IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Feliks Zolnerowich
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 18/01/2015
Liczba postów : 92
Skąd : Krasnojarsk

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 8:33 pm

Odpowiedź Vincenta przywołała na twarz Feliksa jeden z tych uśmiechów, o którego szczerości nie można było wątpić, choć w brązowych oczach błysnęło coś niedookreślonego. Nie ciągnął jednak tematu – choć było to swego rodzaju spotkanie po latach, nie zgromadzili się po to, by spokojnie sączyć wódkę i wspominać stare czasy, a by nauczyć się czegoś pożytecznego. Dając uczniom chwilę na rozejście się w swoich parach do manekinów, mężczyzna rozpiął wełniany płaszcz i całkiem ściągnął go z ramion, zaklęciem zawieszając w powietrzu jak na niewidocznym haczyku. Chłód czy zimno w większości nie robiły na nim wrażenia – syberyjskie wychowanie miało w tym  duży udział. Marynarka narzucona na cienki sweter w zupełności wystarczyła.
Przez chwilę przyglądał się uczniom, po cichu oceniając ich mniej lub bardziej efektowne wysiłki, a gdy Ingrid ruszyła, by odebrać upatrzonym nastolatkom wolę do życia, on skierował się ku drugiej połowie grupy. Obracając w dłoni wygiętą, świerkową różdżkę, z wyraźnym zaintrygowaniem spojrzał na Gwendolyn i jej niecodzienny sposób dekoncentrowania partnerki. Z każdym kolejnym dźwiękiem opuszczającym urocze usteczka Krukonki, uśmieszek na twarzy pana Zolnerowicha sukcesywnie się powiększał, w pewnym momencie do złudzenia upadabniając go do rekina, który zwietrzył krew w wodzie. Nie zastanawiając się długo, zaklęciem posłał część ptaszków wyczarowanych przez Gwen na nią samą. Kanarki, zwierzątka tak urocze i kochane zaczęły atakować fryzurę panny Scrimgeour, usilnie próbując sobie uwić gniazdo w jej blond grzywie. Feliks przekrzywił nieco głowę, przyglądając się profilowi wyraźnie przyćpanej Porunn i przypominając sobie, co też takiego słyszał od Ingrid na temat jej siostrzenic. Jakby tu przeszkodzić jednej z nich? Mężczyzna krótko uniósł dłoń, wycelowując różdżką w nogi Fimmelówny i rzucając na nie Tarantallegrę.
- Doceń koleżankę i potańcz sobie – rzucił, klepiąc dziewczynę po ramieniu, po czym przeszedł dalej do Vincenta i Wandy.
- Przestań się opierdalać, Pride – zwrócił się do byłego ucznia w sposób, który nieprzyzwyczajonym mógł się wydać skandaliczny, a dla Feliksa stanowił po prostu część jego sposobu bycia. Nawet jeśli Vincent o tym zapomniał, właśnie odświeżono mu pamięć. - Przydaj się na coś, zamiast tylko ładnie wyglądać. Posada modela w „Czarownicy” nigdzie ci nie ucieknie.
Mężczyzna podrapał się lekko po policzku, po czym stanął za ramieniem Wandy, przytykając jej różdżkę do pleców. Niewerbalnie rzucił na dziewczynę Decursus, wmawiając jej, że tego samego ranka dostała list od dyrektora, w którym została poinformowana o prawdopodobieństwie wydalenia ze szkoły. Tyle wystarczyło, a nawet jeśli kojarzył Whisperównę jako córkę świętej pamięci znajomych, nie mógł jej po prostu odpuścić.



Etap pierwszy: 
* kostki 0-9 – zaklęcie niewerbalne się nie udało 
* kostki 10 – zaklęcie niewerbalne się udało

rzuty dla Wandy (niewerbalna opanowana w 50%):
*kostki 0-5 - zaklęcie niewerbalne się nie udało 
*kostki 6-10 - zaklęcie niewerbalne się udało

Kostka nr 1: Porunn
Kostka nr 2: Wanda



czas na odpis do 7.08 (piątek), do godziny 21
Zobacz profil autora
Site Admin
avatar
Admin
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 690

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 8:33 pm

The member 'Feliks Zolnerowich' has done the following action : Dices roll

#1 '10-ścienna' :


--------------------------------

#2 '10-ścienna' :
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Czw Sie 06, 2015 3:45 pm

