IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Nevan Atsummerled
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie 12 Sie 2018, 19:48

Wszystko szło świetnie i pięknie, do momentu aż bańka nie pękła. Jak to źle? Być może źle zaakcentował jedną głoskę, ale żeby tak od razu "źle"? No proszę, ktoś tu chyba nie lubił improwizacji. Poczuł się jednak jak beztalencie a jego motywacja oklapła - żeby tak po prostu uznać że jest "źle"? Nie mógł chociaż powiedzieć mu co dokładnie było nie tak? Naburmuszył się. To na pewno nie jego wina, to kwestia źle napisanej ballady, a Puchon za swoje niepowodzenia wyżywa się na nim, mimo że wszystko zrobił dobrze. To on tu się wysila, wkłada całe serce i potęgę swego głosu w to co robi, a Gard tylko bawi się w Toma Cruise'a. Siedzi i nic tylko po cichu go osądza. Nagle tknęła go myśl. Pierwszy przebłysk inteligencji?
- Umphf. Tak jak sądziłem - powiedział w końcu. Ziewnął przeciągle, a jego radosny, zmotywowany do działania, jeszcze przed chwilą, wzrok zmienił się w puste, pozbawione czegokolwiek spojrzenie. Lekko pogardliwe i odpychające. To nie rozmówcą gardził, tylko zaistniałą sytuacją a najbardziej - samym sobą. Dotarło bowiem do niego że to nie tak, że jest takim wybitnym śpiewakiem. Potrzebował chwili, jednakże nagle go olśniło. To nie podziw z jego strony sprawił że spadł z krzesła. Jego zbolała mina wcale nie świadczyła o tym, że Gryfon popełnił mały błąd. Prawdopodobnie było tragicznie. Sytuacja wyglądała trochę jakby ktoś zabrał dziecku cukierka. Tylko że zamiast dziecka...no dobra, psychicznie Atsu był dzieciakiem. Aczkolwiek zamiast cukierka były marzenia o swoich muzycznych podbojach i względach pewnej niewielkiej niewiasty. Zorientował się że właśnie poświęcił swój czas i zaangażowanie mimo że prawdopodobnie tylko się poniżał, niczym Puchoni na boisku Quidditcha. Przełożyło się to na pewnego rodzaju irytację wobec obecnego tu kolegi, bowiem nie powiedział mu czegoś, co na pewno zauważył od początku.
- Nie mam żadnego talentu do muzyki, prawda? - spytał a jego dziecięcy, derpowaty głos odszedł w niepamięć, pozostawiając znacznie chłodniejszą, lekko ochrypłą wersję basu którym dysponował. Właśnie zdzierał tu gardło bez sensu. Całkowicie bez sensu. Mógł zostać w dormitorium i opychać się słodyczami, a tak to tylko się tu wydurniał i nie miało to nic na celu. Podszedł do torby, wyciągnął z niej ciastko i spojrzał na nie. Trochę stracił apetyt w tym momencie. Patrzył na słodycz w wyciągniętej dłoni - jakieś resztki jego instynktu samozachowawczego kazały mu pożreć to przepyszne ciasteczko, jednakże jego ciało zareagowało inaczej. Prychnął pod nosem i zamiast wepchnąć je natychmiast do ust, po prostu je zmiażdżył, po czym opuścił luźno dłoń a okruszki opadły na podłogę. Jeśli ktoś znał go wystarczająco, wiedział że takie traktowanie jego ukochanego jedzenia może świadczyć tylko o jednym. Atsu jest wściekły. Co więcej, niekoniecznie na kogokolwiek. Najbardziej prawdopodobny był fakt, że był wściekły na samego siebie.
- Po co w ogóle marnowałem czas? Mogłeś mi od razu powiedzieć, że nic z tego nie będzie - burknął - Dlatego gardzę ciężko pracującymi frajerami - dodał i obrócił się w stronę Finna, patrząc na niego z góry tym pustym, pozbawionym dziecięcej radości spojrzeniem.
- Jeśli nie ma się talentu, to po co cokolwiek robić? Talent lub jego brak to coś czego nie przeskoczysz. Nieważne jak długo się próbuje. Gorsze jednostki nigdy nic nie osiągną - powiedział, znacznie ciszej niż cokolwiek do tej pory. Stracił jakiekolwiek chęci żeby kiedykolwiek jeszcze próbować śpiewać - nawet prysznica już nie będzie tym katował, bowiem dzięki tej sytuacji miał świadomość że robi to źle. Prawda była taka, że jako wyrośnięty pięciolatek Nevan był bardzo kruchy psychicznie i jedno niepowodzenie sprawiało, że nie zamierzał próbować dalej. Nie wierzył w poprawę po czasie. Paradoksalnie, dalej nie zrezygnował z Tanji, mimo że powinien już wiedzieć od dawna, że już prędzej nauczy się śpiewać niż zaistnieje w jej oczach jako jakikolwiek obiekt. Nie można go jednak winić, w końcu pod tą postawą wielkiego bydlaka kryła się najbardziej niedojrzała psychika jaką tylko ktoś mógł sobie wyobrazić. Wiedział jednak że jego dni ze śpiewem powinny się skończyć na dobre - nie tylko nie będzie się musiał więcej męczyć, ale i Hogwart na tym skorzysta.
- Lepiej dajmy sobie spokój - burknął i zarzucił torbę na ramię.
Zobacz profil autora
Finn Gard
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie 12 Sie 2018, 20:24

