IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Natalie Courageux-Vierge
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Nie 25 Maj 2014, 14:38

Natalie niestety była teraz nie w sosie. Albo wręcz przeciwnie - w sosie własnym, ale to nie było raczej nikomu na rękę. W końcu raczej nikt nie lubił być krzywdzony werbalnie, a to właśnie czekało każdego kto pojawi się w pobliżu Krukoneczki w tak nieprzychylnych warunkach. Szlamiątko spojrzało na Puchońskie szlamiątko wściekłym wzrokiem.
-No Natalie. A co, spadłeś rano ze schodów i ludzi nie poznajesz, czy po prostu jakiś upośledzony jesteś? A może uważasz że jestem podobna do Filcha, co?-rzuciła zirytowana. Zdecydowanie nie należała aktualnie do zbyt przyjemnych osób. Wtedy niestety Dawyne zrobił kolejny błąd. Czy on naprawdę nie widział nigdy kobiety, której lepiej nie denerwować? To chłopak ciężkie chwile przeżyje. Tu i teraz. W końcu Nacia nie była Nacią. Była teraz jak bullterier. Jak wściekły byk. Jak Ślizgon, któremu ktoś powiedział że jest nieczystej krwi! Co do krwi, to jej własna denerwowała ją coraz bardziej i miała poważną ochotę skrzywdzić Puchona.
-Co, co jest grane? To Ty nie wiesz że kobiety raz na miesiąc tak mają? Nigdy z żadną nie miałeś doczynienia? W sumie jak tak na Ciebie patrzę, to się nie dziwię.-rzuciła. Chciała mu dopiec, za to że ośmiela sie zadawać pytania, za głośno oddychać i jeszcze nie uciekać. Powinien się nią zaopiekować a nie durne pytania zadawać i jeszcze się pokładać. Natalie była już wściekła sama z siebie, a tu nagle....Irytek. Ten to miał wyczucie czasu, zawsze wiedział kiedy się zjawić. Głupi duszek! Głupi, głupi, głupi! Jakby nie potrafił się zorientować że to zły moment. Swoją drogą...prezent od Chiary? To Chiara jednak była wredną paskudą? No no, nieładnie, pani di Scarno, minusuje pani. Chociaż borsuk tam wie tego paskudnego duszka, pewnie łgał. Kiedy dostała łajnem w twarz, prawdopodobnie coś do niej pękło. Chyba jeszcze nigdy nie odważyła się na takie zachowanie względem Irytka, jakie zaraz zamierzała zaprezentować - przecież każdy wiedział że duszek może być wyjątkowo niebezpieczny i nieprzyjemny. Zbliżyła się do niego zirytowana i zaczęła swój monolog, krzycząc piskliwym głosem:
-A Ty co sobie wyobrażasz dupku? Myślisz że jesteś zabawny? Otóż nie, nie jesteś. I nie pozdrawiaj nas od Chiary, ona Cie na pewno nie lubi i Tobą gardzi, tak jak każdy! Jak w ogóle można być tak głupim żeby robić takie rzeczy? Wstydziłbyś się, jesteś gorszy nawet od Ślizgonów! Jesteś gorszy niż...-tutaj na chwilę urwała wciągając powietrze. Mimo wszystko, imie i nazwisko tego czarodzieja było samo w sobie przerażające, a co dopiero osoba które je dzierżyła-...gorszy niż Evan Rosier! Idź sobie najlepiej, albo skopie Ci to Twoje brzydkie, pryszczate, obrzydliwe, duchowe dupsko, Ty paskudna maro!
Zaczęła ciężko dyszeć. No jak ten głupi duszek mógł ośmielić się robić coś tak paskudnego? Nie mogła się powstrzymać i zrobiła coś, co do tej pory również jej się nigdy nie zdarzyło. Pokazała Irytkowi wulgarny gest.
Zobacz profil autora
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Nie 25 Maj 2014, 14:51

