IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Popiersie Montague Knightley'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Popiersie Montague Knightley'a   Nie Mar 27, 2016 8:00 am

Umówmy się - Blake także miała dopiero szesnaście lat i było to zupełnie normalne, że nie wiedziała czego chce. Po drugie była dziewczyną, a to chyba dziewczęca przypadłość, ta niepewność. Po trzecie jej irracjonalne zachowanie było łatwo wytłumaczalne. Unikała go, a potem się uśmiechała? To logiczne, unikała go, bo nie chciała się uśmiechać, ale jak już przyszło co do czego to nie mogła się powstrzymać. Podczas ostatniego spotkania wieszała na nim psy i nie chciała go znać. Owo spotkanie skończyło się jednak w taki sposób, że panna Blackwood diametralnie zmieniła swoje nastawienie i to oczywiste, że wpływ na to miał ten niewinny pocałunek, od którego ciepłe mrowienie na policzku czuła puchonka aż do weekendu. Jonathan wyzwalał w niej ambiwalentne uczucia. Próbowała go nie lubić jednocześnie łaknąc jego towarzystwa. Znała siebie na tyle by wiedzieć co to oznacza a nie oznaczało niczego dobrego. Prior nie był świątobliwy, za to znany z pokazywania się często z kimś innym. Tego też bała się Blake. Nie miała pewności, czy nie podzieli losu poprzednich jedenastu złamanych przez Priora serc.
Nie mogła się ruszyć, bo skutecznie zagradzał jej drogę. Czuła jak szybko bije jej serce. Strach i wysiłek rozpędziły je do granic możliwości, toteż puchonka miała wrażenie, że zaraz wyskoczy jej z piersi. Powiedziała mu prawdę, a raczej pokazała i jedyne, czego mogła teraz oczekiwać to to, jak ją wyśmiewa. Zamknęła oczy czekając na wybuch wesołości, który jednak wcale nie nastąpił. Gdy je na powrót otworzyła dostrzegła zdumioną minę Jonathana, która wyrażała oprócz tego cały wachlarz innych skrajnych emocji. Patrzył na nią w osłupieniu zamiast śmiać się z niej. Nie zaczął się nabijać, tylko stał sztywno, jakby za dotknięciem różdżki ktoś odebrał mu jego adhd, które tak zdążyła polubić.
- Oczywiście, że z tego powodu - powiedziała cicho spuszczając przy tym głowę. Z nerwów skubała skrawek swojej szaty, co skutecznie zajmowało jej dłonie. W jej myślach pojawiła się osobliwa myśl, że chyba na tym się skończy. Znaczy, że oto właśnie reakcja Priora. Że nie zacznie szydzić, nie zacznie się nabijać ani nie rozpowie wszem i wobec co zobaczył. Niewiarygodne poczucie ulgi, jakie odwiedziło teraz Szkotkę było nie do opisania. Ciężar domysłów spadł z jej barków, dzięki czemu lepiej jej się oddychało. Pomyliła się co do niego. Cieszyła się z tego niezmiernie i gotowa była mylić się tak każdego dnia.
Kiedy przekręcił nazwę jej przypadłości zdobyła się nawet na cień uśmiechu. Może niepotrzebnie tak spanikowała. Może faktycznie reagowała czasem zbyt pochopnie. Taka już niestety była - niezwykłe łatwo było ją zranić, dlatego broniła się przed każdą taką sytuacją. Zamykała się w strefie ochronnej i nikogo do niej nie dopuszczała.
- Nie, nie zmieniam koloru włosów w zależności od humoru tak jak profesor Lacroix. W ogóle tego nie używam. Dziś mi po prostu coś odbiło i stwierdziłam, że to mnie uchroni przed twoimi zaczepkami - wyznała szczerze półgłosem. Nie poprawiła go tłumacząc, że prawidłowe słowo brzmi nieco inaczej. Gdyby nie był tak wzburzony mogła stwierdzić, że było to co najmniej czarujące.
Dostrzegła jego wcześniejsze zawahanie. W końcu widziała jak podnosi dłoń i już podświadomie wiedziała, że zaraz ją dotknie ale wycofał się. Blake zastanawiała ta nagła zmiana zachowania bo przecież wcześniej wcale się nie krępując poczynał sobie z jej strefą osobistą bardzo śmiało. Trochę żałowała, że wytworzyła między nimi taki dystans ale to dobrze. Dystans wyjdzie im obojgu na dobre.
- Nie! - zaprzeczyła nagle chcąc udowodnić jakoś Jonathanowi, że jego ostatnia myśl była bezpodstawna. -
nawet nie wiem czy tak potrafię, nigdy nie próbowałam.

Odprowadziła go wzrokiem na kamienny parapet i przygryzła wargę. Wiedziała, że tak to się wszystko skończy. Oskarżenia, domysły i wieczne podejrzenia. Już nawet nie wiedziała co jest jej mniemaniem gorsze, to, czy wyśmiewanie się z tego. Jak miała wytłumaczyć Priorowi, że nigdy nie posunęłaby się do czegoś takiego? Ba, że nigdy nie przeszło jej to nawet przez myśl? Udawanie kogoś innego wykraczało poza jej możliwości, ponieważ nie miała tak wielkiej odwagi, by się tego podjąć. Blake nie była na tyle wyrachowaną osóbką, by się odgryzać na Priorze w ten sposób.
