IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Vincent Roginsky
Vincent Roginsky

Jezioro Empty
PisanieTemat: Jezioro   Jezioro EmptyNie 16 Lut 2014, 11:24



Jezioro


Malownicze jezioro, położone niedaleko Grastensholm. Obrośnięte przyjemnym zagajnikiem pełnym wierzb, a w jego głębiach mogą się kryć jakieś magiczne stwory.

Thetis Morgenstern
Thetis Morgenstern

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyCzw 30 Paź 2014, 22:53

Rankiem Thet obudziła się bardzo wcześnie. Zegar wskazywał zaledwie szóstą rano, gdy otworzyła zaspane oczy. Czując, że już nie zaśnie zwlokła się z łóżka i postanowiła wziąć długą kąpiel. Napuściła do wanny gorącej wody i wlała pachnące olejki do kąpieli. Zrzuciła przepocone ubrania i z rozkoszą zatopiła się w czystej wodzie. Czując przyjemne ciepło, oparła głowę o brzeg wanny i z błogim uśmiechem przymknęła oczy. Już dawno nie czuła się tak spokojna i odprężona. Cały stres i nerwy odpłynęły razem z oczyszczającą wodą. Czuła jak spokój i radość wypełniają jej ciało. Nie mogła uwierzyć, że tak niewiele potrzeba jej było do szczęścia. W tym momencie miała ochotę wyskoczyć z wanny i zrobić coś niesamowitego, była przekonana że jest w stanie góry przenosić i nic, ani nikt nie może jej powstrzymać. Była tylko ona, nie martwiła się, że za chwilę jej ciało przejmie ta druga jaźń. Jednak z upływem czasu, gdy woda stygła, opadał również jej zapał, choć dobry humor nadal pozostał. Gdy woda zrobiła się całkowicie zimna, wyszła z wanny i otuliła się puszystym ręcznikiem. Dokładnie wysuszyła włosy i podeszła do lustra. Przetarła dłonią zaparowaną szybę i przyjrzała się swojemu odbiciu. Ze zdumieniem spostrzegła, że ma cienie pod oczami, a przecież wczoraj, to ona sama kładła się do łóżka. Przyłożyła prawą dłoń do swojej twarzy, a wtedy ujrzała ciemne ślady na nadgarstku. Coś Ty Thetis wczoraj wyprawiała? zapytała samej siebie, kręcąc z niedowierzaniem głową. Jej żołądek ścisnął się do rozmiaru szpilki, gdy tylko pomyślała co też musiała w nocy wyrabiać, choć tak naprawdę to nie była ona. Uśmiechnęła się smutno do swoje odbicia i nadal owinięta ręcznikiem wyszła z łazienki. Cały jej dom pogrążony był jeszcze w śnie, więc wywnioskowała że jest bardzo wcześnie. Podeszła do swojej szafy i zaczęła szukać ulubionych jeansów, gdy w ręce wpadły jej niegdyś ukochane skórzane spodnie. Z żalem odrzuciła je na bok i wyciągnęła luźny bladoróżowy sweter. Im dalej się zagłębiała, tym coraz więcej ciekawych rzeczy znajdowała. Krótka sukienka w kwiaty, której nie nosiła od dobrych kilku miesięcy, kolorowe spodenki, obcięte tak krótko, że pewnie widać byłoby jej tyłek, zwiewna niebieska spódnica do kostek z dużym rozporkiem i wreszcie zabudowane buty z grubym obcasem.
- A gdyby tak… - szepnęła i spojrzała na odrzucone skórzane spodnie i parę trampek. Nim dokończyła swoją myśl wyciągnęła gustowną bieliznę, w którą nie wiedzieć czemu zaopatrzyła ją matka i pognała do łazienki, po drodze zabierając spodnie i buty. Szybko ubrała bieliznę i z nadzieją wsunęła spodnie.
- Powoli, powoli – mruczała. – Jeszcze trochę i… O matko! Zmieściłam się! – wrzasnęła, a z pokoju odpowiedziało jej głośniejsze chrapanie Demona.
Natychmiast zatkała usta dłonią, jednak oczy jej błyszczały. Nie pamiętała kiedy ostatnio mogła włożyć te spodnie, chyba jeszcze wtedy gdy spędzała wakacje u babci. Szybko ubrała zamszowe obcasy i wciągnęła na nagie ramiona sweter, luźno opadający na biodra. Podeszła do lustra i w przypływie nagłej ochoty, umalowała się. Odgarnęła do tyłu jasne włosy i energicznie potargała je dłonią, by delikatnie uniosły się do góry. Zadowolona przejrzała się w lustrze i zaśmiała się perliście do odbicia. Już miała wyjść z łazienki, gdy do głowy przyszła jej jeszcze jedna myśl. Ponownie stanęła przed lustrem i prawy rękaw sweterka pociągnęła w dół, tak że materiał odsłonił blade ramię i koronkowe ramiączko. Ostatni raz przejrzała się po czym radosnym krokiem wyszła z łazienki. Przywitała ją cudowna cisza, przerywana jedynie chrapaniem psa.
Po cichu podeszła do drzwi i wyszła z pokoju. Powolnym krokiem zeszła do korytarza, spoglądając na wielki zegar stojący w kącie. Wskazówki zatrzymały się gdzieś pomiędzy siódmą, a ósmą więc do śniadania miała jeszcze trochę czasu. Nie zastanawiając się wyszła na zalane słońcem korytarze i biegiem pognała w dół. Gdy dobiegła do drzwi, jej śmiech odbił się echem od kamiennych ścian. Pchnęła je z taką siłą, że otworzyły się na oścież. Wybiegła na skąpane w złocistym słońcu ulice i odetchnęła świeżym powietrzem. Natychmiast ruszyła w stronę jeziora. Miała ochotę usiąść na brzegu i wpatrywać się, jak przejrzysta tafla wody faluje na wietrze. Dopiero gdy przystanęła poczuła jak bardzo jest zmęczona. Oparła dłonie o kolana i pochylając głowę, oddychała ciężko. Gdy tylko uspokoiła oddech, rozłożyła się na wilgotnej od rosy trawie, zrzuciła wysokie buty i spojrzała w błękitne niebo. Cudowne, bezchmurne, rozjaśniane jasnymi promieniami słońca. Oparła głowę na dłoniach i przymknęła z błogością powieki. Nim się spostrzegła, zapadła w długi sen…
Sebastian Machiavelli
Sebastian Machiavelli

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyPią 31 Paź 2014, 00:25

Sebastian po nieudanym podrywie, wrócił do domu wściekły jak osa. Nie lubił, kiedy okazja dosłownie przelatywała mu przed nosem, a życie dawało po twarzy. To było nie do pomyślenia, że kobieta, którą sobie upatrzył zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Starał się, jak widać nie do końca dobrze. Nie wiedział co trzeba zrobić, żeby w takim razie posiąść tę jedną jedyną, bez żadnych problemów. Musiał się bardziej postarać, czy po prostu wziąć sobie to siłą? Obie opcje były kuszące, jednak nic nie mógł zrobić, kiedy nie miał kobiety w zasięgu ręki. Pamiętał tylko, że pracowała w biurze sieci fiuu, a on zdecydowanie nie zamierzał się pchać do Ministerstwa Magii, kiedy tego robić nie musiał. Pozostawił więc swoje problemy sercowe na boku i postanowił spędzić jakoś aktywnie czas wraz ze swoim psem, Wilczakiem czechosłowackim, Thiefem. Aportował się do Doliny Godryka Gryffindora, zważając  na to, że małe miasteczko było położone w ładnym miejscu, otoczonym zewsząd lasem, z przyjemnym jeziorem. Kto wie, może nawet zdecyduje się trochę popływać? Jeszcze nie zdecydował co też będzie dokładnie robił, jednak towarzystwo jego psa było dla niego najbardziej pożądane. Zmuszało go to do ciągłego ruchu, biegu wraz ze swoim towarzyszem, najlepszym przyjacielem, przed którym nic udawać nie musiał.
Przebiegając obok jeziora, dostrzegł znajomą osobę. Przez chwilę musiał się zastanowić kim ona była, aż w końcu skojarzył. Miała na nazwisko Morgenstern i była uczennicą Hogwartu, należącą do domu, którego aktualnie był opiekunem. Kojarzył ją z tego, że była dosyć… inna, jeśli można było to zgrabnie ująć w słowa, nie ubliżając nikomu. Przyjął na twarzy uśmiech numer pięć, przyjaznego nauczyciela, który z chęcią opowiadał żarciki na lekcjach po czym podszedł w jej kierunku.
- Hej Thetis, nie sądziłem, że Cię tutaj spotkam. Chociaż co ja tam mówię, przecież to Dolina Godryka, tutaj jest mnóstwo uczniaków, każdego kojarzę, ale Ciebie to ja bym rozpoznał na kilometr, chociaż uczę od niedawna – powiedział wesoło. Wolne żarty, gdyby dziewczyna nie wyróżniała się tą dziwną „innością” to nie pamiętałby nawet jak się nazywa. Nie świecił przykładem dobrego nauczyciela, ale czego od niego wymagać, skoro przyjął posadę tylko po to, aby mieć dostęp do całego zbioru książek, które miał w swoich zasobach Hogwart. Nic lepszego go spotkać nie mogło, więc cieszył się tym, co ma. Jeśli chodzi o kwestię uczniów, to w końcu będzie musiał zapamiętać imiona tej całej zgrai, którzy nie mieli szacunku do przedmiotu, jakim były Starożytne Runy. Był ciekawy, jakie podejście miała Morgenstern. Nie miał jakoś okazji bliżej jej poznać i chociaż nie uśmiechało mu się zostawać dłużej w miejscu, to postanowił grać dalej.
Thetis Morgenstern
Thetis Morgenstern