Dwayne’owskie poczucie rzeczywistości zaczęło się naginać, a brak jakichkolwiek rozwiązań na obecną sytuację pogłębiała u niego poczucie bezradności. Pierwsze co przyszło mu na myśl to fakt, że Natalie została zaatakowana przez jakiegoś niewidzialnego stwora – całkiem możliwe, że przez trestrala. Takie rozwinięcie sytuacji było całkiem logicznie, skoro wczorajszego wieczoru Henry poinformował go o upodobaniach tych stworzeń do ubrań oraz krwawych steków. Nie daleko było przecież do na przykład takiego uda Krukonki, z którą teraz rozmawiał Morison.
Przyglądał się z przestrachem na wszechobecną krew pod jej stopami, nie bardzo wiedząc jak powinien zareagować – ostatecznie dziewczyna sama utrzymywała pion i nie wyglądała wcale na taką, co cierpi. Prędzej rozdawała wszystkim siniaki oraz ostre słowa przybrane w wulgaryzmy, które były – powiedzmy szczerze – obce paniczowi Morisonowi.
Patrzył na nią z przestrachem i niezrozumieniem, nawet wtedy kiedy zasypała go kolejną porcją niemiłych komentarzy. Rozdziawiona buzia wcale nie dodawała mu uroku, a kiedy pośpiesznie zaczął kręcił głową, mamrotał piskliwie:
- Nie, nie, nie to miałem na myśli!
Właściwie wątpił czy tym polepszy swoją sytuację, jednak złudna nadzieja dawała mu jakąś szansę na wybrnięcie z tego obronną ręką. Przestał kręcić głową i wpatrywał się w nią piwnymi oczyma z niedowierzaniem, podczas kolejnej wypowiedzi udarzając w niezwykle czułą strunę Puchona. Na jego Polikach momentalnie zakwitły czerwone rumieńce i wcale nie z powodu tego co się dzieje z kobietami raz na miesiąc – bo tego Dwayne wciąż nie pojął. Zrozumiał za to całkiem dobrze, że lepiej nie zadawać teraz jej pytań a bieg w stronę skrzydła szpitalnego to ostatnie, co powinien teraz zrobić. Zacisnął jedynie mocniej palce na różdżce, a przez krótki moment jego spojrzenie stało się .. po prostu smutne, co zupełnie nie pasowało do Morisona.
Czy mogło być coś gorszego niż to?
Już po krótkiej chwili do uszu Dwayne’a doszedł dźwięk przypominający tłuczone szkło (nie wiadomo do końca dlaczego śmiech Irytka zawsze mu się z tym kojarzył), przywołując również nieprzyjemne mrowienie na karku. Wzdrygnął się, podrywając głowę w kierunku źródła dźwięku i odskoczył nawet do tyłu, jak gdyby to miało mu pomóc w odsunięciu psikusa od swojej osoby. Przełykając nerwowo ślinę, rozejrzał się dookoła i przez krótką, bardzo krótką chwilę miał ochotę wyskoczyć przez barierkę. Jeszcze szybciej przypomniał sobie, że most znajduje się nad przepaścią i brakuje tam z pewnością wody, więc taki karkołomny wyczyn zakończyłby się nie tak, jakby sobie tego życzył.
Odór, jaki niósł się od brzęczących wiader przywołał spojrzenie Dwayne’a ponownie na złośliwego duszka. A kiedy do małego móżdżka Dwayne’a przedostała się informacja, że nad ich Glowami wisi hipogryfowe łajno – znieruchomiał i wybałuszczył oczy, otwierając przy tym również buzię. Ogromna kula leciała już spokojnie w ich stronę, jednak Puchon chciał się wyratować ze strasznej sytuacji jaka go właśnie czekała.
„No myśl, myśl.. jakie to ostatnie zaklęcie… No! Charlie ci je pokazywała, no!”
Intensywność przypływu krwi w mózgu Puchona potroiła się, ponieważ dwie sekundy później podniósł różdżkę i celując w ogromną kulę łajna krzyknął piskliwym, mutującym się głosem:
- Confringo! –Co oczywiście skończyło się sporym hukiem i usmarowaniem dwójki uczniów praktycznie od głowy do stóp w śmierdzącej mazi. A Dwayne? Mrugał zdezorientowany oczyma, nie rozumiejąc co się przed chwilą stało.
Dopiero wtedy, kiedy Natalie zaczęła swój monolog naprzeciwko Irytkowi, ocknął się i ponownie rozdziawił buzię. Zapewne już niedługo wleci mu tam jakaś mucha, na pewno. Wyzywanie kogokolwiek od „dupków” oraz przezywanie było zazwyczaj domeną co mniej wybrednych Ślizgonów, planujących dopiec Puchonom. Nie spodziewał się takiego ostrego słownictwa w niewyparzonym języku Natalie!
Ręce Dwayne’a opadły w momencie, kiedy dziewczynka podniosła do góry swoją rączkę i pokazała coś… Chłopak przełknął ślinę i rozejrzał się prędko dookoła i nie czekając ani na cios Irytka ani na to, że Natalie go dojrzy – odwrócił się na pięcie i zaczął po prostu biec w stronę zamku.
Taki z niego wielki bohater.
Zobacz profil autora
Irytek
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Nie 25 Maj 2014, 15:20

To nie był dobry pomysł ubliżać Irytkowi. To było pozbawione jakiejkolwiek logiki, inteligencji czy chociaż instynktu samozachowawczego. Natalie przekreśliła swój żywot w Hogwarcie. Sprowadzenie sobie na głowę duszka równało się z popełnieniem samobójstwa. Nie interesowało go to, co mówiła, bo też niewiele z tego słuchał. Nawet nie wydawał się zgorszony jej gestem. Podjudził go ton, jakiego używała wobec jego osoby. To się nie mogło skończyć dobrze.
Momentalnie przerwał rzucanie łajna w Puchona, zapominając o jego obecności. Zmrużył gniewnie oczęta i skierował całą swoją uwagę na dziewczynę.
- Masz przechlapane, złotko. - zapiszczał dziewczęco i zamrugał rzęsami zalotnie dając do świadomości dziewczynki, że popełniła największy życiowy błąd. Nie tylko wszystkie wiadra zaatakowały swoją zawartością jej głowę - łajno wciskało się za koszulkę, za kołnierzyk, pod rękaw, za pasek spodni, do skarpety, buta, wisiało na włosach. Iryś pozwolił uciec Dwayne'owi, po prostu zapominając, że on tu był. Miał szczęście. Za to ta pannica nie. Włożył dwa palce do ust i zagwizdał przeciągle przywołując do siebie ciężką artylerię w postaci balonów z trudnozmywalną farbą - nabytek od Zonka, oczywiście ukradziony jakiemuś uczniakowi. Wszystkie te balony zostały rzucone na Krukonkę. Irytek ją okładał amunicją, rechocząc przy tym jak wariat.
- Do twarzy ci z kolorem wymiocin! - zarzucił jej komplement wraz z chwilą rzutu do celu balonem z kolorem zgniłym. Nie interesowały go słowa przez nią wypowiadane. Wyzywanie Irytka nie miało sensu, bo wiadomo, czym się to kończyło. Nikt zdrowy na umyśle nie porywał się z takim czymś na poltergeista, którego nie dało się w żaden sposób ujarzmić. Nawet dziewczęta ze złymi dniami zaciskały mocno zęby i odwracały się na pięcie, nie odpowiadając na zaczepki. Pozwolenie na wyrwanie sie emocji spod kontroli w jego towarzystwie nie równało się z uzyskaniem spokoju czy przetrwaniem jednorazowego psikusa. Kończyło się to prześladowaniem. Panna Jasmine Vane kiedyś to przeżyła, gdy była jego miłością. To samo przeżywała Chiara di Scarno i jeśli te dwie panny wzbudzały w Irysiu odmianę uczuć "pozytywnych", tak Natalie wzbudzała coś wręcz przeciwnego. Kolejny rzut balonem prosto w twarz i szyderczy, kpiący śmiech unoszący się po całych błoniach.