Zbliżyła się do parapetu na którym siedział i po krótkim rozważaniu za i przeciw usiadła tuż obok, po jego prawej stronie. Zacisnęła dłonie na skraju kamienia, aż zbielały jej kłykcie zbierając się w sobie, by powiedzieć to, co planowała.
- Jonathan - zaczęła cicho, po czym spojrzała mu prosto w oczy. - Są powody, dla których nie rozpowiadam tego na prawo i lewo. Nie chcę, żeby ktokolwiek dowiedział się o tym. Wyobraź sobie, co by się wtedy stało - nie miałabym chwili spokoju. Byłabym dziwaczką, za której plecami wciąż by szeptano, a jednocześnie ciągle ktoś by czegoś ode mnie chciał. Nie chcę tego, nie prosiłam się o to. Taka się już urodziłam i nic nie mogę na to poradzić. - Przez chwilę jeszcze patrzyła na twarz gryfona, wspominając jednocześnie jak bardzo blisko była jeszcze przed chwilą. Bolesne rozczarowanie, a także myśl, że to prawdopodobnie ostatni raz, kiedy miała możliwość dotknięcia go zakuło jej serce. Kto wie, czy po odkryciu jej sekretu nadal będzie chciał się z nią zadawać. Kto wie, czy nie popadnie w paranoję zastanawiając się od dziś czy połowa z napotkanych osób to nie tak naprawdę panna Blackwood. Kto wie, czy będzie w stanie jej teraz zaufać.
Drgnęła. Słysząc słowa wypowiedziane przez chłopaka momentalnie powróciła do rzeczywistości. Części jego wypowiedzi w istocie się spodziewała, ale randka? Dla dobra chłopaka powinna mu to wyperswadować. Nie zrobiła tego jednak, bo przecież podświadomie bardzo tego chciała. Okres akceptacji w nastoletnim życiu Blake wcale jej nie ominął i teraz tym bardziej potrzebowała by wiedzieć, że Prior wcale a wcale nie chce jej nie zaakceptować.
Nie wiedziała jednak co mu na to odpowiedzieć. Miała milion myśli na sekundę więc jak by się tego można było po niej spodziewać wybrała chyba tę najbardziej idiotyczną.
- Lubię kawę z cynamonem i marchewkowe ciasto - powiedziała, po czym uśmiechnęła się niepewnie.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Popiersie Montague Knightley'a   Nie Mar 27, 2016 11:48 am

Co jak co, ale on nikomu serc nie łamał. Żadnej dziewczyny nie rzucił, to one zrywały związek po maksymalnie dwóch miesiącach i go od tamtej pory szczerze nienawidziły. Do niczego ich nie zmuszał, a pokazywał tylko prawdziwe oblicze. Przez początek fascynacji wszystko szło dobrze. Oboje szczęśliwi, spędzali czas w schowkach, wnękach, na środku korytarzu dławiąc otoczenie hormonami i dziewczęcym chichotem. Psuło się mniej więcej po miesiącu, gdy luba pojmowała w końcu, że nie zmieni Jonathana swoją "wielką miłością". Że nie da rady nawrócić go na drogę praworządnego, idealnego dżentelmena i o własnych siłach nie skoryguje jego charakteru. Przy tej kwestii jedna za drugą poddawały się, a tylko nieliczne dociągnęły do dwóch miesięcy mydląc sobie oczy kłamstwami i tekstem "on się zmieni". Nikt nie wytrwał u boku Priora dłuższy czas, bo w sumie ciężko było podążyć za jego szaleństwem. Na Blake też nie liczył. Jeśli udałoby się do niej przederzeć, dawałby jej maksymalnie miesiąc zanim posłałaby go do diabła. Warto jednak podjąć się wysiłku. Te trzydzieści jeden dni samej słodyczy i rozkosznego podniecenia na samą myśl o drugiej osobie było pokusą nie do odrzucenia. To ciekawy sposób nabywania doświadczenia w kwestii szkolnych miłostek. A nuż uda mu się i kiedyś trafi na twardy charakter?
Prychnął.
- Gryfon stawiłby temu czoła. No ale nie ważne. - westchnął, zdziwiony słysząc w swoim głosie zmęczenie. Mieli uciekać przed Norriską, a nie jedno przed drugim. To lekko nie fair, ale już Prior tego nie roztrząsał, bo im dłużej to analizował, tym bardziej się spinał. Dziewczyny działają w dziwny sposób, a Blake bije ich na głowę. Wydawała się taka jak wszystkie, a reagowała inaczej niż wszystkie. Można szybko zgłupieć.
