IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Jolene Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/09/2014
Liczba postów : 649
Skąd : Walia, osiedle Cardiff.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sro Kwi 13, 2016 5:48 am

Klasa nieużywana aktualnie była niezwykle intensywnie używana. Sądząc po wydobywających się w nich dźwiękach (miaau, mrau, miau!, miau?, miaaaaau, mroou, miiiiał) musiało dziać się tam coś konkretnego. Tym bardziej, że między kocimi melodiami rozlegały się trzaski naczyń, fiolek, huk spadających książek i krzeseł. Tylko odważni zdołaliby wejść do środka i uniknąć już w progu zmasowanego ataku kociąt. Pierwsze co się rzucało to namnożona ilość kotowatych. Nie było ich standardowo trzech, a około dziesięciu. Żbik siedzący na samym środku biurku wydający z siebie ostrzegawcze i pełne pretensji miauki, Emanuel rozlany na fotelu - gdyby walił się świat, on zapadłby w przedpołudniową drzemkę oraz osiem kociąt o różnorakiej maści - począwszy od rudej, skończywszy na czerni. Między plątanką małych ciałek migała biel. Plamek był w swoim żywiole jako jeden z najmłodszych. Sala była roznoszona i niszczona, a sądząc po bałaganie koty miały dziś krwiożercze zapędy. Żbik poruszał wąsami, zaś jego wzrok był pełen wyrozumiałości takiej, jaką obdarza się niesforne dzieci, które pomimo napomknień, robią dokładnie to, czego im zabroniono. Jolene miała wiele powodów, aby pozwalać podopiecznym na rozgardiasz. Osiem kociąt zbiegło z sali transmutacyjnej; ktoś musiał źle zamknąć klamkę. Podczas porannego spaceru Jo je zauważyła i zanim te zdążyły rozproszyć się na cały Hogwart, zdołała je do siebie przyciągnąć i zamknąć tutaj, w sali. Szalały, wchodziły na żyrandol, regały, jeden z nich utknął pod biurkiem i żałośnie błagał o pomoc, inny wchodził właśnie do słoja z jakąś cieczą, a Jo dbała tylko, aby żadne się nie zabiło. Za kilkanaście minut wszystkie się zmęczą, a więc o wiele łatwiej będzie je zaprowadzić z powrotem do klatki. Puchonka nie zamierzała używać na kotach magii ani też siłą więzić je w metalowych klatach. Planowała zmęczyć młodzież i nakłonić ją do dobrowolnego powrotu na na miejsce. Wiązało się to ze szkodami materialnymi na klasie, jednakże o tyle lepiej, że dziewczyna zdołała przyciągnąć kocięta tutaj, a nie w bardziej wartościowe i bardziej uczęszczane miejsce.
Jolene zmieniła się. Przestała nałogowo obracać się ludźmi, odkrywszy antidotum na samotność w towarzystwie czworonogów. Aktualnie trwała pora obiadowa, południe, a po posiłku większość uczniów wysypie się na dziedziniec, aby oddać się wesołej zabawie śniegiem. Niedawno rozpoczęły się powroty do zamku z okresu świątecznego. W Hogwarcie panował niesłychany gwar, gdy jedni drugim opowiadali wrażenia ze świąt Bożego Narodzenia. Jo zamiast dołączyć do gawędziarzy, roztaczała opiekę nad zbiegami. Z samego rana, tuż po śniadaniu, Puchonka się przetransmutowała i od tamtej pory tkwi w tej postaci. Wiedziała, że ma nowy nałóg.
Uniosła srebrną łapkę i podrapała się za uchem, schylając pyszczek i przymykając myślące, niebieskie ślepia. Nastroszyła się nagle, śląc zirytowane MIAU w eter. Ostrzeżenie podziałało, bowiem jeden z większych kociąt zaniechał zbijania słoja z chochlikami kornwalijskimi. Miast tego wskoczył na regał i z satysfakcją spychał stamtąd inne naczynia z różnoraką, płynną bądź gęstą (oraz żyjącą) cieczą. Wszystek to pływało na podłodze. Koty miały jeszcze dziesięć minut na czyste szaleństwo.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Czw Kwi 14, 2016 5:43 pm

