IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Zagroda dla Świń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Rubeus Hagrid
avatar

PisanieTemat: Zagroda dla Świń   Sro 08 Lip 2015, 00:19



Zagroda dla świń


Zagroda, w której Hagrid trzyma swoje bezdomne świnie Wszystkie oczywiście mają imiona: Adrew, Natasha, Cornelia, Wilhelm, Karol i Peter. Wszystkie lubią taplać się w błocie, więc trzeba u nich często sprzątać.

Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Czw 09 Lip 2015, 21:01

STOP / dozwolona bilokacja

Niecierpliwiła się. Nie lubiła, kiedy ktoś lekceważył jej osobę, a ona musiała już dosyć długo czekać. I gdyby nie fakt, że polecenie było bezpośrednio od jednego z tych lepszych nauczycieli, którzy niewątpliwie są blisko z profesor Lacroix, to pewnie by po prostu to olała. Miała jednak nadzieję, że na ten pomysł Ben nie wpadł, bo wtedy raczej nie byłoby między nimi zbyt miło. Jakby kiedykolwiek było, ale to mniejsza. Na wszelki wypadek w głowie tworzyła sobie już pewne tortury, którymi miała zamiar go uraczyć, gdyby się przypadkiem nie zjawił, a ona sama musiałaby wykonywać robotę za dwoje. Butelka przy tym to nic. Swoją drogą to niezłą furorę zrobiła w szkole sprawa z przyłożeniem Wattsowi w głowę. Można ją nawet chyba wpisać do Baśni i Legend Hogwartu, prawda? Nie rozumiała tego fenomenu, bo w końcu nie pierwsza i nie ostatnia przyłożyła komuś czymś szklanym. Nie zamierzała się jednak nad tym jakoś specjalnie rozwodzić i zastanawiać.
Odsunęła się jak oparzona, gdy dwa ryje wysunęły się z zagrody, zaczynając przeżuwać brzeg jej bluzy, która po całej tej zabawie będzie nadawała się już tylko i wyłącznie do polerowania butów Filcha. Zmarszczyła brwi, a jej twarzy wykrzywiła się w geście irytacji i zniecierpliwienia, który niemalże emanował z niej całej. Tupała nogą w jakiś tam własny rytm i rozglądała się dookoła. Niedaleko widziała ucieszoną mordę Hagrida i jego psa, którzy chyba szykowali się na niezłe widowisko. Mogła oczywiście tylko to przypuszczać, ale kto by się nie pokusił na przyglądanie się  temu, jak dwójka uczniów przewala gnój w towarzystwie sześciu świń, które z pewnością niedługo znajdą się na stole biesiadnym. I chyba tylko to pocieszyło Porunn i powstrzymało od przeklinania.
- Masz szczęście, przeklęta Szynko, że siedzisz sobie na tę chwilę bezpiecznie przy swoich błotniastych koleżankach. Pewnie sobie plotkujecie na mój temat, tak? Policzę się jeszcze z wami, wredne ryje – prychnęła, zaciskając mocno dłonie w pięści. Zlustrowała zwierzę każde z osobna, zastanawiając się, która to pierwsza trafi do pieca. Na samą tę myśl uśmiechnęła się pod nosem, będąc niesamowicie zadowolona z faktu, że będzie mogła spojrzeć potencjalnej ofierze prosto w oczy, zanim się ją po prostu zarżnie.
Ciesz się życiem, póki możesz. I tak tą cholerną ściółką się nie nacieszysz zbyt długo, wierz mi. Umrzecie wszystkie, po kolei – warknęła, wskazując palcem na każde zwierzę z osobna, jakby wychodziła z założenia, że wszystkie ją doskonale rozumieją. Bo tak było i nikt nie śmiał nawet wyprowadzać Porunn z błędu. Spojrzała w górę, na nieco zachmurzone niebo i wydała z siebie niesamowicie zirytowany dźwięk.
- Watts! Jak się nie zjawisz, to przysięgam, dzisiejszej kolacji zjesz ostatnią szynkę w swoim życiu – wycedziła przez zęby, po czym przykucnęła, opierając ręce na kolanach. Przechyliła głowę lekko w bok, spoglądając tym różowym stworzeniom w oczy. Zmarszczyła brwi, po czym wyciągnęła rękę do przodu, aby dźgnąć palcem tarczę ryjową jednej z nich. Wcale jej się nie spieszyło, żeby wejść do zagrody i zabrać się do pracy. Jednak ile można czekać na tego cholernego Pana Prefekta, który najwyraźniej zapomniał drogi i specjalnie przedłuża. Już ona się z nim policzy, niech tylko przyjdzie.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Czw 09 Lip 2015, 23:37

/i to nawet podwójne bilo.

Szedł jak na ścięcie. Bo jakie właściwie uczucia może wzbudzać w człowieku perspektywa spotkania z kimś, kogo najchętniej zepchnąłby do dołu pełnego jadowitych węży? Choć gdyby się nad tym zastanowić, być może ta konkretna metoda nie podziałałaby na Porunn – biedne gady po pokąsaniu jej jeszcze by się pochorowały i zdechły, a panna Fimmel wygramoliła z powrotem na powierzchnię jadowitsza niż wcześniej. Brr. I Ben kiedyś sądził, że mogliby do siebie pasować? Co za naiwność panie Watts, co za podręcznikowy przykład kretynizmu! Nauka na własnych błędach była niestety najefektywniejszą znaną ludzkości metodą na nabywanie wiedzy oraz doświadczeń.
Nie było mu przykro, że kazał Porunn czekać z dwóch powodów: po pierwsze, z czystej złośliwości, po drugie... Chyba nie chciał psuć sobie humoru po całkiem przyjemnie spędzonym czasie z nową stażystką Machiavelliego. Niestety obowiązek to obowiązek, a polecenie profesora świętością – gdyby nie ono, przypuszczał, że ani on, ani Fimmelówna nie biegliby w podskokach ku zagrodzie Hagrida. Nie przeszkodziło to jednak panu prefektowi w przeciągnięciu oczekiwania Ślizgonki do granic możliwości. Gdy opuścił kuchnię, nie udał się prosto na błonia, a pomaszerował z powrotem siedem pięter w górę do wieży Ravenclawu, gdzie zostawił w swojej szafce komiksy pożyczone przez Hristinę, a mundurek obsypany brokatem zamienił na parę starych dresów. Od kilku lat mieszkał prawie na wsi, mniej więcej wiedział, z czym wiązała się praca przy świńskiej zagrodzie i wcale nie był szczęśliwy, że przypadła mu w udziale. Co innego wspinać się na drzewa w sadzie, żeby pozrywać rosnące wysoko owoce, a chwycić za widły i czyścić zagrodę. Po co w ogóle Hagrid trzymał przy domu świnie? Pies mu nie wystarczył, czy lubił wychodzić o pierwszym brzasku na ganek z cebrzykiem pełnym kawy i wdychać typowo wiejskie aromaty? I dlaczego właściwie któryś z profesorów nie użyczył gajowemu zaklęcia mającego czyścić nieprzyjemne brudy? Watts wyczuwał wyrafinowany spisek, coś dużo subtelniejszego niż każda tortura wymyślona przez Filcha. Przekładając różdżkę z szaty do bluzy i wytrzepując z włosów brokat, który wciąż w nich świecił, Ben musiał zejść na parter, a potem opuścić mury zamku. Nie miał już więcej wymówek.
Podmuch zimna chlasnął Krukona po twarzy, na moment zatrzymał dreszczem. Jeśli jego przydługie już blond włosy wcześniej wyglądały nieporządnie, to teraz targane wiatrem zaczynały przypominać gniazdo szalonego wróbla. Wzdychając krótko, wsunął dłonie do kieszeni, po czym ruszył w kierunku chaty Hagrida majaczącej niedaleko linii lasu.
Pamiętaj, jesteś kwiatem lotosu na tafli jeziora, pomyślał, dostrzegając powiększającą się sylwetkę Porunn. A gdyby tak strzelił w nią drętwotą i zawlókł ciało gdzieś w krzaki?
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Pią 10 Lip 2015, 22:05

