IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Bal z okazji nocy duchów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 8 ... 14  Next
AutorWiadomość
Eric Henley
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 25/02/2015
Liczba postów : 346
Skąd : Leicester, Anglia

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Sro Kwi 01, 2015 10:10 pm

-Oj no, to nie to samo, przecież to Twoje kumpele – odparł kręcąc głową i przewrócił oczami gdy jego przepowiednia najwyraźniej nie myślała się spełnić - Już chcesz mnie oddać komuś innemu? –zapytał robiąc przepraszającą minę – A tak poważnie, to Jeśli tylko będziecie chciały po tym co zobaczycie wcześniej, byłbym zaszczycony –dodał uprzejmie i uniósł kąciki ust nieznacznie ku górze.
Faktem było to, że na pewno dziś wieczorem nie będzie tańczył jedynie z Joe, dlatego też nie miał nic przeciwko porwaniu kogoś kogo już zdążył poznać, i choć wprawdzie nie pałał nienawiścią do Amelii tak jak Muprh, to w tej chwili chyba wolałby poprosić do tańca Meredith. Nie znał jej dobrze, ale była dobrą koleżanką Joe więc pewnie przyjdzie im jeszcze dziś nieraz zamienić słowo.
Gdy już mieli wejść do wewnątrz, wystrojonej tak, że aż zapierało dech w piersiach, wielkiej Sali, Eric z jednej strony z ulgą, a z drugiej zaś z zakłopotaniem, dostrzegł rudowłosą czuprynę przyjaciółkę gdy witała się z Sergem. Ona również go dostrzegła, lecz nie podeszła bliżej, co wcale go zresztą nie dziwiło. Chłopak wiedział, że prędzej czy później i tak ją dorwie, więc nie odłączając się od grupki dziewcząt, przekroczył próg i trzymając chłodną –podczas gdy jego była bardzo ciepła - dłoń Joe, zbliżyli się do jednego ze stolików. Bal to oczywiście super zabawa, muzyka, kreacje i cała reszta, ale na myśl o daniach które zostaną podane dzisiejszego wieczora zapłonęły mu oczy a brzuch wbrew jego woli wydał słyszalny i znajomy tylko dla chłopakowi dźwięk. Oby tylko podali brukselkę.
Gdy Joe puściła jego dłoń, chłopak rozejrzał się dokładniej po pomieszczeniu. Widok był naprawdę niesamowity, choć na myśli miał nie tyle dekoracje, co dziewczęta. Nie miał pojęcia, że uczennice Hogwartu, na co dzień przywdziewające szarobure mundurki, mogą wyglądać tak zjawiskowo.
W tym jego przyjaciółka Murph, która wciąż stała z Sergiem przed wejściem. Zawsze wiedział, że jest ładna, ale nigdy nie przeszło mu nawet przez myśl, że zobaczy ją kiedykolwiek w sukni, z już na pewno nie w białej, długiej sukni – choć chyba bez trenu, chyba, nie był aż takim specjalistą w dziedzinie mody. Musiał przyznać w duchu rację Jolene.
-Calutki Hogwart jest dziś piękny – odezwał się z uśmiechem na westchnięcie swojej partnerki, po czym zarumienił się trochę, gdy zaczęła mówić o jego wyglądzie i o garniturach. Nie potrafił reagować na komplementy, czasem jedynie zgrywał pewnego siebie amanta, ale była to tylko tarcza, przygotowana na przeróżne wypadki.
-Oj daj spokój Joe, zarumienię się zaraz i wyjdzie na jaw, że jednak jestem Gryfonem a nie Puchonem – zażartował po chwili, choć zażartował to chyba zbyt duże słowo w tym przypadku. Jedyną osobą zdającą się śmiać z jego suchych jak pustynia żartów, była Wandzia. Żałował, że jeszcze się nie pojawiła, ale przyjdzie na pewno i to w towarzystwie Henia.
Gdy o tym pomyślał, jakby na zawołanie w progu pojawiła się Wandzia w czerwonej sukni. Eric spojrzał ukradkiem na Joe i zawiesił swój wzrok na idącej ku nim krukonce. Wyglądała tak pięknie, że aż poczuł dziwne ukłucie w żołądku, przez które zresztą poczuł się strasznie głupio i nie fair wobec Joe. Nie powinien był zachwycać się innymi dziewczętami, a na pewno nie do tego stopnia, więc po prostu odwrócił wzrok od swojej ulubionej, tajnej nauczycielki i zwrócił się do niej dopiero gdy przywitała wszystkich jednocześnie.
-Cześć Wandziu – odparł i uśmiechnął się usłyszawszy jej mega, zabawny dowcip – A myślałem, że to ja mam słabe poczucie humoru – dodał nieco uszczypliwie.
Podobnie jak Joe, Wandzia upięła włosy w kok, w sumie było to chyba całkiem praktyczne. Nie wyobrażał sobie latać na miotle z tak długimi włosami, a taki kok mógł naprawdę zdziałać cuda, choć warkocze były o wiele prostsze i o wiele bardziej urocze. Żałował nawet trochę, że żadna z koleżanek, nie wpadła na pomysł by takowy upleść, nie miały pojęcia, że na Henley’a warkocz działa jak miodek na misie o małym rozumku, i, że byłby wtedy niemal na każde skinienie.
-A Ty myślisz, że na czyją cześć jest ten bal? – powiedział gdy Krukonka wspomniała o jego sukcesie, po czym prychnął i zrobił dumną minę, ale tylko na kilka chwil, bo zaraz wyszczerzył się w szerokim uśmiechu –Gdzie zgubiłaś Heńka? –zagadnął jak gdyby nigdy nic, choć tak naprawdę to oczekiwał gratulacji od samego kapitana drużyny puchoniastych.
Miał dzisiaj talent do wywoływania wilków z lasu, bo oto tuż przy nich pojawił się Henry, któremu Eric uścisnął dłoń na powitanie.
-Nie wiem jak tego dokonałem, ale stawiam na to, że dostanie się do drużyny Gryfonów może mieć z tym jakiś związek – odpowiedział wspominając o tym fakcie zupełnie przypadkowo i posłał swój nieco głupkowaty uśmiech w kierunku Meredith, gdy ta mu pogratulowała.
Zobacz profil autora
Mistrzyni Proxy
avatar
Mistrz Gry
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 166

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Sro Kwi 01, 2015 10:12 pm

Wielka Sala powoli wypełniała się ludźmi, sklepienie z każdą minutą robiło się coraz i coraz ciemniejsze. Błękit zastępował granat, a pomarańcz znikał powoli z sufitu pomieszczenia. Na tym zaczarowanym nieboskłonie pojawiały się kolejne jesienne gwiazdozbiory, wypełniając pomieszczenie przyjemnym półmrokiem.
Zupełnie jak w teatrze, na minuty przed rozpoczęciem spektaklu. Do pomieszczenia wkradła się jakaś atmosfera pewnego wyczekiwania. Powietrze wypełniała woń przyjemnego jedzenia, którym zastawione były stoły, światła odbijały się w talerzach, a Wielka Sala zdawała się mimo ciemności być cała zastawiona pojedynczymi światłami.  Magia..
Sklepienie odbijało się w wypastowanej podłodze, a każdemu, kto teraz wszedłby do Wielkiej Sali zdawałoby się, że jest na morzu, że widzi jedno niebo nad, a drugie pod sobą. Elegancko ubrane uczennice i uczniowie już stali gotowi do rozpoczęcia zabawy, ale jeszcze nikt nie tańczył. Wszyscy czekali cierpliwie, zbierali się powoli i jakby w pewnej zmowie odliczali, kiedy bal zostanie zainaugurowany. Czekali, żeby popłynąć.
Orkiestra przerwała swoją rozgrzewkę i salę wypełniła jakaś dziwna nienaruszona niczym cisza. Zdecydowanie nie przed burzą, chociaż powietrze tego dnia było wyjątkowo rześkie i przyjemne. Niebo nad nimi nadal bezchmurnie czekało, a podekscytowane głosy cichły, jakby odruchowo, wyczuwając, że zaraz się zacznie. Poza głosami uczniów nie było w Wielkiej Sali słychać absolutnie nic. Coś nienaturalnego zdawało się pobrzmiewać w tym milczeniu instrumentów, które ucichły tak nagle i niespodziewanie. W kąciku przeznaczonym orkiestry przez moment miała miejsce jeszcze jakaś krzątanina, po paru sekundach wszyscy jednak zdawali się siedzieć ostatecznie na swoich miejscach.
Na sali pojawiła się wszystkim doskonale znana sylwetka dyrektora, którego prawie biała broda odcinała się od mroku wielkiej Sali. Wyszedł na mównicę i ze swoją zwyczajową poczciwością uśmiechnął się do zgromadzonych uczniów.Tak stary i powszechnie lubiany, aczkolwiek ciut kontrowersyjny, dyrektor wyglądał zwyczajnie, ale dalej wywoływał swoją posturą pewien szacunek, jak zawsze, gdy pojawiał się wśród uczniów. Nigdy nie wydawał się odstawać od jakiejkolwiek konwencji. Dumbledore po prostu zawsze w tajemniczy sposób pasował do otoczenia. Albo po prostu był zajęty byciem sobą. Zegar w rogu sali uderzył równe siedem razy, ci, którzy stali nieco bliżej usłyszeli jeszcze mechaniczne brzdęknięcie sprężyny.  Dyrektor oparł się o panel i przyłożył szczyt różdżki do krtani.
- Drodzy uczniowie! Szanowne grono pedagogiczne! Orkiestro! - zachrypiał donośny głos dyrektora, który przeciął wprawnie ciszę pomieszczenia, poniósł się echem i wyszedł daleko za drzwi Wielkiej Sali, idąc jeszcze dalej korytarzami i docierając zapewne nawet na dziedziniec Hogwartu.  - Miło mi was przywitać na balu jesiennym organizowanym z okazji nocy duchów! Wiem, ze wszyscy chcecie już zacząć się tak bawić, dlatego nie będę zanudzał was przemówieniami. Mam nadzieję, że to spotkanie pozytywnie wpłynie na wasze nastroje i pomoże przełamać jesienną chandrę, a teraz - dyrektor na moment zawiesił głos i rozejrzał się po sali z serdecznym uśmiechem wypisanym na ustach. - Walca czas zacząć! Zapraszam do tańca - ogłosił donośnie Dumbledore i zlustrował jeszcze uczniów. Jego uczniów. Zszedł ze swojej mównicy, a orkiestra przejęła pałeczkę.
Mężczyzna w jasnym garniturze zastukał trzykrotnie swoją batutą w pulpit z nutami, a głuchy odgłos uderzenia rozszedł się po Wielkiej Sali sprawiając wrażenie, że jest o wiele głośniejszy niż było w rzeczywistości. Niesiony echem zwrócił zaraz uwagę zgromadzonych.
Nie trzeba było czekać długo, aż po sali rozeszły się pierwsze takty. Melodia zaczęła w miarowym, powolnym wręcz tempie przemierzać przestrzenie tego olbrzymiego pomieszczenia, docierając do wszystkich obecnych, unosząc ich z miejsc, popychając do tańca, wsuwając delikatne dłonie pań, w silne objęcia palców panów. Rozpędzał się, przyspieszał, początkowy spokojny spacer przemieniał się najpierw w marsz, potem w trucht, aby zakończyć się szaleńczym biegiem przez partyturę. Niski człowieczek o wyrazistej twarzy wyśpiewywał tekst walca, przyglądając się wodnistymi oczami wszystkim tańczącym.
Panowie proszą Panie, zapraszamy do tańca.

