IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Warsztat Karoc

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrzyni Proxy
Mistrzyni Proxy

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptyPon 29 Cze 2015, 20:52

Warsztat Karoc 2ynkodl

Niepozorne pomieszczenie jest nieco zaciemnione przez bluszcz zarastający prawie wszystkie okna. Pełno tutaj podejrzanych mechanizmów i jakby w pośpiechu rozrzuconych narzędzi, które po dłuższych oględzinach okazują się być niezbędne do naprawy kół czy osi wozów. W rogu stoi zniszczona nieco karoca w kolorze ciemnego drewna, przechylona na jeden bok odrobinę smętnie. Przez potężne, drewniane drzwi wdziera się do środka odrobina światła, jednak nie tak łatwo je otworzyć...



_________________

Warsztat Karoc 2lv0cps
Ja i mój Niby Kot.
Amycus Carrow
Amycus Carrow

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptyPią 30 Lis 2018, 19:59

Nie przypominało to żadnego z dotychczasowych pomieszczeń, jakie w swoim życiu obejrzał. Podczas licznych przeprowadzek między rodzinnymi posiadłościami mógł ich naoglądać naprawdę wiele, jednak żadne z nich nie równało się z graciarnią, do jakiej zaprowadziły go nogi. Prędzej przypominało to strych ojca Yumi, podczas nieszczęsnego spotkania z boginem niż miejsce, które miało znajdować się w szkole. W dodatku o tak potężnej renomie jak Hogwart!
Amycus przesunął leniwie prawą dłonią po zakurzonym kawałku drewna, który okazał się osią do karocy i zmiażdżył nieśpiesznie pyłki kurzu, rozcierając je o opuszki palców. Jego spojrzenie utkwione było gdzieś daleko poza materialnymi gratami, a umysł doszukiwał jakiegoś schematu w tym bałaganie. Jako osoba posiadająca sporo cech pedantyzmu czuł delikatny dyskomfort podczas przebywania w tym pomieszczeniu. I tylko jego mroczne, głęboko schowane myśli pozwalały mu w beznamiętny sposób przesuwać spojrzeniem po kolejnych elementach budowy karoc. Narzędzia rozrzucone po podłodze błagały o odświeżenie, a wyobraźnia chłopaka widziała dla nich zdecydowanie bogatsze zastosowanie niźli uderzanie o kawałek spróchniałego drewna.
Po prostu stał, nie czekając na nic ani nikogo, podświadomie sącząc chwile wszechotaczającej ciszy, przerywanej jedynie dźwiękiem wiatru bądź skrzypienia. Ubrany był jak zwykle w Ślizgońskie szaty, które nosił z dumą i czcią. Jedyny element dopełniającego jego wygląd był niewielki skrawek bandażu owijającego prawą dłoń. Akurat ta, którą chwilę wcześniej ścierał kurz.
Vincent Pride
Vincent Pride

