IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Sala Świateł

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Pią 01 Kwi 2016, 17:51

Szczerze? Też chciała krzyczeć. Też chciała móc rozpętać awanturę, palcem wskazać kolejne błędy wyjaśniające, dlaczego zamiast rzucić się na krukońską szyję i wycałować chłopaka w oba policzki - dlaczego po prostu uciekła. Chciałaby mieć pod ręką zestaw argumentów pozwalający jej załatwić sprawę tak skutecznie, jak te kilka lat temu. Bo wtedy rozwiązanie było... Było. Jasne, przejrzyste, niepozostawiające wątpliwości. Nie to, co teraz. Teraz panna Annsley nie miała ani pewności, ani argumentów. Jedyne, czego jej nie brakowało, to pytań i problemów ze zrozumieniem, dlaczego potoczyło się to tak a nie inaczej. Choć więc bardzo chciała byś stanowczą, zdecydowaną, zdolną do jasnego postawienia sprawy, to na chceniu się kończyło. Klara nie wiedziała, jak się w tej sytuacji zachować i już, koniec.
W efekcie - choć wiedziała, jak bardzo zła to postawa i jak nieodpowiednia w stosunku do kogoś, na kim jej przecież zależało - mogła tylko udawać, że nie stało się nic, co wymagałoby komentarza. Oczywiście, w tym momencie nie było to w żaden sposób równoznaczne z powrotem do rzeczywistości sprzed, nazwijmy to, sądnego dnia - żadne z nich nie potrafiło przejść do porządku dziennego nad tą awarią, jaką zaliczyła ich relacja - ale raczej ze zwykłą obojętnością. Ignorancją. Niekomentowaniem tego, czego po prostu skomentować nie potrafiła i nie chci... Nie potrafiła, ograniczmy się tylko do tego. I nie pomagało nawet to, że znała porywczość Bena, a przez to mogła się domyślać - i obawiać - że Watts może zrobić coś głupiego. Zresztą, to przecież dotyczyło większości mężczyzn - odrzuceni próbowali sobie odbić porażkę u kogoś innego. Samcze ego domagało się przecież zadośćuczynienia za każdą odniesioną klęskę, także tę związaną z otrzymaniem kosza.
A przecież Claire właśnie to zrobiła. Dała Benowi kosza, ni mniej, ni więcej. Dała mu kosza i nie potrafiła teraz tego jakoś po ludzku naprawić.
Ostatecznie więc koncentrowała się na tym, czym mogła, co nie wymagało komentarzy. Wypowiadając jedynie kilka słów - te można było policzyć na palcach jednej, w porywach obu rąk - zamknęła się w narzuconych też poniekąd przez Bena sztywnych ramach lekcji, nie ważąc się  uczynić choćby kroku poza nie. Poufałość? Beztroska? Wygląda na to, że to stracili. Że sama tę stratę przypieczętowała.
W żaden sposób nie zmieniało to jednak faktu, że bliskość Bena wciąż była satysfakcjonująca i niezwykle przyjemna, a w kontekście aktualnej sytuacji - dodatkowo trudna do oswojenia. Gdy Krukon znikł jej z pola widzenia, przemieszczając się gdzieś za jej plecy, Claire nie obejrzała się, za to wyobraźnia zrobiła swoje. Podsuwając jej obraz Szkota stojącego blisko, dosłownie na wyciągnięcie ręki, zalała jej policzki rumieńcem i sprawiła, że choć po zaklęciu chłopaka drobne, dziewczęce ciało padło ofiarą mrozu, samej Puchonce było gorąco jeszcze przez kilka kolejnych chwil, nim szron wygrał wreszcie to nierówne starcie.
- E-expect-t-to pat-t-tronum. - Zaklęcie rzucone przez szczękającą zębami, sparaliżowaną zimnem dziewczynę nie miało prawa zadziałać, tym bardziej, że wobec tak nieprzyjemnych bodźców trudno było zachować w sobie to ciepłe, energetyzujące szczęście. Radość została wyparta przez znacznie bardziej prymitywne uczucie dyskomfortu, a Klara musiała mocno się starać, by wykonać nadgarstkiem odpowiedni ruch.
Porażka w tej sytuacji nawet jej nie zaskoczyła, a sama Annesley, zamiast się do niej jakoś szczególnie przywiązywać, zainteresowała się rzeczą ważniejszą - roztarciem zmarzniętych ramion i odruchowym skuleniem się, gdy wzdłuż jej kręgosłupa przebiegła kolejna fala dreszczy.
- Ja już chyba... Chyba dziś już nic mi nie wyjdzie. - Zabawne, że pierwsze wypowiedziane w kierunku Bena zdanie, składne i pełne, było przyznaniem się do jakiejś niedoskonałości. Bo choć jej wyniki mogły być godne pochwały, to sama Claire nie była pewna, na ile dobrze jej poszło. Ostatecznie znaczący sukces odniosła tylko raz, więc... To mogło być zbyt mało. Może inni radzili sobie lepiej.


