IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pią Mar 18, 2016 6:56 am

Nieszczęśliwym przypadkiem kończyła w jego towarzystwie. Tak się składało, że ktokolwiek skończył w jego towarzystwie, kończył też z siwymi włosami i tikiem nerwowym. Jonathan miał specyficzny styl życia i nie obchodziło go czy komuś się to podoba czy nie. Blake miała takie szczęście, że przy każdym wybuchu znajdywała się w pobliżu jego zacnej osobistości. To ona ponosiła winę za swoje brudne policzki i czoło. Powinna się cieszyć, że testował jaszczurze ogony, a nie krew reema, która mogłaby zaczadzić całą salę. Wbrew pozorom Jonathan znał się na eliksirach. Nie był w tej dziedzinie Wybitnym, ale musiał znać sposób warzenia płynów inaczej nie wiedziałby jaki składnik dodać do jakiego eliksiru, aby nastąpił spektakularny wybuch. Póki co nie interesował się nazwą tego, co będą warzyć. Gdyby go zaciekawiło, knułby co powinien wrzucić do kociołka.
- Nie doceniasz moich umiejętności, mała. - nikt nigdy nie doceniał jego talentu słownego. Z jakiejś przyczyny miał na koncie jedenaście dziewczyn, prawda? Bajerował je komplementami, przez chwilę się dobrze z nimi bawił, a zanim przychodziło znudzenie nimi, ta go rzucała z tego samego powodu co reszta - jest stuknięty, popierdolony.
- Nagrabić u ciebie? - parsknął śmiechem prosto w jej twarz. - Drżę ze strachu, o nie, zaraz się zsikam z przerażenia. - kpił, nie widząc w Blake nikogo poza kujonką i dziewczyną, która poprawia jego prace domowe, jeśli ma dobry humor. Wiele osób mu się wygrażało zemstą. Prior żył sobie dalej spokojnie, a tych obiecanych zemst ani widu ani słychu, a czekać na nie w nieskończoność nie mógł. Ogień wzywał. Różdżka pulsowała, rwąc się do czarów i eksperymentów. Czuł od niej wibracje, a trzymał ją w kieszeniach spodni.
- Jesteś pewna, że chcesz, żebym mieszał? - zapytał, chcąc zasiać w niej wątpliwości. Wyraz oczu Jonathana pozostawiał wiele do życzenia. Im bardziej ją denerwował i zagadywał, tym bardziej mu się odgryzała. Kto wie, może wyjdzie jeszcze na ludzi? Nie będzie taka mdła i nudna jak powiedzmy Fimmelówna z Ravenclawu? Jej imienia też nie pamiętał, bo też było nijakie.
- Moja przyszła dziewczyna sobie ze mną poradzi, inne uciekną z krzykiem jak do tej pory. Nie współczuj jej. Zazdrość. - odpowiedział trochę tajemniczym głosem z cwanym uśmieszkiem, zupełnie jakby miał już kogoś na celowniku. Prior był pozytywnie zaskoczony. Jeszcze nie zasnął i nie popadł w pół sen podczas rozmowy z Blake. Jakimś cudem przytrzymywała go przytomnego i nawet zaciekawionego, a to było godne podziwu zważając na temperament gryfona.
Mina mu zrzedła, uśmiech zniknął szybciej niż się pojawił. Wykrzywił się na dźwięk pokracznego karykaturalnego zdrobnienia imienia. Przestał mieszać. Wypuścił łyżkę i odwrócił się bokiem do Puchonki, wbijając w nią poirytowane ciemne ślepia.
- Żadnych zdrobnień, rozumiemy się? Nie chcesz mnie niemiłego. - prawie warknął, a w następnej sekundzie spojrzał do księgi i przeczytał nazwę oraz składniki eliksiru. Szukał odpowiedniego połączenia elementów, które spowodują wybuch. Nagrabiła sobie na tyle, że zasłużyła na mały pokaz pirotechniczny. Zakręcił się wokół niej i pod pretekstem wymiany mieszadła na plastikowy, trącił łokciem słój ze skrzydłami nietoperzy.
- Przepraszam! - krzyknął i korzystając z chwilowego zamieszania do kociołka wrzucił trzy kolce jeżowca. Kucnął przed Blake i zaczął zbierać z jej nóg i z podłogi składniki. Szkło się potłukło i rozsypało, zamieszanie wyszło idealne. Jakimś cudem udawało mu się powstrzymać wybuch śmiechu i zachowywać względnie poważną mimikę twarzy. Wystarczy, że Blake wrzuci następny składnik do kotła, a wszystko wyleci w powietrze. Nie mógł się tego doczekać. Kolce jeżowca potrafią przypierdzielić, jeśli się je odpowiednio wykorzysta i połączy.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pią Mar 18, 2016 9:26 pm

-Bardzo mi przykro, ale faktycznie nie. Nie doceniam. - przyznała, ale tylko po to, żeby uzmysłowić mu jak wielką pomyłką w jego wykonaniu jest serwowanie takich tekstów do jej puchońskiej, niewzruszonej osoby. Naprawdę. Po ostatnich turbulencjach w jej życiu uczuciowym postanowiła nie pchać się w żadne podobne przez najbliższe dziesięć milionów lat, a w postanowieniu tym obiecała sobie trwać choćby i największy czarodziej świata zwrócił na nią uwagę. Bo po prostu nie. Bo przy zauroczeniu popełnia się błędy, robi głupie rzeczy, zachowuje się irracjonalnie i w ogóle, a Blackwood przecież była osobą na tyle spokojną i stonowaną, że nie mogła sobie pozwolić na stracenie choćby ułamka kontroli swojego życia.
Nie mogłaby być jak Prior. Takie zachowanie nie leżało w jej ułożonej naturze i tylko dziwny przypadek sprawił, że jest tu z nim teraz w tej pustej sali, znosi jego przytyki, bezczelność i olewactwo do wszystkiego, co wiązało się z minimalnym chociażby wysiłkiem. Z takim nastawieniem do życia powinien być w Slytherinie - Blake przez głowę przeszła nawet myśl, że z Tiarą musiało być tego dnia coś nie halo, skoro zrobiła z niego gryfona. Ją przydzieliła dobrze. Nad wyraz. Przecież w żadnym innym domu nie mogłaby być tak niewidzialnym cieniem własnej siebie, jak w pucholandzie. Ot co. Odliczała już minuty do chwili w której wyjdzie z tej pustej sali i powróci do swojego nudnego, szarego życia, które tak bardzo jej pasowało.
- Przecież nie życzę ci śmierci, czy coś takiego. Sama się sobie dziwię, że z tobą wytrzymuję, po prostu chodzi mi o to, że dla odmiany to ja mogę być choć raz ta niedobra. - Jej rzeczowy ton miał uświadomić go, że kompletnie nic nie robiła sobie z jego jawnej drwiny. Przecież nie była głupia; wiedziała, że nie miałaby z nim szans. Zanim zdążyłaby rzucić jakieś wymyślne zaklęcie w jego stronę on wyrwałby jej różdżkę  z dłoni swoimi długimi rękami, jakimi obdarzyła go natura. Co z tego, że była bardziej wyedukowana niż on, kiedy Prior po prostu miał nad nią przewagę w każdym tego słowa znaczeniu.
Westchnęła z rezygnacją. Może i sprawił, że przez chwilę się uśmiechnęła, ale wystarczyło kilka minut by irytacja powróciła do niej ze zdwojoną siłą. Znów zaczynał działać jej na nerwy, a że łatwo było ją wytrącić z równowagi, poddała się owym nerwom bez walki.
- Nie wiem której części zdania "masz mieszać" nie zrozumiałeś, skoro nadal zadajesz te głupie pytania. Stój tu, trzymaj tę cholerną łyżkę, nie dotykaj i nie denerwuj mnie, to będziesz mógł wyjść stąd szybciej. Bo jestem pewna, byłam już pewna za pierwszym razem, więc po prostu daj mi się skupić - zakomenderowała stanowczo. Stał za blisko, za często ocierał się ramieniem o jej ramię ale jakoś to przeżyje. Wolała to, niż żeby podawał jej składniki, a potem niby to przypadkiem któryś z nich wylądowałby w eliksirze, a oni w skrzydle szpitalnym. Jeden wybuch dziennie wystarczył, przynajmniej jak na Blake Blackwood.
Na ułamek sekundy oderwała wzrok od podręcznika do eliksirów i przeniosła go na chłopaka, robiąc przy tym minę pełną niedowierzania. Miałaby zazdrościć? Czego? Wiecznego użerania się z nim? Pewność siebie Jonathana przechodziła ludzkie pojęcie a Blackwood nie lubiła jak ktoś był zbyt arogancki.
- To brzmi, jakby związek dla ciebie oznaczał ciężką pracę. Nie wiem, może się nie znam, ale wydaje mi się, że powinieneś przeanalizować swój system wartości. - Zmrużyła oczy i na powrót skierowała wzrok na zmęczone stronnice woluminu. - Nie uważasz, że to trochę nie fair, że twoja dziewczyna musi sobie z tobą poradzić? - spytała na koniec, odmierzając już przedostatnią porcję składników, które zamierzała za chwilę dodać. Poczuła jednak na sobie jego poirytowany wzrok i parsknęła śmiechem. Brawo. Właśnie odkryła słaby punkt Jonathana Priora, co przyniosło jej niemałą satysfakcję. Znów utkwiła w jego twarzy swoje piwne, nudne oczęta, przybierając przy tym minę pięciolatki. Sama słodycz i niewinność, z odrobiną sadzy, rzecz jasna.
- Ooooo, jak to się dzieje, że ty możesz nazywać mnie jak ci się podoba, a ja nie? Tak właściwie nigdy nie byłeś dla mnie miły, więc to pusta groźba, Johnny - zakpiła ponownie.
A potem wszystko potoczyło się w ułamku sekundy. Zaczęło się od potłuczonego słoika, a skończyło na krzyku Blake, która po tym wszystkim oczywiście wrzuciła do kociołka te przeklęte kolce jeżowca. Kolejna porcja czerni spowiła jej twarz, a dzwonienie w uszach chwilowo odcięło ją od świata zewnętrznego. W jednej chwili obróciła się napięcie i pchnęła chłopaka z całej siły.
- Przegiąłeś Prior! Wynoś się stąd i nie pokazuj mi się na oczy! Tego właśnie od początku chciałeś, co nie? -krzyknęła wściekła.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Mar 20, 2016 6:03 pm

