IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 23  Next
AutorWiadomość
Regulus Black
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pon 12 Maj 2014, 22:04

Idealny dzień na finał szkolnych rozgrywek quidditcha.. a na pewno dobry dzień na zwycięstwo. Przedmowę kapitana potraktował z lekkim poważaniem,bo to były tylko słowa, które raczej nie motywowały zielonych do wygranej. Ich największa motywacją był puchar i spranie tyłków Gryfonom. Więc kiedy rozległ się gwizdek, Regulus wskoczył na miotłę i wzbił się ku pętlom, zajmując tę po środku. Miał teraz szansę odbić zarówno w prawo jak i w lewo. Bacznie obserwował, gdzie znajduje się kafel. Zwycięstwo ponad wszystko...
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pon 12 Maj 2014, 22:16

Prawdę powiedziawszy przybyła dopiero na chwilkę przed Charlie, ponieważ miała tę przewagę, że to ona wyciągała dziewczynę do ludzi i jej szata do Quidditcha od dawna była ubrana. Poza tym miała szybszą miotłę, ot co.
Kiedy wyleciała na boisko, od razu wysunęła się na swoją pozycję, czując przyjemny podmuch wiatru na twarzy. Najpierw rozejrzała się po zawodnikach, z pałką w ręku pomachała do swojej Quidditchowej połówki - Connora, a dopiero potem zlustrowała spojrzeniem trybuny, które zapewne od dłuższego czasu były wypełnione po brzegi. To było to, co kochała - falująca różnobarwna widownia, dodające otuchy okrzyki i zabawne koment...
Musiała zakryć uszy, słysząc śmiech Irytka dodatkowo wzmocniony przez mikrofon. Z taką pomocą nie będzie jej łatwiej. Jej humor poprawił się jednak znacznie, kiedy dostrzegła Lucasa, który machał do niej, krzycząc coś, czego nie była w stanie usłyszeń. Niestety, jego głos ginął pośród setek innych. Ale ona wiedziała... doskonale potrafiła sobie wyobrazić zagrzewające do walki okrzyki. Taki przyjaciel to skarb.
Kafel wyleciał w powietrze, zawodnicy wystrzelili w powietrze. Upewniła się tylko czy ich zasapany obrońca zajął pozycję i ruszyła przed siebie. Jej głównym zadaniem była ochrona członków drużyny, atakiem zazwyczaj zajmował się Cu, jednak przy każdej nadarzającej się okazji próbowała trafić w Regulusa, ot tak, z czystej złośliwości.
Zobacz profil autora
Online
Evan Rosier
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pon 12 Maj 2014, 22:20

