IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15 ... 25  Next
AutorWiadomość
Alexander O'Malley
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw 15 Maj 2014, 02:20

TAK!
Coś w jego wnętrzu ryknęło zwycięsko jak smok, gdy Anderson zachwiała się niebezpiecznie, a potem runęła w dół niczym kamień, wywołując na trybunach Gryfonów zbiorowy jęk.
Alexander uśmiechnął się z satysfakcją, wyjątkowo paskudną warto dodać, a potem posłał w stronę wrzeszczącego do niego Franza krótkie, porozumiewawcze spojrzenie.
- Jeszcze nie skończyłem! – zawołał unosząc brwi i zatoczył kilka kółek w pobliżu trybuny, w której siedziała Chiara z Alecto i Ari. Kilka miejsc dalej dostrzegł Doriana; zaskoczony na moment zawisł w powietrzu, wpatrując się w Krukona z pewną konsternacją. Nie spodziewał się go tutaj, zwłaszcza, że Whisper nie przepadał za quidditchem. Jego widok sprawił, że O’Malley jeszcze bardziej zapragnął wygrać ten mecz; radość spłynęła do żołądka pokrzepiającą falą ciepła.
Pochwałę od kapitana przyjął z jeszcze większym zadowoleniem; był najmłodszym zawodnikiem w drużynie, Rosier zwykle wymagał więc od niego więcej pracy i w natłoku wszystkich morderczych treningów to jedno klepnięcie w plecy było zaskakująco miłe.
Nie miał jednak czasu na kontemplację własnego samozadowolenia; piłka wróciła do gry, rozjuszeni faulem przeciwnicy nie marnowali czasu i od razu ruszyli do ataku. Alex ominął zgrabnie O’Connora i obejrzał się przez ramię w odpowiednim momencie by zobaczyć jak Franz nadlatuje mu z odsieczą. Nie czekał na wynik tego bardzo pożądanego ratunku; wystrzelił przed siebie jak z procy, obserwując Rosiera nacierającego barkiem na Blacka. Zanurkował tuż pod nimi i w chwili, gdy Evan trzasnął prosto w denerwującego Gryfona, Alex poderwał się gwałtownie, usiłując staranować go od spodu; chciał jeszcze bardziej zachwiać przeciwnikiem, licząc, że ten spadnie z miotły i przy okazji podzieli los Anderson, a potem upokorzony i miejmy nadzieję, połamany, nie wróci już na boisko.
To ułatwiłoby im życie, Merlinie.
Nie czekał jednak na efekt swoich działań; zaraz po tym manewrze wykonał kilka zgrabnych pętli i popędził w stronę Jasme, by w razie ewentualnego przechwycenia kafla asystować dziewczynie do bramek, lub przejąć piłkę i wykonać udany rzut.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw 15 Maj 2014, 10:05

Meadowes uśmiechnęła się, widząc, że jednak Evanowi nie udało się przerzucić kafla przez pętle. I choć punktów na koście drużyny nigdy za wiele, to jednak każdy zdawał sobie sprawę, że decydującym będzie złapanie złotego znicza. Wciąż skupiona na sytuacji na boisku, nie mogła nie widzieć tego, jak Resa spada na murawę. Na szczęście nic poważnego się jej nie stało, miała więc szczerą nadzieje, że jednak zdecyduje się na powrót na miotłę. Przecież nie mieli złudzeń - nikt nie spodziewał się litości ze strony pałkarzy drużyny Slytherinu. Dwóch olbrzymów, jak zdążyła dostrzec, wydawało się być zadowolonym ze swojej "roboty".
Meadowes obniżyła lot. Przy pętli Gryffindoru zaczynało się robić zwyczajnie tłoczno. I Syriusz, i Tanja będą w stanie sobie poradzić w walce o kafel, tak więc Dor oddaliła się bliżej pętli przeciwników. Chwilowo nikt nie zwracał na nią uwagi, miała wiec dogodną pozycje do przejęcia ewentualnych podań, a następnie skierować je prosto przez palce Regulusa po kolejne punkty dla Gryffindoru.
Zobacz profil autora
Mistrzyni Proxy
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw 15 Maj 2014, 11:00

