IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Alejka na Pokątnej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Evan Rosier
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 535
Skąd : Wiltshire.

PisanieTemat: Alejka na Pokątnej   Sob Lut 15, 2014 9:27 pm


Ulica, wzdłuż której ciągną się sklepy wyłącznie dla czarodziejów. Aby na nią dotrzeć, należy przejść przez Dziurawy Kocioł na podwórko pełne kubłów ze śmieciami, potem stuknąć w określoną cegłę w murze i otwiera się przejście. Można również dostać się tu przez sieć Fiuu, lub używając teleportacji.
Zobacz profil autora
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Nie Wrz 28, 2014 12:17 am

Hallvard nie przewidział jednak tego, że Ingrid wcale nie miała zamiaru nigdzie iść. Wynoszenie jej na siłę, poprzez przerzucenie sobie przez ramię jej ciała nie było dobrym posunięciem. Kobieta nienawidziła, kiedy ktoś się do niej zbliżał, a jeszcze gorzej było, jak ktoś postanowił położyć sobie na niej swoje łapy. Wszystko miało pewne granice, których nie wolno było przekraczać, a stary Fimmel widocznie zapomniał gdzie należało się zatrzymać. Jej reakcja, chociaż niezbyt gwałtowna, była bolesna, lecz Hall z pewnością na to zasłużył. Wykręciła mu rękę, zanim się do niej zbliżył i odepchnęła od siebie, po czym wyjęła różdżkę, z której po chwili wypłynęło białe światło. Drętwota była dobrym zaklęciem, które działało tak długo, aż mogła spokojnie zrobić zakupy u Borgina i Burkesa, po czym wyszła, zostawiając mężczyznę sparaliżowanego i nieruchomego. Oh, kiedyś się z tego wyliże, jednak ona już będzie daleko i po chwili już nie będzie pamiętała o tym, jaka sytuacja miała miejsce w sklepie.
Idąc przez ulicę Pokątną zauważyła w pewnym momencie osobę, która szła naprzeciw niej. Niestety, los chciał, żeby trafiła na Leonarda Heisenberga, swojego byłego chłopaka za czasów szkolnych. Nie udało im się, pewnie ze względu na ciężki charakter Skarsgard, a może to podłe zainteresowanie Leonarda młodszymi dziewczętami od niego. Nie udało im się tego między sobą wyjaśnić, gdyż każde z nich rozeszło się w swoim kierunku, nie zastanawiając się dłużej nad tym związkiem, który już dawno przeszedł do historii. Tym razem jednak było zupełnie inaczej. Ingrid tchnięta kolejnym, mrocznym pomysłem, który zaiskrzył w jej głowie, chwyciła za ramię nauczyciela mugoloznawstwa i siłą zatrzymała go. Pewnie gdyby tego nie zrobiła, to mężczyzna nawet by jej nie zauważył, przechodząc obok jakby nigdy się nie znali.
- Heisenberg, spieszysz się gdzieś? – spytała, spoglądając mu prosto w oczy. Była bezpośrednia, jeśli chciała zacząć jakąkolwiek rozmowę. Zacisnęła palce mocniej na ramieniu Leonarda, dając mu tym samym do zrozumienia, że wszelka próba wymigania się od odpowiedzi mogła się źle dla niego skończyć. Ingrid nie lubiła, kiedy ktoś zostawiał ją bez odpowiedzi, a mężczyzna na pewno zdążył ją poznać na tyle dobrze, żeby wiedzieć jaki ruch powinien wykonać najpierw. Nikt nie chciał zadzierać z samym członkiem Wizengamotu, prawda?


Ostatnio zmieniony przez Ingrid Skarsgard dnia Nie Wrz 28, 2014 12:18 am, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : "kiedy ktoś zbliżał się do niej zbyt blisko")
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Nie Wrz 28, 2014 9:37 pm

Leonard nie robił dzisiaj nic ważnego - z rana wybrał się tylko na pokątną aby uzupełnić zapasy, a że nie śpieszyło mu się za bardzo to rozkoszował się powolnym spacerem. Niestety, ktoś postanowił zakłócić jego spokojną przechadzkę. Dopiero po chwili zorientował się z kim właściwie ma doczynienia. Tak, to była jedna z ostatnich osób które spodziewał się zobaczyć. Ingrid Skarsgard.
Zaskakujące - zupełnie przypadkiem spotkać swoją szkolną miłość ot tak, na ulicy, do tego w Londynie? Nie spodziewał się że ktoś kto ukończył Durmstrang może mieć ochotę wyjeżdżać do Anglii, toż tutaj nic nie było. Chociaż fakt faktem i on tu obecnie mieszkał, ze względu na posadę. Cóż za zbieg okoliczności.
Fakt faktem, nie był pewien czy chciałby jeszcze spotkać tą część swojej przeszłości - Ingrid była zdecydowanie trudną kobietą, co było widoczne już w czasach szkolnych, a teraz...nie wiedział wręcz czego właściwie miałby się spodziewać, lecz zdecydowanie nie radosnego powitania.
-Wydawało mi się że spędziliśmy wystarczająco dużo czasu razem, żebyś mogła zwracać się do mnie po imieniu, Ingrid.-odparł spokojnie. A może jednak się pomylił i popełnił błąd? Może nie powinien mówić do niej po imieniu, pomimo tego że się znali...z wielu różnych stron? W końcu ich ostatnie spotkanie miało miejsce dawno temu, a odkąd Skarsgardówna skończyła szkołę praktycznie jej nie widywał. Być może już była zupełnie kimś innym niż ją pamiętał?
-Jednakże nie, nigdzie nie śpieszę sie na tyle aby nie znaleźć chwili dla damy.-rzekł bez wyrazu i spojrzał jej głęboko w oczy. Jej ciało sie postarzało, ale oczy dalej te same. Ciężkie życie.
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Nie Wrz 28, 2014 10:42 pm

