IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet Głównego Uzdrowiciela

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Colleen Trent
avatar

PisanieTemat: Gabinet Głównego Uzdrowiciela   Wto 01 Wrz 2015, 19:20


Gabinet Głównego Uzdrowiciela


Gabinet Głównego Uzdrowiciela znajduje się na V piętrze Szpitala, na prawo od herbaciarni.
Można tu uzyskać informacje na temat członków rodziny przebywających na oddziałach zamkniętych, złożyć skargę na niekompetentnego uzdrowiciela, uzyskać wgląd do swojej dokumentacji medycznej jak również złożyć dotację na rzecz szpitala.


Gabinet był zamknięty od kilku miesięcy, co było odzwierciedlone w grubości warstwy kurzu pokrywającej meble. Kilka minut mocowała się z zamkiem, aż ten w końcu poddał się z trzaskiem i teraz stała na środku pokoju lustrując wzrokiem przestrzeń. Nie miała wcześniej czasu, żeby tu przyjść, ostatnie tygodnie były wyjątkowo stresujące. Najpierw zniknął Onri, ale że zawsze chodził własnymi drogami, nikt jakoś szczególnie nie przywiązywał do tego uwagi. Tak samo było z tą egzotyczną lekarką, której tak naprawdę nie zdążyła poznać - z tym, że ona podobno przebywała gdzieś w Rumunii. Tylko, że potem w powietrzu rozpłynął się Clint Horris.
Swojego przełożonego kojarzyła jeszcze z czasów, kiedy był uzdrowicielem na oddziale Zakażeń Magicznych. Mężczyzna samą swoją posturą wzbudzał respekt, ale ceniła go przede wszystkim ze względu na jego inteligencję i zaradność, podejście do pracowników, pacjentów, a także ogromną wiedzę i skuteczność. Jej sympatię zaskarbił sobie kiedy, jeszcze jako stażystka, podczas pewnego dyżuru robiła wieczorny obchód na oddziale pediatrycznym i zauważyła go wśród małych pacjentów, co zaskoczyło ją, a jednocześnie wywołało uśmiech na twarzy. Nie przepadał za papierkową robotą, ale nigdy jej nie zaniedbywał i, jako że uczyła się pod jego kierownictwem, czasem i w tym musiała brać udział, chociaż praca w Administracji nigdy nie była jej marzeniem. Czasami znikał na kilka dni, ale zawsze były bardziej kompetentne osoby, które były w stanie przejąć jego obowiązki. Tym razem to na nią spadł wątpliwy zaszczyt prowadzenia Szpitala i w miarę upływu czasu stało się jasne, że Horris nie wróci.
Dotychczas pracowała ze swojego gabinetu, które było połączeniem biura i pokoju zabiegowego, ale nie była w stanie dopilnować całej dokumentacji i tonęła w powodzi mniejszych i większych kartek, których stos chwiał się niebezpiecznie na krawędzi jej biurka. Wcześniej tego dnia posegregowała je i spakowała do pudeł, które teraz wniosła i postawiła na pokaźnych rozmiarów sekretarzyku z ciemnego drewna. Za jej plecami na ścianie, na zawieszonych półkach, różnego rodzaju, koloru i rozmiaru książki z dziedziny uzdrowicielstwa, eliksirów, zielarstwa, magii leczniczej i urazów pozaklęciowych mieszały się z folderami wypełnionymi dokumentacją medyczną. To, że Horris nie zaniedbywał wypełniania i przeglądania kart pacjentów, nie oznaczało, że trzymał je w idealnym porządku.
Westchnęła ciężko wyciągając różdżkę zza ucha i wykonując kilka szybkich ruchów - tyle zajęło jej odświeżenie pokoju. Sięgnęła po foldery na półkach zdejmując je z nich i układając alfabetycznie na biurku, przy okazji przestawiała książki w taki sposób, by jak najbardziej pasowały do siebie tematycznie. Światło w pokoju było ciepłe i jasne, godzina dnia wciąż młoda, a ona pełna pragnienia, by wreszcie mieć to za sobą, więc szło jej dość sprawnie. Sekretarzyk opróżniła w następnej kolejności - wolne pergaminy, kałamarze i pióra ułożyła w pustych dotychczas szufladach potężnego biurka. Dzięki temu zyskała miejsce na dokumentację pacjentów w sekretarzyku, a że mebel był zamykany na klucz było to zdecydowanie bardziej bezpieczne niż dotychczasowy system. Wyjęła karty pacjentów przebywających teraz na oddziałach i zagłębiła się w lekturze.
Zobacz profil autora
Phoebe Milloti
avatar

