IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Trybuny   Sob 15 Lut 2014, 17:45



Trybuny


Dookoła boiska mieszczą się wysokie i szerokie, średnio wygodne drewniane konstrukcje wypełnione ławkami. To trybuny! Niemalże z każdego miejsca jest świetny widok na całe boisko. Podczas meczu panuje tu gwarna, cudowna atmosfera, ale przyjść tutaj można także na treningi zawodników, czy też po lekcjach, aby miło spędzić czas.
Pośrodku znajdują się trybuny sędziowskie, nieco dalej nauczycielska. Niepowołanym wstęp tam jest surowo wzbroniony!

Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 18:28

Ostatniego meczu w tym roku nie mógł przegapić. Żałował, że Hufflepuff nie dostał się do finału, jednak nie zamierzał siedzieć w dormitorium, gdy Dorcas i Tanja będą walczyły o Puchar Qudditcha. Nic więc dziwnego, że na policzkach miał namalowane czerwono złotą flagę, a jego bluza z przodu przedstawiała ryczącego krwistego lwa. Nie zabrakło małych flag i latającego wokół przemalowanego na czerwono znicza ze sklepu Zonka. Henry znalazł się na trybunach w otoczeniu gromadki Puchonów z V roku tak, jak i z innych klas. Usiedli pośrodku trybun, aby mieć dobry widok na wchodzących na boisko zawodników. Miał w planach kibicować rzecz jasna gryffindorowi. To było jasne samo przez się, tak samo jak kibicowali jego znajomi. Zauważył, że ludzi coraz to bardziej przybywało, więc szybko usiadł między chłopakami i zamówił sobie karmelowy popcorn i colę. Nawet założył się z pewnym Puchonem o galeona, że Dorcas strzeli gola w pierwszej połowie meczu. Tej dziewczynie kibicował bardzo gorąco! Należy się jej porządny sukces i jakaś pozytywna sława w szkole. Szczerząc się wstał z Puchonami i zaczęli chórem wołać "Gryffindor! Gryffindor! Gryffindor!", gdy na boisku pojawili się zawodnicy w czerwonych pelerynach. Henry zazwyczaj miał na swoim ubiorze barwy złoto-żółte, a dzisiaj i ogólnie na czas meczów zawsze przybierał albo coś czerwonego albo coś niebieskiego. Hufflepuff huczał od głośnego kibicowania. Przyłożą się dzisiaj i to bardzo! Musi wygrać Gryffindor.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 18:47

Channie długo czekała na ten dzień- Ślizgońsko-Gryfoński mecz! Już od jakiegoś czasu miała przygotowane pełne zaopatrzenie zbrojne: Ślizgoński szalik, Ślizgońską czapkę i, tak, równie Ślizgoński, transparent. Oczywiście wolałaby teraz znajdować się na boisku, z pałką w ręce i zamiarem rozwaleniu kilku czerwonych, ale z racji braku laku musiała wywlec się na trybuny. Była z tego powodu wielce niezadowolona, ale w obecnej sytuacji postanowiła jak najlepiej kibicować swojej drużynie! I, zobaczycie, jeszcze kiedy będzie tam, na boisku, jako gwiazda całego przedstawienia!
Kiedy wreszcie dotarła na sam szczyt trybun, zauważyła, że ludzi jak na razie jest mało. Cóż, pewnie zaraz zaleją przestrzeń całą hordą.
Usadowiła się w najlepszym miejscu, na samej górze i z przodu. O, stąd będzie miała świetny widok! Obdarzyła jakiegoś Puchona wyjątkowo chłodnym i wręcz tępiącym spojrzeniem, po czym wyjęła z torby fasolki wszystkich smaków i zaczęła zabijać czas powolnymi oględzinami każdego cukierka. Ugh, tylko nie szpinakowy...
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 19:56