Pomimo ciągłej hiperwentylacji szok nie chciał ustąpić. Muzyczny zmysł Finna cierpiał i ciężko było mu to zakamuflować. Nie był mistrzem w ukrywaniu co silniejszych emocji, dlatego unikał spojrzenia Atsu, aby się nie wydać zbolałym wzrokiem. Gard miał bardzo wysokie wymagania, które należało spełnić, by mógł z czystym sumieniem powiedzieć o kimś, że jest wybitnie utalentowany muzycznie. Do tej pory jedynie Feliks z Ravenclawu otrzymał to miano, a warto wiedzieć, że to cichy geniusz z dysfunkcjami społecznymi i podejrzeniem Zespołu Aspergera. Atsu jako amator nie miał najmniejszych szans otrzymać takiego werdyktu i wbrew pozorom nie było to nic złego. Finn widział w ludziach potencjał. Atsu też jakiś miał, tylko bardzo głęboko ukryty. Pozostawała kwestia czy uda się to wydobyć na światło dzienne i zrobić z tego użytek. Po ostatnim zaśpiewanym wersie Finn nie miał ochoty pakować się w nauczanie. Nie wątpił, że mógłby coś zrobić w kierunku poprawy umiejętności wokalnych Gryfona; chodziło tu raczej o ból duszy, na jaki naraziłby się podczas takowych treningów. Finn miał na barkach kapelę, Owutemy, wybór przyszłego zawodu, treningi quidditcha... na to wszystko musiał mieć również jakąś cierpliwość. Idąc w tempie obecnego spotkania mógłby bardzo szybko ją wyczerpać. Zaaferowany swoim bólem nie zauważył smutku na twarzy Atsu. Dopiero, gdy ten się odezwał, postanowił nań spojrzeć. Pluł sobie w brodę, że nie powiedział czegoś więcej. Co się jednak dziwić Finnowi? Przez dobre kilka minut nie był w stanie jasno myśleć.
- Atsu... - urwał. Choć nie znał go zbyt dobrze, to dane było mu zauważyć miłość do jedzenia. Tym bardziej nie pasowało mu zatem niszczenia ciastka w ręku. To musiało oznaczać solidne podcięcie skrzydeł, gwałtowne sprowadzenie na ziemię. Cóż rzec - zapewne większość uczniów domu Lwa byłaby wdzięczna Finnowi za uciszenie śpiewającego Atsu, jednak jakoś Puchon nie odczuwał z tego powodu dumy. To nie było jego zmartwienie, poza tym stronił od demotywowania. Nie chciał go jednak okłamywać i mydlić mu oczy, skoro doszedł do prawdy w taki a nie inny sposób.
- Źle to nazywasz. - potarł czoło i odsunął się w końcu od okna. Podszedł kilka kroków do Atsu i stanął przed nim. - Niektórzy rodzą się już utalentowani, jednak u większości osób na talent trzeba sobie zapracować i ja to nazywam potencjałem. Wierz mi, gdybyś nie miał go ani grama nie inwestowałbym w to swojego cennego czasu. - cieszył się, że może to powiedzieć i nie kłamać.
- Mam wrażliwy słuch, a ty donośny głos. Fakt, zaśpiewałeś ostatni wers tragicznie, ale to nie powód, by przestać. To jest do wyćwiczenia. Nie będzie to łatwe, ale nie niemożliwe. - zastanawiał się w co on się właściwie wpakował. Powinien uciekać, póki miał ku temu okazję. - Porównaj sobie to do nauki zaklęcia. Na początku nie wychodzi nic, ale w końcu osiągasz zamierzony efekt. Tak samo jest ze śpiewem i każdym innym talentem, który sobie wymyślisz. - dorzuca i mimo wszystko siada tyłkiem na ławce. Stwierdził, że dyplomacja w takim momencie raczej zaszkodzi. Nie składał żadnych obietnic, a tylko próbował pokazać chłopakowi inny punkt widzenia. Finn zdołał już wyrobić sobie na jego temat opinię. Widział jego prostotę i pewną naiwność, ale też udało mu się dostrzec jak bardzo Atsu jest w stanie się zaangażować, gdy ma motywację. Wbrew pozorom nie każdy tak potrafi się poświęcić danej rzeczy. By w pełni się zaangażować by zyskać trzeba się czasem czegoś wyrzec. Skrzywił się czując w skroniach niemiłe pulsowanie. Świetnie, nabawił się bólu głowy. Tylko ten, kto włada muzyką świadom jest jaka to upierdliwa bolączka. Dopóki się jej nie pozbędzie, może darować sobie kontynuację układania reszty tekstu piosenki, nad którą od miesiąca pracował.  
- Tu się mylisz. Im więcej próbujesz, tym większa szansa, że ci się uda. Wierz mi, coś o tym wiem. Poświęciłem bardzo wiele wieczorów i nocy, by posiadać swoje obecne umiejętności. - uniósł palce i zaprezentował mu siedem palców owiniętych plastrami - kilka z nich było delikatnie zabrudzonych bordowym kolorem. Tym samym chciał mu pokazać, że nie doszedł do perfekcji bez poświęcenia. Pokaleczone palce były jawnym dowodem jego braku talentu do gry na gitarze. Ćwiczył od lat i robił się coraz lepszy. Pojmował, że za pewien czas zdejmie plastry, a opuszki palców zgrubieją, zniekształcą się i będą nieprzyjemne w dotyku. Jeszcze nieraz otworzy ich rany, by kontynuować próby.
Zobacz profil autora
Nevan Atsummerled
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon 13 Sie 2018, 21:00