- Na świecie jest tyle sposobów, żeby odwrócić moją uwagę, a ty tylko ją sobie zaskarbilaś i doprowadziłaś do tego... wszystkiego. Brawo, Blake.- musiał się uśmiechnąć, choć nie tak szeroko jak zawsze. -Jesteś mistrzynią w robieniu na opak. Czegoś nie chcesz i zawsze to dostajesz. - gdyby naprawdę przymknąć dwa oka, nie trzeba byłoby odebrać tego jako kpiny z jego strony. Rozmawiał z niezwykle utalentowaną czarownicą, kto by się tego domyślił? Pomijając umiejętność wrodzoną to jeszcze przyciągała do siebie to, przed czym się broniła. Głównie Priora. Nie chciała mieć z nim do czynienia, a mimo unikania przyciągała go do siebie jak magnes. Najpierw obrzuciła go epitetem, grymasem, a potem wszystko to wymazywała mimowolnym uśmiechem, a to go bardziej motywowało do działania niż otwarty zachwyt czy nudna uległość, bierność. Blake najwyraźniej wzbudzała sobą zainteresowanie osób, które nie powinny zauważać jej obecności. Dziw, że nie ma tu jeszcze Filcha i jego przydupasa. Jonathan próbował też zrozumieć dlaczego ona nie używa tej umiejętności. Ogarniał powody nie afiszowania się, ale ignorowanie niebywale rzadkiego talentu? Co ją do tego na gacie Merlina popchnęło? Umiał się postawić w jej sytuacji, bo na myśl o ignorowaniu magii ognia czy muzyki przez osobę wyjątkowo w tym utalentowaną, robiło mu się słabo. Talenty trzeba rozwijać, a nie je zabijać. Czy Blake tego nie rozumiała?
-Dlaczego nie próbowałaś? Boisz się? - zapytał cicho i poważnie. Chciała go zobaczyć poważnego, to go miała. Pytanie na jak długo. Jego głos było słychać wyraźnie. Na korytarzu nie było ani martwej ani żywej duszy, do przerwy pozostało jeszcze trochę czasu, a dziennik Blake musiał poczekać na ratunek. Puchonka mogła sobie iść, ale nie dziwił się, że została. Nie ufała mu. To, co widział było jej tajemnicą, a więc domyślał się, że dopóki nie zawrze z nią paktu milczenia, zostaną tu na następną lekcję. Pomyli się co do niego po raz kolejny i odkryje w nim coś absurdalnego - Prior też był człowiekiem i umiał czuć. W gruncie rzeczy nie jest taki zły jak go malują. On tylko dużo się ruszał, gadał, śmiał i obściskiwał się z co ładniejszą dziewczyną. To nie było złe. Nie mógłby spać spokojnie, gdyby miał komuś wygadać cudzą tajemnicę. Co by mu to przyniosło? Piętno chama, a nim nie był. I tak wydarzyło się niefortunnie. Blake musiała mu zaufać wbrew sobie, co potwierdzało jej talent do dostawania tego, przed czym się broniła. Jej wymuszony kredyt zaufania stawiał go w kiepskim położeniu. Nigdy nie zdoła jej wystarczająco zapewnić, że potrafi trzymać gębę na kłódkę. To przeczyło jego szkolnej opinii, którą sobie niecelowo wyrobił.
Chciał ją w połowie wypowiedzi uciszyć, ale nie zdołał.
-Nie tłumacz mi się, nie masz takiego obowiązku. Ja już wiem i tak, jesteś dla mnie dziwaczką i taką byłaś. To cokolwiek zmienia? Bo nie sądzę. Jedyna różnica, to, że przy tobię będę się czuć niewiele bardziej warty od Filcha. - jego głos zabrzmiał ostrzej niż zamierzał. Nie chciał jej wyjaśnień. Nie chciał nawet myśleć, że obchodził się wobec niej arogancko, a w gruncie rzeczy mogła go zgasić w każdej chwili. Duma i ego Jonathana gwałtownie zmizerniało. Szaraczka, kujonka, pieguska okazała się wybitnie utalentowana. Nie wiedział jeszcze czy to ułatwi relacje w jej kierunku. Ona panicznie bała się opinii społeczeństwa. Na Merlina, nie spotkał jeszcze na świecie tak słabego charakterem metamorfomaga. Z samego tytułu powinna mieć niezbitą pewność siebie i siłę. Nawet tutaj go zaskakiwała. Jonathan naprawdę nie wiedział z której to strony ugryźć. Patrzył na swoje ręce, na których czuł jeszcze ślad obecności Blake. Stracił humor i gryzł się sam ze sobą, próbując znaleźć odpowiedzi na liczne dylematy.
-Przykro mi, że musisz mi teraz wbrew sobie ufać. To nie fair, wiem. - wyrzucił z siebie prawie nie otwierając ust. Zgiął palce i je rozmasował, bo wciąż go świerzbiły. Naprawdę idealny moment na pamięć zmysłów.
Jonathan poderwał głowę, słysząc odpowiedź jakiej nie wziął pod uwagę. Znowu Blake wszystko zaginała. Do łepetyny Gryfona docierała  w końcu istotna informacja. Blake nie jest szaraczką, a perłą w morzu i to on, a nikt inny, mógł to teraz zauważyć. Niechciany podziw pchał Jonathana w przeciwną od niej stronę.
