IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Szatnia Puchonów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Szatnia Puchonów   Sob 15 Lut 2014, 17:52



Szatnia Puchonów


To tutaj odbywają się najważniejsze narady Hufflepuffu przed meczem! Cała drużyna skupia się na tym co ma do powiedzenia kapitan.
Na ścianach wiszą szafki na strój i sprzęt, gdzieniegdzie plakaty sławnych drużyn Quidditcha, nie mogło także zabraknąć oznaczeń domu Helgi. Pod ścianą stoją ławki, na których odpoczywają zmęczeni zawodnicy. Należy uważać, aby przypadkiem nie zahaczyć o jakąś chwilowo porzuconą miotłę lub treningowego kafla.

Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 14:32

/ bilokacja na trening

Henry przyszedł wcześniej. Zazwyczaj przychodził wcześniej, bo nie lubił być ostatni. Poza tym potrzebował mocnego wycisku na treningu i miał nadzieję, że bliźniaki wymyślili coś solidnego. Przeszedł przez boisko, ale jeszcze nikogo tam nie było. Skierował się więc luźnym krokiem w stronę szatni, aby się zawczasu przygotować. Było całkiem ciepło, chociaż tam na górze mogą nieźle zmarznąć. Wcisnął się do swojej szafki i wyjął z niej płaszcz z wymalowanym poruszającym się na plecach borsukiem - świeży nabytek. Wyjął na wierzch swoją sprawdzoną i sprawną miotłę Kometę i odstawił pod ścianę.
Miał nieco zaległych treningów zważywszy na jego nieoczekiwany urlop. Kości wręcz domagały się rozprostowania i ćwiczeń. Ubrał wygodniejsze buty, zawiesił na szyi na wszelki wypadek okulary, gdyby był mocniejszy wiatr. Rękawiczki rzucił gdzieś z boku i rozsiadł się wygodniej na krzesełku. Sięgnął po miotłę i zaczął czyścić od trzonka po włosie, w oczekiwaniu aż szatnia się zapełni Puchonami. Nucił pod nosem jedną z piosenek Upiornych Wyjców, która wpadła mu w ucho parę dni temu. Parę razy uśmiechnął się sam do siebie pod nosem, gdy pomyślał o Sol. Ciekawe jak się trzyma Natt/Potworek. Odkąd go oddał, zrobiło się w dormitorium wyjątkowo spokojnie. Tylko pierwszaki i drugoroczniaki robili sztuczny tłok i hałas, choć to nie było tak ujmujące jak gdyby robił to ten konkretny kociak.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 14:43

(Bilokacja! <3)

Przybyła na boisko, wiedząc, że na czas by na pewno nie zdążyła. Z jej orientacją w terenie, by trafiła dopiero następnego dnia. Pod pachą niosła swoją miotłę, kochanego Nimbusa 1000, który był największym skarbem dziewczyny. Kochała latać na miotle, czuć ten wiatr we włosach. Po drodze zawiązała swoje rudawe włosy w kucyk. Aby nie wpadały jej do oczu. Nie miała ich za długich, jednak już takie doszczętnie ją denerwowały. Jednak nie chciała ich obcinać na krótko. kiedyś próbowała, i wyglądała okropnie. Biegła spokojnie po boisku, w swojej spódniczce. Pod nosem nuciła sobie jedną z mugolskich piosenek, której tytułu nie potrafiła zapamiętać. Skierowała się w stronę szatni Puchonów. Znaczy, miała nadzieję, że to ta. Żwawo weszła do środka, i uśmiechnęła się do chłopaka, który polerował swoją miotłę, w której Claire rozpoznała Kometę. Jednak dobrze trafiła. Chłopak niewątpliwie miał strój Puchonów, co można było poznać po borsuku. Tak! Udało jej się zapamiętać symbole! Zaśmiała się cicho do swoich myśli.
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 15:00

Nie musiał długo czekać aż ktoś wparuje do środka zaraz po nim. Uniósł głowę i urwał to fałszowanie i kaleczenie utworu Upiornych Wyjców.
- Cześć. Moore, tak? - zapytał, nie do końca kojarząc imię. Coś na C. Casandra? Cassie? Nie do końca jeszcze spamiętywał imiona ludzi, wciąż łatając swoją osobistą dziurę w głowie. Na początku miał powazne problemy, aby nauczyć się materiału na lekcje na pamięć i choć teraz było lepiej, trochę motały mu się nazwiska i imiona. Na szczęście było to rzadkością. Uśmiechnął się do wesolutkiej dziewczyny i z uznaniem zauważył Nimbusa. On wolał swoją starą, ale wciąż dobrą Kometę, z którą potrafił się zgrać perfekcyjnie.
- Ciekawe co bliźniaki wykombinowali. - zagadnął. - Trzeba omówić formy podawania kafla, bo Krukoni na ostatnim meczu nieźle się pokazali z tej strony. - co nie zmienia faktu, iż Hufflepuff pokaże na co ich stać! Henry nigdy by nie pomylił szatni ani oznakowań. Był urodzonym Puchonem i czuł się tu świetnie. Nawet w życiu codziennym dało się widzieć w jego ubiorze elementy złote czy to borsuka. Nie musiał nosić mundurka, aby było wiadomo, że pochodzi od Helgi. Wszakże połowa Lancasterów była w tym domu.
Dokończył polerowanie Komety i odłożył ją z boku, jeszcze przez chwilę ją podziwiając. Nie mógł się doczekać aż na nią wsiądzie i wzniesie się w powietrze. Sięgnął po rękawice bez palców i je założył, poprawiając każdy detal uniformu do treningu.
Zobacz profil autora
Laurel Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 15:49

/bilokacja, się wie?