Tiara musiała stwierdzić, że jest zbyt odważny, aby nadawać się do Slytherinu, w którym myślą tylko o sobie, a gdy pojawia się na horyzoncie niebezpieczeństwo - ślizgońskie dzieci zwiewają gdzie pieprz rośnie, ratując swoje zady. Prior czuł się doskonale w Gryffindorze i utożsamiał się z Godrykiem, dostojnym, silnym czarodziejem, który nie miał sobie równych. Nie ma czegoś takiego jak tchórzostwo w domu lwa. Fakt, że Jonathan prawie niczego nie traktował poważnie i prawie nic nie miało dla niego znaczenia to już defekt charakteru, na który nikt nie ma wpływu.
Spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem.
- Dla odmiany ty niedobra? - powtórzył jak echo, a potem parsknął śmiechem. Wzrok gryfona mówił sam za siebie. Dla niego Blake była "niedobra" tak samo jak czerwone mrówki na pagórku na błoniach. Mogła mówić co chciała, nie dotrze do Jonathana pogróżkami. To, że jej jeszcze słucha nie oznaczało, że w następnej chwili zrobi to samo. Równie dobrze może znaleźć inną dziewuszkę do poprawiania referatów z transmutacji i mimo, że zajmie to więcej czasu, nie był aż tak przywiązany do panny Blackwood, żeby traktować ją śmiertelnie poważnie. Nie była dla niego nikim więcej niż opcją do poprawienia oceny z transmutacji. Gdyby nie to, nie zawracałby sobie nią łepetyny. Dobrze się składało, że zrozumiała, że nie miałaby z nimi szans. Jonathan to bardzo egoistyczne i samolubne stworzenie, które pomimo tego da się lubić, jak tylko ktoś przetrwa pierwszą falę kpin i pogardy.
- Stoję z łyżką, a ty już się na mnie irytujesz. Serio myślisz, że jeśli będę stał tak dalej to się nie zdenerwujesz bardziej? - uniósł zaczepnie brew, patrząc na puchonkę z góry.
- Co się tak martwisz o moją potencjalną dziewczynę? - zapytał, a jego głos zrobił się nagle chłodniejszy. - Nie twój interes czy będzie sobie radzić czy nie. - nachylił się nieznacznie w jej stronę. - Na otaczam się byle kim. - dopowiedział, a potem powrócił do względnie niewinnej czynności trzymania łyżki i mieszania nią zgodnie ze wskazówkami zegara. To było zastanawiające, bo jeśli właśnie w tym momencie otaczał się panną Blackwood, kwalifikowała się ona do bycia "kimś" dla niego. Może to też być tylko chwilowe, przymusowe rozwiązanie i gdyby miał wybór, nie byłby pewien, czy wybrałby piegowatą Blake zamiast innej, bardziej żywiołowej panny. Jonathan mówił wprost i nie udawał skromnisia. Nie był nim w żadnym calu, zna swoją wartość i jest świadomy swojej arogancji. Nie hamował jej, bo wiedział, że jest lepszy od innych. To nie była forma dowartościowania siebie, to według Priora było stwierdzenie faktu. Nie musi umieć warzyć eliksiru, aby być lepszym od innych.
- Pusta groźba?- powtórzył i dokładnie sekundę później nastąpił wybuch uświadamiając pannie Blackwood, że groźby Jonathana nigdy nie są puste. Mają solidne pokrycie i bolą. Tak się między innymi kończy zabawa z piromanem. Nigdy nie znasz dnia, godziny ani chwili, w której coś wybuchnie ci w rękach. Jonathan stał dalej, a więc nie był jakoś specjalnie narażony na efekty uboczne wybuchu. Pomijając dodatkową warstwę sadzy na ubraniu, w żaden sposób nie ucierpiał. Nie to co Puchonka, która w końcu straciła do niego cierpliwość. Ile czasu na to potrzebował? Dziesięciu minut, piętnastu? A ona chciała go tutaj trzymać dwie godziny. Masochistka i samobójczyni, ale jak tu przemówić upartej kobiecie do rozumu?
Pchnęła go i cofnął się dwa kroki, udając, że zrobił to przez jej gest, a nie z miłosierdzia. Wywrócił oczami, nie robiąc sobie absolutnie nic z jej gniewu. Udowodnił jej tylko jaka jest słaba i niecierpliwa. Nie potrafiła wytrzymać trzydziestu minut. Jonathan właśnie tak szacował, że po dwudziestu minutach w maxie będzie mógł stąd wyjść. Zostanie stąd wyrzucony, a resztą nie będzie musiał się przejmować. Zawsze spadał na cztery łapy i co najwyżej owinie wokół palca inną uczennicę i poprosi ją o poprawienie referatu.
- Okej, chętnie sobie stąd pójdę, ale dokończysz ten eliksir? - jego bezczelność nie miała granic. Prior pytał całkowicie poważnie. - Wiesz, jak to olejesz, dostaniemy oboje szlaban i będziesz musiała cierpieć moją obecność, Filcha i jego kocura. To chyba gorszy zestaw niż tylko ja przez piętnaście minut, co nie?
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Mar 20, 2016 10:06 pm

Puste sale zazwyczaj służyły uczniom do potajemnych schadzek, do czasu oczywiście kiedy nie nakryje ich wspaniała i przez wszystkich uwielbiana szalona kotka Filcha. Służyły im też do rzeczy nielegalnych, często do na przykład produkowania właśnie takich specyfików, które potem sprzedawało się bogu ducha winnym drugorocznym w ciemnych zakamarkach. Niezwykle rzadko - powiem nawet, że to graniczyło z cudem - odrabiano w niej lekcje, a jednak Blake i Jonathan właśnie tę czynność usiłowali teraz praktykować, a raczej Blake usiłowała, bo chłopakowi raczej nie bardzo zależało. Mina, która wymalowana na jego obliczu nie zmieniła się od dobrych kilkunastu minut jasno o tym świadczyła i puchonka zapewne nic z tym nie mogła zrobić, co w tym wszystkim irytowało ją chyba najbardziej.
Jej zależało. W istocie - mając do wyboru albo podzielić los swojej rodzicielki, która została odsunięta od rodziny i łapiąc się różnych drobnych prac chałupniczych jakoś wiązała koniec z końcem, albo być w czymś dobrym, uczynić z tego swój atut, a potem dorobić się na nim góry galeonów to raczej nie miała za dużo do powiedzenia. Każda osoba z ambicjami powyżej średniej wybrałaby opcję drugą. Problem polegał jednak na tym, że Blackwood chciała być dobra we wszystkim. Nie wiedziała jeszcze, że to wcale nie przynosi wymiernych korzyści, ale była jeszcze młoda i niedoświadczona. Umówmy się - limit błędów, jakie mogła w życiu popełnić, mieścił się poza zasięgiem jej wzroku.
Wkurzał ją fakt, że ktoś nie podzielał jej zdania, że ktoś nie mierzył tak wysoko jak ona, że marnował swój potencjał, a przecież czarno na białym widać było, że Prior był specjalistą w tym co robił. Że w efektach specjalnych kina akcji nie miałby sobie równych, że doskonale wiedział co i jak połączyć, by wybuch był taki, jaki dokładnie chciał. Że on już miał swój atut, którego dziewczyna ciągle szukała. Złapała się na tym, że przez chwilę zaczęła mu nawet zazdrościć. Spojrzała na niego i zirytowała się jeszcze bardziej. Jak taki ktoś jak on, mając dużo gorsze wyniki w nauce, jednocześnie może być lepszy od niej?
- Masz rację - przyznała. - Zdenerwuję się. Trudno się nie zdenerwować w twoim towarzystwie. Doprowadziłbyś do szewskiej pasji nawet trupa - prychnęła, zadowolona z tego, jak zgrabnie i trafnie go podsumowała.
- A jeśli chodzi o twoją potencjalną dziewczynę, to absolutnie nie miej mi tego za złe, że się martwię. Wiesz, taka solidarność jajników. - Brwi dziewczyny powędrowały ku górze na ułamek sekundy, gdy zwróciła swoje spojrzenie z powrotem na Priora. - Choć w zasadzie nie wiem, po co zaczęłam ten temat, bo ty nigdy nie wydawałeś mi się osobą, która potrafi być miła i... no nie wiem - czuła. Jonathan Prior zakochany, nie no, to jakaś abstrakcja. Nie klei mi się to kompletnie - zakpiła, powracając do krojenia oczu salamandry. Po wyjściu z tej sali planowała wypić z trzy kubki melisy, by się w końcu opanować skołatane przez gryfona nerwy, ale wątpiła by to wystarczyło. Może melisa, a potem spacer? Może melisa, spacer, a potem książka? A może zamiast tego pokona milion schodów, dotrze na wieżę astronomiczną, wykrzyczy całą swoją złość i pójdzie spać? Żaden pomysł nie wydawał się jej wcale rozwiązaniem problemu, jakim był Prior i jego bezczelność. Była z góry skazana na porażkę.
Wcale nie pomógł jej ten kolejny wybuch. Wręcz przeciwnie - spowodował, że Blackwood nie wytrzymała i opierając się o złączone wcześniej ławki załamała ręce, próbując jakoś zetrzeć z twarzy dodatkowe porcje sadzy, jakie zgotował jej ten chłopak.
- Pieprz się - powiedziała w końcu. - Nie będę robić już tego eliksiru, nie chce mi się. Przygotuj się więc na szlaban, to będzie mój pierwszy, co mi tam. Ja odpękam, ale ty dostaniesz to, na co zasłużyłeś. Jeśli nie chcesz, to sobie zrobisz ten eliksir sam. - Wzruszyła ramionami i skrzyżowała brudne ręce na piersi.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Mar 20, 2016 10:40 pm

