IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Kącik czytelnika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Ben Watts
Ben Watts

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:13

Czasem człowiek znosi tak wiele, że w pewnym momencie najdrobniejsza niedogodność wypełnia czarę goryczy po sam brzeg, doprowadzając do wylania się nadmiaru. Do chwili słabości, do dziecięcego narzekania i potrzeby intensywnego, czułego zainteresowania z czyjejś strony. W przypadku Bena, który w sam rdzeń jestestwa miał wdrukowaną pomoc innym, troskę o komfort oraz bezpieczeństwo każdego, kto potrzebował pomocy, pragnienie znajdowania się po drugiej stronie podobnego układu pojawiało się rzadko. Na tyle rzadko, że w większości zdawało się nie istnieć, jakby Szkot nie potrzebował do funkcjonowania czegoś takiego, jak pokazy czułości, czy przychylniejsze spojrzenie. Prawda była jednak dużo bardziej prozaiczna – Watts tej pomocy też potrzebował, tylko w większości przypadków nie pozwalał sobie, by ją otrzymywać, głęboko przekonany, że z każdą przeszkodą poradzi sobie w pojedynkę. Nie mylił się co prawda zbyt wiele, rzeczywiście potrafiąc rozwiązać spotykające go problemy, ale czasem... Czasem czara się przelewała.
Tak po prostu.
Patrząc w sufit, z najkwaśniejszą i najżałośniejszą miną świata, Krukon szybko zaczął żałować, że nie wyszedł z pokoju, kiedy tylko zdał sobie sprawę z dodatkowej obecności – zaoszczędziłoby mu to robienia z siebie ofiary, marudzenia na system szkolnictwa i ogólnie pojętego narzekactwa, którego przecież nikt nie lubił słuchać. Szczególnie, że miał w tej chwili do czynienia z Claire – a doskonale pamiętał, że jeszcze całkiem niedawno ich role były zupełnie inne i to on zapewniał jej wsparcie w chwili słabości. Tak przecież powinno być, to mężczyzna winien zajmować stanowisko twardej i pewnej podpory. Tak też chciał, żeby go postrzegano, jako coś solidnego i pewnego, czego nie przewróci byle podmuch, a jednak rzeczywistość nie chciała się ugiąć do woli Bena i zmienić wedle jego widzimisię. Powinien później dziękować wszystkim siłom, że to właśnie na panienkę Annesley trafił w Kąciku Czytelnika, a nie na kogoś innego, gdy mimo czającego się w kącikach ust uśmiechu, rozłożyła zachęcająco ręce. Wahał się tylko drobną, króciutką chwilę, z napięciem wyraźnie widocznym na twarzy przysuwając się bliżej i obejmując ramionami sylwetkę Puchonki. Może nieco za mocno, zbyt desperacko, ale nie potrafił o to dbać, opierając czoło tuż obok zagłębienia między szyją a obojczykiem dziewczyny. Wraz z pierwszym wdechem pachnącym czymś słodkim, co nie dusiło, a przyjemnie łaskotało w nos, Ben przymknął powieki, nie mając najmniejszej ochoty ruszać się z tego miejsca. Ani zaraz, ani później, ani najlepiej nigdy. Z błogością rozlewającą się ciepłem od miejsc, których dotykało ciało Claire, ciężko byłoby konkurować w tej chwili jakiemukolwiek innemu odczuciu – przynajmniej dopóki panna Annesley nie dotknęła krukońskiej głowy, podnosząc na karku Wattsa fale przyjemnych, głębokich dreszczy, które radośnie zaczęły spływać wzdłuż jego kręgosłupa. Pan prefekt Ravenclawu rozpływał się więc mimowolnie w irlandzkich rączkach, aktualnie przyjmując rolę ni mniej ni więcej, a rozleniwionej puchatej kulki w rozmiarze xxl.
Na sugestię Claire, że być może ma za dużo na głowie, Ben najpierw mruknął, a potem chciał pokręcić głową, co w obecnej pozycji nie mogło się udać.
- Nie mogę – odpowiedział więc, bardziej do szyi Puchonki, niż do niej samej, wzdychając na końcu. - Daję radę. Tylko dzisiaj za dużo – próbował wyjaśnić, choć nie było to żadnym prawdziwym argumentem. Bo tak po prawdzie, to co takiego Watts miał na głowie? Normalną szkołę, trochę pomocy nauczycielom i obchody z racji funkcji prefekta, zajęcia z magii niewerbalnej, indywidualne korepetycje z legilimencji u Rowana, czarną magię z Porunn... I jeszcze zakon. To chyba nie było dużo? Przecież wszystko rozkładało się w czasie.
Claire Annesley
Claire Annesley

