IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Arkada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Arkada   Pon 29 Cze 2015, 20:54




Przejście ciągnące się nad jednym z pięter, łączące dwie wieże zamku. Jedna ze ścian w całości składa się łagodnych łuków, o których przeszklenie nie zadbano, dlatego panują tutaj temperatury takie same jak na dworze. Najbardziej zachwyca widok na zakazany las w oddali, przy dobrej pogodzie można dostrzec nawet dachy najwyższych budynków Hogsmeade. Należy jednak uważać, jak stawia się kroki, bo czas naruszył niektóre z płyt, którymi wyłożono posadzkę. I czyżby pod spodem była niewyjaśniona pustka?


klik

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Wto 01 Mar 2016, 22:17

Dwanaście kocich łapek nie miało problemu z przejściem po naruszonych płytach podłogi. Szły z gracją, lekko, zwinnie, przeskakując z kafelka na kafelek. Z przodu szedł puszysty, srebrno-czarny żbik przypominający wyrośniętego kota dachowego. Za nim tuptał mięciutki bielutki Emanuel Kot o ślepiach dwukolorowych. Z jego pyszczka biła niebywała arogancja i godność. Jeśli w świecie kotów byłaby rodzina arystokratyczna, Emanuel Kot niewątpliwie byłby ich głową. Na końcu skakał dwumiesięczny Plamek Trzeci, czyli dosłownie biała plamka z czarną "muszką" na szyjce. Unosił wysoko pyszczek, próbując naśladować swego ojca, Emanuela Kota. Wypisz wymaluj, syn był młodszą wersją tatusia.
Trzy urodziwe koty wskoczyły jeden po drugim na kamienny parapet. Usiadły w rzędzie. Najpierw żbik, następnie Emanuel Kot oraz Plamek Trzeci. Trzy ogony zwisały z parapetu, a reszta wyprostowanych ciałek znajdowała się w świetle ciepłego słońca. Na dworze panowała zima, a szkołę zaś ogarnęła bożonarodzeniowa gorączka. Rodzina kotowatych musiała uciec od wszędobylskich kolęd, sów czy Irytków. Za pomocą kociej i niezawodnej intuicji znalazły odległe miejsce i mogły z czystym sumieniem poleniuchować w słońcu.
Jo ułożyła się jako pierwsza, kładąc kocią główkę na łapkach. Zamknęła myślące, niebieskie oczy i rozłożyła się wygodnie na nagrzanym od słońca marmurze. Emek oraz Plamek jednocześnie zamienili się w ciecz płynną, rozlewając się tuż obok żbika. Zlali się futerkami. Ciałko przy ciałku, trzy żywe, ciepłe stworzenia, ciasno do siebie przytulone. Kocia rodzina i najwięksi przyjaciele mimo, że szary kot był tak naprawdę puchońskim dziewczęciem ze złamanym sercem. Bycie kotem miało wiele zalet.
Jolene oczyszczała powoli umysł z ludzkich zmartwień, pozwalając wyostrzonym zmysłom wyłapywać bodźce świata. Czuła w powietrzu zapach lasu i śniegu. Skądciś z prawej strony dobiegał do niej delikatny zapach czyjegoś ciała, a więc ktoś musiał tutaj być najdalej parę dni temu. Z lewej strony słyszała mruczenie kotków i ich małe serduszka. Nad prawym, szpiczasto zakończonym kocim uchem latała biedronka. Jo słuchała natury. Dudnienie serduszek i trzepot skrzydełek biedronki ułatwiły jej odpłynięcie w krainę słodkiej, popołudniowej, świątecznej drzemki. Kocia podświadomość rwała się do upolowania biedronki, jednakże Jo wybrała drzemkę. Wiedziała, że Emek również. To Plamek otworzył oczko, poruszył uchem i z rozbrajającym miaukiem rzucił się w stronę biedronki.
Na parapecie leżały trzy szczęścia.
Zobacz profil autora
Felicia Dobrev
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Sro 02 Mar 2016, 18:34

