IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Mistrzynie Ohydki
Data przyłączenia : 26/11/2014
Liczba postów : 103
Skąd : Przyczepa za miastem

PisanieTemat: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Pią Paź 16, 2015 2:24 pm

Wielka Sala była zamknięta, a do jej wrót magicznie przymocowany został pergamin zawierający treść ogłoszenia oraz listę zapisanych uczestników.

Cytat :

1. R.Rabe
2. S.Snape
3. I.Cromwell
4. T.Hanyasha
5. J.Vane
6. B.Watts
7. G.Scimgeour
8. E.Romulus
9. G.Reveline
10. C.Annesley
11. R.van Vuuren
12. A.Morgan

_________________
Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 02/03/2014
Liczba postów : 56
Skąd : Cokeworth

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Sob Paź 17, 2015 10:10 pm

Severus Snape spacerował po parterze zamku słuchając szumu wiatru chcącego wedrzeć się do środka przez stare okiennice. Doszedł do wniosku, że pora już udać się na lekcję magicznej samoobrony. Jakże taktyczne było to zagranie! Prawdę powiedziawszy ze swoimi umiejętnościami, zwłaszcza czarnomagicznymi poradziłby sobie z większością uczniaków. Jeśli zaś postanowił zapisać się na ów kurs, któż posądziłby go o konszachty z czarną magią, a co dopiero Sami - Wiecie - Kim? Granie żółtodzioba było tu wręcz wskazane. Wszedł do Wielkiej Sali i przysiadł w rogu oczekując na resztę uczestników przedsięwzięcia, na którym mimo wszystko miał nadzieje jednak czegoś się nauczyć.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Sob Paź 17, 2015 11:40 pm

Magiczna samoobrona? Mimo, że Jasmine przeżyła niezłą szkołę życia w tym zakresie, to postanowiła się zapisać. I jednym z czynników decydujących była obecność innych ludzi, których dobrze znała i albo żywiła do nich pozytywne odczucia lub wręcz przeciwnie. Przy tych drugich miała skrytą nadzieję, że będą jej obiektem, przed którym będzie się bronić. Nie zawaha się użyć wtedy odpowiednich środków, by nauka nie poszła w las. Ubrana podobnie jak na zajęcia z patronusa czyli w wygodne spodnie i bluzkę nie krępującą ruchów udała się do Wielkiej Sali. Spojrzała przelotnie nie listę na drzwiach. Uśmiechnęła się widząc Hanyashę, Cromwell, Wattsa, Romulusa i paru innych. Przeważali Ślizgoni, ale koniec listy zaśmiecało dwóch Gryfonów i Puchonka. Niestety mus to mus. Stanęła pod drzwiami. Była jak na razie druga. Kiwnęła głową do Severusa i zajęła miejsce w rogu sali wejściowej.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through


Ostatnio zmieniony przez Jasmine Vane dnia Nie Paź 18, 2015 6:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 02/09/2015
Liczba postów : 338
Skąd : Galway, Irlandia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Nie Paź 18, 2015 10:43 am

Na udział w kursie namówił ją Darcy. Sama Claire, pozbawiona większych zdolności w dziedzinie magii innej niż lecznicza naprawdę nie uważała, by podobne zajęcia były jej do szczęścia potrzebne - przecież i tak nie przeskoczy własnych ograniczeń, nie? - starszy brat miał jednak na ten temat zupełnie inne zdanie. To on przysłał jej ogłoszenie dotyczące zapisów na zajęcia, to on na oficjalnym anonsie zamieścił sugestywny dopisek Idziesz. Chcę widzieć Twoje nazwisko na liście. No i co miała zrobić biedna Annesley? Nawet wiedząc, że Darcy przecież nijak listy uczestników nie sprawdzi, nie mogła uciec przed braterskim rozkazem. Zapisała się z bólem serca i teraz, przeczuwając już nadchodzące upokorzenia, pojawiła się nieopodal drzwi do Wielkiej Sali - a dokładniej przed nimi, jako że wejście było zwyczajnie zamknięte.
Humoru z pewnością nie poprawił jej ani widok już obecnej, ślizgońskiej pary, ani też nieobecność żadnych znajomych nazwisk na wywieszonej liście. To znaczy, może nie całkiem żadnych - bo Cromwell przecież znała bardzo dobrze i, pomimo również zielonych barw, jej przynajmniej nie musiała się obawiać, dostrzegła także nazwisko Bena - tym niemniej nikogo z własnego domu. Niedobrze, panno C., bardzo niedobrze.
Skoro jednak się zgłosiła, to nie pozostało jej nic innego, jak oczekiwać - w bezpiecznym dystansie od Ślizgonów, bez zwracania na siebie ich niepotrzebnej uwagi.
Zobacz profil autora
Enzo Romulus
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/08/2015
Liczba postów : 176
Skąd : Watykan, Rzym