Ingrid zmrużyła orzechowe oczy, spoglądając na mężczyznę z pewną dozą zainteresowania. Badała jego zmiany na twarzy, budowę ciała. Chłonęła te wszystkie zmiany i starała się porównać z tym siedemnastolatkiem, z którym miała przyjemność spędzić prawie trzy lata szkolne. Wydoroślał, stał się męski i na swój sposób pociągający jeszcze bardziej niż wtedy, kiedy ostatni raz go widziała. Z tego co kiedyś słyszała, zaczął uczyć w Hogwarcie, jednak nie była nim zainteresowana na tyle, aby dowiedzieć się jaki przedmiot prowadził. Przechyliła głowę lekko w bok, po czym wzruszyła ramionami, puszczając go. Nie odsunęła się jednak, wciąż ograniczając odległość ich ciał do minimum. Zastanawiała się dlaczego tak gwałtownie zareagowała na jego widok. Zawsze uchodziła za opanowaną kobietę, którą trudno wytrącić z równowagi. Zmarszczyła nieznacznie brwi, zakładając ręce na piersiach. Nie odpowiedziała na pierwsze słowa mężczyzny. To, że pamiętał jak się nazywała, świadczyło o tym, że zapadła w jego pamięci na długi czas, co było w pewien sposób pokrzepiające.  
- Leonardzie? – mruknęła powoli, obserwując każdą zmianę na jego twarzy, nie chcąc przeoczyć czegoś istotnego. Nie wiedziała jak bardzo zmienił się jego charakter, więc ciężko było jej określić na jak stałym gruncie stała. Przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, aby chwycić za krawat i przyciągnąć go jeszcze bardziej do siebie. Ich usta prawie się ze sobą stykały w tej pozycji, jednak kobieta nie miała nawet zamiaru tego zmieniać. Ciemne oczy wciąż niewzruszone wpatrywały się z przerażającą intensywnością w te jasne, jakby chciała zaczerpnąć czegoś, co znajdowało się na samym ich dnie. Twarz Ingrid niewyrażana żadnych emocji, które mogły być podpowiedzią jak w takiej sytuacji trzeba było się zachować. Była nieprzewidywalna, cicha i brutalna.
Kolejne jego słowa skwitowała tylko delikatnym uniesieniem kącika ust, który miał świadczyć o tym, że w tej chwili Ingrid Skarsgard uśmiechnęła się po raz pierwszy od bardzo dawna.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Nie Wrz 28, 2014 11:25 pm

No proszę, czyli jednak pamiętała jak miał na imię - to dopiero osiągnięcie, mogłoby się wydawać, gdyby nie to że zdawał sobie sprawę z tego że zajął w jej życiu dośc ważne miejsce. Nie wiedział co prawda jak było po szkole, lecz wiedział że w murach Durmstrangu był jej jedynym partnerem, z wyjątkowo prostego powodu - prawdopodobnie nikt inny nie był w stanie nie tylko zainteresować jej swoją osobą, ale też być na tyle odważnym żeby spędzać z nią zbyt wiele czasu. Ingrid choć urodziwa, już w młodości była trudna zarówno jako kompan jak i jako partnerka. Mimo to, Leonard odnajdywał jakieś piękno w jej postepowaniu, coś co być może unikało innym. Tak, Skarsgard miała coś w sobie, a on był w stanie to zauważyć wtedy, był w stanie zauważyć to również teraz, choć nie powiedziała zbyt wiele. Pod tą powłoką obojętności, nienawiści i agresji, kryło się coś, co sprawiało że była zwyczajnie pociągająca. Doceniał ten fakt.
Szczerze mówiąc nie do końca wiedział co powinien o niej myśleć, szczególnie patrząc przez pryzmat tego co właśnie zrobiła. Nagła zmiana odległości z bliskiej, na jeszcze bliższą, zdecydowanie mogła się wydawać krępująca, szczególnie dla osób dla których takie zbliżenie do tej czarownicy mogło oznaczać tylko kłopoty. Jednakże on już zdązył się zorientować, że to nie zawsze musi być coś złego. Należał do tego wąskiego grona wybrańców, którzy mieli możliwość bliższych spotkań z Ingrid niewypełnionych jej niechęcią, a wręcz przeciwnie. Przez chwilę miał wrażenie jakby znowu byli uczniakami, pośród dumnych murów Durmstrangu, wykorzystującymi chwilę samotności i odludne zakamarki zamku tylko po to aby paść sobie w ramiona. Przez tą krótką chwilę właśnie, zatęsknił za młodością, za czasami szkolnymi, za wygłupami, quidditchem, lekcjami, znajomymi z dormitorium. Zatęsknił za libacjami alkoholowymi, które często miały miejsce praktycznie pod nosem nauczycieli. Zatesknił nawet za tymi najbardziej uciążliwymi pracami domowymi. Zupełnie jakby Ingrid całą jego przeszłość wywlekła mu przed oczy, w albumie ze zdjęciami, pytając "pamiętasz?". Tyle właśnie obudziła w nim ta ich irracjonalna bliskość.
Wtedy jednak, jego szkolna miłość postanowiła go poinformować o tym jak właściwie powinien ją odbierać i to dość dobitnie. Uśmiechneła się. Wiedział że tego nie każdy mógł doświadczyć z jej strony - zwykły, przyjazny uśmiech, pozornie coś tak zwykłego...lecz mało kto potrafił dostrzec go w obecności tej oto Skarsgardówny.
-Tak, zdecydowanie Ci do twarzy z bardziej pogodną miną-mruknął cicho, po czym uznał że w żaden sposób nie naruszy granicy grzeczności a wręcz przeciwnie. Zrobi to, o co owa dama niewerbalnie go poprosiła. Czemu wiec miałby jej odmawiać? Zbliżył się jeszcze o tą drobną odległość i zetknął się z nią ustami. Ręce które dotychczas trzymał luźno zawieszone po obu stronach torsu, teraz jakby instynktownie sięgnęły po jej biodra, przyciągając ją jeszcze bardziej. W pewien sposób...w pewien sposób, usta Ingrid były właśnie jego smakiem młodości. Zabawne.
Ingrid Skarsgard
avatar
Pracownik Ministerstwa
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 175
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Pon Wrz 29, 2014 4:25 pm

