IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Warsztat Tkacki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Warsztat Tkacki   Pon 29 Cze 2015, 20:53




Niewielka klitka ukryta pod schodami. Nic nie strzeże tego pomieszczenia wypełnionego cennymi, ale niedokończonymi gobelinami. Na środku stoją krosna, a wszystko wskazuje, że właśnie na nich przygotowano większość arrasów, które można zobaczyć w Hogwarcie. W rogu stoi skromne łóżko pod którym stoi zamknięty kuferek. Szybę w oknie zastąpiono witrażem, więc pomieszczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone. Uważajcie, drodzy goście, żeby się o coś nie potknąć.


klik

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Mistrzyni Proxy
avatar

PisanieTemat: Re: Warsztat Tkacki   Sro 01 Lip 2015, 21:02

Drzwi od warsztatu tkackiego były otwarte, na oścież, widocznie przeciąg już dawno zrobił swoje i nie przejmował się zasadami savoir vivre pokroju zamykania za sobą drzwi. Pomieszczenie było niewielkie, stojące w rogu Krosna miały nadal nałożony, niedokończony gobelin z wizerunkiem dzika. Jedno z jego oczu było białe, drugie natomiast pozłocone drogą nicią, której blask zachował się przez te wszystkie lata. Na łóżku leżały nadal kawałki postrzępionego prześcieradła. Na podłodze, zaraz przy progu leżało dwukierunkowe lusterko, wcale nie takie małe, bo rozmiaru niewielkiego notesu. Na parapecie leżała także przypominajka, non stop świecąca się na czerwono. A może to było po prostu światło padające przez witraż?

Drzwi od wewnątrz.:
 

Stolik przy łóżku.:
 