Z tematu wcześniej Dłejn i teraz Irytek. Po gnębieniu Natalie obiecując jej męczarnie, odleciał w poszukiwaniu innej ofiary. (nie chce czekać mi się na odpis, obowiązki wkurzania wzywają)
Zobacz profil autora
Natalie Courageux-Vierge
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pią 06 Cze 2014, 12:51

No nie. No nie! Jak ten Irytek mógł ją tak skrzywdzić, zły, paskudny i niedobry. Gdyby tak mogła go dorwać. Musi o tym z kimś porozmawiać, nie będzie jej głupi duszek obrażał! Co on sobie w ogóle myślał? I jeszcze Dway! Jak on śmiał, tak ją zostawić, biedną i samotną! To nie wypadało! Zupełnie jakby powiedziała coś nie tak, a to nie jej wina, tak się zdarza. Do tego przez tą nieśmieszną akcję, wyglądała teraz jak siedem, a może i nawet osiem nieszczęść. I jeszcze śmierdziała, jakby co najmniej Filch ją przytulał, albo gorzej, jakby jakiś paskudny Ślizgon, postanowił ją ugotować w swoim kociołku. Z tej całej złości się po prostu rozpłakała, co sprawiło że wyglądała jeszcze żałośniej. Zakrwawiona, pofarbowana, płacząca i wysmarowana łajnem. W takim właśnie stanie, uciekła aby się schować, żeby nikt jej nie widział przez najbliższe...jak najdłużej.

z/t
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Nie 15 Cze 2014, 19:02

Już niedługo miały nadejść upragnione wakacje oraz spotkanie z Anastasią Cassidy, o której Amycus dowiedział się bardzo wiele interesujących faktów. Szczególnie rozmowa sprzed kilku dni z bliźniaczką nadała myślom Ślizgona całkiem nowy tor. Informacja o zaręczynach nie była dla niego wielkim zaskoczeniem, ponieważ od ojca usłyszał kilka informacji na temat rodu Cassidy. Taka była naturalna kolej rzeczy.
Stał jednak oparty o jeden z filarów na moście prowadzącym do Hogwartu, przez który przechodziło całkiem sporo uczniów. Amycus chował się do połowy w cieniu, ubrany w jasną koszulę z krótkimi rękawami i krawatem przynależności do domu Salazara. Wędrował spokojnie spojrzeniem po stronnicach "Włochate serce, lecz ludzka dusza" autorstwa wilkołaka. Pogłębienie wiedzy na temat tych stworzeń wynikneła całkiem spontanicznie, podczas rozmowy z panienką Merberet i nieumyślnie przeczytaną groźbą Dereka o wizycie Fenrira. Mimo, że Krukonka nie prosiła o pomoc, Carrow czytał powoli wyznania anonimowego wilkołaka, aby zrozumieć ich naturę.
Zobacz profil autora
Sir Nicholas
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Nie 15 Cze 2014, 19:19

Powszechnie wiadomo, że sir Nicholas należał do osób gadatliwych, nie potrafiących utrzymać tajemnicy w ukryciu. Nie warto było mu niczego słownego powierzać, bo nie trzymał języka za zębami zupełnie tak samo jak Hagrid. Wydarzenie, które miał okazję i nieszczęście poznać osobiście, bardzo nim wstrząsnęło. Panienka Lacroix musiała dosyć długo uspokajać rezydenta Gryfonów, ponieważ Nick był wstrząśnięty i dotknięty zaistniałym wydarzeniem. Nauczyciel napastujący dziecko w miejscu publicznym. Duch bał się myśleć na głos, że panna Krukonka, z tego co wiadomo Cassidy A., broniła profesora od mugoloznawstwa, chcąc całą winę wziąć na własne barki. To nie tylko wykluczało napastowanie i molestowanie, a po prostu... Sir Nick co chwila poprawiał chwiejącą się głowę na karku. Gubił ją, przelatując przez rzeszę uczniów, oglądających się za nim ze zmartwieniem.
- To niedorzeczne... to niedorzeczne moi drodzy. - zajęczał do dwóch piątorocznych gryfonek, które go zatrzymały i zapytały jak się czuje. Nie wyglądał najlepiej, przygasł, zbladł i ciągle przez kogoś przelatywał, a starał się z reguły tego unikać.
- Panienka z Ravenclawu, wiecie, ta Cassidy, prawda? Uczynna dziewczynka... przyłapana na gorącym uczynku z nauczycielem! - kiwał się na boki i "przysiadł" między swoimi słuchaczkami. Pocieszały go, głaskały w powietrzu po głowie, martwiły się, że nie mogą przytulić kochanego ducha. Zapewniały, że to nieporozumienie i nie jest tak źle jak to wygląda.
- Ależ jest to prawdą, drogie dziewczęta! Ten auror... Wilson, tak, on się tak nazywa. Bardzo się wkurzył. Rzucił na nich zaklęcia i zaniósł do dyrektora. Panienka Cassidy bardzo płakała. Chciałbym jej pomóc, ale Szara Dama mówi, że to teraz sprawa pana Dumbledore'a... - łapczywie wysłuchiwał kojących pocieszeń dwóch dziewczątek. Bardzo się o niego troszczyły i prosiły, aby znowu nabrał blasku i nie wyglądał tak smutno. Nicholas nie pokazywał się nigdy w takim stanie. Zazwyczaj albo się obrażał i znikał albo wszystkim opowiadał i chwalił się tym, co widział. Choć posiadane informacje nie były wesołe, i tak się nimi dzielił. Był po prostu paplą, chociaż nie dorównywał Irytkowi.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pon 16 Cze 2014, 19:28

Informacje zawarte na siedemnastej stronie książki nie pozwoliły Amycusowi na spojrzenie wilkołaka poprzez ludzkie oczy. Owszem, wczytywał się właśnie w stereotypy oraz oceny dotyczące likanotropów, jednak nie miał wyrobionego zdania na ten temat. Był na pogrzebie matki Yumi, zważywszy na powiązanie rodów i ścisłej znajomości ojców, jednak niespecjalnie interesował się naturą bestialstwa Graybacka. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że…
Poderwał gwałtownie głowę znad książki, kiedy tylko padło nazwisko Anastasii i zamiast dokończyć myśl, skupił się na słowach wypowiadanych przez ducha-opiekuna. Gorący uczynek z nauczycielem wystarczył, aby zatrzasnął książkę nie sprawdzając nawet na jakiej stronie zakończył czytanie. Wsunął zręcznie książkę pod pachę i przytrzymując ją, ruszył w kierunku siedzących piątoklasistek. Zerknął na nie pobieżnie, witając je jedynie krótkim skinięciem głowy i zdecydowanie większą uwagę skupił na Sir Nicholasie.
- Przepraszam najmocniej, że wtrącam się w rozmowę, jednak nieopatrznie usłyszałem nazwisko mojej bliskiej znajomej. Czy coś się jej stało? – Spytał z naturalnym przejęciem, wciskając je jedynie w bezpośrednie pytanie. Nie obchodziło go w ogóle to, że Prawie Bezgłowy Nick przenika przez uczniów i snuje się półprzezroczyście po moście. O wiele bardziej interesowała go wspomniana chwilę wcześniej Krukonka, ponieważ szczątkowe informacje zaserwowane przez ducha nie pozwalały Amycusowi chociażby na wstępny szkic zasłyszanej sytuacji. Rycerz należał do istot prawdomównych i szczerych, dlatego sam wygląd dawał do zrozumienia, że stało się coś złego.
Ciepło za mostkiem powoli rozgrzewało ciało chłopaka, kiedy pierwsze podejrzenie przebiło się przez mur ostrożności – że któryś z nauczycieli próbował ofiarować Anastasii zaliczenie jakiegoś przedmiotu za … seksualne zaliczenie. Wypuścił powietrze z ledwo uchylonych warg, nie dając po sobie poznać iż samoistnie podniósł sobie ciśnienie.
- Sir Nicholasie, proszę, jest to dla mnie bardzo ważna persona. – Pośpieszył ducha, podkreślając rolę jaką odgrywała Cassidy w jego życiu, chociaż nie śmiał nazwać jej poprzez funkcję, jaką zacznie sprawować za jakiś niespełna miesiąc. Nie chciał wyjść również na nieuprzejmego, dlatego w głosie Ślizgona dało się bez problemów wyczuć troskę i zdenerwowanie.
Zobacz profil autora
Sir Nicholas
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pon 16 Cze 2014, 20:25