I tyle było z jego chęci uratowania cudzego, jakkolwiek zgrabnego tyłka przed odmrożeniem. Czemu kobiety musiały w zdecydowanej większości cechować się tą niepotrzebną upartością? Ben odetchnął tylko, gdy Aria oddała szatę, w którą ją wcześniej zapakował, odpuszczając przekonywanie, by się jeszcze raz zastanowiła.
- Mów, gdybyś zmieniła zdanie – rzucił po chwili, skupiając się na wymyśleniu jakiegoś sposobu, żeby zdekoncentrować partnerkę w ćwiczeniu. Zniewalająca Łaskotka okazała się być całkiem niezłym pomysłem, na pewno takim który nikogo nie mógł nastawiać wojowniczo – Watts miał ostatnio zdecydowanie dość niemiłych kontaktów z różnymi osobami, nie musiał dokładać do tego kolejnej napiętej relacji. Patrząc na Krukonkę przygryzającą wargi i próbującą opanować pląsy łaskotanego przez niewidoczne ręce ciała, uśmiechnął się półgębkiem, przez chwilę kontemplując, czy później nie rzucić tego zaklęcia na samego siebie. Przydałoby mu się trochę rozweselenia.
Cokolwiek nie zamierzał powiedzieć do Arii, umarło gdzieś w tyle gardła, gdy Ingrid zacisnęła dłoń na jego ramieniu, jednym zdaniem wywracając świat do góry nogami. Wzdłuż kręgosłupa Bena spłynął zimny dreszcz, który nie miał nic wspólnego z temperaturą w pomieszczeniu, a plecy wyraźnie się wyprostowały. Jeśli wyraz twarzy prefekta wcześniej mówił o jakichś emocjach, zniknęły one całkowicie jak słowa starte z wysłużonej tablicy. Powiódł spojrzeniem za Ingrid, dłuższą chwilę uparcie nie próbując zmusić oczu, by znów zwróciły się w stronę Fimmelówny. Skąd ona...? Nieważne. To nie był czas ani miejsce. Nie mógł pozwalać widmu Mary wpływać na swoje życie ani samopoczucie.
Wzdychając krótko, Szkot wreszcie przestał wiercić kobiecie dziurę w głowie i potarł szybko ramiona, jakby chciał przywrócić w nie ciepło. Teraz był już pewien, że w siebie też powinien posłać Rictusemprę.
- Próbujemy dalej? – rzucił do Arii, chcąc jak najszybciej rozpędzić niemiłe wrażenie pozostawione przez Ingrid. Skierował różdżkę na manekina, rzucając na niego Reducio, które pomniejszyło szmacianego Filcha, następnie powielił cele do kilku sztuk i posłał je w powietrze, gdzie zaczęły fruwać po bliżej nieokreślonych trasach.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 469
Skąd : Berlin

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Czw Sie 06, 2015 5:51 pm

W rzeczywistości Krueger nie zamierzał swojej puchońskiej partnerki obrażać ani olewać. Jej słowa nie były pytaniem, dlatego nie odpowiedział, choć po przemyśleniu stwierdził, że być może brakowało jednak choćby grzecznościowego skinienia głową. Franz najwyraźniej zbyt mocno skoncentrował się na stojącym przed nim zadaniu, a chcąc oczyścić swój umysł, zignorował zupełnie pannę Moore. Nie miało to jednak z pewnością związku z rzekomą nienawiścią pomiędzy Ślizgonami i Puchonami - Niemiec nigdy nie zwracał na takie niuanse uwagi, choć po prawdzie nie zawiązał chyba bliższej relacji z nikim, kto należałby do Domu Borsuka.  
- Wybacz. Chciałem oczyścić umysł i skupić się na celu - mruknął ostatecznie po dłuższej chwili, ponieważ wyrzuty Puchonki dotarły do niego z lekkim opóźnieniem. Ton jego wypowiedzi może nie był szczególnie ciepły, ale na pewno szczery. W jakikolwiek sposób jednak nie odebrała go Melanie, wydawało się, że dziewczyna wzięła się w garść i tym razem naprawdę postanowiła utrudnić Kruegerowi robotę. Zaklęcie rzucone na kukły na pewno komplikowało sprawę. Ślizgonowi bowiem ciężej było skupić się na celu, za który wcześniej obrał pierś Argusa. Zdecydował więc, że nie będzie aż tak dokładny i spróbuje w ogóle trafić w kukłę, a nie w jej konkretny punkt, co i tak nie było łatwym zadaniem. Najpierw bowiem trzeba było w ogóle rzucić zaklęcie, uwolnić magiczną moc drzemiącą gdzieś we wnętrzu. Co oczywiste - pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem...
...a w dodatku tuż przy nim pojawiła się znajoma sylwetka Ingrid. Kobieta nie szczędziła nieprzyjemnych komentarzy, najwyraźniej przejmując w swoje ręce próbę rozproszenia uczniów. Krueger pokręcił jednak tylko głową ze zrezygnowaniem, zdając sobie sprawę do czego to zmierza. Nie był typem człowieka, który poddałby się po tym jak ktoś powiedział mu, że jest beznadziejny. Wręcz przeciwnie, stał się jeszcze bardziej zdeterminowany. Inna sprawa, że Skarsgard zechciała w inny sposób umilić mu zajęcia, rzucając na niego zaklęcie Vomitus. Franz poczuł, że go zemdliło, ale trzymał się dzielnie, starając się przeczekać najgorszy moment, a następnie powrócić do ćwiczeń. Nie skomentował nijak zachowania Ingrid, bo nie miało to najmniejszego sensu. Była na swoim podwórku, więc i jej lekcja rządziła się jej prawami.
Odwrócił swoje spojrzenie ponownie na Filchowego manekina. Żałował, że nie może zobaczyć chociaż minimalnych efektów swojej pracy, ale najwidoczniej było jeszcze za wcześnie. Zawsze nawet niewielka iskra zmotywowałaby go do roboty, zaszczepiając w nim nadzieję na to, że nie wyjdzie z tej lekcji z niczym. Innym jednak również nie szło zbyt dobrze, poza Wandą, która... o dziwo, rzuciła niewerbalne zaklęcie. Kto wie, być może to nuta rywalizacji sprawiła, że Franz poczuł, że musi przyłożyć się do nauki jeszcze bardziej. Stanął więc prosto, wyciągając zza paska różdżkę i skoncentrował swoje spojrzenie na poruszającej się kukle. Pamiętał ten moment... dziecięcej wściekłości. Moment, kiedy podpalił szatę swojemu znajomemu. Co on wtedy zrobił? Zniszczył mu jego ulubioną książkę? Chyba dlatego tak się wkurzył. Doświadczenie pokazywało jednak, że silne emocje pozwalały wyzwolić tę czarodziejską, uśpioną siłę. A gdyby tak...
Krueger wpadł na pewien pomysł. Wyobraził sobie, że podobizna przed jego oczami to nie kukła Argusa Filcha, ale najprawdziwszy (jeszcze żywy) ojciec, głowa niemieckiego rodu. Franz nienawidził go od małego, a ostatnimi czasy nie krępował się, by zadać mu ostateczny cios, wymierzyć sprawiedliwość, sprawiając, że ten zginie z ręki pierworodnego. Chłopak starał się sobie przypomnieć jakie uczucia towarzyszyły mu podczas tego mordu - nienawiść, szczęście, poczucie władzy, siły, potęgi... Ten zlepek różnych emocji zaś próbował przelać na wypowiedziane jedynie w myślach "Relashio", wyobrażając sobie płonący wizerunek Heinricha. Na razie zdecydował, że pozostanie przy tym samym zaklęciu, jako że wydawało mu się dość proste, a poza tym kiedyś udało mu się już niewerbalnie je wykonać - gdy nie panował jeszcze nad swoją czarodziejską mocą.