Święta zbliżały się nieubłaganie. A co za tym szło, zaczynała się również świąteczna gorączka, która ogarnęła chyba całą szkołę. Nie inaczej było z panną Dobrev – od rana, gdy tylko miała wolną chwilę, starała się wymyślić i załatwić gwiazdkowe prezenty dla najbliższych. I choć mogłoby się wydawać, że sprawa ta jest dość prosta, bo przecież powinno się swoją rodzinę znać najlepiej, to Felicii mniej problemu sprawiało podarowanie drobiazgu komuś neutralnemu jej sercu, niż familii (z krwi i z przysposobienia, jak na przykład Alexowi).
Późnym popołudniem, mając wciąż jedno wielkie nic, postanowiła rozruszać kości, zamiast gnić w łóżku kontemplując brak pomysłów na podarunki. Może trochę świeżego powietrza przeczyści jej szare komórki, które chyba zapadły w sen zimowy niczym niedźwiedź.
Szybko uciekła z dziedzińca, gdzie grupka gryfońskich chłopców obrzucała Ślizgonki śnieżkami, z których jedna (przypadkiem bądź nie) trafiła w Dobrev. Dziewczyna skierowała się do najbliższego zakrętu, aż nogi przyniosły ją TU. Arkady były trochę nieprzyjemnym miejscem, przynajmniej Felicia miała takie odczucia i nie bardzo lubiła tu przebywać dłużej, niż to konieczne. Już miała zawrócić, ale usłyszała miauknięcie. Przystanęła na chwilę, rozejrzała się i po chwili dostrzegła trzy kocie sylwetki. Jedna z nich, Plamek Trzeci, pupil Jolene (której, swoją drogą, nie zarejestrowała nigdzie obok), usiłował coś złapać, pewnie jakiegoś robaka, który wraz z mrozem postanowił przyczłapać do murów szkoły. Pozostałe dwa koty wylegiwały się błogo, jak to myszołapy miały w zwyczaju.
Felicia usiadła koło największego, szarego osobnika, ale nie mogła go dopasować jako "własności" do żadnego z uczniów (o mamo, może to następczyni Pani Norris!).
- A może dałabym Cię Alexowi w prezencie świątecznym, co? – uśmiechnęła się i wyobraziła sobie Halla tulącego puchatą i trochę przerośniętą kulkę, która przypominała jej żbika.
Podrapała Emanuela Kota za uchem, co chyba całkiem mu się spodobało, sądząc po wydawanym przez niego mruczeniu.
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Nie 06 Mar 2016, 22:09

Nie poruszyła się dopóki Felicia przy niej nie usiadła. Oczywiście wyczuwała jej obecność, słyszała nadchodzące kroki, jednakże nie miała ochoty poruszyć łapą, aby się przywitać. Postawiła uszy i poruszyła nosem, wygrzewając w słońcu futerko. Plamek zajmował się sobą, a Emek korzystał otwarcie z czułości oferowanej przez znaną sobie gryfonkę. Który kociak nie lubił głaskania?
W każdym bądź razie, usłyszawszy groźbę Felicii, szary żbik otworzył ślepia. Jo nie potrafiła się zabrać do zwierzenia się jej z animagii. Pochwalenie się było proste, ale czy starczy jej odwagi? Minął już czas, gdy Jo nie przejmowała się światem, a tylko parła naprzód, za nic mając cudze spojrzenia. Demonstrację odkładała na później od paru miesięcy. Którekolwiek "później" było zawsze za wcześnie bądź nieodpowiednim momencie. Na ironię, Alex o niej wiedział, zaś Felicia nie. Lubiła Alexa, co nie oznaczało, że chciałaby być jego kotem. "Słyszała" od jego prawowitego rudego kota o pozostawionych na tydzień pod łóżkiem skarpetkach, które o mało co nie zaczęły żyć własnym życiem. Żbik podniósł zad, następnie resztę ciała i przeciągnął się, strosząc sierść na kręgosłupie. Otworzył pyszczek szeroko i ziewnął, a następnie spojrzał na swych towarzyszy. Niema komenda "Na trzy czte-ry zmasowany atak!". Trzy miauknięcia i trzy kociaki rzuciły się równocześnie na Felicię - Plamek na głowę, Emek na ramiona, zaś Jo położyła przednie łapy na wysokości obojczyka przyjaciółki i pozwalając kocim instynktom wziąć górę, próbowała pochwycić jej wisiorek. Puchaty atak szczęścia był odpowiedzią na czcze pogróżki oddania pod skrzydła Alexa-który-zapomina-o-swoich-skarpetkach. Zaprawdę, Jo wolałaby nie wiedzieć o tak intymnych szczegółach kochanego nauczyciela, aczkolwiek w jaki sposób nie śmiać się słysząc takie uwagi od własnego pupila?
Żbik unikał patrzenia prosto w oczy Felicii. Wprawny obserwator dostrzegłby w ślepiach srebrnego żbika świadomość, cwane przebłyski, a przede wszystkim skojarzyłby barwę i wyraz ślepi z oczami Jo, bowiem niewiele kotów mogło chwalić się niebieskimi tęczówkami.
Zobacz profil autora
Felicia Dobrev
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Sro 09 Mar 2016, 18:06