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptySob 01 Gru 2018, 17:59

Kolejny dzień, kolejny lawirowanie w poszukiwaniu miejsc, których położenie nie stanowiło tajemnicy dla kogoś tak niematerialnego jak Vincent. Powoli zaczynał tracić rachubę czasu. Jasno, ciemno, jasno, ciemno, lekcje, Filch, lekcje, Filch. I tak w kółko o ile ktoś się nie wybije w tej rutynie. Już zdążył zdać sobie sprawę, że jego narzekanie od czasu do czasu jest trochę przekłamane, bo w głębi ducha - heh - wiedział, że nie zamieniłby bycia martwym na nic innego. Mimo to okazje do zabawy zdarzały się raz, może dwa na miesiąc, a to już nie było przyjemne. Nikt nie lubi się nudzić, szczególnie duch, który nie prześpi się, by mu czas szybciej leciał. Zabawy skalpelami stawały się coraz łatwiejsze, ale zaciągnięcie kogoś siłą, by robił za żywego modela anatomii znacznie przekraczało jej możliwości. Wiwisekcje, tortury, eksperymentowanie z zastosowaniami poszczególnych części ludzkiego organizmu. Jedni tęsknią za domem, ojczyzną czy ukochaną - Pride właśnie za tym. Dlatego też spędzał jak najwięcej czasu latając to tu, to tam. Byle tylko nie siedzieć w jednym miejscu i zostawać ze swoimi myślami zbyt długo, bo wracała nieprzyjemna frustracja. Tak też znalazł się w tym osobliwym pomieszczeniu, który bez zbędnych ceregieli można było nazwać graciarnią pierwszego kalibru. Bezszelestnie spacerował, przenikając przez część porozrzucanych przedmiotów. Zajął się szukaniem przydatnych skarbów, w końcu kto wie, gdzie uczniowie chomikują dziwne dzienniki czy kradzione kieszonkowe. Informacje to potężna broń.
Tkwił w tej ciasnej samotni dobrych kilka godzin, przyzwyczajając się do jej ciszy, pozwalając by wypełniła każdy zakamarek jego umysłu. To odprężało, koiło zszargane nerwy nieboszczyka i miał wrażenie, że dzięki temu może nareszcie odetchnąć. Nic dziwnego, że każde wtargnięcie w tę strefę komfortu zostało szybko zauważone. Zmarszczył brwi, początkowo niezbyt zadowolony z towarzystwa. Jak się jeszcze okaże, że to jakaś para, której skończyły się składziki na miotły to zaklinał się na wszystkie grzechy główne, że wykorzysta całą swoją siłę woli, by przynajmniej jedno z nich trafiło do skrzydła szpitalnego w stanie krytycznym, a śmiech poltergeista powracał w koszmarach sennych przez następne trzy pokolenia.
Uniósł się wyżej, płynąc pod samym sufitem, by lepiej odnaleźć intruza. Dobra wiadomość - niewyżytej dzieciarni ani śladu. Jeszcze lepsza wiadomość - najniższe kręgi piekielne najwyraźniej czuwają nad nim, a sam Loki udzielił błogosławieństwa, gdyż oczom Vincenta ukazała się postać Ślizgona, o którym prawie zapomniał ostatnimi czasy. Może to przez to, że panienka Carrow zaczynała go poważnie rozczarowywać i wyparł z pamięci, że tej puli genowej mogło być więcej? Miał niesamowitego pecha i nie natknął się na Amycusa przez tych kilka miesięcy? Manipulowanie naiwnymi dziećmi czasem za bardzo go pochłonęło? Ciężko stwierdzić, ale chwała książętom piekieł, że zesłali mu perspektywę rozrywki. Miał tylko nadzieję, że ta połowa rodzeństwa nie zniszczy jego marzeń o kreatywnym spędzaniu wieczności - a przynajmniej następnych kilku miesięcy.
Przysiadł za plecami Carrowa, nieznacznie powyżej linii wzroku Ślizgona. Przywołał na usta stonowany jak na siebie uśmiech, choć nawet w półprzezroczystej formie można było mieć wrażenie, że oczy Pride'a iskrzą z ekscytacji.
- Nie spodziewałbym się odwiedzin w tak zapomnianym miejscu. - zaczął lekkim tonem, a nieruchome oczy eks-Ślizgona obserwowały postać przed nim. Podświadomie przypominał sobie położenie najważniejszych punktów witalnych w ludzkim ciele, a wyobraźnia tęskniła za czerwienią świeżej krwi - najlepiej gwałtownie rozpryśniętej na podłodze lub ścianie. - Nie spodziewałem się gości, ale skłamałbym, gdybym ocenił to jako niepożądany punkt programu. Zbyt mało jest tutaj osób, które nie nudzą mnie na śmierć - a w obecnym stanie to nie lada wyczyn, choć przykry.
Westchnął i nie było w tym grama teatralności - nie dlatego, że z Vincenta był taki świetny aktor, lecz ubolewanie poltergeista należało obecnie do częstej i jak najbardziej autentycznej reakcji.
- Gdybym chociaż mógł samodzielnie rozwijać swoje pasje. - mruknął jeszcze pod nosem, świadomy, że Amycus usłyszy każde słowo. Oparł łokieć o jeden z gratów, a głowę lekko przechylił, podtrzymując ją obleczonymi w rękawiczki palcami. - Cóż cię sprowadza do tej graciarni, Amycusie? - dodał już głośniej.
Amycus Carrow
Amycus Carrow