Obudził się dzisiaj dziwnie rześki i wypoczęty, co w ostatnich dniach i miesiącach nie zdarzało mu się prawie w ogóle. Choć sam nie mógł w to uwierzyć, perspektywa meczu napełniała go uczuciem niespotykanego wręcz optymizmu, a przede wszystkim niosła ze sobą obietnicę zażartej rywalizacji oraz możliwość obicia kilku gryfońskich łbów. Czego więcej było mu trzeba w tym napiętym, stresującym okresie, jeśli nie okazji do przypomnienia sobie, że istnieją problemy bardziej przyziemne od krwawych wesel, tajemniczych listów i ciał Puchonek wyeksponowanych jak okaz w muzeum w Wielkiej Sali na stole Hufflepuffu? Zjawił się więc w szatni z lekkim półuśmiechem grającym na wargach, a ciemne oczy, które wodziły po zawodnikach spod strzechy rozczochranych włosów, ziały nawet zimną determinacją. Przebrał się w swoje szaty, ostrożnie sprawdzając zawartość swej szafki (przed ostatnim treningiem został znokautowany Irytowym tłuczkiem tak mocno, że pociemniało mu w oczach, a choć nie zrozumiał ani słowa z tego, co próbował przekazać mu duszek, to poprzysiągł sobie w duchu, że mu się za to odpłaci), a następnie zwrócił do swojej drużyny, choć ograniczył się do kilku słów. Przez ostatni rok ćwiczyli intensywnie i długo, nie potrzebowali nic więcej. Przyszli tu, by wygrać. Obiecał jednakże obydwu Niemcom, że postawi im po butelce Ognistej za każdego strąconego Gryfona, a z Jas i Alexem założył się, kto ustrzeli więcej goli. Wiedział, że Franz i Regulus wciąż pamiętają wydarzenia ze ślubu, jednak jego chłodny uśmiech i swobodny ton niosły ze sobą jasny przekaz – nic się nie wydarzyło, niczego nie wiecie.
Z rozkoszą powitał rześkie powietrze, a gdy kroczył po murawie ze swoim Nimbusem 1000 zarzuconym na ramię, w towarzystwie rozdzierających wiwatów Ślizgonów, jego wzrok leniwie błądził po niebie. Widoczność była idealna. Przerzucił nogę przez miotłę i odbił się mocno od ziemi, zawisając w powietrzu gdzieś w pobliżu nauczycielki quidditcha, która przynudzając, wykładała im podstawowe zasady fair play. Też mi coś. Czystą grą zdobywało się uznanie nauczycieli, ale nie puchary. Wsparł się o trzonek miotły, tylko na chwilę zerkając w kierunku trybun, a gdy wśród graczy zrobiło się wreszcie poruszenie, sygnalizujące zbliżający się gwizdek, pochylił się lekko, oceniając pozycje zawodników. Wymienił krótkie spojrzenie z Alexem, dając mu do zrozumienia, by wziął kafel na siebie, a wówczas uszy wypełnił mu gwizd, a miotła pomknęła błyskawicznie ku dołowi. Zanurkował pod O’Malleya, będąc gotowym, w razie przejęcia przez niego piłki, rozegrać z nim przerabiany nieraz manewr Porskowej. Gdyby Alexander pochwycił kafel, zrobiłby to dla pozoru, niemal natychmiast wypuszczając go do lecącego pod spodem kapitana. Wyciągnął rękę, palcami dyskretnie uprzedzając ścigających, by przygotowali się na szarżę na bramkę przeciwnika.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pon 12 Maj 2014, 23:16

Franz Krueger długo już wyczekiwał ostatecznego starcia pomiędzy Ślizgonami a Gryfonami. Oprócz muzyki niemal od zawsze pasjonował się sportem, a quidditch idealnie dopełniał jego artystyczne zapędy. Chłopak często trenował w zaciszu, aby tylko pokazać się z najlepszej strony podczas meczu z lwim domem. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że w każdej grze sportowej istniał pewien element szczęścia, więc starał się nie podchodzić zbyt emocjonalnie do rozgrywki, a jedynie skoncentrować się na swoim zadaniu, które miał wypełnić skuteczine i efektywnie. Chłopak wparował na boisko i przywitał się krótko z kumplami z drużyny, zatrzymując swoje spojrzenie dłużej na posturze Jasmine i uśmiechając się do niej lekko, ukradkiem, jakby chciał dać jej przez to znać, że nikt w tym meczu nie miał prawa zrzucić jej z miotły. Oczywiste było jednak to, że Franz nie będzie cały czas w pobliżu panny Vane. Mimo ogromnej sympatii, którą ją darzył, musiał uważać też na innych członków drużyny i pozostawać czujnym, niczym tygrys.
Niemiecki czarodziej po usłyszeniu gwizdka, złapał mocniej za rękojeść swojego Nimbusa 1000 i wzbił się w powietrze, wzrokiem wyszukując już głodnych krwi tłuczków. Te dwie paskudne kule tylko czekały na okazję, żeby zrzucić kogoś z miotły, ale same uczynić tego nie mogły. Potrzebowały pomocy pod postacią silnego uderzenia któregoś ze ślizgońskich pałkarzy, no bo przecież nie było sensu mówić o Gryfonach, prawda? To oni mieli dzisiaj poczuć w ustach smak gorzkiej porażki. Natomiast, Krueger i Gilgamesh byli tymi dwoma chłopakami, którzy nie mieli żadnych skrupułów w próbach wyeliminowania kilkorga przeciwników z czerwonej drużyny. Franz obserwował uważnie sytuację na boisku. Miał świadomość tego, iż jako pałkarz, musi mieć rozeznanie w każdej jego części. W szczególności jednak skupił się na locie tłuczków, a po znalezieniu jednego z nich, skierował się w jego stronę, zerkając przy tym co jakiś czas w kierunku upatrzonej przez niego ofiary z Gryffindoru. Zamachnął się mocno i próbował uderzyć swoją pałką tłuczek, nadając mu inny kierunek lotu, niż kula zamierzyła sobie na początku. Celował, rzecz jasna, w tego denerwującego O’Connora, który zawsze irytował go nawet samą swoją obecnością na szkolnych korytarzach. Czasami tak bywało, że odczuwało się do kogoś niechęć z irracjonalnych pobudek.
Po próbie swoich sił przy ewentualnym uderzeniu, Krueger starał się nie spuszczać z gardy. Dalej lustrował przebieg rozgrywki i położenie tłuczków, aby w razie potrzeby ochronić kompana ze swojej drużyny. Trzymał pałkę w pełnej gotowości do tego, by w przypadku zagrożenia podlecieć w kierunku Ślizgona znajdującego się w niebezpieczeństwie i odbić tłuczek w kierunku Gryfona, który akurat znalazłby się najbliżej siły rażenia nadpobudliwej i nazbyt agresywnej kuli.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Pon 12 Maj 2014, 23:36