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Nie Paź 18, 2015 1:57 pm

Na Kurs Magicznej Samoobrony nikt nie musiał go zapisywać, ani też zmuszać do zapisów. To, że tam będzie było niemalże tak oczywiste jak to, że wieczorem zajdzie słoneczko by rano mogło znów wstać. Uwielbiał zaklęcia, bo był w nich nawet dobry. Całkiem skuteczna pamięć pozwalała na efektywne zapamiętywanie formułek i odnajdywanie w zakamarkach pamięci tych najbardziej potrzebnych w danej chwili. Kiedyś nawet chciał tą umiejętność wykorzystać w zawodzie aurora, jednak kiedy okazało się, że samo władanie różdżką nie wystarczy, bo jeszcze konieczne jest opanowanie wiedzy z dziedziny eliksirów i innych mało fajnych dziedzin, zdecydował, że to nie dla niego. I już nie chciał być aurorem, a zaczął chcieć być profesjonalnym graczem. Nie mniej jednak zaklęcia wciąż zaliczały się do kategorii pasji o którą trzeba dbać i sukcesywnie poszerzać wiedzę. Dlatego tu był. W śnieżnobiałej koszuli przeszytej niebieską nitką świadczącą o przynależności do domu Kruka na którą narzucił mundurkowaty sweter. Spodnie oczywiście zaprasowane w kancik i kącik ust wygięty w lekko kpiarskim uśmiechu. Proszę bardzo, oto cały Romulus. Nawet miał do kompletu krawat. Zwinięty i schowany do kieszeni, ale był. Gdyby wyczesał włosy z pewnością zasługiwałby na tytuł eleganckiego młodego człowieka. Ale tego nie zrobił. Bez przesady. Jeszcze ktoś weźmie go za przykładnego ucznia, a ten tytuł bezapelacyjnie należy do prefekta Krukonów, pana Wattsa i niech już u niego pozostanie. Zanim wszedł do środka prześledził jeszcze listę zapisanych na zajęcia uczniów. Brak nazwiska Blackwood wywołał jedynie westchnienie pełne ulgi. Była za to Annesley. Chociaż to nie Annesley widział z ustami pełnymi męskiego przyrodzenia to i tak nie chciał jej widywać. Zapewne ma mu do przekazania kilka "ciepłych" słów od Blake. Obecnie miał to jednak głęboko w nosie. Chociaż nie. Znacznie, znacznie niżej niż w nosie. Dlatego wciąż z tym kpiarskim uśmieszkiem czającym się w kącikach pełnych warg wszedł do środka. Skinął głową na przywitanie obecnym, a sam ruszył do tego samego kąta który zajmowała już panna Vane.
- Cześć, piękna. Jak się masz? - zagaił zaraz to wpychając dłonie do kieszeni spodni by przybrać najbardziej nonszalancką pozycję świata.
Zobacz profil autora
Riaan van Vuuren
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 20/05/2015
Liczba postów : 411
Skąd : RPA

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Nie Paź 18, 2015 3:14 pm

Listopadowy atak na Ministerstwo Magii wciągnął Riaana w rzeczywistość angielskiego społeczeństwa czarodziejów. Jako osoba, spędzająca w Anglii tylko część roku, zupełnie nie interesował się wojną, czy Sami-Wiecie-Kim. Dla niego były to tylko historie jego kolegów i koleżanek, przekazywane pocztą pantoflową. A to, że czyiś sąsiedzi zniknęli, a to że jakiś dom spalono. Dopiero tragiczna śmierć ojca Wandy, zaginięcie Cu, no i ten ostatni atak, o którym dziennikarze rozwodzili się na kilku stronach Proroka Codziennego sprawiły że Riaan zaczął w swojej ciekawości poszukiwać więcej informacji na temat tego całego Czarnego Pana i jego popleczników. Nie znalazł zbyt wiele, a dopytywanie się przyjaciół zawsze kończyło się jedną informacją, oraz jedną radą. Jest niebezpieczny, przestań węszyć.
Więc młody Vuuren przestał, ale obiecał sobie że podciągnie się z zaklęć obronnych. Nie tylko dla siebie, ale też aby móc w razie czego skutecznie obronić innych, jeśli sytuacja będzie tego wymagała. Dlatego ten kurs samoobrony spadł mu praktycznie z nieba, będzie mógł nauczyć się czegoś nowego bez konieczności błagania kogokolwiek o pomoc.
Odziany w mundurek, gryfoński krawat i gruby czarny sweter wycięty w serek, Riaan zjawił się przed salą. Rozejrzał się po zebranych. Znał właściwie tylko Claire, miłą Puchonkę, dlatego pomachał jej i podszedł do wrót Wielkiej Sali i przeczytawszy ogłoszenie podrapał się po rozczochranej głowie. Będzie Adam, o ile nie zapomni przyjść. No i Gwen. Więc będzie więcej osób, które zna i bardzo dobrze, lepiej uczył się w towarzystwie znajomych twarzy. Po tej krótkiej inspekcji listy, podszedł do ówcześnie powitanej Eklerki. Miała raczej nieciekawą minę. Co mogło oznaczać, że się boi, zjadła coś nieświeżego, albo może uwierają ją buty? Nie wiedział, czasem bycie empatycznym niedorozwojem przeszkadzało w życiu.
- Cześć, Claire. Wszystko w porządku? - zagaił uśmiechając się lekko.
Zobacz profil autora
Gabriel Rifflesione
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 12/02/2015
Liczba postów : 71
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Nie Paź 18, 2015 7:01 pm

