IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Feliks Zolnerowich
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 18/01/2015
Liczba postów : 92
Skąd : Krasnojarsk

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pon Sie 03, 2015 4:47 pm

Hogwart choć imponujący z daleka, w opinii szanownego pana Zolnerowicha nie mógł konkurować z Durmstrangiem – zamkowi zdecydowanie brakowało chłodnej, nieco onieśmielającej atmosfery, która zasiewała w sercu ziarno niemego respektu. A może był po prostu uprzedzony względem innych szkół magii, pielęgnując w sobie sentyment do skandynawskiego instytutu. Kto wie.
Gobliny nie oponowały zbyt mocno, kiedy oznajmił, że wychodzi wcześniej z pracy. Małe potwory zajęły się przeglądaniem zawartości skrzyni, z której zdjął dwie wyjątkowo paskudne klątwy (powolny obłęd i narastające deformacje, uroczo), więc nie zareagowałyby, nawet gdyby przeszedł się w ich towarzystwie w samych gaciach. Albo i bez. Jak na istoty ponoć tak bardzo rozumne szybko traciły rezon wobec garści świecidełek.
Ingrid wyjaśniła, gdzie znajdowała się sala, w której zamierzała przeprowadzić zajęcia, więc gdy podstarzały woźny wpuścił Feliksa do zamku, Rosjanin uprzejmie podziękował za wszelkie formy pomocy, wyjaśniając po co i dlaczego nawiedził Hogwart. Na tym by się skończyło, gdyby szanowny pan Filch, jak zdążył się przedstawić, nie przyczepił się do niego jak rzep do psiego ogona. Albo ścierwo do podeszwy. A odpalił sobie tylko papierosa, nosz do kurwiej nędzy. Głupio było na samym wstępie zostawiać po sobie niekorzystne pierwsze wrażenie, ale ten cały woźny śmierdział Feliksowi na kilometr czymś, co nie miało faktycznej władzy, a próbowało stwarzać takie wrażenie pluciem i ujadaniem. Rosjanin niestety nigdy nie pozostawał dłużny osobom, którym wydawało się, że z jakiegoś powodu byli lepsi od innych, więc krótkim, względnie dyskretnym ruchem różdżki zaszczepił w jego głowie wizję kończyn zmieniających się w macki. Nie potrwa to długo, a może nieco utemperuje zapędy pana na włościach.
Zostawiając za sobą skołowanego woźnego, skierował się wedle wskazówek Ingrid ku lochom, wyjmując w międzyczasie z kieszeni ciemnego, wełnianego płaszcza cztery manekiny pomniejszone do rozmiarów kciuka. Przywrócił im z powrotem naturalną wielkość, po chwili namysłu transmutując je w dziwaczne, obdarte kopie szanownego pana Filcha – to że jednej brakowało nosa, drugiej ucha, trzeciej ręki, a twarz czwartej znaczyły fioletowe zacieki, nie ujmowało mu urody. Wszystkie zostały podniesione zaklęciem w górę, dalszą część trasy szybując za panem Zolnerowichem niczym upiorny korowód. Docierając do odpowiednich drzwi, zdarł z nich listę, przelotnie zerkając na nazwiska – był to raczej stary nauczycielski nawyk, niż faktyczna chęć ich zapamiętania. Jedna krzaczasta brew uniosła się nieco, gdy wzrok natknął się na nazwisko Pride. A to ci heca. Drzwi skrzypiały, jakby miały zaraz wylecieć z zawiasów.
- Wybacz spóźnienie, moja droga – rzucił ze szczytu schodów, przesuwając papierosa w kąt ust. Oparł się o chybotliwą poręcz, jakby w ogóle nie bał się jej załamania i posłał wszystkie manekiny na dolny poziom, gdzie rąbnęły z hukiem w podłogę. Echo, jakie poniosło się po sali, mogło na chwilę zdezorientować. Wypuszczając spomiędzy ust kłąb szarego dymu, mężczyzna zszedł schodami w swobodnym, zdecydowanie nie nerwowym tempie, jakby mimo spóźnienia miał wciąż mnóstwo czasu na wszystko. Przy bliższej inspekcji okazywał się nie być imponującego wzrostu, jednak wystarczyła sama pewna siebie postawa i spojrzenia rzucane spod krzaczastych brwi, by zdecydowanie nie chcieć z nim zadzierać. Wyciągnął z ust papierosa, przywitał się ze Skarsgardówną krótko przyciskając usta do wierzchu jej dłoni, po czym zwrócił wzrok na uczniów. Skłamałby, gdyby powiedział, że perspektywa ponownego wejścia w rolę nauczyciela nie napawała go ekscytacją.
- Zolnerowich Feliks – przedstawił się krótko, rzucając niedopałek na ziemię i zduszając go ciężkim butem. - Będę asystował pannie Skarsgard na waszych zajęciach. Dzisiejsze cele macie tam – ruchem ręki wskazał manekiny mniej lub bardziej udolnie udające Filcha, które stały od siebie w pewnej odległości. - Używacie tylko zaklęć transmutacyjnych i użytkowych, chociaż szczerze wątpimy, że coś wam dzisiaj wyjdzie. Sztuką jest skoncentrować się na tyle, żeby sięgnąć do pokładów magii, które gdzieś tam w środku macie i nabrać z nich samą myślą – urwał na chwilę, zerkając kątem oka na Ingrid, by upewnić się, że nie powtarza słów, które już powiedziała. - Jeśli potraficie, spróbujcie sobie przypomnieć, jakie to było uczucie, kiedy zaczęliście przejawiać magiczne zdolności. Albo sytuację, w której nie panowaliście nad mocą, może w gniewie, może z innego powodu. Do dzieła. Będziecie się na początku frustrować, nawet nie próbujcie sądzić, że będzie inaczej – skończył z nagłym, zadziwiająco sympatycznym uśmiechem, rozwiewającym nieco wrażenie ogólnej szorstkości. Podniósł rękę, drapiąc się krótko po policzku i z pewnym rozdrażnieniem nie wyczuwając pod palcami zwykłego, nieuporządkowanego zarostu, a równo przystrzyżone linie. - Pride, a tobie co, znudził się Durmstrang? – rzucił jeszcze, ni to z rozbawieniem, ni to uszczypliwością.

---
*używacie tylko zaklęć transmutacyjnych i użytkowych (transmutacyjnych mamy mało w księdze, ale sugeruję popuścić wodze fantazji i powymyślać coś, formuł i tak nie będziecie wypowiadać),
*obowiązuje podział na pary i formuła zajęć z postu Ingrid,
*czas na odpis macie do 5.08 (środa), do godziny 21.
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pon Sie 03, 2015 6:42 pm

