IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

PisanieTemat: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Sob Sty 17, 2015 3:55 pm





Salon
Wymiary pomieszczenia sprawiają, że przez wysokie okna do środka wpada mnóstwo światła za dnia. Surowa cegła i liczne stalowe wstawki nadają paradoksalnie cieplejszej aury; Marshall zaraz po wynajęciu mieszkania zdecydował, że wiele w nim nie zmieni. Poza wstawieniem mebli i przystosowaniem pomieszczeń stricte przemysłowych do warunków domostwa, nie przyłożył ręki do wprowadzenia jakichkolwiek ulepszeń czy zmian. Kondygnacja mieszkania powstała w ten sposób, by okna wychodzące z salonu wypadały na mugolską część miasta.








Sypialnia
Trochę ciasna, prawdę powiedziawszy. Może dlatego, że wcześniej była pralnią/pomieszczeniem gospodarczym? Tak czy inaczej wygodnie wychodzi na zachód, więc rano nie ma tragedii ze słońcem wpadającym przez okna. Inna to rzecz, że tak między bogiem a prawdą, Spencer najczęściej śpi w swoim gabinecie w fotelu.









Kuchnia
Zwana inaczej sercem każdego domu, jest to drugie pomieszczenie w którym najczęściej przebywa Marshall. Na parapecie koło zlewu stoi doniczka z Arthurem, kaktusem z którym sporadycznie rozmawia kiedy tylko ma czas. Nie ma czasu na zwierzaki, zresztą który by go zniósł? Praktyczniej było kupić roślinkę.








Łazienka
Nie jest jakichś porywających rozmiarów. Zważywszy na to, że w mieszkaniu rezyduje wyłącznie facet, próżno szukać tu czegoś więcej ponad grzebień, niezbędne detergenty i kosmetyki, paru ręczników i szczoteczki do zębów.








Gabinet
Dokładnie. To tutaj Marshall wysmarowuje wszystkie artykuły, które w następstwie trafiają do gazet. Jego ulubiony pokój w mieszkaniu, nieco na lewo (nie ujęte na zdjęciu) znajduje się postawny, wysłużony fotel z ciężkim pledem do okrycia. Zaraz na przeciwko znajduje się zresztą prosty, niezdobiony kominek węższy raczej niż szerszy, zdolny pomieścić dorosłą stojącą osobę.


Gość

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Sob Sty 17, 2015 5:30 pm

Prosił, jęczał, ględził i truł dupę... to ma! Danny stała właśnie z walizkami tuż pod drzwiami mieszkania numer siedemnaście. Uśmiech wręcz emanował z jej twarzy. Umówiła się wreszcie z dyrektorem Kliniki dla Magicznych Stworzeń i dostała możliwość ukończenia ostatniego miesiąca stażu w ich placówce, a następnie propozycję pracy na etacie. Miała bardzo dobre opinie i wyniki testów, nie martwiła się tym, bardziej niepokoili ją ludzie i wrażenie jakie na nich sprawi.

Kiedy tylko drzwi stanęły otworem, rzuciła się przyjacielowi na szyję i nie pytając nawet o zgodę, wparowała do jego mieszkania. Zawiesiła płaszcz na wieszaku, buty rzuciła w kąt i zapchnęła walizki w głąb korytarza. Oczywiście, że nie uprzedziła gospodarza. A czy on kiedyś ją uprzedzał, że wlezie przez okno do jej pokoju?

- Marshall! Dostałam to stanowisko! - krzyknęła tak głośno, że po chwili któryś z sąsiadów zatłukł czymś ciężkim w rurę od grzejnika. - Dostałam się, dostałam się! - kontynuowała, wisząc na szyi Marshalla i śmiejąc się radośnie. - Patrz na mnie, jestem boska!

Odtańczyła swój dziki taniec radości i opadła na kanapę w salonie, który odnalazła dość szybko i intuicyjnie. Miała tego dnia tyle energii.
- Wiesz, pomyślałam sobie, że póki nie mam jakiegoś stałego lokum, mogłabym chwilę posiedzieć u ciebie, chyba nie masz nic przeciwko? - zapytała, ściągając bluzę przez głowę i nieruchomiejąc w wygodnej pozie, nie poprawiając nawet rozciągniętego podkoszulka i poczochranych włosów. Marshall, gdy miał ten wyraz kompletnego zdziwienia na twarzy, wyglądał tak uroczo i zabawnie.
Gość