Krótko, bo krótko, ale po przerwie ciężko cokolwiek wykrzesać.
Od jego „śmierci” minęło trochę czasu. Musiał zmienić nazwisko, nie ujawniać się, usunąć w cień. Miał cichą nadzieje, że już nigdy nie spotka znajomej mu osoby… że nigdy nie zobaczy swojego ojca. Człowieka, którego miał już dość. Cóż się stało, że znienawidził go w zaledwie kilka dni? Zrozumiał, że nie chce iść w tą stronę… Gdyby nadal podawał się za jego syna, prędzej, czy później musiałby wybrać. A tak… tak mógł pozostać neutralny.
Ale co go napadało, żeby zapisać się na kurs magicznej samoobrony? Przemierzając korytarz, z kapturem na głowie, liczył, że nikt go nie rozpozna. Zresztą, jako normalny nastolatek nie ujawniał się, nie pokazywał swojej twarzy. Był raczej tajemniczy. Zadawał się jedynie z zaufanymi ludźmi… Wątpił więc, że ktokolwiek się nim zainteresuje.
Zatrzymał się dopiero pod mosiężnymi drzwiami. Prowadziły one do miejsca, w którym zaatakowali go dementorzy. Zaatakowali cały Hogwart. To ostatni bal, na który poszedł.
Rozczytał swoje nazwisko. Reveline. Jak na to wpadł? Sam nie wiedział. Pragnął czegoś podobnego.. A Reveline zrodziło się w jego głowie… Z początku chciał być Shepardem z czego prędko zrezygnował.
Kolejne, co rzuciło mu się w oczy, to imię Rosalie. Cóż, wyglądało na to, że spotkanie okaże się gorsze, niż się spodziewał…
Zlustrował wszystkich wzrokiem – od Vane, którą kojarzył z meczów Quidditcha, aż do stojącego z boku Gryfona. Następnie spuścił wzrok, wyczekując rozpoczęcia zajęć. Oby.
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Pon Paź 19, 2015 7:58 pm

Kurs Magicznej Samoobrony był tym, czego Isabelle w tym momencie potrzebowała – odskocznią od codziennej monotonii, a przy okazji możliwością podszlifowania własnych umiejętności. Zdecydowanie bardziej wolała skupić się na wspólnych ćwiczeniach z grupą innych ludzi, niż uczyć się w samotności. Cisza pozwalała zebrać myśli, ale na dłuższą metę stawała się nie do zniesienia. Niebezpieczeństwo wisiało w powietrzu, było odczuwalne niemalże na każdym kroku, więc nie warto było nie skorzystać z okazji zyskania dodatkowych atutów. Dbać o własne dobro, przede wszystkim! Koniec końców, każdy powinien martwić się głównie o siebie, skoro musiał znosić własną obecność od narodzin aż do śmierci. Czy coś takiego. Po co zawracać sobie głowę przyjaciółmi, którzy w jednej chwili zarzekali się, że będą zawsze dostępni, a w następnej uciekali na jakieś wymiany międzyszkolne? Bez ludzi nie dało się żyć, ale każdego trzeba było trzymać na dystans.
Isabelle niechętnie zrezygnowała z założenia spódnicy. Kilka razy już zdążyła się przekonać, że na niektóre okazje warto było wciskać się w spodnie i wygodny sweter, do którego przymocowała odznakę prefekt. Niech wiedzą, że mają schodzić jej z drogi, zanim w ogóle się odezwie. Nie musiała nawet na nikogo prychać i syczeć, a to już coś.
Zbliżając się do Wielkiej Sali, z daleka dostrzegła zebraną przed nią grupkę. Najchętniej podeszłaby do wciąż zamkniętych drzwi, by zerknąć na listę zapisanych uczestników, ale nie wypadało jej zignorować pozostałych osób. Uśmiechnęła się serdecznie do wszystkich, którzy zdecydowali się na nią spojrzeć. Delikatnie pomachała Jasmine, co miało oznaczać, że niebawem do niej podejdzie. Najpierw jednak skierowała kroki ku stojącej nieco dalej panience Annesley, której towarzyszył Gryfon.
- Cześć – uśmiechnęła się do dwójki uczniów, skupiając spojrzenie nieco dłużej na twarzy Puchonki. Claire nie mogła więcej liczyć na bezpieczną odległość Ślizgonów, ale przecież Cromwell nie miała zamiaru robić jej krzywdy.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Pon Paź 19, 2015 10:05 pm

