IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
The author of this message was banned from the forum - See the message
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 19 Maj 2014, 13:13

Obserwowała wymianę zdań między nowym nauczycielem, a swoją ciotką, a z każdym kolejnym słowem czuła się coraz bardziej zdezorientowana.
Nie miała pojęcia kim był ten wysoki, ciemnowłosy mężczyzna i szczerze powiedziawszy nigdy nie sądziła, że pozna kogoś, kto z taką beztroską będzie wyprowadzał Chantal z równowagi. Publicznie.
Świat się kończy.
Zaaferowana sytuacją zapomniała o słowach mistrzyni eliksirów i gdyby nie Alecto, zapewne nadal tkwiłaby w miejscu jak kołek, narażając się na gniew Wilsona; przyjaciółka wybawiła ją z opresji w samą porę, odciągając Gryfonkę na drugi koniec trybuny.
- Dzięki. Czy ty słyszałaś jak on z nią rozmawiał?- spytała, oglądając się jeszcze przez ramię, a na uwagę o Wilsonie machnęła tylko ręką – Mam szlaban u Chantal, nic wielkiego. Bardziej w tej chwili ciekawi mnie ten facet... Jest nowym opiekunem mojego domu. Bardzo ciekawe...- mruknęła, przyglądając się Diarmuidowi zmrużonymi oczami.
Szybko jednak postanowiła zostawić tą sprawę na inną chwilę; znicz pokazywał się coraz częściej, wielu uczniów krzyczało i dopingowało ścigających, a Meadows zakończyła swój udział w meczu z widowiskowym hukiem. Black był wściekły, nie dało się tego ukryć; sposób w jaki napierał na Gilgamesha sprawiał, że Gryfonce robiło się słabo.
- Przecież oni się pozabijają! – jęknęła zaciskając palce na dłoni Alecto; wiedziała, że patrzą na ostatnie minuty meczu: obaj szukający dostrzegli malutką, złotą piłeczkę. Pościg został rozpoczęty.
Iluzja, którą wyczarowały wznosiła się wciąż dumnie nad trybunami, lew ryczał rozpaczliwie, a wąż w tryumfalnym syku przekazywał swą radość ze zdobyczy. Napis migotał przyciągając spojrzenia, a najważniejsza walka na boisku osiągnęła apogeum.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 19 Maj 2014, 14:14



Alecto wiedziała dokładnie w jakim momencie wrócić na trybuny, choć jej myśli wziąć krążyły wokół Daniela i złotego znicza. Intuicja podpowiadała jej, że to właśnie Blais będzie bohaterem dzisiejszego meczu. Uśmiechnęła się do Ari, a słowa Gryfonki wywołały jej śmiech
-Myślę, że Chantal sobie z nim poradzi, nawet jestem tego pewna – odpowiedziała wzruszając ramionami, po czym ponownie skupiła się na szukających, sama próbując odnaleźć małą, świecącą kulkę, która była niewiarygodnie szybka. –Może się skądś znają? – odpowiedziała przyjaciółce unosząc delikatnie jedną brew –Nie zdziwiłabym się, widziałaś jak on na nią patrzył? – zapytała, widać było, że para zna się od jakiegoś czasu.
Al. spojrzała na boisku w chwili gdy Syriusz naparł na Gila –BLACK MASZ COŚ Z GŁOWĄ?! – krzyknęła w jego stronę pukając się przy tym w czoło. Trzeba przyznać że walka między obiema drużynami robiła się coraz krwawsza. Dor wylądowała na murawie, zapewne był to groźny wypadek. Blondyna syknęła cicho, mimo iż Meadows należała do czerwonych obie dziewczyny miały ze sobą dobre stosunki. To też Carrow zmartwiła się tym upadkiem, zwłaszcza że zaraz podbiegł do niej medyk i zabrali ją z boiska.
-Poleje się krew – stwierdziła zaciskając lekko szczękę, nawet nie czuła jak palce Ari zaciskają się na jej dłoni, szybko obróciła się w stronę Blaisa i Pottera. –BLAIS POSPIESZ SIĘ! DASZ RADĘ, WIERZĘ W CIEBIE. – krzyknęła w stronę ścigającego. Jej serce biło jak szalone, miała ochotę wykrzyczeć coś jeszcze, ale szybko ugryzła się w język. –Jeśli Dan nie złapie zaraz znicza, to ktoś dziś może stracić życie- stwierdziła zwracając się do Lacroix.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 19 Maj 2014, 15:39

