IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pusta, czysta klasa [WDŻ]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Pon Lut 09, 2015 6:14 pm

Cytat :
Wychowanie do Życia w Rodzinie Czarodziejów!

Główny prowadzący: Argus Filch, woźny Hogwartu.
Zastępcy (nie)przymusowi: Fhancis T. Lacroix, stażysta zaklęć oraz Dorian Whisper, padwan gajowego.

Osoby mające obowiązek stawić się na pierwszych zajęciach są wypisani tutaj. Zainteresowani mogą przybyć na zajęcia po wcześniejszym poinformowaniu jednego z zastępców bądź głównego prowadzącego o swojej obecności.

Lekcja będzie dotyczyła:

* kulturalnego ubioru w szkole i poza nią z zachowaniem Zasad Moralności Społecznej,
* stosowanie eliksirów antykoncepcyjnych i uspokajających/uciszających w poszczególnych sytuacjach,
* przedstawianie się wyżej postawionym osobom, okazywanie szacunku i hołdu Kadrze Nauczycielskiej/ jak uniknąć społecznego poniżenia/wykluczenia ze społeczeństwa/izolacji.

Osoby nieobecne będą karane szlabanami u osoby prowadzącej, zaś osoby spóźnione będą rzucały monetą i w zależności od wyniku zostaną zapisane na zajęcia wyrównawcze:

1) Orzeł- nauka u pana A. Filcha.
2) Reszka - nauka u pana A. Filcha.
3) Stanie bokiem - nauka u jednego z zastępców.
4) Zawiśnie w powietrzu - zwolniony z zajęć wyrównawczych.

Uczniów uprzejmie prosi się o przyniesienie dwóch piór, kałamarza, pozostawienie różdżek w dormitoriach bądź w depozycie w gabinecie pana Filcha, trzech zwitków pergaminów i szerokich uśmiechów.

Serdecznie pozdrawiam,
A. Filch Woźny Na Straży i Porządku Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart S.A.


^ Obowiązuje bilokacja.
^ Pojawiajcie się tłumnie z wyszczerzami na ustach w ciągu najbliższych dwóch dni najlepiej by było. Pamiętajcie, że to ma służyć zabawie i utrzymaniu klimatu!
^ Miejsce spotkania mieści się tuż za ścianą gabinetu Filcha. Sala jest mała i wypełniona krzesełkami i ławkami aż po brzegi. Przy wejściu stoi depozyt - kufer na różdżki, które należy odłożyć przed wejściem. Trochę tu duszno i śmierdzi koperkiem, ale ujdzie przeżyć i się nie udusić.
^ Za takie coś postaram się wyżebrać fasolki dla każdego za chęć i udział w zabawie.
^ Osoby chętne, a nie zapisane, niech cichaczem wysyłają sowę do Filcha, Lacroixa czy Whispera i niech wpadają.
^ Ni mo kolejek, bo po co się ograniczać na tak ekscytującej lekcji.
^ Czas: 5 października, godzina 17:04.

_________________



Ostatnio zmieniony przez Argus Filch dnia Sob Lut 14, 2015 9:24 am, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 20/08/2014
Liczba postów : 604
Skąd : Orlean

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 3:28 pm

Wybiła godzina 17:05 dnia 5 Pazdziernika roku pańskiego 1977.
Francis Lacroix truchtał rozkosznie korytarzami Hogwartu powiewając swoją ciemną marynarką. Czuł się tak młodo, czuł się tak zwiewnie. Czuł się jak wiatr. Tak, był wiatrem. Cieszył sie w myślach, że nie jest wiatropylny, bo w kontekście nadchodząych zajęć byłoby to nieco niepokojące. Pod pachą radośnie podskakiwały mu przy każdym kroku Karty Pracy, specjalnie przygotowane na te zajęcia, w kieszeni postukiwało drewniane pudełeczko z tajemniczą zawartością, a torba bujała się na francisowym ramieniu. W międzyczasie młody stażysta zaklęć zastanawiał się czego powinien nauczyć tych młodych ludzi? Wychowanie do życia w magicznej rodzinie? Czym to właściwie jest. W rodzinie się żyje i to właściwie wszystko, co miał do powiedzenia. Biuletyn z instrukcjami niewiele mu podpowiadał, postanowił więc razem z Dorianem puścić wodze fantazji. Francis przyśpieszył jeszcze na zakręcie, w który wszedł z prawdziwą francuską gracją. Otworzył z hukiem jedne drzwi, potem nieco ciszej drugie i zauważył, że sala jest pusta. Zaklaskał z entuzjazmem i pokręcił nosem, czując w powietrzu ten nieznośny zapach koperku, który wbijał mu się to mózgu w bardziej irytujący sposób niż skrzekliwy głos samego Filcza. Francis wzdrygnął się lekko na tę myśl. Przełożył różdżkę do marynarki, żeby nie daj Merlin ta kudłata kupa nieszczęścia nie zauważyła, że łamie jego irracjonalne reguły. Rozłożył Karty Pracy na stoliku, a sam rozsiadł się na krześle. Machnął różdżką i otworzył okna na oścież wpuszczając jakkolwiek świeże powietrze do tej klasy. Francis mruknął w głębokim zastanowieniu i przejrzał ulotkę. Macanie. Bezpieczne macanie. Odpowiedni strój. Kiedy nie mieć odpowiedniego stroju. Kiedy nie mieć stroju. Zamknął ulotkę i czekał. Czekał na niewinne baranki, które niedługo nie będą już takie niewinne.
Oh, młodości.
Orla Twych lotów potęga.

_________________






Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/09/2014
Liczba postów : 649
Skąd : Walia, osiedle Cardiff.

