IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 22:04

Soleil z rozmarzonym wyrazem twarzy jakimś cudem zabłądziła na boisko, skąd została w dość łagodny sposób odprawiona przez jednego z nauczycieli pilnujących porządku. Wydawała się zszokowana wieścią, że odbywa się dzisiaj mecz, i że w dodatku jedną z walczących stron jest Gryffindor. Trudno powiedzieć jakim cudem pełne trybuny nie obudziły w niej podejrzeń, ale ostatecznie Słoneczko było Słoneczkiem i nie myślało w taki sposób jak przeważająca część populacji. Jako że została odprowadzona do połowy schodów prowadzących na trybuny, po krótkiej chwili zamyślenia stwierdziła, że właściwie może równie dobrze spędzić te nadchodzące godziny w tłumie kibiców, skoro nie będzie miała możliwości ocenić murawy pod kątem hodowli reniferów oraz zmierzyć w ilości kroków długości i szerokości boiska. Pokonała tanecznym krokiem ostatnie stopnie i promiennym uśmiechem obdarzyła wszystkich patrzących na nią, o ile w ogóle jacyś się znaleźli. Radośnie pomachała Irytkowi i uniosła kciuki w górę, zapewne odnosząc się do jego talentów oratorskich, choć być może na myśli miała znalezienie przez poltergeista towarzyszki życia, czy raczej tego co wiódł zamiast niego.
Mrugnęła porozumiewawczo do Lau, uśmiechnęła się lekko do Henry'ego i zbliżyła się do drewnianej barierki uniemożliwiającej swobodne wypadanie z trybuny. Wychyliła się lekko odrywając stopy od podłoża i na chwilę zawisła na samych rękach, szybko jednak powróciła na ziemię i szeroko rozwartymi oczyma przyglądała się wzbijającym się w powietrze graczom. Nigdy nie była w stanie zrozumieć quidditcha, podobnie jak żadnej innej gry opierającej się na rywalizacji dwóch przeciwnych drużyn. Lubiła jednak to jak wyglądali ludzie, kiedy latali.
Zobacz profil autora
Victoria Craven
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 22:15

Ledwo się pojawiła, a po chwili zaczęły dziać się rzeczy, które na pewno w żadnym stopniu ją nie śmieszyły. Towarzystwo Chiary w żadnym przypadku jej nie przeszkadzało. Nie były sobie wrogiem, chociaż i przyjaźń ich też nie łączyła. Miały jednak co do siebie tymczasowo dobry stosunek. No i proszę, czyżby ubrała na siebie coś, co bardziej kojarzyłoby się ze Slytherinem, niżeli z Krukonami? Możliwe, że przypadek, a może celowe działanie. Tak po prawdzie nie miało to dla niej jakiegoś szczególnego znaczenia.
Znaczącego hałasu w tym całym zgiełku narobił Irytek, którym postanowił być ich komentatorem. Najwidoczniej nie tylko mówił co się dzieje na boisku, ale też paplał coś o życiu innych uczniów, jednych kojarzyła bardziej, drugich mniej, ale padły nazwiska, które znała bardzo dobrze. Nie uważała jednak, że trzeba brać jego słowa pod uwagę. Irytek lubił być w centrum zainteresowania i mógł pleść trzy po trzy, chcąc tylko zwrócić na siebie uwagę, albo zrobić komuś psikusa. Ot, taki był i wcale nie dziwiło ją to zachowanie. Bardziej zaskoczyło ją coś innego. Otóż duch postanowił zabić się nie tylko kosztem panny di Scarno, którą najwidoczniej wielbił ponad wszystko, ale przy okazji i jej się oberwało. Kupka popcornu wylądowała na jej głowie, przyozdabiając włosy. Niech no tylko zejdzie z trybun to od razu uda się do łazienek, by to z siebie zmyć. Nic zdązyła otworzyć usta w jakimkolwiek komentarzy, Irytek kontynuował swe działania, bezceremonialnie wpychając się na miejsce obok Chiary, by tylko znaleźć się jak najbliżej niej. W sumie w tym momencie pojawiło się w panience Craven coś na wznak współczucia. Może Krukona nie czuła się zażenowana cała sytuacją, ale zapewne Vicky nie chciałaby być na jej miejscu. Zdecydowanie wolała spokój niż doczepienie się do niej gadatliwego ducha, który zapewne nie przyjmował odmowy.
Zachwiała się, zapewne lada moment spotykając się z twardą podłogą, która nie potraktuje zbyt łagodnie jej pupy. Tutaj pojawił się jej wybawca. Lucas. Pewnie gdyby nie fakt, że było to mnóstwo ludzi, a ona nie obnosiła się z tym, co łączyło ją i tego Krukona, uśmiechnęłaby się szeroko. Tym razem pozwoliła sobie na zmrużenie oczu i delikatny, acz widocznie zadziorny uśmieszek.
- Nie bardziej niż ty. - odpowiedziała mu w zaczepce, bez których chyba już oboje nie mogli żyć. Mimo, iż to co było między nimi już się skończyło, to jednak jeszcze coś pozostawało. Nie mogła się jednak znowu w to wpakować. Z wiadomych, czystokrwistych powodów.
- Można nawet powiedzieć, że wiecznego adoratora. - przechyliła głowę nieco w tył, zwracając się do Lucasa. Oczywiście tylko na chwilę, bo zaraz powróciła spojrzeniem na boisko, kątem oka obserwując dalsze działania Irytka. Nie chciała znowu przypadkiem stać się obiektem jego psikusów. Na dziś zdecydowanie wystarczy! Jakby co, był Lucas, więc chętnie użyje go jako swojej tarczy obronnej. Tej klaty się nie ignoruje!
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 22:38