_________________


Ja i mój Niby Kot.
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar

PisanieTemat: Re: Warsztat Tkacki   Czw 16 Lip 2015, 17:02

Podróż do warsztatu tkackiego nie zajęła znowu tak mało czasu. Niepewnie pląsały między kolejnymi pomieszczeniami, zamkniętymi lub nie, przerażającymi czy najzwyczajniejszymi na świecie. Czym głębiej wchodziły w nieznane pokoje i korytarze, tym większą odczuwały obawę – nic poza złowrogim świstem wiatru i skapującej gdzieniegdzie wody nie dochodziło do ich lekko zaczerwienionych od chłodu uszu. Zajęło im całe pół godziny by dojść do miejsca, do którego zmierzały; podróż okazała się trudna, ale nie aż tak, jak podejrzewały. Rose dziękowała w duchu, że nie natrafiły po drodze na obcych, duchy czy niebezpieczne stworzenia. Co krok, w mroku, wydawało jej się, że coś się porusza, ale zwaliła to na palący się w niektórych miejscach ogień i rzucany przez niego cień. Gęsia skórka zaprzyjaźniła się z panną Rabe na dobre, nie opuszczając jej nawet na sekundę, podobnie jak uniesiony w gotowości nadgarstek. Irisviel nie obchodziła jej prawie wcale, właściwie teraz nie zrobiłoby jej różnicy, gdyby nagle zniknęła. Ludzie wyjątkowo mocno okazali się irytować ją w takich sytuacjach.
Gdy wreszcie przekroczyła próg warsztatu, co wywnioskowała przez wszechobecne tkaniny, uderzyła ją wyjątkowo silna duchota. Wydało jej się to odrobinę nienaturalne, w końcu pokój przez cały czas narażony był na przeciąg, toteż powietrze zdawałoby się powinno być czyste jak łza. Specyfika rozdziewiczanych miejsc była niepokojąca.
Pierwsze, co zwróciło jej uwagę to dzik na gobelinie – kolejna nieuzasadniona rzecz, w której znalazła coś niewłaściwego. Przyglądała się przez kilka sekund białemu i złotemu oku, ale postanowiła nie zawracać sobie taką drobnostką głowy. Podniosła notatnik leżący na szafce przy łóżku i przeczytała, tym razem w myślach. Zastanawiała się przez moment, czy nożyk leżący nieopodal do czegoś może się przydać – miała jednak różdżkę, więc tak prymitywne urządzenie jej się raczej na nic nie zda. Przypominał trochę scyzoryk, którym Spencer wygrawerował na niej te litery; z dreszczem przejechała po udzie, wyczuwając pod materiałem szaty niemałe wybrzuszenia. Potrząsnęła głową, nie chcąc pamiętać o tym dłużej, a wtedy jej wzrok przykuła świecąca na czerwono przypominajka. O ironio.
- A więc zapomniał… - szepnęła pod nosem, przypominając sobie tekst przeczytany w dzienniku. Z minuty na minutę zaczynało robić się coraz ciekawiej i bardziej intrygująco. Rosalie nawet, jeśli by chciała, nie potrafiłaby się oprzeć rozwiązaniu zagadki do końca. Odłożyła zapełnioną krwistą mgłą kulę na jej miejsce i podeszła do odbijającego blask lusterka. – Fairchild, patrz. Lusterko dwukierunkowe. Może…może wymówimy jej imię? – wizja ujrzenia twarzy kobiety nieco ją przeraziła. Nie chciała jej zobaczyć, pomysł ten był głupi i absurdalny, zresztą. Margo na pewno już dawno nie żyje, skoro taki wszędzie kurz. No i nie wiadomo do kogo należy druga połówka… rezygnując z pomysłu wsunęła przedmiot w kieszeń szaty. Z lekkim trudem, w końcu miała już tam kilka przedmiotów. Żałowała, że nie miała ze sobą skórzanej, niezniszczalnej torby.
Wstała z kolan i kontynuowała badanie pokoju – przyglądała się wszystkiemu bardzo dokładnie, coby przypadkiem czegoś istotnego nie przeoczyć, aż doszła do drzwi, na które wcześniej nie zwróciła uwagi.
- Mapa. Ona wyryła tu mapę, założę się o zapas słodyczy na rok, że o tym miejscu pisała w liście! – zachłysnęła się niemalże powietrzem. Czuła takie podniecenie, że jeszcze moment, a niedaleko by jej było do wybuchnięcia. – niestety, zajęcia z przetrwania sobie odpuściłam i ciężko idzie mi rozszyfrowywanie takich map… - bez ceregieli przyznała się do słabości. Za bardzo ciekawiło ją, to jest tam zakopane. – może ty sobie poradzisz? – spytała, zakładając ręce na piersi i z wyzywającym spojrzeniem patrząc na młodszą Ślizgonkę. Oby nie zawiodła, bo wtedy pogadają sobie inaczej. Rosalie i tak była dzisiaj za miła.
Zobacz profil autora
Irisviel Fairchild
avatar