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Sob Sty 17, 2015 6:25 pm

Holy shit, co to za tornado? Jakimś cudem Marshall był dziś w kompletnie nieżyciowym nastroju i stanie, bo otworzył jej drzwi półprzytomny; tak, jeszcze dwie minuty temu spał w fotelu w gabinecie i zupełnie nie spodziewał się gości. Tak szczerze, jedna tylko Danny wiedziała, gdzie on w ogóle mieszka, bo jakoś niechętnie ostatnimi czasy wymieniał się danymi.
Zanim zdążył powiedzieć cokolwiek, dziewczę żwawo przeskoczyło mu przez próg, a walizka nieomal go zabiła.
- Danny, cze-czekay, bo... no hej - mruknął, milknąc w końcu, gdy rzuciła mu się na szyję z entuzjazmem imponującym nawet jak na nią. A potem jak grom z jasnego nieba spadła nań informacja, że posada magoweterynarza i staż w Londynie ma w kieszeni. I że zostaje na jakiś czas. A sąsiad z góry tłukł w kaloryfer, wkurwiając go niemiłosiernie... chyba miał kaca po wczorajszym obchodzie pubów z resztą stażystów. Za dużo wypił.
Przetarł oczy palcami, rozmasował sobie skroń i zdążył już tylko złapać frunącą w jego kierunku polarową bluzę, bo Blair zajmowała mu już kanapę.
- Nie no, skąd. I co, pewnie będziesz to chciała opić? - uniósł lekko brew, budząc się wreszcie ostatecznie; odbębnił sąsiadowi porządnie i zawiesił jej polar na klamce, zastanawiając się, czy takie tournée odbije się jutro na jego produktywności w redakcji.
ZARAZ. Czy ona tu właśnie jest, siedzi mu na kanapie i mówi, że sobie zostanie? Parę dni? Tygodni? Miesiąc? Ile?!
Nie chodziło zupełnie o chęci, bo gdyby kierował się wyłącznie nimi, Danae już by tu z nim mieszkała, nie puściłby jej nawet na szkolenie do Oklahomy. Chodziło raczej o nieco delikatniejszą sprawę - ta przeklęta wiedźma z pewnością nie uwzględni jego stricte męskich potrzeb i pobudek, bo traktowała go jak pełnoprawnego... brata. A brata. TYLKO brata. Słodka Morgano, przecież on się wykończy!
- Kay. Wiesz, że u mnie to zawsze. Right, możesz zająć sypialnię, ja nadal jestem w stałym związku z robotą. - uśmiechnął się blado, w końcu siadając jej gdzieś w nogach i spychając jej stopę, bo by się nie pomieścił. Niewiele się zmieniła, więc uznał, że w ciągu tych paru miesięcy w jej życiu nie doszło do żadnego przełomu. A szkoda. Mogłaby, na ten przykład, uznać, że Spencer jest miłością jej życia.
Gość

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Sob Sty 17, 2015 6:55 pm

- Jeśli masz czym opić, to opijemy! -  ucieszyła się Danae, przeciągając się na kanapie. - Wiesz co, to może ja ogarnę jakieś jedzenie... na gacie Merlina, Marshall, ty zacząłeś sprzątać! - wtrąciła zaskoczona, rozglądając się po przestrzeni mieszkania. Pamiętała bałaganiarstwo Spencera z czasów, gdy mieszkał w Oklahomie, a za czasów hogwarckich raczej nic się nie zmieniło. - Oby lodówka nie była równie opróżniona...

Po dogłębnej analizie odnalazła chleb i szynkę i pomidory, niestety masła nigdzie ani sztuki, ale od biedy dało się coś z tego dokonać. Wróciła z talerzem kanapek i sokiem w szklankach.
- Wybacz, Marshall, ale lodówka opowiadała mi, że ją zaniedbujesz - mruknęła, by po chwili bezczelnie zacząć przejadać zapasy Spencera. W gruncie rzeczy mogłaby przejeść i cały talerz, ale  z grzeczności podsunęła kanapki pod nos przyjaciela. - Jedz, nie będę grubnąć sama! Jutro zrobię coś normalnego.

- A propos, duże masz to łóżko? Bo może się zmieścisz, wiesz, mi tam nie przeszkadza... - rzuciła od niechcenia. - Pamiętasz jak czytaliśmy ten komiks o Batmanie i Riddlerze w namiocie z prześcieradeł na łóżku u mnie i zasnęliśmy? Twoja mina, gdy cię rano moja matka wygoniła, tłukąc cię ścierką po głowie, ha ha ha!