Panował istny chaos i gwar. Nic dziwnego, że przyleciał Irytek. On miałby to przegapić? Plusem było, że kibicował Gryfonom, znowuż jego komentarze były... cholernie zabawne, przez co Henry śmiał się w najlepsze, głośno mu klaszcząc. Cała zgraja Puchonów, obok których siedział krzyczała w najlepsze "Gryffindor, Gryffindor". Gdy usłyszał gwizdek, momentalnie wokół niego zapełniły się miejsca, w tym sami znajomi. Dobrze, że go znaleźli w tym tłumie; sam mógłby się tu łatwo zgubić. Pomachał do Wandy, ignorując ostentacyjnie zimny wzrok jakiejś zarozumiałej ślizgonki. Zaraz pojawił się Bill.
- Siema! Tłum straszny, a Iryt wcale tego nie ułatwia. Chociaż dobrze, że kibicuje gryfonom. - uśmiechnął się do Billa robiąc mu miejsca i zsuwając gromadę Puchonów jeszcze dalej na ławkę. Zaraz przyszła Laurel (o zgrozo, minę miał nieciekawą). Uścisnął rękę Lucasowi i został zaatakowany przez słodziutką wersję siostry. Bill mógł widzieć jego udręczoną minę, gdy wyswobadzał ramię ze szponów Lau.
- Idź przytul Billa, zobacz jaki jest jest osamotniony. - próbował ją odsprzedać kumplowi żywiąc nadzieję, że ten się na to nie obrazi. Szkoda, że nie było Matta. Miał podobno szlaban, Filch go dorwał. Henry musiał więc jakoś podzielić się siostrzyczką z przyjaciółmi. Przy aplauzie dla Irytka usłyszał jeszcze "Gryffindor do boju".
- Dalej Dorcas, wybij mu kafla! - krzyknął wstając i machając chorągwią. - Dalej, zwal z miotły O'Mally'ego! Dor-cas! Dor-cas! - widział, że wystrzeliła po kafla jako pierwsza przy asyście Blacka, który zaraz oberwie tłuczkiem... Wolał na to nie patrzeć i na te jego fikołki. Zależało mu, aby Dorcas strzeliła gola, założył się wszak z kolegą o to! Po chwili Wanda do nich dołączyła. Henry nieco się zaczerwienił przy tym soczystym buziaku, który otrzymał za darmo. Skóra na policzkach pasowała teraz idealnie do namalowanych pasków na policzków.
- Cześć. Trzeba pokazywać kto ma wygrać. - uśmiechnął się wesoło do Krukonki przy uwadze o asortymencie. Widział, że Bill szczególnie się nie ozdobił, ale akceptował jego niechęć do magicznego sportu. To i tak dobrze, że miał jakiś szal. Wcisnął Laurel popcorn, a żeby nie pomyślała o ponownym przyklejeniu się do jego osoby. Doprawdy, niańczył ją w Devon, lecz tutaj wolał nie być aż tak przytulany. Bill z pewnością zniósłby to o wiele lepiej, albo o, Lucas! Chociaż on już dorwał jakąś ślizgonkę, która oberwała od Irytka, który atakował Chiarę di Scarno... Lancaster powoli się gubił. To co się dzieje na trybunach to jedno, a to, co na boisku to drugie.
Zwrócił automatycznie uwagę, gdy ktoś mu pomachał. Soleil! Nie sądził, że przyjdzie. Nie wiedział o tym. Gestykulował do niej energicznie wołając ją tutaj, aby usiadła obok nich. Przeciśnie się jakoś, jeśli tylko wszyscy schowają nogi pod ławki, co było trudne, zważywszy, że połowa skakała i wrzeszczała do zawodników.
Henry przyłączył się do chóralnego "Gry-ffin-dor, Gry-ffin-dor".
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 23:12