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyPią 31 Paź 2014, 00:50

Poczuła na sobie czyjś wzrok i powoli zamrugała. Podniosła ciężkie powieki, lecz natychmiast je zamknęła. Było zbyt jasno. Po krótkiej chwili ostrożnie otworzyła oczy i podniosła się do pozycji siedzącej. Rozejrzała się dookoła i dostrzegła nieopodal wysokiego mężczyznę. Wpatrywał się w nią natarczywie, ani na moment nie spuszczając z niej wzroku. Thetis z zakłopotaniem strzepnęła pozostałości trawy z pleców i powoli się podniosła. Starała się na zwracać uwagi na śmiały uśmiech mężczyzny, lecz czuła że ten coraz intensywniej się w nią wpatruje. W końcu nie wytrzymała i zerknęła w jego stronę. Był wysoki i przystojny. Miał blond włosy i niebieskie oczy. W chwili gdy ich spojrzenia się spotkały, dziewczyna zdała sobie sprawę, że dobrze zna tą osobę.  Pan Machiavelli zaczął zbliżać się do niej. Z każdą chwilą, gdy odległość między nimi zmniejszała się widziała coraz wyraźniej jak bardzo jest przystojny. Dobrze wyrzeźbione mięśnie dokładnie rysowały się pod jasną koszulką, a lekki zarost sprawiał, że wyglądał naprawdę pociągająco. Thet musiała przyznać, że zrobił na niej wrażenie. Gdy jednak zdała sobie sprawę, że wpatruje się w niego zbyt zachłannie natychmiast odwróciła wzrok, nie dając po sobie niczego poznać.
- Hej Thetis, nie sądziłem, że Cię tutaj spotkam. Chociaż co ja tam mówię, przecież to Dolina Godryka, tutaj jest mnóstwo uczniaków, każdego kojarzę, ale Ciebie to ja bym rozpoznał na kilometr, chociaż uczę od niedawna – zaśmiał się, gdy wreszcie do niej dotarł. Świdrował ją swymi niebieskimi oczami, jakby próbował coś z niej wyczytać.
- Nie wiem czy mam to traktować jak komplement czy raczej obelgę – powiedziała nieco ostrzej niż zamierzała. Nie wiedziała zbyt dużo o owym nauczycielu, poza tym, że opiekował się jej domem. Blondyn był jeszcze mało rozpoznawalny w szkole, choć zapewne wśród uczennic był codziennym tematem plotek. Rzadko kiedy w Hogwarcie spotkać można było młodego, a jednocześnie tak przystojnego nauczyciela. W dodatku uczył przedmiotu, który panienka Morgenstern uwielbiała, a już na pewno ta jej lepsza część. Thetis nienawidziła szkoły, więc zawsze kiedy przejmowała władzę na ciałem blondynki nie sposób było ją odnaleźć w murach szkoły, a tym bardziej na jakiejkolwiek lekcji.
-Przepraszam…. – powiedziała, gdy w końcu dotarło do niej jak mogły zabrzmieć słowa, które wypowiedziała. –[b] Ja…może zacznę jeszcze raz. Miło Pana widzieć Panie Machiavelli – powiedziała na powitania uśmiechając się, po czym skinęła delikatnie głową w wyrazie szacunku.[/b]
Sebastian Machiavelli
Sebastian Machiavelli

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyPią 31 Paź 2014, 20:37

Nie był w stanie skojarzać wszystkich uczniów, jednak tę dziewczynę potrafił rozpoznać. Jako jedna z nielicznych uczęszczała na jego zajęcia ze starożytnych run, z czego bardzo się cieszył. Nie lubił, kiedy lekceważono tak znakomity przedmiot, tak potężny i niezbadany całkowicie do tej pory. No cóż, nie każdy był do tego przeznaczony i Sebastian był w stanie to w pewien sposób zrozumieć. Każdy miał inne zainteresowania. Uczniowie woleli poznawać dogłębnie tajniki ludzkiego ciała, najlepiej we wszystkich kątach Hogwartu. Rozumiał to, sam był przecież młody i lubieżny, a nawet jedna z tych dwóch cech została mu do dzisiaj. Nikt nie był idealny. Zmierzył Thetis spojrzeniem jasnych oczu, po czym wbił je gdzieś w dal, unikając kontaktu wzrokowego. Nie lubił, kiedy ktoś zbyt długo patrzył mu w oczy, uznając, że tylko one były prawdziwym zwierciadłem duszy. Nikt nie powinien wchodzić poza granicę, którą sam ustanowił. Najswobodniej było mu rozmawiać przy pewnym dystansie, oddzielającym obie osoby. Było bezpiecznie, a on w pewnym momencie po prostu czuł się na luzie. Tak powinno pozostać, a sfera prywatna musiała być nienaruszona.
Przez chwilę zastanawiał się o czym też mógłby też porozmawiać z tą dziewczyną. W sumie to zupełnie nie interesowało go to, co tutaj robiła ani w jaki sposób spędzała wakacje. Był zdania, że każdy miał prawo do prywatności a namolni ludzie byli po prostu niepożądani. Najgorzej, kiedy pytania zadawała osoba, która tak naprawdę nie interesowała się odpowiedzą, a nawet jeśli, to tylko po to, aby mieć dobry temat do plotek. Zawsze tak było i nie sądził, że z dnia na dzień to się zmieni.
- Widzę, że odpoczywasz. Tęsknisz już za szkołą? – wydawało mu się, że poruszenie tematu szkoły było najlepszym rozwiązaniem. Był neutralny i niezobowiązujący. Równie dobrze mogła odmówić mu udzielenia odpowiedzi, co było dla nieco całkiem na rękę. Miał nadzieję, że szybko będzie mógł pobiegać dalej, szczególnie, że jego mięśnie ostatnio się trochę zastały, jednak przy odrobinie wysiłku wróci do poprzedniej kondycji fizycznej. Przeciągnął się i podrapał po potylicy. Luźna rozmowa nie powinna być przeszkodą, nawet jeśli on na nią ochoty za bardzo nie miał. Był jednak nauczycielem i powinien pokazywać się jak z najlepszej strony. Znał uczniów, a szczególnie tę część żeńską, która uwielbiała tworzyć plotki na temat nauczycieli, aby tylko uprzykrzyć im w jakiś sposób życie. A to tylko dlatego, że zadawali zbyt dużo pracy domowej.
Jasmine Vane
Jasmine Vane