Usłyszała Hagrida, który zawołał wesoło na widok kolejnego ucznia, zbliżającego się do zagrody. Gdyby nie to, zapewne nawet by się nie zorientowała, że ktoś nadchodził. Zajęta była odgrażaniem się, nie mogąc przestać wymyślać sobie w głowie kolejnych sposobów na uprzykrzenie życia Wattsowi, gdyby ten po prostu się nie zjawił. Odwróciła się w kierunku gajowego, a później odnalazła spojrzeniem osobę, do której olbrzym energicznie machał wielką dłonią. Wyraz jej twarzy na ułamek sekundy złagodniał, odetchnęła cicho z ulgą, a następnie… zmarszczyła brwi, zaciskając mocno dłonie na uchwycie wideł, które leżały niedaleko specjalnie przygotowane, czekające tylko aż w końcu dwójka uczniów weźmie się do roboty.
Porunn ruszyła w kierunku chłopaka, trzymając w dłoniach potencjalne narzędzie zbrodni. Gdy zbliżyła się do niego wystarczająco, uniosła brwi ze zdziwienia, gdy zauważyła, że Watts przemienił się w chodzącą kulę dyskotekową. Zmierzyła go spojrzeniem i uniosła jedną brew z zaskoczenia. Może i dresy miał, ale po co nakładał ten brokat na twarz? Prychnęła pod nosem, nie rozumiejąc tej dziwnej mody, która pojawiła się wśród uczniów.
- Coś się tak wybrokatował, jak jakaś kula dyskotekowa, której Drops używa na niektóre imprezy? Zepsuła się jakaś, że musisz ją zastępować? – spytała na powitanie, gdy tylko stanęła nim twarzą w twarz. Musiała podnieść głowę lekko do góry, aby spojrzeć w twarz  wysokiemu jak żyrafa chłopakowi. No cóż, gdy siedział przyłożenie mu w głowę zdecydowanie należało do łatwiejszych działań, niż jakby musiała zrobić to na stojąco. Jednak jak to mówią – dla chcącego nic trudnego. Nie miała wątpliwości, że wymyśliłaby coś, żeby dopiąć swojego celu, który w tej chwili miał prawie dwa metry wysokości.
Nie lubiła go, okropnie działał jej na nerwy, a sama myśl o tym, że będzie musiała przebywać w jego towarzystwie przynajmniej godzinę nie napawała jej radością. Uczucia, jakie do niego pałała były mim wszystko czyste, niesamowicie mocne i intensywne niczym miłość, jednak w tym negatywnym znaczeniu. Gdyby mogła, z przyjemnością wepchnęła jego głowę do kociołka pełnego wrzącego eliksiru żywej śmierci. Ta myśl napawała ją straszną radością, która sprawiała, że gęsia skórka pojawiała się na jej ciele.
- Myślisz, że świnie zwrócą uwagę na to, jak wyglądasz? Raczej wątpię, żeby pomyślały o tym, że jesteś jednym z nich – dodała, po czym wcisnęła mu w ręce widły. Zmarszczyła brwi, posyłając mu tym samym złośliwy uśmieszek, sugerujący to, że zdecydowanie spodobała jej się wizja Wattsa przewalającego gnój. Dopiero wtedy zwróciła uwagę na coś znacznego. Prawa ręka Bena była całkowicie zabandażowana. Zaskoczona przez chwilę nie mogła powiedzieć żadnego słowa, czując jak jakaś nieopisana, dziwna złość przepełnia ją na wskroś. Przechyliła głowę lekko w bok i pochyliła do przodu, aby lepiej przyjrzeć się opatrunkowi. Ktoś postanowił zrobić krzywdę JEJ własnej zabawce? Nie godzi się.
- Kto cię tak załatwił, hm? – spytała, po czym nagle się zreflektowała i odwróciła się w stronę zagrody, jakby w ogóle nie zadała tego pytania. Nie martwiła się o jego stan zdrowia. Bardziej była wściekła na osobę, która postanowiła zepsuć kogoś, kto należał tylko i wyłącznie do niej. Kto był od dawna podpisany i naznaczony, jako ktoś, kogo dotykać nie można było w żaden krzywdzący sposób.
- A zresztą. CO mnie to obchodzi. Bierzmy się do roboty, bo nie zamierzam sterczeć tutaj cały dzień, Watts – prychnęła, po czym złapała swoje długie włosy w dłonie i związała w wysoki kucyk, aby nie przeszkadzały jej w pracy. Nie zaszczyciła już chłopaka żadnym spojrzeniem błękitnych tęczówek, skupiając się wyłącznie na świniach, które w danej chwili miała ochotę zarżnąć i po porostu z czystej złośliwości zjeść.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Nie 12 Lip 2015, 18:07

Na początku szło mu całkiem nieźle – nie odpowiedział na pierwszą zaczepkę, przewracając tylko oczami. Zdawało się to być już standardową reakcją na wszelkie docinki padające z ust Porunn pod jego adresem. Bo czy nie stanowiło to najlepszego sposobu na względnie spokojne przeżycie spotkania z nią? Kolejną uwagę skwitował tylko uniesieniem brwi i przejęciem narzędzia, które wciskano mu do rąk. Och, jak korciło Wattsa, by wytknąć, że Ślizgonce pomyliły się słowa, a uwaga która z założenia na pewno miała być obraźliwa, w gruncie rzeczy zabrzmiała jak jakiś pokręcony komplement. Świnie nie pomyślą, iż jest jednym z nich? To świetnie, bo nie zamierzał się z nimi spoufalać bardziej, niż wymagałoby tego ich dzisiejsze zadanie.
Nie, tym co sprawiło, że jasnowłosy Krukon przerwał uparte milczenie, był wyraz twarzy Fimmelówny, gdy zapytała, co stało się z jego ręką. Przez chwilę wyglądała i brzmiała, jakby... Jakby się zmartwiła? Albo Ben miał w tym momencie chwilowe zaćmienie, albo Porunn przemówiła ludzkim głosem. Dziwne, do świąt był jeszcze ponad miesiąc, a on ostatnio nie uderzył się w głowę. Siatka zmarszczek przecięła czoło prefekta, a on sam odruchowo odchylił się nieco do tyłu, gdy Norweżka postanowiła zmniejszyć dystans, by lepiej obejrzeć sobie owiniętą bandażem dłoń. Czyżby zwariowała do reszty i zapomniała już o nienawiści, którą ponoć go darzyła? Skrzywił się nieco, czując jak coś przewraca mu się w żołądku, o dziwo nie wywołując mdłości.
- A co, zamierzałaś pogratulować winnemu? – spytał, poprawiając uchwyt na widłach. W życiu by się jej nie przyznał, że sam to sobie zrobił, bo pewnie użyłaby tej informacji, żeby się z niego naśmiewać. A po co się dodatkowo denerwować?
- Ja też wcale nie chcę tu być – mruknął bardziej do siebie niż do Porunn, podchodząc bliżej wejścia do zagrody. Gromadka świń, które wcześniej stały sobie spokojnie lub leżały plackiem w błocie, nagle poderwała się do truchtu i znalazła przy bramce, wydając dźwięki, jakie Benowi kojarzyły się ni mniej ni więcej, a z melodiami pochodzącymi z najgłębszych zakątków piekła.
- No chyba coś się wam pomyliło – rzucił z nutą formującej się coraz szybciej irytacji, gdy jedna z nich postanowiła skubnąć nogawkę jego dresu. Przecież jak tam wejdą, nie dadzą im spokoju, nie było szans. Zerkając do tyłu na Hagrida, który akurat mówił coś do przycupniętego na ganku Kła, Watts wsunął do rękawa bluzy różdżkę, wymamrotanym krótko zaklęciem sprawiając, że wszystkie panny i panowie świnki nagle się nieco zachwiali, a potem zygzakiem odtruchtali kawałek od bramki. Nie ma to jak zaklęcia konfundujące. Posyłając w myślach przekleństwa pod adresem opiekuna Ravenclawu, Ben powoli otworzył bramkę, wchodząc do zagrody dopiero, gdy upewnił się, że wszystkie Andrew, Natashe czy Cornelie mają całą sytuację głęboko w wieprzowej rzyci.
- Ja wezmę tę stronę, ty zacznij z drugiej. Szybciej pójdzie, jak się nie będziemy o siebie obijać – rzucił do Fimmelówny, ustawiając się tak, by mieć ją na widoku. Nie ufał tej dziewczynie i czułby się zwyczajnie źle, gdyby stała gdzieś za jego plecami.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Nie 12 Lip 2015, 22:24