Dopiero kiedy zaklęcie rzucone przez Ari sprawiło, że jak spod ziemi wynurzył się jeden z aurorów, a spojrzenie błękitnych oczu dosięgnęło ją z trybuny nauczycielskiej, Lily zorientowała się, że zrobiła coś, czego robić nie powinna. Wcześniej zadziałała instynktownie i, jak przystało na kogoś, dla kogo quidditch miał doprawdy niewielkie znaczenie, nie wzięła pod uwagę tego, jakie skutki może mieć jej zachowanie dla rozgrywki. Leczenie osób poszkodowanych i cierpiących było u niej swoistym odruchem, ale teraz cała spłonęła rumieńcem. Bardzo, bardzo rzadko łamała jakiekolwiek zasady i choć reguły gry w quidditcha nie były dla niej tak istotne, jak choćby te szkolne, to mimo wszystko świadomie by przeciw nim nie wystąpiła. Była konformistką i zupełnie jej to nie przeszkadzało.
W innych okolicznościach surowo by się rozprawiła z młodą Lacroix, zwłaszcza, że pozwoliła sobie ona na wystąpienie przeciwko własnemu domowi, w którym zapewne poważnie straci na popularności, ale teraz mogła jedynie być wdzięczna, że jej zapędy zostały przez kogoś powstrzymane. Nie mogła karać jej za coś, co sama zrobiła. Nie była aż tak wielką hipokrytką, ba, miała duże poczucie sprawiedliwości. Poza tym dookoła Aristos zebrał się już mały tłumek dorosłych i nikogo więcej nie było tam już trzeba.
Nie wspominając o tym, że Lily wolała się mimo wszystko skoncentrować na tym, co działo się na boisku. Kolejne gole dla Ślizgonów były tylko ponurym preludium dla prawdziwego dramatu. Kiedy jeden ze Ślizgonów wpadł na Dorcas, a Ruda mogłaby przysiąc, że zrobił to naumyślnie, poderwała się z ławki i podbiegła do barierki, śledząc rozgorączkowanym wzrokiem upadek przyjaciółki. Tym razem wiedziała, że na nic nie zdadzą się jej zaklęcia, Meadowes była w znacznie gorszym stanie niż wcześniej Resa, a ponad to, świadoma nielegalności czynu Lily, po prostu by go nie powtórzyła.
Zagryzła wargi i odszukała wzrokiem Pottera, a potem Syriusza, który najwyraźniej stracił nad sobą kontrolę i zachowywał się jak wściekłe, zranione zwierzę, a nie człowiek. W duchu pochwaliła decyzję Jamesa o okiełznaniu przyjaciela. Wiedziała, że sporo osób może tego nie zrozumieć, ale tutaj chodziło nawet o coś więcej niż udzielenie pomocy bliskiej osobie. Gdyby Łapa przez przypadek zaczął się przemieniać na oczach całej szkoły i to w powietrzu, oj to by się mogło bardzo źle skończyć.
Lily zacisnęła bezradnie dłonie i zdając sobie sprawę, że tak właściwie to nic tu po niej, a Ślizgoni najpewniej wygrają, szybkim krokiem zaczęła się przeciskać w kierunku schodów. Zamierzała dopaść Dor jeszcze zanim znajdzie się w Skrzydle Szpitalnym i potem nie odstępować jej ani na krok. Ona już dopilnuje, żeby Syriusz był spokojny i grzeczny, zanim go dopuszczą do dziewczyny.
Twarz Lily w tej chwili zniekształcała wściekłość i zmartwienie. Coś zbyt często jej przyjaciółka potrzebowała hospitalizacji od kiedy związała się z tym Blackiem.

