabinet Blaisa


Niewiele zmienił w dawnym gabinecie ojca. Ciemne drewno dominuje w pomieszczeniu, zarówno pod postacią ciężkich mebli, jak i ścian, a ciemnozielone dodatki sprawiają, że całość jest raczej przytłaczająca. W powietrzu zazwyczaj unosi się zapach skórzanych mebli, męskich perfum i dymu z papierosa. Znajduje się tu nawet kominek, który trzaska przyjemnie, mimo że jest sztuczny. Najważniejszym dla Daniela meblem jest oczywiście dobrze wyposażony barek.



Ostatnio zmieniony przez Daniel Blais dnia Sob 31 Mar 2018, 19:45, w całości zmieniany 3 razy
Alecto Carrow
Alecto Carrow

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptySob 24 Mar 2018, 20:40

Depresja jest podłym stanem... Organizm, do którego się wedrze czasami nie zdaje sobie sprawy, że ma w sobie pasożyta... Potrzeba elementu zewnętrznego by świadomość go odnalazła. To był przypadek obrazujący Alecto Carrow. Jadła, piła, oddychała nie czując w sobie życia. Egzystowała, pogrążona we własnych myślach, nie miała pojęcia kiedy straciła kontrole nad swoimi relacjami z Danielem. W ich „związku” to ona była dominantą, lecz teraz stała się zdominowana. Mijała go na korytarzu, w pokoju wspólnym, Wielkiej Sali, miała wrażenie, że jest wszędzie tam gdzie ona. Jego obecność, przypominała boleśnie i okrutnie o tym, że była dla niego jedynie przedmiotem. Cierpienie, ciągłe cierpienie. Dotychczas nie przekonała się o własnej bezsilności, aż do teraz. Wierzyła w to, że jest tak silna. Czuła się tak słaba, tak mizerna. Zniszczona. Widząc go, chwilami budziła w sobie litość. Ciężar rozstania spoczywający na jego barkach... Tak niezwykła była jego siła, skąd ją czerpał? Ona Alecto Carrow niegdyś „panienka wiedząca wszystko” nie miała nic. To co kochała odeszło, to co kochała opuściło ją. Była tam, otoczona skorupą skrywającą każde z ciemnych uczuć, żal wydzierający każde z jaśniejszych wspomnień, tworząc przed światem barierę w postaci pięknej otoczki, której ludzkie oko nie było w stanie przeniknąć. Piękna zewnętrznie, wewnętrznie pusta muszla. W krótkiej chwili gdy jedno spojrzenie napotkało drugie, miała wrażenie…..jednak po chwili pojawiała się ignorancja. Ona odpowiadała tym samym, nie świadoma walki jaką on również toczył. Zatraciła się w swojej rozpaczy, błagając aby rok szkolny jak najszybciej dobiegł końca. Wakacje nie okazały się czasem zbawienia dla jej duszy. Dusiła ją apatia zatruwająca powietrzę, próbowała wrócić do życia. Rodzinne spotkania, wyjazdy, delegacje, wszystko to wymagało od niej pewnego rodzaju wysiłku, dzięki czemu na chwilę zniknął jak wiele wspomnień zatartych niedoskonałością ludzkiej pamięci. Zatracona w obowiązkach nie zauważyła upływu czasu, była za to wdzięczna losowi. Na chwilę jej dusza odpoczęła, a serce jakby na nowo próbowało odnaleźć swoje porozrzucane części.
***
Jedenaście miesięcy upłynęło, od końca ich związku. Jedenaście cholernych miesięcy. Jedna, krótka chwila naszego istnienia….bądź wieczność. Wszystko zależało od punktu widzenia. Zerwała z nim wszelkie relacje. Próbowała zapomnieć i bywały chwilę, że się jej to udawało. Ból pozostał, złamane serce boli najbardziej, jednak utwierdziło ją to tylko w przekonaniu, że kochała miłością prawdziwą. Miała przecież szczęście czyż nie? Kto jeszcze może powiedzieć coś takiego? Kto kochał prawdziwie? Czy nie lepiej jest kochać i stracić niż nie poznać smaku tego uczucia? Alecto Carrow jeszcze nie potrafiła odpowiedzieć, może była zbyt młoda. Potrzebowała więcej czasu, aby to wszystko przetrawić i dokładniej przemyśleć. Serce sobie, a rozum sobie.
Jedenaście miesięcy, trzysta dwadzieścia dni, dni w ciągu których próbowała zapomnieć, nauczyć się żyć na nowo. Tyle dni dawała radę, wychodząc powoli na prostą, żyła coraz większą nadzieją. Nadzieją, która została rozwiana jednego poranka. Jedno spotkanie, które na nowo obudziło zakazane uczucie, spowodowało ból, wywołało mętlik w głowie. Pocałunek. Czuła wokół siebie jego zapach, był dla niej jak narkotyk, ciepło ciała za którym tak bardzo tęskniła. Pocałunek, pełen pasji, tęsknoty…..wyznanie. Bezdźwięczne, pozbawione słów, a jednak zrozumiała je doskonale. Było to dla niej jak wyzwanie, zaczepka aby podjęła tę grę jeszcze raz. Tylko czy owa gra była warta świeczki?
Przekorny los stawia na naszej drodze różnych ludzi. Jednych z nich tylko na chwilę, a innych na zawsze. Jedno jest pewne. Każda z tych osób czegoś nas uczy. I znowu przewrotne fatum postawiło na drodze Alecto Carrow mężczyznę. Liam Walker. Podczas pierwszego niepozornego spotkania na ulicy, nie przypuszczała, iż okaże się on jej wybawcą zmieniającym dotychczasowe spojrzenie na świat. Rozmowa w mugolskiej kawiarence, zgubiony portfel, kolejne spotkanie. Wszystko to doprowadziło do momentu, w którym życie blondynki zaczęło obracać się o kolejne stopnie. Najpierw dziewięćdziesiąt, potem sto dwadzieścia i wciąż brnęło do przodu. Minęły zaledwie cztery tygodnie, a ona powoli wybudzała się ze snu, który teraz z perspektywy czasu był tylko koszmarem.
Niepozorny Amerykanin zaczął pokazywać jej inny świat. Chociaż był czarodziejem czystej krwi, a jego rodzina ze strony matki była dość wpływową, on nie odnosił się z tym, a dodatkowo jego poglądy bardzo różniły się od tych głoszonych przez rodzinę Alecto czy Daniela. Daniel Blais. Rozbił mur, który z trudem wzniosła wokół siebie. Widział ją taką jaką, ujrzeć nie miał nikt. Czuła się jakby stała naga w ciemnościach. Chciała móc go nienawidzić, ale nie potrafiła. Oboje nie byli już tacy jak dawniej. Nie sposób zmienić tego, co się stało, więc co im pozostało?
Blondwłosa Ślizgonka powoli godziła się z tym wszystkim. Gdy był daleko radziła sobie, zajęta przyziemnymi sprawami, nie pozwalała sobie na rozmyślanie i snucie domysłów „co by było gdyby….”. Jednocześnie bała się ponownego spotkania, czuła jakby oszukiwała los. Całe cztery tygodnie spędziła w zamku, nie uczestnicząc nawet w wypadach do Hogsmeade. Nie chciała kusić przeznaczenia, w dodatku jej grafik był wypełniony, zajęciami, dodatkowymi lekcjami oraz pracami domowymi. Monotonie życia uczennicy przerywały tylko listy od Liama, które wymieniali prawie codziennie. Rano podczas śniadania otrzymywała sowę, zaś wieczorami siadała w swoim łóżku udzielając odpowiedzi. Poznała bliżej panicza Walkera, zaciekawił ją. Ich relacja była czysto przyjacielska, nie narzucali sobie wzajemnie swoich poglądów, ich relacja była jasna i klarowna, co bardzo jej odpowiadało. On pokazywał jej to czego dotąd nie znała, a ona ukazywała mu jak wygląda życie magicznej elity. Jego fascynował mugolski świat, ona powoli go poznawała.
Nie było to przymusowe, opowiadał jej w listach o różnych przygodach ze swojego życia, a gdy coś ją zainteresowało zadawała pytania, na które zawsze znalazł odpowiedź. W oczach Liama mugole nie byli zagrożeniem, wręcz przeciwnie okazywali się sprzymierzeńcami. Alecto sama doszła do wniosku, iż naród niemagicznych rzeczywiście jest nieszkodliwy. Zwłaszcza, że większość nie zdawała sobie spraw albo wręcz całkowicie nie wierzyła w istnienie magii. Czyżby panienka Carrow miała opowiedzieć się po „złej” stronie?