PisanieTemat: Re: Gabinet Głównego Uzdrowiciela   Czw 15 Paź 2015, 17:37

Milloti wlała w siebie ponownie ten słodki, czarny napój bogów zwany przez laików kawą.
Przecierając oczy. Ze zmęczenia, z sfrustrowaniem, z wyraźnym wyrazem na twarzy nie-pochodź-do-mnie-o-ile-nie-chcesz-zarobić-w-twarz. Za co pewnie, miła w gruncie rzeczy młoda pani aurorka byłaby by przepraszała - to wszystko z wyczerpania. Fizycznego oraz psychicznego - i nawet nie wie, jakie dotkliwiej jej teraz doskwierało.
Bo od czasu zamachu popełnionego w samym sercu magicznego świata, w atrium Ministerstwa Magii jej życie stało się pracą. Czasami owocną, potrzebną i pożyteczną - jak wysyłanie rannych świadków zdarzenia do Munga, zaraz po zamachu. Czasem jednak… obowiązkami tyle nudnymi, co niepotrzebnymi. Powinnościami, które dusiły zarówno pheeboswe możliwości jak i potencjał. I chociaż zdawać się mogło, że będzie wiele ciekawych, sensownych misji do wykonania - nie dla niej. Bo najwyraźniej Howie i Moody uwzięli się na nią, a zapracowana Zośka niewiele dostrzega z z tego seksistowskiego duetu pod tytułem - „Nie damy się Milloti wykazać. Dlaczego? Bo nie. Nie gadaj i idź do Munga przeprowadzić wywiad z Twoją Merlinie-ducha-winną przyjaciółką”.
Jak postanowili, tak też zrobiła choć nie omieszkała przy tym pokazać co tak naprawdę sądzi o tych wszystkich przesłuchaniach. One i tak nie miały sensu, dopóty dopóki nie znajdzie się podejrzanego - no bo co postronny świadek, taki jak Col, może wiedzieć o zaginięciu tego całego Horrisa? Gość był dosyć nietypowy, często znikał, dużo podróżował a nad jego domem nie wisiał nigdy Mroczny Znak. Po prostu pewnego dnia postanowił zapaść się pod ziemię i tyle - nie, Coleen nie będzie nic o tym wiedzieć. Nie według Pheebs, a druga opcja - ta, że jest podejrzana już w ogóle nie wchodziła w grę. Ta sprawa, o wiele bardziej skomplikowana niż się wydaje powinna podążać szlakiem innych tropów. Ten wywiad byłoby kompletną stratą czasu, gdyby nie fakt, że w końcu będzie miała chwilę porozmawiać z Col.
Zaniedbała ostatnimi czasy tę relację, zajęta swoim życiem oraz obowiązkami. Za co powinna kajać się, bić w piersi i dostać należytą burę, której spodziewała się stukając do drzwi Głównej Uzdrowicielki. To chore, że nawet nie miała czasu jej podziękować a list Howiego przypomniał jej o niedawnym, nieświętowanym jeszcze awanse panny Trent. Wstyd panienko Milloti, wstyd i hańba.
- No cześć - rzuciła z szerokim uśmiechem wchodząc do gabinetu przyjaciółki. Jej własnego, od tej pory i po wsze czasy (miejmy nadzieję), otrzymanym w spadku bo zaginionym dyrektorze. Który nie dość, że był dziwakiem to jeszcze cechował się naturalną umiejętnością do robienia ogromnego bałaganu. Pheebs wchodząc do pomieszczenia uderzyła bariera gęstego kurzu, którego kłęby całkiem niedawno zostały wzbite w powietrze. Och, tego jest tu tyle, że Coleen do wiosny nie zdoła tego uporządkować. A tak nie może być, nie może być.
- Co tam? Widzę, że już się bawisz w młodą archiwistkę. Horris pozostawił po sobie górę nieuporządkowanych papierów? Och, współczuje - rzuciła Pheebs, stawiając kubki kawy na biurku Col - Przyniosłam Ci kawę, pij póki ciepła - dodała, po czym rozsiadła się wygodnie w fotelu naprzeciwko medyczki. Dusząc w sobie wyrzuty sumienia, niby to beztrosko podjęła temat - Jak tam życie?
Chcąc najdłużej jak tylko się da odwlec niewygodnego dla ich obojga przesłuchania. Och no dobra, trochę się denerwowała wiedząc, jak może być to niezręczne. Bardzo niezręczne.
Zobacz profil autora
 

Gabinet Głównego Uzdrowiciela

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet dyrektora
» Pomieszczenie Główne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Londyn
 :: 
Szpital Św. Munga
-