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:13

Choć to ona była tu udzielającą pomocy potrzebującemu Benowi, a nie na odwrót, posiadanie Krukona tak blisko także dla niej okazało się być nie tylko przyjemne, ale jakby dotąd brakujące. Nie miała wprawdzie problemu z funkcjonowaniem, bez tego spotkania zrealizowałaby zapewne wszystko, co sobie zaplanowała, ale teraz, dzieląc się ze Szkotem wszystkimi swoimi pokładami ciepła, czuła się lepiej niż jeszcze przed chwilą. Stwierdzenie, że teraz była na swoim miejscu byłoby może nieco zbyt odważne i przesadzone, tym niemniej błogość, jaka wkradła się niepostrzeżenie wraz z objęciem Bena i krótkim cmoknięciem go w skroń, sugerowała, że odsunięcie się od siebie znowu może być dziwnie trudne.
Teraz jednak nikt odsuwać im się nie kazał. Nauka mogła jeszcze poczekać, podręczniki mogły potęsknić sobie z powierzchni stolika czy półki. Claire zapadła się więc tylko głębiej w przyjemną miękkość kanapy i przymknęła oczy. Wzrok nie był w końcu do rozmowy potrzebny, a przemęczone zbyt długim czytaniem oczy z pewnością nie pogardzą odrobiną odpoczynku.
- Tylko dzisiaj - powtórzyła słowa Bena mrucząc je cicho. Pozorna ugodowość nie powinna nikogo zmylić - Annesley nie uwierzyła w zapewnienia Wattsa, nie uwierzyła, bo po prostu go znała. Nie poddawała w wątpliwość jego zdolności radzenia sobie ze wszystkim - na Merlina, to oczywiste, że sobie radził, zazwyczaj tak dobrze, że naprawdę było mu czego zazdrościć. Nie mogła, po prostu nie mogła jednak dać wiary, że Krukon rzeczywiście swoje dni planował rozsądnie, naprawdę nie biorąc na siebie więcej niż był w stanie udźwignąć. Jasne, na co dzień może i faktycznie nie działo się nic alarmującego, ale przeciążenie poznawało się po tym, że kiedyś solidne fundamenty napiętego grafiku rozsypywały się, a wraz z nimi także ludzka wytrzymałość. Claire wiedziała, że ma rację, była w końcu ekspertką w podobnych sprawach, czyż nie? Niereformowalną, racja - wytknięcie jej udzielania rad, do których sama się nie stosuje nie byłoby bezpodstawne - ale jednak ekspertką. I choć sama stale zadzierała noska, uważając, że nie może robić mniej - po prostu nie, przecież wszystko musi, jakby nie musiała to by nie robiła, nie? - to nijak nie przeszkadzało jej to w łagodnym pouczaniu przyjaciela. Bo w końcu ktoś musiał.
- Wiesz, że będę upierać się przy swoim. - Ostatecznie rezygnując z jakiegoś bardziej dobitnego tonu, ograniczyła się do cichego, ale i tak wystarczająco zrozumiałego pomruku.  - Prefekci może i mają dawać przykład, ale raczej nie w dziedzinie wykańczania się przed trzydziestką.
Tymczasem dłoń dziewczęcia nieustannie wędrowała po wytyczonej trasie. Opuszki palców prześlizgiwały się bez pośpiechu po krótko ściętych włosach Krukona i spełzały delikatnie na chłopięcy kark, by dopiero tam zawrócić do linii startu. Monotonny ruch - Claire szczerze wierzyła, że Benowi w jakikolwiek sposób pomoże - prędko pogłębił stan błogości ogarniającej samą Puchonkę, sprawiając, że wizja powrotu do książki stawała się coraz trudniejsza. Uzmysłowiwszy to sobie dziewczę niechętnie otworzyło oczy i zerknęło na przyjaciela.
- Poza tym nawet uznając, że tryb życia odbija się na tobie tylko sporadycznie, ot, kilka dni podobnych do dzisiejszego... Nie zawsze będę mogła ci pomóc - stwierdziła prędzej niż przemyślała sprawę. Bo wiecie, to mimo wszystko było mocno aroganckie sądzić, że jest jedyną, która może wyciągnąć Bena z jeziorka dolegliwości, w które wpadł w zasadzie na własne życzenie. Przecież... No... Pamiętajmy, że Watts nie był jej. Nie w tym sensie, który usprawiedliwiałby podobne przekonanie o swojej wartości. Uzmysłowiwszy więc sobie swe słowne potknięcie Annesley sapnęła cicho i zarumieniła się lekko. Bardzo, naprawdę bardzo chciałaby cofnąć ten moment i wypowiedzieć się jakoś inaczej. Co raz powiedziane już się jednak nieodpowie, stąd pozostało jej tylko dokończyć myśl i nie zdradzić się ze swym chwilowym zawstydzeniem ani jednym drgnieniem gładzącej Krukona dłoni. - Dzisiaj też zresztą nie mogę. Nie zbyt długo. Muszę się uczyć.
Ben Watts
Ben Watts