Resa:
Nigdy, ale to NIGDY nie opuszczaj pałki! Ta najważniejsza zasada dla osoby grającej na pozycji Resy wcale nie wyleciała jej z głowy, po prostu siła z jaką odbiła atakujące O'Connora tłuczki, uniemożliwiła jej chwilowo obronę własnej osoby. Nie wspominając już o tym, że mimo wszystko wolała walczyć z piłką niż człowiekiem, jeśli mianem tym można bez naginania rzeczywistości określić jakiegokolwiek Ślizgona, a tym bardziej członka drużyny.
Nie miała specjalnie czasu zastanawiać się na tym dlaczego sędzia jest tak ślepy, że nie zauważył jawnego nagięcia zasad gry i nie podyktował rzutu karnego dla Gryfonów, bo zbyt zajęta była zbieraniem się z ziemi i sprawdzaniem jak bardzo jest poszkodowana. Oczywiście, że miała zamiar wrócić na boisko! Nie była primadonną i żaden złamany paznokieć, żadne obtarcia i ból głowy nie mogły zmusić jej do opuszczenia drużyny w finałach! Na kilka chwil otoczyła ją gromada osób, w tym mrucząca coś pod nosem na temat niebezpiecznych sportów pielęgniarka, sędzia i profesor McGonagall ze zmartwioną miną. Anderson cierpliwie znosiła wszystkie badania, pytania i testy, przechodząc je najwyraźniej pomyślnie, bo już po chwili dostała zgodę na powrót do gry. Uśmiechnęła się szeroko, choć krzywo, bo kiedy tylko wróciła do pozycji stojącej dał o sobie znać przenikliwy ból głowy. Potrząsnęła głową jakby chciała go od siebie odgonić i przyjęła od kogoś swoją miotłę. Owszem, słyszała co wywrzaskiwali do niej Ślizgoni oraz Irytek, ale miała również świadomość wsparcia własnych domowników. I to na ich zdaniu jej przecież zależało, a nie jakichś zielonych robaków.
Jeśli zaklęcia Lily jej pomogły, to zapewne musiałaby być zdziwiona nagłą poprawą samopoczucia. Przyjęłaby ją z szerokim uśmiechem, bo przecież nie można się smucić z takiego pozytywnego obrotu sytuacji. Raczej nie podejrzewałaby zaklęcia, a już na pewno nie Lily, bo tłum na trybunach utrudniał dostrzeżenie czegokolwiek, nie wspominając już o tym, że przez ostatnie kilka chwil Resa otoczona była kordonem ludzi i nie widziała wiele poza ich twarzami i szatami.
Teraz miała jednak mecz do rozegrania! Przerzuciła nogę przez miotłę i odbiła się od murawy, już po raz drugi tego nie do końca szczęśliwego dla niej dnia. Kiedy wzniosła się na odpowiednią wysokość powietrze przeszył gwizdek sędziego, a oczy dziewczyny ponownie zaczęły śledzić to, co działo się na boisku. Znajdowała się blisko pętli Gryfonów, dlatego rzuciła się na pomoc Charlie, kiedy została obrana na cel przez Niemca. Działa instynktownie, bo ból głowy (jeśli nadal się utrzymywał), utrudniał jej co nie co działanie. Miała nadzieję, że zdąży na czas i wyratuje koleżankę z opresji, postarała się równocześnie aby tłuczek przestał nękać jej drużynę i dla odmiany przysłużył się Gryfonom. Ślizgoni grali dzisiaj nieczysto, a skoro sędzia nie zamierzał niczego z tym zrobić, to odpowiedzialność spoczywała częściowo przynajmniej na jej poobijanych barkach. Jeśli zaś wszystko wyszłoby zgodnie z planem, to Rosier mógłby zapłacić za swoje nieczyste zagrywki spotkaniem z ziemią, względnie także trybunami, skoro tak je polubił.


Daniel:
Jak na razie nie miał zbyt wiele do roboty. Choć chętnie pomógłby swoim w nokautowaniu Gryfonów, mógłby przepłacić to jakąś kontuzją, a wolałby sam siebie nie wyeliminować z ostatniego meczu, w jakim miał brać udział. Postawił sobie za punkt honoru sprzątnięcie znicza sprzed okularów Pottera i nie zamierzał zawieść. Wyglądał lepiej od tego bęcwała, był od niego mądrzejszy, a teraz miał zamiar udowodnić całej szkole, że potrafi także pokonać go na miotle. Z resztą, jak ktoś z wadą wzroku mógłby być bardziej spostrzegawczy?
Jako, że nie mógł opierać się jedynie na wrodzonych wadach gałki ocznej Pottera, krążył teraz gdzieś ponad głowami  pozostałych graczy i wypatrywał złotego błysku. Na wszelki wypadek nie oddalał się za bardzo od Jamesa, na wypadek gdyby jakimś cudem to Gryfon pierwszy spostrzegł znicza. Zapobiegliwy zawsze zabezpieczony, jak to rzeczą.
A skoro mowa o zabezpieczeniach, to od czasu do czasu powracał wzrokiem do siedzącej na trybunach Alecto. A nóż, o ile będzie miał szczęście, znicz także zauroczony będzie jej wyglądem i postanowi przyjrzeć się jej z bliska, a wtedy spoglądanie w tamtą stronę nie okaże się marnotrawstwem. W pewnym momencie usłyszał nawet swoje nazwisko padające z jej ust, ale zanim zdążył dostatecznie to docenić, uświadomił sobie, że występował w duecie z Blackiem, a to odbierało mu całą ochotę na radość. Zacisnął usta i powrócił do tego, czym powinien się zajmować bez żadnych rozpraszaczy w postaci pięknych kobiet: szukania znicza.