Kiedy dzień w dzień siedzisz w jednej pozycji nad książkami, nie rozładowujesz odpowiednio stresu, nawykły raczej do ukrywania bolączek pod maską spokoju, to oczywiste, że w pewnym momencie masz ochotę komuś przyłożyć. Ręcznie czy przy użyciu różdżki, nie ma większego znaczenia. W takiej sytuacji każdy sposób jest dobry - szkoda tylko, iż przy okazji jesteś zbyt dobrze wychowany, by zaczynać bójki bez powodu. Nie wspominając już o byciu prefektem, kimś kto powinien świecić przykładem, oślepiać błyskiem nieskazitelnej, rycerskiej zbroi i takie tam.
Benowi czasem przechodziło przez myśl, by iść do Machiavelliego i oddać mu odznakę, wykręcając się nauką do owutemów i w związku z tym brakiem wolnego czasu – byłoby to wierutnym kłamstwem, ale... Koniec końców wszystko zostawało po staremu. Watts gonił młodych recydywistów po korytarzach, połykał zawartość podręczników krzywiąc się nad nimi coraz bardziej, a testosteron wciąż mu podpowiadał, żeby w coś przywalił, tak raz a porządnie. Nic więc dziwnego, że gdy na tablicy ogłoszeń pojawiło się pismo o organizacji zajęć z magicznej samoobrony, nie zastanawiał się nad tym jakoś specjalnie, tylko po prostu się zgłosił. Bo dlaczego nie? Nawet jeśli nie wyjdzie z tego nic konkretniejszego, przynajmniej bezkarnie pociska sobie typowo pojedynkowymi zaklęciami, coś rozniesie, coś podpali... Hmm, jasne, chciałoby się, panie Watts. Już nie pamiętamy, że zwykle wszystko wychodzi zupełnie inaczej, niż sobie zakładamy? Nie? Szczęśliwi ludzie z krótką pamięcią.
Z różdżką zatkniętą za pasek, Szkot opuścił wieżę Krukonów, przy pierwszym podmuchu chłodniejszego powietrza od strony okien wzdrygnął się krótko, pocierając przedramiona. Szkolny sweter i schowana pod nim koszula zapięta po ostatni guzik, nie zapewniały tak dobrej izolacji, jak mógłby sobie tego życzyć. W gruncie rzeczy to nie miałby nic przeciwko, gdyby wszyscy zgodzili się chodzić po zamku opatuleni w koce, jak w poncza. Wielkie, puchate kulki zwane uczniami sunące maje... No nie tak majestatycznie toczące się korytarzami. Czujecie to?
Pod wejściem do Wielkiej Sali zebrała się już kupka uczniów – wśród nich sporo znajomych twarzy. W stronę Jasmine posłał krótki uśmiech i bezgłośne widzę, że jeszcze żyjesz, Vane, ale to nie do niej podszedł w ogólnym rozrachunku, choć wcale nie miało to związku z Enzo, który stał tuż obok. Nie, Ben skierował się ku Isabelle – po niedawnym pijaństwie w wieży astronomicznej oficjalnie wyniesionej na zaszczytną pozycję przyszywanej młodszej siostry.
Czy należało się tego bać? O tak.
Ponieważ panna Cromwell stała do niego odwrócona tyłem, Krukon najpierw pomachał na powitanie Claire, którą jeśli sądzić po barwach, zaczepiał jakiś Gryfon i przypuścił atak. Atak bezczelny, bestialski i całkowicie nieodpowiedni, bowiem Isabelle została porwana w wattsowe ramiona, okręcona dookoła własnej osi i odstawiona z powrotem na nogi z niewinnym:
- Cześć, Iz.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 17/07/2014
Liczba postów : 89
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Wto Paź 20, 2015 12:24 am

[za ewentualne literówki itp. przepraszam, ale dogorewam na migrenę]
Obecna pogoda, a raczej niepogoda nie zachęcała do niczego. Może najwyżej do zawinięcia się w najlepszy, puchaty sweter, później w kołdrę i pogrążenie się w lekturze. Niestety ze względu na zbliżające się nieuchronnie egzaminy, wszelkie opowiastki  o mężnych dziewojach i malownicze opisy drylowania ptasich trucheł musiały poczekać. Od ilości materiału, jaki Tanesha zamierzała połknąć niczym Henryk ryjówkę, powoli zaczynały jej się przegrzewać zwoje mózgowe. A być może był to wpływ kominka, stylówki na mumię i permanentnej, jesiennej chandry. Także kiedy nadarzyła się okazja nadwyrężyć nadgarstek a nie zawartość czaszki, Hanyasha nie mogła takiej wymówki przegapić. Zwłaszcza, że z list wynikało, że będzie mogła porozmawiać z Vane (oczywiście w przerwach na Petrificusy) oraz sprawdzić jak Iz sobie radzi z byciem nieporadną bułą. W kwesti męsko-damskiej oczywiście.
Brunetka przed opuszczeniem Pokoju Wspólnego zmieniła warstwy mundurka na wygodne, ciemnozielone spodnie z wąskimi nogawkami oraz ciepły, puchaty sweterek w kolorze... bordo. Planowała założyć czarny, jednakże Henryk zdążył się w niego wwiercić tak namiętnie i uporczywie, że groziło to długotrwałą szamotaniną. Tan wolała poświęcić te kilka chwil na ostatnie ogrzanie sobie przy kominku zarówno rąk jak i tyłka, po czym opuściła ciepłe progi pospiesznie przemykając przez lochy. Wzdrygnęła się przechodząc przez korytarz, ponieważ różnica temperatur między poziomem -1 "Porzućcie nadzieję Ci, którzy tu schodzicie" a poczciwym parterem, który zdawał się posiadać jako takie ogrzewanie, była całkiem pokaźna. Ślizgonka żwawymi krokami skierowała się pod drzwi wejściowe do Wielkiej Sali, omiatając szybkim spojrzeniem już zebranych uczniów. Snape, jakiś Krukon, Jasia... zacny dekolt, Gryfon, o... panienka z wróżbiarstwa..., Krukon... zaraz, zaraz. Przecież to Cromwell. Dziewczyna widząc, co odwieczny wróg ich koleżanki z dormitorium, panny Fimmel, wyczynia z jej przyjaciółką, poczuła oburzenie. A może raczej wzburzenie spowodowane kolejnym telepnięciem z zimna.
- Co to za podrywy, tfu, podrygi za moimi plecami? - wzięła się pod boki stając tuż za nimi - Proszę puścić moją własność, panie Watts. Jeszcze mi pan uszkodzi moją przepustkę do łamania regulaminu bez konsekwencji! - wymownie dźgnęła Szkota swoim długim, szczupłym palcem wskazującym w bok, zadzierając głowę by móc spojrzeć mu w twarz. Iz miała rację, rodzice musieli go hodować na jakimś GMO. Albo trzymać w kołysce z drożdży.
Posłała Krukonowi krótkie, acz ostrzegawcze, żmijkowe spojrzenie po czym przeniosła wzrok na stworzenie swojego poziomu, którego duma ucierpiała zaledwie przed kilkoma sekundami, a Hanyasha swoim zachowaniem tylko dołożyła do pieca.
- Moja droga Iz, czemu na mnie nie poczekałaś? Myślałam, że przyciągniemy razem przenośny piecyk. - westchnęła niemalże teatralnie i skrzyżowała ręce na piersiach. Nawet sweter niewiele mógł pomóc na ziąb panujący w holu, okraszony dodatkowo przeciągiem mającym swój początek w uchylonych drzwiach wyjściowych. Na Salazara i jego zimne lochy, niech oszczędzają na wszystkim, ale nie na ogrzewaniu. Koksownik na każdym skrzyżowaniu korytarzy! Już miała podzielić się tą myślą z przyjaciółką i wymusić na niej napisanie podobnego podania, kiedy przypomniała sobie, że nie stoją sami.
- Oh, wybaczcie mi to niedopatrzenie. - zwróciła się do Puchonki i towarzyszącego jej Gryfona - Z tego wszystkiego zapomniałam powiedzieć 'cześć'. - posłała im przepraszający uśmiech. Nie dało się ukryć, że Annesley raczej nie czuje się zbyt dobrze w ich towarzystwie, więc na tym postanowiła zakończyć uprzejmości i nie zadawać dziewczynie żadnych pytań. Chociaż po tym, co Claire opowiadała na wróżbiarstwie miała ich co najmniej kilka.
- Czy na liście jest ktoś ciekawy albo wart przemeblowania mu facjaty? - skierowała swoje pytanie do stojącego w pobliżu ogółu i potarła ramiona.