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyNie 02 Lis 2014, 00:16

Ciemnowłosa Ślizgonka miała mało okazji aby wybyć z domu samej. Zawsze ktoś jej towarzyszył. Czy to ojciec, drżący o jej życie, czy matka, która akurat wybrała się z nią na zakupy... a już najczęściej był to Franz, który spędzał u niej wakacje i w efekcie nie opuszczał jej ani na krok. Jasmine nie przeszkadzało to w najmniejszym nawet stopniu, chociaż niekiedy osiągało to już rangę "irytującego" zachowania. Franz był o nią chorobliwie zazdrosny i nawet gorące zapewnienia nic nie dawały. Musiał jej towarzyszyć i już. Jednemu jednak Jas nie mogła zaprzeczyć. Była szczęśliwa. Cholernie szczęśliwa.. a skrajne emocje, jakie wzbudzał w niej ten Niemiec musiały mieć swoją dość wygórowaną cenę. Jednak warte swego. Dziewczyna wykorzystała fakt, że ostatnia noc spędzona z ukochanym była dość intensywna i biedny Krueger wyczerpany zasnął. Panna Vane też nie należała do skowronków, ale obiecany wypad na Pokątną z mamą po parę drobiazgów był kuszący. Ucałowała czoło śpiącego chłopaka, zostawiła krótki list i deportowała się wraz z Elodią do Londynu. Jasme dopiero do obozu posiadała certyfikat z teleportacji, ale radziła sobie całkiem nieźle. Nie mogło być inaczej, skoro zdawała egzamin pod okiem nowego nauczyciela transmutacji, który prawie od razu zaskarbił sobie jej sympatię. Mimo, że był opiekunem Gryffindoru, doszły ją słuchy, że był za czasów szkoły Ślizgonem. Poza tym dość blisko kręcił się wokół ich pani opiekun Slytherinu... i po trzecie - najważniejsze. Uczył transmutacji, drugiego ukochanego przedmiotu Jas. Brunetka już pomijała fakt, że był on przystojny i interesujący, nie chcąc rozjuszyć ani Franza ani Chantal, chociaż ta dwójka miała swoje za paznokciami. Jak zresztą każdy. Jasmine po udanych zakupach postanowiła jeszcze odwiedzić jednego ze swoich znajomych. Po paru obietnicach, że nie wda się w nic głupiego okręciła się wokół własnej osi i deportowała się. Docelowo miała trafić do wioski obok Doliny Godryka, gdzie mieszkał jej znajomy, który już dawno skończył szkołę... ale niestety była chyba zbyt rozproszona myślami o kolejnym, upojnym wieczorze. Wylądowała niedaleko karczmy w Dolinie Godryka. Była tu już parę razy, dlatego rozpoznała to miejsce. Jej granatowa sukienka zafalowała na wietrze. Dobrze, że przylegała do pasa i nie uwidoczniała zbyt wiele. Jasmine postanowiła odczekać chwilę aby móc znowu się deportować. Korzystając z chwili i pogodnego dnia przeszła się kawałek w kierunku jeziora. Przypominał jej jezioro w zamku, a teraz będzie już niestety ostatni rok, gdy będzie mogła na nie spoglądać. Będzie musiała korzystać z takich widoków jak ten w Dolinie. Zaciekawiło ją jednak co innego. Znajoma z oddali sylwetka mężczyzny z wilkiem? Niee, to musiał być pies. I jakaś dziewczyna. Im bliżej jeziora była Jas, tym upewniała się w swoich przypuszczeniach, że to musi być jej kochany kuzyn. Szła do niego od tyłu, mając przed oczami twarz Krukonki. Kojarzyła ją, czemu by nie, skoro relacja z Chiarą zaznajomiła ją z innymi przedstawicielami tego domu. Podeszła cicho do Seby i skorzystała z chwili zaskoczenia. Liczyła na to, że idąc od przeciwnej strony niż wieje wiatr, pies nie zdąży jej szybko zniuchać. Ewentualnie usłyszy, ale ona będzie szybsza.
Stanęła na palcach, wyciągnęła ręce i zasłoniła znienacka oczy Sebie. Posłała Thetis ironiczny uśmieszek.
-Zgadnij... -szepnęła cicho, nie dosięgając jednak do ucha kuzyna. Ciekawa była jego reakcji. Może znali się dość krótko, z powodu jego nieobecności, ale dogadywali się wręcz bezbłędnie. Jak do tej pory.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Thetis Morgenstern
Thetis Morgenstern

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyNie 02 Lis 2014, 21:00

Thetis była osobą bardzo dobrze rozpoznawalną przez grono nauczycielskie, choć z owego faktu nie była raczej zadowolona. Większość nauczycieli kojarzyło ją tylko z powodu, niecnych występków jej złej strony, Thet bardzo często lądowała na dywaniku u dyrektora czy mała szlaban u Filcha. Na szczęście Sebastianowi jeszcze niczym się nie naraziła, jak dotąd blondynce udawało się przy nim poskromić tą mroczną osobę, kryjącą się w jej wnętrzu. Uwielbiała starożytne runy, choć wielu sądziło, iż ten przedmiot jest im całkowicie zbędny w toku nauki, bo niby niczego nie uczy. Na szczęście panienka Morgenstern zupełnie nie zgadzała się z ową opinią, to właśnie u podstaw tej nauki leżała cała magia jaką znają i praktykują, szkoda że tak wielu o tym zapomniało.
Przez chwilę mężczyzna wpatrywał się w dziewczynę, by po chwili uciec wzrokiem w przestrzeń, jakby z obawy, że ta zajrzy w jego duszę?
Cisza, która nastąpiła zaraz po jej wyrzucie słów była dość niezręczna, Thetis nie była dobra w kontaktach interpersonalnych, a teraz nie dość że była zmuszona rozmawiać z mężczyzną, to na domiar złego był to nauczyciel oraz opiekun jej domu w jednym. Super mruknęła do siebie w myślach, po czym chwyciła leżący nieopodal kamień i rzuciła go przed siebie. Wiatr delikatnie muskał jej twarz rozwiewając niesforne blond kosmyki.
-Tęsknie to chyba zbyt mocne słowa – odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili zastanowienia, lubiła szkolne mury, nauczycieli i kochała swoich przyjaciół, choć z drugiej strony koniec wakacji oznaczał koniec beztroskiego życia, ponownie zacznie się stres związany z nauką a także wybrykami Thet. – Muszę jednak przyznać, że z wielką radością ponownie powitam mury szkoły, a pan? Tęskni pan za głośnymi nastolatkami i wpatrzonymi w pana, jak w obrazek uczennicami? – zapytała nader śmiało. Jeszcze nigdy nie miała okazji spotkać nauczyciela poza czasem jego pracy, a tym bardziej w czasie wakacji. Zawsze wydawało się jej, że Sebastian i osoby mu podobne w tym czasie szaleją jak tylko mogą lub wypoczywają zbierając siły na kolejny ciężki rok nauki. Blondynka była więc zaskoczona jego widokiem tutaj, a jeszcze bardziej zaskoczył ją widok skradającej się do nich postaci. Była to ciemnowłosa dziewczyna, dopiero gdy „intruz” podszedł bliżej Thetis rozpoznała w nim Jasmine Vane, uczennice należącą do domu Salazara. Krukona znała ją z widzenia, brunetka często bywała w obecności Chiary, która należała do Ravenclaw. Wzrok blondynki uważnie śledził poczynania Ślizgonki, zaś Sebastian nie miał zupełnie pojęcia o jej obecności.