Kolejny post pojawi się 04.04.2015r. w okolicach godz. 23.

Pierwsza piosenka
Playlista

_________________


Ja i mój Niby Kot.
Zobacz profil autora
Poppy Pomfrey
avatar
Uzdrowiciel
Data przyłączenia : 07/08/2014
Liczba postów : 97
Skąd : Glasgow

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 9:05 am

Pielęgniarka przybyła piętnaście minut po rozpoczęciu uroczystości. Odrobinę spóźniona, przywdziała na siebie tradycyjny ciemnogranatowy strój czarownicy oraz tiarę. Blednące włosy uwiązała na karku w warkocz i dumnie kroczyła przez korytarze. Od samego rana służyła pomocą drogiej Katji przy przygotowaniach Wielkiej Sali. Krzątała się gorliwie po szkole, aby na czas pomieszczenie było gotowe przyjąć w swe ściany tłumy podnieconych uczniów. Poppy opuściła skrzydło szpitalne uradowana, że dotychczasowi pacjenci cudownie (bądź nie) wyzdrowieli tuż przed Balem z okazji Nocy Duchów. Stukot obcasów zwiastował nadejście skromnie odzianej pielęgniarki.
-  Dobry wieczór, panie Filch. - powitała miotającego się na prawo i lewo starszego mężczyznę i zanim zdążył ją zagadać, umknęła do Wielkiej Sali. Uśmiechnęła się do siebie słysząc piękną muzykę graną przez uczynną orkiestrę. Przeszła bokiem sali, odpowiadając ciepło na powitania i kierowała się ku Hagridowi. Z oddali skinęła głową profesor Odinevie i panu Lacroix, nie zapomniała powitać eleganckiego Albusa, jednakże nie zatrzymywała się przy żadnym z nich. Poppy miała pełnić rolę stróża nad uczniami i dbać o to, aby wyszli cali i zdrowi po nocnej zabawie. Nie uważała, aby im coś groziło poza podeptanymi stopami bądź szumieniem w uszach po wypiciu tajemniczych kilku procentów. Poprawiwszy czarną tiarę dołączyła do gajowego.
- Witaj, Hagridzie. Pozwolisz, że usiądę?* - uśmiechnęła się gorąco do pół olbrzyma taksując go wzrokiem od góry do dołu. Wyglądał poruszająco i przystojnie tak, jak zawsze, gdy codziennie rano wita ją w korytarzu. Po usłyszeniu zgody usiadła na krzesełku obok niego, od razu czując się bardzo malutką w towarzystwie tak ogromnego mężczyzny.
- Jak się masz, przyjacielu? Bardzo się cieszę, że przyszedłeś na bal. - zagaiła, spoglądając nań z dołu i zadzierając głowę, aby móc patrzeć w jego małe, urocze oczka. Ułożyła dłonie na podołku i wyprostowana raz na jakiś czas rozglądała się po sali, komplementując po cichu ubiory dziewcząt i szarmancję chłopców. To był zaiste bardzo ładny widok, ściskający serce pani Poppy. Tego właśnie było potrzeba uczniom; chwili relaksu i zabawy, wszak nic nie uzdrawia bardziej niż możliwość bycia szczęśliwym.

*Zaznaczam do kogo się zwraca Poppy, aby Hagridowi było łatwiej to wyhaczyć <3
Zobacz profil autora
Collin Morison
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 06/01/2015
Liczba postów : 125
Skąd : Walia, część osiedlowa Cardiff.

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 9:27 am

Tylko poczuł palącą wodę w ustach, zakrztusił się i rozkasłał równowcześnie z Soleil. Odsunął szklankę od ust i wzdrygnął się, całkowicie zaskoczony napojem.
-  To nie jest chyba woda gazowana. Ktoś dolał tu wódki... - oznajmił oczywistość i odstawił naczynie z powrotem na stolik. Uniósł brwi, przyglądając się Soleil z uwagą, gdy ta pomimo wiedzy sączyła alkohol. Zacisnął usta w uśmiechu, rezygnując z pójścia w jej ślady. Ledwie upił skromny łyczek, a poliki Collina zaróżowiły się, bowiem nie był przyzwyczajony do picia alkoholu. Potajemnie niegdyś za namową Chulainna Connora skosztował irlandzkiego trunku w pokoju wspólnym gryfonów. Okazało się, że Collin miał bardzo słabą głowę i paru łykach kręciło mu się w głowie i był wstawiony.  Docenił jednakże irlandzki alkohol pomimo, że nie miał z czym go porównać.
- Pojawia się coraz więcej osób. - poinformował Soleil, z opóźnieniem zdając sobie sprawę, że nie musi jej tego mówić, bo sama ma oczy i widzi wchodzących uczniów. Tak bardzo chciał porozmawiać z Sol o czymś, co wywoła u niej uśmiech. Zapatrzył się na mieniące się złotem włosy i gdyby nie usłyszał nieopodal ochów i achów, nie dostrzegłby Wandy. Otworzył szeroko oczy zobaczywszy jej krwistą kreację i niesiony odwagą pomachał jej, prawdopodobnie pozostając mimo wszystko nie zauważonym. Zobaczył również Erica, Jolene i dwie mniej znane mu starsze dziewczyny, jednakże nie pchał się w ich grono, wszak dla nich był dzieckiem. Przełknął głośno ślinę i gdy zobaczył nadchodzącego Henry'ego, skupił się szybko na Soleil i stanął tak, aby nie widziała Puchona.
- Zobacz brodę Dropsa. Czytałem o niej w "Lustrze" i zamierzam też zapuścić taką. Za parę lat świetlnych. - zagadał odrobinę zbyt szybko jak na luźną pogawędkę. Wskazał palcem dyrektora i zamilkł, wysłuchując jego słów. Ucieszył się, gdy profesor nie zanudził ich przemową, a zaprosił nie tylko do stołów, ale i do tańca. Collin rozważał co teraz zrobić, zaś kulturalnie wychowany trybik w jego głowie podsunął mu pomysł zaproszenia Soleil na parkiet.
- Zatańczysz? - zapytał, wyciągając dłoń ku Sol. Z niebywałą odwagą poprowadził swoją partnerkę na parkiet jako jeden z pierwszych osób. Wykazał się gryfońską brawurą i chociaż nie czuł się najpewniej w tańcu, był w stanie poprowadzić walca i nie uszkodzić tym samym nikogo z otoczenia, a w szczególności Soleil. Spoglądając na nią odnosił wrażenie, że jej skóra jest porcelanowa, szklana i bardzo delikatna. Collin odchrząknął i wspaniałomyślnie położył nieśmiało dłoń na talii dziewczyny. Muzyka poszła w ruch, zaś magiczne niebo na górze i niebo na ziemi tworzyło przyjemną atmosferę.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 10:11 am