- Naprawdę nie wierzę, że to robię. - Aristos odetchnęła zniesmaczona, wpatrując się w tłumy uczniów, zajmujących wolne miejsca na trybunach. Tłok, hałas, przepychanki, ogólne podniecenie, którym powietrze przesiąknęło tak, że dałoby się je kroić drugą stroną noża... To wszystko zdecydowanie nie było dla niej. Nie czuła się dobrze w tym wszechobecnym zamieszaniu, zwłaszcza, że nigdy specjalnie nie czuła się też kibicem. Wiedziała jakim szokiem dla innych Gryfonów musiał być jej widok na boisku, tuż przed meczem.
Przez pięć lat nauki widziano ją na trybunach jedynie kilka razy, podczas podstawowych lekcji latania na miotle. Później jasnym stało się, że Aristos nie jest i nie będzie typem używającym tej mało wygodnej formy podróżowania; po jej pierwszym upadku stanowczo oznajmiła, że jej noga więcej na murawie boiska nie postanie, odwróciła się na pięcie i wyszła.
To był pierwszy raz, od tamtego czasu, gdy faktycznie miała zamiar obejrzeć cały mecz.
Co prawda wcześniej zakradała się tu kilka razy, obserwować O'Connora podczas treningu, jednak nigdy nie poruszyli tego tematu w rozmowie, choć była pewna, że parę razy ją dostrzegł.
Westchnęła z dezaprobatą, gdy ktoś głośno wrzasnął jej tuż nad uchem i zdecydowanym krokiem ruszyła do wolnego miejsca na szczycie trybun; zielona szarfa wplątana w jej włosy powiewała na wietrze, podobnie jak luźno zapięta, butelkowozielona koszula. Srebrna biżuteria połyskiwała w słońcu, a Aristos po raz kolejny odniosła wrażenie, że przyjście na ten mecz było błędem. Miała jednak nadzieję, że nie będzie tak źle; przyszła tu tylko po to, by kibicować Rosierowi i Alexowi... Oraz by dopilnować, że Cu zejdzie z boiska w jednym kawałku.
Czuła na sobie zszokowane spojrzenia Gryfonów i pełen aprobaty wzrok kilku Ślizgonów, ale nie zawracała sobie tym głowy. Usiadła obok blondwłosej Ślizgonki z szóstego roku, obdarzyła ją krótkim uśmiechem i zakładając nogę na nogę oparła się wygodnie, mierząc wzrokiem pozostałe trybuny.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 20:15

Co za piękny dzień! Wręcz idealny do sławienia odwagi, męstwa i majestatu drużyny Gryfonów. O tak! Ten dzień będzie godny zapamiętania. Tego dnia drużyna Gryffindoru zdobędzie Puchar Quidditcha. W sumie jakby nie patrzeć bardzo lubiła gryfońską grupę i z całego serca życzyła im zwycięstwa.
O dziwo pannie Whisper udało się dotrzeć na miejsce na czas! Ani sekundy spóźnienia. Co więcej była nawet wcześniej. Starając się poprzebijać między gromadą drugoklasistów śpiewających o grubych tyłkach Ślizgonek wyhaczyła gdzieś na górze wolne miejsce, dokąd to zmierzała. Ubrana była w tradycyjne barwy domu, któremu kibicowała, tj : obszerną bluzę z podobizną lwa, proporczyk z herbem, a we włosy miała wplecioną szkarłatną wstążkę. Gdy doszła już na wcześniej wypatrzoną lokację rozsiadła się wygodnie i rozejrzała się powoli wokół siebie. Jak na tą porę tłum dosłownie wylewał się z trybun, dlatego co rusz ktoś popychał dziewczynę czy też darł się nad jej uchem, co niezbyt podobało się naszej Wandzi. Spoglądając tak na ten kolorowy tłum dostrzegła Henry’ego z Hufflepuffu, któremu to żywo pomachała swój flagą i posyłając mu serdeczny uśmiech uciekła wzrokiem na boisko. Tam szukała swojego dobrego przyjaciela , który grał jako pałkarz w drużynie zwycięzców. W końcu po pobieżnych poszukiwaniach odnalazła przystojniaczka z tego samego roku.
- O’Connor! SKOP IM TYŁKI! – Wydarła się machając szaleńczo swoim artefaktem. Była dumna z kumpla, że doszedł tak daleko, dlatego też starała się pokazać całą swoją postawą jaka jest zadowolona z faktu, że się tutaj znajduje.
Swoją drogą, gdzie się podziali jej kumple z domu?