No i tutaj był pies pogrzebany - Finn próbował przemówić do Atsu logicznymi argumentami, a zamknięty w swoim świecie Gryfon zdecydowanie nie zamierzał uznawać wyższości logiki nad swoim własnym nie do końca sensownym wierzeniem w swoje ideały. Nic nie mogło go przekonać, że osoba bez talentu ma prawo do uczestniczenia w czymkolwiek, czego zwyczajnie nie potrafi. Nie wierzył w nieudane próby prowadzące do perfekcji.
- Zapracować na talent? Można szlifować swoje umiejętności przez lata, jednakże nigdy nie dorówna się możliwościom genetycznego talentu. Potencjał to tylko puste słowo - powiedział i prychnął ponownie. To właśnie sądził o umiejętnościach do których dochodzi się latami, prawdopodobnie właśnie dlatego nigdy nie wkręcił się w nic innego niż Quidditch. Jako obrońca już od pierwszej próby radził sobie wystarczająco dobrze, by nazywać się osobą utalentowaną. We wszystkich innych dziedzinach spotykała go porażka za pierwszym razem, uznawał więc że nawet nie warto próbować bo i tak do niczego nigdy nie dojdzie. Być może gdyby chociaż przemyślał to co Finn do niego mówi, to całe jego życie by się odmieniło i odkryłby u siebie jakieś inne umiejętności, jednakże nie zamierzał. Był uparty i ślepo zapatrzony w to w co wierzył, przez co absolutnie nie zamierzał zmieniać swojego światopoglądu. Puchon popełnił jednak jeden błąd. Sugerowanie żeby porównał to do nauki zaklęć. Z zaklęciami od zawsze był na bakier i mimo że był aktualnie na szóstym roku, to jego możliwości magiczne leżały i kwiczały.
- Większość zaklęć mi nie wychodzi. Ogólnie - wtrącił i wzruszył ramionami. To był kiepski argument, w wypadku tego konkretnego Gryfoniska.
Jednakże to było jeszcze nic - najgorsze miało dopiero nadejść. Chodziło o jedno przypadkowe sformułowanie. Zwyczajne słowa. "Im więcej próbujesz, tym większa szansa, że ci się uda." Zwrot którego każdy mógł użyć przypadkiem, jednak Atsu, na brzmienie tych słów w takiej formie, poczuł się dziwnie. Aż przez chwilę miał wrażenie że znów odczuwa na plecach ból rozgrzanego do białości metalu. W jego głowie pojawiło się wspomnienie pewnego podstarzałego maga w białym kitlu, trzymającego rękę na jego głowie, gdy był jeszcze małym dzieckiem. Wręcz poczuł w ustach znowu ten smak i prawie zwymiotował. Te same słowa, wypowiedziane w taki inny wówczas sposób, chłodny, obleśny i szyderczy...mimo wszystko kropka w kropkę, zdanie było identyczne. Mięśnie automatycznie mu się napięły. Co prawda nie sądził by Finn miał coś wspólnego z tamtymi czarodziejami, jednakże wywołało to lawinę wspomnień z jego przeszłości. Oddech mu przyśpieszył. Przez chwilę znowu poczuł się jak zaszczuty dziesięciolatek, zmuszany do rzeczy których żadne dziecko nie powinno przeżyć. Niezliczone uderzenia, które w tamtych czasach przyjął. Wszystkie okrucieństwa na które definitywnie nie zasłużył. Aż odsunął się kilka kroków, po czym uderzył pięścią w ścianę, trzy razy. To nie gniew jednak czaił się na jego twarzy, raczej strach. Przez chwilę znowu poczuł się zaszczuty, przed oczami wyraźnie widział laboratorium, cele i tych którzy wykorzystywali go do swoich zdrożnych celów. Po chwili natłok wspomnień ustał. Obrzucił Finna nieprzytomnym spojrzeniem. Dopiero sobie przypomniał gdzie tak właściwie jest, co się aktualnie dzieje i że to wszystko przeszłość. Nawet Atsu zrozumiał, że prawdopodobnie teraz chłopak uważa go za totalnego wariata.
- Też kiedyś poświęciłem wiele wieczorów i nocy, by posiadać umiejętności których ode mnie wymagano - powiedział szeptem. Dalej ciężko oddychał, a w jego głowie pulsowało milion myśli i wspomnień których tak bardzo chciał się pozbyć. Cholera.
- Dobrze wiemy, że nic z tego nie wyjdzie. Nie ma szans. Dzięki za pomoc w zrozumieniu tego - rzucił znacznie głośniej, pustym głosem.
- Jak dalej chcesz najeść się do syta to chodź do kuchni - powiedział jeszcze, po czym wziął krzesło spod drzwi i rzucił je pod przeciwległą ścianę. Następnie wyszedł. Niespecjalnie chciał by Puchon szedł z nim. Potrzebował raczej sam na sam z jedzeniem. I skrzatami. Bo skrzaty nie pytają - skrzaty rozumieją.

z/t
Zobacz profil autora
Finn Gard
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon 13 Sie 2018, 21:32