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 4:28 pm

5 października 1977 godzina 17:07 roku pańskiego <3

Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu się nie spóźniła na lekcję planowaną kilka dni wstecz. Lęk przed Filchem był silny i motywował do pojawienia się wcześniej. Jolene wolała mieć to już za sobą. Najlepiej będzie zarezerwować tylne ławki przed innymi, wtopić się w tłum i ukryć zanim wpadnie do środka morze głów. Dostała szlaban od Hagrdia za nocne włóczenie się z Navim i Allanem. Pragnęła odpracować karę w każdy sposób, byleby tutaj nie przychodzić. Oddałaby wszystko za bycie niewolnicą Pince niż tkwić tutaj i więdnąć pod okiem charłaka. Mijając drzwi gabinetu woźnego wzdrygnęła się i założyła kaptur żółtej bluzy na głowę. Dzisiaj również nie była sobą i cieszyła się, że Dwayne'a tutaj być może nie będzie. Wchodząc do klasy nie spodziewała się zastać tam nikogo. Jej zdziwienie było dwakroć większe dostrzegłszy z kim znalazła się sam na sam w ciasnych czterech ścianach. Pierwszy raz od miesiąca, wszak wiele razy próbowała znaleźć się w takiej sytuacji, w której pan Lacroix nie będzie w stanie się wymknąć spod ostrzału jej oczu. Przelotnie rzuciła okiem na ciemną klitkę, więzienie, którego nie odpuści przez najbliższe trzy godziny. Na widok Fhancisa, zesztywniała. Dokładnie dwa dni wcześniej powitałaby go szerokim uśmiechem oraz swoimi ramionami, jednakże przez dwie doby zmieniło się o jotę za dużo. Drzwi cicho zamknęły się za jej plecami, podczas gdy Puchonka patrzyła na niebiańsko przystojnego mężczyznę. Powtórzyła sobie w myślach, że nie może już go kochać. Siłowała się ze swoim dawnym ja i obecnym, dojrzalszym i zarazem smutniejszym. Chrząknęła, powróciwszy do rzeczywistości. Uciekła spojrzeniem i po cichutku czmychnęła na krzesełko pod oknem na samych tyłach. Nie zdejmowała kaptura z głowy ufając, że Fhancis jej nie rozpozna i nie spojrzy jej w oczy. Dalej była narażona na westchnięcia do bezdennej pięknej toni błękitu oczu mężczyzny, a z tego próbowała wyzdrowieć.
Czas na najgorszą lekcję pod słońcem. Ciemne włosy, wyraźnie krótsze niż dotychczas, wysypywały się z przodu kaptura otulając policzki dziewczyny miękkością i zapachem truskawkowego szamponu. Oszczędziła sobie wdychania koperkowego powietrza, odwracając głowę ku uchylonemu oknu. Pożałowała przyjścia tak wcześnie, jednakże z drugiej strony wybrała sobie najlepsze miejsce, aby być poza wzrokiem woźnego przez trzy godzinny szczerej, gorzkiej męczarni.
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 20/08/2014
Liczba postów : 604
Skąd : Orlean

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 5:00 pm

5 Pazdziernika 1977. 17:07.

Francis był przejęty rozkładaniem się wygodnie na starym fotelu, mruczeniem, nicnierobieniem i czekaniem na zbawienie, albo na dowolną asteroidę spadająca z nieba właśnie na ten konkretnie zamek, i na tę konkretnie salę. A potem drzwi zaskrzypiały, jakby to nieco nieśmiało, jakby to nieco niepewnie. Francis podniósł leniwie wzrok z blatu biurka i spojrzał na zakapturzoną już personę, która zdecydowała ukryć się sprytnie przed Filczowym batem w samiusieńkim rogu sali, nie dziwił się jej, sam zapewne skrył się nie tyle w najciemniejszym i najbardziej odległym kąciku klasy, co właściwie po drugiej stronie drzwi. Poprawił się na krześle i kaszlnął dwukrotnie, nieco sucho, cholerne brytyjskie powietrze, doprawdy!
-Dzień dobry? - zaczął delikatnie Francis, zastanawiając się kto może być tą tajemniczą zamaskowaną osóbką. Odrzucił wszelkie oczywiste opcje, odrzucił osoby, które nie byłyby aż tak skrępowane. Wzrost i postura wskazywała na pewną puchonkę, ale zachowanie było wysoce nie w jej stylu. Jolene, którą znał, prawdopodobnie zaraz przystanęłaby obok niego i zaczęła optymistyczną rozmowę. Francis przez moment zastanawiał się, czy może zrobił coś nie tak? Czy może jego odpowiedź na sowę, a raczej kota, nadanego przez Jo była zbyt sucha i surowa? Może po prostu zrobił jej tym przykrość.
Mimo sporego gabarytu lat zrobiło mu się nagle nieco głupio.
-Dzień dobry, Jolene Dunbar. - powtórzył, akcentując jakby, że wie dobrze kim jest i nie ma potrzeby dalszego, pokrętnego ukrywania się po kątach i to dosłownie ujmując to znaczenie. Wstał i otrzepał spodnie, nieco zakłopotany. Kiedy jest się samemu cisza wydaje się całkiem odpowiednia, jednak są rożne tej ciszy rodzaje i to była jedna z tych nieco nerwowych i krępujących. Usiadł na stoliku, zza którego miał wygłosić najważniejsza lekcję swojego życia, przynajmniej wedle sir Filca i pomachał moment nogami w milczeniu.
-Joelne, czyżby coś się stało? - zapytał spokojnie, nieco ciepło, ciesząc się w duchu, że w tej sali przestało już tak wybitnie śmierdzieć koperkiem.

_________________






Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/09/2014
Liczba postów : 649
Skąd : Walia, osiedle Cardiff.

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 5:19 pm

5 października 1977, 17:10

Asteroida nie usłyszała niemego błagania kilkudziesięciu osób w zamku muszących tracić czas (w piątek!) na wysłuchiwanie niemądrych zasad życia w magicznej rodzinie. Nie przybyła i nie spadła w środek sali, skazując Jolene, Fhancisa i wiele ziemskich istot na legalne tortury, których autorem był człowiek kochający zadawanie bólu - pan Argus Filch.
Ciepły dźwięk głosu Fhancisa przedostał się do umysłu Jolene, ukrywającej się przed swą bratnią duszą oraz przed osobą, w której nieszczęśliwie się zadurzyła. W pierwszym odruchu drgnęła porażona świadomością, że ją zauważył. Zarzuciła na twarz włosy zastanawiając się czy rozpozna w niej włochatego potwora z Zakazanego Lasu czy jednak Jolene Dunbar. Nie obraziłaby się za to pierwsze. Niegrzecznie nie odpowiedziała na powitanie zaakcentowane jej imieniem i nazwiskiem. Fhancis nie miał pojęcia ogromu wysiłku Puchonki. Niełatwo było doń nie wzdychać, nie patrzeć głęboko w oczy i nie uśmiechać się marzycielsko komplementując jednocześnie każdy detal nieprzyzwoicie przystojnej twarzy pana L. Stażysta nie zdawał sobie sprawy jak wielkie robił wrażenie na Jolene, która postanowiła zostać starą panną i adoptować trzydzieści dziewięć kotów - wszak już jednego miała. Wraz z Benem zaczęli je chrzcić; Joe zaczęła nosić nawet spodnie, co nigdy się jej nie zdarzało! Nie mogła spojrzeć w oczy panu L. i nie posłać mu pełnego miłości uśmiechu.
Kącikiem oka obserwowała jak siada na biurku. Z takiej odległości będzie mogła bezpiecznie zachwycać się nad tonem jego głosu wykładającego bzdurne rzeczy na temat wychowania do życia w rodzinie. Jedyny cudowny element w tym wieczorze - słuchanie niebiańskiego głosu. Joe zadecydowała uniknąć wdania się w pogawędkę, jednakże jawne pytanie skierowane do niej zmusiło dziewczę do poruszenia się i zrezygnowania z udawania kamiennego włochatego posągu.
- Nnie. Mam żałobę po utracie piątku. - odparła dziecinnym głosikiem, ani myśląc nawiązywać kontaktu wzrokowego z panem L.
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 20/08/2014
Liczba postów : 604
Skąd : Orlean