Przeszłość to coś, do czego Ingrid nie chciała wracać w żaden sposób. Jako nastolatka była słaba, nie opierała się pokusom, którym w tej chwili jako dorosła kobieta powiedziałaby stanowczo nie. Robiła wiele głupich rzeczy, a związek z Leonardem był  jedną z nich. Zamknięty  już dla niej rozdział, który od dawna kurzył się gdzieś w zakamarkach jej umysłu. Postanowiła, że nigdy nie sięgnie po te wspomnienia, zostawiając je daleko w tyle, aż całkiem o nich zapomni. Okazało się jednak, że łatwo było tylko tak powiedzieć, a znacznie trudniej zrobić. Heisenberg pojawił się nagle, wchodząc z butami w jej życie i  tym samym wywracając je do góry nogami. Oboje byli kiedyś młodzi i głupi, zakochani i mocno trzymający się ku sobie, mimo, iż napotkali mnóstwo przeciwności losu ze swojej strony. Ingrid miała bardzo ciężki charakter, nie wiedziała jak definiować takie uczucia, przez co tworzyła własną ideologię, która nieco odbiegała od prawdy. Trudno jednak wymagać czegoś więcej od osoby pozbawionej moralności i ludzkich odruchów, którymi każdy powinien się chociaż w małym stopniu odznaczać. Kobieta jednak miała jedyną dobrą cechę, która czasami dawała o sobie znać w pewnych sytuacjach. Była lojalna, a Leonard w pełni zasłużył na to, aby go obdarzyć tak silnym uczuciem. Nie zdradził jej, zawsze był po jej stronie i nawet teraz, kiedy spotkali się po tylu latach, wiedział jak do niej podchodzić, jakich słów używać i jak się zachować w jej obecności. Widocznie posiadał silny instynkt samozachowawczy, który w takich sytuacjach jak ta, pozwalał mu wyjść z tego cało, bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Gdyby okazało się, że Leonard nie był z nią do końca szczery, a wszystko było tylko jego grą, Ingrid z pewnością odrzuciłaby pozytywne uczucia i postarała się, aby na długo zapamiętał to spotkanie. Nie dawał jej jednak powodu, aby tak myśleć, mimo wszystko mocno wpojona czujność wciąż była włączona, oczekując tylko na jeden fałszywy ruch, aby przekreślić kolejną osobę w jej życiu.
Bliskość Leonarda była kusząca, jednak wciąż starała się utrzymać tę ścianę, która nie pozwalała na kolejne posunięcie. Niestety, mężczyzna posiadał moc topienia lodu, która skutecznie zmniejszyła dystans między nimi. Pocałował ją. Niezrozumiałym było dla niej to posunięcie. Może i dawała mu pewne sygnały, które skłoniły go do takiego postępowania, jednak to nie zmieniało faktu, że nie widzieli się zbyt dużo czasu. Takie zachowanie nie szło w parze z logiką świata, której tak uporczywie starała się trzymać. Pożądanie było jednak silniejsze od jej filozofii, a instynkty przejęły kontrolę nad jej ciałem. Zacisnęła dłonie mocniej na przedzie jego koszuli, nie opierając się jego gestom. Nie zaprotestowała, kiedy przyciągnął ją mocniej do siebie. Rozchyliła lekko wargi, aby pogłębić pocałunek, który jeszcze przed chwilą był dla niej czymś niemożliwym po tylu latach rozłąki. Przerwała go jednak po chwili, aby spojrzeć mężczyźnie w te jasne oczy, aby doszukać się w nich odpowiedzi na nurtujące ją pytanie: Dlaczego?
- Leonardzie, zastanawiam się czy najpierw wyrwać Ci wątrobę, czy zrobić to dopiero po głębszym zbliżeniu – mruknęła jak zwykle z przerażającą obojętnością, jakby wszystko było na miejscu i nic nie wychodziło poza granicę dobrego smaku. Jej twarz znów nie wyrażała żadnych emocji, które mogły być chociaż trochę podpowiedzią tego, że żartowała. Ingrid miała dosyć spaczone poczucie humoru, które nie każdy potrafił zrozumieć.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Pon Wrz 29, 2014 11:18 pm

Po pocałunku nie zostało mu nic innego jak tylko westchnąć, w końcu ta sytuacja była tak ironiczna. Całe życie uciekał przed przeszłością, by tu i teraz zatracać się w odżywającym wspomnieniu, w starej (jak mogłoby się wydawać) zakurzonej już zażyłości. Życie doprawdy miało wyborne poczucie humoru, a on był tylko marionetką, szmacianą laleczką targaną przez wiatr. Szczerze mówiąc, sam nie wiedział czemu to właściwie zrobił - to tak, jakby jego ciało zadziałało instynktownie, jakby wbrew jego woli lgneło do Ingrid, nie mając jakiejkolwiek linii obrony. Zupełnie jakby jego racjonalne myślenie odeszło w dal i poddawał sie dzikiemu instynktowi, instyktowi który zadziwiająco irracjonalne wyroki wydawał w dniu dzisiejszym. Odkąd byli parą mineło wiele, wiele lat. Byli już zupełnie innymi ludźmi, a mimo to po raz kolejny pokonywał granicę niedostępną dla innych samców, granicę która oddzielała jego byłą partnerkę od reszty świata. Robił to bezproblemowo i o dziwo sprawiało mu to przyjemność, bowiem miał świadomość że gdyby zamierzała mu sie sprzeciwiać, już dawno dzieliłyby ich wyciągniete różdżki. Mimo to dzieliło ich niewiele, zaś ich ciała były blisko. Bliżej niż przez ostatnie...ile to już czasu mineło? Dziesięć lat? Może więcej. Wspomnienia powoli zacierały się w jego umyśle, w końcu ileż można rozpamiętywać to co już było i co bez zmieniacza czasu nie ulegnie korekcie? Mimo to, coś w jego wnętrzu krzyczało o więcej, odczuwał dziwną potrzebę aby ponownie posiąść Skarsgardównę. Nie oszukując, niespecjalnie było mu to na rękę, w końcu zatracanie się w czasie który już przeminął i wędrowanie tą samą drogą, spodziewając się że doprowadzi go gdzie indziej...nie, to nie było zdecydowanie zbyt logiczne.
-Wolałbym nie minąć się z prawdą, więc uważam że miłoby było gdybyś wyrwała mi tą wątrobę przy jutrzejszym śniadaniu. To chyba uczciwa propozycja, prawda?-odparł spokojnie, uśmiechając się lekko. Teraz już zupełnie nie myślał nad tym co robi - po prostu oddawał się chwili, rzucając w diabły myślenie. Każdemu należało się coś od życia, a że ostatnio spotykały go raczej nieprzyjemne okoliczności...czemu miałby odmówić sobie tych kilku milszych chwil, z kobietą która w jakiś sposób była mu bliska? Każdy ma jakieś pragnienia - te Leonarda raczej nie należały do odpowiednich by wypowiadać je na głos, z wyjątkiem tego jednego - by przez chwilę się rozluźnić, odrzucić wszystkie krępujące go pęta (które de facto sam na siebie nałożył) i przez moment być wolnym człowiekiem, w obecności jedynej osoby przy której mógł pozwolić sobie na odrobinę swobody. Chociaż...co jeśli zbyt pochopnie osądził Ingrid, a ona zmieniła sie nie do poznania nie tylko fizycznie, ale i z charakteru? Uniósł dłoń i pogładził ją po policzku, nieznacznie poszerzając uśmiech. Musiał przyznać, że w życiu czegoś mu brakowało, od dłuższego czasu czuł się niekompletny. Jakby coś utracił.
Dotyk jej skóry. To było coś, co wydawało mu się tak znajome, tak miłe, tak normalne. Świat był zepsuty, lecz czy naprawdę był zły, skoro znajdowały się na nim rzeczy i osoby tak wiele znaczące? Tak, zdecydowanie. Był zły, a nawet gorszy, bowiem piękno przemija, ludzie umierają zaś czas...czasu w miejscu nie zatrzyma nawet wyjątkowo potężne Aresto Momentum. Może to zadziałać przez moment, jednakże nic nie zmieni się nie do poznania, a później popłynie dalej.
-Nie złożyłaś mi życzeń na Boże Narodzenie-zauważył z udawanym wyrzutem. Cóż, jego poczucie humoru też raczej nie przodowało i nie wynosiło go do pozycji kawalarza, jednakże przynajmniej spróbował. Zawsze coś, prawda? Po tych słowach nie zostało mu już nic więcej jak tylko deportować się razem z nią.

z/t x2
Yumi Mizuno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 04/06/2014
Liczba postów : 682
Skąd : Kamienica w Londynie.