Jasne kosmyków włosów dziewczyny były w totalnym nieładzie. Biegła ile tylko sił w nogach, bo wiedziała, że jeszcze chwila i będzie spóźniona. A niestety, ale braciszek miał ją na oku! Nie mogła w końcu dać mu kolejnego powodu, by ten mógł mieć do niej o cokolwiek pretensje. Nie da mu tej satysfakcji, nigdy w życiu. A nawet jak się teraz spóźni, to będzie to zaledwie chwileczka, przecież nikomu nic się nie stanie.
Wparowała do szatni w jedną wielką burzą na głowie. Jej oddech przez chwilę był ciężki, ale nie szczędziła sobie szerokiego uśmiechu na twarzy. W końcu tak czy siak się pojawiła, a nie wyglądało na to by trening się zaczął. Reszta była w szatni, więc wypięła dumnie swą młodzieńczą pierś do przodu i przeszłą parę kroków, w międzyczasie poprawiając dłonią rozczochrane włosy. W dłoni trzymała pewnie miotłę, która była w końcu nieodłącznym elementem w tej całej zabawie i zerknęła najpierw na Claire, a następnie na swojego brata.
- Haj, haj! - zapewne nie można było tego nazwać krzykiem, ale zbyt cicha to ona też nie była. Wyprostowała się nadal z nieco głupkowatym uśmieszkiem, ale wcale się tym nie przejmowała. Była jeszcze młodziutka, trzeba było cieszyć się ze wszystkiego.
- Chyba mnie nic nie ominęło, prawda? Toż ja taka punktualna! - wolała zapytać na zaś, w razie gdyby nieco nadrabiając swoim szczerym i szerokim uśmiechem. Wrodzony aniołek, naprawdę.
Zobacz profil autora
Matthew Finnigan
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 16:05