- To mam nadzieję, że polubisz moją kawę. -- była nadzieja na następne, tym razem planowane spotkanie. Była możliwość, że w ogóle jeszcze się spotkają, jeśli Prior nie posłucha części siebie i zignoruje chęć trzymania się od niej z daleka. Wbrew temu, cały czas czuł do niej przyciąganie i starą znajomą ciekawość. Tylko teraz było zbyt dużo do stracenia, aby narażać ją na siebie. Prior nie był wcale pewien czy tego chce. Ale cóż, zaprosił ją na randkę, a ona nie odskoczyła od niego z obrzydzeniem.
- Jeśli dalej się spieszysz, to nie będę cię już sobą nękał.- dał jej całkowitą wolność od swojej osoby. Wściekał się, bo wolał, żeby się nie spieszyła. Zapatrzył się za szybę, na sypiący śnieg, siadając do niej bardziej bokiem. Przed oczami cały czas odtwarzał zmianę koloru włosów i po każdej takiej mentalnej animacji serce waliło głosniej jeden raz, a porządnie.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Popiersie Montague Knightley'a   Pon Mar 28, 2016 1:20 am

Panna Blackwood była stworzeniem niezwykle upartym. Jeśli coś sobie ubzdurała to wytrwale się tego trzymała i może to głupie, bo cierpliwości jej często brakowało, to z pewnością wytrzymałaby z Jonathanem dłużej, niż dwa miesiące.
Oczywiście, że pośle go przez ten czas do wszystkich diabłów nie jeden raz. Z uporem maniaka jednak będzie gryzła się w język w chwili, w której przyjdzie jej ochota stwierdzić, że się poddaje. Zresztą ona, jak widać na załączonym obrazku też nie należała do najłatwiejszych osób w szkole. Sama nie zdawała sobie z tego sprawy do tej pory, ale widząc mieszaninę uczuć na twarzy chłopaka zaczynała to sobie powoli uświadamiać.
- Może właśnie dlatego nie trafiłam do Gryffindoru - odparła krótko. Nie była odważna. Heroiczne czyny zostawiała do wykonania osobom, które miały do tego większe predyspozycje. Blake była tylko zwyczajną/niezwyczajną puchonką o niskim poczuciu własnej wartości, które pragnie podbudować dobrymi ocenami. Wymądrzała się, żeby pokazać innym, że nie jest głupia. Cięty język służył do tego, by uświadomić innym, że nie jest też ofiarą losu. Nie była zbyt zamożna, ale nadrabiała własną wyobraźnią; zawsze z czegoś starego i niepotrzebnego potrafiła wyczarować coś nowego i użytecznego. Dążyła do perfekcji, ponieważ czuła się nikim wśród szkolnej społeczności.
A teraz taki Jonathan Prior zwrócił na nią uwagę, przestał się z niej naśmiewać i jakby tego było mało - pocałował ją w policzek, czego się po nim absolutnie nie spodziewała. Jak miała uwierzyć, że to wszystko to nie są tylko wygłupy chłopaka, któreś tam zresztą z kolei? Jak mogła sądzić, że ktoś z takim adhd może spojrzeć na taką szarą myszkę jak ona?
W końcu dostrzegła cień uśmiechu na jego obliczu i była to pierwsza oznaka normalności od chwili, w której dowiedział się prawdy o Blake. Już zdążyła zatęsknić za tym uśmiechem, bo powaga i Jonathan wydawało się być czymś kompletnie do siebie nie pasującym. Wszak nie był to szeroki wyszczerz do jakiego ją przyzwyczaił, ale zawsze coś. Jego słowa zaś sprawiły, że ona też musiała się wykrzywić wargi.
- Może zacznę na głos mówić, że NIE CHCĘ być kiedyś szanowaną i poważaną panią profesor. Może zacznę mówić, że NIE CHCĘ mieć kiedyś domu z ogródkiem. Może to jest właśnie mój przepis na sukces? - stwierdziła a w jej głosie dało się słyszeć delikatną nutkę żartu.
Od kiedy uświadomiła sobie, że gryfon wcale nie zamierza się od niej odwracać, odrzucać jej, ani wyśmiewać, humor nieco się jej poprawił. Co tam nieco - miała ochotę dziękować losowi, że wszystko tak dobrze się ułożyło, choć brała pod uwagę same najczarniejsze scenariusze.
Po chwili po uśmiechu Jonathana nie pozostał jednak nawet ślad i Blake znów musiała patrzeć na jego poważną minę. Nie pasowała do niego. Kurde, jego wzrok pozbawiony wyrazu był nawet dość straszny. Gdzie się podziały te urocze zmarszczki w kącikach oczu? Gdzie podziało się to dobre nastawienie chłopaka, tak zaraźliwe, że nie potrafiła przez nie długo się na Norwega gniewać? Ah, no tak. Ona się stała. Ona i jej irracjonalne problemy. To było takie bez sensu, ale jednak tak bardzo chciała poczuć się lubiana taką, jaką jest naprawdę, że nie zdawała sobie sprawy jak głupio postępuje. To tylko cud sprawił, że chłopak jeszcze nie poszedł sobie stąd oświadczając, że jest dla niego zbyt dziwna.