z/t

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 19 Maj 2014, 18:02

Ten mężczyzna chyba był świadomy, że wywołał w Chantal całą gamę emocji, w których jedna zaprzeczała drugiej. I wykorzystywał to nędznie. Gdyby nie pełna widownia uczniów może rzuciła by w niego jakimś urokiem.. i to nie byłby ten osobisty.. albo najbliższym wazonem czy co by tam znalazła pod ręką. Lepiej by zniknął sprzed jej oczu szybciej, niż Chantal powie słowo "quidditch". Jednak musiała zachować chociaż odrobinę klasy.. rozprawi się z nim sam na sam gdzieś na szkolnym korytarzu. Na myśl o tej słodkiej zemście Chant aż się uśmiechnęła w ten swój charakterystyczny, zagadkowy sposób, który zawsze zapowiadał mordercze myśli.
-Wtedy przynajmniej bym Ciebie nie widziała, Diar... -westchnęła dając lekko za wygraną. Chyba będzie musiała znosić tego.. faceta.. przynajmniej do końca meczu. Skorzystała z bliskości barierek i oparła się o nie, by mieć lepszy widok na murawę. Diarmuid opiekunem Gryffa.. to była dopiero ironia! Chant uniosłą brew widząc ten rozbrajający ukłon, co chyba miało wyrażać przeprosiny.. i to chłodne spojrzenie do grupki dziewcząt. Urrocze... jak nigdy. To samo robił Diar, gdy w szkole ktoś chciał im przeszkodzić na korytarzu...
Dość. Zapomnij Chantal.
Odgarnęła włosy z oczu, tym razem panując nad nimi by nie zmieniały samoistnie koloru. Diar poprawiający Chantal? Co za tupet.. zmrużyła gniewnie oczy. Znał te minę. Na pewno.
-Wybacz Diarmuidzie. Pozwól, że się poprawię. Twoja obecność w moim najbliższym otoczeniu powoduje, że czuję niezdrowe skoki ciśnienia. Lepiej?! -syknęła cicho, starając się opanować. Biedny ten człowiek, gdy ona go dopadnie sam na sam w ciemnym lochu..
-Jeśli chciałeś mi zrobić niespodziankę na urodziny za parę dni, to ja chyba zrezygnuję ze świętowania w tym roku. Merlinie... -odwróciła wzrok, bo jego subtelny uśmiech jednocześnie ją irytował, ale i cieszył tę jedną setną jej duszy, która nie zapomniała. I zapomnieć nie chciała.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 19 Maj 2014, 18:11

Gol za golem. Henry jakby przestał na to zwracać uwagę, gdy dostrzegł, że ktoś z gryffindoru spadł z miotły potrącony przez ślizgona. Chóralny jęk i zachowanie Syriusza dało mu do zrozumienia, że to... Dorcas. Puchon zbladł i wyjrzał zza barierki wystraszony całym zajściem. To był nokaut! Skrzywił się widząc powstałe zamieszanie, gdy Black rzucił się na Niemca, znowuż James próbował ich rozdzielić. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Tkwił dalej na ławkach, nie widząc sensu biegnięcia teraz za Dorcas. Nawet gdyby tam ruszył, zanim dotarłby, pani Pomfrey dawno się nią zajmie i nie będzie nikogo tam wpuszczać. Lancasterowi pozostało wierzyć, że to tylko lekki wstrząs i gryfonka szybko z tego wyjdzie. Jak tylko mecz się skończy i opadnie atmosfera w gryffindorze, pobiegnie do Dor i sprawdzi osobiście czy wszystko gra. Najpierw Resa, potem Dor. Sędzia naprawdę tego nie wdział? Dodatkowo na górze szukający ścigali się o znicza. Henry coś czuł, że zaraz rozstrzygnie się kto wygra mecz.
Poruszenie na trybunach odwróciło jego uwagę na chwilę od boiska. Zauważył Odinevę, której skinął głową na "dzień dobry", potem Lacroix... tej się nie ukłonił, bo jej nie lubił, jakiś auror i nowy nauczyciel od transmutacji. Puchon westchnął, bo nawet i tutaj musiało dziać się coś dziwnego, że został zwabiony jeden z aurorów. Mecze w finale były najbardziej ekscytujące, ale też i niebezpieczne, szczególnie gdy o Puchar walczyli Gryfoni ze Ślizgonami. Oba domy tak zaciekle chcieli zdobyć główną nagrodę i dokopać drugim. Henry rozumiał tę nienawiść, bo sam nie przepadał za arogancją Slytherinu, ale to przecież mecz, nie prawdziwa wojna. Mogliby spuścić nieco z tonu. Dawno by już wykorkował, gdyby przejmował się meczem tak samo jak oni. To wszak rozrywka, urozmaicenie nauki. Drużyny powinny się jakoś uspokoić, bo jeśli wkurzą Dumbledore'a swoim zachowaniem, w przyszłym roku może nie być finału.
Po chwili dostrzegł znajomą czuprynę blond włosów. Soleil przecisnęła się w końcu w jego stronę. Wyciągnął do niej rękę pomagając się przedostać przez krzyczących do boiska kibiców. Nawet gdy dziewczyna już stała obok niego, wciąż trzymał jej dłoń.
- Oni poszaleli. - wskazał brodą na zawodników. Był zmartwiony stanem Dorcas. Zarejestrował zniknięcie Lily. Były przyjaciółkami, nic dziwnego. Henry oparł się dalej o barierkę i już z mniejszym zapałem śledził postęp meczu. Oby wynik finału nie popsuł zakończenia roku. W końcu ten kończący się rok szkolny dał nieco dopiec Hogwartowi.
Zobacz profil autora
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 20 Maj 2014, 01:03