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 5:35 pm

5 Pazdziernika 1977, 17:12.

Francis miał zadziwiającą zdolność do wyczuwania napięcia w głosie swoich, jak by nie patrzeć, podopiecznych, jednak odrzućmy te niepotrzebne zupełnie klasyfikacje, które nikomu nie przynoszą nic, oprócz zbędnych podziałów. Może i był starszy ale warto było pamiętać, że koniec końców był dokładnie takim samym człowiekiem jak Jolene, mimo, że parę lat starszym i wykształconym kierunkowo. To zmieniało bardzo niewiele, a właściwie nic, bo ostatecznie, każdy miewał gorszy dzień i każdy miał własne, nadane przez wszystkie siły tego świata, prawo stanowiący, że każdy może być od czasu do czasu nieszczęśliwy albo najzwyczajniej - w paskudnym humorze. Jednocześnie Francis pozostawał w pewnej świadomości, że jest obiektem westchnień panny Dunbar, która nie tak dawno planowała dość szybkie zamążpójście po zakończeniu Hogwartu. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie to, że za Francisa Lacroixa w samej osobie. Tak więc młody stażysta stanął w nieco niekomfortowej sytuacji, nie tyle krępującej dla niego, co dla samej Jo, która widocznie robiła wszystko, żeby nie rozmawiać z nim wprost. Młody Lacroix westchnął i machał jeszcze moment rytmicznie nogami, wsłuchując się w zegarek tykający miarowo na jego nadgarstku.
Otworzył usta, zamknął je, po czym otworzył jeszcze raz, zamierając jakby w pól słowa. Mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i wyciągnął z kieszeni miętowy cukierek. Otworzył opakowanie z namaszczeniem i cmoktając go myślał jeszcze dłuższą chwilę.
-Jolene, wiem, że nie musisz na mnie patrzeć, żeby mnie słyszeć, niemniej wolałbym, żebyś na mnie spojrzała proszę. - zaczął powoli, sepleniąc lekko przez landrynkę w ustach.
-A co do żałoby po piątku, to dość sprytne wytłumaczenie, ale nie jestem jakimś nauczycielem, żeby tak łatwo nabrać się na taką bujdę, Panno Dunbar. Bywam sprytny. - dodał, szczerze rozbawiony, zastanawiając się ile jeszcze czasu zostało mu, zanim pojawią się inni uczniowie.

_________________






Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/09/2014
Liczba postów : 649
Skąd : Walia, osiedle Cardiff.

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 5:49 pm

5 października 1977, 17:14

Paskudny humor w wykonaniu Joe nie zdarzał się nigdy, a już na pewno nie przejawiał się zakładaniu spodni w ramach protestu wobec świata. Przez obecność Fhancisa zapragnęła, aby lekcja się już zaczęła. Swobodnie zaszyłaby się w kąciku i wyłapywała pozytywne miękkie dźwięki jego głosu, traktując je jako ostatnie promyki jej nieodwzajemnionej nastoletniej miłości. Fhancis miał bardzo szczególne miejsce w jej sercu. Ucieszyłaby się, gdyby przejrzał na oczy i zrozumiał, że ją kocha, gdyż w takiej sytuacji mogłaby swobodnie spojrzeć mu w cudownie błękitne tęczówki i tonąć w nich bez skrępowania. Protest i bunt dalej niestety trwał. Aby zająć myśli, szukała imienia dla bodajże ósmego kota czekającego na oryginalne miano. Rozważała Wren tak, jak zwała się sówka Fhancisa. Na jego cześć.
Perfekcyjnie wydepilowane brwi dziewczęcia zbiegły się u nasady nosa na dźwięk szeleszczącego papierku. Podstępny chwyt, przemyślany i inteligentny! Używanie słodyczy przeciwko Jolene to sabotowanie jej miłości do łakoci. Zasznurowała usta i nie uległa prośbie dźwięcznego głosu. Nie spojrzała na Fhancisa, a przyglądała się swym paznokciom. Dzisiaj rano pomalowała je na beżowo; poświęciła trzydzieści minut na jedną rękę, aby namalować na płytce główkę misia cieniutkim pędzelkiem lakieru.
- Poczęstuje mnie pan cukierkiem, panie Lacroix? - uparcie ignorowała prośbę o spojrzenie w oczy oraz komentarz wobec jej "spławienia", którego wszak nie chciała używać na panie L. Bardzo wiele zmieniło się w życiu Jolene przez ostatnie dwie doby. Straciła wówczas prawo do podkochiwania się we Fhancisie. Z żalem godziła się z losem i nie patrzyła mu w oczy. Zaczęła nawet go tytułować! Drżyjcie narody!
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 7:08 pm