Ostatnio zmieniony przez Wanda Whisper dnia Pon 12 Maj 2014, 20:19, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Irytek
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 20:17

Trzy czwarte Hogwartu wylało się na błonia i pobiegło na boisko. Dla Irytka to były totalne nudy nie mając żadnej ofiary pominąwszy charłaka z rudym mopem. Poltergeist musiał więc coś wymyślić. Tam na dworze była cała szkoła, tam panował hałas, chaos i krzyk, wiwaty. Przyciągało to go jak magnes, co oznaczało, że na meczu będzie jeszcze gorzej niż jest zazwyczaj. Nie wiedział biedny jaki zabrać asortyment, amunicję i zabawki dla kibiców. Przylepił na usta szeroki uśmiech i nadleciał nad trybuny. Wprowadził panikę wśród najmłodszych kibiców, którzy na widok poltergeista zaczęli chować się, kryć głowy, osłaniać się i piszczeć "To-Znowu-On". Nic dziwnego, że się bali, skoro ostatnio łajnobombami odeń oberwali. No i w jeziorze też popływali razem z druzgotkami. Nie miał w planach dzisiaj rozdrabniać się nad małymi. Obejrzał się na wszystkie strony i wtem ujrzał Billa. Pomachał mu wesoło ręką.
- CZEŚĆ STEINER! SPOTKAMY SIĘ PO LEKCJACH??!! - wyszczerzył się do niego złośliwie, obiecując mu tym samym słodkie tortury w gabinecie Filcha. Widział, że ich wypuścił charłak po paru godzinach. Irytek świetnie się wtedy bawił. Chciał to powtórzyć. Koniecznie z Billem w roli głównej. Wpadł na pewien pomysł. Billowi dał wyjątkowo spokój, bo dostrzegł pryszczatego innego Krukona siedzącego w loży nauczycielskiej - komentatora. Podleciał do niego pędem. Chłoptaś wywrócił się do tyłu ze strachu, a Irytek zanosząc się ze śmiechu złapał mikrofon i czapę z tańczącym lwem. To oznaczało kłopoty.
- Doooobry wieczóóóóór maruuudersi! - ryknął nagle, a słychać go było nawet w lochach w Hogwarcie. Irytek zawisnął nad głową kibiców, skrzyżował nogi po turecku i wpatrywał się na boisko.
- Dzisiejszy mecz odbędzie się miedzy zielonymi jak wymiociny Norriski ślizgonami i czerwonymi jak Filch z zaparciami gryfonami! - wydarł się, oburzając tym samym uczniów. Widział, że Dumbledore śmieje się i kręci głową, a McGonagall blednie i posyła kogoś, aby go powstrzymał. Było to z góry skazane na porażkę, ale cóż, niech próbują odebrać mu mikrofon, a sprowadzą na siebie jego gniew. Evan Rosier o tym wiedział. Dostanie dzisiaj wycisk, jeśli Irytkowi będzie się nudziło. Żaden Ślizgon nie będzie mu odbierał Chiary di Scarno.
- Widzimy już jak zawodnicy wtaczają się na boisko. Wyglądają jakby mieli zaraz wykorkować... - wybuchnął tutaj śmiechem, a śmiech ten był tak głośny, iż bąbelki widzom mogły pęknąć. Mówił wszak do mikrofonu.
Zobacz profil autora
Victoria Craven
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 20:23