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:14

Za drobne cuda należało być wdzięcznym, należało przyjmować je z namaszczeniem i całą otoczką uwielbienia, na jaką zasługiwały. Takim drobnym cudem, w aktualnym rozumowaniu otępionego dyskomfortem bólu głowy Krukona, była właśnie panna Annesley. Annesley ze swoimi miękkimi, ciepłymi ramionami, przyjemnym głosem, głaszcząca go po głowie w ten sposób, który... Nawet nie umiałby tego ubrać w słowa. Czemu to miało być jednak takie ważne? Bo Watts, ten potężnie zbudowany wielkolud, człowiek o powierzchowności raczej chłodnej i powściągliwej w pierwszym kontakcie, dla niektórych ucieleśnienie papieru ściernego i gangreny w jednym, uwielbiał, kiedy dotykało się jego włosów – szczególnie w rejonie potylicy i karku. Z lubującego się w panowaniu nad sytuacją dominanta zmieniał się w puchatego kociaka, jeśli tylko ktoś umiejętnie wykorzystywał ten fakt. A przekonać się o tym Ben miał okazję raz, podczas jednego z pierwszych zbliżeń z dziewczyną i choć dostarczyło mu to nowej, przydatnej wiedzy o samym sobie, zasiało też drobne ziarno niepokoju. Pozwolić komuś przejąć wodze? Stopić się i na chwilę o wszystkim zapomnieć? Nie było nawet o tym mowy, na pewno nie przy kimś, komu Szkot w pełni nie ufał, dlatego w każdej kolejnej, podobnej sytuacji upewniał się, że damska dłoń nagle nie sięgnie tam, gdzie nie powinna. Działało. A potem nagle pojawiła się Claire i nie pytając o pozwolenie, wzięła co chciała, korzystając z chwilowego odsłonięcia. Choć w pierwszej chwili bezwiednie drgnął, Watts nie zamierzał z tym walczyć – to była przecież Klara, ciepła, dobra Klara, przy której Tiara wcale nie pomyliła się z wyborem domu, jak to czasem lubił komentować. Przy niej mógł na chwilę opuścić front niewzruszonej skały i nie dostać rykoszetem.
Znowu, gdzieś przez tę mgłę błogości, Ben zaczynał sobie przypominać, dlaczego kiedyś chciał móc nazywać Annesleyównę swoją – tylko czy aby na pewno dokładnie i skutecznie pogrzebał te myśli? Na razie odsunął ten problem na bok, nie mając najmniejszej ochoty rozmyślać nad czymś tak problematycznym w obecnym stanie. Jedynym, co z całą pewnością chciał teraz osiągnąć, było utrzymanie Puchonki na miejscu, nie pozwolenie jej nigdzie uciec, póki Watts nie stwierdzi, że został wystarczająco wytulony i wygłaskany, by mieć zapas na kolejne kilka miesięcy posuchy. Tak. To był dobry plan.
Słuchając Claire trochę jednym uchem, Krukon skupiał się na równym, cichym echu łup, łup, przez zmrużone powieki leniwie obserwował drgania pulsu na jasnej szyi.
- Mhm – mruknął tylko w odpowiedzi na jej słowa, bo usłyszał coś o prefektach, ale cały sens tej wypowiedzi umknął w przestrzeń. Dziewczyna nie miała w zwyczaju mówić głupot, wpisując się tym świetnie w model idealnego kandydata na ucznia domu Roweny, więc Watts zakładał, że może jej w ciemno przytaknąć. Zdecydowanie ważniejsza wciąż była ta wędrująca w górę i w dół dłoń, przeczesująca krótkie, jasne kosmyki, muskająca kark oraz szyję. To i nagła myśl, że Ben nie chciał, by jakikolwiek inny przedstawiciel rodzaju męskiego mógł znaleźć się na jego miejscu.
Ale to były mrzonki. Majaki i podszepty obolałego umysłu, bo nie mógł znów próbować ziścić tego samego głupstwa. Nawet jeśli bardzo, ale to bardzo miał teraz ochotę przycisnąć usta do szyi Annesleyówny.
Uczyć się. Ben chyba pierwszy raz w życiu tak nienawidził tej frazy.
- Nie musisz. Nie macie testu – mruknął, mocniej zaciskając ramiona na talii Irlandki. Nie na tyle mocno, by zaczęło być jej niewygodnie, a dokładnie tyle, żeby to zauważyła. - Wagaruj ze mną.
Claire Annesley
Claire Annesley