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Wto Paź 28, 2014 2:02 pm

Sierpień się kończy, a Pokątna nie była tak zatłoczona jak zawsze. Większość czarodziejów dopiero wracała z miłych wakacji, ledwie poświęcając myśli szkole i potrzebnym ekwipunku. Chmury na niebie rozleciały się, odsłaniając blado niebieskie niebo oświetlone łagodnym słońcem. Yu zmrużyła oczy, spoglądając w górę i wypuszczając z ust dławiące powietrze.
- Umówiłam Skai i Lucę Chanta na randkę. W lodziarni i nic im nie powiedziałam. - przechyliła głowę, uśmiechając się delikatnie do Arii.
- Myślę, że się polubią. - przeprosiła grzecznie w myślach mulatkę za ten psikus, lecz nie mogła się przed tym powstrzymać. Sky wyraziła intensywne zainteresowanie sylwetką Lucy, a więc Yu nie zwlekała wiele. Przynajmniej oni powinni zabawić się w obliczu ponurego nastroju pół Japonki. Powoli, ramię w ramię ruszyły wgłąb alejki przy ulicy Pokątnej. Wszystkie sklepy były otwarte, niedaleko stała gromadka dziesięcio-, jedenastoletnich dzieci wlepiających nos w szyld sklepu Zonka. Nad głowami przelatywały lampiony, wiatraczki i inne cuda, tam dalej stała magiczna menażeria, a dwie ulice dalej Lodziarnia. Tam nie mogły iść, jeśli miały uniknąć spotkania z Wilosnką i Chantem.  Coś w jej torebce zabrzęczało, poruszyło się. Znajomi mogli strzelać, że to jeż, lecz niestety Czika wciąż była w panowaniu Francisa Lacroix. Jeszcze nie odebrała swej zguby, gdyż stażysta od zaklęć przebywał we Francji. Tym razem w jej torebce zamieszkiwała figurka ognistego kraba. Wyjęła ją zgrabnie i pokazała Arii, trzymając ją na otwartej dłoni.
- Dostałam na obozie za uratowanie lokalnego stada. - wywróciła oczami, odkładając póki co rozmowę smutną i przygnębiającą na chwilę później. Pogłaskała wolną dłonią szpiczastą skorupę kraba, wspominając wydarzenia z pierwszej części obozu.
Minęły kawiarnię, starą wiedźmę z pryszczem na nosie, parę obściskujących się młodych ludzi. Yu odwróciła od nich głowę, zawieszając wzrok na przeciwnej stronie ulicy. Zatrzymała się przy stoisku prasowym i zapłaciła kilka sykli za numer Proroka Codziennego oraz najnowsze wydanie magazynu Astronomicznego.
- Stało się coś złego, Arii? Jesteś przygnębiona. - zapytała cicho, monotonnie, nie atakując jej czujnym spojrzeniem ani nie zmuszając do odpowiedzi. Cisza w ich relacjach bywała dla Yui zbawienna. Mogła otrzymać obiektywną ocenę na własne życie i powstały problem, uzyskać poradę co w takiej i takiej sytuacji zrobiłby człowiek normalny, nie obarczony widmem osaczających kłopotów. Szukała wciąż w głowie słów, którymi mogłaby wyrazić Arii co się u niej dzieje i zapytać co ma zrobić. Zwinęła proroka w rulonik i schowała do torebki, zaś kraba podała Arii, jeśli wyraziła chęć obejrzenia go z bliska.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/05/2014
Liczba postów : 334
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Sro Paź 29, 2014 11:30 pm

Wychodząc ze sklepu, przywitał je przyjemny dotyk ciepłych promieni słońca. Pogoda była piękna, więc mimo wszystko brak zatłoczonych ulic mógł nieco dziwić. Nie, żeby Arii to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Im mniej ludzi, tym więcej prywatności – choć może było właśnie wręcz odwrotnie? Nie przyglądała się twarzom mijających je ludzi, jednak muskając spojrzeniem sylwetki, nie rozpoznała nikogo znajomego.
- Chyba bym umarła ze strachu, jakby ktoś mi wywinął taki numer – zaśmiała się cicho, myśląc o tym, co musi przeżywać teraz Skai. Nigdy nie rozmawiała z Lucą, kojarzyła go jednak z widzenia i opowieści siostry z obozu… - Porunn mi opowiadała, że Luca poklepał ją po tyłku – rzuciła nagle, marszcząc brwi. Jej kochana sowa zyskała nową ofiarę, którą będzie mogła „poczęstować” niespodzianką po powrocie do Hogwartu. Nikt nie miał prawa zachowywać się tak bezczelnie względem jej siostry! Oczywiście wolała nie wspominać o jej małej zemście głośno, Yumi zapewne nie przyjęłaby tej informacji zbyt dobrze. Choć kto wie, może by ją to rozśmieszyło? Skrywana złość prysła w momencie, gdy Aria zobaczyła dzieci. Na ich widok na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, uwielbiała te małe istoty, nawet jeżeli czasem potrafiły nieźle dać dorosłym w kość. Były czymś czystym, niewinnym – czymś, co trzeba było chronić. Być może właśnie przypływ opiekuńczych emocji sprawiał, że Aria pałała do nich tak ogromną miłością. Z tegoż samego powodu zbierała bezdomne zwierzęta i nie potrafiła przejść obojętnie obok kogoś cierpiącego. Pomyślała o Dorianie, Wandzie i Gilgameshu. Nie miała z żadnym z nich kontaktu od czasu ostatniego spotkania, nawet nie wiedziała co mogłaby im powiedzieć…
Nagły dźwięk wyrwał Krukonkę z zamyślenia. Zerknęła na torebkę Yui, która zdawała się… brzęczeć? Zupełnie zapomniała o jeżu, jednak ku jej zdziwieniu dziewczyna wyciągnęła coś zupełnie innego i trzymała w taki sposób, że Fimmelówna mogła się przyjrzeć. Już otworzyła usta, by zadać pytanie, jednak młoda Merberet zdołała ją wyprzedzić z odpowiedzią. – Świetne… - powiedziała, podziwiając z błyszczącymi oczami figurkę ognistego kraba.
Przystanęła, gdy Yumi się zatrzymała. Sama nic nie kupiła, zerkając młodszej przez ramię. Pytanie wybiło ją na chwilę z rytmu, zmuszając do zastanowienia się nad odpowiedzią. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że podły nastrój mógł być tak bardzo widoczny dla otoczenia. Może jednak koleżanka była po prostu wyjątkowo dobra w przejrzeniu Norweżki, w końcu znały się nie od dziś. Starała się utrzymywać uśmiech na twarzy, spychając złe wspomnienia na bok, jednak czasem ciężko było ukryć buzujące pod skórą emocje. – Aż tak to widać? – westchnęła, odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho. – Chyba się trochę gubię we wszystkim, co się dzieje… - przyznała cicho, wątpiąc nagle w słuszność swojej chęci do zwierzeń. Może nie powinna obarczać nikogo innego swoimi wątpliwościami? Widziała, że Yui również wygląda na strapioną. Odebrała z jej rąk kraba, którego dziewczyna jej podała. Mogła teraz spokojnie się mu przyjrzeć z bliska, więc miała czym zająć ręce i oczy. – Widzę, że ciebie również coś trapi… - spróbowała ponownie zachęcić ją do rozmowy, której obie potrzebowały. Po chwili ciężkiej ciszy, która między nimi zapadła, postanowiła zacząć. Gdy padną pierwsze zdania, wszystko inne powinno pójść zdecydowanie łatwiej.
- Wspominałam ci o zaręczynach… A więc… Z woli ojca moim narzeczonym ma być Gilgamesh. - Miała wrażenie, że te słowa wciąż brzmią niesamowicie obco i nie są z nią związane. – Nie wiem, jak to się mogło stać… - wciąż szukała odpowiednich sformułowań, urywane w połowie zdania chyba musiały dużo mówić o jej stosunku do zaistniałej sytuacji. Jednak nie był to główny powód jej zmartwień, w zasadzie w świetle innych spraw zdawał jej się (jeszcze nie do końca) zaakceptowanym faktem.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 04/06/2014
Liczba postów : 682
Skąd : Kamienica w Londynie.