Nie była typem osoby, która lubowała się w takich spotkaniach. Nie, inaczej. Nie była wielką fanką tych rozgrywek. Szło się tego rzecz jasna domyślić, skoro nawet nie miała ochoty startować do okręgu drużyny. Zdecydowanie wolała siedzieć na trybunach, obserwując zmagania innych. To wiele jej dawało. Nie kosztowało ją to nic, oprócz paru chwil spędzonych w tym miejscu, a mogło przynieść niezmierne korzyści w postaci informacji. Takie mecze, wbrew pozorom, były niezłym źródełkiem, z którego grzech było się nie napić. Plan działania, współpraca, próby wydostania się z kłopotów. Mimo iż nie wszyscy mogli być tego świadomi, to te zmagania w jakimś stopniu mogły zaświadczyć o tym, kto jaki jest. Oczywiście nie całkowicie, bo to byłoby głupotą. Dlatego nie mogła sobie mimo wszystko tego odpuścić. Poza tym, dziś grał też jej Dom. Trzeba było wesprzeć drużynę chociażby swoją obecnością.
Nie była to żadna specjalna czy wyjątkowa okazja, więc z swojej szafy wyciągnęła to, w czym lubiła chodzić. Czarne, lateksowe spodnie, jednak nieco inne od tych standardowych. Mimo iż materiał opinał jej nogi, był on pomarszczony, przez co nie sprawiał wrażenia aż tak wulgarnego, jaki pewnie mógłby, szczególnie przy nieco wyższych obcasach. Do tego zwykła, zielona bluzka bez ramion, również dopasowana do jej figury. Dlaczego zieleń? Jej oczy były w tym kolorze, dlatego i on znajdował się w jej garderobie. Musiała jednak nieco ją przyćmić, zarzucając na siebie niezapinany sweterek w kolorze czarnym, ręcznie haftowany, dość cienki i przydługi na bokach dziewczyny. Takie zamierzenie, które naprawdę bardzo jej się podobało. Włosy pozostawiła luźne, ubierając na siebie coś jeszcze. Dosyć stonowany kolor jej stroju, opierający się jedynie na dwóch, ciemnych barwach, przyozdobiła perłoworóżową szminką. Usta nabrały więcej życia, kryjąc swoją nienaturalną bladość. Trybuny czekały.
Szukając dla siebie odpowiedniego miejsca, pomijała znajome twarze, które raczej nie miały z nią zbyt wiele wspólnego. W tym momencie nie bardzo obchodziły ją te krzyki okazujące podekscytowanie. Każdy przychodzi tu w innym celu. Dopóki nie dotarła tam gdzie chciała, kroczyła z lekko pochyloną głową, próbując przedrzeć się przez zgromadzone tutaj tłumy. Niektórzy musieli mieć naprawdę wielką frajdę z tego, że tu przybyli i mogą kibicować znajomym. Czy na boisku pojawi się ktoś, kto wzbudza w panience Craven pozytywne uczucia? To zapewne się okaże, chociaż skład był jej nieznany nie od dziś. Nie był to w końcu pierwszy mecz na jakim się pojawiła. Dziś Slytherin miał zmierzyć się z Gryffindorem. Na tę myśl nawet uśmiechnęła się delikatnie, mijając kolejną z osób tu zebranych. Może być ciekawe, zważywszy na to, jak charakterne były tam postaci. Oby przyniósł więcej, niż sama oczekiwała. Wolała się w takich chwilach nie zawodzić, chociaż nie byłoby to w końcu nic wielkiego.
Jej spojrzenie uchwyciło miejsce, które było jej tego dnia przeznaczone. Usiadła na nim, z początku nieszczególnie zwracając uwagę na to, kto dookoła niej się znajduje. W jej oczach można było nawet przyuważyć lekkie zniecierpliwienie, gdy spojrzenie wbijało się w boisko. Niech wyjdą, niech pokażą na co ich stać. Niech chwilowo zapewnią jej rozrywkę i pokażą siebie. Przekażą informacje, cokolwiek. Odetchnęła pełną piersią, zakładając nogę na nogę i czekając.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 20:29

Ach, że też zdecydowała się tu przyjść. Quidditch był chyba jej ulubionym sportem, od czasu jej pierwszego miesiąca w Hogwarcie. Ale nigdy nie lubiła gwaru, który psuje jej ulubiony spokój. Jednak tego dnia to nie było ważne. Przecież to był finałowy mecz! Gryfy muszą wygrać.
Ubrała się w dzwony i koszulkę w czerwono-żółte pasy, z herbem Gryffindoru (przerabiana według Mary, oczywiście efekt był znakomity). Szybko włożyła swoje zniszczone trampki. Włosy ułożyła w koński ogon.
Mary wzięła swą ulubioną mugolską książkę (którą zamierzała czytać w razie jakichś przerw, kontuzji itp.),oraz chorągiewke z barwami jej domu,  i nucąc pod nosem "Dancing Queen", udała się na trybuny. Usiadła tam, gdzie nie było zbyt dużo ludzi, ale gdzie był dobry punkt widokowy. W kieszeni miała gumę do żucia, którą szybko wzięła do ust. Poprawiła koński ogon, odgarnęła grzywkę z oczu i zaczęła czytać, nie patrząc na nikogo.
Chiara di Scarno
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 21:01