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:16

Było wiele rzeczy, o których nie wiedziała. Pomijając już jakieś oczywiste prawdy dotyczące życia, wszechświata i całej reszty, których miała prawo nie znać, jej niewiedza w zaskakująco dużej mierze dotyczyła także własnych bliskich. Mało kto zdaje sobie sprawę, że nazywając kogoś przyjacielem wciąż jeszcze możemy nie mieć pojęcia, co lubi a czego nie, co sprawia mu przyjemność a co doprowadza do szewskiej pasji. Są oczywiście takie rzeczy, których znajomość jest czymś oczywistym, naturalnym - czy słodzi herbatę, gdzie chciałby pojechać na wakacje czy jakiej cechy u innych nie znosi - pewne kwestie czasem się jednak podświadomie omija. Takim zaś wątkiem, instynktownie okrążanym w relacjach stricte przyjacielskich, był dotyk. Oczywiście, nie ma mowy o unikaniu jakiejkolwiek bliskości - człowiek ma to do siebie, że dotykany i przytulany być lubi, tego się nie przeskoczy. Chodzi raczej o analizę własnych preferencji. Każdy przecież jakieś ma, każdy przedkłada jakiś gest ponad inne, jakąś pieszczotę ceni wyżej od pozostałych. To jednak... To nie jest coś, o czym rozmawiało się z każdym. To nie jest coś, co omawiałoby się z każdym przyjacielem. Tego w zasadzie nie porusza się nawet świadomie, to przychodzi samo. Przychodzi albo nie przychodzi, bo można przecież doskonale kogoś znać, a mimo tego nie zdawać sobie sprawy, jak powinno się z nim obchodzić w kontekście fizyczności. W efekcie Klara nie miała pojęcia, w jaki sposób można dotrzeć do Bena. Kiedyś, gdy być może miała okazję się tego dowiedzieć - tego i wielu innych rzeczy, które aktualnie wciąż mogły jej umykać - lekką ręką możliwość tę odrzuciła, wykazując się przy tym całą swą oschłością i arogancją, na jaką było ją wtedy stać. Teraz zaś, po latach... Po prostu się nie złożyło. Rozsądek nie pozwalał, okoliczności nie sprzyjały. Wyrywając się więc z taką a nie inną pieszczotą Annesley nie zdawała sobie sprawy, że robi coś, czego, być może, nie powinna. Dopiero lekkie drgnięcie Wattsa sprawiło, że zawahała się, by jednak wznowić podjętą czynność gdy tylko okazało się, że Krukon nie zamierza nijak protestować. Bliskość znów stała się naturalna i tylko gdzieś w głowie Claire przestawiły się drobne trybiki.
Ben jej pozwolił. Tylko na co właściwie?
Nie zastanawiała się jednak nad tym bardziej, chyba zresztą nie umiałaby. Było jej... Na Merlina, po prostu za dobrze, tak było. Ciepło ciała przy jej boku, niezbyt przytomne przytaknięcie na słowa, których Szkot pewnie nawet nie przyswoił. Ciasne - i jeszcze ciaśniejsze w kolejnej chwili - objęcia męskich ramion niosące zupełnie niespodziewane, irracjonalne poczucie bezpieczeństwa. Na miłość boską, nie powinna interpretować tego tak... Tak, jakby to miało jakieś większe znaczenie. Jakby aspirowało do miana obietnicy, jakiejś gwarancji na przyszłość. Nie było tak przecież.
- Minus piętnaście punktów dla Ravenclawu - mruknęła jednak cicho na niecne podszepty Bena, uśmiechając się przy tym ze zdecydowanie zbyt wyraźnym rozleniwieniem.  - Nauka przed samym testem nie przynosi oczekiwanych efektów... Oczekiwanych przynajmniej przez mnie  - stwierdziła, siląc się na utrzymanie rozsądku przy sobie. A to nie było łatwe, ani trochę nie było. Nie w takim układzie. Nie, kiedy zaczęła zastanawiać się, czy aby na pewno nie mogliby tak zostać. Na godzinkę. Na dzień. Może na zawsze.
- Kompromis, Watts - rzuciła prędko, nim myśli zdążyły jej się wyprawić jeszcze dalej. Bogowie, i tak już zawędrowały za daleko i Claire nie chciała zastanawiać się nad tym, co to oznacza. Przecież... Przecież Tony i... Och, na Merlina, nie dzisiaj! Nie miała do tego głowy, zdecydowanie nie miała.
- Udostępnię ci swoje kolana, ale dasz mi czytać. - Z uporem powstrzymując się od ponownego zamknięcia oczu, zerknęła na przyjaciela i zacisnęła lekko zęby. Chęć, by wrócić do poprzedniej chwilowej beztroski, by powiercić się przez chwilę i ostatecznie wtulić mocniej w Szkota była zbyt nieoczekiwana, by Claire umiała się do niej odnieść. Musiała ją odpędzić, za broń biorąc argument o tym, że to po prostu dręcząca ją tęsknota powoduje to wszystko. Że nie chodzi o Bena, a po prostu o bliskość. Jakąkolwiek. Tak, na pewno, tak właśnie było, nie inaczej.
Ben Watts
Ben Watts