Słuchali się go, bo się bali. To chyba normalne, bo jest bardzo ważną osobistością i budzi szacunek oraz postrach wśród młodzieży. Posłusznie tupali nogami na wycieraczce i pilnowali się czy nie brudzą wypolerowanej podłogi. Filch nie odpowiadał na powitania, tylko łypał podejrzliwie spod byka na co odważniejszych uczniów. Wszyscy wymykali się po kolei mu sprzed nosa. Hagrid wlazł do Wielkiej Sali, a jego wielkie ciężkie kroki zatrzęsły porcelanową zastawą na stolikach. Profesor Odineva zniknęła zanim zdązył ją wylewnie powitać, ten jej młody człowiek Lacroix, którego sobie miał zwyczaj pożyczać do brudnej roboty też zwiał i słusznie. Potem przyszła Bones z jego drugą miotłą. Wyrwał ją z ręki i poczerwieniał jak piwonia.
- Dostaniesz za kradzież miotły karę, młoda damo! - zagroził jej, ale zanim zdążył doprowadzić misterny plan ukarania jej na oczach wszystkich, ta też uciekła do towarzystwa. Filch naprawdę nie rozumiał dlaczego tak wszyscy go omijali, przecież wyglądał dzisiaj niebywale dostojnie i to on powinien być otoczony wianuszkiem dam a nie ten Henley. Sapiąc i dysząc krążył przed Wielką Salą. Ukłonił się przed pielęgniarką i gdy zobaczył Dumbledore'a, wziął panią Norris na ręce i wszedł do środka Wielkiej Sali. Nie spuszczał wodnistych małych oczek z towarzystwa.
- Rosier i Lancaster! Za obściskiwanie dziewczyn dostaniecie zaraz szlaban! - wydarł się, ale i tak pewnie nikt go nie słuchał i nie zwracał na niego uwagi, bo wszyscy byli zajęci sterczeniem jak kołki i czekaniem na orkiestrę. Filch przez ten czas krążył przy ścianach Wielkiej Sali roztaczając wokół siebie odrzucającą mieszankę koperkowo-cebulkową. Pokuśtykał do orkiestry i stanął obok nich, uważnie śledząc ich ruchy. Jeden fałszywy dźwięk i wszystko powie Dumbledore'owi. A niech tylko spróbują pobrudzić podłogę... Stał więc tak ponury, osamotniony i opuszczony i trzymał na rękach mruczącą rudą wyliniałą kotkę. Garbił się i przyglądał się podejrzliwie wszystkiemu, co się ruszało. Nawet przez chwilę niemal nie doskoczył do młodego Morisona i Larsenki, gdy zaczęli się krztusić wodą - i nie miał w planach im pomagać czy wykazywać troskę, a tylko skrzyczeć za niepoprawne spożywanie napoju i zakłócanie spokoju niezbędnego podczas przemowy Dumbledore'a. Odpuścił to, bo panna Larsen była dziwna i miała dziwne oczy. Podejrzewał ją o konszachty z Sami-Wiecie-Kim bądź zażywanie środków powiększające oczy. Nie lubił gdy się na niego gapiła i była miła. Nie miał na nią haka, a więc odpuścił.
Wypiął dumnie pierś i kiwał gorliwie głową przytakując każdemu słowu przyjaciela Dumbledore'a. Tak machał tą głową, że gdyka mu drgała i się obślinił. Otarł rękawem brodę i cmokał, mlaskał z uznaniem, bo Dumbledore miał rację w każdej dziedzinie.
A gdy rozległa się nagle muzyka, Filch wrzasnął i podskoczył zaskoczony natężeniem głosu orkiestry. Zapomniał, że stoi obok nich i po prostu się wystraszył. Pani Norris też, bo miauknęła przeraźliwie głośno, najeżyła sierść, porysowała jego seksowne nadgarstki pazurami i wyskoczyła z jego ramion.
- Najdroższa! - zawołał za nią, ale pani Norris schowała się pod stołem i jeżyła sierść na wszystkie mijające ją nogi. Ba, nawet rzuciła się na sznurówki Gabriela Riffliestona.

_________________

Zobacz profil autora
Irytek
avatar
Poltergeist
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 94
Skąd : Każdy zakątek Hogwartu

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 10:16 am

Baaal! To oznacza hałas, krzyk, głośne dźwieki, tłum ludzi i zabawa. Jak mógł to przegapić? Od samego rana schował się w przyłbicy zbroi i trząsł nią, hałasował i słuchał, nasłuchiwał, wybałuszał obłąkańcze ślepia i rozglądał się za zaczepką. Pięć razy podrzucił Filchowi skórkę od banana i nabijał się w głos z jego fikołków. Chciał nawet dokuczyć Odinevie, ale skubana od razu zorientowała się w jego zamiarach i grożąc mu palcem kazała mu siedzieć grzecznie i dalej pilnować woźnego. Jak mógł jej odmówić?
Dzieciarnia schodziła się tłumnie i gdy Filch był zajęty, Iryś wyskakiwał ze zbroi i ukradzionymi Hagridowi butami robił błotniste ślady na podłodze i ścianach. Miał go przecież zająć, co nie? Był dobry w swojej pracy. Ale jak to było do przewidzenia, szybko zaczął się nudzić. Znudzony Irytek to zły Irytek. Nie mógł co prawda rozwalić imprezy, bo Dumbledore mu zakazał no i widział gdzieś kawałek Krwawego Barona. Niechętnie porzucił plan potłuczenia nakryć i skupił się na czymś mniejszym i fajniejszym. Kiedy impreza rozpoczęła się na dobre, Irytek wleciał przez sufit i ukrywał się w zaczarowanych chmurach. Oblizywał usta i poprawiał pływackie google na ślepiach. Nagle wydał z siebie indiański okrzyk i przeleciał pod sklepieniem niebieskim nim ktoś zdążył go powstrzymać... powstrzymać przed posypaniem głów zebranych białym pierzem. Chichocząc obłąkańczo dopadł orkiestry i zabrał jedną pałeczkę perkusiście, Poppy Pomfrey uprowadził tiarę , wciskając sobie ją na uszy i rzucił się szybko do swojej jedynej dzisiaj ofiary.
- Pani Norris! Kochanie, zaczekaj na mnie! Chodź ze mna zatańczyć! - przekrzyczał muzykę i rzucił się do jej ogona. Skubana mu zaczęła uciekać pomiędzy uczniami, a Irytek jak rzep leciał za nią i machał pałeczką perkusisty, nawołując raz po raz kotkę. Chciał podzielić się z nią swoim wyjątkowym towarzystwem a ona go nie doceniała i uciekała. Co za wybredna kocica.
- Kochanieee-eeee.... koteczkoooo... - zawył i gonił ją po całej Wielkiej Sali, raz na jakiś czas przelatując przez kogoś. Wpadł w brzuch Amelii Bones i chichocząc szybko z niej wyleciał, wyciągając łapska po kocicę. Trzeba dzielić się kotami. Irytek był dzisiaj wyjątkowo grzeczny i zamiast dokuczać uczniom, urozmaicał im zabawę i oglądanie halloweenowej scenerii.
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 10:26 am

Chłód kamiennej poręczy wyciągał ostatnie drobinki ciepła z jej nagich, bladych dłoni. Nie wyglądało jednak na to, aby odczuwała w związku z tym jakikolwiek dyskomfort. Przyzwyczajona była do chłodu, wolała go od upałów, bo nie mącił myśli i nie okradał umysłu z lotności, do czego zdolne były obezwładniające, odbierające energię letnie popołudnia, kiedy słońce zdawało się parzyć jej delikatną skórę, kiedy tylko pozwalała sobie na zbyt długie przebywanie w zasięgu jego zdradzieckich promieni. Oczekując chwili przybycia Rosiera, zajęła się obserwacją znajomych mniej lub bardziej twarzy, które tłoczyły się u jej stóp niby w jakimś tańcu bez ustalonych kroków, bez muzyki i porządku. Przypominali ul, przemieszczając się niecierpliwie, czekając na rozpoczęcie balu, pełni różnorakich uczuć, niezależnie od tego czy perspektywa zabawy wydawała im się nienawistna czy wręcz przeciwnie. Ona sama zdawała się ponad to, jakby życie szkoły niewiele ją obchodziło, jakby jej uczestnictwo bądź dezercja nie miały właściwie żadnego znaczenia, bo wydarzenie to, jak wszystkie mu podobne, było czymś chwilowym, czymś ulotnym, czymś na podobieństwo płomienia świecy, o którym zapomina się w ciemnościach już kilka sekund po tym, jak się go zgasi.
Była to jednak znakomita możliwość aby w przeciągu tych kilku minut pozostających do umówionej godziny spotkania, nadrobić wszystkie tygodnie, kiedy wzgardzała plotkami dotyczącymi życia społecznego w Hogwarcie, zbyt pochłonięta sprawami większej, jak dla niej, wagi. Bystre spojrzenie piwnych oczu przesuwało się po całym towarzystwie, wychwytując nowe i znajome pairingi, dedukując kto się z kim pokłócił i o co, a także która z dziewcząt tego właśnie wieczora ma złamane serce. Zauważywszy, bo trudno było je przeoczyć, wejście Aristos, skinęła dziewczynie głową, w jakiś sposób związana z nią tamtym listem, obietnicą pomocy, czy raczej propozycją, którą spotkała się z pozytywną odpowiedzią. Nie zajmowała się jednak Gryfonką dłużej, niżeli te kilkanaście sekund potrzebnych na pochwycenie jej bławatkowego spojrzenia i posłanie delikatnego półuśmiechu, który nie wyrażał bynajmniej radości czy nawet sympatii, a raczej był elementem zdawkowego dość powitania, narzuconego im przez dzielącą je odległość.
W tym właśnie momencie poczuła z resztą silne dłonie na swojej talii, a jej usta zostały zagarnięte przez inne, znajome, władcze i nieustępliwe. Wiedziona instynktem, któremu zawsze poddawała się, gdy chodziło o tego mężczyznę, rozchyliła wagi i uniosła dłonie na jego przedramiona, czując pod opuszkami palców fakturę drogiej tkaniny, z której uszyty był garnitur.
- Rosier. – powitała go, kiedy w końcu odsunął się odrobinę, badawczym spojrzeniem wodząc po jego twarzy, odczytując informacje, których z różnych powodów nie miał zamiaru przekazywać jej werbalnie. Wykrzywiła wargi w krótkim uśmiechu, kiedy wspomniał o liście, jaki wysłała mu w odpowiedzi na jego zaproszenie, ale nie skomentowała jego słów. Nigdy nie obiecywała, że będzie jedną z tych panienek, które szalały na punkcie swojego księcia z bajki, karmiły go fałszywymi, acz słodkimi słówkami i zachowywały się dokładnie w taki sposób, jakiego po nich oczekiwał. Zacisnęła palce na łodydze podanego jej kwiatu z wystarczającą delikatnością, aby jej nie uszkodzić. Wpatrzyła się w czerwień listków, w czerwień, której unikała od pamiętnych wydarzeń ze ślubu, które jednego dnia wydawały jej się bardzo odległe, a drugiego tak świeże, jakby miały miejsce wczoraj.
Prowadzona przez swojego partnera, posłuszna jego znajomemu, stanowczemu dotykowi, podążyła obok niego do Wielkiej Sali, zajmując jeden ze stojących na uboczu stolików i umieszczając goździka w naprędce skonstruowanym z jednej ze szklanek wazonie. Piwne oczy błądziły po tak skrajnie odmienionym pomieszczeniu, co chwilę wracając jednak do poważnej, tajemniczej sylwetki mężczyzny, z którym dzieliła stolik. Kiedy rozbrzmiały takty pierwszego walca, to ona pierwsza podniosła się z filigranowego krzesełka i zrobiła krok do przodu, gdzie znajdował się parkiet. W jego kierunku ze wszystkich stron podążały różnorakie pary, wyglądające mniej lub bardziej zabawne, nieraz zwyczajnie absurdalne.
- Skoro już tu jesteśmy, wypadałoby chyba wziąć udział w tej misternie skonstułowanej iluzji. – odezwała się cicho, ale tak, aby Evan mógł zrozumieć jej słowa. Nie miała wątpliwości, że są tutaj z jednego powodu, aby wszyscy ci biedni ludzie mogli zapomnieć, że o krok od nich toczy się wojna, że w tej samej chwili, w której oni dobrze się bawią, ludzie są torturowani, giną, poddają się mocy Czarnego Pana i ze złamaną psychiką dołączają do szeregów jego marionetek, kierowani strachem o rodzinę lub własną przyszłość. Dumbledore dobrze wiedział, jak poprawić nastroje gawiedzi, ale ten jego sprytny zabieg nie mógł objąć wszystkich, nie objął przynajmniej Chiary, dla której ta mistyfikacja zakrawała o zabawne przedstawienie, w którym miała zostać jedną z licznych stażystek.
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/09/2014
Liczba postów : 649
Skąd : Walia, osiedle Cardiff.