Fakt, iż Porunn właściwie nie zarejestrowała jego słów pobudził odpowiednie punkty w umyśle Vincenta, wysyłając sygnały, zmuszające do bliższego przyjrzenia się sprawie - ale nie teraz, nie na lekcji. Potrzebował jej na osobności, wtedy będzie zdolny do znalezienia odpowiednich ścieżek do tego wilczego umysłu - a nawet nie zdawał sobie sprawy z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Zresztą, czy powstrzymałoby to kogoś o nazwisku Pride? Zapewne jeszcze dodatkowo napędziło, podkusiło, wypełniło żyły adrenaliną, która pozwalała stawiać czoło wszystkiemu i wszystkim.
Uśmiechnął się pobłażliwie do Bena, rzucając tylko jedno słowo - "transmutacja". Jak można było zapomnieć tę lekcję, gdzie Puchoni okazali się zasługiwać w pełni na swoja opinię ...jak to było? A tak, ziemniaków Hogwartu. Wspominając pojedynek z Prefektem Hufflepuffu stwierdzał, że ziemniak akurat mógłby być bardziej wymagającym przeciwnikiem.
Kolejni uczniowie pojawiali się w sali, w tym Wanda, którą tak dobrze pamiętał z lekcji Patronusa. Zaraz, czy to nie ona była właśnie z Ziemniakiem Naczelnym, który postanowił ją w skrócie olać i wybyć ze szkoły? Wśród dziewczyn aż huczało od plotek i różnych wersji historii, ale sumując wszystkie z nich i wyciągając wspólny mianownik tak to się mniej więcej prezentowało. Nie znał tej dwójki na tyle, by spojrzeć na Krukonkę przez pryzmat lat i odczuć możliwie towarzyszących jej na lekcji. Pozostawało mu obserwowanie lub korzystanie z ewentualnie podsuniętych kart.
Pojawienie się Ingrid ucięło wszelkie rozmowy, najmniejszy szmer zawisł w próżni, wygasając samoistnie. Wyłoniła się znikąd i Pride również zachodził w głowę czy użyła zaklęcia Kameleona. Jego czujność nie była tak niska, nie chciał wierzyć w to, że dałby się tak podejść. Mimo tej kropli goryczy, złości na samego siebie uśmiechnął się do nauczycielki, którą bardzo miło wspominał z obozu letniego. Tak, jej zajęcia należały do jednych z najciekawszych, a na pewno najbardziej przydatnych. Pamiętał, że dobrze mu wtedy poszło i chętnie by to powtórzył, doszkalając się w strzelectwie - lub innych ciekawych dziedzinach, które Ingrid mogła mu ukazać. Może po lekcji ja o to zapyta.
Wzmianka o nauczycielu Czarnej Magii z Durmstrangu od razu podwyższyła czujność Vincenta, jednocześnie uwalniając pokłady entuzjazmu. No proszę, czyżby ktoś, kogo zna? Szybko dostał odpowiedź na to pytanie, gdyż Feliks ukazał się z modnym spóźnieniem, dołączając do osobliwego grona jakie tworzyli zarówno nauczyciele jak i uczniowie. Szeroki uśmiech rozjaśnił oblicze Ślizgona, którego wzrok utkwił w znajomej sylwetce. Wręcz poczuł coś na kształt sentymentu do starej szkoły, która pozostanie dla niego niedoścignionym wzorem dla placówek typu Hogwart.
Jego również wysłuchał cierpliwie, a na zadane pytanie, skierowane prosto do niego zaśmiał się krótko, po czym wzruszył ramionami.
- Nigdy. Ale najwyraźniej nie tylko ja szukam nowych doświadczeń poza wspaniałym Durmstrangiem. Dobrze znowu pana zobaczyć, profesorze.
Czy pamiętał o incydencie na lekcji Feliksa? Owszem. Czy mu to w jakikolwiek przeszkadzało? W żadnym stopniu. Wręcz żałował, że nie widział tego na własne oczy. Teraz jednak trafił do pary z... panną Whisper, idealnie. Co prawda żałował, że nie dostała mu się Aria, ale może na wszystko przyjdzie pora. Skinął głową Krukonce, z uśmiechem podchodząc do niej, wyciągając różdżkę w między czasie.
- Witaj, Wando, dawno się nie widzieliśmy. Na pamiętnym Patronusie nie mieliśmy zbyt wiele okazji do rozmowy.
Skromny początek, zamierzał poczekać na to, co Whisper zamierzała zrobić manekinom na łasce i niełasce uczniów. W głowie kompletował już sposoby na rozkojarzenie dziewczyny, choćby miał ją rozwścieczyć - nie ważne, on miał swoje zadanie, ona swoje.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Pon Sie 03, 2015 8:53 pm

Chwilę później do ich gromadki dołączył Krueger – jemu skinęła głową z nikłym uśmiechem, oraz Melanie, do której puściła oko ciesząc się, że chociaż jedno słoneczko się do nich przytargało.
Nie mówiąc już nic, nie komentując nawet wypowiedzi innych czy też samej aranżacji wnętrza skupiła się na słowach kobiety, która wyłoniła się nie wiadomo skąd. Poruszała się płynnie co niezbyt ją zadziwiło, a raczej przyjemnie zaskoczyło. Zauważyła po tonie jakim się posługiwała, że wie o czym mówi i wie, czego ich będzie uczyć. Wiedziała również, że magia niewerbalna jest do osiągnięcia w odpowiednim czasie – wystarczyło tylko chcieć. Mocno. A panna Whisper chciała – już od dawna.
Czekoladowe tęczówki skupiły się teraz na szklanym pudełku i kilku kartkach, od których zależało to w jakich konstelacjach będą układały się dzisiejsze zajęcia. Sądząc po zebranych nie mogła narzekać – wszystkich kojarzyła, lepiej czy gorzej co oznaczało jedynie, że Ci którzy znają ją bardziej mają większe pole do popisu. Nie spodziewała się jednak, że obok jej nazwiska pojawi się nazwisko Vincenta, na którego spojrzała niemal od razu po ogłoszeniu wyników. Jej ciemne oczy nie wyrażały absolutnie niczego prócz skupienia – jedynie jej wargi poruszyły się nieznacznie.
Kolejną niespodzianką było również pojawienie się Feliksa, z którym miała kilka razy do czynienia w życiu – pech chciał, że ich znajomość rozpoczęła się od popełnienia gafy przez młodą wówczas Krukoneczkę co zaowocowało jedynie ciągiem dosyć zabawnych gagów. Był znajomym jej rodziców, tak więc tylko czysto teoretycznie jego obecność powinna podnieść ją na duchu.
Tak samo jak powiększone marionetki, istne strachy na wróble imitujące postać szanownego pana woźnego wywołały autentyczny uśmiech na jej bladym licu, które chociaż na moment zostało rozświetlone przyjemnym akcentem. Podobał jej się pomysł z bezczeszczeniem materiałowych zwłok charłaka. Gorzej było z dekoncentracją jej osoby, jednak sądziła, że i z tym sobie poradzi. Dlatego też zaraz odsunąwszy się od swoich przyjaciółek wyszła naprzeciw Vincowi, któremu odwzajemniła uśmiech i poszła za jego przykładem – również wyjęła swój oręż czując pod palcami przyjemne ciepło wiązowego drewna.
- Cześć, Vincent. – Przywitała się po krótce rzucając mu jedno ze swoich nieodgadnionych spojrzeń i odwróciła się w stronę jednego z manekinów wiedząc, że i chłopak nie zmniejsza dystansu między nimi. Na jego słowa o sławetny patronusie ugięła ciut wyżej wargi obracając zarazem różdżkę w dłoni. Najwyraźniej zastanawiała się jakim zaklęciem potraktować kukłę.
- Jestem przekonana, że okazji do rozmowy będzie jeszcze co niemiara. –Uprzejme słowa powędrował w kierunku Ślizgona, po czym myśli Wandy skoncentrowały się na zbitkach tworzących upioro – Filcha. Odetchnęła głęboko rozluźniając się tym samym – czuła jak energia ją rozsadza, jak ciemne drewno parzy jej skórę, a wskazówki rzucane przez Francisa mają swoje odzwierciedlenie w ruchach. Pamiętała doskonale moment, w którym zrzuciła stażystę zaklęć z pieńka – tak samo pamiętała jak trafiła czarem w Wilsona. Co wtedy czuła? Ekscytację. Możliwość wykonania niemożliwego. Chwilę później jej ręka przecięła powietrze, a różdżka została wycelowana w Argusa – przez twarz panny Whisper przeszedł cień uśmiechu, a ona w myślach rzuciła inkantację sprawiającą, że jej rywal winien zamienić się w kanarka. Nie przeszkadzał jej łoskot, nie przeszkadzała obecność innych osób – po prostu czuła jak moc przez nią przepływa, jak serce bije mocniej, jak wszystko inne zamiera. Nie liczyło się nic – tylko podnoszenie swoich umiejętności – wzięcie się w garść. Walka o swoje.
Zobacz profil autora
Melanie Moore
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 05/07/2015
Liczba postów : 246
Skąd : York