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:17

Być może popełniał dzisiaj niewybaczalny błąd. Może zostając tu i pozwalając na coś, czego powinien sobie odmówić, w jakiś sposób zapoczątkował lawinę, swobodne spadanie w ciemną, głęboką dziurę o nieznanym dnie. Może. Roztrząsając w ten sposób każdą podejmowaną decyzję, bardzo łatwo było zwariować, gubiąc się w labiryntach o tysiącu możliwych ścieżkach, w efekcie co rusz znajdując się w ślepym zaułku. By żyć, należało podejmować ryzyko, czasem decydować się na absolutnie szalone kroki.
I choć w akcie prostego przytulania nie było nic awangardowego ani szokującego, Ben czuł się trochę, jakby wykonał skok wiary prosto w przepaść. Annesley w końcu już raz dała mu do zrozumienia, że nie jest mile widziany, taka sytuacja równie dobrze mogła się powtórzyć.
Mimo obaw, mniej lub bardziej uświadamianych, nie zapowiadało się, by to nieoczekiwane spotkanie dążyło do nieprzyjemnego końca. Watts byłby całkiem kontent, gdyby nie musiał się w najbliższym czasie przemieszczać ani zbyt intensywnie myśleć, choć traktowany jak ktoś ważny i chciany trochę zapominał o pulsującym bólu głowy. Klara całkiem skutecznie odciągała od niego uwagę.
Krukońskie wargi wygięły się w niewielką podkówkę, gdy dziewczę nie podchwyciło sugestii, by wagarować, a zamiast tego zasugerowało minusowe punkty. Ale jak to? Przecież Ben był grzeczny i nikomu krzywdy nie robił, a że zdążył już skreślić myśl o wypracowaniu z zielarstwa, które powinien jutro oddać z resztą klasy... Przed zajęciami będzie na siebie wściekły, ale teraz jakoś nie potrafił się tym faktem przejąć.
- Perfekcjonistka – mruknął w założeniu z potępieniem, ale wyszło to bardziej... Jakby z cichym zmęczeniem podszywającym głos i nutą czegoś miękkiego, uległego. Na jego szczęście Claire zaproponowała kompromis, a nie kazała się Wattsowi wynosić – bo zrobiłby to, wstał i zabrał swoją brzydką gębę gdzie indziej, był w tej chwili niejako na jej łasce oraz niełasce. W końcu odkryła magiczny punkt na jego ciele wyłączający zapędy dominacyjne. - Zgoda – dodał po chwili, nie mając też właściwie innego wyjścia. Tak długo, jak nie zostanie zmuszony do pożegnania się z puchońskim ciepłem, Klara może nawet używać jego głowy jako podpórki na książkę.
Z głębokim pomrukiem wydobywającym się gdzieś z głębi gardła, Ben powoli i niechętnie rozplótł otaczające dziewczynę ramiona, leniwie sunąc dłońmi po jej plecach i dopiero wtedy, na samym końcu uniósł głowę. Wszędobylska rudość znów na moment zaskoczyła, ale już nie wywołała tak wyraźnej reakcji. Mrużąc oczy i mrugając, jakby wpadające przez okno światło raniło jego oczy, Krukon bardziej niż wymownie zerknął ku dziewczęcym nogom, czekając, aż usadzi się tak, by było jej wygodnie. Dopiero wtedy po krótszym lub dłuższym annesleyowym wierceniu się oraz poprawianiu pozycji, zsunął wierzchnią szatę z ramion, przesuwając się tak, by móc ułożyć głowę na udach Irlandki. Oczywiście zamiast grzecznie twarzą w kierunku drzwi, zrobił dokładnie odwrotnie, jeszcze bezczelnie opierając dłoń na jednej z nóg panny Annesley, jakby miał ku temu pełne prawo.
Claire Annesley
Claire Annesley

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:17

Perfekcjonistka? Na pewno tak, chociaż w tej konkretnej chwili naprawdę trudno było jej wytrwać w tej postawie. Choć zgoda Bena na zaproponowany kompromis z pewnością nieco to ułatwiała, już w kolejnej chwili okazało się, że jednak... Nie do końca, nie całkiem. Choć udało jej się przekonać Szkota, by ten pozwolił jej ponownie sięgnąć po książkę i usadzić się w jakiejś w miarę wygodnej pozycji, to już sposób, w jaki chłopak odsuwał się, wystawił Puchonkę na niezłą próbę. W całej swej dotychczasowej pocieszności dziewczyna mogła wydawać się niewrażliwa na pieszczoty, ale prawda była taka, że wrażliwa była bardziej niż można by się spodziewać. Mylna ocena Claire wynikać mogła co najwyżej z tego, że Annesley zawsze ustawiała się raczej w pozycji stworzenia o dziecięcej jeszcze psychice aniżeli dorastającej kobiety - z tej perspektywy trudno było sobie wyobrazić, by na dotyk mogła reagować inaczej niż tylko beztroskim chichotem. Ale mogła. Naprawdę mogła. I choć teraz wciąż trudno było dopatrywać się w bieżącej sytuacji jakichkolwiek podtekstów, to niespieszna wędrówka dłoni Bena po jej plecach sprawiła, że wzdłuż kręgosłupa Irlandki przepłynęła fala delikatnego mrowienia. A potem przecież wcale nie było lepiej - gdy powierciła się chwilę, znajdując wreszcie najwygodniejszą możliwą pozycję, Ben znów znalazł się blisko i...
- Nie za wygodnie ci? - mruknęła z rozbawieniem, za wszelką cenę starając się zagłuszyć tę jedną nutę zdradzającą, jak przyjemna była  ta zabawna teraz w gruncie rzeczy zaborczość Krukona. Naburmuszony, przegrywający z własnymi dolegliwościami chłopak zagarnął ją sobie tak, jakby rzeczywiście miał do tego pełne prawo, a Claire... Cóż, Claire musiała naprędce odwrócić od tego swoją uwagę zanim jej myśli zdominuje pytanie, czy to naprawdę byłoby takie złe i nie na miejscu. Wiecie, gdyby miał prawo, gdyby mógł...
Dosyć!
Machnięciem różdżki zawiesiła więc podręcznik w powietrzu przed swymi oczyma, otworzyła go na miejscu, w którym przedtem skończyła lekturę i odetchnęła cicho. Musiała się skoncentrować, skupić myśli na odpowiednim torze, musiała czytać, uczyć się i...
To było trudne. Naprawdę trudne, bo Krukon, świadomie lub nie, bez trudu odwracał jej uwagę od kolejnych receptur i procedur alchemicznych. Teoretycznie nic nie robiąc, w praktyce dekoncentrował ją znacznie bardziej niż mógłby to zrobić chociażby rozmową. Irlandka mimowolnie sapnęła sfrustrowana i zerknęła na wylegującego się Szkota.
- Będziesz mi musiał się za to odwdzięczyć - mruknęła cicho, starając się nie koncentrować na tym, jak wiele przyjemności dostarcza jej posiadane chłopaka tak blisko, jak cenny jest dotyk jego dłoni na jej nodze i wreszcie jak naturalnie przyszło jej podeprzeć jedną z dłoni na jego ramieniu, gładząc je przy tym odruchowo.- Nauczysz mnie patronusa?
Gdy zdała sobie sprawę, że znów wdaje się w niekoniecznie przysługujące jej pieszczoty, zatrzymała się w pół gestu. Z jednej strony najlepiej byłoby, gdyby zabrała teraz dłoń, ale, na Merlina, przecież musiała coś zrobić z rękami! Jedną zajęła już kolorową zakładką, którą obracała teraz w palcach, ale druga była problemem. Problemem, który w efekcie musiał pozostać na wattsowym ramieniu, problemem siłą powstrzymywanym od dalszych wędrówek w tę i z powrotem.
Ben Watts
Ben Watts