Trudny temat poruszył. Przypadkiem wyznał prawdę dotyczącą umiejętności wokalnych Atsu i choć zrobił to i tak w sposób skrajnie łagodny, czuł pewne wyrzuty sumienia. Doprowadzenie Gryfona do porzucenia swojego romantycznego celu wywołało tylko niesmak do własnego nietaktu.
- Mylisz się. Poza tym serio? Ja zamierzam być jak najlepszy dla siebie samego i mi to wystarcza. Polecam takie podejście. Nie zatruwa głowy. Co masz katować się myślą, że ktoś jest lepszy od ciebie. - wzruszył ramionami, pokazując po raz któryś swoje podejście do spraw trudnych i skomplikowanych. Finn angażował się tylko w to, co było warte zachodu. Rozmyślania o lepszych od siebie nie wpędzało go w depresję, a motywowało do działania. Podchodził do tego typu spraw w sposób zdrowy, wpojony przez normalnych, porządnych i inteligentnych przybranych rodziców. Dzięki temu uniknął depresji.
Wykrzywił się w chwili, gdy pojął jaki fail popełnił. Nie przyszło mu do głowy, że jego porównanie mogłoby być tak... zniechęcające. Skąd miał wiedzieć? Przymknął oczy, by ukryć zażenowanie. Rozmowa z Atsu nie szła w dobrym kierunku pomimo starań Puchona, by go jakoś zachęcić do działania pomimo odniesionej porażki. Albo był kiepski w te klocki albo trafił na oporny umysł.
- Słuchaj, ja nie chciałem... - urwał w połowie. Nie znalazłby i tak słów, które mogłyby wymazać wypowiedziane słowa. Atsu nie wyglądał na takiego, który dałby się przekonać czczymi przeprosinami. Nie w takim momencie. Chłopak westchnął i wbił spojrzenie w podłogę zastanawiając się jak mógłby wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Ma przed sobą zniechęconego i zdemotywowanego Gryfona, który raptem piętnaście minut temu szczerzył się jak szalony i był gotów śpiewać na cały głos, aby zdobyć uznanie obiektu westchnień. Ten dzień niezbyt mu się udał. Niedobór snu musiał mieć w tym swoją przyczynę, skoro w chwili słabości (i ogłuszenia zmysłu muzycznego) zabił w Atsu wszystkie artystyczne chęci.
- Gdybyś jednak się namyślił to mógłbym wysłać ci pocztą parę wska... - uniósł głowę i aż znieruchomiał. Obserwował jak wyraz twarzy Atsu się gwałtownie zmienia. Wzrok stał się nagle nieobecny, jego skóra pobladła a oczy się rozszerzyły zupełnie jakby za plecami Finna stał dementor albo jakaś przerażająca mumia. Chłopak zerknął przez ramię pewnym, że faktycznie coś realnego musiało przerazić najwyższego ucznia Hogwartu, jednak jak wiadomo, nie znalazł nic.
- Atsu? Dobrze się czujesz? - nastroszył brwi i wyciągnął ostrożnie rękę w jego kierunku. Nie dotknął go i też nie podszedł. Chłopak wyglądał jakby miał zaraz pęknąć. Spiął się jak struna i Finn dałby sobie rękę uciąć, że go nie słyszał. Nie miał najmniejszego pojęcia co ma teraz zrobić. Gdyby to był Vinci czy Feliks (chroń ich Merlinie) to potrząsnąłby nim, odezwał się, zareagowałby dynamicznie, jednak tutaj był Atsu. Gard go nie znał, pierwszy raz z nim rozmawiał i w sumie niewiele o nim wiedział. Zachował więc dystans i wpatrywał się jedynie z niepokojem wprost na jego poszarzałą twarz. Nie miał pojęcia co się z nim działo lecz przypominało to jakiś atak - nawrót bólu, skurcz żołądka, głód? Tylko skąd ten dziki strach? Finn nie umiał spokojnie się temu przyglądać.
- Atsu, ocknij się! - powiedział głośniej, bo aż sam odczuł silny dyskomfort z powodu obserwacji jego przerażonej miny. Jego słowa nie przyniosły żadnego efektu. Musiał czekać aż to coś samo przeminie i faktycznie kilka chwil później minęło. Atsu 'wrócił', a powitały go szeroko otwarte niebieskie oczy Garda. Miał teraz pełne prawo uważać go za stukniętego, lecz jakoś nie mógł przemóc się, by przylepić mu tę łatę. Zwyczajnie go nie rozumiał i nie był pewien czy chce. Gryfon powiedział, co powiedział i od razu skierował się do wyjścia. Finn, zamiast iść za nim, spojrzał na rzucone krzesło, które w wyniku zderzenia ze ścianą połamało oparcie. Całkowicie oszołomiony czekał aż kroki Atsu ucichną. Nie pójdzie za nim, obaj tego nie chcą i obaj wiedzą, że nie byłoby to dobrym pomysłem. Minęły długie dwie minuty zanim Finn otrząsnął się z szoku i naprawił krzesło. Zamknął okno i z bardzo mieszanymi uczuciami wyszedł z klasy. Postanowił zjeść wczesną kolację w dormitorium...

[z tematu]
Zobacz profil autora
Cassandra Montrose
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sob 01 Gru 2018, 21:36