- Tu nie chodzi o to, że się boję tylko o to, że nie było mi to nigdy do niczego potrzebne - wyznała. - Bo niby kogo i po co miałabym udawać? Nie interesuje mnie życie innych, by takim podstępem dowiadywać się najświeższych plotek, czy coś.
Teoretycznie w jej życiu pojawiła się osoba, przez którą już raz chciała spróbować wcielić się w kogoś innego. Tą osobą był Envy Pride, któremu danie nauczki za bycie prostakiem należało się jak nikomu innemu, ale ostatecznie stwierdziła, że jest ponad to. Zatruwanie myśli kimś takim jak on nie miało totalnie sensu, toteż zabiła ten pomysł w zalążku i nigdy do niego nie powróciła.
Na dodatek jakoś zawsze twierdziła, że bycie metamorfomagiem w szkole jest mało przydatne. To cecha dobra dla aurorów. Z jej minimalną odwagą miała nikłe szanse na to by kiedyś stać się jednym z nich co prowadzi nas do prostego wniosku - Blake stanęła w złej kolejce. Zamiast po pewność siebie i przebojowość, wolała zgłosić się po zbyt wiele ambicji i umiejętności, które są nie dla niej. Jednak kto wie? Miała dopiero szesnaście lat, nie była nawet pełnoletnia, w życiu wszystko mogło się zmienić więc może w przyszłości będzie jeszcze wdzięczna losowi, że ją obdarzył takimi genami?
Jego ostra odpowiedź mocno zbiła ją z tropu. Oczywiście nie chodziło nawet o ton, chodź i on zasiał na powrót ziarenko niepokoju w duszy Blake. Chodziło i sens jego słów, bo ta szczera wypowiedź nareszcie rzuciła światło na to, co czuł. Puściła mimo uszu to, jak ją nazwał. Musiało do tego dojść prędzej czy później. Skupiła się natomiast na tym co powiedział dalej i gdy to do niej docierało, na jej twarzy pojawiał się coraz większy wyraz niedowierzania.
- Żartujesz, prawda? - spytała retorycznie, bo przecież nigdy dotąd nie widziała, żeby był bardziej poważny. Utkwiła w nim zdecydowane spojrzenie, choć w środku nie wiedziała od czego ma zacząć. Musiała uświadomić go, że się mylił. Musiała zrobić to teraz. - Jak żyję, nie słyszałam dotąd większej bzdury. Ty, osoba, która potrafi stworzyć ogień z powietrza, która wybuchające eliksiry ma w małym palcu, która jest specjalistą we wszystkim co jest z tym związane porównujesz się do charłaka? Nie bądź niemądry. Racja, przyznaję, że nikt do tej pory tak bardzo mnie nie irytował jak ty, na przykład wtedy gdy ostatnio tworzyliśmy eliksir dla Chantal ale nawet ja muszę przyznać, że masz talent. Podziwiam cię Jonathan, rozumiesz? Masz coś w czym jesteś świetny podczas kiedy ja lubię wszystko a w rezultacie nie umiem niczego. I na dodatek grasz na trąbce! - Starała się mówić najciszej jak potrafiła, w końcu w salach trwały lekcje, ale nie mogła nic poradzić na to, że naprawdę poruszyło ją stwierdzenie chłopaka. Była zszokowana - arogancki i pewny siebie dotąd Prior szczerze przyznawał, że czuje się od niej gorszy. To absurdalne i skoro ona to widziała, to on też musiał.
Miała ochotę kazać mu się stuknąć w czoło. Prawie sama go w to czoło stuknęła. Powstrzymała się jednak, bo on znów otworzył usta i znów usłyszała ten poważny ton. Tęskniła za starym Jonathanem. Tęskniła za sarkazmem, którym podszyte było prawie każde zdanie, jakie wyspowiadał. Tęskniła za tym, jak naruszał jej przestrzeń osobistą. Chwila, w której mocno przyciskał ją do piersi gdy ukrywali się przed panią Norris wydawała się jej tak odległa, a przecież miała miejsce kilkanaście minut temu. Chciała, żeby było tak jak wtedy. Nie chciała już poważnego tonu i depresyjnej miny.
No, przynajmniej w końcu chciała czegoś konkretnego.
- Nie przepraszaj mnie. I tak bym ci zaufała. Spanikowałam po prostu bo jedyna obca mi osoba, która zna mój sekret to moja najlepsza przyjaciółka. I teraz ty. Może zareagowałam zbyt impulsywnie. To ja przepraszam, że tak uciekłam. - Posłała mu pokrzepiający uśmiech. - Jeśli już jesteśmy przy szczerych wyznaniach to przyznam, że to po części dlatego, że nagle zaczęło mi zależeć na twojej opinii. Znaczy, zaczęło mi zależeć, żeby była dobra. Przestraszyłam się, że to już nie możliwe i po prostu...
Co z obietnicami, że koniec facetów do trzydziestki? Co z zapewnieniami, że nie pozwoli na to, by ktoś zawrócił jej w głowie? Może i chciała się ich trzymać, naprawdę. Siedząc jednak na kamiennym parapecie obok gryfona musiała przyznać, że wszelkie zasady trafił szlag. Zbyt mocno ją do niego ciągnęło. Zbyt często odtwarzała przez ostatni tydzień moment muśnięcia wargami jej policzka marząc, że to się jeszcze powtórzy. Oczywiście, że chciała pójść z nim na randkę. Odpowiedź była do przewidzenia.