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Wto Sie 04, 2015 4:00 pm

Moment pojawienia się ich nauczycielki wprawił Mel w dziwny nastrój, jeszcze ten fakt, że jej głos pojawił się jakby znikąd. Nie wspominając o tym miejscu, nie czuła się jakoś pewnie, że w ogóle powinna się tutaj znajdować. Przecież o to właśnie chodziło, to jest ten czas by nadal pracować nad sobą i nie dawać za wygraną. Gdy nastała ta murowana cisza, oczy wszystkich skierowane na kobietę. Była tutaj od samego początku, na to wszystko wskazuje. Coś czuła, że już przy wejściu zdążyła sobie ułożyć w głowie myśl o każdym uczniu z osobna.  Co najlepsze nie wiedziała kim jest ta kobieta, zresztą. Nie pojawiła się tutaj by zastanawiać się nad tym dlaczego ona i kim jest poza Hogwartem. Nazwisko jej wystarczyło, na obozie nie była to też nie miała okazji jej poznać, ale nie wszyscy. Ruda odczuwała pewnego rodzaju odosobnienie, nie wiedziała czemu. Nie chodziło tutaj o kolor włosów czy dom, obserwując wszystkich doszła do wniosku, ze nie czuje się zbyt pewnie. Taka mała przerażona owieczka, ale nie ma zamiaru dać tego po sobie poznać. Dobrze wiedziała po co tutaj przyszła i ma zamiar coś wynieść z tych zajęć. Jak już chce to naprawdę potrafi, potrzebuje determinacji i ją ma. Nawet i sporo.
Nadszedł moment losowania par, szczerze nie lubiła takich momentów. Zawsze się obawiała na kogo może trafić. Po zobaczeniu wylosowanych par nie za bardzo wiedziała co myśleć. Nie znała partnera, z którym miała pracować. Tyle, że Ślizgon i nic więcej nie mogła powiedzieć na jego temat. Możliwa była by opcja, że sam fakt współpracy może go zdenerwować? Byłoby jej to na rękę, nie miała pojęcia na co w rzeczywistości może sobie pozwolić. Po przyjściu asystenta pani Skasgard. Nauczyciel czarnej magii? Jak miło, a pozory wydają się mylić. Dowiedzieli się co mają robić, a widok materiałowych Filchów trochę ją podniósł ją na duchu.. Trochę to dziwnie może zabrzmieć z ust Puchonki, ale czysta przyjemność by moc się wyżyć na kukle o takim wizerunku. Najgorszej, że musiała się zastanowić jak zdekoncentrować Franz'a. W takim razie, musiała coś na szybko wykombinować, wyciągnęła różdżkę i była gotowa. Powiedzmy. Podeszła do partnera i uśmiechnęła się najsympatyczniej jak tylko mogła. Nie ma to jak udawać to jak bardzo jej się to podoba. Prawdopodobnie to część gry w jakiej chce po prostu spróbować. Jednakże Franz na głupiego nie wygląda to  zapewne będzie trudniej niż może się tego spodziewać. Wolałaby, żeby ich role były odwrócone, ale jak powiedziała profesor. Wszystkich metod możemy używać, trzeba wziąć byka za rogi i zaryzykować. Tylko to jej pozostało w tym momencie.
-Wygląda na to, że musimy razem pracować - no i co dalej? Ten niezręczny moment, kiedy nie ma zielonego pojęcia co jeszcze powiedzieć. Lepiej będzie jak już po prostu zaczną robić to co do nich należy, a nie zastanawiać się nad jakimiś rozmowami. Nie było czasu na takie głupoty, zwłaszcza, że Mel zmuszona była do zastanowienia się w jaki sposób faktycznie rozwścieczyć Krueger'a. Niestety takie zachowanie nie leżało w jej naturze, woli być sympatyczniejsza, a nie wkurzać kogoś i to jeszcze na siłę. Sztuczność od niej będzie czuć na kilometr. Szczerze jakoś inaczej sobie wyobrażała formę zajęć. Najlepsze, że nic tak naprawdę się jeszcze nie zaczęło i wysiłek dopiero przed nimi, chciałaby faktycznie mieć szansę by się wykazać. Dlatego musi koniecznie dać z siebie wszystko.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Wto Sie 04, 2015 11:24 pm

Przebrzmiewający nagle głos nauczycielki nie wywołał u Krukona żadnej niekontrolowanej reakcji – obrócił tylko nieco głowę, by spojrzeć na kobietę, która prowadziła już zajęcia na wakacyjnym obozie. Wrażenie, jakie wywoływała swoim sposobem bycia oraz tonem nie zmieniło się ani odrobinę od tamtego czasu. Wciąż pozostawiało uczucie chłodu i dystansu, choć pannie Skarsgard nie sposób było odmówić rzeczowości czy wiedzy w dziedzinach, z jakimi ich zapoznawała. Wzmianka o asystencie, byłym nauczycielu czarnej magii sprawiła, że prefekt uniósł nieco brew, zaintrygowany. Nigdy nie dzielił zaklęć na dobre lub złe i choć niektóre zostały stworzone z myślą o krzywdzeniu innych, wszystko sprowadzało się tylko i wyłącznie do sposobu zastosowania. Tak samo jak z przedmiotami codziennego użytku, przy odrobinie dobrej woli można było zabić człowieka kubkiem lub łyżką, a przecież ich pierwotna funkcja leżała zupełnie gdzie indziej. Albo wypróbować na kimś Accio serce lub rzucić Aquamenti prosto w gardło. Poza tym, zgodnie z zasadą zakazanego owocu, im bardziej przed czymś ostrzegano, tym bardziej pragnęło się wyciągnąć po to rękę.
Prefekt wsunął dłonie do kieszeni spodni, szukając ciepła, które w wychłodzonym pomieszczeniu rozchodziło się w natychmiastowym tempie. Nagle zatęsknił za wierzchnią szatą, którą pożyczył Arii, ale cóż, ona potrzebowała jej o wiele bardziej. A przynajmniej tak wyglądała. Wylosowanie ich jako jednej pary było w pewien sposób spokojnym oddechem, choć coś buntowało się wewnątrz Krukona, gdy pomyślał, że miałby być w jakiś sposób niemiły dla niebieskiej Fimmelówny.
Mężczyzna zapowiedziany przez Ingrid okazał się być od niej o wiele starszy, jeśli sądzić tylko po zmarszczkach znaczących twarz. Nosił się i mówił w sposób, który wywoływał natychmiastowy posłuch, rzecz tak ważną dla nauczyciela. Wydawał się stworzony do tej pracy, czemu więc już nie edukował kolejnych pokoleń uczniów w Durmstrangu? Wraz z zakończeniem krótkiego wykładu, zerknął w stronę Arii, robiąc z nią kilka kroków w stronę jednego z manekinów. Ich urocze podobieństwo do Filcha było na swój sposób rozczulające – widać kolejna osoba poznała na wstępie Pana i Władcę Hogwartu oraz postanowiła go należycie uhonorować.
- Nie bierz do siebie nic, co mógłbym zrobić – rzucił cicho, uśmiechając się przepraszająco. Wciąż pamiętał i prawdopodobnie miał już nie wyrzucić z głowy momentu, w którym Aria udzieliła mu wsparcia, kiedy znalazł się w naprawdę paskudnym miejscu. Nie chciał robić dziewczynie na złość, kłóciło się to z jego wszystkimi instynktami, ale lekcja była tylko lekcją. Jeśli chcieli stąd wyjść i się czegoś faktycznie nauczyć, powinni słuchać poleceń. Poza tym, czyż nie próbowali kiedyś wymyślić sposobu, by przekonać kogoś do korków z niewerbalnej? Zależało im na tej umiejętności – choć Ben mógł być teraz pewien tylko swojego nastawienia, nie zaglądał w myśli Arii, nie pytał. Zapis na te zajęcia powinien być wystarczającym dowodem.
Co miał jednak zrobić, żeby w miarę bezboleśnie utrudnić skupienie koleżance z domu? Mógłby mówić jej na ucho niemiłe rzeczy, snuć paskudne wizje albo... Och. Genialne w swej prostocie. No i powiedziane było, że mogą korzystać ze wszystkich dostępnych środków. Blondyn sięgnął po różdżkę zatkniętą za pasek i celując w bok Arii, wymamrotał:
- Rictusempra.
Proste, skuteczne, być może wprawiające w dobry nastrój i nie wymagające manualnego wpychania rąk tam, gdzie mogłyby być niepożądane.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Gwendolyn Scrimgeour
avatar
Motomysza z Ravenclawu
Data przyłączenia : 26/08/2014
Liczba postów : 400
Skąd : Szkocja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 9:37 am