Długi język czy prawdomówność? Cokolwiek to było, nie pozwalało Sir Nicholasowi zachować tego dla siebie. Był w stanie najwyższego szoku i tylko Dumbledore potrafiłby opanować rezydenta i nakłonić go do trzymania języka za zębami. Tak więc dwie piątoklasistki poznały tę zatrważającą prawdę, podejmując próby udobruchania i uspokojenia zmarłego rycerza. Duch przetarł wierzchem dłoni wąsy i  dalej wyglądał na bardzo przejętego. Uniósł głowę, gdy ktoś do nich dołączył. Zapłakał na widok ślizgona, chociaż nie miał ku temu powodu. Zareagował odruchowo, wszak był w stanie nie do końca trzeźwym emocjonalnie. Opóźniał odpowiedź, chlipiąc w ramię maleńkiej przerażonej gryfonki.
- Stało? T-to bardzo... b-bardzo biedna dziewczynka! Tak p-płakała. Oby was nigdy to nie spotkało, moje drogie gryfonki! - "objął" dziewczęta, chcąc je zgarnąć do siebie, a bezskutecznie. Ponownie poprawił chwiejącą się głowę i w końcu przeniósł swą uwagę na naglącego go ucznia slytherinu.
- Pan Wilson zabrał ją i pana Heisbenberga do profesora Dumbledore'a, drogi chłopcze. Zostali przyłapani... p-przyłapani na... - tutaj został szeptem wsparty przez dziewczęta. - ... na obściskiwaniu się. - wyszeptał w stronę Carrowa. - Będzie potrzebowała przyjaciela, chłopcze. Nie wiem jak to się zakończy, ale widziałem na własne oczy! Panna Lacroix, miła dama z gryffindoru również była swiadkiem tego niecodziennego i tragicznego wydarzenia. - i zanim zdążył dodać jeszcze o gniewie aurora i własnych przeżyć, rozpłakał się ponownie, wylewając rzewne łzy i wyjąc niczym sama Jęcząca Marta. Po chwili odchrząknął. Nie wypada beczeć przy damach! Wyprostował się i ukłonił dziewczętom, podlatując do ślizgona.
- To zakrapia na tragedię, miły paniczu. Biegnij do panienki Cassidy, potrzebuje na pewno wsparcie kogoś bliskiego. - "poklepał" go po ramieniu i związał na plecach swe przezroczyste ręce.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pon 16 Cze 2014, 20:46

Amycus nie skupiał się teraz na analizowaniu zachowaniu ducha oraz jego reakcji, chociaż to z pewnością mogło mu w przyszłości posłużyć do badań. O wiele istotniejszym wydawały się fakty, które nie chciały przechodzić przez gardło rycerzowi. Słuchał wszystkiego z należytą uwagą, ani przez moment nie przesuwając spojrzenia z półprzezroczystego. Dopiero kiedy podpłynął do niego, Amycus przeniósł wzrok na siedzące gryfonki:
- Nie wypada o takich rzeczach prawić przy damach, chodźmy na ubocze, Sir. – Zasugerował, kiwając głowami nieznanym dziewczynom na pożegnanie i odszedł kilka kroków w kierunku barierki. Liczył, że duch podąży wraz z nim, ponieważ niejasności i niedokreślenia w wypowiedziach tworzyły chaos.
- Sir Nicholasie, muszę dowiedzieć co zaszło dokładnie między panem Heisebenbergiem a Anastasią. To bardzo istotne, jeśli mam jej pomóc. Muszę wypytać o szczegóły, bez tego mogę ją nieświadomie skrzywdzić bądź urazić. – Z wyczuciem próbował namówić rycerza na zwierzenie, podejmując w myślach decyzję odwiedzin panienki Lacroix, jeśli przesłuchanie nie pójdzie po myśli Ślizgona. Zapamiętał również nazwisko nauczyciela, nie będąc w staniep przypomnieć sobie, jakiego przedmiotu naucza.
Obściskiwanie nie było słowem, którego wyszukiwał, dlatego uporczywie wpatrywał się w oczy martwego jegomościa. Żałował, że nie jest w stanie przytrzymać go za przedramię i zacisnąć palców, aby popędzić go ponownie do rozmowy.
- Żałuję, że musiał pan być przy tym zdarzeniu. Jak tylko się dowiem czegoś więcej, pobiegnę do niej. – Obiecał, przykładając prawą rękę do piersi, gdzie pod skórą i kośćmi znajdował się narząd pompujący krew. Potocznie zwany sercem, które jest źródłem miłości i utrzymujący wiele emocji w sobie. Amycus w to nie wierzył, więc przysięgi takie nie miały dla niego najmniejszego pokrycia. O tym jednak duch nie wiedział.
Zobacz profil autora
Sir Nicholas
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pon 16 Cze 2014, 21:06