Chiara nie miała nastroju na zabawę, a za qudditchem nie przepadała nawet wtedy, kiedy nie miała ochoty spędzić całego dnia w jakimś spokojny, odosobnionym miejscu, najlepiej w całkowitej samotności. Pewnych rzeczy nie dało się jednak zignorować, tak jak tego listu od Jasmine, która nie przebierając w słowach żądała od przyjaciółki pojawienia się na trybunach i to w barwach, które nie pozostawiały wątpliwości komu właściwie kibicuje. Biedna Jass nie wiedziała, że stosunek Chiary do kolorowych ubrań znacznie się pogorszył do czasu ślubu, tym bardziej zadziwiający musiał być fakt, że uczyniła zadość prośbom Vane i w tej chwili wspinała się po schodach w sukience, która bez wątpienia pozwalała wydedukować komu panienka di Scarno życzy wygranej. Albo przynajmniej życzyłaby, gdyby ją to obchodziło. Nie miała na sobie żadnych szalików, proporczyków, czy innego badziestwa, a jeśli jej twarz skaziła większa ilość makijażu niż zwykle, to tylko dlatego, że jakiś idiota, być może próbując być zabawnym, wysłał jej uroczego kwiatka, który następnie usiłował wydłubać jej oko. Na całe szczęście bardziej ucierpiały jej ręce niżeli twarz, a choć umiejętności lecznicze Krukonki było w najlepszym razie mierne, to zdołała nieco podreperować swój wygląd. Oczywiście mogłaby się udać do Skrzydła Szpitalnego, ale nie zamierzała złamać się teraz, skoro wytrzymała bez tego wątpliwego zaszczytu przez całe sześć lat.
Kiedy znalazła się na dostatecznej wysokości obrzuciła wzrokiem boisko wyłapując gdzieś w powietrznej przestrzeni kilka znanych sobie sylwetek, po czym skoncentrowała się na trybunach. Nie zamierzała siedzieć samotnie i całkowicie zmarnować tych kilku godzin. Gdzieś w pośród ściśniętego na ławkach tłumu dostrzegła znajomą twarz Victorii i to właśnie w jej kierunku skierowała swoje kroki. Na wszelki wypadek zabrała ze sobą książkę, z resztą urodzinowy prezent od Jasmine, ale wolała później nie musieć przeżywać konfrontacji z przyjaciółką, która najprawdopodobniej byłaby rozdrażniona podobnym brakiem zaangażowania. W przeszłości zdarzało się Chiarze irytować ją specjalnie, tylko dlatego, że uroczo się denerwowała, ale okoliczności się zmieniły. I Chi się zmieniła.
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 21:21

Mecz Qudditcha nie wywołał żadnej ekscytacji u chłopaka. Nigdy nie należał do grona fanów tego sportu, najprawdopodobniej ze względu na swoje pochodzenie. Od dziecka był nauczony grywać w mugolskie gry, takie jak piłka nożna czy koszykówka. Wolał to, niż ganianie się na miotle. Średnio opanował sztukę latania na miotle, toteż niechęć wywodziła się po części i z tego faktu.
Na mecz poszedł bo szli wszyscy. Nie grali Krukoni, więc nie widział sensu w strojeniu się trybuny. Na szyję zarzucił jedynie szal czerwono-żółty, coby wszyscy byli pewni komu kibicuje. W żadnym wypadku nie mogli być to Ślizgoni - zbyt cyniczne i samolubne istoty by im kibicować. Szczęścia życzył tylko jednej Ślizgonce - Jasmine, która wywołała uśmiech na jego twarzy, gdy ujrzał ją na boisku.
Przyszedł w chwili, gdy prawie każde miejsce było zajęte. Musiał się nieźle przeciskać i przepychać między ludźmi, by znaleźć miejsce. Po ogarnięciu wzrokiem trybuny znalazł dwa wolne miejsca obok znajomego Puszka, Lancastera. Od razu skierował się w jego stronę, coby w dobrym towarzystwie mecz spędzić. Potykając się o stopy innych Krukonów i przydeptując niektóre szaty, udało mu się w końcu dotrzeć na miejsce.
- Siema! - krzyknął, by Pychon go usłyszał. - Mnóstwo ludzi, już myślałem, że nigdzie nie znajdę miejsca... - usiadł, odczuwając przyjemną ulgę po jakże ciężkiej podróży. Z całego gwaru najwyraźniej słyszał znajomy, piskliwy głos. Nie kto inny, tylko Irytek zagościł na trybuny i od razu znalazł Krukona. Kiepski powód do zadowolenia.
Wodził wzrokiem po trybunach, aż w końcu napotkał na Wandę, znajomą dziewczynę z Domu. Od razu ją zawołał i wykonał machnięcie ręką, które sygnalizowało, że zaprasza ją na miejsce obok siebie.
Zobacz profil autora
Irytek
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 21:21