- Na Merlina, Evan! - Aristos wychyliła się gwałtownie przez barierki, obserwując upadek kapitana i wzdychając z ulgą, gdy okazało się, że w rzeczywistości wyglądało to groźniej, niż się skończyło.
- To jest mój ostatni mecz. W drużynach jest zbyt wielu ludzi, na których mi zależy. - mruknęła pod nosem do Alecto, z zaciśniętymi zębami patrząc jak Black naciera na Gilgamesha, najwyraźniej usiłując go zabić. Nie miała już siły krzyczeć do tych idiotów, na szczęście Potter miał więcej oleju w głowie niż Black i szybko go opanował.
Na tym nie było jednak końca, a Gryfonka odczuwała coraz większą ochotę by opuścić to przeklęte boisko i nigdy więcej na nie nie wracać. Jednocześnie wiedziała jednak, że nie da rady tego zrobić, choć była bardzo blisko gdy Potter niemal rozmazał się na Danielu; malutka, złota piłeczka znów zniknęła i wśród graczy zapanował chaos.
Kątem oka dostrzegła jak Lily opuszcza trybuny, ale nie zwróciło to jej większej uwagi; była zbyt zaabsorbowana poszukiwaniem złotego błysku na tle kolorowych proporców.

Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 20 Maj 2014, 10:48

Ich iluzja chyba naprawdę działała! Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że kiedy tylko pojawiła się w powietrzu, Ślizgoni w końcu zaczęli rzucać jakieś bramki? Widząc jak Jasmine zmierza z kaflem w kierunku gryfońskich pętli, Chiara wstała aby lepiej widzieć co się dzieje i uśmiechnęła się z satysfakcją, kiedy jej przyjaciółka zdobyła pierwsze punkty dla zielonych. Na kolejne nie było trzeba czekać długo, Evan oczywiście (co Chiara z rozbawieniem skonstatowała w swojej głowie) nie zamierzał być gorszy i w związku z tym zaledwie kilka minut po pierwszym celnym strzale Vane, podwoił liczbę na koncie swojej drużyny. Chi pogratulowała mu w myślach, bo wydzierać się nie miała zamiaru, a ponadto Rosier w oczach świata był jedynie jej znajomym i nikim więcej.
Ale nie tylko bramki się działy. Poza tym na trybunach kibice mieli własne widowisko w postaci Chantal i Diarmunda, którzy najwyraźniej zapomnieli, że są pod obserwacją. Trzeba przyznać, że spora część szkoły chętnie przysłuchiwała się wymianie zdań, która mogła coś im powiedzieć o słabościach surowej nauczycielki eliksirów. Chiara jednak do niej nie należała i rozmowa pomiędzy dorosłymi szybko ją znudziła. Zmierzyła spojrzeniem swoich towarzyszy, jakoś dziwnie milczących, uniosła nawet jedną brew zerkając na Luciena, po czym wstała i skierowała się ku barierkom, śladem Alecto i Ari, której jednak upiekło się rzucanie zaklęć. Właściwie zastanawiało ją skąd taka desperacja u dziewczyny, że ryzykowała szlabanem dla... właściwie to po co? Szybko jednak porzuciła te rozmyślania, wystarczyła jej świadomość, że ona by się na nic podobnego nie poważyła. Z przyczyn oczywistych - aż tak jej na wygranej Ślizgonów nie zależało. Mogła ich dopingować, ale własnej wygody i czasu ryzykować nie zamierzała.
Dokładnie w tym samym momencie, w którym stanęła przy drewnianej palisadzie, Dorcas malowniczo rozciągnęła się na murawie. Chi przyglądała się temu beznamiętnie, właściwie ciekawsze wydawało się jej zachowanie Syriusza, który wpadł w swego rodzaju furię. Na Rosiera przeniosła wzrok akurat w tym momencie, w którym oberwał on tłuczkiem w plecy. Nie zdążyła nawet wydusić z siebie słowa, kiedy podobny los spotkał Jasmine, a Chi wykrzywiła twarz w niechętnym grymasie.
-Następnym razem powinni wyeliminować tę dziewczynę, chłopak nic nie robi, cholera wie dlaczego tak się na niego na początku uwzięli. - wycedziła, lodowatym wzrokiem śledząc lot Resy.
