IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Salon pianistki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Salon pianistki - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Salon pianistki   Salon pianistki - Page 9 EmptySob 24 Lis 2018, 14:12


Finn mimo pierwszego nieudanego ważenia w oczach Francuzki był jednym z milszych przedstawicieli płci przeciwnej w murach zamku. W chwili, gdy Gab poznała Castiela jej zdanie na temat blondyna bardzo się zmieniło i to na plus. Na co dzień chłopak wydawał się zupełnie niegroźny, zaobserwowała że jego nastroje zmieniały się w chwili gdy rozmowa wchodziła na temat muzyki i każdej odmiany tej dziedziny życia. Wtedy w błękitnych oczach pojawiały się iskierki, a usta właściwie się nie zamykały. W takich chwilach zastanawiała się jakim cudem mówiąc tak szybko jest w stanie zaczerpnąć tchu. Posłał w jej stronę uśmiech numer 314, kiedy to kąciki ust wędrują ku górze, jednak nie ukazuje on szeregu białych zębów.
Uśmiech dziewczyny poszerzył się, francuskie słowo wypowiedziane przez Puchona obudziło w niej to przyjemne uczucie ciepła. Och jakże tęskniła do swojego rodowego języka. Tak rzadko ktoś go tu używał, że nawet taka mała namiastka była jak muzyka dla jej uszu. Nie trudno było zauważyć, że oboje należeli do tych dobrych dusz, jak większość uczniów przynależących do domu Helgi. Tiara nie mogła podjąć lepszej decyzji niż ta, by Gab trafiła właśnie do Hufflepuff. Mimo początkowej krępacji czuła się przy nim swobodnie. Otworzyła szerzej oczy zaskoczona jego pytaniem, po czym zmarszczyła podejrzliwe na niego brwi.
-Słony? - powtórzyła z wyraźnym zdezorientowaniem – Istnieje coś takiego? – zapytała. We Francji była przyczajona do karmelowej kawy, tak po prostu. Nikt nigdy nie zadał jej podobnego pytania. Nie miała pojęcia o istnieniu słonego karmelu, a połączenie tych dwóch smaków ni jak jej nie pasowało. Jak coś może być zarazem słodkie i słone? To przeczyło wszelkim prawą natury. Usiadł obok niej uważnie słuchając każdego wypowiedzianego przezeń słowa. Czasem miała skłonności do gadulstwa, jednak jemu dawało się to nie przeszkadzać. Wpatrywał się w nią z takim skupieniem przez co poczuła się nieco zawstydzona, choć z drugiej strony było to bardzo miłe. Nie znała Finna z tej strony, dotąd nie mieli okazji do rozmowy sam na sam, a dla dziewczyny była to miła odmiana. Obdarzyła go smutnym uśmiechem mrugając. W ciągu dnia starała się o tym nie myśleć, wśród lekcji, zajęć dodatkowych, treningów oraz prób łatwo było zapomnieć o tęsknocie zwłaszcza, że wokół niej ciągle byli ludzie, jednak kiedy kładła się do łóżka czasem nachodziły ją smutne myśli. Wtedy było najgorzej, czasem wręcz chciało jej się płakać. Tęczówki blondynki zaszkliły się delikatnie, zamrugała szybko kilka razy, by pozbyć się zdradzieckich łez, które uparcie cisnęły się jej do oczu.