_________________

This is all I ever wanted for You, Jas. For both of us.
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Czw Sie 06, 2015 8:15 pm

Wanda uraczyła wszystkich udanym zaklęciem niewerbalnym, jak miło. Bardzo szybko i bardzo ładnie, może faktycznie powinien się zakręcić dookoła niej, wybadać ile umie i jak bardzo może mu się to przydać. Z tego co pamiętał Porunn nie przepada za Krukonką, więc w razie problemów może jej odstąpić sprowadzanie koszmarów czy inne zabawy, na jakie będzie miał ochotę jego mały Berserker. Zaklaskał powoli, unosząc wyżej jeden kącik ust, przechodząc tuż za plecami Whisper. Akurat w tym momencie Feliks postanowił go pogonić, co skwitował tylko gestem salutującym. Nie, nie zdziwił go sposób wyrażania się nauczyciela, lubił tę bezpośredniość zamiast głaskania po głowie na kształt bezstresowego wychowania. A skoro już mamy niczego nie ugrzeczniać i rozpraszać kompana za wszelką cenę - co podkreśliła Ingrid - to Pride powinien pozwolić sobie na większą swobodę.
W mgnieniu oka jego spojrzenie się zmieniło, a uśmiech wywoływał raczej ciarki niż przyjemne łaskotanie w brzuchu.
- Brawo, panienko Whipser, jestem pod wrażeniem. Myślę, że teraz ja powinienem się wykazać, skoro już pokazałaś na co cię stać. - powiedział nonszalancko, po czym końcem różdżki wycelował w plecy Wandy, by rzucić zaklęcie Calidus, tak na początek. Stopień natężenia zaklęcia dopasował tak, by drobne ocieplenie szybko przeszło w stan podgorączkowy i dalej. Takie rzeczy potrafią irytująco przeszkadzać w zebraniu myśli, ale i tak nie chciał na tym poprzestać. Skoro Krukonce za pierwszym razem udało się zaklęcie niewerbalne to nie zamierzał traktować ją ulgowo. Następny był upiorogacek, sentyment do pierwszy lat używania magii, gdy było to jego ulubionym zaklęciem naturalnie niewerbalnym.
- Z tego co pamiętam to Twój ukochany dał nogę i nie zamierza Cię więcej oglądać, prawda? Najpierw brat, potem chłopak, mężczyźni przy tobie chyba długo nie wytrzymują. - rzucił mimochodem, znudzony - a przynajmniej tak chciał brzmieć. - Ciekawe ile osób szepcze za Twoimi plecami, ile Puchonek obwinia Cię za dezercję Prefekta, ile współlokatorek wciąż pamięta Doriana i patrzy na Ciebie pobłażliwie, podejrzliwie - kto wie jak jeszcze. Słyszysz te szepty w głowie? Jak rosną w siłę zagłuszając rzeczywistość? - szeptał do jej ucha, by zaraz się odsunąć ale tylko po to, by rzucić na Krukonkę Bubonem. Aż szkoda, że musiał się pilnować z czarną magią.