Tymczasem Potter najwyraźniej przedłożył osobiste sympatie ponad dobro drużyny, i zaniechał pogoni za zniczem na rzecz pogawędki ze swoim godnym pożałowania przyjacielem, który nie miał dość oleju w głowie, aby się opamiętać. A najlepiej zawczasu wstrzymać od zakochiwania. Chiara rozluźniła się, pewna że teraz już Daniel ma znicza w garści, jak na razie bardziej w przenośni niż dosłownie, uśmiechnęła się nawet lekko. Szybko jej jednak sprawiono, że kąciki jej ust opadły i nic nie pozostało po chwilowym zadowoleniu.
No doprawdy! Miała ochotę tę małą Gryfonkę ponownie zrzucić na ziemię, tym razem tak, aby więcej nie wstała. Z niepokojem spoglądała na miejsce, gdzie Evan zbierał się z rozoranej ziemi. Nie wyglądał na połamanego, ale mogła sobie tylko wyobrażać jak bardzo będzie po tym meczu poobijany. Zacisnęła zęby i postukała palcami nerwowo w poręcz balustrady, na której zaciskała pobielała dłonie. Przed następnym meczem zamierzała obdarować jego miotłę niewielkimi rytami. Obserwując jak chłopak podnosi się i wraca do gry, w głowie przeglądała wszystkie znane jej symbole, które mogłyby mieć odpowiedni wpływ i zdecydowała się na stary, dobry futhark. Umieszczenie na drewnianym trzonku runy Iwaz z pewnością nie mogło mu zaszkodzić, ostatecznie od wieków używali jej ludzie, którzy chwili wygrać jakieś zawody. Można by dodać jeszcze Algiz, ale ona lepiej działała na ciele, ostatecznie to je miała chronić przed zranieniem. Ewentualnie mogłaby mu podarować amulet z takim rytem.  Obie runy były, co prawda, magnetyczne, ale może danina z krwi wystarczyłaby za zapłatę. Jeśli nie, cóż, była gotowa na pewne poświęcenie. Pytanie brzmiało, czy Rosier w ogóle by je zaakceptował. Nie wiedziała jak odnosi się do tej gałęzi magii, która Chiary znaczyła ona więcej niż zaklęcia, przede wszystkim dlatego, że była trwalsza i bardziej dyskretna, ale przez większość czarodziejów była wzgardzana i uważana za słabą, czasem nawet za wymysł mugoli. Zbyt często nawet potężni magowie z zakresu magii bez użycia różdżki uznawali jedynie eliksiry. Ale w przeciwieństwie do zaklęć rzucanych z trybun, taki rodzaj wsparcia nie zostałby zapewne zdemaskowany.
Rozmyślania, prowadzone trochę na wyrost, bo przecież od kolejnego meczu dzielił ich ogromny szmat czasu, który wiele mógł zmienić, przerwało jej zderzenie szukających. I to w momencie, kiedy Blais już prawie zaciskał palce na zniczu!
-Il imbecille! - wyrwało się Chiarze, która dopiero po fakcie zdała sobie sprawę z tego, że cokolwiek wykrzyknęła. Cóż, widocznie miała dzisiaj dzień łamania niepisanych zasad, które kiedyś sama sobie narzuciła.
Spojrzała po swoich towarzyszkach.
-Jeśli to będzie jakiś Gryfon, nic osobistego Aristos, to ja nie mam nic przeciwko. - stwierdziła z satysfakcją odnośnie słów Alecto. Osobiście jako pierwszą do odstrzelenia wytypowałaby Resę, czy raczej drugą, bo Dorcas została pozbierana z trawy przez pielęgniarkę i w tej chwili zapewne próbowano ją posklejać.
Ona sama nagle stwierdziła, że to całe kibicowanie wcale nie jest takie nudne, kiedy na boisku jest ktoś, kto sprawia, że ma się ochotę od czasu do czasu na grę spoglądać.

edit: Potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Jak na jej życzenie kolejni Gryfoni lądowali na murawie, padając niczym muchy. Jednak musieli mieć jakieś niewiarygodne szczęście, bo w ostatecznym rozrachunku, to oni mieli świętować. Gwizdek sędziego, który faktycznie nie był chyma mistrzem w swoim fachu, oraz obraz przeszczęśliwego Pottera ze zniczem w ręku definitywnie popsuł jej dobry jeszcze przed momentem humor. Oderwała dłonie od barierki i nie czekając nawet aż zawodnicy wylądują na ziemi, wycofała się z trybun. Wolałaby, aby impreza, którą pomagała Jasmine przygotować, była zabawą zwycięzców, ale ostatecznie każda okazja jest dobra, by się napić. Nie mówiąc już o tym, że to był tylko jeden mecz, nic specjalnie istotnego. Ona sama i jak przypuszczała większość członków drużyny, miała większe problemy.