Nie lubił lochów – zimne to to, ciemne, wilgotne i jeszcze pachniało dziwnie, jakby pleśnią. Można by sądzić, że człowiek przyzwyczajony do wąchania najróżniejszych substancji nie będzie narzekał na odrobinę piwnicznej stęchlizny, ale w tym konkretnym przypadku nos Halla kapitulował. Nie miał pojęcia, co takiego było we wszelkich lochach, piwnicach czy innych podziemnych pomieszczeniach, ale zwyczajnie ich nie trawił i nie lubił tam przebywać. Pech niestety chciał, że szanowna pani profesor Lacroix właśnie tam uwiła sobie gniazdo i jeśli Alex wystarczająco silnie pragnął z nią porozmawiać na jakiś temat, musiał zejść do smoczego dominium. A tym razem sprawa była nielicha, bo dotyczyła eliksiru – czy właściwie eliksirów w liczbie mnogiej i ich receptur, które coraz mocniej kręciły się aurorowi po głowie, nie dając o sobie zapomnieć. Dwa pomysły, dwa marzenia, które chciał zrealizować w dziedzinie eliksirowarstwa rozbijały się o kamienny mur ilekroć nie podejmował kolejnej próby ich dopracowania. Bodło to w jego dumę, bodło szalenie i boleśnie, ale Hall musiał przyznać przed samym sobą, że może brakowało mu na razie umiejętności, by sięgnąć ich samodzielnie, a ostatnie wydarzenia pokazywały, że proszenie o pomoc być może nie było takim złym pomysłem. Szedł więc z obitym w skórę notesem pod pachą ku gabinetowi panny Lacroix, zastanawiając się, jak właściwie miałby zacząć tę rozmowę – Chantal, ratuj? No nie, to nie brzmiało zbyt dobrze.
Ale co innego... Och, co innego brzmiało zdecydowanie dużo bardziej zachęcająco! Idąc żwawo korytarzem, auror nagle zatrzymał się w pół kroku, odruchowo marszcząc nieco brwi i nasłuchując. To z jego głową było coś nie w porządku, czy ktoś trzymał w lochach kocięta? Wizja rozmowy z Chantal została automatycznie odsunięta na bok, gdy Hall skręcił w inny korytarz, podążając za dźwiękiem. Co tu dużo mówić, Alex był kociarzem – a konkretniej tą jego odmianą, która (niezwykle po męsku) rozczulała się nad każdym puszystym ciałkiem, potrafiła prowadzić długie rozmowy z każdym przedstawicielem kociego gatunku, nawet jeśli ten wypiął się na niego tyłkiem, czy uważać, że nie istniało nic lepszego niż długie głaskanie rozlanego na kolanach pupila. Między innymi dlatego Alfa, jego ruda kocica zwana też żartobliwie panią Hall i odziedziczona niedawno Sachmet miały z nim tak wygodne życie.
Anglik wreszcie przystanął przed drzwiami, zza których bardzo wyraźnie dobywało się miauczenie – moment nasłuchiwał, oczekując jakiegoś ludzkiego głosu, a potem zwyczajnie nacisnął klamkę i wszedł do kociego raju. Czy też piekła, zależy czy patrzyło się na absolutną demolkę autorstwa kociąt czy na ich puchate, przeurocze pyszczki. Alex potrzebował dokładnie jedną setną sekundy, by zdecydować, że bałagan w ogóle go nie obchodził, za to rozbiegane po klasie stworzenia już tak. BARDZO. Bo były puchate, kochane i miauczały. Utrzymując notes pod pachą, auror zdjął z nogawki białego kociaka, który już zaczął się po niej wspinać na górę i delikatnie unosząc go na wysokość oczu, rzucił:
- Gdzie tak pędzisz, hm? Marzy ci się zdobywanie gór?
Podłożył palec pod jedną z łapek sięgającą już ciekawsko aurorskiego nosa, ale malec uznał to tylko za zaproszenie, by wbić zęby ostre jak igiełki w cokolwiek, co mu się pokazywało. Nie, Alexowi w ogóle to nie przeszkadzało, nawet jeśli wyjdzie podrapany i pogryziony, bo było cholera warto.
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/09/2014
Liczba postów : 649
Skąd : Walia, osiedle Cardiff.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Czw Kwi 14, 2016 6:59 pm