Poparł propozycję Amycusa i odleciał kawałek dalej. Przez swoją nierozwagę wleciał w filar mostu i zniknął między drewnem, a niebem, przebity promieniami słonecznymi. Można było zgubić go wzrokiem. Pojawił się po minucie poszukiwania swego zaciekawionego rozmówcy, pojawiając się tuż przy jego ramieniu. Nadal wisiał trochę wyżej niż ślizgon i wciąż musiał pilnować swego poluzowanego karku. Niemiłym widokiem było oglądanie tych wnętrzności.
- To bardzo przykre, chłopcze, baardzo przykre. Rozmawiałem właśnie z panienką Lacroix o mym życiu na dworze króla Henryka VIII i trzynastu uderzeniach tępym toporem. Niemiło to wspominam, ale panienka tak bardzo nalegała na opowiedzenie mojej historii. Jedna z nielicznych wie jakim zacnym i znanym rycerzem byłem zza życia. - rozgadał się od rzeczy i dopiero zniecierpliwione spojrzenie ucznia zwróciło mu uwagę o czym to właśnie rozmawiają. - Spotkałem panienkę i profesora od mugoloznawstwa nad jeziorem. W biały dzień, niedawno, bo parę godzinek temu. Stali przytuleni, a potem... a potem panience Cassidy chyba coś upadło, bo nagle uklęknęła. Nie była kompletnie odziana. Musi panicz mnie zrozumieć, to bardzo przykre, nie mogę mówić o tak drastycznych szczegółach. - ciepły zazwyczaj baryton Sir Nicholasa trochę zawiódł przy tej długiej przemowie. Nieumyślnie przeleciał przez grupkę młodych uczennic, wywołując wśród nich popłoch i piski.
- Przepraszam najmocniej! - zawołał za nimi, gdy uciekły czym prędzej z mostu przed zdekoncentrowanym duchem.
- Gdy pojawił się pan auror, taki czarnoskóry potężny czarodziej w ciemnej szacie. Ze swoją żoną, miłą mi Katherine pracuje w Hogwarcie na prośbę Dumbledore'a. Kojarzysz może, chłopcze? Właśnie ten auror uderzył pana Heisbenberga. Nakrzyczał na panienkę Cassidy i powiedział, że oboje wylecą z Hogwartu za...za... obściskiwanie się. - użył tego samego słowa, nie umiejąc go zastąpić. - Panienka chciała się wstawić za panem profesorem, to dziwne, prawda, paniczu? Mówiła, że to jej wina. Niedorzeczne! Niedorzeczne!
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Wto 17 Cze 2014, 18:26

Chłopak spoglądał na ducha, który powinien znaleźć się tuż obok niego – zamiast tego, obserwował z ukrytym głęboko niezadowoleniem, że rycerz poleciał o wiele za daleko. Westchnął cicho i poprawił książkę pod pachą, zsuwając ją niżej do dłoni. Ściskał ją pewnie i mocno, ponieważ nie chciałby jej upadku na podłogę – szanował książki, obojętnie czy należały do niego czy nie. Sprawdził raz jeszcze tytuł, jak gdyby łudząc się iż w cudowny sposób pojawi się nazwisko autora.
Kilka sekund minęło, a duch nie wracał. Carrow przystąpił z nogi na drugą, rozglądając się w poszukiwaniu ducha i doszedł do barierki, wychylając się nieznacznie za nią. Spieszyło mu się, aby wysłać sowę do panny Lacroix, a następnie do wieży gdzie mieścił się gabinet dyrektora.
Odwrócił się w końcu przodem do ławki, na której kilka minut wczesniej siedziały Gryfonki i pocieszały Sir Nicholasa. Teraz odchodziły zawiedzione i zmartwione w stronę wejścia do Hogwartu, zapewne rozpowiadając plotki dalej i dalej. Palce Amycusa zacisnęły się mocniej, kiedy kolejna fala ciepłego gniewu otuliła wnętrze ciała i podsycała myśli.
Poderwał głowę w stronę zmaterializowanego rycerza, czekając na następne wyjaśnienia dotyczące sytuacji na Błoniach. Niewiele interesowały go czasy Sir Nicholasa w tym momencie, kiedy o wiele ważniejszą personą stała się panna Cassidy i nauczyciel. Ślizgon postanowił porozmawiać z duchem na temat jego przeszłości, w bardziej odpowiednich warunkach i sprzyjających okolicznościach. Mimo wszystko, starał się nie przerywać i jedynie popędzać spojrzeniem – z duchami nigdy nie wiadomo, równie dobrze rozmowa mogła się zaraz zakończyć.
Brwi chłopaka zsunęły się ku nasady nosa, a mięśnie szczęk zatańczyły pod naskórkiem, wyostrzając rysy twarzy. Odsunął spojrzenie na przestrzeń znajdującą się za barierką mostu, a wyobraźnia przedstawiła klęczącą Anastasię oraz dojrzałego mężczyznę z cwanym uśmiechem. Nawet nie silił się na to, aby przytaknąć na pytanie. Oczywiście, że kojarzył małżeństwo – musiał ich unikać i działać z daleko posuniętą ostrożnością.
W ciemnych oczach chłopaka coś błysnęło, kiedy przesunął wzrok na ducha wspominającego Krukonkę, która pragnęła wziąć całą winę na siebie. Nie komentował niczego, a emocje jakie dotychczas wychodziły mu idealnie – zdawały się wyparować z jego oblicza. Jedyne, co dało się odczytać z twarzy Amycusa to gniew, skrywany pod obojętnością. Tylko w oczach czaiło się coś, co w innych okolicznościach wszyscy omijaliby szerokim łukiem.
- Dziękuję Sir Nicholasie. Pędzę do niej. – Pożegnał się dość lakonicznie z duchem, po czym bez większego zastanowienia puścił się biegiem w kierunku Hogwartu. Musiał jak najprędzej dotrzeć do sowi arni, a potem do wieży. Tak. Musiał.
[zmiana tematu]
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pią 05 Gru 2014, 08:16