Żbik jakby zrozumał słowa Gryfonki. Podniósł się i nastroszył dając chyba do zrozumienia Dobrev, że jej pomysł wcale się mu nie spodobał. Co prawda Felicia bardziej znała się na psowatych, ale była pewna, nawet ze swoją mało imponującą wiedzą na temat kotów, że te raczej nie są tak rozumne, jak niektórym się wydaje i owszem, rozumieją proste komendy, ale raczej nie sens pełnych zdań. Reagują bardziej na ton głosu niż na same słowa. A mimo groźby, jaką rzuciła, jej głos był dość przyjemny z uwagi na to, że to był żart (sama by wzięła to cudo, zamiast dawać je Hallowi!).
Nie mogła się nad tym długo zastanawiać, bo urocze małe kulki skoczyły na nią w tym samym czasie, jakby ustaliły to między sobą. Emek, którego przed chwilką obdarowywała przyjemnym drapaniem i głaskaniem, skoczył na jej barki. Był na tyle leciutki, że nie odczuła zbytnio jego ciężaru, ale gdy Plamek znalazł się na głowie Felicii, odebrała to już inaczej. Kot szarpnął za włosy dziewczyny, która szybkim ruchem ręki zgoniła go z siebie i pogroziła palcem za takie praktyki. Największy ze zwierzaków natomiast pacnął łapką w jej wisiorek, jakby chciał go złapać. Dobrev nie bardzo lubiła, gdy ktokolwiek dotykał się do prezentu od ojca, ale nie zareagowała - w końcu był to tylko żbik, który nie mógł go zepsuć.
- Ciekawe, jak masz na imię? - zapytała bardziej siebie, niż jego (a raczej animagiczną wersję Jo). Postanowiła, że nada mu je sama!
- Nazwałabym cię... Selene - powiedziała, zerkając to na żbika, to na łańcuszek z motywem księżyca. Imię pochodziło od greckiej bogini lunarnej i wybrała je z oczywistego powodu zainteresowania srebrnym rogalikiem na szyi Fel. Zresztą i kolor futra myszołapa przywodził jej na myśl właśnie tego małego satelitę.
- Podoba ci się? - dodała, kierując już słowa do malucha, gdy cała gromadka jakby się powoli uspokajała (a może tylko tak się jej zdawało).
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Nie 13 Mar 2016, 10:53

Gromadka pchała się na kolana, a żbik nad nimi górował. Gdyby Jo mogła, roześmiała się usłyszawszy imię, które Felka chciała jej nadać. Och nie, Jo nie była zwierzątkiem domowym! Otarła się główką o obojczyk przyjaciółki, mimowolnie mrucząc. Podejście ludzi do nietypowej kociej gromadki było bardzo interesujące. Wiele osób uważanych za twardzieli miękło, o czym wielokrotnie zdążyła się przekonać. Spójrzmy prawdzie w oczy, kociakom nie można się oprzeć. Mięciutkie szczęście tulące się i pchające w ramiona musiało zostać skomentowane uśmiechem. Nikt nie mógł się temu oprzeć, bo w jaki sposób? Kociakom?
W pewnym momencie koty zeskoczyły jeden po drugim z Felki na podłogę. Wydarzyło się to tak niespodziewanie, że trudno było się nie uśmiechnąć. Zachowały się jak typowe koty kończąc kategorycznie czas na pieszczoty. Plamek miaukał dotknięty do żywego ściągnięciem z wygodnych włosów, idealnym miejscu do drzemania. Emek jak zawsze prezentował się arystokratycznie i ignorował Felicię, zupełnie jakby minutę temu nie ocierał się futrem o jej brzuch. Jeden za drugim, cała armia kotów pobiegła, odeszła sobie i zniknęła z pola widzenia Felici. Wyszła innym korytarzem, nie oglądając się za siebie. Dokładnie minutę później dało się usłyszeć czyjeś kroki.
- O, Felka. Czy ty widziałaś właśnie te moje kociaki? Szukałam ich po całym Hogwarcie, a wyminęły mnie jakbym była posągiem goblina. - na korytarzu pojawiła się uśmiechnięta i niewinna buzia Jolene. Przy każdym lekkim kroku włosy podskakiwały na jej ramionach, a oczy świeciły blaskiem. Panna Dunbar była świetną aktorką i perfekcyjnie udawała niewinny wyraz twarzy. Puchonka usiadła na parapecie przy przyjaciółce i uśmiechnęła się szeroko, przypominając sobie jak chciała ją nazwać.
- Plamek rośnie jak na drożdżach. Miałam go komuś ofiarować, ale chyba nie mam serca, aby go oddać. Myślisz, że Filch nie będzie się domagał certyfikatu za Plamka? - zapytała, mając w pamięci masowe wezwania tuż przed początkiem roku szkolnego. Jak to się nazywało? Hogwardzki Spis Futrzasty. Rejestr pupilów wprowadzanych do szkoły, ich ilość, masa... och, to było traumatyczne przeżycie zarówno dla zwierzaków jak i właścicieli.
Zobacz profil autora
Felicia Dobrev
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Wto 15 Mar 2016, 18:01