Irytek wisiał dalej nad uczniami wpatrując się na boisko.
- Wchodzi O'Malley ze slytherinu! Wiecie, że on przystawia się do Carrow? A ona jest zaręczona z Regulusem, który ostatnio randkował z druzgotkami i Meadowes w jeziorze! Zanosi się na trójkącik! - wrzeszczał od rzeczy i próbował ogarnąć co się dzieje tam na dole. Znał ich nazwiska, ale mógł robić tak wiele niedobrych psikusów, nie wiedząc na co się zdecydować.
- Pojawia się Cu z gryfindoru! Ostatnio widziałem go w łazience prefektów jak kręcił sobie loczki na głowie. Chyba chce się upodobnić do sławnego Pottera albo Blacka. Uwaga, O'Malley wystrzelił jak z procy ku kaflowi. Mam nadzieję, że się wywali na Rosiera i pogryzą trawkę. - oczywiście, że nie kibicował slytherinowi. Za karę, że kapitan ich drużyny przystawiał się do pewnej krukońskiej dziewczyny.
- Dalej, dalej, dalej, fiknij koziołka! Przewróć się O'Malley, po co ci ten kafel? Spadniiij. - dokuczał mu wrzeszcząc do mikrofonu i jednocześnie się z tego histerycznie śmiejąc.
Przypadkiem było, że obejrzał się i dostrzegł Krukonkę w zielonej sukience. Nie zwróciłby na niej uwagi, gdyby nie była to...
- CHIARAAAAA, KOCHANA MOJA DZIEWCZYNO! - wydarł się i skoczył ku dziewczynie, zabierając komuś popcorn i wysypując brunetce oraz Victorii Craven na głowę. Dwa w jednym. Przy okazji zabrał książkę jakiejś małej gryfonce (Mary), drąc ją na strzępy i również kawałki posyłając ku Chiarze. Swą miłość okazywał poprzez ataki i naznaczanie Krukonki swoimi prywatnymi śladami. Każdy w szkole musi wiedzieć, że di Scarno będzie jego dziewczyną czy tego chce czy nie. Żaden Evan Rosier nie będzie mu w tym przeszkadzał. Jeszcze by tego brakowało, by chuderlawy ślizgon bez mięśni wygrał w zalotach z takim seksownym poltergeistem. Odepchnął inne ślizgonki i usiadł obok Chi, szczerząc się do niej słodko.
- Skoro siedzę już przy mojej dziewczynie Chiarze di Scarno, możemy wszyscy życzyć Rosierowi i O'Mally'emu fiknięciu koziołka! - nie zauważył, że gryfoni, krukoni i puchoni bili mu brawo za te słowa. On chciał jednego, Chi. Nie interesował go wynik meczu. Nie odda mikrofonu, będzie na głos komentował jak bardzo podoba mu się dziewczyna.
- Wiecie jaka ona jest ładna? W tej zielonej sukience bardzo dużo widać. - wpatrywał się w strój Krukonki zaciekawiony, jakby to było, gdyby tę suknię podarł również na strzępy.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 21:22