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Czw Paź 30, 2014 8:14 am

Z gardła Yu wydobył się cichy chichot. Zaczynała poważnie martwić się o Lucę. Zmieniał się nie do poznania, a jego ostatnie zachowanie utwierdziło ją w podejrzeniach, że na obozie chyba pielęgniarka podała mu inny lek niż tylko przeciwbólowy. Luca Chant był zupełnie inny niż na początku obozu!
- Napisał mi o tym w liście i dziwiłam się, że wyszedł z tego cało. Nie mam pojęcia co w niego wstąpiło, ale chyba lubi adrenalinę. - uśmiechnęła się tak naturalnie, odruchowo rozbawiona. Zapomniała kiedy się tak normalnie uśmiechała. Czy to na pewno było pięć lat temu? Potrząsnęła głową odpędzając od siebie ponure wizje. Musi skupić się na tym co jest tu i teraz. Powiodła wzrokiem za spojrzeniem Arii i również uśmiechnęła się ciepło. Chociaż bliżej jej było "podobno" do tych małych dzieci niż do starszych, tak "bardzo doświadczonych życiem", dzieci nie wzbudzały w niej strachu tak jak u niektórych dorosłych. One miały coś, co Yui straciła. Mogły bawić się i śmiać z głupot, zachwycać nad wystawą w sklepie Zonka, a ich największym zmartwieniem było czy starczy kieszonkowego na magiczny przedmiot. Ona w ich wieku płakała na samą myśl o powrocie do ponurego, pustego domu.
Yu zawsze marzyła, żeby mieć rodzeństwo... takie normalne, nie psychopatyczne i nie chcące zatruć jej życia. Najlepiej młodsze, aby mogła się nim opiekować. Niestety nie miała już matki, a na ojca wolała nie liczyć. Zdziwiona torem swych myśli, oderwała wzrok od gromadki dzieci i skupiła się na Arii. Wyglądała blado oraz widać było, że jest zmęczona. Krab tuptał sobie po dłoni krukonki, nie interesując się niczym, gdyż ręka była teraz jego całym światem. Tak niewiele było mu potrzeba.
Uśmiechnęła się smutno, spuszczając wzrok na figurkę.
- Chyba obie nie mamy łatwo. - szepnęła wspominając śmiertelnie bladą twarz Amycusa, a następnie jego ciche słowa, w które nie potrafiła uwierzyć.
Tak samo jak i nie uwierzyła, że to Gilgamesh miałby być czyimś narzeczonym. Rulonik magazynu astronomicznego wypadł jej z rąk, a więc schyliła się i go podniosła z chodnika. Promienie słoneczne ogrzewały jej kark, zaś sama pogoda była nieadekwatna do ich nastrojów i rozmowy.
- Gilgamesh? - zapytała głucho, aby się upewnić, że mają na myśli tego samego ślizgona, casanovę, hogwardzkiego podrywacza dziewcząt. Opinia jaką sobie zaserwował nie zachęcała do wiązania się z nim w coś poważnego. Yu była w głębokim szoku, a ustąpiło to szybko współczuciu. Dlaczego i Ari się to trafia? Yui chciała przytulić mocno Arię i powiedzieć, że jej przykro, że trafiła na taki charakter. Ona sama traktowała go jak dziecko, obchodząc się z nim pobłażliwie, a tu nadchodzi widmo takiej przyszłości. Zrezygnowała z wpędzania w większy smutek Arii. Z oczy Yu mogła wyczytać jak bardzo jest jej przykro, że trafiła na tak skrajnie różną osobowość, która będzie musiała nauczyć się przy sobie żyć. Zupełnie jak ona i Carrow. Niemożliwe musi stać się możliwym.
- Będziesz musiała go oswoić. - nieśmiało się uśmiechnęła. - Widziałam go raz w wakacje i rozśmieszał mnie swoim zachowaniem. - wsunęła rękę pod łokieć Arii i ruszyły dalej do przodu, przez alejkę. Włosy przesłoniły przez chwilę jej twarz. Odgarnęła je na plecy, aby widzieć w całej okazałości słońce.
- Myślę, że sobie z nim poradzisz, Ario. Najlepiej by było, gdybyś go w sobie rozkochała... - uśmiechnęła się szerzej, bo to rozwiązałoby wiele problemów, a głównie ten największy; podrywanie wszystkiego wokół.
- Słuchaj, na Amycusa zareagowałam identycznie. Teraz po tych dwóch miesiącach... rozmawialiśmy Ario. Dwie osoby muszą współpracować ze sobą, bo inaczej nie wypracuje się kompromisu. - mówiła cicho i co było zaskoczeniem, pierwszy raz na głos wspominała o czymś, co ma bezpośredni związek z nimi. Z Amycusem i sobą, czego dotychczas unikała. Nie lubiła swojego imienia i jego w jednym zdaniu, bo to ją płoszyło i straszyło. Teraz powoli to akceptowała i tylko sam Merlin wie ile kosztowało ją to łez.
- To takie oswajanie ślizgona. Czasami myślę, że pokonałabym samego smoka niż zrozumiała o co chodzi Carrow'om. - z całej siły chciała pokazać Arii coś zabawnego w takiej sytuacji, która nie zachęcała do żartów ani tym bardziej do uśmiechania się. Dziewczyna była od niej starsza tylko o rok, a to i tak był zbyt młody wiek na oświadczyny. Nie mogły już marzyć o księciu na białym koniu.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/05/2014
Liczba postów : 334
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Czw Paź 30, 2014 9:19 pm