z/t


Ostatnio zmieniony przez Chiara di Scarno dnia Sro 21 Maj 2014, 10:34, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 20 Maj 2014, 11:55

Gdyby dla Sol choć odrobinę większe znaczenie miało to, kto wygra mecz, zapewne nie zignorowałaby dwóch kolejnych bramek strzelonych przez gryfonów i być może nawet śledziłaby z zapartym tchem gonitwę za zniczem. Tymczasem jednak krzywiła się za każdym razem kiedy ktoś, nie ważne czy Ślizgon, czy Gryfon, dostał tłuczkiem i coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że ta gra nie przedstawia sobą większej wartości. Nie rozumiała zupełnie zasad quidditcha, nigdy z resztą nie podjęła próby ich zagłębienia. Miała pewną dysfunkcję jeśli chodziło o rozgrywki opierające się na rywalizacji drużyn. Ona wolała współpracę, chociaż jej elementy na pewno były widoczne na boisku.
Tak na prawdę lepiej przyjrzała się temu, co działo się na boisku dopiero wtedy, kiedy zmusił ją do tego głośny jęk gryfonów. Widząc upadek Dorcas pobladła znacząco i zamrugała szybko oczami, jakby chciała ten obraz odgonić. Przepadała za tą dziewczyną i miała nadzieję, że nic jej nie będzie. Ufała Pani Pomfrey, nie znała lepszej pielęgniarki od niej. Jej wzrok szybko jednak skierował się na Syriusza. Była pewna, że chłopak dostanie szału i miała tylko nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego. Takiego jak na przykład szarża na Gilgamesha. Oj, coś podejrzewała, że chłopak przez najbliższy okres czasu nie będzie w stanie pomagać jej przy ogórkach. Znajdowały się one z resztą w Zakazanym Lesie, a Sol zamierzała ograniczyć wizyty w tym miejscu ze względu na Henry'ego.
Skoro zaś mowa o Lancasterze, to ciepło jej się zrobiło gdzieś w środku, kiedy zacisneła drobne palce na jego sporo większej dłoni i została właściwie przeciągnięta przez głośny i chaotyczny tłum w jego kierunku. Co prawda Sol nie była jakąś zdeklarowaną samotniczą, ale podobne zgromadzenia, niekontrolowane i kipiące skrajnymi emocjami odrobinę ją przerażały. I chyba trudno się temu dziwić, skoro ludzie raczej jej unikali, a zatem nieczęsto doświadczała podobnych sytuacji.
Wspięła się na palce aby sięgnąć ucha Puchona, bo w tym hałasie inaczej nic by nie usłyszał.
-Nic jej nie będzie. - oczywiście miała na myśli Dorcas, zauważyła kiedyś, że Henry się z nią przyjaźni. W odpowiedzi zaś na stwierdzenie chłopaka, tylko skineła głową, odrobinę zdenerwowana. Nie lubiła takiej agresji, bólu, chęci zwycięstwa, która zaślepia i sprawia, że mili ludzie stają się brutalni i nie zważają już na nic. Nie lubiła, a co więcej nie rozumiała, dlatego sceny, które obserwowała na boisku, były dla niej całkowitą abstrakcją.
Zobacz profil autora
Katja Odineva
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 20 Maj 2014, 13:07