5 Października, 1977 rok. Przeklęty rok. Godzina 17.??
Jak można było się domyśleć dziewczyna z domu kruka wracała właśnie z biblioteki. Dzień o dziwo był spokojny - dzieciaki, którym udzielała korepetycji zbytnio nie narzekały, a odrobienie pracy domowej zajęło jej dosłownie kilka chwil. Ostatnie tygodnie przyniosły jej nie tylko wiele radości (Henry, Henry, Henry!), zmartwień i smutków. Listy które otrzymała w ciągu kilku dni sprawiły, że na twarzy szatynki coraz częściej gościła troska i zastanowienie. Do tego doszło spotkanie z Grossem, który zachował się gorzej niż przypuszczała. Czuła, że jej życie na nowo się komplikuje, przesypuje między palcami i umyka. Do tej pory nie powiedziała nikomu o pogróżkach, w gruncie rzeczy nie miała czym się chwalić. Nie chciała również nikogo martwić - Dorian i tak miał swoje problemy, a znając życie Lancaster za wszelką cenę próbowałby zniszczyć Niemca Już i tak Wanda źle się czuła, że jej ukochany był światkiem sceny na moście, która nie powinna nigdy się rozegrać. Dlatego też, i głównie przez to, zdecydowała się na odważny krok jakim było odesłanie wszystkim prezentów podarowanych przez Gila. Wolała się od niego odciąć, wymazać go ze swojej pamięci, zniszczyć i znienawidzić.
Być może przez te wydarzenia dziewczyna szła teraz z duszą na ramieniu - miała nadzieję, że na tym przeklętym WDŻtcie nie spotka nikogo podejrzanego z kim nie chciałaby się widzieć.
Znając jej szczęście - to nieuniknione.
Stukot jej podeszw odbijał się echem od ścian korytarza kiedy ta przemierzała dzielnie kolejne piętra w poszukiwaniu jednej sal, w której ma się odbyć lekcja ze zdrajcą. To znaczy - z Filchem.
Podczas jednej z ich ostatnich rozmów miała nadzieję, że charłak będzie miał resztki humor czy czegokolwiek innego! Myślała równie, że ich umowa znaczy dla niego coś więcej niż tylko zwykłe  gadanie. Myliła się, ale to było do przewidzenia. Głupi Filch okazał się nie tylko głupi, ale też przekonał Wandę, ze pod żadnym pozorem nie wolno mu ufać. Ty okażesz mu serce, zrozumienie, a on tylko poczeka aż podwinie Ci się noga. Dosłownie. Do dzisiaj przeraźliwy pisk Norriski odbijał się w jej skrzywionej podświadomości. Otrzymany szlaban, który raził ją swoją oryginalnością to jedno, ale zapisanie ją na te zajęcia to drugie, czego Whispierówna nie zamierzała wybaczyć. Będzie chowała urazę tak długo, dopóki nie przekona się, że charłak nie poniósł odpowiedniej kary. Czy piernik przekazany przez panią Pince wykonał swe zadanie? Tego dowiemy się już zaraz.
Torba z książkami ciążyła jej niewyobrażalnie, tomy traktujące o transmutacji były zbyt opasłe, a krawat nagle wydał się jej za ciasno zawiązany. Gdy znalazła się na pierwszym pietrze westchnęła głęboko i rozluźniła błękitno-srebrny, jedwabny pasek gustownie zawiązany wokół szyi. Odetchnęła raz jeszcze i wygładziła plisy spódnicy od mundurka - jedno zerknięcie za siebie, przeczesanie gęstych loków i dopiero po chwili, po dłuższej chwili, jej dłoń zetknęła się z drzewem, pchnęła drzwi i pierwsze co uderzyło ją to zwietrzały zapach koperku. Automatycznie zmarszczyła brwi nie zastanawiając się nawet nad tym czy powinna zostawić różdżkę czy nie - w sumie… po ostatniej zdradzie Argus niech lepiej się do niej nie zbliża. Z różdżką czy bez, i tak była niebezpieczna. I kąśliwa. Piwne tęczówki rozejrzały się uważnie po, o dziwo, schludnej klasie. Wzrok krukonki prześlizgnął się po stażyście zaklęć na którego pierwszego zwróciła uwagę. Kiwnęła głową, a na jej licu zakwitł rozbawiony uśmiech - Tym razem Fhansis był kompletnie ubrany co skomentowała tylko krótkim parsknięciem.
-Dzień dobry, Profesorze! Jak miło, że ma pan na sobie koszulę. - wyminęła go zgrabnie roztaczając wokół siebie słodki zapach wanilii i czegoś jeszcze. Sala była niemal pusta nie licząc jeszcze uroczej Puchonki, która mimo, że skryta pod kapturem to i tak pozostawała rozpoznawalna.
-Czołem, Joe! Uśmiech proszę! - powitała się również z koleżanką i zająwszy ławkę przed nie odwróciła się bokiem, zaraz po tym jak tylko dostawiła ciężką torbę na blat stolika.
Mimo, ze sama nie była zbyt… zaaferowana tym wszystkim oto rozdawała uśmiechy na prawo i lewo, by chociaż tutaj i teraz pokazać reszcie, że jest cudownie. Miała wspaniałego chłopaka, uczyła się cale dnie, czego chcieć więcej?
Spokoju. Odpowiedział jej cicho głosik w głowie, zignorowała go i oparła się plecami o ścianę najpierw zerkając na smutną Jolene - czyżby i w jej królestwie nastały ciężkie czasy? Dźgnęła ją delikatnie palcem i założyła nogę na nogę, korzystając z tego, że siedzi sama.
Zegar wskazywał 17:18.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar
Pracownik Księgarni
Data przyłączenia : 29/04/2014
Liczba postów : 276
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 8:53 pm