Ekscytacja udzieliła jej się, jak każdemu w drużynie. Na niej spoczywała jeszcze podwójna odpowiedzialność za wynik meczu - nie dość, że była w drużynie, to jeszcze była jedyną DZIEWCZYNĄ i każdy chłopak kpił sobie z tego faktu, mogła im jedynie zetrzeć te uśmiechy z twarzy pokazując, że jest tyle samo warta co reszta drużyny razem wzięta. Obudziła się grubo przed godziną rozpoczęcia meczu. Blisko kwadrans zajęło jej polerowanie miotły i prostowanie witek. Przybyła do szatni jako jedna z pierwszych. Cierpliwie czekała przebrana w szatę i z spiętymi wysoko włosami w niezastąpiony kucyk. Na widok Franza kącik ust minimalnie jej drgnął. W głowie nadal miała wspomnienie niedawnej randki... i wcale nie rozjaśniło jej to umysłu, wręcz przeciwnie. Nie wiedziała, jak go traktować i czy nie pozwoliła sobie na nadmierną szczerość. Gdy Krueger zawiesił na niej wzrok odpowiedziała mu tym samym, ironicznym i nieco wyzywającym uśmiechem, który mógł zostać odebrany jako wyzwanie, które przecież i tak sobie stawiali na widoku publicznym.
Jednak ważniejszy był teraz mecz. Kiedy zabrzmiał gwizdek, Jas wzbiła się w powietrze i obserwowała uważnie ruch piłki. Najbliżej niej był Alexander, zajęła więc pozycję z przeciwnej strony jak Rosier, chcąc nagłym przyspieszeniem rozbić skupiska Gryfonów chcące odebrać ewentualny kafel. Manewrowała pomiędzy zawodnikami, w każdej chwili gotowa odebrać podanie lub przejąć podanie z drużyny przeciwnej. Raz tylko obejrzała się na Franza, który bacznie obserwował tłuczki.. ale już po ułamku sekundy skupiała się tylko i wyłącznie na kaflu. Była w zasięgu Evana, gdyby ten zechciał podać jej kafla.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Online
Gość

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 00:14

Jeszcze tylko ochraniacze, szybkie spojrzenie w lustro, które wisiało na ściance jego szafki i był gotowy. Przeczesał palcami kosmyki, które ze względu na nową fryzurę nie mogły być idealnie ułożone, a jednak musiały wyglądać świetnie i opuścił szatnię Ślizgonów, z miotłą w ręce i delikatnym podenerwowaniem w sercu. Czemu aż tak się denerwował? Sprawa była prosta - był to jego ostatni mecz Quidditcha jaki zagra na tym boisku. Właśnie dlatego musiał dać z siebie wszystko, musiał zrobić wszystko, by jego dom wygrał i z tego też powodu kiedy wychodził na zewnątrz z dumną postawą, wyglądał jak milion dolarów. Przynajmniej w jego mniemaniu. A trzeba wam wiedzieć, że on zawsze uważał, że wygląda jak milion dolarów.
Kiedy wystartował, wiatr ułożył jego czuprynę po swojemu, ale Blais zupełnie się tym nie przejmował, był w swoim żywiole. Zrobił małą pętlę w powietrzu i rozejrzał się po trybunach, ale twarzy było już zbyt wiele, by jakąś wyodrębnić. Ale on wiedział. Wiedział, że Alecto tam będzie, jeśli nie dla niego to dla Regulusa. I sam już nie wiedział czy w takim razie nie wolałby jej nieobecności.
w końcu kafel wystartował. Daniel rozpoczął pierwsze okrążenie w poszukiwaniu złotej piłeczki.
James Potter
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 14:53