- Dziękuje – oznajmiła –To prawda, ale to chyba tylko dzięki takim ludziom jak Vini czy ty – przyznała, zapewne gdyby nie było ich na jej drodze, ta cała przeprowadzka i zmiany z nią związane przechodziłaby znacznie ciężej. Dużo też zależało od charakteru, na szczęście panienka Levasseur należała do osób odważnych oraz otwartych, które łatwo adaptują się do nowej sytuacji.
-Och… przepraszam – również zaśmiała się ze swojej pomyłki jednocześnie będąc wdzięczna blondynowi , że ją poprawił. –Dziękuje, czasem myle pewne słowa – przyznała lekko się rumieniąc. Nienawidziła tych wstrętnych różowych plam, które zawsze pojawiały się w momencie w którym by sobie tego najmniej życzyła. Poszła za jego niemą prośbą siadając przodem do pianina, z tej perspektywy wydawało się być jeszcze wspanialsze. Dopiero teraz odkryła pięknie wyrzeźbiony motyw wyryty w drewnianej klapie, mimochodem dotknęła go opuszkami palców, z niezwykłą subtelnością badając jego fakturę. Nie wiedziała co powiedzieć, odebrało jej mowę, a dłoń zawisła w powietrzu kiedy spojrzała na blondyna. Nigdy wcześniej czegoś takiego od nikogo nie usłyszała, serce zatrzymało się w jej piersi. Nie mogła zaczerpnąć tchu, a jakakolwiek próba wypowiedzenia chociażby słowa kończyła się jedynie otwarciem ust, by po sekundzie zamknąć je ponownie. Kierowana impulsem pochyliła się ku niemu dając buziaka w policzek.
-To bardzo…em miłe z twojej strony, dziękuje – szepnęła cicho. W tej całej sytuacji było coś nieprawdopodobnego. Wyczuć można było jak powietrze wokół tej dwójki elektryzuje, choć oni sami nie zdawali sobie z tego zupełnie sprawy. Drewno w kominku trzaskało pod wpływem trawiącego je ognia. Salon wypełniła mieszanka zapachów: sosnowego drewna, woń kwiatów wymieszanych z cierpkością niedojrzałych truskawek oraz tą pochodzącą od Finna – zapach źdźbła zboża wymieszany z wonią winogron, które przypominały jej dziadkową winnicę. Po chwili rozbrzmiał pierwszy dźwięk melodii, którą i ona znała. Uniosła kąciki ust ku górze, była to piosenka, którą w wersji francuskiej babcia z mamą śpiewały jej na dobranoc gdy była młodsza. Uważnie obserwowała ruch jego palców zapamiętując, które klawisze naciska, minęło zaledwie kilka sekund kiedy zaprosił ją do wspólnej gry. Przerażenie było pierwszym, co poczuła. Nie potrafiła grać właściwie na niczym, ale należała do ludzi które lubią podejmować wyzwania, dlatego kiwnęła potwierdzająco głową przejmując klawisze. Rozgrzana ciepłem ciała blondyna kość słoniowa była przyjemna w dotyku, gładka i nie taka pozbawiona życia. Białe prostokąty ustąpiły pod naporem palców Gabrielle wydając z siebie dźwięk. Uśmiechnęła się zadowolona z tego faktu, była to pierwsza melodia którą udało jej się zagrać
Nigdy wcześniej gra na czymkolwiek mi nie wychodziła - przyznała między kolejnymi dźwiękami, a okrutne fatum postanowiło wyjść jej naprzeciw. Mały palec zsunął się z odpowiedniego klawisza naciskając ten znajdujący się obok – fałszywa nuta zmroziła jej krew w żyłach. Zmarszczyła nos, automatycznie zabierając dłoń.
-Nie nadaję się do tego – skwitowała swoją nieudolność.
Finn Gard
Finn Gard