Ostatnio zmieniony przez Vincent Pride dnia Czw Sie 06, 2015 9:00 pm, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Czw Sie 06, 2015 8:38 pm

Gdy Gwen wzięła się do pracy, Porunn przez chwilę zbaraniała, spoglądając na ptaki przez nią wyczarowane. Miała nadzieję, że nie rzucą się na nią i nie zaczną boleśnie dziobać wszędzie, gdzie tylko popadnie. Fakt, że rejestrowała nieco w opóźnionym tempie, dało jej możliwość skupienia się chociaż krótkiego na celu. Rzucenie pierwszego zaklęcia zupełnie się nie udało, ale przecież czego mogła się spodziewać? Ignorowała ptaki, starając się wyłączyć i zapomnieć, że była tutaj z kimś innym, niż tylko sama ze sobą. I możliwe, że by się jej to udało, gdyby nie fakt, że Gwen zaczęła śpiewać. Porunn momentalnie spojrzała na dziewczynę z wyrzutem w oczach, a następnie skierowała różdżkę w nią, aby rzucić zaklęcie, zamykające jej dziób. Niestety, nim to zrobiła, poczuła jej nogi zaczęły wywijać się w każdą możliwą stronę, sprawiając, ze poruszała się niczym rodowa baletnica. Nigdy nie chciała być baletnicą i być może właśnie to sprawiło, że warknęła siarczyście, spoglądając znów w kierunku swojego celu.
Chciała nauczyć się magii niewerbalnej. Chciała, żeby wszystko było dla niej bajecznie proste wraz z otrzymaną nową zdolnością. Byłaby bardzo niepocieszona, gdyby się jej nie udało. Cały zapał jednak nawet nie zmalał, a raczej wzrósł. Przeszkody, na które natrafiała sprawiały, że jeszcze bardziej chciała, aby magia przepływała przez jej ciało coraz żywiej, aż w końcu uwolniła się w całości. Wiedziała, że jej leszczynowa różdżka i ona tworzyły nierozerwalny duet, który w chwili złości i szaleństwa był niczym tornado, niszczące wszystko po drodze.
W tej chwili, pomimo tańców, wrzasków Gwen i wywijania nogami, starała się skupić znów na celu, nie pozwalając na rozproszenie. Wszak było to bardzo trudne, jednak nie niewykonalne. Wyobraziła sobie, że jej nogi biegną, a nie tańczą. Biegną poprzez pola, lasy. Poczuła się wolna, niczym wilk podróżujący ze swoją watahą. Nie wiedziała skąd przyszło jej akurat to na myśl, jednak wizja bycia niedoścignionym, najlepszym sprawiła, że jej kąciki ust automatycznie uniosły się w górę, a jej humor niesamowicie zaczął dopisywać.
I chociaż czuła ciage słyszała świergot nad jej głową to w tej chwili nie interesowało ją to, że najprawdopodobniej będzie miała niesamowite gniazdo na czubku głowy. To nie było ważne. Liczyło się dla niej tylko i wyłącznie to, że była tu i teraz – mająca swój cel, który chciała jakoś osiągnąć. Najpierw niewerbalne. A później czarna magia opanowana do perfekcji. Wszystko po kolei. Chciała sobie przypomnieć jak pierwszy raz pojawiły jej się magiczne zdolności. Ach, no tak - niemalże spaliła się wtedy żywcem. O dziwo, nie wywołało to u niej złych emocji. Wręcz przeciwnie, starała się skoncentrować na tym wspomnieniu jeszcze mocniej i mocniej.
Znów skupiła swoje błękitne oczy na imitacji Argusa Filcha, aby później machnąć różdżką, używając transmutacji. Miała nadzieję, chociaż złudną, że w tej chwili, jeśli się cokolwiek uda, to manekin zamieni się w pucharek. I weźmie go sobie do dormitorium.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Czw Sie 06, 2015 9:08 pm

