IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Staw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Andrew Nott
avatar
Pracownik Wizengamotu
Data przyłączenia : 10/11/2015
Liczba postów : 28
Skąd : Nottingham

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Lut 10, 2016 9:09 pm

Pocałunek, chociaż wymuszony przez Notta i pełen agresywnej intencji nakazującej się mu poddać, wciąż był w jakiś sposób przyjemny. Usta Audrey były dokładnie tak miękkie, jak wyobrażał sobie wcześniej młody śmierciożerca, jej krzywizny przyjemnie układały się w dłoniach. Tylko ten paskudny policzek, którego powinien oczekiwać, ale gdzieś tam miał nadzieję, że może nie nastąpi – że może ta cała farsa skończy się nieco szybciej. Na chwilę obecną nie zapowiadało się na szybkie rozwiązanie.
Ból po uderzeniu był dotkliwszy niż powinien przez wszechobecny chłód nieusatysfakcjonowany samym wyciąganiem czerwieni na policzki, uszy i nos czy wdzieraniem się pod ubrania. Nott skrzywił się tylko na moment, poruszając nieco szczęką, by równomierne pulsowanie rozeszło się szybciej. Nawet nie przeszło mu przez myśl oddawać – po pierwsze dlatego, że arystokratyczne wychowanie wbijało do głowy nie krzywdzić kobiet (mugole i szlamy się tu nie liczyły), po drugie ponieważ miał co do Audrey plan, który koniec końców chciał doprowadzić do szczęśliwego finału. Osiągnięcie tego, co sobie założył było ważniejsze, niż środki jakich musiał po drodze użyć, by dojść do celu.
W brązowych oczach Andrew błysnęło coś ostrego, kiedy dziewczyna cofnęła się, uciekając mu z rąk, bo choć na dzisiejsze spotkanie planował coś zupełnie innego, zrobienie pannie Faulkner przyjemności prowadzące do ciaśniejszego nawinięcia niteczki z jej imieniem na palec, odmawianie nie było czymś, co znosił dobrze. Od dziecka zawsze dostawał to, czego chciał i nawet jeśli musiał na to w jakiś sposób zapracować, zawsze mu się po prostu udawało. Choć prawdę mówiąc, do niektórych rzeczy miało się po prostu więcej cierpliwości niż do innych.
- Co to miało być? – powtórzył za Audrey podobnie jak ona zrobiła to wcześniej, niejako odwracając kota ogonem. Z lekko ściągniętymi brwiami i cieniem czegoś aroganckiego czającym się w kącie wąskich ust, Drew wykonał nieco niedbały ruch dłonią, jakby chciał strzepnąć z rękawa niewidzialny pyłek, po czym wziął głębszy oddech.
- To, droga panno Faulkner – zaczął, akcentując słowa w przesadnie uprzejmy sposób podszyty nutą złośliwości, wypróbowując nieco innego podejście - Był przedsmak tego, co może być. Jak mogę traktować kogoś, komu chcę zaoferować swoją przychylność, a powinnaś się już domyślić, że mam w rękach środki, o jakich ci się nie śniło.
Przekrzywił nieco głowę, wbrew podpowiedziom rozsądku ostrzegającego przed kolejnym liściem, nachylił się w kierunku Audrey, która przecież nie stała tak daleko – wszystko to było częścią sztuki, którą odgrywał w jednoosobowym teatrze.
- Fascynujesz mnie – powiedział prosto, nie bawiąc się w bardziej wyszukane słowa. - I chcę wiedzieć o tobie więcej, spędzać czas i darzyć względami. Prościej ci już tego nie wyłożę – ciemne oczy mimowolnie się zmrużyły. - To bardzo łatwe, wystarczy, że powiesz "Pójdę z tobą na mecz, Andrew".
Zobacz profil autora
Audrey Faulkner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 19/09/2015
Liczba postów : 173
Skąd : Den Helder, Holandia / Kodiak, Alaska