Ostatnio zmieniony przez Claire Annesley dnia Pią 01 Kwi 2016, 18:49, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Pią 01 Kwi 2016, 17:51

The member 'Claire Annesley' has done the following action : Dices roll


'6-ścienna' :
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Sob 02 Kwi 2016, 17:51

Gdyby oboje zdawali sobie sprawę, co myślało i czuło drugie, być może zaoszczędziliby sobie tych nieprzyjemnych cichych dni – porozmawialiby lub wrzeszczeli, nieważne po jakie rozwiązanie by sięgnęli, w końcu zaczęliby się komunikować. A przecież to teraz najbardziej kulało, właśnie wymiana myśli, która potencjalnie pozwoliłaby na pojawienie się choć drobnego zrozumienia. Może nie doszliby do satysfakcjonującego kompromisu i nie byli w stanie załatać tego, co zostało rozerwane, ale poczyniliby ku temu kroki, a samo to dawało już nadzieję na poprawę sytuacji.
Co zrobić. Póki nie nadarzy się lepsza okazja lub jedno z nich się nie ugnie i nie odezwie pierwsze, musieli tkwić w tym niewygodnym impasie pełni wątpliwości oraz zaplątani w gąszczu emocji, które w pewnych momentach lubiły się nawzajem wykluczać, tylko dlatego by dodatkowo utrudnić życie nastolatkom.
Ben starał się w tym wszystkim zachowywać jak najbardziej fair, choć nie ukrywając, to z jego winy, nikogo innego, znaleźli się w tym nieprzyjemnym punkcie – w końcu wystarczyło, żeby ugryzł się w język i pozostał kolegą Claire. Tylko, że dłużej tak nie mógł, nie kiedy pewne fakty uderzyły w niego z siłą rozpędzonego, wściekłego garboroga, dając się wreszcie przyswoić. Nic przyjemnego, osobiście nikomu nie polecałby podobnych olśnień.
To, że panna Annesley nie obejrzała się za nim, kiedy powoli ją okrążył, wywołało w Krukonie dziwne, może tylko nieco sadystyczne skojarzenie z drapieżnikiem i ofiarą, które w jakiś sposób dotykało tych ciemnych miejsc w jego głowie zwykle będących idealnie cicho. Nie zamierzał zrobić jej krzywdy, nie mógłby, ale świadomość, że w pewien sposób zdała się na jego łaskę lub niełaskę, uderzał do głowy. Dopiero niepowodzenie Claire i jej głos wyrwały chłopaka z transu, w który nie wiedzieć kiedy wpadł. Krzywiąc się tylko odrobinę, cofnął efekt zaklęcia, jednocześnie rzucając na Puchonkę kolejne, rozgrzewające.
- Dobrze, wystarczy – zgodził się, niemal wzdychając z ulgą, że to już koniec. - Ćwicz w wolnych chwilach, za jakiś czas napiszę ci sowę.