- Jeśli będzie gorąca, to na pewno mi zasmakuje.
Zamknęła oczy. Za nimi krył się roześmiany Jonathan a nie jego cień, który siedział tu z nią. Wiedziała, że to oczywiście jej wina. Musiała to jakoś odkręcić.
- NIE CHCĘ, żebyś mi teraz powiedział, że ten czerwony mi nawet pasował. NIE CHCĘ, żebyś zaczął nabijać się z tego, jak popisałam się brakiem inteligencji. Już mi się tak nie spieszy, w zasadzie mam jeszcze z dziesięć minut. NIE CHCĘ, by w tym czasie ktoś nas tu przyłapał, a nie czekaj, cofam to, pomyliło mi się - zaśmiała się, jednocześnie w myślach dopowiadając tak bardzo nie chcę, żebyś mnie teraz pocałował....
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 08/03/2016
Liczba postów : 130
Skąd : Trondheim, Norwegia.

PisanieTemat: Re: Popiersie Montague Knightley'a   Pon Mar 28, 2016 2:27 pm

Sęk w tym, że Jonathan nie łagodniał u niczyjego boku. Śmiało można go podejrzewać o świadome zaostrzanie charakteru i ciętego języka, tylko jaki był w tym cel? Testowanie czyjejś cierpliwości w "związku" wydawało się nieludzkie i zakrwawiało na żerowanie na czyichś uczuciach. Nikt, w szczególności Blake nie powinni oczekiwać od Jonathana Priora poważnych związków. Mimo, że go poszukiwał, to zbyt ciężka praca, aby ze zbuntowanego nastolatka zrobić porządnego, miłego chłopaka. Buzował w nim bunt, hormony, zakamuflowany strach i troska, nienaturalna mania górowania nad innymi, a to tworzyło niebezpieczną mieszankę, która jeśli wybuchnie, to skrzywdzi wszystkie osoby znajdujące się w promieniu paru kilometrów. Dlatego nie chciał już owijać sobie wokół palca Blake. Dlatego cofnął rękę i nie naruszał więcej jej prywatności. Przez przypadkowe, ale jednak wtajemniczenie w metamorfomagię Blake, Jonathan zbyt ją szanował, aby ją w ten sposób potraktować. Była zbyt wartościowa, aby narażać ją na złamane uczucia. To samo wiązało się z Porunn. Za bardzo ją cenił, aby podejmować jakiekolwiek próby jej poderwania. Nie chodziło tylko o to, że prędzej powiesiłaby go za jaja do sufitu, ale też o to, że pogłębianie relacji może jednocześnie ją zniszczyć. Blake Blackwood przypadkowo zapewniła sobie immunitet przed natarczywością Jonathana, po prostu zaskarbiając sobie jego szacunek.
- To obiecująca recepta. - odwzajemnił uśmiech, który na spokojnie mógł uchodzić za formalny, taki dla nauczycieli i rodziców. Co więcej mówić, dalej był w szoku, w końcu nie codziennie człowiek odkrywa czyjeś głębokie tajemnice i do tego nie musi wystawiać oceny, na której Blake zależy. Jonathan był zdziwiony i lekko skonfundowany, dowiadując się ile dla niej znaczy opinia gryfońskiego casanovy. To mile łechtało jego ego, co jednak nie ułatwiało absolutnie niczego.
- No no, porządny, szlachetny i prawy metamorfomag. Gdybyś nie chodziła ze mną na lekcje, nie uwierzyłbym, że masz szesnaście lat. Zachowujesz się jak dostojna pani po czterdziestce. Młoda ciałem, stara duchem.- żeby nie odebrała tego jako kpiny, złagodził wypowiedź bardziej wyluzowanym uśmiechem trwającym coś około dziesięciu sekund. Na jej miejscu by nie próżnował i wykorzystywałby ten talent na milion sposobów i dlatego dobrze, że go nie ma. Pewni ludzie nie powinni być obdarzani unikalnymi umiejętnościami, bo przez naturę charakteru mogliby popaść bądź stworzyć wielkie kłopoty. Jonathan musiał jedynie zaakceptować unikalność Blake i nigdy jej nie wykorzystac. Dlatego też będzie musiał odwołać dopiero co zaproponowaną randkę, a potem kulawo tłumaczyć się dlaczego to nie jest dobry pomysł mimo, że oboje jej chcą. Jonathan znał siebie, wiedział jaki jest. Z szacunku do niej nie będzie jej krzywdził ulotnymi przyjemnościami i uczuciami. Potem byłaby.nienawiść etc no i co nowego - wyrzuty sumienia Jonathana.
- Blake, nie musisz być teraz dla mnie przyjaciółką i mnie tak łapczywie zapewniać, że jestem w błędzie. Wyluzuj, jestem twardy. Byle podeptane ego czy duma nie wpędzą mnie w depresję. - nie przepadał za byciem pocieszanym, bo to oznaczałoby jakoby z czymś sobie nie radził. Sorry, Jonathan poradzi sobie w każdej sytuacji i każdym kosztem. To była wyjątkowa sytuacja, w których wolał nie wysłuchiwać od Blake komplementów.