18 kwietnia, wtorek, późne popołudnie, przed kolacją

Potrzebowała odosobnienia. Miejsca, w którym będzie pewna, że nagle ktoś nie przyjdzie, by zakłócić jej spokój, jak również wenę, która z każdą kolejną minutą przybierała na sile, czekając na chwilę, w której całkowicie zostanie uwolniona, przyczyniając się do powstania kolejnego dzieła w wykonaniu Cassandry. Nie chciała, by po raz kolejny wszystko skończyło się nagle, kiedy była u szczytu możliwości, w głowie kreując rysunek, który mogła stworzyć. Co prawda koncepcja mogła ulec zmianie, co działo się już niejednokrotnie, ale to było najmniej istotne, bo nawet wtedy była z siebie zadowolona.
Dość sporo czasu zajęło jej przemierzenie szkoły w poszukiwaniu odpowiedniego kąta. Jeszcze w momencie, kiedy przechadzała się korytarzami, odrzuciła błonia. Pogoda była zbyt ładna, a to znaczyło, że większość uczniów udała się poza zamek, by zażyć trochę słońca i przygotować się na nadchodzące lato. Nic dziwnego, że ona sama uznała, że należy szansę wykorzystać i się gdzieś w murach zaszyć.
Niespełna piętnaście minut później znalazła się w nieużywanej klasie, o której pamiętali nieliczni. Nie odbywały się w niej żadne zajęcia, a ona sama zdawała się żyć własnym życiem, dając się pokryć kurzem. Tylko ślady na podłodze świadczyły, że niedawno ktoś tu był, ale na tyle odlegle, by i one zaczęły się pewną warstwą pokrywać.
Rozejrzała się po wnętrzu. Nie było wybitnie sprzyjające, ale Montrose czuła, że tu nikt jej nie przeszkodzi. Ślizgoni uważali się za porządnych, aby postawić tu nogę, Puchoni byli za bardzo przerażeniu opuszczonymi pokojami, a reszta uczniów nie często zapuszczała się w rejony, w których być nie musiała. Cóż, brzmiało idealnie.
Wyciągnęła różdżkę, machając na jedno z krzeseł, które w następnej chwili wyróżniało się czystością na tle innych. Przysunęła je do ławki, którą uprzednio również wyczyściła i usiadła, rozkładając przed sobą szkicownik i kilka ołówków o różnej twardości grafitu. Zaczesała włosy, upinając je w kok na głowie. Podwinęła rękawy i zabrała się za stawianie na papierze pierwszych linii, które z czasem miały przybrać określone kształty. Och, jaka szkoda, że i dzisiaj nie mogła się nacieszyć wolnością i swobodą, nie wiedząc jeszcze, że wraz z pojawieniem się pewnej osóbki w klasie, pojawią się i poważne kłopoty.



Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon 03 Gru 2018, 10:18

Opuszczone sale miały wiele pozytywnych stron w przypadku pilnej potrzeby pozostania sam na sam z myślami. Chłopak otwierający właśnie drzwi do jednej z takowych pomieszczeń uprzednio rozejrzał się po korytarzu. Dopiero mając pełnię pewności, że nikt za nim nie idzie – wślizgnął się do środka, jak najciszej jak tylko potrafił i zamknął drzwi. Ostatnie, czego by pragnął to bezpośrednie spotkanie z jakimkolwiek duchem – na przykład Irytkiem, który mało kiedy odpuszczał.
Stojąc opartym plecami o drzwi rozejrzał się niespiesznie, dostrzegając zadziwiająco szybko jedyny element wystroju, jaki nie pasował tutaj. Spojrzenie bruneta spoczęło na skierowanej w stronę podwyższenia dziewczyny, która zajęta była zbyt mocno własnymi sprawami, aby usłyszeć jego wejście.
- Ekhm... – chrząknął znacząco, dając znać o swojej obecności w pustym wcześniej pomieszczeniu. Nagle zrobiło się tutaj tłoczno, jednak Gryfon nie zamierzał przeszkadzać nieznajomej. Podszedł w jej stronę powolnie, poprawiając poruszającą się lekko torbę na ramieniu. - Harley Miles, VII klasa, nie mieliśmy okazji chyba się poznać – zagadnął melodyjnym głosem, prostując prawą rękę w jej kierunku. Odziany był w typowo gryfońską, pięknie wyprasowaną szatę. Spod niej wystawała błękitna koszula, ponieważ płowy mundurka były rozpięte.- Słuchaj, nie będę zagadywał, jeśli nie chcesz. Usiądę sobie niedaleko, co?
Uśmiechnął się lekko, wskazując podbródkiem miejsce, które wybrał na odpoczynek.

Zobacz profil autora
Louise Macmillan
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon 03 Gru 2018, 21:38

Louise bez dwóch zdań miała dzisiaj gorszy dzień. Ciężko powiedzieć, cóż takiego było powodem, dla którego chodziła nabuzowana praktycznie od samego rana, aczkolwiek pewne jest, że swoje pięć groszy naturalnie dorzucił jej ulubiony kolega, jakby wyczuł to, jak bardzo podatna była dzisiaj na jego docinki. Chociaż prawda była taka, że dzisiejszego dnia nawet fakt, iż oddychał tym samym powietrzem, tak bardzo ją irytował! Jedno wiedziała na pewno - musiała znaleźć jakiś sposób na rozładowanie emocji i to bez dwóch zdań. Jak zamierzała to zrobić? Tego jeszcze nie wiedziała. Ale na pewno zacząć miała od znalezienia miejsca, daleko od wszystkich tych, którzy tak bardzo ją denerwowali! Opuściła pokój wspólny ślizgonów i ruszyła korytarzem, pozwalając to swoim nogą się poprowadzić. Zwolniła w momencie, gdy ujrzała nieopodal uchylone drzwi. Nie była pewna, cóż się za nimi znajduje, bo chociaż przechodziła tamtędy tak często, drzwi zwykle były zamknięte. Zaciekawiło ją to, trzeba przyznać i szczerze mówiąc, w momencie gdy ruszyła to sprawdzić, już minimalnie zeszły z niej złe emocje.
Zajrzała do pomieszczenia powoli i cichutko, a jej wzrok padł na rudowłosą dziewczynę siedzącą w środku. Na jej ustach pojawił się złośliwy uśmieszek, wyprostowała się jak struna, pierś wypięła do przodu i zdecydowanym krokiem wkroczyła do pomieszczenia. I wtedy ujrzała również stojącego nieopodal gryfona.
- No, no, no... czyżbym wam w czymś przeszkodziła? - spojrzała wymownie najpierw na Cass, potem na chłopaka, którego zdaje się, nie kojarzyła, a potem znów na krukonkę. Nie było wątpliwości co do tego, co takiego miała na myśli Macmillan. - Na przyszłość radzę znaleźć jakieś bardziej odosobnione miejsce, na takie schadzki - rzuciła, niczym dobrą radę i puściła nawet dziewczynie oczko. Patrząc na sytuację z boku, Lou mogła wyglądać jak milutka koleżanka... dla kogoś, kto nie znał ślizgonki i nie miał pojęcia, jakie relację miała z tą rudowłosą istotką w klasie.
Zobacz profil autora
Cassandra Montrose
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon 03 Gru 2018, 22:20