W Hogwarcie było wiele bardziej atrakcyjnych miejsc schadzek. Tak się składa, że Jonathan znał je wszystkie i wiedział kogo gdzie zaprowadzić, aby owijanie wokół palca nabrało tempa. Przez ułamek sekundy pomyślał o podjęciu próby zauroczenia sobą Blake. Zmrużył powieki w wąskie szparki i analizował ten pomysł ze wszystkich stron. Jedynym problemem była jej wściekłość, jakiej był przyczyną oraz podejrzliwość. Nigdy nie miał czasu ani chęci, aby poświęcać czas na rozkochiwanie w sobie inteligentnej Puchonki. W tym przypadku mogłoby to potrwać dłużej, a eliksir muszą oddać na jutro. Jonathan blefował. Udawał, że szlaban to dla niego pstro, jednak miał plany. Miał plany podbić świat i użeranie się ze Smoczycą oraz Filchem nie było mu wcale na rękę. Musiał mimo to ryzykować i grać na dumie dziewczyny. Musi zrobić ten eliksir, ani przez chwilę nie wierzył, że odpuści. Panna Blackwood na szlabanie? Jakoś sobie nie wyobrażał jej na kolanach czyszczącej kible szczoteczką do zębów.
- A dziękuję dziękuję za komplement. - wyszczerzył się do niej czarująco. Szło całkiem dobrze, bo mimo wściekłości prawiła mu komplementy. Może nie wszystko było stracone?
Wzniósł oczy ku niebu, gdy dalej drążyła temat jego dziewczyny. Zazdrosna, jak nic. Innego wyjaśnienia nie było. Jonathan nie pierwszy raz spotykał się z zazdrością żeńskiej części Hogwartu. No ale Blake? Ona? Śmiertelnie poważna rozważała czy Prior potrafi się zakochać? Spojrzał na nią z ukosa i przez sekundę coś błysnęło w jego oczach w chwili, gdy padło słowo zakochany.
- Tobie kleić się nie musi. - skończył temat, bo nie miał ochoty rozważać teraz takich tematów. Musiała zrobić ten eliksir i to dobrowolnie, bo inaczej dostaną niezły szlaban, na który ani jedno ani drugie nie miało czasu. Problem w tym, że Jonathan nie zamierzał przykładać do tego ręki. Zawsze, w każdej sytuacji robił wszystko, żeby narobić się jak najmniej, a zyskać jak najwięcej. Nie przyłoży się do warzenia eliksirów, bo mu się nie chciało. Blake to zrobi, bo jest kujonką. Nie udowodni mu niczego sensownego, jeśli się zbuntuje.
- Ech, mówi się "pękam" albo "odpadam". Nie mieszaj tych słów, bo przyniesiesz sobie wstyd i wszyscy się będą z ciebie śmiać. - poklepał ją po przyjacielsku po ramieniu, przy okazji dając jej drobną radę, jeśli nie chciała zostać trwale zapamiętana jako kujon.
- Zdajesz sobie sprawę co Filch nam zrobi? Czyszczenie kiblów, legowiska sów, siedzenie z Jęczącą Martą w kabinie, czyszczenie narzędzi tortur i gnicie w gabinecie na parterze. Serio tego chcesz? Serio? - przesunął w jej stronę miseczkę z zimną, czystą wodą. Jedyna oznaka skruchy, bo wyraz jego oczu dalej był nieugięty.
- Przecież zajmie ci to chwilę, a ja nie dość, że zmarnuję cenne godziny, to jeszcze nie ma pewności czy czegoś nie pomylę. Wiesz, w porównaniu z tobą jestem noga z eliksirów. Warto ci się na mnie wściekać? Lepiej chyba to dokończyć i mieć wolne popołudnie, hę? - namawiał, nakręcał, zniechęcał do szlabanu, przedstawiał jej same najczarniejsze wizje, żeby się ich wystraszyła i w końcu wzięła do roboty. Jonathan tego nie zrobi za nic w świecie. Prędzej poświęci kieszonkowe i zapłaci jakiemuś kujońskiemu krukonowi, aby to zrobił za niego. To ostateczne wyjście, o którym Blake nigdy się nie dowie. Wolałby jednak, żeby sama się za to wzięła i przestała marudzić. Sama sprowadziła na siebie jego zemstę, a więc sama sobie jest winna wybuchu. Prior nie miał absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Wskoczył tyłkiem na ławkę i też skrzyżował ręce na ramionach. Nie omieszkał kolanami przypadkiem dotknąć biodra Blake. Oceniał.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon Mar 21, 2016 6:48 pm

Skrzywiła się lekko, gdy poklepał ją po ramieniu. Nie no, przecież wyraźnie prosiła, by jej nie dotykał. Nie to, że była jakaś aspołeczna i wszelkie kontakty cielesne wywoływały u niej odrzucenie, tylko po prostu Jonathan był chłopakiem. Wiecie, takim z krwi i kości. I chociaż wkurzał ją niemiłosiernie to nie mogła w myślach nie przyznać, że on coś ma w sobie, co nie pozwala dziewczynie rzucić w niego po tym wszystkim chociażby drętwotą. Odsunęła się o milimetr, po czym pokręciła głową, uśmiechając się z litością.
- Odpękam. Odpękam szlaban, o to mi chodziło mądralo. Chociaż odpadam i pękam to też dobre określenia. Albo wymiękam. - Nie drgnęła. Faktycznie nie zamierzała już kiwnąć dziś palcem, choćby i groził jej najgorszymi okropieństwami. Trudno. Najwyżej stworzy sobie tym samym wroga, ale czy mało ich miała? Począwszy od zranionego Enzo, poprzez wszystkie jego przyjaciółki typu Fimmel, Vane, czy ta cała Audrey, której nazwisko rozmywało się gdzieś w podświadomości panny Blackwood, a które pomstowały jego złamane podobno serce wcale się z tym nie kryjąc.
W każdym razie jeden nieprzyjaciel więcej, czy mniej naprawdę nie robił jej różnicy, a czyszczenie kibla szczoteczką do zębów nie było jakąś przesadną ujmą na honorze, ponieważ naprawdę odczuwała wielką potrzebę pokazania Jonathanowi, że przegiął o jeden raz za dużo. Przekroczył o milimetr tę niewidzialną granicę cierpliwości dziewczyny i mógł robić co chciał - w tym cynowym kociołku nie zawrze już dziś żaden eliksir, a nawet jeśli, to puchonka nie przyłoży do niego ręki.
- Serio tego chce, serio - odparła naśladując jego ton. Ramiona w dalszym ciągu skrzyżowane miała na piersi, a czujny wzrok utkwiony w twarzy gryfona. Szczerze mówiąc już się nawet przestała denerwować. Z dość dużym rozbawieniem obserwowała próby nakłonienia jej do zmiany decyzji. Ciekawa do czego jest zdolny się posunąć kompletnie zignorowała miseczkę z wodą i kontynuowała z przesadną wesołością:
- Właściwie taki szlaban z tobą nawet wyjdzie mi na dobre. Przynajmniej w życiu już nic gorszego nie będzie mogło mi się przytrafić.
Wszystko przez jego nieodpartą chęć do eksperymentów pirotechnicznych. Gdyby choć ten jeden raz, ten jeden, naprawdę jedyny raz opanował się i pozwolił jej dokończyć to co zaczęła najpewniej już byłby w drodze do swojego dormitorium, bo Blake najpewniej zlitowałaby się nad nim, doceniła jego starania i wysłała go tam, gdzie tak bardzo pragnął się znaleźć. Niestety. Stała się rzecz oczywista, więc dalej tkwią w punkcie zero i jak widać na załączonym obrazku - nie zamierzali się dogadać. Puchonka wiedziała, że w pakiecie z Priorem otrzyma kłopoty i w zasadzie mogła już zaprotestować na lekcji, kiedy to zajął miejsce obok niej ale nie zrobiła tego i teraz ma za swoje. Teraz musiała znosić go tu w tej zatęchłej sali, podczas gdy on nic nie robił sobie z jej strefy osobistej i bezceremonialnie wpakował się na ławkę, dotykając jej znów, oczywiście kompletnie przez przypadek.
Westchnęła. To, razem z próbami przekonania jej do ponownego zakasania rękawów spowodowało, że musiała pokręcić głową z dezaprobatą.
- Nie rozumiem dlaczego udajesz takiego opóźnionego w rozwoju, podczas kiedy wiem, a raczej widzę, że jest zupełnie odwrotnie. - Wlepiła w niego wzrok zauważając przy tym, jak uroczo na tle usmalonej twarzy chłopaka odcinały się białka jego oczu, a gdy mówił lub uśmiechał się - także zęby. Zastanowiła się jak ona musiała wyglądać teraz według niego i nie wiedzieć czemu zapragnęła nagle pozbyć się tej sadzy z twarzy, włosów i ubrania, by nie prezentować się jak ostatnia ofiara losu. W uszach już chwilę temu przestało dziewczynie dzwonić, a i smród spalenizny jaki przez dłuższy czas unosił się w powietrzu już dawno się w nim rozpłynął. Uparcie jednak ignorowała tę jedyną oznakę skruchy Jonathana, którą była woda w miseczce i rozluźniając ramiona zaczęła bawić się krawatem, na którym koloru żółtego już praktycznie nie dało się dostrzec.
- Musimy wymyślić inny sposób na odrobienie zadania smoczycy, skoro ani ja, ani ty nie chcemy się do tego zabrać. Osobiście uważam jednak, że szlaban nie jest takim złym pomysłem. Filch to taki uroczy gentelman - uśmiechnęła się słodko.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon Mar 21, 2016 7:46 pm