Pierwsze zaklęcie, które rzuciła okazało się powodzeniem – co zaowocowało jedynie przelotnym uniesieniem kącików warg ku górze. Potem szatynka przyglądała się jedynie jak kukła imitująca ciało Filcha powraca do swoich zwykłych rozmiarów i wyglądu, co przypomniało ponownie Wandzie po co się tutaj znajduje.
Nie znalazła się tu po to by oglądać te wszystkie twarze swoich kolegów i koleżanek ze szkoły, a po to by się czegoś nauczyć. By pogłębić swą wiedzę i pokazać, że mimo wszystko czegoś się nauczyła.
Nie rozglądała się po Sali sprawdzając jak idzie innym wyłapanie odpowiedniej chwili czy momentu. Wolała skupić się na kukle, na tym jak po raz pierwszy otrzymała Wybitnego z eliksirów oraz na swoim marzeniu, które miała do zrealizowania. Chciała pomagać nie tylko słabszym czy gorszym w nauce. Chciała również pomóc tym, którzy jeszcze nie wiedzą jaką drogą mają podążać.
Dlatego z całych sił nie zamierzała odpuszczać i przejmować się wizjami czy nieprzyjemnymi słowami, jakie w nią celowano. Zupełnie jak rzucane przysłowiowe kłody pod nogi. Po tym jak pojmali jej brata? Po zaatakowaniu Wilsona? I w końcu po tym jak Henry ją opuścił? Miała ochotę zaśmiać się w twarz Pride’owi, który tak jak podejrzewała zacznie jej przypominać o piekle przeżytym niedawno. Mimo chwilowej zapaści i niezdolności do logicznego myślenia nie załamała się – podniosła, wierząc, że w końcu karma się odwróci.
Po tym jak usłyszała głęboki głos Dropsa, który jak gdyby nigdy nic informuje ją o ewentualnym wyrzuceniu ze szkoły zacisnęła tylko pięść wolnej dłoni tłumiąc w sobie odruch złapania czegoś i wgniecenia tego w ścianę. Odetchnęła raz, drugi czując kolejne ukłucie w plecy.
Szybsze bicie serca, urwany oddech i zaczerwienione policzki to pierwsze objawy natychmiastowej gorączki jaka opanowała jej ciało. Kłopoty z koncentracją, chęć oparcia się o coś nasilała się z każdym dechem, jednak dzielnie się trzymała. Mrugając kilkukrotnie wycelowała różdżką w podobiznę Filcha i utrzymywała ją nawet wtedy gdy usłyszała szept przy swoim uchu. Zacisnęła usta w cienką linię nawet jeżeli czuła jak strach w niej narasta, jak wszystko ją przyćmiewa, jak kolana się uginają, a ona ma ochotę po prostu stąd uciec. Zacisnęła jednak mocniej zęby – pulsujące ciepło z drzewa wiązowego aż paliło ją w palce kiedy przełknęła gorycz wynikającą ze słów Vincenta, który prawdopodobnie miał rację. Po części, bowiem nie znał całej prawdy o Lancasterze.
Kolejne fale gorąca omiotły jej ciało, a zaraz potem pojedyncze kropelki potu wystąpiły na czole oblewając jej rozpaloną buzię wstydem. Lęk przed nieznanym stawał się coraz bardziej namacalny, a słowa Ślizgona trafiały w jej krukońskie serducho, które z każdą chwilą rozpadało się na kilka kawałków.
Powiedziała sobie jedna, że da radę. Nawet jeżeli miałaby skonać, to da radę. Pisk, który usłyszała zaraz po tym jak Pride skończył swoją tyradę sprawił jedynie, że wykrzywiła niemiłosiernie twarz zakrywając przy tym uszy. Skuliła się w sobie starając się uspokoić oddech. Policzyć do dziesięciu.
Raz jeszcze.
Uspokoić oddech. I policzyć do dziesięciu.
Odetchnąwszy głęboko wyprostowała się. I nieważne czy słyszała wrzaski, niemiłe słowa czy krzyk dyrektora podniosła dłoń z dzierżącym kawałkiem drewna i raz, zdecydowanym ruchem zakręciła młynek nadgarstkiem wypowiadając w myślach formułkę zaklęcia zmniejszającego.
Zobacz profil autora
Gwendolyn Scrimgeour
avatar
Motomysza z Ravenclawu
Data przyłączenia : 26/08/2014
Liczba postów : 400
Skąd : Szkocja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pią Sie 07, 2015 4:05 pm

Blondwłosa ledwie zdążyła zauważyć, iż starszy czarodziej wycelował w nią różdżkę, gdy pół tuzina grubych, żółtych, pierzastych pomocników Kopciuszka groźnie świergocąc, wystrzeliło w jej kierunku. Karminowe usta Krukonki zdołało opuścić jedynie krótkie „Oh”, a dłonie machinalnie przybrały pozycję obronną, gdy kanarki zaatakowały, starając się uwić gniazdo z jasnych pukli niewiasty. Mniej więcej trzy sekundy zabrało pannie Scrimgeour dojście do konkluzji, iż bardziej trafnym, aniżeli próba odpędzania się od irytujących ptaszysk przy pomocy jakże przerażająco-mocarnych rączek, będzie użycie magii. Dziewczyna zamaszystym ruchem uderzyła w jednego, wyjątkowo upierdliwego przedstawiciela latających żyjątek i błyskawicznie przewertowawszy uposażonym mściwą nutą wzrokiem najbliższe sąsiedztwo, warknęła.-Aquamenti. Przywodząc na myśl dźganie niewidzialnego jegomościa, niewiasta wycelowała cisową różdżkę w żółte cholerstwa i z nieskrywaną satysfakcją poddała je ekspresowemu prysznicowi. Żywiła szczerą nadzieję, że Robert Downey Jr., dzięki któremu jej – co prawda znienawidzone, acz własne – włosy o mało co nie zostały domkiem letniskowym bandy rozszczebiotanych, skrzydlatych puszków, przypadkiem znajdzie się na linii „ognia” uroku. Niby mogła z miejsca potraktować ptaszki zaklęciem, wypowiedzianym przezeń niedługo po wyczarowaniu wodnego strumienia– Finite.- ale tak to już z panną Scrimgeour było, że na każdą akcję odpowiadała reakcją. Efekt zresztą należał do grona tych bardziej zadowalających, ostatecznie w jednej chwili rój psychopatycznych, a i mokrych, kanarków przestał atakować, a dziewczyna mogła beztrosko wskazać na gardło swoją różdżką i nieco ochrypniętym, bo wykończonym przez śpiewy głosem, mruknąć.- Quietus.
Przez ułamek sekundy Gwen miała jawną ochotę potraktować Porunn kolejnym z gamy zaklęć, mogących rozproszyć uwagę wilczej koleżanki, ale skoczniejsze, aniżeli powszechnie przyjęte, ruchy kończyn dolnych ciemnowłosej i dalsze harce pozostałych na posterunku kanarków wokół zafrasowanej makówki panny Fimmel, pozwoliły Krukonce na moment relaksu, wykorzystany na doglądanie zmagających się z zadaniem kolegów.

_________________

Gwen Scrimgeour
Armageddon was yesterday, today we have a serious problem.