Sebastian Machiavelli
Sebastian Machiavelli

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyNie 09 Lis 2014, 15:01

Sebastian nie lubił kiedy się go zaskakiwało, szczególnie jeśli chodziło o zachodzenie od tyłu. Wzdrygnął się więc gdy ktoś zasłonił mu oczy. Uważał, że takie podejście było zbyt mocno zuchwałe, nawet na osobę mu bliską. Ujął w dłonie te, które ktoś położył na jego oczy i wypuścił z płuc powietrze. Zdecydowanie należały do dziewczyny, były delikatne, małe, a gdy usłyszał głos swojego „napastnika” cicho westchnął, uśmiechając się szeroko. A niech, to znowu ta mała Vane. Lubił ją, jednak czasami pojawiała się tam, gdzie on nie do końca chciał. Kuzynka miała dar, chyba rodzinny.
- Moja piękna kuzynka, pachnąca jaśminem? – spytał, po czym odwrócił się i objął ją mocno ramionami. No cóż. Powitanie jak każde inne, jednak w tej chwili miał ochotę po prostu zniknąć. Wybrał ten las, aby mieć święty spokój, czego zdecydowanie nie dostał od losu. Mówi się trudno, będzie musiał trochę porozmawiać z uczennicami, chociaż… o czym tak naprawdę mógł? Jak było na obozie, jak minęły wakacje? Nie obchodziło go to zupełnie. Wychodził z założenia, że mózg to nie śmietnik, żeby przechowywał takie zbędne i nic nie znaczące informacje, jak problemy z życia wzięte.
Spojrzał ponownie na Thetis i podrapał się po skroni. O czym to ona do niego mówiła? Został zupełnie wybity z rytmu, jednak wyłapał z kontekstu jej pytania to, że faktycznie zapytał ją o tęsknotę za szkołą.
- Oczywiście, że tęsknię za szkołą. Nic innego nie daje mi takiego spełnienia, niż nauka innych, przekazywanie informacji i wbijanie wam do głów bardzo znacząca wiedzę. Pomagającą wam oczywiście funkcjonować w przyszłym życiu – powiedział uczonym tonem, po czym przeciągnął się i zakrztusił, gdy dotarła do niego druga cześć pytania. – Dziewczynami wpatrzonymi we mnie jak w obrazek? – zaśmiał się wesoło. No cóż, tak. Wiedział, że był przystojny i potrafił wykorzystywać swoje walory męskości, aby dostać to, czego chciał. Westchnął. To było naprawdę zabawne, kiedy uczennica mimowolnie przyznawała się do tego, że w jej oczach był bóstwem. Może i tak być. Nie będzie narzekał.
Miał już coś dopowiedzieć, gdy nagle sowa przeleciała mu nad głową, zrzucając mu na nią kopertę. Pięknie pachniała wanilią i karmelem. Tak, znał ten zapach doskonale, już nie raz namieszał mu w głowie. Odczytał szybko jego treść i wraz z każdą następną sekundą jego twarz wykrzywiała się w szerokim uśmiechu, a oczy błyszczały jakby dostał główną nagrodę w jakimś konkursie. Spojrzał na Jasmine i Thetis, po czym pogłaskał kuzynkę po głowie.
- Muszę iść, mała. Starszy kuzyn ma randkę – mruknął z zadowoleniem, po czym przywołał swojego psa do nogi i wraz ze zwierzakiem teleportował się do wspomnianego w liście miejsca. Ach, los był mu naprawdę przychylny.

[z/t, z góry przepraszam za opóźnienie i ucieczkę, ale ciężko mi się ostatnio pisze ze względu na brak czasu i chorobę, a nie chcę blokować znowu. Rok szkolny się zbliża, to jeszcze popiszemy]


Jasmine uśmiechnęła się do kuzyna, poprawiając przy tym pukiel włosów.
-Oczywiście, że ja. -przytaknęła. Wsłuchiwała się w rozmowę między Thet i Sebą, starała się z niej cokolwiek wychwycić. Zmarszczyła lekko nosek, słysząc, że Seba tak szybko ja opuszcza. Westchnęła niepocieszona.
-Do zobaczenia kiedyś tam. Seba, Thet... -skinęła głową do obu i deportowała się z trzaskiem.
Z/t dla Jasmine
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptySro 15 Sie 2018, 21:24

TARG PRZYSŁUG

Nad brzegiem jeziora, od strony majaczącego w oddali Grastensholm, rozrastało się coś pokroju małego miasteczka, na które składały się bardziej trwałe lub mniej budki, namioty i przyczepy. Oddzielone od  Doliny Godryka dość gęstym zagajnikiem, zdawało się być zaledwie fatamorganą w oczach postronnych spacerujących. Rzucone na terytorium zaklęcia sprawiały, że wzrok niedoinformowanych prześlizgiwał się po tym dziwnym targowisku, czyniąc go niewidocznym zarówno dla mugoli jak i czarodziejów, nie należących do tego wtajemniczonego grona.
Ci, którym wiedza o tym miejscu była bliska, zaraz po przekroczeniu magicznej granicy wierzb, w tym jednej potraktowanej solidnie przez piorun ostatniej nocy, mogli zatrzymać się na osobliwym placu pośrodku tego kłębowiska budek i ludzi. Mocno sfatygowane szyldy i tablice informowały przybyłych o zawartości kramików, a było tam dosłownie wszystko. Zarówno mydło, powidło, wyścigi ślimaków, loterie... ale i śmierdzące na kilka metrów smarem, stragany z częściami do maszyn. Pomiędzy sklepikami krążyło mnóstwo ludzi w najróżniejszym wieku, z czego większość wygląda na zdecydowanie szemrane towarzystwo, mające na koncie te czy inne występki i zdecydowanie nie wylewające za kołnierz.
Przy placu znajdował się też bar czy jadłodajnia, gdzie przy długich stołach siedziała banda chłopaków i mężczyzn w różnym wieku, zajadając się kiełbasą z grilla i popijających zimne piwo, mimo, że motocykle na których prawdopodobnie się zjawili, stały nieopodal, zaparkowane rzędem jakby szykowały się do wyścigu.

Całe to miejsce emenowało nie tylko kurzem ale i magią, przygodą czającą się pomiędzy namiotem z częściami, a budką z lemoniadami wszystkich smaków. Wystarczyło tylko wiedzieć, gdzie szukać. I mieć czym zapłacić...

1. MIEJSCE JEST DOSTĘPNE PO UZYSKANIU POZWOLENIA OD MG
2. W CELU DOWIEDZENIA SIĘ WIĘCEJ O JAKIMŚ KRAMIKU/SKLEPIKU PROSZĘ WSPOMNIEĆ O NIM W POŚCIE, MG ROZWINIE TEMAT
3. PROSZĘ SIĘ LICZYĆ Z ZACZEPKAMI NPCKÓW
4. UDZIELAJCIE SIĘ WYTRWALE A BĘDZIE WAM WYPŁACONE
Syriusz Black
Syriusz Black

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptySro 15 Sie 2018, 21:32

cd posta ;)
Dolina Godryka stanowiła cel, który zarazem znajdował się daleko, acz nie na tyle, by nie dało się tam dostać w przyzwoitej jednostce czasu. Zwłaszcza jeśli miało się na podorędziu taki motor jak panicz Black. Korzystając z towarzystwa swojej specyficznej towarzyszki, nie omieszkał udać się na miejsce przeznaczenia nieco inną trasą niż zazwyczaj. I tak, nie niepokojeni żadnymi spojrzeniami ze strony ewentualnych mugoli, przelecieli nad lasem, by następnie część drogi pokonać po bożemu, miejską drogą. Syriuszowi zdarzyło się zjeżdżać na sąsiedni, nie przeznaczony dla nich pas, by manewrując pomiędzy wlekącymi się autami, wymijać je wprawnym slalomem, niekiedy i po barierkach i ścianach tuneli. Wszak motocyklowi były obce prawa grawitacji i to samo tyczyło się jego pasażerów. Ostatnią część podróży odbyli już w powietrzu, za towarzystwo mając zaledwie kilka gołębi zaskoczonych niespodziewanymi ruchami mas powietrza. Syriusz widząc z daleka dobrze znany bazar, skręcił manetkę Maleństwa, a to opadło powoli coraz niżej i niżej, by ostatnie kilkanaście metrów pokonać po tafli jeziora. Gryfon zatrzymał maszynę dopiero na placu, parkując na samym końcu rzędu podobnych mu motocykli. Nieśpiesznie zgasił silnik i zdjął kask, rozglądając się po kramikach.
- Panno Vento, jesteśmy na miejscu. Oto Targ Przysług, miejsce dla wybrańców, którzy mają na tym świecie jeszcze coś do powiedzenia. I pokazania. Pilotował panią nikt inny, jak sam Syriusz Black.
Wydawało mu się, że grzeczności w postaci przedstawienia się sobie wzajemnie, mogą sobie darować. Jego znali wszyscy, nawet jeśli nie chcieli, natomiast niewiele było w tym zamku panien, których personalia pozostały tajemnicą dla amanta jego pokroju... Poczekał aż dziewczyna zsiądzie z motoru, by następnie uczynić to samo. Przejął od niej kask i przyczepił oba do ich środka transportu. Dużo można by powiedzieć o tym miejscu, ale na pewno nie to, że trzeba się było liczyć ze złodziejami.
- Pozwolę sobie zaproponować byśmy się udali na najlepszą lemoniadę na świecie, oczywiście rachunek biorę na siebie.
Szarmancko wskazał Katarinie kierunek, który powinni obrać w celu udania się na napitek. W trakcie sączenia lemoniady zamierzał dziewczynie streścić zasady rządzące tym miejscem. Sam wybrał się tu po części do nowego motoru, ale kimże by byli, nie korzystając z oferty tego bazaru różności.
Katarina Vento
Katarina Vento