_________________


Ja i mój Niby Kot.
Zobacz profil autora
Mistrzynie Papużki
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw 15 Maj 2014, 12:29

Choć upadek Resy mógł wpłynąć na morale Gryffindoru, Black był tego zaprzeczeniem. Udało mu się pochwycić kafel, nim Vane do niego dotarła, jednocześnie omijając czarownicę oraz biorąc kurs na slytherińską pętle. Kiedy znalazł się na tyle blisko, aby rzucić kafel, zrobił to bez wahania i choć wszystko wydawało się być idealne wymierzone, Regulus nie pozwolił mu zdobyć punktów, chwytając zawczasu kafel w ręce i mając możliwość podania na korzyść swojej drużyny.
Nie było to jedyne zmartwienie starszego Blacka. Od jednej, jak i drugiej stronie, dwójka ścigających w zielonych szatach miała najwyraźniej zamiar zmieść go z boiska. Musiał zareagować szybko, nie chcąc zostać zepchniętym na murawę. Przypłacił to koniecznością zatoczenia koła tuż nad trybunami Slytherinu, jak i Ravenclawu, ale uniknął pułapki zastawionej przez Rosiera oraz O'Malleya. Ponadto tym razem Rosierowi udało się uniknąć tłuczka, który, co ciekawe, odważyła się w jego stronę posłać Resa. Gryfoński pałkarz postanowił wrócić do gry.
Tymczasem pod pętlą Gryffindoru trwało zawzięte bombardowanie obrońcy, ale Anderson okazywała się nie mniejszą determinacją w ich odbijaniu, tak więc żaden nie trafił w Allison. Ponadto Resa mogła odczuć, jak wracają jej siły, niczym dosłownie i w przenośni za sprawą dotknięcia czarodziejką różdżką.
O'Connor poczuł, jak na jego miotłę napiera jeden z pałkarzy z przeciwnej drużyny. Przed nieuchronnym upadkiem uratowało go gwałtowne obniżenie lotu, dzięki czemu wyszedł zwycięsko z tej próby zrzucenia go z miotły.
Zaraz, zaraz. Czy tam, przy trybunach nauczycieli, nie zamigotał w powietrzu złoty punkt?


/Walka o kafel:
Black S. - 4 (148271)
Vane - 2 (148272)

Walka o gola:
Black R. - 9 (148273)
Black S. - 4 (148274)

von Grossherzog vs O'Connor
O'Connor - 3 (148295)
von Grossherzog - 1 (148297)

Rosier i O'Malley vs Black S.
Black S. - 6 (148298)
Rosier - 2 (148299)
O'Malley - 1 (148300)

Tłuczki (zielonym kolorem są podkreślone osoby, które oberwały):
Anderson - 7 (148275)
O'Connor - 6 (148285)
Krueger - 5 (148279)

Rosier - 6 (148302)
Krueger (za O'Malleya) - 8 (148288)
Rosier - 7 (148287)
Allison - 2 (148301)

Evans:
próg 5, rzut 7 (148282)

Gryffindor - 10
Slytherin - 0

Ponieważ kafel znajduje się w rękach Regulusa, ścigający muszą się wstrzymać z postem do czasu napisania go przez Rega. Pałkarze mogą napisać rzecz jasna wcześniej, tak samo szukający, jak i obrońca.