Jej zielona sukienka nie była wynikiem zbiegu okoliczności, to oczywiste. Chiara tak rzadko decydowała się na ubranie czegoś kolorowego, że przeważnie była to pewna deklaracja. Tym razem spełnienie obietnicy danej Jasmine. Poza tym gdyby zapytano ją komu życzy wybranej, bez wahania odparłaby, że Ślizgonom. Ostatecznie to ta drużyna była jej lepiej znana i w sporej części darzona przez nią sympatią, pomijając może Gilgamesha i Franza, ale po co zagłębiać się w te nieistotne szczegóły. Była raczej oszczędnym typem kibica, bo poza strojem nie zamierzała decydować się już na nic ekstrawaganckiego, żadnych krzyków, podskoków, transparentów ani innych głupot tego pokroju. Ważne, że życzyła im wygranej. Spodziewała się wtedy lepszej atmosfery na imprezie, na którą musiała zaprosić ją niezastąpiona Vane, bo Rosier nie myślał o tak przyziemnych sprawach. Nie, nie miała mu tego za złe. Jeszcze pół godziny temu nie miała z resztą zamiaru nigdzie iść po meczu.
Już miała się odezwać do Victorii aby zainicjować jakąś niezobowiązującą pogawędkę i nie musieć zadowalać się milczeniem (bo przecież nie ciszą!) przez resztę rozgrywki, kiedy na głowie jej i niczemu winnej Craven, wylądował cały kubek popcornu. Przez chwilę Chiara zastygła z wyrazem niedowierzania na twarzy, ale ten głos nie pozostawiał złudzeń. Z jakichś powodów miała zostać następną ofiarą Iryta i wcale jej się to nie uśmiechało. Zwłaszcza kiedy jej imię potoczyło się głośnym echem po całym stadionie, wzbudzając rozbawienie i współczucie na zbyt wielu twarzach. Chi nie była anonimowa, co to to nie, ale nie lubiła aż tak bardzo skupiać na sobie uwagi. Zwłaszcza ostatnimi czasy.
I nagle stało się jasne jaki chory umysłowo twór wysłał jej pocztą sadystyczną roślinkę!
Zmierzyła poletergeista lodowatym spojrzeniem, kiedy usiadł na głowie, a praktycznie "w" głowie siedzącej obok ślizgonki, która z piskiem się odsunęła, zostawiając di Scarno skazaną na sąsiedztwo wrednego duszka.
Z godnym podziwu beznamiętnym wyrazem twarzy przysłuchiwała się temu, co do powiedzenia ma jej nowo odkryty amant, w duchu dziękując Merlinowi, że cała szkoła ma słowa tego wybryku natury głęboko w poważaniu. No może poza tą irytująco uśmiechniętą Gryfonka, ale ona miała chyba tyle samo rozumu co sam poltergeist, więc nie można było zbyt wiele po niej oczekiwać. Zagryzła zęby, mając nadzieję, że Irytek znudzi się, kiedy nie doczeka się z jej strony żadnej reakcji. Odetchnęła nawet z ulgą, kiedy usłyszała za sobą głos Lucasa. On zawsze wiedział kiedy przyjść jej z odsieczą. Przez usta by jej to nie przeszło, ale był niezastąpiony. W ten całkiem niewinny, nieerotyczny sposób.
-Mnie wszyscy kochają, Światełko. - szepnęła do chłopaka konspiracyjnym tonem, wciąż uparcie udając, że wcale nie ma koło siebie pewnej eterycznej istoty, której sąsiedztwo sprawiało wrażenie opierania się o bryłę lodu.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 23:12