Lubiła rysować w samotności. Niemal od dziecka nie lubiła, kiedy ludzie patrzyli jej na ręce, w chwili, w której miało spod nich wyjść coś naprawdę dobrego. Podobny uraz miała również do gry na pianinie, pozwalając słuchać jedynie wybranym, a na dobrą sprawę było ich w szkole niewielu. Do tej pory spotykała się z zaskoczeniem, kiedy już została przez kogoś przyłapana. Z rysowaniem było trochę inaczej, bo mimo wszystko można ją było dość często spotkać na błoniach, czy gdzieś na szkolnym korytarzu, siedzącą na podłodze pod ścianą i rysującą. W końcu wena nie wybierała czasu i miejsca, wena jedynie wymagała pozwolenia na jej uwolnienie i przekształcenie w coś, co można było z czasem wspominać.
Właśnie tym zajmowała się aktualnie rudowłosa Krukonka. Starała się jak najlepiej sprostać zadaniu i z czasem, który leniwie płynął, można było dostrzec na kawałku papieru linie formujące się w część pustego pomieszczenia, w którym meble walały się po podłodze, często w kawałkach. Podziurawione firanki, warstwę kurzu i dziesiątki książek - małe, duże, nadgryzione przez myszy. Kto wie, może natchnął ją pokój, w którym aktualnie przebywała? A może to wspomnienia z dzieciństwa?
Nie była świadoma obecności chłopaka. Nie usłyszała skrzypnięcia drzwi, zbyt bardzo pochłonięta własnymi sprawami, znajdując się w pewnego rodzaju amoku. Liczyła się tylko kartka papieru i ołówek, który trzymała. Reszta świata mogła przestać istnieć, a ona zapewne zauważyłaby to dopiero w chwili, w której by skończyła. Tak przynajmniej myślała.
Była w trakcie stawiania jednej z ważniejszej linii, kiedy usłyszała dźwięk zupełnie niepasujący jej do reszty. Ba, wydawał się nader głośny w otaczającej ją ciszy. Wzdrygnęła się, zaskoczona. Niestety, pech chciał, że przez środek pracy przejechała czarna kreska, psując cały efekt.
-Cholera - zaklęła pod nosem, ale zapewne na tyle głośno, by usłyszał to nieproszony gość. Westchnęła, krzywiąc się niemal z bólem. A szło jej tak dobrze!
Obróciła się w stronę osobnika, który postanowił znaleźć się w klasie, w której ona pierwsza postanowiła się zaszyć. Lustrowała go przez chwilę, podobnie, jak i jego dłoń, którą wysunął w jej stronę, zdradzając uprzednio swoje nazwisko. “Przynajmniej nie Ślizgon” pomyślała, wzdychając, jakby z tym westchnieniem chciała się pozbyć irytacji. - Cassandra Montrose. I nie, nie mieliśmy. Dość zaskakujące wejście do mojego życia sobie wybrałeś - powiedziała, ostatecznie lekko dłoń ściskając. Czy wydawał jej się miły? Nie wiedziała. Prawdę powiedziawszy aktualnie nie myślała o nim w żadnej kategorii, co działało na jego korzyść. Wszak czasem zbyt emocjonalnie reagująca Cassie mogła rzucić jakąś książką.
-Wydaje mi się, że już to zrobiłeś, więc to, czy będziesz siedział dalej, nie ma większego znaczenia. Już się nie skupię - powiedziała, zamykając szkicownik. Nie chciała mu niczego wypominać. Ba, nawet ton jej głosu sugerował, iż było to jedynie stwierdzenie, a zamknięcie zeszytu pewnego rodzaju zaproszeniem i zapewnieniem, że nie ma zamiaru go ignorować.
Kto wie, być może szykowała się, by zadać Gryfonowi jakieś pytanie, ale w tej chwili usłyszała doskonale znajomy głos. Ach, jeśli wcześniej cieszyła się, że w pomieszczeniu nie było żadnego Ślizgona, teraz co najwyżej mogła wyklinać na los.
-Nie udawaj, że byś się specjalnie przejęła, gdyby faktycznie tak było - odpowiedziała do dziewczyny, z którą miała na pieńku niemal od pierwszego dnia. A wszystko za sprawą nieplanowanego wypadku, w którym niestety panna Macmillan ucierpiała. -Już nie bądź taka zazdrosna, Mcmillan. Nie moja wina, że z tobą nikt nie chce przebywać nawet w pomieszczeniu pełnym ludzi, nie mówiąc już o odosobnionym - skomentowała. Może i pozornie Louise zachowywała się jak miła koleżanka, ale Cassie ją znała i z pewnością nie podziałają na nią gierki koleżanki.
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Wto 04 Gru 2018, 10:28