_________________
Zobacz profil autora
Mistrzynie Ohydki
Data przyłączenia : 26/11/2014
Liczba postów : 103
Skąd : Przyczepa za miastem

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Wto Paź 20, 2015 1:18 am

Wielka Sala była pusta. A przynajmniej takie wrażenie sprawiłaby w obecnym stanie dla przeciętnego mieszkańca zamku, bowiem zmianą rzucającą się w oczy najbardziej było bez wątpienia usunięcie czterech długich stołów przypisanych reprezentantom każdego z poszczególnych domów Hogwartu, przy których uczniowie jadali na co dzień posiłki.  Nowy wystrój pomieszczenia miał rzecz jasna na celu udostępnienie jak największej ilości miejsca na praktyczne ćwiczenie zaklęć. Oprócz jednak pozbycia się kilku zbędnych, starych mebli,  Wielka Sala otrzymała na czas zajęć kilka udogodnień o które zadbał z pomocą wysłanników Ministerstwa Magii Albus Dumbledore we własnej osobie. Wszystkie ściany oraz wyznaczone poprzez namalowane magicznie linie fragmenty twardej,  kamiennej podłogi w celu zniwelowania liczby potencjalnych uszkodzeń ciała pokryto zaklęciami wykorzystywanymi powszechnie w przemyśle miotlarskim, tworząc na ich powierzchni miękką warstwę przypominającą mugolskie materace. Jedynie stół nauczycielski, obok którego ustawionych zostało kilka skrzyń, pozostał na swoim miejscu.  Na środku sali zaś, w okręgu ustawionych zostało czternaście krzeseł spośród których  dwa zajęte były aktualnie przez  aurorów stanowiących wspomnianą w ogłoszeniu wyspecjalizowaną kadrę powołaną do prowadzenia kursu. Dwudziestoparoletni mężczyzna siedzący niemal naprzeciwko mosiężnych wrót trzymał w dłoniach plik dokumentów i upajając się ciszą, która lada chwila zostanie bezpardonowo przerwana, spokojnie  przeglądał każdą ze stron po kolei. Kilka krzeseł dalej, tyłem do drzwi miejsce zajmowała młoda kobieta, która sądząc po tym jak co jakiś czas zerkała na zegarek, nie mogła najwyraźniej znieść panującego wokół spokoju i zniecierpliwiona czekała na wybicie upragnionej 15:30.
Do rozpoczęcia kursu pozostało już zaledwie kilka minut.

_________________
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 549
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Wto Paź 20, 2015 4:38 pm

Rzadko zdarzało jej się spóźniać - musiała mieć poważny powód by wstawić się w umówione miejsce po czasie bądź krótko przed jego upływem. Zbierając to, co najważniejsze, czyli różdżkę i chusteczki do nosa, bo odrobinę męczył ją katar, ruszyła biegiem ku Wielkiej Sali, by móc w spokoju mniejszym lub większym zająć się doszkalaniem umiejętności. Co prawda nie miała dzisiaj ochoty na wielkie pojedynki czy zgryźliwe komentarze rzucane w stronę szlam czy puchonów, ale nigdy nie porzucała najmniejszej szansy na edukację.
Przed zamkniętymi drzwiami zebrało się całkiem spore towarzystwo, westchnęła z ulgą, że udało jej się nie spóźnić i już miała bliżej przyjrzeć się zgromadzonym, gdy jej oczom ukazał się ktoś, kogo obecności kompletnie się nie spodziewała. Przed oczami przeleciało jej wspomnienie sprzed miesiąca ich pocałunku na Jesiennym Balu, jego ściągnięcie spodni i przytulenia bez słów po ataku dementorów.
Gabriel Rifflesione.
Nie zastanawiając się długo, czując, jak krew zaczyna szybciej pulsować w jej żyłach szybkim krokiem podeszła do Krukona i wymierzyła mu siarczysty cios w policzek; blade policzki nabrały nienaturalnie czerwonego koloru, a w lazurowych tęczówkach na nowo zapaliły się ogniki szaleństwa.
- Gdzieś ty się podziewał?! - uniosła dłoń raz jeszcze, ale jedyne co zrobiła, to odeszła kilka kroków do tyłu, by za chwilę wrócić z powrotem na miejsce. - Jak mogłeś tak zniknąć bez słowa?! Zresztą, nieważne! Nie odzywaj się do mnie!
Miała głęboko w dupie, że gapi się na nich większość uczniów zapisanych na zajęcia. Głupi szczyl, co on sobie w ogóle wyobraża?
Tak, lekcje zdecydowanie będą gorsze niż mogła przypuszczać.
Zobacz profil autora
Phoebe Milloti
avatar
Auror
Data przyłączenia : 23/08/2015
Liczba postów : 77
Skąd : Stany Zjednoczone, Minnesota. St Cloud