Jak to szło? Pies sądzi, że jesteś jego panem, kot natomiast, że on jest twoim?
Wcale się nie zdziwiła, jak urocza, puchata gromadka oznajmiła w sposób dość dosadny, że nadszedł koniec głaskania i tulenia. To one tu rządziły i dytkowały warunki, Felicia nawet nie prostestowała, śmiejąc się pod nosem. Rozbawiło ją to, jak bardzo przewidywalne są kociaki Jolene, nie próbowała więc ich zatrzymać, gdy postanowiły zmienić miejsce pobytu i czmychnęły korytarzem, by po chwili zniknąć za zakrętem pozostawiająć po sobie jedynie krótkie miauknięcia.
Jako, że nie zamierzała zostawać tutaj sama, podniosła się, otrzepała ubranie i ruszyła w tym samym kierunku, co zwierzaki. Zbliżała się do bocznego holu, gdy nagle wyskoczyła z niego panna Dunbar we własnej osobie. Gryfonka podskoczyła, bo choć słyszała dochodzące z oddali kroki, nie spodziwała się, że ktoś idzie właśnie tutaj.
- A, tak. Wiesz, jak to koty. Chodzą własnymi ścieżkami, kto je zrozumie – odpowiedziała kompletnie nieświadoma, że do tej gromadki należała jej serdeczna koleżanka. - Nie martw się, Jo. W najgorszym wypadku ukryjemy go pod łóżkiem. Albo gdyby było naprawdę źle, porwiemy panią Norris i to my będziemy dyktować warunki, o – przedstawiła plan A i plan B, gdzie ten drugi kusił ją zdecydowanie bardziej.
Felicia, choć nie była głupia, nie zorientowała się do tej pory, jakie zdolności posiada znajoma Puchonka. Gdyby odkryła, że ta ukrywała przed nią animagię, na pewno trochę by się dąsała, ale szybko by jej przeszło – nie lubiła, jak się ją oszukuje, ale to było co innego. Każdy miał prawo mieć tajemnice i mówić o nich tylko tym osobom, którym chciał. Nie jej było oceniać. Jedno było natomiast pewne – Dobrev zapadłaby się chyba pod ziemię przypomniawszy sobie, że chciała nadać imię przyjaciółce, w dodatku tak różniące się od tego, jak postrzegała jej ludzką formę. Jolene była bowiem bardziej słońcem rozświetlającym mury szkoły, niż księżycem o chłodnej tarczy.
- Wracasz do domu na święta? – zapytała Dunbar, bo w sumie dużo z jej znajomych opuszczało na ten czas Hogwart. Ona jednak pozostawała w szkole, cała jej „rodzina” była w końcu tu, na miejscu. Gdyby Jo nigdzie się nie ruszała, Felka mogłaby zaprosić ją na Wigilię w Dziurawym Kotle, gdzie na pewno by się nie nudziła!
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Wto 22 Mar 2016, 18:25