Podsumowanie lekcji 1:
20% (6% + 6% + 1% + 2% + 3% + 1% + 1%) na 25% możliwych


[z/t x2]
Zobacz profil autora
Antonija Vedran
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Wto 11 Wrz 2018, 00:46

W poniedziałkowe popołudnie, kiedy słońce powoli chowało się za linią horyznontu, a zmęczeni lekcjami uczniowie próbowali uporać się ze świeżo zadanymi pracami domowymi zanim zejdą na kolację napełnić swoje puste brzuszki, młoda panna Vedran zgubiła swoją wiewiórkę. Jakkolwiek mało dramatycznie to nie brzmi, tak dla szesnastoletniej Jugosłowianki to był istny koniec świata. Stefanka miała już cztery lata, był jej najlepszym przyjacielem i czuła się za niego odpowiedzialna. W zamczysku nie brakowało kotów i kugucharów które mogły się pomylić i niewielkiego burunduka po prostu skonsumować. Raz czy dwa nawet Filch krzyczał, żeby pilnowała tego zmutowanego szczura, więc kto wie? Może ktoś inny też pomylił go ze szczurem i nieszczęście się stało? Byłaby to zaiste strata nie do odżałowania.
- Stefciu, dođi k meni... - prosiła przestrzeń w swoim ojczystym języku licząc na to, że niewielkie zwierzątko słysząc znajomy głos ruszy w jej kierunku. I nie pomyliła się! Na szóstym piętrze znalazł się uciekinier, którego ewidentnie nikt nie nakarmił, bo inaczej nie przyszedłby tak łatwo. Puchoneczka schowała go do kieszeni swojego wielkiego kardigana w której już czekały na niego ziarenka słonecznika. Zadowolona miała już iść zaszyć się w lochach ciesząc się, że jednak nie musi szykować prowizorycznego pogrzebu, jednakże jej wzrok przykuło światło wydobywające się z uchylonych drzwi tuż obok. Ostrożnie podeszła wtykając ciekawskie oczysko w szparę. Jej oczom ukazał się widok iście magiczny. Drzewa na których wisiały lampiony, a nad tym wszystkim najprawdziwsze rozgwieżdżone niebo.
- Woooow! - jęknęła zachwycona, po czym nie licząc się z konsekwencjami weszła do środka, by unieść swoje jasne oblicze ku sufitowi i szybko zacząć liczenie gwiazd. Na jej twarzy malował się pełen uznania dla piękna "natury" uśmiech, a kręcone włosy okalały jej blade lico.


Ostatnio zmieniony przez Antonija Vedran dnia Wto 11 Wrz 2018, 01:08, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Wto 11 Wrz 2018, 00:46

The member 'Antonija Vedran' has done the following action : Dices roll


'k10' : 3
Zobacz profil autora
Connor Campbell
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Sob 22 Wrz 2018, 23:14