Luca nie zachował się zbyt dobrze, igrając z ogniem. Musiał nie słyszeć nic o wybuchowym temperamencie Porunn, bądź po prostu tak jak powiedziała Yui – lubić adrenalinę. Aria na pewno zapewniłaby mu jej o wiele więcej, gdyby chłopak jeszcze raz odważył się dotknąć jej siostrę. Jeżeli tylko się dowie, że zachował się w niewłaściwy sposób wobec Skai… Pokręciła głową, nie powinna w ogóle myśleć w takich kategoriach. Dziewczyna na pewno była bezpieczna, skoro Yui postanowiła umówić ją z chłopakiem, to musiała mieć o nim dobre zdanie. Może Aria zbytnio patrzyła na całą sytuację oczami siostry? Jeżeli chodziło o nią, czasem ciężko było jej myśleć obiektywnie. Postanowiła przemilczeć swoje przemyślenia, gdy zobaczyła radość Yui. Nie chciała zniszczyć wesołego momentu oraz szczerego uśmiechu dziewczyny, która w tej samej chwili co ona, skupiła się na gromadce dzieciaków.
Kiwnęła głową na znak potwierdzenia, gdy z ust koleżanki padło imię Grossherzoga. Widziała, że ta wieść ją zaskoczyła – Aria na początku również się tak czuła. Gilgamesh w jakimś stopniu był zawsze obecny w jej życiu, czemu nie ma się co dziwić, skoro łączy go przyjaźń z siostrą. Nie miała wpływu na swoją przyszłość, tak samo jak Yui nie mogła zmienić odgórnej decyzji na ten temat. Rzeczywistość była inna od książek, nie tak kolorowa, a życie nie było usłane samymi dobrymi zakończeniami. Nie przyszło jej nawet na myśl, że mogłaby się buntować, zapewne i tak nic by nie wskórała. Trzeba dostosować się do sytuacji bez wyjścia i starać się brać z niej to co najlepsze, jeżeli to było w ogóle możliwe.
- Oswoić? – tym razem to Aria powtórzyła cicho słowo, które zaszumiało jej w uszach. Jakim cudem miałaby to zrobić? To ona uciekała niczym spłoszone zwierzę, gdy tylko chłopak pojawiał się na horyzoncie. Kącik ust jej drgnął, gdy próbowała się nie uśmiechnąć. Nigdy by nie pomyślała, że ktoś będzie z nią tak spokojnie rozmawiał na ten temat. Gdy Yui wsunęła rękę pod jej łokieć, automatycznie ruszyła do przodu, jakby w jakiś dziwny sposób były połączone niewidzialnym sznurkiem, który równocześnie pociągnął je przed siebie.
Nie wiedziała jak Niemiec traktował Yumi, jednak najwidoczniej całkiem inaczej niż ją. A może ona po prostu była w jego obecności zbyt spięta, by zauważyć coś innego? Pokręciła głową. Nieomal się nie roześmiała, gdy koleżanka poradziła jej rozkochać w sobie chłopaka. Jakim cudem miała to zrobić?
- Chyba przeceniasz moje możliwości – mimo chęci powstrzymywania chichotu, cicho się zaśmiała. Nie mogła sobie wyobrazić siebie w takiej roli, najchętniej ukryłaby się, bądź uciekła. Wiedziała jednak, że to nie było dobrym rozwiązaniem. Gdy młodsza Krukonka wspomniała o Amycusie, nagle zdała sobie sprawę z tego, że znalazły się w niemalże identycznej sytuacji.
- Masz rację… ale rozmawianie wydaje się czasem takie trudne – zerknęła na nią kątem oka, nie chcąc jej spłoszyć zbyt natarczywym spojrzeniem. – Jak sobie z tym wszystkim radzisz? – zadała ostrożnie pytanie, na tyle cicho, by mogła je zignorować, gdyby nie chciała na nie odpowiadać. Chyba dla obu dziewcząt był to niezręczny i krępujący temat…
- „Oswajanie Ślizgona”… Przeczytałabym taką książkę, gdyby istniała – zaśmiała się cicho, kręcąc głową. Nadal nie docierał do niej fakt, że obie miały już zapieczętowany los. Rodzina wybrała za nie, nie miały innego wyjścia, musiały się podporządkować.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 04/06/2014
Liczba postów : 682
Skąd : Kamienica w Londynie.

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Pią Paź 31, 2014 2:42 pm

Luca nie był straszny! Przynajmniej Yui nie postrzegała go w takich kategoriach. Jeśli tylko nie zacznie opowiadać o siekierach ani nie daj Merlinie, nie zacznie z nimi spacerować po Londynie, był jednym z najmilszych Krukonów. Najmilszych w pewnym sensie, bo posiadał swoje zmienne nastroje. Do tej pory Yui nie mogła mu wybaczyć, że podjadał jej budyń na obozie. Z drugiej strony była mu wdzięczna, że jej tam towarzyszył. Skai polubi go bezproblemowo, Yu była tego pewna. Poznają się oboje, zaprzyjaźnią i będzie spokojna, że przyjaciółka będzie "bezpieczna". Odkąd dowiedziała się od Amycusa o Spencerze, spanikowała. Sky musi być zawsze z kimś. Z kimś, kto jej będzie pilnował, gdy one z Arią nie będą mogły.
Yui na początku buntowała się. Pamiętała dzień, w którym Derek wysłał jej list do Hogwartu. Zostanie zaręczona. Niby od dawna była przygotowana, że ojciec wywinie tego typu numer, lecz gdy doszło do tego, Yumi przez wiele dni chodziła jak w transie. Bunt to naturalne zachowanie aczkolwiek na niewiele się zdało. Protestowała, a i tak otrzymała piękny szafirowy pierścionek spoczywający w puzderku w jej pokoju w Shieffield.
Zerknęła kątem oka na Arię, gdy ta smakowała nowego słowa, które pomogłoby w zaakceptowaniu ponurej przyszłości. To naiwny sposób pogodzenia się z nieuchronnym. Yui znosiła to dużo gorzej i chciała tego oszczędzić Arii. Merberet nie miała wtedy z kim o tym porozmawiać, była sama.
- Nie przeceniam, nie prawda. - zaprotestowała, uśmiechając się do Arii z nadzwyczajną pewnością siebie. Z chłopcami trudno było spokojnie porozmawiać, w szczególności, gdy byli oni "światowi" i sławni w Hogwarcie. Sama przerobiła to na własnej skórze, wielokrotnie mając ochotę posłać Amycusa do diabła za jego rozumowanie odwrotne.
- Dasz radę, Aria. Możesz poćwiczyć mówienie do Gila... nie na Gilu tylko na przykład na zaczarowanej zbroi. Potem gdy będziesz miała go przed sobą, wmów sobie, że jest zbroją i trema zniknie. - kolejny uśmiech, który nie dotarł jednak do oczu Yu. Wciąż pozostawała kwestia tego, iż Amycus leży w szpitalu, a ona nie może go odwiedzić. Póki co nie wspominała o tym Arii, bo ważniejsze było to, co się u niej dzieje. Yumi jakoś sobie radzi, jeśli zapomni się o nieprzespanych, przepłakanych nocach.
- Możemy napisać taką książkę. - wywróciła oczami, jakby to była prosta sprawa. - Może Zonk ma taką zbroję? Chodź, zapytajmy. Jeśli ma to możemy już teraz kupić. Po co ryzykować życiem w Hogwarcie, gdy Filch na horyzoncie? - zapytała i wskazała ręką sklepik otoczony gromadką dzieci. Pan Zonk miał wszystko i jeszcze więcej. Yumi uśmiechała się tak od siebie, bo tego właśnie potrzebowała. Odrobiny szaleństwa podczas normalnej rozmowy z osobą spokojną i opanowaną.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/05/2014
Liczba postów : 334
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Pią Paź 31, 2014 7:50 pm