PisanieTemat: Re: Warsztat Tkacki   Sob 18 Lip 2015, 22:53

Opuszczenie domniemanego przez Irisviel pomieszczenia dla służby było proste, szybkie i przyjemne. Dziewczyny mniej więcej wiedziały już jak wygląda, więc dojście do drzwi i wyjście na korytarz przebiegło sprawnie, tym bardziej, że oprócz światła z różdżek, radośnie świecił im księżyc przez przeszklony sufit. Nawet chyba już nie było strachu w serduszku panny Fairchild, a jedynie zaciekawienie, co takiego zostało ukryte w tych ciemnych korytarzach i pomieszczeniach. Oczywiście podskakiwała na dźwięk zatrzaskujących się drzwi od przeciągu, albo niezidentyfikowanego trzasku, jednakże nic dziwnego się nie zdarzyło, ani tym bardziej groźnego dla ich zdrowia. Dziewczyny błądziły więc trochę, szukając jakiegokolwiek pomieszczenia, które pasowałoby do ich podejrzeń iż w tymże skrzydle znajduje się pracownia tkaczki. Aż w końcu doszły do jednej z wież, a w niej, do ukrytego warsztatu.
Otwarte na oścież drzwi przykuwały wzrok, dlatego przekroczyły jego próg zdecydowanym krokiem, z różdżkami uniesionymi w górze. Każda z nich indywidualnie rozglądała się i przeszukiwała pomieszczenie. Dla młodszej ze Ślizgonek wyczuwalna była tutaj magia. Może dlatego dotykała niektórych z arrasów, rozpoznając w nich ewentualne siostry tych gobelinów, które już w zamkowych korytarzach wisiały. Wszędzie było pełno kurzu, który powodował dziwny zaduch w pomieszczeniu, a witraż w oknie niezdrowy poblask światła, który w tychże warunkach był lekko niepokojący.
Dzik na gobelinie owszem, przykuwał wzrok. Irisviel nawet dałaby sobie rękę uciąć, że skądś go kojarzyła, tak bardzo nie do podrobienia wzrok różnokolorowych oczu. Było to raczej mylne wrażenie, przynajmniej jej zdaniem, dlatego szybko wyrzuciła niepokojące myśli z głowy i dalej rozglądała się po pomieszczeniu.
Obejrzała się na Rosalie, która zaczęła się kręcić wokół przedmiotów na stoliku. W pierwszym odruchu również chciała tam podejść, ale jej uwagę przykuło zadrapanie na drzwiach, które było ledwo widoczne, kiedy były otwarte do wewnątrz, dlatego podeszła do nich i zamknęła je. Jej oczom ukazała się mapa, co do tego nie miała wątpliwości. Wszędobylskie pirackie krzyżyki dostały się nawet tutaj. Zignorowała słowa Rabe, pokazując jej swoje znalezisko ruchem dłoni.
-To jest zapewne Zakazanym Lasem – przejechała dłonią po wyrytych liniach, które zapewne mogłyby robić za profil samego Czarnego Pana, a znajdowały się przy prawej krawędzi rysunku. – To podejrzewam jest fragment zamku, a to tutaj – wskazała palcem na krzyżyk znajdujący się w półokręgu – to musi być to miejsce. Warsztat Tkacki umieszczony w wieży. – mruknęła pod nosem i rozejrzała się. Drugi krzyżyk wskazywał na coś co znajdowywało się w Lesie, ale w jakim jego fragmencie? Przecież Las był ogromny. Miejsce znajdujące się naprzeciwko tej wieży. Tylko jaka to wieża?
I kiedy tak się zastanawiała, rozglądając się po pokoju, kiedy szukała wskazówek o co tutaj chodzi, jej wzrok znowu utknął na dziku zdobiącym gobelin. Złote i białe oko. Spojrzała jeszcze raz na mapę, a potem ponownie na gobelin. Kamień! W Zakazanym Lesie, zaraz przy jego krawędzi był kamień, który pośród uczniów siał grozę ze względu na swoje…OCZY. Plus jedna z krawędzi tegoż kamienia przypominała do złudzenia praw fragment mapy.
- Przy granicy Zakazanego z błoniami jest taki wielki kamień. Ogólnie sieje postrach. Myślę, że tam zakopali…no to co zakopali, albo tego. Nieważne. – była zbyt podekscytowana by się martwić konwenansami. Podeszła do stolika i zgarnęła z niego wszystko co się tam znajdowało - łącznie z lusterkiem, liścikiem, przypominajką i nożykiem. Wzięła dosłownie wszystko, bo nie wiedziała co może im się przydać. Po chwili wyszła z pomieszczenia, niezbyt czekając na reakcję Rose. Irisviel była ciekawa. Tak bardzo, że nie odczuwała zmęczenia, chociaż już z pół nocy minęło na ich włóczeniu się po tym skrzydle. A teraz jeszcze w swym szaleństwie szły do Zakazanego Lasu. Salazarze, miej je w swej opiece.

[z/t x2]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Warsztat Tkacki   

 

Warsztat Tkacki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Warsztat samochodowy i myjnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: Na drugim końcu korytarza, który już istnieje :: Wieże
-