Milczenie ze strony Bena w ogóle nie zdziwiło Porunn. Nie przeszkodziło też w kontynuowaniu swojego wywodu na temat brokatu na jego ciele i podobizny do świń, a raczej jej braku. Zmierzyła go jadowitym spojrzeniem błękitnych tęczówek i prychnęła, ostentacyjnie odwracając się w kierunku zagrody. Gdy jednak Watts uraczył ją odpowiedzią na jedno z pytań, uniosła na chwilę brwi, nie spoglądając na niego nawet na chwilę.
- Pogratulować? Czy ty kompletnie postradałeś swój rozum, Watts? – prychnęła, a jej kąciki ust wykrzywiły się w grymasie niezadowolenia, wymieszanym z buzującą wściekłością, która narastała z każdym jednym momentem. Gdy myślała o tym, że ktoś inny mógł położyć brudne łapska na jej własności, miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Żołądek zrobił kilka nieprzyjemnych wywrotek, sprawiając, że nie czuła się zbyt dobrze. Pokręciła głową, nie kryjąc nawet tego, że była bardzo zła z tego powodu. Ben miał chodzić jak w zegarku, dopóki ona nie zabierze się za niego i wszystko, co kochał. Powoli, krok po kroku, dobierze się do jego skóry i będzie patrzeć, jak każdy ognik radości w jego oczach po prostu gaśnie, dając upust złości i nienawiści. Wtedy, pozbawiony bez żadnych hamulców, będzie mógł wydobyć z siebie potwora, którego już raz jej pokazał. I którego niesamowicie pożądała ujrzeć jeszcze raz.
Nie powiedziała już nic więcej na ten temat. Nie była też zainteresowana miną, jaką mógł zrobić Ben, kiedy powiedziała takie, a nie inne słowa. Mogły brzmieć dosyć dwuznacznie, jednak tylko ona wiedziała co też naprawdę oznaczały i była z tego powodu niesamowicie zadowolona.
Gdy weszli do zagrody, Porunn kiwnęła tylko z uznaniem, gdy chłopak potraktował świnie confundusem. Dobrze, przynajmniej nie będą się plątały pod nogami, tym samym przeszkadzając w wykonywanej przez nich pracy. Zabrała się do roboty, chociaż nie do końca wiedziała od czego miała zacząć. Nie lepiej rzucić jakieś zaklęcie, żeby wszystko posprzątało się samo? Nie, nie mogli, bo przecież darmowa siła robocza była o wiele lepszym pomysłem, a przy okazji Hagrid mógł się nieźle bawić podczas oglądania ich pracy. Przez chwilę nawet robiła to, co powinna – przewalała słomę z jednej kupki na drugą, chociaż nie do końca wiedziała czy właśnie o to im chodziło. Co za żmudna i śmierdząca praca. Zerknęła na Bena, aby zobaczyć, jak on sobie daje radę i właśnie w tej chwili wpadł jej do głowy pomysł. Uśmiechnęła się szeroko do siebie, a następnie nabrała na widły trochę siana, po czym podeszła do Krukona i wysypała mu na głowę.
- Stwierdziłam, że teraz wyglądasz idealnie. Jak stworzony do tej pracy, Niczym Strach na Wróble z Krainy Oz, też bez mózgu – powiadomiła go, trzymając wyciągnięte przed siebie widły, aby tym samym Ben nie mógł do niej bliżej podejść. Może i zachowywała się w tej chwili nieco dziecinnie, jednak dlaczego miałaby tego nie robić? Miała na tyle swobody, że mogli teraz robić wszystko, a nikt by się nawet nie próbował zbliżyć, żeby nie dostać czymś śmierdzącym.
Zmrużyła powieki, uśmiechając się bez przerwy prowokująco. Jeśli już mieli spędzić ze sobą trochę czasu, to niech przynajmniej atmosfera nieco się zagęści i będzie po prostu ciekawsza. Kto by nie chciał, aby praca przy świniach nie była owiana nutą adrenaliny i wszechobecnej nienawiści dwojga ludzi? Chyba ci normalni ludzie, ale Porunn zawsze uważała, że normalność była po prostu przereklamowana i nudna .
- Watts, boisz się troszkę pobrudzić? – spytała z udawanym przejęciem w głosie.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Nie 12 Lip 2015, 23:29

To spotkanie po prostu nie mogło skończyć się dobrze. On to wiedział, Porunn to wiedziała, a Machiavelli stał z boku i najpewniej zanosił się rykiem z powodu udanego żartu. A niech go stratuje stado galopujących hipogryfów, dowcipnisia. Niech mu interes uschnie i odpadnie, a trzymane w szafce wino skwaśnieje. Choć Ben zwykle nic nie miał do swojego domowego opiekuna, teraz chętnie patrzyłby, jak dostaje za swoje.
Po raz kolejny przewrócił oczami, porzucając próby zrozumienia, co też naprawdę chodziło Ślizgonce po głowie. Wysyłała tak sprzeczne sygnały, że Watts musiałby poświęcić sporo czasu i energii na naukę schematów, w jakich się poruszała, a biorąc pod uwagę ich aktualne stosunki, zwyczajnie nie miał ochoty tego robić. Wystarczyło mu, że większość czasu trzymała się z daleka, a i on sam z utęsknieniem nie szukał kontaktu. Tak powinno pozostać. Wywoływała w nim zbyt wiele uczuć, którym nie chciał się poddawać.
Udając, że nie czuł smrodu towarzyszącego zagrodzie, Szkot zabrał się do pracy, upewniając się uprzednio, iż Porunn robi to samo i nie planuje nagle napaść go z własnymi widłami. Nie byłby chyba specjalnie zaskoczony, ale skoro pewnych nieprzyjemności można uniknąć... Przezornie nie przełożył z powrotem do kieszeni różdżki, którą wsunął do rękawa, uznając że mimo wszystko może się jeszcze przydać. Po ich ostatnim spotkaniu pod gadającym gobelinem, gdy był pozbawiony możliwości odpowiedzenia magią na magię, obiecał sobie, że więcej nie dopuści do takiej sytuacji i póki co dotrzymywał słowa. Jeden przerzut i kolejny, hop. Byle szybciej, byle wyjść z tej zagrody i zapomnieć, że kiedykolwiek się w niej było.
Słoma rzucona mu na głowę była zaskoczeniem. Takim zwyczajnym, lśniącym oburzeniem w niebieskich oczach, w których gdzieś głęboko zaczęły się powoli przewalać sztormowe fale.
- Ha, ha, bardzo dojrzale, Fimmel – rzucił z wyraźnym, choć powstrzymywanym niezadowoleniem. Widząc trzymane w swoim kierunku widły, które miały ograniczać przestrzeń między nimi, tylko wykrzywił się w niezbyt atrakcyjny sposób. - A mieliśmy szybko skończyć. I po co ci to było? – spytał, poruszając prawą ręką w sposób, który wsunął mu w dłoń różdżkę ukrytą w rękawie bluzy.
- Depulso.
Wysyczane zaklęcie rozlało się czerwienią na klatce piersiowej Ślizgonki, odrzucając ją w tył z siłą, która wystarczyła, by nie zrobiła sobie większej krzywdy, a wylądowała tyłkiem w największym błocie. Na dodatek w uroczym towarzystwie świnek, z których jedna próbowała uchwycić w ryj koniec jej włosów, a druga trąciła łbem ramię. Zagranie niekoniecznie odpowiednie, ale Ben doszedł niedawno do wniosku, że nie będzie się cackał, gdy przychodziło do Porunn. Nie uszkodzi jej trwale, ale nie pozwoli, by kpiła bez konsekwencji.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Nie 12 Lip 2015, 23:58