Matthew sumiennie przygotowywał się do zaplanowanego treningu drużyny. Prawdę mówiąc nie był wystarczająco pewny siebie. Wiedział, że dobrze idzie mu gra. Ba, czasami nawet myślał o tym, aby w przyszłości zająć się tym sportem. Nie czuł się jednak zbyt dobrze w roli przywódcy. Nie był bowiem przekonany o tym, że ma wystarczająco charyzmy i zdolności przekazania swojej wiedzy innym, aby pociągnąć swoją drużynę do zwycięstwa. W tym roku to Slytherin i Gryffindor wiodły prym, ale młody Finnigan miał nadzieję, że w jego siódmej klasie to Puchoni zdobędą Puchar. Tym samym, Matt nie próbował na siłę forsować wszystkich swoich pomysłów. Był otwarty na propozycje innych członków drużyny. Właściwie, nie zachowywał się nigdy niczym rasowy kapitan. Dlatego też wolał tę rolę pełnić w porozumieniu z siostrą, która dodawała mu wiary w siebie i motywowała go do działania i nieprzeżywania porażek. A propos Elsy, siedemnastolatek nie widział dzisiaj swojej bliźniaczki, ale liczył na to, że dziewczyna pojawi się na treningu. Zdawał sobie jednak również sprawę z tego, że zbliżały się egzaminy, a Hufflepuff i tak nie rozgrywał już w tym roku żadnego meczu, dlatego część uczniów mogła, niestety, zignorować jego prośbę o pojawienie się na boisku.
Puchon jeszcze na kilka godzin przed samym trening przejrzał chyba z trzy opasłe tomy o quidditchu, aby poszukać inspiracji na zorganizowany przez siebie trening. Wiele kombinacji przyciągnęło jego uwagę, jednak ostatecznie chłopak stwierdził, że prócz ćwiczenia nowych chwytów, jego drużynie przyda się także nieco więcej rozrywki i elastyczności. Stąd wpadł na szalony plan, który na razie pozostawał jednak tylko w jego głowie. Chłopak już na samą myśl o nim był podekscytowany. Oby tylko jego kompani podzielili jego entuzjazm i nie wyśmiali jego nowatorskich sposobów na urozmaicenie rozgrywki. I nie, Matthew wcale nie planował treningu na hipogryfach zamiast mioteł, jak to ostatnio rozmyślał przy rozmowie z Lancasterem. Aż takich chodów o Hagrida nie miał, żeby na trening przyprowadzić ze sobą armię magicznych konioptaków. Chociaż taka perspektywa wydawała mu się niezwykle intrygująca. Może kiedyś napisze o tym książkę?
Brytyjczyk wreszcie pojawił się w szatni Puchonów. Miał już na sobie żółtą szatę, w której przyszło grywać mu już wiele szkolnych meczów. Matthew przypomniał sobie, kiedy to został wcielony do drużyny Hufflepuffu przez jednego z prefektów, który skończył już swoją hogwarcką edukację. Wtedy Finnigan grał jeszcze przez dwa pierwsze mecze jako szukający. Później jednak, na skutek kontuzji jednego z zawodników, został mianowany pałkarzem, i tak pozostało już do dnia dzisiejszego. Mimo iż wydawałoby się, że takie chuchro jak Matt nie poradzi sobie na innej pozycji jak latanie za złotym zniczem, tak okazało się, że jako pałkarz sprawował się naprawdę nieźle. Czasami ktoś zrzucił go swoim cielskiem z miotły, ale z kolei jeden z bliźniaków mógł się popisać niezwykłą zręcznością i refleksem, dlatego szybko powracał do pozycji wyjściowej i dawał upust swoim umiejętnościom.
-Siemka! – przywitał się wesoło z całą gromadą, która zebrała się w szatni. Ze stałego składu brakowało tylko Elsy i z tego powodu jej bratu było bardzo przykro. Ale cóż, może dziewczyna zdąży jeszcze dotrzeć w trakcie treningu. Prócz „starej gwardii” pojawiło się także kilkoro młodszych uczniów, których cała drużyna zaakceptowała na razie jako rezerwowych, a dzisiaj mieli szanse pokazać, na co ich stać. Matthew postawił obok jednej z ławek skrzynię z kaflami, tłuczkami i zniczem, po czym zwrócił się do całej drużyny Hufflepuffu.
-Zgubiłem gdzieś siostrę, ale miejmy nadzieję, że zdąży, zanim skończymy nasz trening. – mruknął jeszcze, stwierdzając, że należałoby jakoś wytłumaczyć nieobecność bliźniaczki, z którą przecież planował poprowadzić trening. Bez niej czuł się trochę jak bez prawej ręki, ale miał świadomość tego, że skoro się nie pojawiła, musi poradzić sobie sam i pokazać drużynie, że potrafi wyjść z jakąś ciekawą inicjatywą.
-Po pierwsze, chciałem podziękować Wam wszystkim za tegoroczne dokonania na boisku. Wszyscy byliście wspaniali i mam nadzieję, że w następnym roku uda nam się dokopać Gryfonom i Ślizgonom. – zaczął swój wywód od słów otuchy, których potrzebował przecież każdy sportowiec. Ba, każdy człowiek chciał być w swoim życiu doceniony. Poza tym, Finnigan mówił szczerą prawdę wprost ze swojego złotego serduszka. Drużyna puchońska była naprawdę mocna, a to, że w tym roku nie udało jej się zakwalifikować do finału, nie było żadnym nieszczęściem. W końcu w sporcie zawsze istnieje pewien element szczęścia, którego tym razem Żółtym trochę zabrakło.
-Obserwowałem też poczynania innych drużyn, a także starałem się przeanalizować nasze błędy. Myślę, że jesteśmy naprawdę dobrymi graczami, ale na boisku niekiedy brakuje między nami porozumienia, co powinno być przecież naszym atutem. W końcu chyba żadna inna drużyna nie jest tak zgraną paczką jak my. – kontynuował, a na jego twarzyczce pojawił się szeroki uśmiech. Uwielbiał tych ludzi, z którymi przychodziło mu grywać mecze. Prócz tego, że wspaniale sprawowali się na boisku, byli w dodatku świetnymi przyjaciółmi, z którym zawsze można było miło spędzić czas.
-Zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób wzmocnić tę nić porozumienia na boisku i wpadłem na pomysł, który może wydawać Wam się dość szalony… Na dzisiejszym treningu zamienimy się rolami, żeby lepiej zrozumieć sytuację naszych kolegów z drużyny. Dlatego Henry, będziesz dzisiaj grał jako ścigający razem z Claire i Juliette. Laurel i Katherine dzisiaj odegrają rolę drobnych, ale silnych pałkarek. Nasz nowy nabytek, Michael, poćwiczy żmudną gonitwę za krnąbrnym zniczem, a ja… sprawdzę się w roli, w której nigdy nie byłem za dobry. Będę obrońcą. – wyjawił wreszcie swój pomysł na dzisiejszy trening, obserwując przy tym uważnie reakcję swoich przyjaciół. Nie był przekonany co do tego, czy ich rozgrywka będzie wyglądała tak profesjonalnie, jak na meczach, ale i nie o to w tym wszystkim tutaj chodziło. Poza tym, Puchoni nie rozgrywali już w tym roku żadnego meczu, zatem ten trening nie musiał opierać się jedynie na nauce nowych kombinacji i strategii. Miał wprowadzić do gry nowy element, zapoznać członków drużyny z zadaniami wszystkich pozostałych, dopiero otworzyć ich oczy na nowe możliwości.
-Wszystko jasne? Ktoś ma jakieś pytania? Zastrzeżenia? – zapytał jeszcze na zakończenie, bo i nie należał do typu despotów, którzy nie tolerowali wyrazów sprzeciwu. Dążył do tego, aby z treningu zadowolona była cała kompania.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 16:35