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 11:00 am

- Och, nie chcę cię oddać, tylko się tobą podzielić. Nie wyobrażasz sobie jakie robisz wrażenie, Erciu. - uśmiechnęła się doń ciepło, nie mając żadnych problemów z komplementowaniem drugiego człowieka. Pragnęła sprawić mu przyjemność i mocno zaznaczyć jak dzisiaj czarująco wyglądał. Nie chciała go zawieść, postara się dzisiaj świetnie bawić i wziąć ze sobą Erica. Martwiła się trochę spóźnialstwem Dwayne'a. Nie ukrywała, że bardzo na niego czeka, aby sprawdzić czy założył na dzisiejszą okazję buty.
Zauważyła zesztywniałe ramiona Meredith i powiodła spojrzeniem za nią, napotykając francuskiego gryfona z wymiany. A więc to chodziło o Serka! Posmutniała, mając smutne doświadczenie z Francuzami. Potrafili z łatwością nieświadomie rozkochać w sobie dziewczęce serca i je delikatnie z uprzejmością złamać. Prędko otrząsnęła się z niepokojących myśli i uśmiechnęła się do przyjaciółek.
- Komplementy są zdrowe, Erciu i pozwalam tobie dzisiaj popaść w samozachwyt. - podrapała się w policzek, rozglądając się z uwagą po pomieszczeniu. Z oddali dostrzegła Wandę. Jaką piękną Wandę! Dłuższą chwilę milczała z zachwytem wymalowanym na buzi.
- O mamuniu. Przyćmiła wszystkich tą sukienką... - zachłysnęła się powietrzem, szepcąc do Erica i dziewcząt. Zarumieniła się wbrew woli, gdyż barwa kreacji Wandzi przypominała jej nieciekawe doświadczenia, przez które cierpiała. Zacisnęła pomalowane beżową pomadką usta, popierając w stu procentach zachwyt Erica nad Krukonką. Przy niej Joe czuła się jak w worku ziemniaków. Ucieszyła się z tego, bo gdy Dwayne się zjawi, nie zwróci na nią uwagi, a skupi się na Wandzi. Puchonka nie była w stanie pozazdrościć Wandzie dzisiejszej kreacji, mając ku temu wiele powodów. Zachichotała z mało śmiesznego żartu, zakrywając usta przy wypowiedzi Erica. Serce Joe ścisnęło się od bezdennej miłości, której nie miała komu bezinteresownie podarować.
- Wziąłeś sobie do serca moje pozwolenie, prawda? - zapytała go z błyszczącymi oczyma.
- Wandzia, jesteś piękna! Też pomyślałaś o koku? - skomplementowała jej piękną fryzurę podkreślającą owal buzi dziewczyny. Westchnęła marzycielsko i ponownie zachichotała dostrzegłszy nadchodzącego Henryka. Oglądając ich splecione ręce i palący wzrok Puchona, Joe zacisnęła palce na kopertówce z zazdrości. Cieszyła się nimi i smuciła, że nie dane będzie jej wyglądać tak samo perfekcyjnie w towarzystwie człowieka, który będzie patrzył na nią tak, jak Henryk na Wandę. Uśmiechnęła się do niego i uciekła wzrokiem do Gryfona.
- Myślę, że garnitur i awans mają wielki związek z tym, że dziewczęta przyglądają się mojemu uroczemu partnerowi. - bez skrępowania wychwalała Erica i po chwili zamilkła, gdy do Wielkiej Sali wszedł sam profesor Dumbledore. Zapatrzyła się na zaczarowane niebo i zamyśliła, przez co przegapiła większość słów dyrektora. Usłyszawszy aplauz oraz ciche okrzyki radości, zrozumiała, że otrzymali oficjalne zaproszenie do zabawy. Joe zmniejszyła różdżką swą kopertówkę, doczepiając ją do bransoletki na prawym nadgarstku. Klasnęła energicznie w dłonie, rozluźniając się w takt i rytm muzyki. Kiwała się delikatnie na boki dopóki nie usłyszała krzyku pana Filcha oraz indiańskiego okrzyku Irytka, idealnie naśladującego Dwayne'a. Gdy na jej nagie ramiona i na koka spadły delikatne białe piórka, uśmiechnęła się dwakroć szerzej.
- Pierwszy raz podoba mi się obecność Irytka. - stwierdziła z niemym zaskoczeniem, wyciągając dłoń po latające pierze. Muskało delikatnie skórę i wcale nie przeszkadzało Joe w utrzymaniu dobrego humoru na balu. W ciągu kilku minut Puchonka chichotała wesoło, co było niewątpliwie wielkim sukcesem zważywszy na to, co ostatnio przeżyła. Żal jej było pani Norris lecz nie ruszyła jej na pomoc, aby nie wplątać się w miłosny trójkąt poltergeista, kocicy i pana woźnego. Joe nie pobladła nawet wtedy, gdy do sali weszła szkolna pielęgniarka. Zapragnęła wyciągnąć ramiona do świata i zatańczyć średniowieczny plemienny taniec wywołujący deszcz. Stała spokojnie i napawała się otoczeniem niczym czteroletnie dziecię poznające dopiero świat.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 11:39 am