Poniedziałek. Prawdopodobnie każdy na świecie nienawidził tego dnia. Campbell również należał do grona tych nieszczęśników, zwłaszcza że każdy jego tydzień zaczynał się od zajęć z najgorszych i najnudniejszych przedmiotów, na które musiał uczęszczać aby zaliczyć podstawowe przedmioty wliczone w program szkoły. Zazwyczaj bezboleśnie udawało mu się przetrwać katorgi serwowane przez profesorów przez wzgląd na towarzystwo przyjaciół, czego nie można było powiedzieć o tym dniu kiedy Misza i Castiel okupowali Skrzydło Szpitalne wraz z innymi poszkodowanymi podczas wydarzeń mających miejsce podczas pogrzebu Rosiera. Connie kompletnie nie wiedział czemu dał się namówić Hornowi na pójście tam, skoro nie miał na to ochoty, nie znał zmarłego chłopaka i na dodatek miał złe przeczucia. No, ale czego to ludzie nie robią za namową przyjaciół? Jedni decydują się na wypicie jednego piwa za dużo, inni wymykają się nocą z dormitorium żeby włamać się do kuchni i porobić Skrzatom psikusy, a jeszcze inni wybierają się na pogrzeb, żeby siedzieć ze Śmierciożercą na jednej ławie. Magia przyjaźni.
Campbell czuł się jak piąte koło u wozu nie mając u boku Asena i Horna, dlatego odkąd trafili do Skrzydła zachowywał się nieswojo. Często odpływał myślami i wędrował po caluśkim zamku raz po raz trącając ludzi z bara jakby byli dla niego powietrzem. Nieprzyjemne uwagi tych mniej przychylnych i wyrozumiałych uczniów nawet nie były przez niego rejestrowane. Z resztą nawet nie będąc w stanie ciągłego zmartwienia i tak miałby je głęboko w dupie.
Tego dnia po skończeniu zajęć z Astronomii przemierzał piętro po piętrze w celu dojścia do dormitorium w lochach, kiedy do jego uszu dotarło ciche zdanie wypowiedziane w dziwnie znajomo brzmiącym obcym języku. Ciekawość wygrała z uczuciem zmartwienia, a Kanadyjczyk poddał jej się w całości, na dłużej zatrzymując się na szóstym piętrze, aby znaleźć źródło które wypluło z siebie to melodyjne zdanie. Szybko przemierzył całą długość kamiennego korytarza, upstrzonego różnorakimi ruchomymi obrazami, aby za chwilę znaleźć się za rogiem nadal nie widząc dziewczyny, która mogła wypowiedzieć te słowa. Już zaczął podejrzewać, że sam sobie to wymyślił, szczęśliwie jego spojrzenie padło na najbliższe drzwi, spomiędzy których nieśmiało sączyła się smuga iskrzącego światła. Kanadyjczyk był przekonany, że właśnie tam zakończą się jego poszukiwania, dlatego subtelnie popchnął drewniane skrzydło, które bez żadnego oporu rozchyliło się szerzej. Przekraczając próg tego nieznanego mu pomieszczenia miał wrażenie jakby za chwilę miał znaleźć tam coś co bardzo dawno temu zgubił.
- Tośka? - zagadnął, dając jej znać że nie jest sama i tym samym chcąc, aby zwróciła się w jego stronę. Musiał sprawdzić czy jego przeczucie go nie zawodzi, w końcu wiele dziewczyn w Hogwarcie miało tak bujną burzę loków.
Zobacz profil autora
Antonija Vedran
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Nie 23 Wrz 2018, 21:35

Prawdę mówiąc nie była orłem z astronomii. Wręcz przeciwnie. W jej poprzedniej szkole mało kto brał udział w tych zajęciach, bo były one nieobowiązkowe i delikatnie rzecz ujmując- nieistotne. O wiele ważniejsze były zaklęcia i eliksiry, a Antonija kochała eliksiry. I zielarstwo, bo później przydawało się warzenia eliksirów, a młoda Jugosłowianka chciała być Królową Kociołka. Taką najprawdziwszą z prawdziwych, żeby Smoczyca mogła się schować w swoim gabinecie i już nigdy go nie opuszczać. Jednakże mimo małej wiedzy dotyczącej gwiazd którą teraz musiała nadrabiać na indywidualnych zajęciach to lubiła na nie patrzeć i zastanawiać się, czy one widząc to co się dzieje na świecie mają jakieś uwagi dla ludzkości czy też mają w to wszystko wyjebane.
- Tośka? - słysząc swoje imię instynktownie obróciła się w kierunku źródła dźwięku. Jej oczy zrobiły się nieco większe niż zazwyczaj, a na twarzy pojawił się pełen radości uśmiech. Znała to źródło dźwięku. Nawet dość dobrze! Poznali się jakieś cztery lata temu latem, kiedy rodzice zdecydowali się ich wysłać na te same kolonie dla dzieci magicznie uzdolnionych. Byli wtedy w Grecji, a resztę uczestników nazywali pieszczotliwe "bandą debili", bo w istocie byli bandą debili w większości z Beauxbatons i Durmstrangu. Ci z Beauxbatons byli przewrażliwieni na swoim punkcie, a ci z Durmstrangu mieli tendencję do wpadania w kłopoty dla samego faktu wpadania w kłopoty. A oni stali z boku patrząc na to wszystko z jawnym rozbawieniem. Tak, pamiętała go dokładnie, bo niezaprzeczalnie się w nim wtedy zadurzyła. Czy można ją winić? Ta kruczoczarna czupryna, zawadiacki uśmiech i spojrzenie godne księcia złodziei.
- Connie! - krzyknęła radośnie i wyciągnęła ręce by zaraz rzucić mu się na szyję. Może przytulała go odrobinę zbyt długo, ale któż może ją winić? W końcu teraz Campbell był skończonym ciachem, a ona była tylko zwykłą nastolatką z nadmiernym apetytem na słodkie.
- Nigdy nie spodziewałabym się, że spotkam Cię w Hogwarcie! I w dodatku, że będziesz numerem 4 na hot liście - zażartowała posyłając mu lekkiego kuksańca. W międzyczasie zwierzątko w jej kieszeni wyjrzało z ukrycia wpatrując się z ciekawością w Ślizgona.
Zobacz profil autora
Connor Campbell
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Pon 24 Wrz 2018, 20:44