- Nie w porę? Wybacz – rzucił niezwykle lekko, na twarzy Harley’a pojawił się łagodny uśmiech lekkiego rozbawiania. Musiał przyznać, że nieznajoma była bezpośrednia w słowach i pomimo ostrości słów, nie czuł wyrzutów sumienia. Poprawił ponownie torbę, ponieważ coś z jej wnętrza uporczywie chciało wydostać się na zewnątrz. Przytrzymał ją obiema rękoma, aby na jakiś czas uciszyć szarpaninę. - No coś ty, musisz mieć całkowitą ciszę i samotność, aby rysować? – zagadnął, wskazując przez krótki moment na chowany przez nią szkicownik. Zdążył dostrzec przybory potrzebne do wykonywania prostych malunków, a nie był ułomny umysłowo, aby nie powiązać ze sobą faktów.
- A ty... – zaczął akurat w tym momencie, w którym do sali weszła trzecia – zupełnie nieproszona osoba, więc naturalnie przerwał wypowiedź w połowie odwracając twarz w kierunku nowego źródła dźwięku.
Ślizgonka.
Zanim jednak otrzymał możliwość odpowiedzenia ciętą ripostą na jej słowa, uprzedziła go nowo poznana Krukonka. Bitka wisiała w powietrzu, Harley był tego pewien, dostrzegając u Cassidy nęcącą chęć utarcia nosa Macmillan.
- Słuchaj, sam fakt, że jesteś obślizgłą kreaturą stawia ciebie w szkolnym łańcuchu zdecydowanie niżej niż twoje ego. – Torba na ramieniu Harley’a na moment się uspokoiła, więc wycelował palcem w kierunku nieproszonego gościa. - Zrób więc przysługę światu i wróć do swojej ciemnicy, gdzie podobni tobie będą patrzeć z samouwielbieniem w lustra. I daj nam spokój.
Gryfon nie lubił Ślizgonów , to było więcej niż pewne.
Zobacz profil autora
Louise Macmillan
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Czw 06 Gru 2018, 23:14

Louise nie miała zamiaru dzisiaj odpuścić Czasie, a fakt iż krukonka nie była sama, w niczym dziewczynie nie przeszkadzał. Miała zły dzień, nie była w humorze, a ta dwójka tak jakby stanęła jej na drodze. Idealna okazja, by rozładować złe emocje, prawda?
- Och, rzeczywiście... W końcu któż przejmowałby się taką ofermą jak ty? - pytanie retoryczne, podczas którego na twarzy ślizgonki tkwił ten typowy dla niej, złośliwy uśmieszek. Och, jak ona to uwielbiała! - Zazdrosna? Kochanie, nie schlebiaj sobie... Naprawdę sądzisz, że ktokolwiek mógłby zazdrościć TOBIE czegokolwiek? - spojrzała na koleżankę z politowaniem, zupełne nie wzruszona 'pociskiem' ze strony Czas. I wtedy głos zabrał gryfon, o obecności którego Macmillan chwilowo zapomniała. Przeniosła na niego spojrzenie i zmierzyła go uważnie od stóp do głowy.
- A ty, przepraszam bardzo, kim niby jesteś? - spytała jakże uprzejmie, marszcząc brwi i nie spuszczając twarzy z jego wzroku. - I kto właściwie pytał się ciebie o zdanie? - kolejne pytanie, którym dała chłopakowi do zrozumienia, że nie obchodzi jej absolutnie, co miał w tym momencie do powiedzenia. W międzyczasie, dyskretnie sięgnęła po swoją różdżkę, którą w pewnym momencie wycelowała w Harleya i wypowiedziała na głos zaklęcie
- Everte Stati
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Czw 06 Gru 2018, 23:14

The member 'Louise Macmillan' has done the following action : Dices roll


'k6' : 2
Zobacz profil autora
Cassandra Montrose
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie 09 Gru 2018, 16:43

Po minie chłopaka widziała, że nie było mu wcale przykro z powodu przeszkodzenia jej w rysowaniu. Niby nie mogła go winić, bo nie mógł wiedzieć, że ktoś inny w klasie się znajdował (może następnym razem powinna wywiesić jakąś informację?), ale mimo wszystko jakaś cząstka niej była poirytowana. Zupełnie, jakby w środku Krukonki znajdowały się sprzeczne ze sobą osoby. Kto wie, może faktycznie posiadała mroczniejszą stronę, która miała ją zdominować w chwili, gdy do klasy miała wkroczyć Louise?
-Nie wiem, czy zauważyłeś, ale twoja torba się rusza - skomentowała, spoglądając, jak zaraz ją Gryfon przycisnął do siebie. Na jej twarzy pojawiła się ciekawość, bo jak na Krukonkę przystało, lubiła wiedzieć wszystko, a z pewnością nie mogła przejść obojętnie obok żyjącej torby. Zaraz jednak wzrok na chłopaka przeniosła, gdy z jego ust padło pytanie. - Nie lubię rysować przy innych. Nie tyle chodzi o samo skupienie, co o wenę. Wiesz, ona nie lubi towarzystwa innego, niż moje, chyba, że w planach mam rysować czyjś portret - wyjaśniła, nie oczekując, że chłopak do końca zrozumie, o co jej chodziło. Niewiele znała osób, które były pod względem artystycznym bardziej rozwinięte od innych, toteż przestała oczekiwać, że wszystko to, co mówiła, wyda się rozsądne.
Rozmowa dwójki uczniów została przerwana pojawieniem się Ślizgonki, na której twarzy malowała się niemal żądza mordu. Cóż, po jej minie Cassie wiedziała, że łatwo nie będzie. Aż jej adrenalina skoczyła na samą myśl o pojedynku.
-Mylisz mnie z sobą, Macmillan. To ty nigdy nie masz z kim czasu spędzać, wałęsając się samotnie po szkole, więc ostatecznie to tobą nikt się nie przejmuje. Przykre, ale na to zasłużyłaś - odpowiedziała, podświadomie ściskając różdżkę, która znajdowała się pod szatą. Była pewna, że Louise nie odpuści. Ba, Montrose nawet tego nie chciała, oczekując bitwy. Ciemna strona zaczynała górować. - Jeśli nie, po prostu stąd wyjdź. A może liczyć, że Harley zgodzi się spędzić czas z tobą? - uśmiechnęła się lekko, ale jej oczy zostały chłodne. Wiedziała, że Mcmillan, jak typowy Ślizgon, gardziła Gryfonami.
Zaraz do rozmowy wtrącił się chłopak. Spojrzała w jego stronę, uśmiechając się niemal dumnie. Proszę, czyli nie był jednym z tych, którzy obawiali się potyczki. Nie trudno stwierdzić, że poczuła do niego nić sympatii.
Niespodziewanie Louise rzuciła czar w stronę chłopaka, który odleciał spory kawałek, uderzając w ścianę. To wystarczyło, aby Montrose wyciągnęła różdżkę.
-Właśnie tego was uczą w waszej obślizgłej norze? Pojedynkować się niczym tchórze, atakując bezbronnego? Wygodne, prawda? To wyjaśnia dlaczego zawsze uważacie się za zwycięzców, bojąc się stawić czoła komuś, kto was bez problemu pokona - prychnęła pogardliwie. Była honorowa i nigdy nie atakowała kogoś, kto nie miał szans się bronić. Nic dziwnego, że poczuła złość. - Zmierz się ze mną Macmillan. Ale ostrzegam, nie masz szans - powiedziała, tym samym rzucając w stronę Ślizgonki Fera Lingua.