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Lut 10, 2016 10:13 pm

Mieszkający w sercu panny Faulkner powarkiwał jeszcze przez dobrą chwilę i jeżył sierść, stopniowo jednak łagodniejąc. Musiał złagodnieć, bo tak naprawdę dziewczynie przecież zależało, co ten wymuszony pocałunek paradoksalnie tylko jej przypomniał i podkreślił jaskrawymi barwami. Co więcej, agresja, na którą Audrey odpowiedziała swoją własną ofensywą była... Cóż, w jakiś sposób ekscytująca. Holenderka poczyniła już pierwsze kroki do zrozumienia, że do pełni satysfakcji niekoniecznie potrzebuje równouprawnienia, że dominacja jest czymś, co potrafi przyprawić ją o szybsze bicie serca, wciąż jednak trudno było jej się do tego przyzwyczaić. Do tego, że siła - także ta, której w zasadzie być może powinna się obawiać, jak czynili to normalni ludzie - wprawiała ją w drżenie i przyprawiała o głód.
Powoli zaciskając i rozluźniając piekącą po uderzeniu dłoń Faulkner szybko, naprawdę szybko pożałowała więc, że tak bardzo spieszyło jej się do uczynienia tego kroku w tył. Pożałowała, bo obecna bliskość nie była już tą sprzed ledwie chwili. Tą, gdy przez warstwy materiału mogła wciąż doskonale czuć dotyk dłoni Notta; tą, która popychała wyobraźnię Audi do kreowania wielu różnych, mało przyzwoitych obrazów, w których ani jej płaszcz, ani rękawiczki Andrew z pewnością nie były niezbędnymi rekwizytami. Teoretycznie wciąż byli blisko, dość blisko, by mogła naprawić swój błąd. Gdy mężczyzna pochylił się ku niej mogła znów znaleźć się bliżej, tak blisko, jak przedtem. Ulegle, bo uległość nie była jej przecież aż tak obca. Nie, kiedy wizja podporządkowania się stała się nagle tak prostą i cholernie atrakcyjną. Nie, kiedy kilka celnie dobranych słów przyprawiło ją o ciarki na plecach i wypchnęło z płuc oddech.
- Pójdę z tobą na mecz, Andrew - powtórzyła więc z rozmysłem po krótkiej chwili intensywnego milczenia, podczas którego uzmysławiała sobie kolejno, jak trudno byłoby jej teraz odmówić, jak trudno będzie po prostu siedzieć z Nottem w jednej loży (choć to w pewien sposób ułatwi samo widowisko na stadionie bo, umówmy się, w kwestii quidditcha pannie Faulkner nie trzeba było wiele, by zapomniała o całym otaczającym ją świecie) i jak trudno będzie jej później tak po prostu wrócić do Hogwartu, do własnego dormitorium, własnego łóżka i własnych, nagle niezbyt atrakcyjnych perspektyw kolejnych dni.
Tak czy inaczej - kolejnego liścia nie było, nie mogło być. Podobnie też miała się rzecz z dalszym cofaniem się - jedynym wyrazem jakiegoś jeszcze oporu mogło być po prostu nie zbliżenie się do Notta ponownie, nie sięgnięcie ku niemu, nie wyjście z jakąkolwiek inicjatywą, z którą mogłaby - i, cholera, bardzo chciała! - wyjść. To jednak nie byłoby mądre. Pomijając już to, jak bardzo by się nagłą zmianą postawy upokorzyła - hej, w jakiś sposób to już się działo, bo jakże mogła zgodzić się bez dalszych protestów, jakże mogła tak łatwo zaakceptować argumentację mężczyzny? - to po prostu wiele rzeczy by utrudniło. Jej samej, bo to ona była stworzeniem łatwo uzależniającym się i łatwo nabawiającym się trudnego do zaspokojenia pragnienia. To jej serce wpadało w infantylną galopadę, to jej wyobraźnia szalała, to ona musiała zmagać się z trawiącym ją zniecierpliwieniem czy tęsknotą, zależy jak na to spojrzeć. Ona, nie Drew. I jeśli ktoś powinien dbać o to, by czegoś sobie nie utrudniać, to z pewnością ona, Audrey.
Co niekoniecznie musiało iść w parze z zamiarami Drew.
- Mogę zobaczyć te bilety? - zapytała wreszcie, mimowolnie uciekając spojrzeniem w bok, by uniknąć spotkania ze świdrującym wzrokiem Notta. Zadane pytanie było w tym momencie pierwszym, jakie przyszło jej do głowy - ostatecznie poprzednia chęć przyjrzenia się tekturkom z bliska przegrała rywalizację z chwilowym, gwałtownym wybuchem - a którego chwyciła się jak ostatniej deski ratunku. Nie mogła po prostu stać i milczeć, niezależnie od tego, jak żałosna mogła być ta zmiana tematu.
Zobacz profil autora
Andrew Nott
avatar
Pracownik Wizengamotu
Data przyłączenia : 10/11/2015
Liczba postów : 28
Skąd : Nottingham