Quiddich to jedna z najdziwniejszych, jego zdaniem dyscyplin sportu. Może i niebezpieczna, ale zaliczała się też pod „dziwna”. Nie był zwolennikiem tegoż sportu, ale obowiązek pojawienia się tutaj był zbyt duży. Alexander pewnie by mu tym razem nie wybaczył, gdyby nie przyszedł. Na boisku już wszyscy byli, kiedy Dorian dotarł do trybunów i zajął jakieś miejsce, gdzie było najmniej ludzi, uderzających ze wszystkich stron łokciami, podskakującymi, czy też krzyczącymi w niebogłosy. Co jest z nimi… Przecież to tylko gra. Korzystając z chwili skupienia ze strony widzów, kiedy to na środek boiska wyszedł sędzia, Dorian przyległ do jednej z balustrad i oparł się o nią prawie całym ciałem i to nie specjalnie – poruszenie ze strony innych krukonów, było o tyle wielkie, że przygnietli go jak muchę. Świetnie.
Dźwięk gwizdka wyrwał go z amoku, a tłum oszalał. Whisper szybko zatkał uszy, klnąc w duchu na tego, kto wymyślił ten cały cyrk. W głowie miał już scenerię jak morduje wszystkich z zimną krwią, kiedy to znowu został przyciśnięty do metalowej poręczy. Miał wrażenie, że wszystkie wnętrzności stały się jedną, zbitą całością.
Gdy Alexander wystartował, na chwilę zdążył zapomnieć o tym, że właśnie dziesiątka krukonów targnęła na jego życie. Wstrzymał wdech, kiedy tuż za O’Malleyem leciał kolejny Irlandczyk, O’Connor. Lubił obu, ale tym razem zdecydowanie postawił wszystko na Slytherin. W milczeniu oglądał cały mecz, a gdy tłum ryczał szaleńczo, Dorian, zatykał uszy i siarczyście przeklinał.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 21:41

Lucas bardzo żałował, że finał nie rozgrywał się między Krukonami, a Ślizgonami, no ale co zrobić.. to nie był jeszcze ich czas na wygranie. Krukon nie mógł sobie darować tego meczu z dwóch powodów - będzie to wspaniałe widowisko sportowe.. a poza tym - i tutaj zrobiło mu się ciepło w okolicach serca - w drużynie Gryfonów grała Resa... bliska przyjaciółka, a od niedawna i sympatia Lucasa. Nigdy jeszcze się nie zdradził z tą słabością w jej kierunku. Luc wskoczył do trybun i rozejrzał się. O dziwo było sporo osób z Ravenclawu w tym Chiara, która chyba niezbyt była zadowolona z bliskiej obecności Irytka, który chyba przypodobał sobie zarówno ją i zawód komentatora. Trzeba było przyznać, miał polot i finezję w swoich słowach. Spojrzał na boisko. Odnalazł Resę. Pomachał do niej ochoczo.
-Pokaż na co Cię stać, Resa! -krzyknął do niej ile sił w płucach.
Przywitał się przez podanie ręki z Dorianem, Henrym i Billem, Wandzie posłał miły uśmiech... chciał przez chwilę zająć miejsce obok Chiary, ale czy wyglądał na samobójcę? Chyab tak, bo skierował się ku Chiarze i Victori.... to był dobry ruch, bo Lucas miał okazję złapać Vicky, którą Iryt bestialsko odepchnął. Niby przypadkiem, a mógł tak mieć z nią kontakt.
-Tęskniłaś? -zapytał ją cicho, siadając za dziewczynami i prostując nogi. Był ciekaw tego widowiska. Skinął ledwie widocznie głową do Krukonki.
-Chiara chyba ma nowego adoratora... -zagadnął ją, patrząc na Irytka. Nie chciał im przeszkadzać!


Ostatnio zmieniony przez Lucas Shaw dnia Pon 12 Maj 2014, 21:45, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Laurel Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 21:44

O nie! Takiej okazji to ona sobie nie przepuści, nie ma takiej opcji. Ubrana w wygodne jeansy i luźną bluzkę, gnała ile sił w nogach na mecz. To była jasne, że wszędzie przybywa na ostatnią chwilą, ale zawsze zdąża! Oczywiście szukała tylko jednego miejsca, kiedy wśród tłumu gapiów przystanęła na chwilę. Zmrużyła przezabawnie oczy, wyglądając niczym malutka laleczka pośród tych wszystkich ludzi. Cóż, była młodziutka, więc i też łatwo było ją przeoczyć. Ale za to była wyjątkowo głośna i żwawa.
- Henry, braciszku! - oj, jej piskliwy głosik było słychać wszędzie, to było pewne. Szczególnie, że wcale nie znajdywała się tak daleko swojego starszego brata. To jednak nie przeszkodziło jej w tym by dobitnie zaznaczyć swoją obecność. Szczególnie wśród Puchonów!
Jej krok momentalnie przyśpieszył, kiedy oczęta zauważyły czuprynę starszego Lancastera. Niczym mała jaszczurka wiła się między innymi uczniami, w końcu docierając do celu i ceremonialnie łapiąc swojego brata za ramię i wtulając w nie swój policzek.
- Łaaah, szkoda, że my nie gramy, ale pokażemy im następnym razem. Niech no tylko wyjdę na boisko. O, hej, Bill! Co tam u ciebie? - wyszczerzyła swoje ząbki do chłopaka, wcale nie odklejając się od starszego brata. Musi ją znosić, taki już jego żywot. Przecież nie wygodni swojej kochanej siostrzyczki, prawda? Szczególnie gdy tak słodko się uśmiecha, jakby nigdy w życiu nie zrobiła nawet najmniejszego psikusa. A może teraz coś szykuje? Tego nikt nie wie! No, oprócz niej, rzecz jasna.
- Pewnie kibicujesz Gryfonom, prawda Henry? - zapytała zadziornie, uśmiechając się rozbrajająco do brata. Myślała, że to oczywisty wybór ze strony starszego Lancastera. Jej to akurat było obojętne kto wygra ten mecz, chciała mieć dobre widowisko!
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon 12 Maj 2014, 22:03