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:18

Gdyby był w tej sytuacji nieco bardziej przytomny, Ben może skojarzyłby, że to co robił, nie do końca mu przysługiwało. Przyjaźń przyjaźnią, szczególnie ten jej rodzaj, który winien wyglądać dużo ostrożniej, ale Krukon przekraczał dzisiaj wszelkie granice dobrego wychowania. Brał, nie pytając o pozwolenie, zadawał niepotrzebne pytania i jeszcze w tym wszystkim odciągał Claire od obowiązków, jakie sobie narzuciła i chciała wykonać. Bezczelność, po prostu bezczelność. Ciocia Arturia zapewne pokręciłaby głową, cmokając w ten specyficzny sposób, który wyrażał dezaprobatę dużo skuteczniej niż przeganianie miotłą. Tylko, że panna Annesley, zamiast się obrażać i posyłać Bena do wszystkich diabłów, przyzwalała na wszystko, otwierając z uśmiechem ramiona. Gdyby nie obiecał sobie, że po jednej porażce na tym polu zostawi ją w spokoju, Watts mógłby przysiąc, że jeszcze raz, od nowa wkraczał na ścieżkę ku zakochaniu. Tylko, że nie mógł, bo choć Klara tak chętnie dawała mu swoją uwagę i ciepło, do tej jednej rzeczy nie miał żadnego prawa. A to w jakiś pokręcony sposób potęgowany przez abstrakcje płynące przez dudniącą głowę, zwyczajnie bolało, pobudzając do życia zielone płomyki zazdrości czającej się w trzewiach. Zazdrości o mężczyznę bez twarzy, którego jeszcze nie było, a który kiedyś da Puchonce szczęście i swoje nazwisko.
Zduszając w tyle gardła dźwięk niezadowolenia, Ben tym bardziej zaborczo zajął oddane mu miejsce na annesleyowych kolanach, z niemałym wysiłkiem zmuszając się, by nie zaciskać palców dłoni leżącej na jej udzie. Kombinacja bólu głowy i nagłe pojawienie się niechcianych, niepotrzebnych do niczego myśli zajeżały Krukona, potęgując jego wcześniejszą marudność.
Nie odpowiedział na rozbawiony komentarz, patrząc prosto przed siebie, jakby koniecznie chciał teraz policzyć wszystkie fałdy i zgięcia materiału dziewczęcego mundurka. W tej ciszy, nieoczekiwanej bliskości i dotyku było mu zwyczajnie dobrze, zbyt dobrze, do tego stopnia, że mignęło mu w myślach ostrzeżenie o rychłej katastrofie. Bo tak to już zwykle bywało w wattsowym życiu – za garść dobroci i szczęścia musiał później zapłacić bolesnym, długim batożeniem.
Z niewielką zmarszczką między brwiami, Szkot wreszcie odetchnął, zamykając oczy. Nie miał teraz siły wyrywać się spod zaklęcia chwilowego ciepła i troski, gotów ponieść jakąkolwiek karę za tą możliwość wytchnienia oraz odpoczynku.
Dalsze słowa Claire sprawiły, że Watts przekrzywił nieco głowę, odrywając się od procesu wylegiwania i spojrzał w górę na dziewczynę. Może to jego wyobraźnia, może podszepty otumanionego bliskością mózgu lub odpowiednio padające promienie słońca, ale była w tym momencie tak śliczna, że nie chciał patrzeć na nic innego. Miał przerąbane. Znowu. I to na własne życzenie, bo zamiast wstać, uciec i odmówić indywidualnej nauce, Szkot uśmiechnął się lekko, mówiąc jak gdyby nigdy nic:
- Jasne. Skoro masz we mnie taką wiarę, że potrafię czegoś nauczyć.
Claire Annesley
Claire Annesley