Mecz pomiędzy Ślizgonami a Gryfonami, był teraz jednym z ważniejszych tematów, o których rozmawiano w Hogwarcie, nic więc dziwnego, że i Alecto postanowiła zjawić się w końcu na trybunach. Ubrana w letnią sukienkę w kolorze swojego domu zaczęła przeciskać się przez tłumy rozszalałych kibiców. Mało kto na początku zwracał na nią uwagę, co doprowadziło jedynie do tego, że jej twarz przybrała niebezpieczny wyraz a oczy zwęziły się w nieukrywanej złości. Wtedy dopiero wszyscy jak jeden mąż zaczęli się rozsuwać, by tylko mogła przejść. W końcu zajęła jedno z wolnych miejsc, które się jeszcze ostało, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Przeczesała dłonią swoje rozpuszczone włosy, które „tańczyły” pod wpływem delikatnego wiatru. Gra toczyła się w najlepsze, wszyscy szaleli z zachwytu lub krzyczeli niezadowoleni. Jeśli chodziło o samego Quidditcha, blondynka nie była wielką fanką tego sportu. Niestety w zamku nie było nic ciekawszego do roboty, wszyscy zebrali się tutaj. Jej wzrok leniwie padł na boisko, w momencie gdy kafla przejęli Gryfoni, dziewczyna wydała z siebie cichy jęk niezadowolenia. Zaczęła wzrokiem poszukiwać Daniele i Regulusa, o ile tego drugiego zauważyła już po chwili, tak Blaisa nie dostrzegała nigdzie. Zrezygnowana zaczęła szukać kogoś znajomego na trybunach, kogoś kto byłby godzien jej towarzystwa. Wtedy gdzieś w oddali dostrzegła Aristos Lacroix, mimo iż dziewczyna była Gryfonką, panienka Carrow nie pałała do niej zbyt dużą niechęcią. Teraz nawet uśmiechnęła się do niej i pomachała w zapraszającym geście.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 08:39

A na trybunach zapanował jeden wielki chaos. Wszyscy się pchali i darli, a Chan już kilka razy oberwała łokćmi różnego pochodzenia. Sama nie pozostała dłużna i chcąc się wybić trochę do przodu, stała na palcach przy samej balustradzie. Czujnie obserwowała wszystko co działo się na boisku, krzycząc co jakiś czas coś w stylu:
- Skop im tyłki, Gil! -czy inne temu podobne. W międzyczasie z zniesmaczeniem patrzyła na poczynania Irytka, które skwitowała jedynie przewróceniem oczyma. Co za głupia istota! Czemu nie mógł się doczepić do Gryfonow?
Nic sobie zresztą nie robiła z głupich piosenek czerwonych, sama odpowiadała im tym samym. W jej tekście było między innymi coś o wrzodach na tyłku pani Norris.
Patrzyła na to wszystko co się dzieje, z wielkim zaangażowaniem. Nie spuszczała wzroku z kafla, chociaż starała się dostrzec też złotego znicza. Nawet nie zwróciła uwagi na uśmiech tej dziwnej Gryfonki. Ale przez jej myśl przemkneko tylko:
Co za brak patriotyzmu...
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 11:43

Dostrzegła Alecto dopiero po chwili, zbyt zajęta wbijaniem paznokci we wnętrze swoich dłoni. Cholerny O’Connor popisywał się jak dzieciak i najwyraźniej planował skręcić kark, w dodatku zabijając przy tym tłuczkiem O’Malleya. Doprawdy, nigdy nie rozumiała potrzeby używania pierwotnej agresji w sportach, zwłaszcza, że Cu normalnie nie zachowywał się w ten sposób. Na boisku ten pogodny, radosny chłopak zamieniał się w maszynę do zabijania i być może właśnie dlatego Lacroix unikała meczów jak ognia.
Wreszcie jednak zauważyła machającą do niej Alecto i uśmiechnęła się z ulgą, wstając z obecnego miejsca i ruszając w jej stronę. Blondyna obok której usiadła wcześniej spojrzała na nią z wyraźnym niesmakiem, a Aristos przewróciła oczami, powstrzymując się od powiedzenia jej czegoś niemiłego. Zabije Rosiera jak tylko go dopadnie.
Udało jej się przejść pomiędzy ludźmi bez większego problemu i już po chwili siedziała obok panny Carrow, obdarzając ją pełnym uznania spojrzeniem.
- Świetnie wyglądasz, Al. – rzuciła krótko, pieszczotliwie dotykając palcami materiału sukienki, a potem wskazała brodą na boisko.
- Jak myślisz, ile czasu zajmie im połamanie sobie kości?
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 14:32

No świetnie. Właśnie straciła książkę, na którą zbierała chyba z dwa miesiące. Teraz chyba znowu będzie zbierać.
-IRYT!!!-krzyknęła zdenerwowana, ale szybko się opanowała, widząc akcje zawodników drużyny quidditcha Gryffindoru. Wciągnęła głośno powietrze, zacisnęła dłonie w pięści i zaczęła obserwować dokładnie poczynania ludzi na boisku. Rozprasza ją i zarazem rozśmieszał Irytek. Popatrzyła chwilę na Chiarę di Scarno, która była właśnie męczona przez poltergeista. Zachichotała dyskretnie i znowu spojrzała na Gryfonów z boiska.
Słysząc, iż wszyscy kibicujący czerwonym zaczęli krzyczeć "Gry-ffin-dor". Ona również zaczęła skandować; co to by było za okropieństwo, gdyby wygrali zieloni! Przecież większość z nich nie była sprawiedliwymi ludźmi, więc za co mieli wygrać? No dobra, może grali nawet-nawet, lecz... często doprowadzali do faulów. A to nie fair.
Popatrzyła chwilę na Gryfonkę w barwach Slytherinu. Okropne.
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 15:07