Smród pleśni poczuła w momencie, w której żołądek dogonił jej ciało uprzednio wprawione w morderczy bieg i wrócił na właściwe miejsce. Bezwiednie ukryła nos i usta pod wciąż wydzielającą apetyczną woń jabłkowo-cynamonowego płynu do kąpieli dłonią, po krótkim rekonesansie utwierdziwszy się w fakcie, iż mimo bezgranicznej chęci zdobywania wiedzy najchętniej wypadłaby z tegoż urokliwego pomieszczenia jak z procy. Zdążyła nawet otworzyć usta, by drążyć temat mdłej lokalizacji zajęć, kiedy z niedalekiego zakątka dobiegł ją bliżej niezidentyfikowany, kobiety głos.
Wykwitnięcie ponadprogramowej jednostki wyrwało Scrimgeour z tego półsnu, w którym trwała, odkąd poczęła od niechcenia taksować fantazyjnie umeblowane pomieszczenie. Umiejętność liczenia do ośmiu nie potraktowała jednak naszej bohaterki w sposób dyskwalifikujący, dlatego kiedy tylko zarejestrowała obecność przewidywanej ilości kursantów, każdorazową nadwyżkę skłonna była określić jako instruktora. Dziewczyna automatycznie rzuciła w stronę, z której dotarły pierwsze akty monologu,  szybkie spojrzenie przez ramię i nie chcąc wychodzić przed szereg pretensjonalną ignorancją, obróciła się na pięcie, z uwagą spijając każde ze słów uchodzących z ust najstarszej z obecnych kobiet.
Krukonka z ulgą oparła się o chłodna ścianę lochu, uprzednio upewniwszy się, iż w niedalekim sąsiedztwie legowiska nie roztoczył któryś z przedstawicieli rzędu pajęczaków, i z zainteresowaniem rejestrując z każdą chwilą postępujący monolog, kątem oka obserwowała poczynania reszty grupy. Nawet w półmroku pomieszczenia nietrudno było dostrzec umowny podział sił wśród obecnych. No to stereotypowo: czworo utwierdzonych we własnej wszechwiedzy Krukonów – z nią na czele – troje przedstawicieli obślizgłej braci, domu, w jakim niezależnie od bycia jedenastoletnią smarkulą, czy siedemnastolatkiem z zarostem, wychowują się jedynie persony, które wraz z otrzymaniem dyplomu ukończenia szkoły rzucą pierwszą Avadę. I ziemniak. Jigglypuff. Puchonka. „Tak, trudno wątpić w użyteczność niektórych z obecnych tu osób.” Pomyślała gwałtownie, chwilę przyglądając się rudowłosej spod przymrużonych powiek, jak gdyby coś kalkulując. Nie myślała stereotypowo, była daleka od wrzucania kogokolwiek do jednego worka przed bliższym poznaniem, a ocenianie książki po okładce, choćby przez własne doświadczenia związane z uznawaniem jej bogatego wewnętrznie „ja” za nieistniejące, bo przecież – ładna to pewnie i głupia– było dalekie postępowaniu Scrimgeour. Niestety w przypadku puchońskiej braci nie mogła – tymczasowo – pozbyć się jednej, bombardującej jej mózg myśli, boleśnie raniącej synapsy. Henry Lancaster. Co ostatnimi czasy zapracowało sobie na ekwiwalent słowa „niechęć”. Dlaczego Wanda trzymała się z żółtkami, skoro jeden z nich uczynił ją swego czasu ludzką fontanną? Gwen do tej pory nie mogła wybaczyć każdemu z wielbicieli nocnych wypadów do kuchni faktu, że postawili ją w sytuacji podbramkowej, w której ze swoim upośledzeniem emocjonalnym i nieumiejętnością zrozumienia ludzkiego cierpienia, została żywą chusteczką do nosa.
Próbując jakoś zająć swój umysł pozytywnymi myślami wizualizowała sobie jak rozwala ten rozczochrany, Lancasterowski łeb o kant ściany. Trochę pomogło.
Z ferworu bestialskiej ilustracji wyrwała ją informacja o przydzielonym doń zadaniu i kwestia duetu z wilczą Ślizgonką. Jeszcze nim zarejestrowała obecność wspomnianego zawczasu asystenta, postąpiła pewnie kilka kroków ku ciemnowłosej, ostentacyjnie wystawiając drobną dłoń w celu przybicia piątki.
Mimo, że Gwen wychowywano na podwalinach nienawiści do wszystkiego co w ramach epitetu słowa magia, zabarwiano piekielną czernią, wzmianka o profesji mającego rychle wyrosnąć wśród tłumku uczniaków pedagoga, nie napawała blondwłosej negatywną nutą. Przez własne doświadczenia starała się kierować zasadą nie oceniania książki po okładce, a z urokami z kategorii tych złych sposobności jeszcze nie miała. Dlatego pojawienie się Roberta Downeya Jr. skwitowała niczym nieuprzedzonym, dotąd kryjącym się w kącikach malinowych ust niewiasty, uśmiechem, który urósł w siłę, kiedy tylko do bystrych ślepi niewiasty dotarł bodziec, w postaci roztaczanej przez nauczyciela chmury dymu.
Drobna dłoń Krukonki machinalnie powędrowała ku kieszeni, w której ukrywała swój papierosiany dobytek, po czym wysłuchawszy wszystkiego do końca, raz jeszcze uwagę skupiła na Porunn.- Serio nie wyglądasz najlepiej. Mruknęła, rezygnując z ewentualnego matkowania i posyłania Slizgonki do łóżka.