5.10.1977r. Godzina 17:18
Szedł jak na skazanie, nie mogąc zrozumieć dlaczego też zgodził się na bycie asystentem Filcha. Może to dlatego, że nie miał wyboru? Jakaś forma kary musiała być, a dyrektor na to przystał i delikatnie, subtelnie mu wyjaśnił, że jeśli tego nie zrobi, to zacznie czyścić wychodek, z którego korzysta woźny. Wzdrygnął się na samą myśl o tym, co mogło go czekać, gdy nie wypełni misji nauczania innych jak żyć w rodzinie czarodziejów. Dorian Whisper, osoba, która uznała, że najlepiej odepchnąć od siebie swoją siostrę i po prostu ją unikać… miała być asystentem i jednym z głównych prowadzących. Dobre żarty. Może by się nawet uśmiał, gdyby cała sytuacja nie dotyczyła dokładnie jego osoby. Westchnął ciężko i nagle otworzył szeroko oczy. Zauważył burzę brązowych włosów i ich właścicielkę, która szła chwilę przed Dorianem. Wanda. Postanowił ją śledzić, gdyż na pewno wiedziała jak trafić do sali, w której odbywały się zajęcia. Uśmiechnął się pod nosem widząc sweter, który podarował jej niedawno, przy okazji zwracając uwagę na jej nieodpowiedni strój. Robiło się zimno. Dobrze, ze wzięła to do serca, dobra i posłuszna siostra. Tak miało być. Zanim jednak się odezwał, ta zniknęła za drzwiami, a on westchnął, przyspieszając kroku. Przy drzwiach wziął głęboki wdech i wszedł do środka.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i zmarszczył brwi, zauważając tylko trzy osoby. Czyżby większość stchórzyła? On by też tak zrobił, gdyby tylko mógł. No, ale nie mógł i w tym był problem.
- Ładnie wyglądasz, Wanda – powiedział przelotnie do swojej siostry, posyłając jej zawadiacki uśmiech, po czym podszedł do Francisa, aby uścisnąć mu po przyjacielsku dłoń. Nie zwrócił uwagi na Joe, które zagadywała stażystę. Czy on nie był dla niej za stary? Tak tylko mu się trochę zdawało, ale nie jemu się zastanawiać nad sercem Puchonki. Pochylił się nad uchem Francisa, aby szepnąć mu parę słów:
- Słyszałem, że Filch cierpi na problemy żołądkowe. Co powiesz na ulżenie jego mękom? – spytał, po czym uśmiechnął się szeroko, chowając ręce do kieszeni skórzanych spodni. Zrobił kilka kroków do tyłu, rzucając Jolene przelotne spojrzenie, które równie dobrze można było porównać do przekłucia ostrymi soplami lodu, na wylot.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 9:08 pm

yy? Godzina 17:21: 43s 5.10.1977


Nie wiedział co tutaj robi, ale wiedział, że jest to ostatnia rzecz jaką przymusiła go odznaka prefekta. Wanda była bardzo ważnym powodem zajścia do tej komórki i duszenia się w niej, jednak jakby miał wybór, nie przychodziłby tutaj. Zapowiedział sam sobie, że odda odznakę prefekta na dniach, jak tylko Dumbledore znajdzie dla niego trochę czasu. Już przeprowadził jedną rozmowę z profesor McGonagall, a profesor Odinevy unikał jak ognia, bo jeszcze by się rozmyślił.
Wszedł do klasy z miną męczennika i wielkim znakiem zapytania na twarzy "co ja tutaj robię do cholery?" Potarł knykciami oczy zdradzając się, że wybudzili go z odsypiania kilku nocy przeznaczonych na szlifowanie treningów quidditcha, ich planów no i ta nauka. Miał o wiele więcej ważniejszych zajęć niż wdż. Darowałby sobie je, skoro i tak oddaje odznakę, ale obiecał Wandzie. Zaspany jak nigdy spojrzał na stażystę zaklęć, kiwając mu głową. Na szczęście nie było jeszcze Filcha, bo chyba nie dałby rady udawać dobrego humoru i go witać. Jeszcze zanim zauważył Wandę, już szedł w jej stronę, wciąż pocierając oczy. Nie fatygował się witać, bo humor i atmosfera w klasie skutecznie to uniemożliwiała. Serio, gdyby Wanda nie dostała szlabanu i nie musiała tutaj przyjsć,Henry świadomie zarobiły sobie dożywotnie gnębienie. Podszedł w końcu do jedynej póki co Krukonki w klasie i usiadł obok bez pytania. Zaplątał ręce wokół jej talii, a głowę położył na jej ramieniu, bełkocząc coś pod nosem.
- Obudź mnie jak się skończy. - powiedział niewyraźnie nie otwierając oczu. Odetchnął, gdy do jego mózgownicy dotarła wanilia, której miał spory niedobór. Rozmawiał z Soleil, długo. Padło wiele słów i pojawiło się wiele emocji, które skrajnie wyczerpały Lancastera. Czekał na tę imprezę puchońską i niecierpliwił się. Chciał wlać w siebie hektolitry ponczu zmieszanego z kilkoma butelkami czegoś mocniejszego. Dwayne obiecał przynieść trunek skradziony ojcu. Taki, co daje kopa.
Nie czekał długo aż ponownie zmorzył go pół-sen. Uśmiechnął się marzycielsko przypominając sobie gorącą skórę, którą czuł wyraźnie oddzielony od niej materiałami ubrań. Według niego, niepotrzebnych ubrań. Gdyby spojrzał na Wandę czy Jolene albo i na Francisa zdałby sobie sprawę, że ich miny świadczą o własnych problemach. Musiał sobie pozwolić na przejście do stanu pół-żywego i nie dał rady przybrać twarz prefekta i ich pocieszać, dać nadzieję na szybki koniec, zagrzać do walki i podzielić się energią do nadchodzącej "ekscytującej" lekcji. Nie mógł, bo sam nie miał sił tutaj tkwić. Mamrotał coś pod nosem i wlepiał się w Wandę, oddając się w pełni wdychaniu wszędobylskiej słodyczy wanilii. Nie miał nawet sił podnieść ręki i odsunąć loków Wandy ze swojej twarzy. Wszystko, byleby nikt nie kazał mu teraz myśleć ani mówić i udawać prefekta.

i wtedy pojawił się Whipser z postem i piszę dalej, bo nie chce mi się zmieniać tego u góry.

O obecnosci brata swojej dziewczyny nie wiedział. Gdyby wiedział, to by może nie zaplątywał się wokół jej talii jak gdyby nigdy nic. Dorian całkowicie zniknął mu z oczu. Albo go tutaj nie było, gdy szedł ku Wandzie, nie widząc nikogo poza nią, jakby to ona była sama w klasie oświetlana słońcem. Dopiero na dźwięk jego głosu gdzieś blisko ocknął się i uniósł głowę.
- Cześć, Whisper. - wyprostował się i bardzo, ale to bardzo niechętnie odplątał się z Wandy i wyprostował kręgosłup. Zmusił się do otwarcia oczu i udawania, że jednak żyje. Żałował, że musiał przerwać słodki pół-sen, w którym śniła mu się wanilia, ale przy Dorianie wolał zwiększyć czujność. Nie miał pojęcia czy Wanda coś mu mówiła. Dorian był kumplem dobrym a przynajmniej tak było jak jeszcze chodził do Hogwartu i nie wyglądał upiornie.
- Słyszałem, że przesiadujesz w pubach i wzdychasz do Madame Rosmerty. - zagadnął, odważnie i być może samobójczo zabierając rękę Wandy i chowając ją między swoimi. Jeśli nie wiedział, powinien się dowiedzieć szybko, krótko i boleśnie. Jak odklejanie plastra. Coś czuł, że będą musieli uciąć sobie pogawędkę i właśnie to Dorian mógł bezbłędnie wyczytać z już mniej zaspanych oczu Henry'ego. Gdyby to jego siostra siedziała tak przy jakimś chłopaku, zrobiłby z niego miazgę.
Zobacz profil autora
Christopher Richardson
avatar
Data przyłączenia : 14/12/2014
Liczba postów : 148
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 11:15 pm