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptySro 15 Sie 2018, 22:56

Black jawił jej się nieco zbyt nachalny ze swoją manierą podrywacza, ale nie mogła też powiedzieć, że uważała go za niesympatycznego. Wręcz przeciwnie, choć gdzieś tam w środku dziewiczego jestestwa pulsowała lampka ostrzegawcza. W końcu Gryfon miał opinię jaką miał, Katarinie z kolei nie w głowie było latanie za miłosnymi uniesieniami i fatalnymi zauroczeniami. Jej umysł był zbyt poukładany na takie ekscesy i chwała mu za to. Czasem jednak do głosu dochodziła ta część jej osobowości, która definiowała jej przynależność do ludzkiego gatunku. Bywały dni, wieczory, noce, gdy zazdrościła tym grupkom przyjaciół, tym trzymającym się za ręce parom, tym dwóm plotkującym podlotkom, którymi prawie że czasem gardziła, ale jednak oni wszyscy mieli coś, czego mała Vento ostatnim razem zaznała rozmawiając z Atsu w schowku na miotły, gdy oboje kryli się przed burzą lub jeszcze w sierocińcu. W tym wypadku Hogwart nie odmienił jej życia towarzyskiego na lepsze, nie zalała jej fala nowych znajomości, a co lato wracała spokojnie do swojego domu, w którym dane jej było delektować się przynajmniej spaghetti z prawdziwego zdarzenia. Z tego też powodu po prostu zignorowała lampkę ostrzegawczą i nim się obejrzała ziemia została daleko w dole. Patrzyła urzeczona w krajobrazy, które z perspektywy gruntu byłyby nieosiągalne, momentami żałując, że ma tylko dwie pary oczu i że kask ogranicza jej widoczność. Instynkt samozachowawczy też swoje zrobił i na szczęście pamiętała w tym całym uniesieniu, aby mocno trzymać się Gryfona. Zapewne większość dziewczyn na jej miejscu właśnie by schodziła na zawał z uniesienia, jednakże ona po prostu cieszyła się tym nieoczekiwanym wypadem poza tereny szkolne. Musiała przyznać, że Syriusz bardzo dobrze radził sobie z prowadzeniem pojazdu, co ją uspokoiło, bo z początku nie była pewna czy aby wyjdzie z tego cała. Lawirowanie między mugolskimi pojazdami sprawiło jej niesamowitą przyjemność, nawet pozwoliła sobie na krótki śmiech i o ile mięśnie jej rąk skupiały się na utrzymaniu uścisku, tak cała reszta ciała Krukonki wykazywała się idealnym rozluźnieniem. W tym wszystkim coraz bardziej paliła świadomość, że nie wie, gdzie jadą, ale wybitnie ją to interesuje.
W końcu dotarli i Vento musiała chociażby przed samą sobą przyznać, że nie ma pojęcia gdzie jest. Prawdopodobnie Black szybko odkrył, że dane mu spędzać czas ze zdezorientowanym, acz ciekawym wszystkiego ziemniaczkiem, ukazującym roziskrzone spojrzenie, gdy tylko wziął kask z powrotem. Szczególnie, że rozglądała się jak dzika, ignorując fakt, że jej drogocenne włosy stały się jeszcze bardziej nieokiełznane niż kiedykolwiek wcześniej. Na słowa Gryfona pozwoliła sobie na lekkie dygnięcie, które podpatrzyła w jednym z mugolskich filmów.
- Dziękuję za ten przywilej. - odpowiedziała ściągając gumkę i starając się palcami doprowadzić burzę rudości do jakiegokolwiek stanu. - Gdzie jesteśmy? Patrząc na trasę to nigdy nie byłam w tych okolicach.
Właśnie pożałowała, że jej torba została pod drzewem, gdyż płomienne loki zdecydowanie potrzebowały grzebienia. No nic, przynajmniej na co dzień wydawały się dzikie, teraz nikt nie zauważy różnicy.
Chłopak po raz kolejny sprawił, że była zmuszona unieść brwi, manifestując swoje zaskoczenie. Zapraszał ją na lemoniadę? Wiedziała, że czasem tak się robi, ale w sumie nikt jej nigdzie nie zapraszał. Horoskopy co prawda mogły mieć w tym swój udział, ale ona przecież chciała dobrze. Proponowała zdradzenie ścieżek pecha i fortuny,by delikwent mógł uchronić się przed niektórymi wpadkami, których sam nie był świadom. A tu tylko naśmiewanie się i przytyki. Ignoranci.
- Hm, w sumie nie wypada odmówić. - zaczęła powoli, jakby niepewnie. Brak panieńskiego rumieńca zdradzał, że nie czuje się onieśmielona, bardziej zdezorientowana. - Chociaż - pod jednym warunkiem. Będę mogła postawić ci horoskop. Zostawiłam co prawda swoje karty w torbie, ale kiedyś będziesz mi to winien.
To z kolei powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu i nie dlatego, że był taki ostry czy nieprzyjemny lub agresywny. Nie, był po prostu rzeczowy, poważny, a jej niebieskie oczy wyczekiwały jakiejkolwiek oznaki w mimice twarzy Syriusza, że zaraz zacznie ją wyśmiewać. Byłoby to przykre, to fakt. Nic nowego - też racja. Liczyła jednak, że skoro już dwa razy ją zaskoczył to trzeci raz też nie stanowił dla niego problemu.
Syriusz Black
Syriusz Black