James Potter był w swoim żywiole. Na miotle, w powietrzu, w otoczeniu wiwatujących uczniów. Z szerokim bananem na ustach znalazł się na murawie, nie mogąc sobie odmówić pomachania do piszczących dziewcząt z czwartego roku z Gryfindoru. Był to tylko pretekst, ponieważ jego spojrzenie starało się wyłapać na trybunach pewną wyjątkową oraz jedyną w swoim rodzaju rudowłosą piękność. Skłamałaby twierdząc, że nie chce podarować tego pucharu Lilianne, choć znał jej dość sceptyczne podejście do qudditcha.
Pogoda dopisała, jego zawodnicy wydawali się być w świetnej formie, a perspektywa utarcia nos kilku Ślizgońskim osobistością w nazwijmy to legalny sposób tylko pobudzała ambicje. Potter, zaraz po gwizdu sędziego, nabrał wysokości. Starał się mieć jak zawsze na wszystko oko, zwłaszcza śledzić pierwszą drogę kafla. Nie tracił jednak czujności, gotów w każdej chwili pędzić w stronę złotego punkciku. Jak na razie trzymał się dość blisko Blais'ea, swojego głównego rywala.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 16:48

Miotła. Wiatr. Emocje. Rywalizacja. Zwycięstwo. Te słowa najlepiej dzisiaj oppisywały stan duchowy Tanji Everett. Automatycznie jak poczuła zew wolności, gdy wzbiła się w niebo pojawił się na jej twarzy uśmiech. Położyła się nisko na miotle, chcąc śmignąć w kierunku Alexandra O'Malley'a i odebrać mu kafla, zanim się w ogóle spostrzeże. Potem poda do Syriusza, który zachęcająco oglądał się w jej kierunku w razie podania. Do dzieła Gryfoni!
Zobacz profil autora
Mistrzynie Papużki
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 17:19

W walce o kafel starli się Meadowes oraz O'Malley. Chłopak górował nad Gryfonką posturą, jednakże ta wykorzystała swoją zwinność i gracje, pierwsza łapiąc kafel. Będąc niebezpiecznie blisko Vane oraz Rosiera, Meadowes odbiła w kierunku pętli, następnie rzucając. I choć Regulus zareagował od razu, nie zdążył dosięgnąć kafla, który przeleciał prosto przez lewą pętlę, dając Gryffindorowi pierwsze dziesięć punktów. Na pocieszenie pozostał mu fakt, iż zgrabnie ominął posłanego w jego kierunku tłuczka. Kafel, podany przez sędziego, znalazł się w rękach młodszego Blacka, do którego należała zagrywka.
O'Malley, śpieszący pod slytherińskie pętle aby ratować sytuację, zdał sobie sprawę, że ktoś na niego naciera. Udało mu się jednak odpowiednio szybko zareagować, unikając nurkowanie prosto na jego osobę i tym samym niszcząc wyobrażenia Łapy o tym, że zwalił jednego ze slytherińskich ścigających na murawę. Kolejne tłuczki śmignęły przed nosem Syriusza, a także Alexandra, jednakże bezowocnie. Mniej szczęście miał O’Connor. Gryfoński pałkarz oberwał na tyle solidnie, że jego miotła zachwiała się niebezpieczne i chyba tylko szczęście sprawiło, że udało mu się utrzymać, a także zapanować nad sytuacją.


/Zapomniałam wspomnieć o istotnych, trzech rzeczach, o których później dopowiedziałam na sb, ale być może nie do wszystkich dotarło
7) jeżeli ścigający, który będzie miał w swoich rękach kafla nie wspomni, że chce go po przejęciu podać - automatycznie uważa się, że rzuca on do pętli.
8) osoba z przeciwnej drużyny może przejąć kafel tylko, kiedy ścigający go podaje bądź kiedy obrońca rzuca do ścigającego. W innym wypadku musi zdecydować się na manewr zwalenia z miotły, aby zabrać ścigającemu kafel.
9) oberwanie tłuczkiem przyznaje modyfikator -1 do rzutów w następnej turze

Walka o kafel:
Meadowes - 8 (id 147784)
O'Malley - 2 (147791)