Uderzył się w sam środek czoła, bo miał do czynienia z upartą kujonką. Miała poważny problem, jeśli sądziła, że go przekona do otwartej skruchy. Gryfońska duma nie pozwalała mu na zniżenie się do przeprosin. W końcu wcale nie żałował wybuchu kociołka. Dobrze to zrobiło, przynajmniej Blake zrozumiała gdzie popełniła błąd i miała nauczkę na przyszłość. Konsekwencje tego czynu robiły się niepokojące. Do diabła, musi zrobić ten eliksir. Blake, nie on, bo to dla niego poniżej godności. Musiał stąd wyjść, czas naglił, dużo roboty się szykowało, podbijanie świata et ce tera et ce tera. Tymczasem gnił w klasie z upartą puchonką. Nie rozumiał czemu ślizgoni uważali ich za ślamazarnych. Ślamazarni nie byli, ich towarzystwo mogło przynieść wiele korzyści. Gdyby tylko dali się bardziej sobą manipulować, Prior byłby szczęśliwy.
Przekrzywił głowę i uniósł wysoko brwi zaskoczony jej odwagą.
- Uparta jesteś i odważna. Powinnaś być w czerwieni. - mruknął, drapiąc się po brodzie i przyglądając bacznie Blake. Wyglądała śmiesznie z czarną twarzą i według wielu nadawałaby się tylko do kpin, śmiechu i wytykania palcami. Priorowi się to jednak podobało, właśnie przez te szczegóły, które w nim zauważyła. Wyraziste oczy, usta i zęby, które przyciągały wzrok. Co prawda sadza zakrywała jej piegi, których nie widywał często w Hogwarcie, a więc jednak mogłaby się umyć. Skoro pogardziła ulotnym przejawem skruchy z jego strony, będzie brudna. Zmarszczył brwi i spuścił wzrok na swoją rękę zaciskającą się na ławce. Świerzbiło go, aby otrzeć sadzę z jej policzków i poszukać piegów. To go zaczęło zastanawiać. Chyba nie podoba mu się ta kujonka? Nie, ona? Blake? Nie jego typ. W sumie, Jonathan nie miał żadnego typu. Nie spodziewał się tylko, że spojrzy na Puchonkę pod innym kątem niż Obiekt-Do-Odrabiania-Prac-Domowych.
Wybuchnął śmiechem, zupełnie jakby opowiedziała właśnie dobry żart. Odchylił głowę do tyłu, złapał się za brzuch i z niedowierzaniem chichrał się przed dobre parę minut.
- Twoje komplementy mile łechtają moje ego. - zsunął się z ławki, przez co stanął bardzo blisko Blake. Dotykał jej ciała torsem. Spuścił głowę, szukając jej wzroku i szczerząc się przy tym złośliwie.
- Masz rację. Nie spotka cię nic gorszego oprócz mnie. Albo Fimmelówny. Tej stukniętej. Mówię ci, nie chcesz mieć z nią do czynienia. Jest szurnięta gorzej ode mnie. - tyle komplementów dzisiaj usłyszał. Blake celowo bądź niecelowo tylko go cieszyła z prób wbicia szpilek w oko. Wychwalała jego szaleństwo, umiejętności pirotechniczne, wygląd, a teraz nawet zawartość mózgu.
Wykrzywił się i zatrząsł z obrzydzenia, gdy wspomniała o Filchu. Po tych słowach stwierdził, że Blake nie jest tylko kujonką, kaleczącą szkolny żargon, ale i miała nie po kolei w głowie i trzeba było ją leczyć. O ile nie jest za późno. W najgorszym przypadku zarazi się idiotyzmem Priora, a tego nie chciałaby raczej doświadczyć.
- Szlaban to strata czasu. - nie, nie odsunął się od niej. Podobała mu się taka bliskość, a jeśli Blake odskoczyła, podszedł do podobnej odległości.
- Mogę zapłacić innemu kujonowi za zrobienie eliksiru, ale musisz oddać mi połowę ceny i zapłacić prowizję. - złapał jej rękę. Zamknął jej dłoń bawiącą się krawatem swoimi długimi palcami. Spojrzał Puchonce głęboko w oczy, przybierając niewinny wyraz twarzy. Używał perswazji cielesnej do osiągnięcia oczekiwanego efektu. Wwiercał się spojrzeniem w jej tęczówki, przy okazji się z nimi zapoznając i przytrzymywał jej wzrok na swoim.
- Naprawdę nie możesz tego dokończyć? - zapytał miękkim, ciepłym i lekko schrypniętym głosem. Przysunął palcami po jej knykciach i zatrzymał je przy paznokciach, aby wzmocnić jej dezorientację i podatność na gryfoński urok. Patrzył na nią bardzo smutno. Sprawiał wrażenie, że postawiła go w trudnej sytuacji. Próbował wzbudzić w niej wyrzuty sumienia. Tracić cenne kieszonkowe na pracę domową, która zajmie jej raptem kilkanaście minut?
- Blake, nie możesz nas skazać na te męczarnie. Nie jesteś taka. - jej imię wypowiedział wyraźnie i cicho, mocno je zaakcentował. Dobrze, że w porę sobie je przypomniał. Wszystko poszłoby na marne, gdyby nazwał ją Barbarą czy Merlin wie jakim innym imieniem.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon Mar 21, 2016 10:14 pm

Szczerze mówiąc, nawet przez ułamek sekundy w jej głowie nie zagościła myśl o tym, by chłopak miał ją przepraszać, czy okazywać jawny żal w jakikolwiek inny sposób. Po co zaprzątać sobie głowę rzeczami, które od samego początku były po prostu niemożliwe, z góry skazane na porażkę, czy zwyczajnie abstrakcyjne? Prior, który przeprasza, to nie Prior i panna Blackwood wcale się tego po nim nie spodziewała, a już tym bardziej - nie oczekiwała tego od niego. On już taki był, a nie należało czuć się winnym za to, jakim się jest, bo w takim razie słowa "tak mi przykro" musiałyby gościć na ustach Blake milion razy dziennie, bo przecież wciąż przepraszałaby wszystkich za to, że jest taka wycofana, lub spłoszona. Czy coś.
W każdym razie puchonka siedziała teraz i jedyne, co chciała dziś osiągnąć to to, żeby choć na chwilę przestał się wygłupiać. Jakąś cząstką swojej duszy chciała poznać poważnego Jonathana, jeśli takowy istniał, by móc przekonać samą siebie, że się co do niego nie myli. Już dawno stwierdziła, że pod tą maską bezczelności i szyderstwa na pewno kryje się ktoś zupełnie inny i chyba właśnie ciekawość czy to prawda sprawiła, że nie odsuwała się od niego, gdy siadał obok w sali eliksirów, a w efekcie, że się tu dziś znaleźli.
- Dobrze mi w żółci - żachnęła się. - Poza tym uważam, że to żadna odwaga - dodała zgodnie z prawdą. Panna Blackwood była wręcz ostatnią osobą, którą można by posądzić o coś tak szlachetnego jak odwaga. Naprawdę. W większości przypadków postępowała zbyt pochopnie, nawet teraz. Dla świętego spokoju powinna była zrobić ten przeklęty eliksir, powinna była zachować się tak, jak się tego od niej oczekuje, a zamiast tego zdobywa się na jakiś pożal się merlinie bunt. Zaczęła go jednak i musiała doprowadzić go do końca. Gdyby teraz się złamała byłaby po prostu głupia - wolała już wyglądać w oczach Priora na odważną niż na mało inteligentną i słabą. Po drugie przypiął jej łatkę kujona, kto wie co będzie musiała zrobić, by mu to wyperswadować.
Spoglądała na niego wybita z rytmu, podczas kiedy on zaśmiewał się w najlepsze i usilnie zastanawiała się, czy to z niej, czy z tego co powiedziała. Kiedy po chwili okazało się, że jednak ten wybuch wesołości wywołały jej słowa odetchnęła z ulgą ledwo dostrzegalnie, by zaraz potem poczuć skrępowanie najwyższego stopnia. Stanął tak blisko, że czuła zapach, którym przesiąknięta była jego szata. Stanął tak blisko, że widziała nawet kropki sadzy, ktore osiadły na jego rzęsach. Był od niej o tyle wyższy, żeby spojrzeć na jej twarz musiał się trochę schylić i tak właśnie uczynił, sprawiając tym samym, że pannie Blackwood zaschło w ustach. Mina jej trochę zrzedła, za to Jonathan uśmiechał się złośliwie ostrzegając ją przy tym przed osobą, która życzyła jej w myślach śmierci chyba najczęściej.
- Nie musisz mi mówić. Zresztą spytaj ją o mnie, a otrzymasz taką listę epitetów, których istnienia nawet nie znałeś. Nie wdając się w szczegóły przyznam, że jestem trochę znana wśród ślizgońskiej społeczności. -
Oto kolejny powód, dla którego się z nim zadała. Był gryfonem - nie był ślizgonem jak Pride, nie był Krukonem jak Romulus, nie był puchonem jak neurotyczny Snakebow - był po prostu inny.
Mimo wszystko nie podobała się jej ta bliskość, jaką jej narzucił. Nie chciała jej, bo przyprawiała ją o palpitację serca. Gdyby się jej podobała musiałaby jednocześnie przyznać, że ceni sobie towarzystwo Priora, a do tego nie chciała dopuścić. Czy nie obiecała sobie, że z facetami koniec? No obiecała. Musi więc oświadczyć Norwegowi, że posuwa się za daleko. Ale za chwilę. Najpierw parsknie śmiechem i spyta:
- Prowizję? - uniosła brwi w geście niedowierzania. - Prawie dorównujesz mi żartem.
Jak miała mu teraz powiedzieć, że nawet chętnie by zapłaciła, ale nie miała jak, bo całym jej dobytkiem było kilka galeonów schowanych skrzętnie na dnie kufra? Jak miała mu powiedzieć, że w przeciwieństwie do tej całej towarzyskiej śmietanki jaką była arystokracja nie posiadała upchanej po brzegi skrytki w Gringotcie? Zacisnęła zęby aż zadrgały mięśnie na jej policzkach i stwierdziła cicho:
- Okej, ale musisz znaleźć inną formę zapłaty.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie złapał jej za dłoń. Może nawet doszliby do jakiegoś pokracznego porozumienia ale nie; Jonathan musiałby nie być sobą, gdyby nie próbował wywrzeć na niej nacisku na różne sposoby. Problem w tym, że wybrał chyba najgorszy z możliwych. Dziewczyna wyrwała dłoń tuż po tym, jak zorientowała się co się dzieje. Prior w tym czasie zdążył już przybrać minę cierpiętnika, któremu właśnie wyrządza największą krzywdę. Obie ręce schowała w kieszeni szaty i jedną z nich zacisnęła na schowanej tam różdżce. Może i nie była skora do rzucania zaklęć, ale czuła się dzieki temu bezpieczniej. Tak po prostu.
- Nie wiem co robisz ale przestań - odparła po chwili, spuszczając orzechowe oczy w dół na swoje stopy. Nie mogła zdobyć się już na to, by patrzeć na jego twarz z tak bliska.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Wto Mar 22, 2016 6:35 am