Puchoni wparowali do szatni jedno po drugim i Henry niewiele zdążył powiedzieć, gdy Matt przyprowadził ze sobą gromadkę innych, zastępczych. Cóż, rozumiał, wszak ostatnio ich jeden ścigający dosyć mocno oberwał i spadł z kilku metrów na ziemię. Wstał, zaraz po tym jak Laurel piskiem ich powitała. Wywrócił tylko oczami i się do niej uśmiechnął.
- Siema. - przywitał się z Mattem i już otworzył usta, aby zapytać gdzie zgubił Elsę, jednak szybko uzyskał odpowiedź. Przyjrzał się kumplowi i zauważył, że ten jest nieco zestresowany publiczną przemową. Z drugiej strony nie powinno to być u niego problemem, bywał takim gadułą, iż zamykał tym usta nawet Ślizgonom. Henry ruszył w stronę skrzyni, aby wyjąć kafla, nie mogąc się już doczekać aż obroni wszystkie ataki Matta. Oparł się o szafkę i słuchał uważnie tejże interesującej tyrady. Był ciekaw co tym razem wymyślił i żywił nadzieję, że będzie to porządne i da im wycisk. Henry bardzo potrzebował się zmęczyć i dać ujście ostatnim nagromadzonym silnym emocjom. Wszak nic nie poprawia zdrowia tak, jak solidny wycisk sportowy. Żałował, że nie udało im się pokonać Gryfonów w ostatnim meczu, co przekreśliło ich dostęp do finału. Planował pogadać z Mattem, aby obmyślili w wakacje inne chwyty, rzuty i zwroty, aby na przyszły rok nie zostać już w tyle, tylko pokazać, że w drużynie mają swoje skromne talenty. Choć Henry będzie w przyszłości Uzdrowicielem, quidditch był dla niego miłą odskocznią. Miał swoje zdolności tak samo jak i na jego nieszczęście Laurel.
Wzmiankę o braku dobrego porozumienia skomentował zmarszczeniem brwi. Ostatnio faktycznie nieco mniej się dogadują i brakuje tego przewidywania ruchów jak na początku roku. Nic dziwnego, aurorzy w Hogwarcie, jeszcze bardziej upierdliwy Filch i złośliwy Irytek skutecznie wytrącali z równowagi nawet najbardziej opanowanego Puchona.
Pomysł Matta wywołał u Henry'ego roześmianie się. Nie kpił sobie, nie nabijał się tylko roześmiał najzwyczajniej w świecie.
- Matt, toż to samobójstwo. Ja ścigającym? - pokręcił głową z niedowierzaniem i rzucił ni stąd ni zowąd kafla w stronę Finnigana. - Łap! - uprzejmie jeszcze zwrócił mu uwagę, że ten w jego stronę leci. Jeśli złapał, zaklaskał dwa razy, jeśli nie złapał, wyszczerzył się do niego złośliwie obiecując mu brak wytchnienia, gdy będzie latał przy bramkach.
- Dam ci wycisk, Finnigan. Claire, Julie. - odwrócił się do dwójki dziewcząt ścigających. - Każdy nasz kafel ma przelecieć przez bramkę. Jak się uda, stawiam wam po piwie kremowym w Hogsmade. - wyszczerzył się, bo było jasne jak słońce, że jego własne gole będzie wytykał potem chłopakowi po treningu. Poprawił rękawy, przywołał do siebie Kometę i wyjrzał z szatni. Świeciło słońce i wiał chłodniejszy wiatr. Nie wiedział czy będzie trafiał do bramek. Nigdy nie miał tej siły w dłoniach i ramionach, aby zamachnąć się i porządnie rzucić pewnie do celu. Lepiej szło mu łapanie i odbijanie. Cóż, jeśli to miało pomóc im w porozumieniu, nie zaszkodzi spróbować. Nie zmienia to faktu, iż pomysł Matta wydawał mu się zabawny.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 16:48

Uśmiechnęła się, gdy coraz więcej osób zaczęło wchodzić do szatni. Powitała Laurel ciepłym uśmiechem. Potem wszedł Matt, którego powitała tak samo. Fakt, że Claire była od niedawna w szkole, wcale nie przeszkadzał jej w porozumieniu się z osobami, które aktualnie tu siedziały. Nie znała wprawdzie większości osób w Hogwarcie, nauczycieli zresztą też. Chyba tylko dyrektora zdołała poznać. No i oczywiście drużynę.
Jako szukająca dołączyła Bóg wie po co. Kiedyś grała jako Obrońca, jednak zrezygnowała po niezbyt przyjemnym wypadku. Posada Szukającego wydała jej się trochę wygodniejsza. Uniosła brwi, gdy usłyszała, że ma iść na Ścigającego. Za cholerę. Nigdy nie grała na tym miejscu. I wątpiła, że to potrafi. Jednak wszystkiego trzeba w życiu spróbować, nie? Zaśmiała się na słowa Henry'ego.
-Raczej się to nie uda. Nigdy nie grałam jako Ścigający. Gdyby to był Obrońca, to jeszcze. Kiedyś grałam na tej pozycji, ale to było jeszcze we Francji, w III klasie.
Wzięła Nimbusa do rąk, i delikatnie potarła go rękawem. Oby jej dzisiaj pomógł. Bo jedyne, na co może dzisiaj liczyć, to dobra miotła. Na szczęście raczej nie ma co marzyć. Claire raczej była dzieckiem pechu, a nie szczęścia.
Gość

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Wto 29 Kwi 2014, 16:58

I Juliette też stwierdziła że skoro trening to trzeba się pokazać. A jak. Wpadła do szatni puchonów za Mattem i zaśmiała się delikatnie gdy zobaczyła tyle ludzi w szatni. Szczerze jak zwykle mało co się odzywała tylko słuchała zaiście jakże długiego przemówienia Matta. Cóż dobrze że została przydzielona na ścigającego ale wolała jednak Tę swoją pozycję Pałkarza. Z Pałką czuła się sto razy pewniej niż na pozycji ścigającego. Ludzie przecież miała zeza. No pewnie będzie celowała w środkową tarczę a trafi w którąś z boku. Spojrzała na wszystkich z boku.
- To teraz tak... ja mam być szukającą z moim zezem i dziurawymi łapami?? Już trafiłam- spojrzała na Henry'ego- TO jedno piwo mniej kupisz bo ja nie trafię żadnej piłki, nie zbiedniejesz dzięki temu
Śmiała się a co. Wzięła swoją miotłę nawet nie pamiętając jaką ma nazwę czy cuś po prostu trzymała ją w ręce. Spojrzala na boisko.
- Pogoda zaiście dopisuje ale ja i tak mam zeza i niech już tak zostanie... Ścigający- mruknęła do siebie. "Przecież ja potrafię tylko pałką machać. No halo?? Tylko pałka Matt ziemia do Ciebie" Mówiła sobie w myślach. CO ten koleś sobie myśli. Ona i pałka ok ale rzucanie kaflem to już przegięcie.
- Matt czy ty próbujesz każdej stronie pokazać że rola każdego w drużynie jest ważna czy co??- spytała cicho patrząc na niego.
Laurel Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Sro 30 Kwi 2014, 23:09