Alecto jeszcze przez chwilę wpatrywała się w boisko na którym gracze pokazywali swoje umiejętności, dla niej samej było to dość zabawne. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, trzeba przyznać iż dziś na boisku była istna mieszanka wybuchowa i tylko czekać aż wyleci w powietrze. Mecze między Ślizgonami i Gryfonami zawsze były najciekawsze, a gdy teraz walczyli w finale. Na twarzy każdego z nich widać było wolę walki i chęć zwycięstwa, oczywiście Carrow liczyła na to, że to ich drużyna zdobędzie puchar. Jej wzrok padła na Regulusa, który już ustawił się w pozycji obrońcy z wielkim uśmiechem na ustach skierowanym do tłumu. Gdzieś obok usłyszała jak jakieś dziewczyny piszczą z zachwytu. Głupie idiotki! pomyślała, po czym pomachała do Ślizgona.
W końcu pojawiła się przy niej Ari, to też blondynka zwróciła swój wzrok na koleżankę. –Witaj Ari – powiedziała na przywitanie, a gdy ta pochwaliła jej strój uśmiechnęła się szeroko –Ty również wyglądasz uroczo – dodała, a słysząc jej pytanie spojrzała ponownie na boisko. Wtedy pojawił się na nim Daniel. Serca blondynki delikatnie drgnęło, a pierścionek który spoczywał na jej palcu, stał się nagle wielkim ciężarem. Wzięła głęboki wdech –Cóż, patrząc na ich bojowe miny myślę, że już po pierwszej minucie ktoś wyląduje w Skrzydle Szpitalnym – zaśmiała się – A Ciebie czasami nie zlinczują za twój strój? – zapytała unosząc brew do góry.
Zobacz profil autora
Irytek
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 18:00

- Słodka Meadowes przejmuje kafla, jeeee! - wydarł się widząc, że na boisku zaczęło się coś dziać. - O'Malley nie poradził sobie z kobietą, ha! Black próbuje znokautować O'Mally'ego, który ma dzisiaj wyjątkowo powodzenie na boisku. Szkoda, że nie w życiu prywatnym! - chyba całe trybuny wstrzymały oddech przyglądając się śmigającej Dorcas, której nikt nie mógł doścignąć.
- Jeeeeeeest! Gooooool! 10 punktów dla gryffindoruuuu! - wydarł się nagle podskakując w miejscu i zaraz namierzając wzrokiem kapitana slytheriniu. - Spójrzcie wszyscy na minę Evana Rosiera! Wygląda jakby zbierało mu się na wymioty, hahaha. - wskazał paluchem latającą chuderlawą sylwetkę gdzieś nisko na boisku. Był tak chudy, że byle troglodyta z Gryffa go stratuje. Duszek przyjrzał się jedynej zielonej kobiecie. Czyżby chronili jej cnotę, skoro ciągle ją zasłaniali? Chwila, jaką cnotę?! Później się tym zajmie, uwagę poltergeista zwróciły kobiety, wokół których siedział. Trzeba było dbać o wielbicielki, skoro domagały się jego ciepłych i czułych słówek. Nie przejął się ani trochę wrzaskiem małej gryfonki, której zabrał książkę. Na meczu się kibicuje, a nie pogrąża w lekturze. Toż to ujma w honorze quidditcha! Po meczu może jej dokuczy, powiesi za kostkę na Wierzbie Bijącej bądź wrzuci do jeziorka.
Zmartwiło go brak reakcji ze strony jego Chi. Chyba miała zły nastrój, skoro nie odpowiadała na jego zaczepki. Czyżby nie podobał się jej upominek, który jej ostatnio wysłał? Miał w planach dalej ją obdarowywać, aby przypadkiem nie poczuła się niedoceniania czy zapominana. On dbał o swoją dziewczynę w przeciwieństwie do Rosiera, który łudził się, że jest przystojniejszy od Iryta. Chyba nie patrzył w lustro, jeśli tak twierdził. Duszek wtulił się w Chi, szczerząc się do niej słodko. Wyjął z kieszeni dużą gumę balonową i zaczął ją żuć. Przeniósł wzrok z powrotem na boisko. Aplauz widzów przy jego komentarzach bardzo mu się podobał i go motywował do obrażania ślizgonów.
- Uuu, Connor z gryffindoru omal nie spadł z miotłyyyy! - wybałuszył oczy żałując, że ten jednak nie spadł na ziemię. Mógłby się potem z niego śmiać w najlepsze. - Ale oberwał, aua. Dalej przerośnięty gorylu, rzucaj tym tłuczkiem, a nie nim obrywasz! Celuj w Rosiera, ślepa kupo łajna! - wydarł się do nieporadnego pałkarza, wybitnie mu radząc co ma robić. Gdy skończył żuć gumę, dyskretnie przykleił ją do włosów Chiary. Zrobił to nadzwyczaj delikatnie, aby tego nie wyczuła. Podleciał nieco wyżej siedząc teraz gdzieś mniej więcej nad głową gryfonki Mary. Wyglądał na boisko szukając kogoś, kto w końcu spadł i się potłukł. Niestety póki co wszyscy trzymali się na miotłach. A szkoda.
Zobacz profil autora
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 22:10