W szkole panował jeszcze względny spokój, który z pewnością zmieni się w ciągu najbliższych dni, gdy wszyscy oswoją się z powrotem do Hogwartu. Henry przez te pierwsze dni powłóczył nogami z kąta w kąt, ciągle musiał być w ruchu. Zdjął w końcu bandaż z głowy i poza krótką linią z tyłu głowy porośniętą kilkoma włosami, nie było nic po nim widać. Wkurzał niemiłosiernie Puchonów siedzących w Pokoju Wspólnym chodząc wte i we wte bez celu. W końcu za poradą swojej jakże inteligentnej siostry, wyszedł na dłuższy spacer na teren szkoły, aby nie doprowadzać do szewskiej pasji znajomków.
Przez brak wspomnień z przeszło roku, Henry nie wdawał się w większe dyskusje z ludźmi. Nie czuł się jeszcze na siłach rozpoczynać długą sesję "przypominania sobie życia". Nie należało do to przyjemności i nie chciało mu się poznawać kolejnych kłód ułożonych pod nogami. Najlepszym lekarstwem jest powrót do normalności.
Lancaster włóczył się przez godzinę po korytarzach Hogwartu. Dzielnie wspomógł pierwszoklasistów wskazując im najkrótsze drogi do poszczególnych klas, a nawet zaradził jak unikać terenów narażonych na wzmożoną obecność Filcha. Trzykrotnie bez większego celu przeszedł schody czterech pięter, nie mrugając nawet okiem, gdy płatały mu figla odchylając się w dziwne strony. Pognany przez obraz Zdzisława Brudnego, Puchon wylał się na błonia. Włożył ręce do kieszeni i pokonał spacerkiem całe błonia. Spuścił głowę czując w dżinsach miękki materiał. Wyjął go i uśmiechnął się do siebie i w myślach do przyjaznej Krukonki. To jest "chusta z inicjałami", która miała służyć za powód powrotu na tarczy z wojny i bitew usuwania z otoczenia dziewczyny namolnych adoratorów. Chłopak rozejrzał się po okolicy. Błonia były wypełnione kilkoma grupkami uczniów posortowanych według domu. Dowiedział się od jakiejś najstarszej Krukonki o aktualnym pobycie Whisperówny. Henry stwierdzil, że skoro ma się włóczyć bez celu po całej szkole, może zahaczyć i mimochodem spotkać Wandę, oddając jej "chusteczkę z inicjałami". Znalazl się na moście i oparł wygodnie o filar. Tylko przez pół sekundy przed oczami mignęła mu twarz Laurel pływającej w szkolnym jeziorku. Ledwie zwrócił na to uwagę, zajęty rozmyślaniem czy na czas wyzdrowieje, aby rozpocząć treningi quiddticha. Został kapitanem, prefektem... tyle sytuacji, tyle nagród i chyba zadośćuczynienie oberwania w głowę na obozie szkolnym.
- Łanda. - na widok nadchodzącej dziewczyny, uśmiechnął się tak po puchońsku. Nie zdawał sobie sprawy do końca z tego, że obraca w ręku przepaskę na włosy Wandy. Pamiętał, że jako jedyna ani razu nie zapytała go o obóz. Odepchnął się od filaru i przeciął drogę dziewczynie, szczerząc zęby. Przydadzą mu się wesołe, ciemne oczy miłej koleżanki nie patrzącej na niego, jakby właśnie umarł. Bolała go Soleil, bo nie potrafił nic dla niej zrobić, a chciał i to bardzo. Trudność sprawiało mu spojrzenie w jej rozczarowane i przygaszone oczy, tak więc alternatywa towarzystwa pogodnej osoby, z którą w ostatnim roku się nie pokłócił/nie zszedł/nie rozszedł itd, zachęcała.
- Oddaję. - położył na dłoni dziewczyny tę przepasko-chustę z (bez) inicjałami. - Adoratorzy dalej ciebie nękają, Łando? Pamiętaj, strasz moim nazwiskiem. Ci najmłodsi na mój widok uciekają z krzykiem. Gruby Mnich mi powiedział, że dzieciaki boją się, że mi głowa odpadnie jak Sir Nicholasowi. - dalej się szczerzył bez szczególnego powodu. - Ma się te reputację.. - odetchnął z ulgą. Przez chwilę pozbył się poczucia winy, będąc w towarzystwie Wandy Whisper.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pią 05 Gru 2014, 19:25