Jakież oni wtedy mieli szczęście, że na obozie otaczała ich ta banda debili, na której skupiało się sto procent uwagi opiekunów. I właściwie teraz, patrząc na to z perspektywy czasu, Vedran i Campbell powinni całować współuczestników obozu po stopach za bycie niedorozwojami umysłowymi, zamiast się z nich naśmiewać. W końcu niewiele nastolatków ma okazję spędzić całe wakacje z dala od rodziców praktycznie nie będąc pod niczyim nadzorem. Uczniowie Durmstrangu dostarczali opiekunom obozu tylu wrażeń, że zupełnie nie zwracali oni uwagi na dwójkę spokojnych dzieciaków, które chciały spędzać całe dnie na spacerach poza ośrodkiem. W końcu co złego mogłoby się stać na spacerze po plaży? Jak tylko oddalali się na bezpieczną odległość, zachodzili w głowę jak można być aż tak bezmyślnym, żeby samopas puścić dwójkę różnej płci nastolatków o magicznych zdolnościach na samotne spacery dzień w dzień przez bite dwa miesiące. Przecież to było oderwane od jakiejkolwiek logiki! A możecie mi wierzyć lub nie, ta dwójka tworzyła tak wybuchowy duet, że cała reszta uczestników obozu mogła się przy nich schować.
Nim zdążył się porządnie przyjrzeć Tośce, ta rzuciła mu się na szyję i zawisła... Campbellowi nieźle się podrosło przez te cztery lata, czego raczej nie mógłby powiedzieć o dziewczynie, która pozostała tak filigranowa jak ją zapamiętał. Uważał to za całkiem urocze, gdyż każda kobieta powinna była dla niego odznaczać się swego rodzaju kruchością godną porcelanowej laleczki. Odstawił ją ostrożnie na ziemię, aby się nie potłukła i zrobił pół kroku do tyłu, aby mieć na nią lepszą perspektywę. Oceniało ją nie tylko męskie oko, ale też oko artysty. Jakaż to musiała być presja!
- Czytasz te pierdoły? - zaśmiał się lekko, ale bardziej wyśmiewał jej jedynie łaskoczącego kuksańca, niż słowa. - W takim razie musiałaś wiedzieć, że się tu uczę. I się nie odezwałaś! - patrząc jej prosto w oczy tknął ją wskazującym palcem w miejsce pomiędzy obojczykami a cyckami, które swoją drogą Campbell ocenił na razie pobieżnie jako niezłe. - Wiesz co Vedran, zawiodłem się... - kątem oka wyłapał ruch w kieszeni bluzy dziewczyny, dlatego spuścił wzrok a sekundę później jego oczom ukazał się mały beżowy pyszczek. Campbell oszalał... Przykucnął, aby móc lepiej się przyjrzeć zwierzątku. - Siemasz maluchu - odparł aksamitnym głosem i opuszkiem palca zaczął gładzić łepek wiewiórki, na chwilę zapominając o reszcie otoczenia.
Zobacz profil autora
Antonija Vedran
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Wto 25 Wrz 2018, 22:00