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Wto Paź 20, 2015 6:19 pm

Panienka Milloti, aka najprzystojniejsza aurorka gmachu ministerstwa machała sobie nóżką. Ot tak, machała i czekała. Oraz patrzyła - na wysokie sklepienie usłane szarymi chmurami, do złudzenia przypominające listopadowe niebo.
Nieco zaintrygowana, albowiem w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart była po raz pierwszy w życiu. Jako absolwentka znamienitego Instytutu dla Czarownic w Salem nie miała wcześniej ku temu okazji. Dlatego też chętnie zgłosiła się na ochotnika dla prowadzenia zajęć w tymże przybytku, zanim ktoś przydzieli jej to zadanie karnie, czy też pod pierwszym lepszym pretekstem odesłania Amerykanczeki gdzieś, gdzie nie narobi bałaganu. Słowem - nie będzie przeszkadzać wspaniałym aurorom duszących się pod kolorowymi krawatami, pożal się Merlinie na ich wydumane poczucie wyższości.
Jednak po niej zdawało się to spływać jak po kaczce -  jak zwykle w dobrym humorze chętnie podjęła wyzwanie, tryskając dobrym humorem i optymizmem. Szczerze i niewymuszenie pokładając wielkie nadzieję, w bandzie uzdolnionych dzieciaków jakie już zapewne czekają na nich przed mosiężnymi drzwiami. Tym niecierpliwiej, czekała więc na zaproszenie ich do środka... w przeciwieństwie do Dunbara, który siedział na tym swoim krześle zupełnie obojętnie. Zaiste, świetny materiał na pedagoga nie ma co.
Kiedy w końcu wybiła upragniona godzina zero - podniosła się powoli z miejsca. Ostatni raz obdarzając spojrzeniem Pana Obojętnego (upewniwszy się, że nie chce zrobić tego za nią) uśmiechnęła się pod nosem, kierując kroki w stronę drzwi. Oraz uczniów się za nim kryjących, którzy do tej pory byli całkiem spokojni. Do tej pory.
Zdziwiona, uniosła jedną brew a potem drugą i otworzyła mosiężne wrota, chcąc ujrzeć źródło piskliwych krzyków. Jej oczom ukazała się różnorodna mieszanka przewspaniałej młodzieży, z różnych domów na co wskazywały elementy ubioru, odznaki czy też nastawienie do życia wymalowane na twarzy oraz... owa kłótliwa dziewoja, wyróżniająca się znacząco na tle spokojnych uczniów. Zmierzwiony włos, rumiane policzki i jeszcze ten błysk w oku. Milloti wkroczyła do przedsionka  i założywszy ręce na piersi, chrząknęła.
- Witam wszystkich serdecznie - rzekła, niesprawnie kryjąc rozbawienie w tęczówkach. Ach, mieć znowu siedemnaście lat... to były czasy - Zapraszam do środka, dla wszystkich starczy miejsca.
Po czym jednym machnięciem różdżki zerwała listę obecności z drzwi. Jest ich... dziesięcioro a powinno być dwanaścioro. Czyżby ktoś miał zamiar już na wstępie ich opuścić?
Krocząc pewnie, szybko, sprawnie zaprowadziła uczniów do kręgu krzeseł, przy których już czekał na nich Joshua. Śląc mu miły dla oka uśmiech, wskazała gestem by uczniowie zajęli miejsce wedle uznania, przy czym ona sama stanęła niedaleko krzeseł. Odczekawszy stosowną ilość minut, to jest do czasu zapanowania nieprzerwanej niczym ciszy, uśmiechnęła się leciutko pod nosem. Czas do pracy.
- Witam jeszcze raz. Nazywam się Pheobe Milloti i dzisiaj, razem z moim kolegą poprowadzimy z wami zajęcia z magicznej samoobrony, organizowanie na polecenie Ministra Magii i waszego dyrektora, profesora Dumbledore'a -  po czym posłała sugestywne spojrzenie w stronę Dubnara.
Wsłuchując się w monotonny monolog kolegi, zajęła miejsce koło niego patrząc z zaciekawieniem na twarze młodzików. Czuła w kościach, że to będzie cudowny dzień.
Zobacz profil autora
Joshua Dunbar
avatar
Auror
Data przyłączenia : 24/08/2015
Liczba postów : 25
Skąd : Winchester, Anglia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Wto Paź 20, 2015 7:11 pm