Światła, świece, muzyka, rozstrojone instrumenty, pokrzepiające uśmiechy i cała ta otoczka zdawała się nakręcać wszystko i wszystkich wokół. Magiczna sceneria, cudowne kreacje i mieszanka perfum unosząca się w powietrzu. Wanda chłonęła to wszystko całą sobą zadowolona, że odnalazła przyjazne twarze pośród wielu innych, do których nie miałaby odwagi najpewniej zagadać. Pan Henley w otoczeniu kilku słodkich panienek wyglądał jak z obrazka. Jak pan i władca na włościach, szykownie i elegancko. Dziewczęta w grupie wyglądały niezwykle świeżo, słodko- panna Whisper z chęcią schrupałaby je wszystkie, nie pozostawiając nawet okruszka!
Potoczyła tylko roziskrzonym wzrokiem po swoich znajomych zatrzymując go na Ericu, któremu szczerze gratulowała awansu, jaki go kopnął, jaki otrzymał i czym może się teraz bezkarnie szczycić. Nie był co prawda zawodnikiem kluczowym, ale to nie zmieniało, że od ławki rezerwowych do murawy dzieli go tylko czyjaś kontuzja! Roześmiała się i zrobiła zabawną minę, kiedy uszczypliwie wytknął jej niezbyt udany żart.
- Hoho, ja przynajmniej umiem zamienić kieliszek w kamień, Henley. – Odgryzła mu się zaraz, oczywiście nie pozostawiając to bez jakiegokolwiek komentarza – prędzej, by się schowała, niż odpuściła. Błysnęła jednak zębami, a gdy padło pytanie dotyczące jej partnera przez moment przez jej twarz przeszedł skurcz, który zaraz zniknął, gdy tylko poczuła czyjeś dłonie na swojej talii, czyjeś usta na swych wargach i mocny zapach męskich perfum, które zawróciły jej w głowie.
- O wilku mowa. – Mruknęła z przekąsem do pozostałych, gdy jej dłoń odnalazła rękę Lancastera, z którą splotła palce. Uśmiechając się pod nosem zerknęła na swojego partnera zaciekawiona jak tym razem będzie się prezentował blondwłosy Adonis. Otaksowała go powoli starając się opanować drżenie ciała, gdy zauważyła, że Puchon wygląda o wiele dojrzalej niż na co dzień. Przełknęła ślinę, nie mogąc zatuszować rumieńca, który wskoczył na jej twarz – zacisnęła tylko łapkę, tak samo jak on wcześniej dając mu tym samym do zrozumienia, że czuje niemal to co on w tej chwili. Tętno jej przyspieszyło, a ona sama nie mogła oderwać wzroku od przystojnej twarzy swojego chłopaka. Wydała z siebie tylko piśnięcie i zaraz roześmiała się głośno, zestresowana, jak to zwykle robiła.
- Przestań Henry, nie mów takich rzeczy. – Starała się go uciszyć za wszelką cenę, bo strasznie nie lubiła zwracać na siebie uwagi. Nie wydawało jej się, że wygląda aż tak dobrze, więc momentalnie zrobiło się jej głupio, gdy otrzymała komplement – dość słodki zresztą, ale na głównym forum ich grupy.
- Nie słuchajcie go, pewnie buty go obściskają.  - Powiedziała wesoło i widząc jak jej partner poprawia krawat, rozluźnia go, to odpina guzik zaraz przyszła mu z pomocą i jednym zgrabnym ruchem wygładziła mu kołnierzyk, by ten prezentował się znacznie lepiej, schludniej. Musiała przyznać, że prefekt wyglądał tego wieczora naprawdę apetycznie – nie mogła przestać się rumienić i dziwić, że to właśnie on należał do niej. Kątem oka zerknęła na Jolene, która wyglądała jak słodki kurczaczek w swojej oryginalnej kreacji podkreślającej jej szczupłą sylwetkę. Uśmiechnęła się szerzej, bo z kim jak nie z nią mogła porozmawiać o głupotach dotyczących wszystkich zabiegów kosmetycznych? Z dumą zaprezentowała swój kok, znowu zbywając komplementy dotyczące jej wyglądu. Machnęła dłonią i o.
- Obawiam się, że ta fryzura nie wytrzyma, skoro Henry’emu marzą się Upiorni Wyjce. – Skomentowała jej słowa dotyczące włosów. Kok był zarówno elegancki i praktyczny. Włosy nie przylepiały się do spoconego ciała, nie wchodziły na oczy, była mała szansa na wplecenie się ich w elementy biżuterii osób tańczących obok. Spojrzała na Joe, odrobinę dłużej niż powinna, krzyżując z nią spojrzenia i mrugnęła do niej pojednawczo. Chciała jej podziękować za miłe słowa, za troskę i za to jak wykazuje się inicjatywą. Do tego była bardzo dzielna, skoro cóż, Francis złamał jej serce, a ona nie poddaje się i dalej patrzy naprzód. Pokazała jej dyskretną okejkę, która mówiła jasno i wyraźnie Joe, wyglądasz super! Najpewniej tej nocy jeszcze nie raz będzie jej paplać, że wygląda jak cukiereczek. Kąciki jej ust drgnęły, a ona sama wtuliła się w ramię Lancastera, ignorując kompletnie krzyki Irytka czy Filcha, któremu miała ochotę ukręcić łeb. Odwróciła się raz jeszcze gdy padło nazwisko jej chłopaka i zgromiła wzrokiem woźnego, który lepiej żeby nie kręcił się wokół ich grupy zbyt często.
Kilka białych piórek opadło na jej twarz i włosy. Tak samo zadziało się z Henry, którego oczyściła ze zbędnego balastu, skrupulatnie zabierając pierze z jego buzi. Uśmiechała się jednocześnie, bo była bardzo rad, że tego wieczora nie zostanie sama, a spędzi wyjątkową noc w wyjątkowym towarzystwie.
- Jej, Joe, jesteś szalona! – Ona nie wpadła na pomysł, by wziąć ze sobą jakąkolwiek torebkę… Wiedziała, że czegoś zapomniała. Wiedziała, że coś jej będzie potrzebne. Jedyne co miała przy sobie to różdżka, której chropowate drewno muskało jej kształtne udo. Wzruszyła ramionami nie przejmując się już taką błahostką i gdy do Sali wszedł dyrektor, ta, tak samo jak i reszta uczniów powoli obróciła się w jego stronę, nie przerywając uścisku z Henrym, a co więcej, opierając delikatnie głowę o jego bark. Dzisiaj prawie dorównywała mu wzrostem, a to wszystko za sprawą szpilek, które nałożyła przed wyjściem. Jednym uchem słuchając dyrektora, drugim wsłuchiwała się w rytm swojego serca.
- Stresujesz się? – Nachyliła się nad wysokim blondynem, by owionąć gorącym oddechem kark i szyję swojego wybranka. Pytanie zadała szeptem, by tylko on słyszał co mówi, jakie słowa do niego kieruje. Jej piwne oczy błyszczały radośnie, a pełne usta wyginały się w słodkim i zadowolonym uśmiechu. Czekała na pierwszy taniec, czekała na to, aż kapitan drużyny [jeju, chodziła z kapitanem drużyny i prefektem – w sumie to ona miała farta, jakby nie patrzeć. Szkolna dobra partia!] poprosi ją do pląsów. Martwiła się czy sobie poradzi, czy nie zje go trema, czy nie podepcze jej butów, czy da radę utrzymać dłonie przy sobie i co najważniejsze. Czy oderwie od niej oczu.
Zobacz profil autora
Sergie Lémieux
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 06/02/2015
Liczba postów : 205
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 12:09 pm

Eric zapewne bardzo się ucieszył na widok Sergia. Oczywiście nie dlatego, że byli kumplami i brakowało mu towarzystwa Francuza... bo przecież miał już gromadkę pięknych kobiet wokół siebie, ale raczej chodziło to, że połowa jego planu już się pojawiła. Pozostało czekać na Murphy. W sumie Gryfona zastanawiało czemu znajomy otoczył się takim ciekawym tłumem. Joe, wiadomo. Partnerka Henleya, która powinna być na miejscu nauczycielki Katji, tuż przy Francisie. Oczywiście, Lemię wciąż miał swoje teorie i domysły co do zakazanego, oraz niespełnionego romansu. Ale to nawet było widać po Puchonce, jeśli zatrzymało się na niej dłużej wzrok w obecności starszego Francuza i wiedziało się czego oczekiwać. Lecz teraz to sprawa najmniej istotna dla Sergia.
Kto dalej? A! Bones! W sumie słyszał o ciekawych znajomościach tej grupki osób. Ktoś lubił tego, a ktoś inny nie, choć był znajomym tej... Pogubić się można. Mimo wszystko nie zapowiadało się, aby były jakieś spięcia. Choć widok bójki na balu byłby wart zapamiętania, no i taki upragniony!
Wanda podeszła tylko na chwilę do nich, lecz arystokrata długo się jej nie przypatrywał. Nie przepadał na nią, tak jak Ona za nim. Tyle w temacie. Można tak trochę opowiadać o relacjach nowego, ale chyba Mer jest najlepszym przykładem ciekawych znajomości. Blondyn zauważył kątem oka jak Meredith go uważnie obserwuje, przynajmniej miał takie wrażenie, że go wzrok nie myli. Poznał dziewczynę jakiś czas temu, przy uroczej okoliczności, gdy bawił się ze swoim kotem, Panem Tadeuszem. Wpadł dziewczynie w oko i chyba siedemnastolatek miał o tym pojęcie. Nawet piękna z niej dama! Więc dlaczego chłopak zdawał się nie wykazywać szczególnego zainteresowania Puchonką? Bo się czegoś obawiał. Ogólnie od początku roku unikał bliższych kontaktów z przedstawicielkami płci pięknej. Wolał, aby przez niego nie wpadły w końcu w kłopoty. Trochę głupie, ale ciężko to określić. W sumie, czy teraz nie zachowywał się trochę jak jego przyjaciel, Lacroix? Co za ironia.
Oczy Lémieuxa zatrzymały się na pewnej postaci, którą była właśnie długo oczekiwana Hathaway. Wyglądała rewelacyjnie, w sumie jak każda obecna tu czarownica!
-Witam, Murphy. Wybaczam. Ciężko się gniewać na kogoś wyglądającego tak przepięknie.- Uśmiechnął się ukazując białe ząbki.
Minęła chwila, aż bal się rozpoczął przemową Dumbledore'a. Aż tak zleciał ten czas? No cóż, mimo wszystko cała noc przed nimi.
Sergie jak na dżentelmena przystało wprowadził partnerkę do środka, po czym spojrzał na nią uważnie.
-Mogę prosić do tańca?- Spytał grzecznie, choć to raczej pytanie retoryczne, które poprzedzało sam taniec. Tyle dobrze, że Gryfon zna walca i tym podobne. Nawet jeśli przyszli tu jako przyjaciele i potem się rozdzielą... to jeden walc nic nie zrobi, prawda?
Zobacz profil autora
Eric Henley
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 25/02/2015
Liczba postów : 346
Skąd : Leicester, Anglia