Walka o gola:
Black R. - 7 (147792)
Meadowes - 9 (147793)

Black S. vs O'Malley
O'Malley - 5 (147795)
Black S. - 6 (147797)

Tłuczki (zielonym kolorem są podkreślone osoby, które oberwały):
Anderson - 7 (147803)
O'Connor - 2 (147804)
Krueger - 6 (147805)
von Grossherzog - 6 (147806)

Black R. - 8 (147807)
O'Malley - 1 (147808)
O’Connor - 2 (147809)
Black S. - 9 (147810)

Gryffindor - 10
Slytherin - 0

Ponieważ kafel znajduje się w rękach Regulusa, ścigający muszą się wstrzymać z postem do czasu napisania go przez Rega. Pałkarze mogą napisać rzecz jasna wcześniej, tak samo szukający, jak i obrońca.

Czas na odpis do 14.05. do godziny 20:00
Zobacz profil autora
Cú Chulainn O'Connor
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 17:37

Niech go...! O'Connorowi cisnęło się na usta wiele zasłyszanych od mugoli przekleństw i chyba tylko wir rywalizacji i nieco samokontroli powstrzymały go przed wypowiedzeniem ich na głos. No tak to my się bawić nie będziemy, drodzy panowie. Nie godzi się. Ta zniewaga tłuczka wymaga.
Posłał Resie spojrzenie porozumiewawcze, by nadal zajmowała się ochroną, a on przeszedł do konkretniejszego ataku, tym razem jednak bardziej bezpośredniego. Każdego jednego tłuczka, którego musiał odbić posyłał dalej w stronę O'Malleya, a następnego w stronę Franza, licząc, że tym razem bardziej mu się poszczęści. Próbować zawsze można, co nie? Może jak któryś zboczy z kursu to trafi "przypadkiem" w szukającego Slytherinu - w końcu wypadki chodzą po ludziach.
Był w ciągłym ruchu, nie pozostawał dłużej niż kilka sekund na tej samej pozycji, by nie było przeciwnikom tak łatwo go znowu trafić. Nie było w tym żadnego schematu, sam chaos w locie, za to pełne skupienie w lokalizacji tłuczków. Największą uwagę skupiał z drużyny przeciwników na Alexa i Franza. Nagrabili sobie.
Przynajmniej to Gryffindorowi należały się pierwsze punkty. Liczył na Resztę no i oczywiście na Pottera. Choćby i miał się podłożyć pod tłuczek to niech ten rozczochraniec złapie znicz.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 18:26

Teraz to Gilgamesh się po prostu wkurzył. Jak ten paskudny Syriusz śmiał uniknąć jego idealnie wymierzonego tłuczka? Jeszcze się popisywał skubany. Co gorsza ten lepszy Black odwalał jakieś szopki przy bramce. Gilgamesh rozumiał że ułomnym trzeba pomagać i według tej zasady Gryfonom należały się fory, ale może nie tym razem? A może po prostu młodszy Black wstydził się bronić kobiecy strzał? No, niech ta cała Meadowes strzeli jeszcze ze dwa gole to będzie musiał się nią zająć osobiście. Jednakże podejrzewał że tym razem poszła w ruch zasada "głupi ma szczęście". Tak, na pewno o to chodziło. Jednakże szczęście tutaj się kończyło...a w szczególności dla pewnego Gryfona, który jednego tłuczka już miał za sobą. Franz się na szczęście postarał - chwała mu za to, Niemcy górą. Swoją drogą - biedny O'Connor. Byłoby bardzo przykro, gdyby podczas tego meczu jeszcze jakiś tłuczek by go spotkał, prawda? Odszukał wzrokiem Kruegera i spojrzał na niego porozumiewawczo, upewniwszy się że kolega patrzy. Po tym krótkim spojrzeniu, podleciał do najbliższego sobie tłuczka i z całą mocą postarał się go odbić prosto w jego nowy cel - O'Connora. Kto jak kto, ale ten Gryfon musi spaść z miotły. Po tej kooperacji szybko odleciał, bo w końcu przeciwni pałkarze też nie spali i spróbował ochronić Alexa, na którego chyba wszyscy się uwzięli.