- Gdybym przejmowała się tym, co o mnie mówią, zrezygnowałabym z tej szkoły po miesiącu. Po za tym mam prawo kibicować komu mi się tylko żywnie podoba. – parsknęła z rozbawieniem, odrzucając ciemne włosy na plecy i siadając wygodniej. Irytek bawił się w najlepsze, na ustach dziewczyny pojawił się rozbawiony uśmiech – niezależnie od tego, komu kibicowała, żarty Irytka w jakiś sposób pozwalały jej się nieco odprężyć.
Wiedziała, że ten mecz będzie brutalny i nie miała żadnych wątpliwości, że obie drużyny dadzą z siebie wszystko. Nie chciałaby tylko, żeby Rosier, Gilgamesh czy Cu ucierpieli w drodze po zwycięstwo, które jej samej nie wydawało się czymś specjalnie spektakularnym.
Nie przeszkadzało to jednak dziewczynie zrywać się z ławki razem z Alecto, gdy Ślizgoni byli przy piłce. Podniecenie i entuzjazm tłumu chyba nawet jej się udzieliły, bo zachowania takiego, jak to, które tu prezentowała, zupełnie się po sobie nie spodziewała.
- ROSIER JESTEŚ MISTRZEM! DAJ Z SIEBIE WSZYSTKO! - zawołała w pewnej chwili, posyłając w stronę Evana krzywy uśmiech. Na widok zaskoczonego spojrzenia Alecto tylko wzruszyła ramionami, wracając spojrzeniem do boiska. Jęknęła razem ze Ślizgonami, gdy Gryfoni zdobyli gola i zamarła na moment, patrząc jak Alex brawurowo unika tłuczka. Mecz zaczynał jej się wyjątkowo podobać, nawet jeśli ludzie z jej własnego domu będą ją teraz wytykać palcami.
- ŚLIZGONI DO BOJU!- krzyknęła, śmiejąc się do Alecto, gdy jeden ze ślizgońskich tłuczków sięgnął celu. Zbladła jednak chwilę później, gdy zorientowała się, że trafionym był O’Connor.
- Nic mu nie jest? Powiedz, że nic mu nie jest. Nie mogę na to patrzeć! – jęknęła, chwytając Ślizgonkę kurczowo za ramię. Co prawda kibicowała Slytherinowi, ale osobą, która miała zdecydowany priorytet na jej liście osób ważnych był wyłącznie Cu.
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 22:32