Ostatnio zmieniony przez Cassandra Montrose dnia Nie 09 Gru 2018, 16:44, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie 09 Gru 2018, 16:43

The member 'Cassandra Montrose' has done the following action : Dices roll


'k6' : 2
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon 10 Gru 2018, 09:34

- Tak, to specjalna księga z blibioteki, dwa miesiące proszenia się o wypożeczenie. – Chłopak poklepał unieruchomioną torbę, która zabezpieczona była dwoma skórzanymi paskami, aby to co znajdowało się wewnątrz miało problem z wydostaniem się na zewnątrz. Harley nie był człowiekiem, który lubił dzielić się swoimi sekretami, dlatego też nie powiedział już nic więcej na ten temat, licząc że dziewczyna sama pojmie sens jego małomówności. Podobnie chyba było z Krukonką, która skrzętnie starała zachować pełnię weny podczas procesu twórczego i Gryfon odebrał bez przeszkód jasny sygnał płynący ze jej słów. Był tutaj niemile widziany, ponieważ przerwał w czymś niezwykle ważnym, co może wrócić dopiero za kilka dni w odpowiednio przygotowanych warunkach.
Zdążył jednak wzruszyć ramionami, ponieważ do sali wpadła nieszczęsna Ślizgona oznajmiająca wszem i wobec o swojej obecności. - Co…? – zdążył tylko bąknąć pod nosem, kiedy Krukonka z prędkością błyskawicy podjęła próbę werbalnego poniżenia nieproszonego wspólnie gościa. Był co najmniej zaskoczony nagłym wzrostem gęstej atmosfery ze strony niepozornej artystki, jednak dość szybko zdążył o tym zapomnieć trafiony zaklęciem.

    Louise:

    Everte stati (m. ucieleśnienia, p.średni) : 10 + 2 = 12

    Harley:

    zupełnie nieprzygotowany na zaklęcie (sprawność fiz): 7 + 1 = 8
    statystyki chłopaka:

    Umiejętności praktyczne:
    ■ Magia uzdrowicielska – 10 punktów
    ■ Magia iluzji i uroków - 5 punktów
    ■ Magia ucieleśnienia - 8 punktów
    ■ Magia transmutacyjna - 6 punktów
    ■ Magia żywiołów - 5 punktów
    ■ Czarna magia – 0 punktów
    ■ Eliksirowarstwo - 4 punktów
    ■ Sprawność fizyczna - 7 punktów


Mimo iż iskra wydobywająca się z końca różdżki Louise nie była zbyt silna, dziewczyna opanowała umiejętności wystarczająco mocno, aby idealnie wycelować w klatkę piersiową Gryfona. Co więcej, chłopak zdążył otworzyć niezwykle szeroko oczy i jęknąć, kiedy ból zaczął rozchodzić się promiennie co każdej komórce ciała. Przeleciał dobre 3 metry zanim gruchnął ciałem o jedną z ławek, przesunął ją i wywinął orła, przewracając trzy krzesła. Torba, którą miał na ramieniu stanowiła teraz najmniejszy problem, ponieważ chłopak został na dwie tury oszołomiony.

    Cassandra:

    Fera Lingua (m. iluzji i uroków, p.trudny): 6 + 2 = 8


Wiązka kolejnego zaklęcia śmignęła przez salę w kolejnym rozbłysku, pytanie brzmi co zrobi Louise…?

    Krótkie przypomnienie zasad pojedynku:
    1) W swoim poście piszecie 3 akcje główne i 1 poboczną, używając zaklęć bądź sprawności fizycznej do rozbrojenia przeciwnika.
    2) Pod uwagę biorę statystyki i rzuty kością.
    3) To nietypowy pojedynek, dlatego też z racji iż nie kontroluje go żaden z nauczycieli oraz do walki włączone są 3 a nie 2 osoby.
    4) Kośćmi odpowiadającymi za Wasze akcje rzucam JA.
    5) Kolejka: Louise, Cassandra, MG

    Jeśli chcecie poszukać szerzej na temat pojedynków: klik



Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pon 10 Gru 2018, 09:50, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon 10 Gru 2018, 09:34

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : Dices roll


'k6' : 1
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   

 

Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-