Porunn nie lubiła się bawić w podchody. Zawsze pokazywała innym, co też się w jej głowie dzieje i co o kimś w danej chwili myśli. Po co miała się ograniczać do trzymania w sobie tych wszystkich żali i emocji, jak robiła to siostra? Ona, w przeciwieństwie do Arii była osobą, która otwarcie pokazywała czy coś się jej podoba, czy nie. Praca z Wattsem należała do tych, które niekoniecznie chciała wykonywać akurat w tym towarzystwie. Nie miała nic przeciwko pracy fizycznej w towarzystwie zwierząt, gdyż często to robiła w domu, lesie, uzupełniając zapasy siana dla saren, czy też innego pożywienia, jakim były marchewki czy świeża koniczyna. Nie bała się pobrudzić nawet w najgorszym błocie, gdzie kalosze zapadały się na głębokość nawet dziesięciu centymetrów. Teraz nie było inaczej. Nie zdziwiła ją jednak reakcja Bena, który niekoniecznie z uśmiechem przyjął jej złośliwość w postaci rzucenia mu na głowę trochę siana. Oh, mogła go przecież potraktować znacznie gorzej, a tego nie zrobiła! Gdzie tutaj wdzięczność za wspaniałomyślność? Nie było, jak zwykle. Czego jednak mogła się spodziewać po panu Prefekcie Ravenclawu? No właśnie. Miała go za swojego rodzaju pięknisia, który bał się pobrudzić, jednak każdy miał te cechy charakteru, których zmienić się po prostu nie dało.
Gdy zaatakował, Porunn uniosła tylko z zaskoczeniem brwi, karcąc się w duchu, że nie pomyślała o różdżce ukrytej w rękawie. Mogła się domyślić, że nie przyszedł nieuzbrojony. Zaklęcie uderzyło ją ze znaczącą siłą, odpychając ją w kierunku głębokiego bajora, przypominającego wielką kałużę błota – jednak czy tylko błoto tam było? Wolała się nie zastanawiać w czym właśnie wylądowała. Warknęła pod nosem, gdy dwie świnie zainteresowały się nią w mgnieniu oka, zaczynając bawić się jej włosami i ubraniem. Wyszarpnęła się szybko, mamrocząc pod nosem ciche przekleństwa, mające za zadanie po prostu dać trochę upustu emocjom, które nagromadziły się w jej głowie. Podniosła rozzłoszczone spojrzenie błękitnych tęczówek na Szkota, po czym, nim się zorientował, wyciągnęła zza paska spodni różdżkę, celując prosto w niego.
- Porcus Codicula – warknęła zaklęcie, które pierwsze przyszło jej na myśl. Obserwowała z satysfakcją wymalowaną na twarzy, jak promień światła uderza Bena prosto w pośladki, doprawiając mu tym samym świński ogonek. Jak to dobrze, że zaklęcia transmutacyjne opanowała niemalże do perfekcji. Z triumfem podniosła głowę lekko do góry, wciąż nie upuszczając różdżki, którą trzymała w tej chwili w pogotowiu, na wypadek, gdyby ich przepychanka się na tym nie zakończyła. Ona nie miała zamiaru się poddawać, ani wyciągać pierwsza dłoni na zgodę. Zasłużył sobie.
- Teraz naprawdę Szynki mogą cię ze sobą pomylić. Padaj na kolana i zacznij taplać się w błocie, to będzie idealny poziom dla ciebie, Watts – syknęła, wciąż nie mogąc się pozbyć perfidnego uśmiechu z twarzy. Jeśli już miała iść na całość, to z przyjemnością aż bijącą od niej. Wszak była cała umazana w błocie i niewiadomo czym jeszcze, ale miała to naprawdę w tej chwili daleko w poważaniu.
Zobacz profil autora
Rubeus Hagrid
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Pon 13 Lip 2015, 00:20

Dzień zapowiadał się naprawdę przyjemnie. Może i było przelotne zachmurzenie, trochę wiało i zbierało się na deszcz, ale i tak Hagrid nie miał prawa do narzekania. Już niedługo święta, za nie cały miesiąc, więc naprawdę się cieszył. Wszyscy w tej chwili powinni żyć w zgodzie i miłości, żeby w ten sposób zebrać jak najwięcej prezentów w grudniu. Któż by nie chciał dostać upominków od najlepszych przyjaciół? No właśnie!
Pół-olbrzym tego dnia miał spędzić czas na obserwacji dwójki uczniów, którzy z tego co słyszał od profesora Machiavelliego, szczerze się nienawidzili. W pierwszej chwili nie wziął tego na poważnie, gdyż nie wierzył w to, że tacy młodzi ludzie poznali już co też znaczy to słowo. A jednak przeliczył się, gdy już na wstępie zauważył, że Ben i Porunn średnio się dogadywali. Słyszał niektóre słowa wypowiadane przez nich i tylko pokręcił głową ze smutkiem, mając nadzieję, że jak tylko wejdą za zagrodę, to nie zrobią nic sobie ani jego ukochanym świniom. Przez chwilę był nawet dobrej myśli i dosłownie na moment spuścił ich z oczu, zaczynając się bawić wielkim kawałkiem mięsa, który miał zamiar pokroić i rzucić kłowi na obiad. I wtedy usłyszał pierwsze rzucone zaklęcie.
- O cholibka! Co te dzieciaki wyrabiają! HEJŻE, ZATRZYMOJCIE SIĘ NATYCHMIAST! – wykrzyknął, w tym samym czasie podrywając się niemalże natychmiast z miejsca i rzucając się półbiegiem w stronę zagrody. Jako, że miał wielkie i długie nogi, to pokonanie dystansu nie zajęło mu jakoś sporo czasu. Jednak nie zdążył powstrzymać Ślizgonki przed rzuceniem zaklęcia na Krukona. Z szeroko otwartymi, czarnymi oczyskami przyglądał się, jak świński ogonek wyrasta z pośladków Bena, robiąc przy tym dziurę w jego spodniach dresowych. Hagrid miał nadzieję, że Ben miał więcej par takiego odzienia, bo to nadawało się już do wyrzucenia, albo do naszycia wielkiej łaty – ale nie sądził, żeby wyglądało to jakoś bardzo estetycznie.
- Zatrzymoć się z rzucaniem w siebie zaklęciomi! Postradali zmysły, czy ka cholera? – wykrzyknął, łapiąc Porunn za tył ubrania, jak skarconego kota. To samo zrobił z Benem, starając się ustawić oboje do pionu. Nie przypuszczał, że zadanie przypilnowania ich będzie takie trudne. Naprawdę miał nadzieję na spędzenie tego dnia w jakiś przyjemniejszy sposób, a uczniowie nie powinni tak się traktować.
- Profesor mi mówił, ży bydzie z womi problem, ale nie wiedziołech, ży aż taki! – dodał, kręcąc głową, nie puszczając ich nawet na chwilę. Nie przejmował się nawet nieprzyjemnym słownictwem Porunn, która nie szczędziła sobie przekleństw, gdy tylko została powstrzymana przed rzuceniem kolejnego zaklęcia, które najprawdopodobniej mogło być o wiele mniej przyjemne, niż doprawienie świńskiego ogonka.
- No już, dzicioki. Mocie si przeprosić i wpaść sobie w ramiona, rozumiecie? Nie chciałbym, żyby moim świniom jakaś krzywda nie stała. No już, nie patrzeć tak na mnie, tylko już wpadajcie se w ramiona! I całus w czółko. Przeprosić się! – ponaglił ich, po czym nawet nie czekając na ich reakcję, wiedząc, że żadnej nie będzie, przycisnął ich ciała do siebie, jakby oboje ważyli tyle co nic. W jego rekach wyglądali jak dwie szmaciane lalki, którymi postanowił się w tej chwili pobawić.
- Życie jest za krótkie na nienawiść, kiedyś do zrozumicie – powiedział, uśmiechając się do nich poczciwie.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Sob 18 Lip 2015, 14:04