Ciemnowłosa Krukonka zaraz po tym jak pożegnała się z jaśnie panami prefektami wskoczyła jeszcze w swój przedział tylko po to by podzielić się kilkoma uwagami z koleżankami i przebrać się w nową, wyjściową szatę uszytą specjalnie na zamówienie. Humor jej dopisywał, rzucała żartami, komentowała to i tamto, jednak nie zdecydowała się dłużej zagościć na uczcie w Wielkiej Sali. Ba, zachowywała się tak jakby zupełnie jej nie było. Weszła ukradkiem w otoczeniu rozgadanych przyjaciółek, wysłuchała tego i owego i chwyciwszy coś dobrego ze stołu pognała do sypialni. Coś nie dawało jej usiedzieć spokojnie w miejscu. Być może chodziło o ciągłe szepty, o spojrzenia rzucane w jej stronę, o plotki dotyczące śmierci jej ojca. Dla Wandy było to chyba za dużo i nawet czułe poklepywania przez Sympcię [tudzież inną pannę] na nic się zdawały. Dziewczyna po prostu wolała posiedzieć sama w ciszy, słuchając pokrzykiwań pierwszoklasistów wystraszonych przez jednego pana z obrazu.
Pierwsze dni w szkole mimo wszystko minęły Whisperównie bezproblemowo. Usłyszała wprawdzie więcej miłych i pociesznych słów niż chamskich zaczepek, które również się zdarzały – ukłony w stronę piątoklasistów ze Slytherinu, jednak to i inne zdarzenia nie zdołały aż tak popsuć jej humoru. Na lekcje uczęszczała chętnie, robiła więcej notatek niż ktokolwiek inny, a wieczory spędzała w bibliotece ucząc się czegoś nowego. No, od czasu do czasu pozwalała sobie na urządzenie kilkugodzinnych pogaduszek z kumpelami najbliższymi jej sercu.
Dzień, w którym ponownie spotkała swego ulubionego Puchona był dniem wyjątkowo urokliwym – błękitne niebo, delikatny i rześki wiatr smagający jej bladą twarz i promienie słońca przeplatające się w brązowych włosach dziewczyny. To popołudnie akurat Krukonka wolała spędzić na dworze ze znajomymi, śmiejąc się i obgadując Filcha i innych. Nie spodziewała się dostać wiadomości od jednej z koleżanek z roku, że jej nowy Giermek jej poszukuje. Czyżby coś się stało? Przez myśli Whisperówny najpierw przebiegły myśli te mniej przyjemne – dopiero potem, gdy kierując się na wskazane miejsce zobaczyła sympatyczną buzię chłopaka stwierdziła, że może ten po prostu chciał się z nią zobaczyć. Widząc jego uśmiech, odwzajemniła go delikatnie i niepewnie, jednak z sympatią, nie obawą.
- Witaj mój drogi Lancasterze. – Odezwała się zaraz po tym jak ich oczy się napotkały, a i gdy ta znalazła się wystarczająco blisko niego – nie chciała się wydzierać, ot co. Nie zdążyła nawet zareagować na wciskaną jej wstążkę, której satynowy materiał czule połechtał jej skórę. Krukonka zacisnęła automatycznie dłoń i spoglądając na Heńka zastanawiała się jak minął mu początek roku szkolnego. Nie zdążyła jednak o to zapytać, bo ten zaczął ciągnąć ich ulubiony temat.
Gdy usłyszała pierwsze przechwałki miała ochotę wybuchnąć śmiechem – powstrzymała się jednak i tylko oparła się o konstrukcję mostu, wcześniej jednak wsuwając przepaskę do kieszeni szaty. Jak na jesień, a w sumie jej początek – czy może koniec lata? Było wyjątkowo ciepło. Dlatego też korzystając z okazji Wandzia założyła krótką spódniczkę z plisami i cienką, białą koszulę, by ta z łatwością przepuszczała powietrze. Odwróciła też twarz w stronę Lancastera i zmrużyła oczy, by widzieć go lepiej, a i jednocześnie by nie oślepnąć od słońca.
- Och, wiesz. Faktycznie miałam kilka takich sytuacji, ale gdy wspomniałam im o Tobie, zachowywali się jakby połknęli skarpetki Filcha. [uwaga, ulubiony obiekt żartów Wandy.] Chyba naprawdę coś w tym jest, że dzieciaki się Ciebie boją. – Dodała z szerszym uśmiechem i chwilę się zastanawiając ciągnęła.
- No, co do podobieństwa między Tobą, a Sir. Nicholasem bym się spierała. – Nie powiedziała dokładnie o co jej chodziło, bo mogło by to zostań opacznie zrozumiane, jednak miała na myśli to, że chłopak jest zdecydowanie przystojniejszy. Tfu, znaczy zabawniejszy. Krukonka wolała ugryźć się w język zanim powiedziałaby coś niestosownego, toteż szybko odwróciła wzrok, by spojrzeć na grupkę młodszych uczniów beztrosko taplających się w wodzie.
Zaraz jednak znowu odgarnęła kosmyki włosów z oczu i przechyliła głowę na bok.
- A z Tobą wszystko w porządku, najszlachetniejszy ze szlachetnych? – Spytała w końcu, miękko układając wargi w kolejnym z sympatycznych uśmiechów. Pytanie zadane było lekko, jednak z ciekawością. Być może działo się coś ciekawego w tej ich Pucholandii.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pią 05 Gru 2014, 19:30

Sam nie wiedział dlaczego nagle wpadł na pomysł poszukania Wandy. Może to przez to, że zachowywała się przy nim normalnie? Miła odmiana, skoro większośc osób patrzyła na niego jakby czekając aż się wykrwawi albo opowie ze szczegółami przebyte operacje czy nawet uczucie, kiedy oberwał w głowę. Plotki przestały mu przeszkadzać, skoro na głowie miał wazniejsze sprawy. Z rodzicami urwał się kontakt z jego inicjatywy. Podsłuchał rozmowę Laurel z jakąś Puchonką, że to jego siostra porozumiewa się z rodzicami i tłumaczy, że Henry jest cały i zdrowy, tylko zrobił się trochę pochmurny i zaczęło brakować mu poczucia humoru. A za nazwanie go zrzędą, Heniek planował zemścić się jakoś na siostrzyczce. Wcale nie był zrzędą!
Z bliska można zauważyć, że Henry potrzebował dużo ruchu wbrew temu co mu wbijali do głowy w świętym Mungu. Nawet teraz, gdy wysłuchiwał Wandy z bananem na twarzy, palcami postukiwał o filar jakby się niecierpliwił. Nic z tych rzeczy, Lancaster zachorował na chorobę niespokojnych nóg. Za tydzień albo dwa zarzuci pierwszy trening drużyny, chociaż przypuszczał, że przyszły tydzień będzie odpowiedniejszym terminem, jeśli mają dokopać w tym roku przeciwnikom. Oczywiście miał zamiar brać udział w treningach. Nawet nie myślał o odpoczynku. Nie byłby sobą, gdyby nie uparł się wsiąść na miotłę.
Uniósł brew słysząc nietypowy żart, ale z całą pewnością trafiony.
- Oni wiedzą jak smakują skarpetki Filcha? Na gacie Merlina, chyba wolę fasolkę Bertiego o smaku wymiocin. - przez chwilę był zbity z tropu, ale w końcu się roześmiał po puchońsku. Skinął głową Wandzie, aby poszli wzdłuż mostu. Potrzebował ruchu i chociaż nie wiedział po jakie licho, skoro uszedł ledwie z życiem jakieś dwa i pół tygodnia temu, robił to, co chciał.
- Dla mnie super, nie muszę szukać przebrania na bal halloween. Przyjdę i maluchy będą wrzeszczeć. Jeśli tylko nie zostanę królem balu, a Filch królową, będzie fajnie. - i ta myśl była absurdalna. O czym to on myślał? O Filchu-królowej balu? Wzdrygnął się i potrząsnął głową. Miał obok siebie wesołą, ładną Krukonkę, a myślał o Filchu? Może jednak powinien brać te przypisane leki...
Przeszli ślimaczym tempem kawałek mostu. Henry zastanawiał się czy jest wszystko w porządku. Pierwszy raz nie wiedział. Nie umiał szczerze odpowiedzieć nawet samemu sobie.
- Wiesz Łando, chyba nie do końca. - odpowiedział nagle poważniejszym tonem, patrząc w jej ciemne błyszczące oczy. Dzielnie powstrzymywał śmiech.
- Nawet Zdzisław Brudny wygnał mnie z korytarzy i schodów. Laurel powiedziała, że dostałem adhd. Nie umiem sobie poradzić z ich odrzuceniem. Odtrącili mnie. - udał żal, przybrał minę bardzo przejętego zachowaniem obrazu i własnej, rodzonej siostry. Absolutnie nie było to autentyczne ani szczere. - Przez to włóczę się po błoniach i zaczepiam ładne Krukonki. - wyszczerzył zęby do Wandy i jedną rękę schował do kieszeni.
- A u ciebie? Wielbiciele dają żyć? Irytek zrezygnował z miłości do Ravenclawu? Słyszałem co się działo w zeszłym roku. - tutaj pośrednio, bardzo pośrednio nawiązał do swojej niepamięci, ale odrobił kawałek pracy domowej i słuchał gadulstwa Dwayne'a. Dowiedział się podstawowych plotek krążących po szkole w ostatnim roku szkolnym. Na przykład to, że Henry polubił koty, a koty nie polubiły Henry'ego. Przez to zarwał noc, bo śniła mu się pani Norris.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Most   Pią 05 Gru 2014, 19:33