Dość szybko po tym jak się pojawiła, do szatni wszedł ich kapitan. Rzecz jasna nie zamierzała w ogóle ściągać z niego swojego ciekawskiego spojrzenia, nie widząc w tym nic złego. Przecież gapienie się to nie zbrodnia. Poza tym, trzeba było słuchać kapitana, co ma takiego do powiedzenia. Z początku nie było to nic szczególnego, więc tylko kiwała głową od czasu do czasu, ale w końcu usłyszała coś, co ją zainteresowało. Zamian ról? O, może być ciekawie. I chyba tylko ona w tym momencie okazała swój niesamowity entuzjazm poprzez szeroki i szczery uśmiech. Ba, na tym nie zamierzała poprzestać.
- Ja pałkarką? Świetnie! To super pomysł! Łohoho, ale wam dam popalić. - na jej twarzy, jak i w gestach, które wykonywała, było jasno widać podekscytowanie. Bardzo podobało jej się ten pomysł i była przekonana, że naprawdę nieźle spisze się w roli, jaką ofiarował jej Matt. Z pozoru drobna i wcale nie taka mocna, ale w końcu pozory mogą mylić. Trzeba wiedzieć jak i kiedy uderzyć, a przecież nie była głupiutka. W drużynie radziła sobie naprawdę dobrze mimo swojego młodego wieku.
- Żadnych zastrzeżeń! Lepiej zacznijmy trening, długa gadanina nie pomoże, no! - zarządziła, ale nie tak, że oto teraz tylko jej zdanie się liczy. Przecież wiedziała, że to Matt ostatecznie postanowi co dalej i czy mogą już udać się na boisku. W końcu jeszcze chwilę a ta dziewczyna będzie tu skakać z nadmiaru energii. Stanie w miejscu nie było dla niej, szczególnie w takich sytuacjach! Swoją drogą, ciekawe jak jej braciszek spełni się w nowej roli. Cóż, podejrzewała, że źle mu nie pójdzie, ale miałaby chociaż powód do śmiechu. No bo przecież ona sobie wyśmienicie poradzi!
- Oj, Claire! Dasz sobie radę. Pewnie z początku wszyscy będziemy musieli wyczuć się na nowych pozycjach, ale zobaczysz! Chwilę pogramy i wejdzie ci to w krew. Musisz uwierzyć w siebie! Poczuć wiatr w miotle! I tak do zwycięstwa! - młoda przedstawiciela rodu Lancaster miała gadane, nie było co do tego sprzeczności. Czy jednak Claire się jej posłucha czy nie, to już sprawa panienki z Francji. Oby jednak to zrobiła! Wiara w swoje możliwości naprawdę dużo dawała. Sama była tego najlepszym przykładem. A przynajmniej postara się to jeszcze pokazać na boisku. Nie ma innej opcji, o!
Zobacz profil autora
Matthew Finnigan
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Nie 04 Maj 2014, 19:37

Matthew bez problemu dostrzegł, iż nie wszyscy członkowie drużyny z entuzjazmem podeszli do swoich nowych ról. Cóż, obawiał się trochę tego, że jego pomysł niekoniecznie spotka się z aprobatą drużyny, ale dlaczego nie mogli spróbować czegoś nowego? W tym roku szkolnym nie rozgrywali już żadnego poważnego meczu, zatem to była najlepsza chwila na takie innowacje. Od września bowiem musieli już pracować nad nowymi chwytami i wtedy było pewne, iż każdy będzie grał na swojej pozycji. Młody Finnigan cieszył się, że chociaż Henry i Laurel podeszli do zadania dość optymistycznie i szczerze liczył na to, że tym optymizmem zarażą resztę kompanii.
-Spokojnie! Wiem, że nie wszyscy dobrze sprawdzą się w innej roli, niż ta, która przypisana im jest podczas większości meczów, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Dzisiejszy trening nie musi wcale wyglądać jak profesjonalna rozgrywka. – zaczął swoją wypowiedź od dość pokrętnego tłumaczenia, dlaczego w ogóle zdecydował się na tak radykalny krok. Gotowy był jednak w razie niepowodzenia przyznać się do tego, że coś nie wyszło. Chociaż na razie miał nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, a kto wie, może niektórzy odkryją w sobie nowe talenty i predyspozycje.
-Quidditch prócz umiejętności polega także na odpowiednim zgraniu drużyny, a wydaje mi się, że jeżeli każdy z nas wypróbuje swoich sił na innej pozycji, lepiej zrozumie sytuację kolegów grających na boisku. Dzięki temu na kolejnych treningach łatwiej będzie nam przećwiczyć nowe chwyty i strategie i zyskać przewagę nad naszymi rywalami. – po tych słowach uśmiechnął się delikatnie, choć może nieco nieporadnie. Prawdę mówiąc, liczył na to, że zyska większe poparcie drużyny. Ale cóż, nikt także nie zgłaszał żadnych innych propozycji przeprowadzenia treningu, z których wszyscy mogliby skorzystać, dlatego też nie było wyjścia. Trzeba było wypróbować pierwotny plan!
-Jako przeciwna drużyna zagrają nasi rezerwowi. – mruknął niezbyt głośno, wskazując siedmioro kolejnych Puchonów, którzy prędko chwycili za miotłę. Każdemu z nich Matt przekazał jego pozycję na boisku i po chwili już czternastu Puchonów znalazło się na środku murawy.
-Mecz rozpocznie nasz ścigający, Henry Lancaster! – wykrzyknął radośnie, rzucając swojemu przyjacielowi kafla, po czym sam skierował się w stronę obręczy i obserwował sytuację na boisku, ażeby być gotowym do obronienia bramek, które z pewnością będą starali się zdobyć rezerwowi drużyny Huffepuffu.
Cała drużyna Domu Borsuka powędrowała na boisko, kiedy nagle przed oczami Finnigana wyrosła również kompania z Gryffindoru. Co oni robili o tej porze na boisku? Cóż... okazało się, że dostali specjalne pozwolenie na trening od prof. McGonnagal ze względu na zbliżający się mecz ze Slytherinem. Matthew rozczarowany przebiegiem sytuacji, przeprosił tylko swoją drużynę za komplikacje, obiecując swoim przyjaciołom trening przy najbliższej okazji. Niestety, nie zawsze dało się przewidzieć, co los przyniesie...
Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Pią 09 Lut 2018, 18:43