****

Jej kroki dźwięczały nienaturalnie głośno, odbijając się echem od wypolerowanego do połysku ciemnego parkietu atrium. Rzadko kiedy odwiedzała Ministerstwo, tym razem jednak dostała zadanie od swojej matki. Miała dostarczyć Panu Blaisowi kopertę z ważnym listem, niebieskooka nie miała pojęcia co zawiera, lecz musiało to być coś ważnego, w innym wypadku wysłała by go po prostu sową.
Minęła Fontannę Magicznego Braterstwa i zdobiące ją wielkie, złote figury, kierując się w stronę szeregu wind. Czuła nerwowe łoskotanie w żołądku. Nie była pewna czy spotkanie z panem Blaisem było dobrym pomysłem, Daniel zapewne nie zwierzył się ojcu, a on sam darzył ją dużą sympatiom, dlaczego więc czuła niepokój? W zamyśleniu wkroczyła do windy, brzegiem świadomości rejestrując chłodny głos, zapowiadający kolejne wydziały. Dopiero wychodząc z niej na korytarz Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów otrząsnęła się z odrętwienia.
Biuro pana Blaisa znajdowało się na samym końcu. Stukot obcasów, które miała na sobie niósł się po korytarzu. Ubrana w eleganckie czarne spodnie dopasowane do jej kształtnych bioder, w długości 3/4 , białą bluzkę i marynarkę wyglądała bardzo oficjalnie, choć z lekką dozą seksapilu. Dzierżyła w dłoni białą kopertę zapieczętowaną herbem rodziny Carrow. Gdy stanęła przed ciężkimi drzwiami, nabrała powietrza w płuca, po czym powoli je wypuściła. Zapukała w drewnianą powierzchnie, słysząc głośne proszę pewnym krokiem weszła do środka. Pomieszczenie jak mogła się spodziewać było przytłaczające, jedynie kominek dodawał temu miejscu swego rodzaju ciepła. Jednak nie to przykuło jej uwagę. Za ciężkim ciemnym biurkiem siedział mężczyzna, jednakże jego czuprynę nie pokrywały siwe włosy, które zawsze kojarzyła z ojcem Daniela. Chyba pomyliłam gabinety była to pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy, lecz postanowiła się odezwać.
-Dzień dobry, przepraszam szukam pana Blaisa – powiedziała na powitanie pewnym głosem –Mam dla niego ważną przesyłkę, nazywam się Alecto Carrow – dodała, robiąc kilka kroków do przodu, tak że teraz znajdowała się na samym środku pokoju.

Daniel Blais
Daniel Blais

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyNie 25 Mar 2018, 22:15

Dzień powrotu do Anglii był jednym z najgorszych w jego życiu, mógł śmiało przyznać to przed sobą i przed całym światem, będąc pewnym, że mówi prawdę. Każde kolejne wydarzenie, każda minuta i każde wypowiedziane słowo zdawało się popychać go do przodu. Tyle, że przed nim nie było nic więcej, nic poza usuwającym się spod stóp gruntem i ogromną, spowitą londyńską mgłą przepaścią. W tym momencie stał na samym jej skraju, świadom, że wkrótce się potknie i będzie spadał, spadał spadał.
Był skończonym głupcem jeśli choć przez moment myślał, że uda mu się postawić na swoim. Tego dnia, kiedy w Dziurawym Kotle pękło mu serce, a chwilę po tym zupełnie pijany pojawił się w domu, został obdarty z pozostałości swojej wolnej woli i godności, jaka mu jeszcze została. Kiedy teraz o tym myślał zdawało mu się jakoby przekraczając próg rodzinnego domu zgodził się na wszystko, bez pytań, bez warunków. Tak jak zawsze. Wystarczyło spojrzenie stalowo zimnych oczu, dotyk dłoni schorowanego ojca, a już miał go w garści, ściskając tak mocno, że serce podchodziło mu do gardła. Matka jak zwykle lustrowała wszystko smutnymi zielonymi oczyma, przysłuchiwała sie rozmowie z ojcem, czasem ukradkiem kręciła głową, dając synowi znak, że nie czas teraz na jego zdanie, że i tak wszystko zostało już zaplanowane, uknute przeciwko niemu. Mimo że kochała go najbardziej na świecie, nie potrafiła zrobić nic żeby go uszczęśliwić. Czasem skrycie obarczał ją winą za to, że nigdy nie postawiła się ojcu, ale zaraz potem uświadamiał sobie, że i jemu nigdy się to nie udało.
Po rozmowie w posiadłości Blaisów wszystko potoczyło się tak szybko, że właściwie nie miał czasu dłużej zastanawiać się i użalać nad swoją przyszłością. Nie było zresztą nad czym się zastanawiać, to właśnie była jego przyszłość, to pewne i uzgodnione - po szybkim przyuczeniu do zawodu znalazł się w Ministerstwie Magii, obejmując stanowisko, które zapewnił mu ojciec. Posada w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów nie była najbardziej prestiżowa, ale stanowiła dobry start dla dwudziestoletniego chłopaka bez doświadczenia, a nawet wykształcenia w tej dziedzinie. Nie miał na co narzekać, większość mogła tylko pomarzyć o tak wygodnej, zaplanowanej w każdym calu przyszłości. Jedynie pustka, jaką czasem widział w swoich oczach kiedy przyglądał się swojemu odbiciu wywoływała na jego karku nieprzyjemny dreszcz.
Ostatnimi czasy jego życie wypełniały sterty dokumentów. Uzupełniał je w pracy, uzupełniał również w domu. Robił to nawet we śnie, czasem budząc się na dźwięk własnego głosu, kiedy gorliwie zapewniał wyśnionego przełożonego, że na jutro wykona całą powierzoną mu pracę. Jego własna niekompetencja była dla niego tak frustrująca, że za cel postawił sobie ogarnięcie wszystkiego w dwa tygodnie. Nawet jeśli nigdy nie prosił o tę posadę, nie zamierzał pozwolić by za jego plecami mówiono o nim, że jedyne co potrafi to żerować na nazwisku ojca. Przepracowywał się, bo jak zwykle opinia innych osób była siłą, która najsilniej popychała go do działania. Żałosny mały człowiek.
Zagryzał wargę i nerwowo machał stopą, będąc właśnie w stanie najwyższego skupienia. Pionowa zmarszczka nie znikała spomiędzy ciemnych brwi nawet na sekundę, a pióro skrobało cicho o pergamin. Był już bliski połamania sobie mózgu, kiedy z tego osobliwego transu wyrwał go dźwięk pukania do drzwi. Poirytowany, że przerwano mu w tak ważnym momencie powiedział głośne "proszę" i  natychmiast wrócił do pisania, czując, że jeśli nie skończy tego w tym momencie nigdy nie uda mu się tego dokonać. Zostało mu już tak niewiele do zrobienia, kiedy usłyszał damski głos. Szukała Blaisa? Znalazła. Jeśli nie miała dla niego kolejnego pliku dokumentów to tylko niepotrzebnie zakłócała jego spokój. Nie przyjmował jeszcze interesantów, póki co zajmował się tylko papierkową robotą. Ona nie zrażała się jednak brakiem reakcji z jego strony, wyraźnie zdeterminowana żeby załatwić swoją sprawę. Zanurzył pióro w atramencie i na dźwięk jej nazwiska z niedowierzaniem podniósł głowę. Zmarszczka między brwiami znacznie się pogłębiła, wargi jakby lekko się rozwarły, a zielone oczy zlustrowały Alecto z wyraźnym zaskoczeniem. Był bliski przetarcia oczu, by upewnić się, że nie jest to jedynie jego wyobraźnia, ale zamiast tego wyprostował się, czując jak stres obejmuje jego mięśnie żelaznym uściskiem.
- Alecto. - starał się włożyć w to słowo tyle chłodu i obojętności, ile tylko potrafił. Zaskoczenie powoli mijało, nadszedł czas na zimną kalkulację i ważenie swoich słów. Wiedział, że jeszcze ją spotka, ale, na Merlina, nawet w najczarniejszym scenariuszu nie zakładał, że stanie się to po zaledwie miesiącu. - Szukałaś mnie? Zatem znalazłaś.
Ręką wskazał jej fotel naprzeciwko masywnego biurka. Wyraźnie oczekiwał od niej jakichś wyjaśnień.
O jakiej przesyłce mówiła? Nie spodziewał się niczego podobnego. Czyżby służyła jej za wymówkę? Jak właściwie go znalazła i czy faktycznie go szukała? Miał tyle pytań, ale dziś nie zamierzał dać językowi wymsknąć się spod kontroli. Trzymał go na wodzy, choćby pod groźbą odgryzienia. Patrzenie na nią sprawiało mu ból, ale on już założył swoją perfekcyjną maskę, nie dał po sobie nic poznać. Ostatnio nosił ją przez cały czas i czuł się tak, jakby z dnia na dzień coraz bardziej stawała się jego prawdziwą i jedyną twarzą. Wyglądał jakby był zupełnie spokojny, ale tylko on czuł przyspieszone bicie serca, żołądek podjeżdżający do samego gardła i mięśnie ściśnięte tak mocno, że nie był w stanie się ruszać.
Alecto Carrow
Alecto Carrow