Aria tak naprawdę nigdy nie była sama. Czasem czuła się opuszczona, jednak zawsze znajdowała jakieś dziwne wsparcie, głównie ze strony siostry. Nie sprawiało to jednak, że pogodzenie się z kierowaniem jej życia przez drugoplanowe osoby stawało się łatwiejsze. Zawsze, gdy rozmowy się kończyły i wracało się do „szarej rzeczywistości”, wszystko powracało.
Zabawne, że jedna i ta sama osoba, może być postrzegana w tak inny sposób. Yumi mówiła o wszystkim tak, jakby było to łatwe. Fimmelówna dobrze zdawała sobie sprawę z tego, ze tak nie jest, jednak mimo wszystko czuła się dziwnie. Nie była pewna, czy chce się pakować w taki układ. Wiedziała, że musi coś z tym zrobić, jednak w tym momencie wkraczała chyba jakaś rodzinna cecha – wybieranie sobie tego, co zasługiwało na największe zainteresowanie. Zdaje się, że ta dziwna „przypadłość” była dziedziczona głównie przez kobiecą część, gdyż zarówno jej matka, Ingrid jak i Porunn miały swoje priorytety. Aria zawsze myślała, że jest całkiem inna niż one, choć mogło to być też tylko złudzeniem. Może wcale tak bardzo się od siebie nie różniły?
- Nie wiem, czy chcę z nim rozmawiać… Albo o nim – zmarszczyła brwi, gdy przed oczami stanął jej znów chłodny wyraz twarzy Grossherzoga ze szpitala. Przypomniała sobie w jak okropny sposób ich wszystkich potraktował, a szczególnie Doriana. Nie powinna o tym myśleć, im więcej czasu mijało od tego zdarzenia, tym bardziej zmieniał się jej tok rozumowania. Wtedy zauważyła w Niemcu coś, co ją niepokoiło i sprawiło, że również on „padł ofiarą” jej współczucia. Nie wiedziała, czy powinna się na niego złościć, martwić o jego stan. Zignorować go, czy próbować do niego dotrzeć.
- On teraz nie jest ważny – stanęła nagle, zmuszając tym samym drugą Krukonkę do zatrzymania się. Zrobiła kilka kroków w przód, by za chwilę odwrócić się twarzą do pół Japonki. – Yui, widzę, że coś cię trapi – rzuciła nagle. Nie była w stanie dłużej wytrzymać widoku smutnej koleżanki. Nie chciała naciskać, zmuszać jej do wyznań, gdyż to zazwyczaj miało odwrotny skutek. Może jednak tym razem powinna? Nie chciała, żeby Yumi dłużej trzymała w sobie cały smutek. Nie mogła pomóc, dopóki nie wiedziała co się dzieje. Może Merberet niekoniecznie chciała jej pomocy, ale warto było spróbować.
- Nie wiem, co się dzieje – spuściła wzrok, próbując nie wyglądać jak jakiś groźny rodzic zmuszający dziecko do wyznań. – Jeżeli nie chcesz mi powiedzieć, zrozumiem to. Pozwól mi jednak sobie pomóc – jej głos był łagodny, spokojny. Wierzyła, że z każdej sytuacji, nieważne jak beznadziejna by nie była, istniało jakieś wyjście. Chwyciła dziewczyną za dłoń i pociągnęła ją w stronę sklepu Zonka. Trochę szaleństwa nie zaszkodzi, a jeżeli miało to poprawić jej humor, to było warto. Poza tym… mogło to być faktycznie bardzo zabawne.
- A teraz kupimy tę zaczarowaną zbroję, jeśli będzie dostępna – powiedziała stanowczo, mijając gromadkę dzieci. Chciała dać jej tym do zrozumienia, że ma wybór, a Aria nie będzie jej więcej niepokoić, jeżeli postanowi po prostu milczeć. Miała do tego prawo, a kim była Fimmelówna, żeby mogła w jakikolwiek sposób wymuszać odpowiedzi?
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 04/06/2014
Liczba postów : 682
Skąd : Kamienica w Londynie.

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Pią Paź 31, 2014 8:20 pm

Nikt nigdy nie był sam. Teoretycznie. Zawsze gdzieś w okolicy jawił się jakiś człowiek bądź zwierzątko. Yui spędzała najwięcej czasu z jeżem, który notabene przebywał na urlopie u Francisa Lacroix. Nie mieli oboje czasu spotkać się i prawdopodobnie nastąpi to dopiero pod koniec sierpnia bądź we wrześniu. Krukonka już poważnie tęskniła za swoim jeżem. Nie miał kto odpędzać koszmarów w nocy, gdy brakowało obok policzka delikatnych kolców małego kolczastego jegomościa.
To wszystko nie było łatwe aczkolwiek Yumi starała się to w ten sposób przedstawić. Skoro Aria tak właśnie na to spojrzała oznaczało to, że się jej udało. Udało się się ją chociaż trochę pocieszyć i kiedyś w przypływie sił postanowi oswoić sobie Gilgamesha, aby w przyszłości umieć dzielić z nim życie. Niestety do tego potrzeba było współpracy i dużego zaangażowania z obu stron. Yumi miała łatwiej w tej kwestii, bo i ona i Amycus zgodnie postanowili dać sobie szansę i sprawdzić czy umieliby tworzyć coś na kształt... narzeczeństwa.
Na policzkach Yu pojawiły się ledwie widoczne rumieńce, które zbladły w kontakcie z promieniami słońca. Zażegnała więc rozmowę o Gilu uznając, że to nie jest odpowiednia pora na psucie sobie humoru i rozważanie czy da się go "oswoić". Wsunęła magazyn astronomiczny do torebki, zaś ręce zahaczyła o kieszenie rybaczek. Zmarszczyła brwi, zmuszona do zatrzymania się w połowie drogi. Uniosła głowę i spojrzała na Arię przez chwilkę speszona, co się stało. Myślała, że podoba się jej pomysł ćwiczeń na zbroi rycerza. Uciekła automatycznie wzrokiem na stwierdzenie Arii. Czy coś ją trapi? Oczywiście, że ją trapi. Pewien człowiek, leżący w szpitalu, działający na nerwy pielęgniarkom, straszącym innych pacjentów. Amycus ją trapił od trzech miesięcy, przecież to było widać.
Yui zgarbiła ramiona i westchnęła. Zamknęła na chwilę oczy wzbierając w sobie siłę i odwagę do mówienia o tym, co leży jej na sercu. Tak trudno było się jej zwierzyć, bo nigdy prawie tego nie robiła. Od małego dusiła w sobie swój ból zadawany przez obecność psychopatycznego Dereka zaślepionego zazdrością.
- Pomóc się chyba nie da. - uśmiechnęła się smutno. - Po prostu... Amycus jest w świętym Mungu. - machnęła ręką gdzieś za siebie, gdzie wiele mil dalej znajdował się szpital. Umyślnie omijała tamte tereny. Obiecała, obiecała i go nie odwiedzi. Nie myślała jednak, jak będzie jej trudno. To coś nowego, że zaczęła się o niego martwić.
- Na obozie miał wypadek i niemal stracił rękę. - gdy to powiedziała poczuła wewnątrz parcie na wyjaśnienie wszystkiego od deski do deski. Na wspomnienie o tym, jak bardzo ją przerażał, gdy obiecywał jej "zemstę" na Dereku dwa miesiące temu. Oraz mieszane uczucia, coraz cieplejsze pod jego adresem wbrew własnej woli, rozsądkowi i planom. Zamrugała gęstymi rzęsami odpędzając od siebie smutek. Starała się wyglądać swobodnie, przynajmniej odrobinę.
- Uratowali ją, ale ma jakąś toksynę w żyłach i teraz próbują ją stamtąd wypędzić. Ale nie to jest najgorsze. On nie chce patrzeć na tę rękę. Poprosił, żebym go nie odwiedzała dopóki się z tym... nie oswoi. - wydusiła z trudem z zaciśniętego gardła i następnie pojawiła się panika. Że powiedziała za dużo i nie jest to bezpieczne. Być może to się wyda, rozejdzie po plotkach, pojawił się strach, że odsłoniła się kawałek przed kimś. Wystarczyło jednak spojrzeć na wyraz oczu Arii, a się uspokoiła.
- Chodźmy do Zonka. - spuściła wzrok po dłuższym milczeniu. Czasami wymuszenie odpowiedzi pomaga otworzyć się przed drugą osobą. Yui kiedyś starała się wyjaśnić swoją sytuację Skai, lecz nie wyszło jej to tak, jakby chciała. Dziewczyna bała się, że mogłaby utracić tę radość mulatki przez własne problemy, zbyt duże jak na piętnastoletnią uczennicę. Z ulgą powitała lekkie powietrze sklepu Zonka.