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyCzw 16 Sie 2018, 21:30

Umizgi stosowane przez panicza Blacka składały w się w dużej mierze z przejawów dobrego wychowania, podszywanych dużą dawką humoru. Wypracowany przez niego system gadek i zaczepek, na większość panien działał bez zarzutu, ale znajdowały się też takie, które w całej wesołości Gryfona doszukiwały się naigrywania z ich osoby. Albo zbytniej poufałości, jak prawdopodobnie wyobrażała to sobie ruda Krukonka. Nie mniej jednak, chłopak nie był w stanie się opanować. Wchodzenie w interakcję z różnymi ludźmi, w tym płcią przeciwną, były mu niezbędne do życia niczym powietrze, złość Filcha, motor i babeczki dyniowe. Poza obcowaniem z przyjaciółmi, było coś niesamowicie pociągającego w zaczepianiu tych obcych. Kobieca logika, równie zawiła jak meandry historii magii, była jednakże o wiele bardziej fascynująca. Nawet konwersacje kończące się bazyliszkowym spojrzeniem, a niekiedy i strzałem w twarz, przez co wrażliwsze na swój honor panny, uznawał za potrzebne i niezwykle interesujące doświadczenie. Sama obserwacja, którą wydawała się parać Katarina, stanowczo mu nie wystarczała.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że w starciu z Maleństwem, to maszyna robi większe wrażenie na dziewczynach niż jego zdecydowanie nieskromna osoba. A nawet jeśli nie miał do czynienia z wielbicielką motocykli i markowych pojazdów, to trafiały się też miłośniczki przejażdżek i patrzenia na świat z perspektywy nieboskłonu. W każdym razie, jeśli już wszelkie środki podrywu zawodziły, zawsze pozostało wyciągnąć motor z garażu i szukać szczęścia. Jak dzisiaj. Nie musiał widzieć miny Krukonki, żeby wiedzieć, jak wielką frajdę czerpie z ich nietypowej przejażdżki. Równie dobrze mógłby ich dowieźć na miejsce szybciej, kierując się wyłącznie drogą powietrzną, jednakże iskrzące oczy panny Vento zdawały się oczekiwać większej ilości wrażeń. Wiele rzeczy można by zarzucić paniczowi Blackowi, ale nie tego, że nie potrafi prowadzić jak rasowy kierowca. Brak paniki ze strony pasażerki, nawet w momentach, kiedy przejeżdżające ciężarówki wzburzały jej nieokiełznane włosy w ruch wirowy, a ostatecznie perlisty śmiech, którym uraczyła go gdzieś w przestworzach, nieco załatały nadwątlone dziś ego Gryfona.
Porzucając zaparkowaną maszynę, pokierował swoją towarzyszkę do specyficznej budki o jaskrawym szyldzie. Jednocześnie cały czas uśmiechał się pod nosem, widząc z jakim zaangażowaniem panna Vento chłonie te nowe i zdecydowanie niecodziennie widoki. Była w tym tak szczera, niemalże jak dziecko, że Black w pewnym momencie poczuł, że nieco się rozczula. Co za dzień!
- Znajdujemy się nad jeziorem niedaleko Doliny Godryka. To co majaczy po drugiej stronie to Grastensholm. Miasteczko jak miasteczko, ale takich hotdogów jak na rogu alejki Lipowej, to ze świecą szukać. - Usłużnie odpowiedział na pytanie Krukonki, podziwiając te nieco niezdarne próby okiełznania fryzury. Nie miał wątpliwości, że pęd jazdy przyczynił się do powiększenia nieładu na głowie Katariny. Mimo wszystko nadal wyglądała przeuroczo.
Syriusz nie sądził, że od tak zgodzi się na propozycję, wszak dane mu już było nieco poznać ścieżki, którymi chadzała logika panny Vento. Na tą osobliwą propozycję, przysługi na przysługę, mógł się tylko uśmiechnąć. Nie było w tym jednak ani cienia kpiny czy politowania dla zamiłowania nowej koleżanki.
- Właśnie dokonałaś pierwszej transakcji w systemie jaki obowiązuje na terenie targowiska. - Mrugnął do niej, uśmiechając się chytrze. - Umowa stoi. Przysługa za przysługę. Tak właśnie się tu handluje, Katarino...
Zamilkł na chwilę, bo oto dotarli pod ladę Sklepiku z Lemoniadami.
- Osobiście polecam tę abuzową z podejrzanie orzeźwiającą zieleniną, której pochodzenia donna Alicia nie chce mi wyjawić za żadne przysługi tego świata - oparł się o ladę puszczając oko do pulchnej Włoszki, prawdopodobnej właścicielki tego kramiku. Ta tylko zachichotała, wspominając coś o podlotkach i ich nieudolnych umizgach.
- A co dla ciebie, kochanie? - Zwróciła się do Krukonki, napełniając pierwszą szklankę kruszonym lodem i przezroczystym, różowawym płynem. Na samym wierzchu tego zdecydowanie nie męskiego napoju wylądowało coś, co mogłoby uchodzić za wodorosty bądź macki.
- Obecny tu panicz zapewne już cię poinformował, że dysponujemy wszystkimi smakami...
Uśmiech kobiety był miły i sięgał jej ciemnych oczu, tworząc w pucułowatych policzkach małe dołeczki. Gryfon tymczasem wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki małe zawiniątko, które z pewnością nie mogło uchodzić za pieniądze. Położył je na ladzie, a donna Alicia, ukradkiem nakryła je ręką kierując do swojej kieszeni w fartuchu.
Kiedy panna Vento zdecydowała się już na smak napoju, Black niosąc obie, solidnej wielkości szklanki postawił je na pobliskim, trójnogim stoliczku. Zasiadając przed swoją, przyjrzał się Krukonce, nie mogąc wyjść z podziwu nad tymi błękitnymi oczami, które skakały od kramu do kramu, przez wszelkie tabliczki i przechadzających się ludzi.
- Czy to chłonięcie nowych wrażeń ma jakiś wpływ na twoje horoskopy? - zagadnął szczerze zaciekawiony. Spotykał się już z różnymi dziewczynami, które potrafiły się pasjonować na prawdę dziwnymi rzeczami. Samo wróżbiarstwo traktował nieco z przymrużeniem oka, pomijając te niepokojące momenty, kiedy w oparach na wieży astronomicznej, widząc w swojej filiżance strzałę wieszczącą wypadek, kolejnego dnia kończył trening bogatszy o połamane żebra po bliskim spotkaniu z tłuczkiem. Poniekąd był ciekaw na ile ryża dziewczyna ma talent do tej osobliwej sztuki przepowiadania przyszłości...
Katarina Vento
Katarina Vento

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyCzw 16 Sie 2018, 22:34

Dolina Godryka. Słyszała już tę nazwę nie raz i nie dwa, szczególnie, że wśród czarodziejów z dziada pradziada to była jedna z popularniejszych lokacji. Wiele razy zastanawiała się jak tam jest, jak wygląda życie w magicznej społeczności, która nie jest tak zaznajomiona z mugolskimi realiami, a używanie czarów to rutyna, choćby i do zmywania naczyń. Nie żeby Katarina odczuwała brak możliwości czarowania w trakcie wakacyjnych przerw od nauki, ale chętnie robiłaby to, co należało do jej głównych talentów - obserwowałaby życie takich osób. Jak wygląda ich dzień, jak duże jest natężenie magii przy typowych, domowych obowiązkach, o czym rozmawiają w wolnym czasie, czy ich problemy różnią się od tych w mugolskich rodzinach. Tyle pytań, acz nie mogła powiedzieć z czystym sumieniem "żadnych odpowiedzi". Jedną już dostała - była tutaj, mogła na własne oczy przekonać się jak wygląda to osławione w jej mniemaniu miejsce. Kto by pomyślał, że taki prezent uczyni jej ktoś z kim nigdy wcześniej nie rozmawiała? Syriusz Black był imieniem z plotek, twarzą migającą w tłumie lub wrzaskiem woźnego. Niczym więcej, nawet na żadnej lekcji nigdy nie wylądowali przy jednym i tym samym projekcie. Wciąż wymykał jej się możliwy powód, dla którego jedna z najpopularniejszych osób w szkole zaczepiła właśnie ją, zabierając ją w jedną z bardziej interesujących podróży jej krótkie życia. Na tym etapie pojawił się kolejny dylemat osobowości rudzielca. Jej analityczna natura obserwatora kazała pieczołowicie notować wszelkie podejrzane poszlaki ze strony Gryfona, nie mogąc pogodzić się z brakiem pożądanych wyjaśnień. Z drugiej zaś strony kiełkowała w niej ochota, by po raz pierwszy machnąć na coś ręką i stwierdzić, że powinna czerpać z tej sytuacji wszystko, co najlepsze. Po prostu żyć, a nie egzystować w nawale danych i własnych przemyśleń.
Od przegrzania zwojów mózgowych uchroniła ją właśnie lemoniada, gdy dotarli do właściwiej budki. Nawet jeszcze jej nie spróbowała, a już zafundowała Krukonce porcję orzeźwienia, przynajmniej umysłowego. Nie mogła się powstrzymać i odwzajemniła uśmiech kobiety o śródziemnomorskim typie urody. To był właśnie ten typ osoby, która wykrzesałaby objaw radości nawet z dementora, któremu zrobiłoby się po prostu głupio, gdyby miał pozbawić kogoś takiego radości z życia. Poza tym przypomniało jej to o przybranym ojcu i jego rodzimej, włoskiej kuchni. Dobrze, że wakacje coraz bliżej, tęskniła za makaronem spaghetti, którego nitki znowu będzie bezczelnie wyjadać z durszlaka, przez co rodzice będą zmuszeni dogotować drugie tyle klusek.
- W takim razie arbuzową poproszę. Jak na razie nie zawiódł mojego kredytu zaufania. - powiedziała w końcu, pozwalając sobie nawet na dodatek od siebie do prostej, rzeczowej informacji jaką byłoby zwięzłe podanie upatrzonego smaku lemoniady. Cóż mogła poradzić, ta Włoszka naprawdę wyglądała zbyt sympatycznie. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyła ukradkowego manewru Blacka, za co jej duma obserwatora by ją wychłostała mentalnie kilka tuzinów razy. Czego oczy nie widzę, tego sercu nie żal, więc wciąż rozglądając się na wszystkie strony odeszła za swoim kompanem do stolika, rzucając po drodze sympatyczne, acz rzeczowe "dziękuję". Cieszyła się tylko, że nie mają tutaj tych wysokich stołków, bo z jej wzrostem zawsze musiała wskakiwać, aby na takim usiąść. W końcu spróbowała lemoniady, którą Gryfon tak zawzięcie wychwalał. Musiała przyznać, że była naprawdę dobra - to raz. Dwa - ona też nie miała pojęcia czym jest to zielone coś na wierzchu. Nie lubiła nie wiedzieć.
Słowa Syriusza wyrwały ją z delektowania się orzeźwiającym napojem. Podniosła na niego oczy, po czym ukradkowo oblizała wargi, czerpiąc radość ze słodkiego, arbuzowego posmaku, który na nich osiadł. Chłopak zarobił swojego plusa - nie wyśmiał jej wróżb. No proszę, tyle niespodzianek jednego dnia. Po raz kolejny pożałowała, że zostawiła karty w torbie, takie okazje należało łapać i wykorzystywać, kto wie czy zgodnie z reputacją to ich pierwsze i ostatnie spotkanie na tak korzystnym gruncie.
- Nie, właściwie to obserwacje nie mają z horoskopem nic wspólnego. Chyba, że szukam aktualnie szczęśliwego przedmiotu na dany tydzień,wtedy czasem muszę się naprawdę wysilić, by wyłapać konkretną rzecz. - odpowiedziała, wprawiając w ruch kostki lodu przy pomocy kolorowej rurki. - Albo, gdy wypatruję spełniających się wróżb. Tym razem jednak po prostu staram się wszystko zapamiętać, magazynuję wiedzę o tym miejscu.
No i wróciliśmy do rzeczowej Katariny, która wykłada informacje jak na szkolnym wykładzie. A tak dobrze było, prawda? Cóż poradzić, że jednak jej prawdziwa natura była jaka była. Choć musiała przyznać, że te momenty, gdy wyrywały się z niej oznaki radości czy rosnącego podekscytowania była całkiem przyjemne. Ogólnie ten dzień był bardzo miły, przejażdżka dostarczyła masy nowych wrażeń i widoków, a lemoniada ochłodziła nawet te części ciała Vento, które non stop ogrzewała kaskada rudych loków.
- Ale skoro o wypatrywaniu wróżb już mowa. Jesteś może Panną?
Przy tym pytaniu do jej oczu powróciły iskry. Wcale nie, bo przez ogrom wrażeń, dźwięków i zapachów cały czas tam tkwiły. Mimo to łatwo można było zauważyć nieco większe zainteresowanie malujące się na twarzy dziewczyny. Znowu zaczęła sączyć lemoniadę, nie spuszczając ani na sekundę wzroku z Syriusza.
Syriusz Black
Syriusz Black