Salon pianistki - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Salon pianistki   Salon pianistki - Page 9 EmptySob 24 Lis 2018, 14:12

- W Miodowym Królestwie jest wszystko. Smaki z całego świata nawet takie nieznane. Musimy się kiedyś tam przejść, pokażę ci co i jak. - zagaił z miłym dla oka uśmiechem. Cieszył się, że sprawił jej przyjemność, naprawdę chciał nadrobić to jak na początku ich znajomości ją potraktował. Niby zostało mu to wybaczone, a jednak czuł w sobie potrzebę zadośćuczynienia. Będzie zatem dla niej miły tak długo aż sam sobie tego nie wybaczy i nie przejdzie z tym do porządku dziennego.
Dostrzegłszy zalążki łez w jej oczach aż wyprostował plecy i z zaniepokojeniem obserwował rozwój sytuacji. Zaczął sobie przypominać swoje własne słowa i szukać w nich możliwej przyczyny wywołania łez. Nie powiedział chyba nic obraźliwego... Ach, jakże doskwierał mu brak doświadczenia w obchodzeni się z dziewczynami. Umiał z nimi rozmawiać, nie jąkał się ani nie zacinał, nie sądził również, aby plótł głupoty. Niestety nie był pewien czy w niektórych sytuacjach nie porusza tematów, których nie przystoi. Pamiętał spotkanie z Nessie z Ravenclawu. Był wobec niej kulturalny i miły, a jednak obraziła się, stwierdziła, że nie ma sił dać się rozerwać. Do tej pory nie wiedział o co jej chodziło, wszak naprawdę był wobec niej pomysłowy i pogodny. Może Vinci posiada jakąś wiedzę jak się tutaj z płcią piękną obchodzić, jeśli wkracza się z nią w rozmowy ciut trudniejsze? Oby! Gabrielle nie podjęła tego tematu, wróciła do formy, a to oznaczało, że ciekawość Finna nie zostanie zaspokojona. Na całe szczęście miał na tyle rozwinięte poczucie taktu, iż nie nalegał na wyjaśnienia. Skoro słowem mu nie wypomniała, że w czymś nawalił, to nie będzie na siłę szukał dziury w całym.
Czuł się swobodnie w jej towarzystwie. Atmosfera wokół niej była taka lekka, miła, orzeźwiająca. Nic dziwnego, że komplement przyszedł sam z siebie, zupełnie nieplanowanie. Finn stronił od oklepanych słówek, starał się wykazywać kreatywnością nawet w życiu codziennym, nie tylko w muzyce. Nie spodziewał się jednak takiej reakcji z jej strony. Poczuł na policzku muśnięcie delikatne jak płatki kwiatu, owionął go miły zapach, a na skórze pozostał ciepły ślad, który po paru chwilach ulotnił się wpędzając Finna w autentyczne zakłopotanie. Uśmiechnął się trochę zawstydzony i dopiero teraz zobaczył minę Gabrielle. Nieumyślnie u niej zapunktował, co było wspaniałą wieścią! Był zatem na dobrej drodze, by jednak się z nią zaprzyjaźnić, a chciałby, bowiem miała odpowiednie przymioty charakteru, aby z nim wytrzymać dłużej niż jakiekolwiek osoby.
Śmieszna muzyka rozładowała napięcie, które nagle się między nich wkradło. Jej uśmiech zaraził Finna, który musiał teraz walczyć z cisnącym się na usta bananowym wyszczerzem. Szło mu tak nieudolnie i tragicznie, a jednak sens był zachowany. Jego ramiona drżąły od tłumionego śmiechu i nawet nie wykrzywił się, gdy Gabrielle wybiła fałszywy dźwięk.
- Ja też się nie nadaję, ale to zabawne. - nie wytrzymał, zaśmiał się wesoło kiedy to zmarszczyła zabawnie nos. Zsunął palce z klawiszy i popatrzył na nią z boku. - Umiem się śmiać z muzyki. Czasami, rzadko, ale umiem. Możemy się pochwalić Nicolasowi, ciekawe czy jego uszy zwiędłyby od naszego duetu. - chwilę po wypowiedzeniu tego stwierdził, że lepiej jednak nie narażać zmysłu słuchu Nicolasa na jakiekolwiek cierpienie bo wówczas biedny nie zdąży się wyleczyć do następnej próby kapeli. Posiedzieli w Salonie Pianistki jeszcze kilkanaście minut i gdy uznali, że czas iść na obiad udali się do Wielkiej Sali ramię w ramię. Ich rozmowa oczywiście dotyczyła muzyki, jak przystało na prawdziwych muzyków.

[zt x 2]

Enzo Romulus
Enzo Romulus

Salon pianistki - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Salon pianistki   Salon pianistki - Page 9 EmptyWto 04 Gru 2018, 13:56