Katja przez chwilę z pewnym zdumieniem przysłuchiwała się wymianie zdań pomiędzy Diarmundem i Chantal, do tego pierwszego uśmiechając się przyjaźnie, kiedy szarmancko ucałował jej dłoń. Szybko jednak doszła do wniosku, że to odrobinę niedyskretnie tak gapić się na rozmawiających ludzi i skoncentrowała się na Jaredzie, który z resztą także musiał skądś znać pannę Lacroix, co wywnioskowała po sposobie w jaki się do niej zwracał. Wilson nie bywał tak nieoficjalny w stosunku do ludzi, których nie znał bliżej. Miała tego świadomość, bo zawsze ją to śmieszyło.
Nie zwracała już większej uwagi na Ari, miała ją w swojej kartotece, a poza tym ustalili, że to Chantal jest odpowiedzialna za jej zdyscyplinowanie. Skoro tak, odpowiedzialność Katji za incydent tutaj się kończyła.
-Tak dawno się nie widziałam z Katherine! - wykrzyknęła entuzjastycznie na wieść, że jej najlepsza przyjaciółka także znajduje się w Hogwarcie.
-Koniecznie musicie wpaść do mnie do gabinetu, jak tylko znajdziecie chwilę. Dawno nie mieliśmy okazji pogadać we trójkę. - orzekła zdecydowanym tonem, który okrasiła jednak szerokim uśmiechem i radosnymi błyskami w oczach.
-A jak tam Seth? - zapytała po chwili o najmłodszą latorośl Wilsonów, bo starszą widywała na lekcjach i orientowała się w jej stanie. Czekając na odpowiedź Jareda spojrzała na boisko, w idealnej chwili aby zobaczyć gol Jasmine, a potem kolejny Evana. W duchu przyznała im punkty za ładne zagrania i ponarzekała sobie na rozrabiające tłuczki, które były jej osobistymi pupilami, kiedy jeszcze była w Durmstrangu.
Dopiero upadek Dorcas skwitowała głośnym okrzykiem niezadowolenia i zmarszczeniem jasnych brwi. Nie dlatego, że ucierpiała Gryfonka, po prostu według niej był to jawny faul, którego nie ukarano. Nie pierwszy raz z resztą podczas tego meczu.
-Chyba zgłoszę się na sędziego, jeśli będę tutaj w przyszłym roku. - odezwała się ni to do siebie, ni do Jareda.
-Ten importowany jest chyba ślepy jak kret. - dodała po chwili zniesmaczonym tonem.
-Niech już złapią ten znicz, bo jak tak dalej pójdzie, kogoś trzeba będzie z murawy zeskrobywać. - dodała po chwili, bo kolejny gracz zarył w ziemię, tym razem dla odmiany Ślizgon.
Zobacz profil autora
Jared Wilson
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 20 Maj 2014, 17:16

Chantal i Diarmundem przestał się interesować po zauważeniu faktu, że ta pierwsza zachowuje się jak zakochana nastolatka wobec tego drugiego. Jerry nie był wylewny, cechował się surową powściągliwością. Pozostawił więc dwójkę samych sobie, odchodząc dwa kroki z Katją. Schował ręce do kieszeni i oglądał znudzony mecz. Co chwila ktoś spadał z miotły, tłuczki tłukły, widzowie jęczeli, tu ochy, tam achy, a za nimi ciche przekleństwa. Zauważył, że kogoś już wyniesiono na noszach, ale i to nie zrobiło na nim wrażenia. Nie wiedzieli co to prawdziwa walka, nie znali smaku czyściutkiej adrenaliny, więc czemu miałby się ekscytować ich upadkami i żałosnymi walkami o kafla? Zdecydowanie wolał mistrzostwa. Tam nie było użalania się nad sobą, dziecięcych potyczek czy żali. Brutalne zagrywki, krew, genialne podania, rzuty i perfekcyjność. Odwrócił powoli głowę w stronę dziewuchy tu stojącej.
- Czemu cię tutaj jeszcze widzę? - warknął chłodno do młodej Lacroix. Skoro oddawał ją w szpony Chantal, żądał zejścia smarkuli z trybun. Cóż z tego, że była osaczone przez dorosłych? Leniwie powrócił spojrzeniem do Katji.
- Seth ma ci wysłać list i sam powiedzieć co u niego słychać. - zdradził skrzętnie ukrywaną przez syna tajemnicę. Siedmiolatek, ledwo co nauczył się pisać, ale do listów już pierwszy. Nawet wybrał sobie sowę matki jako pocztę twierdząc, że jego sowa dziobie, gryzie i atakuje palce. Przyjął zaproszenie do jej gabinetu. Nieczęsto mogli się widywać w ciągu roku szkolnego, więc skorzysta z okazji.
- Komentator nieżywy, sędzia ślepy... tak, zgłoś się na sędziego i znajdź zastępcę tego tu. - wskazał ruchem głowy do góry na "komentatora". Uśmiechnął się dyskretnie do Odinevy, wciąż nie poświęcając duszkowi najmniejszej uwagi. Uniósł brodę, gdy trybuny głośno jęknęły. Obaj szukający zderzyli się zupełnie jak w jakimś kiepskim mugolskim kabarecie. Gdyby nie był sobą, płakałby teraz ze śmiechu. Był teraz Jaredem, nie Jerrym, zachował więc zimną powagę i wzdychanie. Dobrze, że to nie jego obowiązki "zeskrobywanie uczniów z murawy". Całkiem im do twarzy z tą ziemią na buźkach.
Zobacz profil autora
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 20 Maj 2014, 18:13