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:19

Gdy uporczywe próby znalezienia kolejnych słów, jakiegoś nowego tematu mogącego odwrócić jej uwagę od niepotrzebnych myśli spaliły na panewce, Claire westchnęła cicho i pokręciła głową z rezygnacją. Pytanie o patronusa było ostatnim, jakie potrafiła jeszcze w miarę naturalnie zadać - potem zwyczajnie brakło jej umiejętności podtrzymania rozmowy. Działo się coś dziwnego, coś zastanawiającego. I w  Rudej Annie, i  teraz tutaj miejsce rozsądnego, ostrożnego dystansu zajęła nieoczekiwana bliskość, a rozważne, świadome ograniczanie się do kontaktów stricte przyjacielskich w jakiś sposób rozmyło się, uciekając teraz podobnie jednoznacznym określeniom. Na miejsce niegdysiejszego zdecydowania wkradły się wątpliwości, a swego czasu oczywista decyzja teraz zaczynała stawać pod znakiem zapytania. A że przy tym wszystkim wciąż przewijały się jeszcze inne nazwiska - Gallagherów chociażby - nie powinno dziwić, że obecna sytuacja przyprawiła o tępe pulsowanie w głowie także Claire. 
- Oczywiście, że potrafisz - stwierdziła więc z uporem, kończąc ten jedyny prosty, pozbawiony drugiego dna temat. - Co więcej, jestem przekonana, że zrobisz to lepiej niż Hall. - Uniosła znacząco brwi. Nie miała nic do Alexa - bo przecież prywatnie tak właśnie się do niego zwracała - ale Ben to Ben. Ambitny i zdolny. Jeśli miała wierzyć w czyjekolwiek zdolności do przekazywania wiedzy, to z pewnością w Wattsa, koniec, kropka.
Wiara ta jednak nie mogła niczego ułatwić w relacjach nieco mniej... sformalizowanych, powiedzmy. Czyli takich, jak teraz. Takich, kiedy do puchońskiego rozumku zaczęło powoli docierać, że chyba pozwolili sobie na nieco zbyt wiele - i że zrobili tak naturalnie, tak zupełnie bez zastanowienia, że to mogło zastanawiać. I zastanawiało, co więcej - wprowadzało pewien dyskomfort. Nie było mowy o tym, by Klara czuła się teraz źle - wręcz przeciwnie - mimo tego specyficzny odcień odbieranych bodźców musiał wstrząsnąć nieco jej dotychczasowymi przekonaniami. Na przykład tymi, że poza starszym Gallagherem nie miała w swym otoczeniu żadnego innego mężczyzny, na którego mogłaby tak patrzeć i przy którym mogłaby tak się czuć. Tak - albo nawet lepiej?
Gdy tylko jej myśli ponownie zboczyły na niepożądane w tym momencie tory, Annesley z premedytacją wbiła uparte spojrzenie w linijki tekstu i powoli, bardzo, bardzo powoli przypomniała sobie, w jaki sposób się czyta, jak się uczy i przyswaja wiedzę. Początkowo trudne zadanie stopniowo stawało się nieco przystępniejsze w wykonaniu i w efekcie po kilku chwilach niezakłóconej rozmową ciszy Irlandka rzeczywiście zajęła się wreszcie tym, czym powinna. I w sumie szło jej całkiem nieźle, z cichym szelestem przerzucała czytane prędko stronice - zacinając się dopiero w chwili, gdy coś się zmieniło. Z Benem. Znowu.
Zasypiał. Chyba. To w sumie nic zaskakującego, w aurze podobnego niezmąconego niczym spokoju Morfeusz każdego by przecież przygarnął tak, jak Bena. Spoglądając na powoli łagodniejące rysy Szkota z uwagą, Claire potrzebowała ledwie jednej chwili na to, by uśmiechnąć się czule i kolejnej, by z drobnym wahaniem sięgnąć dłonią twarzy przyjaciela. Ostrożnie, bardzo ostrożnie obrysowała palcami linię jego żuchwy, zbiegła po szyi by potem znów wrócić do ramienia, które pogładziła troskliwie, delikatnie. A potem... Spinając się nieco wróciła spojrzeniem do przymkniętych oczu chłopaka, do unoszącej się równomiernie klatki piersiowej. Spał, prawda? Musiał spać. Na Merlina, musiał, bo gdyby było inaczej, to Claire właśnie... Właśnie zrobiłaby coś, z czego musiałaby się wytłumaczyć. A tego przecież nie umiała, nie potrafiłaby wyjaśnić. I czułaby się źle. Nieswojo. Po raz kolejny.
Ben Watts
Ben Watts