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptySob 18 Sie 2018, 22:41

Jak na osobę, której gęba zamykała się zazwyczaj tylko po to, żeby jeść, pić, albo przeczekać patrol kulejącego Argusa, skrytym pod peleryną niewidką albo w schowku na miotły, to Black aż podejrzanie milczał. Po części dlatego, że jeszcze nie wyczuł do końca na ile może sobie pozwolić w towarzystwie Krukonki, ale też przeczuwał, że szufladka jaką dla niego szykowała pozostaje otwarta i jest sumiennie zapełniana w miarę postępującego dalej spotkania. Spokój i opanowanie dziewczyny, wprawiały go nieco w konsternację, i tylko przelotne uśmiechy i rozluźniona postawa zdawały się przekonywać, że rudowłosa odczuwa z tej wyprawy i jego towarzystwa jakąś przyjemność, a nie kieruje się litością dla amanta, który zebrał dziś cięgi od całego wianuszka kobiet. Może gdyby Gryfon wiedział, jak intensywnie panna Vento rozdziela wszystko na części pierwsze, uwzględniając w tym to, jak się żyje ludziom w Dolinie Godryka, zaproponowałby jej dodatkową szklankę lemoniady. I wizytę u Potterów. Tak intensywne toki myślowe zdarzały mu się raczej na meczach, gdzie między wiązanką dla przeciwników, której nie powstydziłby się najniższy ze szczebli społecznych, uważaniem na tłuczki i przeliczaniem punktów, wynajdował jeszcze te momenty, żeby przyjrzeć się pannom na trybunach.  Katarina bogatsza o taką wiedzę mogłaby już całkiem wycofać się poza zasięg jego zaczepek, co czyniłoby ten dzień ponownie gorszym. Tymczasem odwołując się do jej żądnego wrażeń ducha, starał się jej nie przeszkadzać w chłonięciu tych nowości, emanujących kurzem i krzykliwą reklamą na każdym kroku.
Sącząc lemoniadę, Syriusz rozejrzał się po targowisku próbując wyłapać wzrokiem kramik, do którego zamierzał się dziś udać. W pamięci miał, by zorganizować sobie nowy gaźnik, kable i kulki do łożyska. Wspominając nieco zrzędzącego sprzedawcę, liczył, że policzy mu w najgorszym wypadku tyle, ile miał przy sobie. Czyli swoje ręce i umiejętność grzebania przy maszynach. Ostatnim razem za przerobienie manetki wrócił bogatszy o kilka użytecznych gratów, więc może znów szczęście się do niego uśmiechnie. Zostawiać Katariny w zastaw nie zamierzał, nawet jeśli miałoby to być ich pierwsze i ostatnie spotkanie.
Wracając do przerwanej konwersacji, Black nie zakładał, że Krukonka będzie aż tak rozmowna. Dotychczas raczyła go głównie półsłówkami i monolog, jaki poczyniła między jednym łykiem napoju a drugim, wprawił go w niemałe zdziwienie. Trwało to jednak zaledwie moment, bo najwyraźniej odwołując się do jej zainteresowań, wyzwolił tę pierwotną część każdego człowieka, która niepohamowanie próbowała zarażać ludzkość swoją pasją. Gryfonowi to jednak nie przeszkadzało. Zawsze to jakiś punkt zaczepienia tej nieoczekiwanej znajomości.
- Fascynujące. - Rzucił w zamyśleniu, upijając łyk lemoniady. - Czy zdarzają się przedmioty, których nie da się zdobyć legalnie? Coś, czego ktoś nie chciałby oddać, albo nie jest na sprzedaż? - Krnąbrne myśli chłopaka natychmiast podsunęły mu ochoczo wizję, jakoby jego szczęśliwym przedmiotem na najbliższy mecz był mop Argusa, na którym miałby zdobyć całe sto punktów dla Gryffindoru. Gdyby miał pewność, że ten wysłużony kij poleci szybciej niż jakieś dziesięć kilometrów na godzinę, to może i zaryzykowałby takową kradzież. Nie powiedział jednak tego głośno, by przypadkiem nie przerwać Katarinie kolejnej wypowiedzi.
- Taką na wydaniu to niekoniecznie, ale poza tym by się zgadzało - puścił do niej oko, ponownie uśmiechając się jak na łobuza przystało. Mieszając lemoniadę słomką, równie różową co napój, zastanawiał się, skąd Vento wie takie rzeczy. Najpewniej obiła jej się o uszy głośna impreza urodzinowa Syriusza, krótko po rozpoczęciu roku szkolnego. A nawet jeśli nie, flaga z kalesonów Filcha, która przez bity miesiąc zdobiła szczyt wieży astronomicznej, z pewnością nie uszła już jej czujnym obserwacjom. Nie trzeba chyba wspominać, kto na owy dach wieży wlazł, po spożyciu ognistej, z owym łachem w jednym ręku, a butelką w drugiej. Może powinien ją spytać, czy nie skręcenie sobie karku było zapisane w gwiazdach?
- Chociaż nie ukrywam, iż liczyłem, że odwołasz się raczej do moich astronomicznych powiązań. Mam wrażenie, że imię po najjaśniejszej gwieździe nieboskłonu poniekąd mnie zobowiązuje, żeby błyszczeć, niekoniecznie przykładem. I prowadzić za sobą grono podobnych sobie nicponi.
Czy o tym też panna Vento wiedziała? I to z czegoś mądrzejszego, niż szkolna gazetka? Brunet ponownie zamieszał w swojej szklance, szykując się na kolejny monolog ze strony rudowłosej. Był szczerze zaintrygowany do jakiego punktu to wszystko zmierza. Czy może jednak trafił w jej gusta bardziej niż przypuszczał i Krukonka powoła zaraz w opowieści nić przeznaczenia między jednostką męską a żeńską, czy może raczej poklepie go troskliwie po ręku, jak miała w zwyczaju poprzednia nauczycielka wróżbiarstwa i przepowie mu śmierć w męczarniach, siódmą w tym miesiącu. Kiedy tak wpatrywała się w niego jak sroka w granat, Merlin jeden wie co sobie myśląc i jak bardzo intensywnie grzebiąc mu w duszy albo umyśle, ledwo powstrzymywał się, żeby nie zacząć się rozglądać. Chyba jednak wolał jak te dwa Bajkały pochłaniały otoczenie a nie jego nieco poddenerwowaną w tej chwili osobę.
Katarina Vento
Katarina Vento