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptySob 01 Gru 2018, 18:26

Zanim zdał sobie sprawę z obecności dodatkowej osoby w pomieszczeniu, było zdecydowanie zbyt późno na jakąkolwiek reakcję. Co prawda wchodząc do pomieszczenia dokładnie zerknął w miejsca stanowiące potencjalną kryjówkę dla zbiega – dlaczego jednak miał zaprzątać sobie tym głowę dłużej, niż to potrzebne? Stary warsztat karoc stanowił pewną dozę zakazanego owocu, do którego wstęp miało nieliczne grono. Ewidentnym brakiem bytności kogokolwiek był kurz osadzający się na zapomnianych narzędziach oraz barykada uczyniona z mosiężnych drzwi, których otwarcie stanowiło dla młodego Carrowa niewielkie wyzwanie.
Niespiesznie odwrócił głowę w kierunku źródła nieoczekiwanego dźwięku, zsuwając w końcu obandażowaną dłoń z kawałka pękatego drewna.

- Niektóre miejsca powinny pozostać zapomniane... – ton głosu Amycusa dawał wiele do życzenia, jednak rozmowy z duchami nie stanowiły dla niego żadnych podwalin do niepokoju. Wyprane z emocji, pozbawione jakichkolwiek namiętności słowa zostały owinięte skrzętnie upajającym szeptem, będącym kontynuatorem nonstalgicznej ciszy jaka zapadła jakiś czas temu w pomieszczeniu.
W końcu chłopak odwrócił się bokiem w kierunku nieznanego mu dotychczas ducha, a prawa dłoń spokojnie powędrowała na porozrzucane niedbale narzędzia rzemieślnicze. Oh, jakaż to strata, gdy leżały zakurzone i zapomniane.

- ...przynajmniej dla większości – dokończył tym samym tonem co uprzednio, podnosząc podbródek nieznacznie wyżej, aby przyjrzeć się jegomościowi z większą uwagą. Ignorancja w stosunku dla ducha ze złą energią mogłaby przynieść mu nieprzyjemne konsekwencje, a chwilowo wolałby nie poszerzać swoich horyzontów związanych ze śmiercią.
Przede wszystkim w oczy rzucił mu się czarny ubiór i nietypowe rękawiczki, jednak brak jakiegokolwiek emblematu uniemożliwiało przypisanie istoty do któregoś z domów. Amycus był przekonany, że ma do czynienia z eks-uczniem, ponieważ jedynie idiota nie dostrzegłby młodości widocznej w pożądliwie płonących oczach ducha.
Puścił mimo uszu większość słów z wypowiedzi nieznajomego – przynajmniej takie sprawiał wrażenie, przenosząc leniwie spojrzenie w kierunku zębatego koła przeżartego przez czas pomarańczowym odcieniem rdzy. Niespiesznie podniósł przedmiot na wysokości klatki piersiowej, aby zaraz podnieść spojrzenie w stronę mieszkańca warsztatu.

- Ciekawość – krótka odpowiedź z całą pewnością usatysfakcjonowałaby jedynie trupa, który nie posiada własnego intelektu. Amycus badał rozmówcę, zastanawiając się na ile cnota cierpliwości opuszcza ciało wraz z ostatnią namiastką życia. Rozmowa z duchem zapowiadała się interesująco, chociaż na twarzy Ślizgona nie można było dostrzec choćby grama emocji. Ciemne oczy pozostawały matowe, niewzruszenie obserwujące otoczenie.

- Hogwart skrywa tajemnice, które... – urwał powoli, odkładając w międzyczasie podniesioną uprzednio zębatkę. - …nie powinny zostać opuszczone, kryjąc w sobie pewnego rodzaju bogatcwo.