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyNie 25 Mar 2018, 23:18

Misternie uknuty plan, którego nie była wstanie przejrzeć. Intryga mająca na celu ponowne spotkanie Daniela i Alecto była bardzo dobrze przemyślana. A wszystko zaczęło się pewnego dnia, gdy panienka Carrow postanowiła zwierzyć się swojej matce, po kilku tygodniach jej błagań i próśb. Abigail bardzo dobrze ją znała, choć nie zawsze ich relacje były idealne, potrafiła wyczuć gdy coś jest nie tak, więź łącząca matkę z córką była niezwykła. Maska, którą blondynka zakładała dzień w dzień nie oszukała rodzicielki, wręcz przeciwnie zmusiła, aby ta podjęła odpowiednie kroki. Wtedy na nowo nawiązała się między nimi nić pewnego porozumienia, zagubiona wcześniej po nieudanych zaręczynach z Regulusem Blackiem. Tamtego dnia Alecto poczuła się zdradzona, długo chowając urazę do rodziców. Na szczęście los lubi być przewrotny, co pani Carrow wykorzystała. Posiadała wiedzę na temat, tego jakie relację łączyły jej córkę z paniczem Blaisem i choć chłopak nie należał do rodziny tak wpływowej, jak Blackowie całkowicie popierała ich związek, jako jedyna. Środowisko czarodziejów jest bezwzględne, przekonała się o tym nie raz, dlatego dla swojej pociechy chciała jak najlepiej.
Niebieskooka nie miała o tym wszystkim pojęcia, w innym wypadku nigdy nie zgodziłaby się aby dostarczyć owy list. Z każdym dniem życie bez Daniela wydawało jej się łatwiejsze, godząc się z definitywnym końcem relacji jaka ich łączyła, mogła zacząć tworzyć swoją przyszłość. Ukierunkować jej bieg, bez niepotrzebnych dramatów, rozpaczy i nocnych płaczów w poduszkę. Mogła nadać sens dotychczasowej egzystencji. Musiała przyznać, że Liam miał duży wpływ na to, co teraz czuła i w którą stronę kierowała swoje kroki. Chłopak zmienił jej dotychczasowe myślenie, zaczęła inaczej patrzeć na sprawę mugoli, walki dobrej strony ze złą. Wcześniej uważała, że nie magiczni to ci źli, lecz teraz byli dla niej obojętni.
Mężczyzna siedzący przy biurku zdawał się nie zauważać jej osoby, zamiast tego dalej pisał coś w stercie papierów,, która leżała przed nim. Widocznie był zbyt zajęty aby obdarzyć ją choć chwilą uwagi, ale ona nie zamierzała dać za wygraną. Matka powierzyła jej misję, którą zamierzała wykonać bez względu na wszystko. Obiecała jej to, choć samo przyrzeczenie owej obietnicy wydały się blondynce nieco podejrzane, jakby od tego miało zależeć czyjeś życie. Abigail należała do osób, które rzadko wywierały jakikolwiek wpływ na inne osoby, równie wyjątkowo prosiła kogoś o przyrzeczenie. W tym wypadku było inaczej, Alecto musiała trzy razy wypowiedzieć słowo „obiecuje”, aby matka dała jej w końcu spokój.
Dopiero kiedy brunet podniósł głowę znad papierów zrozumiała. Głos wypowiadający jej imię, jasnozielone oczy wpatrujące się w nią intensywnie. Daniel Blais. Blais. Cholerny Blais. Dziewczyna nabrała powietrza w płuca, a niesamowita złość zaczęła targać jej ciało. Była wściekła na matkę, była wściekła na Daniela i samą siebie. Była zła, że nie przewidziała co knuje jej rodzicielka, ale nie omieszka zemścić się za to. Czyżby kolejne bliska osoba ją zdradziła? Nie miała zamiaru pokazać chłopakowi jak silne emocje nią targają. Starała się uspokoić.
-Witaj, Danielu – opowiedziała głosem pozbawionym wyrazu. Przyszła tu oficjalnie i nie zamierzała aby ich prywatne sprawy ujrzały światło dzienne. Gdy wskazał jej miejsce, zajęła je bez ociągania, a ciszę między nimi zagłuszał jedynie stukot obcasów. –Moja rodzicielka zmusiła mnie, abym przekazała ci ten list – wyjaśniła wręczając białą kopertę. Zmusiła. Daniel powinien być świadom, iż z własnej woli nie przyszłaby tu nigdy.
Daniel Blais
Daniel Blais