Wszechobecny entuzjazm powoli udzielał się i Billowi. Skoro już tu przyszedł, to wypadałoby zachować się jak prawdziwy kibic i dopingować jednej z drużyn. Nie trzeba się długo głowić, by wiedzieć, że Bill wybrał drużynę czerwonych. Wybór nie wywodził się tylko z faktu, że Gryfonów da się znieść i lubić w przeciwieństwie do Ślizgonów, ale również z tego powodu, że Bill znał Resę. Poznali się w salonie pianistki, a dziewczyna zostawiła po sobie miły ślad w jego pamięci.
- Resaaaa! Pokaż, co potrafisz! - krzyczał, ile sił w płucach. Chwilę później zrodziła się w nim wizja, jak Resa okłada jednego ze ślizgonów swoją pałką, dajmy na ten przykład Gilga. Najlepiej byłoby, gdyby najpierw go ogłuszyła, a chwilę potem sprezentowała serią uderzeń między nogi. Aż zaśmiał się ze swoich durnych myśli, które swoją drogą miło byłoby zobaczyć na boisku.
Słysząc słowo Iryt, Bill aż się wzdrygnął. Ostatnią rzeczą, na którą miał ochotę było spotkanie z poltergeistem. Ostatnimi czasy dłużej spędzał czasu z tym duchem, niż z ludźmi. Miał go po dziurki w nosie. Znowuż, jak nie Iryt, to siostra Henrego. Bill nie znał jej za dokładnie, ale słyszał jakie z niej ziółko. Wcale nie podzielał jej humoru, jeśli chodziło o wieczne dowcipy i uprzykrzanie życia Puszkowi.
- Ja, osamotniony...? - posłał wrogie spojrzenie Heniowi, po czym parsknął śmiechem. - To Ty mi wyglądasz na osobę, która wyraźnie tęskniła za swoją kochaną siostrzyczką! Swoją drogą... - przeniósł wzrok na Laurel. - Nie rozumiem dlaczego się do mnie kleisz. To brud się klei, a ja dzisiaj się myłem. - delikatnie odepchnął Puchonkę w stronę Henia. Nie lubił, gdy ktoś wieszał mu się na szyi. - U mnie w porządku... Jeśli szorowanie łańcuchów u Filcha jest w porządku. Może innym razem Ci opowiem. - szybko skończył, bo widział nadchodzącą pannę Whisper.
Wanda bardzo miło zaskoczyła Billa. Nie miała w zwyczaju tak się z nim witać, toteż wywołała u niego niepohamowaną radość. Wyszczerzył zęby dumny jak paw, ciesząc się, że to jemu pierwszemu dała buziaka! Dodatkowym miłym aspektem było to, że nigdzie nie dostrzegał tego przydupasa Wandy, Charlesa. Bill nic do niego nie miał, ale... ale był spokojniejszy, gdy nie widział ich razem. Czuł, że Charles jest zazdrosny o Krukonkę, toteż niezbyt uśmiechało mu się spędzać czas we trójkę.
Bill powstał z trybun i cieszył się razem ze wszystkimi widzami, kiedy Gryfoni zdobywali punkty. Z czystym sumieniem mógł przyznać, że należy im się. Mają dobrą drużynę, a dobra drużyna powinna wygrywać!
Zobacz profil autora
Laurel Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto 13 Maj 2014, 22:58

Uwielbiała te momenty! Braciak wcale nie był zadowolony z tego jak okazywała mu swoją miłość. I oto właśnie chodziło. Lubiła się z nim droczyć, a to był idealny sposób by to robić. Miałaby odpuścić taką okazję? W życiu! Była roześmiana od ucha do ucha i widać było, jaką ma z tego wszystkiego frajdę. Odesłanie ją do Bill'a? Nie ma mowy! Był zupełnie obcy, a jak to tak do obcych się przytulać, nieprawdaż?!
- Henry! Wstydziłbyś się! Siostrę posyłać w ramiona obcego chłopaka. Nu nu! - mruknęła do niego nader poważnie, rzecz jasna mocno teatralnie, bo tylko się z tego wszystkiego śmiała. Dla pozorów jednak naburmuszyła się nieco, podkreślając swoje niezadowolenie i złe zachowanie ze strony jej braciszka. Nie przyszła tutaj jednak tylko podokuczać bratu. W końcu interesowała się rozgrywką i chciała wiedzieć jak się potoczą losy na boisku. Łooo, a było naprawdę ciekawie. Henry kibicował Gryfonom, ona zaś nie stawiała na żadną z drużyn. Chciała tylko zobaczyć pełno akcji, chciała czuć emocje związane z kolejnym podaniem, odbiciem, wszystkim! Była teraz niczym pięciolatka w krainie słodyczy.
- Tak jest! Więcej, więcej! Ej no, ale gdzie lecisz! No podaj do niego! Hahaha, ale dostał! - wykrzykiwała, przy okazji oczywiście gestykulując dłońmi, więc w międzyczasie mogła tam kogoś klepnąć. Czy to brata czy Bill'a. Mało ważne, bo całą uwagę skupiała na tym, co się działo. Reszta była mało ważna!
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sro 14 Maj 2014, 11:12