Ponownie podniósł wzrok na nieznajomego chłopaka, próbując odnaleźć jego twarz w gronie dalszych krewnych. Kuzyn z trzeciego pokolenia wstecz? Nazwisko zdecydowanie naprowadziłoby jego tory myślenia na właściwy kierunek, jednak Amycus nie należał do osób bezpośrednio idących do celu. Lubował się – ha, jakże dziwnie to brzmi w odniesieniu do męskiej połówki Carrowów – w mozolnych doprowadzaniu do rozwikłania zagadki, pozwalając sobie na błądzenie i zdobywaniu w ten sposób nowych, kluczowych informacji o danej personie.

- Czyż nie? – Ślizgon odwrócił się przodem w kierunku ducha, nie spuszczając z niego swojego niewzruszonego spojrzenia.
Vincent Pride
Vincent Pride

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptySob 01 Gru 2018, 19:13

Pride nie mógł pozbyć się przyjemnego mrowienia wzdłuż kręgosłupa, które zapewne stanowiło ostatki fantomowych reakcji martwego organizmu. Lubił to czuć i pielęgnował w sobie każde takie widmo życia, by przetrzymać je jak najdłużej nim rozpłynie się w niekończącej się ścieżce bytu niematerialnego. W obecnej sytuacji źródłem tego miłego urozmaicenia był jego rozmówca, sam Carrow, który zapewne nawet by się tego nie spodziewał. Poltergeist jednak nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że Ślizgon miał w swej prezencji wiele cech przypominających Spencera, którego to Vincent niesamowicie chciał poznać, a co zostało udaremnione nagłym zniknięciem Krukona. Zdawał sobie sprawę, że jego znajomość z wypranym z emocji uczniem nie zakończyłaby się najpewniej przyjaźnią przez zupełnie odwrotne proporcje emocji obojga - acz kontrast byłby wart spróbowania. Dlatego też, gdy pierwsze wrażenie jakie wywarł na nim Amycus okazało się takie nie inne, mało nie klasnął w dłonie i zaczął się śmiać. Całe szczęście lata praktyki w manipulacjach pozwoliły to ograniczyć do szerszego uśmiechu, który jeszcze niezbyt wiele zdradzał. No może wprawny obserwator z rozwiniętym instynktem wyczułby, że właśnie igra z tricksterem, ale wynaturzone hobby wciąż pozostawało w sferze tajemnicy.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - rzucił nonszalancko, pozwalając sobie na krótki śmiech i machnięcie ręką. Brzmiało to beztrosko, sympatycznie i nic nie świadczyło o szaleństwie. - Oprowadzić cię?
No może poza tym, gdyż Vincent zamierzał pozwolić sobie na nieco większą swobodę w ujawnianiu swojej prawdziwej natury. Robił to jednak urywkowo, na dosłownie sekundę lub dwie zrzucając maskę urokliwego jegomościa, mokry sen puchońskiego wolontariatu, by obserwator nie mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że nie ma przywidzeń. Tak też było w tym wypadku. Tylko przy ostatnim słowie po obliczu ducha przemknął cień, niczym wyrwa do samego serca piekieł, by zaraz przykryła ją makieta z niebiańskimi skrzydłami. Bardzo ciekawiła go reakcja Ślizgona, ile uda mu się wynieść z tego nieplanowanego spotkania. Pobawią się trochę kotka i myszkę i jeśli był inteligentny - a tak wolał zakładać - to zapewne właśnie też go analizuje. Wybornie, aż szkoda, że to nie gabinet psychoterapeuty, chętnie na koniec przeczytałby sprawozdanie - szczególnie sporządzone z takiej perspektywy.
- Biorąc pod uwagę jak wiele ciekawych miejsc, rzeczy ... i nie tylko skrywa ta szkoła - racja. Widziałem ciekawsze miejsca, aczkolwiek odkrywanie cudzych tajemnic zawsze wydawało mi się pożyteczne.
Jego wzrok padł na jeden z ostro zakończonych odłamków blachy, którego poszarpane krawędzie aż wołały o wypróbowanie na żywym ciele. Gdyby nie kurz to karmazynowe ślady zapewne pięknie by się komponowały z metalicznym błyskiem. Podniósł go, korzystając z wypracowanych pokładów siły woli, które pozwalały na chociaż tak małe zabawki. Obracanie ostrych narzędzi między palcami zawsze go bawiło.
- Tutaj akurat nie ma nic zbyt wartościowego poza świętym spokojem - trochę się zawiodłem. Skoro wykorzystano już najniższe kondygnacje to spodziewałem się czegoś adekwatnego na wyższych poziomach. Chociaż... - zamyślił się na moment, a kąciki jego ust zdradzały rosnące zadowolenie. - Samo odosobnienie tego miejsca mogłoby być niezwykle pożyteczne. Na wiele sposobów. Cisza jest dobra, ale czasem wręcz niewskazana. Dobrze jest wtedy twórczo ją przerwać.
Cały czas mówił obserwując krawędzie swojej nowej zabawki, dopiero na sam koniec kierując spojrzenie na Amycusa.
- Jak twórczy potrafi być ktoś taki jak ty?
Amycus Carrow
Amycus Carrow