Ślizgonka z pewnością wykazywała oznaki psychozy w stosunku do Wielebnego, ale nikt specjalnie nie zwracał na to uwagi. Może dlatego, że na pieńku z Argusem mieli w zamku WSZYSCY. Nawet nauczyciele, którym nie wypadało traktować starucha Rictusemprą albo podkładać mu łajnobomby, czuli wyraźny niesmak w stosunku do jego osoby. Nie oszukujmy się, każdym posiadający choć odrobinę rozumu doskonale wiedział, że charłak żyjący w przekonaniu, że gdyby nie on i jego wysłużony mop oraz bystre oczy i poczucie sprawiedliwości... szkoła zarosłaby brudem a na korytarzach dochodziłoby do gwałtów, mordów i kradzieży ciastek, z naciskiem na to ostatnie. Wyjście do kuchni po przekąskę pomiędzy godzinami wydawania posiłków było tak karygodne, że co mniej wprawionym "przestępcom" adrenalina na myśl o woźnym potrafiła przysłonić głód.
Filch, zazwyczaj nieco nieprzewidywalny w swoich posunięciach i dogłębnie spaczonej logice postępowania, tym razem jak po sznurku wypełniał swoje przeznaczenie a Ślizgonkę dużo kosztowało by nie zacząć piszczeć z uciechy. Odegrała swoją rolę w części przemyślaną a w drugiej zaimprowizowaną, ale Wielebny łyknął wszystko jak Henryk ryjówkę. Zanim zdążyła szturnąć Niesiostę by ostrzec ją przed tym co zaraz nastąpi, Argus dokończył dzieła.
Hanyasha aż się zachłysnęła z radości widząc buchające płomienie a szalony uśmiech nie zniknął z jej z twarzy nawet wtedy, kiedy bliźniaczka wzięła gwałtowny skręt ich środkiem lokomocji. Mimo przepełniającej ją, niemoralnej uciechy z nieszczęścia woźnego, nadal pamiętała, żeby się trzymać Gryfonki a drugą ręką nieustannie prowadziła dokumentację zdjęciową. Mogłaby tak krążyć i uwieczniać rozsierdzonego Argusa do końca świata i dzień dłużej, ale rozsądek podpowiadał, że chwilowo powinny brać nogi za pas i lecieć jak najdalej od miejsca zbrodni.
Zupełnie nie podzielając obaw swojego "przeklętego klona", chichotała złośliwie nie spuszczając wzorku z poczynań starucha. Tyle czekała na tą doniosłą chwilę. Atak stulecia zakończony niewątpliwym powodzeniem. Teraz już może umierać, wylecieć ze szkoły i skończyć z dietą bez cukru. Na słowa swojego kierowcy puściła aparat, pozwalając mu bezpiecznie dyndać na pasku i chwyciła się mocniej Everett.
- Słusznie, wiejmy! - syknęła cicho obrzucając zdezorientowanego Filcha ostatnim triumfalnym spojrzeniem. Tanja z pewnością przesadzała, sadząc, że mogły go wykończyć nerwowo i życiowo. Wielebny przecież teraz nie spocznie, póki nie pomści swojej ladacznicy, matki pcheł, pierwszej znaczącej wycieraczki moczem, postrachu pierwszoklasistów i postronnych ludzi.  
Wyglądało na to, że wybrały sobie całkiem niezłą porę na przeprowadzenie zamachu, gdyż mijane przez nich korytarze były praktycznie puste. Zaledwie kilkoro uczniów obrzuciło je obojętnym spojrzeniem, bo w Hogwarcie działy się o wiele dziwniejsze rzeczy niż dwie bliźniaczki śmigające na miotle po szkole. Kiedy wyleciały już na zewnątrz, Tanesha poczuła zimny powiew nie tylko na twarzy ale i nogach. Nierozsądnie było wychodzić bez kurtek w taką pogodę, ale na szczęście Gryfonka musiała myśleć podobnie bo całkiem szybko wylądowały przed nową kryjówką. Brunetka widząc podział na szatnie, momentalnie się uśmiechnęła i pociągnęła towarzyszkę do tej dla drużyny Hufflepuffu. U ziemniaków na pewno ich szukać nie będą.
- No, moja droga. Spocznij sobie a ja znajdę jakiś sprzęt by Cię opatrzyć. - oświadczyła odkładając aparat na jedną z ławek i pozbywając się rękawic, szukała wzorkiem apteczki. Na pewno mieli tu coś takiego.  I nie myliła się. Zauważyła oznaczoną szafeczkę i wyciągnęła z niej całkiem spore pudełko.
- Jak twoje ręce Everett, czujesz wdzierającą się gangrenę czy da się przeżyć? - nie czekając na odpowiedź, Tan znalazła maść na zadrapania i powierzchowne rany. Nie była dobra w magii leczniczej, ale ten środek na pewno nie był mugolskim wynalazkiem i ręce Tanji zaraz wrócą do swej świetności.