Motomyszy. |  Gwen w formie. | Interwencja.  
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/05/2014
Liczba postów : 334
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pią Sie 07, 2015 6:27 pm

Aria próbowała walczyć z zaklęciem, które całe ciało przepełniało pozytywną energią. Ciężko jej jednak było się bronić, szczególnie, że tak dobrego humoru nie miała od kilku dni. Słowa Ingrid podziałały na nią jednak jak kubeł zimnej wody, a zamiast przyjemnego mrowienia poczuła tylko złość. Zacisnęła zęby, nawet nie odwracając się w stronę swojej ciotki. Uparcie spoglądała przed siebie, nie spuszczając wzroku z celu. Oczywiście zaklęcie się nie powiodło, czego się spodziewała. Być może nigdy jej nie wyjdzie, ale nie miała zamiaru się jeszcze poddawać. Tylko ćwiczenie czyni mistrza, a podjęła się dopiero jednej próby.
Westchnęła ciężko, tylko na chwilę odszukując sylwetkę cioci, która już komentowała poczynania innej pary uczniów. Jej słowa wciąż dźwięczały w głowie Arii, która do tej pory liczyła na to, że nie jest sama. Tym razem zdała sobie jednak sprawę z tego, że w sytuacji kryzysowej nikt jej nie pomoże. Musi radzić sobie, nie licząc na pomoc ze strony innych, która zazwyczaj nie nadchodziła wcale, bądź było na nią już za późno. W pewnym momencie swojego życia każda osoba musi sobie uświadomić, że jedynym stałym elementem jest tylko własne ja.
Odwróciła głowę w stronę Bena, przez krótką chwilę przyglądając się starszemu koledze. W odpowiedzi na jego pytanie kiwnęła tylko głową, koncentrując się znów na manekinie. Być może złe samopoczucie nie pozwoli jej na osiągnięcie sukcesu na tych zajęciach, ale przynajmniej spróbuje. Przyglądała się, jak podobizna Filcha się zmniejsza, by za chwilę została powielona do kilku sztuk, które wesołą gromadką  poszybowały w górę. Aria nieomal się nie zaśmiała, lecz w porę zdołała się uspokoić. Powtarzała w głowie ciągle słowa Ingrid. Musiała się skupić, a wiedza zaczerpnięta na zajęciach, być może kiedyś nawet uratuje jej życie. O ile w ogóle się czegoś nauczy. Uniosła różdżkę, skupiając się na latających mini-Filchach. Drewno różdżki przyjemnie rozgrzewało palce, gdy Aria podjęła kolejną próbę, próbując nie dać się rozproszyć. Bombarda.
Zobacz profil autora
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pią Sie 07, 2015 9:37 pm

Ingrid przyglądała się każdemu z osobna. Kiwnęła z uznaniem i niemałym zaskoczeniem, gdy jednej z Krukonek udało się rzucić zaklęcie niewerbalne. Uznała jednak, że to przypadek, chociaż słyszała, że trafi jej się dziewczyna, która już gdzieś tam kiedyś miała do czynienia z nauką tejże sztuki magii.
Reszta, tak jak się spodziewała – ich próby, jak na razie, spełzły na niczym. Chciała się też dowiedzieć, do czego byli zdolni uczniowie, jak wysoko potrafili sięgnąć, żeby przeszkodzić swojemu partnerowi. Jak na razie – całkiem niezłe wrażenie na niej robili. Liczyła się dla niej wyobraźnia, przede wszystkim. To ona była kluczem do otwarcia sobie drogi do każdej dziedziny magii. Wbrew pozorom, osoba, która siedziała tylko i wyłącznie w książkach, zamknięta na świat, dziecinne mówiąc, marzeń. I jeśli myśleli, że denerwowanie kogoś i przeszkadzanie mu było bezcelowe, to grubo się mylili. Pobudzali w sobie magię, wszystkie pokłady magii, które mieli. Musieli je umieć tylko wykorzystać.
- Koniec. Zmiana par – powiedziała, przykładając sobie końcówkę różdżki do gardła, aby jej głos dobiegł uszu każdego ucznia. Znów przed nią pojawiło się szklane pudełko, z którego wylosowała pary.
Przedstawiały się one tak:

Cytat :
Porunn Fimmel – Vincent Pride
Wanda Whisper – Melanie Moore
Aria Fimmel – Gwen Scrimgeour
Franz Krueger – Ben Watts

*uczniowie po lewej stronie denerwują
* uczniowie po prawej stronie próbują rzucić zaklęcie

Kostki:
Kostki 10-ścienne
Zaklęcie udane: 10
Zaklęcie nieudane: 0-9

- Wanda
Zaklęcie udane: 6
Zaklęcie nieudane 0-5

Koncentracja:
Kostki 6-ścienne
Poziom niski: 0-2
Poziom średni: 3-4
Poziom wysoki: 5-6

ZAKLĘCIA NIEWERBALNE:
Kostka 1: Franz Krueger
Kostka 2: Porunn Fimmel
Kostka 3: Wanda Whisper
Kostka 4: Aria Fimmel

KONCENTRACJA:
Kostka 5: Franz Krueger
Kostka 6: Porunn Fimmel
Kostka 7: Wanda Whisper
Kostka 8: Aria Fimmel
Zobacz profil autora
Site Admin
avatar
Admin
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 690

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pią Sie 07, 2015 9:37 pm

The member 'Ingrid Skarsgard' has done the following action : Dices roll

#1 '10-ścienna' :


--------------------------------

#2 '6-ścienna' :
Zobacz profil autora
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pią Sie 07, 2015 9:40 pm

Nie chcę edytować posta, bo jeszcze bedzie na mnie, że coś grzebałam:

Nie czekacie na posta Feliksa.
Następny post w poniedziałek o godzinie 21:00


Zaznaczam też, że podstawą do powodzenia zaklęcia jest koncentracja. Jeśli wyskoczy 10 oczek w zaklęciu, a w koncentracji 0, to uznaję że zaklęcie się nie udało.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pią Sie 07, 2015 10:24 pm

Zapomniałam w poście Ingrid zaznaczyć, że ZAKLĘCIA RZUCONE WCZEŚNIEJ NA UCZNIÓW, WCIĄŻ DZIAŁAJĄ.