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 1:25 pm

-Gdyby ten kieliszek nie był zepsuty, też pewnie by mi się udało – syknął zrzędliwie Eric w odpowiedzi na komentarz Wandy o ich ultra tajnych spotkaniach klubu młodych Aurorów który nigdy przenigdy nie zostanie nazwany WSZĄ.
Po przybyciu Henia natomiast, który to wykazywał się niezwykłą chęcią do jak najszybszego rozpoczęcia zabawy, Krukonka zaczęła tłumaczyć się z jego zachowania. Na ten fakt Gryfon uśmiechnął się tylko pobłażliwie i zmarszczył nieco czoło.
-Tiaa…jakbyśmy nie wiedzieli, że każda z was tylko czeka na tonę komplementów i zazdrosne spojrzenia koleżanek. Kogo Ty chcesz oszukać Wandziu? - odpowiedział poprawiając krawat ostentacyjnie i uniósł podbródek - Bo z przenikliwym umysłem Erica Henley’a na pewno sobie nie poradzisz – dodał tonem który miał brzmieć jakby mówił poważnie, ale Gryfon chyba nie do końca posiadł tę umiejętność. Nie pomagało również to, że poważną minę zachował na ledwie kilka sekund.
-Fakt, jesteśmy najpiękniejszą parą dzisiejszej nocy, ale to w znacznym stopniu tylko dzięki Tobie moja urocza partnerko – odpowiedział komplementując  puchonkę gdy ta po raz kolejny wyraziła uznanie dla jego dzisiejszego wyglądu. I choć było to naprawdę, naprawdę niezwykle miłe z jej strony, czuł, że zaraz spali się ze wstydu, jednak nie miał już siły na ciągłe proszenie Joe, by zaprzestała wychwalać jego osobę. Jeśli chciała wojny, to będzie ją miała, ot co.
Gdy tylko Eric usłyszał głuchy ton zegara wybijający godzinę siódmą, natychmiast urwał jakiekolwiek konwersacje i spojrzał w kierunku części Sali zajmowanej przez kadrę nauczycielską, bo oto przed swoją mównicą ustawił się już sam dyrektor Dumbledore, który był niejako wzorem dla Pana Henley’a. Największy Czarodziej znanego świata, i jedyna osoba zdolna powstrzymać działania Voldiego a zarazem przesympatyczna, trochę zdrowo świrnięta osobistość, nie stroniąca od dowcipkowania z uczniami.  Może gdy skończę już Aurorstwem i będę na emeryturze, też pomyślę o ciepłej posadce wesołego nauczyciela, a później kto wie, może zastąpię samego wielkiego Dumbledore’a – pomyślał Henley. Jednakże tak naprawdę to nie zależało mu jakoś bardzo na prestiżu, sławie i innych tego typu sprawach, wybrał taką drogę a nie inną z jednego powodu. Wiedział, że zostanie łowcą czarnoksiężników bo martwił się życia niewinnych osób, a zwłaszcza w czasach tak podłych jak te w których sami aktualnie się znajdowali.  Wiedział, że zostanie Aurorem by chronić zarówno swoich bliskich, rodzinę, przyjaciół, jak i tych których historie życia były mu nieznane, ale równie cenne jak każde inne. Słuchając bardzo zwięzłego przemówienia dyrektora, złapał się po chwili na tym, że jedną dłonią z całych sił ściskał  zawiązany na nadgarstku naszyjnik Valentine, jego siostry która aktualnie znajdowała się gdzieś na Uczelni Medycznej gdzie studiowała,  oddalona od niego o setki mil.  To zabawne, że cała trójka rodzeństwa Henley chciała w życiu robić coś dla innych, że chciała oddać się służbie społeczności, czy to jako lekarz, czy też jako oficer Armii brytyjskiej – w przypadku Andrew.  Złote dzieci, chluba rodziny i całego narodu pijaczy Herbaty.
Gdy Dumbledore kończył swoje jak to zostało już podkreślone „zwięzłe” przemówienie Gryfon na chwilę odwrócił wzrok od nauczycieli, a pierwszą rzeczą którą napotkał na swojej drodze były nagie ramiona Wandy, przy których zatrzymał się na kilka chwil, zapewne ledwie zauważalnych dla reszty uczniów, których głowy zwrócone były ku dyrektorowi . Niemal natychmiast uciekł spojrzeniem, ale te dwie sekundy w zupełności wystarczyły jednak, żeby poczuł na plecach gęsią skórkę i nie wiedzieć czemu jeszcze mocniej zacisnął dłoń na naszyjniku Val. Nie zdążył nawet poczuć się zażenowany swoich zachowaniem, bo uderzyła go głośna muzyka.
-Czy mógłbym prosić Panienkę do tańca? – zwrócił się do Joe stojącej nieco przed nim i kłaniając się już dziś po raz trzeci, podał jej dłoń. Nie kazała mu czekać długo i podała mu swoją chłodną, delikatną łapkę.
Eric wyprostowawszy się, uśmiechnął się doń ciepło i patrząc w ciemnoniebieskie oczy partnerki poprowadził na parkiet. Bał się trochę, że nie odwracając głowy od jej pięknej buzi, zaraz potknie się o jakiś, zupełnie płaski i niewystający kawałek podłogi -  co w jego przypadku było całkiem możliwe, a biorąc pod uwagę fakt,  kto był dziś jego partnerką, prawdopodobieństwo delikatnego uszczerbku na zdrowiu wzrastało niemal dwukrotnie. Na szczęście nie wydarzył się żaden wypadek, choć nawet gdyby, to pani Pomfrey  była już na miejscu z pięknym warkoczem opadającym na plecy. Wyglądała tak przesympatycznie, że wątpił jakoby dziś miała być zmorą nawet samej Jolene Dunbar, która to panikowała na samą myśl o słowie skrzydło szpitalne. Gdy przyszło do rozpoczęcia pląsów,  a co a tym idzie położenia dłoni na talii partnerki, Henley przez ułamek sekundy zawahał się.Zaraz potem jednak dotknął delikatnego materiału sukni dziewczyny i zwyczajnie zaczęli tańczyć.
-Dziękuję Joe – powiedział cicho, tak, że orkiestra zapewne zagłuszyła jego słowa.
Gryfon czuł się jakby to, że kilka cali od jego własnego nosa znajdował się nos dziewczyny, jakby to, że mógł policzyć wszystkie piegi na jej twarzy i wreszcie jakby to, że nie bał się jej spojrzenia było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Chłopak uniósł kąciki ust ku górze i dał się ponieść muzyce, bo w przeciwieństwie do latania na miotle, Joe w tańcu była niezwykle zwinna, a Eric wcale nie ustępował jej kroku i choć Ciocia nigdy nie uczyła go walca to będzie musiał podziękować jej po stokroć za lekcje które najczęściej przyjmował z nieukrywanym wyrazem niechęci na twarzy. Zauważywszy kątem oka, że na parkiecie pojawiła się Murphy i Serg, chłopak na chwilę ścisnął trochę mocniej dłoń partnerki i poczuł jak po jego ciele rozlewa się kojąca fala gorąca. Z niezwykłą ulgą przyjął widok rudej czupryny przyjaciółki przemykającej obok i – choć pewnie tego nie zauważyła- uśmiechnął się do niej porozumiewawczo.
Zobacz profil autora
Murphy Hathaway
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 17/02/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Aberdeen, Szkocja

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 4:12 pm

- Dziękuję, Sergie - Murphy odpowiedziała na komplement ze stoickim spokojem, czując jak usta wyginają się w lekkim uśmiechu. W przeciwieństwie do niektórych zebranych tu ludzi, z jej najdroższym Erciem na czele, dziewczyna uwielbiała przyjmować liczne komplementy. Szczególnie te stosowane przez przystojnych osobników płci brzydkiej, do których rzecz jasna Francuz należał. Rozchmurzona, częściowo, dziewczyna zlustrowała partnera łagodnym wzrokiem, po czym dodała lakoniczne, puszczając niewinne oczko - Też wyglądasz... całkiem całkiem.
Na chwilę tracąc czujność.
Koniec psot, Hathaway - pomyślała po chwili, gdy zauważyła na horyzoncie sylwetkę panny Rabe. Przywdziana w odważną, czarną kreację do ziemi obrzuciła zebrany tłum pretensjonalnym wzrokiem, pokazując swoją domniemaną, nieuzasadnioną wyższość. Nadal uśmiechnięta Gryfonka obserwowała czujnie każdy ruch blondyny, nie kryjąc ani niechęci, ani nieufności, ani narastającej w środku złości. Po chwili opamiętała się, przypominając sobie o towarzyszącym jej Gryfonie. Na pewno to zauważył, skarciła się w myślach rzucając ostatnie nienawistne spojrzenie w jej stronę. Rosalie zlustrowała beznamiętne otaczający tłum, po czym usiadła od niechcenia na najwyższym stopniu. Czekając. Na kogo?
Murphy była przekonana, że jej ruda czupryna została zauważona. To oznaczało jedno - kości zostały rzucone.
Musnęła ręką różdżkę, ukrytą za pończochą gdzieś na wysokości uda. Świadoma tego, że na ogół Rabe nie rzuca słów na wiatr była przygotowana na pojedynek, w razie gdyby Ericowi... bądź Serkowi, bądź jej samej groziło jakieś niebezpieczeństwo. Choć wiedziała, że szaleństwem byłoby atakować uczniów w towarzystwie wielmożnego Dropsa oraz jego wesołych kompanów, powtarzała jak mantrę każde znane zaklęcie. Klnąc pod nosem, że dotychczas nie była zainteresowana nauką patronusa. Kto wie jakie uroki może ciskać dzisiaj ostrokrzew? Albo co może kryć się zakamarkach chorej wyobraźni Rosalie, która mogła uknuć coś bardziej nieprzewidywalnego. I choć pewnie właśnie tak było, Murph nie miała pojęcia na to ma być gotowa. Na tym polegała jej słabość.
Otępiała, nawet nie zauważyła, że Serek ciągnie ją w kierunki Wielkiej Sali. Nawet nieco naburmuszona Murphy musiała przyznać, że wyglądała wprost... oszołamiająco. Zaczarowane sklepienie, dzisiaj niezwykle niespokojne, wypolerowany parkiet, suto zastawione stoły. Poczuła, jak jej apetyt wzmaga się z każdą chwilą, z każdym widzianym półmiskiem oraz  każdą wyczuwanym zapachem. No tak, jedzenie. Z tego całego stresu nie jadła chyba cały dzień.
Odwracając wzrok od uginających się stołów, spojrzenie swe skierowała na Serka, a potem w kierunku Dropsa. Starała się słuchać uważnie krótkiego przemówienia dyrektora, a jednak... nieskupiona, zniecierpliwiona, niespokojna dziewczyna rozejrzała się raz jeszcze po pomieszczeniu. By z trwogą zauważyć, że uroczej Rosie towarzyszy nie kto jak jak... Gabriel. Dziewczyna poczuła narastającą w gardle gule, speszona spojrzała się z powrotem w stronę Dumbledore'a. Co on tam, do cholery robił? Czy knuli coś razem? Murphy przegryzła nerwowo usta, tłumiąc narastający stres. Myślała, że można mu ufać.
Poczuła stanowczą rękę na talii. Spojrzała pytająco na Serka, uświadamiając sobie, że ten najprawdopodobniej poprosił ją właśnie na parkiet. Ach no tak, walc... przekazywany w czystokrwistej rodzinie Moland z pokolenia na pokolenie, ukochany przez matkę rodzaj tańca. I chociaż Eleonore postanowiła odwrócić się od większości czarodziejskich tradycji, to nigdy nie wyleczyła się z pragnienia, by mała Murph (nosząca amerykańskie imię, nadane z kaprysu ojca mugolaka) opanowała płynnie wszelkiej maści walce. Patrząc z perspektywy czasu - na szczęście.
- Oczywiście - odpowiedziała w miarę swobodnie. Zauważywszy czuprynę Erica, śmigającą swobodnie na parkiecie, uspokoiła się nieco. Uśmiechnęła się pod nosem, próbując uspokoić szybkie bicie serca. Będzie dobrze, nie ma o co się martwić. Przynajmniej na razie.
O czym rozmawia się podczas tańca?
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 4:16 pm