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyPon 26 Mar 2018, 20:39

Przez krótką chwilę odniósł wrażenie, że i ona nie spodziewała się go tutaj zobaczyć. Ich reakcja była, w gruncie rzeczy, podobna - początkowe zaskoczenie, a zaraz potem szybkie przejście do formalnej wymiany zdań tak obojętnie, jak tylko potrafili. Właściwie było to całkiem zabawne - dwoje tak bliskich sobie ludzi sparaliżowanych swoją obecnością, wściekłych i zawstydzonych siedziało na przeciwko siebie, patrząc na siebie nawzajem, ale nie widząc zupełnie nic.
Przez ostatnie tygodnie myśl o Alecto była jak natrętny komar, który zaburza twój spokój, a najbardziej drażni kiedy jesteś o krok od zapadniecia w błogi sen. On jednak ją odrzucał, odsuwał w najdalsze zakamarki umysłu, nie pozwalając sobie na chwilę słabości. Czasem skutkowało to sennymi marzeniami i koszmarami, z których budził się gwałtownie, wściekły lub napalony, spocony, niespokojny. Nie potrafił zrozumieć uczuć jakie targały nim kiedy ją widział. Chciał ją złapać, zasmakować jej warg, zaraz potem odepchnąć, zostawić na zawsze. Chciał ją mieć i nie mieć. Kiedy ją odrzucał czuł do siebie obrzydzenie, kiedy jej ulegał było jeszcze gorzej. Nienawidził braku kontroli, a przy niej nie potrafił długo się kontrolować. Wtedy, w Dziurawym Kotle, był na skraju wytrzymałości jeszcze zanim ją zobaczył, ale sam przed sobą musiał przyznać, że nawet będąc w dobrym humorze postąpiłby podobnie. Wszystkie te miesiące rozłąki wywołały w nim mieszaninę skrajnych emocji, ale na pierwszy plan i tak wysuwała się tęsknota, rozpaczliwa i niemożliwa do zaspokojenia przez zwykłą rozmowę.
Kolejne słowa wywołały w nim dziwną mieszankę uczuć. "Zmusiła mnie". Czyli go nie szukała. Powinien odetchnąć z ulgą, tego przcież chciał - by o nim zapomniała, zajęła się swoim życiem, udawała, że Daniel Blais nigdy nie istniał. Tylko czemu czuł tak bolesny zawód? Jej obojętność była niespodziewanie bolesna, ugodziła prosto w jego dumne serce. Po tym szaleńczym pocałunku długo nie potrafił dojść do siebie, nawet po kilku głębokich wdechach lodowatego powietrza drżał z pożądania i nadmiaru uczuć, która ścisnęły jego serce. Wydawało mu się, że i ona czuła się podobnie, choć nie odważył się odwrócić kiedy opuszczał pub. Myślał, że przez tych kilka ulotnych chwil należała tylko do niego, że była uzależniona od jego pocałunków, tak jak on od całowania jej, a teraz stała przed nim zupełnie niewzruszona, jakby to wszystko nie miało znaczenia. W jej oczach nie było pustki, jaką wtedy w nich widział, właściwie wyglądała jakby wszystko sobie poukładała.
Skinął głową i wziął od niej kopertę i niespiesznie zerwał pieczęć. Odchylił się, zanurzając się w wygodnym oparciu fotela i zaczął czytać. Potarł kciukiem brew już po kilku pierwszych słowach, po kolejnych wstał i podszedł do "okna", stając tym samym tyłem do Alecto. Nie mógłby teraz na nią spojrzeć. Zagryzł wargę kończąc list, a potem przeczytał go jeszcze dwa razy, na wypadek gdyby coś mu się przewidziało. Jednak litery stały cały czas w tym samym szyku, układając się niezmiennie w te same słowa o tym samym znaczeniu. Słowa, które zmieniały wszystko.
- Tak... dobrze. - wydusił z siebie jak gdyby nigdy nic, choć w jego głowie szalała teraz straszliwa burza. Nie był pewien co powinien o tym myśleć. Wiedział, że nie było to pismo Al, zresztą dziewczyna była zbyt dumna by zrobić coś takiego po tym jak potraktował ją ostatnim razem. Właściwie dziwił się, że jeszcze nie wydrapała mu oczu. Znów podszedł do biurka, starannie złożył list w taki sposób, by ukryć jego treść i włożył go do popielniczki. Nastepnie za pomocą różdżki podpalił pergamin, z szufladki wyjął srebrną papierośnicę i odpalił jednego dokładnie tym samym narzędziem. Nie chciał by Alecto dowiedziała się co znajdowało się w liście, lepiej dla niej żeby tkwiła w przekonaniu, że chodzi tylko i wyłącznie o biznes. Zlustrował blondynkę zaciekawionym, już nie tak obojętnym spojrzeniem, głęboko zaciągając się dymem. Potrzebował chwili aby oswoić się z tym, o czym właśnie się dowiedział. Na usta jednocześnie cisnęło mu się siarczyste przekleństwo i szeroki uśmiech.
- Chcesz? - przesunął po blacie papierośnicę. Nie bardzo wiedział jak powinien się zakoch...zachować. Chciał ją ucałować, roześmiać się, a z drugiej strony nie wiedział czy ta informacja cokolwiek zmieniała.
Nie, chwila, co za bzdura - zmieniała wszystko. Przecież sytuacja w Dziurawym Kotle wyniknęła z błędnego przekonania, że dziewczyna zdążyła o nim zapomnieć, a teraz miał pewność, że nigdy jej się to nie udało. Podszedł bliżej niej, jakby ciągnął go do niej magnes. Chwilowo zapomniał o wszystkich swoich troskach. Strzepnął popiół z papierosa, list kończył się dopalać. Oparł się o biurko, stając obok niej i patrząc na nią z góry z ognikami w oczach.
- Co u Ciebie? Wyglądasz... dobrze. - och, Blais, na pewno stać Cię na więcej. Czyżby nagła radość odjęła mu rozum? - bardzo.. dobrze. Może się czegoś napijesz? Mam tu whisky, tequilę, gin... wódki nie proponuję.
Posłał jej uśmiech. Znalazł się teraz w bardzo dziwnej sytuacji i nie wiedział jak ma się zachować. Nie chciał dać po sobie poznać, że ten list tak wiele dla niego znaczył. Miał tylko nadzieję, że Al nie odrzuci jego wyciągniętej ręki w tak ważnym momencie.
Liam Walker
Liam Walker

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyPon 26 Mar 2018, 21:19

Kolejny poniedziałkowy poranek wiązał się z masą papierkowej roboty, Liam już od siódmej rano siedział w swoim gabinecie przerzucając papiery z jednej sterty na drugą. Miał wrażenie, że pracy nie ubywa, chociaż spędzał tutaj nadprogramowe godziny, zresztą nie jako jedyny. Dzierżąc w dłoniach kawę z mlekiem podpisywał kolejne dokumenty, odrzucając niektóre z nich. Praca sprawiała mu radość, nawiązywanie kontaktów z innymi czarodziejami było czymś fascynującym, poznał dzięki temu wspaniałe osoby. Zawsze był wdzięczny losowi, za to co osiągnął, zwłaszcza że do wszystkiego doszedł sam, swoją ciężką pracą. W dodatku był dość lubianą osobą, a nawiązywanie nowych znajomości przychodziło mu z łatwością.
Wziąwszy kolejny kawałek pergaminu westchnął zrezygnowany. Po raz kolejny na jego biurku znalazł się papier zapełniony francuskimi słowami. Choć chłopak nie należał do osób, które szybko się irytowały, nie był zachwycony kolejną pomyłką. Postanowił odnieść własność właścicielowi, jednocześnie pozwalając sobie na chwilę przerwy. Zmęczony umysł nie pracował już tak sprawie, a rozprostowanie nóg na pewno dobrze mu zrobi. Podniósł się z czarnego fotela czując ból mięśni, jakby wrósł w to miejsce. Zabrał z drewnianego biurka zwoje pergaminu, których nazbierała się już niemała ilość, po czym opuścił swój gabinet.
Pewnym krokiem przeszedł przez cały korytarz, biuro Blaisa znajdowało się na samym końcu. Daniela miał okazję poznać kilka tygodni temu, kiedy ten jako jeden z najmłodszych pracownik zjawił się w Ministerstwie. Początek ich znajomości nie był obiecujący, krążyły plotki, że młodziak dostał tę posadę przez wzgląd na swojego ojca, jednak z czasem Walker przekonał się do niego, a ich współpraca układała się naprawdę dobrze. Dobrze im się rozmawiało, nawet jeśli Blais był nieskory do zwierzeń. Stojąc pod ciężkimi, drewnianymi drzwiami usłyszał cichą rozmowę. Wyraz zdziwienia pojawił się na jego twarzy, nie sądził iż Daniel przyjmuje interesantów, on sam, chociaż podchodził do swojej pracy bardzo ambitnie, mógł ich przyjmować dopiero po trzech miesiącach. Zapukał, po czym nie czekając na odpowiedź wszedł do środka.
-Cześć. Mam kilka twoich dokumentów, chyba sowy znowu pomyliły biu..- – zaczął, ale urwał w połowie słowa kiedy rozejrzał się po gabinecie i zobaczył tę dwójkę. Zdziwiony zmarszczył brwi, a uśmiech, będący jego znakiem rozpoznawczym na chwilę zniknął. Lekkie zmieszanie wypełniło jego ciało i zawitało w jego oczach. Blais stał oparty o biurko z lekkim uśmiechem na ustach, a przed nim siedział nikt inny jak piękna Alecto Carrow. Czy kiedykolwiek widział żeby ten chłopak się uśmiechał? I sposób w jaki na nią patrzył...
Odchrząknął, jakby chciał zaznaczyć swoją obecność.
- Alecto? Miło cię znowu widzieć, mam nadzieję, że nasze spotkanie nadal aktualne? – zapytał, posyłając w jej stronę swój uśmiech numer 107, w którym to pokazuje cały rząd swoich śnieżnobiałych zębów.
- To są te papiery, Danielu. – dodał, kładąc pergamin na biurku, po czym puszczając oczko do dziewczyny opuścił gabinet.