Ostatnio zmieniony przez Gilgamesh von Grossherzog dnia Wto 13 Maj 2014, 20:38, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 18:44

Franz Krueger miał na początku tego spotkania wyjątkowo dużo szczęścia, chociaż nie mógł być także taki skromny. Przecież długo przygotowywał się do swojej roli, dlatego miał pewność, że chociaż jeden uderzony przez niego tłuczek trafi w któregoś z Gryfonów. Niemiec wypełnił swoje zadanie doskonale. Jak tylko dojrzał O’Connora ledwie trzymającego się na swojej miotle, wybuchnął gromkim śmiechem, co oczywiście nie oznaczało tego, iż kompletnie nie koncentrował się na rozgrywce. Wręcz przeciwnie, ta chwila luzu nie skutkowała kompletnym nieogarnięciem sytuacji na boisku. Chłopak zaraz powrócił do swoich obowiązków, wzrokiem wyszukując tłuczka. Gdzieś w międzyczasie rzucił tylko okiem na Jasmine, jednak było to spojrzenie niezwykle krótkie, przelotne, takie, które zupełnie nie przeszkadzało mu w rozgrywce, ani nie sprawiało, że zapomniał, po co znalazł się na murawie. Franz żałował trochę, że tym razem jego koledze po fachu nie udało się zrzucić nikogo z miotły, ale to przecież nic straconego! Jeszcze będzie wiele okazji!
A propos, siedemnastolatek zwrócił wzrok w stronę niemieckiego towarzysza i dostrzegł w jego oczach ten porozumiewawczy blask, który mógł mówić tylko jedno. Przecież wiele razy na treningach ćwiczyli różnego rodzaju kombinacje, więc można było bez przesady stwierdzić, że znali się, niczym łyse konie. I chociaż nigdy nie można było mieć stuprocentowej pewności, Krueger domyślał się, co też może chodzić po głowie drugiemu z pałkarzy ślizgońskiej drużyny. Dlatego też chłopak ścisnął mocniej dłonią miotłę, po czym nadał jej niesamowitą prędkość, zbliżając się tym samym do Gilgamesza. W drugiej ręce trzymał mocno za swoją pałkę, narzędzie zbrodni, które i tym razem miało przynieść mu szczęście i pozwolić na umilenie sobie czasu wysłuchiwaniem radosnych okrzyków Ślizgonek na jego cześć. To nic, że Ślizgoni przegrywali 10 punktami. Po pierwsze, nie była to żadna tragedia. Różnica była mała, poza tym quidditch należał do tego rodzaju gier, w których nigdy nic nie było przesądzone. Równie dobrze, Daniel mógł zaraz złapać znicz i posłać Gryfonów do diabła. Franz natomiast, póki co, mógł być zadowolony ze swoich poczynań, które jeszcze bardziej zachęcały go do odważniejszych działań.
Kiedy tylko Krueger znalazł się obok Gilgamesha, ścisnął jeszcze mocniej swoją pałkę i starając się jak najlepiej zsynchronizować swoje ruchy z drugim pałkarzem uderzył w tłuczka. Dzięki temu dwóch ślizgońskich pałkarzy nadało mu jeszcze większą moc. W kogo celowali? To chyba oczywiste. Gryfoni mogliby narzekać, że chłopaki uwzięli się na O’Connora, ale cóż, w ostatnim zagraniu okazało się, że jest on stosunkowo łatwym celem, a czy nie wspaniałe byłoby wyeliminowanie go z boiska i wzmocnienie pozycji Zielonych na boisku? Otóż to, Niemieckie Siły Pałkarskie (posługując się nazewnictwem majora Grossa) obrały sobie za cel gryfońskiego pałkarza, usilnie próbując go zrzucić z miotły i zafundować mu niespodziewaną wizytę w skrzydle szpitalnym.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Regulus Black
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 20:31

Był niesamowicie skoncentrowany na kaflu. Pozwolił sobie tylko na ułamek sekundy spojrzeć na trybuny akurat wtedy, gdy Alecto pomachała do niego. Zdziwił go ten nagły gest sympatii, ale uśmiechnął się do niej i wrócił wzrokiem do gry... w idealnym momencie, bo właśnie szybowała ku niemu Dorcas z kaflem w dłoni. Zareagował błyskawicznie, nawet rzucił się do dobrej pętli... ale jakimś zbiegiem okoliczności źle ocenił odległość, bo kafel prześlizgnął się po opuszkach palców i wpadł do pętli, dając prowadzenie Gryfonom. Regulus zaklął soczyście i łypnął na Dorcas ponuro. Nie miał zamiaru dawać jej taryfy ulgowej! Wychwycił kafla zanim ten spadł na murawę i podał go bardzo mocno w stronę Evana Rosiera, który był najbliżej pętli bramkowych. Najważniejsze było teraz skupienie.
Zobacz profil autora
Alexander O'Malley
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 21:32