Poznanie prawdziwego oblicza Priora nie było takie łatwe. Tylko wybrane przez siebie osoby mogły to zobaczyć, a warto zaznaczyć, że nawet Porunn go takim nie widziała, a była mu na pięćdziesiąt różnych chorych sposobów bliska. Nie przepraszał, bo nie żałował. Ludzie powinni przepraszać tylko wtedy, gdy czegoś żałowali, prawda? Prior nie odczuwał skruchy, a więc darował sobie zwroty grzecznościowe. Wszędzie widział zabawę, okazję do śmiechu i żartów. Ktoś musi być wesołkiem pośród smętnych, strasznie skrzywdzonych przez los rówieśników. Gdy ktoś w pobliżu cierpiał, Jonathan robił się gorszy do zniesienia, bo bardziej starał się doprowadzać otoczenie do szewskiej pasji i do śmiechu. W dziwny sposób okazywał zmartwienie. Niecodziennymi metodami odwracał uwagę względnie bliższych osób od wojny i zajmował ich czas poprzez doprowadzanie do śmiechu. Zawsze jest czas na przygnębienie, strach i smutek, ale mało kto pofatyguje się do rozśmieszania. Prior lubił być błaznem, bo błaznem był utalentowanym. Łączył pirotechnikę, grę na trąbce z ciętym językiem i bogatą wyobraźnią. Wychodziła istnie szalona mieszanka, którą docenić potrafili nieliczni. Wystarczy przysiąść i wysilić mózgownicę, aby zobaczyć w zachowaniu Jonathana sens. Za jego każdym gestem coś się kryło i nie to, co przychodziło od razu na myśl.
- Jesteś odważna, że jeszcze tu ze mną siedzisz. Wytrzymujesz już trzydzieści dwie minuty. - postukał palcem w tarczę zegarka uwieszonego na lewym nadgarstku. A co, jeśli za mało się starał? Co, jeśli wychodzi z prawy i nawet kujonka nie daj Merlinie, lubi jego towarzystwo? To było niepokojące. Musiał się bardziej postarać.
Szata i cały Prior był przesiąknięty na wskroś zapachem trawy. To miła odmiana, skoro za oknem bezlitośnie sypało. Gdzieś dało się wyczuć zapach popiołu i sadzy, co było naturalne, skoro trwał w takim zawodzie. Gryfon obserwował wyraz twarzy dziewczyny i zaczynało mu się podobać to, co tam zauważa. Ha, Blake jest podatna na jego urok. Powinno być z górki, jeśli tylko szybko się uwinie i w sobie rozkocha. Nie miał zbytnio czasu, aby bawić się teraz w podchody, bo podbijanie świata nagliło. Musiał znaleźć skrót i doprowadzić Blake do takiego stanu, że zacznie jeść mu z ręki. Prior nigdy nie przeczył swej arogancji i zbyt wielkiej pewności siebie.
- Z przyjemnością o ciebie wypytam. Nie wdając się w szczegóły, ja też jestem tam znany. Laski mnie tam uwielbiają. - przedrzeźniał ją, unosząc policzki w dziwnym, typowo priorowym uśmiechu, do którego trzeba było się przyzwyczaić, żeby go polubić.
- Wybieraj. Opłata i prowizja albo twój czas i eliksir gotowy. - pokazał dwa jedyne wyjścia i powinna podjąć prawidłową decyzję. W jego rodzinie teoretycznie niczego nie brakowało, ale jego duma nie pozwalała mu prosić rodziców o większe kieszonkowe. Relacja z nimi była napięta, dlatego oszczędzał galeony i wydawał je tylko na niezbędne przedmioty. Słodycze czy piwo mógł od kogoś zabrać/wyżebrać i najeść się przy tym do syta. Takie rzeczy jak łajnobomby, kupne eliksiry, czarne wybuchające pajączki czy paczka łajna hipogryfa kosztowało. Zdecydowanie wolał namówić Blake do dokończenia eliksirów i przy tym jej za nic nie przepraszać. Nie ją pierwszą próbował do czegoś przekonać. W końcu mu się uda, choćby miał tu stać następne trzydzieści dwie minuty.
- Mógłbym całość zapłacić, ale wtedy wisisz mi przysługę. - bardzo spodobała mu się ta perspektywa pomijając odchudzanie sakiewki z pieniędzmi. Przysługa Blake... w głowie miał milion pomysłów jak to wykorzystać. Jonathan lubił, gdy ktoś był mu coś winien. Mógł to w przyszłości wykorzystać na swój sposób, dlatego nie stronił od standardowego udzielania pomocy czy odgrywania dżentelmena. Im więcej osób ma u niego dług, tym wyszczerz Priora był szerszy.
Gdy wyrwała rękę, utwierdziła go w przekonaniu, że faktycznie wielka panna Blackwood jest na niego podatna. Z jednej strony ucieszył się jak małe dziecko, z drugiej zdziwił, bo sądził do tej pory, że jest na niego odporna. No ale cóż, nie zamierzał nad tym płakać, tylko to maksymalnie wykorzystywać. Roześmiał się cicho.
- Co mam przestać robić? Nie robię nic. - drążył i niby to niewinnie położył dłoń na jej łokciu. Powoli, bez pośpiechu przesunął ją wyżej, na przedramię, czując przez brudny materiał mundurka bijące od niej ciepło.
- Blake. Blake, masz ten eliksir w małym palcu. Zajmie ci chwilę i nie tracimy wtedy nic. - przemawiał wciąż łagodnie, zachęcająco i kusząco. Posunął dłoń na ramię i poszedł na skróty do jej twarzy. Niechcący musnął wierzchem skóry kilka kosmyków jej włosów, co na chwilę go zdezorientowało. Otworzył szerzej oczy, zdumiony nagłą chęcią zanurzenia w nich palców. Jako, że Jonathan się nie hamował, zrobił to połowicznie. Odgarnął jasny pukiel włosów z twarzy Blake, zahaczając go o ucho. Zaczerpnął głębszego oddechu zaciekawiony bodźcami jakie w tym momencie odebrał od Puchonki. Spoglądał na jej spuszczony na kwintę nos i umorusaną sadzą buzię. Odwaga... a nie, jednak nie jest odważna. Albo po prostu się wstydzi i czuje skrępowana w jego towarzystwie. Prawidłowo.
- Spójrz na mnie i powiedz mi szczerze, że nie zrobisz tego eliksiru. - zaniechał dotykania jej twarzy, jeszcze zdumiony kontaktem z włosami. Uśmieszek dalej siedział w kącikach jego warg. Podobała mu się ta gierka i utwierdzała go w przekonaniu, że dostanie to, czego chciał.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Wto Mar 22, 2016 9:33 pm