z/t
Alecto Carrow
Alecto Carrow

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyPon 26 Mar 2018, 22:21

Hogwart to magiczne miejsce. Miejsce gdzie wszystko może się zdarzyć. To właśnie w tej szkole Alecto poznała Daniela. Przeżyła tu tyle wspaniałych i tych mniej szczęśliwych chwil. Ale żadnej z nich nie żałowała. To w tym miejscu dowiedziała się kim tak naprawdę jest i czego oczekuje od życia. Przyswoiła pewne wartości, zaś odrzuciła drugie. Nie wiedziała jeszcze po której stronie stanie, lecz powili czuła, że ta dobra zaczyna nią władać. To w zamku poznała pierwszy smak miłości. Pierwsze szczęście z nią związane. Przyszła nagle, niespodziewanie, uważała że nigdy jej nie opuści, że jest pięknie. Że jest jak w bajce, a marzenia się spełniają. Ale wystarczyło tylko kilka złych słów, zbędnych zdań wypowiedzianych w nieodpowiednim momencie. Wszystko się zmieniło. Całe szczęście i beztroska zniknęły. Wszystko nagle zalało się łzami i coś ukryło dobre strony życia. Trudno było jej w to uwierzyć, nie chciała w to wierzyć, poczuła jak nagle traci powietrze w płucach, kręci się jej w głowie, nie czuła gruntu pod stopami. Wpadała w głęboki dół i nie wiedziała, nie potrafiła, nie chciała z niego wyjść. Zamknęła się, udając, że nie słyszy wołania innych. Odrzuciła pomoc, nie przyjmowała rad, lały się łzy. Dlaczego? Dlaczego teraz? Dlaczego ja? Czy można było tego uniknąć? Te pytania nie dawały jej spokoju, a złe myśli krążyły po głowie. Każde inne odpychała, powoli się podała, czuła że nie zwycięży w tej walce, nie miała siły, chęci, motywacji…..wszystko się ulotniło. Nękały ją tylko wspomnienia, niczym powracający koszmar. Osoba Daniela doprowadzała ją do furii, miała jedynie ochotę rzucić na niego jakiś urok. Chciała go wyeliminować ze swojego otoczenia, jednak stojąc teraz przed nim zdała sobie sprawę, że jest to niemożliwe.
Nie sądziła, że dane będzie jej tak szybko go zobaczyć, odwlekała tę chwilę jak długo się dało. Nie była gotowa spojrzeć w jego oczy, dopiero co odzyskiwała równowagę, godząc się z całą sytuacją i światem. On również był zaskoczony jej widokiem, czyżby nie chciał jej widzieć nigdy więcej? Właściwie jasno jej to wyjaśnił podczas ostatniego spotkania. W rzeczy samej, cała ta sytuacja była komiczna. Jeszcze kilka miesięcy temu tak wiele ich łączyło, mieli plany na przyszłość, najpierw wspólne wakacje we Francji, a być może później i całe życie. Poświęciła dla niego swoją reputację, reputację swojej rodziny, skreślając siebie w towarzystwie. Wpatrywała się w niego. Jego martwe jasnozielone oczy, a przecież żył, oddychał, był.
Ona też była, jednak w przeciwieństwie do chłopaka zaczęła żyć życiem prawdziwym, nie jego imitacją. W jej życiu pojawił się ktoś, wpłynął na jej uczucia i emocję, podniósł ją, nie pozwalając by upadła ponownie i starając się aby zapobiec złym wydarzeniom. Prawdziwy przyjaciel, którym niegdyś był on. Chłopak siedzący przed nią, ubrany w garnitur, który był wrakiem osoby którą niegdyś znała. Serce w piersi było jej szybciej niż powinno, patrząc na niego miała ochotę podejść i bez słowa przytulić do siebie. Powiedzieć, że tęskni, że brakuje jej ich rozmów, wspólnych wieczorów, nawet tych chwil bez wypowiedzianych słów, brakowało jego. Nie mogła sobie na to pozwolić, nie mogła pokazać jak bardzo jej zależy, bo wtedy mógłby ponownie to wykorzystać. Bała się, że będzie zbyt słaba. W głowie jak mantrę powtarzała słowa „musisz być silna”. To dodawało jej odwagi, nie pozwoliło się rozkleić czy ugiąć. Zaczęła nowe życie bez niego i zamierzała się tego trzymać. Bez słowa wziął od niej kopertę po czym zaczął czytać list, blondynka nie znała jego treści, właściwie ją to nie interesowało. Lecz mijały sekundy, które przerodziły się w minuty, a on nadal milczał. Cisza między nimi była nie do zniesienia, jednocześnie budząc w dziewczynie swego rodzaju ciekawość, cóż mógł zawierać owy skrawnego papieru, który doprowadził Blaisa do milczenia?
Spojrzała na niego zaskoczona, unosząc do góry brwi, gdy ten nagle podpalił list, jeszcze większe zdumienie wywarł na niego fakt, nagłej zmiany nastroju Daniela. Nie była pewna czy zostać, a może powinna już uciekać? Wszystko to wydawało się bardzo podejrzane. Alecto rzadko kiedy doszukiwała się spisków, jednak teraz intuicja podpowiadała jej, że ten list nie mógł być zwyczajny. Nie omieszkała zapytać o to swojej matki, gdy wróci do domu.
-Nie dziękuje – odpowiedziała na jego propozycję, nie chciała tutaj siedzieć dłużej niż było to koniecznie, a już na pewno nie miała grać w gierki Blaisa. Wiedziała jaki potrafił być, znała go już kilka lat, nie raz była światkiem jego „podbojów”, więc doskonale zdawała sobie sprawę do jakiś sztuczek potrafił się posunąć, choć nigdy wobec jej osoby. Niestety ludzie się zmieniają. Nagle znalazł się niebezpiecznie blisko niej, mogła poczuć jego obezwładniający zapach, który działał na nią jak narkotyk. Nieświadomie zaciągnęła się nim. Spoglądając w jego oczy ujrzała te ogniki, zamrugała kilka razy nie będąc pewną, czy to, aby nie sen.
- Czy ty się dobrze czujesz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Wyglądasz dobrze…co to ma znaczyć? pomyślała, wstając ze swojego miejsca –Na mnie już czas – dodała. Znowu z nią pogrywał, miała tego serdecznie dość, nie chciała po raz kolejny stać się marionetką w jego rękach. –Przyszłam tutaj w sprawach oficjalnych Panie Blais – oznajmiła patrząc na niego karcąco. –Poza tym dżentelmeni nie piją przed południem, zastanawiam się tylko co takiego było w tym liście skoro nagle w twoim zachowaniu zaszła taka zmiana – warknęła w jego stronę, delikatnie tracąc nad sobą panowanie. Właśnie miała się już zbierać, kiedy od ścian gabinetu odbił się stukot, a po chwili wparował do niego nikt inny jak Liam, wyraźnie zdziwiony jej obecnością.
Blondynka posłała szeroki uśmiech w kierunku Amerykanina, to była właśnie ta milsza strona jej pobytu w Londynie, zamierzała spędzić tutaj cały okres ferii zimowych, zaś panicz Walker obiecał jej pokazać inną stronę tego miasta osobiście.
-Witam Liamie, ależ oczywiście, cieszę się że znajdziesz dla mnie trochę czasu – odparła na jego pytanie, a ten znikł tak szybko jak się pojawił. – Czy masz mi jeszcze coś to powiedzenia? – pytanie skierowała do Daniela, nawet na niego nie spoglądając. Chciała wyjść, uciec stąd jak najdalej. Nie mogła.