_________________

Gwen Scrimgeour
Armageddon was yesterday, today we have a serious problem.

Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 10:43 am

Ben postanowił znów zagrać rycerza w złotej zbroi. Obserwowała w milczeniu, jak chłopak opatula jej siostrę szczelnie w kawałek swojego ubrania, zastanawiając się jakie bliższe relacje łączyły tę dwójkę. Wiedziała, że jej siostra raczej się nie słuchała i robiła co chciała, spotykała się z kim chciała i nie lubiła kogo chciała. Porunn mimo całej swojej energii i siły perswazji, która była na poziomie zerowym, nie potrafiła dobrze pokierować swoją siostrą. Już tak musiało zostać.
Nie zdziwił ją fakt, że znikąd pojawił się głos jej ciotki. Z tego co o niej wiedziała, to zawsze lubiła pojawiać się nagle, nie dając wcześniej o sobie znać. Upodobała sobie również przychodzić do ich domu nagle, niczym duch snując się po korytarzach, aż ktoś ją po prostu przypadkiem zauważy. Tylko Aria zawsze cieszyła się na widok Ingrid, ale to pozostawiała już jej prywatnemu osądowi.
Zależało jej na opanowaniu zaklęć niewerbalnych, które w tej chwili były dla niej priorytetem. Po pamiętnej walce z Stewardem miał on na tyle przewagę, która może go nie doprowadziła do zwycięstwa, ale sprawiła, że to było trudne starcie. Chciała więc go doścignąć i być po prostu lepsza, jeszcze bardziej, mieć przewagę nad osobami, które chciała usunąć ze swojej drogi do celu. Bawienie się w pary przypomniało jej o transmutacji, jednak zajęcia miały zupełnie inną formę. Lubiła mimo wszystko pracę w grupach, nieważne czy przyszło jej pracować z przysłowiowym Ziemniakiem czy Księciem Ciemności. Na jej szczęście, a może i też zupełnie odwrotnie, przypadła jej do pary Gwendolyn, której zadaniem było wytrącić ją z równowagi psychiczniej. Po lekcjach patronusa trochę potrafiła zapanować nad wybuchami, jednak mimo wszystko wciąż to było za mało do całkowitej samokontroli. Zwłaszcza teraz, kiedy nie działo się w jej organizmie nic przyjemnego i pozytywnego.
Z zamyślenia wyrwało ją przybycie kolejnego nauczyciela, rzekomego asystenta jej ciotki. Nie chciała się zastanawiać skąd się znali i dlaczego utrzymywali wciąż ze sobą kontakt, ale pierwsza myśl jaka przyszła jej od razu na myśl, to to, że był jej nauczycielem w szkole. Ingrid nigdy nie ukrywała zafascynowania czarną magią, z resztą – jak większość członków rodziny. Przybyły mężczyzna wydawał się na całkiem konkretnego i sympatycznego człowieka, nie wiedziała jednak jak bardzo pozory mogły mylić. Zerknęła tylko w stronę Vincenta, do którego się odezwał, jakby znali się sto lat. Mimowolnie na jej usta wypełzł lekki uśmieszek, który z jej sińcami pod oczami komponował się nieco koszmarnie.
Zerknęła w kierunku manekinów, przypominających Filcha. Najprawdopodobniej nauczyciel czarnej magii spotkał się już z Filchem, który zalazł mu za skórę. Dziwne, że Ingrid nie narzekała jeszcze na woźnego, ale bardzo możliwe, że to była kwestia czasu – albo wieczność, znając charakter ciotki.
Gdy podeszła do niej Gwen, przybiła jej piatkę, po czym wyciągnęła różdżkę zza paska. Przyjrzała się jeszcze raz swojemu celowi, starając się skupić tylko i wyłącznie na nim. Słowa Gwen jednak trafiły do niej na tyle, że obnażyła zęby i zmarszczyła brwi, jakby te słowa i zawracanie jej uwagi na to, jak źle wygląda, sprawiały, że otwierał się jej nóż w kieszeni.
- Pozwól, że sama będę oceniać jak się czuję – syknęła przez zaciśnięte zęby, a następnie skupiła się znów na celu. Zacisnęła dłoń na różdżce bardzo mocno, po czym na chwilę zamknęła oczy, aby zaraz je otworzyć. Chciała poczuć, jak cała magiczna moc skupia się tylko w jej dłoni, w której dzierżyła swoją broń.
Bombarda, przeszło jej przez myśl, a następnie machnęła różdżką. Wątpiła, żeby się powiodło od razu, jednak ważne były próby, a ta była zdecydowanie jej pierwszą. Zdziwiłaby się, gdyby udało się wystrzelić podobiznę Argusa Filcha w powietrze.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 469
Skąd : Berlin