Alecto zaśmiała się cicho słysząc odpowiedź Ari, zabawne było to, że zapewne blondynka również odpowiedziałaby w podobny sposób. Jej nie obchodziło zdanie innych, które nie ukrywajmy było mniej ważne od jej. Komentarze Irytka sprawiały, że właściwie uwaga większości osób skupiała się na nim oraz jego oblubienicy, wywołując ogólną radość i śmiech. Carrow zastanawiała się, jak to możliwe by ich szanowany dyrektor pozwolił komentować tak ważny mecz poltergeistowi [i]Ta szkoła schodzi na psy[i/] pomyślała wywracając teatralnie oczami.
Gdy dziewczyna pomachała Regulusowi ten spojrzał na trybuny, choć nie widziała jego miny, to była pewna że taki nagły przypływ sympatii z jej strony wywołał u niego zdziwienie, a nawet rozkojarzenie, bo oto Dor zaczęła zbliżać się do pętli w zastraszającym tempie, przez ułamek sekunty Al. myślała że Reg zdąży w odpowiednim momencie złapać kafla, jednak się nie udało. Ślizgonka wydała z siebie niezadowalający okrzyk.
Wraz z Aristos krzyczały ile w płucach sił dopingując zielonych. Naprawdę zależało im na tym aby wygrali. –BLACK NIE POZWÓL IM SIĘ ZDEKONCENTROWAĆ!! - krzyczała wraz z innymi. A po chwili jeden z Gryfonów oberwał tłuczkiem –TAK FRANZ!! BARDZO DOBRZE! – krzyknęła bijąc prawa dla niemieckiego pałkarza. To był prawie, że idealny cios. –DALEJ ŚLIZGODNI! DAJCIE CZADU! POKARZCIE TYM MIERNOTĄ KTO TU RZĄDZI! – zaśmiała się, a wtedy poczuła jak ktoś mocno łapie ją za ramię, syknęła cicho patrząc na koleżankę –O’Connor? Ty i O’Connor? – zapytała po czym wybuchła śmiechem, naprawdę tego się po niej nie spodziewała –Nic mu nie jest, lekko oberwał, ale pewnie będziesz musiała go później opatrzeć – odpowiedziała na jej pytanie nie przestając się śmiać. Nagły napad śmiechu ustąpił dopiero gdy panienka Anderson wystrzeliła w nie dwoma tłuczkami. Dwie rozpędzone piły ruszyły wprost na dziewczyny, Al. wydała z siebie pisk przerażenia. –TY IDIOTKO! ŚLEPA JESTEŚ! – wydarła się w stronę Gryfonki, która ewidentnie czyhała na ich życie.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sro 14 Maj 2014, 11:24

Spojrzenie Wandy lądowało najpierw na każdym z zawodników drużyny w barwach Gryffindoru [ dłużej zatrzymała się na Charlie, jej dobrej koleżance i na Cú, który w chwili obecnej naprawdę potrzebował dopingu], po czym przeniosła je na grupę Ślizgonów. Niestety, wzrokiem odnalazła Gilgamesha, który rozdawał tylko fałszywe uśmiechy – widząc to jej żołądek zrobił trzy salta do tyłu, więc by odgonić nieprzyjemne wspomnienia związane z chłoptasiem przeniosła się na Billa, który przynajmniej cieszył się z jej obecności. Uśmiechnęła się do niego radośnie i przysunęła bliżej, co by nie oberwać od nikogo ręką, nogą czy butem. Nie chciała wychodzić z meczu z nabitym guzem.
Jej oczom również nie umknął fakt, że wiele znanych jej dziewcząt kibicowało drużynie przez nią nielubianej. Uniosła zdziwiona brwi widząc sympatię [?] O’Connora, która w barwach Slytherinu dopinguje tego młotka Rosiera. Niezadowolona z tego faktu mruknęła pod nosem, jednak tak by grupka, z którą przesiaduje to usłyszała.
- Co się dzieje z tymi dziewczynami? Jak można kibicować Ślizgonom? Porażka. – Wywróciła oczami, postanawiając na razie obserwować grę. Jak na razie Gryfonom szło bardzo dobrze – co lepsze, zdobyli nawet pierwszego gola, na co Wanda zareagowała głośnym rykiem. Wstała, zaczęła klaskać i wiwatować machając jak szalona swoją chorągiewką. Pozwoliła sobie nawet na objęcie swojego towarzysza z klasy. W końcu mogła! Taka akcja! Radość jednak nie trwała długo, bo jej kolejny przyjaciel, tym razem na boisku został nieźle trafiony – omal nie spadł z miotły. Oburzone dziewczę zaczęło gwizdać z całej siły, po czym zdeterminowana wyrzuciła pięść do góry klnąc jak szewc.
- O’CONNOR, POKAŻ IM NA CO CIĘ STAĆ! – Krzyknęła głośno ile sił w płucach, by przedostać się przez trybuny. Poza tym chciała pokazać co poniektórym pannom co znaczy lojalność wobec drużyny. O tak, w końcu jest Krukonką. Nie bez powodu znalazła się w błękitnym domu.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Trybuny   

 

Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
 :: 
Boisko Quidditcha
-