Czas na odpis do 16.05. do godziny 15:00
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw 15 Maj 2014, 15:19

Resa:
Tutaj, w powietrzu, czuła się o wiele lepiej niż mogłaby się czuć po tygodniu spędzonym w Skrzydle Szpitalnym. Oczywiście nie wiedziała o zaklęciu Lily, wszystkie zasługi przypisywała chłodnemu powiewowi na twarzy.
Uśmiechnęła się do siebie kiedy udało jej się obronić Charlie, takie było jej zadanie, nie wybaczyłaby sobie, gdyby kolejna osoba oberwała przez jej nieuwagę, bądź zwyczajna głupotę.
Kiedy tylko tłuczek pojawił się w pobliżu niej odbiła go w stronę O'Malley'a, który wcześniej odważył się zrzucić ją z miotły, cholera, niech by spadł. Nie wykrzykiwała żadnych przekleństw, była ponad to, ale w myślach składała kolejne wiązanki, które na pewno nie przystawały młodej damie.
Przy kolejnej nadarzającej się okazji odbiła drugiego tłuczka do przeklętego Niemca - Gilgamesha. Miała cichą nadzieję, że zetrze przebrzydły uśmiech z twarzy chłopaka. Po dwóch odbiciach spokojnie kontynuowała lot, starając się nie dać zrzucić z miotły - tym razem mogłaby już nie wstać.


Daniel:
Cholerna Alecto. Na zmianę czuł przyjemne ciepło i przejmujący chłód w okolicach serca. Skoro już przyszła ich dopingować... i znów wygląda oszałamiająco, mogłaby chociaż zdecydować się na jednego z nich. Dla Daniela nie istniało teraz coś takiego jak doping całej drużyny, nie, kiedy obok niego stawiano Blacka.
Do tej pory nie miał wiele do roboty, latał bez celu, robiąc kolejne okrążenie, a znicza wciąż nie było widać. Jak było wcześniej wspomniane - bał się podjąć ryzyko i zwalić kogoś z miotły, poza tym mógłby sobie obić ramię, siniaki nigdy nie prezentowały się dobrze na jego delikatnej skórze.
Rozglądał się mrużył oczy, jednak wciąż bez skutku. Ale zaraz! Czy tam coś nie błysnęło? Chciał jak najszybciej popędzić w stronę nauczycieli, pokazać na co stać jego miotłę, jednak zdecydował się na powolny ruch, zupełnie jakby przypadkowo obrał ten kierunek.


/Przepraszam, że dość krótko i z jednego konta, ale trochę mi śpieszno. Lily, dzięki za tego psota, kocham cię!

Nie ma za co, jestem do usług. Ale miłości nigdy zbyt wiele. ;)

:|

_________________

Resa Anderson
Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw 15 Maj 2014, 18:31

Paskudny Irlandczyk. Czy to było nieśmiertelne? Tego się pozbyć nie da. Jak hemoroid - drapiesz to i drapiesz, a to tylko rośnie. Trzeba było go przypadkiem uszkodzić przed meczem. W każdym razie, nie ma co się nim nadmiernie zajmować. Później się do niego wróci, teraz niech pan nieśmiertelny jeszcze sobie polata. Swoją drogą...czy to nie Ari krzyczała niepochlebne opinie w jego stronę? Chociaż co za różnica, niech tam sobie krzyczy, kiedyś się za to odegra. Aktualnie potrzebował...zrobić cokolwiek! Był naprawdę zirytowany tym, że odkąd rozpoczął mecz, nie zrobił jeszcze nic konstruktywnego. Ktoś zaczarował te cholerne tłuczki i miotły Gryfonów, czy co? Bo z tego co pamiętał to Gryfoni byli przecież beznadziejną, tępą drużyną, do której dostawali się...Gryfoni. Toż to prawie jak Puchoni, a stąd już niedaleko do szlam. Ktoś tu oszukiwał. Swoją drogą - czy mu się zdawało, czy Resa znowu była na boisku? No nie, tak nie może być, coś tu jest nie tak. Najpierw Black traci gola, zamiast dzieńdobry, potem on nie jest w stanie nic zrobić, a teraz się jeszcze okazuje się że Alex na tyle słabo zrzuca ludzi z miotły że wstają? I jeszcze są w stanie...w tym momencie zauważył lecący w jego stronę tłuczek. W NIEGO?! Jak śmiała. Postarał się uniknąć, po czym, niezależnie od efektu, odbić go w stronę Gryfona, który póki co prowadził zbyt spokojne życie w tym meczu - Jamesa Pottera. Niech ta rogata menda w końcu spotka się z życiem z bliska. Gilgamesh nawet nie patrzył na efekty, bo po co. Był pewny że w kogo jak w kogo, ale w niego na pewno trafi. No bo nie trafić Pottera, z jego przerośniętym ego? Tak się nie dało! Chwilę później uznał że skoro już po Huncwotach, to po Huncwotach! Skierował miotłę w stronę drugiego paskudnika, zdrajcy wszystkiego co tylko można zdradzić. Gryfona, który olał swój szanowany ród. Syriusz Black. Nienawidził gościa. Poleciał w jego stronę niczym kula armatnia, z jednym tylko zamiarem - wysłać go w drogą na murawę. Bez miotły. W końcu wypadałoby żeby Łapa spadł w końcu z tej miotły, skoro drużyna Ślizgonów tak się starała, prawda?
Zobacz profil autora
Charlie Allison
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw 15 Maj 2014, 20:21