- Och, na litość, przecież właśnie schodzę! - warknęła w stronę aurora, kilka sekund po tym jak Potter złapał znicza. Zrobiło jej się zimno.
Z jednej strony wygrana Gryfonów cieszyła ją niesamowicie, z drugiej strony wiedziała jakie będzie to miało konsekwencje w codziennym życiu - oba domy nie przepadały za sobą, teraz ta niechęć zamieni się w zimną nienawiść. W dodatku Cu oberwał, w ostatniej minucie meczu zawirował i razem z miotłą grzmotnął o murawę; coś w niej jęknęło, gdy patrzyła jak zbiera się na nogi i wzlatuje do góry ze skrzywioną miną. Martwiła się o niego, nie mogła zaprzeczyć, bardziej jednak denerwował ją stan Rosiera.
Evan nie miał szczęścia w tym meczu; fakt, że w ogóle wrócił do gry po ostatnim uderzeniu zadziwiał ją niezmiernie. Ślizgon jednak zawsze był uparty jak osioł i nawet sam Merlin nie utrzymałby go z daleka od boiska, dopóki znicz był w grze. Aristos może i nigdy nie była specjalnie wylewna względem swoich przyjaciół, ale stan kapitana Slytherinu mocno ją niepokoił.
Odwróciła się na pięcie, puszczając dłoń Alecto i zbiegła na dół, by wyjść na spotkanie . Nie czekała na pełne radości okrzyki Gryfonów - w swoim domu i tak nie będzie teraz zbyt popularna.

[z.t]
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Victoria Craven
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 20 Maj 2014, 23:44

Mecz, mecz i po meczu. Starały się dopingować, ale jednak szczęścia Ślizgonom zabrakło, chociaż nie można było im odmówić wielkich starań. Zwycięzcami okazali się jednak Gryfoni. Zapewne hucznie będą to świętowali. Nic jednak straconego. Slytherin na pewno też nie odpuści i mimo przegranego meczu również zorganizują jakąś imprezę. Czy jednak zjawi się na niej Vicky? Sama nie wiedziała. Nie odpowiadało jej jakoś sterczenie i obserwowanie wstawionego towarzystwa. Chociaż w sumie dla jednej osoby mogłaby się tam pojawić. Zastanowi się nad tym w drodze do dormitorium dziewcząt. Tymczasem po przeżytych tutaj, chociaż niedużych, wrażeniach, nadszedł czas na opuszczenie trybun i oddaniu się swoim rzeczom. Odrywając wzrok od boiska wstała z miejsca i ruszyła ku wyjściu z tego przybytku. Nie miała już czego tu obserwować, widowisko skończone.

z/t Vicky i Laurel
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sro 21 Maj 2014, 10:07

Atmosfera była niesamowita. Nawał emocji, wstrzymane oddechy, napięcie w oczekiwaniu na złapanie znicza. Głośna cisza na trybunach nie przerwana nawet szeptem czy krzykiem Irytka, zaciskane pięści na barierkach i oglądanie jak w zwolnionym tempie finał. Uderzenie obu szukających, leżący kapitan ślizgonów, jawne nieczyste zagrywki, z którymi się nie ukrywali, gwizdek sędziego... i jest! Gryffindor wygrał, James machał ręką ze złapanym zniczem. Salwa oklasków, wiwaty i krzyczane "Potter-Potter-Potter". Wystrzelane z różdżek fajerwerki, ogólna radość i ryczący nad głowami lew. Henry uśmiechał się i razem z Puchonami wynieśli jeszcze wyżej transparent Gryffindoru. Spojrzał na Sol, wierząc na słowo, że Dorcas wyjdzie z tego nokautu. Zajrzy do niej w najbliższych dniach. Gdy drużyny zeszły z boiska, czerwoni wiwatując, zieloni przeklinając i pomstując na przeciwników, ludzie na trybunach jak jeden mąż odwrócili się i skierowali ku szkole. Nawet Irytek zniknął i pomknął do Hogwartu za gryffindorem. Henry machnął do Laurel, aby się nie zgubiła, skinął głową Billowi i Wandzie, a potem trzymając za rękę Soleil poszedł z prądem tłumu schodząc po schodkach z trybun. Ten wieczór nie będzie już spokojny, cała szkoła żyła wygraną meczu. Henry po cichu stwierdził, że to bardzo się przydało Hogwartowi. Wszyscy potrzebowali odetchnięcia z ulgą po ciężkim roku szkolnym. Teraz czas wyglądać wakacji.

[zt kolejno odlicz: Henry, Soleil, Katja, Jared, Iryt... eee z tematu wszyscy, jbc :D]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Trybuny   

 

Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Trybuny
» Trybuny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
 :: 
Boisko Quidditcha
-