Wanda zdążyła już zauważyć co się dzieje wokół Lancastera – wiedziała, że jest mu ciężko – nie pamiętać tych wszystkich szczęśliwych chwil spędzonych z Sol czy innymi przyjaciółmi. Również tych strasznych czy przezabawnych. To nie jego wina co stało się na obozie, działał impulsywnie, chciał ochronić koleżankę ze szkoły co mu się udało, a co odbiło się na jego życiu. Dziewczyna była pod wrażeniem tego jak ten się teraz zachowuje, mimo, że nie ma lekko. Teraz co na pewno czuje to zdezorientowanie i niepewność. Nie wie co się działo przez ostatni rok, dlatego woli chyba zachowywać ostrożność. Znajomi Puchona chyba jednak nie do końca wiedzą co znaczy przyjaźń – Henry powinien być teraz otoczony szczególną troską i opieką, gronem bardzo dobrych kolegów, którzy powinni go wspierać. Whisperówna nie do końca była pewna czy tak było, ale obrała sobie za cel widzieć uśmiechniętą twarz chłopaka. Niejasne były dla niej powody, choć nie do końca. Bardzo lubiła prefekta, często się śmiała w jego towarzystwie – co poprawiało jej humor i sprawiało, że przestawała myśleć o swoich problemach…
Szatynka przeniosła spojrzenie ciemnych oczu powrotem na twarz Puszka i przez chwilę zastanawiała się głęboko czy to był dobry pomysł by jawnie naśmiewać się [again] z Filcha. Zdarzało się jej raz czy dwa, że występował u niej atak głupawki, czy też po prostu nie trafiała w gusta swoich słuchaczy – inaczej rzecz ujmując, waliła sucharami. Ale kto z nas czasem jednym z nich nie sypnie, hm? Dopiero po tym jak jej towarzysz się zaśmiał – wymuszenie czy też nie, to odetchnęła z ulgą, a jej buzia ponownie się rozpromieniła. Co do fasolek to jej podchodziły tylko te słodkie. Tylko i wyłącznie.
Gdy Heniek zaczął paplać o woźnym, balu i innych dzikich rzeczach Wandzia zasłoniła usta dłonią, by jawnie nie parsknąć śmiechem. To co opowiadał to były kompletne banialuki, głupoty, ale jakie zabawne!
- Coś zauważyłam, że ostatnio nie możemy przestać gadać o Filchu. Ja rozumiem żarty, wyśmiewanie się z niego. Ale przedstawienie go jako królowej balu?! Teraz to już przesadziłeś. – Powiedziała niewyraźnie, bo śmiech nie dawał jej spokoju. Skinęła głową na jego propozycję i powoli idąc wzdłuż mostu Kukinka znowu cieszyła się, że przebywa w towarzystwie kolegi, którego poczucie humoru i osobowość działała na nią kojąco. Przez moment jej serce stanęło, gdy chłopak zaczął opowiadać o tym jak reszta go odtrąciła. Wtedy to potwierdziły się jej obawy, że ten jest źle traktowany, więc zacisnęła pięść i zmarszczyła brwi. Mimo, że Henry obrócił wszystko w żart, powiedział to prześmiewczym tonem to jej nie do końca chciało się w to wierzyć. By niejako dodać u otuchy to klepnęła go lekko w ramię i uśmiechnęła się szeroko na pocieszenie.
- Wiesz co, przeszedłeś ciężką drogę, więc moim zdaniem… No, masz prawo mieć adhd. – Dokończyła niezbyt zręcznie bo zaraz też do jej uszu doszedł słodki komplement, od którego policzki Wandzi odrobinę się zaróżowiły. Niby jedno słowo, stwierdzenie, a ta czerwieni się jak małolata. Szybko odwróciła wzrok i uśmiechnęła się półgębkiem, nie odpowiadając na to kompletnie nic. Jej zachowanie świadczyło o tym, że zrobiło się jej niezwykle miło. Na szczęście nie musiała na ten temat się wypowiadać – Lancaster nie ciągnął jej za język, a dopytał tylko o to co u niej. Westchnęła.
- Teraz mnóstwo pierwszaków do mnie leci. Jacie, chyba mają mnie za swoją matkę czy opiekunkę. Ciągle przyłażą, i zabierają mi czas, który powinnam poświęcić na naukę. Pamiętam jednak o straszeniu ich Tobą. – Słowa wypowiedziała jednak z czułością – bo mimo wszystko dzieciaki zdążyła polubić i chętnie udzielała im pomocy i rady. Jednak nikt nie musi o tym wiedzieć.
- Co do Irytka… Mnie jakoś nigdy nie zaczepiał. Staram się go unikać jak ognia, bo nie wiem co mu wpadnie do tego łebka. Ale chyba dalej kręci się wokół Chiary. Jak wszyscy zresztą. – Parsknęła i oparła dłoń o konstrukcję mostku, jednocześnie sunąc nią w kierunku, w którym obydwoje zmierzali.
Niebo dalej czyste jak łza widniało nad ich głowami, a tylko pojedyncze krzyki dzieciaków ze szkoły zagłuszały ich ciszę, która trwała między nimi. Nie była to cisza z tych złych, krępujących, a raczej ta podczas, której można było chwilę pomyśleć. Na przykład o niebieskich migdałach.
- A tak na poważnie Henry, powiedz mi… Jak sobie radzisz… z tym wszystkim? – Krukonka zrobiła nieokreślony gest ręką, zupełnie jakby chciała zobrazować mu o co jej chodzi.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Most   

 

Most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-