Danny już miała wrażenie, że się tutaj zadomowi jak paskudny pasożyt. Tyknęła Marshalla w zadek stopą i popędziła go w kierunku jakiegoś potencjalnego barku, żeby przyniósł coś bogatszego w procenty niż ten pomarańczowy sok, który odnalazła w lodówce.
Gość

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Sob Sty 17, 2015 7:10 pm

Matka Danny była kobietą straszną. O ile często wpadała do nich by poplotkować z panią Spencer, tak u siebie w domu zawsze mu wymyślała. Im starszy, tym częściej - bo gdzie on, w umizgi do jej córki! Chyba tylko on jeden i pani Blair wiedzieli, że miał chęć nieco zmienić obrót ich relacji z Danae, bo już bankowo jej córka zupełnie się nad tym nie zastanawiała. I stąd epicki friendzone zaliczony.
- Odkąd znam na to parę zaklęć, sprzątam chętniej. Ya know... jakoś muszę się tu poruszać - mruknął z rozbawieniem, poniekąd przyznając jej rację. Zawsze miał we wszystkim niesamowity burdel, ale jakoś nie spostrzegł momentu w którym nieład zaczął działać mu na uzębienie. Musiało to przyjść jakoś szybko, pewnie zaraz po tym jak się wprowadził.
Dziewczyna udała się na rewizję kuchni i lodówki, a on odprowadził ją błędnym, pełnym niedowierzania spojrzeniem. A więc zostaje. I to na dłużej. U niego. I... i pewnie będzie mu latać w samym szlafroku na lewo i prawo, i... dżizas krajst, jak on ma wyjść z tego z twarzą?
- Będziesz gotować? I... o well. Nie wiem. Ja przeważnie i tak zasypiam w fotelu, więc no. Zobaczymy - zawyrokował, już sumiennie obiecując sobie, że "zobaczymy" oznacza "nigdy" lub "prędzej piekło zamarznie". Chyba by zwariował, leżąc obok niej i trzymając łapy przy sobie. całą noc. Dopiero by chodził niewyspany do pracy, nie wspominając o wisielczym nastroju i kompletnie rozregulowanym libido. Zaczesał sobie ciemne, kręcone włosy do tyłu, choć bezskutecznie, bo zaraz i tak wróciły na swoje stałe miejsce. Wziął od niej kanapkę i żałobnie żuł ją w ciszy, zastanawiając się jak to w ogóle ma funkcjonować. Jak ON ma w tym funkcjonować.
Zauważył, że Danae się mu przygląda, stąd uśmiechnął się zaraz i machnął ręką, zganiając swe roztargnienie na rzecz nieprzespanej nocy i wczorajszego opijania... czegoś tam. Sam do końca nie pamiętał co to była za okazja, ale ponoć każda jest dobra.
Mógł przywołać butelkę zaklęciem, ale staromodnie wolał ruszyć dupę po szkocką i nie komplikować sprawy. Jeszcze z nerwów rozbiłaby się w połowie drogi, na dodatek był to dobry moment na chłonięcie. Keep calm, Marshall. Daliśmy radę w tysiąc czterysta dziesiątym pod Grunwaldem, damy radę i tym razem.
Gość

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Sob Sty 17, 2015 7:56 pm

Marshall? Podrywać? Ją podrywać? Świetny żart! Danae prawdopodobnie nie spostrzegłaby tego nawet, gdyby Spencer przyniósł jej kwiaty. Przecież taki z niego kawalarz. Był słodki w gruncie rzeczy i niezbyt poważny. A zresztą, znali się tak długo... Zupełnie niemożliwe. Jakby coś z tego miało być, to by już było, prawda?

- Tak, będę, bo jak ty zaczniesz, to nas potrujesz, rozczochrańcu - odpowiedziała mu, mierzwiąc jego czarną czuprynę. - Uwielbiam cię, Marshall, wiesz? Jak ten czas leci! Pomyślałbyś, że kiedyś będziemy dorośli, będziemy mieć pracę i mieszkać razem? To jak wielka przygoda. Teraz trzeba jeszcze znaleźć tę wielką, jedyną, prawdziwą miłość i po prostu bajka! Właśnie, mówiłeś o romansie z pracą... a dziewczyny, znalazłeś wreszcie jakąś? Opowiadaj! - rozpytywała go, jednocześnie odpijając od niego pierwszy niemy toast - za wszystko. Chciała, żeby jej przyjaciel wreszcie się ustatkował, znalazł sobie kogoś, kto będzie o niego dbał, będzie mu towarzyszył, będzie go wspierał. Kogoś takiego jak ona sama... tylko może w nieco... bardziej intymnej relacji. Miała nadzieję, że wszystkie te fanki jego artykułów zakochają się bardziej w jego wnętrzu niż w ciętym języku. Danae nie dałaby żadnej lafiryndzie skrzywdzić swojego małego Marshalla, pod tym względem reagowała jak prawdziwa lwica.
Gość