Całe trzydzieści dwie minuty tkwiła tu wmawiając samej sobie, że ma wszystko pod kontrolą. Że wszystko to, co teraz działo się między nimi było kwestią wyboru, a nie szalejących emocji. Miała ochotę odepchnąć go po raz kolejny, bić w pierś, lub skopać golenie - wszystko, byleby w końcu odsunął się od niej, tym samym dając jej możliwość zaczerpnięcia głębszego oddechu. Brakowało jej powietrza, w którym nie czuło się tych wiosennych nut, chociaż był koniec grudnia. Zaczynała żałować, że go tu zaciągnęła, ale ewidentnie chciała coś udowodnić i sobie i jemu i teraz ma.
- O trzydzieści dwie za dużo. To niezdrowe dla mojej psychiki - stwierdziła zaczepnie wiedząc, że chłopak po raz kolejny już dziś odbierze to jako komplement, a nie obelgę. Zasadniczo nawet zaczynało się jej to podobać. Taka słowna gra, w której może być uszczypliwa i nawet dość szczera, a przez którą Jonathan nie obrażał się wcale, ani nie brał tych słów do siebie, tak jak ona kiedyś. Całe szczęście, że już z tego wyrosła. Odmawiać sobie tak ogromnej przyjemności jak sarkazm? Nie wyobrażała sobie tego.
To, że była podatna na jego urok było faktem niezaprzeczalnym. Stwierdzenie jednak, że Prior doprowadzi ją do stanu, w którym będzie jadła mu z ręki było stwierdzeniem grubo przesadzonym. Puchonka nie była osobą, która zachowywała się w ten sposób nawet jeśli była zakochana. Co prawda zdarzyło się to tylko raz w życiu, a zaraz po tym Enzo poznał się na niej i ich drogi się rozeszły ale i tak - nie była na każde zawołanie Włocha i nie zamierzała być na każde zawołanie nikogo innego. Tak ogromna indywidualistka jak panna Blackwood nie mogła na to zwyczajnie pozwolić.
- Laski cię tam uwielbiają? - zironizowała marszcząc brwi. - Porozmawiaj z Porunn. Stawiam swoją różdżkę, że potem już nigdy się do mnie odezwiesz. Chociaż ty w zasadzie masz coś z głową, więc po tobie wszystkiego się można spodziewać.
Niby nie było tajemnicą to, w jaki sposób zakończył się jej ostatni i jedyny w życiu związek. Już Romulus o to zadbał. Mimo wszystko miała jednak cichą nadzieję, że gryfon stojący teraz tak blisko i dosłownie liczący piegi usiane na jej twarzy o niczym nie wie, a już w ogóle byłoby super, gdyby nigdy się nie dowiedział. Jeden mały błąd w życiu spowodował, że dziewczyna ciągle tkwiła w poczuciu winy i chociaż przeszła z tym do porządku dziennego to gdzieś tam w środku nie chciała, by Prior miał ją za taką, za jaką miała ją owa żeńska część Slytherinu, o której mówiła. Wiedziała, że zadanie się z Envy'm Pridem przekreśliło trwale wszelkie relacje damsko-męskie w jej życiu szkolnym, choć doszły ją słuchy, że i Jonathan do świętych nie należał. Sam tego w zasadzie wcale nie ukrywał.
Ale zaraz, o czym ona właściwie rozmyśla? I dlaczego? Pół godziny zaledwie wystarczyło, by zaczęła postrzegać Priora w TYCH kategoriach? Niemożliwe. Blake oderwała wzrok od jego hipnotyzującego uśmiechu i skierowała swój tok myślenia na właściwe tory. Był przecież problem do rozwiązania; problem, który nazywał się Jonathan Prior.
- Mój czas, kolego. Przez ciebie marnuję mój czas. Wiesz ile ciekawszych rzeczy mogłabym teraz robić, zamiast użerać się tu z tobą? - spytała, próbując zachować swobodny ton. Miała nadzieję, że w jej tonie nie słychać było lekkiego zdenerwowania. Miała też nadzieję, że gryfon w końcu odpuści. Blake zastanawiała się jak sprawić, by sobie poszedł jednocześnie się nie uginając. W głowie miała kompletną pustkę, co tylko przyprawiało ją o pokaźny zawód. Jak to, zawsze znała odpowiedź na każde pytanie a teraz nie potrafiła odpowiedzieć na, zdawałoby się, banalnie proste?
Nagle drgnęła, bo Norweg w końcu powiedział coś, co mogłoby uratować ją z opresji, nie opróżniając przy tym jej sakiewki, ani nie sprawiając, że znów rozpali ogień pod kociołkiem. Przysługa wydawała się dość ryzykownym posunięciem jeśli chodziło o Priora, ale co tam. Raz kozie śmierć. Kiwnęła głową może aż nazbyt entuzjastycznie i stwierdziła:
- Jeśli przysługa nie będzie zmuszała mnie do rzeczy, lub czynności, które są niezbyt legalne to okej, zgadzam się. Tak naprawdę to ty jesteś mi winien milion przysług za te wszystkie prace domowe, ktore za ciebie odrobiłam, ale mogę przymknąć na to oko.
Mówiąc to próbowała delikatnie odsunąć się od niego, ale Prior był od niej dużo wyższy, więc gdziekolwiek by nie uciekła, nadal górowałby nad nią. Czuła się trochę jak w potrzasku - niby całkiem przyjemnym potrzasku i wiedziała, że gdyby była śmielsza wykorzystałaby to. Blake jednak wstydziła się tego, że jej twarz spowijają wszystkie odcienie czerni, choć z drugiej strony cieszyła się, że jest brudna. Sadza z powodzeniem zakrywała rumieńce na policzkach, które wykwitły pod wpływem dotyku Norwega. Czuła się jak spetryfikowana, bo przecież chyba właśnie założył jej włosy za ucho. Oczywiście, że to zrobił, a teraz jak gdyby nigdy nic nadal próbuje ją nakłonić do wzięcia się do roboty. Cóż, szkoda tylko, że puchonka już wybrała przysługę.
Westchnęła cicho przymykając oczy i słuchając tych wszystkich sztucznych komplementów jakie jej prawił. Chciałaby, żeby to była prawda. Znaczy, żeby mówił tak, bo tak w istocie myśli a nie dlatego, że czegoś akurat potrzebuje. Utkwiwszy wzrok w czubkach butów parsknęła śmiechem.
- Ty może nic nie tracisz, ale ja tak - odparła połowicznie, nie odrywając oczu od czarnych botków, które miała dziś na stopach. Kiedy wypowiedział ostatnie słowa w końcu podniosła głowę a na jej ustach czaił się podobny uśmieszek do tego, którym on częstował ją przez ostatnie dwa kwadranse.
- Nie, nie zrobię tego eliksiru, Johnny.
Może jednak wcale nie dostanie tego, czego chce, jak od początku zakładał.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sro Mar 23, 2016 7:03 am

Komplementy zaczynały mu się nudzić. Ona go nimi karmiła, on odpowiadał tym samym, a oboje łgali i mówili je tylko po to, aby zbajerować drugą osobę i dostać to, czego chcą. Ona święty spokój, on eliksir dla Smoczycy. Gra niepotrzebnie się przeciągała, bo im dłużej wmawiał Blake, że zrobi ten eliksir, tym bardziej Puchonka się zapierała i mu odmawiała. Z powodu jednego małego wybuchu. Baby, boją się wszystkiego. Porunn uśmiałaby się do łez i na nim zemściła i nie musiałby długo jej namawiać do udzielenia pomocy. Dźgnąłby ją tu i tam, pociągnął za warkocza, podłożył nogę i wyszedłby stąd z eliksirem. Taka osoba jak Blake była dla niego przypadkiem niecodziennym. Nie bardzo wiedział jakie walory własne ma jeszcze wykorzystać, aby dostać to czego chciał.
- Porozmawiam, masz moje słowo. Chcesz oddać mi swoją różdżkę? - zapytał szczerze roześmiany. Powiedz Priorowi, że tego nie zrobi, a udowodni ci, że to zrobi. I to jeszcze chcą mu dać za to własną broń! To taka łatwa wygrana. Prowokowanie Jonathana wychodziło łatwo, jeśli tylko miał z tego korzyści osobiste. To jego wada, ale co poradzić. Nawet ideały mają swoje za uszami i kosztem wrodzonego geniuszu otrzymał tendencję do reagowania na prowokację. Nie sądził, żeby Porunn zmieniła jego nastawienie do kogokolwiek. Jej siostry nie dzierżył mimo, że ona ją kochała. Na widok Wattsa miał odruch wymiotny mimo, że Fimmelówna traktowała go w chory sposób jak swojego. Nie, Prior zmienia zdanie, jeśli sam się o czymś przekona. To odmiana lojalności na etapie przyjaźni. Ktoś może coś mu gadać na drugą osobą, a on to wypuszcza drugim uchem, kierując się własnymi doświadczeniami z daną jednostką. To nazywa się tak jakby otwarty umysł i do pewnego stopnia wyrozumiałość.
Poza tym serio? Miał wierzyć Ślizgonom? Zakłamanym lisom? Prior taki głupi nie był. Jeśli już to wierzył tylko i wyłącznie swoim ludziom z Gryffindoru. Nikt o zdrowych i chorych zmysłach nie dawał wiary słowom Ślizgonów. To odwieczna i znana wszystkim zasada. Nikt w Hogwarcie nie umie wysysać z palca kłamstw jak Slytherin. Są zdolni do wszystkiego, żeby zdobyć to, na co mają kaprys. Cokolwiek Porunn mu o niej nagada, sam zadecyduje czy warto zmieniać stosunek do Blake. Póki co jego nastawienie ulegało pogorszeniu, bo upartość Blackwood zaczynała go drażnić. A rozdrażniony Jonathan to nieprzyjemny Jonathan.
- No to idź sobie. - uniósł brwi i wskazał drzwi. - To twój pomysł, żeby tutaj przyjść i to twoja wina, że mnie prowokujesz. Ja ciebie tutaj nie trzymam siłą. - burknął ostrzej niż zamierzał, bo te trzydzieści dwie minuty były i dla niego coś warte. Co prawda świat nie ucieknie i może spóźnić się z jego podbijaniem, ale obecność Blake zaczynała go nudzić. Nic, tylko to samo spojrzenie, cały czas nos spuszczony na kwintę i ten jej irytujący głosik, gdy mu odmawia. Jonathan nie zwykł przyjmować odmów. Słyszał, że się denerwowała i słyszał jaka jest słaba. A mimo to uparcie stawała przy swoim, żeby się na nim zemścić za wybuch kociołka. To ona musi porozmawiać z Porunn i wbić sobie do głowy, że posiadanie nad sobą Priora, który chce się mścić nie jest najlepszym pomysłem.
- Na gacie Merlina, gadam ze sztywniaczką. - mruknął wznosząc oczy ku niebu i wzdychając. Legalna przysługa? Za kogo ona go miała? Za kujona, bojącego się własnego cienia? Równie dobrze może z tego zrezygnować, bo Blake nie przyda mu się do niczego poza pracami domowymi. Nie mógłby powierzyć jej nielegalnego zadania, bo jeszcze zechciałaby na niego kablować.
- Co niby tracisz? Chciałem po eliksirze nawet zademonstrować tobie nowy utwór na trąbce, ale widzę, że to nie ma sensu. - próbował ją dalej skusić, w końcu oprócz Gryffindoru niewiele osób słyszało jak zasuwał na trąbce. Był w tym cholernie niezły i dzięki talentowi stworzył sobie mały fun club młodszych dziewuszek z domu Lwa. Wiernie słuchały go wieczorami, siedząc na dywanie przy kominku, podczas gdy on tworzył magię za pomocą muzyki. Podrapał się w potylicę, przy okazji przeczesując kręcące się włosy. Westchnął.
- Czyli nie zrobisz tego eliksiru i jesteś tego pewna? - odsunął się od niej, wsadzając ręce do kieszeni. - Okej, zapłacę komuś za to, ale nie chcę twoich sztywnych przysług, więc będziesz musiała zapłacić mi połowę oraz prowizję za znalezienie i przekonanie jakiegoś Krukona. - wzruszył ramionami, stojąc przodem do jej pleców. Puścił mimo uszu wzmiankę o licznych pomocach przy odrabianiu prac domowych. Nigdy nie oczekiwała od nich niczego poza wdzięcznością, a przynajmniej nigdy nic takiego do niego nie dotarło. Jonathana obsługiwało się prosto - coś dla niego robisz to potem głośno i wyraźnie mów co chcesz w zamian. Inaczej przejdzie z tym do porządku dziennego. Blake nigdy nie chciała od niego niczego poza głośnym "Dziękuję najmądrzejsza Puchonko świata", a więc nie rozumiał dlaczego teraz to wszystko mu wypominała. Szukała sobie adoratora, niewolnika, żeby podbudować swoje ego? Niedoczekanie. W ten sposób nie zjedna sobie gryfońskiego szaleńca. Z nim trzeba obchodzić się inaczej niż z resztą społeczeństwa. Tylko wariat wariatowi wariatem.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sro Mar 23, 2016 8:28 am