Młody Lorenzo przywiązał liścik do nóżki swojej niewielkiej sówki w niezbyt sprzyjającej aurze śmierdzącej sowiarni i patrzył obojętnym wzrokiem jak odlatuje w kierunku zamku. Stało się. Zaprosił Jasmine Vane na randkę. Powiedział kłopotom: tutaj jestem! Jakby mało miał zmartwień ostatnio. Chociaż w sumie miał ich trochę mniej. Co prawda jego była dziewczyna ciągle wąchała kwiatki od spodu, ale znalazła się matka. Ledwo żywa i z większym kuku na muniu niż zwykle, ale było co zamknąć w Mungu, a nie trumnie. Teraz zajmowali się nią magipsychiatrzy w połączeniu z aurorami którzy próbują ciągle dojść do tego jak dała się porwać. Odnalezienie matki bardzo poprawiło nastrój Enza. Zaczął nawet się uśmiechać, a zakopane gdzieś daleko poczucie humoru powoli się odkurzało. Co prawda nadal miał odruch wymiotny patrząc na miotły, ale postanowił dać sobie jeszcze czas i wrócić też do tego. W końcu to jedna z nielicznych rzeczy na których się naprawdę znał i z którą wiązał swoją przyszłość. Tęsknił za lataniem. Jednak za każdym razem kiedy patrzył na miotłę widział jak miotła panny Faulkner nie hamuje i widział jej zmiażdżoną czaszkę. Bardzo wtedy dziękował genom za odziedziczenie wspaniałej pamięci po mamie. Mamie która teraz na chleb wołała pep, ale wszystko wskazywało na poprawę. Biznesowo też nie stał najgorzej. Rodzinny interes przynosił zyski, zatrudnił nawet dwie dziewczyny które teraz zarabiają krocie od watykańskich oligarchów. Pasmo sukcesów. Stąd też decyzja o sprowadzeniu na siebie kłopotów, bo umówmy się... Jasmine Vane była ogniem który miło grzał, ale łatwo zamieniał się w szatańską pożogę niszcząc wszystko dookoła. Niezaprzeczalnie miał jednak do niej ogromną słabość i nawet jeśli skończy jak kupka ludzkich prochów to i tak będzie twierdził, że było warto.
Ledwie zszedł z sowiarni, a przyszła już odpowiedź która sprawiła, że kąciki pełnych warg uniosły się w pełnym samozadowolenia uśmiechu. Szybko napisał odpowiedź na odwrocie i ruszył dalej zielonymi błoniami w stronę zamku.
Cały dzień spędził na porządkowaniu salonu pianistki który zwykle był ilustracją słowa graciarnia. Wszystkie niepotrzebne sprzęty usunął w jeden kąt, przygotował jeden stolik, dwa krzesła. Aksamitny obrus w szmaragdowym kolorze który zostawiła w Hogwarcie jego matka idealnie się przydał. Tak samo jak milion świeczek które rozstawił po całym pomieszczeniu. Ze starego gabinetu matki wygrzebał jeszcze piękną porcelanę w jednorożce, bo wydała mu się lepszym wyborem niż ta w sklątki tylnowybuchowe i znalazł nawet pasujący do reszty dzbanek. I pozbył się kurzu, a na jednej ścianie udało mu się w bólach i trudach wyczarować jaśmin. Oczywiście na tej najmniejszej ścianie. Fortepian miał zamkniętą klapę, żeby mogło na nim stanąć całe mnóstwo świeczek. A kiedy już skończył mógł spokojnie wrócić do dormitorium, żeby umyć się i przebrać w jeden z tych swoich zaprasowanych w kant garniturów w kolorze czarnym. Wypastowane lakierki były równie czarne, a koszula pod spodem śnieżnobiała. Kołnierzyk zostawił nonszalancko rozpięty. Włosy ładnie wyczesał, ale nie chciało mu się bawić w żel do włosów, więc widać było jak zakręciły się w artystyczny nieład który mimo wszystko sprawiał wrażenie uporządkowanego. Miał ze sobą bukiet z jaśminu który już ewidentnie podjebał z cieplarni i zadowolony zszedł na trzecie piętro by czekać na swoją dzisiejszą randkę.
Jasmine Vane
Jasmine Vane

Salon pianistki - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Salon pianistki   Salon pianistki - Page 9 EmptySro 05 Gru 2018, 15:30

Co z oczu to z serca. Ta maksyma miała wiele prawdy w sobie, więc od kiedy Franz tajemniczo zniknął ze szkolnych korytarzy, łatwiej było panience Vane mniej o nim myśleć. Początkowo zastanawiała się, co się z nim stało, ale plotki o tym, co wydarzyło się na pogrzebie Rosiera szybko się rozniosły, a że zbiegło się to w czasie z zniknięciem Niemca, logika szybko ułożyła historię w jedną całość. Skoro Krueger wybrał swoją drogę i do tej pory się nie odezwał, wynik rozważań był jasny. Jasmine obdarzona w nową siłę ponownie dumnie kroczyła korytarzami Hogwartu, posyłając to słodkie, jaki i jadowite uśmieszki. Widać było w jej brązowych oczach dawne iskierki i tylko naprawdę sprytny obserwator, który znał panienkę Vane jak własną kieszeń mógł dostrzec, że momentami ten blask był lekko przytłumiony.
Dawna prezencja oraz styl bycia miały też jedną charakterystyczną cechę. Kontakty towarzyskie, od których Jas nie stroniła. Właśnie na jednym ze spotkań z koleżankami, na szkolnych plotach, dotarł do niej liścik od Enzo. Kiedy Tanesha opowiadała co nieco o ostatniej styczności z Wielebnym, Jas z delikatnym uśmieszkiem odpowiedziała Enzo na wiadomość.
Czas mijał potwornie szybko, dlatego dopiero kwadrans przed czasem Vane zorientowała się, jak jest spóźniona. Przebrała jedynie szkolną spódnicę i koszulę na nieco zwiewniejszą, bordową sukienkę i przeczesała włosy palcami. Wetknęła różdżkę za podwiązkę ukrytą pod materiałem. Spokojnym krokiem udała się na wskazane, trzecie piętro. Gdy wyłoniła się zza załomu korytarza, dojrzała znajomą, włoską sylwetkę Enzo. Miała do niego słabość. Uśmiechnęła się lekko, zatrzymując się krok przez Krukonem.
-Filcha wyrzucili na emeryturę, że tak się ładnie ubrałeś? -zagadnęła żartobliwie na powitanie.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Enzo Romulus
Enzo Romulus