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Nie Sty 18, 2015 3:26 pm

No. Powiedzmy, że pomyślał. Z tym, że ich znajomość widział w perspektywie przyszłej w nieco innej konfiguracji. Zupełnie innej.
Przyczołgał się z powrotem, wiedząc, że jeśli ma przetrwać ten trudny okres, powinien uzbroić się w anielską cierpliwość i więcej wódki. Może zostanie w robocie, weźmie jakieś nadgodziny, a gdyby się uprzeć, to jego ciasna klitka idealnie nadawałaby się do spania, jeśli...
- Nie - odparł krótko, zupełnie ucinając temat. Że akurat ona musiała pytać go o takie rzeczy. W porządku, parę razy wyskoczył na drinka z dziewczyną z działu sportowego, ale jak wiadomo, Spencer jako noga w dziedzinie miotlarstwa strzelił sobie w stopę na samym początku mówiąc, że dla niego Quidditch mógłby zupełnie nie istnieć. Więcej się nie spotkali, choć trudno powiedzieć, by Marshall tego żałował. Nie była do końca w jego typie, a w puste włożyć, żadna filozofia.
Wypił w milczeniu, zostawiając nieco na szklance. Taka maniera, nawet jeśli coś akurat mu smakowało, zawsze zostawiał na dnie. Jak to jakiś czas temu kumpel z roboty stwierdził, że to po to, by czasem ktoś sobie nie pomyślał, że kapryśnemu Marshallowi coś przypadło do gustu.
- A ty? Masz kogoś? - rzucił mimochodem, prostując nogi. Z pewnością umawiała się z kimś w Oklahomie, może to lepiej, że ją przenieśli. Choć znając życie, i znając Danny - zaraz obskoczą ją z każdej strony, i tyle jego będzie.
Dolał jej niespiesznie, znając jej dość słabą głowę. Najwyżej przeniesie ją później do sypialni, żaden problem. Wiele się zmieniło, Marshall nie był już patyczkowatym dzieciakiem, niezdolnym unieść własnej torby z książkami.
Chyba trochę ochłonął, powoli asymilował się z realiami. Będzie jak zawsze.
Gość

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   Nie Sty 18, 2015 5:52 pm

Danny pokręciła głową z niedowierzaniem. Aż wstała z wrażenia i zaczęła krążyć po pokoju, nie przerywając swoich rozważań.
- Ty nikogo nie masz? Marshall, co one wszystkie są ślepe, głuche, upośledzone, czy jakie? - zapytała, rozkładając bezradnie ręce. W głowie jej się to nie mieściło. Ona z urokiem osobistym Spencera, to miałaby już każdą dziewczynę! Nie inaczej. Przecież on był inteligentny, zabawny, spontaniczny, dobry, lojalny... przystojny. I nie miał dziewczyny! Szczyt wszystkiego. Będzie musiała coś z tym zrobić. Pozaciągać go do jakichś klubów albo co.

- Miałam dwóch, może trzech... może pięciu chłopaków. Niby wszystko ok, ale nie nadawaliśmy na tych samych falach. Nie mogłam z nimi pogadać tak, jak na przykład z tobą. Ale, Marshall, świat taki jest, nie można mieć i chłopaka i przyjaciela. Coś zawsze nawala. Wiesz, był taki jeden, nawet miły, nawet oczytany, ale co z tego, jak na żadną imprezę nie pójdzie: "bo on nie lubi takich miejsc". Większość reszty chciała mi się po prostu dobrać do majtek. Czy wszyscy faceci jak zobaczą cycki w dekolcie, to muszą traktować cię jak przedmiot? Marshall, no popatrz! - denerwowała się, rozciągając dekolt i tak już rozciągniętego podkoszulka, wystawiając widoki Spencerowi. - I co, zmieniło się coś? To przecież tylko cycki. Ich matki mają cycki, ich siostry mają cycki, ich córki będą mieć cycki. Czy to jest jakaś naklejka na czole: "Mam cycki, nie mam uczuć, wsadź mi!"?

Opadła zmęczona wywodem na kanapę. Stłukła już niejednego faceta po ryju za złe traktowanie kobiet. Miała uczulenie na takie rzeczy, a jej porywczy charakter nie pozwalał jej stać i patrzeć obojętnie.
- Dobrze, że ty taki nie jesteś - mruknęła i przytuliła policzek do ramienia przyjaciela, sięgając po następną kanapkę. - Twoja dziewczyna będzie szczęściarą.
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora   

 

Mieszkanie nr 17 nad pubem Wernyhora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Londyn
 :: 
Magiczne Ulice
 :: Pokątna
-