-Przynajmniej wiem co o mnie sądzisz i przyznałaś się pośrednio, że mnie uwielbiasz. - wrócił dawny Prior i zawadiacki uśmieszek, który tak ją irytował. Wyprostował kręgosłup i aby zająć czymś niespokojne ręce, poprawiał pasek od zegarka czy to stukał w szybkę. Na całe szczęście na jego kolana wskoczył Aro - cały i zdrowy po niebezpiecznej misji odwrócenia uwagi pani Norris. Chłopak zajął się drapaniem go po ciałku w nagrodę za odwagę. Szczurek zeskoczył na parapet, na mały kawałek odległości między ich kolanami. Dawał się drapać. Gryfon uniósł głowę i skinięciem zachęcił Blake do złożenia podziękowań Aro. Być może nie odgryzie palców.
- Właśnie, bądź miła i nie uciekaj przede mną więcej. Jak coś, to tylko powiedz. - przeprosiny przyniosły mu ulgę i Jonathan w końcu mógł rozluźnić nieświadomie spięte barki i zmarszczone czoło. To ona spanikowała, a on tylko źle to odebrał.
- Nie wiem czemu zależy ci na mojej opinii i póki co w to nie wnikam. Jednak jeśli cię to uspokoi, to jesteś w porządku. Dziwna, ale w porządku nawet z tą umiejętnością i duchową czterdziestką na karku. - uniósł kącik ust, który zrobił w policzku dwie zmarszczki. To dosyć skąpa ocena, ale... jak postanowił, tak nie będzie się więcej zalecać do Blake. Że też teraz zaczęła wykazywać minimalne oznaki zainteresowania nim inaczej niż upierdliwym Gryfonem. W samą porę, gdy postanowił dać jej spokój. To gorzka sprawa, ale co ma poradzić. Coś go w środku zabolało, bo Blake zależało na czymś, co od niego pochodzi. Choćby na opinii. Wbijał sobie do głowy, że nie zdążył wpoić jej zauroczenia sobą, jak to próbował od paru dni. Sam unikał odbierania od niej uśmiechu, od którego dostawał nagłego uderzenia gorąca czy od patrzenia na jej usta. Dobrze, że zajmował ręce szczurem, bo zrobiłby coś, czego oboje chcą, ale się do tego nie przyznają.
- Ech, Blackwood. - jęknął, bo serce zaczęło mu wydzwaniać salsę. Jej myśl była widoczna w wyrazie oczu i Prior to odebrał i to go zaczęło załamywać. Trzydzieści minut temu odpowiedziałby bez wahania. -Musiałaś chcieć, żebym trzymał się od ciebie z daleka?- choć głos miał zmieniony, uśmiechnął się, bo "talent" Blake był śmieszny, ale się sprawdzał. To napawało grozą.
- Nikt nas nie przyłapie, bo po pierwsze nie ma i nie będzie na czym i...- w jego głosie było słychać tak wielki zawód, że nawet szczur by się roześmiał i wzruszył, gdyby był do tego zdolny. - ... i jeszcze trwają lekcje. - był bardzo niepocieszony. Obok nosa przeszła mu Blake, a miał taką okazję!  
- Widzisz, nie mogę ciebie już podrywać. Wszystko przez ciebie. - palnął prosto z mostu, wyszczerzając się kłamliwym wyszczerzem, mimo, że widać było na nim jak w otwartej księdze, że mu się to nie podoba. Szczur stracił zainteresowanie właścicielem i wgramolił się pod ciepłe dłonie Puchonki. Jonathan nieświadomie posłał mu zazdrosne spojrzenie. Zaczął wątpić w swoją silną wolę oraz opieranie się pokusom.
Zobacz profil autora
Blake Blackwood
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 26/08/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Hogsmeade

PisanieTemat: Re: Popiersie Montague Knightley'a   Pon Mar 28, 2016 11:36 pm

Zacisnęła szczękę próbując tym gestem powstrzymać niechciane łzy napływające jej do oczu. Czuła, że przez to wszystko zamiast do przodu zrobili dwa kroki w tył i nie było to dobre uczucie. Wymuszony uśmiech Jonathana mówił wszystko - skończyło się coś, co nie zdążyło się nawet zacząć. Potężny kamień rozczarowania zaczął ciążyć w żołądku Blake i nijak nie dało się go stamtąd usunąć. Miała ochotę potrząsnąć samą sobą za własną głupotę ale cóż, było już zdecydowanie za późno.
Czy nie tego właściwie chciała? Czy nie o to jej chodziło? Unikała go z powodzeniem, starając się wyprzeć z myśli jego osobę i teraz żałowała, że dała się ponieść emocjom. Wiedziała, że tak będzie. Właśnie tego chciała uniknąć i nie udało się, bo jak głupia uwierzyła, że może jest dla siebie zbyt surowa. Że może jednak powinna dać ponieść się chwili zamiast twardo trwać w swoich postanowieniach. Będzie to przeżywać. O, to było pewne jak to, że zaraz kończy się rok. Nie uciekł, nie wyzwał jej od wybryków natury ale odrzucił ją. Odsunął się od niej potwierdzając tylko jej obawy. Blake przecież właśnie najbardziej bała się tego, że już nie będzie tak jak wcześniej i proszę - dostała to, czego nie chciała.