Daniel Blais
Daniel Blais

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyWto 27 Mar 2018, 14:25

Nic nie potrafił poradzić na to, że potrzebował być blisko niej. Czuł tę potrzebę za każdym razem kiedy ją widział. Stał przy niej, delektując się jej słodkim, kuszącym zapachem, a do głowy cisnęło mu się milion kreatywnych pomysłów na wykorzystanie mebli w jego gabinecie. Najwyraźniej był w tych myślach odosobniony, bo wszystko co robiła i mówiła Alecto wskazywało na to, że wcale nie ma ochoty patrzeć na niego dłużej niż powinna. Czy się tym przejął? Niekoniecznie. Ale jego uśmiech i tak trochę zbladł, a cała spontaniczna radość osiadła, odbierając mu ten zastrzyk nagłej energii. Mogłeś się tego spodziewać, Blais. Alecto nie była zwykłą dziewczyną, nie musiała błagać go o uwagę i ulegać kiedy tylko tego pragnął. Nie była mu nic winna, on sam zwolnił ją z tej powinności. Nie zamierzał jednak dać tak szybko za wygraną, po raz pierwszy od miesiąca coś w sobie poczuł, serce zabiło, dając znak, że jednak żyje zamiast tylko egzystować. Przez tych kilka sekund znów był zdolny do miłości i radości, i zrozumiał, że nie może tak łatwo się poddać. Musiał walczyć o swoje "ja", a ona była jedynym znanym mu lekarstwem.
- Całe szczęście, że nie jestem dżentelmenem - wykrzywił wargi w gorzkim uśmiechu pozbawionym wesołości. Zamierzał nalać sobie szklaneczkę czegoś mocniejszego, tak na odwagę, i powiedzieć jej co sądzi o formalnościach oraz gdzie i jak głęboko je teraz ma, ale zanim zdążył choćby się ruszyć drzwi do jego gabinetu stanęły otworem, po raz kolejny tego dnia. Wypuścił w powietrze ostatnią chmurkę dymu, zgasił resztę papierosa w popielniczce i bezgłośnie westchnął.
- Walker. - skinął głową na powitanie. W jego ustach nazwisko chłopaka brzmiało prawie tak jak "dzień dobry". Cholerne dokumenty, wiecznie się mieszały. Pracował tu od niedawna, a już zdążył na własnej skórze przekonać się jaki chaos panuje w tym departamencie.
Zmieszanie wyraźnie widoczne na twarzy Liama wywołało w Danielu dziwną niepewność. Czy mogło chodzić jedynie o to, że pracował za krótko, by przyjmować interesantów? Czy taka błahostka mogła wywołać u niego takie zdziwienie? Zacisnął dłoń w pięść kiedy Walker jak gdyby nigdy nic zagadał do Alecto. Liam Cholerny Walker był z nią umówiony, a ona wyraźnie się z tego cieszyła. Czuł jak zalewa go fala złości pomieszanej z nagłą zazdrością, kłującą jego wnętrzności jak szpilka. Mimo całej sympatii jaką darzył współpracownika był krok od starcia mu tego uśmiechu z twarzy. Pięścią. Najmocniej jak potrafił.
Zmrużył oczy, kiedy ten podszedł bliżej nich i odłożył dokumenty na biurko.
- Wspaniale. - powiedział lodowatym tonem i równie zimnym spojrzeniem odprowadził go do drzwi. Wziął plik papierów żeby odłożyć je na stosowne miejsce i z przerażeniem zauważył ogromnego kleksa na samym środku dokumentu, który tak mozolnie wypełniał. Musiał zrobić to przez nieuwagę, kiedy zaskoczony obecnością Carrow zamarł z piórem w ręce. Tego było za wiele, poczuł jak trafia go przysłowiowy szlag. Nie mógł dalej bawić się w oficjalną rozmowę.
- Znasz Walkera? - bardziej stwierdził niż zapytał i ponownie spojrzał na Alecto, mrużąc mimowolnie oczy. Chciała oficjalnej rozmowy? Świetnie, wobec tego dostanie przesłuchanie. - Spotykacie się? Coś Cię z nim łączy?
Nie podobał mu się uśmiech, który zagościł na jej twarzy na widok Amerykanina. Powinien chcieć dla niej jak najlepiej, życzyć jej szczęścia, ale był zbyt wielkim egoistą by tak po prostu się z tego cieszyć. Jakim prawem tak dobrze wyglądała, kiedy jego wnętrze powoli umierało? Jakim prawem Liam patrzył na nią w taki sposób.
Nachylił się nad Alecto i chwycił jej podbródek, zmuszając ją do spojrzenia mu w oczy. Czuł się jak wampir, podły krwiopijca, który nachyla się nad swoją ofiarą, zaciągając się zapachem krwi tuż przed ugryzieniem. Hamował się resztkami sił, pchany złością i tęsknotą, ale obiecał sobie, że da radę się powstrzymać.
Alecto Carrow
Alecto Carrow

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyWto 27 Mar 2018, 19:50

Nie potrafiła zrozumieć jego zachowania. Był dla niej zagadką, enigmą. Ilekroć próbowała go rozgryźć, wyczytać konkretne informacje z jego zachowania zawsze kończyło się to fiaskiem. Jakby jej coś umykało, pewien element układanki, który był najbardziej potrzebny. Dawniej bez większego trudu umiała wyczytać jego intencje, emocje. Teraz był pełen sprzeczności, co jedynie wywoływało w jej głowie jeszcze większy mętlik, a jednocześnie lęk. Nie mogąc odczytać jego prawdziwych zamiarów czuła się jak ofiara w potrzasku. Zawsze lubiła, gdy sprawy stawiało się jasno, nie znosiła gdy ktoś wodził ją za nos, a Daniel doskonale o tym wiedział.
Znał ją bardzo dobrze, miał świadomość jaka potrafi być, lecz teraz Alecto nie była pewna czy tak samo dobrze znała go. Widziała jak zmienił się przez te miesiące, dawny blask oczy został przyćmiony, a uśmiech zamazany przez obojętność. Chłód bijący od niego bym nieprzyjemny, wywoływał ciarki na plecach, a jedyne o czym można było marzyć to jak najszybciej uciec od jego towarzystwa. Mimo tego panienka Carrow uwielbiała przebywać w jego towarzystwie, przy nim mogła być prawdziwą sobą, pozbawiona zahamować i maski, którą zawsze zakładała w towarzystwie. Intuicja podpowiadała jej, że gdzieś pod tą osłoną nadal skrywa się jej ukochany. Nie potrafiła zapomnieć wspólnych nocy, rozmów, smaku jego ust, dotyku ciepłych dłoni i uśmiechu przeznaczonego tylko dla niej. Nie potrafiła wyrzucić tego z pamięci, próbowała.
Również teraz prowadziła wewnętrzną walkę, o której chłopak nie miał pojęcia. Chciała zostać, porozmawiać, chciała aby wyjaśnił co się właściwie z nimi stało. By odpowiedział na pytania które nigdy nie zostały zadane, gdy wyjechał. Nie była już na niego zła, to uczucie minęło bardzo szybko. Tęskniła, a tęsknota ta nie pozwalała jej normalnie funkcjonować, doprowadzając ją na skraj destrukcji.
Widziała. Jego uśmiech zbladł, euforia zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Ujrzawszy to miała ochotę to przytulić, poczuła się winna. Leżącą dłoń uniosła delikatnie ku górze, lecz po ułamku sekundy zrezygnowała. Jak miała znieść jego bliskość, wiedząc że nie mogę go dotknąć? Walczyła, miała zostać czy odejść na zawsze tak jak chciał? Nie potrafiła dokonać dobrego wyboru, bo żadna z opcji nie była idealna. Każda w końcu doprowadzi ich oboje do upadku.
- Z tym całkowicie się zgadzam - odpowiedziała lodowatym tonem, miała nadzieję, że zaboli go to. Skłamała. Chciała przekonać się o jego reakcji, zobaczyć czy nadal mu na niej zależy, chciała wiedzieć. Nie chodziło o puste słowa, one z czasem przestają mieć znaczenie, liczyły się czyny. Gesty. Dlatego bacznie obserwowała każdy jego krok, każdy ruch, gorączkowo analizując wszystko co robił.
Pojawienie się Liama w gabinecie dało im chwilę na opanowanie nerwów, bynajmniej w przypadku Alecto. Mimo początkowej sympatii, jaką dziewczyna dostrzegła między Blaisem a Walkerem, wszystko zmieniło się w chwili, gdy ten pierwszy odkrył jej znajomość z Amerykaninem. Nagła zmiana jego postawy wywołała u niej zdumienie. Nie spodziewała się tego zupełnie, a jednocześnie w duchy ogarnęła ją radość. Jej oczy bacznie go obserwowały, widziała jak jego jasnozielone tęczówki tracą blask, a pojawia się w nich swego rodzaju złość. Czyżby był zazdrosny o Liama? nie dane było jej odpowiedzieć we własnej głowie na to pytanie, wewnętrzny monolog został przerwany, zaraz po tym gdy brunet opuścił pokój. Daniel nachylił się nad nią, zadając pytanie za pytaniem. Czuła się jak ofiara uwięziona przez swego oprawca, nie miała dokąd uciec, zmusił ją aby spojrzała w jego oczy. Były takie piękne, widziała w nich złość, a jednocześnie tęsknotę. Czy mógł być aż tak pełen sprzeczności?
-Znam – odpowiedziała – Poznaliśmy się w dniu, w który ty po raz kolejny mnie zostawiłeś – warknęła, fala złości na wspomnienie tamtej chwili jej ciało, objawiając się czerwonymi plamami na policzkach –Ty zostawiłeś mnie. Wpadłam na niego na ulicy- dodała, nie wspominając słowem, że był to najlepszy moment tamtego dnia. Postanowiła podjąć grę, w którą z nią grał. Postanowiła kłamać tak długo, jak się tylko da. Dopóki nie odkryje jej oszustwa –Tak spotykamy. Co mnie łączy? Możesz sprecyzować? – zapytała, czuła się jak na przesłuchaniu. Z jednej strony nie odpowiadało jej to, z drugiej jednak dawało nadzieję, że chłopak nadal ją kocha, inaczej by tak nie zareagował czyż nie?
Daniel Blais
Daniel Blais