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro EmptyNie 19 Sie 2018, 01:07

Dla Katariny powściągliwość języka Blacka była z kolei dobrym znakiem. Nie dlatego, że chłopak ją irytował, przynudzał czy drażnił chociażby samą barwą głosu. Co prawda miał jej jakiejś niesamowicie jak pociągającej, przynajmniej dla niej, ale też skłamałaby twierdząc, że jest nieprzyjemna dla ucha. Nie, Krukonka właśnie w ten sposób weryfikowała nieco swoje spojrzenie na tego oto jegomościa, szczególnie, że chcąc nie chcąc, spory wpływ na nie miały plotki, od których czasem aż dzwoniło w uszach. Starała się weryfikować wszelkie dane jakie napływają do jej skrytych pod rudymi włosami uszu, ale siłą rzeczy, nie wszystko wzbudza aż takie zainteresowanie i nie w każdym wypadku ma czas lub dostęp do osób, które miałyby niepowtarzalną okazję rozjaśnić pewne kwestie, rozwiać wątpliwości i tym podobne. Tak też było w przypadku Gryfona, który wcześniej nie wzbudzał nijak jej zainteresowania, szczególnie, że taki stosunek był obustronny. No dobrze, raz czy dwa musiała chociaż w duchu przyznać, że czysto estetycznie należał do grona młodzieńców, na których przyjemnie zawiesić oko. Cóż poradzić, Vento wciąż była tylko prostą dziewczyną z bijącym sercem w piersi i o ile typowe umizgi niski lotów i zalotne mrugnięcia miała w głębokim poważaniu, często wręcz nie rozumiejąc sygnałów dawanych przez płeć przeciwną, tak wciąż lubiła obserwować przystojnych chłopaków(ale broń cię, Bycie Najprawdziwszy, nigdy nikt się o tym nie dowie, bo trochę jest jej wstyd, że jej osąd mogą zakłócić tak trywialne potrzeby).
W reakcji na pytanie Syriusza aż dopiła na raz połowę lemoniady, która jeszcze jej została w szklance. No dobra, większość, ale to dlatego, że się zamyśliła, wyłapując ze wspomnień informacje, które uzna za treściwe, może nawet zabawne. Zaraz, po kiego jeża ona szuka czegoś zabawnego, by urozmaicić konwersację? Trochę ją to uderzyło, bo zazwyczaj była do bólu konkretna, czasem nawet za bardzo, a jak tak pomyślała to tego dnia już zaliczyła akcent humorystyczny ze swojej strony. Nieświadomie lekko zmarszczyła brwi, co zdradziło pracę na trybików pędzących pod rudą kopułą na łeb na szyję, byle tylko moc obliczeniowa w tak niecodziennej sytuacji się zgadzała. Dlaczego chciała umilać tę konwersację? Nie dawało jej to spokoju, ale w mgnieniu oka wróciła do meritum konwersacji.
- Oczywiście. Właściwie to dosyć częste, jeśli wziąć pod uwagę statystykę codziennych horoskopów, ilość osób w najbliższym otoczeniu i szansę na takie rodzaje przedmiotów w perspektywie miesiąca. - zaczęła, w końcu odrywając usta od słomki. - Niejednokrotnie napatoczył się przypadek, że szczęśliwym przedmiotem było smocze jajo albo pisklę hipogryfa. Choć tych absurdalnych jest znacznie więcej. Na przykład model przestrzenny lasu, bazyliszek, oko nauczyciela czy koronkowa bielizna w danym kolorze. Jeden z uczniów mojego roku zarobił sporo odcisków dłoni, gdy pytał co drugiej dziewczyny o wściekle czerwone, koronkowe majtki.
Na to wspomnienie dziewczyna aż parsknęła śmiechem i musiała przysunąć wierzch dłoni do ust, by łatwiej okiełznać falę rozbawienia. Nawet ją bawił widok obitego Krukona, który w nieumiejętny sposób starał się wzbogacić o tak drobną rzecz, mającą zapewnić mu przychylność gwiazd w następnym tygodniu. Nie żeby była nieempatyczna, jednakże ten konkretny przypadek był takim antytalentem w dziedzinie kontaktów damsko-męskich, że nawet Gilles de Jeż nie chciał na to patrzeć. A to już było coś, bo ta kolczasta kluska kochała ponad swoje okrąglutkie życie takie ekscesy - przez co Krukonka podejrzewała, że zwierzak rozumie więcej niż można by przypuszczać.
Ten ciąg rozważań przerwało potwierdzenie ze strony Blacka, które wprawiło Katarinę w niemałe zdumienie. No proszę, a jednak. Panna jak się patrzy, choć czy nie na wydaniu... Jak tak spojrzeć na opinię publiczną to ta pannica bardzo mocno chce być na wydaniu.
- Prawdę powiedziawszy imiona mają znikome znaczenie astrologiczne, czasami mogą posłużyć jedynie do uściślenia wróżby, gdy używa się tych bardziej precyzyjnych metod. Poza tym jednak nawet tak wróżbiarskie imię jak twoje, Syriuszu, nie emanuje żadną dodatkową energię. - powiedziała, wracając do naukowego tonu. Postronny obserwator mógłby być pod wrażeniem tego jak szybko i sprawnie Vento przeskakiwała między urokliwym rudzielcem, a naukowcem z prawdziwego zdarzenia. Właściwie to tylko Gryfon miał na to szansę, gdyż dziewczyna już w duchu przyznała, że to chyba pierwszy raz, gdy odbiega od swego własnego obrazu pasującego do gildii badaczy, a nie uczennicy w kwiecie szalonych, młodzieńczych lat. - Nie do końca jestem świadoma twego horoskopu na dzień dzisiejszy, gdyż zdążyłam ułożyć tylko swój, nim pewien intruz wjechał w moją wróżbiarską przestrzeń.
Pomimo negatywnego wydźwięku wcale nie brzmiało to jak przytyk czy też wyrzut. Prawdopodobnie dlatego, że ruda zorientowała się dla odmiany w porę, że użyte słowa mogą wywołać mieszane odczucia i złagodziła wypowiedź lekkim uśmiechem, który dla odmiany sięgnął oczu. Co też miłe spędzanie czasu robi z Krukonkami.
- Ale Panna tego dnia ma pozytywny wpływ na moją sferę duchową i finansową, co by się już zgadzało. Poza tym uparcie wypadała w paru innych, wyślizgując się z talii, a kilka ich tam siedzi. To by pasowało do buntownika Gryffindoru, jak cię czasem określają. Nawet w talii kart spokojnie nie możesz usiedzieć.
Kobieto, nie szalej tak z tym poczuciem humoru, bo ci się przewody spalą, język zawiąże na supeł z przemęczenia a włosy wyprostują. Jak już szaleć z niecodziennymi widokami to szaleć. Ale co mogła poradzić? Sama nie rozumiała jakim sposobem tak bardzo się rozluźniła w towarzystwie osoby, która przez swoją opinię powinna być ostatnią osobą do relaksu dla płci pięknej. A tu proszę, Vento czuła się coraz bardziej zakłopotana, choć tylko w bardzo głębokich odmętach świadomości, przy okazji stwierdzając, że nawet jej opanowanie postanowiło zostawić dla siebie informację o tych pozostałych sferach, w których odczytywaniu przeszkadzała jej karta Panny. Nigdy się nie rumieniła, ale wolała nie sprawdzać czy nie zaliczy pierwszego razu. Skupiła się ponownie na słomce, powoli dopijając lemoniadę do końca, skupiając spojrzenie na coraz wyraźniejszym dnie szklanki.
Sponsored content

Jezioro Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro   Jezioro Empty

 

Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Dolina Godryka Gryffindora
-