W starej nieużywanej klasie zalęgło się niespodziewanie dużo szczęścia. Starczy go dla każdego i jeszcze wiele zostanie. Wystarczyło wyciągnąć ręce i pozwolić szczęściu działać. To niezwykle prosty gest, dzięki któremu zyskiwało się wiele opacznej kociej miłości. Koty mają swój honor, godność, charakter i dumę i za to właśnie się je kochało. Zaskakiwały na każdym kroku, a gdy polegały przy czymś, poruszały najczulsze struny najtwardszego serca przejmującym miaukiem. Alex wszedł do klasy wypełnionej szczęściem, także nic dziwnego, że stał się punktem centralnym sali. Ślepia srebrzystego i największego kota czuwającego na biurku zmrużyły się. Z gardzieli wydobył się wysoki dźwięk, pozwalający Jolene zachęcić kocie stworzenia do określonego działania. Puchonka nie mogła im rozkazywać, nigdy wszak by się na to nie odważyła. Nie zmuszała ich, a wykorzystywała własną przewagę świadomości oraz myślenia w kociej postaci. Dostrzegłszy Plamka pomiędzy rękoma Alexa, Jo uśmiechnęłaby się, gdyby umiała. Tu obnażyła kiełki unosząc kocie wargi i odsłaniając różowy język. W listach zaoferowała mu możliwość przebycia kociej terapii. Intuicja i zebrane ukradkiem informacje ułożyły się w logiczną całość. Alex cierpiał, a więc nie mógł wyczarować patronusa. Jo cierpiała, nie mogła więc kontynuować nauki. Potrafiła jednak ona rozjaśnić dzień nauczyciela, który już na początku roku zyskał sobie sympatię uczennicy.
Miauk Jolene poniósł się echem. W odpowiedzi pozostała siódemka kociąt odpowiedziała tym samym, odwracając uszy w jej stronę. Żbik zeskoczył cichuteńko na podłogę, biały Emanuel podążył za nią. Towarzysz również wydał z siebie dźwięk i stało się. Kocięta różnej maści, wielkości i puchatości zrozumiały przekaz. Porzuciwszy z hukiem to, czego próbowały dokonać zbiegły się na podłodze. W nierównym szyku, w chaotycznej formie podążyły z zainteresowaniem w stronę Alexa. Nauczyciel został ofiarą zmasowanego ataku, bowiem najmniejsze maluszki drapały nogawkę jego spodni, sięgając czasem do skóry na kostce. Większe i zaradniejsze kocury powskakiwały na meble stojące po bokach mężczyzny. Czarny, roczny kocur naprężył ciałko, jego źrenice zrobiły się ogromne i... wskoczył na barki Alexa, wbijając w skórę ostre pazury. Inszy dachowiec zamruczał długo, sięgając długą łapką w uniesione ręce. Sam Plamek był wniebowzięty, mając na sobie całkowitą uwagę Głaskacza. Zewsząd Alexa działy się liczne szczęścia, domagające się odpowiedniej ilości czasu, uwagi i pogłaskań. Żbik i Emanuel siedzieli zaś dalej na podłodze. Wyprostowani, dumni, pełni gracji.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sob Kwi 30, 2016 6:09 pm

Choć życie było dla niego ostatnio bardziej znośne, głównie dzięki osobie aroganckiego i bezczelnego Nikolaia, który jednak w jakiś dziwny sposób się o niego troszczył, Alexowi wciąż czegoś brakowało. Miało brakować już prawdopodobnie do końca życia, bo niektórych dziur nie można było zalepić, ale chwile pełne miękkości, miauczenia i szczęścia dokazującego na czterech łapach, miały moc odsuwania nieprzyjemnych myśli. Zupełnie przypadkiem znajdując się w klasie pełnej kociąt, z umysłu młodego aurora zniknął ucisk towarzyszący mu niezmiennie jak cień od czasu tragicznej śmierci przyjaciela – wcześniej udawało się to na chwilę stojąc przy kociołku lub w objęciach starszego Asena, a teraz wyglądało na to, że kocia terapia miała zająć zaszczytne trzecie miejsce na liście niekwestionowanych poprawiaczy nastroju. Każdy kolejny sposób Anglik przyjmował z otwartymi ramionami, a w obliczu futrzanej, gangsterskiej bandy rozpromienił się jak małe słońce.
- O mamo – wydusił cicho, gdy czarny kocurek wskoczył mu na ramiona, balansując na nich bez większego problemu. Pacnięcia ogonem w policzek i czoło Hall potraktował jak oznakę kociego błogosławieństwa, wolną dłonią sięgając osmolonego pyszczka, by zwierzę obwąchało jego palce. - No już, spokojnie, dla wszystkich starczy – dodał po chwili, gdy ataki przypuszczane na nogawki nie ustawały, a tylko przybierały na sile. Powoli, tak, by nie zmuszać do zeskoczenia swojego nowego lokatora, Alex ostrożnie usiadł na podłodze, oddając się w całości do dyspozycji futrzanej bandy, którą zamierzał tulić i głaskać tak długo, jak tylko mu na to pozwoli. Wszystko oczywiście bardzo po męsku, testosteron aż buchał, kiedy trącał policzkiem bok kocurka usadowionego dumnie na ramieniu i sięgał po domagające się atencji kocięta, by upuścić je na skrzyżowane nogi. Drobne pazurki przebijały się przez materiał spodni, kłując jak igiełki, ale zaaferowany głaskaniem każdego kota po kolei, mężczyzna niekoniecznie zwracał na to uwagę.
- Tak ci dobrze? Miziaj mnie człowiek? – spytał z rozbawieniem białą kulkę, którą wciąż trzymał w jednej dłoni, drapiąc kciukiem za małym uchem. Kolejne miauki brzmiały w jego uszach jak najsłodsze symfonie – mógłby tak naprawdę cały dzień i całą noc, albo i jeszcze dłużej. Szkoda, że Alfa i Sachmet były już odrośniętymi kocicami i zwykle tylko majestatycznie wylegiwały się na fotelu, zamiast tak głośno domagać się zainteresowania, z którym Hall zwykle się im narzucał. Kto tu zrozumie te kobiety, prawda?
Z westchnieniem pełnym zadowolenia Alex na razie odłożył na bok notes pełen formuł, na zmianę drapiąc i głaszcząc każdego kociaka, który wszedł mu pod rękę – nie przestał nawet, gdy jego wzrok natknął się na srebrnego, bardzo znajomego żbika.
- A więc tak sobie zajmujesz czas po lekcjach, kocia mamo – rzucił z wyraźnym rozbawieniem. - Komu je pani podprowadziła, panno Dunbar? Mam czekać na zgłoszenie o podprowadzenie gangu władców świata?
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/09/2014
Liczba postów : 649
Skąd : Walia, osiedle Cardiff.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Maj 22, 2016 1:22 pm