Gwar, ścisk i darcie japy przez Irytka. Tak w skrócie można określić To co się obecnie działo wokół Wandzi. Sama za bardzo nie wiedziała co się dzieje, wpatrywała się tylko w boisko wyłapując co poszczególnych znanych jej graczy. Była i Charlie – roześmiana dziewczyna, z którą Krukonka się przyjaźniła. Nie mogło być inaczej – spojrzenie dziewczyny zaraz i natrafiło na panicza ze Slytherinu – Gilgamesha, z którym musiała szczerze porozmawiać, co odwlekała jak tylko mogła. Nie uśmiechało się jej zagadywać do chłopaka… By nie myśleć o nim krzyknęła jeszcze tylko kilka razy ‘Gryffindor do boju!’ i pomachała swoją piękną chorągiewką. Korzystając z okazji, że Iryt gada coś na temat jej koleżanki z domu rozejrzała się ponownie, być może szukając kogoś znajomego, do którego mogłaby się dosiąść. – Trochę głupio było jej samej, a z młodszymi nie będzie rozmawiać. Wstyd.
Jej wzrok padł ponownie na Henry’m, do którego chwilę potem doszedł pewien przystojniaczek w szaliku Gryfonów. Był to nikt inny jak pewien uroczy mugolak – Steiner. Widząc, że ten zaprasza ją do nich wstała i znowu przepraszając co chwila, obijając łokciem innych po wielu trudach dotarła na wymarzone miejsce. Ulokowała się wygodnie obok ciemnowłosego, wcześniej cmokając soczyście obu chłopców w policzki.
- Hej, kochani! Myślałam, że się spóźnię… Jak leci? – Pytanie głupie, aczkolwiek typowe dla niej i dla innych miłych osób, które lubią wiedzieć co się dzieje u innych. Nie czekając na odpowiedź zamrugała ciemnymi oczkami i trąciła łokciem swojego przyjaciela w bok.
- No Billy, się wystroiłeś, co? – Powiedziała rozbawiona widząc, że chłopaczyna przywdział tylko marny szaliczek w barwach drużyny, której kibicował. Uśmiechnęła się do niego szerzej, po czym przeniosła wzrok na Puchona, który faktycznie mógł się pochwalić całym arsenałem dodatków. Prawdziwy kibic. Z krwi i kości! Chwilę później do ich trójki dołączyła jakaś słodka blondyneczka, którą Wanda kojarzyła jedynie z widzenia. Nie chcąc wyjść na chama pomachała jej z lekkim grymasem na mordce, to samo uczyniła w stronę Lucasa, który mignął jej przed oczyma. Oho, jak widać Krukonó1) jest więcej niż się spodziewała.
Ciepły wiatr smagał jej twarz drobnymi podmuchami i wprawiał w ruch jej długie włosy, które o dziwo na razie jej nie przeszkadzały w prowadzeniu dialogu. Cóż, na razie.
By pokazać jak się cieszy, że widzi swojego kolegę klepnęła go lekko w udo i by nie stracić nic z gry zerknęła powrotem na boisko.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Trybuny   

 

Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 13Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Trybuny
» Trybuny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
 :: 
Boisko Quidditcha
-