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 1:30 pm

Chociaż ostatnimi czasy towarzyszyło mu wiele rozpraszających myśli, z pewnością nie był rozkojarzony na tyle, by nie zauważyć postaci Skarsgard stojącej w końcu sali. Dlatego też, kiedy tylko usłyszał jej głos i zlokalizował położenie kobiety, był święcie przekonany, że ta użyła któregoś z zaklęć kamuflujących. Niezależnie jednak od zastosowanych środków Ingrid rzeczywiście uśpiła ich czujność. Mimo tego Franz nieszczególnie przejął się jej uwagami, jakoby czekała ich długa przeprawa przez mękę (może śmierciożerczyni nie określiła tego akurat takimi słowami, ale sens był oczywisty). Przyszedł tutaj w końcu po to, by podnieść poziom swoich umiejętności, a nie ubolewać nad ich obecnym stanem. Nie obawiał się także ciężkiej pracy, bo ta towarzyszyła mu praktycznie od zawsze; teraz zaś przyświecała mu szczególnie silna motywacja.
Ślizgon może i nie zwracał uwagi na innych uczniów przybyłych na lekcję, ale za to dokładnie słuchał wyjaśnień płynących z ust Ingrid Skarsgard, jak i jej pomocnika, którego kobieta przedstawiła jako nauczyciela czarnej magii z Durmstrangu, Feliksa Zolnerowicha. Siłą rzeczy chłopak nie mógł nawet kojarzyć mężczyzny, ale musiał przyznać, że ten robił dobre wrażenie. Widać było, że wie o czym mówi, a ponadto obdarował uczniów wieloma przydatnymi wskazówkami, niezwykle pomocnymi w wydobyciu magicznej mocy tkwiącej gdzieś we wnętrzu ich młodych organizmów. Jedynie wykorzystanie manekinów stanowiących podobizny Filcha wydawało mu się nieco infantylne, chociaż zważając na to jak wielu wychowanków Hogwarto darzyło go szczerą nienawiścią, pomysł może nie był tak głupi, jak można byłoby przypuszczać na początku.
Krueger odwrócił na moment spojrzenie na Puchonkę, z którą na tych zajęciach miał stanowić parę. Nie znał jej zbyt dobrze, ze wzajemnością, co akurat wcale nie pomagało we współpracy. Szczególnie dziewczynie, której Ingrid przydzieliła naprawdę trudne zadanie. Niemca bowiem nie tak łatwo było wytrącić z równowagi, kiedy nie miało się świadomości w jakie słabe punkty należało uderzyć. Chłopak w większości sytuacji potrafił zachować stoicki spokój czy zimną krew, jakkolwiek ktoś pragnąłby ten stan nazywać. Melanie na pewno się starała, ale sympatyczne uśmiechy i próby zainteresowania Kruegera swoją osobą nie miały prawa wywołać oczekiwanego rezultatu. Nie miało to jednak większego znaczenia, ponieważ dekoncentracja Ślizgona wynikała przede wszystkim z natłoku jego własnych myśli i spostrzeżeń, które od jakiegoś czasu nieustannie przeciążały jego umysł. Franz zdawał sobie sprawę, że przed postawieniem swoich pierwszych kroków w zakresie magii niewerbalnej musi całkiem go oczyścić. Miał przy tym trochę szczęścia - nie tak dawno temu rozpoczął przecież pod okiem Drake'a Vane'a naukę oklumencji, która wymagała akurat podobnego przygotowania psychicznego, zaś przypomnienie sobie przebiegu tego procesu oraz rad ojca Jasmine było dla niego pewnym ułatwieniem.
Nie odpowiedział nawet swojej partnerce, koncentrując się jedynie na klaryfikacji swoich myśli. Starał się zapomnieć o wszystkim, co go w tej chwili dręczyło, wykreślić, bądź zamazać wszelkie obrazy wędrujące po jego głowie. Miał zamiar skupić się tylko na jednym - na swoim celu, którym aktualnie był manekin na podobieństwo Argusa Filcha. Oczyszczenie umysłu nie miało jednak charakteru finalnego. By wykorzystać potencjał magii niewerbalnej, musiał jeszcze rzucić zaklęcie i to właściwie bezgłośnie. Niektórzy laicy mogliby zapytać: w czym problem? Skoro potrafi się wykonać jakiś czar, wypowiadając jego nazwę, dlaczego nie można tego zrobić i bez całego rytuału? Cóż, szkopuł tkwił w tym, że inkantacja zaklęcia pozwalała utrzymać moce magiczne w ryzach. A przynajmniej Franz w tej chwili wyobrażał sobie inkantację czaru jako coś w rodzaju łańcuchów krępujących tę moc. Kiedy ich brakowało, moc ulatywała, niwecząc zamiary czarodzieja.
Wreszcie czuł, że jest gotowy do stawienia czoła wyzwaniu, choć przewidywał, rzecz jasna, że za pierwszym razem jego próby zakończą się fiaskiem. Gdyby miało się udać od razu, magia niewerbalna niewątpliwie nie byłaby nazywana sztuką trudną i wymagającą. Skupił się w każdym razie na manekinie, a następnie wyciągnął różdżkę i wycelował nią w "pierś" swojego celu. Wyobraził sobie, że wykonuje na "Argusie" zaklęcie Relashio, które polegało na ciśnięciu w cel strumieniem ognia. Przypomniał sobie nawet przy tym sytuację, kiedy jako młokos nie kontrolował jeszcze swojej magicznej mocy i przypadkiem, w gniewie, podpalił szatę swojego znajomego. Koncentrował się przy tym na swojej wewnętrznej, czarodziejskiej sile, starał się niejako "wyciągnąć ją na zewnątrz", przelać na to, co sobie wyobraził, pozostawiając inkantację jedynie w głębi swojej własnej świadomości.

_________________

This is all I ever wanted for You, Jas. For both of us.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/05/2014
Liczba postów : 334
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 2:26 pm

Przytulanie pleców do chłodnej ściany nie było dobrym pomysłem, nawet, jeżeli było się zapakowanym w cudzą szatę. Chłód, nieprzyjemny zapach i szum rozmów nie sprzyjały również zaśnięciu, więc mimo zamkniętych oczu, Aria była daleka od pogrążenia się w marzeniach. Wyglądała nieciekawie, ale mimo chęci zapewne i tak by nie zasnęła. Zastanawiała się, czy może zbyt cicho zapytała Bena o to, czy nie zmarznie, skoro jej nie odpowiedział. A może odpowiedział, a ona nie usłyszała?
Otworzyła oczy dopiero, gdy gdzieś z oddali dotarł do niej głos Ingrid. Musiała od samego początku znajdować się w sali, obserwując każdego ucznia z ukrycia. Zupełnie tak, jak zachowywała się polując w lesie - ofiary również nie spodziewały się pojawienia myśliwego, dopóki nie było za późno. Aria poniekąd spodziewała się takiego obrotu sprawy, w końcu znała ciotkę od lat. Nie była do końca w stanie jej rozgryźć, a może tego nie chciała, lecz nie mogła powstrzymać się przed chociaż częściowym wpojeniem sobie sposobu myślenia Ingrid. Zawstydził ją jednak nieco fakt, że od razu nie zauważyła chowającej się w cieniu kobiety.
Krukonka od dłuższego czasu chciała spróbować swoich sił, ucząc się nowej dziedziny. Ostatnie wydarzenia jednak nieco ostudziły jej zapał, choć zmęczenie i ogólna niechęć do wszystkiego nie powinny być wystarczającym powodem do tego, by się poddać. Nie chciała również zawieść ciotki, co paradoksalnie pozostało jednym z niezmieniających się elementów jej codzienności. W milczeniu obserwowała każdy ruch Ingrid, wsłuchując się w jej słowa. Niemalże automatycznie odsunęła się od ściany, przybierając pewniejszą postawę, gdy ciemne oczy Skarsgardówny na chwilę na niej spoczęły. Chciała chociaż sprawiać pozory silnej i gotowej do nauki, skoro wyglądała, jakby jedną nogą znajdowała się w grobie. Zamarła na krótką chwilę, gdy nastąpiło losowanie par, licząc na szczęście, by nie trafiła jej się Porunn. Kochała siostrę z całych sił, chciała spędzić z nią każdą wolną chwilę, ale… nie teraz. Wiedziała, że zupełnie nic by jej nie wyszło, nie potrafiłaby nawet próbować dekoncentrować ani rozzłościć bliźniaczki. Odetchnęła cicho, gdy jej niema prośba została wysłuchana.
Asystent ciotki nie kazał zbyt długo na siebie czekać, już za chwilę drzwi u szczytu schodów się otworzyły. Nieznajoma twarz tylko przez chwilę przykuła uwagę Arii, a huk spowodowany uderzeniem manekinów o podłogę zdołał ją zdekoncentrować. Nie trwało to jednak zbyt długo, w końcu musiała wziąć się w garść, by niczego nie przeoczyć. Gdy tylko Ben skierował kroki w stronę jednego z manekinów, podążyła za nim, już po drodze nieco niezgrabnie uwalniając się z pożyczonej szaty. Powinna mu ją oddać, by przez przypadek nie przyczynić się do tragicznej śmierci z wyziębienia.
- Nie chcę cię mieć na sumieniu – powiedziała cicho, oddając Benowi jego własność. Chłód momentalnie zaczął otulać zmęczone ciało, a Aria w tej samej chwili pożałowała swojej decyzji. Nie było już jednak odwrotu, jakoś sobie poradzi.
- Zajęcia to zajęcia. Nie traktuj mnie pobłażliwie – uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę, po czym spojrzała na podobiznę Filcha. Woźny może nie był najmilszą osobą pod słońcem, ale mimo wszystko nigdy nie miała ochoty zrzucić go ze schodów. Pokręciła głową, wyciągając przed siebie różdżkę. Musiała się skupić. Na krótką chwilę zamknęła oczy, szukając w myślach odpowiedniego zaklęcia. Próbowała wyłączyć się na otoczenie, koncentrując się na manekinie – może uda jej się skrócić go o głowę? Powinna chyba się zmartwić wyborem zaklęcia, ale Defodio było pierwszym, za które się zabrała. Szczerze wątpiła w to, że jej się uda… Jak jednak mogłaby wystarczająco skupić się na zadaniu, skoro nagle całe ciało zaczęło drżeć, próbując bronić się przed działaniem zaklęcia rzuconego przez Bena? Nastrój Arii momentalnie się poprawił, choć dzielnie walczyła, przygryzając mocno wargę, by się głośno nie roześmiać.
Zobacz profil autora
Gwendolyn Scrimgeour
avatar
Motomysza z Ravenclawu
Data przyłączenia : 26/08/2014
Liczba postów : 400
Skąd : Szkocja