Blake łgała? Niekoniecznie. Jeśli powiedziała Jonathanowi dziś coś miłego, to było to przede wszystkim prawdziwe, choć nie do końca miała świadomość dlaczego tak mówiła bo on nie zasługiwał na komplementy. Był irytujący i bezczelny - zasługiwał by potraktować go jakaś paskudną klątwą. Tak naprawdę marnował tylko jej czas, a chociaż pewnie i tak nudziłaby się w swoim dormitorium to gryfon nie musiał o tym wiedzieć.
Widziała, co osiągnęła swoją postawą i niezmiernie cieszyła się z tego powodu. Chłopak zaczynał się irytować, co było jej na rękę. Za chwile się odsunie, ona odzyska swoją przestrzeń osobistą i znów będzie tak jak wcześniej. Wszyscy chłopacy są tacy sami, niektórzy tylko mniej cierpliwi. Tę samą taktykę stosowała wobec Włocha i działało, z tą małą różnicą, że on z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu był w niej zakochany. Jonathan nie, nie miał więc podstaw do tego, by znosić jej upór i sztywniactwo, jak to sam przed chwilą nazwał.
- Ty sobie idź. Ja ciebie już też nie trzymam na siłę - oświadczyła oschle, ale po chwili, bo coś niezwykle logicznego przyszło jej do głowy zauważyła:
- Ani nie zmuszam. Gdybyś nie chciał, to byś tu ze mną nie przyszedł. Jak ktoś takiego wzrostu jak ja, może nakłonić do zrobienia czegoś czego nie chce takiego wielkoluda jak ty? - uniosła brwi i utkwiła w nim zaciekawione spojrzenie, w ktorym dało się też dostrzec niewielką oznakę tryumfu. Odzyskiwała równowagę i czuła się z tym coraz lepiej. Nawet gdy usłyszała, że jest sztywniaczką uśmiech nie schodził jej z twarzy. Na obliczu Priora zaś nie uświadczysz już tego irytującego, który od samego początku błąkał się gdzieś w kącikach jego ust.
- Jesteś tak zdziwiony, jakbyś mnie znał od dziś - stwierdziła. - Ale fakt, może to źle zabrzmiało. Mówiąc nielegalne, miałam na myśli nieprzyzwoite, bo dużo rzeczy mogę dla ciebie zrobić, ale bieganie nago po korytarzach na przykład odpada - wyjaśniła. Nie umiała już bardziej zobrazować swoich granic, miała jednak nadzieję, że chłopak zrozumie. Bo przecież robiła już rzeczy, które były sprzeczne ze szkolnym regulaminem. Miesiąc temu około wracała do Pokoju Wspólnego gdy na zegarze było już po północy, a jeszcze wcześniej zakradła się do Działu Ksiąg Zakazanych by sobie popatrzeć. Oczywiście, że była zdolna do ryzyka. Ryzyko to jej drugie imię, no przecież.
Sprawę ułatwiał fakt, że miała zdolności, z których nigdy nie korzystała. Metamorfomagia mogła sprzyjać wielu wyskokom, ale dla dziewczyny, która całe dnie ślęczała nad książką wyskoki były raczej obce. Nie ujawniała się z tym przesadnie, o jej możliwościach wiedziało raptem kilka zaufanych osób, do grona których Prior się nie zaliczał. Oczywiście w zamku nie dało się nigdy niczego ukryć, toteż jakimś cudem informacja ta mogła do niego dotrzeć ale póki co nie wspomniał słowem na ten temat, zakładała więc, że nie.
Może kiedyś zaufa mu na tyle, że mu powie. Może kiedyś.
Jej spojrzenie z zaciekawionego, zmieniło się nagle w pobłażliwe. Chciał dla niej zagrać na trąbce? Serio? Większej niedorzeczności nie słyszała już od bardzo dawna. W jednej chwili parsknęła, kręcąc głową, a w drugiej stwierdziła:
- Błagam cię, nie rozśmieszaj mnie.
Nadal jednak stał zbyt blisko, więc panna Blackwood wciąż mimo, że z tym walczyła, czuła lekkie skrępowanie. Cały czas przecież czuła bijące od niego ciepło, które rozpraszało jej zmysły powodując to, że nie mogła się skupić. Cały czas górował nad nią sprawiając, że nie miała gdzie podziać wzroku bo przecież nie będzie go wlepiać w gryfona przez cały czas.
Kiedy się jednak w końcu odsunął Blake poczuła irytujące uczucie pustki. No jak to, przecież tego właśnie chciała. Do tego dążyła, żeby dał jej święty spokój i nie osaczał jej już. Więc dlaczego zaczęło jej brakować nagle zapachu trawy i tego wkurzającego uśmiechu przyklejonego do jego ust? Wypuściła powietrze ze świstem i zacisnęła szczękę. Była zła. Była, prawdę powiedziawszy wściekła i sama nie wiedziała czy na siebie - czy na niego.
- Zrobię. Ale zrobię jak stąd wyjdziesz więc wynoś się stąd - wycedziła. Czuła, że poniosła sromotną porażkę, ale nic nie mogła na to poradzić.
- Robię to tylko dlatego, że nie mam pieniędzy i wierz mi, to ostatnia rzecz o którą mnie prosisz.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sro Mar 23, 2016 7:04 pm

Nie ona jedna go nienawidziła. Znalazłaby wielu ochotników, którzy poparliby ją w przyłożeniu mu klątwą. Tylko problem w tym, że słyszał już wiele groźnych obietnic, a jakoś jeszcze żadna się nie ziściła. Czekał, czekał, a tu dalej nic. Czcze pogróżki, które spływały po nim jak po kaczce. Jonathan nie zasługiwał na bardzo wiele rzeczy, a mimo tego je miał. To zastanawiające, że taki popierdoleniec zawsze się z wszystkiego wykaraska.
- Iść? Proszę bardzo. - wyminął ją i sięgnął po swój plecak. - Ty mnie do niczego nigdy nie zmusisz. To przez Smoczycę tutaj przyszedłem, poza tym byłem dla ciebie miły i dlatego nie spierdoliłem przy pierwszej okazji jaka się nadarzyła. - prawie wycedził przez zaciśnięte zęby, kończąc cackanie się z panną Blackwood, która tylko zniechęcała do siebie pewnego Gryfona. Jeśli wcześniej jej towarzystwo mu nie przeszkadzało, tak teraz zaczynało przeszkadzać. Schował księgę eliksirów do plecaka, z trudem ją tam upychając. Nie było tam wiele ksiąg czy pergaminów. Gdzieś tam na dnie walały się pióra ukradzione Everettównie i inne fanty, niezbędne do tworzenia szalonych eksperymentów.
- I tak jesteś sztywniaczką. Nie umiesz się bawić i dlatego ślizgoni się z ciebie nabijają. Ta, słyszałem na eliksirach jak cię obgadywali. Zastanawiałem się czy im nie przyłożyć, ale nie zdążyłem. - mruknął ot tak, tylko ją informując o faktach oczywistych. Z reguły Prior miał w głębokim poważaniu kto kogo obgaduje, nawet jeśli tematem głównym jest Jonathan we własnej osobie. To, że ktoś cię obgaduje oznacza zazdrość. Ale na lekcji Singlar i jak mu tam, Guaro aż prosili się o zrównanie z ziemią czy w najlepszym przypadku podpalenia włosów, nie tylko tych na głowie, ale i na nogach czy w kroczu.
Opuścił powoli plecak na podłogę, nagle sztywniejąc. W jednym kroku zmaterializował się przed Blake z pobladłą, wściekłą miną. Chwycił mocno jej ramię, wbijając w nie palce.
- Spróbuj jeszcze raz nabijać się z mojej gry na trąbce, a pożałujesz, że kiedykolwiek usiadłaś ze mną w ławce. - warknął, mierząc ją wzrokiem od góry do dołu. Puścił ją i cofnął się od niej z zniesmaczoną miną. Nienawidził, gdy ktoś nie doceniał magii muzyki i nabijał się z instrumentów. Nieświadomi i żałośni śmiali się, nie mając pojęcia jak wiele można zyskać poprzez tkanie nut. Dzięki temu hobby Prior zachowywał wewnętrzną równowagę i naprawdę nie zwariował. To jego ucieczka, jedyne drzwi, za którymi czekała go stuprocentowa pewność. Żadna Blake ani żaden inny człowiek nie będzie się z tego nabijał.
Teraz, gdy zgodziła się zrobić eliksir, nie ucieszył się zbytnio i nie wyszczerzył do niej zębów. Prawie wzruszył ramionami. Teraz, gdy obraziła jego talent muzyczny, mógł zapłacić całe kieszonkowe na tę pracę domową.
- Spoko. Jeśli chcesz uniknąć kłopotów to po prostu na przyszłość nie dosiadaj się do mnie do ławki. Singlar chętnie cię przygarnie do towarzystwa. - burknął, cały czas mocując się z przeklętą książką, która za nic w świecie nie chciała wejść do plecaka.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sro Mar 23, 2016 10:03 pm