Dlaczego to zawsze musiało spotykać jego skromną, nierzucającą się w oczy osobę? Dlaczego mimo unikania jakiejkolwiek odpowiedzialności, najczęściej bezlitośnie spadała ona właśnie na jego strudzone ukrywaniem się przed ciężką pracy puchońskie barki? Czym zasłużył sobie na oddelegowanie do prowadzenia kursu dla cholernych, rozwrzeszczanych dzieciaków z Hogwartu? Czy Wszechświat musiał kpić z niego za każdym razem gdy młody Auror myślał, że już gorzej być nie może? Czy nie wystarczyło mu siedem lat przedzierania się z klasy do klasy gdy był jeszcze członkiem ziemniaczanej braci? Dlaczego musiał ponownie tutaj trafić? Dlaczego Hogwart? Te oraz dziesiątki innych, podobnych pytań zadawał sobie nie kto inny, a Joshua Dunbar, jeden z instruktorów Kursu Magicznej Samoobrony we własnej osobie gdy siedząc na całkiem przeciętnie wygodnym krześle gapił się w płynące pod sufitem Wielkiej Sali szare, listopadowe chmury. Wiadomość, którą otrzymał od szefa wszystkich szefów kilka tygodni wcześniej sprawiła, że początkowo miał ochotę zaszyć się gdzieś w swoim mieszkaniu udając chorego, co zresztą nie byłoby jakoś specjalnie trudne biorąc pod uwagę jego wysokie kwalifikacje w kwestii ważenia eliksirów wszelakich. Zażyłby jakiś specyfik dzięki któremu zostałby zwyczajnie odesłany na urlop, ale jego sprytne plany pokrzyżowane zostały przez Ojca, Archibalda, który gdy tylko dowiedział się o nowym zakresie obowiązków syna, zdążył przedyskutować całą sprawę z Dumbledorem, a przed tym zgrzybiałym staruchem z brodą do kolan nic tak łatwo się nie ukryje. Nie spodziewał się rzecz jasna, że usłyszawszy opis Joshui z ust jego własnego, osobistego Ojca, dyrektor Hogwartu będzie nalegał na jego usługi, ale wolał nie zachodzić mu za skórę, w obecnych czasach niektórzy mawiali, że tylko On jeden jest w stanie stanąć twarzą w twarz z Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, dlatego Joshua zakładał, że lepiej by ktoś taki darzył Cię przynajmniej nikłą sympatią. Przetrawiwszy już początkowy szok, młody Auror, wprawdzie wciąż bez większego entuzjazmu postanowił wywiązać się z powierzonego zadania. W ostateczności cóż bowiem może być aż tak bardzo irytującego w nauczeniu kilku młodzików jakichś zaklęć obronnych? Zapewne nic. Wystarczy, że zaprezentuje im kilka formułek i poleci ciskanie nimi w siebie nawzajem a sam zasiądzie w jakimś wygodnym fotelu i nie będzie musiał nawet jakoś specjalnie zwracać na nich uwagi, prawda? To mogłoby być nawet całkiem przyjemne zadanie. Tak, oczywiście, że mogłoby, ale przecież nasz kochaniutki wszechświat posiadał w zanadrzu jeszcze kilka miłych niespodzianek i tylko czekał aż Joshua wreszcie pogodzi się ze swoim nieszczęśliwym losem, by rzucić mu pod nogi kolejną kłodę, w tym przypadku najwyraźniej klonową. Phoebe Milloti siedziała naprzeciw niego w Wielkiej Sali i w niebywale irytujący sposób machała swoją, podobno zgrabną nóżką. Czy naprawdę nie mógł to być jakiś mężczyzna? Jakiś zwykły Auror, który ma mniejszą skłonność do brutalnego przemeblowywania otoczenia i nie rzuca co pięć sekund jakimś żartem a zamiast tego wysłuchuje Twoich słów ze spokojem? Czy naprawdę prosił o tak wiele? Kilka minut przed oficjalnym rozpoczęciem kursu, Joshua próbując nie zwracać na kobietę uwagi zagłębił się w ponownej lekturze akt poszczególnych uczniów. Przeważali zamożni Ślizgoni, którzy mogliby sobie wynająć kilku takich Aurorów jak on do udzielania prywatnych lekcji. Zaraz po nich najliczniejszą grupę stanowili Krukoni, czyli ulubieńcy tatuśka Dunbara, Archibalda. Po dziś dzień mężczyzna pamiętał ze szczegółami szał w który wpadł jego staruszek gdy dowiedział się, że Joshua przerwał tradycje rodową i wylądował w Pucholandzie, gdzie bez wątpienia było jego miejsce. Zresztą, w ostateczności podstarzały Auror i tak dopiął swego niemal zmuszając syna do pracy w Ministerstwie. Joshue szczerze zdziwiła tak niewielka ilość Gryfonów, którzy przecież zawsze byli skłonni do walki, jednak to, że Hufflepuff reprezentowało tylko jedno dziewczę, było w jego opinii stanem zupełnie naturalnym. Gdy w końcu wybiła ta jakże mroczna godzina, Dunbar podniósł spojrzenie by odprowadzić wzrokiem niemal podskakującą ze szczęścia Pheebs i pokręcił głową z niedowierzaniem.
Jak ona to robiła, że wszystko wokół tak bardzo ją cieszyło?
Oczywiście nim koleżanka z pracy zdążyła otworzyć drzwi z zewnątrz dobiegł go już hałas przypominający wrzask jakiejś nastolatki. Zaczynała się naprawdę wybornie, nie ma co. Kilka chwil później, gdy kobieta prowadziła za sobą kolorową plejadę gwiazd Hogwartu, Joshua -ubrany dla odmiany w schludną aczkolwiek wyblakłą, brązową koszulę - zlustrował ich po kolei i poczekał aż zajmą miejsca. Po tym jak Pheebs przedstawiła się nastolatkom i zamilkła siadając niestety tuż obok niego, Dunbar czuł wyraźnie, że oto właśnie przyszedł jego czas by wykazać się talentem pedagogicznym, którego nie posiadał ani za grosz, w przeciwieństwie choćby do takiego Halla. Kości zostały rzucone(dosłownie kochani).
-Witam wszystkich zgromadzonych na Kursie Magicznej Samoobrony, nazywam się Joshua Dunbar i tak jak już wspomniała moja urocza koleżanka poprowadzimy dziś dla was, miejmy nadzieję, niezwykle owocne zajęcia - powiedział powoli, zastanawiając się czy aby na pewno dobrze się zaprezentował, może nie powinien był powtarzać tego o czym już wspomniała Pheebs? Zdziwiony tym, że w ogóle go to obchodzi mimowolnie zmarszczył brwi, co zamaskował szybkim spojrzeniem w trzymany w dłoni konspekt zajęć.
- Zanim wprowadzę was w szczegóły, przedstawcie się po kolei... chciałbym też usłyszeć dlaczego zdecydowaliście się tutaj dziś pojawić - rzekł monotonnym głosem i machnął zachęcającą dłonią do najbliższego ucznia choć tak naprawdę miał głęboko w nosie ich pobudki, ale jako człowiek względnie poukładany zamierzał przynajmniej w pewnym stopniu trzymać się wytycznych Ministerstwa. Czekając na odpowiedzi wyjął z kieszeni nieco pogniecione, magiczne pióro przy użyciu którego planował niejako sprawdzić obecność.