To, że się znowu pokłócą, było po prostu do przewidzenia i nie wymagało posiadania żadnych zdolności w dziedzinie wróżbiarstwa. Choć kto wie, może fusy w porannej herbacie ostrzegały przed wyjątkowo wrednymi Ślizgonkami i nisko przelatującymi świniami?
Widok wpadającej w brudną breję Porunn był niezwykle satysfakcjonujący – do tego stopnia, że Watts żałował, że nie ma aparatu. Choć nie znosił Lustra i wszystkich jego wypaczonych ideałów, wysłałby im taką fotkę choćby tylko po to, by w jakiś sposób odegrać się na dziewczynie za wszystkie mniejsze lub większe przewinienia. Obiecał sobie ostatnim razem nie robić jej więcej trwałej krzywdy, ale ośmieszanie i drobne przytyki? Jak najbardziej. Czy był w tej kwestii hipokrytą? Pewnie tak. Czy o to dbał? Wcale. Chcąc, nie chcąc, choć od prawie siedmiu lat ubierał niebieski mundurek, pan Watts charakteryzował się typowo ślizgońską, nieco chorobliwą dumą, która raz urażona potrafiła boleć bardzo długo.
Jak widać niestety, nie należy zbyt szybko popadać w samozadowolenie, bo może się to boleśnie odbić czkawką – albo kręconym, świńskim ogonkiem rozdzierającym spodnie. Kulturalnie nie wspominając o bieliźnie nadającej się już do wyrzucenia. Dać się zaskoczyć zaklęciem? Brzydko, oj brzydko. Ben pewnie jakoś by to przełknął i zaproponował zawieszenie broni na czas dokończenia przydzielonego przez psora zadania, gdyby nie dodatkowy komentarz o taplaniu się w błocku ze świniami gajowego. Głupia sprawa, tekst na poziomie mentalnego przedszkola, a skręcił coś nieprzyjemnie w żołądku Krukona, unosząc lekko wargę w grymasie. Zanim jednak zdążył rzucić zaklęcie i powiedzieć Żryj ślimaki, Fimmel, do akcji wkroczył Hagrid. Poczciwy, sympatyczny Hagrid, którego gabarytu i siły nie należało lekceważyć, nawet jeśli samemu spoglądało się na tłum z przynajmniej kilkucentymetrową przewagą. W takich momentach nawet tak wyrośnięte ludzie-żyrafy jak Ben czuły się nagle bardzo małe.
Słowa gajowego ostudziły nieco zapał Szkota, ale nie sprawiły, że nagle wyparował w niebyt – wciąż ściskał w dłoni różdżkę, mordując wzrokiem klnącą bezwstydnie Porunn. Ciężka ręka pół-olbrzyma na karku powstrzymywała jednak zapędy, by mimo wcześniejszych zapewnień przed samym sobą urwać jej rączkę albo nóżkę. Jeśli ślizgońska panna Fimmel miała jakiś talent, była nim z pewnością umiejętność grania na wattsowych nerwach.
Nie zdążył się nawet skrzywić, czy rzucić Hagridowi spojrzenia pt. jaja sobie robisz? na propozycje zawarcia rozejmu, gdy został zderzony ze swoją nemezis. Niezbyt delikatnie, jeśli chcieć uściślić. Ben cały się spiął, zaciskając zęby i czekając aż to upokorzenie się skończy, wyjdą stąd, a potem wszystko wróci do normy. Korzystając z nieistniejącego między nimi dystansu, syknął tylko Ślizgonce na ucho tak, by gajowy nie usłyszał:
- Śmierdzisz świnią, Fimmel.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Nie 19 Lip 2015, 14:00