Zaklęcie się powiodło. Oczom Porunn ukazał się wielki, złoty pucharek, który jeszcze chwilę temu był imitacją Argusa Filcha. Zawsze wiedziała, że z transmutacji była najlepsza, jeśli chodziło o dziedziny magii, którymi się specjalizowała. Tanecznym krokiem ruszyła w kierunku pucharka, wywijając nogami na prawo i lewo, a później schowała go do kieszeni bluzy. Nikt jej go nie odbierze i chociaż wiedziała, że niedługo zaklęcie zakończy swoje działanie, to jak na razie chciała się nacieszyć zdobyczą. Uśmiechnęła się szeroko, a na jej policzkach pojawiły się wypieki. Podkrążone oczy zdawały się jarzyć czymś niecodziennym, nieposkromionym. Chciała działać, rzucać zaklęciami raz po raz. I chociaż wiedziała, że udało jej się fartem, to chciała poczuć znów wolność. Magia w niej wrzała jak przebudzony wulkan. Wystarczyło tylko ją uwolnić, a cały świat byłby jej. Wszystko jednak musiało dziać się powoli. Wyciągnęła różdżkę, po czym nacelowała na swoje nogi, mówiąc cicho finie. Jej nogi przestały szaleć w dzikich pląsach, a ona mogła odsapnąć chociaż chwilę.
Spojrzała na swoją ciotkę, która przemówiła ludzkim głosem, a następnie znów zaczęła losować pary. Co ona miała z tym losowaniem? Chciała się dowiedzieć jak ludziom wychodzi współpraca, czy chciała, żeby wszyscy nagle się wzajemnie znienawidzili? Pech, a może szczęście chciało, żeby jej partnerem do poniekąd torturowania, był jej słodki chłopak. Podeszła do niego wolnym krokiem, chociaż euforia, jaką teraz czuła, najprawdopodobniej była silniejsza niż jakikolwiek eliksir uspokajający. Nie teraz, kiedy udało jej się coś, o czym marzyła.
- Darujmy sobie przedstawienie. Bierz się do roboty – powiedziała na powitanie, po czym wycelowała w niego różdżką. Nie czekała nawet na reakcję z jego strony, obserwując tylko te jasne oczy, które zdawały się podejrzewać już na starcie, że coś się działo. Nie teraz jednak musieli o tym rozmawiać. Przyjdzie i na to czas, a wtedy wszystko będzie wyjaśnione. Wszystko pójdzie jak z płatka. Teraz miała zadanie, które zamierzała wykonać. W końcu zależało jej na tym, aby Vincent wspinał się na wyżyny własnych możliwości, prawda? Była więc ciekawa jak daleko będzie musiała się posunąć, aby utrudnić mu koncentrację nad celem. Wszystko w swoim czasie. Powoli. Teraz byłą w swoim żywiole. I może miała chwilę triumfu, to zamierzała zrobić wszystko, aby być z siebie jeszcze bardziej zadowoloną. Wyprowadzenie z równowagi psychicznej jej chłopaka było czymś, co trzeba było chociażby spróbować.
- Mimble wimple – mruknęła, ta na początek. Nie chciała iść od razu na całość. Poczeka, zobaczy jak będzie się sprawował, a później udeży jeszcze z większą siłą. W końcu po co się ograniczać? A z resztą, jak robić komuś krzywdę, to robić. Podeszła więc do niego bliżej, przyciskając różdżkę do jego pleców.
- Astrapoplectus.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pią Sie 07, 2015 11:08 pm