W życiu Jolene tylko kocia terapia była w stanie zalepić dziury w sercu czy przepędzić kłębiące się czarne chmury. To w nich odnajdywała klucz do sukcesu i dla nich żyła. W tej postaci była w stanie polubić panią Norris, która choć niehigieniczna, należała również do rasy kotów. Oczka żbika spoglądały na wyolbrzymioną postać profesora pochłoniętego kocią miękkością i puszystością. Maleństwa lgnęły do czułości człowieka, wściubiały wąsy do rękawów, za kołnierzyk, wciskały główki do wnętrza jego dłoni żądając uwagi i pieszczot. Jo podwinęła ogon do ciała, aby nie wyrwać się i również nie zażądać odpowiedniej ilości głaskania. Nie wypada, wszak to nauczyciel! Miauknęła mimowolnie, instynktownie i z zazdrością.
Zastrzygła uszami słysząc słowa skierowane bezpośrednio do niej. Przechyliła żbikową główkę, roztargniona nagłą potrzebą dołączenia do gangu władców świata przypuszczających zmasowany atak na żywego, ciepłego człowieka. Koty czuły, gdy człowiekowi było źle. Rozumiały, gdy zrobiły coś złego i próbowały naprawiać. Nic dziwnego, że wyczuwszy od Alexa smutek, głaskały go futerkami i mrukami, aby go udobruchać. Im mniejsze kocięta, tym więcej uwagi potrzebowały. Im starsze, tym bardziej majestatyczne, aroganckie i dostojne. Tutejsze kuleczki były małe, młodziutkie, żwawe, wesołe, ciekawe. Wbijały pazurki w ciało, a jeden z mini dachowców przypuścił nawet atak na turlające się z książek pióro. Pióro zginęło śmiercią cudowną, a bo wprost między ostrymi białymi kiełkami szalonego kociaka.
Bardzo powoli i bezszelestnie Jolene cofnęła animagiczną postać, w duchu ciesząc się z zanikającej pilnej potrzeby wtulenia się w ręce Alexa. Siedziała tam, gdzie była, po turecku z rumieńcami na policzkach wywołanymi jeszcze zmieszanymi odczuciami kota. Na jej kolana wpadł Emanuel, gotów bronić swą panią przed puszystym atakiem kociąt. Jo przystała na to, nie chcąc odbierać nauczycielowi futrzastości.
- Gang zbiegł z klasy transumatycjnej i to on mnie uprowadził, a nie ja ich, panie profesorze. Och, proszę uważać na czarnulkę i nie dotykać jej ogona. Mógłby pan niechcący włączyć tryb seryjnego mordercy. - wskazała brodą czarnucha stacjonującego na barkach człowieka. Puchonka zanurzyła ręce w białym futerku Emanuela, z rozbawieniem obserwując rozanielonego Alexa. Mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego, a kierowanego do Plamka wpatrującego się w swą panią. Po owym mruknięciu kotek wsunął głowę do rękawa Alexa i począł wgryzać i drapać się w zegarek nadgarstkowy.
- Przez chwilę byłam gotowa dołączyć do tego ataku. Kocie potrzeby są bardzo silne. Uff. - wyznała z ciepłym, miłym uśmiechem. Uniknęła spojrzenia Alexa, aby nie zawstydzić się tym, co właśnie mu powiedziała. Za mostkiem czuła narastające i przybierające na sile gorąco, kłębiące się w żebrach jak puszkowy potwór. To samo czuła i wciąż czuje przy Benie i Claire. Teraz był Alex. Wytarła kącik oka o futerko Emanuela, ukrywając zdradziecką łezkę wzruszenia.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   

 

Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Nieużywana cieplarnia nr 3
» Stara, pusta klasa
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa
» Klasa Artystyczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-