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptySro 28 Mar 2018, 22:01

Nie wiedział co ma zrobić, mętlik w jego głowie nie pozwolił mu się skupić. A może to jej piorunująca bliskość tak na niego działała? Próbował przeanalizować swoją sytuację, ale nie potrafił dojść do żadnego wniosku. Zależało jej. Miał odpowiedź na pytanie, które zadawał sobie nieustannie od niemalże roku. Więc dlaczego, mimo że było to dla niego tak ważne, wcale nie pomogło mu podjąć decyzji?
Miał wyznać jej prawdę? Czyż wtedy nie zmarnowałby miesięcy cierpienia, tak jego jak i jej? Po co było to wszystko jeśli teraz miał się poddać, ulec jak gdyby nigdy nie próbował tego zakończyć? W jego mniemaniu okazałby słabość i zupełny brak samokontroli.
Z drugiej strony nie było momentu kiedy nie żałował tego, co zrobił. Nawet jeśli okłamał ją wtedy i uparcie brnął w te kłamstwa, nawet jeśli udało mu się wytrzymać tyle czasu - żałował. Mógł teraz odkupić swoje winy, jeśli ona wciąż go chciała. Jeśli jego wysiłek miał pójść na marne - cóż z tego? Powinien ją złapać, pocałować, a potem porozmawiać spokojnie zamiast uciekać jak tchórz. Ba, powinien był to zrobić zanim ją porzucił, mogli przecież uciec gdzieś razem, sprzeciwić się choćby całemu światu. Czy te całe dramaty między rodami były aż tak ważne?
Zacisnął zęby, słysząc jej odpowiedź. Paznokcie wbijał w oparcie fotela, na którym siedziała, nie był zły - był wściekły. Oczywiście, poznała go tego cholernego dnia, kiedy zachował się jak ostatni dupek, myśląc, że znów ratuje sytuację. Nic nie uratował, pogrążył tylko ich oboje, a w dodatku własnoręcznie pchnął ją w umięśnione ramiona obcokrajowca. Pieprzony Amerykanin był zawsze o krok przed nim. Młody, utalentowany, ambitny, o wyglądzie młodego boga. Daniel nie miał wielu kompleksów, ale w tym momencie jego muskulatura i ciemna karnacja sprawiały, że poczuł się trochę mniej pewnie. Czy Liam podobał się Alecto? Oczywiście, że jej się podoba. Musiałaby być chyba ślepa. Poczerwieniał na twarzy na poły ze złości, na poły ze wstydu kiedy z wyrzutem i wyraźną złością wypomniała mu co zrobił. Przełknął ślinę.
- Alecto. Al. - był wściekły, ale przecież nie na nią. Kiedy wymawiał jej imię, dało się wyczuć w tym czułość. Chciał coś powiedzieć, ale jej kolejne słowa przyniosły rozpacz, która na chwilę odebrała mu mowę. A więc się spotykali. Nie zdążył. Spóźnił się. Krążył wokół niej jak skończony kretyn, zastanawiając się co ma zrobić kiedy Walker tak po prostu wyciągnął po nią garść - i zgarnął wszystko. Wyprostował się, zrezygnowany. Koniec przesłuchania.
- Zapomnij o tym. - powiedział cicho, już sięgając po kolejnego papierosa. Potrzebował tego jak niczego innego, kojącego dymu, który przywróci mu jasność myślenia i ukoi skołatane nerwy. Zaciągnął się dymem i z niemałą ulgą wypuścił dym w powietrze. Wrócił na swoją stronę biurka i usiadł na wygodnym fotelu, poczuł się nagle tak zmęczony jakby przebiegł maraton.
- Z mojej strony to wszystko, dziękuję za przesyłkę, panno Carrow. Życzę miłego dnia. - zmusił się do spojrzenia na nią, choć wzrokiem ominął jej oczy. Nie było w jego głosie złośliwości, był to oficjalny, czysto urzędowy ton. O tak, Blais, świetny z ciebie urzędnik.
Czuł, że wszystko mu jedno, dzisiejszego dnia poczuł coś bardzo mocno, a potem jeszcze mocniej przestał czuć cokolwiek.
Alecto Carrow
Alecto Carrow

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptyPią 30 Mar 2018, 19:32

Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu, patrzyła w jego oczy. Na pozór nic w nich nie można było odgadnąć, lecz ona już wiedziała. Dostrzegła w nich ból i cierpienie, szczęście i wielki żal, radość i smutek, tysiące wrażeń i przeżyć, nieskończone połacie mroku i małą jaskrawą plamkę świetlistego płomienia. Był nieszczęśliwy, wiedziała to od samego początku, a cynizmem próbował zagłuszyć wewnętrzną walkę, bój o człowieczeństwo. Widziała wściekłość malującą się w jasnozielonych tęczówkach. Zacisnął zęby, a złość trawiła jego ciało, dłonie chłopaka zacisnęły się na poręczy fotela, na którym siedziała. Nie mogła oderwać od niego oczu. W jej głowie krążyły najróżniejsze myśli, zastanawiała się co zrobić, czy będzie walczył? A może po raz kolejny się podda? Miał teraz nad nią swego rodzaju przewagę, list który dostał dostarczył mu informacji o których ona nie miała pojęcia. Nieświadoma władzy jaką dzierżył w swoich dłoniach, była na przegranej pozycji, on musiał dokonać wyboru.
Czuła, że we wszystkim co robił nie kierował się tym co czuje, lecz powinnością. Doskonale to znała, przez szesnaście lat swojego życia postępowała tak samo, lecz w końcu postanowiła się sprzeciwić. Wiedziała, że jeżeli ona sama nie zawalczy o swoje szczęście, nikt nie zrobi tego za nią. Widocznie on nie był jeszcze na to gotowy. Wolał trwać w swojej marnej egzystencji, zamiast żyć, podjąć choć odrobinę wysiłku.
Słysząc zdrobnienie swojego imienia, poczuła przyjemnie ciepło rozlewające się w jej sercu. W jego głosie dało się słyszeć czułość. Uśmiechnęła się sama do siebie, lecz po chwili uśmiech zbladł, tak szybko jak się pojawił. On znowu się zmienił, najpierw krążył zdenerwowany z jednej strony na drugą, po czym zajął miejsce w swoim fotelu, odpalając kolejnego papierosa. Zapomnij o tym tego było za wiele, fala złości ogarnęła każdy najmniejszy skrawek ciała dziewczyny. Zacisnęła palce w pięść, musiała dać sobie chwilę. Analizowała wszystko raz jeszcze, teraz ona musiała dokonać wyboru za niego. Kochała go, czekała tyle czasu i nagle miałaby stracić go ponownie? Nie mogła na to pozwolić. Teraz, gdy pojawił się w jej życiu na nowo, miała odpuścić? Tak po prostu odpuścić? Nie zamierzała tego zrobić.
Powoli wstała z fotela, zachowując swoje nerwy na wodzy. Powolnym krokiem przeszła na jego stronę, kładąc swoją ciepłą dłoń na jego ramieniu, chciała aby ten gest trochę go uspokoił. Zaś z drugiej strony sama pragnęła poczuć jego bliskość. –Tak naprawdę nic poza przyjaźnią nie łączy mnie z Liamem, skłamałam – przyznała –Ale chciałam by to dało ci do myślenia Danielu. To ty mnie opuściłeś, poddałeś się zamiast walczyć. Mój Daniel, ten którego znałam i którego kocham nigdy by tak nie postąpił, nie ważny czy miałby spalić miasto czy zabić byłby ze mną, na przekór wszystkim i wszystkiego. Więc gdzie jest mój Daniel? – zapytała obracając fotelem w takim sposób, by móc spojrzeć mu w oczy.
Daniel Blais
Daniel Blais