Udane zaklęcie napawało ją dumą. Była też gotowa przyjąć na siebie kontratak. Jak dziwnie by to nie brzmiało, to Porunn lubiła się bić, zadawać obrażanie przeciwnikowi, przy okazji samej trochę oberwać. Było to na pewien wzór odprężające, odświeżające przy tych wszystkich zakazach i nakazach w szkole. Wątpiła też, żeby Hagrid za taki drobny incydent pójdzie naskarżyć na nich dyrektorowi. Poza tym, zawsze wychodziła z założenia, że Dumbledore był dziwnym dziadkiem, który kiedyś postradał rozum i został dyrektorem Hogwartu.
Warknęła pod nosem, gdy wkroczył gajowy i złapał ją za tył ubrania, jakby była jakimś niegrzecznym zwierzakiem, przyłapanym na gorącym uczynku. Wszak, wiedziała, że do tego dojdzie, ale miała nadzieję, że jeszcze trochę mu zajdzie zauważanie, że dwójka uczniów zaczęła się naparzać zaklęciami, co rusz wrzucając się wzajemnie do błota, albo przyprawiając świńskie ogonki. Nauczyła się jednak, że nie można było mieć wszystkiego, więc musiała pogodzić się z faktem, że w tej chwili trzeba było zawiesić broń i przełożyć bójkę na inny dzień.
- Tylko ćwiczyliśmy zaklęcia – prychnęła, odpowiadając zaczepnie na słowa gajowego, który chyba w ogóle ich nie słyszał, bo wciąż kontynuował swój monolog o miłości i przyjaźni wśród uczniów, albo jak ona to tam zrozumiała w tym potoku słów, które z siebie wydobywał. Rzuciła tylko okiem w stronę Wattsa i nagle, ku jej zdziwieniu, mocno przywarła do niego całym ciałem, w niezbyt delikatny sposób. Hagrid chyba postradał zmysły, chcąc, żeby ta dwójka się pogodziła i w dodatku przytuliła. Ślizgonka wydała z siebie dźwięk wyrażający nic innego, jak obrzydzenie, po czym wyciągnęła dłonie przed siebie, kładąc je na klatce piersiowej Krukona, aby się odsunąć. Nic z tego – siła półolbrzyma byłą o wiele, wiele większa w porównaniu do tej Porunn, która bardziej kierowała się zaklęciami niż faktycznie wielkością swojej siły fizycznej.
Prychnęła pod nosem, gdy poczuła oddech na swojej skórze, a później usłyszała słowa, które nie były jednak takie dalekie od prawdy, a ona nie miała zamiaru nawet zaprzeczać. Uśmiechnęła się tylko pod nosem, obejmując dla świętego spokoju Wattsa ramionami wokół szyi, przyciskając go jeszcze bardziej do siebie. Pochyliła się nad jego uchem, wciąż nie przestając się uśmiechać, powiedziała:
- Lepiej śmierdzieć jak świnia, niż wyglądać jak ona. Jak nazwiesz swojego nowego towarzysza między pośladkami? – spytała, wyszczerzając zęby w szerokim uśmiechu, który nie sugerował zupełnie nic dobrego. Odsunęła się dopiero wtedy, jak Hagrid ich puścił, mówiąc, żeby szerzyli miłość, a nie nienawiść. Pokiwała tylko głową, aby się odczepił i podeszła do wideł, które podczas oberwania zaklęciem depulso, upuściła. Chwyciła je mocno, pewnie w dłonie, po czym spojrzała znów na Szkota. Ostentacyjnie schowała różdżkę za pasek spodni, sugerując tym samym, że na ten czas, kiedy byli pod kontrolą gajowego, muszą się wstrzymać z zaklęciami.
- Nie myśl sobie, że skończyliśmy – powiedziała nagle, nabierając znów na widły siano i odrzucając je na wcześniej zbudowaną już kupkę. Przez chwilę milczała, po czym przewróciła oczami, jakby biła się z myślami. Pamiętała, że pisali do siebie sowy na temat O’Connora. Bardzo się o swojego przyjaciela martwiła, a możliwości i pomysłu gdzie go szukać zupełne nie miała. Była uwięziona w tej szkole, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu ruszyć na poszukiwania jednej z najważniejszych osób w jej życiu. Ciężka sprawa. I jak tu nie mieć wyrzutów sumienia i złego humoru?
- Watts, przypominasz sobie nasze ostatnie listy, które sobie wysyłaliśmy sowami? – zagadnęła, nie mogąc zrozumieć dlaczego akurat to Ben był osobą, z którą musiała zawrzeć sojusz, żeby cokolwiek ruszyło w poszukiwaniu i ewentualnym ratowaniu z opresji zaginionego Irlandczyka. Skierowała błękitne spojrzenie na Krukona, po czym zatrzymała się na chwilę z pracą. Nie czekała na odpowiedź, gdyż nawet nie brała pod uwagę tego, że Watts zapomniał o tak istotnej rzeczy.
- Musimy coś zrobić, bo stanie w miejscu mnie po prostu dobija, rozumiesz? Dlaczego nikt z nauczycieli nic nie robi? Dlaczego ten cholerny Drops dalej wpierdziela cholerne cukierki cytrynowe w swoim gabinecie, kiedy jeden z uczniów być może jest torturowany i obdzierany ze skóry?! Trwa cholerna wojna! – warknęła, nie hamując nawet frustracji, która wrzała w niej od dobrych paru miesięcy. Odkąd Cu zniknął, nie potrafiła się zbyt dobrze skupić na niczym innym, jak myślach o tym – czy jeszcze żyje. Nie brała jednak pod uwagę tego, że mógłby wąchać od dawna kwiatki od spodu. W końcu był silny i na pewno sobie jakoś poradzi, nie da śmierci zbyt wcześnie.
- Nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie i nic nie robić, albo inaczej. Nie mam zamiaru przewalać pierdolonego gnoju, kiedy O’Connor gdzieś zaginął – syknęła, po czym nawet się nie zastanawiając, rzuciła widłami za ogrodzenie, pokazując przy tym swój protest.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Nie 19 Lip 2015, 19:16

Brak odruchu wymiotnego i warczenia można było uznać w tej sytuacji za sukces. A przynajmniej tak podpowiadał rozum, bo serduszko podstępnie zabiło mocniej bez pytania, gdy Porunn zarzuciła Krukonowi ręce na szyję, by odpowiedzieć mu w równie przyjemny sposób na wcześniejszy przytyk. I tyle miał z tego przedwczesnego uznawania ludzi za swoich, z wkładania ich do pudełeczka opatrzonego napisem MOJE, NIE TYKAĆ. Jak na członka domu Roweny przystało, Ben miał bujną, może nieco zbyt wartko działającą wyobraźnię, która w momentach podekscytowania, smutku lub złości z łatwością podsuwała mu niezwykle wyraźne obrazy. Możliwości, jakie majaczyły bliżej lub dalej. Teraz już o tym wiedział, ale w przypadku ślizgońskiej Fimmelówny niestety pozwolił sobie na początku na zbyt śmiałe przypuszczenia i wizje przyszłości. Płacił antypatią za szczeniackie zauroczenie i ukłuciami nostalgii za czymś, co w odpowiednich okolicznościach mogło się stać.
Przełknął cisnącą się na usta złośliwą odpowiedź, na chwilę zmrożony w miejscu muśnięciem nostalgii, w efekcie nie reagując w żaden sposób. Jakby w ogóle nie usłyszał słów Porunn. Wypuszczony przez Hagrida odetchnął bezgłośnie, poprawiając bluzę, która podjechała nieco w górę, odsłaniając fragment boku i brzucha – nic przyjemnego, bo od lasu mówiąc mocno niekulturalnie, pizgało złem. Nie od razu schował różdżkę, a celując w swoją nowiutką kończynę, pozbył się jej odpowiednim zaklęciem. Nie tylko Fimmelówna zbierała dobre oceny na transmutacji. Zdeterminowany, by się już jednak (tym razem na pewno) nie odzywać, wrócił do pracy. Skończyć, wyjść, zapomnieć.
Jak to jednak bywa w życiu, jeśli coś ma się popsuć, to właśnie tak się stanie – krukońskie śluby milczenia poszły się paść na jakieś bliżej niezlokalizowanej łące w towarzystwie puchatych owieczek, gdy padł temat O'Connora. Choć zgodnie z przewidywaniami dziewczyny nie odpowiedział na jej pierwsze pytanie, słusznie uznając je za retoryczne, Ben słuchał tego, co miała do powiedzenia, nie przerywając tańca z widłami. Praca fizyczna i myślenie w tym samym czasie w jego wypadku się nie wykluczały, jak zapewne chcieliby sądzić złośliwi.
Była tak pełna złości, pełna pretensji okazując to w najbardziej dziecinny z możliwych sposobów, a jednak Watts rozumiał jej frustrację. To, skąd się wzięła, nie usprawiedliwiało konsekwencji czynów, jakie mogłyby zostać podjęte w jej imieniu, ale naprawdę rozumiał. Doskonale wiedział, jak czuje się człowiek, który musi siedzieć w miejscu, zamiast wyruszyć na poszukiwania kogoś, kto zaginął, a kogo wartości nie dało się zmierzyć żadną skalą. Być może Bena nie łączyły z Cu tak trwałe, tak zażyłe stosunki jakie wystąpiły między panem Gryfonem i Porunn, ale on też zrobiłby wiele, by zobaczyć Irlandczyka całego i zdrowego. Albo przynajmniej żywego, jeśli pozostałe warunki sprawiałyby niewymowną trudność.
Prefekt przerwał pracę, wbijając widły w ziemię dopiero wtedy, gdy Ślizgonka ostentacyjnie wyrzuciła za ogrodzenie własne narzędzie. Znów ten dziecinny bunt, na galopujące hipogryfy. Opierając dłoń na uchwycie trzonka, Szkot podniósł wzrok na rozsierdzoną dziewczynę, poszukując w sobie spokoju, z którego tak ponoć słynął. Krzyk i złośliwości nie doprowadzą do niczego konstruktywnego.
- Rozumiem twoją frustrację – zaczął, tonem zupełnie różnym od tego, którym wcześniej zwracał się do Fimmelówny - Ale krzykiem, buntem i rzucaniem narzędziami niczego w tej chwili nie ugrasz. Sprawisz tylko, że ludzie nie będą traktować cię poważnie.
Umilkł na moment, po prostu patrząc Porunn w oczy, choć stali w pewnej odległości od siebie.
- Nie wiesz, co robi dyrektor, profesorowie czy ktokolwiek inny w sprawie O'Connora, bo nie siedzisz im w głowach, nie patrzysz na ręce. Ja też chcę, żeby wrócił, najlepiej żywy i w jednym kawałku, ale nie mamy środków ani odpowiednich informacji. Wszystko, co udało mi się wyciągnąć od Gryfonów, czy jego kuzyna, prowadzi donikąd. Jedno, co jest pewne, to fakt że zniknął niedaleko od domu, a sprawą zainteresowali się aurorzy – mimowolnie skrzywił się na krótki moment, biorąc głębszy wdech. - Nie pomożemy nikomu szamocząc się bez celu i wykrzykując, jakie to niesprawiedliwe. Zwracasz na siebie w ten sposób niepotrzebną uwagę, nie możesz działać w sekrecie, kiedy nadarzy się odpowiednia okazja. Nie wychodź na światło, gdzie mogą cię z łatwością odstrzelić i zobaczyć każdy słaby punkt, zwiń się w cieniu i obserwuj, słuchaj. Chyba, że wolisz robić za dywersję? – pytał całkiem poważnie, bez cienia ironii.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Pią 24 Lip 2015, 18:04