_________________

Who need a wand when you have umbrella?
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Sob 10 Lut 2018, 00:47

Powinna była być poważna i rozważna. Wydorośleć i przestać robić na złość woźnemu. Podrzucać jego kotce smaczną karmę i odnosić się z szacunkiem do nauczycieli...
BUJDA NA MIOTLE.
Tan miała bunt we krwi, a jeśli ktoś chociaż raz jej zalazł za skórę... no cóż. Posiadała swoje prywatne akta, w których miała nazwiska wszystkich, którzy powinni byli w niedalekiej przyszłości poczuć smak gryfońskiej zemsty. Poprawka, ślizgońsko-gryfońskiej. Od czasu przypadkowego spotkania na korytarzu, kiedy to panna Everett miała wrażenie, że uderzyła się o lustro, były niemal nierozłączne z Ślizgonką. Wszystkie plany utrudniania życia Wielebnemu i jego porąbanej, kociej zakonnicy szły lepiej w duecie. Szły by jeszcze lepiej, gdyby ostatnich dwóch dywersji nie zepsuli bracia Black. Raz przeszkodził im Regulus, a raz Syriusz. Tym razem było prawie o krok od kolejnej tragedii, ale Tanja miała dziwne wrażenie, że we wszystkim maczał palce kuzyn Taneshy. Z kimś do niego bardzo podobnym... czyżby Hogwart zamieniał się w nielegalną fabrykę sobowtórów?
Nie czas teraz na to, gdyż woźny właśnie okrył płonącą pochodnię kudłów wiadrem. Gryfonka nie spodziewała się, aby parszywiec długo opłakiwał pupila. Należało zwiewać. Dobrze, że znała rozkład korytarzy na pamięć.
Tanja wylądowała gładko na zmarzniętej ziemi, nadal trzymając pchlarza w worku. Tanesha pociągnęła ją w stronę szatni Puchanów. Swoją drogą, niezły pomysł - Wielebny mógł ich szukać u Ślizgonów i Gryfonów.
Everett z ulgą usiadła na najbliższej ławce, bardzo niedelikatnie upuszczając spetryfikowanego kota na podłogę. Przeklęty sierściuch, niech mu posadzka twardą będzie! Brunetka dokładnie obejrzała swoją rękę.
-Wygląda na powierzchowne. -stwierdziła po chwili oględzin. Chyba woźny dbał o tego wszarza na tyle, żeby nie roznosił jakiś śmiercionośnych chorób. Dziewczyna pozwoliła, aby bliźniaczka opatrzyła rany po pazurach. Trochę zapiekły, a później magicznie znikały.
-Dobra, co teraz? -dziewczyna skrzyżowała nogi po turecku, wpatrzona w inicjatorkę planu. -Mam nadzieję, że nie chcesz jej zjeść w rytualnym ceremoniale, bo raz, że nie jadam kotów, dwa, na pewno ta pinda spowoduje nam nieżyt żołądka, a trzy, nie będzie to smaczne. -Tanja roześmiała się krótko.
Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Nie 11 Lut 2018, 01:36