Charlie ucieszyła się okropnie, gdy zobaczyła, że Resa wraca do gry. I nie dość, że latała teraz koło niej, to jeszcze obroniła ją przed tłuczkami, które były posłane w jej stronę. Miała ochotę uściskać Resę. Ale powstrzymała się. Teraz musi pilnować kafla, który może w każdym momencie polecieć w jej stronę.
Odwróciła głowę w stronę Pottera, który latał sobie spokojnie nie przejmując się niczym. Ale czyżby Charlie zobaczyła znicza? James, za cholerę! Obrońca zauważył, a szukający nie? Co za człowiek. Miała ochotę podlecieć w jego stronę, i mocno go uderzyć. Ogarnij się Rogate! Znicz lata tam! Tam!!!
Odwróciła wzrok od Gryfona, i poszukiwała na boisku kafla. Zobaczyła go w rękach Regulusa.
Zobacz profil autora
Regulus Black
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 00:10

O tak! To był jednak jego dzień! Zgrabnie, bez większego wysiłku złapał kafla i posłał braciszkowi ironiczny uśmieszek. Trenował całe wakacje i teraz nic go nie będzie w stanie rozproszyć. Chyba gdzieś w tle wychwycił głos Alecto.. to było miłe, że mu dopingowała. Z uśmiechem na ustach rzucił mocno kafla w kierunku Jasmine, mając nadzieje, że ta go złapie i nikt nie przechwyci kafla.. ale gdyby jednak to już stał na straży pętli.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 00:13

Czyżby jego limit szczęścia wyczerpał się przy pierwszym zagraniu w tym meczu? O nie, tak nie mogło być. Franz zdawał sobie sprawę z tego, że jest w stanie wykrzesać z siebie więcej. Był sprawnym, młodym mężczyzną, który wiele trenował, niezależnie od tego czy był do trening na miotle czy zwyczajna praca nad własnym ciałem. To wszystko nie mogło pójść teraz na marne. Dlatego chłopak spróbował jeszcze bardziej skupić się na tym, co miał do zrobienia. A poza tym, postanowił zagrać jeszcze bardziej agresywnie. Dojrzał bowiem, że tłuczek uderzony przez Resę leci w kierunku Gilgamesha, a że znał swojego niemieckiego towarzysza nazbyt dobrze, nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że chłopak sam odeprze zagrożenie i nie potrzebuje żadnej pomocy.
Krueger podleciał więc do drugiego z tłuczków, złapał mocną swoją pałkę i uderzył, ile sił w rękach, posyłając swoją broń w kierunku Syriusza Blacka, który wiecznie szczerzył się bez powodu. Cóż, prawda była taka, że Franz nie przepadał za Huncwotami, a już tym bardziej ich żarty uważał za raczej żałosne, niżeli śmieszne. Może właśnie nadarzyła się odpowiednia okazja ku temu, by pokazać temu długowłosemu frajerowi, gdzie jest jego miejsce? Ślizgon miał nadzieję, że tym razem szczęście mu dopisze i że wielkoduszna panna Anderson nie będzie latała po całym boisku, odwalając całą robotę za swoją drużynę. Siedemnastolatek musiał bowiem przyznać, że radziła sobie całkiem nieźle, chociaż… gdyby nie pomoc magii leczniczej, nie weszłaby już z powrotem na boisko. Szlag by to trafił. Franz jednak nie domagał się żadnej sprawiedliwości. Wiedział przecież, że quidditch nie ma z nią nic wspólnego, a narzekanie na taki przebieg sprawy tylko pogorszyłoby sytuację drużyny Zielonych. Zamiast zatem marudzenia, powinni wziąć się w garść i ponownie skopać komuś tyłek, licząc na to, że zdolności lecznicze Czerwonych przyjaciół mają swoje granice.
Niemiec po uderzeniu pierwszego z tłuczków, podleciał zaraz do drugiego, i tym razem cisnął go w szukającego gryfońskiej drużyny, a zatem w drugiego z Huncwotów, ażeby ułatwić Danielowi zadanie polegające na złapaniu złotego znicza.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 01:02