Spoglądała na Bena w milczeniu przez większość jego wypowiedzi. Słuchała jego słów, jednak nie do końca przypadły jej do gustu. Nie należała do osób, które lubiły działać w cieniu, chociaż Vincent starał się tę cechę chociaż w małym stopniu w niej zasadzić. Mimo wcześniejszym, złym prognozom trochę mu się udało, jednak to stanowczo za mało, żeby Porunn w spokoju mogła czekać aż przeczyta w Proroku Codziennym, że O’Connor wykrwawił się w jakimś rowie. Zacisnęła pięści na samą myśl o tym, że mogło coś takiego przytrafić się pierwszej miłości jej życia, może dziecinnej i niedojrzałej, ale zawsze pozostawała tą pierwszą.
Zmrużyła powieki, a na jej język cisnęły się słowa, z którymi przez pewien czas walczyła. Patrząc jednak na tę podłą gębę, którą matka natura obdarzyła Bena Wattsa, nie sposób było się powstrzymać przez więcej niż dziesięć minut, wliczając w to oczywiście jeszcze niesamowicie smoczy temperament należący do dziedziczki jednej z największych Hodowli Norweskich Smoków Kolczastych.
- Łatwo Ci mówić! – warknęła w końcu, wchodząc mu w słowo i nawet nie przejmując się tym, że nie dokończył ostatnich słów, które z pewnością były bardzo jej potrzebne do szczęścia. Ona buntowniczka? A co miała w tej chwili robić, kiedy nie mogła nic innego? Dlaczego nikt nie potrafił zrozumieć, że tutaj nie chodziło o głośne wyrażanie sprzeciwu, czy też samej w sobie złości. Porunn naprawdę się martwiła.
- Gdybyś Ty zniknął, to też bym się martwiła. W końcu jestem jedyną osobą, która może Cię skrzywdzić – syknęła, wskazując na niego palcem. Mówiła to w taki sposób, jakby te rzeczy były po prostu oczywiste i nikogo nie powinny dziwić. Porunn zawsze się przywiązywała do swoich zabawek, których niszczyć w żaden sposób nie można było. Tylko ona miała do tego prawo i nikt nie mógł w to ingerować. Spojrzała w bok, krzyżując ręce na piersiach. Była wściekła, że sprowokował ją do tego, że musiała się przyznać do takich rzeczy. Nienawidziła go z całych sił i nie zamierzała tego ukrywać, a nawet chciała, żeby wiedział i się bał.
- Co do O’Connora, to musimy zacząć działać. Nie wiem jak, ale musimy. I nie masz wyboru– musisz się zgodzić na ewentualne działania z naszej strony. Na pewno nie tylko my się martwimy. Znajdź inne osoby, zwerbuj, bo to jest niezwykle ważne. Rozumiesz? – podeszła do niego i chwyciła ostrym ruchem za przód jego czarnej bluzy. Podniosła głowę do góry, aby spojrzeć mu w te jasne oczy, które całym sercem nienawidziła. Wykrzywiła twarz w geście obrzydzenia i warknęła, czując, że jeszcze chwila, a wybuchnie. Miała ochotę rozedrzeć go na strzępy, patrzeć jak jego ciało wije się w bólu na tym cuchnącym odpadami gruncie, prosząc ją o litość. Los jednak chciał, aby wyciągnęła do niego dłoń pojednania. Stali się sojusznikami, czy tego chcieli czy nie, gdyż łączyła ich osoba, która była w jakiś sposób ważna i potrzebowała ich pomocy. Los się z niej nabijał. Miała wrażenie, że wszystko było specjalnie ukartowane i wymyślone w taki sposób, aby ona przejechała się najbardziej.
- A niech Cię Watts... - prychnęła, na chwilę urywając zdanie. Milczała przez dobry moment, po czym zdecydowała się dokończyć to, co zaczęła mówić:
- Jak ja Cię nienawidzę – warknęła ostrzej niż planowała, nie spuszczając z niego nawet na chwilę oczu.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Sob 25 Lip 2015, 16:48