Czytasz te pierdoły?
- Oczywiście. Inaczej Helga Hufflepuff by się za mnie wstydziła - odpowiedziała mu szybko, aby zaraz zaśmiać się lekko. Niezaprzeczalnie młoda Antonija była wielką fanką "Lustra", albowiem uwielbiała jak do jej uszu trafiają najróżniejsze ploteczki. Nie ma co jednak jej obwiniać za takie zachowanie, wszakże miała jedynie szesnaście lat, a co innego robi się jak ma się szesnastkę? No otóż to. Dlatego też wiedziała z kim ma do czynienia, chociaż autorka artykułu zapomniała ubarwić swój tekst odpowiednimi fotografami rzeczonych amantów. Dlatego też Tośka założyła, że to może być absolutnie inny Connor Campbell wszakże...
- Nie chodziłeś do Hogwartu więc nie wiń mnie, słońce. Sam mogłeś napisać! Wtedy już dawno bym się tu przeniosła - puściła mu oczko, bo tak naprawdę by się przeniosła gdziekolwiek by chciała. Wystarczyło powiedzieć matce, a tamta miała na nią tak serdecznie wyje... wylane, że nawet gdyby sobie zażyczyła uczyć eskimoskie dzieci wszelakich serbsko-chorwackich przekleństw w myśli stricte albańskiej to od razu dostałaby bilet na odpowiedni środek transportu. Nawet gdyby na tej Grenlandii zjadły ją duże psy eskimoskich dzieci to matka nie mogłaby o to dbać mniej. W poprzedniej szkole odnajdywała się całkiem nieźle chociaż spory mugolskiego świata niewątpliwie odbijały się też na czarodziejskiej społeczności. Dość już miała przytyków o swojej narodowości, o tym, że Tito to cham, a Stalin i Lenin to najlepsze ziomeczki. To nie jej problem, a Vedran nie lubiła słuchać o cudzych problemach. Miejsce urodzenia na mapie świata też nie powinno wpływać na relacje międzyludzkie.
- Dramatyzujesz Campbell - westchnęła teatralnie kręcąc oczyskami. Kiedy zobaczyła jak chłopak kuca spojrzała w dół chcąc zobaczyć co go tak zaintrygowało.
- To Stefan - powiedziała tonem wyjaśniającym absolutnie wszystko podczas gdy rzeczony Stefan bezczelnie pchał swój ryjek w dłoń chłopaka domagając się pieszczot.
- Swoją drogą trochę ciężko mi się tu odnaleźć, bo w Koldovstoretz można było mieć każde zwierzę pod warunkiem, że nie jest agresywne. Jeden chłopak miał świnię wietnamkę i nikt tego nie kwestionował, a tutaj? Same kocury i szczury za którymi ganiają. I ten Quidditch... Serio gracie na MIOTŁACH? - wyrzuciła z siebie kładąc nacisk na słowo miotły. Nic dziwnego. Pierwszy raz w Anglii widziała kogoś na miotle...
Zobacz profil autora
Connor Campbell
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Wto 02 Paź 2018, 18:24