Godzina – ?? – wiem, że jest spóźniony.
Czy chciał iść na tą głupią lekcje Wychowania do Życia w Rodzinie Czarodziejów? Oczywiście, że nie, to była ostatnia rzecz, o której marzył! Ale wolał to od kolejnych szlabanów… A zawsze była jakaś szansa, że na następną lekcje iść nie będzie musiał. Ale Argusowi nie można było ufać! Jego karą miało być sprzątanie naczyń, a co w zamian dostał? WDŻ! Czy ta kara nie należała się Allanowi? Logika Filcza.
Przemierzał przez korytarze zmierzając do tego okropnego miejsca zwanego Gabinetem Potwora. Dobra, przed chwilą wymyśliłem tą nazwę. W każdym bądź razie szedł tam pewnym krokiem, pamiętał tą drogę na pamięć. Tyle szlabanów wbiło mu się w pamięć… spodziewał się, że te wszystkie „przyjęcia” pozostaną w jego głowie do końca życia. Jeszcze nigdy nie spotkało go nic innego niż sprzątanie. Argus Filch zawsze się powtarzał, więc nie musiał się o nic martwić. Prawdopodobnie otrzyma kolejny wpis do akt z powodu takiego, że złamał regulamin. „Przedmiot zbrodni” trzymał za pazuchą szaty, gwizdał sobie zwiastując swoje przybycie. Czy Filch powinien to znać? Och, być może. Ale powinien Christophera pamiętać! Chyba, że go nie będzie… W końcu miał jakichś tam asystentów, co Ślizgona nieco dziwiło. Kto chciałby spędzać czas w towarzystwie tego ohydnego charłaka? Chyba ktoś, kto chciał sobie z niego zadrwić.
Zbliżył się do drewnianych drzwi, wszedł do środka i usiadł w jednej z ostatnich ławek, nie zamierzał zgłaszać się do odpowiedzi. Poza tym chciał być jak najdalej od nauczyciela! Koperek i ta smażona ryba… Ych.
Rozpoznał tam jeszcze Wande, z którą starał się przywitać. Jeśli widział, że jest zajęta to po prostu nie mówił ‘’cześć’’ i wbił wzrok w ławkę. Ile czasu miał tutaj spędzić? Nie wiedział. Ale powstrzymywał się od rzucenia tego wszystkiego i wrócenia do Pokoju Wspólnego. Spędził tam kilka chwil, a już miał dość. Pewnie wejdzie woźny i wydrze się: „ROZWYDRZONE BACHORY! ZŁOŻĘ PODANIE DO MINISTERSTWA!”. Bez sensu były jego słowa. W końcu nikt mu tego dawnego systemu kar nie zatwierdzi. Ech. Co to za człowiek? Myśli, że bez czarów coś zdziała? Oczywiście, że nie!
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Wto Lut 10, 2015 11:19 pm

Dziewczyna nie była w ogóle świadoma, że ktokolwiek za nią podążał. Może nie licząc jednego chłoptasia z drugiej klasy, któremu uciekły czekoladowe żaby- jedna podbiegła do niej i pokręciła się między jej stopami dopóki ta nie weszła do sali. Czekała na Henryka, który miał się pojawić lada chwila- nie tylko ze względu na jej osobę, ale również na odznakę, która dumnie błyszczała na jego piersi. Mieli kilka spraw do obgadania, tych błahych i tych poważniejszych, które czekały tylko na to, aż Ci znajdą się sam na sam.
Najpierw do jej uszu doszedł znany jej głos- jakby mroczny, ciężki i zwyczajnie męski.          
Ciepłe spojrzenie niemal od razu powędrowało na twarz brata, który wszedł zaraz po niej. Komplement, choć niespodziewany był bardzo miły. Delikatna czerwień pokryła jej policzki, a szatynka odruchowo przesunęła dłonią po rękawie błękitnego swetra. Prezent sam w sobie był kolejnym zaskoczeniem, był również gustowny, ciepły i przyjemny w dotyku. Cieszyła się niezmiernie, że starszy Whisper pamięta o niej i że dalej w jakimś stopniu jest dla niego ważna.
-Dzięki, Dorian. Ty też wyglądasz nie-najgorzej.
-Odpowiedziała po chwili starając się zapanować nad głosem, w którym można było wyróżnić radosne nutki. Być może WDŻ nie będzie takie nudne skoro ma ze sobą brata, który właśnie przywitał się z Panem Lacroix. O proszę ! Czyżby ta dwójka dobrze się znała? Wanda miała jedynie nadzieję, że Francis nie podzielił się pikantnymi szczegółami ich znajomości. Wiecie, kradzież książek, picie herbaty, granie w bierki…
Bierki. Na samą myśl dziewczyna drgnęła i wyprostowała się kierując wzrok najpierw na dwójkę stażystów- ho ho, czyżby ktokolwiek domyślał się, że to ona stała za lekkim poślizgiem Pana Filcha?
Zaraz jednak zerknęła w stronę drzwi, które otworzyły się wpuszczając do środka przystojnego, zaspanego blondyna, na którego widok serce jej stanęło.
Spojrzenie Krukonki natychmiast złagodniało- z uwagą obserwowała jak zmęczony Puchon praktycznie na nic nie zwraca uwagi i jakimś cudem, jakby po omacku kieruje się w jej stronę.
Gdy Henry usiadł obok niej, a ona poczuła jego silne ręce oplatające się wokół jej talii oraz słodki ciężar głowy na ramieniu odetchnęła z ulgą zauważając, że chłopak nie jest na nią zły. A wręcz przeciwnie- czule lgnie do niej szukając otuchy i pocieszenia.
-Cześć, Henry. - mruknęła mu nad uchem zadowolona jednocześnie wsuwając dłoń w gęste włosy Puchona, by zaraz zsunąć ją niżej, na kark.
Parsknęła cicho na jego słowa i uśmiechnęła się mając nadzieję, że rozmowa z Gryfonką przebiegła gładko. Przynajmniej na jej korzyść- biorąc pod uwagę fakt, że Lancaster przysiadł się właśnie do niej. Nie słuchała jego mamrotania- jej myśli błądziły gdzie indziej, chociaż ręka dalej muskała kark blondyna, którego twarz uwolniła od loków.
Ich pieszczoty nie trwały zbyt długo, bo jej partner dopiero teraz zauważył obecność jej brata, któremu nie wspominała o tym, że jest w związku. Minęło dopiero kilka, kilkanaście dni od spotkania w łazience… Może to było za wcześnie na dzielenie się ta informacją? Spojrzała wpierw na Henryka, a dopiero potem na braciszka zaciekawiona rozwojem wydarzeń.
Mrugnęła i uśmiechnęła się lekko zawstydzona, gdy zdała sobie sprawę, że blondyn złapał ja za rękę widocznie nie chcąc zmieniać dystansu miedzy nimi.
-Bardzo zmęczony?- pochyliła się w jego stronę łaskocząc jego policzek gorącym oddechem i zatapiając się w błękitnej tafli jego tęczówek. Jej spojrzenie mówiło wiele, chyba więcej niż chciała.
Coś jednak się zmieniło. Pytanie, niby nie pozorne zmroziło krew w jej żyłach, a z tyłu głowy zapaliła się czerwona lampka. Syknęła i ścisnęła mocniej rękę chłopaka chcąc ostrzec go przed zadawaniem głupich pytań. Na to chyba było już za późno. Jak widać to było nie najlepsze powitanie nowego partnera Panny Whisper.
Za ile sekund Henry Lancaster zostanie pozbawiony życia?
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 04/06/2014
Liczba postów : 682
Skąd : Kamienica w Londynie.