Skończyła się dobra zabawa, teraz miały się lać krew, pot i łzy. Skromnym klaśnięciem Jas pogratulowała Regulusowi chwytu. Była zła, że Gryfoni mieli takie paskudne szczęście, bo to Ślizgoni mieli lepszą taktykę. Black - Gryfon już dwa razy wyszedł z opresji... ale może nie na nim należało się skupić? Jasmine odwróciła się i zauważyła, jak Franz odbija tłuczka w kierunku szukającego... właśnie. Szukający. Vane przyspieszyła i specjalnie-niespecjalnie wyrównała się z Potterem i zahaczyła "przypadkiem" o jego okulary. Gdyby odrobina zwinności i farta jej dopomogła, okulary poleciały by na murawę, a Potter stał się ślepy jak kret. Nie było czasu patrzeć, czy jej się to udało, może tylko go rozproszy... podleciała do Regulusa, aby odebrać kafla i znowu samotnie udać się do pętli. Nie było czasu na podawanie, a liczyła na to, że zwinność będzie dzisiaj jej sprzyjała.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 09:22

Regulus obronił gola, bo Łapa go uczył tego.Gdy jeszcze byli dzieciakami trenowali razem na podwórku. Zapomniał, że pokazał mu niektóre własne taktyki... musiał koniecznie zmienić swój styl strzelania goli, jeśli braciak miał przepuszczać wszystko jak sito.
Pułapkę skomentował wybuchem śmiechu.
- Hej ślizgoni, autografy rozdaję po meczu! Kleicie się do mnie jak moje wielbicielki... doprawdy, słodzicie mi. - zarechotał znowu i musiał przyznać, że w ostatniej chwili udało mu się zwiać. Kto wie, jeszcze by spadł z miotły, a zauważył, że cała przeciwna drużyna ku temu dąży. Cóż, był tu największym zagrożeniem, chociaż nie doceniali dziewcząt z gryffindoru. Wszak one są najseksowniejsze i najlepsze. Łapa posłał wiązankę przekleństw do Irytka, gdy przelatując nad trybunami usłyszał co to stworzenie wygaduje. Nagle zmienił faworytów... zaiste, już nigdy nie podeśle mu Snap'e ani Filcha do gnębienia.
Wystrzelił jak z procy ku kaflowi, który wypuścił Regulus. Jeśli musiał - stratował Vane, odpychając ją na bok. Jeśli udało mu się odebrać ślizgonom kafel, rzucił go nad głowami innych do Dorcas, aby ta spróbowała własnego szczęścia i strzeliła im gola. Musiał dodatkowo chronić się przed tłuczkiem... Grosshergoza. Wywrócił oczami uciekając przed oberwaniem. Włożył dwa palce do ust i zagwizdał przeciągle do Connora, dając o sobie znać.
- Slytherin chyba za mną szaleje.. pałkarze, nie obijajcie się nooo... - zawołał do swoich domagając się uwagi. Śmignął do góry próbując zgubić tłuczka. Wciąż kręcił się przy Jasmine Vane. Gdyby zwalił ją z miotły, dotknie tym grono niemądrych ślizgonów. Jeśli zgubił tłuczka, rzucił się ku Jasmine mając jasny cel: zapoznanie ją z murawą.
Zobacz profil autora
Cú Chulainn O'Connor
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 14:22