[z tematu x 2]
Zobacz profil autora
Hristina Georgiew
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 28/04/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Bułgaria

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   Sro Gru 16, 2015 12:57 am

Czas leciał zdecydowanie zbyt szybko w Hogwarcie - czego Hristina się zdecydowanie nie spodziewała. Co prawda momentami łapała ją monotonia, a godziny dłużyły się niemiłosiernie(w końcu ile można czekać na świeże bułki?), jednakże nie zdarzało się to często, a potem orientowała się, że zamiast wtorku mieli już piątek. Wciąż zostało jej kilka pozycji w bibliotece do przeczytania na temat run, kilka pomysłów na pieczywo do sprzedania skrzatom czy zakamarki do zwiedzenia na miotle. Nie planowała jednak wyjeżdżać na dniach, zostawiając za sobą miejsce stażu, szczególnie, że nawiązywanie nowych znajomości i odświeżanie starych nie szło źle - wręcz przeciwnie. Przyjemne towarzystwo Bena, wprowadzającego ją w te tajniki mugolskiego świata, do których sama nie zdołała dotrzeć, Sebastian, który był najzwyczajniej intrygujący i rozrywkowy, a do tego Envy, czyli ostatnia osoba, której by się spodziewała w takim miejscu jak Hogwart. Co do tego ostatniego przypadku miała wciąż mieszane odczucia, ale skłamałaby twierdząc, że nie cieszyła się widząc go ponownie.
Oderwaniem od rutyny stał się zjazd absolwentów jej rocznika w Durmstrangu, na który zaproszenie dostała już miesiąc wcześniej - i tak prawie zapomniała. Przypomniał jej nie kto inny jak Pride, pytając czy ma coś przeciwko wspólnemu wypadowi w stare strony. Nie miała. Szczególnie, że nadal była zdecydowanie za bardzo do niego przywiązana emocjonalnie, co bywało problematyczne, gdy siedziała nocami sam na sam ze swoją sową patrzącą na nią z wyrzutem po wizytach Bułgara. "No co?" odpowiadała tylko Vladowi, zabierając się za sprzątanie pierwszej lepszej półki lub biurka. Wiedziała, że ptaszysko miało rację, ale ciężko powiedzieć samej sobie nie, gdy dawne uzależnienie rozsadza żyły, pompując pożądanie wprost do serca - a ono pragnęło bliskości bardziej niż dziewczyna chciałaby przyznać na głos.
Na zjeździe obowiązywały dawne mundurki wyjściowe - a raczej mundury, biorąc pod uwagę jak zacnie się prezentowały, jak inaczej od tych w Hogwarcie. Nawet z jej wzrostem wyglądała majestatycznie, przemianowana chwilowo na Generał Georgiew. Dobrze było zobaczyć większość starego towarzystwa, wypić trochę wódki - jak za dawnych, szkolnych lat. No dobra, tak starzy nie byli, ale zabawa była znacznie lepsza przy akompaniamencie dobrej czystej. Gdzieś nawet poczuła ukłucie tęsknoty, pamiętając jedno z wielu takich spotkań w dormitoriach, przed zniknięciem Envy'ego, gdy wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku - szczególnie, że sam delikwent nie pozwalał jej odrzucić wspomnienia, umiejętnie znajdując momenty, by znaleźć się z nią sam na sam chociażby po to, by wyszeptać coś do ucha.
Późno zorientowała się, że zapomniała o czymś ważnym. Zerwała się więc w pewnym momencie, wypiła ostatni kieliszek w tempie ekspresowym, podziękowała towarzystwu za wspaniałą zabawę, po czym poza murami szkoły teleportowała się na Pokątną. Miała nadzieję, że Watts nie zamierza jej przerobić na imprezową kajzerkę za to karygodne zaniedbanie. Tylko teraz gdzie by go tutaj szukać... Zaraz. Różdżka! Coś z różdżką. No dobrze, to gdzie by się tutaj udać... Myślała gorączkowo, rozglądając się na wszystkie strony, czytając każdy napotkany wzrokiem szyld. Z tych emocji nawet nie wpadła na to, by kogoś zapytać, po prostu zaczęła truchtać w pierwszym lepszym kierunku. Czerwony mundur Durmstrangu zdecydowanie się wyróżniał, ale miała ważniejsze rzeczy na głowie niż dumne paradowanie(nawet jeśli bez kapelusza kapitańskiego). W końcu dojrzała z oddali znajomą blond czuprynę - nie można przecież zaprzeczyć, że Krukon nie wyróżniał się aparycją - i wzrostem, co dla Bułgarki było bardzo pomocne.
- Hej, Chodząca Imprezo! - krzyknęła nieproporcjonalnie głośno do własnego wzrostu, po czym podbiegła na podobieństwo rudej strzały do prefekta. Lekko zdyszana zaśmiała się, po czym klepnęła go w ramię. - Wybacz, całkowicie zawaliłam harmonogram.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Alejka na Pokątnej   

 

Alejka na Pokątnej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Markowy sprzęt do Quiddicha
» Magiczna Menażeria
» Alejka główna
» Alejka w ogrodzie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Londyn
 :: 
Magiczne Ulice
 :: Pokątna
-