Ze wszystkich rzeczy, których mógł się spodziewać, TO zdecydowanie nie znajdowało się na liście. Obracając się przez ramię, sądził, że po prostu napotka znajomą twarz, w przypadku osobnika płci męskiej przywita się jak należało, a do kobiety rzuci miły komplement i zachowa się jak dżentelmen. To jednak... Hm.
Krukon mrugnął raz.  A potem drugi. Złocisty blond nie chciał znikać z włosów Aristos, którą w pierwszej chwili ledwie poznał, zmiana była tak drastyczna. Zaskoczenie musiało się w jakiś sposób odbić na jego twarzy, czuł to w specyficznym napięciu mięśni, w lekkim uniesieniu brwi. Gryfonka nie wyglądała źle, tylko... Inaczej. Co za elokwencja, panie Watts, a ponoć posiada pan taki bogaty słownik. Nie zdążył nawet nic powiedzieć, panna Lacroix go ubiegła, a drobna nuta irytacji w jej głosie sprawiła, że Szkot metaforycznie się zjeżył, wystawiając ostrzegawczo pazurki.
- Ze wszystkich rzeczy, o które mogłaś się zaczepić, wybrałaś wzrost? – spytał ni to z rozbawieniem, ni to z przekąsem. - Nie wymyślisz nic nowego, słyszałem już chyba każdą możliwą złośliwość na ten temat.
Pokręcił lekko głową, mimo wszystko wyginając usta w lekkim, niemal niezauważalnym uśmiechu, po czym nadstawił ramię, bezgłośnie sugerując Aristos, by je ujęła. Jak już mieli spędzić trochę czasu na tym balu, to mogli przynajmniej pokazać odrobinę klasy i elegancji. A skoro już o tym mowa...
- Ślicznie wyglądasz – zdążył jeszcze dodać, zanim szum zebranych w Wielkiej Sali osób całkowicie uniemożliwił prowadzenie rozmowy w normalnych ludzkich tonach bez zmuszania się do podnoszenia głosu. Może i nie był mistrzem wyszukanych komplementów, ale jeśli już je komuś mówił, pilnował własnej szczerości.
Z zadziwiającą łatwością (jak na posturę zbliżającą się do gabarytów trzydrzwiowej szafy) lawirował między uczniami, ograniczając przypadkowy fizyczny kontakt do minimum. Czuł mrowienie na karku – niezawodny sygnał, że ktoś mu się przyglądał, choć chyba nie było to tak dziwne w miejscu pełnym ludzi? Mimowolnie przypomniał sobie fragmenty artykułów z „Lustra” na swój temat, a potem boleśnie i gwałtownie pojął, że pojawiając się na tym balu z Aristos przy boku, niejako potwierdził wiarygodność szmatławca grającego mu na nerwach. Wspaniale. Ciekawe ile osób właśnie uwierzyło w nieomylność szalonych redaktorów oraz całkowitą zgodność plotek z prawdą. Głupio wbił szpadel w ziemię, samemu kopiąc sobie grób. Choć zapragnął zrobić malowniczy w tył zwrot i opuścić salę (przy okazji brutalnie masakrując dumę i zostawiając ją kwilącą w kącie), nie istniała taka opcja – nie był dzieckiem, nieprzemyślane konsekwencje własnego zachowania należało zwyczajnie znosić. A potem wyciągać z nich wnioski i więcej nie popełniać podobnych błędów. Mimo tej świadomości niebieskie oczy Wattsa nieznacznie się zachmurzyły, dokładając mu na ramiona jeszcze troszkę niewidocznego ciężaru. Zanim się spostrzegł, znów zaczął dyskretnie rozglądać się w poszukiwaniu znajomych twarzy, choć z tyłu głowy majaczył Krukonowi obraz pewnego wesołego Irlandczyka, którego mimo całej sympatii wolałby teraz nie dojrzeć. Rozmowa z Cu jawiła mu się jako pewna konieczność, odległy cel do jakiego wcale się nie spieszył – nie miał złudzeń, że gdy w końcu uda im się zamienić choć kilka słów, nie będzie to miła rozmowa. Oczywiście jeśli O'Connor czytał „Lustro”, a tego Ben nie mógł być pewien. Nie chciał kłamać, a jednocześnie nie chciał też mówić całej prawdy, pozostawał w stanie zawieszenia.
Przemówienia dyrektora słuchał jednym uchem, czując ciepło dłoni trzymającej ramię, przesiąkające przez materiał marynarki i koszuli. Aristos nie mogła wiedzieć, co się działo w jego głowie, że w ogóle czymś się ostatnio ciągle martwił oraz iż sama w pewnym sensie generowała problem, którego nie potrafił jeszcze rozgryźć, ale jej obecność dobrze wpływała na samopoczucie Wattsa. Chyba że pociągnie wcześniejszą złośliwość, wtedy się pogniewają.
Słysząc pierwsze dźwięki wygrywanej melodii, chłopak oswobodził rękę, obejmując nią ramiona panienki Lacroix i w sposób nie wymagający od niego użycia niepotrzebnej siły, wyprowadził ją poza tłum szybko dobierający się w pary.
- Nie mam za grosz poczucia rytmu – wyjaśnił, pochylając lekko głowę, gdy znaleźli się między stolikami i z dala od podrygującej masy. - Zadeptałbym ci stopy albo uprawiał taniec pijanej żyrafy, a na to jeszcze zdecydowanie za mało wypiłem.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 549
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 5:00 pm

Wstała i założyła ręce na biodra widząc, że Gabriel wreszcie przyszedł i zmierza dostojnym krokiem w jej stronę. Z bólem musiała przyznać przed samą sobą, że wygląda całkiem przyzwoicie, ale, dzięki Bogu, nie rzuca się w oczy jak reszta wypucowanych i obrzuconych brokatem mężczyzn. Lubiła chłopaka, ale wolała trzymać go trochę na dystans, więc do lekkiego uśmiechu jaki wkradł się na jej wargi dołożyła uniesione dumnie brwi i podbródek. Jeżeli miały po dzisiejszym balu powstać plotki, jakoby Rabe z Rifflesione byli parą – w porządku, byle w samym trakcie nie zwracali na nich szczególnej uwagi. To byłoby bardzo, bardzo uciążliwe. Dzięki wysokim obcasom, które Rose postanowiła włożyć tego wieczoru, przepaść wzrostu między nimi spadła niemalże do zera. Niezmiernie cieszył ją ten brak konieczności wspinania się na palce, by przekazać jedną z wielu sekretnych wiadomości Gabrielowi.
-Dzięki – rzuciła tylko, widząc, że słowa wypowiedziane przez chłopaka nieco go speszyły. Nie chciała wałkować tematu urody ani swojej, ani nikogo innego, bo nie to było ważne. Chociaż, odrobinę, ale tylko małą odrobineczkę, fakt, że jest dla Krukona atrakcyjna był satysfakcjonujący – Chodź, pokażę ci coś.
Owinęła palce wokół lekko umięśnionego ramienia i pociągnęła go pod ścianę, by nikt inny poza nimi nie mógł zobaczyć, jaką tajemnicą ma zamiar się z Rifflesione podzielić. Upewniwszy się wcześniej, że żaden podejrzany Gryfon nie kręci się gdzieś w pobliżu, odchyliła odrobinę materiał sukienki i wyciągnęła z biustonosza niewielką, pięciocentymetrową buteleczkę z drewnianym korkiem. Pomachała mu nią dyskretnie przed nosem, uśmiechając się przy tym w dziki, ale sympatyczny (o dziwo!) sposób.
-Zgadnij, co to jest? – wypinając dumnie pierś, zadowolona ze swojego jakże wspaniałego pomysłu, schowała eliksir z powrotem do stanika, bezpieczniejszej kryjówki od samego banku Gringota – Super, co? Jeśli dobrze będziesz się sprawował na balu, pozwolę ci nawet wybrać na kim wypróbujemy to cudo. Oczywiście, przemyślę jeszcze twój wybór, czy aby na pewno jest odpowiedni – puściła mu oczko, chichocząc chłodno pod nosem. Ciekawiło ją, czy chłopak przyszedł na bal z konkretnego powodu, czy tylko po dobrą zabawę i wspomnienia. Oby nie trwał w głupiej nadziei, że dzięki odrobinie alkoholu zacznie się do niego kleić – prognozy na tą noc były o wiele bardziej ekscytujące od migdalenia się w kącie Sali.
Poprawiła pospiesznie fryzurę, wygładziła materiał sukienki i oplotła dłoń wokół ramienia Gabriela, zmierzając wolnym krokiem w kierunku wejścia na bal. Odrobina słodkiego, poprawiającego nastrój napoju bogów na pewno nie zaszkodzi. Widok tak pięknie wystrojonej Sali zaparł jej dech w piersiach, ale starała się tego po sobie nie poznać. Wolną dłoń założyła na biodrze, obdarzając mijane osoby wyzywającym spojrzeniem. Czy ktoś będzie na tyle zdesperowany, by przyczepić się do niej tak wyjątkowego wieczoru? Miała ogromną nadzieję, że tak.
Po krótkim spacerze między stolikami i tańczącymi parami zauważyła wyginającą się koślawo rudą czuprynę. Patrzyła na nią wymownie, uśmiechając się szeroko, a kiedy tamta przechwyciła jej spojrzenie, niedbale jej pomachała, przenosząc zaraz wzrok na resztę jej przyjaciół. Wyszczerzyła ząbki, gdyby mogła, chętnie zarzuciła włosy na plecy i odwróciła się, idąc w przeciwnym kierunku. Lubiła się drażnić z Gryfonką, zdecydowanie mogła zaliczyć to do jednej ze swoich najbardziej ochoczo realizowanych pasji. Fakt, jak szybko potrafiła wyprowadzić z równowagi rudą wywłokę był tak ekscytujący, że Rosalie nie zamierzała sobie go dzisiaj odmawiać. Może go nawet przedawkować, nie ważne.
-Napijemy się czegoś? – zapytała bruneta, przerywając powstałą między nimi ciszę. Kątem oka spostrzegła biegnącego za czymś, pewnie za kotem, bo za czym innym mógłby biec stary woźny, Filcha. Zatrzymała się w miejscu, by przez przypadek nie wpaść na nieprzyjemnie pachnącego mężczyznę. Wywróciła oczami, krzyżując ręce na piersi w wyraźnym geście zniecierpliwienia. Co za błazen.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   Czw Kwi 02, 2015 5:16 pm