Czas na odpowiedź - 22 Października, godz. 22:22 :)
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 02/09/2015
Liczba postów : 338
Skąd : Galway, Irlandia

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   Wto Paź 20, 2015 7:56 pm

Odetchnęła cicho. Znajome twarze, nieco więcej, niż przewidywała. To z jednej strony poddawało w wątpliwość jej zdolność czytania ze zrozumieniem, z drugiej jednak było w efekcie miłą niespodzianką. Taką, która sprawiła nawet, że panienka Claire uśmiechnęła się lekko do każdego z przybyłych - a przynajmniej każdego z tych, których znała - i nieco odprężyła. W porządku, nie będzie sama. Upokorzenie, jakiego dozna, nie będzie przez to wprawdzie łatwiejsze do zniesienia, ale... Wiecie, przyjaciele. Przyjaciele. Annesley rzadko kiedy się na nich zawodziła, teraz więc miała pełne prawo ufać, że w obliczu ślizgońskiej arogancji - ta była przecież bardziej niż pewna - przynajmniej oni jej pozostaną i darują sobie złośliwości.
- Cześć, Riaan. W porządku? W porządku byłoby wtedy, gdybym mogła po prostu udać, że te wszystkie umiejętności ofensywno-defensywne nie są mi potrzebne - odpowiedziała jednak Gryfonowi, nie kryjąc wcale, że wolałaby być w zupełnie innym miejscu. I najpewniej z zupełnie kim innym, nie umniejszając tutejszemu towarzystwu. - Darcy, mój brat, uparł się jednak, że muszę popracować nad tym, co mi nie wychodzi, więc no... Jestem. - Wzruszyła ramionami z rezygnacją. Wszyscy wiedzieli, że Klara nie umie się braciom postawić, nie wtedy, kiedy ci uprą się do granic możliwości.
Kolejne uśmiechy były przeznaczone kolejno dla Isabelle (do tej Puchonka uśmiechnęła się naprawdę promiennie i nie uściskała jej tylko dlatego, by nie psuć z premedytacją jej ślizgońskiej renomy) i Bena (w tym przypadku wiadomo - relacja C&B to sprawa złożona, obecnie skutkująca uśmiechami pełnymi ciepła i, od święta, nieco większą porcją niezobowiązujących, przyzwoitych - przynajmniej ze strony Annesley - czułości), na koniec zaś dla prowadzących. Niby jeszcze nie zasłużyli, ale Irlandka miała to do siebie, że sympatyczną była bez przyczyny.
Wchodząc do środka, ponownie zatrzymała się w otoczeniu uczniów znajomych, by jednak, zupełnie niespodziewanie, do odpowiedzi wyrwać się pierwszą. Raz, że alfabetycznie tak właściwie pasowało, a dwa, że... Chyba po prostu chciała to mieć z głowy. I może - może - uaktywnił jej się trochę tryb prymuski. Bo była w końcu Annesleyówną, nie?
- Claire Annesley - przedstawiła się więc i pomachała ręką, by zwrócić na siebie uwagę. Ostatecznie wystąpiła też krok do przodu. Tylko jeden. Tak, by bliskość znajomych dodawała jej otuchy. - Chciałabym uczestniczyć w kursie bo... Bo chyba najwyższy czas, żebym popracowała nad swoimi brakami. - Wzruszyła lekko ramionami. Nie zamierzała sięgać po najbardziej zgodne z rzeczywistością wyjaśnienie udziału Darcy'ego, postanawiając ograniczyć się do... półprawdy, powiedzmy. - Zmiana nauczyciela to podobno czasem dobre rozwiązanie, a że po sześciu latach edukacji nadal jestem przypadkiem beznadziejnym jeśli chodzi o, hm, bardziej odważne zaklęcia... - Samokrytyka? Czemu nie. Zawsze lepiej postawić sprawę jasno, żeby nikt się potem nie zdziwił. - ...to może to będzie sposób, żeby coś z tym zrobić. Chcę się uczyć, więc jestem.
Westchnęła cicho. Nie lubiła podobnych wystąpień, naprawdę nie lubiła.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]   

 

Wielka Sala [Kurs Magicznej Samoobrony]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 12Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-