Zaklął szpetnie, kiedy Gryfoni zdobyli punkt, a zrobił to na tyle głośno, że sędziująca im czarownica zatchnęła się z oburzenia. Alexander nie zwrócił na to jednak szczególnej uwagi, zbyt zajęty pozbywaniem się cholernego Blacka z ogona swojej miotły - diabelski pomiot uwziął się na niego już drugi mecz z kolei, obierając sobie najwyraźniej za cel honoru rozwalenie mu czaszki o murawę.
- Całuj hipogryfa pod ogonem, Black! - ryknął z zadowoleniem, gdy udało mu się umknąć przed Gryfonem, a potem wykręcił ostro i pomknął w stronę środka boiska, rozglądając się uważnie, by nie nadziać się na któryś z tłuczków, jakie O'Connor z lubością posyłał ciągle w jego stronę. Regulus trzymał kafla, ale Alex nie pchał się chwilowo w tamtą stronę, lecąc stanowczo i niebezpiecznie szybko w stronę Cu, by tylko zdążyć nim piłka znajdzie się znów w grze.
Okrążył go kilka razy, niczym wyjątkowo złośliwa mucha, a potem uśmiechnął się szyderczo i niesamowicie wręcz zimno.
- O'Connor, spójrz prawdzie w oczy, ten jeden gol to nic. Nawet twoja dziewczyna to wie. Widzisz ją, tam, na trybunach? Wśród Ślizgonów? Zobacz, siedzi obok Carrow. Pięknie jej w zieleni. - syknął drwiąco, unosząc brew, a potem zanurkował umykając przed tłuczkiem, którego Gryfon najwyraźniej posyłał w jego stronę. Miał tylko nadzieję, że starszy Irlandczyk nie trafi, kiedy pędził w stronę Rosiera, by dołączyć do formacji i w razie czego pomóc kapitanowi w strzeleniu gola dla zielonych. Po drodze lawirując jeszcze między innymi graczami brutalnie i dość bezceremonialnie wpadł na Resę, próbując zwalić ją z miotły. Jeden Gryfon mniej, to jeden problem mniej.
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto 13 Maj 2014, 22:18

Łapa wyszczerzył się sam do siebie, gdy Dorcas zdobyła gola. Zuch dziewczyna! A te miny ślizgonów... i wrzaski Irytka, bezbłędne. Puścił oczko do swojej kochanej, utalentowanej dziewczynki. Wystarczyło, że spojrzał w jej stronę i wymienili porozumiewawcze spojrzenia, aby się umówić, że to Łapa teraz przejmuje kafla. Salwa oklasków dochodzących z trybun dodała mu energii i dobrego humoru. Jak Rogacz się postara, zakończą szybko mecz i pójdą już na świętowanie zwycięstwa. Przeleciał tuż nad głową O'Mally'ego umyślnie ogonem miotły "lekko" trącając jego zacną niemądrą mózgownicę.
- Cu, nie daj mu się wytrącić z równowagi. Zwal go z miotły, a masz u mnie kolejkę ognistego whisky! - zawołał do pałkarza i zapikował, kierując się ku Evanowi. Ma mu oddać kafla czy tego chce czy nie. Łapa uczepił się jego miotły, aż się z nim zrównał. (Przy rzucie Regulusa do kapitana Black próbował przejąć kafel) Leciał tuż obok. Syriusz mu zasalutował, szczerząc się złośliwie i całym bokiem i Nimbusem natarł na niego, popychając go w stronę trybun.
- Oddaj grzecznie kafla, bo Irytek się zdenerwuje. - jeszcze raz próbował go zepchnąć na bok. Płynął wręcz w powietrzu i jeśli Evan rzucał komuś kafla, próbował go pochwycić i od razu zmienić kierunek lotu wprost do góry.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Boisko   

 

Boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 23Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 23  Next

 Similar topics

-
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki
» Boisko Quidditcha
» Duże boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
 :: 
Boisko Quidditcha
-