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Sro Lut 11, 2015 6:43 pm

17:30, 5 października 1977

Dokładnie poznała zakres obowiązków prefekta. Nauczyła się ich na pamięć, aby z dumą je wypełniać i nieść chwałę domu Kruka. Pozbawienie piątku całego uroku na rzecz wzmożonego ziewania na lekcji pana Filcha skomentowane zostało pełnym niesmaku grymasem. Japonka z żalem opuściła ciepłe dormitorium, odkładając delektowanie się książkami na dzień następny. Ubrana nienagannie, w prostą ciemną spódniczkę i sweter Ravenclaw w kilka minut pokonała siedem pięter. Odruchowo i wręcz nieświadomie korzystała z tajnych skrótów. Paradoksalnie pragnęła opóźnić moment wejścia do królestwa pana woźnego.
Weszły do środka została mile zaskoczona. Ujrzawszy przyjazne lica, poczuła ulgę. Uniosła dłoń i pomachała nią do Fhancisa oraz Doriana. Lekcja stała się znośniejsza w chwili spotkania błękitnych oczu mężczyzn.
- Dzień dobry. Cieszę się, że pan się nie zgubił, panie Fhancisie. - rozchyliła delikatnie usta, ciesząc się niezwykle mocno z obecności przyjaznych ludzi. Odwróciwszy się do klasy napotkała kilkoro zdesperowanych uczniów. Widząc Wandę uśmiech Yumi poszerzył się. Kibicowała gorąco jej i Henry'emu, a dzisiaj dostąpił ją zaszczyt zobaczenia ich razem. Japonka poczuła ukłucie zazdrości, nigdy bowiem nie zobaczy w oczach narzeczonego tego, co widzi w oczach Wandy i Henry'ego. Spuściwszy brodę usiadła na krzesełku przed Krukonką, pozostawiając tylne miejsca dla równie nieprzytomnych uczniów co Henry. Odwróciła się bokiem do słodkiej pary, obdarzając ich pogodnym uśmiechem nie sięgającym skośnych oczu.
- Wando, uśmiechnij się. Będzie fajnie. - mówiąc to, nie wierzyła w swoje słowa. Oparła brodę o wierzch dłoni położonej na oparciu krzesełka. W myślach psioczyła w języku japońskim na woźnego za zmuszenie prefektów do podbijania mu frekwencji na zajęciach nader niepotrzebnych nikomu.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar
Pracownik Księgarni
Data przyłączenia : 29/04/2014
Liczba postów : 276
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Sro Lut 11, 2015 7:55 pm