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptySro 04 Kwi 2018, 10:46

Nawet przez myśl mu nie przeszło, że jej odpowiedź to czysta gra słów czy delikatne podkoloryzowanie faktów. Przez natłok wrażeń nie zwrócił nawet uwagi na pytanie dziewczyny, która prosiła go o to, by doprecyzował pytanie. Wszystko straciło sens kiedy usłyszał twierdzącą odpowiedź, na moment pogrążył się w otchłani wewnętrznej ciszy, jakby serce przestało bić, a wszystkie zmysły przeszły w stan spoczynku. Wyciągnął pochopne wnioski, podjął natychmiastowe decyzje - poddał się. Pomyślał sobie, że skoro znalazła sobie kogoś innego to nawet lepiej, sama Alecto będzie szczęśliwa z innym, a jego własny dylemat zostanie rozwiązany, choćby przez brak innej opcji. To prawda, że był egoistą, że zazdrość paliła jego wnętrzności i ciężko było pogodzić mu się z faktem, że poza nim mógł być ktoś inny, ale starał się szukać zalet całej tej sytuacji. Tylko w ten sposób mógł przetrwać.
Był pewien, że po słowach, które wypowiedział usłyszy szuranie krzesła i trzaśnięcie drzwi, nie patrzył na nią dalej, wbił wzrok w stertę papierów i udał ogromne zainteresowanie ich treścią. Pragnął aby wyszła, zostawiła go samego, by mógł choć na chwilę zrzucić maskę i pogrążyć się w swoich przemyśleniach. Potrzebował ochłonąć, przemówić samemu sobie do rozsądku. Dawniej na pewno by wyszła, była zbyt dumna by zostać, ale ostatnimi czasy coś się w niej zmieniło, coś jakby pękło. Nie musiał długo z nią rozmawiać, by widzieć tę przemianę, zastanawiał się tylko co ją wywołało - czyżby własnoręcznie do tego doprowadził?
Nie wyszła, wręcz przeciwnie, podeszła do niego swoim powolnym, kocim krokiem. Nie podobało mu się to, że chciała dalej z nim pogrywać. Czy była to swoista zemsta za ich ostatnie spotkanie?
Ciche mimowolne westchnienie wyrwało się z jego ust, kiedy poczuł jej dłoń, a jej słowa przerwały ciszę, uspokajając go nawet bardziej niż dotyk. A więc tylko się przyjaźnili. Zabawne, mimo że właśnie w tym momencie podjął decyzję co powinien dalej zrobić, poczuł się o wiele lepiej na myśl, że Walker jest dla niej tylko przyjacielem. Dotknął jej dłoni i spojrzał w jej oczy, kiedy obróciła fotel ku sobie. Chciała żeby walczył, żeby się nie poddał. Ale ja się już poddałem.. Było już za późno, a uczucia były dla niego zarówno lekarstwem, jak i trucizną. Nie mógł tak ryzykować.
Położył dłoń na jej talii i przyciągnął ją na swoje kolana, przymykając powieki kiedy złote kosmyki musnęły jego twarz. Przyjemny zapach dziewczyny wypełnił jego nozdrza. Objął ją i oparł brodę na jej barku. Czuł, że zalewa go ciepło i czułość, a wszystko to było pozbawione erotyzmu i napięcia, jakie zazwyczaj między nimi powstawało.
- Nigdy nie przestałem Cię kochać. - wymruczał do jej ucha, a pomimo miłego dla nich obojga wyznania nie uśmiechał się wcale. Wiedział co powinien zrobić i był na to gotowy. - Ale Twojego Daniela już nie ma, Al. Zmieniliśmy się nie do poznania i choć bardzo chciałbym dać Ci to, czego pragniesz... już nie potrafię.
Przytulił ją jeszcze mocniej, wiedząc, że jest to ostatni moment kiedy tak ją do siebie tuli. Zasługiwali na to - na spokojne, pełne szczerości rozstanie, które pomimo bólu przyniesie również ukojenie. Zadziwiające, ale czuł się w tym momencie niezwykle spokojny.
- Byłaś moją siłą, ale jesteś też słabością, nie mogę pozwolić żeby ktoś to wykorzystał. - Zwolnił uścisk, aby mogła spojrzeć na niego, zajrzeć w jego oczy. Nie było w nich złośliwości i cynizmu, był tylko spokój, smutek i nutka strachu, że nie zrozumie co miał na myśli. Nie chciał jej znów zranić, nie chciał odepchnąć. Uśmiechnął się blado, wierzchem dłoni gładząc jej policzek.
Alecto Carrow
Alecto Carrow

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa EmptySro 04 Kwi 2018, 21:14

Może pewnego dnia obudzisz się
I ledwie przytomny, powiesz do nikogo:
„Czy czegoś mi nie brakuje?”
Czy nie ma kogoś komu brakuje mnie?”

Nie mógł pozwolić, aby ktoś poznał jego słabość, jego lęki i tajemnice, które w sobie tak szczelnie skrywał. Ona była jego słabością, drobna blondynka o silnym charakterze. Przy niej tracił kontrole nad swoim życiem, już nie tylko on wiedział o sobie wszystko, ale i ona miała pojęcie o tym co brunet czuje. I jego życie nie było już w stu procentach jego. Dzielił je z nią. A na to nie mógł sobie pozwolić. Uciekł zostawiając ją samą w pogrążoną w tęsknocie, marzenia, ułudzie. Jego nieobecność była dla niej udręką, jednakże nadal miała nadzieję.
Jeszcze do niedawana myślała, że jest wyprana z uczuć, prowadzona pierwotnymi rządzami zepchnęła je gdzieś na dnie swojej świadomości, jednak on obudził w niej miłość. Usilnie walczył o nią przez tak długi czas, a ona w końcu uległa, nie chciała się nim bawić. Nawet nie potrafiła, był jej przyjacielem, pragnęła jego bliskości, chciała z nim dzielić wszystkie smutki i radości. On był dla  niej kimś więcej. Był kimś najważniejszym. Potrzebowała go jak tlenu. Kiedy go nie widziała, nie mogła normalnie funkcjonować. Nie bała się tego, że on ją zrani. Ufała mu. Ufała bezgranicznie. Mogła nawet powierzyć mu własne życie. Czasem przerażało ją to co do niego czuła, ale gdyby go zabrakło ona też by odeszła. Czuła się strasznie dziwnie z tą myślą, że mogłaby zginąć za kogoś. Nigdy wcześniej tak nie myślała. Zawsze sądziła, że tylko ona będzie dla siebie ważna. Że dobro kogoś innego nigdy nie będzie ważniejsze. Nigdy nie będzie górowało nad jej. Ona kochała go bezgranicznie. Cierpiała przez niego i przez prawdę. Jednak nie umiała wyrzucić go ze swojego pokiereszowanego serca. On wiedział, że ona jest dla niego ważna. Czuł do niej coś co było silniejsze niż przyjaźń, od pierwszych chwil gdy się bliżej poznali. Przy niej nie był tym człowiekiem, którego grał przed innymi. Jednak teraz on już wiedział i nie mógł ich dłużej okłamywać.
Poczuła jego dłoń na swojej tali, przyciągnął ją na kolana, a ona mimowolnie się temu poddała. Chciała ponownie poczuć jego bliskość, ciepło ciała, upajający zapach. Objął ją, a ona czuła się jak w niebie. Zamruczała cicho rozkoszując się tą chwilą. Intuicja podpowiadała jej, że to nie oznaczało niczego dobrego. Nagła zmiana zachowania Daniela było podejrzane, a ona sama chyba w końcu była gotowa na nadejście najgorszego.  Słowa. Proste słowa, na które czekała prawie rok. Jedenaście cholernych miesięcy. Teraz zdawały się być przytłaczające, brzmiały jak pożegnanie. Ostatnie wyznanie miłości, przed upadkiem. Cieszyła się, a jednocześnie bała. Oboje się uspokoili. Ich oddechy stały się równe. Alecto była dziwnie spokojna. Ona  tęskni za jego ustami, pamięta każdy jego oddech, dotyk, każdy pocałunek… nie chce o nim słyszeć lecz za bardzo tęskni by zapomnieć. Nienawidzi a jednocześnie skrycie kocha. Jest jej obojętny? – pozory .Jednak nie tracąc godności wciąż gra.  Ona Pragnie jego klęski , skrycie snując wspólne plany. Wyśmiewa go z płaczem w oczach.
Upadek. Wszystko co wydarzało się między nimi prowadziło dokładnie do chwili obecnej. Oboje to przeczuwali, chcąc odwlec to w czasie. Próbowali oszukać samych siebie, jednak los bywa bezlitosny. Wysłuchała każdego jego słowa w ciszy. Gdy ją przytulał, ona przytulała jego.  Czerpiąc najwięcej z tej chwili. Nie potrafiła znaleźć słów, które nadawały by się na odpowiedzieć. Spojrzał jej w oczy i ręką pogłaskał policzek, na którym jedna, samotna łza nie potrafiła utrzymać się w oku i uparcie spływała swoim torem. Odepchnęła jego rękę z takim trudem jakby ten ruch powodował wypuszczenie trzymanej zawzięcie nadziei w zaciśniętej do krwi pięści. I choć pozornie pożegnali się na zawsze, ciągle będą myśleć i tęsknić …
  Po jednej nie udanej miłości przychodzi druga. Lepsza, silniejsza, bardziej ważna.
Podniosła się z jego kolan, nie potrafiła dłużej przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, to był ich koniec. Sami do tego doprowadzili, nie mieli żadnych szans. Podeszła do drzwi, z wyraźną chwilą wahania pociągnęła za klamkę, po czym opuściła gabinet.

/ zt x2
Sponsored content

Gabinet Blaisa Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet Blaisa   Gabinet Blaisa Empty

 

Gabinet Blaisa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Londyn
 :: 
Ministerstwo Magii
-