Tyle wystarczyło, by Wandę zdezorientować i by tym razem próba rzucenia niewerbalnego zaklęcia spaliła na panewce. Poszło szybciej niż się spodziewał, ale też plotki dały mu do ręki perfekcyjną broń. Krukonka nie była silna psychicznie nawet w połowie tego, co zakładał - a zakładała naprawdę niewiele. Z rozczarowaniem zmieszanym z satysfakcją oddalił się na odległość jednego kroku od swojej chwilowej ofiary, obdarzając ją przesympatycznym uśmiechem osoby, która niezdolna była do bycia okrutnym. Spojrzał tylko na Ingrid pełen entuzjazmu, gdyż początek zajęć wynagradzał póki co ewentualną późniejszą porażkę przy pierwszych próbach. Był bardzo dobry w zaklęciach, ale zdawał sobie sprawę, że magia niewerbalna stanowiła wyższą szkołę jazdy. Będzie sfrustrowany, owszem, ale ukryje to, by potem móc wyżyć się na pierwszej lepszej nadającej się do tego osoby.
Nowe pary i proszę bardzo, Porunn, która tym razem już zauważyła jego skromną osobę. Jak miło, doprawdy. Miała szczęście, że była dla niego użyteczna, bo nie lubił być ignorowany. Póki mu się to nie znudzi musiał być na tyle ostrożny, by utrzymać sobie to zwierzę na łańcuchu, dlatego tylko uśmiechnął się po swojemu do niej, póki nie stanęła za jego plecami.
- Naturalnie, Wilczyco. - odparł tylko rozluźniony, czekając na jej próby zdekoncentrowania go. Był przygotowany dosłownie na wszystko, w końcu miał przy sobie tę nieokiełznaną Fimmelównę, która miała bardzo pokręcony schemat. Pierwsze zaklęcie było jakże proste, wręcz dziecinne. Dezorientacja, oczywiście. Już miał przymykać oczy, gdy poczuł jak błyskawica przeszywa jego ciało, penetruje je do samego szpiku każdej kości. Zacisnął zęby w uśmiechu, a szeroko otwartymi, roziskrzonymi oczami spojrzał przed siebie. Nawet jeśli to nie była prawda to miał wrażenie, że właśnie tym zaklęciem Porunn zniwelowała dezorientację wywołaną poprzednim czarem. Jego umysł zaczął pracować na przyspieszonych obrotach, tęczówki jarzyły się błękitem, a krew aż szumiała w uszach. Kochana Porunn, takie pieszczoty. Właśnie, Ślizgonka pozbawiła ich jednego z celów. Na dodatek postanowiła uderzyć w jego plecy zaklęciem, które on sam preferował używać. Jakże mógł zostawić to bez odpowiedzi?
Skupił się, postarał się zebrać wszystkie siły, potencjał magiczny jak drzemał w żyłach. Wiedział dokładnie jakiego zaklęcia użyć i jedna Morgana wie jak bardzo pragnął, by się udało. Skierował koniec różdżki w kierunku swojej towarzyszki, w taki sposób, by w pierwszej chwili tego nie zauważyła. Niewerbalne zaklęcie, jeśli się uda to nawet nie będzie przeczuwała co ją czeka. Incendio rozbrzmiało w głowie chłopaka, a przed oczami widział efekt zaklęcia, tak bardzo pożądany w tej chwili.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/05/2014
Liczba postów : 334
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sob Sie 08, 2015 7:05 pm

Choć cała uwaga Arii skupiała się na wykonaniu zadania i zniszczeniu pomniejszonych manekinów, jej próby ponownie spełzły na niczym. Wszystko było o wiele trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Nawet nie była pewna, czy kiedykolwiek posiądzie umiejętność posługiwania się magią niewerbalną, ale nie chciała sobie tym teraz zaprzątać głowy. Musiała się po prostu starać, o wiele bardziej, niż teraz. Ingrid jeszcze kiedyś będzie z niej dumna i nie będzie musiała powtarzać, że żywot siostrzenicy skończy się o wiele szybciej, niż ta by sobie tego życzyła. Czasy były niebezpieczne, każdy musiał umieć się bronić i pamiętać o tym, że może w dużej mierze liczyć tylko na siebie. Aria opuściła różdżkę, niepocieszona. Być może następnym razem jej się uda, na pewno tak łatwo się nie podda.
Ingrid zarządziła zmianę par, po raz kolejny losując nazwiska uczniów. Krukonka uśmiechnęła się do Bena, dziękując mu za współpracę i życząc powodzenia. Przy okazji wycelowała w siebie różdżką, szepcząc ciche Finite, by zakończyć nękające ją łaskotki. Równocześnie zakończyła również dobry nastrój, ponownie odczuwając zmęczenie, o którym chociaż na chwilę zdołała zapomnieć. Odnalazła wzrokiem Gwen, kierując swoje kroki w jej stronę. Zastanawiała się nad tym, jak najskuteczniej pozbawić dziewczynę możliwości koncentracji. Co prawda zazwyczaj wolała pomagać innym w wykonywaniu zadania, a nie dodatkowo uprzykrzać im żywot, lecz polecenie było poleceniem. Nie chciała dawać Ingrid kolejnych powodów do niezadowolenia, by ta nie uznała, ze nie warto się nią dalej zajmować. Ciocia nigdy nie miała dla niej litości, tak jak zresztą dla każdej innej osoby, więc Aria także nie chciała skupiać się na tym, jak bardzo brakowało jej odpoczynku. W obliczu zagrożenia nikt nie poczeka, aż przeciwnik dojdzie do siebie, liczy się każda sekunda. Być może powinna traktować zajęcia nieco luźniej, ale ciągłe myślenie o niebezpieczeństwie sprawiało, że trzymała się w garści.
- Gotowa? – spytała, uśmiechając się delikatnie w stronę Gwen. Nie chciała być dla niej niemiła, lecz trochę wykluczało się to z samym zamysłem zdenerwowania kogoś. Podeszła nieco bliżej, czasem nawet sama obecność drugiej osoby wpływała negatywnie na koncentrację. Uniosła różdżkę, kierując magiczny kawałek drewna w blondynkę. – Lignum – zaczęła, chwilę później od razu rzucając kolejne zaklęcie – Vomitus. Niezbyt przyjemne połączenie.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   

 

Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Pusta Klasa
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-