...No nie wierzył we własne szczęście. Miał na swoim ogonie jakieś pół drużyny Slytherinu, a u wszystkich widniał na liście do skasowania w tym meczu, a i tak nadal siedział na miotle i właściwie miał się całkiem nieźle. Szczęście było tak bardzo po jego stronie, że nawet to "przypadkowe" zagranie ze strony Gilgamesha się nie powiodło. Ta, bo trzeba by być ślepym na miare trzech Potterów, żeby nie zauważyć, że z przypadkiem to nie miało nic wspólnego. Tylko posłał Niemcowi wilczy uśmiech przepełniony satysfakcją, by zaraz unieść kciuk w górę w stronę Resy, której powrót na boisko niesamowicie go cieszył. Ha, zuch dziewczyna! Dobrze wiedział, że Anderson nie była żadną primadonną i bez faktycznych obrażeń nie zrezygnuje z gry. Dobrali się w tej profesji, nie ma co.
Doping Ari dla Ślizgonów był dla niego bolesny w pewien bardzo dręczący sposób, jednakże z drugiej strony wydawało mu się, że słyszał jak ochrzaniła Gilgamesha za to, że próbował mu coś zrobić. O co chodziło w końcu? Było to dla niego na tyle niezrozumiałe, że postanowił szybko porzucić ten temat rozważań i skupić się na czymś o niebo ważniejszym w tym momencie - na grze.
Jak zauważył, tym razem to Resa przeszłą do ataku(jak widać kobiety faktycznie potrafią być mściwe), więc on przyjął na siebie jej funkcję i postanowił zająć się ochroną, mając przy okazji baczenie na własne zdrowie. Oczywiście nie priorytetowo, bo jeśli będzie trzeba to woli samemu się podłożyć, a uratować tyłek, na przykład szukającego. O, no właśnie, chyba wykrakał, bo teraz obrano sobie jego za cel. No i Syriusza do kompletu. Widocznie Ślizgoni stwierdzili, że Irlandczyk jest nie do pokonania i przerzucili się na innych. No to dzieła!
Przede wszystkim podleciał jak najszybciej do Jamesa chcąc osłonić go przed tłuczkami - mając ogromną nadzieję, że się uda. Zrobił to właściwie za wszelką cenę - jeśli wystarczy mu tego szczęścia i umiejętności to najlepiej, gdyby przy bronieniu szukającego utrzymał się na miotle, ale jeśli będzie taka potrzeba - trudno, zasłoni go. Jednakże brał tą opcję za wyjście awaryjne, ostateczne.
Jeśli nie wyląduje na murawie po tej akcji to od razu podleci do Blacka, by i jego osłaniać przed zmasowanym atakiem. Jak fart pozwoli to a nuż jakiś zabłąkany tłuczek trafi w końcu w tego O'Malleya.
Zobacz profil autora
Alexander O'Malley
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 14:26

Wszystko działo się teraz wyjątkowo szybko i dynamicznie. Cholerna Anderson wróciła na boisko bez najmniejszego problemu, czego Alexander kompletnie nie mógł pojąć, dopóki nie dostrzegł zadowolonej miny na twarzy tej rudej Evans. Cholerna szlama. I oni śmieli posądzać Ślizgonów o oszukiwanie?! Fakt, gdzieś w duchu podziwiał starszą dziewczynę za posiadaną wiedzę i szybką reakcję, to nie zmieniało jednak faktu, że jej działanie nie było nawet blisko czynu, który można uznać za sprawiedliwy w obecnej sytuacji.
W dodatku nie tylko to szło nie po ich myśli.
Zaklął szpetnie, gdy Black utrzymał się na miotle, ale nie miał najmniejszego zamiaru teraz się poddawać. Kątem oka zauważył jakieś poruszenie na trybunach, jednak w tej chwili ważniejszy był kafel; Regulus podał go do Jas, jednak nie potrzeba było więcej niż sekundy, by w tamtych rejonach pojawił się znów ten zapchlony Syriusz.
Ostrzegawczy dzwonek zaszumiał mu w głowie niemal od razu; zmrużył szare oczy czując, jak buzująca w żyłach adrenalina wzrasta coraz bardziej, budząc do tej pory w miarę kontrolowaną żądzę mordu. Nie mogli pozwolić by Gryffindor wygrał ten mecz. Co to, to nie. Alexander był ambitnym zawodnikiem, a kiedy w grę wchodziły jeszcze negatywne emocje żywione do przeciwnika...
Widząc, że Gryfon zdecydowanie nie ma dobrych zamiarów Alex zanurkował błyskawicznie, próbując zbliżyć się do walczących o kafla ścigających najszybciej jak tylko się da. W razie kłopotów miał nadzieję przejąć od zagrożonej dziewczyny piłkę, uprzednio jeszcze na totalnie wariackich papierach, brutalnie i po zimnym przekalkulowaniu szans kierując się wprost na miotłę Blacka. Nie zamierzał się z nim pieścić, z całej siły pragnął by bufonowaty, bezmyślny zdrajca krwi spotkał się z trawą w możliwie jak najboleśniejszy sposób. Zwłaszcza i szczególnie dlatego, że odważył się zaatakować Jasmine. Jeśli Black nie zleci z miotły po tym uderzeniu, to znaczy, że faktycznie jest kompletnym kretynem – już dwa razy miał więcej szczęścia, niż rozumu.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 14:53