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lut 11, 2016 7:29 pm

Trochę uporu i umiejętnego operowania słowami – po raz kolejny potwierdzało się, że zwykle tyle wystarczyło, by zyskać sobie kobiece względy. Satysfakcja mile pieszcząca ego młodego śmierciożercy została przyjęta z otwartymi ramionami, choć wyrazy zadowolenia Drew dawkował oszczędnie. Pozwolił twarzy nieco się wygładzić, pozostawiając między brwiami delikatną zmarszczkę, odetchnął też nieco głębiej, choć nie rozluźnił ramion. Panował nad wszystkim (a przynajmniej lubił sobie tak mówić) jakby miał w dłoni drewniany stelażyk z żyłkami doczepionymi do rąk i nóg kukiełki. Oddając mu mniej lub bardziej kontrolę nad sytuacją, ulegając sugestii, Audrey robiła młodemu Nottowi najlepszy prezent. Od najmłodszych lat przyzwyczajony do tego, że ktoś zawsze dyktuje mu, co może lub czego nie, będąc tym, który przeforsowuje swoje zdanie, Andrew czuł się jak król świata. To jego słowa były tymi najważniejszymi, jego, a nie rodziców, czy choroby która z taką lubością odebrała mu najpierw marzenia o grze w quidditcha, a potem o normalnym życiu. Z brakami w męskiej posturze, świadom tego, że nigdy nie będzie miał tyle fizycznej siły, ile mógł pragnąć, o wyraźnie obniżonej wytrzymałości, mógł tylko pomachać z daleka samczym ideałom, wcielając się w rolę przemykającego w cieniach węża podszeptującego odpowiednie słowa do odpowiednich uszu, by zyskać swoje cele. Można by rzec, że geny uczyniły z niego idealnego Ślizgona.
Dlatego właśnie, z ukrywaną starannie lubością na dźwięk powtórzonego, bardzo prostego zdania, Nott wyciągnął rękę, jak gdyby nigdy nic odgarniając za ucho Audrey pasmo jasnych włosów. Bez żadnego komentarza, przytaknięcia czy pochwały, że wreszcie poszła po rozum do głowy. Poddawana intensywnemu spojrzeniu młodego mężczyzny panna Faulkner zdawała się gdzieniegdzie chwiać, choć było to zapewne bardzo złudne wrażenie – w końcu nie raz i nie dwa Andrew miał już okazję zobaczyć, jak ognisty posiadała temperament. Ot, choćby przykład wymierzonego bez zastanowienia policzka, po którym skóra wciąż mrowiła na samo wspomnienie.
Pozwalając jej uciec od potencjalnie nieprzyjemnego pociągnięcia tematu, Nott ponownie wyciągnął z kieszeni dwa kartoniki powleczone złotem, wręczając je Krukonce – na razie odpuści, to popołudnie miało się zapisać w pamięci Audrey jako mile spędzony czas, a nie męczące kłótnie. Zerkając na elegancki zegarek na skórzanym pasku zapięty na nadgarstku, Drew puknął delikatnie w szybkę, powołując do życia kilka dziwnych wskazówek pokrytych grawerem niewidocznym bez szkła powiększającego.
- Już prawie czas – powiedział, przerywając zalegającą ciszę. I choć słowa te mogły stwarzać wrażenie nagłości, sam Nott zdawał się nigdzie nie spieszyć, najpierw nadstawiając Audrey ramię, a następnie sięgając pod płaszcz i szalik i wydobywając na światło dzienne medalion na długim łańcuszku. - Dotknij go – poinstruował krótko, trzymając pastylkę srebra na wyciągniętej dłoni. Medalion miał na wieczku delikatny grawer litery N.
Trzy, dwa, jeden... Świstoklik szarpnął, porywając ze sobą Notta i pannę Faulkner.

[2x z/t]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Staw   

 

Staw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Gabinet Pielęgniarski
» Staw
» Stary Staw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Inne magiczne miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Wrzeszcząca Chata
-