Kiedy odpowiedź Tośki dotarła do jego uszu, uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową z dezaprobatą dla swojego zapominalstwa. Powinien się domyślić, że Lustro było pierwszą lekturą, jaką Vedran się uraczyła po pojawieniu się w Hogwarcie. I powinien pamiętać, że po niecałych trzech dniach pobytu na obozie w Grecji była w stanie wymienić każdego uczestnika z imienia, nazwiska oraz szkoły do której uczęszczał, gdy Campbell ledwo był w stanie zapamiętać jej pełne imię, o nazwisku i narodowości nie wspominając. Był pełen podziwu dla tej jej umiejętności, chociaż sam takiej wolał nie mieć. Czasem przyjemnie było kogoś nie znać, czegoś nie wiedzieć lub po prostu o kimś zapomnieć. Ta urocza Puchonka też gdzieś się zagubiła w odmętach Campbellowych wspomnień, dlatego pomimo subtelności i żartobliwości jej wypowiedzi dość mocno poczuł ukłucie wyrzutów sumienia.
- No wiesz, trochę dziwnie byłoby napisać po dwóch latach od ostatniego kontaktu coś w stylu "hej, przeprowadzam się do Londynu, chodź przenieś się ze mną do Hogwartu", nie uważasz? - Oczywiście to zakłopotanie musiał zakopać głęboko w głowie pod stertą innych bzdurnych myśli i wspomnień. Posłał towarzyszce krótki uśmiech, wpatrując się prosto w jej wielkie, ciemne oczy w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję. Ciekaw był co się w jej zachowaniu zmieniło, bo w wyglądzie zupełnie wszystko i zdecydowanie na plus.
- I tylko to Ci przeszkadza? Ile tutaj już jesteś? Musiałaś się przenieść jakoś naprawdę niedawno, bo to niemożliwe, żebyśmy nie wpadli na siebie od stycznia - zadał dwa pytania, z czego na jedno postanowił sobie od razu odpowiedzieć, głośno się zastanawiając. Zaśmiał się krótko, kiedy wiewióreczka mocniej się wyciągnęła byle tylko dosięgnąć miękkiego wnętrza jego dłoni. - Najważniejsze, że teraz masz przed sobą najlepszego i najzajebistszego przewodnika po Hogwarcie i okolicach! Szybko się odnajdziesz. - Wyszczerzył się najszerzej jak się dało, teatralnie wywijając dłonią i kłaniając się przed Chorwatką w pas.
Zobacz profil autora
Antonija Vedran
avatar

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   Pon 22 Paź 2018, 01:00

Widać było po jej minie, że nie uważa.
- Byłeś moją pierwszą męską fascynacją! Oczywiście, że bym się przeniosła - wyszczerzyła się radośnie i zaraz zaśmiała lekko dodając:
- Może to i dobrze, że nie napisałeś. Zawróciłbyś mi w głowie bezpowrotnie, a tak mam jeszcze jakieś szanse na znalezienie odwzajemnionej miłości z jakimś latynoskim księciem z którym będziemy mieszkać na plaży i hodować małe pufki pigmejskie - oczywiście, była świadoma tego, że nie jest normalna. A jeszcze bardziej świadoma była tego, że powinna mówić mniej. I powinna też ważyć swoje słowa. A jeśli nie ważyć to chociaż raz uruchomić myślenie przed słowotokiem, a nie po nim. Może wtedy nie towarzyszyłoby jej to delikatne zażenowanie, że powiedziała za dużo. Jak teraz. Na piegowatych policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, a ona szybko złapała się za policzki żeby niezbyt dyskretnie je ukryć.
- Powinnam mówić mniej - wymamrotała ściskając swoje policzki tak mocno, że naprawdę blisko było jej teraz do rybki. Może powinna więc być rybką, a nie dziewczynką- przecież tak samo jak rybka ma mały rozumek i nie umie jeździć na rowerku.
- Przeszkadza mi to, że jestem w takiej izolacji. Owszem, jestem od stycznia mój drogi. Mam jednak zaległości i spędzam mnóstwo czasu w książkach i na dodatkowych zajęciach których mam całą masę. Jednak już powoli wychodzę na prostą i lada moment wyjdę spod tego szklanego klosza. I nie mam tu przyjaciół, bo nawet nie mam kiedy ich zdobywać - kolejny słowotok wypełnił pomieszczenie, ale już opuściła dłonie, bo ciężko mówić dużo kiedy jest się rybką. Zaraz jednak westchnęła:
- Nie możesz mnie oprowadzać, bo odstraszysz latynowskich księciów! - i po jej minie widać było, że to naprawdę problem. Zaraz jednak zaśmiała się lekko widząc jego minę.
- Będzie super, Connie! Naprawdę fajnie Cię tutaj spotkać - i znów rzuciła mu się na szyję przytulając go radośnie. Radośnie i niepotrzebnie, ale jednak bardzo sympatycznie.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sala Świateł   

 

Sala Świateł

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala szpitalna
» Sala 77 - lekcja języka angielskiego [Carnelian]
» Sala główna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
VI piętro
-