Nie istniała ani taka ilość alkoholu ani poziom nieszczęścia, żeby Ślizgonka choćby pomyślała o zostaniu przemiłym, pomocnym człowiekiem. Uprzejmym do urzygania i dającym się wykorzystywać wszystkim na około, w przekonaniu, że czyni dobrze. I pod tym względem na pewno mogły sobie z Niesiostrą przybić pionę, dziś triumfalnie nad truchłem pani Noriss. Tak jak Gryfonka tworzyła listy osób, które jej się naraziły, tak Hanyasha nie patyczkowała się za bardzo - wszystkich, którzy w jakiś sposób jej podpadli (głównie osobników płci męskiej) naznaczała uszkodzeniem ciała, najczęściej guzem, wykonanym jej pamiątką rodową, znaną powszechnie jako Parasolka Zagłady. Na przestrzeni lat użyła jej już wystarczającą ilość razy by co mniej odporne psychicznie i fizycznie jednostki usuwały jej się z drogi.
Jeśli dokładnie przeanalizować związek przyczynowo-skutkowy, kierujący jej ręką dzierżącą parasol, można zauważyć, że Everett nawet pod tym względem jest wyjątkowa. Każdy inny osobnik, który wlazłby jej pod nogi tego feralnego dnia, gdy umykała przed Filchem, skończyłby ubity na kwaśne jabłko a sam wspomniany wcześniej woźny, musiałby go później zdrapywać szufelką z posadzki. Mimo, że obie wtedy wysiedziały w siedlisku roztoczy, rysując co bardziej ordynarne obrazki w cennych księgach Argusa, ostatecznie wymknęły się, gdy zaśliniony staruch zasnął w fotelu. To był ostatni raz, gdy puściły go całego. Później już, w zawiązanej komitywie z każdą kolejną dywersją sprawiały, że Wielebny miał okazję zwiedzać kolejne kręgi piekielne. A dzisiejszy  z pewnością uchodził już za pandemonium.
Warunkom panującym w szatni było daleko do piekła, ale dało się przeżyć. Tanesha sprawnie wysmarowała ręce Tanji, z ulgą stwierdzając, że bliźniaczce raczej nie grozi amputacja i nie będzie musiała się z nią dzielić swoimi kończynami. Odłożyła zbędne już specyfiki na ławkę i usiadła naprzeciwko towarzyszki zbrodni.
- Cóż... szczerze mówiąc, chyba liczyłam na Ciebie, droga Niesiostro... - podrapała się po głowie z zakłopotaniem - Tak w zasadzie, to trochę nie wierzyłam, że nam się uda... i to tak widowiskowo... - wzrok dziewczyny powędrował w kierunku worka, w którym w groteskowej pozie leżała sparaliżowana kotka.
- Och, daj spokój! Takiego ścierwa to nawet Luśka by nie zjadła, a zdarzało jej się łykać taborety. Jak ona by po tym zdechła to po nas nawet zwłoki by nie zostały. Trucizna starej Filchowej by nas rozłożyła w niebyt... - Tanesha aż się wzdrygnęła.
- Może na dobry początek zróbmy sobie pamiątkowe zdjęcia z naszym trofeum? - odezwała się po chwili zastanowienia i uśmiechając się złośliwie, zajrzała do tobołka. Pani Noriss nadal tam była i nie stanowiła zagrożenia. Tylko jej otwarte oczy miotały błyskawice i zdradzały plany posiekania pazurami obu dziewcząt, pożarcia ich pupili a następnie oddania hektolitrów uryny na każdy skrawek ich skrwawionego ciała i odzieży. Dopiero wtedy Ladacznica zazna odrobiny spokoju po fali upokorzeń, które dziś przeszła.
- Więc jak Everett, co robimy z naszym włochatym morszczukiem?

_________________

Who need a wand when you have umbrella?
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   Pią 16 Lut 2018, 16:32

Parasolka Zagłady.
Nawet Tanja widząc czy nawet słysząc o słynnej broni swojej Niesiostry, czuła nieopisany respekt. Miała okazję nie raz widzieć ją w akcji i guzy oraz sińce spowodowane tą namiastką armagedonu nie pozostawiały złudzeń. Everett wygrała życie, mając w Taneshy przyjaciółkę, a nie wroga. Z jej wrodzonym szczęściem do wpadania w kłopoty, mogła by na stałe zmienić kolor skóry z trupio białej na żywo fioletową.
Konkludując, lepiej być z Parasolką Zagłady niż przeciwko niej. Gryfonka doceniała to na każdej, nawet nieudanej akcji dywersyjnej. I w duchu uważała, że ona nie jest aż tak okrutna dla tych wszystkich biednych chłopaków, którzy odważyli do niej podejść by zaprosić ją na randkę czy tylko chamsko popatrzeć w dekolt. Na nich miała specjalnie przygotowane klątwy, natomiast Hanyasha... jak nie pierdyknęła Ci parasolką, to jej wierny kompan mógł w każdej chwili wyskoczyć z cycków i dziabnąć w tętnicę. Kto wie, może to "maleństwo" miało wysuwane kły na pół metra?
Tanja przyjrzała się swojej - już zdrowej - ręce. Nie ma co, chyba wścieklizna jej nie grozi. Odwróciła spojrzenie od dłoni, by wysłuchać  zakłopotanej (sic!) bliźniaczki. Skwitowała to wesołym śmiechem.
-Nie ma to jak wiara w plan. W końcu nam się udało i na Merlina - nie wiemy co teraz. -Tanja pokręciła głową i nogą odsunęła jutowy materiał na tyle, by dojrzeć kudły Ladacznicy. Nie rzuciła się jeszcze na buta, znaczy zaklęcie działało.
-Taaak... pamiątkowa fotka z tym parszywcem to dobra myśl. Będzie stała na honorowym miejscu przy łóżku. -odparła z przekąsem Gryfonka, wstając z ławki. Zastanowiła się chwilę.
-Proponuje zwiedzić z nią parę miejsc... ciekawe jak zareagują sowy w sowiarnii, gdy ujrzą tego paszkwila unieruchomionego... albo w końcu zapoznamy ją z psem Hagrida... jego ślina działa lepiej niż specyfik "Ulizana"... -Everett snuła pomysły niczym rasowy psychopata, pastwiący się nad swoją ofiarą.
-Później możemy obciąć jej wąsy i wysłać Filchowi z prośbą o okup. Po tygodniu chodzenia w stoju baletnicy, odstawimy kocicę do wiadra z pomyjami... Te, Tanu! -Gryfonka olśniona odwróciła się do przyjaciółki. -Ty wiesz kto wywołał pożar w gabinecie Wielebnego? Dała bym sobie głowę odciąć, że widziałam znikających za rogiem dwóch facetów o długich włosach... Blacków nie oskarżam o komitywę, ale może to był ten Twój kuzyn? -zagadnęła, szukając odpowiedniej pozy do zdjęcia.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Szatnia Puchonów   

 

Szatnia Puchonów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Szatnia Gryfonów
» Szatnia żeńska z prysznicami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
 :: 
Boisko Quidditcha
-