Prawie pokazała mu faka. Naprawdę. Zachowała jednak resztki przyzwoitości i nie zrobiła tego, ale jak wielką miała na to ochotę, to wiedziała tylko ona. Zawsze ostatnie słowo musiało należeć do Priora? Zawsze na jedno jej zdanie on miał pięć swoich? Podpierając się pod boki stanęła na wprost niego.
- Pieprz się Jonathan. Faktycznie, byłeś dla mnie tak zajebiście miły, że opiszę ten dzień w pamiętniku jako jeden z piękniejszych w moim życiu. Dodać te dwa wybuchy i faktycznie - nic lepszego nie mogło mnie dziś spotkać.
Jak to się stało, że z zaczepnego i całkiem nawet przyjaznego tonu przeszli do cedzenia słów przez zęby? Jak to się stało, że w kilka minut napięcie w sali zmieniło się w nieprzyjemne iskrzenie, które w połączeniu z zapalonym piromanem nie mogło przynieść niczego dobrego? Blake nie lubiła się kłócić. Serio, to była ostatnia rzecz na jaką się porywała, ale z tym gryfonem inaczej się po prostu nie dało.
- Ślizgoni się ze mnie nie nabijają - odparła spokojnie słysząc ten zarzut. - Musiałeś się przesłyszeć. A nawet jeśli jakimś cudem ktoś mnie obgadywał to wielkie dzięki, nie proszę o pomoc. Potrafię o siebie zadbać, więc ktoś taki jak ty nie musi stawać w mojej obronie.
Nie robiła sobie kompletnie nic z tego, co ktoś o niej mówił, ale oczywiście jeśli chodziło o nieznajome jej osoby. Zależało jej na zdaniu osób takie jak on, lub bliskich jej ludzii. Przejmowała się tym, jak ją widzą. Gdyby interesowało ją zdanie wszystkich w szkole musiałaby nie robić nic innego tylko się przejmować.
Obserwowała go, jak powoli zbierał swoje rzeczy, by zgodnie z jej życzeniem opuścić salę w której oboje powiedzieli sobie już tyle niemiłych słów. I dobrze, niech sobie idzie. Nie powinna była w ogóle go tu za sobą ciągnąć. Nie miałaby teraz w sobie tylu sprzecznych emocji ani problemu, w postaci jego osoby ponieważ nie wiedziała, czy Jonathan bardziej ją ciekawił, czy irytował. Wszystko poszło nie tak jak planowała. Przecież mieli razem w spokoju uwarzyć ten eliksir, podziękować sobie potem, a następnie rozejść się w sobie tylko znanym kierunku. Szkoda, że się nie udało. Szkoda, że z nim w zasadzie nie miało prawa się udać.
Nagle zmaterializował się przed nią z wściekłym wyrazem twarzy, którego przez ułamek sekundy trochę się szczerze mówiąc przestraszyła. Poczuła uścisk na ramieniu, po którym z pewnością pozostanie jej ślad, ponieważ niestety była na takowe bardzo podatna. Jednym szarpnięciem wyrwała się chłopakowi i odwzajemniła zirytowane spojrzenie.
- Jaki drażliwy. Nie nabijałam się z ciebie ani z twojej gry, tylko z tego, że nie wyobrażam sobie, że robisz to DLA MNIE. Chodziło mi o to, że skłamałeś. Cały świat nie kręci się tylko wokół ciebie - syknęła już całkiem rozeźlona. Zarzucał jej coś, co w ogóle nie miało miejsca i jeszcze miał czelność na nią warczeć. Jeśli do tej pory panna Blackwood żywiła do tego chłopaka jakieś cieplejsze uczucia, to po tym jak ją właśnie potraktował wyzbyła się ich do końca. Mógł sobie mieć tę zniesmaczoną minę, mógł ją obrażać na czym świat stoi - na Blake nie robiło to już żadnego wrażenia.
- Na koniec, zanim wyjdziesz, chciałabym ci przypomnieć, że to nie ja siadam z tobą w ławce, tylko ty ze mną. Po drugie - nie chcę mieć z tobą już nic wspólnego więc znajdź sobie inną ofiarę losu do odrabiania prac domowych bo ja już palcem nie kiwnę. Po ostatnie miło było poznać - wyrzuciła z siebie jednym tchem, po czym obróciła się do niego plecami. By zająć czymś ręce zaczęła na powrót ustawiać swój kociołek i wszelkie potrzebne składniki. Było jej przykro. Jak już mówiłam Blake nie lubiła się kłócić. W tej relacji jednak nie było miejsca na egoizm jednej i empatię drugiej strony.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Czw Mar 24, 2016 7:37 am

- Mogło spotkać cię coś o wiele gorszego. - warknął, nie rozumiejąc dlaczego dał się takiej Blake wytrącić z równowagi. Uparta jak osioł i jeszcze podskakuje, zupełnie jakby nie znała jego reputacji i ognistego temperamentu. Nie mógł wyjść z podziwu, że cicha Blackwood okazała się kimś lepszym niż z początku zakładał. Nie była nudna, potrafiła dogryźć i jeśli się ją wystarczająco podjudziło, umiała zagiąć. Nie jego, oczywiście, że nie Priora, ale ogólnie rzecz biorąc gdyby Blake się postarała, wyszłaby na ludzi. Dołączyłaby do grona osób, którymi Jonathan się otacza. Musiałby tylko przyciskać ją tak długo, aż utrzymywałaby ten stan otwarcie, codziennie, nie tylko wobec niego, ale i również innych. Musiałaby być silniejsza charakterem, a zrobiłby z niej jedną ze swoich dobrych koleżanek, których nie sprowadza do poziomu żółwi syberyjskich.
- Nie zamierzam ciebie niańczyć, zapomnij o tym. Następnym razem się do nich dosiądę i pośmieję się wraz z nimi. - obiecał, bo mimo stereotypów Slytherinu potrafił się z nimi dogadać, jeśli tylko nie schodzili na temat czystości krwi. Wtedy bił po głowie i uszach, aby zamknęli swe arystokratyczne jadaczki i zachowywali się jak człowiek, a nie matrony z koronami.
Ręce mu opadły. Pod nosem wymamrotał po norwesku wiązankę soczystych przekleństw, które między innymi dotyczyły nienormalnej logiki kobiet. Ze wszystkich stworzeń świata tylko płeć żeńska uchodziła za niemożliwą do zrozumienia. Działały tak zawile, że reszta świata mogłaby tylko na ślepo się z nimi obchodzić, ryzykując przy tym życiem w każdej sekundzie żywota.
- Merlinie, a co to za problem grać dla ciebie? Codziennie dedykuję utwór wielu osobom. Zarzucasz mi kłamstwo, a nie masz podstaw twierdzić, że kłamię. - przeszył ją wzrokiem, i o dziwo, nie był już rozwścieczony jak chwilę wcześniej, a tylko rozdrażniony i zniecierpliwiony.
- Oczywiście nie zasługujesz, żeby cokolwiek tobie dedykować, ale jakieś trzy minuty temu byłem skłonny to zrobić. - westchnął i zgarbił ramiona, jakby dźwigał na nich cały ciężar świata. Dedykacja to dla niego pestka. Nie miał z tym najmniejszego problemu i nie traktował muzyki jako magii tylko dla wybranych. Jeśli uparłby się, zagrałby dla Pani Norris (zapewnie jakieś dziwne zaklęcie usypiające, bo przecież nic innego nie warto, bo jesio pogryzie trąbkę). Machnął na to wszystko ręką, bo to tylko dodatkowy powód do kłótni. Nie miał sił już gnić w tej klasie i znosić humorków Blake. W jednej chwili próbowała go zamordować, potem śmiała się, potem była zmieszana, a teraz znowu z jej oczu ciskały gromy. Okres jej się zbliża czy co? Wolałby, żeby po prostu go nienawidziła albo lubiła, a nie raz przeskakiwała z jednego na drugie i tak co chwila. Zwariować idzie.
- Bla bla. Wyluzuj, bo złość piękności szkodzi. - przerwał jej w połowie wypowiedź, która miała go na celu uciszyć, ale oczywiście bezskutecznie. Wywrócił tylko oczami, bo mogą wałkować ten temat dzień i noc, a i tak z nim nie wygra. Zachowywała się jak szczeniaczek, który wgryzał się dziąsłami w nogę swego rodzica i próbował go "zamordować". Nie na rękę było mu stracenie Blake jako Obiektu-Do-Odrabiania-Prac-Domowych, ale skoro i tak w planach miał znalezienie Krukona i zapłacenie mu za referat... to niech będzie, nie będzie się łasił do Blake i błagał jej o pomoc. Za bardzo uraziła jego talent do muzyki. Koniec i kropka.
Udało mu się w końcu wcisnąć księgę do plecaka. Zasunął go i założył na jedno ramię. Blake się już odwróciła do niego plecami i mimo, że stał jakieś pięć metrów dalej, czuł na skórze jej wściekłość i złość. Mimowolnie się uśmiechnął sam z siebie, bo Blake w końcu pokazała pazury. Nie była taka mdła i nudna jak z początku zakładał. W końcu ją zauważył i zobaczył naprawdę.
- Jeszcze jedno. - uniósł palec wskazujący i podszedł do Puchonki, bezszelestnie materializując się pół metra przed jej twarzą. Z rozbawioną facjatą nachylił się do pobrudzonego sadzą policzka i musnął go wargami. Trwało to zaledwie pół sekundy, bo w następnej minucie drzwi klasy się za nim zamknęły. Rzucił na odchodnym tylko jedno zdanie:
- Będą z ciebie ludzie.

[z tematu]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   

 

Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Nieużywana cieplarnia nr 3
» Stara, pusta klasa
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa
» Klasa Artystyczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-