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptyWto 29 Mar 2016, 22:19

Czyjaś wiara w twoje umiejętności, wyrażona w sposób tak lekki i pewny, potrafi podbudować i wyciągnąć na usta uśmiech. Więcej, potrafi rozgrzać serce oraz musnąć policzki delikatnym rumieńcem wstydu. Patrząc na Claire z tego nieco dziwnego, krzywego kąta, Watts przełknął mocniej ślinę, gdy żarliwie zapewniała, że z pewnością będzie dla niej dobrym nauczycielem – on sam miał co do tego wątpliwości, wiedząc, jak potrafił reagować przy osobach, które czegoś nie pojmowały w lot. Robił się poirytowany i wywracał oczami, mamrocząc z ciężkim, szkockim akcentem zniekształcającym słowa tak, by nikt nie zrozumiał, iż Krukon wyzywa go od tępych gumochłonów. Złośliwi mogliby twierdzić, że domowa przynależność zobowiązywała i zapewne mieliby w przypadku Bena rację – był tak głęboko zakorzeniony w ideałach krzewionych przez Rowenę Ravenclaw, że choć Tiara rozważała umieszczenie go w Slytherinie, szybko okazałoby się to błędem. Tylko z tą szeroko pojętą tolerancją miewał lekki problem, gdy ktoś nie wykazywał się odpowiednią lotnością umysłu.
Gdy więc Annesleyówna stwierdziła, że poradzi sobie z tym zadaniem lepiej od Halla, mimowolnie przygryzł lekko dolną wargę, czując ciężar jej oczekiwań. A jeśli nijak mu to nie wyjdzie i nie będzie w stanie przekazać niczego? Może jeszcze nie było zbyt późno, by się wycofać? Klamka już jednak zapadła i Ben nie miał innego wyjścia, jak chociaż spróbować – przynajmniej jednego był pewien, przygotuje się do tych zajęć, dokładnie obkuje z teorii i rozplanuje zadania. Ale to później, kiedy nie będzie miał ochoty walić głową w ścianę, bo teraz... Teraz była Claire wraz z całym pakietem dobroci.
Szkot odetchnął cicho, przestając przyglądać się twarzy Puchonki i przekręcił głowę, by ponownie przytulić policzek do jej uda. Zamknięcie oczu stanowiło tylko formalność, coś co przyszło samo z siebie, coś absolutnie naturalnego. Przez gęstą mgłę gdzieś na pograniczu między snem a jawą, Benowi przez moment wydawało się, że czuje dotyk na twarzy – był jednak zbyt ociężały, zbyt zmęczony wszystkim, co się działo dookoła, by sprawdzać ten fakt. Zapewne tylko mu się śniło.


[z/t x2]
Noah Sanders
Noah Sanders

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 EmptySob 05 Sty 2019, 18:32

Noah postanowił odwiedzić wszystkie zapomniane przez niego miejsca, które zwiedził jako uczeń Gryffindoru. Chociaż nie należał do osób wścibiających nos tam, gdzie nie powinno się – ciekawość poszukiwacza przygód była jedną z licznych domen nauczyciela. Raźnym krokiem wkroczył do schludnego i niezwykle przytulnego kącika czytelniczego, w którym spędził wiele godzin nauki podczas prywatnych korepetycji od Jessici. Wystarczyło tylko, że otworzył szerzej drzwi i zapach nieco zakurzonych książek dotarł do jego nozdrzy, aby przypomniał sobie purpurową twarz puchatej Krukonki, która w złości po raz trzeci tłumaczyła młodemu trzecioklaście różnicę między jakimiś – mało istotnymi wówczas – detalami z eliksirów.
Kiedy tylko rozejrzał się po pomieszczeniu odczuł przemożoną chęć sięgnięcia po pozycje, które były wówczas dla niego tajemnicą niczym czarna magia – niebezpieczna, niedostępna i jakże kusząca tych, co pragnęli potęgi. Noah wypuścił ciężkie powietrze z płuc, jakby pozbywając się nieprzyjemnych wspomnień, a na jego ostro zarysowanej twarzy pojawił zabłąkany uśmiech zamyślenia.
Wszedł do środka, zamykając za sobą dębowe skrzydło drzwi tak cicho, jak potrafił aby nie zaburzać w żaden sposób nostalgicznej atmosfery tego miejsca. W następnej chwili znajdował się już przed regałami, sięgając wielką księgę dotyczącą historii Londyńskiego Ministerstwa Magii i gładząc grzbiet, rozsiadł się wygodnie na wysłużonej latami kanapie.

Nie straciła swojej przytulności... – myśli same błąkały się po głowie nauczyciela, który otworzył okładkę księgi i mozolnie zaczął wczytywać się w jej treść.
Sponsored content

Kącik czytelnika - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Kącik czytelnika   Kącik czytelnika - Page 3 Empty

 

Kącik czytelnika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Wieże
-