Dorian nic nie miał do Henryka. Kiedyś, pod koniec jego kariery uczniowskiej obaj trafili w zasadzkę Irytka i trochę mieli problemów z wydostaniem się z niej cało. Kilka razy wymienili parę zdań. Był raczej z nim w porządku i nie miał żadnych zastrzeżeń co do tego chłopaka. W przeciwieństwie co do niektórych, to Whisper nie dzielił uczniów na domy, wychodząc z założenia, że każdy pracował nad swoją wartością, a kolor krawatu tego w żaden sposób nie wyznaczał. Wiedział też, że Lancaster był nieco prostolinijny i bezpośredni, więc nie zdziwiło go pytanie o przebywanie w podejrzanych pubach, ale… żeby wzdychał do Madame Rosmerty? Cóż to za dziwne plotki chodziły po Hogwarcie? To, że Silver rozpuścił plotko-fakt, że przez całe wakacje włóczył się gdzieś po mugolskich pubach nie miało się w ogóle do tego, co mówił teraz Puchon. Czyżby Wanda powiedziała mu coś jeszcze? Spojrzał na dziewczynę, mrużąc swoje błękitne oczy, dając jej tym samym do zrozumienia, że czekała ich kolejna rozmowa, nieplanowana, ale jednak. Nie lubił, kiedy ktoś mówił o jego życiu prywatnym, a już na pewno nie mógł zdzierżyć tego, że to była jego siostra.
- Wanda ma długi język, ale nie przypominam sobie, żebym wzdychał do Rosmerty. Chyba, że byłem wtedy niesamowicie pijany i parę razy nią poobracałem… Chyba dobrze, że tego nie pamiętam – powiedział, wzdrygając się na samą myśl o tym. Wiedział, że nic takiego nie miało miejsca, jednak najlepszym rozwiązaniem było po prostu obrócenie wszystkiego w żart. Nie miał zamiaru robić Wandzie wyrzutów przed wszystkimi. Wiedział, że i tak nie miała łatwo, a wytykanie jej później palcami przez uczniów nie należało zapewne do szczytów marzeń dziewczyny. Już wolał, żeby to o nim wszyscy gadali, niekoniecznie pozytywnie. Nie zależało mu na dobrej opinii w szkole, nie robiła ona z niego nikogo lepszego niż był. Szczególnie, że nie należał do osób, które miały czyste konto.
Jego uwadze nie uszły delikatne gesty, którymi wymieniali się Wanda i Henry. Już na pierwszy rzut oka mógł dostrzec, że coś między nimi było. Te zalotne spojrzenia, bliskość ich ciał i te splecione dłonie ze sobą. Nawet zmiana tonu głosu, kiedy coś do siebie mówili. Wszystko było widoczne jak na talerzu. Szkoda tylko, że Dorian jak zwykle dowiadywał się o miłosnych podbojach siostry ostatni. No cóż, raczej nie powinien się o to denerwować. W końcu przez całe wakacje aż do teraz starał się zwiększyć między nią a sobą dystans, który nie pozwalał na zbliżenie się jeszcze raz i zaufanie. Nigdy nie trzymał siostry na krótkiej smyczy. Mogła robić sobie co chciała, chociaż osobiście uważał, że czasami była zbyt naiwna i przyjazna w stosunku do innych ludzi. Takie postępowanie mogło ją zgubić.
- Coś mnie ominęło? – zagadnął, zakładając ręce na torsie i przechylając głowę lekko w bok. Zmrużył swoje błękitne ślepia, lustrując oboje spojrzeniem wyczekująco. No cóż, lepiej późno niż wcale, prawda? – przeszło mu przez myśl. Nie odzywał się do czasu, aż do Wandy podeszła jej  koleżanka z domu. Jak ona się nazywała? Ah… no tak, Yumi Merberet. Często pomagał młodszej Krukonce z jeżem, który uwielbiał wychodzić  na samotne spacery, przez co często gubił drogę powrotną.
- Cześć Yumi, gdzie twój jeż? – zagadnął, wyszczerzając się do niej, a następnie rozczochrał jej włosy, jak miał to w zwyczaju. Była jeszcze młodą panienką, a on przy niej wyglądał jak siwiejący staruszek z garbem i niezłym bagażem doświadczeń.
Zobacz profil autora
Thetis Morgenstern
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 07/10/2014
Liczba postów : 110
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   Sro Lut 11, 2015 10:49 pm



17:34, 5 października 1977
Thetis zaraz po zajęciach ruszyła do Pokoju Wspólnego Krukonów, dzierżąc w dłoniach notatki oraz kilka książek. Mimo, że stosunkowo nie dawno rozpoczął się rok szkolny, nauczyciele wcale ich nie oszczędzali, dlatego nikogo nie dziwiła sterta prac domowych na wczoraj. Gdy tylko dziewczyna dotarła na miejsce usiadła w fotelu przy kominku, uzbrojona w pióro i kilka kawałków papieru wzięła się do pracy, czas mijał jej w zastraszającym tempie, a ona nie była nawet w połowie. Co jakiś czas pomieszczenie wypełniały rozmowy innych uczniów, by po chwili ponownie zapadała w nim błoga cisza, tak bardzo jej teraz potrzebna. Blondynka całkowicie straciła poczucie czasu, ocknęła się dopiero, gdy jej brzuch zaczął domagać się jedzenia. Lekko nieobecnym wzrokiem spojrzała na zegarek w kącie, który wskazywał 17:08. Przetarła oczy zdziwiona –Na Merlina! – powiedziała podnosząc się gwałtownie, chwyciła swoją torbę, w której miała niezapisane kartki pergaminu, pióro i kilka podręcznych rzeczy, po czym ruszyła na spotkanie z Filchem. Dzisiaj odbywały się pierwsze zajęcia z WDŻ i choć zapisała się na nie dobrowolnie wiedziała, że spóźnienie nie ujdzie jej na sucho. Woźny był człowiekiem, który nie tolerował wielu rzeczy, a za brak dyscypliny surowo karał. Pannie Morgenstern wystarczył już jeden szlaban, nie potrzebowała kolejnego do szczęścia. Kroki dziewczyny niosły się po korytarzu, a im bliżej była miejsca spotkania, tym miej uczniów spotykała na swojego drodze. Stojąc przed drzwiami czuła się gorzej niż przed zajęciami z Wilsonem. Teraz zajęcia nauki Patronusa wydawały się jej czymś banalnym, ponieważ samo przebywanie w obecności Flicha wprawiało ją w podły nastój. Wzięła głębszy oddech, poprawiła rozpuszczone słowy zarzucając je delikatnie do tyłu. Gdy to uczyniła poczuła wokół siebie znajomy zapach truskawkowego szamponu wymieszanego z aromatem czekoladowego żelu, którego używała ostatnio podczas kąpieli. Dzięki temu poczuła się nieco pewnie, nacisnęła klamkę, która pod naporem jej siły zaskrzypiała nieznacznie. Thet weszła niepewnie do środka, jednak gdy zobaczyła, że Filcha jeszcze nie ma w sali na jej ustach pojawił się uśmiech. Rozejrzała się po pomieszczeniu dokładniej, by upewnić się, że mężczyzna nie wyjdzie zaraz z jakiegoś kąta, bo i tak mu się często zdarzało. Odetchnęła z ulgą spostrzegając jak pozostali uczniowie oraz stażyści prowadzą luźne rozmowy. -Dzień dobry, Panom - powiedziała, witając tych ważniejszych, tak jak nakazywały tego dobre maniery. Wandę i Yumi powitała delikatnym skinieniem głowy, nie chcąc im chodzić w słowo, czy przerywać rozmowy.
Zgrabnie przemknęła między nimi wszystkimi by stanąć oko w oko z Chrisem Richardsonem, obrażając go uroczym uśmiechem – Cześć – przywitała się niepewnie, nie chciała mu się narzucać, zwłaszcza widząc jego niezadowoloną minę.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pusta, czysta klasa [WDŻ]   

 

Pusta, czysta klasa [WDŻ]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Pusta Klasa
» Stara, pusta klasa
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Artystyczna
» Klasa Historii Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-