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptySob 01 Gru 2018, 19:46

W pewnym momencie Amycus poczuł chłód dobiegający z prawej ręki, co było ewidentną oznaką ostrzeżenia. Lekceważenie istot takich jak duchy stanowić mogło dość nieprzyjemną konsekwencją w najmniejszym wypadku kończącą się wizytą w Skrzydle Szpitalnym. Niemniej jednak, Amycus przesunął palcami po zardzewiałej zębatce, nie opuszczając spojrzenia z nowopoznanego jegomościa. Któż bowiem wiedział, jakie tajemnice potrafi skrywać niespokojna dusza pozbawiona ciała? I jak daleko posunęło się w nim szaleństwo, gdzie została postawiona granica? Carrow czuł tlącą się powoli ekscytację, o której istnieniu zapomniał przez ostatnie trzy miesiące – kontemplując w ten sam sposób chlubne morderstwo przyrodniego brata Yumi. Ah, zdążył już zapomnieć, jakie to uczucie.
Wypuścił bezdźwięcznie powietrze, zaplatając ramiona za swoimi plecami w szykownej postawie, której nauczył się jeszcze jako dziecko. Będąc potomkiem spuścizny rodu Carrow posiadał w swoim arsenale nienaganne utrzymywanie zasad dobrego wychowania, jak również umiejętności, którymi nie lubił się przechwalać.

- Z niebywałą przyjemnością. Proszę – beznamiętna intonacja całkowicie przeczyła werbalnej kurtuazji nastolatka, jednak Amycus od dawna podejrzewał, że jego defekty prędzej czy później ujrzą światło dzienne. Podczas procesu demaskowania ich, nie widział żadnej roli ducha. Dlaczego więc miałby obawiać się przekazywnymi przez niego informacjami? Zignorował ostrzeżenie własnego ciała, skupiając się na przyjemnym ziarenku rosnącego pożądania.

Amycus dostrzegł cień trwający zaledwie mrugnięcie powiek, przebiegający po twarzy upiora. Niczego nieświadomy uczeń zbyłby tę mało istotną informację, zainteresowany dalszym rozwojem sytuacji – bądź zabrał swoje szlachetne cztery litery w bezpieczniejsze miejsce, gdzie mógłby korzystać w uroków wiosennego życia. Chłopak jednak nie należał do osób ignorujących detale. Dlatego zanotował w umyśle informację, iż ma do czynienia z silniejszym duchem niż początkowo podejrzewał – a to zaś mogło prowadzić do przyjemnie rozwijającej się relacji.

Upiór.

Tego Ślizgon jeszcze nie doświadczył. Mrowienie w trzewiach nasiliło się w momencie uniesienia ostrego przedmiotu, niechybnie wycelowanego w kierunku jedynej żywej istoty na tym piętrze. Amycus przesunął palcami po ukrytym w rękawie trzonie grabowej, niezwykle sztywnej różdżki. Wolał być przygotowany na wszystko, a swoje ciało z niezwykłą wręcz pielęgnacją szanował.
Twarz Carrowa nie drgnęła ani na moment. Żadnego cieniu strachu, najmniejszych oznak zaskoczenia. Nic. Jedynie pustka, przez którą prześwitywać zaczął słaby poblask pożądania.