- Sama już na to wpadłam - przyznała zrezygnowana. Wiedziała, że jest zbyt poważna. Wiedziała, że potrzebuje bodźca, który sprawi, że zacznie postrzegać świat trochę inaczej. Jonathan już powoli stawał się takim bodźcem, ale bańka pękła i Blake musiała oswoić się z myślą, że nie ma już na to szans.
Nie chciała na niego patrzeć bo bała się, że Prior zbyt wiele wyczyta z jej twarzy. Zapragnęła wyrwać się stąd, uciec i schować się w jakimś ustronnym miejscu, a potem wyklinać swoją bezmyślność. Czerwone włosy od dziś zawsze będą przypominać jej o porażce jaką poniosła. W tej chwili jeszcze bardziej znienawidziła swoje zdolności. W tej chwili przyrzekła sobie, że już nikt więcej się o nich nie dowie. Nigdy. Wystarczyła jej mina gryfona, a także jego słowa, które może i miały różne brzmienie ale dla panny Blackwood oznaczały tylko jedno: nie chcę cię. Randka przestała być już dla niej czymś co w ogóle się kiedyś wydarzy. Nie miała pojęcia po co w ogóle to zaproponował, skoro chwilę potem był dla niej już taki formalny. Bała się odezwać, bo znała siebie i wiedziała, że może się przy tym rozkleić. Mówił, że to nie fair, że musi mu teraz zaufać? Nie fair było całowanie jej tylko po to, by potem dawać jej kosza w tak subtelny, ale jednocześnie przykry sposób. To, że robił to w tym momencie było milion razy gorsze, niż gdyby zrobił to wcześniej, lub później. Teraz wyglądało to po prostu jakby po tym, czego się o niej dowiedział nie potrafił jej zaakceptować i przejść z tym do porządku dziennego. Trzeba było skłamać. Blake zawsze musiała być jednak taka praworządna i teraz miała. Gdyby potwierdziła wersję z eliksirem, to najpewniej teraz nie traciliby czasu na zbędne rozmowy. Wszystko przez to, że po prostu nie umiała ściemniać.
Skupiła się na szczurze, by móc chociaż na chwilę odciągnąć myśli od tego, jak bardzo jest jej przykro. Z pewnym wahaniem wyciągnęła rękę w stronę zwierzęcia, a kiedy dał się pogłaskać chwyciła go delikatnie i ułożyła go sobie na kolanach. Był w pewnym sensie bohaterem dzisiejszego dnia. Z całej trójki tylko szczur nie pokazał, że ma w sobie trochę z tchórza.
- Nie musisz się o to martwić, nigdy nie chciałam zostać twoją przyjaciółką - stwierdziła cicho, aczkolwiek dało się w tym tonie wyczuć nutkę złości. Co mogła innego zrobić - tylko się wściekać. Na siebie, że pozwoliła sobie na to, by Jonathan ją zauroczył.
Nie odlepiała wzroku od szczura, uporczywie się nim zajmując. Łatwiej było coś robić i słuchać jego sztucznej wesołości jednocześnie wmawiając sobie, że w nią wierzy, niż patrzeć na jego zdystansowaną twarz. Z każdym jego słowem jednak było jej coraz trudniej. Naprawdę. Czuła gulę w gardle wielkości jabłka i wiedziała, że jeśli się stąd zaraz nie wydostanie to gryfon będzie świadkiem czegoś, czego na pewno nie chciałby nigdy oglądać.
Mógłby się zamknąć. Serio. Mógłby skończyć na tym, jak wymówił jej nazwisko i już. I potem mógł sobie pójść. On jednak na przekór dziewczynie wbijał jej niewidzialną igłę w poruszone serce.
Zamrugała kilkukrotnie bo czuła jak oczy robią się jej wilgotne. Cóż, to był idealny moment na ewakuację. Przecież nie pokaże mu, że jego słowa ją tak obchodzą! To nic, że najpierw zasiał w niej ziarenko nadziei a potem tak brutalnie wyrwał je, już kiełkujące. Co za dureń.
- Aha, rozumiem, no to cześć! - ostatnie słowo wypowiedziała zdecydowanie wyższym tonem a to dlatego, że czuła zbliżający się szloch. Miała ochotę powiedzieć mu, żeby się pieprzył i szedł do diabłów. Zdeptał jej samoocenę do końca i na pewno o tym wiedział. Dziewczyna oddała Priorowi szczura, oddaliła się na kilka kroków, stanęła, cofnęła się, odwróciła, i zanim opuściła korytarz dodała na koniec:
- Dobitniej się już nie dało .

/ zt x 2
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Popiersie Montague Knightley'a   

 

Popiersie Montague Knightley'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Popiersie Paracelrusa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
VI piętro
-