Salon pianistki - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Salon pianistki   Salon pianistki - Page 9 EmptySro 05 Gru 2018, 23:53

Niezaprzeczalnie stawił się przed czasem. Jedno spojrzenie na zegarek ciągle zdobiący jego nadgarstek wystarczyło by wiedzieć, że ma jeszcze czas nadrobić to co zapomniał zrobić. Jedna włoska kurwa poleciała w nicość, a on ruszył schodami w dół na szabry. Kwadrans później niósł już ciasto czekoladowe i dzbanek kawy w piknikowym koszyku. Miał też pierniczki i szarlotkę, bo skrzaty uznały, że skoro tak ładnie się ubrał i był miły to na pewno ktoś znowu mu umarł, więc na osłodę dołożyły trochę od siebie. Zdążył koszyk zostawić koło stolika, podpalić wszystkie świeczki które wcześniej tak skrzętnie ustawił i ustawić się na wcześniej obranej pozycji jak gdyby nigdy nic kompletnie ignorując zaciekawione spojrzenia namalowanych przed wiekami czarodziejów w pantalonach.
Czas płynął leniwie, a on z każdą minutą stresował się coraz bardziej chociaż w myślach wciąż powtarzał sobie, że to tylko Jasmine. Szkoda, że to wcale nie pomagało, bo to nie była tylko Jas, ale TA JASMINE. Ślizgonka dla której raz prawie dosłownie stracił głowę dzięki uroczemu tulipanowi z butelki w ręce jej byłego chłopaka, który chyba nie do końca ogarnął, że jego data ważności u boku tej młodej damy wygasła. Jeśli jednak wierzyć plotkom, a Romulus skłonny był do tego przejawu naiwności, jej były był w zamku wielce nieobecny co dawało duże szanse na przeżycie. Cudownie.
- Filcha wyrzucili na emeryturę, że tak się ładnie ubrałeś?
Odwrócił twarz w jej stronę posyłając jej delikatny uśmiech.
- W końcu zabieram Cię na randkę, czyż to nie jest wystarczająca okazja? - puścił jej oczko czując jak jakiś czas temu uśpiona radosna część jego barwnej osobowości powoli budzi się do życia. Brawo, Lorenzo! Nareszcie, czekaliśmy! W jego oczach widać było uznanie dla jej stroju, bo niezaprzeczalnie ją zlustrował wzrokiem. Nawet jeśli zakończy się to rozbiciem matczynej zastawy w jednorożce na jego pustym łbie to i tak już wie, że było warto. Na szczęście czego Franzi nie widzi to Franzia nie boli. Co z oczu to z serca, nie?
- Wyglądasz bellissima- stwierdził na przywitanie od razu witając się tradycyjnie całując ją w oba policzki. Uroki bycia południowcem! Dość naturalnym ruchem wskazał jej drzwi prowadzące do salonu pianistki puszczając ją przodem.
- Obiecałem kawę i ciastka więc będzie kawa i ciastka. Na co komu Hogsmeade...- prychnął ironicznie, choć tak naprawdę zamknięcie w kilkuset ścianach zamku z ograniczeniem do błoni bolało jego duszę miłującą Zonka i jego dowcipy co sobotę. A teraz? Sprzedaż wysyłkowa to nie to samo.
Sponsored content

Salon pianistki - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Salon pianistki   Salon pianistki - Page 9 Empty

 

Salon pianistki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
III piętro
-