- Informacja jest władzą – podsumował cały wywód upiora, przenosząc spokojne spojrzenie w kierunku wirującej powoli blachy. Postarał się o to, aby różdżka całkowicie pozostała ukryta w rękawie, a rozmówca nie poczuł się zagrożony. Oh, to było ostatnie, o czym myślał teraz Amycus.
Im więcej bowiem mówił upiór, tym silniej kosztował uczucie dławiące się lekko w jego trzewiach, sycąc nim pokłady bestialskiej natury.

- Ubogacająca rozmowa, upiorze – skwitował Amycus zanim jeszcze zostało zadane mu kluczowe pytanie polegające na rozwianiu większych wątpliwości. Grunt, po jakim oboje stąpali był niezwykle grząski i ciężko było określić, który z nich by się utopił.

Ah, no tak. Upiór jest martwy.

Nastolatek ponownie stanął bokiem do rozmówcy, mając po prawej stronie wirującą blachę, którą kontrolował kątem oka. Z całą pewnością lubił swoją twarz, przez wiele dziewcząt uważaną za przystojną. Cóż by powiedziała Yumi, gdyby zobaczyła go pocharatanego? Od trzech miesięcy nawet nie napisała słówka w jakim stanie jest jego ręka, a co dopiero powiedzieć o spokojnej rozmowie w cztery oczy.

- Wszystko zależy od … punktu siedzenia – zakończył odpowiedź, próbując dostrzec w wyglądzie upiora choćby namiastki podpowiedzi z kim ma do czynienia.
Vincent Pride
Vincent Pride

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptyCzw 06 Gru 2018, 00:27

Im dłużej trwała ta konwersacja tym bardziej Vincent nie mógł pozbyć się wrażenia, że właśnie odnalazł dosyć ubogą rekompensatę za nieobecność Spencera. Takie stwierdzenie jednak nie było żadnym przytykiem w stronę Amycusa, gdyż zdawał sobie sprawę, że prawie niemożliwym byłoby odnaleźć równie wynaturzoną jednostkę bez emocji jak zaginiony Krukon. Kto wie, może właśnie te szczątkowe ilości sprawiały, że Ślizgon stawał się obiecującym dodatkiem do kolekcji prowodyrów rozrywki dla poltergeista. To jeszcze musiał wybadać, gdyż na chwilę obecną nie miał zbyt wielu punktów zaczepienia.
Pokiwał głową, wykazując w ten sposób aprobatę, po czym nadal obracając w niematerialnych palcach kawałek blachy palcem drugiej dłoni pokiwał Carrowowi.
- Ładnie, kolego, bardzo ładnie. Musze uszanować twoje uchowanie informacji i ostrożność. Cóż, przyznam się szczerze, że nie uważam cię za podegzystencję jak większość tej szkoły, więc mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jak najbardziej słuszne decyzje podejmujesz. Proszę, odsłonię trochę swoich kart.
Zeskoczył ze swojego jakże wygodnego siedziska i bezgłośnie stanął na podłodze. Powolnym krokiem przeszedł łukiem obok Amycusa, znajdując się w końcu naprzeciwko niego. Nie zdejmując z twarzy wesołego uśmiechu świdrował spojrzeniem Ślizgona.
- Interesuje mnie jednak jak bardzo mógłbym urozmaicić swój pobyt tutaj z twoim towarzystwem na podorędziu. Wiesz, na rozmowach o pracę podobno zadają zwykle takie głupie pytania. Co powiesz na małą zabawę?
W mgnieniu oka wyrzucił przed siebie odłamek, który przeleciał kilka centymetrów od twarzy jego rozmówcy. Jak gdyby nigdy nic podniósł kolejny ostro zakończony przedmiot, tym razem padło na zakurzoną drzazgę.
- Spokojnie, taka zabawa. Lubię utrzymywać swoją celność na dobrym poziomie, a tamta deska była dziwnie uboga. - Gdyby spojrzeć we wskazanym kierunku faktycznie, wbita blaszka rzucała całkiem urokliwy refleks światła na podłogę tuż za jedynym żywym w pomieszczeniu. - Więc. Gdybyś mógł zmienić jedną rzecz w tej szkole - co by to było? A, no i jeszcze jedno pytanie. Gdybyś mógł wykorzystać żebra w jeden użytkowy sposób - jaki by to był?
Ponownie podfrunął by usiąść na starym pudle za jego plecami i opierając podbródek na zaciśniętej w pięść dłoni przypatrywał się Amycusowi z nieskrywaną ciekawości i dziecięcą wręcz niecierpliwością. Zupełnie jak dziecko, które czeka na prezenty pod choinką. Tak bardzo liczył na ciekawy materiał.
Amycus Carrow
Amycus Carrow