Uśmiechnął się cwanie do Erica i pokiwał głową z uznaniem.
- Fakt. Należenie do drużyny quidditcha zwiększa szanse u dziewczyn. A jak jest się dodatkowo kapitanem i prefektem, to już w ogóle nie ma co narzekać na brak zainteresowania. - podbił temat, patrząc na Wandę z rozbawieniem i uczuciem, przeznaczonym tylko dla niej. Zauważył kątem oka, że dziewczyny milczą. Może tak bardzo ich onieśmielał, że się nie odezwały? Bardzo możliwe, przecież był mega przystojnym kapitanem drużyny quidditcha i Wanda kiedyś wspominała mu, że ma jakieś fanki. Może to te trzy piękne damy? Henry nigdy nie mógł ich zobaczyć, bo albo był ślepy albo nie istniały. Jedna jedyna fanka, którą widział stała właśnie ubrana w czerwień i robiła furorę. Lancaster dobrze widział błysk w oczach Erica na widok jego dziewczyny i chociaż miał ochotę warknąć i zaznaczyć, że ona ma już chłopaka, powstrzymał się. Odkąd z nią był, zdziwiony zauwazył, że robi się zazdrosny o najmniejsze głupoty, a przecież nie miał powodów nie ufać Wandzie. Nic nie poradzi, że jest piękna i wszyscy chcą ją poznać, rozmawiać z nią i się z nią przyjaźnić. Była przecież sławną postacią w Hogwarcie i musiał się z tym pogodzić.
Roześmiał się cicho i automatycznie spojrzał na obuwie. Boleśnie wypolerowane i nowe. Henry pierwszy raz od jakichś dziesięciu lat czuł się tak przezroczysty i czysty przez nowiutki garnitur.
- Piękne kobiety trzeba komplementować, Wando. A ja nie zamierzam ukrywać jak piękną mam dziewczynę. - wyszczerzył się do niej typowo po puchońsku i w końcu odchrząknął, bo byli w towarzystwie, a on nie odrywał oczu od Wandy. Mogło to być źle odebrane, a dzisiaj mieli być idealni. Bardziej niż na co dzień. Zignorował wrzask Filcha, jakby wcale go tutaj nie było. Nie miał czasu się nim przejmować, gdy Wanda poprawiała mu kołnierz i niby to przypadkiem łaskotała jego szyję. Jeszcze chwila, a serce mu wyskoczy z piersi i zacznie tańczyć kankana na środku parkietu wraz z Irytkiem. Wstrzymał oddech i odczekał aż zabierze gorące palce i będą mogli przejść do przyziemnych spraw pokroju utrzymania rozmowy z nierozmownymi dziewczętami. Tak, musiały być onieśmielone jego obecnością, bo jak inaczej wyjaśnić ich zmowne milczenie?
- Oni są czadowi... - oburzył się ale już nie dokończył, bo do sali wszedł Dumbledore i wszyscy skierowali się na niego. Henry zmarszczył nieznacznie brwi. Kiedyś dyrektor był dla niego idolem i wzorem do naśladowania. Po tym, co Henry na nieszczęście musiał doświadczyć pod jego skrzydłami, zaufanie do Dumbledore'a bardzo się zachwiało. Otrzymanie odznaki prefekta też nie pomogło, a tylko zniesmaczyło Puchona, który widział w tym sposób na zadośćuczynienie krzywd - tortur i utraty pamięci i kawałka życia. Wrócił na ziemię w miły sposób, bo poczuł gorące ramię Wandy opierającego się o jego bark. Była wyższa niż to zapamiętał. Spojrzał na podłogę i zobaczył winowajców, te śmiercionośne buty zwane szpilkami. Nie miał pojęcia jak ona się na tym utrzymuje, ale i tak wyglądała olśniewająco. W końcu dostali cynk, że mogą iść zabijać się i łamać nogi zatańczyć na parkiecie i zjeść. Tak na dobrą sprawę Henry był wygłodzony w każdy możliwy sposób. Nie jadł kolacji, Dwayne zeżarł wszystkie zapasy z miodowego królestwa i zostawił ich o suchym pysku i pustym żołądku. Wiedział, że zanim się naje, musi odbyć przynajmniej jeden taniec z Wandą. Nie miałby nic przeciwko temu, gdyby nie był tak zestresowany. Nie przepadał za tańcem.
Z rozbawieniem oglądał scenę Irytka i Norriski. Potrząsnął głową od piór i znowu wstrzymał oddech, gdy Wanda tak troskliwie zajmowała się jego ubiorem i włosami, które nieudolnie próbował okiełznać, co mu się udało w stopniu minimalnym. Eric zaraz zaprosił do tańca Jolene i Henry poczuł się na celowniku. Teraz jego kolej. Zakręciło mu się w głowie i zaszumiało w uszach od cichego szeptu Krukonki. Obezwładniała go zapachem i strojem, przez co miał poważne problemy z oderwaniem od niej wzroku. Wyglądała zbyt pięknie, aby był w stanie normalnie zatańczyć. Uśmiechnął się do niej kącikiem ust i odsunął krok w tył. Podał jej rękę i ukłonił się nisko i z czcią przed najpiękniejszą damą na balu.
- Zatańczysz, piękna niewiasto ze swym marnym wielbicielem? - zapytał z pewnością siebie, bo co jak co, taniec jest nieunikniony. A skoro sprawi to przyjemność Wandzie, zamierzał się poświęcić i chwilę pomęczyć. Zaprowadził ją na parkiet i w tym samym momencie zauważył Collina i Soleil. Zabrakło mu tchu i przez chwilę zapomniał gdzie idą i po co. Zatrzymał się z Wandą daleko od pary Gryfonów i zamknął oczy. Krukonka mogła bez problemu odczytać z jego twarzy co się stało. Jaki był przez chwilę spłoszony i zdumiony, kiedy zobaczył złote włosy Soleil i stonowaną sukienkę, tak inną od tych z których słynęła. Henry'ego ogarnęło poczucie winy i zgarbił się pod tym ciężarem. Trwało to zaledwie minutę, bo szybko się pozbierał. Ochoczo położył dłoń na talii Wandy, dobrze wiedząc, gdzie ona się znajduje, bo to jego ulubione miejsce i przysunął ją do siebie nieznacznie.
- Jeśli nie przeżyję tego balu, otrzymujesz w spadku wszystkie moje książki o quidditchu i Nero. - oznajmił jej i odtworzył w myślach po kolei jak się tańczyło, jak trzeba było poruszać kończynami dolnymi aby nie zabić partnerki. Nieporadnie rozpoczął taniec, ale z każdą chwilą szło mu coraz lepiej dopóki nie patrzył na tańczącą Soleil ani na odkrytą, kuszącą szyję Wandy z jakimś dziwnym naszyjnikiem. Henry przełknął głośno ślinę i starał się za wszelką cenę patrzeć w oczy Wandy i nigdzie więcej, bo wtedy jak nic coś się stanie i pomyli kroki. Tańczyli powoli i można rzec, że nie w rytm granej przez orkiestrę muzyki, ale to się nie liczyło tylko poprawnośc kroków i to, że nie wylądowali na podłodze. Uśmiechnął się w końcu do Wandy po pierwszych paru bezpiecznych minutach i odetchnął z ulgą. Nie jest tak tragicznie jak z początku zakładał. Ciepło jej dłoni działało na niego uspokajająco i przez chwilę był pewien, że ten bal się uda i wybawią się za wszystkie stracone czasy. Henry wiedział, że to tylko odwracanie uwagi od tego, co się dzieje za murami szkoły i nie miał nic przeciwko temu.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Bal z okazji nocy duchów   

 

Bal z okazji nocy duchów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 14Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 8 ... 14  Next

 Similar topics

-
» Spis Magii (forumowy)
» Sklep Magiczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-