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 3:44 pm

Gwen sprawiała wrażenie nadzwyczaj spokojnej, zrelaksowanej i przejętej wyłącznie czubkiem własnej różdżki, którą od czasu alergicznej reakcji tymczasowej połowicy rytmicznie przerzucała z jednej dłoni do drugiej.  Mając jednak w zwyczaju ponadprogramowe wykorzystywanie ulubionego aparatu – mowy, żadna siła tego świata nie powstrzymałaby tejże reprezentantki płci nadobnej przed wygłoszeniem krótkiego kontr komentarza.-No nie szalej już z tą wdzięcznością za troskę, bo w ramach obustronnego wylewu serdeczności zaraz Cię przytulę.- Zaszczebiotała zaczepnie, łobuzersko się uśmiechnąwszy.
W Gwen narastał radośnie buntowniczy nastrój, w którego efekcie makówkę jej nawiedził kompleks myśli kreatywnej, oferujący wszelakiej maści formy pastwienia się na ewidentnie już zirytowanej uczennicy. I niby mogła poddać się fali niefrasobliwego gadulstwa, drążąc temat niezbyt reprezentatywnej aparycji panny Fimmel, tyle, że gama możliwości i honor Krukonki nie potrafiły od tak spocząć na laurach. Zresztą- komentarze mogła oszczędzić na któryś z meczy Quidditcha. (Strzeżcie się Puchoni!)
Dziewczyna odwróciła się do Porunn frontem i machnęła różdżką, nieomalże bezgłośnie wypowiadając: Avis. Stado żółtych, rozćwierkanych ptaszków wartko opuściło niebyt, materializując się tuż nad głową Finnelówny, zawodząc radośnie w takt międzyczasem wybijanego stopą przez blondynkę rytmu. Może gdyby Gwendolyn obcowała z kimś pokroju Aristos, nie miałaby obiekcji, by przy pomocy zaklęcia Oppungo pozbawić ptaszyny wrodzonego uroku i wymusić zmasowany atak na delikwenta, ale z racji komendy brzmiącej „rozpraszanie”(nie atak) i zalążków sympatii do tejże Ślizgonki, blondwłosa postanowiła załatwić sprawę nieco łagodniej. Nieco. Podczas, gdy ponad przejawiającą oznaki zmęczenia i prób koncentracji makówką ciemnowłosej, koncert trwał w najlepsze, Gwen skierowała cisowy kijaszek we własne gardło i zawołała: Sonorus. Głos niewiasty potoczył się głośnym echem po urokliwej kanciapie, z pewnością docierając poza granice lochu, a sama Krukonka, nie kryjąc już wyrazu błogości okalającego całą jej twarz, gestem różdżki przywołała do siebie jednego z przedstawicieli żółtej braci, i nie, nie mam na myśli Puchonów, resztę wciąż motywując do wesołych harców ponad głową Porunn. Zdawała sobie sprawę, że założony przezeń plan wykroczy nieco ponad narzucone zadanie, ale czy ktoś mądry nie powiedział kiedyś, że od przybytku głowa nie boli? Choć… od takiego mogłaby.
I kiedy już prawie można było odnieść wrażenie, że w zawczasu wypowiedzianym zaklęciu cały sens skupiał się w butnym zaprezentowaniu możliwości rzucania takowego przez córę domu Roweny Ravenclaw, Gwen rozpostarła malinowe usteczka i niczym rodowita Fiona – acz blond i mniej zielona – poczęła, magicznie wzmacniając brzmienie, śpiewać, na zmianę z towarzyszącym jej kanarkiem. A nuż spowoduje samozapłon ptaszyska. Choć byłoby to z grubsza niehumanitarne.
I tu nadchodzi pewna refleksja, którą autorka podzielić musi się z tłumem - Nieszczęście spotkałoby każdego śmiałka, który postanowiłby porwać Gwen i Porunn razem. Po tygodniu odesłałby je na miejsce, dołączywszy do tego bilecik z wyrazami współczucia. Nie uważacie?

_________________

Gwen Scrimgeour
Armageddon was yesterday, today we have a serious problem.

Zobacz profil autora
Melanie Moore
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 05/07/2015
Liczba postów : 246
Skąd : York

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 6:29 pm

Moment, w którym została przysłowiowo olana, zignorowana odrobinkę ją zdenerwowała. Ba, nawet bardziej niż odrobinkę. Chociaż stereotyp wskazuje na to, że Ślizgoni Puchonów nie lubią to nie znaczy od razu takie traktowania. Nawet nie wiedziała co tak właściwie sobie pomyśleć w tej chwili. Postąpił tak bo miał ją gdzieś i musi zdzierżyć fakt tej współpracy, czy po prostu nie gada z ludźmi.. bo tak. Nie ukrywa faktu, że ten duet nie podoba jej się za bardzo - niestety, aktorką jest kiepską, nie ma możliwości by się nie domyślił, że po prostu udaje miłą. W tym momencie nie mogła tak po prostu nie zareagować i stłumić to w sobie jak zazwyczaj to robi. nawet ona ma jakiś próg tolerancji i nie znosi ludzkich zachowań, które to mogłaby wyliczyć akurat na palcach. Czasem zaprawdę ma wrażenie, że jest zbyt cierpliwa w stosunku do innych i cierpi na tym, gdyż to wykorzystują. Wydaje im się, że faktycznie Mel jest wstanie ścierpieć wszystko i obejdzie się bez scen złości czy podobnych. Przykro mi bardzo, świat nie jest tak piękny i każdy ma swoje granice, a po przekroczeniu ich już raczej się nie zahamuje.
-Chyba wypadałoby jakoś odpowiedzieć nawet jeśli Ci się ten fakt nie podoba, nie lubię czegoś takiego - Naprawdę była kompletnie rozbita, nie znali się praktycznie. To tylko pogorszyło jej zadanie, nie miała zielonego pojęcia w jaki sposób na niego zadziałać. Jej reakcja była jak najbardziej naturalna, co jak co, ale nie boi się odezwać kiedy coś jej nie pasuje. Może trzeba będzie spróbować i tego sposobu na rozkojarzenie. Gadać ile się da? Najlepiej tak by tylko wkurzało, raczej nie miałaby z tym problemu. Równie dobrze zaczęłaby opowiadać o swoim kocie lub o tym co jadła na śniadanie oraz głupich bzdetach, jak na przykład kropka atramentu na czarnej szacie. Jeszcze jedno niezbyt zachowanie, które jej się nie spodoba i proszę bardzo. Ma to jak w banku. Obserwując Franza domyślała się, że faktycznie chce się skupić na rzuceniu zaklęcia. Ciekawa była co może mu  teraz siedzieć w głowie. Przeszkadzać mu tak dosłownie, jakaś gadka szmatka? Gdyby miała na tyle odwagi użyłaby nawet swoich własnych rączek by go rozproszyć, ale nie chciała ryzykować tym, że po zajęciach będzie miała mały problem. Tak już to widziała, jak kładzie mu rękę na ramieniu i szepcze jakieś niestworzone rzeczy do ucha. Nie.. to nie dla niej.
Na szczęście różdżka, którą trzymała w ręce ją oświeciła. Stanęła kawałek od Franza i uniosła ją do góry
-Mobiliarbus - wymówiła cicho kierując Filchową kukłą z boku na bok, w górę i dół. Taka mała zabawa. Nie przesadzała z odległością, ale tak by faktycznie ruchomy cel mógł trochę przeszkadzać. Przy nauce przedmiot poruszający się może trochę sprawę utrudniać. Chociaż usłyszeli pozwolenie na wszelkie metody rozproszenia i tak raczej będzie się ograniczać. Nie ma na tyle odwagi i to jest jedna z jej wady, a powinna z nią walczyć. Gdyby tak miała innego partnera? Na Krukonki miałaby sposób, po ostatnim incydencie wszyscy albo raczej zainteresowani na Puchonow patrzą niezbyt przychylnie. Nie ma to jak cierpieć z jedną osobę. Pewnie byłaby zdolna by to wykorzystać, a potem przepraszać i takie tam. Jak trzeba to trzeba, trzeba przez to przebrnąć. W każdym razie interesował ją wynik starań Ślizgona, czy mu się uda czy też nie i w ogóle pozostałych, nie rozglądała się nawet. Nie wiele miała do roboty teraz, ale nawet to mogło sprawić, że Filch powędrowałby na drugi koniec sali. Od czegoś musiała zacząć.
Zobacz profil autora
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 8:00 pm