Nie zdarzało jej sie stracić z oczu kafla, ale chyba tak było w tym momencie. Sytuacja z Resą bardzo ją wzburzyła i musiała się dosyć mocno rozproszyć... zapikowała w dół i postanowiła podlecieć do Dorcas, by tę ubezpieczyć gdyby udało jej się złapać kafla... gdy ten w końcu się znajdzie.
Zobacz profil autora
Evan Rosier
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pią 16 Maj 2014, 15:09

Black miał w tym meczu niebywałe szczęście, podobnie jak zaskakująca większość Gryfonów. Jakimś cudem drugi raz udało mu się umknąć z zaciskających się kleszczy dwóch zawodników Slytherinu, które pomogły im przynajmniej o tyle, że najwyraźniej utrudniły pchlarzowi trafienie do pętli, choć szczerze mówiąc wątpił, by i bez tego miał wystarczająco dobrego cela w starciu z Regulusem. Od czasów gdy obaj pogrywali sobie beztrosko w ogrodzie swojej matki minęło wiele lat, a młodszy Black zdążył nauczyć się na treningach lepszych, skuteczniejszych zagrywek. Jak widać wystarczająco skutecznych. Jeśli Syriusz wciąż jeszcze opierał się na technikach sprzed dziesięciu lat, nie uwzględniając zasadniczych zmian, które przez ten czas zaszły w międzynarodowym quidditchu, nic dziwnego, że poszło mu tak słabo. Evan zaśmiał się zimno, widząc jego nieudaną próbę sprezentowania im gola. Kątem oka dostrzegł szybujący ku niemu tłuczek, lecz tym razem nie pozwolił mu ugodzić się tak łatwo. Balansując w powietrzu, odbił w bok, wykonując popisową pętlę, zaś Anderson musiała obejść się smakiem. Obrócił twarz w jej stronę, mrużąc przy tym oczy. Dziwnie szybko zdołała powrócić po kontuzji do czynnej gry. W jego spojrzeniu błysnęło coś groźnego, jednak tylko na chwilę, bo sekundę potem pędził już na swoją pozycję. Było w tym spojrzeniu jednak coś ostrzegawczego, coś, co mówiło, że jeśli raz jeszcze spróbuje wycelować w niego pałką, nie podniesie się już z murawy.
Przelatując obok swoich pałkarzy, zatrzymał się na chwilę i ruchem głowy wskazał im Pottera. Kapitan Gryfonów przez cały mecz wisiał nad boiskiem i miał wystarczająco dużo czasu, by obserwować bezpiecznie zarówno przebieg meczu, jak i potencjalny błysk znicza. To chyba dostatecznie wiele spokoju na dziś, bo jeśli mecz dalej potoczy się w ten sposób, schwytanie złotej piłeczki może być dla obydwu stron decydujące. Zaraz potem Evan poderwał jednak miotłę do góry i chwilę przyglądał się sytuacji pod bramkami, rozpoznając bezbłędnie, do kogo tym razem będzie podawał Regulus. Jego wzrok nie pomknął jednak w stronę Jasmine, lecz Syriusza, który już szarżował w jej stronę, planując najwyraźniej zrzucić ją z miotły. Nie udało mu się zepchnąć z niej niego, więc wziął się za mniejszą i lżejszą kobietę? Chciał pomknąć w tę stronę, lecz dostrzegł, że Alex, napełniony podobną mściwą determinacją, która płynęła teraz w żyłach wszystkich Ślizgonów, wziął to już na siebie. Pod bramkami zrobiło się tłoczno. Wystrzelił więc w kierunku Dorcas, chwilowo pozostającej bez konkretnego zajęcia i uczepił się ogona jej miotły, będąc gotowym w razie podania uniemożliwić jej złapanie kafla. Naparł bokiem na jej miotłę, zderzając się z nią w powietrzu, a potem, po raz pierwszy od czasu wydarzeń w rezydencji Meadowesów, spojrzał na nią z chłodną zawziętością. Usiłował zepchnąć ją na trybuny, a należało jej się, za pierwszego gola, za Vane, za jej irytującego chłopaka, za jej rzygających i krwawiących rodziców, którzy umierali na jego oczach.
Potem gotów był pomknąć w kierunku bramek Gryfonów, z kaflem lub bez, bo jeśli posiadała go teraz Jasmine, zawsze mógł kręcić się w pobliżu i przejąć go w razie nieudanego rzutu, by oddać drugi strzał.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Boisko   

 

Boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 25Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15 ... 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
 :: 
Boisko Quidditcha
-