Dzięki animagii więź z kociakami utrwaliła się, co Jo nader doceniała. Chadzając u boku Emanuela Kota poznała świat kocimi oczętami. Nauczyła się odróżniać poszczególne miauknięcia, odmiany mruczenia, zaczęła polegać na wąsach i słuchu. Z niesłychaną prędkością pokochała wskakiwanie do kufrów czy torebek. Z kocią gracją prześlizgiwała się między nogami i rękoma uczniów, piszczących z zachwytu na widok srebrzystego żbika. Emanuel Kot stał się nie tylko bliskim przyjacielem, a również nauczycielem. Winien napisać książkę "Jak zostać kotem? Emanuela Kota spod skrzydeł Jolene Dunbar. Wprawdzie niewiele osób mogłoby opanować umiejętności i porady śnieżnobiałego kocura, aczkolwiek próbować nie zawadzi. Ostatnimi czasy Jo czuła się bardziej kotem niż człowiekiem. Na czterech łapach świat był jaśniejszy, żywszy, bardziej interesujący. Nie liczyło się nic poza odpoczynkiem, jedzeniem i zabawą. Nie sposób nacieszyć się takim życiem, gdy wszyscy wokół kochają kota, pragną go pogłaskać, przytulić, dotykać. Ludzie mogliby bardzo wiele nauczyć się od kocurów, gdyby tylko potrafili przysiąść i posłuchać.
- Porwanie pani Norris jest chyba niebezpieczne. W zeszłym roku jeden z puchonów z młodszego rocznika porwał się na to i wiesz, ush, ześwirował. - zagryzła zębami dolną wargę. Zastanawiała się czy misja miałaby szansę powodzenia, skoro po swojej stronie ma armię kotów.
- Ostatecznie mam nadzieję, że nie obraziłby się, gdybym go chwilowo przetransmutowała w rękawiczkę. Filch jest ślepy i nie zorientowałby się w czarach. - podsunęła pomysł na przyszłość, odnajdując dobre rozwiązanie w swym jedynym talencie - transmutacji. Najlepiej by było, aby woźny nie zainteresował się dodatkowymi czterema łapami przemykającymi przez szkolne korytarze. Skoro kochał panią Norris, ta miłość winna choćby w najmniejszej cząsteczce przekładać się na resztę rasy.
- Tak, wracam. - odparła, wzdychając. Oparła kręgosłup o zimny filar. - Moi rodzice są mugolami i dostali w ręce Proroka Codziennego. W każdy poranek otrzymuję listy, w których namawiają mnie do porzucenia nauki. - Puchonka wykrzywiła się w smutku. Tylko w Hogwarcie czuła się kimś więcej niż głośną panienką Dunbar. W murach zamku była animagiem, czarodziejką, była sobą w stu procentach. W Cardiff zaś była jedną z wielu, nie wyróżniającą się z tłumu.
- A ty pewnie z tatą święta, tak? - zagaiła, pamiętając o prestiżowym zawodzie Łowcy Wilkołaków.
Zobacz profil autora
Mistrzynie Papużki
avatar

PisanieTemat: Re: Arkada   Sob 26 Mar 2016, 19:49

//B.

Przypadki mają to do siebie, że chodzą po ludziach. Choć niektóre zdecydowanie bardziej wolą tańczyć, wpadać z dzikim okrzykiem lub po prostu się przydarzać, całkowicie ignorując czyjąkolwiek obecność. Szczególnie, jeśli mówimy o przypadkach, jakie można napotkać wśród starych murów Hogwartu.
Przypadki przez duże P.
Zapewne powodowane instynktem, kocie stadko Jolene sprytnie omijało wszystkie niepokojące pęknięcia, obluzowane płyty czy znikające stopnie - ich właścicielka z uwagi na swoje ludzkie ułomności, nie miała na tyle finezji. Wychodząc zza zakrętu, panienka Dunbar nadepnęła nie na tę płytkę co trzeba, uruchamiając stare zaklęcie. Nie bacząc na fakt, że dwie uczennice mogły chcieć spokojnie porozmawiać, magia zabulgotała pod podłogą, wydając dźwięk przypominający coś spływającego wyjątkowo długą rurą, a potem w powietrze podniosły się leniwe kulki żółtego światła wielkości zaciśniętej pięści. Kulek było całe stadko - przeciskały się przez przestrzenie między płytami, kołysząc w powietrzu jak dmuchawce.
Jeśli któraś z dziewcząt odważyła się dotknąć drgającej, jasnej kulki, wydawała ona dźwięk podobny do dzwonienia dzwoneczków i przylegała do skóry, łaskocząc jak delikatny puszek.

_________________

knujo nieprzerwanie wiele niedobrych rzeczy
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Arkada   

 

Arkada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: Na drugim końcu korytarza, który już istnieje :: Wieże
-