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc EmptySro 19 Gru 2018, 13:58

Amycus wiedział, że sytuacja w jakiej się znalazł z całą pewnością nie należała do szkolnych monotonii i historii, które obracały się w głównej mierze wokół nastoletnich problemów miłosnych. Drewno sztywnej różdżki we wnętrzu dłoni dawało mu miłe poczucie kontroli, jednak doskonale przeczuwał iż złudzenie to jest tylko tym czym podejrzewał – zgubnym wrażeniem, mogące odmienić jego życie na zawsze. Przezorność, w jakiej został wychowany stanowiła wystarczająco wysoką pokusę dla chłopaka, aby nie odpowiedział nic na zaczepkę ducha.

Kwieciste słowa potrafią ukryć truciznę znaczenia wszystkich tych drobnych uśmiechów i gestów – Ślizgon czuł to każdą komórką swojego ciała, chociaż musiał oddać iż dostrzegalna niepoczytalność nieznajomego mogła stanowić dla kogoś kuszącą perspektywę. Niestety, nastolatek nie był typem człowieka kuszonego towarzystwem istoty pozbawionej piątej klepki. Jak również nie zamierzał dzielić się z nim swoimi myślami, ograniczając do pustej obserwacji w momencie, kiedy duszek zeskakiwał bezgłośnie na podłogę.
Wiedział, że gdzieś pod maską wesołego uśmiechu zaowolowana jest groźba i wyraźna granica, której duch nie zamierzał jednak od razu pokazywać światu. Tym bardziej obcemu Ślizgonowi, prawda? Podczas gdy blaszka śmignęła przed twarzą Amycusa, ciało wybrało naturalną drogę odsunięcia się od niebezpieczeństwa i zrobił krok w tył, przemieszczając się bliżej drzwi. Zdecydowanie nie odpowiadała mu taka „zabawa” co uzewnętrznił jedynie mocnym ściągnięciem brwi, aby spojrzeć na niesfornego ducha z opuszczoną nieco głową. Śmigające przedmioty z całą pewnością mogłyby być kuszące dla kogoś, kto znał ducha i mógł pokusić się o nazwanie relacji z nim jako przyjaźń – dla Amycusa był jednak nieznajomym wynaturzeniem o psychotycznych skłonnościach, których w obecnej chwili nie miał zamiaru zagłębiać.

- Podziękuję – powiedział leniwym głosem, odpowiednio uważnie dobierając słowa – mam ważniejsze rzeczy do zrobienia niż zabawa z duchem. - Dokończył, nie bardzo rozumiejąc tok myślenia nieznajomego i jego dygresji na temat rozmów o pracę. Postanowił zignorować większość wypowiadanych przez niego słów, nie zerkając nawet na ułamek sekundy na miejsce, gdzie została wbita blaszka.

- Zapewne jedną rzecz bym zmienił w szkole… - odpowiedział spokojnie, podchodząc w kierunku drzwi. Nie odsłonił jednak swoich pleców, cofając się na tyle, aby sięgnąć wolną dłonią zza plecy i uchylić drzwi. - ...pozbyłbym się duchów. Nie mają żeber.

I z tymi słowami wyszedł z pomieszczenia, pozostawiając je otwarte dla potencjalnie nierozważnego ucznia, który miał się stać ofiarą poltergaista.

[z/t]
Sponsored content

Warsztat Karoc Empty
PisanieTemat: Re: Warsztat Karoc   Warsztat Karoc Empty

 

Warsztat Karoc

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: Na drugim końcu korytarza, który już istnieje :: Parter
-