Ben miał pewność, że cała ta sytuacja była w jakiś sposób zabawna – ze swojej pozycji nie mógł tylko dojrzeć, na czym opierał się żart. Na wejście sobie w słowo nie zareagował jakoś zaskakująco, ot skrzywił się z niezadowoleniem. Merlinie, Morgano i inni światli, przebywanie z tą dziewczyną było najbardziej frustrującym sportem znanym człowiekowi. A już w szczególności, gdy najpierw podkreślała, jak wielką żywi do ciebie nienawiść, a później dodawała, że zmartwiłaby się, jakbyś zniknął. Szkot kompletnie już nie wiedział, czy bardziej chciałby przyłożyć Porunn, czy pocałować aż zabrakłoby jej tchu. Pociąg do charakternych, potencjalnie niebezpiecznych kobiet, choć już w pełni uświadomiony wcale nie ułatwiał życia, ba! W przypadku Fimmelówny zmieniał je momentami w męczarnię, okraszał frustracją i usilnym pilnowaniem, by pewne kończyny zostały na miejscu. Próby sięgnięcia po nią były z góry skazane na porażkę i tak samo przyjemne jak wkładanie dłoni w ognisko, a później obsypywanie ran solą. Już raz się sparzył.
W żaden sposób nie skomentował wyznania dziewczyny – tylko para niebieskich oczu wyraźnie się rozszerzyła, by w chwilę później cała twarz Bena zastygła w jakimś niedookreślonym grymasie. Co niby miał jej odpowiedzieć? Że siła jej miłości wzruszyła go do głębi? Zagryzł lekko wnętrze policzka, gdy Porunn podeszła bliżej, chwytając przód krukońskiego ubrania. Na krótki moment wywołało to dziwne poczucie deja vu i wspomnienie, gdy jeszcze przed wakacjami oddał jej w lochach swoją bluzę. Nigdy nie otrzymał jej z powrotem, a to znaczyło, że wciąż musiała leżeć w szafie Fimmelówny – no chyba, że podpaliła ją i usmażyła nad ogniem kiełbaski na środku ślizgońskiego dormitorium.
Teraz wydawało się to mieć miejsce całe wieki temu.
- Ty mnie w ogóle nie słuchasz – rzucił z nutą frustracji wyraźnie barwiącą zwykle przyjemny dla ucha głos. - Nie mówiłem „siedźmy na zadach i nic nie róbmy”, tylko „działajmy z sensem i planem” – podniósł rękę, by po kolei odgiąć palce, w których Porunn uparcie trzymała materiał jego ubrania. Trochę zbyt szeroko wymachiwała tymi ślizgońskimi łapami. - Wiesz, kto jest chętny naprawdę coś teraz robić? Ty, ja i jego kuzyn. Trzej pieprzeni muszkieterowie.
Stojąc tak blisko siebie, uparcie wpatrując się w oczy drugiego, Ben odnosił wrażenie, że zostali zamknięci w jakiejś pokręconej rozgrywce w „kto pierwszy mrugnie”. Kolejne słowa dziewczyny wywołały krótkie, nieco zrezygnowane prychnięcie i pokręcenie głową. Odsuwając się od niej i z powrotem biorąc w dłonie widły, które grzecznie czekały, aż znów będą potrzebne, Krukon dodał tylko:
- Jesteś jak zacięta płyta. Przestało to na mnie robić wrażenie po drugim razie.
Obrzucając wzrokiem zagrodę i radośnie rozłożone w błocie świnie, Szkot nagle odniósł dziwaczne wrażenie, że była to jakaś pokręcona, kosmiczna metafora bagna, w którym się znaleźli w sprawie O'Connora. Kręcili się w kółko, nie mogąc znaleźć furtki.
- Znasz kogoś, kto ma w rodzinie aurora? Albo dostęp do ich akt? – spytał nagle, patrząc ze zmarszczonymi brwiami gdzieś w bliżej nieokreślony punkt w przestrzeni. Niemal można było zobaczyć, jak w jego głowie szybciej zaczęły obracać się trybiki. Otwierał już usta, by powiedzieć coś jeszcze, gdy po błoniach przetoczyły się wrzaski dochodzące ze stadionu, na którym właśnie zaczynał się mecz Ravenclawu ze Slytherinem. Cokolwiek nie cisnęło się wcześniej na język panu prefektowi zostało zamienione na burknięty krótko jakże inteligentny komentarz:
- Quidditch śmierdzi.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   Sob 25 Lip 2015, 18:55

Działał jej potwornie na nerwy. Nie potrafiła sobie jednak wyjaśnić dlaczego Ben potrafił wywołać w niej tyle negatywnych emocji. Być może była to jego specyfika charakteru, ten spokój bijący od niego i ogólnie pojęta równowaga, którą się odznaczał. Miała wrażenie, że jej misją, jeśli chodzi stricte o tego chłopaka były próby wyprowadzenia go z równowagi, wymuszenie na nim pokazania się z zupełnie innej strony, którą tak usilnie starał się ukryć. Uznała, że nie spocznie dopóki nie uda jej się sprowadzić go na inne tory, aby później patrzyć, jak przez niepohamowany gniew i brak pohamowania, rozbija się o własne ściany, które stworzył jego umysł. Nie mówiąc już o tym, że bardzo, ale to bardzo nie lubiła, kiedy patrzył jej w oczy. Odnosiła wtedy uczucie, jakby przeszywał ją na wylot i wiedział wszystko. Miała więc nadzieję, że chaos, który panował w jej głowie skutecznie odstraszył go od ćwiczenia na niej swoich sztuczek, jeśli w ogóle to sztuczkami mogła nazwać.
Bliskość między nimi w ogóle jej nie przeszkadzała. Nie zwracała na nią uwagi, jakby nie było granic, których powinni się trzymać i nie przekraczać linii, która ich oddzielała, tworząc bezpieczny dystans. Ograniczenia dla Porunn nie istniały i nie miała zamiaru przestrzegać norm, czy też przestrzeni prywatnej. Nie, w stosunku do tej osoby, której nie była zupełnie nic dłużna. Nie licząc oczywiście siniaków na policzkach, które niedawno dopiero zeszły. Postanowiła jednak odpłacić mu się pięknym za nadobne trochę później, kiedy będą znów na ścieżce wojennej. Nie chciała, żeby jej głupi kaprys przeważył nad możliwością odnalezienia O’Connora i ewentualnego ratunku.
- Słuchaj mnie. Żadni trzej muszkieterzy, bo na pewno jest ktoś jeszcze, kto by chciał znaleźć O’Connora. Poza tym Cu miał kuzyna? Jeśli tak, to go nie pamiętam – powiedziała, wykrzywiając twarz w geście niezadowolenia. Że też jeszcze chciało mu się negocjować co do robienia czegokolwiek. Możliwe, że nie chciał dobrze, widziała, że rwał się do czegoś, jednak jej natura nie pozwalała chociaż trochę przychylniej spoglądać na Bena. Zawsze widziała w nim to, co najgorsze i jakoś nie potrafiła tego kontrolować, chociaż nie ukrywając nawet przed sobą – chciała. Należała jedna do osób upartych, które jak czegoś się zaczęły trzymać, to nie miały zamiaru puścić, chociażby się paliło i dotkliwie ją parzyło. Nie skomentowała nawet słów o zaciętej płycie i braku jakiegokolwiek wrażenia ze strony Bena. Miała jednak zamiar mówić mu o tym niemalże cały czas, nie zapominając o tym, żeby podkreślać niektóre słowa, aby dźwięczały w uszach Szkota bez przerwy, nie dając mu chociażby na chwilę wytchnienia. Był pierwszym, którego tak bardzo nienawidziła. Miał więc przywilej, którego nikt inny nie mógł dostać. Powinien skakać z radości.
Dopiero, gdy zadał pytanie o Aurorach, na chwilę się zastanowiła, spoglądając w swoje obłocone buty i spodnie. Nikogo nie znała, który obracał się w tych kręgach, jednak ktoś inny przyszedł jej do głowy i co najważniejsze – był członkiem jej rodziny.
- Moja ciotka jest członkinią Wizengamotu. Ma chody, więc na pewno napisze do niej sowę i poproszę o pomoc – powiedziała, drapiąc się po policzku. Obdarzyła Bena krótkim spojrzeniem błękitnych, przejętych oczu, po czym podeszła do ogrodzenia, aby pochylić się i zabrać widły, leżące na ziemi. Zabrała się do pracy, przewalając gnój i słomę, powstrzymując się, aby nie zadźgać ostrym narzędziem świń, które znów zaczęły się o nią i Bena ocierać. W milczeniu zastanawiała się nad losem swojego przyjaciela, gdy nagle okropny jazgot wywodzący się z boiska przerwał jej myśli. Już miała coś powiedzieć na temat Quidditcha, gdy nagle Ben ją ubiegł. Spojrzała na niego zaskoczona, po czym uśmiechnęła się złośliwie, zatrzymując się na chwilę z robotą. Oparła się o widły, nie spuszczając oczu z chłopaka. Na jej twarzy wciąż tkwił nonszalancki uśmieszek, który sugerował, że całkiem jej się spodobało to, co przed chwilą powiedział.
- Niech sobie połamią wszystkie kości i jęczą z bólu w Skrzydle Szpitalnym – dodała, co było równoznaczne z tym, że właśnie się zgodziła z jego opinią. To był chyba historyczny moment w dziejach tej dwójki.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Zagroda dla Świń   

 

Zagroda dla Świń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-