Ingrid spojrzała na Felixa, który przyszedł modnie spóźniony i skinęła w jego kierunku głową. Mogła się domyślić, że miał zamiar zrobić trochę szumu wokół siebie, aby później prosto przedstawić uczniom to, czego od nich wymagano. Gdy uczniowie połączyli się w pary, tak jak im kazała, zaczęła przechadzać się między nimi, spoglądając na każdego z osobna.
Na początku zatrzymała się przy Benie i swojej siostrzenicy, Arii. Przechyliła głowę lekko w bok, przyglądając się tej dwójce przez chwilę. Gdy Ben rzucił zaklęcie zniewalającej łaskotki, Ingrid kiwnęła tylko głową z uznaniem, kładąc dosłownie na moment dłoń na jego ramieniu, zaciskając palce.
- Matka wolałaby, żebyś zrobił to zupełnie inaczej – powiedziała oschle, a następnie podeszła do Arii, nie zaszczycając już Krukona najmniejszym spojrzeniem, przynajmniej w tej chwili. Przyglądała się siostrzenicy, szybko stwierdzając, że dziewczyna była tak zaaferowana zaklęciem, które zostało na nią rzucone, że zupełnie nie starała się nad tym zapanować. Ingrid nie spodobało się takie podejście do zadania, które nakazała im wykonać. Pochyliła się nad dziewczyną, a następnie powiedziała spokojnie, lecz bardzo karcąco, jak podczas ćwiczeń strzelania z łuku:
- Jeśli chcesz żyć na tym świecie dłużej, niż siedemnaście lat, to lepiej się przyłóż. Nie pozwól, żeby jakieś banalne zaklęcie nad tobą zapanowało. Będę bardzo niepocieszona.
Zostawiając Krukonkę z takimi słowami, ruszyła do kolejnej grupki, nie oglądając się. Pozostawiła dwoje uczniów z informacjami, które powinny ich jeszcze bardziej rozstroić. Nikt nie powiedział, że ćwiczenia będą usłane różami i należały do łatwych, prawda?
Następną grupką w kolejce była urocza Puchonka, Melanie Moore oraz jej partner Franz Krueger.. Znała chłopaka na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że był warty zachodu nawet jej. Podeszła do dwójki, po czym skierowała spojrzenie na burzę rudych włosów, które należały do dziewczyny, która na początku zupełnie nie starała się wypełnić jej zadania, które było wypowiedziane wyraźnie, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wszak, chłopak zupełnie na nią nie zwracał uwagi, co było ogromnym minusem dla samej dziewczyny. Ona jednak postanowiła zaraz później to zmienić i nim Ingrid podeszła bliżej, Melanie rzuciła zaklęciem prosto w kukłę, ruszając nią w taki sposób, co mogło wyprowadzić z równowagi każdego, kto chciał się skupić właśnie na tej jednej, jedynej rzeczy.
- Nie sądziłam, ze zapisały się tutaj osoby, na tyle bezbarwne, żeby nawet podczas prób zrobienia komuś na złość, zostały po prostu niezauważone – powiedziała prosto w twarz Melanie, nie owijając w bawełnę. Miała nadzieję, że tym samym zmotywuje Puchonkę do większego wysiłku, jakim było… danie siebie zauważyć. Zaraz później skierowała spojrzenie na Niemca, podchodząc do niego. Był tak skupiony i tak bardzo starał się ignorować wszystko wokół, że nawet nie zauważył, jak się przy nim zatrzymała. Pochyliła się tuż przy nim, aby wyszeptać parę słów. To i owo słyszała co się działo między uczniami, więc starannie dobierała sobie sposoby na uprzykrzanie im życia.
- Robisz to źle. A może dobrze. Pomyśl sobie, że gdy nie nauczysz się władania magią niewerbalną, to nie dasz rady ocalić nikogo, na kim ci zależy – powiedziała spokojnie, lecz chłodno. Słyszała o wielkim rozstaniu z Jasmine Vane, ale nie o to jej chodziło. Chłopak wstąpił do Śmierciożerców, wyrzekając się przy tym swojej miłości. Zawsze uważała, że to uczucie było oznaką słabości, jednak być może w tym młodzieńcu – to właśnie go napędzało do robienia rzeczy niewyobrażalnych. Czarny Pan wiedział na kogo postawić i kogo wybrać.
Następnie wyciągnęła różdżkę w kierunku Franza, rzucając w niego zaklęcie, aby jeszcze bardziej uprzykrzyć mu zajęcia. Chcieli się czegoś nauczyć, to niech wykażą się wysiłkiem znacznie większym. Już niedługo przyjdzie im się zmierzyć z czymś, co nie będzie nazywane powszechnie „ćwiczeniami” i przez to mogą stracić życie. Nie, żeby jej też na tym jakoś wybitnie zależało.
- Vomitus – mruknęła, patrząc jak jasne światło uderza w chłopaka, a chwilę później skierowała orzechowe oczy w kierunku panienki Moore. Odeszła, zostawiając dwójkę samych sobie, wróciła na swoje miejsce, obserwując Feliksa, któremu powierzyła drugą część tej śmiesznej grupy. Miała nadzieję, że będą jeszcze z nich ludzie.

*czekajcie na post Felixa (dotyczy Vincenta/Wandy oraz Porunn/Gwen)
Etap pierwszy:
* kostki 0-9 – zaklęcie niewerbalne się nie udało
* kostki 10 – zaklęcie niewerbalne się udało


Kostka 1: Franz Krueger
Zobacz profil autora
Site Admin
avatar
Admin
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 690

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 8:00 pm

The member 'Ingrid Skarsgard' has done the following action : Dices roll

'10-ścienna' :
Zobacz profil autora
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 8:07 pm

Kostka 2: Aria Fimmel
Zobacz profil autora
Site Admin
avatar
Admin
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 690

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   Sro Sie 05, 2015 8:07 pm

The member 'Ingrid Skarsgard' has done the following action : Dices roll

'10-ścienna' :
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}   

 

Pusta Sala za starymi, spróchniałymi drzwiami {Magia Niewerbalna}

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Pusta Klasa
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-